Forum

Abrams vs Johnson

Pomijając wszelkie kwestie fabularne, kontrowersje związane z pewnym decyzjami czy zbytnią wtórność (czyt. zżynka) poszczególnych elementów TFA bądź TLJ.. który reżyser, Abrams czy Johnson, poprowadził Waszym zdaniem lepiej fabułę swojego filmu w uniwersum Star Wars? Celowo pomijam Edwardsa, bo spin-offy to osobny rozdział SW. Nie chciałbym w tym temacie dyskusji na temat hejterów, botów na RT czy wielkiego smutku Marka Hamilla czy tego, że TFA to zżynka, a TLJ to destrukcja tego uniwersum.

Od paru dni zastanawiam się nad tym (co prawda nie jakoś bardzo gorączkowo) i chyba oddałbym głos na Abramsa. JJ prowadził fabułę TFA w sposób, który bardzo mi odpowiadał. Powoli wprowadzał bohaterów w taki sposób, żebyśmy wstępnie poznali jego charakter, motywacje. Cały wstęp do Rey to spokojna historia, bez żadnego zbędnego humoru z piękną muzyką Johna Williamsa. Widzimy jak Rey żyje na co dzień, jak musi radzić sobie z trudnościami na Jakku i w jaki sposób jej losy splatają się z innymi bohaterami. Podobnie, choć już mnie dogłębnie wygląda to w przypadku Finna i Poe. Dla każdego z nich mamy zarezerwowany czas na to, żeby widz oswoił się z jego rolą w tym filmie i jednocześnie Abrams zgrabnie łączy ich wątki. A to wszystko bez zbędnego humoru. Wystarczyły nienarzucające się żarty z "You need a pilot" i "Stay calm". Drugi powód to właśnie humor. Okej, jest chociażby żart z Finnem pytającym o to czy Rey ma chłopaka. Jest to humor, który zupełnie tu nie pasował i chciałbym, żeby go tam nie było. Ale poza tym ilość i jakość humoru w TFA jest dla mnie idealna. Abramsowi trochę się to zrównoważone tempo prowadzenia filmu wywaliło po Takodanie, ale do Takodany sposób wprowadzania bohaterów i w ogóle ton filmu jest dla mnie idealny. Wiem, że kolejna część sagi już nie musiała wprowadzać bohaterów tak długo i miała się zgubić na faktycznym rozwinięciu całej historii, ale chciałbym, żeby Rian zdecydował się na jedną, max dwie nowe postacie z trójki Holdo, Rose i DJ i poświęcił więcej czasu na ich wprowadzenie.

Z drugiej strony u Riana bardziej podoba mi się wybrzmiewanie poszczególnych "momentów". Abramsowe Star Warsy mają niezłą strukturę filmu, nie ma żadnego chaosu, wszystko płynie przechodzi z jednego punktu do drugiego, ale niektóre sceny nie potrafią dla mnie wybrzmieć tak jakby mogły. U Riana punkty kulminacyjne wybrzmiewały do takiego stopnia, że czułem ekscytację, szok, niedowierzanie, radość. U Abramsa cała fabuła prowadzona jest pod tym względem równo, bez większych skoków emocjonalnych.

Tak więc w moim przypadku stawiam na Abramsa. I pozytywnie patrzę na E9, bo lubię jego styl. A wydaje mi się też, że raczej nie będzie tak zachowawczy jak w przypadku TFA. Aczkolwiek mogę się mylić.

Re: Abrams vs Johnson

Im dalej od premiery TLJ, tym bardziej się skłaniam ku temu, że Abrams z tym samym scenariuszem zrobiłby lepszy film ... o kurczę, nie myślałem, że kiedykolwiek coś takiego napiszę
A jednak, teraz doceniam pewien "porządek strukturalny" w TFA, ale znów, zabrakło tam tego szaleństwa tak bardzo widocznego u Johnsona. Nie wiem, trudno powiedzieć, ale gdzieś, w jakimś temacie na forum napisałem, że być może przyczyną, która sprawiła, że Disney jednak zmienił zdanie co do reżysera 9 części sagi było właśnie to, że Rian wprowadził za dużo chaosu w tym filmie ?. Może jednak to Abrams powinien mieć tą trylogię, a Johnson wziąć nowe filmy ?
Generalnie to zgadzam się z tobą, też mam nadzieję, że ostatnia część będzie takim miksem TFA z TLJ, byłoby idealnie

Re: Abrams vs Johnson

Również wybieram Abramsa. Rian ma świetne momenty, ale JJ w mojej opinii chyba trochę lepiej czuje klimat SW, potrafi zwolnić w odpowiednich momentach, wybrzmieć poszczególnym scenom, jednocześnie nie nudząc, podczas gdy w TLJ akcja pędzi na łeb na szyję, to były mniej interesujące fragmenty. No i przede wszystkim subtelniejszy humor, który dużo bardziej mi leży w formie z TFA.

Anty teza SW R.Johnson

Od kilku dni wypowiada się Johnson na temat fatalnych decyzji fabularnych broniąc je w groteskowy sposób, mianowicie bredzi coś, by SW poszło do przodu i przestało być SW. Q... naprawdę genialne wytłumaczenie, bravo ty.

Przyszedł ro....ał wszystko, a teraz gada, że z zaciekawieniem zobaczy co z tego wyniknie w kolejnym epizodzie, bravo ty po raz drugi.

Opowiada brednie, że Luke jako duch mocy daje więcej możliwości niż żywy, bravo ty po raz trzeci.

Wspina się na szczyty absurdu mówiąc, że Luke odchodzi tworząc legendę by dać siłę rebelii, to się Q nie dzieje.

A kiedy Luke ją stworzył, bo chyba przespałem ten moment?

Smaczek na koniec, ponoć BB8 na początku filmu wypiskuje słynną kwestię "I have a bad feeling about this"

Rachunek proszę

Ten gość ma kręcić nową trylogię SW?

"I have a bad feeling about this"

Chciałoby się powiedzieć, ale nie, to jest Q dramat.

Re: Anty teza SW R.Johnson

z tymi tłumaczeniami wchodzisz trochę w kwestie osobowe Johnsona. Czasem niestety przypomina to sprawę Wendiga, który ponoć napisał słabą książkę - nie czytałem, więc opinia zasłyszana - z ciekawości widziałem tylko kilka zdań, jak afera wybuchła. Nie wiem na ile one są reprezentatywne. W każdym razie koleś pisząc powieść używał prostych zdań i równoważników, czyli jak dziecko w szkole. Wrzucił też wątki homoseksualne. Jedno i drugie, wzbudziło niechęć pewnych grup odbiorców, o czym dawali znać. Wendig broniąc się, wszystkich wyzwał od prymitywów i homofobów, wrzucając ich do jednego worka. Tu niestety jest podobnie. Nie podoba Ci się coś -> hejter.

Takie rzeczy jak BB-8 i przeczucia, i to mętne tłumaczenie, właśnie bolą najbardziej. Czemu jeśli w filmie BB-8 to wypiskuje to Poe nie odpowiada wyraźniej do tej wypowiedzi. W stylu "Ty masz złe przeczucia?" - cokolwiek. Coś, co pozwoliłoby wyłapać odbiorcy, że to tam jest, w inny sposób niż twitter. W tej scenie faktycznie BB-8 mógł to powiedzieć, ale mógł też powiedzieć coś innego, nie jest to takie jednoznaczne jak wpis na twitterze. Tyle, że to są błędy sztuki filmowej.

Jak dla mnie Abrams pozamiatał Johnsona, tylko dlatego, że czuje reżyserię. Johnson nie panuje nad obrazem, nie ma wizji ekranowej (choć np. bitwa o Crait wyszła mu znakomicie - ale już gdzieś pisałem, o sztuczkach, które tam użył - akurat dobrze, że użył), no i podobnie jak Wendig korzysta z prostych sztuczek. Wendig unika skomplikowanych, złożonych zdań, bo trzeba umieć nad nimi zapanować - ale właśnie tego wymaga się od pisarza (no może nie od tego kolesia od Eragorna, ale to dziecko pisało, nie dorosły). Johnson robi to samo - patos, zwolnienia, wszystko zgodnie z podręcznikiem, ale bez wyczucia.
Teraz, gdy przyszedł mi 7 sezon "Gry o tron" to oglądałem sobie kilka wcześniejszych. Odcinki: "The Winds of Winter", "Battle of the Bastards" czy "Hardhome" wyreżyserował Miguel Sapochnik - i nawet nie patrząc na scenariusz, bo Miguel go nie pisał - tylko to jak wszystko wygląda na ekranie, to widać, jak wielkie braki ma Johnson. On nie panuje nad epiką, nie panuje nad wielkością, brakuje mi wizji, a przede wszystkim nie potrafi stosować sztuczek narracyjnych. To nie jest nowa jakość.

Ja nie oczekuję, by to był film na miarę "Blade Runnera 2049" Denisa Villeneuve`a, ale chciałbym by był przynajmniej przyzwoicie zrobiony, rzemieślniczo, nie artystycznie.

Jeszcze raz napiszę tylko to, że moim zdaniem TLJ przydałby się dokrętki i montaż pod okiem innego reżysera. Czy to Abramsa czy to Tony`ego Gilorya. Bo jest tu sporo dobrego materiału, ale Johnson nie potrafi sam go dobrze wycisnąć.

Johnson się sprawdza w scenach kameralnych. Może powinien kręcić spin-offy do filmów Woody`ego Allena. Ale jeśli jego trylogia nie będzie tej skali co oba filmy o Ewokach - czyli o jakiś potyczkach na małej planetce, to jeśli nie weźmie się do ostro nauki, to będzie to dramat.

Natomiast mam też wrażenie, że chyba faktycznie zabrakło pomysłu na cała trylogię. Może dali Johnsonowi za dużo swobody i przerosło go to? Szczęśliwie dwa następne filmy będą kręcić doświadczeni twórcy, którzy panują nad obrazem.

Re: Anty teza SW R.Johnson

O czystej technice nie będę się wypowiadał, także dlatego że wciąż jestem tylko po jednym seansie.
Po filmie Abramsa wychodziłem z radością w duszy, powodowaną pięknem opowieści i postaci.
Po filmie Johnsona wychodziłem niesamowicie szarpnięty emocjonalnie, na skali po stronie zachwytu.
I tak, mam pretensje o kwestię BB-8 (choć w trakcie filmu właściwie nie zdążyłem ich zarejestrować).

Jestem jednak ciekaw jak byśmy się zapatrywali na wizję tworzoną przez TLJ jako część trylogii, gdyby Fisher żyła.

PS TLJ przydałby się dokrętki i montaż pod okiem innego reżysera - całkiem jak z prequelami...

Re: Anty teza SW R.Johnson

Przy prequelach przydałoby się coś innego, niż dokrętki. Dokładnie to samo, co było w przypadku "Powrotu Jedi" - tam to najlepiej wyszło. Lucas zajął się stroną wizualną, wizją ekranową, a Marquand poprowadził aktorów. Dokrętki pod okiem innego reżysera niewiele by pomogły, zaś kwestie techniczne około zdjęciowo-montażowe - nie były tam potrzebne. Bo pod tym względem Lucas jest mistrzem i trudno znaleźć w Hollywood osoby, które są w tej materii mu dorównać.

Zaś co do Carrie - wiem jedno. Gdyby żyła, to sceny z nią bardzo by mnie wkurzały, bo było w nich za dużo Carrie za mało Lei. Gdzieś już o tym pisałem. A tak, jestem z tym ok.

Zaś jeśli chodzi o film Abramsa to po raz pierwszy wyszedłem z niego z pewnym niedosytem. Ale jak już zobaczyłem go po raz wtóry to wsiąkłem, zakochałem się. To film sprawiający radość. Na żadnym innym SW tyle razy w kinie nie byłem (choć daleko mi do JORUUSa).

