Forum

Co ostatnio czytaliście VI

Nowy wątek bo poprzedni się wydłużył.

"Troja" - trylogia Davida Gemmella (choć ostatni tom, po śmierci pisarza dokończyła jego żona), to historia, jak sam tytuł wskazuje, wojny trojańskiej. Jest to jednak urealniona opowieść, bez bogów i bogiń działających wśród śmiertelników. Dodać też należy, że niektóre fakty i losy postaci są zmienione (czasem dość mocno). Owszem, jest Koń Trojański na przykład, ale podstęp nie jest tym, czym był u Homera i innych pisarzy
Jednym z głównych bohaterów trylogii jest Eneasz (zwany Helikaonem), książę i żeglarz, przez niektórych uważany za pirata, czasem okrutny, czasem wyrozumiały Zakochuje się on w Andromasze, która została przyrzeczona księciu Hektorowi. Autor wymyślił tez parę nowych postaci m. in. wojowników mykeńskich, Banoklesa i Kallidesa, którzy pod wpływem pewnego zdarzenia zmieniają strony i służą Troi.
Znalazło się tez miejsce dla księcia egipskiego, podróżującego pod imieniem Gershom, wygnanego z ojczyzny po tym jak ujął się za niewolnicą. Jest to także postać mająca wpływ na historię świata, ale jego pochodzenie poznacie dopiero w 3 części
Warto dodać, że nie wszyscy bohaterowie dożywają kolejnych tomów

Bardzo fajna trylogia, o ile nie przeszkadzają wam zmiany wydarzeń wojny trojańskiej xD

Przeczytane 2016 #3

Olaboga, tak szybko trzecia część, czo ten Szedao

Tak się składa,że od poprzedniego podsumowania (5 dni temu ) przeczytałem kolejne trzy książki, a jako że akurat mam trochę wolnego czasu, postanowiłem go wykorzystać na opisanie tychże pozycji.

23. Damy z Grace Adieu i inne historie - Susanna Clarke

Susanna Clarke powraca z tomem nowych opowiadań fantasy. Pełen magii, melancholijny, mroczny świat Anglii minionych epok, zamieszkany przez elfy i ludzi. W opowiadaniach składających się na ten tom pojawiają się bohaterowie znani polskim czytelnikom z debiutanckiej powieści Susanny Clarke "Jonathan Strange i pan Norrell".

"Jonathan Strange..." to była świetna książka, zasłużenie obsypana branżowymi nagrodami. Napisana pięknym językiem, malowniczo kreśląca wizję Anglii początku XIX wieku, Anglii w której magia istnieje, acz w dość nietypowy sposób, przez większość śmietanki towarzyskiej postrzegana bardziej jako sposób przebicia się na salonach. "Damy..." to zbiór opowiadań również autorstwa pani Clarke, osadzony w tym samym świecie, choć nie zawsze czasie i miejscu. Książka ta nie jest długa, za to jest w miarę równa - co jest rzadkością przy zbiorach opowiadań, nawet jednego autora. Najbardziej podeszło mi ostatnie opowiadanie - "John Uskglass i węglarz z Cumbrii" - utrzymane w stylu humorystycznej przypowieści. Od premiery obu książek minęło już przeszło 10 lat, szkoda że nie możemy się wciąż doczekać kolejnego dzieła od Susanny Clarke, bo wiem że byłoby warto. Może kiedyś.

24. Ucieczka cienia - Orson Scott Card

Kiedy Groszek i Petra odnaleźli wszystkie swoje dzieci, okazało się, że troje z nich odziedziczyło po ojcu Klucz Antona - genetyczną modyfikację, która zwiększa inteligencję, ale również powoduje przedwczesną śmierć. Naukowcy daremnie szukali lekarstwa na tę przypadłość. Wiedząc, że zostało mu niewiele czasu, Groszek zabrał trójkę swoich dzieci i wyruszył w kosmos. Podróżowali z prędkością podświetlną, toteż dzięki efektowi relatywistycznemu na Ziemi minęły ponad cztery wieki, natomiast na statku upłynęło tylko pięć lat. Groszek i jego przedwcześnie rozwinięte dzieci liczyli, że prędzej czy później ziemscy badacze odkryją sposób, żeby wyłączyć Klucz Antona, a wtedy wszyscy będą mogli wrócić na Ziemię i dożyć normalnego wieku. Problem okazał się jednak nie do rozwiązania. Utraciwszy wszelką nadzieję, skazani na kontynuowanie bezcelowej podróży, dzieci i Groszek stanęli przed kolejnym wyzwaniem, kiedy instrumenty pokładowe wykryły anomalię w najbliższym układzie planetarnym. Nieprawidłowo poruszający się obiekt okazał się obcym statkiem kosmicznym. Co więcej, to była arka Formidów, rasy, którą Ender Wiggin rzekomo całkowicie zniszczył przed wiekami. Obcy statek mógł stanowić śmiertelne zagrożenie nie tylko dla czwórki podróżnych, ale również dla Ziemi i jej kolonii. Dzieci nie wiedziały, że jest również ich jedyną szansą ratunku. I nie podejrzewały, że arka kryje w sobie straszliwą tajemnicę formidzkiej rasy...

Kontynuacja czteroksięgu o Groszku, kolejna książka w sadze Endera - najnowsza, bo wydana w Polsce w maju. Książka, albo raczej książeczka - liczy sobie bowiem niecałe 200 stron. Jak to u Carda - czyta się szybko, bez dłużyzn, podstawowe problemy przy kreacji postaci są na miejscu no i znów mamy grupkę genialnych ponad swój wiek dzieci. Fabularnie widać, że jest to taki zapychacz, mający przygotować pole pod "Shadows Alive", zapowiadane jako sequel zarówno sag o Enderze jak i o Groszku. Na to czekam, bo w szczególnie tej pierwszej pozostało wiele urwanych wątków. Groszkową część po "Ucieczce cienia" możnaby właściwie uznać za zamkniętą, chociaż oczywiście jest furtka do kontynuacji - wraz z dość konfudującym cliffhangerem w postaci nowej i niepokojącej informacji o Królowej Formidów, którą przywrócił do życia Ender.
Ogólnie - jest nieźle, lekturka na pół popołudnia, nad którą się nie trzeba namęczyć.


25. Zabij mnie, tato - Stefan Darda

Rok 2015, centralna Polska. Trzynastoletnia Wiktoria wraz z dwiema młodszymi siostrami wraca ze szkoły. Dwieście metrów od domu spotyka znajomych, dziewczynki idą dalej same, lecz nie docierają do celu. Niedługo potem przyjaciel zrozpaczonej rodziny, emerytowany policjant, korzystając z nieformalnych informacji, dowiaduje się, że zwolniony z więzienia psychopatyczny zabójca zniknął i nie wiadomo, gdzie przebywa. Ani „ustawa o bestiach”, ani dyskretna obserwacja policji nie okazały się skuteczne. Kolejne zdarzenia świadczą o tym, że te dwie sprawy mogą się ze sobą łączyć.
Tymczasem nękana wyrzutami sumienia nastolatka jest bliska obłędu. Jej rodzice obawiają się, że może targnąć się na własne życie, a działania organów państwowych okazują się całkowicie nieskuteczne.


Dwa pierwsze tomy Czarnego Wygonu autorstwa Dardy to najlepsze polskie horrory, jakie czytałem. Kropka. Będę się tego trzymał tak mocno jak Mistrz Seller swoich tez. Ogólnie bardzo cenię sobie tego autora, jest to bodajże jedyny krajowy pisarz którego na bieżąco kupuję i czytam. Owszem, zbieram też kolejne tomy cykli Ziemiańskiego i Piekary, ale nie czytam ich już zdrowo z pół dekady, odkładam sobie tą wątpliwą przyjemność na czas, gdy będą w końcu skompletowane. Ale nie oczekuję po tych książkach za dużo, podczas gdy Darda niezmiennie potrafi mnie zaciekawić i wciągnąć. Tu mamy do czynienia z jego pierwszą niehorrorową powieścią - jest to thriller. Bardzo dobrze napisany, wciągający, ciekawy. Widać że Darda musiał dużo i ze zrozumieniem naczytać się twórczości Kinga, bo rozumie że w takich powieściach, jakie pisze, warto poświęcić dużo, naprawdę dużo stron na zapoznanie czytelnika z bohaterami książki, sprawienie żeby ich polubił, żeby zaczęło mu zależeć. Tak że w momencie gdy "shit hits the fan", człowiek naprawdę przejmuje się tym, co się dzieje. I tak jest w tym przypadku - 1/3 książki to wprowadzenie, ale wprowadzenie ciekawe, tak więc nawet gdy nic takiego się nie działo, czytałem książkę z zaciekawieniem. Potem doszło do naprawdę mocnych scen, zaskoczyłem się przebiegiem wydarzeń, no i co tu dużo pisać - jeśli lubicie wciągające historie z wyrazistymi, dającymi się lubić bohaterami, to polecam tą książkę.

Następne podsumowanie na pewno nie będzie tak szybko, bo teraz dla odmiany wkopałem się w rzecz dużo bardziej klasyczną, wymagającą większego skupienia... ale o tym nastepnym razem

Przeczytane 2016 #4

-26, 27. Kull: Banita z Atlantydy, Solomon Kane: Okrutne przygody - Robert Ervin Howard

Po serii niezobowiązujących, lekkich lektur, zdecydowałem się zabrać za książki należące do klasyki fantasy, czyli dzieła Roberta E. Howarda, znanego głównie jako twórca Conana Barbarzyńcy. Wydawnictwo REBIS pare lat temu wydało pięknie trzy tomy opowiadań o Conanie, w końcu w kompletnej edycji. Oprócz tego wyszły w tej serii również dwie inne książki, i to od nich zdecydowałem się zacząć swoją przygodę.

Pierwszy był "Kull: Banita z Atlantydy", czyli protoplasta Conana, żyjący w erze poprzedzającej erę hyboryjską. Jak widzicie - przygotowywałem się na ciężką, dość toporną lekturę, więc tym milej zaskoczył mnie fakt, że pomimo iż od powstania tych opowiadań minęło ok. 90 lat, nie czyta się ich z trudnością. Howard pisał lekkim, przyjaznym cyztelnikowi językiem, a co ciekawsze, jego opowiadania nie zestarzały się. Nie trącą myszką, nie zamęczają w żaden sposób, baa - czytało mi się je nadzwyczaj szybko i przyjemnie. I ciekawie. Wiadomo - nie ma co tu oczekiwać zaskoczeń fabularnych, motywy zaprezentowane przez Howarda zostały w późniejszym okresie wyeksploatowane przez innych autorów do cna. Niemniej opowiadania są klimatyczne, głównie z nurtu low fantasy (magii i miecza), czasami ze szczyptą dark fantasy (świetnie opowiadanie o ludziach-wężach).

Szybko zabrałem się więc za "Solomona Kane`a". Mamy tutaj kompletnie inny czas akcji (XIX wiek? jakoś tak - ale nie chciałbym teraz skłamać a nie pamiętam. Może to być XVIII, może XVII... ale te okolice). Bohater - Solomon - jest purytaninem z rewolwerami i rapierem, o żelaznej moralności, nie mogący się oprzeć bronieniu niewinnych i słabych i tępieniu zła. Ten moralny kompas odróżnia go od Kulla, który prowadził podboje głównie dla chwały, własnej satysfakcji itd. Stąd obie postacie są odmienne, chociaż łączy je oczywiście jedno - obaj są przekoksami w walce. Wrażenia z lektury miałem takie same jak w przypadku "Kulla" - przyjemne, lekkie opowiadania, niezawiłe fabularnie ale bardzo klimatyczne, ocierające się miejscami o horror. Co ciekawe, widać pewne łącza se światem Kulla, widać że to ten sam świat, tylko tysiące lat później.

Twórczość Howarda okazała się być znacznie bardziej ponadczasowa niż się spodziewałem, i jeśli ktoś chciałby poczytać lekkie, ale dobre fantasy, to polecam.

Kilka słów na koniec należy się opisowi wydania od Rebisu. Pokusili się na stworzenie tego zbioru również z myślą o fanach Howarda, zatem mamy tutaj np. niedokończone fragmenty opowiadań, wiersze, jedno opowiadanie w dwóch różnych wersjach itd. Słowem: kompletna(?) kolekcja dzieł o Kullu/Salomonie. Świetna rzecz.
Plus, książki Howarda są wydane w takim samym formacie co Cook i Williams, więc kolekcjonerzy-purytaniści się ucieszą że wszystko ładnie wygląda na półce

Zostało mi jeszcze danie główne, czyli 3 tomy opowiadań o Conanie. Przygoda z tym bohaterem będzie musiała trochę poczekać, bo czuję obecnie lekki przesyt taką tematyką i dla odmiany wziąłem sobie na tapetę coś całkowicie odmiennego. Ale o tym kolejnym razem

Re: Przeczytane 2016 #4

Kane to koniec XVI poczatek XVII w.

Philip K. Dick - Blade Runner

Kultowa książka, na kanwie której powstał kultowy "Łowca". Książka ciekawa, aczkolwiek nie przykuwała mojej uwagi całkowicie, powodując iż czytałem ją na raty. Fabuła dobrze zmajstrowana, lecz brakowało mi tego "czegoś nieuchwytnego". Szczyt intrygi przypadł gdzieś na połowę książki, jednakże nie wpłynął negatywnie na dalsze rozdziały, aczkolwiek końcówka była lekko rozczarowująca. Generalnie miałem wrażenie, że autor uszczuplał wartość tej pozycji "ucinając" dialogi. Niby żaden specjalny zabieg, lecz tu akurat chciałem, aby niektóre dysputy były troszeczkę bardziej dopowiedziane, co wzbogacałoby charakterystykę pewnych zdarzeń, lub postaci. Brnąc przez kolejne stronice, dało się wyczuć, że powieść musiała zostać napisana przez gościa, który miał trochę przygód z narkotykami.

Książka warta polecenia, jednakże nie dla wszystkich. Trzeba się po prostu wczuć w klimat.

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

Z książkami Philip chyba tak własnie jest że trzeba się wczuć.

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

A Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha czytałeś? Z wszystkich pozycji Dicka ta zrobiła na mnie największe wrażenie :]

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

Nie. To była dopiero pierwsza książka tego autora. Kumpel polecał Człowieka z wysokiego zamku. Pewnie w bliższej, nieokreślonej przyszłości, jak będzie chwila luzu, to sięgnę po sugerowane tytuły, tak przez niego, jak i Ciebie.

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

Ubik! Panie kolego, Ubik! Albo "Przez ciemne zwierciadło". To są dwie książki które poleciłbym w ciemno, esencja Dicka w Dicku. "Człowieka..." oceniam nieco chłodniej niż większość ludzkości, która faktycznie stawia go w jednym rzędzie z Blade Runnerem, Ubikiem, Eldritchem.

Jeśli ktoś ci zaproponuje jako drugą książkę Dicka "Valis", to wiedz że to twój wróg

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

Przyznam się szczerze, że długo bym jeszcze nie sięgnął po jakąkolwiek książkę Dicka, gdyby nie fakt, że otrzymałem ją niejako w spadku. A że jakoś tak wyszło, iż w momencie jej otrzymania nic ciekawego nie czytałem, to niemal z marszu sięgnąłem po tę pozycję.

Co do polecanych lektur, to myślę, że w jakieś nieokreślonej perspektywie czasu będę sięgał po kolejne książki tego autora, bo choć może oczarowany nie jestem, to jednak bardzo ciekawi mnie jak poszło mu w innych - kultowych już - powieściach.

Re: Philip K. Dick - Blade Runner

Popieram - "Trzy stygmaty" rządzą.

Ubik jest doskonalszy strukturalnie/formalnie, ale Stygmaty mają to "coś" co sprawia, że to moja ulubiona powieść Dicka.

Shedao Shai napisał: "Człowieka..." oceniam nieco chłodniej niż większość ludzkości, która faktycznie stawia go w jednym rzędzie z Blade Runnerem, Ubikiem, Eldritchem.

Ja mam podobnie z "Człowiekiem z Wysokiego Zamku" i też nie polecam Valis na start.

Pożyczyłem kiedyś jednemu pseudo-raperowi "Trzy stygmaty" i oddał mi po kilku dniach mówiąc, że dotarł do 60 strony i wymiękł.

Świetna jest biografia Dicka „Boże inwazje” Lawrence’a Sutina - polecam i przytoczę kilka ocen jego powieści, bo są zgodne z moimi odczuciami.

Słoneczna loteria - 5
Oko na niebie - 7
Czas poza czasem - 7,
Człowiek z Wysokiego Zamku - 9
Możemy cię zbudować - 6
Marsjański poślizg w czasie - 9
Doktor Bluthgeld - 9
The Game-Players of Titan - 6
Simulakra - 7
A teraz zaczekaj na zeszły rok - 7
Klany księżyca Alfy - 7
Trzy stygmaty Palmera Eldritcha - 10
Cudowna broń - 7
Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - 9
Ubik - 10
Druciarz Galaktyki - 8
Labirynt śmierci - 7
Nasi przyjaciele z Frolixa 8 - 4
Płyńcie łzy moje, rzekł policjant - 7
Przez ciemne zwierciadło - 9
Deus Irae - 7
Valis - 10

Aktualnie mam 35 powieści "Grubasa", ale kupiłbym chętnie jakieś ładne, zbiorcze wydanie, bo każda książka która mam jest w innym formacie (pełna egzotyka).

może

się czepnę, ale nie ma takiej książki PKD A może ja po prostu nie lubię wciskania filmu na książki?

W każdym razie dla mnie to specyficzny tytuł, czytając go za każdym razem odbieram sens tej historii inaczej.

Re: może

Racja. Aczkolwiek na swoją obronę, zasłonię się polskim wydaniem, z którego korzystałem: Rebis - wydanie III (dodruk) - Poznań 2012. Tytuł (pełny, okładkowy): Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach.

wiem

bo sam dostałem w prezencie te "nowe" wydania Rebisu, z tymi "interesującymi" okładkami. Tyle, że oni po prostu powtarzają po angielskim, gdzie od długiego już czasu takie nazewnictwo się przyjęło.

Ja tego nie lubię, bo imho film i książka są... kładą nacisk na inne sprawy, ale że BR ma status kultowego to jest jak jest.

Ostatnio tak miałem, bo na liście książek do sprezentowania wpisałem m.in. Tolkiena, gdyż obecne booki nadają się już tylko na podstawkę do kawy (ale za to jaka ta podstawka )
ALE
wpisałem konkretny przekład BEZ okładek filmowych, gdyż "twórczość" PJ praktycznie nie ma nic wspólnego z Tolkienem.

I zdobyć takie coś to sztuka.

Re: wiem

Lord Bart napisał:

ALE
wpisałem konkretny przekład BEZ okładek filmowych, gdyż "twórczość" PJ praktycznie nie ma nic wspólnego z Tolkienem.

I zdobyć takie coś to sztuka.

-----------------------

Jak idzie o książki i okładki, to mam podobnie. Ostatnio przymierzam się do zakupu całej serii Wiedźmina. Jednakże na rynku bryluje ostatnio stylistyka rodem z gier, która jakoś tak mi za cholerę nie pasuje. Oczywiście do gry nic nie mam, ale jakoś tak nie mogę się przełamać co do tej nowej szaty graficznej na okładkach.

nooo

o REDach i ich wizji to już się tu nie będę rozpisywał, ale pomogę
http://www.swiatksiazki.pl/autor/sapkowski-andrzej-987/
Masz na sztuki ładną grafikę i gruby pakiet, nowe wydanie widzę tego co ja mam, a nadal dostępne jest
http://allegro.pl/sapkowski-wiedzmin-komplet-twarda-ideal-i6319627136.html

Re: nooo

O to mi właśnie chodziło! Dzięki.

Trylogia Magów Prochowych - Brian McClellan

Bardzo ciekawe książki. Akcja dzieje się w fikcyjnym świecie, w którym jest 9 państw. Każde z nich stworzył kresimir - bóg, a właściwie potężny czarodziej. Razem ze swoimi braćmi i siostrami odszedł z tego świata zostawiając władzę królom i ich potomkom, których będą bronić uprzywilejowani - ludzie, którzy mogą manipulować żywiołami (typowi czarodzieje). Na wypadek zamordowania jakiegoś króla kresimir złożył obietnicę, że powróci i zniszczy mordercę.

Akcja pierwszej części dzieje się setki lat po odejściu bogów. Król Adro, jest wyjątkowo gównianym władcą, który sprzedaje kraj wrogowi. Marszałek polny Tamas (który jest magiem prochowym*) ma tego dość i przeprowadza rewolucję zabijając rodzinę królewską i prawie całą szlachtę. Tak zaczyna się pierwsza część.

*Magowie prochowi to osoby, które wciągają proch i dostają nadludzką siłę, szybkość, wzrok, wytrzymałość itd. Ponadto korzystają z muszkietów i pistoletów prochowych, kontrolując ich pociski siłą woli. Mogą również wysadzić proch siłą umysłu.

Cała trylogia jest opowiedziana z 3 głównych i 1 pobocznej perspektywy:
Tamasa - który zrobił przewrót w królestwie.
Taniela - syn Tamasa, który wraca z wojny w innym kraju.
Adamata - detektywa, którego Tamas wynajął, aby ten dowiedział się czegoś o obietnicy krwi.
Nili - praczki, której udało się uratować młodego syna szlachcica (jej wątek pojawia się rzadko w porównaniu z innymi bohaterami).

Ogólnie książkę polecam, wciągnęła mnie. Wiem, że moja recenzja nie jest zbyt czytelna i rozwinięta ale jest pisana na szybko .

Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego

Wiedźmin Krew Elfów

Fabuła - Po występie artystycznym poeta Jaskier udaje się do zamtuza. Tam nieoczekiwanie składa mu wizytę nieznajomy – czarodziej Rience. Prosi on o informacje na temat losów bohaterów utworów poety, w szczególności Ciri i Geralta. Jaskier odmawia i próbuje uciekać, lecz zostaje magicznie sparaliżowany. Rience poddaje go torturom w pobliskiej stajni przy pomocy dwóch zbirów. Zaalarmowana wrzaskami, śledząca poetę, czarodziejka Yennefer wkracza do akcji i uwalnia go.

Ciri pobiera nauki i uczy się walki mieczem w Kaer Morhen, niegdysiejszym wiedźmińskim siedliszczu. Wkrótce zaczyna przejawiać niezwykłe zdolności magiczne i mediumiczne. Obecni w fortecy wiedźmini, nie wiedząc jak pielęgnować i rozwijać jej potencjał, wzywają na pomoc znajomą czarodziejkę, Triss Merigold, z którą Ciri później odjeżdża.

Geralt w towarzystwie Ciri i słabującej na zdrowiu Triss Merigold dołącza do konwoju przewożącego tajny ładunek dla kaedweńskiego króla, Henselta, i spotyka tam znajomego, wynajętego jako zbrojna eskorta krasnoluda, Yarpena Zigrina. Podróżując zostają napadnięci przez komando elfich i krasnoludzkich partyzantów, zwących się Scoia`tael, Wiewiórkami, a walczących o utworzenie własnego, niepodległego państwa. W walce wychodzi na jaw, że przewożony towar to kamienie, zaś cały konwój realizacją tajnej operacji mającej na celu ujawnienie zdrajcy przekazującego wrogowi tajne informacje na temat transportu królewskiego złota.

Geralt, nie mogąc znaleźć Rience’a, zatrudnia się do wiedźmińskiej ochrony barki rzecznej w Oxenfurcie w nadziei, że jego słynne nazwisko zwabi czarownika i umożliwi dowiedzenie się, dlaczego tamten poszukuje Ciri. W czasie jednego z rejsów do barkasu przybija łódź i jej załoga, podająca się za temerską straż, wchodzi na pokład z zamiarem aresztowania Geralta. Ten plan zostaje udaremniony przez nieoczekiwany atak rzecznego potwora.

Przebywający w Oxenfurcie Jaskier, sam będący redańskim agentem, jest śledzony przez sługi Dijkstry, szefa redańskich służb wywiadowczych. Zaprowadzony przed jego oblicze zostaje napomniany za brak raportów na temat planów wiedźmina. Jaskier nieskutecznie próbuje dezinformować Dijsktrę wmawiając mu, że Geralta nie ma w mieście i dowiaduje się, że wiedźminem i Ciri interesuje się większość wywiadów państw Nordlingów. Rozmowa, przy której obecna jest bliska redańskim kręgom władzy czarodziejka Filippa Eilhart, kończy się usilną prośbą o skontaktowanie Dijsktry z Geraltem. Jaskier, nie zdając sobie sprawy, że jest śledzony przez czarodziejkę, nocą udaje się do Geralta, by ostrzec go przed grożącym mu niebezpieczeństwem.

Król Redanii, Vizimir, król Temerii, Foltest, król Kaedwen, Henselt, król Aedirn, oraz królowa Lyrii, Meve potajemnie naradzają się w sprawie rosnącego zagrożenia inwazją Nilfgaardu na ziemie Nordlingów oraz zataczającej coraz szersze kręgi elfiej partyzantki. Rozważają opcję złamania pokoju, wyparcia cesarstwa z Cintry oraz postanawiają stłamsić rebelię Wiewiórek. Fakt tajnej narady królów państw północnych zostaje natychmiast wykryty przez nilfgaardzki wywiad. Cesarz rozkazuje skrytobójcze zamordowanie wiedźmina. Informacja o spotkaniu trafia również do Kapituły, stowarzyszenia najpotężniejszych czarodziejów.

Geralt, Jaskier i Filippa Eilhart przy pomocy znajomej studentki medycyny, Shani, od lokalnego znachora zdobywają informacje na temat Rience’a. Wkrótce dochodzi do konfrontacji pomiędzy Rience’em a Geraltem.

Ciri, ukryta przed światem, kontynuuje edukację u Nenneke, głównej kapłanki świątyni bogini Melitele. Po niedługim czasie jednak opuszcza klasztor z czarodziejką, dawną kochanką Geralta, Yennefer, która ją szkoli w magicznej sztuce.

