Forum

Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Z tego co widzę, to nasz Kylo jest jednym z tych elementów "Przebudzenia Mocy", które wywołują największy podział wśród odbiorców. Jedni uważają go za zmanipulowaną, niejednoznaczną oraz głęboką psychologicznie postać i cieszą się, że taki villain wreszcie zaistniał w filmowej Sadze. Inni twierdzą, że jest żałosny, żenujący, źle napisany i zachowuje się jak rozchwiany emocjonalnie nastolatek. I że nie powinien zdejmować maski, bo psuje cały efekt, hehe. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku, jak zwykle.

Ok, a więc Ren ma być postacią tragiczną, bo jest zmanipulowany przez Snoke`a, który przeciągnął go na CSM i wykorzystuje w swoich planach. Chłopak jest rozdarty między stronami Mocy, porzucił też rodzinę (albo ona jego?). Stał się ojcobójcą tylko po to, by przypieczętować podróż na Ciemną Stronę. Ma jakiś uraz do swoich bliskich. Poszukuje samego siebie, swojej tożsamości, a pomaga mu w tym wręcz fanatyczne zapatrzenie w dziadka z czasów, kiedy ten był po Ciemnej Stronie.

Tyle teorii. Czy w praktyce jest to dobrze pokazane? I czy Ren jest udanym czarnym charakterem w TFA? Bo moim zdaniem dobry villain w SW nie musi wcale być głęboką psychologicznie postacią, popatrzcie na Vadera w ANH, Dooku czy Maula. Ważne, żeby miał charyzmę i roztaczał wokół siebie aurę zajebistości, może być komiksowy i nieskomplikowany.

Początek jest piękny. Kylo wpada na scenę i robi klimat, jest mroczny i tajemniczy. Zabija Lora San Tekkę, łapie Mocą blasterowy bolt, morduje mieszkańców wioski, torturuje Poego, pomiata swoim podwładnym. Jest grubo! To jest czarny charakter na miarę Star Wars! Teraz wystarczy jeszcze tylko pokazać tę jego bardziej niejednoznaczną stronę, jego rozdarcie, i będzie git, right?

No i zaczyna się. Nasz młodzian gada do maski Vadera, bo boi się, że "ciągnie go do światła". Jeśli coś idzie nie po jego myśli, rozwala wszystko wokół w napadzie szału. A rozmawiając z ojcem wali teksty, których nie powstydziłby się Werter Goethego lub inny cierpiący bohater romantyczny (moje ukochane I am being torn apart... I want to be free of this pain.... Płaczliwość Kylo w tej scenie jest, jak słyszę od niektórych, tylko sprytną sztuczką, która ma uśpić czujność Hana. Nie jestem tego pewien, ale nawet jeśli, to szkoda, że takie ciotowate teksty musi w tym celu wygłaszać). W drugiej połowie filmu cała charyzma tej postaci ulatuje bezpowrotnie, a dostajemy rozwydrzonego gówniarza, który nie radzi sobie już z niczym. Można to tłumaczyć właśnie jego rozterkami wewnętrznymi, oporami przed zabiciem ojca, rozchwianiem po jego zabiciu itd. itp. Ale wygląda to beznadziejnie i wywołuje uczucie zażenowania, zamiast, no nie wiem, współczucie (nie mówiąc o jakimkolwiek podziwie). Czy naprawdę bohater rozdarty musiał być pokazany w ten sposób, a nie jakoś... z godnością? Ja nie mam żadnej przyjemności z oglądania tego rozmazanego dzieciaka, a w dodatku pół kina się podśmiechuje wokół mnie.

A to całe jego rozdarcie psychiczne jest pokazane okropnie płytko. Nie wiemy dlaczego właściwie Ben chce być taki mroczny i zły, jakie miał relacje z rodzicami, dlaczego tak się boi "światła" etc. Spotkanie z Hanem na tej kładce nie ma żadnej podbudowy emocjonalnej - ot, Ren zabija swego ojca i tyle. Przejmujemy się głównie dlatego, że to ginie Han Solo, bo jakby to był ktoś obcy, to wzruszylibyśmy jedynie ramionami. Całą otoczkę uczuciową musimy sobie dopowiadać. Wydaje mi się, że na należyte ukazanie psychiki Kylo Rena trzeba by poświęcić więcej czasu w filmie. A jeśli twórcom tego czasu szkoda, bo wolą np. więcej akcji i aby fabuła szła gładko do przodu, to powinni byli w ogóle zrezygnować z "głębokiego" czarnego charakteru i dać po prostu jakiegoś prostego, komiksowego napierdalacza, którego o wiele przyjemniej by się oglądało.

Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że Ren ma szansę zostać pełniej ukazany w Epizodach VIII-IX i być może poprawić notowania w moich oczach. Ale to kwestia przyszłości, na razie oceniam to co jest. A póki co ten pan jest dla mnie najsłabszym czarnym charakterem w filmowej Sadze, jest źle napisany i nie posiada żadnej charyzmy w drugiej połowie filmu... A pod względem ukazania psychiki nie umywa się do tego, jak Lucas przedstawił przemianę i zmanipulowanie Anakina w Epizodach II-III. No przykro mi bardzo, ale "głęboką psychologię" niech lepiej zostawią na książki z nowego EU. Nie chcę takich "złych" w filmach SW i mam szczerą nadzieję, że to był jedyny wypadek przy pracy.

A jak jest w Waszym przypadku?

.............

Żałosny emo czy niejednoznaczny charakter? Ja widzę to trochę inaczej - że niejednoznaczny i ciekawy właśnie dlatego, że żałosny. Po prostu Ren jest inny niż to co widzieliśmy w SW dotychczas. I akurat w przypadku tego jaki jest Ren, to każdy powinien się cieszyć. To jedna rzecz w której TFA nie przypomina ANH Naprawdę nudno by było, gdybyśmy znowu dostali mrocznego, silnego i zdecydowanego bohatera. I tak samo, gdybyśmy dostali go rozdartego, ale w klasyczny sposób, przedstawionego tak jak to się zazwyczaj odbywa. Kylo wymyka się standardom przyjętym wobec takich postaci i... dobrze

...

No, ok, ale czy tekst "Luke, pomóż mi zdjąć maskę bo chce Cię zobaczyć moimi własnymi oczyma" nie jest ciotowaty? Bo moim zdaniem, patrząc przez pryzmat tego co opisałeś, pasuje idealnie.

Ja tam Kylo Rena lubię w tym filmie i rozumiem ludzi, którzy na niego narzekają, bo po prostu cały hype wytworzony wokół tej postaci sprawił, że wielu fanów mylnie zaczęła w nim widzieć Vadera #2..

Ja w sumie też, ale po iluś tam seansach TFA potrafię sobie zachowanie tej postaci w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć sobie. Podałeś przykłady Vadera z ANH, Dooku i Maula - racja to dobrzy źli, ale łatwo wytłumaczyć to, że są źli.

Vader - postać kultowa, nie trzeba tłumaczyć.

Christohper Lee był aktorem tak bardzo charakterystycznym i jest przy tym tak bardzo kultowy, że patrząc na niego od razu wiemy, że on jest tym złym (Dracula, Saruman, Scaramanga - to pierwsze role, które przychodzą mi na myśl, jeśli słyszę nazwisko tego aktora - notabene rolę tych złych).

Maul to diabeł z wyglądu i bestia z zachowania.

A z Kylo Renem mamy gościa, przed którym drżą żołnierze First Order, Hux go nienawidzi a sam stoi pomiędzy Jasną a Ciemną Stroną - z tym, że jak to bodajże Pablo Hidalgo gdzieś napisał, nie jest on ani Jedi ani Sithem. Sam uważam, że to co dostaliśmy w TFA to tylko zalążek tego co dostaniemy w kolejnych Epizodach. I wcale nie uważam, że scena "na kładce" jest zła, a sam uważam I am being torn apart... już jako jeden z cytatów, z którymi będzie mi sie kojarzył ten Epizod

Re: ...

ogór napisał:
No, ok, ale czy tekst "Luke, pomóż mi zdjąć maskę bo chce Cię zobaczyć moimi własnymi oczyma" nie jest ciotowaty?
-----------------------

Nie. Męskie as fuck. Powaga.

Re: ...

Matek napisał:
ogór napisał:
No, ok, ale czy tekst "Luke, pomóż mi zdjąć maskę bo chce Cię zobaczyć moimi własnymi oczyma" nie jest ciotowaty?
-----------------------

Nie. Męskie as fuck. Powaga.


-----------------------

Może i tak, ale dla mnie to cały czas ten sam poziom to being torn apart

Re: ...

Trzymajcie mnie sto bo jeden nie ma co...

Re: ...

Oczywiście mam na myśli ten bzdet o rzekomej "ciotowatości", bo to że oba teksty mają wydźwięk bardzo zbliżony to akurat prawda .

Re: ...

ogór napisał:
a sam uważam I am being torn apart... już jako jeden z cytatów, z którymi będzie mi sie kojarzył ten Epizod
-----------------------

DOKŁADNIE. Mnie to się podoba że to jest właśnie taka postać która próbuje być zła. To trochę jak zespoły matalowe .

Ale zaraz ktoś pisał że TFA to kopia ANH, ta-a Gdzie

What Matek said.

ogór napisał:
No, ok, ale czy tekst "Luke, pomóż mi zdjąć maskę bo chce Cię zobaczyć moimi własnymi oczyma" nie jest ciotowaty? Bo moim zdaniem, patrząc przez pryzmat tego co opisałeś, pasuje idealnie.
-----------------------

No wai! Tu masz konkretną podbudowę psychologiczną, wiesz wszystko o Vaderze, wiesz że jest maszyną, która była człowiekiem, i która ma syna, z którym wreszcie udało się pojednać. Ta maszyna chce spojrzeć na Luke`a własnymi oczyma, bo chce odciąć się od własnej bezdusznej sztuczności, poczuć się znów tym człowiekiem. To jest zajebisty tekst, bardzo dużo w nim człowieczeństwa. Przy okazji więź ojciec-syn, pięknie podbudowana przez wcześniejszą rozmowę, gdy Luke sam przychodzi do Vadera. Zero emo, zero ciotowatości. W TFA nie ma ani grama takiej podbudowy.

ogór napisał:
Sam uważam, że to co dostaliśmy w TFA to tylko zalążek tego co dostaniemy w kolejnych Epizodach.
-----------------------

To akurat potwierdza tylko moją tezę z wątku recenzenckiego, że ta nowa trylogia stanie się naprawdę interesująca dopiero od następnego Epizodu, bo na razie tylko taki teaser wszystkiego dostaliśmy. I na strasznie dużo zarzutów dotyczących TFA odpowiada się "poczekaj do kolejnej części". Czy to faktycznie tak powinno wyglądać?

ogór napisał:
sam uważam I am being torn apart... już jako jeden z cytatów, z którymi będzie mi sie kojarzył ten Epizod
-----------------------
Ja wyrzuciłem z pamięci

Re: What Matek said.

Pełna zgoda. Słowa Vadera skierowane do Luke`a, że chce spojrzeć na niego swoimi oczyma nie są w żaden sposób "zniewieściałe" albo naciągane. Vader jako ktoś, w kim było więcej maszyny niż człowieka, pozwolił na nowo rozbudzić swoje człowieczeństwo i uratować syna, o którego istnieniu do bitwy o Yavin i odkryciu tożsamości "tajemniczego pilota" przez Bobę Fetta (vide Nowy Kanon) nie miał pojęcia.

Było to zerwanie, chociażby w ostatnich chwilach życia, z przeszłością. Swoista pokuta, śmierć Vadera, ale jednocześnie odrodzenie Anakina Skywalkera. Był to moment bardzo emocjonalny także dla widza, szczególnie jeśli przypomnimy sobie Vadera jako przerażającego, złowrogiego wpływowego cyborga w Imperium. I to niezależnie, czy bierzemy pod uwagę stan kiedy nie było Trylogii Prequeli, ale także (a tutaj nawet tym bardziej) jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie przygody Anakina w Trylogii Prequeli, w Wojnach Klonów itp.

U Kylo Rena mamy sytuację dość dziwną i nietypową. Hucznie zapowiadana (i słusznie) postać, wręcz traktowana przez wielu (w tym mnie) za Vadera numer 2, została zminimalizowana. Gwoli przykładu, na początku filmu czuć grozę i chłód, niepewność kiedy Kylo Ren wkracza na miejsce przyszłej masakry. Szczęka opada, kiedy zatrzymuje strzał z blastera i jest obojętny na wyrżnięcie mieszkańców wioski, a przedtem z zimną krwią zabija nieuzbrojonego Lor San Tekka. Potem pokazanie umiejętności czytania w myślach.

Co jest potem? Kylo Ren wpada w furię i "niszczy swój pokój". Pierwszy raz był uzasadniony, ale kiedy zrobił to za drugim razem to już była przesada. Wracając, dziwnym trafem kiedy Kylo Ren zdejmuje maskę traci swoją grozę. To normalne. Nie przeszkadza mi także wygląd Adama Drivera. Byłaby to swoista synteza między kimś, kto jest z jednej strony bezwzględnym adeptem Ciemnej Strony, a z drugiej jest rozdarty, czuje Jasność, jest po prostu człowiekiem. Ale nie, Kylo Ren musi wyżalić się Snoke`owi, że nie udało mu się "pokonać" umysłu Rey; na dodatek w taki sposób, jakby zabrano nastolatkowi telefon na dwa dni w ramach szlabanu.

Zabicie Hana Solo było akurat dobrze zrobione: wykonanie ostatecznego zadania, zaakceptowanie Ciemnej Strony. Późniejsze wzburzenie oraz efekt niemalże śmiertelnego zranienia przez Chewiego uzasadniają spadek jego zdolności posługiwania się latarką i Mocą. Tylko jeśli porównamy to z tą częścią filmu, w której zamienia się w rozkapryszonego dzieciaka (którym zresztą nie jest), to dopada nas myśl: "ten Kylo to trochę przereklamowany".

Re: What Matek said.

Dobrze, że ostatnio czasu nie mam bo nie wiem czy z takimi ludźmi jak Ty chce pić piwo!