A po filmie Johnsona wyszedłem i nie wiedziałem, co myśleć. Tak po trzech razach, widzę, ze pewne rzeczy wypadają z kolejnym obejrzeniem lepiej, inne gorzej. I obecnie uważam, że to film średni, który ma bardzo mocne strony, ale też wyjątkowo słabe (i jedno dno totalne).

Zaś technicznie - przed trzecim razem obejrzałem TFA... i jest między Johnsonem a Abramsem przepaść.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Lord Sidious napisał:
i jedno dno totalne
-----------------------
Z czystej ciekawości - co masz na myśli?

Re: Anty teza SW R.Johnson

to już było w innych tematach, gdzie dokładnie pisałem, co tam jest nie tak i jak można było z tego wyjść. Chodzi o ciotkę Klotkę na miotle w skrócie.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Gdyby ktoś kumaty pociął Dżordżowi sceny mówione i ogólnie międzyludzkie w PT (a najlepiej też dokręcił to i owo), to byłaby szansa na podwyższenie ocen tych filmów o 2 pkt.

Re: Anty teza SW R.Johnson

bartoszcze napisał:
Po filmie Abramsa wychodziłem z radością w duszy, powodowaną pięknem opowieści i postaci.
Po filmie Johnsona wychodziłem niesamowicie szarpnięty emocjonalnie, na skali po stronie zachwytu.

-----------------------

I to chyba jest całę meritum porównania tych dwóch reżyserów. Abrams stworzył coś nardzo przyjemnego w odbiorze, mimo wtórności każdy czuł tam ducha Gwiezdnych Wojen, każdy był w stanie wybaczyć niedociągnięcia. Kluczem był typ filmu - klasyczny gwiezdno-wojenny film przygodowy w kosmosie. Tym tropem poszedł przecież Łotr 1 i wyszło znakomicie. Natomiast po Johnsonie spodziewaliśmy się ostrego przeorania naszych mózgów, ale bez gniotów fabularnych. Efekt jest taki, że wychodzi z kina przeorani, ale nie wiem do końca co jak i z czym. I pewnie długo nie bedziemy wiedzieć... Johnson chyba jednej rzeczy nie docenił, że filmy SW to nie wrestling, gdzie jest potrzeby zarówno hype jak i hate. I to że się o filmie tylko i wyłącznie mówi, nieważne co, nie jest dobre. Marka sobie poradzi, natomiast wycięcie kilku scen poprawiłoby odbiór filmu.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Strasznie mnie intryguje ten podział, który wywołał TLJ. Pamiętam jak dekadę wstecz GROM wojował z hejterami TCW (będąc przy tym fanem od premiery ANH), a teraz TLJ tak go rozczarowało.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Mnie to trochę bawi. Ludzie są strasznie przywiązani do swoich wizji SW i dostają piany, jak dostają film, który zawiera coś innego niż ich wizja zawiera.

Ale daj im coś poprowadzonego konserwatywnie, to będą psioczyć na brak oryginalności.

Dodatkowo nie łapią, że będąc dziećmi przeżywali wszystko inaczej i żaden nowy film już im tego przeżycia nie zapewni, chyba że dadzą radę odłożyć na bok wieczny ból d**y i odnaleźć na czas seansu filmowego swoje wewnętrzne dziecko.

Jako dziecko widziałam OT w kinie i potem bałam się ciemnego pokoju, bo śnił mi się Vader. Teraz nawet najstraszniejszy horror nie ma takiego efektu i trudno, żeby się czepiała twórców, że nie dostarczyli mi tak silnych wrażeń i takiej magii jak trzydzieści lat temu - na widok Vadera siekającego rebeliantów w "RO" miałam po prostu wielką uciechę. ;->

Natomiast to całe emocjonalne zamieszanie w TLJ jakoś mnie tam poruszyło, znacznie bardziej niż gdyby dano mi Vadera 2.0 i gwiazdę śmierci nr 4 - widzę w TLJ pewne minusy, ale podoba mi się świeże podejście.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Niestety tu nie chodzi o różnicę w wizji tylko o ewidentne luki fabularne które sprawiają iż ciężko jest ten film strawić nie tylko jako kontynuacje SW ale jako film w ogóle...

Tak jak ktoś napisał, dokrętki i poprawienie kwestii typu przeczucia Luke’a, być może dałyby nam jeden z najlepszych filmów SW.

Re: Anty teza SW R.Johnson

We wszystkich pozostałych częściach też są różne błędy, dziury i absurdy.

Re: Anty teza SW R.Johnson

No wiem, masz rację. Np. w TFA cała baza Starkiller i używanie hipernapędu jak dodatkowego biegu to byłły absurdy i w sumie też mocno rażą, ale chyba mniej niż te z TLJ. Wydaje mi się że to jest tak iż każdy oczekiwał filmu który będzie tak dobry pod względem technicznym jak TFA a zarazem z dobrą historią i pozbawionego absurdów.

Na plus dla Riana jest napewno fakt iż stworzył ciekawe planety, tętniące życiem, posiadające ciekawą faunę i w sumie florę również (Crait).

Re: Anty teza SW R.Johnson

Tu nie chodzi o wizję lub jej brak. Tak więc pianę bijesz co najwyżej Ty prubując szufladkwać.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Ja nie dostaję piany. Po prostu nie mam tak wyśrubowanych wymagań, więc bawię się dużo lepiej.

Re: Anty teza SW R.Johnson

To po to napisałaś ?

Re: Anty teza SW R.Johnson

Myślę że są obecnie 3 grupy - jeżeli już klasyfikować. I ta 3cia grupa wywodząca się po TLJ - jak Grom, ja, Ty, LS - mamy chyba raczej poziom rezygnacji. No bo inną inkszościa jest cisnąć z postaami dla hejtu, ilosci i beki. A czym innym faktycne odczucia. Dla mnie TLJ ma za mało starwarsów w starwarsach. Jest to pierwszy film gdzie nie czyłem sie jak bym oglądał SW - masakra. A druga kwestia to chyba Disney nie ma planu na SW i stapo po omacku, może nie tak jak DCEU ale bliżej im do nich niż do MCU. Sam osobiscie gdybym miał coś robić to zrobiłbym TFA, Kenobiego, Bobę oraz 8 i 9. A Disney bierze się za Solo (WTF, jak to nie siądzie to siądą serwery Bastionu od hejtu XD), za R1 i opowiada na nowo historie wykradania planów DS - w mojej opinni oparcie tego na rodzinie Oerso jest średnie.

Jak Solo nie wejdzie to jedyna nadzieja w JJ i IX ale coś czuję że tk nas wymęczą jak DCEU nas męczy...

Re: Anty teza SW R.Johnson

Nigdy nie czaiłem pomysłu na film o Bobie. Dla 95% widzów już Jango był bardziej rozpoznawalny. Ani Disney ani Lucas, gdyby robił kolejne filmy, nie zdecydowaliby się na film o postaci, którą znają tylko fani. To tak jakby kolejny film z uniwersum Harry`ego Pottera nie był o Huncwotach czy Dumbledorze, tylko o jakimś autorze książki o zwierzaczkach (xD).

Co do samego podziału na 3 grupy, zdecydowanie masz rację. Dzisiaj mój przyszły teść wrócił zawiedziony z seansu. TFA nigdy się nie jarał, ale wydaje mi się, że w TLJ po prostu utwierdził się w przekonaniu, że nowe Star Wars mu się po prostu nie podoba. Szkoda, ale to trochę tak działa. Mój kolega, wielki fan oryginalnego Blade Runnera, wyszedł z BR 2049 zawiedziony, dla niego nie ma to startu do oryginału. Jako dziecko wychowałem się na Harrym Potterze i uważam tą serię za kultową, Fantastyczne Zwierzęta były niezłe, ale do HP nie mają startu. Star Warsami po prostu chyba jestem w stanie dalej się cieszyć. Fascynują mnie losy nowych postaci, nowe lokacje, statki, pomysły na ten świat. Chciałbym, żeby tak było zawsze, ale może tak być, że wyjdę w 2024 roku i stwierdzę, że już mam tego dość. No i trudno.

Re: Anty teza SW R.Johnson

Boba jest nie tylko znany przez fanów. To jest fenomen. Ta postać jest kojażona bardziej niż niejedna mocniej ekranowa - jak np.: wójek Owen XD

Ja typuję - w własnej ocenie - że TLJ to problem wyboru reżysera. Może RJ był takim gościem jak RM w ROTJ i to pasowało włodażom LF ? Nie wiem ale coś nie siadło dla mnie w tej odsłonie SW i po raz pierwszy po prostu nie widzę w tej produkcji gwiezdnych wojen. Trudno. Mam dalej pozostałe epizody i spin-offy i jest OK.

Choć cały czas zastanawiam się o czym jest ten TLJ. Chyba o niczym...

Re: Anty teza SW R.Johnson

Wiesz, fabularnie w TESB poza treningiem Luke`a i jego konfrontacją z Vadera nie było jakiejś określonej historii. Tu się biją, tam uciekają, tu są złapani. W TLJ główna oś fabularna to Rey, Kylo i Luke. Jeśli komuś nie pasuje ten wątek to raczej filmu dobrze nie odbierze. Cała reszta tylko próbuje być ważna, a tak naprawdę to tylko tło dla wydarzeń dziejących się pomiędzy tymi obdarzonymi mocą.

Re: Anty teza SW R.Johnson


a to dziwne bo dla mnie Rey - Kylo, Luke (poza sceną gdzie chce dziabnac Bena) to są spoko wątki. Jak by to zostawic bez wjazdu Lei, bez humoru i bez rujnowania postaci - jak BB-8 - to byłby to MEGA epizod. A tak jest sraczka i rzyganko na raz...

Re: Anty teza SW R.Johnson

Jak wyprzesz z pamięci te sceny co Ci nie podeszły, to będziesz miał MEGA epizod i życie od razu stanie się lepsze

Re: Anty teza SW R.Johnson

To zupełnie jak z prequelami

Re: Abrams vs Johnson

Ciekawy temat, nie powiem

Nie chciałbym jednak ograniczyć oceny do samego sposobu prowadzenia fabuły filmu, bo to jest dla mnie mniej interesujące. Wolę odpowiedzieć, który z tych panów nakręcił lepszy film SW.
Odpowiedź nie jest łatwa, ale moim zdaniem zdecydowanie wygrywa Rian Johnson.

Tylko że... oglądając pierwszy raz, można odnieść wrażenie że TFA jest lepiej skonstuowane.

Dlaczego?

Bo ma prostą sprawdzoną konstrukcję i widz bez problemów ogarnia całość, ponadto Abrams stosuje stare bezpieczne metody filmowania (ujęcia w stylu Johna Forda 1894-1973).

Ale jak ktoś jest fanem SW, to na jednym seansie się nie skończy

Fabuła:
TFA - przewidywalne, jedyne zaskoczenie to śmierć wiecie kogo
TLJ - cały czas zaskakuje, w zasadzie nic nie jest tak jak się spodziewamy.

Dialogi:
Podobnie, ale TLJ ma więcej zapadających w pamięć i do wykorzystania np. na Bastionie.

"W tym zdaniu nie ma słowa prawdy" - Luke
"W tym poście nie ma słowa prawdy" - HAL 9000

Świat:
TFA - pustka (choć planet jest więcej to są one przeraźliwie puste, brak zwierząt)
TLJ - mało planet ale są one zamieszkałe (i to jak).

Najlepiel porównać Ahch-To w obu filmach (beka), oczywiście że trochę nieuczciwe porównanie (czas), ale można się pośmiać


Nowe pojazdy:
Zdecydowana przewaga TLJ.

Zdjęcia:
I tu jest pies pogrzebany.
Po pierwsze Abrams nie ma oka do ładnych zdjęć i ich nie kreuje, całkowicie zdając się na "przyrodę" (będzie ładna pogoda, to będą fajne zdjęcia, nie będzie pogody, to kręcimy dalej a co mnie to obchodzi). Pozostaje bardzo klasyczny i nie wprowadza wielu nowinek.

