Forum

10 lat temu – dekada z „Zemstą Sithów”

Najmłodszy epizod Star Wars (przynajmniej do grudnia ) dorobił się w końcu pierwszej pełnej dyszki. Kiedy niedawno planowaliśmy poświęcić tej okazji majowe rzeszowskie spotkanie fanów spotkałam się ze strony przynajmniej 2 osób z wielkim zdziwieniem „To już 10 lat?!”. Tak jest. Jak zwykle szybko zleciało. Trochę się przez ten czas wydarzyło, a przez większość tych lat można było myśleć, że „Zemsta Sithów” to ostatni epizod na wielkim ekranie.

Każda tego typu okazja, budzi we mnie sentymentalnego fana, który lubi powspominać, jak to drzewiej bywało Jak zwykle jestem też ciekawa wspomnień innych fanów, tych którzy pamiętają premierę, tych którzy poznali ten epizod później i tych, którzy swoją przygodę zaczęli właśnie od „Zemsty Sithów”. Macie jakieś wyjątkowe wspomnienia? Co podoba się Wam w Zemście najbardziej? Co się nie podoba? A może to Wasz ulubiony epizod?

Niestety moje pierwsze skojarzenie związane z premierą „Zemsty Sithów” to… żal. Ale idźmy po kolei.
W roku 2005 byłam na studiach, miałam dużo czasu na fanowskie sprawy, fajne czasy. Razem z promilem postanowiliśmy trochę ożywić Rzeszowską Akademię Mocy (większość z założycieli i głównych organizatorów w tamtym okresie trochę się rozjechała/zajęła czym innym). Zaczęliśmy snuć nieśmiałe plany i organizować co nieco dla fanów. W tamtych czasach już regularnie zaglądałam na Bastion, ale nie byłam jeszcze zarejestrowana. Ogólnie był entuzjazm i oczekiwanie na wielką premierę roku.
Starałam się unikać spoilerów, ograniczałam się do ogólnych informacji/zdjęć/zwiastunów. Nie szalałam też ze zbieraniem materiałów i gadżetów. Ale byłam silnie przekonana o tym, że „Zemsta Sithów” będzie świetna, ponieważ, jak wielokrotnie przekonywałam siebie i innych, nie może być inaczej. Z góry wiedzieliśmy, że pewne wydarzenia się w niej znajdą. Wydarzenia, które musiały nieść ze sobą wielki ładunek emocji, MOC. Zwiastuny i to silne przekonanie sprawiły, że oczekiwania rosły bardzo. Pamiętam jak w dniach poprzedzających premierę siadaliśmy z bratem przed komputerem, żeby oglądać zwiastuny. I strasznie się nakręcaliśmy.

Załapałam się nawet wtedy na jakiś wywiad w lokalnej prasie dotyczący SW. Skontaktowaliśmy się z kinem Zorza (nasi koledzy i koleżanki z RAMu organizowali tam wcześniej premierę „Ataku klonów”) i umówiliśmy się na uświetnienie premiery o północy. Wtedy w Rzeszowie powstał już pierwszy Helios i Zorza, po raz pierwszy od lat, jeśli chodzi o SW, miała konkurencję. Ja, chociażby ze względu na sentyment (tam widziałam wszystkie epizody), nie brałam pod uwagę innego kina. No i mieliśmy już kontakt z kierowniczką z poprzedniej imprezy. Już po premierze, z gazety, dowiedzieliśmy się, że na seansie o północy w Heliosie też była grupa fanów w kostiumach, był z nimi wywiad. Wynikało z niego, że najwyraźniej mieli jakiś fanklub. Śmieszna sprawa, w tak niewielkim mieście, jakim jest Rzeszów, nigdy nie udało się nam z nimi skontaktować, a próbowaliśmy. Choć poznaliśmy ludzi, którzy coś tam o nich wiedzieli. Ciekawe czy są nadal aktywnymi fanami, czy raczej był to jednorazowy zryw z okazji premiery.

Pamiętam wieczór 18 maja. Strasznie lało, mama kończyła płaszcz Sitha dla mojego brata, a ja biegałam po domu zbierając się w pośpiechu. Nawet wspominkowy komiks kiedyś o tym wieczorze narysowałam:
http://img135.imageshack.us/img135/5681/przedrots2zw7.jpg
(Trochę mi się styl zmienił To były początki „Z życia fanów”.)
Tą małą akcją zajęliśmy się w sześć osób, na tej premierze zabrakło niestety wielu innych znajomych fanów. Na zapleczu kina przebieraliśmy się w kostiumy, a w całym kinie rozbrzmiewała muzyka Williamsa. Ja byłam przebrana w strój inspirowany Padmé. Miałam dwa doczepiane warkocze, które udało mi się skombinować na tę okazję i które zostały upięte jak jej fryzura z Mustafar. Jeden z kolegów, który odtwarzał walkę, miał bardzo fajny kostium Obi-Wana z „Mrocznego widma”. Problem był tylko taki, że kiedy go szyto był chudym nastolatkiem, a w 2005 r. wyrośniętym kulturystą. Buty miał za ciasne, a pas dopinałyśmy na nim z koleżanką we dwie. I ledwo dałyśmy radę. Do dziś bardzo żałuję, że w całym tym zamieszaniu nikt z naszej grupki nie wziął aparatu i nie mamy absolutnie żadnego zdjęcia z tej premiery. Jest jedynie troszkę poszatkowane, kiepskie nagranie, na którym uwieczniono głównie walkę chłopaków na miecze świetlne i fragment konkursu, który zorganizowaliśmy. Widać, że sala jest zapełniona może w połowie, a atmosfera nie jest tak fajna, jak w przypadku premiery „Ataku klonów”, kiedy kino było pełne. Nie wiem co wpłynęło na tak niską frekwencję, pogoda, konkurencyjny multipleks? Pewnie raczej to drugie. Ogólnie nie uważam, żeby był to najbardziej udany event w historii RAMu

A potem zaczął się film. I dość szybko poczułam, że to nie jest to na co czekałam. Bzykacze, przerysowany R2, bitwa skupiająca się tylko na duecie Ani-Obi… Pamiętam, jak po ok. 20 czy 30 minutach spojrzeliśmy na siebie z promilem i oboje mieliśmy wypisane na twarzy niedowierzanie pomieszane z rozczarowaniem. Ale cały czas czekałam, myślałam sobie, zaraz wydarzy się coś co mnie wzruszy i zachwyci. Niestety tak się nie stało. Pojawiły się końcowe napisy, ludzie wokół się zbierali, a ja siedziałam i płakałam. Z dwóch powodów, po pierwsze myślałam, że to może być ostatnie takie wyjście do kina na nowe Gwiezdne Wojny, a po drugie z powodu okropnego zawodu. To był naprawdę straszny żal, czułam się jak dziecko, któremu pokazano wymarzoną zabawkę, a potem sprzątniętą ją sprzed nosa.
Na początku nawet nie miałam siły komentować, a jak już zaczęłam, to wylewały się ze mnie bardzo emocjonalne żale. Jedna koleżanka ze względu na nocną porę seansu nocowała u mnie. Pamiętam, że jak szykowaliśmy się do spania to nadal marudziłam. Natomiast rano, jak jedliśmy w trójkę śniadanie, to starałam się spojrzeć na wszystko w trochę inny sposób, zmienić nastawienie (brat i koleżanka chyba mieli już dość mojego wałkowania tematu i o ile mnie pamięć nie myli tylko w milczeniu przeżuwali ).
Zresztą o swoich zastrzeżeniach pisałam na forum nie raz, np.:
http://gwiezdne-wojny.pl/Forumr/Temat/6322#210592
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/13594#448166

Nie poszłam na kolejny seans. Poprzestałam na premierze. A jakiś czas później przeczytałam adaptację książkową. I to nad nią kilka razy się wzruszyłam, właśnie przy tych scenach, które miały to uczynić w filmie, ale tego nie zrobiły. Książka sprawiła, że bardziej przychylnym okiem spojrzałam na film, zapełniła pewne braki. Z czasem coraz bardziej się z tym wszystkim oswajałam i kiedy teraz obejrzałam w gronie fanów w całości Zemstę, po dość długiej przerwie, wiele z tych elementów, których nie mogłam dawniej znieść, nie wywoływało już tak skrajnych emocji. Jakoś spokojniej do tego podchodzę. Dalej żałuję, ale już nie rwę włosów z głowy.