A tak na serio, to po raz pierwszy w filmowych SW nie wiemy co się stanie dalej. Oryginalną Trylogię dostaliśmy od razu praktycznie na tacy. Coś nas zszokowało, zaciekawiło - nie było problemu, wrzucamy VHSa z kolejnym Epizodem i jazda. Zastanawiam się jak się ludzie czuli po seansie Imperium, czekając te kilka lat na odpowiedź.

Nawet Nowa Trylogia nie miała tego problemu co z TFA bo i tak wiedzieliśmy, że wszystko to prowadzi do upadku zakonu Jedi, do przemiany Anakina w Dartha Vadera, powstanie Imperium czy narodzin Luke`a i Lei.

Tutaj nagle ludzie zaczynają oceniać TFA a jeszcze czekają nas dwa filmy z tej Trylogii i dopiero po nich będziemy mogli powiedzieć z czystym sumieniem czy historia jest satysfakcjonująca czy też nie.

Dziś w pracy przypomniał mi się pewien moment na ś.p. bielskim spotkaniu jak zastanawialiśmy się czy Grevious ma jakieś teksty, które mogą się okazać kultowe, pewnie nie pamiętasz ale śmialiście się z Otasem z tekstu "You fool I`ve been trained in your jedi arts by Count Dooku". Wtedy się to wydawało śmieszne - dzisiaj jak najbardziej wymieniłbym ten cytat jako jeden z tych, które kojarzą mi się z Epizodem III.

Re: What Matek said.

ogór napisał:
Dobrze, że ostatnio czasu nie mam bo nie wiem czy z takimi ludźmi jak Ty chce pić piwo!
-----------------------
Ja się chętnie wybiorę na pifo znowu z Tobą i Otasem. Znajdź czas Tylko nie wiem czy nie będzie Ci dziwnie, bo będzie dwóch krytyków TFA na jednego zwolennika

A poza tym... Tak, masz ciekawe argumenty. Podobają mi się. Tylko widzisz, ja sam pisałem, że z Kylo może w przyszłych częściach wyrosnąć coś udanego. Ale to nie zmieni tego, że w samym TFA napisany jest tak biednie, że nie mogę na niego patrzeć. Czy VIII i IX mogą zmienić moje postrzeganie tej postaci do tego stopnia, że nagle uznam, iż jest genialny? Nie wiem. Być może, niczego nie wykluczam. Ale szczerze mówiąc, wątpię. On może się poprawić potem, ale nie sądzę, żebym nagle uznał, że i w TFA był chodzącą rewelacją.

A to, że jakiś cytat kojarzy Ci się z danym Epizodem jeszcze nie znaczy, że jest to dobry tekst

Re: What Matek said.

Gunfan napisał:
Ja się chętnie wybiorę na pifo znowu z Tobą i Otasem. Znajdź czas Tylko nie wiem czy nie będzie Ci dziwnie, bo będzie dwóch krytyków TFA na jednego zwolennika [/cytat]
-----------------------

Albo nie będziemy rozmawiać o TFA albo będziecie mi dawać wygrywać, więc mogę przeboleć ten fakt

Jak mamy dawać Ci wygrywać

...to zabierzemy Jayę

Re: What Matek said.

ogór napisał:
Zastanawiam się jak się ludzie czuli po seansie Imperium, czekając te kilka lat na odpowiedź.
-----------------------
Przypomina mi się jakaś scena z `70`s show, gdzie główny bohater dowodził jak to Luke Skywalker będzie z Leią, w końcu jest głównym bohaterem

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Czy nie na tym kolego polega SW? Czemu niby odcinki SW były nagrywane w różnych czasach. Oto chodzi... Wzbudza to w nas zainteresowanie tą postacią bo nie wiemy prawie nic o niej. Dlatego od razu człowiek myśli dlaczego tak a nie inaczej. Czego na 100% dowiemy się w kolejnych odcinkach. Robione jest to specjalnie.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Co do samej postaci jest ona bardzo interesująca. Ale faktycznie tej maski mógł nie zdejmować. Jakoś nie pasuje mi jego twarz do roli czarnego charakteru. Zepsuł klimat

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

No, ale to tylko świadczy o tym, że ten zły wcale nie musi mieć złego wyrazu twarzy alby być brzydki/itp.

Dla mnie to plus akurat

###

Podpisuję się pod słowami Gufiego rękami i nogami. Kylo to dziecko w ciele dorosłego, które nie wie czego chce i nie wiadomo dlaczego robi to, co robi. Kiedyś łotrowie w fantastyce mieli jakieś bardziej lub mniej uzasadnione motywacje. Jeden widział się w roli władcy świata, drugi bronił mniejszości rasowych, trzeci na kimśtam się mścił. Kylo niszczy całe planety i zabija kogo popadnie, bo chce być jak swój dziadek (a przynajmniej jego wyobrażenie o dziadku), ale nie umie. Co za biedactwo, kupmy mu pluszowego misia to może się rozweseli.
Zaś moment, w którym zabija Hana został całkowicie zmarnowany przez to, że jedyne, co świadczy o ich pokrewieństwie to słowa Lei i Snoke`a pół godziny wcześniej. Fakt, że nie wiemy jaka ich relacja była wcześniej sprawia, że nie mamy czego żałować.
Mam szczerą nadzieję, że poprzez odpowiednie backstory i nieco wydoroślenia uda się jeszcze naprawić tą postać w następnych epizodach. Na razie nie wzbudza ani strachu, ani szacunku, ani nawet sympatii, tylko co najwyżej zażenowanie.

Re: ###

Nie mogę was ani trochę zrozumieć.

Czego Ciągle ma się powtarzać ten motyw ze ten zły bo chce tam wiekszej wladzy itp.. w prawie każdym epizodzie tak jest.

A tu jest coś nowego. Zgadzam się z wypowiedzią ogura

Re: ###

żeby nie było specjalnie napisałem ogur

Re: ###

Motyw z taką czy inną motywacją do moralnie kwestionowalnych czynów nie musi się w żadnym razie powtarzać - bo, jak pisałem, motywacji może być wiele. Chodzi o to, by dali mu taką, w którą rzeczywiście można uwierzyć

Ja to kupuję

Nie jest to co prawda gość jak Vader czy Maul. Ale i dobrze. Zobaczymy jak się postać rozwinie.

No i jest dobrze zagrana.

Ja nie mam zastrzeżeń.

Słabiej wypada Snoke wg mojej opinii.

Re: Ja to kupuję

Co do Snoke`a - to prawda, był beznadziejny. Takie skrzyżowanie Golluma i Voldemorta wrzucone w SW.

...

Zacytuję samego siebie z recki i suplementu...

Z recki:

Adam Driver
Pomysł zdjęcia maski... był dobrą decyzją. Dzięki temu ujrzeliśmy postać niepozorną i przez to dość prawdziwą. Po zdjęciu maski Bena zobaczyliśmy postać oślizgłą, która nie odpowiada stereotypowi użytkownika Ciemnej Strony takiej jak np. Darth Malak czy Malgus z Legends. To taki klasyczny dupek, który ma Moc którą się bawi a której nie rozumie i nie potrafi się jej w pełni poddać. Postać Kylo Rena to jak wielu słusznie zauważyło przerośnięty nastolatek który nie jest w pełni pewien tego czego chce i widać to od początku, regularnie popisuje się swoim opanowaniem Mocy, nie jest opanowanym tak jak Palpatine i z całą pewnością nie mógłby być nowym Imperatorem. Jest tym czym być powinien - narzędziem Snoke`a i jak wyżej wspomniałem - dupkiem. Zabicie Hana Solo to pierwsza prawdziwie męska decyzja jaką podejmuje w filmie, ale woli się nią upajać niż ją wykorzystać przez co daje się postrzelić Chewbacce z dość sporej odległości podczas gdy strzał Poe`a potrafił spokojnie zatrzymać w locie - to pokazuje jaką jest pierdołą a nie użytkownikiem Ciemniej Strony! Pomimo tych wszystkich minusów oceniam go na plus, niech tylko Snoke go doszkoli to będzie z niego konkretny gość.


Z suplementu:

Adam Driver
Kylo Ren po drugim seansie też wypada lepiej, widać przyzwyczaiłem się już do jego wyglądu i zaakceptowałem go takim jaki jest. Dużo łatwiej się oglądało sceny z nim, mając tę świadomość jego wyglądu bez maski. Reszta bez zmian.



Teraz dodam tylko że z każdym seansem lubię go co raz bardziej. Faktycznie to I am being torn apart (...) brzmi ciotowato, ale kto wie, może faktycznie on to odgrywał by zbliżyć się do Hana? Niemniej faktycznie, ta scena jest chyba jedyną która budzi we mnie poczucie niezadowolenia w kinie... Poza tym jest spoko i fakt zdjęcia maski już od 3 seansów (jestem po 7 łącznie) mnie absolutnie nie rusza w negatywny sposób

Nie

nie, nie chcę takich czarnych charakterów. Płytkich jak ch** - co samo w sobie jest spoko, bo Maul też był płytki, a był ekstra. Kylo Ren natomiast jest szkodliwy, bo jest płytki ale zamaskowany jako postać z głębią, przez co co drugi entuzjasta Kylo rozpływa się w zachwytach jaka to niejednoznaczna, głęboka i oryginalna postać, i potem boli mnie głowa od czytania takich bzdur.

Też zacytuję kawałek swojej recki, dotyczący Kylo Rena, bo i po co się powtarzać

Jak rozumiem, chcieli stworzyć postać chaotyczną i rozdartą wewnętrznie, dla tych co uwielbiają się zachwycać głębią charakteru – i pewnie niektórzy się zachwycą. Ci, którzy nie zauważą jak absurdalnie głupi jest pomysł Sitha, który OJEJEJEJEJ jest przerażony bo czasami ma przebłyski dobra!! Nie jest w pełni ZŁY!!! Jego myśli nie są w każdej sekundzie przesączone chęcią zadawania cierpienia i szerzenia ZŁA!!! Bo jak już się to zauważy, to aż wali po oczach jak płytki i jednowymiarowy jest Ben Solo. Zabić własnego ojca, żeby poczuć się bardziej ZŁYM... to jest dopiero motywacja. W tym momencie wypadałoby przypomnieć, że małżeństwo Solo miało już kiedyś syna który przeszedł na Ciemną Stronę – Jacena, tylko że ten był o wiele bardziej przekonujący i ciekawy. Kylo to taka kiepska podróba, powstała w oparach, khe khe, „creative freedom”.

Jest to coś nowego w filmowych Star Wars - co do tego się oczywiście zgodzę, bo tak po prostu jest. Tyle, że "Batman i Robin" to też było coś nowego w stosunku do burtonowskich filmów o Batmanie, ale nikt chyba nie powie że to dobrze

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Też miałam ochotę poruszyć tę kwestię, ale za wszelką cenę chciałabym uniknąć noobowego tematu na początek, bo takie wrażenie sprawiałaby napisana przeze mnie analiza.

Dla mnie postać Kylo Rena jest najbardziej tą najbardziej intrygującą w całym "Przebudzeniu Mocy". Najpewniej podchodzę do tego całego show zbyt emocjonalnie, ale niestety tak już mam i lepiej dla mnie, jeśli się z tym pogodzę. Lojalnie uprzedzam osoby obdarzone analitycznym umysłem i proszę o pominięcie mojej wypowiedzi.

Pierwsze 10 minut po wyjściu z kina byłam całkowicie załamana, wręcz zdruzgotana. Nie na takiego złoczyńcę (po cichu) liczyłam. Spodziewałam się wskrzeszenia Vadera, jego ideałów, kolesia o podobnej osobowości potrafiącego zatrząść całym filmem. Kogoś, kto sieje postrach wśród przeciwników i przed którym drżą podwładni. Co prawda, moją wizję burzyła troszkę scena z trailera, gdy Kylo gada do podwędzonego hełmu, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Mogę się założyć, że wiele osób miało podobne odczucia zaraz po zakończeniu seansu. Uczucie podobne do tego,jakim możemy pochwalić się po serii nieplanowanych elektrowstrząsów.

Następny dzień po oglądnięciu filmu zajęło mi dochodzenie do siebie i przyswajanie nowych informacji. Nareszcie mogłam szturmować dział Bastionu poświęcony "Przebudzeniu...", bez obaw o to, że zostanę zbombardowana spojlerami (nie byłam zbyt ostrożna i ktoś zdążył zdradzić mi co się stanie z jednym z bohaterów - do dziś planuję zemstę, a ta będzie słodka, obiecuję). Mogłam na spokojnie zastanowić się co reprezentują sobą poszczególni bohaterowie, co nowego wnieśli do sagi. Kylo w moim prywatnym rankingu uplasował się w samym ogonku, zdobywając szkolną ocenę +2 na zachętę. Nie powalił mnie na kolana w kinie i doszłam do wniosku, że umieszczenie tego gościa w roli "głównego złego" to jakaś pomyłka.

W tydzień przejrzałam część recenzji na Bastionie (zebrała by się Wam z tego książka, można to czytać bez końca), przebiegłam przez strony z fan artami z TFA (to jest to co lubię niektóre prace robią wrażenie szczególnie, kiedy orientujesz się ile czasu zajęło przygotowanie takiego artu), poczytałam o nowościach. Mniej więcej wtedy zaczął się zmieniać mój stosunek do Kylo Rena. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że mimo całej swojej bylejakości w przedstawieniu (gdyby postanowili spłycić tę postać jeszcze bardziej, otrzymalibyśmy samobieżny, morderczy i złośliwy odkurzacz), jest to jedna z ciekawszych postaci tego epizodu. Nie dlatego, że jest wybitnie ZŁY, pozbawiony skrupułów i jakiejkolwiek litości, pełny gniewu. Kylo nawet w połowie nie spełnia kryteriów przyjęcia do grona dobrego Sitha. Fenomen tkwi gdzie indziej. Jego największym atutem w tym momencie jest... bycie przeciętnym! To brzmi jak bardzo kiepski żart, ale zapewniam, że ma to sens.

Jest to charakter niejednoznaczny, co nie oznacza, że podniecam się samym tym faktem. Oczywiście dobrze by było dostać postać rozdartą wewnętrznie, pięknie ukazaną w filmie głębię charakteru, która jest po prostu przekonująca i która od razu do nas przemawia. W zamian dostaliśmy Kylo Rena, który tak na prawdę nie wie czym jest zło, zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które "zawsze dostaje to, czego chce". Pierwsza połowa filmu jeszcze się jakoś trzyma, ale w drugiej już jedziemy po bandzie. Pierwsza reakcja to: "Co to za badziewie?!" ewentualnie "Nie nie nie nie...". Jednak pewnie podobnie zareagowałabym, gdyby w TFA ukazali mi nowego Maula, który wypowiada kilka krótkich zdań i ginie w tym samym epizodzie ( początek spoilera później go ożywili, ale kij z tym koniec spoilera).