Moja ocena - Dzieło twórczości Andrzeja Sapkowskiego wyszczególnić można ino ciekawą akcją która nie opuszcza czytelnika na krok. Ino jeżeli ktoś lubi świat fantastyki to wiedźmin to książka dla niego.

kiedyś

w dawnych dobrych czasach, moja polonistka przeczytałaby to w całości, pokiwała głową z uznaniem (zwłaszcza jeśli tekst był pisany ręcznie), a potem powiedziała "piękna Niagara" i sztuka do dziennika, tydzień na poprawę

Teraz są czasy gimnazjum (co widzę po twoim profilu), ale nawet mając 15 lat wypadałoby ogarnąć, że temat ten nie jest mini-ściągą z fabuły książek, ale miejscem gdzie wyrażamy opinie o tejże fabule, o sposobie napisania, zachęcamy lub zniechęcamy.

I nie są to 2 samodzielne zdania, poprzedzone kopipastą z
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krew_elf%C3%B3w


Mam nadzieję, że pomogłem

Przeczytane 2016 #5

-28. Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oksforda – Phillip K. Dick

Pierwsza część opowiadań zebranych Dicka zawiera utwory, które powstały w latach 1951-1952. Niepowtarzalny dowcip i dużo lżejsza od późniejszych utworów konwencja sprawia, że czyta się je z prawdziwą przyjemnością choć w niektórych pobrzmiewa już echo zimnej wojny i globalnego zagrożenia komunizmem. Mimo ogromnej różnorodności opowiadań, każde z nich nosi znamię mistrzostwa Dicka.

Nie przepadam za opowiadaniami, bo uważam że to bardzo ciężka forma, która mało komu wychodzi. Na palcach jednej ręki potrafiłbym wymienić zbiory opowiadań, które rzeczywiście mi się podobały. Toteż kolekcja opowiadań Dicka, licząca sobie 5 tomów (u nas wydane w Rebisowskiej kolekcji HC na razie 3, 4 w planach na ten rok), czekała u mnie długo. W końcu stwierdziłem, że czas zacisnąć zęby i dać temu szansę. Okazało się, że jest to jeden z tych nielicznych zbiorów, które czyta się dobrze. Powinienem mieć więcej wiary – w końcu to Dick, jeden z moich ulubionych, jeśli nie ulubiony, pisarz. To spora sztuka, na przestrzeni kilkunastu, max –dziesięciu stron stworzyć postacie i świat, które zainteresują i wniosą coś ciekawego. Dickowi udawało się to w tym zbiorze często. Z drugim tomem nie będę już tak zwlekał, a wam go polecam.

29. Peryferal – William Gibson

Flynne Fisher żyje w pierwszej przyszłości, tak bliskiej, że tu i tam jest już naszą teraźniejszością. Jak prawie wszyscy nie ma pracy, chyba że bogaty gracz wynajmie ją na zastępstwo w rozgrywanej on-line symulacji wojennej. Jej brat, Burton, eksmarine ze skromną rentą za neurologiczne rany odniesione w nienazwanej wojnie, dorabia jako wirtualny ochroniarz tajemniczej sieciowej przygodówki. Dziwnej, bardzo dziwnej.
Druga przyszłość, za siedemdziesiąt lat, jest dla Willa Nethertona dobra. Jest dobra dla wszystkich bogaczy, a poza bogaczami na Ziemi nie został prawie nikt.
Dwie przyszłości dzieli kataklizm, którego nikt nie rozpoznał, aż było za późno. Łączy chiński serwer, którym informacja może podróżować w czasie. I morderstwo pięknej celebrytki lubiącej nieodpowiednie towarzystwo.
W grze? Wirtualne? A może jednak nie?


Gibson na zawsze będzie u mnie miał maksymalny szacunek dla „Neuromancera”, chociaż przyznaję że nie jest pisarzem ani lekkim, ani przyjemnym. Jest jednak wizjonerem, a to cenię bardziej niż dobre pióro. „Peryferal” jest dość typowy dla jego twórczości, zarówno pod względem koncentrowania się na postaciach którym blisko do zostania wyrzutkami społeczeństwa, jak i tematyki, czyli eksplorowania rozwoju technologicznego. Ale nie do końca – mamy tutaj bowiem ciekawe zabawy z liniami czasowymi, cały koncept połączenia dwóch wątków (przyszłość niedaleka i bardziej oddalona) sprawił że czytalo się to nadzywczaj interesująco. Przynajmniej po przebrnięciu przez pierwsze 100-parę stron i zrozumieniu podstaw rządzących światem „Peryferala”. Dobra opowieść prowadząca do spójnego zakończenia. Książka pocięta jest na bardzo małe rozdzialiki (czasem 2-3 stronicowe), co było dobrym zabiegiem, ułatwiającym przełknięcie tej książki. Męczyłem się przy niej czasem, musiałem zmuszać do dalszej lektury, ale tak miałem chyba z każdą książką Gibsona. Ale warto, bo w końcu wynagradza on czytelnikowi wszystko, dostarczając perełkę w morzu tandetnego sci-fi. Tym jest „Peryferal”.

30. Pan Mercedes – Stephen King

Tuż przed zmierzchem, w spokojnym miasteczku, setki zdesperowanych, bezrobotnych ludzi stoi w kolejce na targi pracy. Nagle, bez ostrzeżenia, samotny kierowca w kradzionym Mercedesie wpada w tłum. Zabija osiem osób, rani piętnaście. Ucieka z miejsca wypadku.
"Pan Mercedes" to wojna między dobrem i złem autorstwa niekwestionowanego mistrza suspensu, który doskonale zagłębia się w umysł opętanego mordercy.
Brady Hartsfield poczuł się wspaniale, kiedy pod kołami prowadzonego przez niego mercedesa ginęli ludzie. Teraz chce przeżyć coś podobnego, tyle że jeszcze bardziej spektakularnego. Jeśli jego plan się powiedzie, zginą setki, a może nawet tysiące ludzi. Tylko emerytowany policjant Bill Hodges wraz z dwójką sprzymierzeńców może powstrzymać szalonego, ale piekielnie inteligentnego zabójcę. Najpierw jednak musi odkryć, kim jest Pan Mercedes, i go odnaleźć.


„Pan Mercedes” to pierwszy kryminał Kinga. „Czysty”, bez elementów fantastycznych. Kilka jego książek ocierało się już o kryminał, chociażby taki „Joyland” gdzie pierwiastek nadprzyrodzony sprowadza się do jednej zjawy, będącej właściwie mocno nieistotnym elementem opowieści. „Joyland” szału nie robiło, i z przykrością stwierdzam że na „Panu Mercedesie” King poległ jeszcze bardziej. Fabuła jest prosta jak drut i trąci infantylnością, a czasami wręcz głupotą. Do tej pory nie mieści mi się w głowie wątek Olivii Trelawney, czyli właścicielki tytułowego Mercedesa, którego ukradł zabójca, żeby przeprowadzić swój masowy mord. Otóż po tych wydarzeniach została ona zaszczuta przez miejscową społeczność oraz media, ludzie malowali jej na domu „ZABIŁAŚ” i ogólnie była traktowana jako wspólniczka morderstwa, bo... domniemano że niechcący zostawiła w aucie kluczyk, przez co morderca mógł je ukraść. Więc jest współwinna. W końcu m.in. przez wyrzuty sumienia (potęgowane przez podpuszczającego ją mordercę) popełniła samobójstwo. No ku**a serio
Czytając tą książkę miałem wrażenie że napisał ją jakiś Janusz pisarstwa, który przeczytał w życiu dwa kryminały, obejrzał dużo wiadomości i stwierdził że napisze swoją książkę. Ten opis nijak nie pasuje do Stephena Kinga, autora którego bardzo cenię i szanuję. Chociaż ostatnio przychodzi mi to coraz ciężej, bo jest to piąta pod rząd książka Kinga, którą przeczytalem a która była słaba. Muszę sobie przypominać, że to ten sam autor który napisał „Bastion”, „Worek kości” czy Mroczną Wieżę... Niemniej w kolejce już czeka druga i trzecia część trylogii przygód detektywa Hodgesa – „Znalezione nie kradzonie” i „Koniec warty”. Wątpię żeby było lepiej, ale może? Przynajmniej jedno mogę wciąż o Kingu powiedzieć – czyta się go nadzwyczaj szybko i lekko, więc nawet jeśli się nie poprawi to męka nie będzie długa.

M. Houellebecq - Uległość

Książka, która obrosła legendą. Gdy tylko o niej usłyszałem, uznałem za konieczne, aby ją przeczytać.

Uległość, jest na pewno książką znaczną i wnoszącą wiele do polemiki na temat postępującej islamizacji Francji. Jednakże należy zaznaczyć już na początku tej recenzji, iż nie jest to klasyczne political fiction. Jeżeli ktoś spodziewa się tego typu gatunku, to się rozczaruje. Owszem, akcja dzieje się w nieodległej przyszłości, aczkolwiek same mechanizmy polityczne, są tu zaledwie tłem do rozprawy na temat natury egzystencjalnej głównego bohatera - Francois`a - wykładowcy paryskiej Sorbony. Główny bohater, to zlepek pełen sprzeczności, a jednocześnie pełen rozterek i dylematów, dotyczących próby odnalezienia się w nie tyle w zastanym, nowym porządku politycznym Francji, ile na arenie współczesnego życia inteligenta w nowoczesnym społeczeństwie. Tytułowa uległość, to postulowane remedium na problemy osobiste jednostki, jak i laickiej cywilizacji. Sam autor książki, był posądzany o islamofibię, za nim książka pojawiła się w księgarniach ( jakie to typowe; oceniać książkę po okładce). Tym czasem, powieść ta, to głęboka krytyka laickiej, dekadenckiej cywilizacji zachodu, spróchniałej od środka, która w końcowym rozrachunku musi ulec wizji islamskiej. Warto podkreślić, że M. Houellebecq, to ateista, literat związany i wychowany w duchu rewolucji lewicowej 68 roku. Tym ciekawsze są jego spostrzeżenia, bo nie da mu się przykleić łatki uprzedzonego prawicowca, opętanego nienawiścią do wszystkiego co lewicowe. Autor snuje paralele do tego co obserwujemy teraz, z tym co było widać w XIX i XX w. Upadek poprzednich systemów wartości, to niejako naturalna kolej rzeczy, która niejednokrotnie miała swoje miejsce w dziejach świata, i będzie miała miejsce jeszcze nie jeden raz.

Najsłabsze momenty tej książki? To nieustanne epatowanie brakiem satysfakcji seksualnej Francois`a. Istna kawalkada opisów posuwania kolejnych studentek i prostytutek, która z czasem budzi znużenie. Może podchodzę tak do tego tematu, gdyż sam nieco rozczarowałem się treścią książki. Oczekiwałem typowego political fiction, a tym czasem polityka jest tu na drugim, a czasami nawet na trzecim miejscu. Ten aspekt został wręcz gwałtownie wyciszony w decydującym momencie wyborów, gdy Bractwo muzułmańskie przejmie władzę we Francji. Ten - zdawałoby się wiekopomny aspekt - jest całkowicie przyćmiony podróżą wykładowcy i jego rozważaniami egzystencjalnymi. Innym mankamentem była zadziwiająca oschłość w relacjach naszego wykładowcy literatury, z jego własnymi rodzicami. Gdy nadchodzą wieści o śmierci bliskich osób, to reakcja jest bez cienia odrobiny emocji. Podkreśla to fragment, w którym Francois, po śmierci matki zastanawia się nad losem jej psa. Ta nieczułość, sprawiała, że bohater stawał się momentami nierealny, tak chłodny jak andki z powieści Dicka. Generalnie, śmierć dla Francois`a jest obca i obojętnie podchodzi do ciał tych, którzy się z nią zetknęli, co widać wyraźnie na stronach, które opisują pewne zdarzenie na stacji benzynowej. Największą jednak wadą Uległości, jest jej nierealność polityczna. Warunki w jakich Bractwo przejmuje władzę, jest tak spokojne i idylliczne, że wręcz baśniowe. Wszystkie problemy Francji, od gospodarczych a na obyczajowych kończąc, znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie ma też żadnych protestów. Gdy uniwersytety przejmują muzułmanie, nie przeczytamy o ani jednej pikiecie. A przecież Francja słynie z silnych związków zawodowych i bardzo prężnie działających środowisk akademickich, które na pewno oprotestowałyby ograniczenie roli kobiet w świecie instytucji naukowych. Pomijam już fakt ostatnich zamachów, jednakże ominięcie szerokim łukiem problematyki zróżnicowania środowisk muzułmańskich, które nie są przecież jednorodne, także napawa niezadowoleniem.

Uległość, to książka warta polecenia, ze względu na problematykę którą porusza. Rozpad więzi społecznych, wyalienowanie jednostki, czy też wymiana cywilizacji w warunkach świata laickiego, to mocne strony tej powieści. Jednakże wtóruje im spora grupa mankamentów, które rzutują na całość, czyniąc tę powieść bardzo naiwną.

Całkowicie odradzam ją tym, którzy czekają na niesamowite zwroty akcji na niwie politycznej, lub też na diaboliczny spisek grupy decydentów z najwyższych piedestałów urzędniczych. Tu nic takiego nie ma.

Przeczytane 2016 #6

-31. Odwrócony świat - Christopher Priest

Miasto przemierza zrujnowany świat po torach, które trzeba stale przed nim układać, a następnie usuwać. Jeżeli się zatrzyma, zostanie w tyle za „optimum” i wpadnie w miażdżące pole grawitacyjne. Brak postępu oznacza śmierć.
Rządzący miastem starają się, żeby mieszkańcy nie zdawali sobie z tego sprawy. Jednak kurcząca się populacja staje się niespokojna. A przywódcy wiedzą, że miasto coraz bardziej zwalnia.


Obserwuję bacznie serię MAGowych Artefaktów; mialem z początku nawet plany kupować ją całą – niestety spora ilość reedycji książek, które już mam, i to w dobrym wydaniu (trylogia Ciągu, saga Hyperiona) mnie do tego zniechęciły. Do tego od pierwszej książki z cyklu, bardzo wychwalanego „Wszyscy na Zanzibarze”, odbiłem się potężnie (nie dałem rady skończyć), więc temat umarł u mnie na jakiś czas. Pewnego pięknego dnia zaczął mnie jednak swędzieć portfel, stwierdziłem że czas na jakieś zakupy książkowe, a że „Odwrócony świat” nie dość, że intrygował mnie swoim opisem, to jeszcze kosztował na swiatksiazki.pl jakieś 20 zł... No i tak wróciłem do Artefaktów i zabrałem się za lekturę powieści, której opis fabuły brzmi, jakby była źródłem inspiracji dla twórców „Snowpiercera” (dziwny film, ale raczej polecam). Co się okazało... Priestowi udało się w niecałych 300 stronach stworzyć niesamowity świat, strukturę społeczną wiecznie ruchomego miasta, wciągającą fabułę i ciekawego bohatera. A to tylko początek. Tajemnicze prawa rządzące „Odwróconym światem” stanowiły intrygującą zagadkę, która została w końcu wyjaśniona – i to wyjaśnienie nie rozczarowało. Priest zabrnął w kreacji świata do punktu, w którym myślałem że sensowne wyjaśnienie nie będzie możliwe, a jemu udało się mnie zaskoczyć. Książkę oceniłem na 6/6, jest to jak do tej pory najlepsza rzecz którą przeczytałem w tym roku. Bierzcie, kupujcie i czytajcie – w takiej cenie, taka perła – to nie zdarza się często.

32. Zemsta najlepiej smakuje na zimno - Joe Abercrombie

Wiosna w Styrii. A to oznacza wojnę. Od dziewiętnastu lat płynie krew. Okrutny książę Orso zaciekle zmaga się ze skłóconą Ligą Ośmiu i wykrwawia kraj. Podczas gdy maszerują armie, spadają głowy i płoną miasta, bankierzy, kapłani oraz starsze, mroczniejsze potęgi toczą śmiertelną, zakulisową rozgrywkę, usiłując wskazać, kto zostanie królem. Być może wojna to piekło, jednakże dla Monzy Murcatto, Węża Talinsu, najstraszliwszej i najsłynniejszej najemniczki na usługach wielkiego księcia Orso, jest także znakomitym sposobem na zarobek. Zwycięstwa Monzy uczyniły ją sławną — nieco zbyt sławną jak na gust jej pracodawcy, który każe ją strącić z górskiego szczytu. Zdradzonej Monzie pozostało jedynie strzaskane ciało i paląca żądza zemsty. Bez względu na cenę, siedmiu ludzi musi umrzeć. Sojusznikami Monzy stają się najbardziej zawodny pijaczyna i najbardziej zdradziecki truciciel w całej Styrii, masowy morderca z obsesją na punkcie liczb oraz barbarzyńca, który chce jedynie czynić dobro. W poczet jej wrogów zalicza się ponad połowa narodu. A to jeszcze nie koniec, wkrótce bowiem jej tropem zostaje posłany najniebezpieczniejszy człowiek na świecie, mający dokończyć to, co zaczął książę Orso. Wiosna w Styrii. A to oznacza zemstę.

Trylogia Pierwsze Prawo autorstwa Abercrombiego podobała mi się, i to dość mocno. Rozczarowała mnie natomiast forma jej kontynuacji – trzy one-shoty traktujące o bohaterach pobocznych trylogii, bądź całkiem nowych. Rozczarowałem się tym do tego stopnia, że zwlekałem 3 lata z podejściem do pierwszego z tych one-shotów, czyli właśnie „Zemsty...”. Parę razy już się do niej zabierałem, ale zawsze w ostatniej chwili odkładałem na półkę, no po prostu nie umiałem się przekonać. Aż w końcu zacisnąłem zęby, i uświadomiłem sobie szybko że popełniłem błąd, tak zwlekając. Wątki fabularne z trylogii są gdzieś tam delikatnie popychane do przodu, ale nawet nie brakowało mi tamtych bohaterów, bo główna fabuła książki – choć prosta jak drut – wciągnęła mnie i trzymała do końca. Jak można wywnioskować z blurba, jest to typowa opowieść o zemście.W kinematografii jest taki gatunek: rape & revenge, gdzie główną bohaterką jest dziewczyna, którą ktoś gwałci, okalecza i zostawia na śmierć, po czym ona wraca i krwawo mści się na swoich oprawcach. Ta książka to właśnie taki rape & revenge, tylko zamiast gwałtu mamy usiłowanie zabójstwa. Całość może nie grałaby tak dobrze, gdyby nie doskonały kunszt Abercrombiego, który potrafi opowiedzieć prostą historię w bardzo ciekawy i satysfakcjonujący sposób. Ta książka bardzo, bardzo mi się podobała i zachęciła mnie do zajęcia się kolejnymi dwoma powieściami ze świata Pierwszego Prawa. Teraz widzę, że Joe ma ciekawy pomysł na rozwój tego świata, to długoterminowy projekt w którym niekoniecznie ciągle ciągnie się te same, zdawałoby się główne, wątki, ale w którym kładzie się nacisk na rozbudowę świata. Ja to kupuję.

33. Składany nóż - K. J. Parker

BASSO WSPANIAŁY. BASSO WIELKI. BASSO MĄDRY Pierwszy obywatel Republiki Wesańskiej to nadzwyczajny człowiek. Jest bezlitosny, sprytny i przede wszystkim ma szczęście. Dał swemu ludowi bogactwo, potęgę oraz prestiż. Ale potęga przyciąga niepożądaną uwagę i Basso musi bronić siebie oraz swój kraj przed groźbami zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. Przez całe życie podejmował decyzje o kluczowynm znaczeniu i popełnił tylko jeden błąd. Ale jeden błąd niekiedy wystarcza...

Moja dotychczasowa styczność z twórczością K.J. Parkera to dwa opowiadania w zbiorach „Kroki w nieznane”. Zwróciły tam moją uwagę, bo pozytywnie wybijały się na tle reszty – były błyskotliwe, ciekawe, nietuzinkowe. Toteż gdy zobaczyłem na promocji za bodajże 6,99 dwie książki tego autora – nie wahałem się. I to był dobry wybór. „Składany nóż” to fantasy ekonomiczne. Nie ma tu, o ile mi się zdaje, żadnych czynników nadprzyrodzonych, a główny bohater nie jest bohaterem w typowym tego słowa znaczeniu. Jest bankierem i politykiem który wykorzystuje swoje bogactwo, umiejętności i kontakty do osiągania własnych celów, a przy okazji do rozwoju swojego państwa. To inteligentna i nietypowa książka, warta polecenia szczególnie tym, którym znudziła się heroiczna fantasy. Zdecydowanie warta przeczytania.

34. Wieża – Robert J. Szmidt

Zwerbowany przez Czystych Nauczyciel otrzymuje zadanie: trzeba zażegnać kryzys w Nowym Watykanie. Nienawykły do wykonywania rozkazów, postanawia działać na własną rękę i próbuje udowodnić wszystkim, że mimo wielu lat bezczynności pozostał Czarnym Skorpionem, żywą legendą kanałów.
Mierzy też znacznie wyżej: jego prawdziwym celem jest zapobieżenie bliskiej już wojnie z Lekterytami, a misja w Wolnych Enklawach to tylko rozgrzewka przed prawdziwym wyzwaniem, jakim będzie wypad do okupowanej przez kanibali Wieży.
Zanurz się w okrutny postapokaliptyczny świat – normalne życie jest tu niewyobrażalnym koszmarem, a historie ludzi wybijających się ponad przeciętność napawają czystym przerażeniem. Wyrusz z Iskrą i Nauczycielem w najmroczniejsze, skrywające wiele tajemnic rejony Wrocławia roku 2033. Podziemne arterie tego miasta to miejsce, w którym śmierć wcale nie wydaje się najgorszym możliwym losem; przekonają się o tym na własnej skórze bohaterowie „Wieży”.


Kontynuacja „Otchłani”, czyli świat postapokaliptycznego Wrocławia. I głównie dlatego przeczytalem tą książkę, bo niestety choć Szmidt pisze lekkim, łatwym językiem, to kuleje od strony kreacji świata i praw nim rządzących. Nie przekonuje mnie jego wizja postapokalipsy i przemian w społeczeństwie zamieszkującym kanały Wrocławia. Czasami czytało się to jak fanfic nastolatka, a nie doświadczonego autora fantstyki. Miejscami naiwność aż wylewa się z tekstu, a całość sprawia wrażenie nienajlepiej przemyślanej. Niemniej fajnie jest poczytać sobie o znanych terenach, przekształconych przez 20 lat rozwoju nuklearnej flory. Całościowo, książki jednak bym nie polecił – jest słabo.

35. Na fali szoku – John Brunner

Był najbardziej niebezpiecznym z żyjących zbiegów, ale nie istniał! Nickie Haflinger żył życiem dwudziestu różnych ludzi… ale, formalnie rzecz biorąc, w ogóle go nie było! Uciekł z Tarnover, zaawansowanego rządowego think tanku, w którym go wykształcono. Najpierw złamał swój kod tożsamości, a potem zwiał. Następnie rozpoczął poszukiwania czegoś, co pozwoli przywrócić zdrowy rozum oraz wolność osobistą zniewolonym przez komputery masom, i uratować stojący na skraju katastrofy świat. Nie dbał o to, jak to zrobi, ale rząd był tym bardzo zainteresowany. Dlatego nauczyciele z Tarnover sprowadzili go z powrotem do swych laboratoriów,gdzie Nickiego Hallingera czekał zupełnie nowy rodzaj edukacji!

Kolejny Artefakt, kolejne trafienie. Pisałem u góry – od pierwszej powieści Brunnera się odbiłem. Stąd do tej podchodziłem z rezerwą... niepotrzebnie, okazało się. Zgrabna, dystopijna rozprawa – solidna i dająca do myślenia lektura. Nic specjalnie odkrywczego, ale też nie męczącego. Taka... dobra książka, po prostu.

36. Gra Geralda - Stephen King

To, co wydarzyło się 30 lat wcześniej nad jeziorem Dark Score, podczas całkowitego zaćmienia Słońca, rzuca posępny cień na życie Jessie, przykutej kajdankami do łóżka w domku letniskowym, z trupem męża po przeciwnej stronie sypialni. Perwersyjna gra erotyczna Geralda zmienia sie w dwudziestoośmiogodzinny horror, a półnaga Jessie zostaje sama z tym, co czai się w mroku - w mroku lasu za oknem, mroku zaćmienia, mroku jej samej. Zobaczy tam coś, od czego mało nie postrada zmysłów.

Słyszałem, że to jedna z najsłabszych książek Kinga. Postanowiłem spróbować. To jedna z najsłabszych książek Kinga. Myślę, że mogłaby zawalczyć nawet z „Pokochała Toma Gordona” o miano najgorszej. Co za gówno! Blurb właściwie mówi wszystko – laska przykuta do łóżka, nikogo kto by ją uwolnił, i tak męczenia buły na 400 stron, niby jakaś próba budowania klimatu jest, ale w tym momencie byłem już tak znudzony że chciałem po prostu szybko to skończyć. Zresztą całość przeczytałem w 3 godziny w pociągu relacji Racibórz->Wrocław. To jedyna pociecha – nie straciłem na ten pokaz grafomanii przynajmniej dużo czasu.

37. Znalezione nie kradzione - Stephen King

Gdy fascynacja literaturą zmienia się w obsesję...
„Pobudka, geniuszu” – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni. Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem – Morris Bellamy, wściekły nie tylko o to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy’ego Golda dla zysków z reklam. Morris wymierza Rothsteinowi karę najdotkliwszą z możliwych. Zabija go i opróżnia jego sejf z gotówki. Kradnie też notesy zawierające co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieść z Goldem. Morris ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia.
Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Teraz Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większym obłędem, wychodzi na wolność.


Dwa posty wyżej opisałem swoje wrażenia z czytania „Pana Mercedesa” – były one negatywne. Jego kontynuacja jest lepsza, niewiele, ale lepsza. Uniknąłem tego wrażenia, które miałem przy Szmidcie i „Panu Mercedesie” właśnie – że czytam fanfika napisanego przez dość uzdolnionego nastolatka. Dalej daleko tej książce do interesującej, do poziomu najlepszych powieści Kinga, no ale przynajmniej nie było zażenowania.