Rian Johnson natomiast wykorzystał w filmie chyba wszystkie możliwe sposoby filmowania i ja sobie nie przypominam drugiego takiego filmu - sprawia to bardzo chaotyczne wrażenie na pierwszych seansach, odnosimy wrażenie że jest tego poprostu za dużo i niektóre ujęcia nie pasują do naszych przywyczajeń z poprzednich filmów SW.
Johnson jednak dba o widza i serwuje nam cały czas piękne widoki (jak Lucas), a niektóre eksperymenty to strzał w 10.
Przy większej ilości seansów wrażenie chaosu mija, a film pozostaje ciekawy, jednak mnogość różnych technik ma wpłych na zachowanie klimatu, a klimat uzyskuje się skromnymi środkami i pewną oszczędnością/jednorodnością/monotonią, wytłumaczę: im większe bogactwo tym film jest efektowniejszy, ale mniej klimatyczny.
Klimat łatwo uzyskać gdy akcja dzieje się np. w jednym miejscu (Alien, 12 Angry Men).
W muzyce też im mniej motywów tym łatwiej utrzymać klimat, a najbardziej klimatyczne są utwory z jednym motywem, w rozrywkowej gdy zrezygnujemy z klasycznego podziału zwrotka-refren uzyskujemy bardzo ciekawy nastrojowy efekt:
"Et si tu n`existais pas"
https://youtu.be/abfQQ1hzN9M?t=4
Różnych "motywów" w TLJ mamy dużo, istny rollercoaster, więc o tą klimatyczność trudniej, ale gdy oglądamy kolejny raz, to żarty już tak nie śmieszą a pewne sceny już nie szokują, całość się wyrównuje i klimatem nie odbiega już od innych epizodów, a cały czas mamy przewagę iż jest ciekawiej.
Jestem przekonany, że w przypadku filmu Johnsona, czas będzie działał na jego korzyść i grono zwolenników będzie się powiększać.
Nie da się ukryć, że Ostatni Jedi jest inny niż pozostałe filmy SW i w tym tkwi jego siła - dostaliśmy naprawdę dużo nowych rzeczy do "przetrawienia" i ja się z tego cieszę.
Nie można stać w miejscu. No, można, ale nie trzeba, bo stanie w miejscu to regres.

Generalnie TFA oceniam pozytywnie, ale to TLJ pcha SW do przodu i jest bardzo odważnym filmem (nieźle namieszał).
Ja cenię sobie różnorodność dlatego popieram to co zrobił Rian, jestem też przekonany że następny film Abramsa będzie odważniejszy i połączy wszystkich fanów

HAL, w tym poście prawie nie ma słowa prawdy

Po pierwsze filmowanie. Abrams wbrew temu, co piszesz łączy techniki. Ma własną, bardzo charakterystyczną związaną z ruchem kamery w koło. Jest w TFA widoczna w kilku miejscach, dodaje dynamizmu i się sprawdza. Czując też SW stosuje klasyczne zabiegi, jak z filmów Forda, czy Copolli.

Johnson też stosuje czasem klasyczne ujęcia, tyle że nie umiejętnie, bo jest pozbawiony ekranowej wizji. Scena na Crait w której widzimy maszyny kroczące Porządku - to scena żywcem wyciągnięta z "Aleksandra Newskiego" Sergieja Einsteina (to film z lat 30. jak dobrze pamiętam). Polega na tym, by ukazać wrogów na horyzoncie, dać dużo nieba, dużo tła, a w sumie nie pokazać zbytniej ilości przeciwników (bo mamy ograniczenia w statystach). To sprawia, że masz wrażenie, iż wrogów jest mnóstwo, mimo mniejszego budżetu. Ale potem masz w tej samej scenie na Crait ujęcie z boku, gdzie można policzyć ilość maszyn... To nie jest nowatorstwo. To znaczy, że Johnson nie zrozumiał sztuczki i nie potrafi jej powtórzyć, bo ekranowo przeczy sam sobie. Jest dużo, a jednak mało.


Fabuła:
TFA - śmierć Hana była do przewidzenia. Wprost - monomit. Brak śmierci Hana by mnie zaskoczył i bolał. Twistów tam nie ma, może z wyjątkiem tożsamości Kylo Rena, ale też mi się wydaje, że to zdradzili nam wcześniej. Ale to nie jest fabuła oparta o twisty fabularne.

TLJ - w którym miejscu zaskakuje? Zaskoczył mnie śmiercią Snoke`a w ten sposób. Zaskoczył mnie tym, co zrobił Luke pod koniec - ale tu pozytywnie, bo to mi się bardzo zgadzało z tym, co prowadził przez cały film. Johnson wodzi za nos, sugeruje pewne rzeczy, ale też zostawia podwaliny pod właściwe rozwiązania. Sugestia - że Rey uda się nawrócić Kylo - ale zaraz, dalej trzymamy się monomitu, prawdaż? Rey wyruszając w drogę jest skazana na porażkę. Jak Anakin w AOTC próbujący ratować matkę. Jak Luke w TESB mierzący się z Vaderem. Poza tymi dwoma rozwiązaniami z Lukiem i Snokiem, jedyne co zaskakuje to rzeczy, które należałoby z filmu wyciąć . Johnson boi się robić Deus Ex Machina, więc zawsze wprowadza elementy, które będzie używał wcześniej. Robi to w sposób uczniacki. Widać to w scenie, w której Luke trzyma tą łodygę trawy. Ona jest tylko potrzebna do tego by połaskotać Rey i zrobić śmieszną scenę. Po niej Luke wyrzuca tę łodygę. Czyli Johnson pamięta, by mieć przedmiot, ale nie potrafi temu dodać szerszego kontekstu. Szczerze, to mnie boli.

Przy świecie pojechałeś na maksa. I tu właśnie Ci napiszę - "W tym poście nie ma słowa prawdy".
Na Jakku jest mnóstwo życia. Masz stalodzioba, masz piaskoryjca i wiele zwierząt w osadach. Ale Jakku to pustynna planeta, więc tam powinny być przestrzenie.
Na Tokadanie są ptaki, jak się przyjrzysz. Podobnie jak na Naboo przez większość czasu.
Na Ahch-To także są ptaki i to w bardzo dużej ilości. Ich obecność zainspirowała porgi.
Faktem jest, że to nie są "Fantastyczne zwierzęta", więc są on tłem, ale są. Mówienie, że ich nie ma jest jakimś przegięciem. TE światy nie są puste. Są klasyczne, ziemskie, ale żyją. Pustynia na Jakku jest naprawdę bardzo, ale to bardzo żywa.
Zobacz sobie jak wyglądają u nas pustynie:
http://www.filmowe-szlaki.pl/2017/05/03/pustynia-erg-chebbi-merzouga-i-erfud/
Szczerze, ja naprawdę na kilku pustyniach szukałem fenków, jaszczurek, ptactwa, gazeli itp. Nie ma tego tyle. Mimo, że bardzo bym chciał by było, bo lubię obserwować zwierzęta.

Natomiast jest inny problem, który jeśli chodzi o światy, przemawia na korzyść Abramsa. Światy żyją u niego i są pełne obcych. Na Jakku jest wiele obcych, którzy coś mówią, coś robią i jak Unkar mają jakieś role. Podobnie na Tokadanie. Zresztą nawet tych obcych w Ruchu Oporu jest więcej.
U Johnsona tego nie ma. Po przeczytaniu słownika obrazkowego - wiem, że wycieli mnóstwo materiału z Ahch-To i Cantonici, który bardzo mi by te światy zapełnił. Ale w tym montażu, tu nie praktycznie obcych. W Canto Bight ich widać, ale nie mają większego znaczenia (zresztą podobnie jak cała tamta sekwencja, ale to kwestia obecnego montażu). Mnie ta ilość ludzi - jak wspominałem wszelkich kolorów i płci - kosztem obcych bardzo przeszkadza.

Natomiast zgadzam się z jednym - Rian zrobił chaos w filmie. Ale moim zdaniem po prostu nad nim nie zapanował. Takiego burdelu nie było jeszcze w SW. Są dobre i złe rzeczy, wymieszane, ale technicznie właśnie jest słabiej. Dla mnie ten film to regres w stosunku do TFA. Bo progres kojarzy mi się z czymś lepszym, lepszą jakością a nie dążeniem do średniej. Więc u mnie TFA - pozytywnie, TLJ - mieszane uczucia.

Re: Abrams vs Johnson

Zapomniałem jeszcze wspomnieć o emocjonalnej stronie filmu i tu również TLJ jest miażdżąco lepsze.
Rian naprawił wszystkie błędy Abramsa - wystarczy porównać scenę gdy spotykają się Leia i Han vs Leia i Luke.
To co zrobił Abrams, to jest po prostu scandal
https://youtu.be/wbFwvTI0fCU

Brzydactwo jakich nigdy nie było i mam nadzieję że już nigdy nie będzie w SW.

Pamiętna scena z kudłaczem:
https://youtu.be/wbFwvTI0fCU?t=174
Pomijając błąd Abramsa, to jest to zwyczajnie koszmarnie brzydkie (jak całe D`Qar zresztą).

Johnson jak pisałem naprawia te błędy aż do przesady, bo wszyscy nieustannie wpadają sobie w "ramiona" Poe i BB-8
Mamy taka sytuację o której kiedyś pisałem, że mam nadzieję iż nowy reżyser naprawi błędy poprzednika a zapewne też nie uniknie swoich własnych.
Na szczęście błędy Johnsona to mniejszy kaliber i są raczej zabawne, jak plecak Finna, który wędruje mu (MAGICZNIE) spod nóg do kapsuły ratunkowej, tylko dlatego żeby Rose się domyśliła iż bohater chce nawiać czy Luke trzymający łodygę trawy bo będzie mu potrzebna do zrobienia zabawnej sceny.
Błędy Abramsa to DUŻY kaliber i dla "dobra fabuły" następują POWAŻNE błędy logiczne związane z użyciem hipernapędu.

Nie jest też tak, że TFA to totalna katastrofa - jest kilka ujęć zrobionych przez ILM, które uważam za najlepsze w całej sadze, zwrócił Abram uwagę na pewne szczegóły, które umykały nawet Lucasowi. Całościowo uważam jednak TFA za najgorszy film Star Wars w historii, choć oczywiście 10/10

Re: Abrams vs Johnson

Mi się spotkanie Lei i Hana podobało, było realistyczne. Związek po przejściach, głównie wojennych (Rebelia) i wychowawczych (Ben Solo jako Kylo Ren), zapewne długo się też nie widzieli osobiście, a jak się już widzą to w dość trudnych okolicznościach, ale mimo to zachowują jakąś cząstkę tych "siebie", którzy byli razem podczas wielu przygód w przeszłości. No i pewnie mieli ze sobą kontakt, co w "Więzach krwi" C. Gray dobitnie widać (są przez zdecydowanie dłuższy czas oddaleni od siebie fizycznie, każdy się zajmuje czym innym, ale są w stałym kontakcie).

Luke za to siedział na wygnaniu, stąd ta scena musiała inaczej wyglądać. Leia nie widziała swojego brata "po przejściach" szmat czasu, szukała go po Galaktyce, aż w końcu się zjawił. Nie ważne, że w tak trudnym momencie, ale w końcu przybył. Ta scena wyraża coś więcej i być może dlatego jest odczuwana jako lepsza, jednakże obie sceny "wpadnięcia w ramiona" - ta z Hanem i Leią z TFA oraz z Luke`iem i Leią z TLJ - są bardzo dobrze zrobione.

Co do błędów logicznych, to akurat w nich króluje Rian Johnson. Nazywasz scenę z nietypowym użyciem hipernapędu jako nielogiczną, stworzoną na poczet fabuły, ale to jak nazwiesz specyficzne użycie Mocy, możliwości Duchów Mocy czy finałową umiejętność Luke`a z TLJ? To, w kontekście poprzednich części, jest czymś nielogicznym - Rey bez treningu wywija w kilka dni mieczem jak zawodowiec, Duch Mocy wywołuje burzę i coś podpala, a Luke tworzy częściowo zmaterializowaną kopię siebie w miejscu niezwykle oddalonym od planety, na której przebywał.
Wiele osób oburza się, gdy ktoś ma czelność stwierdzić brak logiki w tych rozwiązaniach. Ich prawo. Nie wiem czy się do nich zaliczasz, ale to trochę dziwne krytykować zmiany z TFA wyglądające inaczej niż to co widzieliśmy w Legendach, a chwalić jednocześnie za bycie "logicznymi" nieścisłości i niespójności z TLJ.