Dla przeciętnego fana Gwiezdnych Wojen, Kylo okazuje się bardzo irytujący. Lata w tych swoich czarnych ciuszkach, ma szansę reklamować szampon do włosów dodający objętości oraz ma ciągoty do Jasnej Strony Mocy. No błagam. Jest tak nieskomplikowanie skomplikowany. Wyrośnięty dzieciak, któremu przypadła w udziale Moc i który nie ma zielonego pojęcia co i jak powinien zrobić. Jest na tyle zdesperowany/głupi/naiwny (wybierz jedno/kilka z podanych), by zabić własnego ojca, tylko po to, by się dowartościować. Z pewnością większość z nas tu piszących, byłoby lepszymi villainami, niż osławiony Kylo Ren.

Gdy patrzymy z tej perspektywy zaczynamy żałować, że Czułi tak kiepsko wycelował, bo ta maskarada mogła się skończyć o wiele wcześniej i oszczędziła nam przykrości oglądania kogoś tak nieporadnego przez resztę filmu.

Jednak wracając do tego, co w mojej analizie najważniejsze: jego największym atutem w tym momencie jest bycie przeciętnym. Możecie nie zgodzić się z moim stanowiskiem, podważać logikę moich argumentów, ponieważ nie skupię się na tym co zobaczyliśmy - TFA, ale tym co nadejdzie i co nam przyniesie. Zdążyłam się pogodzić z tym, jak przedstawiono Kylo Rena w "Przebudzeniu...". Teraz zamierzam skoncentrować się jedynie na tym, czego możemy się spodziewać po Ep. VIII.

"Przebudzenie Mocy" to już przeszłość. Dla mnie nie tyle liczy się wstęp do historii, co jej rozwinięcie. Kylo Ren rozpoczyna jako nieporadny i niepewny siebie gość. Stoi gdzieś na granicy Jasnej i Ciemnej Strony Mocy. Na pierwszy rzut oka to wręcz żałosne (scenarzyści specjalnie się nie popisali przedstawiając to w filmie). Jednak dokonuje wyboru. Zabija ojca, odcina się od swojej przeszłości, porzuca pragnienie dobra. Moim zdaniem zobaczyliśmy początki Kylo Rena. Teraz nasz nieulubiony bohater ma dokończyć szkolenie, a dopiero następny epizod będzie przedstawiał jego prawdziwe oblicze. Bardzo ładny kontrast z dotychczasową ciotowatością w jego wykonaniu. Także postać ma duży potencjał, może rozwinąć się w epickiego napierdalacza na którego w większości czekano, ale już zawsze będziemy mieć w pamięci jak zaczęła się jego historia (zupełnie inne spojrzenie na jego przyszłe decyzje). Jego następne losy mogą być różne, po dokonaniu hanobójstwa jego rodzina raczej nie przyjmie go otwartymi ramionami.

Zgadzam się, że całość można było napisać o wiele lepiej, jednak mam nadzieję, że jest to celowy zabieg scenarzystów, związany z wydarzeniami mającymi nastąpić w następnym filmie. Jeśli (na nasze nieszczęście) tak na prawdę jest to szczyt możliwości kreowania postaci w Star Wars, to mamy problem. Podsumowując - jeden rozdarty emocjonalnie (w ten sposób) Kylo na całą sagę w zupełności wystarczy. Nie należy przedawkować tej koncepcji, bo będzie to tragiczne w skutkach. Na chwilę obecną podoba mi się ta postać (mam nadzieję, że Ep. VIII dodadzą mu osobowości i jasno określą konsekwencje wyboru, którego dokonał w TFA) i z niecierpliwością czekam co też z nim zrobią w następnych częściach, ponieważ głównie od tego zależy, czy nadal będę darzyć go sympatią. Aktualnie daję Kylo Renowi mocne +4 z zastrzeżeniem, że nie jest to jego ostateczna postać, ale będzie rozwijana w najbliższym czasie.

Troszkę się rozpisałam... Przepraszam za wszystkie błędy składniowe i stylistyczne w mojej analizie (zawsze coś się trafia) i dziękuję za zapoznanie się z jej treścią.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

"(scenarzyści specjalnie się nie popisali przedstawiając to w filmie)."

Zwrócę Ci tylko uwagę, że to nie scenarzyści mają za zadanie przedstawić postać w filmie tylko reżyser. Jakby był dobrze przedstawiony to mówiono by, że reżyser dał radę, a że jest nienajlepiej to wina scenarzystów

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Mój błąd. Ostatnio gdzieś jechałam po scenarzystach (zupełnie inny film) i z pośpiechu tu też ich wplotłam. *Zwraca honor scenarzystom do kieszeni*

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Zdesperowany, głupi, naiwny? Tak to oceniasz?
Tyle że zabicie Hana było w tym konkretnym przypadku dość wyrachowane.
Snoke mówi : "Nawet Ty, Wielki Mistrz Zakonu Ren, nie przeszedł dotąd TAKIEJ próby".
Kylo nie musi mieć nawet tego mówione. On doskonale wie co ma zrobić. Zabić ojca. I robi to.

Jakie początki Kylo Rena? Z tego co wiem to on jest nazwany Wielkim Mistrzem, czyżby w Zakonie rozdawali tytuły tego kalibru niczym cukierki dzieciom? Nie trzeba na nie jakoś... zasłużyć?
On tam jest od lat.

I czy mogłabym poprosić Cię o sprecyzowanie, o co Ci dokładnie chodzi w zdaniu: "Jego największym atutem w tej chwili jest bycie przeciętnym".

Przeciętnym w czym, przepraszam bardzo? W czym konkretnie jest on dla Ciebie "przeciętny"? . Tylko błagam, proszę mi nie mówić o przeciętnym, niepewnym wyglądzie.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Princess Fantaghiro napisał:
...Jakie początki Kylo Rena? Z tego co wiem to on jest nazwany Wielkim Mistrzem, czyżby w Zakonie rozdawali tytuły tego kalibru niczym cukierki dzieciom? Nie trzeba na nie jakoś... zasłużyć?
On tam jest od lat...

-----------------------

A co oznacza tytuł Wielkiego Mistrza Zakonu Ren kiedy nie znamy potęgi pozostałych Rycerzy Ren? Jedyne co wiemy, to to że dali radę pokonać uczniów Luke`a, ale to też niewiele mówi bo wiemy tylko tyle że Ben Solo był jego najbardziej obiecującym uczniem, reszta mogła być na tyle słaba że za Yody skończyłaby w Korpusie Rolniczym. Na dobrą sprawę Rycerze Ren nawet nie potrafili zbudować sobie mieczy świetlnych, dla mnie więc to popierdółki (a uczniowie Luke`a jeszcze większe) w związku z tym tytuł Wielkiego Mistrza Zakonu Ren znaczy dokładnie tyle co tytuł Mistrza Fechtunku Nowego Warpna.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Ach tak? Takie masz "urocze" wyjaśnienie?
Kylo Ren to popierdółka który nie umie sobie zrobić miecza? Ma miecz i potrafi się nim posługiwać. To że trafił na Rey - MocoHardkorowyKoksu, która wszystko siama siama umie, wszystko wie a jak nie wie to się dowie w sekundę gdy tego potrzebuje - to rzecz inna.
A że ostrze niestabilne?
Jakbyś czytał "Czarnego Lorda" nie z Ossusa czy innych pedii to byś wiedział że sfrustrowany Vader też nie umiał sobie zrobić od razu super super broni, tylko kombinował jak koń pod górkę bo mu szło jak po grudzie.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Kylo potrafił zrobić sobie miecz i całkiem nieźle się nim posługiwał, mówiłem o pozostałych Renach - w wizji Rey żaden z nich poza Kylo nie ma miecza.
Nie uważam Kylo za całkowitego słabiaka, ale samo bycie Wielkim Mistrzem Zakonu Ren, w którym są głównie "popierdółki" które pokonały jeszcze większe "popierdółki" niewiele nam mówi. Z Vaderem nie mieliśmy takiego problemu, widzieliśmy do czego zdolni są Jedi i to jak Vader walczy z kilkoma jednocześnie (m.in. Mistrzem Cin Dralligiem).
Miałbym do nich jakiś szacunek gdyby zmierzyli się z Luke`iem, ale wizja raczej mówi nam, że masakra zdarzyła się pod nieobecność Luke`a. Nie mamy też żadnych informacji by w Zakonie Luke`a byli użytkownicy Mocy pokroju Kyle`a Katarna, Corrana Horna czy Jadena Korra, więc na dzień dzisiejszy I`m not impressed with Rens

Co do drugiego posta.
Na chwilę obecną nie mam żadnych podstaw by uważać uczniów Luke`a czy Rycerzy Ren za jakoś wybitnie potężnych. Kylo nie najgorzej sobie radził, ale do poziomu Vadera czy Dooku to było mu daleko.
Przegrana z Rey to dla mnie akurat żadna ujma dla Kylo, w końcu to Przebudzenie Mocy było, dodatkowo Kylo był ranny a jego trening nie skończony.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Hm. Nie rozgraniczam Kylo, Rycerzy Ren czy uczniów Luke w skrajnościach - "całkowite słabiaki - wybitnie potężni".

Ale uważam że na zdrowy rozum dość potężni być musieli. I nazwanie Kylo Wielkim Mistrzem nie jestd od parady. No chyba żeby przyjąć że Supreme Leader Snoke to jakiś przygłup który rozdaje tytuły za nic.
Ale jak to świadczyłoby o.. y.. bardzo wielu istotach i organizacji zwanej FO?

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Może piłkarskie porównanie wyjaśni o co chodzi mi z tym tytułem:

Jeśli powiemy, że piłkarz X jest najlepszym piłkarzem Barcelony czy Realu Madryt będzie to oznaczało że jest bardzo dobry, bo praktycznie każdy kojarzy te 2 kluby i wie co potrafią.

Jeśli powiemy, że piłkarz X jest najlepszym piłkarzem KS Chełmek, którzy rozgromili LKS Skidziń 35:0 to co to tak naprawdę oznacza? Dla zdecydowanej większości ludzi kompletnie nic, bo pierwszy raz w życiu usłyszą nazwy tych zespołów. I nawet jak w tym przypadku za X wstawisz jakieś znane nazwisko jak np. Lewandowski to co to będzie mówić o sile obu drużyn? W mojej ocenie dalej nic, ponieważ istniałaby możliwość że wszystkie gole zdobyłby Lewandowski, a reszta to po prostu popierdółki.

Dlatego mówienie o potędze Kylo na podstawie posiadania tytułu Wielkiego Mistrza Zakonu Ren, kiedy nie znamy ani potęgi Renów, ani uczniów Luke`a których rozgromili jest co najmniej śmieszne.

A FO w porównaniu do Imperium Galaktycznego to też popierdółki;p

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Błagam. Tylko bez porównań Real-Barca bo... to się dobrze nie skończy
Powinieneś wiedzieć że religia, polityka," Barca czy Real" to tematy gdzie lecą noże

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

A czy ja mówię o potędze Kylo tylko na podstawie tytułu? Człowieku..
Szperanie w umysłach jak w koszykach w poszukiwaniu zaginionej listy zakupów, zatrzymanie strzału z blastera i sprawienie że Moc go "trzymała" dopóki Kylo nie zachciało się inaczej,świetna intuicja odnośnie Finna, perfekcyjne wielorodzinne medytacje bez uczucia "przegrzania" czy uczucia niemożności dalszej "wewnętrznej ekspansji", rozpoznanie niemal w mig potencjału Rey, unieruchamianie ciał wbrew woli ich właścicieli, sprawianie bólu na odległość, rzucanie Mocą także wali ciałem o drzewo oddalone o ileś tam metrów...
GDZIE on jest niby słaby Mocą, no pytam się gdzie?

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

A, i czyli dla Ciebie zarówno uczniowie Luke jak Ci z Zakonu Ren to nic nie warte pokraki i słabiaki? Bo prawie Jedi dali się pokonać rzekomo słabemu Kylo i jego hm, jeszcze "słabszym" od niego koleżkom z Zakonu?
No i Kylo jest wg Ciebie "słaby" bo pokonała go Rey?
Nie mogę.

Abrams

Zarżnął magię SW obsadzając A.Drivera w tak "ciekawej roli". Widziałem raz w kinie i nie wiem czy w czerwcu pokuszę się o zakup dvd.. Poza tym pierwsza reakcja GL-a na film - jego odruch wymiotny, który potem "skorygował" przyglądając się warunkom finansowym umowy z Disneyem .. A dlaczego taki spektakularny sukces 7 epizodu, ano dlatego że stare części miały to "COŚ" w sobie. Fani SW liczyli na powtórkę i się lekko przeliczyli. Disney zrzucił z piedestału magię Star Wars...

asdfg

Zabawnie sformułowany tytuł tematu, trochę jakby: "NAPRAWDĘ CHECIE TAKIEGO BADZIEWIA?!"

Od razu na klawiaturę się nasuwa, ale i naprawdę jest to moja odpowiedź - "Nie!". Może kolejne części trylogii poprawią jego percepcję, ale jakoś w to wątpię. Po prostu nie kupuję tego, że głównym złym ma być niezrównoważony psychicznie dzieciak który przechodzi młodzieńczy bunt. Jego motywacja sprowadza się do "muszę być zły i mhroczny!!! koniecznie!!!11one" i w tym celu zabija ojca. Serio, mam w to uwierzyć?
W ogóle w filmie jest tak niekonsekwentnie, na początku zapowiada się na prawdziwego badassa, żeby potem się zmienił w płaczka i kompletnego niedojdę który nie potrafi nawet wygrać walki z niewyszkoloną noobką.