38. Koniec warty - Stephen King

Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu. Czy rzeczywiście jest on tylko niezdolnym do kontaktu ze światem „warzywkiem" i - jak twierdzą lekarze - nie ma szans na poprawę? Zakończenie drugiego tomu trylogii sugeruje jednak, że w pokoju 217 przebudziło się coś złego –zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne moce, które pozwolą mu siać niewyobrażalne spustoszenie bez opuszczania szpitalnego pokoju.
Emerytowany detektyw Bill Hodges i wspierająca go Holly Gibney, którzy nadal prowadzą agencję detektywistyczną, zostają wciągnięci w najbardziej niebezpieczne ze swoich dotychczasowych dochodzeń. Detektywi nabierają podejrzeń do co Bardego Hartsfielda, gdy dochodzi do samobójstw ludzi, którzy przed sześcioma laty ucierpieli podczas Masakry Mercedesem. Mają rację, bowiem Brady Hartsfield powraca i planuje zemstę nie tylko na Billu Hodgesie i jego bliskich, ale na całym mieście. Hartsfield nie tylko odzyskał pełnię władz umysłowych, ale i odkrył w sobie nowe zdolności: telekinezy oraz wnikania w umysły innych ludzi. A to w przypadku psychopaty może się okazać tragiczne w skutkach.
Policja, jak to policja, chce mieć święty spokój. Znowu więc wygląda na to, że powstrzymanie szaleńca - który jest tym bardziej niebezpieczny, że internet pozwala mu nieskończenie rozszerzać pole działania - spadnie na Billa Hodgesa i dwoje jego przyjaciół.


Postanowiłem pójść za ciosem i zakończyć swoją przygodę mękę z trylogią o Billu Hodgesie. Powraca Hartsfield, powraca Bill, pojawia się wątek nadprzyrodzony. Było gorzej niż w „Znalezione nie kradzione”, ale lepiej niż w „Panu Mercedesie”. Znowu w paru miejscach zastanawiałem się, czy pisarz traktuje czytelnika jak idiotę, czy sam jest idiotą. Wiem, że King nie jest idiotą, bo idiota nie napisałby takich dzieł, jakie on ma w swoim dorobku, ale takie wrażenie czasami odnosiłem patrząc, jak skonstruował fabułę tej książki i jak wyglądały motywacje i przemyślenia bohaterów. Cholera, nie umiem się rozpisać o tych książkach, po prostu cieszę się że to już za mną. Nie wrócę do tego na pewno nigdy. King jako pisarz kryminałów poległ. Niestety, była to już ósma pod rząd słaba książka Kinga – mam dość. Ten autor stracił mój bezgraniczny kredyt zaufania, który zarobił sobie „Mroczną wieżą”, „Bastionem”, „Lśnieniem” czy „Workiem kości”. Od teraz będę książki Kinga selekcjonował, a nie brał w ciemno, a tymczasem potrzebuję od niego odpoczynku.

D. Rosiak - Ziarno i krew

Książka opisująca losy bliskowschodnich chrześcijan, napisana w formie reportażu, nakreśla sytuacje ludzi, którzy są bezpośrednimi spadkobiercami spuścizny pierwszych uczniów Chrystusa. Autor, dał możliwość spojrzenia na okrutną rzeczywistość oczyma bezpośrednich świadków dramatu, który rozgrywa się właśnie na Bliskim Wschodzie. Ogólne refleksje, są oczywiście niezbyt optymistyczne, aczkolwiek nasuwają konkluzję, że my Europejczycy, nie doceniamy tego, co dla nich jest marzeniem (swoboda wyznania, wolność myśli, idei). Dobry zarys kontaktów na osi chrześcijanie - muzułmanie, to również bardzo silny atut tej pozycji. Poruszające opisy wydarzeń jakie dzisiaj dzieją się na terenie Syrii i Iraku, budzą współczucie, natomiast to co dzieje się w Egipcie, Izraelu i Libanie, wywołuje zdziwienie i niedowierzanie. Na pewno końcowy wniosek jest bardzo trafny. Tam gdzie brak zrozumienia, otwartości, a podejmowane są próby interpretacji historii na swoją modłę, bez uwzględnienia racji drugiej strony, a także tolerancja wszelkich przejawów zła, kończy się barbarzyństwem wojny, jaką widzimy dziś na wschodzie.

Przyczepię się do pierwszych stronic książki, gdzie D. Rosiak, opisując tło historyczne napisał, iż Konstantyn Wielki ustanowił chrześcijaństwo religią państwową. Nie jest to prawdą, gdyż ten akt zatwierdził dopiero Teodozjusz Wielki. Nie jest to jakiś wielka wada, lecz dla czytelnika niezorientowanego w tematyce, taka informacja, to wprowadzenie w błąd.


To reporterskie dzieło, jest godne polecenia każdemu, kto chce zobaczyć ginący świat wzrokiem mieszkańców tamtego rejonu, a nie wyłącznie z perspektywy zawodowych komentatorów medialnych.

...

Sokół maltański
Autor: Dashiell Hammett
Przez lata nie mogłem się za nią zabrać, zawsze coś mi przeszkodziło. No i w końcu przeczytałem. Powieść nawet nie przeciętna, ale zwyczajnie kiepska. Największym plusem jest niejednoznaczna postać głównego bohatera, który jednak i tak w paru momentach zachował się w sposób całkowicie do siebie nie pasujący, szczególnie pod koniec. Intryga denna, naciągana, jest raczej tłem niż trzonem powieści.

ISIS. Państwo Islamskie
Autor: Benjamin Hall
Książka ma już parę lat, więc dziś to już nic odkrywczego, ale doceniam poświęcenie włożone w napisanie jej. Interesująca lektura pozwalająca rzucić trochę światła na powstanie i genezę Daesh i jego funkcjonowania. Choć dość irytujące są polityczne wstawki autora i jego osobiste opinie, część z nich całkowicie oderwana od tematu i rzeczywistości, wrzucone całkowicie na siłę, jakby autor chciał pokazać "że też ma swoje zdanie". Oczywiście to jego książka i może w niej napisać co chce, ale mi się to nie musi podobać.

Obóz świętych
Autor: Jean Raspail
Długo męczyłem się z tą powieścią. Mam do niej mieszane uczucie. Z jednej strony wizja jest zbyt radykalna nawet jak na autora, który przecież ma poglądy jakie ma by postawić jednostkę ponad masę, a jednak z powieści wprost kipi kolektywizm. Bardziej traktowałbym ją jako pastisz jego własnych poglądów, do których podszedł z dystansem, a nie jako wizjonerską przepowiednię przyszłości do której dojdzie "jeśli lewacka europa się nie opamięta". Ale jeśli odstawimy na chwilę na bok politykę i przestaniemy traktować powieść jako manifest polityczny, to odsłoni nam się naszpikowana emocjami powieść o ludzkim obłędzie, który ogarnąć może każdą ze stron i który koniec końców doprowadza do zniszczenia - a wygrywa ten bardziej ześwirowany. Słabą stroną powieści jest polityka, mocną ładunek emocjonalny.

Uległość
Autor: Michel Houellebecq
Absolutnie nic ciekawego. Powieść, o której swego czasu było głośno okazała się być powieścią nie budzącą żadnych emocji poza lekkim zniesmaczeniem przy opisie aktów seksualnych. Nawet nie wiem jak ją skomentować. Jest zbyt miałka i bez charakteru, bym mógł się do niej jakoś specjalnie odnieść. Zapewne uczony w piśmie potrafiłby ją skrytykować na stu stronach, ale nie jestem literaturoznawcą, więc nie muszę tego robić ani nawet nie potrafię. Duże rozczarowanie.

Przeczytane 2016 #7

-39. Conan i pradawni bogowie – Robert E. Howard

Oto pierwszy tom ponadczasowych opowieści, których bohaterem jest Conan – nieokrzesany i niebezpieczny młodzieniec, zuchwały złodziej, wymachujący mieczem pirat oraz dowódca całych armii. Oto również unikatowe wejrzenie w zamysł pisarskiego geniusza, którego brawurowy i przejrzysty styl, kopiowany przez tak wielu, okazuje się nieosiągalny dla nikogo.

Odpocząwszy nieco od twórczości Howarda (numerki 26 i 27 w tym temacie), postanowiłem w końcu do niego wrócić i zmierzyć się z jego najsłynniejszym bohaterem – Conanem. Ku mojemu zdziwieniu, po pozytywnym odbiorze opowiadań o Kullu i Solomonie Kanie, te o Conanie podeszły mi ciężej. Być może dlatego, że pierwszy (z trzech) tom opowiadań o nim, to grubsza książka niż te poprzednie, przez co powtarzany do oporu schemat „Conan idzie – spotyka piękną dziewczynę – zabija potwora – koniec” zaczął mnie w końcu męczyć. W każdym razie czytało mi się tą książkę ciężko, zajęła mi dużo czasu (przeszło dwa tygodnie, a siadałem do niej prawie codziennie), i szczerze przyznam, że nie mam ochoty brać się za kolejny tom zbyt prędko. Howard pisze dobrym językiem, dobrze buduje klimat, ale niestety fabularnie dziś już nie potrafi zaciekawić – przynajmniej mnie.

40. Dziedzic Jedi – Kevin Hearne

http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/19120#644102

41. Przedrzeźniacz – Walter Tevis

W umierającym świecie, w którym ludzie są odurzeni narkotykami i pogrążeni w elektronicznej błogości, gdzie nie ma sztuki, literatury i nie rodzą się dzieci, gdzie niektórzy wolą dokonać samospalenia niż dalej żyć, Spofforth jest najdoskonalszą maszyną, jaką kiedykolwiek stworzono. Mimo tego ma tylko jedno, niemożliwe do spełnienia pragnienie – chce przestać istnieć. Jednak nawet w tych ponurych i przygnębiających czasach pojawia się iskierka nadziei, którą stanowią namiętność i radość, jakie pewien mężczyzna i pewna kobieta odkrywają w miłości i książkach. To nadzieja na lepszą przyszłość, a może nawet nadzieja dla Spoffortha.

Kolejna książka z MAGowej serii Artefaktów, i kolejny strzał w dziesiątkę. Mamy tu wizję świata, w którym roboty przejęły większość władzy i obowiązków na świecie – ale nie w drodze rewolucji, tylko przez degenerację rodzaju ludzkiego, który stopniowo pozbywał się ambicji, pogrążając się w narkotykach i łatwej, bezmyślnej egzystencji. Roboty starają się, żeby świat dalej jakoś funkcjonował, ale one też popełniają błędy, ba – większości brakuje prawdziwej inteligencji, są tylko automatami wykonującymi przypisane im zadanie. W tym świecie jeden z malejącej populacji ludzi człowiek odnajduje parę książeczek dla dzieci i z nich uczy się czytać. Obserwujemy jak stopniowo wyrywa się z odrętwienia, w które ludzkość dobrowolnie podążyła, jak zaczyna interesować się otaczającym go światem. Jest to trzecia książka w tym roku, którą oceniłem na 6/6. Genialna lektura, jestem zachwycony i polecam wszystkim poszukującym w sci-fi czegoś więcej.

42. Złomiarz – Paolo Bacigalupi

Na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, gdzie cięte są na złom osadzone na piasku wielkie tankowce, nastoletni Nailer pracuje w lekkiej ekipie, wydobywającej z wraków miedziane kable. Codziennie musi wyrobić normę – i liczyć, że przeżyje do następnego dnia. Kiedy jednak, zrządzeniem losu, czy też przypadkiem, odkrywa na skałach rozbity przepiękny kliper, staje przed najważniejszą decyzją w swoim życiu: zrabować ze statku wszystko co cenne czy uratować jedyną ocalałą osobę, piękną i bogatą dziewczynę, która mogłaby zapewnić mu lepsze życie…

Z jednej strony bardzo cenię sobie twórczość Bacigalupiego, z drugiej – jest to książka młodzieżowa, więc jakoś nie umialem do niej podejść. W końcu dorwałem ją na promocji za parę złotych, no i przyszedł na nią czas. Literatura młodzieżowa to nadzwyczaj poczytny temat, książki YA sprzedają się bardzo dobrze, więc nie dziwi mnie że nawet autorzy z najwyższych półek wchodzą w ten biznes (np. Abercrombie, Sanderson czy Bacigalupi właśnie). A więc co to znaczy: książka YA w wykonaniu Bacigalupiego? Ano tyle, że głównym bohaterem jest nastolatek, właściwie jeszcze dzieciak. W tle natomiast mamy charakterystyczne dla autora problemy ekologiczne i ludzi z najniższych sfer, próbujących sobie radzić w ciężkiej sytuacji. Książka nie jest infantylna ani „ugładzona”, nawet nie bardzo czuć że nie jestem jej targetem. Jest to raczej taka pozycja „dla wszystkich”, czyli można czytać niezależnie od wieku. Fabuła nie jest skomplikowana, ale to nie znaczy że jest słaba. „Złomiarz” nie zrewolucjonizował mojego życia, ale była to przyjemna lektura na parę godzin. Nie żałuję i polecam.

...

Rzeka zbrodni
Autor: Jarosław Jakubowski

Zacznę od konkluzji: autora przerosło postawione przed nim zadanie. Obrał sobie za zadanie stworzenie powieści kryminalnej dziejącej się w Bydgoszczy na zakręcie jej historii - podczas przejmowania władzy przez wojska polskie w 1920 roku. Od razu musiałem kupić z prostego powodu - interesuję się historią Bydgoszczy, a przede wszystkim, sam też napisałem kilka opowiadań kryminalnych dziejących się w międzywojennej Bydgoszczy. No, raczej wciąż je piszę, bo ciągle coś mi się w nich nie podoba i ani mi się śni ich publikować albo wydawać, dopóki nie będę pewny, że to produkt gotowy i skończony. Czytając Rzekę Zbrodni miałem wrażenie, że pan Jakubowski był bardziej w gorącej wodzie kąpany i dał nam produkt niegotowy, nieoszlifowany, zasadniczo wersję beta. Nie podobał mi się język powieści przez jakieś 2/3 całości. Zdawał mi się być nieporadny, przekombinowany, no, zdarza się czasem, że czyjś styl pisania po prostu się nie podoba. Dopiero pod koniec zobaczyłem, że to nie problem w braku harmonii pomiędzy jego warsztatem a moim odbiorem, a faktycznie język był do tej pory irytujący - bo ostatnie sto stron napisanych jest porządnie, ba, powiedziałbym, że na dobrym, światowym poziomie. Najmocniejszą stroną są zdecydowanie dialogi. No i oczywiście chodzi o sam warsztat - fabuła to zupełnie inna kwestia. Zupełnie niepotrzebny i niepasujący był ten, nazwijmy to, "nieprawdopodobny" wątek, bo zepsuł całą zagadkę. Do lekkości utworu, bo kryminał był napisany raczej w tym lekkim, swobodnym stylu, a nie ciężkim i mrocznym, raczej nie pasowała brutalność przestępstwa i niektóre opisy, za dużo morderstw, a rozwiązanie jest, no, wyjątkowo z czapy. Nie wiem czy autor się zapętlił w zagadkach i poszedł na łatwiznę, czy od początku miał taki zamysł.

Co do postaci, główny bohater mocno zalatywał mi Harrym Hole, ale tu akurat pochwała dla autora, bo udało mu się jednocześnie zachować inspirację i stworzyć zupełnie nową, ciekawą i inną postać. Dwie z postaci mi się nie podobały za zbyt oklepane i dość naiwne przedstawienie, ale to tylko dwie z kilku - większość na zdecydowany plus.

Aha, i strasznie nieporadne były opisy przedwojennej Bydgoszczy - wyglądało jakby autor siedział w google, wpisywał "ciekawostki o przedwojennej Bydgoszczy", a następnie starał się jak najwięcej tego upchnąć. I o ile ilość nazw i miejsc nie jest problemem, ba, jest plusem, tak sposób ich przedstawienia, wprost natrętny by nie rzec pretensjonalny, to jedna z największych wad powieści.

Nie mogę powiedzieć, żeby to była grafomania. To po prostu niedokończony produkt. Gdyby powieść odchudzić o jakieś sto stron, wyrzucić parę niepotrzebnych motywów (szczególnie tych "nieprawdopodobnych"), poprawić fabułę, a przede wszystkim - poprawić styl jej napisania to byłaby to powieść co najmniej dobra. Oczywiście autor miał inną wizję, ale mi się ona nie musi podobać. No i się nie podoba.

Człowiek o 24 twarzach

Zbulwersowana.
Zbulwersowana, bo jako osoba bardzo zainsteresowana przypadkami osób chorych na rozszczep osobowości, sięgnęłam po "Człowiek o 24 twarzach".
Cóż książka mnie powaliła, ale raczej w negatywnym sensie bo spodziewałam się po takiej lekturze - rzekomo" na faktach" czegoś bardziej z dystansu, a nie że autor od samego początku stoi całkowicie po stronie podejrzanego. Osobiście uważam że książka Daniela Keyesa w sposób niezamierzony (mam nadzieję) przez autora, jest czymś szkodliwym. Szkodliwa gdyż ludzie - co widać po recenzjach na - lubimy czytać a także - goodreads, autentycznie pokochali moim zdaniem (przynajmniej takie są moje wnioski na podstawie lektury, bo prawdy nikt się raczej nie dowie ) prawdziwego zbrodniarza, niedoszłego mordercy (a może i doszłego, bo sam twierdzi że zabił, ale Keyes to zlewa) wielokrotnego gwałciciela i mu kibicują, wierząc w jego (imo prawdopodobnie nieistniejącą a symulowaną) chorobę bez żadnych zastrzeżeń. Osobiście nie wierzę Miliganowi, a Keyes to imo kolejna z szereg osób które dały się zmanipulować i jadły z ręki antyspołecznemu socjopacie.
Nie wierzę, przede wszystkim ze względu na zbyt dużą wiedzę Billy`ego na temat własnego przypadku. Razi mnie iż Miligan sam szczegółowo objaśnia mechanizm rzekomej choroby, (oczywiście z przerwami na udawanie) co dla mnie jest bardzo podejrzane i rodzi przypuszczenie że facet zaznajomił się być może z historią Sybil, nie było to trudne zważywszy na wydanie w 73 książki o jej historii - i najprawdopodobniej wykorzystał tę wiedzę 4 lata później by wmówić innym swą chorobę.
Razi przez brak najmniejszej próby kontaktu i wysłuchania oczyma Miligana, oskarżonego przez niego o molestowanie i znęcanie.
A szczególnie podejrzenia mam co do twierdzeń iż gwałtów dokonywała jego osobowość lesbijska Adalana, przez pewne zdanie które Miligan wygłasza w obecności ofiary. Jak dla mnie, tu się wkopał - z tym że Keyes zupełnie przeoczył imo ważność tego szczegółu...

Słaby styl pisarza który zasłonięty jest przez fascynujący obraz imo nie cierpiącego (cierpienie wewnętrzne można udawać) na rozszczep osobowości a genialnego manipulanta i aktora, socjopatę który bawił się uczuciami innych, w celu osiągnięcia rozgłosu i by móc prawie bezkarnie popełnić zbrodnie i ujść sprawiedliwości.
Jak ocenić. Za styl dałabym max 4, za historię 10, za masterpiece Miligana 11/10 bo czegoś takiego to świat jeszcze chyba dobrze nie widział. Może dzięki Leo zobaczy, o ile DiCaprio nic się nie stanie.
Ale wtedy to postawią Miliganowi pomnik

Re: Człowiek o 24 twarzach

Aleksandra Martza przeczytaj

Re: Człowiek o 24 twarzach

A faktycznie takie dobre? Dzięki ślicznie, myślę że się zapoznam

Ostatnio czytałem

Otwieranie Dłoni Myśli - Kosho Uchiyama

...

Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski

Powieść dzieje się w mieście, w którym mieszkam i opowiada historię, która przed laty, tuż przed wizytą papieża, wstrząsnęła miastem. Dlatego zdecydowałem się po nią sięgnąć. Uczucia mam mieszane - czuć, że jest to powieść jakby rzemieślnicza. Rzemiosło może być porządne, ale nigdy nie będzie tak dobre jak dzieło artysty. I to jest właśnie porządnie wykonane dzieło dobrego pisarza-rzemieślnika, ale czegoś tu brakuje. Napięcia? Czegoś "żywego", co posiadają powieści? Nie wiem. Niemniej, autor pracę domową na temat Bydgoszczy odrobił na piątkę - przedstawił ją lepiej niż niejeden człowiek, który tu mieszka od urodzenia. Zarówno pod względem nazw ulic, ich klimatów, jak i ogólnego nastroju w mieście w latach dziewięćdziesiątych. Miasta antypatycznego, peryferyjnego, wysysającego nadzieję. Zabrakło może przedstawienia życia na blokowisku, tu autor nie musiałby się popisywać znajomością Bydgoszczy, bo jeśli ktoś był kiedyś choć na jednym polskim blokowisku to był już na każdym. Nastrój powieści surowy, ciężki, język prosty, zdania krótkie, słowa jakby ciosane, trochę jak u Bruena. Niestety nie udało się stworzyć napięcia. Powieść bardziej obyczajowa. Tak po prostu kiedyś było. Szaro, brudno i morderczo.

Re: Co ostatnio czytaliście VI

Grę o Tron, ale po obejrzeniu filmu aż tak nie wciąga


A poza tym to Tarkina

Przeczytane 2016 #8

-43. Placówka Basilisk – David Weber

Honor Harrington obejmuje dowództwo wiekowego krążownika HMS Fearless, uzbrojonego w eksperymentalną, niezbyt skuteczną broń. Mimo to w czasie dorocznych manewrów floty udaje się jej zniszczyć flagową jednostkę "Agresorów", za co zostaje oddelegowana do układu planetarnego Basilisk, miejsca zsyłki dla najgorszych oficerów. To jednak dopiero początek kłopotów. W układzie tym kwitnie przemyt, tubylcy z jedynej z zamieszkanych planet zażywają narkotyk wywołujący atak furii, a pobliska Ludowa Republika Haven knuje coś paskudnego. Harrington ma do dyspozycji tylko niesprawny krążownik i buntującą się, zdemoralizowaną załogę, a przełożeni wymagają od niej zaprowadzenia porządku w całym układzie. Wszyscy przeciwnicy Harrington popełnili jednak poważny błąd. Rozwścieczyli ją...

O sadze Honor Harrington słyszałem wiele złego. Że sztampowa, że główna bohaterka to straszna Mary Sue, że to taki tasiemiec gdzie co roku klepana jest nowa część, ilość nad jakością. Ostatnimi czasy narastała we mnie ochota na jakąś dłuższą serię, taką gdzie można się zżyć z bohaterami, gdzie fabuła rozplanowana jest na wiele tomów. A że kupiłem kiedyś na Allegro pierwsze 3 tomy z Honorverse za grosze, to przyszła na nią w końcu kolejka.

Zaczęło się tragicznie. Wszystko to, co słyszałem o tej sadze zaczęło się potwierdzać od samego początku „Placówki Basilisk”. W okolicach 80 strony poważnie rozważałem już zaprzestanie lektury, wystawienie książce 1/6 i poszukanie czegoś lepszego. Szło mi jednak szybko, a akurat pod ręką nie miałem alternatywy, więc postanowiłem jednak kontynuować. Jak to często bywa – kiedy już bardziej wciągnąłem się w świat, fabułę, postacie, zrobiło się lepiej. Książkę skończyłem już bez większych problemów.

Potwierdzam – Honor Harrington to taka Mary Sue, że aż się niedobrze robi. Błyskotliwa, lojalna, odważna, musi radzić sobie we wrogich okolicznościach, i dogadywać się z wyżej postawionymi oficerami, którzy są głupimi arystokratami i nie słuchają często jej genialnych spostrzeżeń... itd. Chyba każdy z was już potrafi sobie wyobrazić ten typ. Oczywiście, ma skazy – nieliczne i nieistotne, akurat w sam raz żeby nie można było powiedzieć, że jest kompletnie bez wad, ale nie żeby psuły one jej krystaliczny wizerunek

Do samej budowy świata też mam sporo zastrzeżeń. Jak czytamy na Wiki:
The political makeup and history of the series frequently echoes actual history, particularly that of Europe in the last half of the second millennium. The series is consciously modeled on the Horatio Hornblower series by C.S. Forester, and its main character on Admiral Lord Nelson (like Horatio Hornblower).

I to niestety czuć. Czas akcji to rok przeszło 4000, a tutaj mamy ciągłe gadki o królowej, o marynarce wojennej królowej, o robieniu rzeczy w imię honoru królowej, a potyczki gwiezdne sprawiają wrażenie, że jakby pozmieniać parę słów to możnaby je przenieść do o 2300 lat do tyłu i by pasowało. No nie powiem, nie tego oczekuję po sadze space opera Honorverse trąci myszką, po prostu. I brak mu wizjonerstwa. Przynajmniej w tym wycinku, który dotychczas poznałem.

Na osobny akapit zasługuje tłumaczenie – jest ono bardzo złe. Kto czytał dylogię Thrawna, ten wie że Jarosławowi Kotarskiemu daleko było do dobrego tłumacza, a niestety to on zajmował się przekładem Honorverse. Liczba terminów, których nie przetłumaczył, zostawiając w oryginale, jest zatrważająca. Momentami miałem wrażenie, jakby fragment został rzucony do Google Translate i tak zostawiony (no, tyle że w momencie premiery – 2000 rok – GT chyba jeszcze nie istniał ). Koślawe tłumaczenie z pewnością ochłodziło mój odbiór tej książki.

Książka ta nie składa się jednak tylko z wad. Staram się teraz wymyśleć jakieś plusy na podparcie tej tezy i jakoś nie bardzo mi idzie , chyba po prostu dzięki temu że zacisnąłem zęby i przebrnąłem przez fazę zniechęcenia, udało mi się wkręcić w całą opowieść na tyle, żeby dotrzeć do końca, baa – żeby zaraz potem wziąć do ręki drugi tom. Czemu? No nie wiem. W każdym razie, „Placówka Basilisk” jest słabym początkiem serii, przynajmniej na mnie nie zrobiła zbytniego wrażenia.

44. Honor królowej – David Weber

Tym razem bohaterka obejmuje dowództwo konwoju zmierzającego do systemu Yeltsin. Przedstawicielem Jej Królewskiej Mości w tej wyprawie jest admirał Courvosier, przyjaciel i mentor Honor, a celem ich misji jest zawarcie sojuszu z władzami planety Grayson. Manticore potrzebuje bowiem sprzymierzeńców w zbliżającej się wojnie z Ludową Republiką Haven, a Grayson zajmuje ważną pozycję strategiczną. Królewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeoczyło jednak "drobną kulturową różnicę", zlecając zadanie Honor - na Graysonie kobiety nie mają żadnych praw i sama obecność Harrington jest obelgą dla wszystkich męskich obywateli. Na dodatek planetę niespotykanie atakują fanatycy z Masady. W boju ginie admirał Courvosier. Czy Honor - do tej pory ignorowana lub upokarzana przez mieszkańców Graysona - zdoła ich ocalić przed nuklearną zagładą?