Jeśli chodzi o warstwę techniczną, to Rian Johnson poległ w kwestii technicznej. J.J. Abrams wypadł zdecydowanie lepiej i bardziej profesjonalnie. U Riana Johnsona jest widoczny chaos, nierówne i pozbawione logicznego wyjaśnienia tempo, ujęcia w większości (jeśli je się zestawi z ujęciami Abramsa) wyglądają jakby był uczniakiem (opieram się na tym, co przeczytałem w tej kwestii; sam nie jestem ekspertem od ujęć czy nawet reżyserii i też nie zamierzam za takiego uchodzić). Śliczne pojedyncze sceny to za mało, żeby TLJ wygrał z TFA pod względem technicznym. Nawiasem mówiąc, TFA o wiele bardziej mi się podobał od strony wizualnej. Piękne Canto Bight i scena z Holdo jako kamikadze to jednak wg mnie za mało, żeby przebić TFA w tym względzie.

logika

Darth Starkiller napisał:
Co do błędów logicznych, to akurat w nich króluje Rian Johnson. Nazywasz scenę z nietypowym użyciem hipernapędu jako nielogiczną, stworzoną na poczet fabuły, ale to jak nazwiesz specyficzne użycie Mocy, możliwości Duchów Mocy czy finałową umiejętność Luke`a z TLJ? To, w kontekście poprzednich części, jest czymś nielogicznym - Rey bez treningu wywija w kilka dni mieczem jak zawodowiec, Duch Mocy wywołuje burzę i coś podpala, a Luke tworzy częściowo zmaterializowaną kopię siebie w miejscu niezwykle oddalonym od planety, na której przebywał.
Wiele osób oburza się, gdy ktoś ma czelność stwierdzić brak logiki w tych rozwiązaniach. Ich prawo. Nie wiem czy się do nich zaliczasz, ale to trochę dziwne krytykować zmiany z TFA wyglądające inaczej niż to co widzieliśmy w Legendach, a chwalić jednocześnie za bycie "logicznymi" nieścisłości i niespójności z TLJ.

-----------------------
Ejno. Błąd logiczny jest wtedy, kiedy wniosek nie wynika z przesłanek. Proszę nie mylić błędu logicznego z "tego do tej pory nie było".
Z punktu widzenia E1 i E2 to same duchy Mocy są "nielogiczne", bo pojawiają się dopiero w E4/E6, a Yoda w finale E3 jedynie sugeruje ich istnienie jako wyższej formy wtajemniczenia w Mocy. Z niczego (w filmach) nie wynika, że duchy czegoś nie mogą.
TFA wprowadziło (do filmów) koncepcję woli czy też samodzielnego działania Mocy - pojęcie "przebudzenia" nie zostało wyjaśnione, ale cały czas wygląda jakby to było zjawisko zachodzące wewnątrz Mocy. Mamy więc po prostu rozszerzenie naszej wiedzy o Mocy, a nie błędy logiczne.
Co do treningu Rey - zwróć uwagę, że ona najpierw pracowicie ćwiczy szermierkę drewnem (i nie wygląda jakby to była dla niej pierwszyzna), a potem dopiero próbuje tego samego lightsaberem. To najzupełniej logiczne, że sobie daje radę...

Re: logika

Nie mylę błędu logicznego z brakiem jakiegoś elementu wcześniej i wprowadzeniem go później. Jednak jeżeli ktoś czyni zarzut, że nowy element z TFA jest nielogiczny, bo nie wynika z przesłanek przedstawionych w poprzednich Epizodach czy źródłach książkowych bądź komiksowych, to na tej samej zasadzie mogę uznać tak pojmowany brak logiki w innym filmie, w tym przypadku w TLJ.

Zjawisko "przebudzenia Mocy" nie zostało wyjaśnione, co jest wielkim brakiem TLJ. Nie wiadomo czym ono jest, czy to jakieś działanie wewnętrzne albo zewnętrzne Mocy. Czy w ogóle jest czymkolwiek nowym, czy może tym, co było w poprzednich filmach, ale manifestujące swoją obecność w inny sposób. Nie wiemy, co to jest. Błąd logiczny nie polega tutaj na samym "przebudzeniu Mocy", ale na tym, że nie ma nic co by mogło presuponować prawdziwość tez o "przebudzeniu", wzmacniającym jakieś zdolności Duchów czy użytkowników Mocy czy kogo tam sobie widz wymyśli.

W przypadku starszych Epizodów nie widać tutaj braku logiki. Ze starszych części wynika to, co pojawiło się w nowych. Nowe są w czasach odleglejszych od starszych, jednak potrafią zachować w całości węzeł logiczny, stąd Yoda wspomina w RotS o Duchach Mocy, które możemy dostrzec bezpośrednio w TESB i RotJ. Wszystko łączy się w logiczną całość pod względem technicznym (czas produkcji poszczególnych Epizodów) i fabularnym. Nie ma ponadto czegoś takiego, że nagle Duchy Mocy przestają istnieć w prequelach, albo że mają całkowicie inny charakter niż to, co sugerował Obi-Wan w ANH zanim stał się jednym z nich.
Ktoś powie, że Snoke wspomina o "przebudzeniu" w TFA. Równie dobrze mógł blefować, a Kylo mu przytakiwać; równie dobrze mógł sam u swojego ucznia wywołać uczucie poruszenia; równie dobrze nic nie mogło to znaczyć. Teoretyzować można dużo, aczkolwiek to tylko teoretyzowanie, na dodatek nie wiadomo, czy dotyczy całościowo Mocy. Brak węzła logicznego czyni te teorie bezużytecznymi, bo nie mamy wyraźnego ich potwierdzenia czy zaprzeczenia.

Idąc a contrario można stwierdzić, że poprzednie Epizody jasno nie stwierdzają, że Duchy Mocy mogą robić tak bardzo spektakularne rzeczy, skoro nie wynika to z poprzednich Epizodów czy źródeł książkowych bądź komiksowych. I nie mów mi, że to "nowy element" albo nie porównuj proszę tego rozumowania do sceny z Duchem Yody uderzającym laską Luke`a na Ahch-To, bo nie mówię o tego typu interakcji, a skoro bawimy się w twardą logikę to odrzucajmy "wprowadzenie nowego", skoro opieramy się na przesłankach już nam danych w ramach jakiejś figury logicznej, o której piszemy. Nie mówię też o "małych" interakcjach, które z tego co się dowiedziałem są zgodne z nowym kanonem. Mówię o tym, co zrobił Yoda na Ahch-To; mówię o tym, co zrobił Luke na Crait; mówię o tym, że intrygująca postać Rey stała się Mary Sue, która to nagle zdobywa super moce i wygrywa z każdą niemalże przeciwnością losu. Bo powtarzam, nie mamy bezpośrednio logicznego związku Rey z otrzymaniem takiej potęgi w tak krótkim czasie. Domysły związane z "przebudzeniem Mocy" czy doświadczeniach z przeszłości, o których zapomniała, to tylko domysły. Jedne z nich są bardziej wiarygodne, inne mniej, niemniej nie zmienia to faktu, że całość nie trzyma się sensownej kupy i stanowi przykład typowego marysuizmu, który sam w sobie pozbawiony jest logiki, o której dyskutujemy.

Trening Rey to generalnie skomplikowana sprawa. Sam broniłem jej po TFA, gdy zarzucano jej dość umiejętne posługiwanie się mieczem świetlnym. Była wychowywana w ciężkich, pustynnych warunkach, na pełnym niebezpieczeństw Jakku. W chwili rozpoczęcia TFA już jest wprawną wojowniczką posługującą się swoim metalowym kijem, stąd pewne podstawy walki może dopasować do innego rodzaju broni (miecza, nawet miecza świetlnego).
Jednakże całość szkolenia idzie za szybko. W raptem kilka dni nauczyła się walki mieczem. Rozumiem to i jest to logiczne patrząc na jej ogólne przygotowanie bojowe. Jednak to, czym ma się posługiwać jest miecz świetlny, dzięki któremu eliminuje jakiś czas potem elitarnych Pretorian Snoke`a. Z "Rebeliantów" bezpośrednio wiemy, że walka mieczem świetlnym różni się od zwykłego miecza (można się tego domyślić, ale mamy jednak oficjalne potwierdzenie etc.) i wymaga treningu. Mandalorianka Sabine musiała intensywnie trenować sztukę posługiwania się mieczem, mimo że jej umiejętności w walce różnymi rodzajami broni wykraczało w górę ponad to, co potrafiła Rey. Mimo to musiała trenować, żeby w miarę sprawnie posługiwać się mieczem świetlnym. Rey w trymiga opanowała go do poziomu pozwalającego na pokonanie elitarnej gwardii Najwyższego Wodza. Fakt, że walczyła w duecie z Kylo Renem nie ma tu znaczenia, bo uwaga kilku Pretorian była zwrócona ku niej, a sami Pretorianie dysponowali różnymi rodzajami broni, które sprawiłyby problem nawet komuś ze zwykłym mieczem, a nie tym świetlnym.

Ode mnie to w sumie tyle, bo jak mniemam nie przekonamy siebie, co też nie jest moim celem. Bardziej wyrażenie swojej opinii czy argumentów, które - odnośnie tej dyskusji - są powyżej. W tym miejscu, jeśli chodzi o mnie, pozwolę sobie postawić kropkę.

Re: logika

Chopy dajcie se spokój z logiką XD bo mylicie ją z intuicją

Re: logika

Nie moja wina, że bartoszcze z uporem maniaka miesza logikę z myśleniem życzeniowym, dodatkowo oskarżając mnie o alogiczność rozważań. Ja od siebie wątek zakończyłem, a jeśli ktoś widzi w moim rozumowaniu błędy to możliwe, że one istnieją, ale na pewno nie mają swojego źródła w braku logicznych powiązań.

Re: logika

I to jest właśnie to miejsce, w którym niezadowoleni z TLJ nie są w stanie odróżnić faktów od własnych oczekiwań.

Re: logika

ale ograniczona wypowiedz...

Re: logika

Z ciekawości: uważasz TLJ za zły, bo rozmijający się z Twoją wizją i oczekiwaniami, czy nielogiczny?

Re: logika

Jako, że ten post nie jest związany z poprzednią dyskusją, to odpowiem uszczypliwie: i to jest właśnie to miejsce, w którym fanboye TLJ nie są w stanie dopuścić myśli, że komuś zwyczajnie się ten film nie podobał i ma ku temu argumenty. Pokazujesz teraz wyraźnie, na co zresztą czekałem, że w sumie nie obchodzi Cię jako taka dyskusja, ile pojedynek z kimś, komu się nie spodobał "Ostatni Jedi". To, że zanegowałeś taką postawę w którymś poście nie zmienia ogólnego obrazu Twoich postów, często bardziej uszczypliwych niż to co napisałem powyżej, a wymierzonych w osoby negatywnie nastawione do "Ostatniego Jedi". Taka postawa to zresztą nic nowego, ale mimo wszystko jest zauważalna.

Miło mi, że moją opinię rozciągasz na wszystkich niezadowolonych z "Ostatniego Jedi", chociaż uważam to za dalece niestosowne. Sam nie mam aspiracji być "głosem tłumu". Nie przepadam też za uogólnianiem opinii grupy w drodze rozciągania na nią opinii jednostki. Wiele osób jest bardziej lub mniej zadowolonych z "Ostatniego Jedi" ode mnie i mają różne, różniste argumenty na poparcie swojego zdania.