Mam też zabawne wspomnienia związane z pewnym seansem zorganizowanym dla dzieciaków. Robiłam o tym nawet komiksy. Komentarze maluchów w trakcie projekcji były ucieszne, cały czas był szum na sali, ale jak Anakin płonął to zrobiło się cicho jak makiem zasiał Ciekawe czy któreś miało nocne koszmary. A ja tak bardzo chciałam puścić im coś ze Starej Trylogii. Widzę, że jeden z tych komiksów jest już nieaktywny, będę musiała wrzucić go jeszcze raz.
http://img260.imageshack.us/img260/8967/pg13y.jpg

Po tym całym narzekaniu warto podkreślić, że uważam, że w tej części są rewelacyjne sceny czy fragmenty. I cytat, który bardzo lubię: „Do what must be done, lord Vader. Do not hesitate. Show no mercy.” Przydaje się, jak muszę się do czegoś zmobilizować Nawet przywykłam uważać ten epizod za najlepszy z Prequeli. On nie jest jakiś koszmarny, on po prostu jest zmarnowaną szansą i moim największym rozczarowaniem jeśli chodzi o Gwiezdne Wojny na wielkim ekranie.

Koniec mojego przynudzania (przynajmniej na razie ), teraz chcę przeczytać wspomnienia innych.


PS Chcąc przenieść się w czasie można zajrzeć do recenzji pisanych na forum zaraz po premierze: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/6184

A dla mnie

Zemsta Sithów była jednym z niewielu samotnych wyjść do kina w moim życiu, jednym z pierwszych od czasów dzieciństwa, kiedy to mama robiła zakupy w centrum, a kino było idealne, aby zostawić gdzieś na dwie godziny swoją pociechę xD

Ale ja w ogóle to lubię czasem pobyć sam. Spędzić dzień sam ze sobą, sport uprawiam sam, do kina czy na obiad też lubię wyskoczyć sam. Wtedy chyba pierwszy raz to odczułem. To było dla mnie ważne wydarzenie, nie chciałem wpychającej mi się pod ramię laski, czy śmieszkujących moment po wyjściu z kina znajomych.

W sumie to co do dziewczyny, to nawet (moja ówczesna) odprowadziła mnie tego dnia do kina. Rzecz jasna zaproponowałem wspólny seans, ale ku mojej uldze nie było chętna oglądaniu Gwiezdnych Wojen (ufff), więc szybko jej powiedziałem, ze naprawde nie mam nic przeciwko temu, aby obejrzał sam.

Pamiętam, że powiedziałem jej, żeby wyobraziła sobie, że jej najukochańszy zespół gra ostatni, pożegnalny koncert. Niby dalej będą płyty i inne nagrania (Czytaj : expanded universe i epizody na DVD xD), ale to ostatni raz aby zobaczyć jak grają na żywo (czytaj : ostatnia premiera SW na dużym ekranie, ever <EHE xD>

Także zawinęła się do domu, który zresztą ma blisko kina, a ja zostałem sam. Kolegów też miałem z głowy, bo nie-nerdom nie proponowałem, a nerdy poszły na ... popołudniowy seans. Nie mogłem tego zrozumieć, dla mnie z magią kina powiązane jest to, że jest ciemno gdy z niego wychodzę. Jasne, zdarza mi się iść za dnia, np w trakcie nudnego wykładu z koleżankami i kolegami pojść nawet o 11tej do Multikina w Złotych, ale wtedy jest to zabicie czasu, jakiś tam film, bardziej wyjście ze znajomymi.

Gdy mam do czynienia z filmem dla mnie ważnym, z przygodówką która ma mnie zabrać na chwilę do dzieciństwa ... to musi to być wieczorny seans !

PS "Do dzieciństwa" - haha, sam miałem wtedy 15 lat xD

Co do filmu - ponownie jak Kasis. Zażenowanie. Pierwsze 30 minut ... Boże ... Jaka kpina. To miał być najmroczniejszy epizod ... Takie Imperium dla prequeli ... a tutaj piski buzzdroidów, R2D2 wyczyniający jakieś cuda, czerstwe żarty, akcje rodem z kreskówek ...

(BTW, Stover pięknie to rozegrał w swojej nowelizacji, scena z zażenowanym Dooku oglądającym to poprzez monitoring xDD PIĘKNE)

Film gnał dość szybko, a ja czasami zerkałem na zegarek. Miałem myśli typu "kurde, już 1/3 filmu, a nie dzieje się nic, co by mnie wgniotło w fotel, nic co by wzruszyło ... hej, CO JEST OSTATNI EPIZODZIE STAR WARS W MOIM ŻYCIU??!!

Zażenowanie trwało. Byłem piętnastolatkiem, oglądającym film dozwolony od lat 13, a czułem się jakbym oglądał poranne kreskówki na Polsacie.

W dodatku te wszechobecne, plastikowe, męczące efekty ...

... psioczenie, psioczeniem, ale podobnie jak Kasis, tak i ja ... bawiłem się w sumie dobrze. Sam fakt oglądania nowych SW, to już było to. A gdy doszło do scen pokroju Rozkazu 66, ostatniej rozmowy Anakina z Obim, płonącego Vadera ... no kurde, jak bardzo by plastikowe nie były, jak sztucznie zagrane, jak "przefajnowane" ... tak jednak zrobiły na mnie jakieś tam, emocjonalne wrażenie.

Wyszedłem z kina, była ciepła noc. To był chyba piątek, więc na ulicach tłumy, zwabione pierwszymi,dającymi się spędzić na zewnątrz nocami, oraz weekendem. Pamiętam, że wyszedłem lekko skołowany, mimo wszystko rozkminiając film, przeżywając te sceny w głowie po raz wtóry.

Powrót do domu ledwie pamiętam, jedyna scena która mi została w głowie, to ... częstujące mnie papierosami, lekko podchmielone studentki na wiadukcie (wtf xD)

Nie pamiętam, czy za nowelizację wziąłem od razu po filmie (książka była prezentem, od wspomnianej już, ówczesnej dziewczyny), ale wiem że przed filmem dzielnie jej nie tykałem.

... a następnego dnia poszedłem do kina do raz drugi. A co

PS

Acha, no i największy ból - INTERNET NIE DZIAŁA! xD Nie działał już ze 3-4 dni przed premierą filmu. Powód prosty - wyprowadzaliśmy się, więc zerwaliśmy umowę. I to z miesiąc czy dwa wcześniej. A te czuby nie odłączały. Nie wiem, miałem może nadzieję że przedłużymy z nimi umowę, czy co?

Teraz jest nie do pomyślenia, aby rezygnować z neta np miesiąc przed przeprowadzką i skazać się na 30 dni bez neta, wtedy nie było to takie oczywiste. Koniec umowy, OK, po co przedłużać jak za 1-1,5 miesiąca nas tu nie będzie.

No szkoda, bo bardzo chciałem wejść na Bastion. Byłem wtedy zapalonym forumowiczem (i na Kantynie też ciągle się siedziało) i bardzo mnie bolało, że nie mogę wejść na forum, popisać z innymi o filmie. Czasy, gdy założyłem konto tutaj, to czasy sprzed social media, nikomu się nie śniły żadne Fejsy (kurde, nawet youtube`a nie było, CAN YOU IMAGINE??), więc na internetowy hype z innymi fanatykami, mogłem pozwolić sobie tylko tutaj xD

A po przeprowadzce porwało mnie życie licealisty, więc Bastion poszedł w odstawkę ... i to chyba aż do 2009 ;o No, szkoda, TFA to już dla mnie nie to samo, ale wspólnie z Wami przeżywać RotSa, to akurat bardzo chciałem. <3 :*

z życia Matka z matką

Matek napisał:
Zemsta Sithów była jednym z niewielu samotnych wyjść do kina w moim życiu, jednym z pierwszych od czasów dzieciństwa, kiedy to mama robiła zakupy w centrum, a kino było idealne, aby zostawić gdzieś na dwie godziny swoją pociechę xD

-----------------------

W mordę... nie będę się wypowiadał o procesach wychowawczych w twojej rodzinie, ale jeden + rodzicielki, że zostawiała cię w kinie, a nie w szafie czy gdzieś indziej.

