Forum

A co jeśli Luke skoczył

Tak jak w temacie, a co jeśli Luke skoczył do wody z tego klifu zostawiając płaszcz, skoczył bo zauważył statek FO na horyzoncie. Wcale nie zniknął tylko skoczył do wody po swojego x winga i go wydobył. Wiecie motyw podobny do zagrania z LOTR gdzie w Drużynie pierścienia jest pokazana śmierć Gandalfa jako tako ze skosku a w Dwóch Wieżach jest jeszcze pokazane że Gandalf jeszcze walczył z Barlogiem i dopiero potem zginął, po walce. Luke po prostu skoczył z klifu tak to widzę

...

To spadł i się zabił.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Słaby trolling.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Pomyśl jak żałosny byłby to film przez jeden jego moment, bo...to byłby taki przejaw tchórzostwa ze strony Skywalkera, co z kolei znaczyłoby, że niczego się nie nauczył. Proszę, rozmyślajcie o temacie jaki macie zamiar założyć. Ułóż to sobie sam w głowie, idź kolejny raz na VIII, a dopiero potem jeśli nie znajdziesz odpowiedzi, załóż temat.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Sezon na zje**ne teorie po epizodzie VIII uważam za otwarty.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Przynajmniej nie ma tyle hejtu co przy TFA.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Forumowe kłótnie - źle.
Dyskusje o filmie, w tym różne różniste teorie - jeszcze gorzej? ;p

Re: A co jeśli Luke skoczył

Darth Starkiller napisał:

Dyskusje o filmie, w tym różne różniste teorie - jeszcze gorzej? ;p

-----------------------
Gdy takie głupie, to na pewno

...

Luke skoczył w nadprzestrzeń i teraz fruwa sobie z Leią.

asdfg

Luk siem teleportowau na tatuin

.

Bo to było tak że Luk skoczył i wpadł do wody, bo był klif i on długo spadał a potem z niej wyszedł i wyciągnął swój myśliwiec i go odpalił i poleciał żeby przejąć kontrolę nad FO po tym jak jego uczeń Snouk zawiódł i zabiła go Rey którą on teraz wyszkoli żeby zajęła miejsce Bena u jego boku.

Re: A co jeśli Luke skoczył

Ale gdyby tak popełnił samobójstwo to miałoby dużo więcej sensu. Tylko musieliby to zrobić w innej estetyce W końcu disnejowy Luke przegrał całe życie, niczego nie osiągnął, okazał się psychopatą z mieczem, a na koniec nie chciało mu się nawet poskromić Kylo więc gdyby tak się powiesił na koniec to bardzo by to pasowało do zaproponowanej przez Disneya wersji Luke`a. Nawet czysto fizycznie ma urok ciężkiego alkoholika.

Re: A co jeśli Luke skoczył

takie rzeczy w filmie Disneya ?, noo waaayy ...

Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Na koniec TLJ Luke Skywalker odnosi zwycięstwo - w co najmniej czterech aspektach

1. Naprawia, przynajmniej częściowo swoją porażkę jako mentor.
Kylo ma ciężkie PTSD, i dlatego pod koniec filmu tak świruje. Nie myśli tylko szaleje jak ranne zwierzę. Luke powstrzymuje go przed zamordowaniem matki, zaatakowaniem Rey, skrzywdzeniem jej przyjaciół. W związku z czym Kylo nie popełnia nowej zbrodni, która w całości szłaby na jego własne konto i zyskuje szansę poprawy.

2. Pomaga Kylo uporać się z PTSD
Jedną z poważniejszych traum na jaką cierpi Benek jest ta spowodowana widokiem wuja z mieczem nad jego łóżkiem. Ben panicznie boi się wuja. Konfrontacja na Crait pozwala mu się z tym zmierzyć i zacząć zdrowieć. Po pierwsze przełamał strach - wyszedł się z nim zmierzyć, po drugie wuj go przeprosił, po trzecie wuj tym razem nie próbował go zabić. Doświadczenie było bolesne, ale uzdrawiające. Na koniec filmu Ben Solo żałuje za złe uczynki, a światło za jego plecami pokazuje widzom, że jest dla niego nadzieja.