Mnie samego nie obchodzą własne oczekiwania jak dokonuję jakiejś oceny. Na "Ostatniego Jedi" właściwie poszedłem z o wiele, wiele mniejszymi oczekiwaniami, niż żywiłem w stosunku do "Przebudzenia Mocy". Poszedłem po prostu na kolejną część Gwiezdnych Wojen. Odrzuciłem początkowy sceptycyzm i możliwy do wystąpienia w przyszłości hype, idąc po prostu na kolejny Epizod. Pomogło to w ogólnej ocenie, przede wszystkim skupiając się na aspektach technicznych filmu, ale to już kwestia subiektywna. Inna osoba z podobnym nastawieniem (to nie są oczekiwania, podkreślam na wypadek jakbyś chciał mnie ciągnąć za słówka) może skupić się na emocjach zawartych w filmie, jeszcze inna osoba na czymś jeszcze innym. Zależy to od widza i tego, co przykuje jego/jej uwagę po seansie.

Zarzucanie mi niemożności odrzucania faktów od własnych oczekiwań, jest po prostu śmieszne. Tym bardziej kiedy sam często podkreślam zmniejszanie elementu subiektywnego do jak najmniejszego rozmiaru, albo kiedy naklepałem chyba wystarczającą liczbę postów z treścią opierającą się w większości na faktach, odrzucając swoje oczekiwania czy myślenie życzeniowe.

ale to

totalna bzdura, scusi

Zupełnie mi nie przeszkadza że Ci się nie podoba TLJ (ani komukolwiek innemu), bez względu na to czy nie podoba Ci się z powodów estetycznych, emocjonalnych, technicznych czy jeszcze innych.

Specjalnie zmieniłem natomiast temat parę postów wyżej na "logika", żeby się skupić na argumencie "błędów logicznych", które nie są kategorią ocenną, ale obiektywną. I w zakresie tych rzekomych błędów niestety kręcisz się wokół "bo moim zdaniem to powinno być inaczej`, a nie "z zasad logiki wynika że to i to". I tego właśnie faktu nie chcesz przyjąć do wiadomości.
Nie podoba Ci się fabuła TLJ, rozwój postaci i konceptów - fine by me. Ale nie próbuj racjonalizować swojego stanowiska czymś, czego nie ma.
I tyle.

Re: logika

Darth Starkiller napisał:
Nie mylę błędu logicznego z brakiem jakiegoś elementu wcześniej i wprowadzeniem go później.

Ale mylisz przesłanki z przyzwyczajeniami i wnioski z oczekiwaniami

Zjawisko "przebudzenia Mocy" nie zostało wyjaśnione, co jest wielkim brakiem TLJ.

Zjawisko duchów Mocy nie zostało wyjaśnione aż do szóstego filmu...

Błąd logiczny nie polega tutaj na samym "przebudzeniu Mocy", ale na tym, że nie ma nic co by mogło presuponować prawdziwość tez o "przebudzeniu"

Ale to nie jest żaden błąd logiczny...

W przypadku starszych Epizodów nie widać tutaj braku logiki. Ze starszych części wynika to, co pojawiło się w nowych. Nowe są w czasach odleglejszych od starszych, jednak potrafią zachować w całości węzeł logiczny, stąd Yoda wspomina w RotS o Duchach Mocy, które możemy dostrzec bezpośrednio w TESB i RotJ. Wszystko łączy się w logiczną całość pod względem technicznym (czas produkcji poszczególnych Epizodów) i fabularnym. Nie ma ponadto czegoś takiego, że nagle Duchy Mocy przestają istnieć w prequelach, albo że mają całkowicie inny charakter niż to, co sugerował Obi-Wan w ANH zanim stał się jednym z nich.

Akurat z logicznego punktu widzenia duchy Mocy zawierają ciężki błąd w epizodach 1-6 - jakim cudem może się pojawić duch Anakina? (zwłaszcza jeśli nie pojawia się duch Qui-Gona)

Ktoś powie, że Snoke wspomina o "przebudzeniu" w TFA. Równie dobrze mógł blefować, a Kylo mu przytakiwać

Gdyż,jak wiadomo, młody Jedi nazwiskiem Darth Vader, zdradził i zabił Anakina Skywalkera, z pewnego punktu widzenia

poprzednie Epizody jasno nie stwierdzają, że Duchy Mocy mogą robić tak bardzo spektakularne rzeczy, skoro nie wynika to z poprzednich Epizodów

Logika uczy, że popełniasz błąd logiczny. Tylko gdyby zostało wyraźnie powiedziane że duch Mocy może robić tylko to i to, to wprowadzenie nowej umiejętności byłoby logicznie sprzeczne z dotychczasowymi twierdzeniami.
Lepszym przykładem błędu którego próbujesz się doszukać, jest przechodzenie do/z nadprzestrzeni w TFA, ale to ostatecznie kwestia fizyki raczej niż logiki (a jeśli wchodzimy w fizykę, to przecież fizyka kwantowa jest w pewnych aspektach sprzeczna z klasyczną i jakoś się to wszystko kręci).

nie mamy bezpośrednio logicznego związku Rey z otrzymaniem takiej potęgi w tak krótkim czasie.

Przesłanka: "zawsze czułam że coś jest we mnie"
Przesłanka: "tylko raz widziałem dotąd tak potężną Moc"
Przesłanka: "nastąpiło Przebudzenie" (zanim Rey odczuła działanie Mocy"
Wniosek: nastąpiło uaktywnienie potężnego użytkownika Mocy, wytrenowanego fizycznie.

Jednakże całość szkolenia idzie za szybko.

Właśnie mi przypomniałeś że w Looperze mieliśmy dużo młodszego potężnego Force usera

Z "Rebeliantów" bezpośrednio wiemy

"What you`ve learned, unlearn you must"
Są różne talenty do różnych rzeczy.

jak mniemam nie przekonamy siebie, co też nie jest moim celem.
-----------------------
Nie zamierzam Cię przekonywać do zmiany poglądów na TLJ, tylko konsekwentnie namawiam do stosowania logiki w sposób zgodny z regułami logicznego wnioskowania

Re: logika

Wyjaśnieniem zaawansowania Rey jest więź z Kylo i to co powiedział Snoke - że kiedy jedna strona mocy rośnie, to druga też. Możliwe, że Rey instynktownie wykorzystuje to, co co potrafi Kylo. Poza tym Rey nie jest w swoim użyciu mocy wyrafinowana, tylko po prostu silna. Potrafi coś podnieść albo przyciągnąć, ale w żadnym momencie nie odstawia takich sztuczek jak zatrzymywanie strzału w powietrzu czy obracanie / naciskanie małych przedmiotów, które pewnie wymagają wyćwiczenia techniki.

Re: logika

Ja tylko na krótko:

Z "Rebeliantów" bezpośrednio wiemy, że walka mieczem świetlnym różni się od zwykłego miecza (można się tego domyślić, ale mamy jednak oficjalne potwierdzenie etc.) i wymaga treningu. Mandalorianka Sabine musiała intensywnie trenować sztukę posługiwania się mieczem, mimo że jej umiejętności w walce różnymi rodzajami broni wykraczało w górę ponad to, co potrafiła Rey.

No niekoniecznie. Sabinka była uniwersalnie wyszkolona we wszystkim, z naciskiem na demolowanie otoczenia ładunkami wybuchowymi. Czyli takie wykształcenie ogólne po łebkach we wszystkim innym. Najpierw zaczynała od drewnianych kijaszków i tak sobie jej to szło.

Rey zaś umie tylko kijek, ale z to jest w mim wyspecjalizowana, ma w nim mistrzostwo, czarny pas czy co tam jeszcze zanim wzięła miecz do ręki. Stąd jej biegłość jest naturalnym przedłużeniem istniejących zdolności.

Re: Abrams vs Johnson

Star Wars to bajka i wszystko co jest związane z bajkową Mocą jest dla mnie całkowicie akceptowalne.
Gdy pojawi się taka scena w następnym epizodzie, to nie będę miał z nią żadnego problemu:
https://youtu.be/RkBiYpD3SDc?t=39

Jeden użytkownik podnosi myśliwiec, a inny podniesie coś większego - przecież rozmiar nie ma znaczenia

Fajnie, że w nowych filmach pokazane zostały inne sposoby wykorzystania Mocy - Kylo w TFA pokazuje nowe sztuczki, których jeszcze w filmach nie było i to jest zaleta tego filmu. Nie ma tu żadnego błędu logicznego.
Podobnie, ale z dużo większą satysfakcją odbieram scenę w próżni (TLJ). W końcu po latach doczekałem się:
http://star-wars.pl/News/21572,Co_dalej_z_filmowa_Leia.html#247798
Jak widać, jestem wiarygodny - nie bronię, ot tak, bo mi się film podobał, tylko na odwrót, podobał mi się film, bo spełnił oczekiwania o których pisałem rok wcześniej.

Logika (hipernapęd) w TFA została naruszona wielokrotnie, ale najboleśniej w scenie ataku eskadry Poe - widzę że nie wszyscy jeszcze załapali co jest nie tak z tą sceną, więc wyjaśnię jeszcze raz, ale tym razem w Ziemskich warunkach:

Jadę pociągiem IC z Poznania do Warszawy (do dziewczyny).
Pociąg nigdzie się nie zatrzymuje.
Podróż trwa 3 godziny.
Ważna informacja!
Wiemy (ja i moja dziewczyna), że na torach w okolicy Kutna leży drzewo na torach!
Gdy jestem w połowie drogi dziewczyna dzwoni do mnie i mówi, że strażacy usunęli drzewo, więc... MOGĘ JUŻ WYSIADAĆ!
Tak też robię.
Wstaję w POŁOWIE DROGI, otwieram drzwi i wyskakuję z pociągu prosto w ramiona dziewczyny.

Logika "made in" Abrams/Kasdan

Jeśli chodzi o warstwę techniczną, to Rian Johnson poległ w kwestii technicznej. J.J. Abrams wypadł zdecydowanie lepiej i bardziej profesjonalnie. U Riana Johnsona jest widoczny chaos...

Gdy pisałem o pozornym chaosie u Johnsona, miałem na myśli to, że zastosował bardzo wiele nowych technik i nowe rodzaje ujęć, które wcześniej nie były stosowane w filmach SW - dlatego film, na pierwszym seansie nie jest tak jednolicie monotonny.
Ja osobiście nie lubię ujęć kręconych z ręki i na takie filmy jak "REC", krzywo patrzę, choć oczywiście rozumiem pomysł, bo często się to sprawdza w tego typu horrorach.
Nie ma jednak mowy o tym, że Rian to uczniak bo zastosował jakieś nietypowe ujęcie - wręcz przeciwnie, twórcy szukają świeżości i tu przypomina mi się sytuacja z płytą "St. Anger" (Metallica) gdzie werbel brzmiał jakby jakiś amatorski zespół nagrywał w garażu, jednak nie ma mowy o amatorstwie, to jest właśnie najwyższy poziom profesjonalizmu:
https://youtu.be/lCu3z1yX1h8

Oczywiście to brzmienie werbla nie wszystkim przypadło do gustu - tak to już jest właśnie.

A chaos, mimo zachowawczego sposobu filmowania znajdziesz u Abramsa właśnie - zadaj sobie pytanie, przez ile dni dzieje się akcja na Jakku (tam są ze 4 zachody słońca)???

Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, gdzie w jednej scenie mamy ujęcia z różnych godzin i jest to cholernie widoczne np. gdy Rey mówi do BB-8, że zna się na czekaniu to mamy zmontowane - przez ślepca chyba - ujęcia Rey z godziny "12" i BB-8 z godziny "18". To jest zupełnie inne oświetlenie, kolorystyka itp.
Ja tam broniłem Abramsa, bo miał mało czasu (wynegocjował przecież grudzień) i jak będzie większy "najazd" na niego, to dalej będę go bronił, ale zawsze powtarzałem iż strony wizualnej SW, to on nie ogarnia:
http://star-wars.pl/Forum/Temat/20630#627193

Nawiasem mówiąc, TFA o wiele bardziej mi się podobał od strony wizualnej.