Chciałbym zwrócić waszą uwagę na fakt, że powyższy blurb spoileruje pierwsze 200 stron książki. Kto go napisał? Czy jest ten człowiek idiotą? Nie wiem, ale mam swoje podejrzenia. To już nie jest nawet wprowadzenie w fabułę, tylko streszczenie 40% powieści.

Po lekturze mojej opinii nt. pierwszego tomu (śmiało sobie tutaj poczyniam, twierdząc że ktoś to czyta ), moglibyście założyć że po drugi sięgnę nieprędko, jeśli kiedykolwiek. Sam też tak czułem, postanowiłem więc iść za ciosem i od razu zacząć „Honor królowej”, póki jeszcze miałem jakąkolwiek motywację. To był dobry wybór. Książka jest lepsza od poprzedniczki, i to zauważalnie. Bolączki z pierwszego tomu wciąż tu istnieją – ale tego się już spodziewałem, wiedziałem do czego podejść z dystansem, więc nawet sama Honor nie była taka wk*****jąca... no dobra – była, ale nie cały czas. Weberowi udało się natomiast w ramach mocno sztampowego konfliktu (opartego o seksizm i fanatyzm religijny) stworzyć kilka mocnych scen, które czytałem z autentycznym zainteresowaniem. Wiem już, że tom 3 przeczytam niedługo. Czy zdecyduję się na kupno kolejnych (co wiązałoby się w moim przypadku z zaangażowaniem w pełnię teg0 uniwersum – czyli przeszło 30 książek)? Nie jestem pewien, ale na chwilę obecną nie wykluczam tego.

45. Związek żydowskich policjantów – Michael Chabon

Żydowscy wygnańcy z Europy ogarniętej II wojną światową osiedlili się na Alasce. W 1948 r. dołączyli do nich Żydzi, którzy przegrali walkę o Erec Israel i zostali wyrzuceni z Palestyny. Amerykański Kongres przyznał jednak Żydom prawa do Kolonii Sitka jedynie na 60 lat, który to termin właśnie upływa i niebawem alaskańscy Żydzi znów staną się bezdomni. Niektórzy policjanci być może zachowają swoje miejsca pracy, pod warunkiem, że nie będą się zbytnio przejmować swoją pracą. Na przykład tragicznie zmarłym Emanuelem Laskerem, który był wprawdzie genialnym szachistą, ale nie tym, który urodził się w 1868 r. Uparty Lansman podąża tropem fałszywego Laskera, a przy okazji także śladami starszego kolegi po fachu, Philipa Marlowe’a. Pije, pali, obrywa i filozofuje jak on; szachów wprawdzie nienawidzi, ale nienawiścią bardzo zbliżoną do miłości. Pozornie zwykłe śledztwo zatacza coraz szersze kręgi. Ze zmarłym związani są chasydzcy gangsterzy, byli i aktualni agenci rozmaitych służb wywiadowczych, a także mnóstwo zwykłych ludzi, którym nie odmówił swojego błogosławieństwa. Sprawdzając kolejne domysły, Landsman pakuje się w kabałę, z której naprawdę trudno ujść z życiem

Dla urozmaicenia sobie życia, zabrałem się w międzyczasie za lekturę na kompletnie innym poziomie literackim. Chabon zgarnął za tą książkę praktycznie wszystko co się dało: Hugo, Nebulę i Locusa. Kiedy więc znalazłem ją za 12 zł w taniej książce, nie wahałem się. Dojrzewała sobie parę lat na mojej półce, aż w końcu doczekała się i ona. Nie powiem, żebym od razu wsiąkł – początek miałem ciężki. Jednak jak już „weszło”, to było tylko coraz lepiej. Brak tu elementów fantastycznych – do gatunku kwalifikuje tą książkę jedynie fakt, że jest to historia alternatywna. Poza tym mamy śledztwo w sprawie morderstwa, większą konspirację, ciekawych bohaterów, wszystko to osadzone mocno w klimacie żydowskim, co okazało się nadzwyczaj ciekawym zabiegiem. Satysfakcjonująca lektura, polecam!

...

-Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Cykl: Metro 2033 (tom 1) | Seria: Uniwersum Metro 2033
Są takie powieści, które chce się przeczytać od lat, ale nigdy nie ma ku temu okazji - tak miałem z Metrem. Zasadniczo bodźcem do sięgnięcia po nią była wizyta w Moskwie. Choć niestety trwała tylko kilka godzin i zdążyłem zobaczyć raptem dwie albo trzy stacje, to miałem już jako-taki ogląd na wielkość i piękno moskiewskiego metra.

Rzadko kiedy udaje się autorowi wykreować nowe uniwersum, które byłoby, nazwijmy to, charakterystyczne. Udało się to Tolkienowi, Lucasowi, Rowling i twórcom Shreka. Udało też Głuchowskiemu. Podobno trasa głównego bohatera jest taka sama, jaką przemierzał w młodości autor i wtedy właśnie miał przyjść mu pomysł na książkę. To pomnik dla ludzkiej wyobraźni. Nigdy nie wiadomo co siedzi w głowach ludziom, których mijamy, ile Czwartych Rzesz ludzie sobie wyobrażają jedząc lody waniliowe, ile Chanów mówi motorniczym jak mają żyć, ile ogrodników boi się Czarnych podczas strzyżenia żywopłotu. Super.

Piter
Autor: Szymun Wroczek
Seria: Uniwersum Metro 2033
Jeśli gdzieś się było i widziało na własne oczy to potem zdjęcia, filmy, opisy tego miejsca wyglądają zupełnie inaczej. W Piterze spędziłem dwa tygodnie i zdążyłem zakochać się w tym mieście, dlatego po Metro 2033 zamiast sięgać po 2034, wolałem sięgnąć po bliższy mi Piter, wszak w Moskwie byłem tylko parę godzin.

Styl pisania autora - co najmniej denerwujący. Zdania krótkie, ciosane. Jako tako nie jest to wadą, nadaje akcji tempa i czyta się szybciej, ale strasznie, "kurna", męczący.

Choć Szymun poprawił świat Głuchowskiego dodając do niego telewizory (no bo czemu miałoby ich nie być po katastrofie, skoro wszędzie ich pełno? i czemu wszędzie walają się książki zamiast czytników, które wcale dużo prądu nie pożerają - taki sam zarzut wobec M33), ale jeszcze więcej popsuł. Odnosi się wrażenie, że z początku chciał bardzo mocno nawiązywać do M33, po czym się rozmyślił i napisał całość od nowa, po swojemu, zostawiając jeszcze nieco kalek (np. wujek-mentor). Brakuje tu tej magii i aury niesamowitości z Metra 2033, odczuwa się ją tylko w paru momentach, na przykład ze ślepcami. Reszta raczej naciągana, ale w zły sposób. Strasznie denerwujące skakanie po tematach, przeskoki w tył, wprzód, czasem nie wiadomo co tak właściwie się dzieje.

Na plus beznadziejność całej wyprawy bohatera. To dość niespotykane.

Piter mógłby być kolejną ofiarą Saddama Wielkiego - bo jest jak ten wytrzebiony kastrat, tylko nie śpiewa tak pięknie.

Śmierć w Breslau
Autor: Marek Krajewski
Cykl: Eberhard Mock (tom 1)
Spodziewałem się czegoś lepszego, ale nie było źle. Na plus warsztat, sposób pisania, język powieści, nawet te usilnie wplatane trudne słowa nie były zbyt pretensjonalne. Czuć, że autor ma talent do pisania i może być z niego dobry pisarz w następnych powieściach. No i policja, która nie jest żadną ostoją cnót i bastionem zasad, tylko takimi samymi sukinkotami, tylko po "naszej" stronie.

Na minus zagadka, a w sumie jej brak. Rozumiem, że to nie jest kryminał z gatunku detektywistycznych, ale ta powieść aż się prosi o łamigłówkę. Szczególnie, że fabuła i motywy są tak uroczo naiwne i nieprawdopodobne - ale to nie jest wada, bo przywodzi na myśl kryminały Doyle`a czy niektóre Christie, tylko brudniejsze, przyprószone popiołem z papierosa i pobrudzone łapskami które właśnie kopały czyjś grób. I tu doskonale pasowałoby wodzenie czytelnika za nos, no ale to i tak nienajgorsza powieść.

Kariera Nikodema Dyzmy
Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz
To, że interwencjonizm nie służy żadnym "wyższym celom" a tylko temu, by krewni i znajomi królika mogli się nachapać, wiadome było jak widać już przed wojną. Dobrze napisana powieść, lekka, pouczająca i z humorem. Co ciekawe, autorowi udało się pokazać do jak poważnych kryzysów prowadzi, mimo początkowych sukcesów, polityka zadłużania się, interwencjonizmu i wypuszczania pustych obligacji, na rok przed wypuszczeniem opus magnum Keynesa, które zatruło myśl ekonomiczną na długie pokolenia, którego poplecznicy proponowali dokładnie takie rozwiązania by "uzdrowić" gospodarkę.

Detektyw Monk jedzie do Paryża
Autor: Lee Goldberg
Cykl: Detektyw Monk (tom 7)
Chyba najlepsza do tej pory powieść z Monkiem. Nie ma odgrzewania kotletów (poza podróżą, ale tym razem obyło się bez tabletki - całe szczęście, bo to byłby już czwarty albo piąty raz...), jest humor, jest zagadka i to zaskakująco dobrze ułożona. Co prawda autor daje zbyt oczywiste wskazówki, tak że zabójca staje się jasny jakoś już w połowie, to jednak w tej serii zagadka stanowi raczej tło dla monkowych obsesji niż główną oś fabularną, więc nie mam zastrzeżeń.

Złodziejka książek
Autor: Markus Zusak
Nikt nie przyniósł ludzkości tyle cierpienia co nacjonaliści i socjaliści. Gdzie- i kiedykolwiek się pojawiają tam przynoszą jedynie głód, nędzę, cierpienie i śmierć. Nie mogło się inaczej skończyć, gdy w latach `30 te dwie najbardziej zbrodnicze strony człowieka podały sobie ręce i trzymając w żelaznym uścisku Niemcy, przy ogłuszającym aplauzie większości ich zaślepionych mieszkańców, przyniosły światu pożogę jakiej ani wcześniej ani później nie było mu dane doświadczyć. I o tym jest ta powieść. O cierpieniu i stawianiu mu czoła.

Morderstwo na polu golfowym
Autor: Agatha Christie
Cykl: Herkules Poirot (tom 4)
Co tu się... Agatka w szczytowej formie. Nic dodać nic ująć.

...

-Kasacja
Autor: Remigiusz Mróz

Nareszcie trafiłem na naprawdę dobrze napisaną i oryginalną polską powieść. Mógłbym się tylko przyczepić do tego "naginania" o którym autor napisał w posłowiu, ale to drobiazg. Postacie bardzo dobrze zrobione - Chyłka pod pewnymi względami bardzo przypominała mi moją panią od ćwiczeń z prawa karnego czym od razu wzbudziła u mnie sympatię. A postać "Zordona" - studenciaka o przeciętnej średniej, który na wykłady nie chodził, na wyższe lata bardziej prześlizgiwał się niż zdawał a po pięciu latach studiów myśli, że Pana Boga za nogi złapał jest wierniejszą kreacją studenta prawa niż wizja zaczytanego w książkach lamusa.

Po ostatnich stronach nie mogę się przyczepić nawet do "włoskiej" teatralności jednej ze scen, bo okazuje się, że to kluczowe dla fabuły.

Lubię przyjemnie napisane powieści z dobrze wykreowanymi postaciami, a przede wszystkim takie, które potrafią mnie zaskoczyć. Tu miałem wszystko.

Przeczytane 2016 #9

-46. Krótka, zwycięska wojenka – David Weber

Dwa lata po bitwie o Yeltsin bohaterka obejmuje dowództwo krążownika HMS Nike, najsłynniejszej jednostki w całej Królewskiej Marynarce. Okręt ten zostaje wysłany do ważnego strategicznie systemu Hancock. Tymczasem władze targanej wewnętrznymi problemami Ludowej Republiki Haven postanawiają posłużyć się starym, sprawdzonym sposobem na zmniejszenie niezadowolenia społecznego i prowokują wybuch lokalnego konfliktu zbrojnego, czyli "krótkiej, zwycięskiej wojenki". Kolejny raz okazuje się jednak, że nawet najdoskonalsze plany nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z waleczną,
zakochaną i gotową na wszystko kobietą.


Trzeci tom cyklu o Honor Harrington. Wszedł mi szybko, bo przeczytałem go w podróży do Warszawy i z powrotem. Weber utrzymał poziom drugiego tomu, nie wybił się wyżej ale i nie było gorzej. Kolejna militarna przygoda. Nie wiem za bardzo co więcej o tej książce mógłbym napisać. Przeczytałem 3 tomy Honorverse i na razie mi starczy, ale nie wykluczam że kiedyś pociągnę temat. Na razie mam doś ć takich „odmóżdżaczy”.

47. Upadek smoka – Peter F. Hamilton

Lawrence Newton, który urodził się w ziemskiej kolonii na planecie Amethi, od dziecka marzył o tym, by wstąpić do Akademii Kosmicznej, latać na statkach badawczych i odkrywać nieznane rejony galaktyki. Niestety, kiedy dorasta, szybko przekonuje się, że czas bezinteresownych odkrywców bezpowrotnie przeminął i jako dowódca plutonu bierze udział w zbrojnej inwazji jednej z wielkich korporacji na kolejny obcy świat. Podczas walki z niepokojąco sprawną podziemną organizacją oporu na planecie Thallspring do uszu Lawrence`a zaczynają docierać dziwne pogłoski mówiące o Świątyni Upadłego Smoka. Podobno stanowi ona sanktuarium pewnej sekty czczącej tajemnicze mityczne stworzenie, które spadło z nieba na powierzchnię planety tysiące lat wcześniej zanim zjawili się tam pierwsi kolonizatorzy. Zaintrygowany tymi pogłoskami, Lawrence zaczyna organizować własną, prywatną ekspedycję naukową?

Książka zakupiona za grosze we wrocławskim Dedalusie. Było to najlepiej wydane na literaturę parę złotych od dawna. Bardzo dobre sci-fi, przemyślane, ze świetnie skonstruowanymi postaciami, bogato rozbudowanym uniwersum i niesamowitym zakończeniem. Polecam mocno!

48. Bohaterowie – Joe Abercrombie

Dla chwały... Dla zwycięstwa... Dla przetrwania... Powiadają, że Czarny Dow zabił więcej ludzi niż zima, i wspiął się na tron Północy po górze usypanej z czaszek.
Król Unii, wyjątkowo zawistny sąsiad, nie ma zamiaru przyglądać się z uśmiechem, jak Dow pnie się jeszcze wyżej. Wydał rozkazy i wojsko już brnie przez północne błota. Tysiące ludzi gromadzą się przy zapomnianych kamiennych kręgach, na bezwartościowych wzgórzach i w mało ważnych dolinach, a przy sobie mają mnóstwo ostrej stali.
Bremer dan Gorst, zhańbiony mistrz szermierczy, poprzysiągł odzyskać utracony honor na polu bitwy. Trawiony obsesją odkupienia i uzależniony od przemocy, dawno przestał dbać o to, jak wiele krwi przy tym przeleje. Nawet jeśli będzie to jego własna krew.
Księcia Caldera nie interesuje honor, a tym bardziej śmierć. Pragnie tylko władzy i jest gotów na każde kłamstwo, sztuczkę oraz zdradę, żeby ją zdobyć. Byle nie musiał własnoręcznie o nią walczyć.
Curndenowi Gnatowi, ostatniemu uczciwemu człowiekowi na Północy, wojaczka nie przyniosła niczego poza opuchniętymi kolanami i zszarganymi nerwami. Nie zależy mu na tym, kto wygra, po prostu chce czynić to, co właściwe. Ale czy uda mu się wybrać dobrą drogę, gdy świat wokół niego stoi w płomieniach?
Trzy dni krwawej bitwy zdecydują o losie Północy. Jednak gdy po obu stronach szerzą się intrygi, szaleństwo, kłótnie i małostkowa zawiść, trudno liczyć na to, że zwyciężą najszlachetniejsze serca, czy nawet najsilniejsze ręce...


Kolejna książka osadzona w świecie Pierwszego Prawa. Zacząłem ją czytać bezpośrednio po „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” (na liście numerek 32), skończyłem natomiast dopiero teraz – 16 książek później. To chyba o czymś świadczy. Po świetnym zaskoczeniu jakim okazała się „Zemsta...”, „Bohaterowie” nieco ostudzili mój zapał. Jest to książka opowiadająca o jednej, wielkiej bitwie – przygotowaniach do niej, samym przebiegu i jej konsekwencjach. Trochę nie moja bajka, dlatego dość długo ją męczyłem, i to pomimo faktu że pojawiło się tu sporo postaci znanych mi z trylogii. Jest to powieść dobrze napisana, może jedynie cutkę zbyt rozwleczona. Niemniej – uważam ją za najsłabszą w świetnym dorobku Abercrombiego.

...

-Uwikłanie
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Często czytając kryminał w pewnym momencie mówię sobie: "o, to ten zabił, na sto procent" próbując to jakoś tam sobie uzasadnić. I nawet jeśli później zmienię zdanie to nie zmieniam "pewności" - i jeśli mordercą okazuje się być ktoś inny to uznaję, że autor mnie pokonał i zagadki nie rozwiązałem. Co prawda rzadko udaje się w tym momencie przedstawić szczegółowy przebieg zbrodni, bo ten często jest możliwy do ustalenia dopiero podczas podsumowania końcowego - więc ograniczam się do "kto" i "mniej więcej jak".

No i Miłoszewski zrobił coś w stylu powieści detektywistycznej, tj. była możliwość wydedukowania samemu, bo autor dał czytelnikowi wszystkie wskazówki. Co z resztą ze dwa razy było podkreślone: sam Szacki stwierdził, że "już wszystko wie i teraz musi to tylko połączyć", to samo powiedział mu Wenzel. Więc trzeba mu oddać, że zagrał z czytelnikami fair.

Nawet za bardzo fair. Przypuszczenie, że początek spoilera każda z osób jest zamieszana w morderstwo, wysunąłem gdy Szacki oglądał nagranie. Jakoś niespecjalnie wierzyłem w teorię pola, więc prawdopodobnie każda z obecnych w ustawieniu osób, udawała - prawdopodobnie by doprowadzić Teluka do samobójstwa. Takie rzeczy jak "wczucie się w inną nieznaną osobę" nie są możliwe, choć wiem że są osoby, które w to wierzą. Nie mogłem wykluczyć, że autor dodał w powieści nutę paranormalną, podobnie jak Jakubowski w Rzece Zbrodni, ale uznałem że poważny autor tak nie robi, więc to wykluczyłem. Pewności, że każdy przyłożył do morderstwa rękę nabrałem na pogrzebie Teluka oraz przy przemyśleniach Szackiego - w obu przypadkach, w krótkich odstępach, pojawiło się stwierdzenie "jedno z nich zabiło". Autor wyraźnie próbował wybić czytelnikowi z głowy możliwość, że może być w morderstwo zamieszana więcej niż jedna osoba - albo wprost przeciwnie, chciał tym samym podpowiedzieć. Co prawda bardziej myślałem, że Jadwiga jest siostrą a nie kochanką Sosnowskiego, no i nie "przyklepałem" jej jako ostatecznej morderczyni więc nie mogę powiedzieć, że w stu procentach zgadłem zagadkę, ale jednak zbyt łatwo można się było domyślić kluczowych rzeczy. koniec spoilera

Thriller to to też nie jest - akcja rozkręciła się dopiero w momencie, gdy czytnik pokazał mi, że za mną już 76 procent powieści. Do tego momentu powieść jest wręcz nudna, przegadana, pełna nieistotności i dopiero ostatnie 25% jest dość interesujące. Wcześniej to są same głupoty o widzącym polu, jakieś, romanse i walenie konia. Sam szacki przypominał mi Francois z Uległości, poza tym że miał rodzinę - był szary, znudzony życiem, bez wyrazu. No sory, tak to odebrałem.

Spodziewałem się czegoś lepszego, ale przynajmniej powieść jest w większości napisana dobrym językiem, choć nie tak lekkim jak np. u Christie.


Przewieszenie
Autor: Remigiusz Mróz
Bardzo skandynawski. Autor sam z resztą co jakiś czas przypominał o skandynawskich kryminałach, więc można to pewnie odczytać jako swego rodzaju hołd dla nich. Bo naśladownictwo raczej nie - choć wieje chłodem, a sam klimat powieści też bardzo zbliżony do tych z północy, to Mróz przeniósł to w polskie realia i wyszło mu to zaskakująco dobrze.

W ogóle bardzo lubię powieści i filmy, w których główny bohater jest w coś uwikłany, jest obiektem zemsty, jest tropiony, ktoś go wrabia itd. Nie sądzę, by kiedykolwiek miało mi się to znudzić, szczególnie jeśli są zwroty akcji a sama akcja jest wartka. A tu Mróz zaskoczył, bo okazuje się, że główny bohater jest wrabiany, a jednocześnie jest winny. Ciekawe wykorzystanie motywu.

Podejrzewam, że odbiór powieści byłby jeszcze lepszy, gdybym sięgnął po pierwszy tom - myślałem, że to osobna historia, a tu się okazuje, że kontynuacja. Co prawda autor przypomina co się wcześniej działo wystarczająco często, więc czytelnik sięgając od razu po Przewieszenie nie błądzi we mgle, ale pewnie zabiera to część frajdy. Ostatecznie można sobie wyobrazić, że to pierwszy tom, a tamto wszystko to retrospekcje i kiedyś będzie prequel.

I cały czas liczę, że początek spoilera Gjord okaże się być tym Iwo albo jego współpracownikiem. Pasowałby. koniec spoilera

Oby więcej takich powieści.



Trawers
Autor: Remigiusz Mróz
Do tej pory u Mroza polityka była wyważona - jeśli poruszał te tematy, a poruszał, to z reguły każdej ze stron obrywało się od niego po równo. Tym razem powieść wygląda jakby nacjonaliści go wkurzyli i chciał im Trawersem dopiec. I bardzo dobrze zrobił pokazując, że za tym szczuciem zazwyczaj stoją zwykli psychopaci - być może nie mordercy... a przynajmniej nie w okresie pokoju. Oberwało się tym, którzy mordę wycierają sobie "troską o ojczyznę", Mróz prezentował jakby umiarkowany pogląd, w stylu: rozumiemy sytuację, ale naczelną zasadą pierwszej pomocy jest upewnienie się, że nic nie zagraża samemu ratownikowi.

Z jednej strony szkoda, że trochę moralizatorsko wyszło, a z drugiej nasz naród popada niestety w nienawistny obłęd, który nigdy i nigdzie się nie zakończył. Jedna powieść tego nie odkręci, ale może chociaż w paru osobach zapali się alarmowa lampka, zanim będzie za późno.

No ale nie o tym. Powieść o wiele słabsza fabularnie od poprzedniczki. Nie przeczytałem pierwszego tomu, przez co trochę gorzej odbierało mi się drugi, a i pewnie doświadczenia z trzeciego są niepełne. Zasadniczo Trawers można by skrócić i zrobić z niego parę końcowych rozdziałów Przewieszenia. O ile poprzednia część aż prosi się o ekranizację, tak w tej akcji zwyczajnie brakowało. Niewiele się działo przez te paręset stron, a mimo to czytało się szybko.

I mam dość mieszane uczucia odnośnie tożsamości sprawcy - przy okazji napisania paru zdań na temat Przewieszenia napisałem, że on powinien nim być, bo idealnie pasuje. No i Mrozowi też idealnie pasował. Z jednej strony super, bo doskonale wkomponowana postać, z drugiej kiepsko, bo wolę powieści które mnie zaskakują. Ale z trzeciej strony odkrycie, że domysły były prawdziwe, to też swego rodzaju zaskoczenie.


Syn
Autor: Jo Nesbø

Ani to kryminał detektywistyczny, bo nie ma tu żadnej zagadki, ani thriller, bo nie trzyma w napięciu, ani akcja, bo niewiele się tu dzieje. Nawet zakończenie wprost zaskakująco przewidywalne, a język powieści niecodziennie toporny. Dobry reżyser zrobiłby z tego dobry film, ale tak... oj słabo, panie Nesbo.

...

Śmierć w chmurach
Autor: Agatha Christie
Trochę naciągane. Aż dziwne, że nikt tego nie zauważył wcześniej. Choć też fajne zwodzenie czytelnika za nos.

Inferno [spoilery]
Autor: Dan Brown
Nie czytałem wcześniej żadnej powieści Browna, więc podchodziłem do Inferno bez uprzedzeń i bez oczekiwań. Mam dość mieszane uczucia.

Z jednej strony bardzo lubię filmy i powieści, w których bohater ucieka, w których jest zagadka, intryga i zwroty akcji. Teoretycznie jest tu wszystko, ale jakby uwięzione w platońskiej jaskini. Intryga mocno naciągana - i nie dlatego, że sama historia jest nieprawdopodobna, bo dobry artysta wciśnie odbiorcom nawet nagłą inwazję marsjan, tak że ci w panice zaczną robić zapasy żywności. Chodzi raczej o jej przedstawienie. Historia jest pełna luk i niedopowiedzeń które Brown próbuje nieporadnie przypudrować długimi monologami objaśniającymi.

Brown zagrał z czytelnikami fair i jeśli uważnie zwracamy uwagę na szczegóły to domyślimy się każdego zwrotu akcji.

Można sobie to tłumaczyć, że chciał się zabawić z czytelnikami tak jak w jego powieści Dante się bawił - "kto wie gdzie szukać ten z łatwością znajdzie". Tylko czy ta łatwość była celowa, czy wynikła z nieporadności, czy może to w zamyśle miała być lekka powieść i nie ma tu żadnej zagadki, tylko jej iluzja, by czytelnik się cieszył że sam ją rozwikłał - nie wiem.