3. Ratuje Leię i resztę rebeliantów

4. Dokonuje czegoś, co zostanie zapamiętane i stanie się inspiracją dla następnych pokoleń, zasiewa ziarno odrodzenia.


Nie wiem, skąd wy ludzie wzięliście to przekonanie, że Luke chce skrzywdzić Kylo. Luke przez cały film pokutuje. Sam się zesłał na wygnanie ze wstydu za to co się stało, i dlatego, że nie znajduje sposobu na naprawienie tego. Rey i Yoda inspirują go do podjęcia próby odwrócenia popełnionego błędu i Luke to robi. Skutecznie. WYGRYWA.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Jeden czyn nie zmienia faktu, że Luke nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie odbudował Zakonu Jedi, zawalił sprawę z Benem, schował się na wyspie i zdziwaczał. Także tak - z tego co mi wiadomo o fabule TLJ, "przegryw" to najlepsza definicja nowokanonicznego Luke`a Skywalkera, jaką można wymyśleć.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

"nie spełnił pokładanych w nim nadziei" = "przegryw"?

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Nie. Ale:

"nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie odbudował Zakonu Jedi, zawalił sprawę z Benem, schował się na wyspie i zdziwaczał." = "przegryw"

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Nie każdy, kto wyjedzie "w Bieszczady" i zdziwaczeje jest od razu przegrywem.

Nawet jak po drodze parę spraw (a może i masę) całkowicie zawali

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Przez 30 lat nie potrafił nauczyć się wyciągania X-Winga z wody a była to jedna z pierwszych rzeczy, na lekcjach u Yody. To jest przegryw

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Przecież wyciągnął, a drzwi to z czego niby miał zrobione?

A potem zatopił żeby się złom po wyspie nie walał

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Ekhm gdy jeedi się osiedlili na Ach-To to istniały już podróże nadprzestrzenne, więc mogli je po prostu przywieść z galaktycznej IKEI Ew. tozmontowali statek, którym przybyli bo drzwi wyglądają na tak samo stare jak reszta budynków.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Przypatrz się - charakterystyczne dresiarskie malowanie z X-winga Luka (trzy paski), no doubt.

Serio, nikt nie zauważył

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

To diametralnie zmienia postać rzeczy,ponieważ my wszyscy wiemy, że kazdy przedmiot posiadający trzy paski musi byc jednej firmy

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Możliwe. Ale po pierwsze - do czasu. Po drugie - przegrywy też mogą być ciekawymi postaciami w filmach. Jest w ten sposób dużo bardziej wiarygodny niż jego wersja z Legend.

Idź, obejrzyj, to bedziesz mogl pelnoprawnie cisnąć po TLJ, a nie tak bazujesz na domysłach

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Też uważam, że Shed powinien zobaczyć TLJ. xDDD

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Do czasu... śmierci? xD Czy też oczekujesz, że w E9 będzie wymiatał jako duch Mocy?

Pewnie, że przegrywy mogą być ciekawymi postaciami. Luke na taką nie brzmi , raczej wygląda na próbę dekonstrukcji bohatera tam, gdzie nie powinno się raczej dekonstruować bohatera, nie do tego stopnia. Ale to chyba ogólna cecha sequeli, w szczególności TLJ, które się w sporej mierze opiera na wywracaniu do góry schematów. Ale to samo w sobie nie jest plus; trzeba robić to dobrze. Plus - nie, absolutnie nie zgadzam się, że dzięki temu nabiera wiarygodności. Nie wiem, skąd się wziął pogląd że jak uuu, nie wyszło, przegrał życie, to od razu dzięki temu jest to bardziej wiarygodne czy realistyczne. Bardzo ponury to pogląd na życie, rozumiałbym go w Rosji z czasów głębokiego stalinizmu, ale u nas, dziś? Niee. Rozumiem, że może to wynikać poniekąd ze zmęczenia schematem happy endów, ale ludzie, mamy 2017 rok, już od jakiegoś czasu panuje moda na zakończenia pesymistyczne bądź słodko-gorzkie. Kolejny film z takowym niczego nowego/świeżego nie wprowadza. Pójdę dalej, tęsknię znów za tymi happy endami. Pesymizm w kinie zrobił się już oklepany

PS. Tylko mięczaki oceniają film dopiero po obejrzeniu

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Bycie przegrywem nie wystarczy żeby być ciekawa postacia. Ale taka wersja Luke`a mi odpowiada. Z jednej stony przegryw, z drugiej lekko sarkastyczny dziadek. Jak taki typowy dziadek ktory dokucza swoim wnukom, ale tak naprawde jest spoko dziadkiem.