No i masz do tego prawo, ja osobiście TFA cenię za inne rzeczy, bo wizualnie dla mnie, to jest najgorsza rzecz jaka spotkała Gwiezdne Wojny - są co prawda, prawdziwe perełki jak to:
https://vignette.wikia.nocookie.net/starwars/images/d/d2/JakkuLitterbugs-TFAT2.png/revision/latest?cb=20150914024630

Ale tego jest za mało, żeby przysłonić biedę jaka wylewa się z ekranu - te wszystkie wyjałowione ze wszelkiego życia planety, to jest po prostu SKANDAL.
Co gorsza, niektórzy użytkownicy bronią tej biedy, pisząc, że przecież np. na ZIEMSKICH pustyniach, też nie ma wielu zwierząt

Idąc tym tokiem rozumowania, to na zarzuty iż w kasynie Canto Bight nie ma znanych ras obcych.
Powinniśmy odpowiadać, że przecież w Las Vegas i Monte Carlo też ich dużo nie ma
https://www.westgatedestinations.com/images/westgate-las-vegas-resort-casino/wg-lvh-table-games-740.jpg

http://www.montecarlosbm.com/wp-content/uploads/2012/02/Casino-de_Monte-Carlo-1100x358.jpg

Re: Abrams vs Johnson

HAL 9000 napisał:
Logika (hipernapęd) w TFA została naruszona wielokrotnie, ale najboleśniej w scenie ataku eskadry Poe - widzę że nie wszyscy jeszcze załapali co jest nie tak z tą sceną, więc wyjaśnię jeszcze raz, ale tym razem w Ziemskich warunkach:

Jadę pociągiem IC z Poznania do Warszawy (do dziewczyny).
Pociąg nigdzie się nie zatrzymuje.
Podróż trwa 3 godziny.
Ważna informacja!
Wiemy (ja i moja dziewczyna), że na torach w okolicy Kutna leży drzewo na torach!
Gdy jestem w połowie drogi dziewczyna dzwoni do mnie i mówi, że strażacy usunęli drzewo, więc... MOGĘ JUŻ WYSIADAĆ!
Tak też robię.
Wstaję w POŁOWIE DROGI, otwieram drzwi i wyskakuję z pociągu prosto w ramiona dziewczyny.

-----------------------

Też mnie to wtedy uderzyło, bo wyglądało to tak, jakby sobie stali na parkingu obok banku, gotowi do dokonania napadu na dany sygnał jakże inaczej wyglądało to w VI, gdy flota wyskoczyła przed DS i zorientowała się, że pole nadal działa...

Re: Abrams vs Johnson

Ale Jakku jest pełne zwierzątek. ;p Jest pustynną planetą, to prawda, ale nie można powiedzieć, że jest pusta. Takodana także jest pełna życia, D`Qar i Ahch-To również. Jedynie Baza Starkiller jest wyjałowiona, ale to zrozumiałe, skoro planetę przeobrażono w bazę wojskową, to i fauna zamarła, chociaż flora trzyma się tyle o ile na śnieżnej planecie.

Rozumiem Twoje argumenty odnośnie stylu Abramsa, aczkolwiek w dalszym ciągu sądzę, że reżyseria Abramsa jest bardziej profesjonalna, poukładana i mniej chaotyczna od Riana Johnsona. Rozumiem też, że Rian Johnson mógł myśleć o jakiejś nowości, świeżym podejściu. W to nie wątpię i nie uważam Riana Johnsona za uczniaka. Jednak sposób, w jaki przedstawił swoją technikę w "Ostatnim Jedi", nie trafił do mnie. Stąd napisałem, że to wszystko dla mnie wyglądało jakby Rian był uczniakiem, a jest oczywiste, że nim nie jest, bo na swoim koncie ma pewną liczbę udanych produkcji. Niemniej nie zgodzę się co do porównania z Metallicą. Jako ktoś, kto za tym zespołem nie przepada jestem w stanie dostrzec kunszt, jaki wnieśli do tej piosenki i to, że do jej stworzenia w takim kształcie był wymagany pomysł, plan, a przede wszystkim talent oraz ogromne umiejętności. U Riana tego nie dostrzegam. Nie dostrzegam czegoś, co byłoby profesjonalizmem wyglądającym na amatorkę, widzę natomiast chaos i coś, co wygląda niestety jakby było amatorką, chociaż wiem, że nią nie jest. Podobne odczucia miałem odnośnie niektórych scen z "Wołynia" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Jak film mi się ogólnie podobał, tak nie rozumiem niektórych "cięć", które miały dodać dynamizmu, a wyglądały po prostu słabo, jakby film dopiero miał zostać montowany (np. scena z ustami, nie pamiętam w którym dokładnie momencie, ale generalnie słabo wyszło to "otwarte usta"-"cięcie"-"zamknięte usta"). Czytałem, że taki ma Wojciech Smarzowski styl. Ja to rozumiem, dostrzegam i wiem patrząc na jego poprzednie filmy, jednak w "Wołyniu" wyglądało to gorzej i nieprofesjonalnie według mnie.

Tempo akcji, jak już jesteśmy przy "Wołyniu", to był problem także "Ostatniego Jedi". Przydługawy motyw wesela może być porównany do przydługawej ucieczki Ruchu Oporu, chociaż bardziej niekorzystnie wypada tutaj przydługawa ucieczka Ruchu Oporu z racji tego, że niemalże zajmuje cały film. ;p

Mikrobiologia

A ja myślałem, że rozmawiamy poważnie... na cóż, mój błąd.
Pan MIKROBIOLOG ma oczywiście rację, z pewnego punktu widzenia:
http://www.atd-software.pl/media/1014/mikrobiologia.jpg

Ja na swoje usprawiedliwienie mam to, iż nie studiowałem mikrobiologii i nie posiadam próbek z Takodany czy D`Qar.

Re: Mikrobiologia

Nie rozumiem, to miała być odpowiedź do mojego posta? xD

...

Jeśli ktoś ubolewa, że fabuła TFA jest kopią ANH i przez to stawia wszystko na TLJ to sorry, ale ma nierówno pod sufitem. Problemem TFA było to, że powstało po bardzo długim czasie od ostatniego filmu SW. Sami ludzie z Disneya mówili, że musieli iść w bardzo bezpieczne tematy, a tym samym nie mogli sobie pozwolić by iść w jakieś odszczepione style. Musieli delikatnie wejść w nową generację jak również wykorzystać na maksa nostalgię starych fanów. Bo to oni głównie zasilili wpływy kasowe.
Musieli tez wprowadzić nowe postaci wespół ze starymi bohaterami.
Niemniej jednak TFA miało więcej klimatu, kina nowej przygody niż 10 TLJ razem wziętych.

Abrams > Johnson

I nie oceniam tu SW, bo oba filmy średnie, ale jednak praca kamery u Abramsa, ta dynamika jest mi bliższa

Sam nie wierzę, że to piszę

ale na ten moment chyba wybrałbym Abramsa. Choć to się jeszcze może zmienić z czasem.

A powód jest taki: TLJ jest filmem zbyt samoświadomym. Zbyt wiele elementów w nim istnieje tylko po to, by zwieść widza, zrobić go w bambuko, pójść drogą odwrotną, niż widz oczekuje. To nie jest "szczera" metoda robienia kina, tylko właśnie odwrotnie - sztuczna raczej. Mam wrażenie sztuczności w TLJ. Bo komuś za bardzo zależało, żeby mnie zmylić, i na tym skupił się tak bardzo, że zaniedbał pewne inne elementy.

TFA, przy całej jego wtórności, jest bardzo "szczerym" filmem. I dlatego, od strony reżyserskiej, wolę go obecnie od sequela.

Ale to oczywiście tylko jeden z aspektów, na których bazie można porównywać te filmy

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Gunfan napisał:

TFA, przy całej jego wtórności, jest bardzo "szczerym" filmem. I dlatego, od strony reżyserskiej, wolę go obecnie od sequela.

Ale to oczywiście tylko jeden z aspektów, na których bazie można porównywać te filmy

-----------------------
Myślę podobnie, z tym, że o wiele bardziej podobał mi się film nakręcony przez Abramsa. Chodzi o całościowe ujęcie, współgrania wielu elementów ze sobą: scenariusza, reżyserii, plenerów, koncepcji.

TLJ oceniam jako film średnio, a jako Epizod - kiepsko. Mówią to po raz n-ty, ale trudno. Rian Johnson stworzył bardzo ładne wizualnie dzieło z różnymi motywami, ale pod względem współgrania całości film wypada blado, o wiele bladziej od TFA. Chaos, przydługawe momenty mogące być krótsze, wymuszony dowcip czy jakieś wymuszone sceny wydające się być obok tego o czym same traktują, czy wreszcie to o czym piszesz - chęć zaskoczenia widza na siłę, zwłaszcza fana, aby może przymknął oko na inne elementy filmu.

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Zauważ też że - a na pewno dla mnie - taki sposób prowadzenia filmu jest OK dla 1 seansu (jak film jest dobry to po czasie można zobaczyć ponownie, choć znając już fabułę nie ma tego szpasu) ale nie da się go oglądać non stop. TFA można oglądać i oglądać i oglądać i ...oglądać XD A w SW chyba o to chodzi żeby mozna je było oglądać i oglądać i oglądać i ...oglądać XD

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Otóż to. ;D Ostatnim filmem Star Wars, który można oglądać, oglądać etc. z przyjemnością raz po raz, jest TFA. "Łotr 1" jest super, ale po kilku razach podejrzewam, że by się znudził. TLJ jest jak dla mnie dobre na raz.

Wierzę też, że Twoje słowa zawierają sporo prawdy, bo z tego co pamiętam to widziałeś TFA w kinie więcej niż niejedna osoba (np. je) widziała ten film w ogóle. xD

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

no ja mam tak samo. Łotr 1 wymęczył mnie po 5 razach w kinie. Ma świetną, klimatyczną bitwę, ale jako cały film jest dobry na takie wracanie raz na parę lat. To był pierwszy film SW, który po kupieniu go do domowej kolekcji, został obejrzany raz i tylko raz. Bitwa jest świetna, sama w sobie wciąga, ale do całości wracać mi się nie chce.
TLJ - pewnie będzie podobnie. Nie mówię, że prequele w całości są mega super, ale pomijając kilka scen, właśnie wciąż mogę siadać i je oglądać. TLJ takie nie będzie. Niestety .

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

A tak z innej beczki. Wyobraź sobie że GL i JJ łączą siły. GL ma wizję a rzemiosło, prowadzenie postaci i tempo jest JJa. To by były SW. XD

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

O to to, to by było dobre! Piękna wizja

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

To byłoby spełnienie moich marzeń.

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

nie tylko Twoich

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

I robią remake PT?

TFA jest oparte na pomysłach GL zresztą (i nie mam na myśli OT).

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Po co robić remake czegoś co jest bardzo dobre?
Ale Sequel trilogy w wkonaniu GL+JJ, oh tak, marzenie!

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Po pierwsze: bo zostało zrealizowane tak, że można było o poziom lepiej
Po drugie: bo trochę nie wierzę, że Lucasowi jeszcze wystarczy wizji na kolejne filmy. Ale oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby wspomagał Abramsa przy EIX

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Jak mawiają, lepsze jest wrogiem dobrego

Re: Sam nie wierzę, że to piszę

Mawiają też że z dzifki dziewicy nie zrobisz XD

...

Gdybym patrzył pod względem zachowawczości (Abrams) i rewolucyjności (Johnson), wybrałbym to drugie.

Ale pomijając kopiowanie ANH - bo nie o to tu chodzi - to jednak Abrams. Znawcą kina nie jestem, nie siedzę w tym za bardzo i polegam tylko na SW. I o ile TLJ jest fajne, nie przeszkadza mi eksperymentowanie (czym SW powinno się jak najbardziej cechować!) i uważam ten film za bardzo dobry, to chcąc obejrzeć historię lepiej poprowadzoną i zmontowaną, posiadającą charakterystyczny klimat i rozwiązania - wybrałbym film Abramsa.