Re: asdfg

Onoma napisał:
Zabawnie sformułowany tytuł tematu, trochę jakby: "NAPRAWDĘ CHECIE TAKIEGO BADZIEWIA?!"
-----------------------
Jakbyś przy tym był

Re: asdfg

Faktycznie, jak Kylo Ren zdjął maskę, od razu stał się dla mnie beznadziejną postacią. Koniecznie chciał być zły, ale mu jakoś nie wychodziło.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Gunfan napisał:
pod względem ukazania psychiki nie umywa się do tego, jak Lucas przedstawił przemianę i zmanipulowanie Anakina w Epizodach II-III.
-----------------------

ROTFL
Dziękuję, nie mam więcej pytań!

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Napisałem przemianę i zmanipulowanie, a nie dialogi i aktorstwo. Ale może rozwiń swą na pewno interesującą myśl, bo przecież nie śmiałbym przypuszczać, że nie czytasz ze zrozumieniem.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

SORRY Kolego za spóźnioną odpowiedź, nie zauważyłem, że odpowiedziałeś!
W dużym skrócie. Nie uważam, żeby Anakin, jakiego widzimy w filmie, był obiektem manipulacji. Nie przeszedł również żadnej wielkiej przemiany.
Anakin jako Jedi jest nieszczęśliwym i sfrustrowanym człowiekiem, zmęczonym wojną i nie przystającym w żaden sposób do organizacji, której służy. Nakaz celibatu jest w jego wypadku okrutną udręką, a jego jedyny "przyjaciel" (Obi-Wan) w głębi duszy w najlepszym razie gardzi nim i nie rozumie go. Reszta "firmy" boi się go lub mu nie ufa.
Anakin w pewnym momencie zdaje sobie sprawę z fałszu, w którym żyje i zwraca się w stronę jedynego człowieka, który jest wobec niego szczery. Palpatine nie zmanipulował Anakina; Anakin w końcu postanawia być sobą. To nie jest przemiana. To jest "wyjście z szafy".
Uważam, że powtarzanie komunałów o "przemianie i zmanipulowaniu" Anakina to wielki błąd; owszem, taką linię fabularną planował Papcio Lucas! Ale wyszło mu, świadomie czy nie, coś ZUPEŁNIE INNEGO. Twierdząc, że Anakin jest ofiarą manipulacji, i przechodzi przemianę, po prostu powtarzasz oficjalną wersję, wersję z planów Lucasa (tego nie wiemy na pewno!), i oczekiwań fandomu.
Anakin, jakiego widzimy w filmie, jest postacią tragiczną - ale ofiarą okoliczności, czasów, swojego otoczenia.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

W celu uzupełnienia. Lucas w ogóle nie przedstawił tego, o czym piszesz (przemiany i zmanipulowania).
Twórcy TFA idą natomiast w kierunku prostoty i klarowności bohaterów, przejrzystości ich intencji, motywacji i działań. Kylo Ren jest bardzo dobrze i konsekwentnie napisaną postacią, nie wydmuszką, tylko człowiekiem z krwi i kości. Uważam, że jest to najlepiej napisana postać w całej Sadze.
Cały HEJT, jaki wylał się na Kylo Rena w mojej opinii spowodowany jest nie tym JAK Kylo jest przedstawiony, lecz KIM jest. Otóż jest sadystycznym słabeuszem, jak wielu prawdziwych złoczyńców, a to nie pasuje do dziecinnego rozumienia "istoty Sithów", prezentowanej tutaj przez wielu nerdów. Nerdoza chciała "BADASSA", twardziela ze wspaniałym mieczem, mrocznego i dostojnego. A dostali kreaturę, wobec której odczuwają niechęć, współczucie i politowanie. To jest realistycznie przedstawiony złoczyńca, i to właśnie zabolało wielu kultystów siły i "mroczności".

widać teraz

taka moda - każdy cytuje swoje recenzje Dlatego ja wstrzymywałem się z postami w tematach EVII właśnie przed publikacją.

Więc
Poważnie to ta postać, tak zakładam, miała być kimś tragicznym rozdartym między przeszłością swoich rodziców, swojego wuja, teraźniejszością i może obsesją dziadka? Fajny miks, tylko znowu scenarzystom nie wyszedł.
I tyle.

Oczywiście... pisanie dzisiaj o tragicznym rozdarciu wpycha podświadomie taką postać do szuflady "emo i zje* pamiętniki ze śladami wampirzych kłów". Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że to sci-fi, ale ja jestem wielkim przeciwnikiem teorii o fantastyce jako płytkim gatunku kinowym. W świecie literatury taką samą łatkę mają kryminały.


Tak naprawdę, poza kiepskim rozpisaniem roli KR, możemy wrócić do klasyki psychologii (jeśli to nadal aktualne), czyli dzieciństwa

Vast wrzuciła w innym temacie coś takiego
http://pre12.deviantart.net/a0ea/th/pre/i/2016/013/e/3/anakin_s_ghost_visits_kylo_ren_by_javvie-d9ntqoq.png
Beka beką, ale... nie wiemy co działo się przed EVII, jak wyglądały relacje KR z innymi osobami, szkolenie Luke`a itd.

Dla mnie taki rozchwiany nawet może trochę "zły" nie jest zły... złym wyborem, ale wszystko zależy jak się to zrobi. W TFA zrobiono to marnie.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

-Poza tym mam wrażenie, że pytanie jest niejasno sformułowane. "Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW?" sugeruje, że po Kylo Renie będziemy mieć do czynienia z podobnie skonstruowanymi postaciami, odlanymi z formy rozdarcia emocjonalnego i wahających się między wyborem Jasnej a Ciemnej Strony Mocy. Jeśli chodzi o mnie, to jestem w stanie zaakceptować Kylo, jako jednostkowy przypadek, jako urozmaicenie wśród osobistości takich jak Maul, Vader, ale nie wyobrażam sobie, by taki model postaci funkcjonował dłużej niż to konieczne.
To stałoby się zbyt przewidywalne i budziłoby jedynie litość i zażenowanie. Nie mam nic przeciwko rozwinięciu życia wewnętrznego antagonistów, pokazania ich bardziej ludzkiej strony, przedstawienie ich jako kogoś więcej, niż maszynę wymachującą latarką i ubijającą pozytywnych bohaterów. Jednak Kylo Ren 2.0 ? Dziękuję, ale nie skorzystam.

Kylo Ren świetny

Według mnie postać świetnie zagrana. Widać zagubienia chłopaka. Kiedy widzimy go po raz pierwszy budzi w nas dreszczyk strachu i grozy. Kiedy coś mu sie nie uda demoluje wszystko co jest w zasięgu miecza. Lecz kiedy zdejmuje maskę widzimy zwyczajnego młodego mężczyznę, który jest zagubiony. Wacha się on pomiędzy jasną stroną mocy a ciemną. Aktor świetnie wcielił się w tą postać. Tak jak mamy scenę z Hanem Solo. Mówi mu o swoich cierpieniach.(Może też dlatego że chce uśpić jego czujność). Po jego twarzy możemy od razu odczytać emocje bohatera. Część fanów jest zażenowanych że nie dali kolejnego monotonnego bohatera. (typu Vader bądź Maul który wg. mnie jest tak słabą i żenującą postacią.) Wszyscy czarni bohaterowie mają jakiś powód dlaczego walczą z jasną stroną mocy. Disney dał nam czegoś nowego. Coś innego. A nie ciągle to samo i to samo. Kylo chcę być jak Vader co Snoke mu wmawia że tak jest. Widać że chłopak jest zagubiony. Bo co? Znów dostalibyśmy ten sam motyw.
1. Nowa gwiazda śmierci (to jest gwiazda śmierci nawet jeśli się nazywa inaczej!)
Dziwi mnie jedynie fakt że mają tylko jeden niszczyciel i parę myśliwców imperialnych a zbudowali 5x większą gwiazdę śmierci niż poprzednia.(tak z dupy) Rozumiem jakby Snoke znalazł Gwiezdną Kuźnie. Ale co te resztki Republiki nie mają zwiadowców?
2.Dostalibyśmy kolejną maszynę do zabijania. (To samą monotonną postać jak w poprzednich epizodach.)
3.Przynajmniej teraz nie wystarczył jeden strzał by rozwalić i zniszczyć tą gwiazdę. Ale mamy ten motyw jak lecą w tym "tunelu"

Adam Driver świetnie się wcielił w postać Bena Solo. Mam nadzieje że dostaniemy kolejne rozwinięcie z jakiego powodu Ben przeszedł na ciemną stronę mocy i dowiemy się czegoś więcej o
Rey. (myślę że miała już wcześniej do czynienia z mocą ale tak tylko przy puszczam) (zastrzegam się do prawa mylności )
Tyle z mojej strony.

Re: Kylo Ren świetny

Nigdzie nie jest powiedziane, że mieli tylko jeden niszczyciel.

Jak najbardziej

Akurat Kylo Ren przypadł mi do gustu najbardziej z nowych postaci. Początkowo byłam zachwycona: miał mocne wejście, z wyglądu bardzo kojarzył się z Revanem (czy Revan w moim przypadku), fajny głos, otoczka tajemniczości - uznałam go odruchowo za takiego Vadera 2.0. Później - dokładnie w scenie kiedy zdejmuje maskę - czułam zawód spowodowany chyba tylko jego charakterystyczną facjatą. Spodziewałam się... sama nie wiem kogo. Chwilę później Kylo przegrywa pojedynek umysłowy z Rey i rozmawia o tym ze Snookiem. Z zamaskowanego badassa w jednej chwili stał się młodym człowiekiem który nie do końca sobie radzi. Wpierw mnie to rozczarowało, bo liczyłam na jakiegoś mistrza który wymiata, ale po chwili (a jeszcze bardziej po drugim seansie) zaczęło mi się to właśnie podobać. W końcu coś nowego.

Ostatecznie to postać Kylo Rena budzi we mnie najwięcej pytań. Tak naprawdę nie wiadomo co kierowało Benem, że przeszedł na ciemną stronę. Czy to tylko efekt mamienia go przez Snooka? Czy miał jakieś zatargi z rodziną? W scenie przesłuchania mówi Rey, że mogłaby się rozczarować Hanem Solo jeśli dopatruje się w nim odpowiednika ojca. Być może nasz uwielbiany Han się nie popisał? Czy po prostu chce być jak Vader? To jest dla mnie nieco dziwne, bo większość informacji o swoim dziadku Kylo musiał zdobyć od rodziców i Luka, a nie wyobrażam sobie by roztaczali oni przed nim wizje wspaniałego, złego Lorda Vadera i zalety Ciemnej Strony. Raczej każda historia zaczynałaby się od czegoś w stylu "Anakin był człowiekiem który dał się skusić ciemnej stronie, ale gdzieś w nim było dobro, ostatecznie się nawrócił i bardzo, bardzo żałował popełnionych czynów". To by było szczególnie przez Luka podkreślane. Dlaczego chcąc naśladować dziadka Kylo ignoruje jego przemianę i to, że uważał wybór DS za błąd? Co za wizje widzi? Kto mu je zsyła? I właściwie co znaczy "Zakończę to co zacząłeś" - bo można to interpretować na różne sposoby? I mogłabym tak w nieskończoność.

Tak naprawdę niewiele wiadomo, bo to co na pierwszy rzut oka widać - czyli "Jestem fanem Vadera i chce być ZŁY" do mnie nie przemawia. Oczywiście jest też smutna możliwość, że z Kylo Rena zrobią płaską postać a odpowiedź na każde moje "Dlaczego?" brzmi: "BO TAK". Ba, gdzieś w internetach natknęłam się na teorie, że Kylo Ren to taki odpowiednik Wallenroda i naprawdę przechodzi na ciemną stronę by zbliżyć się do Snooka i go zabić. Naciągane na chwilę obecną, ale pokazuje, że można tą postać poprowadzić w dowolnym kierunku. Mam nadzieję, że jakoś ją rozwiną i to nie w sposób, że w ostatnich pięciu minutach się nawróci i zginie.

Tak więc w odpowiedzi na nieco dziwnie sformułowane pytanie: nie, nie chcę więcej takich postaci jak Kylo Ren - z tego powodu, że taka postać już jest, a ja jednak nie chcę kolejnych kalek. Podobnie nie chcę kolejnych Hanów, Lei i Luków. A jeżeli chodzi o to czy podoba mi się zła postać która nie jest tylko uosobieniem zła wszelakiego a przedstawia sobą coś jeszcze to owszem.

konsekwencja

Powtórzą pomysły z wcześniejszych części - jedź na twórców, że niszczą dziedzictwo SW kopiowaniem.
Wymyślą zupełnie nowe podejście do czarnego charakteru - jedź na twórców, że Zły nie jest taki jak w poprzednich częściach.


PS Snoke wyraźnie mówi "przed taką próbą jeszcze nie stanąłeś" i "trzeba dokończyć jego szkolenie". Od początku mówię, że Kylo zwyczajnie niedojrzały jest, i pod tym względem został zagrany znakomicie. A czy i jak dorośnie, to się okaże w dwóch kolejnych epizodach.

.

Szczerze mówiąc to nie potrafię się ustosunkować do postaci Kylo. Nie rozumiem go. Jestem ciekawa jak będzie dalej jego watek rozwinięty, ale na razie z mojej strony jest to takie nieśmiałe przyglądanie się z oddali z zaciekawieniem.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Kylo Ren nie jest zły. Jest godny współczucia i żałosny. Jego postać jest wręcz komediowa i wiele razy słyszałem o tym, jak ludzie śmiali się w sali kinowej, gdy np. zdejmował maskę. Jest to ktoś na tyle żałosny, nieskuteczny, słaby, niegroźny... że ma się go ochotę wysłać na szkolenie do jego dziadka, albo na sesję psychoterapeutyczną. To typowy niezdara-osiłek, któremu nic się nie udaje z przeciętnego filmu produkcji USA opowiadającego o nastolatkach w koledżu.

Ale Kylo Ren nie jest dla mnie najsłabszym złym w Przebudzeniu Mocy. Bo powiedzmy, że da się obronić go, takim, jakim jest... były nawet w EU postacie, które były bardziej komediowe niż jakoś złe, Kylo Ren bardzo przypomina mi np. Darovita z Jedi VS Sith czy jakiegoś innego nieudanego darksajdera, który jest człowiekiem-porażką.

Znacznie gorszy jako ten `zły` jest natomiast Snoke.