Swoją drogą, czytając jak wyrosłeś, to na jakich filmach bywałeś w dzieciństwie?
No i może Kathi trochę ci odpuści dzięki temu

Re: z życia Matka z matką

Park Jurajski 2, Flubber, Mój Przyjaciel Marsjanin itd xD No kaman, z Tobą mama siedziała i trzymała Cię za rękę, nigdy nie byłeś sam w kinie? Ja to uwielbiałem, lepsze to niż ganiać po butikach i czekać pod przymierzalnią Żałuję, że moja laska nie chce rozgrywać tego w podobny sposób xD Raz nawet na jakimś wczesnym seasnie byłem tylko ja i grupa nastolatków, którzy wyszli w połowie. Mieć z 9 lat i całe kino dla siebie - wiesz jaka to radocha?

bycie

samemu w kinie, nawet jako dzieciak, a zostawianie "pociechy" w ciemnej sali...

Swoją drogą odwiedzanie butików też przynosi pewną naukę. Mało jest rzeczy, które tak biorą kobiety jak trafne spostrzeżenia odnośnie fasonu... i wiem, można wyjść na geja, ale jak ktoś ma wy* na to to same plusy

Bez przesady.

Akurat tutaj stanę w obronie Matka, kiedy ja i Karolina byliśmy mali, moja mama zabierała nas do Warszawy, gdzie odprowadzała nas do kina, usadzała na sali, szła sobie na kilka godzin na zakupy i wracała po zakończonym seansie.

Robiliśmy tak multum razy i nic nam się nie stało, byliśmy na Ekspresie Polarnym, Mój brat niedźwiedź, Gdzie jest Nemo, Potworach i Spółce. <3

no tak

ale ja go nie atakuję i zaczynam widzieć, że to ja miałem skrzywione dzieciństwo omg

Re: 10 lat temu – dekada z „Zemstą Sithów”

A co mi tam, napiszę, bo pamiętam jakby to było wczoraj.

Byłem wtedy w wieku gimnazjalnym, ale od razu wyjaśniam, że wychowałem się jeszcze na starej Trylogii, więc traktowałem Zemstę Sithów głównie jako szansę na zobaczenie - wreszcie - jak Vader stał się Vaderem.
Przed premierą szprycowałem się trailerami jak opętany, szczególnie uwielbiałem pierwszy teaser, ten z monologiem Bena z Nowej Nadziei (swoją drogą wciąż uważam, że jest to najlepszy trailer ever). Chłonąłem też w tym czasie komiksy (zarówno te wydawane przez Mandragorę, jak i nielegalnie czytane online Republicsy - po angielsku na jakiejś ruskiej stronce), gry (Repulic Commando, Battlefront), Clone Wars Tartakovsky`ego, książki, słowem wszystko co tylko się dało znaleźć związanego z okresem Wojen Klonów.

Na premierze byłem z tatą i z kolegą. Pierwszy raz miałem okazję poznać to wspaniałe uczucie, kiedy ogląda się coś wcześniej niż Amerykańce. Był nawet w kinie jakiś event z tym związany, poczęstunek, konkurs z nagrodami, full wypas.
Co najbardziej zapadło mi w pamięć: początkowe, żółte napisy były po Polsku. Ludzie byli przekonani, że musi to oznaczać dubbing... Zrobiło się ogólne poruszenie, szepty, ktoś nawet zaczął buczeć, ale szybko go uciszono. Zaczęła się początkowa sekwencja bitwy o Coruscant i wszyscy zamilkli. Siedzieliśmy jak na szpilkach, wszechobecne napięcie było wyczuwalne w powietrzu, scena ciągnęła się w nieskończoność, wybuchy, jakieś ginące klony, aż wreszcie zabrzmiało "Lock onto them Artoo", a w następstwie zbiorowe westchnienie ulgi. ;]

Wiadomo, że sztywna gra aktorska to tylko jedna z wielu wad Zemsty, a Vader w zbroi pojawia się dopiero w ostatnich minutach, ale wtedy, podczas premiery, film zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Może byłoby inaczej, gdybym nie znał np. kreskówki Tartakovsky`ego, która o wiele lepiej niż drugi Epizod buduje sympatię dla Anakina i klonów.
Może byłoby inaczej, gdybym nie uwielbiał Aayli Secury dzięki komiksom Republic.
Podejrzewam, że właśnie z powodu EU Zemsta Sithów zdołała wzbudzić we mnie tyle emocji. Była też oczywiście ta mroczna świadomość, że to prawie na pewno ostatni film Star Wars w moim życiu, ale skrycie wierzyłem, że kiedyś, jako stary człowiek, będę miał okazję znów pójść do kina na Gwiezdne Wojny. Heh, nie spodziewałem się tego tak szybko (nawet nie licząc TCW z 2008).

Wracając do tego, jak EU wpłynęło na mój odbiór filmu: Bardzo jestem ciekaw, co powiedziałby o Zemście Sithów ktoś, kto najpierw obejrzał wszystkie odcinki The Clone Wars. Aktualnie na świecie musi być całe mnóstwo takich dzieciaków. ;] Śmierć Plo Koona, Cody strzelający do Obi-Wana... oglądanie tego po raz pierwszy po TCW musi być niezłym ciosem.

Re: 10 lat temu – dekada z „Zemstą Sithów”

Slavek_8 napisał:

Podejrzewam, że właśnie z powodu EU Zemsta Sithów zdołała wzbudzić we mnie tyle emocji.

-----------------------

Ależ oczywiście, że tak! Już sam fakt że EII i EIII dzieliły 3 lata, zarówno filmy, jak i czas akcji wewnątrz uniwersum, tym samym komiksy i książki były jak wieści z frontu, dawały niezłą "wczuwkę" do EIII, nie czuło się zerwania z wątkiem w latach dzielących premiery obu filmów!

zazdrość

- to słowo, które najlepiej oddaje mój stosunek do tego epizodu. Zazdroszczę tym wszystkim, którzy na EIII czekali i po drodze wychodziły wszystkie te pozycje z EU dziejące się pomiędzy AOTC a tym epizodem. Jak pisze Matek, to musiało być jak poznawanie świeżych wieści z frontu. Zazdroszczę im przeżywania w kinie dopełnienia sagi, ostatniego epizodu.
Dlatego pomimo iż poznawałem wszystko po czasie, czuję sentyment do EU z tamtych czasów. Wydania Mandragory itp

Tak się jakoś złożyło że kiedy wszedłem w świat SW to "Zemsta Sithów" była pierwszym epizodem jaki zobaczyłem (z jakiegoś powodu EI i EII na DVD dostałem dopiero na następne święta ). Moje wrażenia wtedy?
Generalnie byłem już prawie po przejściu Battlefront II (tryb kampanii), więc co mnie m.in. ciekawiło to jak tamtejsze bitwy mają się do filmu. Byłem więc zawiedziony, kiedy np. Felucia czy Mygeeto pojawiły się raptem na 5 sekund. Ogólnie jednak byłem zauroczony - miałem 12 lat to jeszcze nie dostrzegałem wielu wad. Podobały mi się zwłaszcza ujęcia flot nad Coruscant, Palpatine manipulujący Anakinem, "aresztowanie" Sitha wraz z wystąpieniem w Senacie, oba końcowe pojedynki.. no i widok Gwiazdy Śmierci w budowie. Zapowiedź Mrocznych Czasów (nie, nie komiksu zresztą wtedy znałem tylko "Genrała Skywalkera" i myślałem że wszystkie komiksy SW są tak... zbędne). Rządów Imperium Sithów. Uwieńczenia intrygi Palpatine`a.