Dlatego Johnson i jego "inne" SW - tak.
Ale Abrams w epizodzie IX, kończący to wszystko (o ile scenariusz znowu nie plagiatuje dawnych rozwiązań) - jeszcze bardziej tak.

Re: ...

Przecież TFA to nie plagiat.

Re: ...

Elendil napisał:
Ale pomijając kopiowanie ANH - bo nie o to tu chodzi
-----------------------

Własnie o to. JJ zrobił to co zrobił sam GL. I bardzo dobrze. Ta chistoria musiała być opowiedziana, zacząć się tak samo jak ANH i TPM. Tutaj mamy bardzo ciekawy motyw bo GL dostał za to że za bardz odszedł od CT, JJ za to że za bardzo był jej wierny XD. Można tylko dywagować czy gdyby TFA było zrobione jak TPM, a TPM jak TFA czy nie byłoby lepiej.

TFA miało i wywołało bardzo mocne emocje i poczucie sentymentu. Po takim wejściu możnabyło powoli robić SW dalej. Natomiast jak widać SW wcale takie proste do roboty nie jest :/

TLJ w mojej opinii mógłby być jednym z najlepszych epizodów. Niestety mamy swoisty Gulasz XD

Chwalmy Pana za powrót Jar Jara

Nie czytałam tu wszystkiego, więc pewnie coś się powtórzy. Po już sporej liczbie seansów obecnie mój stosunek do TLJ jest love/hate, a hate z powodu reżyserii Johnsona. I myślę, że głównie z tego powodu jest taka rozbieżność ocen. Mogę sobie tylko gdybać jaki mógłby być ten epizod z tym scenariuszem, ale reżyserem Abramsem. Na szczęście wraca do IX, pytanie czy podoła, bo pomyślność całej trylogii właściwie upatruję w IX na ten moment.

O TFA krótko - poza zachowawczym scenariuszem to do pracy Abramsa nie mogłabym się przyczepić absolutnie w żadnej kwestii. Może w tym, że gdzieś od zamku Maz Kanaty tempo robi się zbyt szybkie. Do tego czasu wszystko jest perfekcyjne. Postaci są wprowadzane wzorowo (wprowadzenie Rey do dziś jest dla mnie najlepszym w SW - to była poezja), idealne tempo, muzyka idealnie gra z wydarzeniami na ekranie. Potem tempo robi się trochę za szybkie, ale przy chaosie u Johnsona to drobnostka. Gdyby ten film miał scenariusz TLJ - najlepszy film SW bez dwóch zdań.

Z kolei TLJ to fatalna reżyseria, która, niestety, przy którymś już razie dała mi się mocno we znaki. Odnoszę wrażenie, że Johnson uznał, że ma zbyt wiele "fajnego" materiału i nie chciał za dużo wycinać. W efekcie dysonans powagi z żartem zaczyna tak mocno kłuć w oczy, że mam wrażenie, że ten film jest okrutnie pocięty. Czytając dzisiejszego newsa z wyciętą trzecią lekcją Rey (już na pierwszym seansie zadawałam sobie pytanie gdzie ona jest?) i nie umieszczeniem jej, przecież tak ważnej sceny, bo była zbyt poważna?!!! Wiem, że to bardziej decyzja Disneya niż Johnsona, skoro tak to dlaczego zostawiono tekst o trzech lekcjach?

Montaż w tym filmie jest fatalny i panuje totalny chaos. Nie czuję upływającego Rebelii czasu, gdy reżyser tak przedłuża wydarzenia na Canto. Klimat psują mi co chwilę żarty, które Abrams potrafił dozować iealnie. Głównie ta scena z zielonym mlekiem - KOSZMAREK oraz wymuszone akcje BB-8. Pewnym, mniej grzejącym widownię wydarzeniom też daje bardziej wybrzmieć, a inne, które naprawdę powinny mieć pieprznięcie - nie robią takiego wrażenia. Po co ta nabuzowana epickość w scenie z Paige? Po co ta nabuzowana epickość w scenie prawie samopoświęcającego się Finna, skoro wychodzi jak wychodzi? Scena z Holdo, fakt, cudna, ale czy też nie nazbyt rozbuchana? Na dodatek wymieszana z dwoma innymi ważnymi wydarzeniami naraz (egzekucja Finna i Rose i przeciąganie miecza Rey i Kylo), odbiera wagi tamtym wydarzeniom. Z kolei wejście Luke`a w finale nie wybrzmiało tak mocno jak powinno, w czym też trochę upatruję winę słabej muzyki. Muzyka w ogóle nie pomaga wydarzeniom na ekranie.

Tempo filmu jest dziwaczne. Na początku jest ok, potem w środku mamy porządny zastój z całym wątkiem z Canto, a wiemy, że Rebelia nie ma czasu. Potem właściwie film tak pędzi, jakby było narzucone, że musi się wydarzyć to, to, to i jeszcze ten wątek, i jeszcze ten zwrot. W efekcie sceny rozwoju postaci w dalszej części filmu gdzieś się w tym gubią, iż mam wrażenie, że poza dobrze rozwiniętym naprawdę Luke`iem i Finnem (który dostał za dużo czasu, chyba, że jego postać będzie ważna w IX, do czego zaczynam powoli dochodzić) reszta jest potraktowana po łebkach. Poe był ok, dobrze rozwinięty, ale czy potrzebował aż tyle czasu, skoro po stronie Rebelii to Finn pewnie będzie przewodził w IX?

Abrams z pustyni, jednego statku i jednej postaci potrafi wycisnąć wszystko, tutaj, przy tylu wydarzeniach nie wiem, czy znalazłabym jedną, tak idealnie skomponowaną scenę czy sekwencję jak ucieczka z Jakku.

Kocham TLJ za postaci, aktorstwo i scenariusz, nienawidzę za ekspozycję, montaż, za Johnsona. Jak żyć...

Re: Chwalmy Pana za powrót Jar Jara

Praktycznie opisałaś moje wrażenia. Jestem rozdarty, bo z jednej strony jest np. rewelacyjna relacja Kylo - Rey oraz rozwój tego pierwszego (Driver odwala kawał dobrej roboty, wbrew malkontentom po TFA ;p), genialna rola Hamilla oraz Snoke, którego każde pojawienie się moim zdaniem było świetne i bardzo ciekawe było zobaczyć jak manipuluje swoim uczniem. Sama scena śmierci Supreame Leadera była fantastycznie rozegrana, nawet mimo tego, że trochę szkoda, iż pewnie go już nie zobaczymy w filmie, ale cóż...nie można mieć ciastka i zjeść go jednocześnie, więc trudno...

Z drugiej strony jednak JJ mimo mniejszej ilości wydarzeń i wolniejszego tempa w ogóle mnie nie nudził, zaś Rian potrafił to robić nawet w scenach napakowanych akcją. Nie czułem też zbyt dużej ilości bohaterów i żaden mnie nie zawiódł (pomijam oczywiście tych dosłownie epizodycznych, jak Phasma), zaś w TLJ taki Finn wydaje się przez większość filmu zbędny i równie dobrze mógłby się obudzić dopiero pod koniec seansu, a BB-8 utracił większość swojego uroku.

Na dodatek ten humor...nie mam nic przeciwko nawet dużej ilości gagów, ale Johnson najwyraźniej nie potrafi ich umiejętnie dozować. Na szczęście chociaż Porgi wypadły bardzo w porządku

Zatem tak jak piszesz: scenariusz bardziej przełomowy niż w TFA, ale reżyseria i styl Abramsa to byłoby coś, czego bym sobie życzył.

Abrams

Abrams zrobił tak dobre SW że pociągnął tym nie tylko TFA ale też TLJ. Tego nie było w przypadku PT. TFA było na tyle niezjebanym epizodem że hype (abstrahuję tu od hejtu na TFA z powodu kasacji EU przez Disneya bo to taki sam poziom jak Lubię TLJ bo nie lubię TFA bo skasowali EU ...blabla bla a) napędził sprzedaż biletów na pierwsze seanse TLJ, a potem spadek .

Abrams na pewno rzemieslniczo i technicznie lepszy (choć brakło tego co miał GL - tych scen z rozmachem). SW Abramsa to film Nowej Prtzygody. I tak jak JJ restartuje ST tak świetnie po nastu latach wprowadza w klimat SW. Moja pierwsza myśl była taka - to jest SW jakie chcę oglądać (w R1 np świetne były sceny batalistyczne ale gdzieś trochę brakło lekkości i nowej przygody)

RJ to bardzo toporny sposób prowadzenia SW i pomimo kilku dobrych rzeczy jako całość jest to dla mnie nie do przejścia. Aż mnie mdli na samą myśl.

...

Pomysły powinien dawać Lucas, ogarniać to Johnson, a kręcić Abrams.

Re: ...

RJ był bardzo złym wyborem. Zresztą jak pisałem okazuje się że SW wcale takie proste do kręcenia nie są. A LF łata jak może i co może.

Ta chwilę obecną mamy formę spadkową. Mocne wejście - na nostalgii i na sprawdzonym schemacie. Potem R1 z dokrętkami i co by tu nie mówić z wyraźnym brakiem kina NP. A TLJ to już niestety jakis wyrób starwarsopodobny. A co najgorsze TLJ miał szansę być bardzo dobry, niestety jak sie bierze wyrobnika... Mogli mu dać spin-offa i tam by sobie pobrykał.

Błąd jest po stronie LF - to JJ miał jechać z koksem zwanym 3cią trylogią.

Re: ...

R1 i TLJ to były bardzo dobre filmy, w przeciwieństwie do TFA.

Re: ...

<ziewam...>

Zgadzam się z tym że są przeciwieństwem do TFA XD.

O TLJ już się wypowiedziałem i szkoda mi czasu wałkować tego czegoś.

Natomiast R1 jest OK. Mnie dziwi tylko że wzieli się za ta historię. Nie wiem tylko czy ta z EU nie była jednak lepsza? Ale fani legendarnych Legend łykneli (wzieli z połykiem wręcz) więc mogę się mylić.

Re: ...

-Nie wiem tylko czy ta z EU nie była jednak lepsza

Cóż, film o fuszerce inżynierów i niewydolnej imperialnej biurokracji raczej by nie zdobył miliarda dolarów xD

Re: ...

Dyskutujmy o faktach a nie o domniemaniach. Moge równie dorze napisać że przecież film o fuszerce inżynierów i niewydolnej imperialnej biurokracji zarobiłby co najmniej 1,5x więcej XD Wiemy ile zarobił R1 nie wiemy ile zarobiłby inny film. W 1977 mówili że SW nie zarobi, a zarobiło XD

Re: ...

W życiu bym się nie spodziewał, że po takim rocznym jechaniu po Abramsie, teraz nagle będziemy go tak wychwalać i widzieć w nim zbawcę SW ...
Sam zresztą łapię się za głowę, że tak to wyszło. No, ale z Lucasem było podobnie .

Re: ...

Mnie tam się TFA podobało. To był dobry i bezpieczny powrót do filmowych SW.

Problem jest taki że zamiast zwiększać poziom to on jest w najlepszym razie dyskusyjny. Moim zdaniem niestety ktoś nad czymś tam w LF nie pasuje. Nie jest to co prawda - na szczeście - rozpiździel jak w DCEU ale też daleko od tego co być powinno.

Re: ...

A co być powinno? :>

TFA było zachowawczym filmem aż do bólu. Ostatecznie mi się podobał - skoro ANH ma dobrą historię, a TFA czerpie z ANH cały główny zarys, to też musi być co najmniej dobry, skoro jest taki sam. I był fajnie nakręcony pod względem wizualnym i technicznym.

Oczywiście roiło się w nim od bzdur typu, że na Takodanie widać zniszczenie kilku planet, w tym stolicy Republiki, czy że w ogóle ten promień Starkillera widać w całej galaktyce, o samym Starkillerze nie wspominając. Ale oglądało się spoko, choć nudnawo.