Nie oczekuje ze bedzie wymiatał jako duch mocy. Nie oczekuje po Star Warsach że postać musi wymiatać żeby być ciekawa. Np taki Tholme to jedna z moich ulubionych postaci a do Saulecami jest takim troche przegrywem. Tak samo An`ya Kuro ale jej akurat nie lubie xD Ludzie popełniają błędy w nieodpowiednich chwilach czego skutki moga byc oplakane.

I tyle. Dla mnie Luke w TLJ to najmocniejsza czesc filmu. Jednoczesnie widze w TLJ najwiecej wad z wszystkich 3 filmow. Ale i najwiecej plusów. No może tyle co R1.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

BTW Luke po Endorze nie byl przegrywem. Przez całe lata odbudowywal zakon, szkolił młodych Jedi i nie wiadomo co tam jeszcze robił. Wszystko sie rozpierdzielilo na pare lat przed TFA.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Może właśnie to doprowadziło do jego klęski na kilka lat przed TFA? Wielka misja, odpowiedzialność, kontynuowanie prastarej tradycji... W cztery lata od zbieracza wilgoci na Tatooine zmienił się w Jedi, który zmierzył się z dwoma Sithami naraz, a jednym z nich był jego ojciec.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

A kto pokładał w nim taką nadzieję?
Notoryczny kłamca i manipulator Kenobi? To chwała Mocy że go zawiódł!
All is as the Force wills it, a Moc nie chciała odbudowania Zakonu, bo ten był zły, skorumpowany i zagrażał Równowadze... Nawet Yoda się z tym pogodził, teraz czas na fanów (w szczególności tych EU);p

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Odbudowanie zakonu Jedi takiego jak w prequelach - jako siły militarnej opartej na dogmatach i wyrzeczeniu się emocji, mającej za zadanie eliminowanie użytkowników ciemnej strony, spowodowałoby kolejne zakłócenie równowagi mocy.

Jeśli Jedi mają zostać odbudowani, to na nowych zasadach, nie zakłócających równowagi.

Snoke to objaśnił - jeśli jedna strona rośnie, rośnie też moc drugiej. Dlatego Rey jest taka wykoksowana. (Aczkolwiek pragnę zwrócić uwagę, że Snoke zamiatał nią podłogę.)

Pod koniec filmu Luke zrozumiał, że po tym, jak odrzucił miecz w "Powrocie Jedi" nie powinien był go już nigdy podnosić. I znalazł sposób, by ponownie ocalić wszystko w sposób całkowicie bezkrwawy. To wielkie osiągnięcie.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Warto byłoby podkreślić również tutaj różnicę z Kenobim...

Obi-Wan zdawał sobie sprawę z tego iż zawiódł Anakina... uznaje go jednak za straconego, postanawia go zabić (przerzucając konsekwencje swojej porażki na ucznia) co spycha Anakina jedynie głębiej ku CSM i wypełnia go nienawiścią. Później Kenobi nie próbuje naprawić swojego błędu, zamiast tego brnie w to dalej - podczas walki na DS nie próbuje się pojednać, nie prosi o wybaczenie, zamiast tego wygłasza gadki o tym jaki stanie się potężny po śmierci, dodatkowo manipuluje Luke`iem by ten dołączył do rebelii, wyszkolił się w Mocy a następnie zabił swojego ojca (nieświadomie) a gdy Luke dostrzega promyk nadziei na nawrócenie ojca, ten próbuje go od tego odwieść mówiąc "he`s more machine than man, twisted and evil"...

Luke jako nauczycielem podobnie zawodzi... ALE opamiętuje się zanim zabił/poważnie zranił swojego ucznia, nie przerzuca na młodego Solo odpowiedzialności za swoją porażkę i ostatecznie próbuje ją naprawić... Dzięki wszystkiemu co wydarzyło się na Crait Ben ma jeszcze szansę...

Dlatego Luke Skywalker to prawdziwy Jedi i mimo wszystko wygryw, w przeciwieństwie do Kenobiego;p

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Asfo napisał:
Odbudowanie zakonu Jedi takiego jak w prequelach - jako siły militarnej opartej na dogmatach i wyrzeczeniu się emocji, mającej za zadanie eliminowanie użytkowników ciemnej strony, spowodowałoby kolejne zakłócenie równowagi mocy.