Oczywiście potem było to całe TCW w kinie, ale uważałem że to kompletne dno, dewastacja uniwersum i w ramach buntu nawet nie planowałem tego oglądać. Zresztą 3 lata później zobaczyłem ten film w telewizji i... pożałowałem tego. Trylogia Sequeli zapowiada się lepiej ale to wciąż nie to samo - alternatywna wersja wydarzeń po EVI, a nie część sagi. Choć z drugiej strony może to być szansa dla Szczecińskiej Floty, więc...

Re: zazdrość

Onoma napisał:
Choć z drugiej strony może to być szansa dla Szczecińskiej Floty, więc...
-----------------------

Swoją drogą, poruszyłeś dość istotny temat - Część VII SW jako szansa dla lokalnych fandomów. Czy na skutek VII Epizodu może dojść do dużego ożywienia wśród miłośników SW? Czy obecne fankluby i spotkania fanów na tym zyskają, czy stracą? Bo bardzo prawdopodobne, że znów dostaniemy serię szybko powstających fandomów w całej Polsce jak grzyby po deszczu. W ten sposób mogą powstać całe rzesze nowych fanów.

Pytanie tylko, czy ci nowi fani nie wyprą starych? Albo czy starzy fani w razie czego będą umieli się odnaleźć w nowym fandomie? A może do istotniejszych zmian mimo wszystko nie dojdzie?

Re: zazdrość

Byś był w sobotę, to byś nie musiał zadawać takich pytań : P

...

10 lat? Ale ten czas zasuwa

W 2005 byłem świeżo upieczonym absolwentem podstawówki. Z tamtego okresu zapamiętałem najlepiej okres oczekiwania na samą premierę. Wojny Klonów Tartakovsky`ego (które doszły aż do momentu rozpoczęcia EIII), komiksy Mandragory czy nowe figurki/klocki Lego skutecznie nakręcały mój hype. Podobnie jak okolicznościowe gazety z kiosków czy reportaż o powstawaniu filmu w telewizji Hyper. Niby miałem wtedy internet, ale poza okolicznościowymi filmikami od Lego (Revenge of the Brick <3) nie pamiętam z niego nic specjalnego.

Nie byłem w tym zresztą osamotniony, bo każdego newsa i każdą nowinkę od razu konsultowałem z kumplem z sąsiedztwa. Gdy zobaczyliśmy, że w sklepie zabawkowym pojawiły się figurki z EIII wiedzieliśmy, że jutro przyjdziemy je kupić. Być może taka była wola Mocy albo zwykły zbieg okoliczności... ale coś mnie podkusiło, żeby schować figurkę Anakina na samym dnie półki sklepowej. Gdy wróciliśmy do sklepu na drugi dzień... okazało się, że figurki podrożały o całe 10 zł. Wyjąłem wtedy wspomnianego Anakina i jak nigdy nic poszedłem z nim do kasy. Na szczęście Pani sklepikarka zaakceptowała starą cenę, chociaż błyskawicznie zawołała obsługę żeby sprawdzili czy nie ma więcej takich egzemplarzy

Swoją drogą przy okazji RotS zapamiętałem jeszcze jedną rzecz - mianowicie fakt, że im było bliżej premiery, tym bardziej odczuwałem... ciężar produkcji? Ciężko mi powiedzieć. Wiele czynników sprawiło, że byłem dosyć przygnębiony premierą. Być może dlatego, że wtedy miał to być już ostatni epizod... a by może dlatego, że po tylu latach wreszcie dotarłem do momentu, w którym Anakin dokona "tego niewłaściwego" wyboru.

Gdy w końcu wybraliśmy się do kina... miałem mieszane uczucia. Z jednej strony film był o niebo lepszy niż Atak Klonów - z drugiej zgrzytałem zębami na drętwe dialogi, ciotowatego Grievousa i błyskawiczną przemianę Anakina w Vadera. Nie oznacza to jednak, że film mi się nie podobał - sceny takie jak walka na Niewidzialnej Ręce czy Rozkaz 66 to jedne z najlepszych w prequelach. No i to zakończenie, w którym widzimy Obi-Wana oddającego małego Skywalkera Larsom - nie wyobrażam sobie piękniejszego spięcia obydwu trylogii.

Zmesta Stihów - to już 10 lat!

1. Gdzie i kiedy?

10 lat temu, 2 razy w kinie. Pierwszy raz z kumplami z osiedla, zaś drugi ze swoją pierwszą dziewczyną, która niestety tylko deklarowała swoje zainteresowanie SW wobec czego musiałem z nią zerwać

2. Wrażenia

Oglądałem z otwartą paszczą. Do dziś kumple mówią, że wyglądałem jak nawiedzony podczas seansu. Później zaczęła się przygoda z książkami typu "legends" aby zapełnić lukę między RotS i TNH.

3. Co bym zmienił?

Nauka jaką wyciągnąłem jest taka, aby nie czytać spoilerów, niesamowicie spieprzyły mi doznania. Największym błędem było spoglądanie na fotkę płonącego Vadera na Mustafar.

4. Podsumowanie

Jest to jeden z leprzych filmów, do których wracam po dziś dzień. Sekwencję pojedynku obi wana z anakinem znam na pamięć. Podobnie jak kilka scen przedstawiających proces powstania Darth Vadera.

10 lat po RotS

Film widziałem w kinie zaledwie 2 razy. Nie będę ukrywał, miałem mieszane uczucia. Trailer, który ukazał scenę kuszenia Anakina, spiski polityczne (rozgrywka Jedi - Kanclerz), a także pojedynki na miecze świetlne, bardzo rozbudził moje oczekiwania. Jak się potem miało okazać, niemal najlepsze sceny z tego filmu, zostały ukazane w tym zwiastunie. Wątki które przedstawiłem powyżej, nie zostały rozwinięte - no może po za walkami na miecze - należycie. To wszystko spowodowało moją irytację i wpłynęło, że wizyt w kinie (z tego co pamiętam), były tylko dwie. Oczekiwania zaspokoił dopiero Stover.

Mimo wszystko do filmu sentyment mam duży. Oglądając go po latach wielokrotnie na DVD dostrzegłem, że epizod III ma też swoje dobre strony. Bardzo dobre role McDiarmida i McGregora, którzy swoim doświadczeniem ratowali nie jedną scenę. Nie najgorzej zaprezentował się Christensen w roli Anakina, a na pewno o niebo lepiej niż w AotC. Sama początkowa bitwa - a właściwie jej rozmach - do dzisiaj robi wrażenie, zresztą i z innymi scenami akcji.

Generalnie RotS, odbieram jako najlepszy epizod z NT, jednakże po tych 10 latach widzę bardzo wyraźnie, jak przez nie umiejętną reżyserię, zaprzepaszczono szansę na dobre ukazanie przemiany głównego bohatera, jak i sam przewrót polityczny.

U mnie trochę inaczej.

Jedyną niegdyś przyczyną obejrzenia SW były... Angry Birds. Tak, wiem co już niektórzy myślą, ale jakoś nigdy nie lubiłem gierntypu CS, czy Diablo, Battlefieldy, więc w wieku 10 lat grałem w m.in. AB Star Wars. Ale z obrazków niewiele dało się wywnioskować, więc pomyślałem "Dobra, obejrzę dla samej fabuły". No i się zaczęło. Jako dziecko byłem zachwycony TPM, w AotC się pogubiłem. Za to RotS wręcz się bałem Sidiousa i nic nie zaczaiłem. Dopiero po kilku następnych seansach zorientowałem się o co chodzi z Vaderem, Grievousem i Imperatorem.

Ale do tematu. Od razu stwierdziłem że mimo RotS w oczach dziecka jest horrorem, będzie jednym z moich ulubionych filmów, przez momenty z Palpatinem: "Republika zostanie przekształcona...", "Wykonać Rozkaz 66". Jak najbardziej czułem się szczęśliwy i uznałem że to SW nie takie głupie jest.