Bo o ile rozumiem, że w każdej dużej frakcji może być ktoś taki, jak Kylo Ren (nieudacznik, nieskuteczny typ z problemami emocjonalnymi w trakcie szkolenia, który wiadomo, że wszystko zepsuje) to już zupełnie nie ogarniam czemu ten ktoś ma tak istotną funkcję i jest tolerowany i traktowany jako jeden z liderów... a za to odpowiada Snoke, który posłał sobie tego dzieciaczka płaczącego na front, a sam sobie siedzi w jakiejś ciemnicy i powiększa się na hologramie doglądając - łatwych do przewidzenia - klęsk Kylo Rena i całej tej Pierwszoporządkowej Farsy.

Także majestat, bystrość umysłu i zdolność przewidywania Snoke`a oceniam na poziomie ujemnym... co powoduje, że i Snoke "Supreme Leader" staje się dla mnie raczej pośmiewiskiem niż kimś groźnym. A to powoduje, że całe to nowe pseudoimperium raczej nas przestraszyć nie potrafi. Phasma zostaje zrzucona do zsypu i łamie się po kilkunastu sekundach `przesłuchania` w atmosferze trollingu, Kylo Ren wywołuje uśmiech na twarzy, a Snoke-Ork wygląda na kogoś, kto nie ma pojęcia co robi.

W ST duet Darth Vader - Palpatine był przerażający, poważny, trzymał się przysłowiowej kupy i budził respekt. To był co by nie mówić w miarę skuteczny zespół, który nakierowany był na pewien konkretny cel. W porównaniu do nich Kylo Ren - Snoke przypominają mi jednak zdecydowanie bardziej inny, nieco mniej spektakularny duet: duet Pinky`ego i Mózga.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

-A sam sobie siedzi w jakiejś ciemnicy i powiększa się na hologramie doglądając - łatwych do przewidzenia - klęsk Kylo Rena i całej tej Pierwszoporządkowej Farsy.

Od dziś jest to mój ulubiony opis sali kinowej.

Hmmm. Jeśli weźmiemy na poważnie, że jedynym celem Snoke`a jest oglądanie porażek drużyny, której kibicuje, to mamy problem. Czasami zastanawiam się co zrobię, gdy okaże się, że dopisujemy ideologię do tępego i prostego jak budowa cepa filmu, który nie ma żadnego głębszego przesłania, a my na siłę doszukujemy się w nim sensu. Z punktu widzenia filozofii, jest to bardzo ciekawe zagadnienie.

Dotychczas filmy SW reprezentowały sobą wszystko to, czego szukałam. Nie wydaje mi się prawdopodobne, by teraz Disney zawiódł fanów zasadzając im kopa w zadnią część ciała. Także czekam na Ep. VIII i liczę na coś idealnego. Z czasem okaże się, czy było warto.

Co do Snoke`a musimy zadać sobie pytanie "po co?". Tylko udzielenie na nie odpowiedzi może dostarczyć nam informacji o motywacjach tej postaci. Po co wysyła Kylo Rena, który nie ukończył jeszcze treningu? Po co pozwala mu na tak wiele i umieszcza w strategicznym momencie akcji?

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Vast napisał:
Czasami zastanawiam się co zrobię, gdy okaże się, że dopisujemy ideologię do tępego i prostego jak budowa cepa filmu, który nie ma żadnego głębszego przesłania, a my na siłę doszukujemy się w nim sensu. Z punktu widzenia filozofii, jest to bardzo ciekawe zagadnienie.

Dotychczas filmy SW reprezentowały sobą wszystko to, czego szukałam. Nie wydaje mi się prawdopodobne, by teraz Disney zawiódł fanów zasadzając im kopa w zadnią część ciała. Także czekam na Ep. VIII i liczę na coś idealnego. Z czasem okaże się, czy było warto.

-----------------------

Ile kopów w zadnią część ciała trzeba dostać, zanim dojdzie się do wniosku, że kopiący nie ma zespołu niespokojnych nóg?

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Przekonamy się. Dam Ci znać jak dotrze do mnie ten fakt.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Dotknąłeś meritum. Disney nie pokusił się nawet o to, aby przysłowiowi źli byli źli, nie zadbał o zachowanie jakiegokolwiek sensu. Dla większości popcornozjadaczy i miłośników Avengers to bez znaczenia bo tam w każdym odcinku główny zły dostaje po tyłku bo zapomniał, że wszyscy znają jego główną słabość albo ma alergię na wodę. Ale dla rozumnego widza coś zaczyna się już nie układać jeśli ci `straszni źli` mają problem z ogarnięciem, że rozhisteryzowany nastolatek na czele armii nie jest zbyt dobrym pomysłem...

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Avengers nie są źli, jeśli nie oczekujesz intelektualnej rozrywki, tylko spoko nawalanki z masą gadżetów i wypasionych kolesi obdarzonych nadnaturalnymi zdolnościami (ewentualnie mających wystarczająco dużo hajsu, by zostać Iron Manem). Wątpię, czy ktokolwiek idąc do kina na filmy Marvela oczekuje jakiejś głębi emocjonalnej, logiki. Przynajmniej ja spodziewam się dobrych scen walki, efektów specjalnych na które przyjemnie się patrzy i garści emocji. Nie więcej, nie mniej.

Zdążyłam się już przyzwyczaić, że źli dostają po tyłku (vide Loki, Ultron) i jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza w czerpaniu radości z oglądania tego typu produkcji. Takie są prawa łatwej rozrywki.

Natomiast Gwiezdne Wojny powinny być spójne, w miarę możliwości logicznie poskładane. "Nic nie mam" do postaci Kylo Rena, ale oczekuję, że w Ep. VIII postarają się jakoś wyjaśnić, dlaczego Snoke wrzucił tego kolesia na sam szczyt w hierarchii dowódców FO, mimo jego ekhem khe khe mało stabilnej psychiki i pozwolił partolić coraz to nowsze misje.

http://41.media.tumblr.com/ab3120c8db2e2463da432c4a66751481/tumblr_o0nnfw0EHm1v48178o1_500.jpg

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Krogulec napisał:
W ST duet Darth Vader - Palpatine był przerażający, poważny, trzymał się przysłowiowej kupy i budził respekt.
-----------------------

Ale w Star Treku nie było Dartha Vadera ani Imperatora.. :/

Nie chcę Kylo Rena w star wars!

Nie chcę Kylo Rena w star Wars. Chcę przywrócenia starego kanonu i odkupienia Star Wars przez Lucasa czyli jedynej osoby w mojej opinii mogącej mieć prawa do Star Wars!

Szkoda...

To chyba jedyne słowo które mi przychodzi na myśl. Szkoda, że zmarnowano tak dobry potencjał. To nie jest tak, że ja nie próbowałem polubić Rena, próbowałem. Początkowo nawet, chociaż maska śmierdziała podróbą Revana, naprawdę lubiłem sam pomysł na postać bo, w przeciwieństwie do całego filmu, wnosił coś nowego.
Tylko szkoda, że nie pociągnięto tego konsekwentnie dalej. Np. wygląd Darth Nihilusa by moim zdaniem świetnie pasował do Rena, wysoki, szczupły i ta krótka peleryna, cała w dziurach, podkreślająca wzrost (tutaj z plagiatowania nawet nie trzeba byłoby się tłumaczyć, bo to w końcu nie kanon itd.).
Ale nie, dostaliśmy 30 latka, który zachowuje się jak 13 latek, ma kłopoty z samokontrolą i ze swoją twarzą (powaga). Dopóki nie zdjął tej maski nie było aż tak źle, ale potem...
http://paczaizm.pl/content/wp-content/uploads/zdjecie-profilowe-w-dowodzie-adam-driver-kylo-ren-star-wars.jpg

Re: Szkoda...

Bo wszyscy powinni być zdecydowani, przystojni i nudni... Naprawdę chcemy, by każda postać była z grubsza taka sama?

Re: Szkoda...

Sithowie to sithowie. Oczywiście, że możemy mieć kogoś, kto ma pryszcze, tłuste włosy i wygląda na fajtłapę, ale żeby od razu robić z niego głównego antagonistę ?
Czy ktokolwiek odczułby przed taką postacią trwogę ?
Jeśli obsadzamy kogoś w roli czarnego charakteru, to dlatego że uosabia sobą jej atrybuty. Co reprezentuje sobą Ren ?
Nic, co by pasowało do jego roli.
Chcesz przedefiniować rolę protagonisty ? Zrób to chociażby jak Quilian Vos ! Ale nie jak Ren.

Re: Szkoda...

Hmm, o Quinlan Vosie nie wiedziałam ale jak czytam krótki opis postaci to wychodzi na to ,że był to taki starwarsowy Wallenrod. Tyle, że Ren też może się nim jeszcze okazać, zależy jak interpretować jego zachowanie. Na razie postacie zostały zaledwie przedstawione. Możliwe, że po następnych częściach filmu opinia o pierwszym też się zmieni bo cośtam wyjdzie na jaw. Jeżeli dopatrujemy się w Kylo Renie głównego złego to faktycznie można czuć rozczarowanie bo nie pasuje na następcę Vadera. Zafundował widzom takie kombo: jeżeli by miał bardziej pasujący wygląd to pewnie wielu przełknęłoby jego zachowanie, a jeżeli zachowywałby się bardziej "mrocznie" i poważnie to przymykałoby się oko na jego twarz. Mi osobiście najbardziej nie pasowała charakterystyczna facjata, ale kiedy się do niej przyzwyczaiłam stwierdziłam, że postać może być i mam w stosunku do niej duże oczekiwania.

Re: Szkoda...

Nie czytaj opisów, przeczytaj serię Republic
http://starwars.wikia.com/wiki/Star_Wars:_Republic
I to nie tylko dla wątku Quinlana. Ta świetna seria komiksów, pokazuje jak wojny klonów powinny wyglądać, epickie bitwy o jabiim, seleucami, rendil, wspaniałe melodramaty jak blast radius, wybitne przedstawienie postaci etc.

Może i się zmieni, ale tępego wprowadzenia nic nie naprawi. Gdzieś już to pisałem, ale mam złe przeczucie, że w następnym filmie będą głównie łatać dziury fabularne poprzednika (bo wreszcie zorientują się że nic nie trzyma się kupy) i sprzedadzą to jako zamierzony pomysł. Wszyscy będą szczęśliwi, no prawie wszyscy
Poza tym Quinlan Vos to był tylko przykład, mamy Kreię, mamy Halagad Ventora etc.

Porównanie z Wallenrodem moim zdaniem przesadzone, w końcu to Ren jest tym, który lata z krzyżackim mieczem

Re: Szkoda...

koszka napisał:
Hmm, o Quinlan Vosie nie wiedziałam [...]
-----------------------

A więc dożyłem tej chwili...

Re: Szkoda...

It is just the beginning...

Re: Szkoda...

Zwracanie się do Kylo per Ren jest jak zwracanie się do Vadera per Darth.

Re: Szkoda...

Ale Kylo brzmi zbyt ciotowato.

Re: Szkoda...

To kwestia przyzwyczajenia.
Chociaż, na pierwszy rzut oka to może być imię dla jakiejś leśnej wróżki, a nie dla głównego antagonisty w SW. Jakie sobie wybrał, takie ma.

Re: Szkoda...

Pardon, ciotowatość to dla mnie nie kwestia przyzwyczajenia

Re: Szkoda...

Może to wina tego że mieszkam na Bałutach trzeci rok, ale `Kylo` jednoznacznie kojarzy mi się z wygolonym dresem Takiemu raczej by się nie powiedziało, że brzmi `ciotowato`;p

Re: Szkoda...

Albo powiedziałoby się tylko raz.

Re: Szkoda...

W życiu bym nie skojarzyła "Kylo" z dresem xD

Re: Szkoda...

Dark Count napisał:
Kylo brzmi zbyt ciotowato.
-----------------------
Jak skrzyżowanie Kyle Katarna z Philo Beddoe

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Na początku też byłam zawiedziona Kylo Renem. Ale później odkryłam jego największą zaletę: Jest inny. To nie jest Darth Vader, niech ktoś to w końcu zrozumie.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Nie muszę nawet czytać wiadomości, tylko popatrzę na login i już wiem o co biega. To dopiero wygoda!

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

To chamskie, ale ja też już się śmiałam z tego nicka

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Stawiam górę zielonych na to, że Jor założył nowe konto przez Tora

Ja myślę

że dużym błędem jest uznawanie Kylo Rena za szwarccharakter. Owszem pełni taką rolę, a w epizodzie VIII będzie ją pełnił jeszcze bardziej, ale mam dziwne wrażenie, że nim nie jest. Ciągnie go w stronę światła. I strzelam, że w IX przeciągnie.

Inną sprawą jest to, że w TFA tak naprawdę nie ma mocnych czarnych charakterów. Snoke się jeszcze nie ujawnił. Kylo jest emocjonalnie niedorozwinięty, a Hux też się na terapię nadaję. Phasma chyba nadzorowała te sanitariaty, skoro w nich wylądowała. To raczej ta sama klasa złych co Nute Gunray. Dobry to on nie jest. Ale to też nie ten zły, który budzi przerażenie.

Re: Ja myślę

-Uratuj mnie, a kupię Ci planetę!

Hux był jeszcze całkiem OK, dopóki nie wygłosił tej swojej dziwacznej i plastykowej przemowy a la bagietka z pomidorami podana z sosem z nachos. Mogę porównać to do pierwszego wrażenia, po zdjęciu maski przez Kylo Rena. Cały czar uleciał, niemalże bezpowrotnie.

A jeśli chodzi o Snoke`a, to my tu na ziemskim zapupiu też mamy takiego:
http://dziennikzwiazkowy.com/wp-content/uploads/2013/07/14274986_14274984-1024x681.jpg

Re: Ja myślę

Ta mowa właśnie jest całkiem niezła. A to że Kylo ściąga maskę pokazuję kim jest tak naprawdę. Ta scena jak próbuję wydobyć mapę z umysłu Rey - gdyby Kylo był w masce była by słaba. Tak widać emocje - ten jego strach!

Re: Ja myślę

-Właśnie, że jest do kitu! Dobra. Pójdę na TFA jeszcze 14 razy, to może zmienię zdanie. Na chwilę obecną Hux nie ma zadatków na mówcę. Tak śmiesznie wrzeszczy.
Niekoniecznie chodzi mi o to, że scena jest niepotrzebna. Bardzo dobrze, że pokazali jak naprawdę wygląda KR, pokazali jak trzęsie portkami przed Rey jego emocje, ekspresję. Natomiast dla wielu osób był to moment, w którym stracili złudzenia co do tej postaci.