Zakon Jedi w prequelach nie był siłą militarną - to byli strażnicy pokoju, którzy owszem, potrafili przywalić, ale to tyle. Mogłoby się wydawać, że tą potęgą militarną zostali pod koniec AotC, ale to tylko niekorzystna dla nich sytuacja, w którą zostali wmanewrowani. A ile rzeczywistej potęgi mieli - to pokazał RotS. W momencie gdy odwróciła się od nich WAR, przepadli. Klony były potęgą militarną, Jedi to tylko utalentowani dowódcy, którzy zostali wykorzystani i porzuceni.

Potęgą militarną to Jedi byli za czasów nowych wojen Sithów - Armia Światła i te sprawy. Ale to był blisko 1000 lat przed prequelami.

Jeśli Jedi mają zostać odbudowani, to na nowych zasadach, nie zakłócających równowagi.

Z tym się zgadzam. Zakon Jedi w prequelach stał się zbyt słaby i zbyt ograniczony. Świetnie odbudował go Luke Skywalker... dopóki nie pojawiła się zła Mysza

Snoke to objaśnił - jeśli jedna strona rośnie, rośnie też moc drugiej. Dlatego Rey jest taka wykoksowana. (Aczkolwiek pragnę zwrócić uwagę, że Snoke zamiatał nią podłogę.)

Co xDDDD skąd te głupoty, z TLJ? Przecież to się nijak nie ma do sytuacji z prequeli.

Pod koniec filmu Luke zrozumiał, że po tym, jak odrzucił miecz w "Powrocie Jedi" nie powinien był go już nigdy podnosić. I znalazł sposób, by ponownie ocalić wszystko w sposób całkowicie bezkrwawy. To wielkie osiągnięcie.


Jeśli rzeczywiście to zrobił, to pasuje to do trendu totalnego wypaczania idei sagi Lucasa.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Costam niby Snoke objasnil. Ale nie przywiazywałbym sie do tych słów. Nigdzie nie ma jasnej informacji ze tak to rzeczywiscie działa, tak to widzi Snoke.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Scena w której Rey medytuje i widzi dwie strony mocy/życia nierozłącznie ze sobą związane.

Mozaika w świątyni.

Kylo i Rey jako uosobienie ciemnej i jasnej strony w scenie przeciągania miecza.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

No okej. Ale to nie znaczy że jest Kylo z mocą równą X i Rey ma zawsze moc równą X. Moim zdaniem to było bardziej metaforyczne okreslenie wspolistnienia ciemnej i jasnej strony.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Akurat ci dwoje są wyraźnie pokazani jako idealnie równi - miecz najpierw widział dokładnie po środku, a potem się rozerwał.

Wg. mnie poziomy w bateriach mają idealnie takie same, natomiast Kylo ma tę przewagę, że będąc wyszkolonym potrafi dokonywać subtelnych manipulacji (np. obrócić dyskretnie jakiś przedmiot i nacisnąć przycisk ), podczas gdy Rey stosuje moc brutalnie.

W każdym razie sequele kładą nacisk na ying/yang, czego faktycznie wcześniej nie było, bo według przekonań prequealowych Jedi jasność oznaczała równowagę a ciemność chaos.

Przy okazji zabawną rzeczą jest fakt, że Rey jako jasna strona jest uosobieniem energii słonecznej, racjonalnej i męskiej, a Kylo jako ciemna - księżycowej, emocjonalnej i żeńskiej.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"


Przecież to się nijak nie ma do sytuacji z prequeli

Przecież Sidious okazał się potężniejszy od całego Zakonu

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Z tymi utalentowanymi dowódcami to bym tak nie przesadzał... część faktycznie miała pewne talenty, ale rangę dostawał każdy, nawet ten co podłoży bitwę byleby uratować koszyk szczeniaczków;p

Zgadzam się że w EU Luke świetnie zbudował Nowy Zakon... z tym, że potem (jeszcze przed myszą) coś mu odbiło, mianował się Wielkim Mistrzem i zaczął powtarzać wszystkie błędy z prequeli...

Ale sytuacja z prequeli ma się nijak do tej z TLJ? W czasach prequeli nie było Równowagi, ta została przywrócona przez Wybrańca w ROTJ...

Ideą sagi Lucasa było to że nie wszystkie walki wygrywa się mieczem? Tak więc to nic innego jak hołd dla Luke`a z ROTJ...