Stosunkowo niedawno się zniechęciłem po obejrzeniu recenzji Pana Plinketta, zresztą jak do innych prequeli, jednak do dziś RotS uznaję za drugi najlepszy epizod po TESB i równym mu RotJ.

Re: U mnie trochę inaczej.

SirStaniak napisał:

Stosunkowo niedawno się zniechęciłem po obejrzeniu recenzji Pana Plinketta, zresztą jak do innych prequeli, jednak do dziś RotS uznaję za drugi najlepszy epizod po TESB i równym mu RotJ.

-----------------------

Hahaha, Pan Plinkett <3 To musi zobaczyć każdy <3

Rany, to ile Ty masz lat? Ze 14?

Re: U mnie trochę inaczej.

Póki co jestem młodym FANawanem .

jedno

się potwierdza - już 10 lat temu miałem rację co do jakości SW, poza tym zgadzam się z tamtą recką, podziwiam Kasis za wpis, bo tak to ja mogę o piłce, a poza tym - kaszel Greva nadal jest kretyński, zwłaszcza jak ... CW do Legend.

Poza tym... k* jak ta dekada zleciała. I ile się działo, a przecież żadnej wojny nie było

10 lat po już można coś napisać :)

Zemstę widziałem w kinie 2 razy. Nie pamiętam czy byłem na premierze! Starość.
Film ogólnie wywarł wrażenie raczej dobre. Nie spodobał mi się aż tak bardzo, jak AOTC (który był WIELKIM zaskoczeniem). Być może spowodowane to było tym, że czytałem wszystkie możliwe spoilery, newsy etc - efektu zaskoczenia nie było, fabuła znana była prawie w 100%. Stąd też moja rada dla wszystkich czekających na TFA - żadnych spoilerów! Nie oglądajcie nawet trailerów.
Wracając do tematu: Zemsta mogła się podobać. Jako jedyny z filmów NT chwilami wchodzi na "wysokie obroty" i naprawdę wywołuje jakieś emocje. Pamiętam, że już podczas pierwszego seansu nie spodobały mi się pewne kwestie techniczne, zabawy z perspektywą i efektem skali co było dezorientujące. Gdy oglądałem Zemstę po raz drugi (przypuszczam, że po jakimś tygodniu), film strasznie mnie wynudził. Wizualnie nie robił wrażenia, niektóre sceny bezsensownie wydłużone, przysłaniały naprawdę udane fragmenty (a jednak trochę ich było!).
Co podobało mi się najbardziej; do dziś pamiętam to uczucie! Gdy Obi Wan mówi "Another happy landing!". Pomyślałem wtedy, tak jest, to jest właśnie klimat Gwiezdnych Wojen. Serce zabiło mocniej!
Co mi się nie podobało - sceny na Utapau. Zupełnie niepotrzebne! No i wizje Anakina; nie pasują stylistycznie do reszty filmu.
W ciągu tych 10 lat cała NT poddana została niezliczonym analizom i krytykom, ogólny konsensus wydaje się być taki, że jest to kompletny szajs; myślę, że jest to zbyt surowa ocena. Filmy jednak coś ze sobą niosły, nie była to bezmyślna sieczka. Lucas okazał się być po prostu zbyt słabym scenarzystą i reżyserem aby pociągnąć tak złożony film (trylogię!). Na domiar złego miał w swoim otoczeniu potakiwaczy i pochlebców pozbawionych talentu. Zabrakło kreatywnej iskry która towarzyszyła jego ekipie w latach 70 i 80-tych.
Fajnie było czekać na Zemstę. Po wszystkim było trochę żal, że to już koniec. Na szczęście okazało się, że to jednak nie koniec

10 lat

Z „Zemstą” mam bardzo ciekawą rzecz. To film wobec którego, pewnie jak wiele osób, miałem olbrzymie oczekiwania i myślę, że nie spełnił ich w 100%. W prequelach udało się to jedynie „Mrocznemu widmu”. A to czym „Zemsta” mnie najbardziej zawiodła, gdy wchodziła, po latach okazało się jej największą zaletą. Chodzi mi głównie o przejście Anakina na Ciemną Stronę, które u Stovera wydawało się być lepsze, bardziej przemyślane, psychologicznie bardziej realistyczne i prawdziwe, a przy tym jednak to właśnie Lucasowi udało się oddać prawdziwość emocji, coś do czego Stover po prostu nie dorósł. Teoretyk przeciwko praktykowi. Ten pierwszy potrafi oczarować, ale gdy już wiadomo, że nie wie o czym mówił dużo traci. Zresztą w 2005 ja też byłem po stronie Stovera. Potrzebowałem kilku lat i pewnych wydarzeń, by inaczej spojrzeć na Anakina i jego paranoiczny wręcz strach przed stratą bliskiej osoby. Lucas po raz kolejny dowiódł jak sprawnym jest opowiadaczem historii.
Trzeci epizod zaczyna się od klimatycznej bitwy, a bębny słyszane w kinie gdy to się zaczyna to coś cudownego. On ma wiele wspaniałych i mocnych scen, z kuszeniem Anakina, rozkazem 66, powstaniem Imperium czy ostatnią walką. Ma też wady, których do dziś nie udało mu się w żaden sposób zniwelować, jak choćby rozmemłana i mdła bitwa o Kashyyyk, której właściwie nie ma. Kilka ujęć, nic więcej. Bitwa o Utapau prezentuje się lepiej, bo jest bitwą tła.
Ale „Zemsta” to też epizod przy którym pracowaliśmy w kinach, organizowaliśmy premiery we Wrocławiu w ramach Wrocławskiego Fanklubu Gwiezdnych Wojen. Premierę mieliśmy w Heliosie, ale w weekend obstawialiśmy dwa kina na raz. Ciekawe wyzwanie logistyczne, ale udało się. Jednak w tym wszystkim najlepszy i tak był Misiek, jak dorwał się do mikrofonu i w Heliosie zapowiadał imprezy w „Koronie”. Fajnie się to wspomina po tych dziesięciu latach.

„Zemsta” była swego czasu ostatnim Epizodem i w pewnym sensie ostatnim rozdziałem pewnej historii. Nie tylko tej o losach Anakina/Vadera, ale i „Gwiezdnych Wojen” które powstawały inaczej, pod czujnym okiem Lucasa. Dziś już wiemy, że nawet jeśli bazują na jego historiach, to nie będą jego filmy. On chyba też to wiedział, choć chyba nie wierzył do końca, że tak będzie. Pewnie dlatego jest w „Zemście” tyle różnych smaczków i nawiązań do tego, czego nie udało mu się nigdy zrealizować, a pojawia się w starych scenariuszach. Przez to „Zemsta” jest taka trochę przepakowana, miejscami w niej za dużo uniwersum.

„Zemsta” też stanowiła swoisty finał historii, która ciągnęła się przez sześć lat. Nie dane mi było poznać tak klasycznej trylogii, owszem czekałem na „Powrót Jedi” ale w sposób o wiele mniej świadomy. Na ROTS czekało się jak na upragniony koniec, kropkę nad i. To wywiera na człowieku pewne piętno o którym ciężko zapomnieć. Ten epizod wciąż bawi, wciąga i fascynuje, zwłaszcza jak popatrzy się na tła i kreację świata. Tym filmem Lucas chyba przebił wszystko co dotychczas stworzył, bo ilość pomysłów tu wykorzystanych jest olbrzymia. Każda z planet, którą widzimy na chwilę jest diametralnie inna, dopracowana a jednocześnie obca. To mi się bardzo podoba, bo historię prowadzi na światach które podświadomie czujemy, ale tu ukazał galaktykę tak odległą i tak fascynującą, że trudno wobec niej przejść obojętnie.