Tych szczegółów było jednocześnie za dużo i za mało. Za dużo było oczywistych wskazówek - i za mało, bo dobry thriller i kryminał cechuje się m.in. tym, że czytelnik jest zalewany poszlakami i wskazówkami, z których sam musi wyłuskać te przydatne i spróbować je połączyć. Choćby to, że wirus powodował bezpłodność, było oczywiste od momentu, gdy po raz kolejny wspomniane było o bezpłodności siwowłosej. W żadnej powieści nie podkreśla się tak często nieistotnych dla fabuły faktów, więc to musiało być istotne. I to, że Brooks jest FS-2080 - po wtargnięciu do jej mieszkania, gdy IWO odkryli tożsamość lokatorki, powiedzieli "nie uwierzycie kto jest z Langdonem", więc to musiała być jakaś uwikłana, znana im postać; późniejszy telefon w pociągu i nagła całkowita utrata zaufania ich towarzysza do Brooks, ale nie do Langdona; zupełnie niepotrzebna i nie pasująca wstawka, która miała nas przekonać o gejowskim romansie. Po prostu Brown przeholował.

Było też parę błędów: wgniecenia na stalowych drzwiach szpitala - jakim cudem, skoro Vayenthia strzelała ślepakami?

Inferno jest "filmową" powieścią. Nie ma tu niczego, co nie mogłoby zostać przedstawione na ekranie - żadnych przemyśleń, same historyczne opisy, retrospektywne wspomnienia, pobieżnie opisywane sceny, a praktycznie wszystkiego można się dowiedzieć z dialogów. Nie wiem czy taki jest styl Browna, czy chciał w ten sposób zachęcić do jej ekranizacji po braku filmu na podstawie jego poprzedniego dzieła. W sumie nie jest to minus, bo dzięki temu czyta się lekko i szybko. Jak film. A od filmu akcji więcej niż dobrej zabawy wymagać nie można. I coś czuję, że film będzie lepszy, bo scenarzyści mogą naprawić błędy.

PS ogólny zamysł bardzo przypomina serial Utopia.


Metro 2034
Autor: Dmitry Glukhovsky
Przygoda dla faceta: uratować metro przed mutantami, epidemią, przebić się przez wszystkie stacje, stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom i wyjść z tego cało
Przygoda dla kobiety: uganiać się po całym metrze za facetem by nadziać się na jego bolca

Nie wiem dlaczego postacie kobiece są tak często tak irytujące i kiepsko zrobione. Poza tym cała powieść jest jakby o niczym, nie wiadomo w którym momencie na dobre się zaczyna, więc chyba w ogóle w żadnym momencie się nie rozkręca. W M33 każda stacja była inna, całe metro było przepełnione tajemnicami, a tutaj dostaliśmy zwykłą, kiepską przygodówkę. Szkoda.


Immunitet
Autor: Remigiusz Mróz
Normalny człowiek, by skomentować bieżące wydarzenia polityczne, pisze notkę, artykuł, felieton.

Mróz pisze powieść.

Aż roi się tu od prztyczków wobec jednej i drugiej strony. Fajnie to wyszło. Problem mam z samą oceną powieści - ani to kryminał detektywistyczny z zagadką, ani thriller, może coś w stylu thrillera prawniczego. Wyszło trochę zbyt rozwlekle, spokojnie tę fabułę mógł przenieść na 300-400 stron, ale nie na 650.

Dobrze pociągnięty wątek Chyłki i Zordona. Nie jest ckliwy ani przesadzony.

I zakończenie, nie tyle rozprawy co zakończenie-zakończenie, jedyne możliwe w tej sytuacji. Mróz czasem czyta mi w myślach.

...

Rewizja
Autor: Remigiusz Mróz
Nie wiem gdzie tam była rewizja, być może przeoczyłem. Nie tak porywająca jak Kasacja, Immunitet czy Przewieszenie, ale i tak dobry. No i napisany w nieco ponad trzy tygodnie, lol. Mróz to jednak gość.


Behawiorysta
Autor: Remigiusz Mróz
Mróz nie odkrył koła na nowo. W powieści króluje typowy do bólu schemat: obsesyjny zabójca-socjopata rzucający rękawicę genialnemu odludkowi. Nie spodziewajcie się zaskoczeń ani innowacji. To po prostu klasyczny socjothriller w porządnej formie. Odnosi się wrażenie, że autor od dawna nosił się z napisaniem czegoś takiego, ale pozwolił sobie na to dopiero w formie "spełnienia marzenia" po osiągnięciu pewnej pozycji na rynku wydawniczym.. Wyszło bardzo dobrze, ale w pamięci raczej nie zapadnie. Bardzo się cieszę, że Mróz sprawdza się zarówno w thrillerach prawniczych, kryminałach a`la skandynawskich jak i thrillerach. Choć liczę, że kiedyś napisze thriller nie tylko wciągający, ale dosłownie dreszczowy. Behawiorysta to jeszcze niestety nie ten poziom.

W głębi lasu
Autor: Harlan Coben
Nie wiem czy istnieje coś takiego jak "mainstreamowy kryminał" - ale jeśli istnieje to właśnie pod postacią takich powieści. Nie żebym uważał, że coś co jest "mainstreamowe" to od razu musi być gorsze - co to, to nie. Po prostu jest takie... wygładzone. Pozbawione mgły, pazura, tajemniczości, tej duszy, motoru, silnika który napędza każdy dobry kryminał. Nie jest to grafomania ani chłam - ale zwykła, przeciętna, rzemieślnicza powieść napisana by kilogramami zalegać kieszonkowymi wydaniami w kioskach i nadmorskich "Festiwalach Taniej Książki". Wielowątkowa fabuła na pewno na plus, choć zupełnie niepotrzebna sprawa gwałtu - bez związku ze sprawą. Oczywiście nikt nie napisał, że wszystkie wątki muszą się pod koniec łączyć - ba, dobry kryminał cechuje to, że czytelnik sam sobie musi wyłuskać co jest potrzebne do rozwikłania sprawy - ale to było po prostu trochę na siłę tam upchnięte; choć gdyby nie ta sprawa, nie byłoby szantażu, więc nie wyjaśniłby się główny wątek, a i na samą rozprawę nie było przeznaczone zbyt dużo czasu - więc da się to jakoś obronić. Ale żadna powieść nie straciła na tym, że się ją o połowę skróciło.

Odnosiłem też wrażenie, że to pozycja dla tej grupy osób, która na codzień czyta romansidła, harlekiny, obyczajówki, blondynkę na językach i inne wampiry, ale wtórność tych tematów zaczyna je nudzić; jest to wygładzony kryminał z zanadto uwypuklonym wątkiem miłosnym, problemami rodzinnymi, mdłymi przemyśleniami oraz brakiem oryginalnych opisów i refleksji. Kioskowa literatura dla znudzonych romansidłami.

Choć mogę się mylić i zwyczajnie stwierdzić, że po prostu średnio mi przypasował styl Cobena - tak to już bywa.

Przeczytane 2016 #10

-49. Opowiadania zebrane [tom 1] - Frank Herbert

Opowiadania zebrane Franka Herberta to pierwsze w naszym kraju tak obszerne wydanie krótkich form prozatorskich autora Diuny. Zgromadzone w nim utwory – aż czterdzieści! – są, można śmiało powiedzieć, bezcenne. To właściwie przekrój zainteresowań pisarza, które znalazły później odzwierciedlenie w jego najwybitniejszym dziele – „Kronikach Diuny”. Polski czytelnik ma dzięki tem wyjątkową szansę poznać najważniejsze tematy twórczości Herberta, obserwować, jak się one zmieniały, śledzić rozwój jego stylu i przyglądać się ewolucji jako pisarza – jednego z największych mistrzów fantastyki naukowej, gatunku sięgającego czasów Lukiana z Samosat.

Mój dotychczasowy kontakt z twórczością Franka Herberta ograniczył się tylko do sagi Diuny. Ubolewałem nad tym, no ale niestety polski rynek nie obfituje w wydania innych jego dzieł, zatem gdy REBIS ogłosił plan wydania dwutomowej kolekcji jego opowiadań - był to dla mnie pewnik.
Podkreślałem już nieraz, że nie jestem fanem opowiadań. Jest to wg. mnie znacznie trudniejsza rzecz do napisania, niż powieść - ma większe ograniczenia, przez co trzeba mieć naprawdę dobry pomysł I warsztat, żeby w krótkiej formie zaciekawić czytelnika. Herbetowi to wyszło. Mimo, że są to opowiadania stare, co czasami czuć, to w większości nie straciły jednak na aktualności I odkrywczości. Herbert porusza tematy uniwersalne, a jego rozwiązania zaskakują I imponują I dziś. Bardzo fajna rzecz, czekam na tom drugi.

50. Percepcja - Miroslav Zamboch

Miroslav Żamboch i jego złe światy już niemal dekadę zwalają z nóg czytelników, których z każdą książką przybywa. Tym razem Pragę zalewa fala wampirów, łatwych kobiet, motocykli, azjatyckich mieczy i morze czeskiej krwi. Zawrotne tempo akcji. Nawet zwykła bójka nagle zmienia się w regularną wojnę klanów. Nie ma miejsca na żarty, nie ma chwili na oddech.

Zamboch to taki autor, którego uwielbiałem za czasów licbazy, tak samo jak innych autorów ze stajni Fabryki Słów. Dziś większość z nich już dawno spadła z pedestału, nadszedł w końcu I czas konfrontacji z twórczością Miroslava. Kupiłem dwie jego nowsze książki, pierwszą za którą się zabrałem była właśnie "Percepcja". Co tu dużo mówić - też spadł z pedestału. Niestety, potwierdza się moje zdanie, że co było w licbazie, lepiej zostawić w licbazie, a książki z Fabryki Słów po prostu omijać. "Percepcja" jest prosta, ba, prostacka - napisana lekkim, łatwym językiem, z dynamiczną, prostą jak konstrukcja cepa fabułą, obfitą w przemoc, seks I wszystko co może się spodobać licealiście. Całość składa się na naiwną, naciąganą książkę, której zdecydowanie nie byłem targetem. Chyba już nie wrócę do tych starych Zambochów, tych które mi się kiedyś podobały - po co się rozczarowywać.

51. Wojna absolutna - Miroslav Zamboch

Wrażenie przebywania w świadomości maszyny, nigdy jeszcze nie było tak dojmujące.
Wszechświat od dawna już nie należy tylko do ludzi. Krzem kontra węgiel, krew kontra superciekłe płyny, ewolucja jest nieubłagana. Na szczęście dla homo sapiens maszyny walczą również przeciw sobie; sojusze szybko powstają i jeszcze szybciej znikają, a wciąż powstają byty stojące na pograniczu świata.
Tworzyliśmy niezłe zoo, w większości sami weterani niezliczonych bitew, hybrydy techniczne sklecone z części znalezionych w magazynie. Przedstawialiśmy dziwaczną mieszankę istot o różnych stopniach rozwoju i świadomości. Niektórzy byli po prostu głupi, inni okaleczeni a jeszcze inni nadzwyczaj sprytni, ale tak nietypowi i pokręceni, że musiałem się odwracać od ich odmienności. Sztuczne Inteligencje o zaszczepionym posłuszeństwie w ich hardcorowych mózgach. No i oczywiści byli pomiędzy nami łowcy tacy jak ja. Gdy robot bojowy DB 24, którego główną umiejętnością jest agresywne prowadzenie walki i maksymalizacja siły ognia uzyska samoświadomość piekło może się okazać całkiem miłym miejscem.


Druga książka z mojego Zambochovego pakietu, cienka (fizycznie), więc poszedłem za ciosem, wiedząc że jeśli nie zrobię tego od razu po rozczarowaniu się "Percepcją", to mogę jej nie ruszyć nigdzie.
Zakup tej książki to był potężny błąd, jest ona tak słaba że nawet nie chcę jej w swojej kolekcji - chyba pójdzie niedługo na sprzedaż. Sci-fi niskich lotów, niesamowicie nudne pierdololo o robotach, pomimo że ksiązka ma nieco ponad 200 stron to nie dałem rady jej skończyć. 1/6.

52. Elantris - Brandon Sanderson

Elantris – gigantyczne, piękne, dosłownie promienne miasto, zamieszkałe przez dobrotliwe istoty, wykorzystujące swoje potężne zdolności magiczne, aby pomagać ludowi Arelonu. Każda z tych boskich istot była jednak kiedys zwykłym człowiekiem, dopóki nie dotknęła jej tajemnicza, odmieniająca moc Shaod. A potem, dziesięć lat temu, magia zawiodła. Elantrianie stali się zniszczonymi, słabymi, podobnymi do trędowatych istotami, a sam Elantris okrył się mrokiem, brudem i popadł w ruinę. Shaod stała się przekleństwem. Nowa stolica Arelonu, Kae, przycupnęła w cieniu Elantris, a jej mieszkańcy starali się jak mogli, aby je ignorować. Księżniczka Sarene z Ted przybywa do Kae, aby zawrzeć polityczne małżeństwo z księciem korony Raodenem. Sądząc z korespondencji, mogła spodziewać się również, że odnajdzie miłość. Dowiaduje się jednak, że Raoden nie żyje, a ona uważana jest za wdowę po nim… Zarówno Teod, jak i Arelon są pod presją zagrożenia jako ostatnie pozostałe bastiony sprzeciwiające się imperialnym zakusom fanatyków religijnych z Fjordell. Sarene postanawia wykorzystać jak najlepiej swoją smutną sytuację i użyć wpływów, aby ukrócić machinacje Hrathena, fjordelskiego kapłana, który przybył do Arelonu, aby go nawrócić i podporządkować swemu panu i swemu bogu. Ani Sarene, ani Hrathen nie podejrzewali nawet prawdy o zniknięciu księcia Raodena, który padł ofiarą dziwnej choroby, uderzającej upadłych bogów Elantris i został zamknięty w mrocznym mieście. Jego próby stworzenia z nędzników zamkniętych wraz z nim rozpoczęło serię zdarzeń, które przyniosą nadzieję Arelonowi i być może nawet odkryją sekret samego Elantris.

Po "przygodzie" z Zambochem potrzebowałem odetchnięcia w postaci jakiejś lepszej literatury. Brandon Sanderson jest obecnie najgorętszym nazwiskiem na scenie fantasy - pomijając oczywiście Martina, który dzięki serialowi wskoczył na półkę hype`u nieosiągalną dla żadnego innego pisarza. Sanderson słynie z tego, że jest nieśłychanie płodny - potrafi pisać I po 2-3 książki rocznie, z czego część to prawdziwe behemoty, I przy okazji utrzymuje dobry poziom - nie to co taśmowi wyrobnicy, którzy co roku wypuszczają nową część swojego tasiemca. Taka jest obiegowa opinia o Sandersonie. Ja dotychczas miałem minimalny kontakt z jego twórczością - w którymś z "Kroków w nieznane" przeczytałem jego opowiadanie "Nowa dusza cesarza" (świetne) I tyle. Skoro wyszła w Polsce jego debiutancka powieść - "Elantris", postanowiłem się za nią zabrać.
Co tu dużo mówić - to faktycznie kawał solidnej fantasy, z bardzo ciekawie nakreślonym światem, dobrze zarysowanymi postaciami I interesującą fabułą. Polecam wszystkim, którzy chcieliby poczytać sobie jakąś dobra książkę fantasy, bez konieczności zanurzania się od razu w wielotomową sagę.
Tymczasem moja przygoda z Sandersonem się dopiero rozpoczyna - mam już wszystkie części Mistborna, aczkolwiek wpierw zabiorę się za "Rozjemcę" który niedawno miał premierę w Polsce. z Archiwum Burzowego Światła sobie poczekam, bo jest to saga planowana na 10 tomów, z czego wyszły dopiero 2, a 3 jest na ukończeniu. Nie uśmiecha mi się czekać po pare lat na kolejny tom, więc zabiorę się za to jak już wyjdzie jakaś sensowna ilość. Jestem człowiekiem cierpliwym

53. Conan i skrwawiona korona - Robert Ervin Howard

Ten ilustrowany tom składa się z trzech z najdłuższych i najsłynniejszych opowieści o Conanie (Ludzie Czarnego Kręgu, Godzina Smoka i Wiedźma się narodzi) - dwie z nich zaczerpnięte są bezpośrednio z maszynopisów Howarda. Zawiera też zbiór wcześniej niepublikowanych i rzadko udostępnianych autorskich szkiców, notatek i wcześniejszych wersji tekstów. Wierni wielbiciele, jak i nowi czytelnicy będą zgodni co do tego, iż Conan i skrwawiona korona zasługuje na honorowe miejsce na półce każdego prawdziwego miłośnika fantasy.

Pierwszą część trzytomowej kolekcji opowiadań o Conanie przeczytałem już parę miesięcy temu (nr. 39) I nie zrobiła ona na mnie specjalnego wrażenia, zatem z drugą zwlekałem. Nadszedł jednak czas I na nią. Drugi tom podszedł mi bardziej - przede wszystkim dlatego, że zawierał w sobie 3 dłuższe opowiadania, zamiast kilkunastu krótszych. Dzięki temu Howard mógł bardziej rozwinąć historię każdego z nich, co z kolei spowodowało że bardziej zainteresowałem się opowiadaną historią. Wrażenia - całkiem pozytywne.

54. Czerwona kraina - Joe Abercrombie

Spalili jej dom.
Porwali jej brata i siostrę.
Ale zbliża się czas zemsty.

Płoszka Południe miała nadzieję pogrzebać krwawą przeszłość i z uśmiechem odjechać w dal, ale zamiast tego będzie musiała odkurzyć dawne paskudne zwyczaje, by odzyskać swoją rodzinę, a nie należy do kobiet, które zawahają się przed uczynieniem tego, co konieczne. Wyrusza w pogoń, zabierając jedynie parę wołów oraz swojego tchórzliwego starego ojczyma Owcę. Jednakże okazuje się, że Owca również ucieka przed krwawą przeszłością, a tej nie da się pozostawić za sobą w pozbawionej praw Dalekiej Krainie.

Pościg powiedzie ich przez jałowe równiny do przygranicznego miasteczka ogarniętego gorączką złota, poprzez konflikty, pojedynki i masakry, wysoko w nieznane góry, gdzie czekają Duchy. A co gorsza, zmusi ich do sojuszu z Nicomo Coscą, niesławnym najemnikiem, oraz jego nieporadnym prawnikiem Temple’em, czyli ludźmi, którym nikt nigdy nie powinien zaufać...


Trzecia "luźna" książka ze świata Pierwszego Prawa (poprzednie dwie: nr. 32 i 48). Może nie taka petarda jak "Zemsta...", ale lepsza niż "Bohaterowie". Dużo się dzieje, powraca sporo znanych i lubianych postaci, weszło mi szybko i przyjemnie. Chcę więcej! (a nie ma )

55. Ostre cięcia - Joe Abercrombie

"Ostre cięcia" to zbiór nagradzanych historiii i nowych opowiadań mistrza mrocznej fantasy, Joego Abercrombiego. Przemoc szaleje, zdrada rozkwita, a słowa są równie śmiercionośne jak oręż w tej galerii zakulisowych rozgrywek, pobocznych historii i zakakujących zakończeń.

Unia jest pełna drani, ale tylko jeden z nich uważa, że jest w stanie samodzielnie odnieść zwycięstwo, gdy nadciągają Gurkhulczycy: niezrównany pułkownik Sand dan Glokta.

Curnden Gnat i jego drużyna wyruszają za Crinnę, by odzyskać tajemniczy przedmiot. Jest tylko jeden kłopot: nikt nie wie, czego właściwie szukają.

Shevedieh, najlepsza złodziejka w Styrii, miota się między kolejnymi wpadkami i katastrofami u boku swojej najlepszej przyjaciółki, a zarazem najgorszego wroga: Javre, Lwicy z Hoskoppu.

A po latach rozlewu krwi pełen ideałów wódz Bethod rozpaczliwie pragnie zaprowadzić pokój na Północy. Stoi mu na drodze tylko jedna przeszkoda – jego własny obłąkany podwładny, najgroźniejszy człowiek na Północy: Krwawa Dziewiątka...


...no, nie do końca nie ma, bo pozostał mi do przeczytania jeszcze zbiór opowiadań, które na przestrzeni lat stworzył Joe. Ich poziom był różny, ale raczej wysoki i fajnie poszerzono w ten sposób historię niektórych postaci. Kolejna przyjemna rzecz od Abercrombiego.

...

-Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gentlyego
Autor: Douglas Adams

Absurdalne, ale z sensem, bo absurdalne. Podobało mi się, ale nie ma tu co więcej pisać. Specyficzny humor i absurd w dobrych proporcjach.

Długi mroczny podwieczorek dusz
Autor: Douglas Adams
O wiele gorsza od pierwszej części, więc i ocena w dół za zawiedzenie oczekiwań. Fabuła nagle się urywa - jakby autor zapomniał jak chciał ją zakończyć, gonił go deadline albo musiał usunąć połowę. Mniej absurdalna a bardziej fantasy, choć dialogi, opisy i spostrzeżenia nadal momentami urocze.

Nostradamus zjadł mi chomika
Autor: Robert Rankin
Podróże w czasie, durne dialogi, kosmici i Adolf Hitler. Czego chcieć więcej od powieści.

Ubu Król
Autor: Alfred Jarry
Interesująca. Zwraca uwagę, że to co było wtedy za nieludzkie pomysły szalonego Ubu - nałożenie 10 procentowego podatku i zaledwie trzech innych - dziś uchodzi za równie szalone. Ale nie dlatego, że "tak wysokie podatki to szaleństwo" i trzeba z tego powodu obalać króla, ale dlatego, że wydałyby się śmiesznie niskie. Gdy czasem ktoś coś przebąknie o konieczności obniżenia obciążeń to podnosi się krzyk i z lewa i z prawa, że to skandal i dziki neoliberalizm i że zbrodnią jest takie pomyślenie. A Ubu za te podatki po prostu pogonili z kraju.

Wykolejony
Autor: Michael Katz Krefeld
Pierwszy raz od dawna zdarzyło mi się przeczytać całą powieść za jednym zamachem. Chciałem sobie poczytać do snu - skończyłem o trzeciej w nocy i zaspałem na uczelnię.

Fabuła zwyczajna - jak to w kryminałach. Outsider ściga jakiegoś psychola. Alkoholizm Rovna nasuwa oczywiste skojarzenia z Harrym Hole, co na początku trochę mnie zniechęciło - bo ileż można wałkować smutnego policjanta alkoholika - ale autorowi udało się zachować resztę cech charakteru nie budząc więcej skojarzeń z Harrym.

Nie lubię też powieści, w których akcja toczy się dwuwątkowo w różnych ramach czasowych. Drażni mnie to. Tutaj mamy nawet TRZY nitki fabularne, każda dzieje się w innym roku. Na szczęście autor wyszedł z tego obronną ręką i sprawił, że każda z linii jest równie interesująca.

No i język. Mimo, że powieść momentami sprawia, że w głowie coś... niepokoi, to jednak napisana jest wyjątkowo lekkim językiem. Czy też raczej - dobrze naoliwionym, po którym czytelnik dosłownie się ślizga i przejście przez powieść mija szybko.

I zasmuca fakt, że to równie dobrze mogłaby być powieść oparta na faktach. I pewnie niestety w dużej mierze jest - przynajmniej w tej części dotyczącej kobiet.



Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Gdy Henry Ford uruchomił pierwszą taśmą produkcyjną, był to przełom - od tej pory samochody zaczęły być masowo produkowane, a co za tym idzie, łatwiej dostępne szerokim masom ludzkim. Zdaje się, że Mróz jest takim Fordem polskiej literatury - odkrył sposób na pisanie powieści w zawrotnym tempie. Co więcej - nie jest to zwykła, kioskowa masówka. Mimo wypluwania kolejnych książek z szybkością karabinu maszynowego, nie tracą one na jakości. Ba, wprost przeciwnie - Mróz pisze coraz lepiej a fabuły mają coraz więcej warstw.

"Świt, który nie nadejdzie" jest doskonałym dowodem, że Mróz nie tylko nie zamyka się w ramach jednego gatunku, ale eksperymentuje, a te eksperymenty mu doskonale wychodzą. Choć "Behawiorystą" pokazał, że nawet gdy tworzy coś do bólu oklepanego to jest to najwyższa liga.

Nie mam się tu do czego przyczepić. Ale nie jest to dzieło literackie z obszernymi opisami, przemyśleniami dotyczącymi jestestwa i celu istnienia. To kawał solidnego mięcha, ze śmierdzącą, brudną, przedwojenną Warszawą pełną kurew, biedy, gangsterów i powiązań.

Choć nie lubię określeń "polskie cośtam, drugie cośtam", tak tu skojarzenie nasuwa się same - to jest "polskie Boardwalk Empire". Doskonale wykreowany świat. Umiejętnie budowane i dawkowane napięcie, co i rusz cliffhangery, sprawiają że nie da się od niej oderwać. I gdybym w pewnym momencie nie spojrzał na zegarek, że jest już czwarta rano, to pewnie łyknąłbym ją na raz.

Mam nadzieję, że powstanie z tego co najmniej trylogia. Do tej pory to najlepsza powieść Mroza. Jestem pod wrażeniem.

...

-Zaginiony
Autor: Michael Katz Krefeld
Jak pisałem przy okazji poprzedniej powieści Krefelda - nie lubię historii, których akcja dzieje się w dwóch liniach czasowych jednocześnie. Choć i tam i tu mieliśmy do czynienia nawet z trzema. O ile poprzednim razem udało się autorowi utrzymywać zainteresowanie na każdym z wątków, tak tu zdecydowanie najciekawsza jest nić z 1989 roku. I na niej mógłby poprzestać. Szalony oficer Stasi niszczący ludzi, doskonale wykreowany, to świetny materiał na dobrą powieść.

Cała reszta zdaje się być tu na siłę.

Uciec z zimna
Autor: John Le Carré
Takie sobie. Fabuła urwana i niewyjaśniona, bohaterzy głównie gadają i tyle. Ale szanuję za obśmianie pożytecznych idiotów pracujących na cześć i chwałę takiego czy innego państwa w imię takiej czy srakiej ideologii. Dziś też takich nie brakuje, choć teraz onanizują się nie do czerwonego sztandaru, ale do fioletowego.


Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Gdy Henry Ford uruchomił pierwszą taśmą produkcyjną, był to przełom - od tej pory samochody zaczęły być masowo produkowane, a co za tym idzie, łatwiej dostępne szerokim masom ludzkim. Zdaje się, że Mróz jest takim Fordem polskiej literatury - odkrył sposób na pisanie powieści w zawrotnym tempie. Co więcej - nie jest to zwykła, kioskowa masówka. Mimo wypluwania kolejnych książek z szybkością karabinu maszynowego, nie tracą one na jakości. Ba, wprost przeciwnie - Mróz pisze coraz lepiej a fabuły mają coraz więcej warstw.