Re: Ja myślę

Zgadzam się w kwestii Huxa. Jego postać była interesująca, dopóki nie wygłosił tej swojej przemowy, która według mnie bardzo czerpała inspiracje z przemówień Adolfa Hitlera (tfu!). Problem w tym, że wyglądało to sztucznie, Hux sprawiał wrażenie niezrównoważonego (nagła zmiana podejścia ze spokojnego na nerwowy, agresywny); sama przemowa, jej treść, nie była wybitna.

Re: Ja myślę

Ale co ma Pan Adolf do the force unleashed ?

Re: Ja myślę

-Na chwilę obecną Hux nie ma zadatków na mówcę. Tak śmiesznie wrzeszczy.

Sęk w tym że ma zadatki. Przykład pana A.H. to potwierdza, bo on przemowami właśnie w takim stylu przekonał rodaków do tego czego przekonał. I w tym kontekście przemowa Huxa wcale nie jest śmieszna, przeciwnie. Jest przerażająca.

[cytat]która według mnie bardzo czerpała inspiracje z przemówień Adolfa Hitlera (tfu!). Problem w tym, że wyglądało to sztucznie, Hux sprawiał wrażenie niezrównoważonego (nagła zmiana podejścia ze spokojnego na nerwowy, agresywny); [/cyat]

Bo czerpała i chyba sam aktor coś o tym wspominał, choć mogę się mylić. A.H. tak właśnie przemawiał. Sztuczne to może i było, ale do czego doprowadziło?

Kylo Ren

Na dzień dzisiejszy odpowiem tak, chcę takich niejednoznacznych postaci w SW. Na razie Kylo Ren jest postacią niezwykle intrygującą, nie wiemy dokąd ta postać zmierza i jakie były jej początki.

Na chwilę obecną wiemy tylko tyle, że Kylo nie jest Sithem, nie ukończył szkolenia ani u Luke`a ani u Snoke`a ale był prawdopodobnie najpotężniejszym uczniem akademii Luke`a, po czym dołączył do Snoke`a i jego Rycerzy Ren gdzie również był tym najsilniejszym i został Mistrzem Zakonu Ren (to że był najpotężniejszym z adeptów Luke`a czy rycerzy Ren nie oznacza że jest badassem na miarę np. Vadera czy innego Sitha, po prostu reszta była tak słaba np. z rycerzy Ren tylko Kylo ma miecz.). To czy ostatecznie będę zadowolony z tej postaci w głównej mierze będzie zależeć od znaczenia słów "I`ll finish what you started" skierowanych do maski dziadka.

Nie byłem wielkim fanem EU dziejącego się po ROTJ, nie miałem żalu po skasowaniu tej części uniwersum, no może poza 3 małymi wyjątkami: postać Admirała Thrawn`a (bez mistrza C`baoth i Luuke`a mogę się obejść), seria Jedi Knight z Kyle`m Katarn`em na czele, oraz seria Legacy of the Force z Darth Caedus`em. Historia Jacena Solo który przechodzi na Ciemną Stronę nie dla potęgi, władzy czy innych egoistycznych pobudek ale po to aby zjednoczyć galaktykę, który jest w stanie poświęcić absolutnie wszystko dla wyższego dobra, który osiąga swój cel poprzez zjednoczenie galaktyki przeciwko sobie jest jedną z najlepszych historii jakie możemy znaleźć w EU.
I tu wracamy do Kylo Rena, może to moje pobożne życzenia, ale chciałbym aby Ben Solo był takim Jacenem Nowego Kanonu. Chciałbym aby jego historia przedstawiała się następująco:
Ben Solo jest najbardziej obiecującym uczniem akademii Jedi Luke`a, wtedy na horyzoncie pojawia się First Order ze Snoke`iem na czele, dochodzi do jakieś konfrontacji między Jedi a Snoke`iem (to stąd Snoke miałby swoje obrażania), poza kilkoma bliznami Snoke wychodzi z tego bez szwanku, Ben zdaje sobie sprawę że Jedi nie są w stanie pokonać Snoke`a. Wtedy przypomina sobie o Anakinie, który został Sithem i zabił Palpatine`a co w konsekwencji doprowadziło do upadku Imperium. Ben stwierdza więc, że tylko potęga Ciemnej Strony oraz zdobycie zaufania Snoke`a żeby mógł znajdować się w zasięgu ciosu umożliwi mu przywrócenie pokoju w galaktyce. Ben przystaje więc do Snoke`a i przyjmuje imię Kylo Ren, pierwszą misją Kylo jest zniszczenie akademii Luke`a, rozkaz jest prosty "zabij wszystkich", Kylo w myśl zasady że cel uświęca środki razem z rycerzami Ren zabija uczniów Luke`a. Kylo nie jest jednak do końca zły, nie chce zabijać kilkuletniej kuzynki Rey Skywalker, dlatego jak widzimy w wizji Rey, broni jej zabijając innego rycerza Ren, aby prawda nie wyszła na jaw "kasuje" jej pamięć i zostawia na Jakku. Luke po śmierci wszystkich uczniów, w tym swojej córki udaje się wygnanie. Teraz mamy wydarzenia z TFA. Kylo wykonuje dla Snoke`a różne zadania, aby uwiarygodnić swoją osobę zabija długoletniego przyjaciela rodziny Lor San Tekka, Snoke jednak dalej nie chce dokończyć szkolenia Kylo ani mieć go u swego boku. Kylo jako agent z ukrytym celem jest w ciągłym stresie z którym sobie nie radzi, nie kontroluje gniewu gdy coś dzieje się nie tak jak zaplanował, nie chce być zły, ciągnie go do światła ale wie że ma do wykonania pewne zadanie, zaczyna gadać do maski Vadera, boi się że Snoke wyczuje w nim dobro i cały jego plan, wszystkie poświęcenia pójdą na marne. Zauważmy że rozkaz Snoke brzmiał znaleźć lub zniszczyć droida z mapą kryjówki Luke`a, Snoke`owi wszystko jedno czy znajdzie i zabije Luke`a czy Luke umrze ze starości na jakieś zapomnianej planecie, najważniejsze aby Luke nie mógł pomagać Ruchowi Oporu i Republice, Kylo natomiast za wszelką cenę chciał znaleźć mapę aby dostać się do Luke`a, może chciał mu powiedzieć że Rey żyje, że zabierze go przed oblicze Snoke`a i razem go zabiją, tak jak wcześniej Luke z Vaderem pokonali Palpatine`a. Kiedy Rey okazuje się zbyt potężna na wyciągnięcie z niej informacji Mocą Kylo wykorzystuje ten fakt aby zmusić Snoke`a do dalszego szkolenia i wizyty u Snoke`a (Kylo mówi że wyciągnie z niej te informacje tylko potrzebuje pomocy Snoke`a, po czym Snoke rozkazuje przyprowadź ją do mnie). Kwestia zabicia Hana, to kolejny sposób na zdobycie zaufania Snoke`a, Ben nie chce tego robić, jest rozdarty wewnętrznie, wie co musi zrobić ale nie wie czy starczy mu siły dlatego prosi Hana o pomoc. Dalej mimo iż ranny ściga Rey, ponieważ ona jest jego "biletem" do Snoke`a, w trakcie walki próbuje przekonać ją aby dołączyła do niego. Jeśli to wszystko okazałoby się prawdą cały strach i niepewność ukazana przez Kylo Rena miałaby sens, skrywanie twarzy za maską miałoby na celu nie tylko budzenie grozy a bardziej ukrywanie własnych emocji przed innymi. Jeśli w kolejnych Epizodach Kylo Ren najpierw nabierze potęgi po szkoleniu u Snoke`a a później wbije mu miecz w plecy w trakcie ostatecznego starcia kończąc to co zaczął Vader w Epizodzie 6 czyli pokonując zło i przywracając pokój galaktyce będę wniebowzięty.

Oczywiście istnieje możliwość że Kylo jest po prostu kolejnym zmanipulowanym, zagubionym młodym człowiekiem który chcąc być taki jak dziadek zabija własnego ojca aby być superpotężny. Wtedy będę jednak mocno zawiedziony.

PS. Pomijąc kilka nowości w ukazywaniu tych złych w Star Wars jak strach, wątpliwości, nie bycie całkowitym badassem i przekoksem, będąc po ciemnej stronie ciągnie go do światła zamiast być kuszonym przez ciemną stronę Kylo Ren Adama Drivera pokazuje nam jak potężny był Vader czyli Anakin Skywalker oraz to że Hayden Christensen nie był wcale takim najgorszym aktorem. Jasne, "dialogi" miłosne to w większości całkowita porażka, ale Hayden Christensen grając Anakina/Vadera w ROTS miał 23 lata, Adam Driver grający Bena/Kylo ma 32 lata tymczasem to Kylo jest postrzegany jako rozwydrzony nastolatek który nie wie czego chce, a jego wygląd po zdjęciu maski wzbudza politowanie i śmiech na sali kinowej. Anakin zakłada maskę dopiero na sam koniec ROTS, ale w scenach marszu na Świątynię Jedi, rozmowy z młodzikami czy wizyty u separatystów bije z niego potęga i groza.

kylo najlepszy

Po pierwszym seansie kylo to postać która jako jedyna przypadła mi do gustu lepsza niż jakakolwiek postać z poprzednich odsłon.Driver zrobił dobrą robotę i nawet po drugim seansie nie zmieniła się moja opinia a umocniła

Nie w takiej formie.

Dużo TFA potrafię wybaczyć. Nie należę do zagorzałych hejterów filmu, zauważyłam, że częściej go bronię, niż atakuję. Jest tylko jedna rzecz, której obronić nie potrafię.
Czarne charaktery.

Kylo Ren miał zadatki na ciekawą postać. Przed premierą pojawiały się stale informacje o tym, że jest inny, że takiego villaina w SW jeszcze nie było i że tak naprawdę to nie jest do końca zły. I to wszystko prawda. Szkoda, że potencjału młodego Solo nikt nie wykorzystał i powstał żałosny obraz postaci, która bardzo stara się być zła, ale kompletnie jej to nie wychodzi. I to naprawdę byłoby ciekawe! Gdyby ta postać była dobrze napisana. Wszyscy krzyczeli, że jest rozdarty. Ba, sam tak mówił!
Nie jest. Zachowywał się jak rozwydrzony bachor, jak szesnastolatka z PMSem.
Rozdarty bohater to bohater trudny do stworzenia. Powinien mieć motywy, dobre backstory oraz bagaż doświadczeń za sobą. Kylo, na chwilę obecną, nie ma nic. Wiem, twórcy zostawili sobie ogromne pole do popisu na kolejne epizody. Szkoda tylko, że bez nich ta postać jest zwyczajnie słaba, płytka i nierealna. Póki co, wygląda to dla mnie tak: przejdę na Ciemną Stronę, żeby być mroczny i potężny!
...serio? A może coś więcej? Może chcesz, tak jak Jacen, zjednoczyć galaktykę? Albo jak Anakin uratować tę, którą kochasz?
Nie. Po prostu. Bo tak. I dlatego ta postać po obejrzeniu samego TFA jest kiepska. Oby twórcy poszli w dobrym kierunku w EVIII, bo inaczej... Zgroza.

Tak, tak. W ANH też nie znaliśmy przeszłości Vadera. Nie poznaliśmy jej dokładnie także w TESB czy nawet RotJ, dopiero prequele to przed nami odsłoniły. Ale Vader nie potrzebował tego backstory tak bardzo, bo potrafiliśmy się go bać. Wzbudzał respekt i strach (a przy tym był tragicznym i rozdartym bohaterem - da się!), podobnie jak Imperator. Te postacie były ciekawe i dobrze stworzone choćby bez NT. A co dopiero po uzupełnieniu historii! Dla mnie Palpatine stanowi wzór tego złego, nie wymienię wielu lepszych - o ile w ogóle - villainów. Vader utrzymuje się równie wysoko, chociaż on jest zły w inny sposób.

Podsumowując: jestem jak najbardziej za rozdartymi, dwuwymiarowymi postaciami. Kurczę, ludzie nie są płascy i jednowymiarowi! Nie chciałam nowego Vadera, bo to byłoby bez sensu. Miło by było jednak zobaczyć kogoś lepiej i sensowniej napisanego, niż Kylo Ren. Niestety, TFA brakuje porządnego czarnego charakteru. Snoke mnie w ogóle nie przekonał, Phasma świetnie odgrywa zapowiedzianą rolę Fetta - w końcu pojawia się w paru scenach, nawet ma swoje kwestie! Na ten moment najlepiej oceniam Huxa, ta przemowa nie była aż tak tragiczna. Potrafię poczuć tę postać, a o to chyba chodzi. Reszta wypada nadzwyczaj słabo.

Re: Nie w takiej formie.

Ale dlaczego zakładasz, że miał być dorosłym rozdartym bohaterem?
Moim zdaniem kluczem do tej postaci (i w ogóle do całego filmu) jest dorastanie.

Re: Nie w takiej formie.

Nie zakładam, że miał być dorosły. Chociaż to sugeruje mi wiek, bo gość ma trzydzieści lat. Zmierzam jedynie do tego, że bez wiarygodnej i umotywowanej historii nawet rozchwiany emocjonalnie człowiek nie powinien być w stanie zabić swojego ojca.
...chyba, że jest psychopatą. To byłby całkiem ciekawy ruch, ale wątpię, że Disney się na niego zdecyduje.

Re: Nie w takiej formie.

Akurat to, że bardzo chciał wykorzystać zabicie ojca do przeciągnięcia samego siebie do Ciemnej Strony nie wydaje mi się niewiarygodne (patrząc na wcześniejszy rozwój postaci).
Niedojrzałość najlepiej było widać w atakach gniewu

Re: Nie w takiej formie.

bartoszcze napisał:

Niedojrzałość najlepiej było widać w atakach gniewu

-----------------------
To najlepsze sceny filmu
<3<3<3

Re: Nie w takiej formie.