A jeśli chodzi o „Zemstę” to obecnie jedyną rzeczą, której żałuję, to fakt iż nie udało mi się obejrzeć jej jeszcze w wersji 3D. Cóż, Londyn wzywa w lipcu, może nadrobię. Póki co jednak czekam na TFA i to są zupełnie inne emocje.

Re: 10 lat

Lord Sidious napisał:
Z „Zemstą” mam bardzo ciekawą rzecz. To film wobec którego, pewnie jak wiele osób, miałem olbrzymie oczekiwania i myślę, że nie spełnił ich w 100%. W prequelach udało się to jedynie „Mrocznemu widmu”.

-----------------------

Nie wiem czy to dobrze ogarnąłem, ale... naprawdę? Uważasz, że TPM spełnił oczekiwania? Oczekiwania po 16 latach od ostatniej części? A nie spełnił ich ROTS, zwieńczenie NT, gdzie wszystkie filmy były na jednakowo niższym poziomie niż ST? I nie jest to moja opinia (tylko), ale wielu fanów będących fanami bardziej ode mnie (w ich przekonaniu)?

Naprawdę? Łał...

Re: 10 lat

Tak. Nigdy nie ukrywałem się z tym, że twierdzę iż TPM jest najlepszym epizodem z prequeli. Moje oczekiwania ten film spełnił, chyba właśnie dlatego, że tak bardzo odszedł od klasycznej trylogii a nie był to zwykły Copy-Paste. Moje oczekiwania wobec TPM były takie, by mnie ten film zaczarował i dałem się ponieść jego magii. Tego samego chcę od TFA. Dlatego pewnie wiem dużo o produkcji VII a prawie nic o fabule, nawet nie próbuję jej w głowie sklecać. Kwestia tego czego oczekujesz, tyle.

czyli

nie przeszkadza ci Jar Jar Abrams, który wg wielu (m.in. z pamiętnego dokumentu o fanach i TPM) był zabójcą nowych GW? Jest tak samo magiczny jak drewniane aktorstwo, słabe dialogi i pacynka Yody, która również wypadła "na malinowo" w porównaniu z EV i VI?

Kurcze spoko, ale cały czas tutaj myślałem, że popierasz te opinie. W takim razie... możesz być najgorszą formą burzolingu Bo o ile sam guru nie jest w stanie wyartykułować krytyki, to ty to potrafisz, ale świadomie chcesz popłynąć.

Cholera, kwestią oczekiwań można załatwić każdego. Chociaż z tym się zgadzam. Cholera, źle się z tym chyba czuję

Re: czyli

jak dobrze przeszukasz forum to znajdziesz tam nawet moją opinię, bo gdzieś coś takiego pisałem, że SW dzielą się na 4 epizody klasyczne i 2 prequele (AOTC i ROTS). Jar Jar mi nigdy specjalnie nie przeszkadzał, a doceniłem go od momentu obejrzenia "The Phantom Edit", gdzie go prawie nie ma, ale przez to film traci tempo. A Lucas stara się tego zawsze pilnować. To tu przypomnę jeszcze jedną kwestię, którą pewnie gdzieś już pisałem. TPM jest inne od klasycznej trylogii, jest bardzo idylliczne, baśniowe i w pewien sposób bardzo mitologiczne. Pomijając kwestię midi-chlorian to ten film mnie zabił i to nie raz. A finał, czyli bitwę o Naboo wciąż uważam za niedościgniony majstersztyk. Bitwa o Endor czy pojedynek na Mustafar i jednocześnie w Senacie są bardziej osobiste i przez to czuje się tam inne emocje, zwłaszcza w ROTJ. Ale jak patrzę na warstwę audiowizualną to końcówka TPM mnie zawsze rozwala. A żeby Cię jeszcze bardziej zszokować to jeszcze jedno. Twierdzę też, że to zdecydowanie najlepszy film jaki wyreżyserował George Lucas, czyli cenię go wyżej od "Nowej nadziei".
A tak na złagodzenie. Każdy "Gwiezdne Wojny" ceni tu za coś innego, dlatego lubimy w nich różne rzeczy. Najzabawniejsze czasem jest to, że główne zarzuty jednej strony bywają czasem największą zaletą drugiej.

Re: 10 lat

Miałem dokładnie tak samo albo podobnie, mnie TPM po prostu poniosło, w kinie popłynąłem i od tamtego czasu żaden inny film nie wywołał u mnie takich emocji. Tak naprawdę to nie do końca do teraz wiem co działo się po seansie... Jeżeli TFA chociażby w 90% będzie miało tyle magi i światła to niech mnie ch.j!

Lordowie trollingu.

Tak sobie czytam tę rozmowę, i po raz kolejny mnie dziwi, jak bardzo mogę się zgadzać, jak i nie zgadzać z tą samą osobą.

Co do Mrocznego Widma ... Im starszy jestem, tym bardziej się zgadzam z tym, że jest to najlepszy film Nowej Trylogii.

First things first. Zacznijmy od tego, że przy premierze nowych filmów SW, miałem kolejno 9 - 12 - 15 lat. Więc oczywiście że TPM mnie oczarował, byłem w trzeciej klasie podstawówki i uwielbiałem Gwiezdne Wojny! Oczywiście że udzielił mi się hype, znajdowałem się (wiekowo) w grupie docelowej filmu, byłem młodszy od Anakina, no helloł?

Niestety z wiekiem, jako nastolatkowi, udzieliło mi się całe to hejtowanie TPM, i podchodzenie do kwestii prequeli "Nooo, zaczęli od g***na dla dzieci, a potem jest, niewiele co prawda, ale jednak lepiej."

Wydaje mi się, że w tego typu opiniach przodowali właśnie nastolatkowie, albo pryszczaci, sfrustrowani nołlajfi żyjący w piwnicach swoich matek. No bo jasne, NIBY było "mroczniej" i tak dalej, ale moim zdaniem i tak cała ta pseudomroczna otoczna w II i III nie zmieniała faktu, że wyglądają one nieco jak gra z konsoli, coś co ma przyciągać amerykańskich nastolatków do kin.

Podobnie jak Mr. Plinkett w swoich recenzjach, tak i ja, czuję że im bliżej końca,tym bardziej Lucas chciał mieć to już z głowy, za sobą. Że jest to już nieco wymęczone.

Przy Epizodzie I tego nie czuję. To jest świeże, ma w sobie jakąś magię. Jasne, nie jest to najlepszy film, jest nieco przegadany, ma czerstwe żarciki, jest nieco dziecinny ... ale tak jak mówi LS :



tak bardzo odszedł od klasycznej trylogii a nie był to zwykły Copy-Paste.

TPM jest inne od klasycznej trylogii, jest bardzo idylliczne, baśniowe i w pewien sposób bardzo mitologiczne.

Już nie pomijając faktu, że nie wygląda tak obrzydliwie sztucznie jak np RotS.

Myślę że TPM zostało cholernie skrzywdzone, to w sumie dobry film przygodowy.

---------------------------------------

ON THE OTHER HAND!

Chodzi mi głównie o przejście Anakina na Ciemną Stronę, które u Stovera wydawało się być lepsze, bardziej przemyślane, psychologicznie bardziej realistyczne i prawdziwe, a przy tym jednak to właśnie Lucasowi udało się oddać prawdziwość emocji, coś do czego Stover po prostu nie dorósł. Teoretyk przeciwko praktykowi. Ten pierwszy potrafi oczarować, ale gdy już wiadomo, że nie wie o czym mówił dużo traci. Zresztą w 2005 ja też byłem po stronie Stovera. Potrzebowałem kilku lat i pewnych wydarzeń, by inaczej spojrzeć na Anakina i jego paranoiczny wręcz strach przed stratą bliskiej osoby.

Sorry, ale tutaj to naprawdę myślałem, że próbujesz rozkręcić temat jakimś jawnym trollingiem. Już szczególnie przez zdanie o tym, jak to Stover jeszcze nie dojrzał, a Lucas wykonał robotę (od strony psychologicznej) doskonale. Jasne, są różne gusta, każdy ma prawo do swojego, ale tutaj to aż uderzyłem głową o stół xD No ale OK.