"Świt, który nie nadejdzie" jest doskonałym dowodem, że Mróz nie tylko nie zamyka się w ramach jednego gatunku, ale eksperymentuje, a te eksperymenty mu doskonale wychodzą. Choć "Behawiorystą" pokazał, że nawet gdy tworzy coś do bólu oklepanego to jest to najwyższa liga.

Nie mam się tu do czego przyczepić. Ale nie jest to dzieło literackie z obszernymi opisami, przemyśleniami dotyczącymi jestestwa i celu istnienia. To kawał solidnego mięcha, ze śmierdzącą, brudną, przedwojenną Warszawą pełną kurew, biedy, gangsterów i powiązań.

Choć nie lubię określeń "polskie cośtam, drugie cośtam", tak tu skojarzenie nasuwa się same - to jest "polskie Boardwalk Empire". Doskonale wykreowany świat. Umiejętnie budowane i dawkowane napięcie, co i rusz cliffhangery, sprawiają że nie da się od niej oderwać. I gdybym w pewnym momencie nie spojrzał na zegarek, że jest już czwarta rano, to pewnie łyknąłbym ją na raz.

Mam nadzieję, że powstanie z tego co najmniej trylogia. Do tej pory to najlepsza powieść Mroza. Jestem pod wrażeniem.

Cmentarz w Pradze

Cmentarz w Pradze Umberto Eco - książka zbierała rozmaite recenzje, mnie urzekła jak mało która i na pewno plasuje się w moim top10. Przede wszystkim jest wypełniona po brzegi treścią - Eco jak to ma w zwyczaju perfekcyjnie oddaje ducha epoki o której pisze, przekopuje wpierw masę materiału źródłowego - w tym przypadku przede wszystkim XIX wieczny Paryż i kilka lokalnych konfliktów w Europie Zachodniej. Bazując na faktach, autentycznych wydarzeniach i postaciach historycznych wplata głównego bohatera - antysemitę, podwójnego szpiega, agenta i fałszerza. Mamy tu szczegółowy opis spisków, loży masońskich, wojny wywiadów i funkcjonowania służb specjalnych - wszystko bez jakiś tanich zagrywek i scen akcji. Autor to zupełnie inna liga niż taki Dan Brown - mimo, że obaj korzystali z tych samych źródeł, to Eco potrafi ciekawie opisać spotkania agentów, machinacje polityczne i ideologiczne bez uciekania się do tendencyjnych pościgów i strzelanin. Dużo tu też ciekawostek dla miłośników stricte historii - z publikacji naukowych nie dowiemy się o stanie paryskich burdeli w połowie XIX wieku, o burzliwych losach paryskiej ludności w trakcie kolejnej rewolucji. Czytałem też dwie książki o bitwie pod Sedanem, ale żadna tak ciekawie nie ukazywała podchodów francuskiego i pruskiego wywiadu poprzedzającego konflikt w 1870, żadna też słowem nie wspomina o głodzie i czarnym rynku w czasie oblężenia Paryża, o cenie za ugotowanego kota i ... wielbłąda z lokalnego zoo.



To także książka o nienawiści - na przykładzie antysemityzmu pokazane jest kreowanie wroga, który ma odwrócić uwagę motłochu od spraw rządowych, to także książka o teoriach spiskowych, o tym jak się je kształtuje i czworzy, powielając schematy i formy literackie. Tak jak wspomniałem na początku - to będzie jedna z moich ulubionych książek do której wrócę jeszcze nie raz.

A Feast for Dragons

Nareszcie, po długiej przerwie, skończyłem Ucztę dla Wron oraz Taniec ze Smokami GRR Martina. Czytałem obie książki jednocześnie, zgodnie z http://boiledleather.com/post/25902554148/a-new-readerfriendly-combined-reading-order-for-a. Nie wiem jak bym ocenił książki czytając je osobno, a tym bardziej w dniach swoich premier. Jednak czytając je w taki sposób, razem tworzą niesamowite doświadczenie. Powiedziałbym nawet, że lepsze niż poprzednie tomy.

Gra o Tron, Starcie Królów i Nawałnica Mieczy skupiają się na konfliktach rodów i walce o Żelazny Tron. Zdrada goni zdradę, za głupotę się płaci, nikt nie jest bezpieczny itd. Tomy 4 i 5 są diametralnie inne. Rozdziały postaci są bardziej intymne, wydarzenia nie są wielkie w kontekście świata, ale dla samych postaci. Fabuła nie zrobiła wielu kroków od finału Nawałnicy Mieczy, ale postacie i ich rozwój zrobiły tysiąc. Książki są bardzo introspekcyjne, przepełnione nostalgią, melancholią, przygnębieniem.. są cudowne, po prostu. Po skończeniu zanurzyłem się w fora sympatyków Pieśni i ilość teorii, esejów, analiz jest oszałamiająca. Dopiero wiele z nich pokazało mi geniusz niektórych wątków, na pierwszy rzut oka fillerów (Quentyn jako dekonstrukcja baśni o księciu zaklętym w żabę i przygód jako takich oraz motor napędowy dla działań Dorana i Dorne. Konflikt wewnętrzny Daenerys, która jednak nie jest tylko głupią nastolatką . O całym świetnym wątku Jona nie wspominając. Jest tego wiele.) Martin często cytuje Faulknera; The only thing worth writing about is the human heart in conflict with itself. Uczta i Taniec są właśnie o tym.

Natomiast fabularnie - są to dwa grube tomy, które porządkują świat po chaosie jaki nastąpił w Nawałnicy i przygotowują go pod kolejne wielkie wydarzenia z Wichrów Zimy, kończąc się w wielu miejscach cliffhangerami. Z jednej strony rozumiem zawód wielu fanów, którzy oczekiwali szkojących wydarzeń i narracji podobnej to pierwszych książek, jednak z drugiej wydaje mi się, że takie zwolnienie akcji było potrzebne, a Dżordżi świetnie sobie z tym poradził.

Martin wielkim pisarzem (fantasy) jest. Kropka. Gdyby tylko pisał szybciej...

Autobiografia

Od pewnego czasu Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa chce zrobić ze mnie seryjnego mordercę. Mam niejasne podejrzenia, że będzie chciała to wykorzystać w sądzie jako alibi; "Wysoki Sądzie, działałam w obronie własnej". W każdym razie znosi mi z biblioteki stosy kryminałów i pod presją braku, yyy, obiadu, każe czytać. ~

W ten sposób poznałem prawie wszystkich Szwedów. Oczywiście Stieg Larsson, dla mnie fajny i "post-Larsson" już nie tak bardzo. Za to bardzo dobre i wierne szwedzkie ekranizacje (jeśli ktoś nie lubi czytać) i średnia hollywoodzka. Camilla Läckberg, ciekawa, o ile komuś nie przeszkadza telenowelizm chyba gorszy, niż u Travis z naszego podwórka. ~ Ale Szwedzi w czasie II Wojny Światowej dla mnie byli odkryciem, pewnie dlatego, że nie fascynuje się przeszłością. A tu tak niechcący, przy okazji. Liza Marklund, podobnie, choć chyba groźniej. Ake Edwardson, bardziej brytyjski. Håkan Nesser, dla mnie bomba; chyba od Van Veeterena wolę Barbarottiego z jego rozliczeniami z Bogiem. No i odlotowe "Drugie życie pana Roosa". ~
Zostali mi np. Mankell z Wallanderem, czy Nesbø, ale to Norweg.

Skandynawów przeplatałem naszymi, np. Marek Krajewski, którego uwielbiam, choć w dużej mierze dlatego, że z Wrocka i o Wrocku, nawet jeśli o Lwowie. Joe Alex, w PRLu z innej bajki.

Czasami dostawałem ciut lżejszy kaliber, np. Lilian Jackson Braun z jej "Kotem, który...", sympatyczne, jeśli nie czyta się ciurkiem. Sue Grafton i jej alfabet; szkoda, że nasi tłumacze zrobili bałagan.

Do tego oczywiście klasycy. Arthur Conan Doyle, legendarny, znaczy Sherlock to legenda. Dashiell Hammett jako wstęp do Raymonda Chandlera. Obaj konieczni i wspaniali. BTW przez Bogarta z "Wielkiego snu" dłuuugo myślałem, że w "Sokole maltańskim" Spade jest dla niepoznaki i to jednak Marlow. ~

I Agatha Christie, Królowa, Cesarzowa i Imperatorowa w jednym. Niezwykłe książki, logiczne, zabawne, przewrotne. Czasami trudno uwierzyć, że zostały napisane np. 80 lat temu! ~ Ale to dlatego, że zostały napisane przez niezwykłą osobę. A to prowadzi do zakończenia tego przydługiego wstępu. ~

Otóż przeczytałem ostatnio "Autobiografię" pióra Agaty Christie.

Tak jak jej Autorka, książka jest N I E S A M O W I T A. ~ Pisana była przez piętnaście lat, od 1950 do 1965. Pierwsze zdania powstały w Nimrud w Iraku, ostatnie w Wallingford w Anglii. Niezwykła podróż od czasów późnowiktoriańskich, przez dwie Wojny Światowe, aż prawie do chwil, które sam pamiętam. To w czasie, bo w przestrzeni nawet dookoła świata i na Bliski Wschód (Mosul, Aleppo, w innej epoce, raptem pół wieku temu), oczywiście Orient Expressem.
Całość spisana przez osobę, która nigdy nie przekroczyła progu szkoły (np. czytać nauczyła się sama). Osobę, która nie została pianistką trochę dlatego, że panicznie bała się występów publicznych; śpiewaczką też nie została, raczej dlatego, że mogła być dobra, ale nie na poziomie operowym. Była za to pielęgniarką w trakcie I Wojny Światowej i aptekarką w czasie obu Wojen (trucizny...) i fotografem wypraw archeologicznych na Bliski Wschód. Ale przede wszystkim osobę, która była PISARKĄ. Wszechświatową. I to w tej książce widać. ~

Tu nie ma co opowiadać, to trzeba przeczytać. ~

"Agata Christie to autorka niezwykła. Pisała nieustannie przez ponad pół wieku. Jej powieści kryminalne, przetłumaczone na ponad sto języków, pozostają najlepiej sprzedającymi się tytułami wszechczasów, a sztuka Pułapka na myszy to najdłużej grane przedstawienie w historii teatru. Choć od śmierci królowej kryminału minęło ponad trzydzieści lat, liczba czytelników jej książek stale rośnie.
Autobiografia - opublikowana po raz pierwszy rok po śmierci autorki - ukazuje fascynujące życie Agaty Christie: dzieciństwo, młodość, dwa małżeństwa, dwie wojny światowe, rewolucję obyczajową, podróż dookoła świata, odkrycia archeologiczne na Bliskim Wschodzie... Przede wszystkim jednak to skrupulatny i zaskakująco świeży opis dojrzewania do miłości, do pisarstwa, do życia. Możemy przyjrzeć się geniuszowi autorki z bliska - porywa inteligencją, zaskakuje wyobraźnią, niezwykłym poczuciem humoru, a nade wszystko dystansem do siebie, taktem i przenikliwością spojrzenia.
Na okładce anglojęzycznego wydania Autobiografii można przeczytać: "to najlepsza rzecz, jaką Christie kiedykolwiek napisała".
Nie bez racji.
"

POLECAM ~

Strażnik Skarbu


Strażnik Skarbu - pierwszy tom trylogii kryminalnej - akcja dzieje się w XIX wiecznym Kaliszu - klasyka - jest trup - jest śledztwo - prowadzi je rosyjski agent i żydowski zamożny lekarz. Ciężko to momentami nazwać kryminałem, to w głównej mierze powieść historyczna, dużo tu przypisów, ciekawostek o samym mieście i epoce, sami bohaterowie momentami dukają tak sztuczne dialogi, byleby przegadać losy Kalisza. Miałem wrażenie, że autorka wcisnęła tu całe fragmentu jakiegoś przewodnika-bedekera chcąc się podzielić swoją wiedzą o tym zabytkowym mieście, chyba ku uciesze samych Kaliszan. Ponadto klecąc intrygę czytała chyba jakiś przewodnik "jak napisać kryminał dla opornych", ponieważ rzecz typu "najciemniej jest pod latarnią" to najbardziej oklepany motyw w tym gatunku. Już na samym początku niechcący podaje nam zabójcę na tacy, sugerując jego bezbarwność, niezdarność i nieszkodliwość.



Ale jako powieść historyczna jest to całkiem zgrabna nowelka, czyta się gładko, dla miłośników tamtych, pięknych czasów fajna sprawa.


...

Luna to surowa pani
Autor: Robert A. Heinlein
Szanuję za pstryczki w kierunku etatystów i innych dziwacznych ludzi. Bardzo dobrze i szybko się czyta.

Limes inferior
Autor: Janusz Andrzej Zajdel
Skłania do pewnych refleksji, ale pozostawia ogromny niedosyt - przemyśleń, prztyczków i aluzji można było tu upchnąć o wiele więcej, a deus ex machina zepsuł klimat powieści.

Fundacja
Autor: Isaac Asimov
Całkiem przyjemne.

Metro 2035
Autor: Dmitry Glukhovsky
Cykl: Metro 2033 (tom 3) | Seria: Uniwersum Metro 2033
Mam mieszane uczucia. To już nie jest ta podziemna Moskwa, którą pokochałem; Moskwa, w której każda stacja jest inna i każdy psychol znajdzie to, czego szuka. Moskwa, w której przebycie dwóch kilometrów tunelem, wśród wyciekających dusz, przyprawia o obłęd lub śmierć. To już nie to, nie ma tej magii, klimatu.

Ale tego klimatu - poza paroma przebłyskami - nie było też w Piterze, o M34 nie wspominając (no dobra, jednak wspomniałem).

Pierwsza część to była naiwna historyjka z do bólu wyświechtanym motywem prostego chłopaka, który pod wpływem starszego od siebie mędrca wyrusza w jakąś drogę - zazwyczaj jest to droga zarówno pod względem fizycznym, jakimś odcinkiem trasy do przebycia, jak i Droga do czegoś większego; dojrzewania, dorosłości, odkrycia jakiejś prawdy.

I to nie było jej minusem, tak jak nie jest to minusem baśni, ale jej warunkiem sine qua non; bo M33 to była taką właśnie baśnią. Wielowarstwowa, z której każdy może wyłuskać coś innego - szczególnie na różnych etapach życia, nieco naiwna, piękna, wyjątkowa, refleksyjna, dwuznaczna, niedopowiedziana.

Metro 2035 nie jest takie. Siłą rzeczy nasuwało mi się skojarzenie z Gwiezdnymi Wojnami - bardzo dobra Stara Trylogia (tu w tej roli Metro 2033), potem średnio udana próba powrotu do historii w prequelach (Metro 2034) i w końcu dojrzała, usiana nawiązaniami (wprost dosłownymi), odarta z magii ale wykonana rzemieślniczo doskonale część siódma - dokładnie tak jak Metro 2035.

Widać, że autor dojrzał - w końcu minęło dziesięć lat od wydania pierwszej części, którą z resztą zaczął pisać krótko po uzyskaniu pełnoletniości, a kiełkowała mu w głowie na długo wcześniej. I to wyszło powieści na minus. Zamiast uroczego odkrywania świata i świeżych, młodzieńczych refleksji - bynajmniej infantylnych! - mamy po prostu szare, zimne tunele. I rozpaczliwą próbę autora, by Artem nie dorastał razem z nim, ale nadal pozostał tym pięknoduchem, szlachetnym błędnym rycerzem, który ze względu na swój niepoprawny altruizm w powieściach Ayn Rand zapewne byłby głównym antagonistą - albo, wprost przeciwnie, podrasowałaby go i uczyniła zeń dźwigającego metro na swych barkach zbuntowanego Atlasa. Choć ze względu na kretyński wprost upór i chęć zbawienia świata w pojedynkę, Artem byłby jednak postacią negatywną.

Widać gorzkie aluzje - choć może nazbyt oczywiste - do systemu politycznego, nie tylko Rosji, ale całego świata. I polityka tę powieść zdominowała.

Bardzo lubię motyw upadłej legendy, obdzierania autorytetów z owczej skóry.

Autor eksperymentował też z językiem - specyficzna forma wypowiadania się ludzi w metrze, pourywane zdania, pozjadane słowa, widoczne uwstecznianie się mowy (albo nadinterpretuję).

Na minus głównie motyw z radiostacją i co z tego wynikło oraz Niewidzialnych Obserwatorów. Tak zniszczyć taką piękną baśń. Wydaje mi się, że rozumiem, co autor chciał przekazać, ale motyw "hydry" jest jeszcze bardziej oklepany i w tym wypadku zwyczajnie kiepsko wyszedł. I "tarcza" też mi się nie podoba. Cały ten mały świat pękł, jak bańka mydlana.


Może to i dobrze, że Metro 2035 wyszło jak wyszło. Mieliśmy jedną powieść magiczną, drugą zwyczajnie słabą, a teraz mamy porządną, bezlitosną polityczną miazgę. Nic się nie dubluje, nie ma tu wtórności. Czytało mi się bardzo dobrze.

Ale nadal liczę, że jeszcze kiedyś komuś znów uda się napisać jakąś Podziemną Baśń. Jeśli nie Głuchowskiemu, to komuś innemu, w końcu uniwersum się rozrasta. Wielki Czerw drąży kolejne tunele.

Kongres futurologiczny
Autor: Stanisław Lem
Seria: Lem
Ciekawe ujęcie tematu. Świetne słowotwórstwo.

Re: ...

Zobacz, że czytasz Limes Inferior dzisiaj, ale zobacz kiedy książka byla napisana i kiedy wydana. Przytyczkow i aluzji jest tyle, ile cenzor pozwolił, to w ogóle cud że książka została wydana, a nie poszła na przemiał (a ja jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego wydania). I mimo że czytałem ją pierwszy raz jako dzieciak, do tej pory mi się niezmiernie podoba, jako - dla mnie - najlepsza powieść Zajdla (10/10) - Paradyzja i Cylinder van Troffa "jedynie" 9.5/10.

A zakończenie... zakończenie daję nadzieję, kiedy wydaje się że jesteś w ciemnej d... i nie masz żadnego wyjścia Też zdecydowani aluzyjne, znowu - patrz rok wydania.

Tę książkę należy czytać za pierwszym razem dwa razy pod rząd. Raz dla fabuły, drugi dla wylapania wszystkich smaczków.

Re: ...

Być może to przez kontrast - dzień wcześniej czytałem Lunę, a tam aż roi się od aluzji i prztyczków. Niemniej, jasne, Limes bardzo dobra powieść.

Re: ...

Karaś napisał:
Kongres futurologiczny
Autor: Stanisław Lem
Seria: Lem
Ciekawe ujęcie tematu. Świetne słowotwórstwo.

-----------------------

Tylko głupiec i kanalia....

Przeczytane 2016 #11

-56. Oko świata
57. Wielkie polowanie
58. Smok odrodzony
59. Wschodzący cień
60. Ognie niebios
61. Triumf chaosu
62. Korona mieczy
63. Ścieżka sztyletów
64. Dech zimy
65. Rozstaje zmierzchu
66. Gilotyna marzeń
67. Pomruki burzy
68. Bastiony mroku – Robert Jordan (56-66), Brandon Sanderson (67-68)


Jak zapewne nie zauważył nikt (bo nikt tych postów nie czyta), dość dużo czasu minęło od mojego ostatniego raportu książkowego. A to z prostego powodu: czytałem sobie sagę „Koło Czasu”, tak więc nie było sensu opisywać tylko jej części, tylko poczekałem aż skończy się rok i będę mógł podsumować całość. Pozostał mi jeszcze ostatni tom – „Pamięć światłości”, ale jego już do jutra nie przeczytam, zatem przejdzie na rok kolejny. Tak czy siak: fakt, że w przeciągu jakichś 2 miesięcy przeczytałem 13 z 14 tomów Koła Czasu uważam za świetny wynik, ponieważ raz, że są to spore bestie (średnio ok. 1000 stron każdy tom), a dwa, że już kiedyś czytałem tą serię – wtedy dotarłem do 9 tomu, i zajęło mi to znacznie więcej czasu.
Koło Czasu to największa, najdłuższa saga jaką kiedykolwiek czytałem, tudzież będę czytał (nie mam nawet w odległych planach nic dłuższego). Nie liczę Star Warsów oczywiście, bo to inna kwestia.
O czym to jest? – spytają wszystkie osoby, które jej nie kojarzą. Odsyłam w tym momencie do posta kol. Freedona sprzed 12 lat, w którym sprawnie, a i bezspoilerowo tłumaczy generalne założenia fabuły: http://star-wars.pl/Forum/Temat/5101#127174
Kilka słów ode mnie: Koło Czasu to dzieło monumentalne pod wieloma względami. I objętościowym, i fabularnym. „Epickie” – to słowo, tak często dziś nadużywane, jest adekwatne w określeniu do omawianej przeze mnie sagi. Jest to klasyczne fantasy, opowiadające o walce Wybrańca z Wielkim Złym, podczas gdy w tle mamy wszystko, czego moznaby oczekiwać od epickiego fantasy: wojny, bitwy – wielkie i te mniejsze, politykę, mnogość frakcji i wątków pobocznych.
Jakościowo Koło Czasu stoi na dość wysokiej półce – nie na najwyższej, ale krzywdą dla tej sagi byłoby umieścić ją gdzieś niżej. Znam kilka lepszych, ale zdecydowanie więcej gorszych. Gdzieś w okolicach 6 tomu poziom zaczyna lekko spadać, wątki zaczynają się ciągnąć, postacie kręcą się po świecie tak byleby tylko nie popchnąć za bardzo fabuły do przodu, co ma swoją kulminację w już naprawdę słabym tomie 10 (który de facto możnaby zmieścić w jakichś 100 stronach). Saga rozplanowana była na 12 tomów, po premierze 11 jej autor – Robert Jordan – zmarł. Nie chciałbym tu zabrzmieć zbyt chamsko bądź nieczule, ale to uratowało tą serię, bo jej zakończenie powierzono innemu autorowi – Brandonowi Sandersonowi, który wywiązał się z tej roli fantastycznie, tchnął nowe życie w fabułę stojącą właściwie w miejscu. Oświadczył że nie da rady zamknąć tej sagi w jednym tomie, rozłożył całość na trzy (stąd 14 a nie 12 tomów). I faktycznie, wątków namnożyło się tyle, że tomy 12-13 są naładowane akcją, rozwiązaniami spraw poruszonych wcześniej, a wciąż jeszcze pozostało wiele. Przede mną, jak już pisałem, ostatni tom sagi, więc nie wiem jeszcze jak de facto się kończy, ale jestem dobrej myśli.
Ten właśnie przypadek nasuwa mi sprawę Martina i PLiO – nie życzę mu naturalnie śmierci ale myślę że dobrze by było, gdyby przekazał zakończenie swojej sagi jakiemuś sprawnemu pisarzowi, który podszedłby do tego z nowym spojrzeniem, entuzjazmem i ikrą, której Martinowi – podobnie jak Jordanowi – w pewnym momencie zabrakło. W przypadku „Koła Czasu” zadziałało to fantastycznie.
Jeśli ktoś ma ochotę na prawdziwie rozbudowaną, epicką opowieść, to polecam. To przedsięwzięcie które wymaga dużo czasu, ale myślę że warto.

69. Wyznania łgarza – Phillip K. Dick

Jack Isidore kolekcjonuje nikomu niepotrzebne przedmioty, wierzy, że Ziemia jest pusta w środku. Jest tak nieprzystosowany do normalnego życia, że jego siostra wraz z mężem zabierają go do domu na wsi. Jednak świat kalifornijskiej prowincji okazuje się równie odcięty od rzeczywistości jak tytułowy łgarz.

Właściwie to książkę przeczytałem przed „Bastionami mroku”, ale nie chciałem rozwalać ciągu numeracji. Będąc w domu na święta, przeczytałem sobie tą – dość krótką – powieść Dicka. Niestety, jest to jedna ze słabszych jego pozycji, jakie czytałem. Nuda – to mój główny zarzut do niej. Przeczytałem, odłożyłem na półkę i szybko zapomniałem – tydzień po lekturze tak mniej-więcej jestem w stanie powiedzieć o czym to było. O czym? Właściwie o niczym. Ot, opowieść o lekko chorym psychicznie człowieku i jego właściwie zdrowych, acz znacznie bardziej destrukcyjnych krewniakach. Nic wielkiego, a jak na Dicka to już w ogóle – na książkach tego autora praktycznie nigdy się nie nudziłem.

To tyle na ten rok, za niedługo pewnie pokuszę się o jakieś podsumowanie czytelnicze, jako że wszystkie przeczytane w tym roku książki opisałem w tym temacie.

Odd Thomas

Tytuł :Titanic-Pamiętna Noc "A NIGHT TO REMEMBER"
Autor: Walter Lord

Titanic-tym statkiem interesuję się od kilkunastu lat i gdy myślałem że o statku wiem już wszystko w ręce wpadła mi książka Waltera Lorda .Opisuje ona szczegółowo ostatnie chwile liniowca od tego co działo się ze statkiem ,do zachowania załogi i pasażerów podczas tonięcia.Autor konsultował się z wieloma świadkami feralnej nocy dzięki czemu dostajemy niezwykle realistyczną relację wydarzeń z kwietnia 1912 r. Napisana w 1955 książka do disiaj budzi wiele emocji .Serdecznie polecam .

44


Czterdzieści i Cztery - od kilku lat rzadko czytam fantastykę, jeszcze rzadziej autorstwa polskiego pisarza, ale tej nowości nie mogłem sobie odmówić. Alternatywna wersja historii, gdzie w 1830 odkryto właściwości etheru pozwalające na podróże do światów równoległych. Wynaleziono też bronie energetyczne i powietrzne krążowniki - kampania Napoleona potoczyła się nieco inaczej, na korzyć korsykanina ale już Polacy z kolejnym powstaniem ponieśli sromotną klęską, wysadzeni wraz z całym Wilnem przez armie Cara. Europejskie mocarstwa zakładają poprzez etherowe bramy kolonie np. Londyn2, Petersburg3, ale nie są to pełne futuryzmu placówki nowej ery, tylko robotnicze getta, pełne niechcianych na matczynej ziemi imigrantów i robotniczego plebsu. Trwa eksploatacja nowych światów, eksperymenty z nową bronią i obcymi rasami. W tak ciekawe rewiry zachodzi bohaterka powieści - Eliza, były powstaniec teraz agentka polskiego podziemia niepodległościowego. Co tam się dzieje ! Jest Napoleon, Mickiewicz i jego dziady, Słowacki i Emilia Plater oraz wiele innych postaci historycznych. Wszystko spisane lekko ale z pasją bez grafomańskiego kolorytu. Znakomita powieść przygodowa, polecam nawet tym co nie trawią steampunku i historii, sam zamówiłem sobie pierwszą powieść autora Piskorskiego "Cienioryt" by dać mu zarobić bo zmajstrował bardzo dobre czytadło. Polecam.