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Tak!
Pomógł siostrzeńcowi się uspokoić i teraz Kylo może czuć się wolny. Nie ma już Snoke`a, ktory traktował go jak niewolnika i zmierzył się z wujem,
który potem też odszedł.
Teraz ciężkie zadanie przed Abramsem, jak przedstawić dalsze losy Bena...

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Oczekuję tylko jednego, że Abrams to wszystko w miarę sensownie poukłada i dostaniemy godne zakończenie tej sagi.
W Abramsie tylko nadzieja ... no kurczę, a jednak to napisałem, szok !

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Asfo napisał:
1. Naprawia, przynajmniej częściowo swoją porażkę jako mentor.
Kylo ma ciężkie PTSD, i dlatego pod koniec filmu tak świruje. Nie myśli tylko szaleje jak ranne zwierzę. Luke powstrzymuje go przed zamordowaniem matki, zaatakowaniem Rey, skrzywdzeniem jej przyjaciół. W związku z czym Kylo nie popełnia nowej zbrodni, która w całości szłaby na jego własne konto i zyskuje szansę poprawy.


Gdzie tu naprawa? To że raz udaje mu się go powstrzymać, nie znaczy, że nie będzie próbował po raz kolejny - przecież Kylo kompletnie oszalał na punkcie swojej potęgi a Luke w zasadzie tylko go potrollował przed swoją śmiercią. To, że przez chwilę udało się go powstrzymać, to żadne zwycięstwo. To nie jest prawdziwe leczenie psychozy Kylo, a co najwyżej jednorazowe pranie mózgu strachem. To odnosi się też do kolejnego punktu.


4. Dokonuje czegoś, co zostanie zapamiętane i stanie się inspiracją dla następnych pokoleń, zasiewa ziarno odrodzenia.
-----------------------

Tylko co z tego, skoro już nie ma komu walczyć? Prawie cała Rebelia wraz z Nową Republiką została wytępiona, została garstka dowództwa i głównych bohaterów, samo to, że Luke pozwolił aby coś takiego się stało - po zabiciu ostatniego Sitha w Galaktyce! - świadczy albo o fatalnym rozegraniu sprawy, albo o niesłychanym pechu przez całe 30 lat pomiędzy filmami.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Co bohaterowie zrobią w kolejnej części, to się dowiemy za dwa lata, ale szczerze wątpię, żeby twoje przewidywania były słuszne - póki co Kylo generalnie zmniejsza poziom bycia złym, a na końcu filmu minę ma mocno skruszoną.

Trudno by było też pokazać w filmie, szczególnie w SW, jak Kylo Ren przez kolejny rok uczęszcza dwa razy w tygodniu do psychoterapeuty. ;-P

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Asfo napisał:
póki co Kylo generalnie zmniejsza poziom bycia złym, a na końcu filmu minę ma mocno skruszoną.

Eeee... zupełnie nie widzę tego, co ty. Kylo to ma nietęgą minę przez całe dwa filmy (jakby sam nie wiedział, co robi), tylko po pokazówce z duchem Mocy się trochę przeraził. W jaki sposób "zmniejszył poziom bycia złym"? Tym że ostatecznie nie zabił Luke`a czy tym, że chciał zbudować swoje nowe zbrodnicze Imperium wraz z Rey niczym Vader w E5 (to Vader stał się mniej zły w E5?)?

Swoją drogą, zastanawiam się o jakich moich przewidywaniach mówisz, skoro żadnych w swoim poście nie zawarłem.

Trudno by było też pokazać w filmie, szczególnie w SW, jak Kylo Ren przez kolejny rok uczęszcza dwa razy w tygodniu do psychoterapeuty. ;-P
-----------------------

W ogóle swoją drogą dla mnie pewną wadą trylogii sekweli jest to, że przeskok czasowy i fabularny między "Powrotem Jedi" a "Przebudzeniem Mocy" jest zbyt duży i np. co kieruje takim Kylo Renem, jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Rozumiem, że niby podobnie mogło być z Vaderem zanim pojawiła się trylogia prekweli, ale mowa tu o kompletnie nowej postaci która mimo to ma całą swoją historię dokładnie pomiędzy epizodami, ważną dla całej fabuły a tutaj widzimy już jakby zwieńczenie jego drogi. Tak samo z Ruchem Oporu i tym podobnymi rzeczami. Może wszystko się rozjaśni jak dostaniemy setkę nowokanonicznych powieści xD

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Co do tych nieszczęsnych luk fabularnych ...
To jedna z tych rzeczy, które od razu rzucały się w oczy w pierwszych minutach TFA ...
Wydaje mi się, że odbiór TFA byłby jeszcze lepszy, gdyby było jakieś większe wprowadzenie, no przecież nie można w dwóch zdaniach z początkowych napisów nakreślić, co takiego działo się w Republice przez ostatnich 30 lat ...