Trzeci epizod zaczyna się od klimatycznej bitwy

No jak dla mnie to kreskówka Clone Wars (2D, Tartakovsky`ego) ma o wiele bardziej klimatyczne potyczki, ta z RotS jest wyprana z (gwiezdnowojennego, czy jakiegokolwiek) klimatu. Już wolę sceny z lądowania Invisible Hand.

A co do bajki Tartakovsky`ego ... Wczoraj youtube wrzucił mi ją w "proponowane" i pod wpływem nostalgii odpaliłem ją, i przejrzałem scenkami. Trafiłem na tajemne spotkanie Padme i Anakina w dolnych rejonach Coruscant.

Szczerze? Ta scena pokazała ich lęk przed utratą siebie nawzajem i zaszczucie lepiej, niż Lucas.

Dobra, jeszcze się do czegoś przyczepię :


Dziś już wiemy, że nawet jeśli bazują na jego historiach, to nie będą jego filmy. On chyba też to wiedział, choć chyba nie wierzył do końca, że tak będzie. Pewnie dlatego jest w „Zemście” tyle różnych smaczków i nawiązań do tego, czego nie udało mu się nigdy zrealizować, a pojawia się w starych scenariuszach. Przez to „Zemsta” jest taka trochę przepakowana, miejscami w niej za dużo uniwersum.

(...)

(...)kreację świata. Tym filmem Lucas chyba przebił wszystko co dotychczas stworzył, bo ilość pomysłów tu wykorzystanych jest olbrzymia. Każda z planet, którą widzimy na chwilę jest diametralnie inna, dopracowana a jednocześnie obca. To mi się bardzo podoba, bo historię prowadzi na światach które podświadomie czujemy, ale tu ukazał galaktykę tak odległą i tak fascynującą, że trudno wobec niej przejść obojętnie.


OMG, ale tego to już totalnie nie rozumiem. Tzn jasne, w RotSie pokazano chyba najwięcej planet ... ale co z tego? Tego uniwersum się nie czuje. To raz (o tym za chwilę). Po dwa - nawet gdyby, to czy to na pewno dzięki GL?

Nie fascynuję się tak bardzo jak Ty, powstawaniem epizodów, nie wiem o tym procesie pewnie tyle co i Ty, ale wydaje mi się że artyści od concept artów mogli mieć więcej do powiedzenia przy tych nowych światach, aniżeli sam Lucas.

Ale OK, pomińmy już tę kwestię.

To uniwersum się czuje? Nie da się wobec niego przejść obojętnie?

No sorry. Nazwy takie jak Bespin, Hoth, Dagobag - to są nazwy które zna każdy. Pojawiają się w popkulturze, nawet nienerdy wiedzą wtedy, o co chodzi.

Zapytaj mnie o nazwę planety na której zginął Ki-Adi-Mundi, bądź inni Jedi z montażu z Rozkazu 66. Gwarantuję Ci, że gdyby nie Expanded Universe, to bym ich nawet nie poznał. A także że niejeden umiarkowany fan samych epizodów, potrafiący z palcem w nosie wymienić wszystkie planety ze Starej Trylogii, i to w kolejności ich pojawiania się na ekranie, nawet nie słyszał tych nazw.

Więc raczej przechodzi się koło nich obojętnie

No ale to też pomińmy. Powiedzmy, że ludzie serio się nimi fascynuje, i że artyści odwzorowali kropka w kropkę ich wygląd z głowy Lucasa.

Co z tego? Co o nich wiemy? Aha, ta jest zimna, ta "kwiatkowa", ta taka, ta owaka ... No, super Z takim budżetem i ekipą to nawet byle nastolatek wychowany na komiksach stworzyłby takie wizje

Zresztą, chyba nawet Filoni w TCW potrafi nadać planetom więcej charakteru i zaciekawić nimi widza

Oczywiście nie umniejszam GL`owi ... No ale nie przesadzajmy.

BTW, mam teraz ochotę odświeżyć sobie Mroczne Widmo

Troll Mateo

Jesteś tu już na tyle długo, że chyba powinieneś wiedzieć, że z niektórymi osobami zarówno się zgadzasz jak i nie zgadzasz. To jest normalne. Czasem jest tak, że masz podobne zdanie ale z dokładnie odmiennych powodów.

To, że „Mroczne widmo” zostało skrzywdzone przez wielu to akurat żadna nowość. Moim zdaniem by dobrze odebrać ten film nie można być zbyt starym, a jednocześnie trzeba być dość starym. No i dochodzi jeszcze kwestia oczekiwań. Na szczęście dla mnie nie byłem już nastolatkiem gdy wchodził do kin. Dobrze zauważasz, że to dobry film przygodowy, to jest wciąż czyste kino nowej przygody, podobnie jak klasyczna trylogia. Film który jest, a nie próbuje się do czegoś dążyć, udawać czy zamykać. Chyba największy fabularny problem „Zemsty” polega na wrzuceniu zbyt wielu rzeczy do jednego worka i trudności z wyborem. Te wybory widać choćby w scenach. Vader niczym nówka z salonu Mercedesa niby wygląda fajnie, ale coś tam mi jednak nie pasuje. Natomiast taka scena jak Gunganie wychodzący z bagien i ich armia jadąca na pastwiska to wciąż mega klimat jak z jakiejś fantastycznej baśni. W „Ześmcie” ewidentnie Lucas chce się podpiąć pod klasyczną trylogię, bo musi to zrobić, widzowie tego oczekują, fabuła tego oczekuje. Nie zawsze to wychodzi perfekcyjnie. Natomiast w „Mrocznym widmie” bawił się konwencją tak by pasowała do nowej historii, wyzbywa się tych ograniczeń. Ale znów nie każdy jest w stanie pójść za tą wizją, z różnych powodów.

O Stoverze / Lucasie nie chcę trollować, ani tym bardziej rozpisywać się na forum publicznym w tej kwestii. Nie pisałem że Lucas lepiej oddaje psychologię. Pisałem, że Stover to psycholog książkowy, który doskonale rozpisał sobie działanie postaci. Lucas jednak rozumie inną prawdę, że są takie sytuacje gdzie emocjonalność bierze górę nad działaniami i jak szybko to się odbywa. Tyle. Z mojej strony koniec tematu.

Co do bitwy, szkoda, że wyciąłeś drugą część zdania. Tę z bębnami. W kinie to robi duże wrażenie.

Ad koncepcja świata. Zauważ, że Hoth, Bespin czy Dagobah to nazwy które padają w filmie. To miejsca, które odwiedzamy i tam przenosi się akcja. Cato Neimoidia, Felucia czy inne miejsca zapadają w pamięć wizualnie, ale z filmu nawet nie wiesz co to za planety. To są okna na galaktykę, dziwną, obcą, odległą i to jest piękne. Jednak to tylko tło, bo tak jak pisałem Lucas nie wychodzi zbytnio z historią poza planety, które widz czuje. Dlatego mamy Naboo, Tatooine, czy Coruscant. To znów wynika z filozofii przyświecającej twórcy o której nie raz mówili inni filmowcy. John Mollo miał stworzyć kostiumy z jednej strony inne, z drugiej znajome do tego stopnia, by były rozpoznawalne, ale oglądając film nikt nie zwracał na nie uwagi (np. w „Star Wars Costumes: The Original Trilogy”). To samo widać w planetach „Zemsty”. Nawet jak dostajemy jakieś ciekawostki, to jest to tylko mignięcie, byś nie wszedł w świat. Mnie to pasuje. Jasne Lucasowi pomagali twórcy, ale on też ich inspirował, wybierał, modyfikował, wskazywał kierunek. Natomiast jak komuś chce się tworzyć takie tła, to ja jestem pod olbrzymim wrażeniem pracy twórczej. I mam spore wątpliwości, czy pierwszy lepszy nastolatek byłby w stanie coś takiego zrobić, z prostej przyczyny. Jak już wymyślisz sobie świat, czasem pokusa jego eksploracji i ukazywania jest zdecydowanie większa niż zrobienie z tego 2-3 ujęć. Na te 2-3 ujęcia możesz sobie pozwolić jak masz dużo pomysłów w głowie i nie wiesz, gdzie niektóre z nich ulokować.