M. Grzebałkowska - Beksińscy. Portret podwójny.

Książka o Beksińskich, to druga pozycja M. Grzebałkowskiej, którą miałem okazję przeczytać:

http://star-wars.pl/Forum/Temat/16788#619281

Książka jest utrzymana w tym samym reporterskim tonie. Wartko się czyta, ale do pewnego momentu. Dla mnie ciężkie były te rozdziały, które były poświęcone Tomaszowi, aczkolwiek o tym będzie poniżej dla czego tak się stało. Cieszy szerokie dotarcie do członków rodziny, znajomych i świadków zdarzeń. Ogromną zaletą jest także bogata bibliografia.

Wnioski po tej lekturze nie są zbyt optymistyczne. Sam Zdzisław, to mieszanina niezwykle pozytywnego usposobienia, kultury, a jednocześnie fobii, przyzwyczajeń, wygodnictwa, uprzedzeń i pewnej interesowności. Brak mu asertywności wobec wyzwań czy też osób, ale potrafił również traktować ludzi instrumentalnie. Tomasz, to pod wieloma względami kopia ojca. Równie niechętny przyrodzie co ojciec, ale uwielbiający jak on przesiadywanie w czterech ścianach. W odróżnieniu od rodziciela potrafiący być bardzo negatywnie nastawiony do ludzi, nie potrafiący przyjąć do świadomości, że świat nie dopasuje się do niego, lecz to on musi dostosować się do świata. Depresyjny, pełen niechęci do innych, wyobcowany. Jednocześnie spec od muzyki, tłumacz filmowy i miłośnik horrorów, który gardził opiniami tych, którzy pozwolili sobie na odmienne zdanie np.: w sprawie nowych nurtów w muzyce rozrywkowej. Musiałem po każdym rozdziale z Tomaszem w tle robić przerwy, bo człowiek łapał doła po takiej dawce pesymizmu, jaką młody Beksiński ciągnął za sobą. O Zofii - żonie Zdzisława - jest tu najmniej, ale nie znaczy to, że najmniej znaczyła. De facto całe swoje życie poświęciła artyście. Podporządkowała swoje pasje, zainteresowania, jak i kwestię wiary. Syna niemal gotowa była zagłaskać na śmierć. Była totalną przeciwwagą w tym względzie dla Zdzisława, który brzydził się dotyku i okazywania jakiejkolwiek formy empatii jedynakowi. Miała ogromne możliwości, aby wpłynąć na obu i zapobiec tragedii, lecz niestety była całkowicie zajęta usługiwaniem całej rodzinie. Czasu i pewnego samozaparcia zabrakło.

To tylko wierzchołek góry lodowej, o którą finalnie rozbił się okręt rodziny Beksińskich, bo wspomnieć należałoby o wpływie rodziców Zdzisława, którzy także zaistnieli na kartkach tej wyśmienitej książki, a którzy mieli niebagatelny wpływ na efekt końcowy. W końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. Na mnie, ta lektura zrobiła piorunujące wrażenie. Jest tu miejsce na anegdoty artysty, po których wyje się ze śmiechu, a obok nich współistnieje tak ciężki klimat, po którym występuje totalne przygnębienie. To książka o sztuce, o codziennych problemach, o tragedii i o życiu, którego jesteśmy kowalami. Piękni ludzie z ciężkim bagażem, ciągnącym w niewłaściwym kierunku.

Polecam.

Podsumowanie czytelnicze 2016

Dobiegł końca rok 2016, udało mi się nie paść ofiarę zniechęcenia czy lenistwa i do końca roku systematycznie opisywałem wszystkie przeczytane przeze mnie książki.

Było ich w sumie 69 - to świetny wynik, poprawiający moją życiówkę o 7 pozycji (z 2015r., dlatego widzę wyraźną tendencję zwyżkową, która mnie cieszy). Dodatkowo, były to książki o zadowalającym mnie poziomie, także jakościowo też wypadło dobrze.

Oto linki do wszystkich 11 postów:

#1: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/16788#631748
#2: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/16788#635831
#3: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#636230
#4: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#637471
#5: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#639758
#6: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#642017
#7: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#644429
#8: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#646133
#9: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#647796
#10: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#651462
#11: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#658850

Zacząłem tutaj wymieniać wszystkie książki, które mi się naprawdę podobały - ale było ich zbyt wiele, bez sensu wymieniać wszystkie. Za highlighty 2016 uważam:
- dokończenie kilku cykli: Kronik Czarnej Kopanii (jedna z najlepszych sag fantasy, jakie czytałem), "Skoków..." Donaldsona (świetne sci-fi), powieści ze świata Pierwszego Prawa Abercrombiego
- powtórka Koła Czasu, tym razem z zakończeniem (też solidne fantasy),
- wyszedłem na bieżąco z cyklem Endera,
- zakupiłem wszystkie interesujące mnie książki z cyklu "Uczta Wyobraźni", większość z nich już przeczytałem,
- trochę klasyki, czyli 4 zbiory opowiadań Roberta E. Howarda i "451° Fahrenheita" Bradbury`ego,
- pierwsza od czterech lat książka SW,
- zapoznałem się z cyklem Honorverse - i przekonałem się że nie jest on dla mnie,

Co by to było za podsumowanie bez TOPki? No właśnie. Najlepiej oceniam:
"Upadek smoka", Peter Hamilton (6/6)
"Przedrzeźniacz", Walter Tevis (6/6)
"Odwrócony świat", Christopher Priest (6/6)
"451° Fahrenheita", Ray Bradbury (6/6)
"Żołnierze umierają", Glen Cook (5,5/6)
"Pokój", Gene Wolfe (5,5/6)
"Diaspora", Greg Egan (5,5/6)
"Składany nóż", K.J. Parker (5,5/6)
"Bastiony mroku", Brandon Sanderson & Robert Jordan (5,5/6)
"Zemsta najlepiej smakuje na zimno", Joe Abercrombie (5,5/6)
"Czerwona kraina", Joe Abercrombie (5,5/6)

Co do 2017: podejrzewam, że przeczytam mniej książek niż w minionym roku. Nic nie szkodzi - to w końcu nie wyścigi. W 2016 miałem sporo wolnego czasu, którego w 2017 nie będę już miał - podejrzewam, że to może być moja "życiówka" na wiele lat. Mam w planach kilka większych serii, sporo pojedynczych książek, chciałbym też odświeżyć sobie parę, których już dawno nie czytałem. Zobaczymy jak to wyjdzie.

Nie sądzę natomiast, żebym 2017 również tu opisywał. Projekt wydaje mi się niewypałem, podejrzewam że praktycznie nikt tych postów nie czytał (ani nikogo nie zachęciły do lektury którejś z opisanych przeze mnie książek). Jedyną odpowiedzią jakiej się doczekałem w ciągu tego wszystkiego był post Urthony, w którym poprawiał błąd który popełniłem.

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

Shedao Shai napisał:
Nie sądzę natomiast, żebym 2017 również tu opisywał. Projekt wydaje mi się niewypałem, podejrzewam że praktycznie nikt tych postów nie czytał (ani nikogo nie zachęciły do lektury którejś z opisanych przeze mnie książek). Jedyną odpowiedzią jakiej się doczekałem w ciągu tego wszystkiego był post Urthony, w którym poprawiał błąd który popełniłem.
-----------------------
Oj tam oj tam. To, że nikt Ci nie odpisuje, to nie znaczy, że nikt nie czyta. Ja tam - na ten przykład - czytam. Co mnie zainteresuje, to sobie nawet odnotuję. Tak więc, nawet jakbyś w 2017 r., przeczytał zaledwie 1 książkę pokroju "Kryształowa gwiazda", to daj znać że paździerz to jest. Dzięki temu, człowiek na minę się nie właduje.

A tak w ogóle to zazdroszczę czasu na drobne przyjemności, takie jak czytanie. Ech, a tak człowiek marudził, że czasu ma dużo na literaturę. A teraz tylko kierat.

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

Ja tam czytam ;P Tylko ciężko komentować, skoro nie zaliczyłam żadnej z wymienionych pozycji ;P

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

Oj tam, oj tam. Ja w temacie Lorna o grach napisałem posta mimo że też w żadną z gier które opisywał nie grałem

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

Dobra, będę ci odpisywać jakie żenujące pozycje na granicy czytalności udało mi się wyrwać najmroczniejszym zakątkom internetu

ja czytam

wszystkie posty w tym temacie, niektóre rzeczy sobie odkładam, ciężko dyskutować o książce, której się nie czytało.

To nie film

Pisz dalej. Dla mnie

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

Pisz, pisz, łatwiej znaleźć czas na reckę, niż na książkę. Niestety. ~

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

OK - widzę, że odzew się znalazł. To miło. Faktycznie ciężko jest dyskutować o książkach których się nie czytało, aczkolwiek nie taki spam już popełnialiśmy na tym forum

2017 też będzie

Re: Podsumowanie czytelnicze 2016

też czytam twoje recenzje, a jak, nie komentuje bo zwyczajnie nie mam czasu ale temat regularnie odwiedzam i wertuję, wracam też do poprzednich postów, jeden z najbardziej wartościowych tematów na bastionie

...

Ok, pierwsza powieść w tym roku. W zeszłym było 48 od września, wcześniej nie czytałem z braku czasu.

Wotum Nieufności
Remigiusz Mróz

Zawód. Może nie rozczarowanie, ale na pewno zawód.

To ósma powieść Mroza, po którą sięgam, więc pewne pojęcie i zdanie o jego dziełach mam - a mam takie, że to mój ulubiony polski autor i jeden z ulubionych w ogóle. Pomyślałby ktoś, że mam w takim razie zbyt wygórowane oczekiwania - a jest wprost przeciwnie. Choć na każdą nową powieść czekam (zazwyczaj niezbyt długo, bo RM funduje nam Blitzschreib), to nie nakręcam się za bardzo ani nie tworzę marzeń o kolejnej mrożącej krew w żyłach zagadce. Po prostu czekam.

Do tej pory za każdym razem otrzymywałem bardzo dobrą łamane przez świetną powieść. A tym razem... przez większą część powieści po prostu się nudziłem. Nie udało się autorowi zbudować napięcia ani utkać pasjonującej intrygi - a przynajmniej takiego napięcia, które bym odczuwał, ani takiej intrygi, by mnie wciągnęła. Ani jednego ani drugiego po prostu w tej powieści nie zauważyłem.

Zdanie z okładki o "polskim House of Cards" pasuje do tego aż za dobrze - ale nie jest to komplement. Za dużo jest tu motywów żywcem wyrwanych z HoC - młody prawicowiec, wschodząca gwiazda polityki, czerpiąca siłę z internetów i kontaktu z wyborcami? Checked. Socjopatyczne, aseksualne małżeństwo polityków z żoną-sternikiem? Checked. Wierny pies od każdej roboty? Checked. Strażnik-przyjaciel? Checked.

Za dużo tego. Zamiast stworzyć zupełnie nowe postacie, zupełnie nowe osobowości - co Mróz niejednokrotnie udowadniał że doskonale potrafi - mamy tu kalkę z amerykańskiej serii, w dodatku, przykro mi to pisać, ale niezbyt udaną.

Co się za to udało to - jak zwykle - doskonałe prztyczki w kierunku lewicy, prawicy i całej reszty. Przemycony motyw bezmyślnego szczucia, które może prowadzić do tragedii, a debata? Chochoły i bełkot kandydatów żywcem wyjęte z prawdziwego życia. Jak pisałem przy okazji innej powieści, podczas gdy zwykły komentator chcąc skomentować jakieś wydarzenia po prostu pisze jakiś felieton, Mróz pisze całą powieść. Tak jest i tym razem. Docinki w kierunku każdej z opcji bezlitosne, ale i wyważone, tak że do dziś nie wiem jakie poglądy ma autor - i za to szacun.

Pewnym zaskoczeniem było określenie WiLu mianem partii libertariańskiej - skoro proponowali podatki degresywne oraz chwalili inwestycje Unii Europejskiej - ale jestem sobie skłonny wyobrazić, że gdyby libertarian było w Polsce więcej niż trzech i udałoby im się utworzyć partię, to ich poglądy mogłyby się nieco rozmyć. Lepiej by tu pasowała zwykła partia liberalna, i to w schyłkowym okresie, gdy liberalne partie całego świata skręciły mocno w kierunku etatyzmu. Ale i tak interesujące, że autor wplótł gdzieś tę ciekawą, choć niestety na razie nicnieznaczącą ideologię.

No i zawarł też "gumę Turbo". Przypadek? Podoba mi się, że świat u Mroza jest taki... rzeczywisty. Jakbym czytał o prawdziwych wydarzeniach z prawdziwego świata, a nie z rzeczywistości alternatywnych. A to dodatkowe utrudnienie, bo co za sztuka stworzyć alternatywny świat, w którym autor może sobie na wszystko pozwolić? Trudniej jest przenieść rzeczywistość na papier i odpowiednią ją ponaginać. A to właśnie Mróz robi i to też na plus.

To ma być pierwsza część trylogii, więc może w następnych Mróz będzie znowu Mrozem a nie jakimś Przymrozkiem. Na to liczę, bo seria ma potencjał, ale ta powieść to, szczególnie przez pryzmat wcześniej twórczości RM, zwykłe nieporozumienie.

PS swoją drogą niepokoi mnie, że dookoła Mrozu tworzy się karyniarska fanbaza wrzeszcząca ciągle "chyłka chyłka". Sryłka. Naprawdę wystarczy dać główną rolę kobiecie w przyzwoitej powieści, by mieć stada adoratorek?

Learning, learning

U mnie rok czytelniczy zaczął się naukowo XD Najpierw Gwiazdkowy prezent czyli "Dalej niż Boska Cząstka" Leona Ledermana i Chrostophera Hilla, a potem "Paradoks" Jima Al-Khalilego.

"Dalej niż Boska Cząstka" - potencjalnie zainteresowanym z pewnością nie trzeba tłumaczyć czym jest tytułowa cząstka. Książka w pewnym sensie mnie zawiodła, bo oczekiwałem przede wszystkim szczegółowego opisu tego co o cząstce wiemy, czego się dowiedzieliśmy o niej dzięki jej formalnym odkryciu i co będzie dalej; jakie otwiera nowe możliwości fakt że ją znaleźliśmy. I tego w książce jest... Mało. Autorzy skupiają się na tym jak doszło do jej zapostulowania, a później odkrycia. Po drodze opisują oczywiście szereg innych teorii i odkryć. Żeby nie było wątpliwości - to dobra, rzetelna i interesująca pozycja, tylko trzeba po prostu wiedzieć czego się spodziewać. Ja się trochę pomyliłem, ale wciąż było warto. Autorzy to oczywiście fizycy cząsteczkowi (w tym jeden noblista), choć bynajmniej nie należą do grona odkrywców bozonu Higgsa.

"Paradoks" - czyli 9 największych zagadek współczesnej nauki, wśród nich paradoksy Zenona (`Achilles i żółw`, `paradoks strzały`, `ruch nie istnieje`), Demony Maxwella i Laplace`a, Kot Schroedingera, Paradoksy Fermiego, Olbersa, Dziadka, Bliźniąt i... Ech; ostatniego nie pamiętam. Wszystkie hipotezy szczegółowo omówione, najpierw pod kątem historycznym, a potem wyjaśnione jak nauce udało się dany paradoks rozwiązać. Również ciekawa i niepozbawiona humoru pozycja, zwłaszcza dla nerdów którzy lubią znęcać się nad kotami i dziadkami. Sam autor jest profesorem fizyki i posiadaczem kilku medali za zasługi w popularyzowaniu nauki.

Styczeń

Stoi pod znakiem publikacji historycznej "XIX wiek - przeobrażenie świata" - nie powinno się jej czytać na raz ale co pocznę, nie potrafię poczytywać na raty. I tak też mam rozdziały stricte statystyczne o rosnącej populacji etc. jak i arcy-ciekawe dla mnie analizy wojen, zamachów i rewolucji. Dla miłośników epoki obok trylogii Hobsbawna pozycja obowiązkowa.

Przeczytane 2017 #1

Nowy rok, nowe książki

1. Pamięć światłości - Brandon Sanderson, Robert Jordan

Czternasty (ostatni) tom Koła czasu, które to szerzej omówiłem tu: http://gwiezdne-wojny.pl/Forum/Temat/20890#658850
Zatem kilka słów na podsumowanie (mogę się nieco powtarzać). To dobra saga. Nie wybitna, ale dobra; fani fantasy zdecydowanie powinni się z nią zapoznać, zresztą poleciłbym ją większości naszej bastionowej społeczności. Z zastrzeżeniem, że nie jest to nowoczesne fantasy w stylu, do jakiego nas przyzwyczaili Erikson, Martin czy Sanderson (Sanderson napisał ostatnie trzy tomy, ale totalnie zachował klimat i konwencję Jordana). To nie jest jakiś zarzut, po prostu warto być tego świadomym siadając do lektury. Fani Władcy Pierścieni powinni być zadowoleni - Koło Czasu jest do niej chyba najbardziej zbliżone, można dostrzec podobieństwa i w fabule i w kreacji świata. To nie dziwi, bo Jordan otwarcie mówił o tym że LotR był jedną z jego największych inspiracji (jak i 90% pisarzy fantasy, swoją drogą). Podkreślam: to ani plus ani minus tej sagi, bardziej obserwacja i wskazówka, komu może ona podejść bardziej a komu mniej.
Jest to wymagająca przygoda - 14 tomów, średnio każdy po 1000 stron. Jeśli ktoś czyta powoli i niewiele, to powinien to też mieć na uwadze, bo może go to zająć na długie miesiące. Mi samemu zleciały na tym równe dwa miesiące, a czytałem bardzo dużo i w dobrym tempie.
Ale przejdźmy do samego ostatniego tomu. Jest on w mojej opinii również najlepszym tomem, co uważam za fantastyczną sprawę, bo w końcu jakże często zakończenia serii (czy to książkowych, czy ty filmowych, czy to telewizyjnych) są niesatysfakcjonujące, prawda? To jest. Nie w 100%, ale tak w 90%, wszystkie najważniejsze kwestie zostały zamknięte i co najwyżej chciałbym żeby epilog miał jakieś 50 stron więcej, tak co by pokazać losy większej ilości postaci po Ostatniej Bitwie, zapewnić zamknięcie większej ilości drugoplanowych charakterów i wątków. Niemniej i tak - czapki z głów, że Sandersonowi udało się tak ogarnąć nawałnicę fabularną która nabudowała się przez te wszystkie tomy. To było nielada wyzwanie i on jemu sprostał.
Nie będzie spoilerem jeśli powiem, że od początku sagi zapowiadana jest Ostatnia Bitwa, czyli walka Smoka Odrodzonego z Czarnym (i walka sił ich popleczników). Tu w końcu do niej dochodzi - baa, jakieś 2/3 książki to właśnie ta bitwa. Jest epicka w najczystszym tego słowa znaczeniu. Najlepsze skojarzenie wg. mnie to bitwa o Iglicę, czyli finalne starcie z Malazańskiej Księgi Poległych. Tam też właściwie pół książki to bitwa, potężna, wielofrontowa, wieloetapowa, epicka tak ze świszczy między uszami. Łyknąłem ją jednym tchem, bo nie umiałem się oderwać od lektury. Tak samo było tutaj. Nie będę mówił nic więcej - to zbyt wazna rzecz, żeby ją zaspoilerować, a piszę to to ludzi którzy sagi nie czytali. Jeśli ktoś też ją skończył i chce ponerdzić, to zapraszam poniżej - ukryjemy się w tagach [ spoiler ]
W każdym razie: zakończenie jest świetne. Jestem bardzo usatysfakcjonowany lekturą; Pamięć światłości to pierwsza część sagi która dostała ode mnie 6/6. I to był też dobry sposób na czytelnicze rozpoczęcie roku

2. The Wheel of Time Companion - Robert Jordan, Harriet McDougal, Maria Simons, Alan Romanczuk

Swoista coda dla Koła Czasu. Wydana już po zakończeniu serii encyklopedia, zawierająca wpisy o... praktycznie wszystkim. Postaciach, przedmiotach, wydarzeniach, termiologii świata Koła Czasu. Coś, co w bardzo dobry sposób porządkuje wiedzę pozyskaną na przestrzeni 14 tomów sagi. Niewydane w Polsce i sądzę że nigdy tak się nie stanie, więc jeśli ktoś jest fanem, to warto sobie to sprowadzić z zagranicy. Twarda okładka, dobry papier, ładne wydanie, mnóstwo informacji. Jest to nie tyle książka, którą się czyta od deski do deski, co kompendium wiedzy, do którego wraca się w poszukiwaniu konkretnej informacji. Dobra rzecz. Żeby tak każda saga fantasy doczekała się czegoś takiego.

3. Młot - K.J. Parker

Gignomai jest najmłodszym z braci w obecnym pokoleniu rodziny met`Oc, arystokratycznego rodu zaliczanego niegdyś do najbardziej wpływowych, obecnie zesłanego na odległą wyspę za udział w niemal zapomnianej wojnie domowej.
Siedemdziesiąt lat temu, na tym dalekim skrawku lądu założono kolonię. Wedle planów, jej mieszkańcy mieli parać się wydobyciem srebra. Niestety, kruszcu nie znaleziono.
Teraz pomiędzy met`Ocami a kolonistami panuje niepewny pokój. Wygnani arystokraci są tolerowani, jako że jedynie oni posiadają broń – w powszechnej opinii konieczną do obrony przed dzikimi, pierwotnymi mieszkańcami wyspy.
Wkrótce Gignomai odkryje, czego dokładnie spodziewa się po nim rodzina i co to znaczy sprzeciwić się więzom krwi. To on jest młotem, spod którego strzeli iskra rozpalająca krwawą i brutalną wojnę.


Druga - i niestety ostatnia - książka K.J. Parkera wydana w Polsce, którą zakupiłem kiedyś za grosze na wyprzedaży Świata Książki. Ot, czytałem kiedyś jego opowiadnie i mi się podobało, to wziąłem książki. Pierwszą z nich - "Składany nóż" - opisałem w którymś z zeszłorocznych postów. Teraz przyszedł czas na drugą - tak samo dobra. Błyskotliwy pomysł na fabułę, dobry język, ciekawy rozwój postaci. I dla mnie - świetny odpoczynek po gigantycznej serii. Ocena: 5,5/6 (tak samo jak "Składany nóż"). Warto mieć tego autora na oku!

4. Nie ma wędrowca - Wojciech Gunia

W położonym na odludziu tartaku zwanym Bazą pracę podejmuje nowy stróż nocny.
Dręczony nienazwaną traumą mężczyzna szybko wnika w historię pełnego tajemnic życia swojego zmarłego poprzednika, świadka dramatycznych wydarzeń z przeszłości.
Tymczasem nadciąga zima, a wraz z nią skryte w zamieci widma; niesione lodowatym wiatrem echa popełnionych tu niegdyś zbrodni. Zima, w której śnieżnych objęciach wędrują ramię w ramię i prawda, i śmierć.


Relaksu po Kole Czasu ciąg dalszy Książka zakupiona na spontanie - ot, kiedyś gdzieś przeczytałem że takowa wychodzi, opis fabuły brzmi fajnie, cena bardzo przyjemna, no to wziąłem. Po pierwsze: to nie tyle książka, co większe opowiadanie (~160 stron). Po drugie: grozy w tym jak na lekarstwo, przez pierwsze 140 stron autor skupia się na gawędziarstwie i rozważaniach filozoficznych, właściwie nawet się nie stara przestraszyć w jakikolwiek sposób czytelnika. Podejmuje tą próbę dopiero w przeciągu ostatnich dwudziestu stron i wychodzi mu to przeciętnie ze wskazaniem na słabo. Ogólnie, nie jest to bardzo zła książka opowiadanie, ale jeśli ktoś szuka horroru to będzie rozczarowany. Krótkie, dość lekkie, ale też niezbyt satysfakcjonujące. Ja w każdym razie od tego autora już nic więcej nie łyknę, a i wam nie polecam.

5. Upadek - Chuck Hogan, Guillermo del Toro

Druga część trylogii książkowej "Wirus", w oparciu o którą powstaje obecnie serial "The Strain". Serial bardzo lubię, prezentuje ciekawy mix opowieści o epidemii, wampirach i apokalipsie. Pierwszy tom książki był praktycznie dokładnie odwzorowany w serialu, więc jego lektura była dla mnie nieco nużąca - bo doskonale wiedziałem co będzie dalej, i to z dokładnością do sceny. W drugim tomie pojawiają się lekkie różnice, ale dalej - czuję się jakbym ponownie oglądał serial, tyle że skompresowany. Drugi tom przekłada się na 2 i 3 sezon serialu. W serialu niektóre wątki zostały rozbudowane w porównaniu do książkowego pierwowzoru. I teraz mam dylemat jak ocenić tą pozycję. Z jednej strony - nie jest zła, o nie. Z drugiej - no, nudziłem się. Uważam, że jeśli ktoś już widział serial to nie ma sensu czytać książki. Jesli nie widział... to chyba i tak poleciłbym obejrzec, zamiast czytać
Obecnie w Stanach powstaje 4 i ostatni sezon serialu, oparty o 3 tom trylogii - The Night Eternal, którą to mam nadzieję, że w tym roku wydadzą też u nas. No ale zajmuje się tym Zysk, wiec nigdy nie wiadomo. Kupię i przeczytam, ale bez specjalnej podniety.