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Przewidujesz, że w kolejnej części Kylo dalej będzie biegał z pianą i wrzeszczał, żeby zabić, wszystkich zabić, grrr, w związku z czym czyn Luka Skywalkera nie będzie skuteczny.

Ja twierdzę, że taki przebieg zdarzeń jest wątpliwy, ponieważ postać Rena póki co grzecznie zalicza wszystkie standardowe punkty filmowej drogi do odkupienia, zostało mu do finału jeszcze trochę cierpienia i akt szlachetnego poświęcenia.

A ponieważ sumienie ma dużo mniej czarne niż Vader, a cała 9-cio częściowa historia musi się skończyć zbalansowaniem mocy, to pewnie przeżyje (chociaż pewnie straci stopę) i wszystko skończy się dobrze.

To prawda, że przeskok jest za duży, ale co zrobić, nie mógł być mniejszy z uwagi na wiek aktorów.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Pytanie, czy jeżeli się tak stanie to będzie to nawrócenie będzie miało aż taki wydźwięk, jak powinno, bo po odstrzeleniu wiadomego pana, nie ma już praktycznie nikogo kto nadałby temu zwrotowi odpowiedniej dramaturgi.

Hux wiadomo, taki przerysowany hitlerowiec. Czyli Kylo po prostu porzuci grupę gości w oficerskich mundurach.

Inna sprawa, że ja nie widzę Kylo jako szczęśliwego i żywego, nawet jeżeli w końcu całkiem zmięknie. Ja bym to rozpisał tak, że po zabiciu Hana on nie widzi swojego miejsca pośród żywych, z Rey u boku, nawet jeśli ta ostatecznie pomimo wszystkiego co się wydarzyło, odda mu serce na talerzu.

No więc młody Solo popełnia śmierć przez samo poświecenie albo po akcie dobra sam się przecina mieczem- wiem to byłoby dziwne w filmie, którego ogromnym targetem są dzieci, więc stawiam na pierwsze rozwiązanie. Jakby status zabitych rodziców wynosił zero to widziałbym to inaczej.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Żeby osiągnąć balans trzeba albo zjednoczyć ciemną i jasną stronę, albo zabić zarówno Kylo jak i Rey, oraz resztę użytkowników mocy.

Jeśli nie będzie balansu to saga nie będzie skończona.

Rozwiązanie z usunięciem użytkowników mocy zostało przekreślone w TLJ - patrz dziecko z miotłą - nowi użytkownicy mocy wciąż się rodzą i może ich być tysiące.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Asfo napisał:
Przewidujesz, że w kolejnej części Kylo dalej będzie biegał z pianą i wrzeszczał, żeby zabić, wszystkich zabić, grrr, w związku z czym czyn Luka Skywalkera nie będzie skuteczny.

Nie widziałem w filmach Kylo Rena wrzeszczącego, aby "wszystkich zabić". Widziałem Kylo Rena, którego kompletnie zaślepiła potęga Ciemnej Strony i liczy się dla niego tylko umacnianie swojej władzy, nawet jeśli cała jego rodzina znajduje się po przeciwnej stronie barykady - wliczając w to samego Luke`a, do którego czuje absolutnie największą odrazę.

Ja twierdzę, że taki przebieg zdarzeń jest wątpliwy, ponieważ postać Rena póki co grzecznie zalicza wszystkie standardowe punkty filmowej drogi do odkupienia, zostało mu do finału jeszcze trochę cierpienia i akt szlachetnego poświęcenia.

Powtórzę się, jakie Kylo zaliczył póki co punkty drogi do odkupienia? Nie twierdzę, że pod koniec się nie nawróci, bo tego nie wiem - choć prawie równie prawdopodobne jest to, że nie nawróci się nigdy i skończy jak Jacen Solo w RW.