Nie wydaje mi się, żeby rzeczywiście bardzo tego chciał. W końcu mówił, że wie, co musi zrobić, ale może nie starczyć mu sił. Więc raczej nie był specjalnie zdecydowany.
Nie znamy konsekwencji tego czynu. Bardzo liczę na to, że po zabiciu ojca Kylo stanie się czarnym charakterem z krwi i kości, bardziej pewnym swoich przekonań. Inaczej śmierć Hana idzie na marne, a to wiele osób przyjęłoby bardzo źle.
Nie ukrywam, w tym także ja. Ciężko się pogodzić z odejściem ukochanej postaci.

Re: Nie w takiej formie.

Do tego pasuje mi tylko to:
http://zapodaj.net/images/7887cd2117f53.jpg

Re: Nie w takiej formie.

No błagam. Kylo to takie duże dziecko, niańczone na zmianę przez Huxa i Phasmę. Nawet nie ma co patrzeć na jego wiek. Założę się, że nie wychodzi ze sklepu zabawkowego, bez najnowszego zestawu LEGO, na który naciągnął rodziców histerią/krzykiem/błaganiem/upartością. To ten typ.


Dlatego tak czekam na VIII, myślę, że wszystko się wyjaśni i dowiemy się, co skłoniło Bena Solo do przeistoczenia w Kylo Rena. Oby stanęli na wysokości zadania i nie skazali KR na jednowymiarowość.

Re: Nie w takiej formie.

A jak już rozwali trzynasty komputer w miesiącu, to krzykiem i "jesteś u Snoke`a" wymusza na Huxie kupno kolejnego?

Mam nadzieję. Ta postać ma zadatki na coś porządnego, jak już mówiłam. Ale tylko po rozwinięciu w kolejnych epizodach, bo aktualnie zwyczajnie nie potrafię się do niego przekonać. Może mam za wysokie wymagania, duh. Chciałabym jedynie jakąś sensowną motywację porzucenia dawnego życia. D:

Re: Nie w takiej formie.

To właśnie Kylo, którego znamy i kochamy. No może Hux trochę mniej, zupełnie nie wiem dlaczego.
Kylo to idealny materiał do humorystycznych komiksów, lepszego ze świecą szukać!


Coś czuję, że zostanie moim ulubionym bohaterem, jeśli zdołają przekonać mnie co do jego motywów. Pozostaje czekać i żyć nadzieją.

Re: Nie w takiej formie.

Kto kocha, ten kocha... Chyba czuję tutaj nić porozumienia z panem kosmicznym rudym nazistą. : D
Szkoda tylko, że taka humorystyczna postać niekoniecznie pasuje do klimatu sagi, ale komiksy rzeczywiście są zabawne.

Obawiam się, że ja się do tej postaci nie przekonam aż w takim stopniu. Może przynajmniej trochę go polubię, bo nie wiem, czy będę w stanie zapomnieć mu zamordowanie mojego ukochanego bohatera (dobrze, na równi z dwoma innymi, ale zawsze!).

Re: Nie w takiej formie.

"Kylo jest... bardzo humorystyczny. Hux trochę mniej" .

Jezu. To uczucie gdy czytam coś i własnym oczom nie wierzę..

Re: Nie w takiej formie.

Socjopaci nie są rozchwiani emocjonalnie.

Re: Nie w takiej formie.

Skończ te wykopki!

Re: Nie w takiej formie.

A ten socjopata to skąd?

Re: Nie w takiej formie.

Mówię teraz zupełnie ogólnie. Z tego co wiem rozchwianie emocjonalne z definicji wyklucza socjopatię.

Re: Nie w takiej formie.

No chyba, ale skoro Kylo jest rozchwiany to nie jest socjopatą, n`est ce pas?

Re: Nie w takiej formie.

Yy, a gdzie niby twierdziłam że jest?

Rozdarcie - robisz to źle

Nie mam nic przeciwko rozdartym, tragicznym, wielowymiarowym postaciom w SW. Chętnie zobaczę znów taki czarny charakter. Znów, bo całościowa historia Anakina Skywalkera sprawia, że Vader zyskuje dodatkowe wymiary i głębię. Wiedząc, co popchnęło go na Ciemną Stronę można pomyśleć, że powodem jego powrotu było to samo - strach przed utratą kolejnej bliskiej osoby. No ale żeby to dostrzec mamy całe sześć filmów.

Kylo Ren to rozdarty czarny charakter instant. Wszystko na jego temat dostajemy na tacy. W zasadzie można zamknąć oczy i poznać postać tylko ze słuchu, bo większość informacji jest przekazywana ustnie: ktoś o nim mówi, on mówi do maski Vadera... A jeżeli próbuje się widzowi coś pokazać, to wychodzi tak słabo, że gorzej się chyba nie da. Mam na myśli ataki furii Kylo, które wyglądają, jakby rozwydrzony pięciolatek nie dostał zabawki. Brakuje tylko, żeby się położył na podłodze i zaczął wierzgać nogami.
W dodatku nic w zasadzie nie wiadomo o jego motywach. Dlaczego przeszedł na Ciemną Stronę? Bo tak. Wymyślił sobie, że będzie jak dziadek i już, musi się udać. To jest tak słabe, że wolta Anakina to przy tym arcydzieło (w zasadzie uważam, że sama w sobie jest całkiem nieźle umotywowana, a jeszcze w porównaniu z tym... sami wiecie).

Pomysł, że zabicie ojca wepchnie go do końca na Ciemną Stronę nie jest tak całkiem od czapy. Tylko jest jeden problem: Kylo praktycznie prosi Hana o pozwolenie, bo sam nie do końca potrafi. Nie no, serio?
Inna sprawa, że na moje to nie zadziałało. Han wszystko "zepsuł" gestem pożegnania / przebaczenia. Zdezorientowany i ranny Kylo ledwo sobie radzi z Finnem i zbiera bęcki od niewyszkolonej Rey. Jedynym wyjaśnieniem oklepywania rany jest jak dla mnie próba sięgnięcia po Ciemną Stronę poprzez ból. Czyli wychodzi, że cały Mhok uciekł z piskiem.
I mam nadzieję, że tak zostanie. Szkoda Hana, ale jeżeli to się w ostatecznym rozrachunku uda, to będzie kolejne "bo tak". Wymyślił sobie i wyszło. kolejne rozwiązanie instant.

Podsumowując:
Uważam, że pomysł na Kylo Rena jest całkiem dobry i ma potencjał. Tylko wykonanie jest tak słabe, że boli. I jest jednym z dwóch moich podstawowych zarzutów w stosunku do EVII.

Moja opinia o Kylu Renie

Kylo Ren to jeden z aspektów filmu, który mi się najbardziej spodobał.

Co jak co, ale po Gwiezdnych Wojnach w życiu takiej postaci bym się nie spodziewał. Efekt zaskoczenia wyszedł znakomicie.

Na początku to był taki ,,nowocześniejszy" Vader, natomiast zanim zacząłem przyzwyczajać się do takiej postawy, Kylo zdjął maskę...

Sam proces jej ściągania kompletnie mnie zszokował! Nie sądziłem, że na słowa Rey Kylo zdecyduje się to zrobić. Przez te kilka sekund nie miałem pojęcia, co się pod nią będzie kryło. A tutaj taka niespodzianka, twarz może i człowieka dorosłego, ale jej wyraz - nastolatka.

Samo niszczenie komputerów w furii to była genialna odskocznia od czegokolwiek, z czym kojarzyłem do tej pory GW. Tym razem dostaliśmy postać wewnętrznie rozdartą, nie mściwego lorda jak w przypadku Oryginalnej Trylogii. Zresztą, czy wielu z Was chciałoby, abyśmy w TFA dostali drugiego Dartha Vadera? Ja nie sądzę, sam bym nie chciał.

Tak więc dla mnie to pozytywne zaskoczenie, spodziewam się więcej zwrotów akcji z udziałem tej postaci. Kto wie, jak zakończy się jego trening u Snoke`a?

Pozdrawiam

260858

Re: Moja opinia o Kylu Renie

-Komentarz Damerona o masce - Ignoruje
-Komentarz Rey o masce - Ściąga i zarzuca włosami jak w reklamie szamponu

Też nie sądziłam, że Kylo zdecyduje się ściągnąć maskę. Do dziś zastanawiam się jaki miał w tym cel. Nie miał z tego żadnych korzyści, niepotrzebnie jedynie odkrył przed Rey swoje prawdziwe oblicze. Dziewczyna zyskała pewność siebie i przestała się go bać (być może dlatego zdołała go tak łatwo wyrzucić ze swojego umysłu).


PS: Nie wiem czy tak odmienia się imię Kylo Rena, ale raczej ekspertem nie jestem.

Re: Moja opinia o Kylu Renie

I z tego wnioskuje że Kylo Ren skądś zna Rey – ściągnięcie maski podczas przesłuchania było posunięciem totalnie bez sensu gdyż stracił wtedy ogromną przewagę psychologiczną – z przerażającego ją nie-wiadomo-kogo stał się zwykłym, młodym człowiekiem. Nic strasznego. Wyglądało to tak jak gdyby dziewczynę rozpoznał i sprawdzał czy i ona rozpozna jego. A z tego miejsca już przechodzimy do teorii wymazanych wspomnień, szkolenia u Luka i tak dalej, i tak dalej.

Albo cel był taki, że gdzieś trzeba było jego twarz pokazać.

Re: Moja opinia o Kylu Renie

W sumie jakby ją zdjął dopiero na moście, to dopiero by było "uuuuuuuu!"

Re: Moja opinia o Kylu Renie

Faktycznie. Gdyby pokazał swoją twarz dopiero wtedy, a zaraz potem zamordował Hana, fani nie ochłonęliby do końca filmu. Za dużo emocji jak na skromne 5 minut.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Kylo Ren to mój ulubiony bohater z nowego filmu. Zafascynował mnie od początku.

Podoba mi się jego nieprzewidywalność. Zabicie ojca może wtrącić w CSM już na zawsze, choć kluczowe wydaje mi się zachowanie Hana przed śmiercią, dotknięcia policzka syna jako znak przebaczenia i miłości. Myślę, że Kylo to zapamięta i ostatecznie odnajdzie w sobie dobro.
Ale na razie jest to nierozstrzygnięte - Ren może być zły, a może wrócić na jasną stronę. Albo i zginąć bohatersko jak dziadek. Choć ucieszyłabym się jednak z innego rozwiązania.

Podoba mi się jego rozdarcie i miotające nim uczucia. Podoba mi się, że potrafi być groźny - w scenie z Lor San Tekkiem i na początku przesłuchania Rey, ale przede wszystkim jest niepewnym siebie i samotnym dupkiem, który bardzo chce być super i cool.

Jego motywacja jak dla mnie jest okej - chce być superpotężny w Mocy i rządzić innymi. Może w ten sposób leczy jakieś swoje kompleksy. Może mu trochę odbiło - posiadanie takiego dziadka i takich rodziców i wujka musi zostawić ślad na psychice Przynajmniej tak to odebrałam

Nie mogę się doczekać, jak potoczy się jego historia, bo tam wszystko się może zdarzyć. Chętnie też zobaczyłabym jakieś scenki z dzieciństwa, wpływ Snoke`a i wizje, jakie mu zsyłał.

Czyli tak, Kylo jest super jako czarny charakter na początku swojej drogi. Albo taki, który chce być czarniejszy niż jest i zrobi wiele złego, żeby udowodnić sam sobie, że naprawdę należy do CSM.

Hux jako kosmiczny nazista też spoko. O Phaźmie trudno cokolwiek powiedzieć.

Snoke wypada strasznie blado. Nic ciekawego jak dotąd nie pokazał.

Re: Kylo Ren - chcecie takich czarnych charakterów w filmowych SW? [analiza]

Potrafi być groźny? To stanowczo zbyt mało powiedziane. Przypominam że w scenie z Lor San Tekką Kylo - jak sam mówi - pokazał mu Ciemną Stronę. Użył Mocy, by zabić.
W scenach z Rey on ją unieruchomił i wtargnął do jej umysłu, tortutując ją w ten sposób i zadając jej ból tak silny że z oczu polały się łzy.
W scenie w lesie gdy próbowała umysłem "utrzymać go na odległość", nie udało jej się. Przeszukiwanie umysłu bolało i to bardzo a on nie pozwolił jej nawet krzyczeć.

"Chce być superpotężny w Mocy i rządzić innymi", "może chce leczyć tym swoje kompleksy"
"dla mnie jego motywacja jest okej".

Hm. Czytając takie posty, mam ochotę walnąć łbem manekina o kant kuli.
Ale zamiast tego tylko sobie wzdycham wewnętrznie bądź ewentualnie przewracam ślepiami.

Po pierwsze, Kylo JEST bardzo potężny w Mocy. Co powinno w zasadzie być wiadome przy uważnym oglądaniu TFA.
Po drugie, on RZĄDZI innymi. Oczywiście nie tak jak np. Snoke. Ale, rządzi.
Ma takiego dziadka, rodziców, wujka.
TAKICH czyli jakich? O ile mi wiadomo Vader dobrego PR nie miał. Został zapamiętany jako mordercza prawa ręka i poplecznik Imperatora.
Rodzice? Han zwiał, zostawiając swą miłość życia gdy zrobiło się trudno i przez 30 lat gania po kosmosie, nawet na emeryturze bawi się w przemyt i gangsterskie interesy, a sam Kylo z pogardą nazywa go złodziejem i drobnym przemytnikiem. Leia zdaje się została zdeprecjonowana politycznie gdy opinia publiczna dowiedziała się kto jest jej ojcem biologicznym.
Wujek? No wujek robił za bodajże mistrza zalążka nowego Zakonu Jedi. A po porażce podkulił ogon i zwiał...
Skąd te kompleksy wobec takiej rodzinki?

Tak, chcemy.



W poprzednich częściach widzieliśmy złych Sithów, którzy byli źli, bo byli złymi Sithami, i wszyscy byli źli i potężni i bez mrugnięcia okiem realizowali swe mroczne plany.

Tutaj zaś mamy postać, która jest ułomna. Nosi przebranie groźnego Sitha i maskę, a pod tą maską skrywa niepewną minę. Na początku filmu widzimy Vadera 2.0, ale z czasem okazuje się, że to poza. I że tak naprawdę nie wiemy co ta postać myśli, jakie ma motywy i co zrobi. Najpierw każe mordować wieśniaków, ale później można odnieść wrażenie, że stara się ograniczać straty w ludziach - próbuje przekonywać Snoke`a żeby dalej szukać mapy zamiast rozwalać kolejne planety, niszczy sprzęty zamiast dusić personel. Nie wiadomo w sumie czy chodzi mu o to, żeby wypaść w oczach szefa lepiej niż Hux, czy robi to ze strachu przed Snoke`iem czy jednak ma jakieś przebłyski sumienia, ale to co widzimy jest mocno niejednoznaczne. Potem w celu zostania złym Sithem morduje Hana Solo, ale zamiast się zespolić z ciemną stroną ma wyrzuty sumienia. Za chwilę walczy z Rey i wcale nie próbuje jej zabić kiedy ma taką okazję, skutkiem czego przegrywa.