H.P. Lovecraft

Wziąłem sobie do czytania tomik opowiadań Lovecrafta: "Sny o terrorze i śmierci", otworzyłem, zacząłem czytać wstęp, i jakoś mnie tak tknęło: a jak to jest z tymi opowiadaniami, gdybym chciał taki w miarę możliwości kompletny przegląd jego twórczości, to jakie wydania powinienem kupić? No i tak oto zamiast czytać, spędziłem ostatnie ~2h robiąc risercz i próbując się rozeznać w wydanych u nas edycjach zbiorów opowiadań. A skoro już zdobyłem tą wiedzę, to się nią z wami podzielę, może komuś się przyda:

Najkompletniejszy zestaw opowiadań twórczości Lovecrafta w jednej serii wydawniczej można zdobyć kupując trzy książki wydane przez Zysk:
1. Droga do szaleństwa (2004)
2. Opowieści o makabrze i koszmarze (2008)
3. Sny o terrorze i śmierci (2008)

Niestety, z racji wieku nie są one już dostepne w szerokiej sprzedaży. Trzebaby szukać na Allegro; wyszukiwałem przed chwilą "Opowieści o makabrze i koszmarze" (bo to jedyna z tych trzech książek, której nie mam), to cena za dobry egzemplarz obecnie przekracza cenę okładkową (koło 60 zł trzeba dać).

W 2008 roku Zysk wypuścił również swoistą kompilację tych trzech tomów, zawartą w: "Najlepsze opowiadania", tom 1 i 2. Te wciąż są dostępne w sprzedaży.

Wydawnictwo Vesper wydało dwa tomy opowiadań w miękkiej i twardej okładce, do wyboru. Są to:
1. Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści (2012)
2. Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne (2016)

Oba wydania są w nowym przekładzie, wg. informacji z hplovecraft.pl - znacznie lepszym niż poprzedni. Łącznie w obu tomach znajduje się 38 opowiadań. W trzech tomach od Zysku - 70. Niby spora różnica ilościowa, jednak pamiętajmy że te od Zysku są już niedostępne, pomijając kompilację "Najlepsze opowiadania t. 1 i 2", w których to łącznie jest jedynie... 14 opowiadań. Dodatkowo, różnica w przekładzie zdaje się być naprawdę istotna. Twórcy hplovecraft.pl twierdzą również, że w tych dwóch tomach od Vesper znajdują się najlepsze i najważniejsze dzieła Lovecrafta.

Zatem mój wniosek jest taki: jeśli ktoś chciałby obecnie startować z twórczością Lovecrafta od zera, powinien kupić sobię "Zgrozę w Dunwich..." i "Przyszła na Sarnath zagłada...". Zostanie w ten sposób właścicielem calego trzonu twórczości HPL w dobrym wydaniu.
Jeśli w wyniku lektury tych dwóch tomów zostanie lovecraftowym ultrasem, no to pozostanie przeszukiwanie Allegro w poszukiwaniu Zyskowej trylogii, tudzież innych wydań mieszczących opowiadania których w vesperowej dylogii nie ma.

Re: H.P. Lovecraft

Niedawno zakupiłem książkę "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści", ale jeszcze nie wiem kiedy przeczytam, może uda się w tym roku. Ciekawy jestem czy literatura grozy do mnie przemówi, bo np. twórczości Kinga jeszcze nie tykałem, a jedynie zbiór opowiadań Adgara Allana Poe`a zaliczyłem po seansie jednego filmu, opartego na jego dziele.

A książkę w końcu kupiłem, bo często spotykałem się w sieci z wizerunkiem Cthulhu, co mnie intrygowało.

Re: H.P. Lovecraft

Literatura grozy niejedno ma oblicze, a znajomość Kinga w niczym by ci nie pomogła przy Lovecrafcie - to dwie inne bajki

Lovecraft to klasyczny horror, oparty na motywach które na przestrzeni ostatnich stu lat spowszedniały, zostały mocno wyeksploatowane. Czytając go, należy pamiętać że na początku XX wieku tak jeszcze nie było Nie jest to najłatwiejsza lektura, głównie z tego powodu, że Lovecraft lubi bajdurzyć, czasami idzie w dalekie dygresje, przez co (przynajmniej mi) czasem wypadam z głównego toku narracji, dekoncentruję się. Przeczytałem dziś 50 stron "Snów..." co jest słabym wynikiem, ale tego się spodziewałem. Przy moim pierwszym podejściu do Lovecrafta, w 2008 roku, odbiłem się od jego twórczości i nie dokończyłem czytanego wówczas zbioru opowiadań.
Ogólnie to jeśli podejdzie ci Lovecraft, to podejść ci może też Poe albo Howard (mimo że to fantasy a nie horror, ale styl, język podobny). King to zupełnie co innego, tak samo jak np. Barker to jeszcze coś innego itd. A i sam King w swojej twórczości jest nierówny, więc jak już zaczniesz to będziesz musiał uważać żeby nie zacząć od jakiejś kupy - pierwsze wrażenie robi się tylko raz a autor jest fajny, szkoda żebyś się zniechęcił

Z tego co się orientuję, to książka którą masz, posiada całą oryginalną mitologię Cthulhu, także dobrze wybrałeś. Podziel się wrażeniami jak już przeczytasz

Re: H.P. Lovecraft

"Sarnath" bardziej przypomina opowieści fantasy, nie ma za dużo Przedwiecznych. Żałuję, że nie ma tam "Kotów z Ultharu", bo w opowiadaniu "Ku nieznanemu Kadath..." jest nawiązanie.

Re: H.P. Lovecraft

Z mojej strony powiem, że Vesper i tylko Vesper - czyta się to znakomicie w porównaniu do starych tłumaczeń, przez które kiedyś nie mogłem się wkręcić w Lovecrafta. Mister Płaza przełożył to prze-kur*a-genialnie, od czasu pierwszego tomu od Vespera jestem full fanem Samotnika z Providence. Polecam, bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Najlepszy imo sposób, by zacząć poznawać prozę tego pana.

Re: H.P. Lovecraft

Płaza dosłownie zaorał poprzednich tłumaczy, bez litości wypominając im grafomaństwo i ubóstwo językowe w przedmowie, posłowiu i praktycznie każdym wywiadzie jaki czytałem, nawet tym dotyczącym jego autorskiej powieści. Mniemanie o sobie to on ma ale moim zdaniem całkiem zasłużenie. Gdy 3 lata temu czytałem Zgrozę od Vesper to dosłownie odkryłem Lovecrafta na nowo - porównywałem sobie nawet inny przekład mojego ulubionego opowiadania "Widmo nad Innsmouth" - to zupełnie inna liga i bogactwo języka.

Mam teraz oba tomy na półce i będę do nich wracał by przeczytać sobie jakieś opowiadanie, inne wydania i tłumaczenia nie mają racji bytu. Pomijam już fakt, że wydania od Vesper są dodatkowo przepięknie ilustrowane na dobrym papierze i w twardej oprawie.



Re: H.P. Lovecraft

Otóż to, Płaza ego ma może i nieco za duże, ale przy takich zasługach imo można przymknąć oko. U mnie również oba tomy na półce (ale w miękkich okładkach, jak mam wybór, to preferuję) i naprawdę wątpię, żeby mi się chciało Lovecrafta jeszcze kiedyś czytać w innym tłumaczeniu.

...

Odświeżyłem sobie Zemstę Sithów Stovera. Czytałem ją w 2005 i bodajże 2008.

Pamiętałem, że była super, pamiętałem wiele sytuacji i zdań z niej. Ale nie sądziłem, że jest naprawdę tak dobra.

Wzorowo napisana adaptacja. Stover uczynił coś niemożliwego - nadał filmowi Lucasa sens. Zamienił kretyńskie "wyrżnę dzieci, bo za późno wyjąłem z pani senator" na rozpaczliwą decyzję młodego człowieka, który nade wszystko cenił sobie przyjaźń, a który wpadł w sam środek intrygi utkanej przez najbliższe mu osoby. Anakin nie "stał się" złym - on się nim stawał przez całą powieść. Niezależnie od swoich czynów był na to skazany - bo "dobra pułapka jest wtedy, gdy wynik jest pomyślny w każdej z możliwości". I w taką właśnie pułapkę wpadł Anakin.

Świetnie rozwinięta intryga Palpatine`a, kuszenie Skywalkera, podjudzanie go i wbijanie klina, rozbudowanie postaci Dooku, relacja Obi-Wana z Anakinem, która jest nie tylko braterska - oni tworzą nierozłączny duet. To jak Rada Jedi coraz bardziej popadała w chęć obalenia legalnej władzy, jak Palpatine doskonale rozegrał Jedi podczas próby aresztowania, perfekcyjne dialogi, no i te żarty Vadera na Mustafar...

Szkoda, że Stover nie napisał scenariusza do filmu. Byłby ze sto razy lepszy. Stover go uzupełnił, poszerzył, nadał mu sens, głębię, smutek. Zemsta Sithów Stovera jest dokładnie taka, jaka powinna być.

Mało jest z Gwiezdnych Wojen dobrych powieści. Te, które są dobre, zazwyczaj są dobre głównie dlatego, że to Gwiezdne Wojny. Ale Zemsta Sithów byłaby świetną powieścią nawet gdyby usunąć z niej całą gwiezdnowojenność.

"Wszystko umiera, Anakinie Skywalkerze. Nawet gwiazdy się wypalają".

kryminał

Pan Whicher w Warszawie - kryminał, Warszawa tuż przed Powstaniem Styczniowym, tytułowy angielski śledczy pomaga carskiej policji złapać seryjnego mordercę - co ciekawe postać jak i jego wizyta w "stolicy" to sprawa autentyczna. Całkiem sprawnie spisane śledztwo, trochę polityki i intryganctwa ale co najbardziej mnie ujęło to nasze polskie piekiełko i opisy miasta oraz przygotowań do powstania. Zawsze rok 1863 kojarzył mi się z przegrywami, jakimiś naiwnymi studentami i kiepsko przygotowaną akcją zbrojną spacyfikowaną przez armię Rusi. Tu natomiast dowiadujemy się o całym brudzie poprzedzającym zbrojny podryw - mamy frakcje białych i czerwonych - obie dążą do niepodległości ale odmiennymi drogami, walczą między sobą o fundusze i wpływy, nie raz idą na noże i padają trupy, giną również cywile. A że akcję śledzimy z perspektywy carskich śledczych to polscy patrioci nie raz jawią się nam jako bojownicy na wzór ISIS, fantastyczny materiał na osobną powieść o Polakach terrorystach, aż chce się poczytać coś więcej o tym nieszczęsnym powstaniu ...

Jak Gwiezdne Wojny Podbiły Wszechświat?

Chyba większość z was słyszała o tej książce przed premierą "Przebudzenia Mocy", jednak jakoś mało o niej było słychać na bastionie. Pierwsze wydanie było niestety fatalnie przetłumaczone i językowo niedorobione co mnie osobiście zniechęciło do kupna. Całkiem niedawno wyszło drugie wydanie, poprawione i nadpisane. I tym razem z czystym sercem polecam tę książkę wszystkim fanom, zwłaszcza tym większym fanom. Autor wykonał tytaniczną pracę, dzięki czemu otrzymujemy pozycję która zaskoczy nawet tych z was którzy zjedli zęby na starłorsach. Co więcej, mimo że jest bardziej dokumentalna pozycja to czyta się ją naprawdę przyjemnie i lekko. Pomimo swojej objętości (ponad 500 stron samego tekstu) czasami czuć lekki niedosyt że nie poruszono jeszcze bardziej pewnych kwestii. Ale pozostawia to otwartą furtkę na drugi tom za kilka lat lub uzupełnianie w wydaniach rozszerzonych. Niemniej warto, zwłaszcza polecam długoletnim fanom

OHO

Carska Roszada - polski przeciętny kryminał z serii alibi, Warszawa 1904, główny śledczy ma tak samo na imię jak bohater zacnej serii kryminalnej Borysa Akunina, również nosi nefrytowy różaniec, również owdowiał w młodym wieku i też ma japońskiego służącego - zapożyczeń jest więcej, ręce opadają i aż chce się złożyć donos do jakieś pisarskiej agencji broniącej praw autorskich. Fabuła to również bezczelna kalka "Z piekła rodem" Moore`a tylko w wydaniu rosyjskiego zboczonego paniczyka - różnica jest taka, że o całej intrydze dowiadujemy się tu w mocno nielogiczny sposób - pierw autor serwuje nam kiepskie kawałki o tym jak to przypadkiem znajdowany jest trop i podejrzani, na siłę wplata wątek polki i lesbijskiego seksu - cały rozdział igraszek dwóch panien w hoteliku niczemu nie służy i jest żałosny, potem mamy ze dwie sceny pościgu pieszo i dorożką. W tle opis picia i perypetii życiowych jednego z radców. Finał wydumany, kiepski i cokolwiek głupi. Całość spisana przaśną pseudo-staropolszczyzną, momentami mocno irytującą bo tak się w tamtych czasach nie wysławiano. Jestem strasznie zawiedziony.

Z. Ibrahimović, D. Lagercrantz - Ja, Ibra

Biografia jednego z najpopularniejszych piłkarzy na naszym łez padole i speca od efektownych goli. Jak sam o sobie mówi - człowiek z getta z niełatwym dzieciństwem. De facto ten okres, o którym wspomina, to najlepsze fragmenty książki. Bieda, rozpad rodziny, patologia, kastowy podział społeczeństwa szwedzkiego na rodowitych i imigrantów, który nie ułatwiał kariery, to wszystko złożyło się na charakter Zlatana, który potwierdza, że gdyby pochodził z bogatej rodziny autochtonów, to zapewne nigdy nie zostałby renomowanym piłkarzem. Obok rewelacyjnego opisu dorastania, gdzie jest czas na krew, pot i łzy, a także i na śmiech, wspaniale czytało się okres wchodzenia w seniorską piłkę i dalszy rozwój kariery. Ibra uchyla niejeden rąbek tajemnicy, pozwala na wejście za kulisy wielkiej piłki, dzięki czemu możemy zobaczyć od kuchni takie marki jak Ajax, Inter, czy też Barcelonę.

A jak, po lekturze główny bohater prezentuje się w moich oczach? Człowiek charakterny, wojownik, miłośnik trenerów, którzy stosują rządy twardej ręki, solidny na treningach. Jednakże z tego samego opisu ujawnia się obraz typowego karierowicza. Owszem, ma on swoje marzenia (Barca), ale jak trzeba pomóc drużynie w gorszych chwilach (patrz degradacja Juve), to stara się jak najszybciej opuścić tonący okręt. Nie ma dla niego w tym sporcie żadnych sentymentów. Napisać, że jest bufonem, nie będzie przesadą, lecz jednocześnie wielkie gwiazdy mają zawsze troszkę lżej, szczególnie wtedy, gdy jak Zlatan, dostarczają nam nie lada rozrywki. Mimo wszystko jego indywidualizm jest jego mocną i słabą stroną za razem. To ta cecha pozwoliła mu na pokonanie wszelkich przeciwności na wczesnym etapie kariery. Z drugiej strony, ta zaleta staje się grubą wadą kiedy jest już gwiazdą reprezentacji i czołowych klubów europejskich. Wielokrotnie staje się to przyczyną klęsk sportowych, jak choćby brak triumfu w LM. W przekroju całej biografii, stara się o autokrytykę swoich poczynań, aczkolwiek nie wszystkie jego słowa bronią go wystarczająco. Z jednej strony potępia karierowiczostwo swoich kolegów, ale sam nie jest wolny od ambicji bycia najlepszym, czy też zwykłej zazdrości o sukcesy innych.

Generalnie książkę czytało się bardzo dobrze. Brak tu pudru, by wybielić np.: własną rodzinę, jednakże trzeba czytać tę pozycję z dystansem, gdyż współautor ma tendencję do wybielania się. Po tej książce z chęcią przeczytałbym biografię Pepa Guardiolii, by wyważyć sobie opinię, choćby w przypadku jego losów w Dumie Katalonii.

Re: Z. Ibrahimović, D. Lagercrantz - Ja, Ibra

To ten sam Lagercrantz który napisał doprowadzoną do groteski kontynuację Larssona?

Przeczytane 2017 #2

-6. Nowa wiosna - Robert Jordan

Każda wielka opowieść ma swój początek…
Od trzech dni wokół zaśnieżonego wspaniałego miasta Tarv Valon toczy się krwawa bitwa. Na zboczach Smoczej Góry, szczytu, który góruje nad miastem, rodzi się niemowlę, które zgodnie z Proroctwami Smoka ma zbawić świat. Chłopca trzeba odnaleźć, zanim siłom Cienia uda się go dopaśc i zabić. Wkrótce przecinają się ścieżki Moiraine Damodred, młodej Przyjętej, która ma zostać pełną Aes Sedai, oraz Lana Mandragorana, żołnierza walczącego w bitwie. Los zwiąże życie tych dwojga na zawsze, jednak ich droga wypełniona jest rozlicznymi niebezpieczeństwami – zarówno Moraine, z królewskiej dynastii Cairhien, której król właśnie zmarł, jak i Lan, uważany za niekoronowanego władcę jakoby wymarłego już narodu, odkrywają, że ich życiu zagrażają spiski ze strony sił poszukujących dziecka. Tymczasem pieczęcie skuwające Czarnego słabną z Każdym dniem…


Prequel sagi „Koło Czasu” i zarazem ostatnia książka tej sagi, jakiej jeszcze nie przeczytałem. Zabrałem się w końcu i za nią. Przyjemna rzecz na zakończenie i pożegnanie się z bohaterami, z którymi spędziłem tysiące stron. Nie polecam na początek przygody z sagą (tak przestrzegam, bo wiem że niektórzy lubią czasami iść wg. chronologii in-universe, a nie wydawania). Książka jest chudsza niż regularne tomy serii, nie jest tak ciężka (w końcu stawki są tu znacznie mniejsze), ogólnie: miły dodatek, raczej dla fanów.

X. Sny o terrorze i śmierci - Howard Phillips Lovecraft

H.P. Lovecraft często konstruował światy niepojęte dla zwykłego śmiertelnika, wykorzystując poetykę snu. W niniejszym tomie po raz pierwszy zebrano najlepsze z tych utworów, dzięki czemu powstała niesamowita antologia historii o nienawiści i śmierci, sennych koszmarach i równie przerażającej jawie.

Ten zbiór opowiadań zablokował mnie czytelniczo na jakieś dwa tygodnie. Nie jestem fanem Lovecrafta – moja dotychczasowa przygoda z jego twórczością to „Droga do szaleństwa” w 2007 roku (nie dałem rady skończyć) i „Zew Cthulhu” w 2010 (wymęczyłem, ledwo ledwo). Minęło kilka lat, stwierdziłem że czas na kolejne podejście do tego klasyka horroru. I niestety kolejna wtopa – znów nie udało mi się ukończyć lektury (stąd w numeracji jest X – nie zaliczam jej do tegorocznej listy). Nie dotarłem nawet do połowy. Chyba już mogę stwierdzić, że twórczość Lovecrafta nie jest dla mnie – nudzi mnie, jest schematyczna, chaotyczna, często z dużej chmury jest mały deszcz. W każdym razie grozy to ja tu nie czułem ani przez chwilę, zamiast tego była nuda, narastające zniecierpliwienie i zmęczenie archaicznym językiem. Mawiają, że opowiadania Lovecrafta w nowym tłumaczeniu to nowa jakość, ale... jakoś nie sądzę żeby tylko to było w moim przypadku problemem. W każdym razie, ja podziękuję, postoję. Na tym moja przygoda z Lovecraftem się kończy raczej na zawsze.

7. Zapada cień wszystkich nocy - Glen Cook
8. Październikowe dziecko - Glen Cook
9. Zgromadziła się ciemność wszelaka - Glen Cook


Zapada cień wszystkich nocy... Za górami zwanymi Smoczymi Zębiskami, poza chłodnym tchnieniem Wiatrołaka, ponad mury zamku Fangdred wznosi się Wieża Wichrów. Stamtąd Gwiezdny Jeździec wzywa do wojny, której obawiają się nawet czarodzieje. Wojny o miłość. O miłość kobiety imieniem Nepanthe, księżniczki z rodu Królów Burzy...

Opis dość tajemniczy, nie wiedziałem czego się po nim spodziewać, ale wziąłem w ciemno, bo Cook po Kronikach Czarnej Kompanii miał u mnie przeogromny kredyt zaufania. Te trzy książki to początek jego kolejnej (a właściwie: poprzedniej, bo zaczęła się przed Czarną Kompanią) sagi fantasy. Zresztą to były pierwsze wydane przez Cooka książki (1979/1980). Saga ta nazywa się Imperium Grozy i liczy sobie 8 tomów. Pierwsze trzy to tzw. główna saga, kolejne dwa to prequele, po czym mamy trylogię sequeli.
Przyznam szczerze, że przez długi czas męczyłem się z tymi książkami. Dopiero w trzeciej części wciągnąłem się w fabułę, chociaż i tak nie w takim samym stopniu jak w przypadku Czarnej Kompanii, która mnie porwała praktycznie od początku. Tutaj musiało minąć sporo czasu (i stron), żebym zainteresował się postaciami i przydarzającymi się im wydarzeniami. Z czasem nie sposób jednak docenić rozmachu, i tego jak przemyślanym konstruktem jest ta saga, jak pięknie wydarzenia i motywacje układają się w logiczną całość. Kulminacja w tomie trzecim jest naprawdę wspaniała. Stąd też polecam te książki, chociaż zastrzegam że wgryzienie się w nie nie jest zbyt łatwe, ani przyjemne. Gdybym nie wiedział, że w Cooka warto wierzyć, mógłbym w pewnym momencie odpaść, szczególnie w drugim – najsłabszym – tomie.

10. Dom z liści - Mark Z. Danielewski

Johnny Wagabunda, były pracownik salonu tatuażu w Los Angeles, znajduje notes Zampano, starszego pana i odludka, który zmarł w swoim zagraconym mieszkaniu. Notes zawiera opatrzoną licznymi przypisami historię "Relacji Navidsona".
Fotoreporter Will Navidson wprowadził się z rodziną do nowego domu - dalsze wydarzenia zostały zarejestrowane na taśmach filmowych oraz w postaci wywiadów. Od tamtej pory Navidsonowie stali się sławni, a Zampano - robiąc notatki na luźnych kartkach papieru, serwetkach i w gęsto zapisanych notatnikach - skompilował wyczerpującą pracę na temat
wydarzeń w domu przy Ash Tree Lane.
Jednakże ani Wagabunda, ani nikt z jego znajomych nigdy nie słyszeli o "Relacji Navidsona". Teraz zaś im więcej Johnny czyta o domu Navidsonów, tym bardziej zaczyna się bać i popadać w paranoję. Najgorsze jest to, że nie może potraktować znalezionych zapisków jako zwykłych
majaczeń starego wariata. Zaczyna zauważać zachodzące w otoczeniu zmiany...


Bardzo specyficzna książka pod każdym względem. Opis dobrze oddaje to, czym jest – czytamy relację człowieka, który obejrzał film, relacja ta dodatkowo jest otoczona mnóstwem przypisów od drugiej osoby i od rzekomego wydawcy. Stąd czasami mamy przypisy na 3 strony, bo autor poleciał w mocne dywagacje, dość często sma układ strony jest nietypowy – tekst jest do góry nogami, albo obrócony w prawo, lewo, po ukosie... czasem na stronie znajduje się tylko kilka słów, czasem większość kartki jest pusta. Fajna rzecz, ciekawie się to czyta, jeśli nie zamierzacie kupować to chociaż weźcie sobie tą książkę do ręki w księgarni i poprzeglądajcie. A co do samej treści – petarda. Bardzo klimatyczny horror. Danielewski kreśli obrazy, które zostają człowiekowi w głowie na długo po zakończeniu lektury. Tylko zakończenie było dla mnie nieco niesatysfakcjonujące – zabrakło mi jakiegoś większego tąpnięcia, jakiegoś takiego ciosu na koniec który utrzymałby poziom całej książki. Ale nie przejmujcie się tym. Polecam gorąco.

11. Człowiek który spadł na Ziemię - Walter Tevis

Thomas Jerome Newton przybywa na Ziemię. Celem jego wizyty jest zdobycie wody, której dramatyczny brak jest przyczyną wymierania życia na jego rodzimej planecie. Korzystając ze swoich nadludzkich możliwości, szybko zaczyna zdobywać fortunę niezbędną do realizacji projektu. Niestety, sprawy się komplikują. Newton coraz bardziej zwleka z wykonaniem zadania. Niezwykle realistyczna opowieść o obcym na Ziemi – realistyczna na tyle, że staje się metaforą naszego własnego egzystencjalnego smutku i samotności.

Krótka i przyjemna lektura, nieco retro sci-fi w dobrym wykonaniu. Dość melancholijna opowieść. Podobała mi się, choć nie rzuciła na kolana jak poprzednia powieść Tevisa – „Przedrzeźniacz”. PS. Opis jest mylący, Thomas wcale nie przyleciał na Ziemię po wodę xD

12. Ogień w jego dłoniach - Glen Cook
13. Nie będzie litości – Glen Cook


Niegdyś było to potężne królestwo, teraz panuje w nim chaos… Na pustyni młody chłopak cudem unika śmierci, a potem objawia mu się misja, jaką ma wypełnić. Staje się El Muridem, Adeptem, który przysięga zaprowadzić święty ład i boskie prawo wśród pustynnych ludów Hammad al Nakir. Ogień w jego dłoniach sprawia, że gromadzą się wokół niego plemiona, a on buduje nowe imperium na krwi swoich wrogów. Przeciwstawia mu się już tylko ostatni z królewskiego rodu Hammad al Nakir, którego wspiera kilku młodych najemników. Trwa rozpętana przez El Murida święta wojna, w której nie będzie litości. Wkrótce ujawniają się jednak dziwne, tajemnicze siły… Kto tak naprawdę stoi za El Muridem i jego ambitną wizją świętego królestwa?

Tak jak pisałem powyżej: to prequele do głównej sekwencji cyklu Imperium Grozy. Mamy tu ukazane początki trójki przyjaciół: Szydercy, Bragiego i Harouna. Świetna rzecz, zajęła mi ułamek czasu który poświęciłem na pierwsze trzy książki. Z ogromnym zaciekawieniem czytałem o wydarzeniach które tam były tylko wspominane, już prawie legendarne. Te książki nadają nowej głębi znanym mi już postaciom; bez wątpienia rzecz warta uwagi, z zaznaczeniem że pierwszą trylogię lepiej przeczytać wcześniej – mimo że fabularnie dzieje się później.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.