Domyślam się, że piszesz o próbie przeciągnięcia Rey na swoją stronę, przypominającej Vadera w E5. To świadczy o tym, że czuje jakąś specjalną więź ich łączącą (pomimo iż to tylko manipulacja Snoke`a) i w ostateczności to Rey mogłaby stanowić dźwignię wyciągającą go z czeluści Ciemnej Strony. Tylko, że wtedy jaka jest rola Luke`a w tym wszystkim? Bardzo nikła, tak naprawdę nauczył Rey jedną rzecz o Mocy, ale poza tym prawie cały czas ją (Rey) odrzucał, widząc w niej niesamowitą ciemność, a już na pewno nie zrobił z niej Jedi (którzy są przeżytkiem). To Rey nawróci Kylo, i to tylko i wyłącznie siłą własnej, niepomiernej Dobroci.

To prawda, że przeskok jest za duży, ale co zrobić, nie mógł być mniejszy z uwagi na wiek aktorów.
-----------------------

Oczywiście, że mógł być. Po prostu inaczej trzeba było zbudować fabułę, wątki i lepiej przedstawić ogólną sytuację w Galaktyce. Nie czyta się Dziedzictwa Mocy przed Nową Erą Jedi ;_;

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Ale czy Rey nawróci Kylo? Mnie cały czas zastanawiają słowa Luke`a "To się nie skończy tak jak myślisz!". Ona wierzy, twierdzi że widzi ich przyszłość... a Luke chyba wie coś o czym ani ona, ani widzowie jeszcze nie wiedzą (przed Ep. IX). Czy to jest związane tylko z Benem? Snokiem? Mocą?
Na razie jego słowa się po części już sprawdziły, mimo jej wiary i chęci, Kylo nie jest tym, kim myślała że może być. Mimo, że myślała że on zabił Snoke`a by ją ocalić.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Asfo napisał:


To prawda, że przeskok jest za duży, ale co zrobić, nie mógł być mniejszy z uwagi na wiek aktorów.

-----------------------
Oj mógł, mógł. Marka i Adama dali radę odmłodzić o kilka lat, innych też by dali. To nie musi być ogromny przeskok w czasie o 15, czy 20 lat. Zresztą, sam przeskok nie jest problem, a to że jest luka. Równie dobrze mogli pozostać przy 30 latach po, a tylko przesunąć upadek Akademii Luke`a i wzrost siły Porządku na TFA, nie zostawiając nic na retrospekcje. No i przede wszystkim porządnie wyjaśnić co tak bardzo wpłynęło na Luke`a, że był o włos od zamordowania siostrzeńca.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Warial napisał:
co tak bardzo wpłynęło na Luke`a, że był o włos od zamordowania siostrzeńca.
-----------------------
W wersji którą oglądałem dwa tygodnie temu było coś w rodzaju "wejrzałem mu w duszę i zobaczyłem tyle mroku, że się przeraziłem". Trochę nie widzę jak to lepiej doprecyzować...

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

To coś chyba dokładnie jak "Rycerze Starej Republiki" - widzimy że chyba jeden z padawanów stanie się sithem, a skoro nie wiemy który to dla pewności wymordujemy wszystkich bo tak.

Tak więc akurat Ci ze "złotym paskiem" nie powinni na tę scenę narzekać, może co najwyżej że "zrzynka"

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Powiem więcej, w KOTORze to na tej podstawie opracowali cały skomplikowany plan, ewidentne morderstwo z premedytacją. Luke wyraźnie powiedział, że miał dosłownie chwilę słabości, bardziej odruch i objaw strachu niż faktyczna chęć zabicia Bena. A że Ben obudził się i zobacył wuja z mieczem to już nie było odwrotu.

Re: Luke w TLJ nie jest żadnym "przegrywem"

Na kolejnym seansie zwróciłem uwagę na rozmowę Luka i Rey. Luke miał wyraźne pretensje do Obi-Wana, że jak wyczuł zło w Anakinie to nic z tym nie zrobił i dopuścił do powstania Vadera, stąd on postanowił rozwiązać problem w zarodku, potem się opamiętał ale już było za późno.

uświadom to sobie sobie

Wczoraj była rocznica śmierci Magika, widzę co robisz, nie jesteś zabawny, gówniarzu.

Re: uświadom to sobie sobie

Poważny post napisany przez poważnego człowieka.

Re: uświadom to sobie sobie

Bóg tak chciał.

HAHAH BEJCIK

Kiedyś napisałem ten temat kompletnie dla beki teraz wchodzę na forum a tu wywiazała się porządna dyskusja b8 😎

Re: HAHAH BEJCIK

Jasne, jasne. Tłumaczenie. ;p

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.