A TPM Obejrzył sobie . Ja na razie mam jakieś 2,5 raza ROTSa w ciągu ostatniego tygodnia.

Re: Troll Mateo

Gdyby w II i III zamiast durnego humoru robotów był JJ to te filmy były by hmmmm ...inne!

Re: Troll Mateo

Lord Sidious napisał:
Jesteś tu już na tyle długo, że chyba powinieneś wiedzieć, że z niektórymi osobami zarówno się zgadzasz jak i nie zgadzasz. To jest normalne. Czasem jest tak, że masz podobne zdanie ale z dokładnie odmiennych powodów.

No tak, jestem tu na tyle długo żeby to wiedzieć, zresztą i w życiu przecież tak jest, ale jednak na Bastionie od jakiegoś czasu niektórzy ludzie (nie mam tu na myśli Ciebie) dzielą się na jakieś śmieszne obozy, gdzie zawsze się jest za kimś lub przeciw komuś, niczym w przedszkolu xDD


To, że „Mroczne widmo” zostało skrzywdzone przez wielu to akurat żadna nowość. Moim zdaniem by dobrze odebrać ten film nie można być zbyt starym, a jednocześnie trzeba być dość starym. No i dochodzi jeszcze kwestia oczekiwań. Na szczęście dla mnie nie byłem już nastolatkiem gdy wchodził do kin. Dobrze zauważasz, że to dobry film przygodowy, to jest wciąż czyste kino nowej przygody, podobnie jak klasyczna trylogia. Film który jest, a nie próbuje się do czegoś dążyć, udawać czy zamykać.

(...)W „Ześmcie” ewidentnie Lucas chce się podpiąć pod klasyczną trylogię, bo musi to zrobić, widzowie tego oczekują, fabuła tego oczekuje. Nie zawsze to wychodzi perfekcyjnie. Natomiast w „Mrocznym widmie” bawił się konwencją tak by pasowała do nowej historii, wyzbywa się tych ograniczeń. Ale znów nie każdy jest w stanie pójść za tą wizją, z różnych powodów.



Dokładnie, był inny, ale jednocześnie pozostawał Gwiezdnymi Wojnami. Między innymi przez to, oraz mocne skierowane do młodszej widowni (a także jednak przez minusy, bo broniąc filmu, nie zapominam że takie miał, i to poważne) miał takie przyjęcie, jakie miał. A potem George uległ presji, zapewne. Presji fanów, jak i pewnie ludzi, którzy wykładali na prequele pieniądze. Widać to, po EII i EIII, niestety.




Ad koncepcja świata. Zauważ, że Hoth, Bespin czy Dagobah to nazwy które padają w filmie. To miejsca, które odwiedzamy i tam przenosi się akcja. Cato Neimoidia, Felucia czy inne miejsca zapadają w pamięć wizualnie, ale z filmu nawet nie wiesz co to za planety. To są okna na galaktykę, dziwną, obcą, odległą i to jest piękne. Jednak to tylko tło, bo tak jak pisałem Lucas nie wychodzi zbytnio z historią poza planety, które widz czuje. Dlatego mamy Naboo, Tatooine, czy Coruscant. To znów wynika z filozofii przyświecającej twórcy o której nie raz mówili inni filmowcy. John Mollo miał stworzyć kostiumy z jednej strony inne, z drugiej znajome do tego stopnia, by były rozpoznawalne, ale oglądając film nikt nie zwracał na nie uwagi (np. w „Star Wars Costumes: The Original Trilogy”). To samo widać w planetach „Zemsty”. Nawet jak dostajemy jakieś ciekawostki, to jest to tylko mignięcie, byś nie wszedł w świat. Mnie to pasuje. Jasne Lucasowi pomagali twórcy, ale on też ich inspirował, wybierał, modyfikował, wskazywał kierunek. Natomiast jak komuś chce się tworzyć takie tła, to ja jestem pod olbrzymim wrażeniem pracy twórczej. I mam spore wątpliwości, czy pierwszy lepszy nastolatek byłby w stanie coś takiego zrobić, z prostej przyczyny. Jak już wymyślisz sobie świat, czasem pokusa jego eksploracji i ukazywania jest zdecydowanie większa niż zrobienie z tego 2-3 ujęć. Na te 2-3 ujęcia możesz sobie pozwolić jak masz dużo pomysłów w głowie i nie wiesz, gdzie niektóre z nich ulokować.



Ciężko mi się zgodzić. Nie jestem pewien, czy gdzieś w filmach (zanim pojawił się Epizod III, rzecz jasna!) padła gdzieś nazwa Kashyyyk? Bo ja jestem przekonany że nie, ewentualnie w jednym zdaniu może.

A ludzie nieznający EU ... jakoś wiedzieli skąd pochodzą Wookie I jasne, niby był Holiday Special (który sam, z tego co wiem, stał się LEGENDS, lol to dość zabawne, że dzieło w którym pojawiła się cała oryginalna obsada, wyleciał z kanonu), ale sam pewnie wiesz że nawet niektórzy fani Gwiezdnych Wojen nie mieli pojęcia o istnieniu tego filmu!

To jest właśnie siła OT. Czasy przed-internetowe, EU w powijakach, a ludzie wiedzieli skąd pochodzi Chewbacca, jak się zwie planeta Wookiech xD Cholera, jak to możliwe? Nie wiem. Cóż, na pewno w nerdowskiej świadomości zbiorowej pojawiło się to, poprzez fanatycznych znajomych czytających książki/męczących się Holiday Specialem czy coś ... ale i tak wszystko sprowadza się do tego :

- planeta niepokazana i ledwie tylko wspomniana w słabym spinoffie została zapamiętana (bo ludzi ciekawił Chewie) w latach poprzedzających prequele
- planeta pokazana w prequlach, w jednej z ważniejszych scen, mało kogo interesuje


A TPM Obejrzył sobie . Ja na razie mam jakieś 2,5 raza ROTSa w ciągu ostatniego tygodnia.


Damn, gratuluję zaparcia. Ale w sumie sam po premierze RotSa potrafiłem obejrzeć go 2 razy dziennie, a potem jeszcze poprzewijać na ulubione sceny.

Ach

niedawno było 10 lat po TPM a tu już teraz 10 lat od ROTS, masakra totalne...

O ile TPM mnie poniosło. AOTC nie zawiódł ale też nie zachwycił. To ROTS jest mi totalnie obojętny widziałem go zapewne mniej niż 30x. W zasadzie nie żebym się miał do czegoś przypierniczyć, nie, po prostu jakoś nie zaiskrzyło.

A na premierze byłem w Heliosie w Kato z Kylem, Katarnem, Gannerem, Rickym Skywalkerem (znanym też pod nickiem Wieśniak z Sosnowca (nie mogłem się powstrzymać, tak mnie naszło na wspomnienia)), Coranem, Jaya i cetą. Swoją drogą dzisiaj z tej ekipy kontakt pozostał jedynie z 2 (powiedzmy) osobami.

Z tego co pamiętam to obleczony byłem w galowy mundur imperialny O ooo. Sensacją był fakt iż nie zarejestrowałem momentu pojawienia się DS. No i film był dość długi i pod koniec lać mi się chciało tak jak Jurkowi Kilerowi podczas transportu więziennego.

Tak 2005 to też z tego co pamiętam rok egzaminu z rachunku prawdopodobieństwa i statystyki, wybory i pisania pracy, wyprawy szalonej na Hell wraz z Cosmic Heroes , CoolKonu, pierwszego koncertu Behemotha i przyjaźni z Otasem /../. I chyba wstąpienia do 501st L. Szalone czasy. Potem się trochę `popierdoliło` ale też było niewątpliwie ciekawie

Re: Ach

A z całej Zemsty to najbardziej podobają mi się droidy bzykacze

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.