Zupełnie nie wiadomo, co się z tą postacią może wydarzyć w następnej części. Pogrąży się do reszty w mroku i będzie polował na Rey i Luke`a? Ucieknie i zostanie piratem? Zabije Snoke`a i sam postanowi zostać złym oberfuhrerem? Wszystko jest możliwe. To znacznie ciekawsze niż kolejny Darth Maul. ;-P

Tak, chcemy

a można, jak najbardziej... jeszcze jak!

Świetnie napisana postać, świetnie zagrana. Pełnokrwisty bohater, targany emocjami, wątpliwościami. Do tego bardzo charakterystyczny, zarówno dzięki sylwetce i aparycji aktora, jak i charakteryzacji - kostium, maska, charakterystyczny krzyżowy miecz. W E8 dojdzie do tego pewnie jeszcze duża blizna. Do tego zręcznie związany historią z pozostałymi, kultowymi już bohaterami Sagi.

Moment, kiedy krzyczy "traitor!" w lesie na Starkillerze - ciarki przechodzą. Ta agonia, amok w oczach rannego od postrzału, w gruncie przerażonego tym co zrobił, opętanego przez szaleństwo... miazga!

Jeszcze słów kilka...

Gdzieś na YouTubie znalazłem komentarz o tym, że gama postaci stojących po CSM w Sadze jest doskonała, bo Palpatine jest doskonały konspiratorem, Dooku świetnym szermierzem, Maul dobrym skrytobójcą, Grievous budzi grozę, Vader jest genialnym czarnym charakterem, a Kylo Ren świetnie napisaną postacią. Coś w tym stylu.

Swoją drogą fakt, że postacie w SW nie są po prostu potworami, nastawionymi na mord, a mające coś więcej do pokazania - czyni Gwiezdne Wojny czymś więcej, niż tylko bezsensowną łupanka. Poza tym nie wiem, czy chcielibyście by Kylo Ren zastąpił Vadera.

Re: Jeszcze słów kilka...

Jak to czy chcielibyśmy, by zastąpił Vadera? Przecież on właśnie dokładnie to robi. To jest odpowiednik Vadera w nowych epizodach, ta jak Snoke Imperatora itp.

Re: Jeszcze słów kilka...

Jednak nie wyparł on Vadera z pamięci i serc fanów, prawda? Nie jest ,,lepszy" od Vadera, Kylo stara się upodobnić do dziadka, ale niestety mu to nie do końca wychodzi - i to jest w jego postaci najlepsze. Nie do końca potrafię pojąć myślenie niektórych, że w momencie zdjęcia maski przestał być dobrą postacią.

...

4 maja zobaczyłem po raz czternasty TFA. Ponad miesiąc od 13 seansu. Do czwartego seansu, za każdym razem gdy Kylo zdejmował maskę - nie mogłem się przyzwyczaić do jego wyglądu - "oślizgła menda", tak o nim myślałem. Do 12 seansu nie mogłem znieść ciotowatego torn apart (zwłaszcza w dubbingu). Natomiast teraz, po czternastym seansie zauważyłem że "kurczę, Ren jest spoko" - przywykłem do postacie takiej jaka jest i chociaż wolałbym kogoś typu Sheva Palpatine`a, Dartha Vadera, hr.Dooku czy choćby nawet nieokrzesanego Dartha Maula, to Kylo Ren daje radę

Postać jest bardzo niedoskonała, ale jednak można się do niego przyzwyczaić

Re: ...

Ujdzie, choć nadal uważam go za wybitnie irytującego dzieciaka. Jednak nie znam innej postaci z SW, z której można by się tak podśmiewać

Re: ...

Ekhm... a Jar Jar Binks to co?

Re: ...

Binks jest normalny.

Re: ...

Jar Jar to Korwin i Snoke. Lepiej się z niego nie śmiać, bo kto wie, jak daleko sięga jego władza...

Re: ...

Ja nie należę do hejterów Jar Jara, wręcz przeciwnie - bardzo go lubię. Ta postać jest genialna, niezależnie czy w PT czy TWC - ale jest to jednocześnie kapitalny błazen

Re: ...

Odnalazłeś pokrewną duszę?

Re: ...

A To nie Twój krewny?

Qel

jeśli na zaakceptowanie Kylo potrzebowałeś aż czternastu seansów, to coś jest bardzo nie tak z tą postacią. Twój post ma wydźwięk taki, jakbyś cieszył się, że w końcu polubiłeś Kylo, bo wcześniej jakoś nie mogłeś i było Ci z tym źle. A to chyba nie o to chodzi? Niby człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić, ale to coś (tu: owa postać) nie robi się od tego lepsze.

Kluczową rzecz powiedziałeś na końcu: nie zaakceptować, nie zachwycić się nim, tylko się... przyzwyczaić.

Oczywiście wiem, że niektórzy zachwycają się Kylo już od pierwszego seansu, no ale o nich nie mówimy teraz

Re: Qel

Problem z odbiorem Kylo jest taki, że patrzymy na niego (zwłaszcza fani ze stażem) jako na kogoś, kogo chcemy zobaczyć, a nie na kogoś, kto jest. Kylo jest definitywnie inny i z tym się można pogodzić/przyzwyczaić albo nie, indywidualna sprawa.
Ale jeśli patrzymy na postać jako taką (a nie na własne oczekiwania), to co innego. Mnie po pierwszym seansie nie pasował obsadowo, ale... też to była kwestia oczekiwań.
Jego wygląd mi się nadal nie podoba ale to co innego, niż "nie nadaje się".

Re: Qel

Wiesz Gunfanie - to kwestia sympatycznego podejścia do sprawy czy w tym wypadku postaci.
Jakoś tak od początku dawałem mu drugą szansę ze względu na dobry wydźwięk tej postaci w scenach z maską. Te jego gówniarskie napady furii i kultyczne podejście do dziadka, spokojna - z zimną krwią, anihilacja wioski na Jakku. Kurczę no, tych scen które były na plus, nie można pominąć w ocenie postaci. Inną sprawą byłe te sytuacje które wołały o pomstę do nieba, od zdjęcia maski po torn apart - do tych scen na prawdę musiałem się przyzwyczaić by zaakceptować tę postać.

Zupełnie inaczej sprawa ma się u mnie np. z Kananem, Ezrą i Bobą. Ta trójka tak mnie odstręcza że choćby nie wiem co nie zrobili, to dla mnie są oni zupełnie beznadziejni i chcę by zniknęli z SW. Do tej trójki już nie potrafię wzbudzić żadnego sympatycznego podejścia

Kylo / Vader

Kylo chce być jak dziadek. Nie do końca mu to wychodzi. Vader był chodzącym zlem w czystej postaci, ale został tak po trochu uksztaltowany/ wmanipulowany przez Palpatina. Kylo raczej nie chciał udusić wlasnej żony, nie jest przekonany że jego dzieci nie żyją. On chce być z wyboru zły, ale nie jest w tym dobry. Ale jest w tym autentyczny. Jedna z ciekawszych postaci TFA, miejmy nadzieje że nas jeszcze nie raz zaskoczy.

Na szczęście NIE jest to kopia Vadera z ANH.

Postać rozwojowa

Z jednej strony, ludzie są rozczarowani, że nie jest drugim Vaderem tylko niestabilnym emocjonalnie dzieciakiem. Ale w sumie to nawet dobrze. Dzięki temu postać można nadal rozwijać w dowolnym kierunku, co przyciąga uwagę. No i nie ma też kopii z Oryginalnej Trylogii.

Re: Postać rozwojowa

Ale jest za to zrzynka z Eu, bo Kylo to trochę Jacen. xP A twórcom nawet się nie chciało go nazwać oryginalnie i mamy imię Ben, czyli imię uwaga brata Jacena w starym EU. xDDD

Re: Postać rozwojowa

Jacen miał brata Anakina;p
Ben to w EU imię syna Luke`a `[

Re: Postać rozwojowa

Kurde rzeczywiście. Palnąłem głupotę. Mea Culpa.

On miał przecie siostrę, a nie brata. xD

Re: Postać rozwojowa

Brata też ; )
Jaina Solo
Jacen Solo
Anakin Solo

Ben Skywalker

Re: Postać rozwojowa

Czyli skasowanie EU miało na celu utworzenie darmowego kosza z pomysłami, z którego można czerpać pełnymi garściami. Sprytne, sprytne. Jednak wydaje mi się, że "takiej rozdartej" postaci jak Kylo w EU nie było?

Re: Postać rozwojowa

Mamy imię Ben, czyli nawiązanie do dawnego EU, co powinno spodobać się fanom. A twórcy nie zajmują się kinematografią hobbystycznie, żeby im się ,,nie chciało".

Re: Postać rozwojowa

Spodobać fanom? Chyba kpisz. W EU rozumiem, że Luke nadał synowi takie imię. W hołdzie dla jego mentora Bena Kenobiego. Ale w nowym kanonie to bez sensu. Czemu Han i Leia nazwali syna Ben? Zepewne też w hołdzie dla Kenobiego. Tyle, że oni go prawie nie znali (zwłaszcza Leia) i dziwne by było dać synowi imię po osobie którą widziało się kilka godzin. No chyba, że jest inne wyjaśnienie, ale Abrams i Kasdan nie raczyli nam go dać. Bo pewnie nic nie wymyślili, tylko chcieli nieumiejętnie zresztą nawiązać do EU. Oni nie umieli nawet nowrgo imienia wymyślić!!!!!

Re: Postać rozwojowa

Leia prawdopodobnie nawet nie znała Bena jako Bena. W ANH na hologramie zwraca się do niego jako Obi-Wana, nie Bena. Faktycznie, dawanie imienia dziecku po jakimś ledwo znanym dziadku nie pasuje. Jakoś wątpię, żeby Leia i Han nazwali dziecko Ben "bo to fajne imię". Może to miało być nawiązanie do EU - ale wyszło durnowate, nikomu niepotrzebne zerżnięcie.

Re: Postać rozwojowa

Luke nadał synowi takie imię też dlatego, że było... zwykłe. Tak naprawdę "Ben Kenobi" był starym dziwakiem, mieszkającym na skraju Morza Wydm i z żadnym bohaterem "opinii publicznej" się nie kojarzył Samo imię Ben było więc bezpieczne. Czy i jakie wytłumaczenie przyniesie Nowy Kanon, dopiero się dowiemy

Re: Postać rozwojowa

A ja myślałem, że Ben to nawiązanie do OT.

Ło matko do Ciebie...

Przeczytałam sobie ten temat. To przerażające jak z reguły infantylnie postrzegany jest Kylo.

"Chce być super i cool".

Uhm.
Dlatego zabija.
Jak widać Mysz genialnie wyjaśniła jego motywację. Bardzo to sensowne i wiarygodne psychologicznie...Jakże łatwo można się z tym utożsamiać...
(ironia)

RenBen

O ile rozumiem koncept tej postaci, o tyle utwierdzam się w przekonaniu, że póki co nie możemy określić Rena jako czarnego charakteru... Posługuje się CSM, fakt pomógł wybić przyszłych Jedi i zabił ojca, tyle że nie do końca są to jego dzieła... Działając pod ciągłą manipulacją Snoka nie do końca ponosi pełna odpowiedzialność za swoje działania. W prawdziwym świecie mamy wystarczająco dużo przykładów do czego może doprowadzić manipulacja i indoktrynacja.
Ale wracając do tematu... Więcej bohaterów o takiej koncepcji jaką jest Ren, jak najbardziej tak... Więcej tak przedstawionych bohaterów jak Ren w TFA..? Zdecydowanie nie ponieważ było to źle zrobione i przypomniało sławną Salę Samobójców która również w bardzo fatalny sposób przedstawiała głównego bohatera... Chcąc oddać tragizm postaci należy nadać jej jakąś głębię i sens umiejscowienia w danych okolicznościach co w TFA zupełnie nie wyszło i dało bardzo płaski odbiór Rena nie tyle jako vilana ale również postaci jako takiej...

Re: RenBen

Jeszcze dodam tylko, że jako osoba naczelnie hejtująca Disney Wars The Goofy Awakens uważam Rena za najlepszą postać całego epizodu. I to co mnie przekonało do tego konceptu postaci to moment w którym po raz pierwszy ściąga maskę. Mimika (czyli jej brak) i wyraz spojrzenia w którym było zawarte wszystko o tej postaci naprawdę zrobił całą robotę tyle że znów wszystko wokół było nie tak... Zła sceneria i oświetlenie (na siłę pokazywano mrok wokół Rena w zderzeniu z oświetloną postacią Ray. No na Boga tak się nie robi bo nikt przy zdrowych zmysłach tego nie kupi). Według mnie najlepszym momentem na zdjęcie po raz pierwszy maski (choć do bólu oklepany) byłby właśnie przy scenie śmierci Hana i to zrobiło by całą robotę w pokazaniu tragizmu Rena i wewnętrznej ciemności walczącej ze światłem. W tej scenie wszystko było ku temu idealne... sceneria, muzyka i perfekcyjna gra ceni i świateł... Dlaczego scenarzyści i reżyser postanowili to spartolić?... Niewiadomo...

Ok.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy...Lubię sobie wmawiać że Kylo to dziadkowy spadkobierca. Podczas gdy jest on jedynie parodią, wyśmianiem bardzo poważnego problemu jakim jest choroba na BPD.
Nie tego chciałam dla SW, cyrku na kółkach i robienia sobie jaj z ludzkiej tragedii.
Także ten, Abrams mnie zirytował. Niech go obwąchają świńskie raciczki. Nie kopną bo zaboli, a tego byśmy nie chcieli.

Ben Solo, "jestę zły bo słyszałem że dziadek taki był". Głębia i znawstwo psychologii na poziomie brodzika dziecięcego, centymetrów dwadzieścia pięć.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.