R1 był fajnym eksperymentem, jeden z najlepszych filmów SW.

TLJ jest jeszcze większym eksperymentem, choć sprawia wrażenie chaotycznego i tego, że nie do końca wiedzieli, w którą stronę iść, to ostatecznie bardzo fajnie się go ogląda.

Re: ...

Karaś napisał:
A co być powinno? :>


-----------------------

Powinno być lepiej. Osobiście liczyłem że nowe SW będzie czymś co łączy elementy MCU oraz CT. Nawet NEJ była pod tym względem lepsza. A LF się miota. Dokrętki R1, problemy z Solo, na TLJ wylały się tone fekaliów .

Ja chcę oglądać SW a nie eksperymenty. Jestem fanem SW a nie eksperymentów.

Mam nadzieję że Solo pod okiem rona i IX pod pieczą JJa dostarczą 100% SW (a nie popisów, mioteł i eksperymentów).

Re: ...


Jestem fanem SW a nie eksperymentów

To jednak Mamoniem trąci, nie uważasz?

Re: ...

nie słucham hip hopu (i plotek)

TFA a TLJ

Jak dla mnie TLJ to są genialne Gwiezdne wojny, ale fatalny film. I jak chyba wszyscy ponad mną, zgodzę się że Abrams poprowadził TFA nieporównywalnie lepiej jak Johnson TLJ. Nowy film jest chaotycznie zedytowany, ma za dużo wątków pobocznych, które same w sobie nie są złe, ale źle współgrają z całością obrazu.

Jednak, mimo że nie mogę pochwalić Johnsona za jego reżyserkę, to również nie mogę nie zbesztać również Abramsa. Uważam, że głównym powodem dla ktorego TLJ wyszło jak wyszło, jest również w dużej mierze efektem fabuły TFA. TFA było zachowawcze, bo Disney chciał ściągnąć do kin i starą i nową publiczność, ale tym samym utrudnili robotę Johnsonowi. Pytania na to co się stało z Lukiem, dlaczego porzucił przyjaciół i rodzinę, dlaczego jego Jedi upadli? Jedyną odpowiedź jaką otrzymujemy w TFA, to bo Snoke namieszał i na koniec otrzymujemy ujęcie Luke`a z lotu ptaka, a dalej niech sobie następny reżyser radzi sam.

TFA było prostym i lekkim filmem dokładnie dlatego, że zwaliło odpowiadanie na pytania wymagające zaadresowania na następny film. To był ogromny błąd. Problem w tym, że odpowiedzi na powyższe pytania nie należały do drugiego filmu sagi. Mamy Luke`a, starego dziadka który zawiódł i ma już wszystko gdzieś. Johnson starał się to naprawić poprzez retrospekcję, ale dalej chęć zamordowania siostrzeńca jest jak najbardziej pozbawiona logiki. TLJ jednocześnie stara się pokazać upadek Luke`a i jego odkupienie przed śmiercią, ale efekt byłby lepszy gdyby rozściągnąć ten wątek na przynajmniej dwa filmy.

Przy takim sposobie wprowadzania nowej trylogii, gdzie kompletnie zapomina się o połączeniu nowej historii ze starą, nie ma co się dziwić, że Johnson nie sporał. Pomyślcie co by było jakby Lucas zdecydował zakończyć prequele, powiedzmy, na śmierci Dooku, zostawiając kwestię upadku Jedi i powstania Dartha Vadera wyobraźni widzów. Dokładnie analagicznie sprawa się przedstawia w TFA. Od ROTJ wydarzyło się tak dużo, postacie się tak bardzo zmieniły, że historia kompletnie nie trzyma się kupy.

Re: TFA a TLJ

-I jak chyba wszyscy ponad mną, zgodzę się że Abrams poprowadził TFA nieporównywalnie lepiej jak Johnson TLJ.

Nie wszyscy - prościej tak, lepiej nie.

Pusta kartka papieru, to oczywiście ład i porządek, ale teść niewielka

Film Abramsa jest akceptowalny jako pewne bezpieczne wprowadzenie i próba przyciągnięcia nowych widzów (całkiem skuteczna). Na dalszą metę absolutnie nie. TFA 2 - nie może się już powtórzyć. Chyba, że zrobią kiedyś kilkuletnią przerwę, na razie się na to nie zanosi, na szczęście.
Więcej filmów!!!
Disney!
Więcej filmów!!!

Abrams!

Jeśli chodzi o samą reżyserię i sposób prowadzenia historii, to patrząc na TFA i TLJ po prostu jak na filmy, nie zaś epizody SW; to dla mnie dobrym wyznacznikiem tego który reżyser był lepszy jest prosty fakt iż moja żona, której SW jest obojętne, na TFA bawiła się dobrze, na TLJ... zasnęła... Po TFA była pozytywnie nastawiona do nowych filmów SW, po TLJ już nie.

Nie mniej jednak fakt jest taki iż żaden film SW nie podobał się mojej żonie po za TFA i trochę ROTS, i to wg mnie pokazuje jak dobrym filmem, nie jako SW a po prostu jako film, jest TFA.

Gdyby ktoś się mnie zapytał od którego epizodu zacząć to z całą pewnością poleciłbym mu TFA.

Ja myślę

że Abrams jest minimalnie lepszym reżyserem, ale dostał gorszy scenariusz... I to w zasadzie wyrównuje szanse obydwu panów.

Uważam jednak, że Disney powinien sięgać po innych reżyserów. Nie średnio uznanych ludzi, nie reżyserów, którzy są specjalistami od rebootów tylko po bardzo uzdolnionych reżyserów z jakąś własną wizją.

Johnson spełnia to drugie kryterium, ale bynajmniej nie jest bardzo uzdolniony i w jego dorobku nie ma szczególnie dobrego kina. Jakby nie patrzeć na Lucasa to był to człowiek, który nie ustępował wiele Spielbergowi i wielu wybitnym reżyserom kina przygodowego swojej epoki. Ten zjazd od Lucasa do Abramsa i Johnsona jest po prostu zbyt duży. Ze współczesnych reżyserów widziałbym w roli twórcy SW np. Neilla Blomkampa albo Duncana Jonesa, czyli młodych twórców ale z istotnym dorobkiem, który nie jest tylko korpo-produkcyjniakiem.

Może tacy ludzie daliby też radę tworzyć filmy właśnie z większym rozmachem. Bo tak jak widziałem to w postach Lorda Sidiousa i innych to chyba wielu z nas się zgodzi, że zbytnia kameralność to jeden z głównych problemów nowych filmów.

bad management

Nie wiem czy ktoś wprost o tym napisał, ale problemem takiego rozdźwięku pomiędzy TFA i TLJ, jest brak kompetentnego organu nadzorującego. Zgodzimy się chyba, że Lucasfilm Story Group raczej nie ma takiej władzy i skupia się bardziej nad łataniem luk i dorabianiem retconów w Expanded Universe.

The Last Jedi byłby lepszym filmem (na tle samej trylogii), gdyby za reżyserie i scenariusz zabrał się ponownie J.J. Abrams. I mam tu na myśli tylko i wyłącznie spójność budowania historii, która i tak leżała w TFA.

W Lucasfilmie taką rolę niby spełnia Kathleen Kennedy, ale wątpię by w ogóle rozumiała Star Wars jako fan, czy wychodziła poza ramy rzemieślnicze swojej funkcji. Dobrym przykładem sprawnego zarządzania jest Kevin Feige, który zbudował spójny świat MCU.

Re: bad management

Kathleen Kennedy w ogóle nie ma wizji, nie jest artystką, ani twórcą tylko nadzorcą rodem z kiepkiej korpo-kopalni. W zasadzie tu jest największy problem, że nadzorca patrzy tylko i wyłącznie na wyniki finansowe, a nie ma żadnej wizji, nie dba o spójność i nie widzi, że wszystko się rozjeżdża i rozpada. No niestety... SW ma pecha.

Re: bad management

racja

Re: bad management

Dokładnie. Ona jest naprawdę dobrą szefową, sprawdza się jako CEO, ale kompletnie nie czuje marki i o nią nie dba.

Re: bad management

Tak macie rację.
KK zniszczyła SW. Trzy ostatnie filmy Lucasfilmu zarobiły na świecie 4 biliony dolarów (ostatni wciąż zarabia), już za to powinno ją się zwolnić.

Powołała Story Group, ktora dba o spójność do tego stopnia, że jedyna mała niezgodność jaka sie pojawiła przez te lata (wcześniejsze spotkanie Poe i Rey w nowelizacji choć mówiono o statusie nowelizacji wielokrotnie) została rozdmuchana - no do czegoś trzeba w końcu się przyczepić.

Ukazują się książki, ktore prawdziwie uzupełniają i rozszerzają uniwersum.
Komiksy - jaka by nie byla moja o nich opinia to też uzupełniają i dają inne spojrzenie czasem.
Animacje dla starszych i młodszych.
Przewodniki i albumy. A wszystko spójne, kto to widział. Oryginalni nowi bohaterowie i BOHATERKI (no to juz przegięcie, no nie?) przewijają się przez media, będąc konsekwentnie rozwijanymi.

I ta Kathleen, szefowa nad tym wszystkim stoi, tylko do roboty nad marką ma pasjonatów jak Leeland, Pablo czy Kiri. Kto to widział, tak delegować zadania, skandal?!

Gwiezdne Wojny żyją. Pojawiają się nowi fani i starzy w sporej ilości mają masę radości - kiedy ostatni raz trzy pokolenia mogły tak wspaniale bawić się w kinach przez trzy lata z rzędu?

Straszna kobieta.
Działa planowo wypuszczając bezpieczne TFA, oryginalne R1 i kontrowersyjne TLJ. To prawdziwy skandal jest to co ona robi.

Nic tylko zwolnić i ogłosić śmierć SW

Re: bad management

Przecież ona nie ma SPÓJNEJ WIZJI w której Darth Vader zabił Anakina z pewnego punktu widzenia !!!1!

Re: bad management

Ja tylko co do tego Story Group...
Gunfan polecił mi Lost Stars, i faktycznie czytało się to świetnie (3/4 książki wchłonąłem w jedno popołudnie) ale książka jest dowodem na to że od czasów Lucasa kompletnie nic się nie zmieniło w kwestii kanonu. Dalej liczą się przede wszystkim FILMY, reszta jak książki czy komiksy są oczko niżej i żadne opowiastki Kathleen czy SG jak to nie dbają o ciągłość uniwersum tego nie zmienią.

A o co mi chodzi?
W Lost Star Ciena, jest ZDZIWIONA że Tantive IV strzela do Devastatora, SŁYSZAŁA o bitwie z udziałem rebeliantów ale NIE WIERZYŁA że ktoś może być na tyle głupi by prowadzić otwartą walkę z Imperium. Jedną z ciekawych rzeczy jaką dowiadujemy się o Cienie, to to że była straszną służbistką i wręcz pracoholiczką, do czasu sprawy z matką nie opuściła ani jednej służby, zresztą od Scarif nie zdążyłaby wrócić...

Moje pytanie brzmi: Gdzie było Story Group kiedy postanowiono że w bitwie o Scarif weźmie udział Vader na swoim okręcie flagowym Devastatorze (z Cieną na pokładzie)?

Gdybym pracował w Story Group to zrobiłbym sobie notatkę:
"Devastator - nie może brać udziału w żadnej poważnej bitwie do pościgu za Tantive IV"

Mamy więc 2 możliwosci:
- nie było takiej notatki, a więc Story Group niewystarczająco przykłada się do swojej pracy
- była taka notatka, ale postanowiono ją olać bo scena z Devastatorem wychodzącym z nadprzestrzeni i taranującym mniejsze jednostki rebelii będzie EPICKA
pick one

Ja jestem w stanie to przeżyć... Leland Chee nie takie rzeczy łatał w EU... ale nie wymyślajmy głupot jak to Nowy Kanon jest super spójny bo nie jest. Jak wcześniej liczą się przede wszystkim filmy, do reszty musimy podchodzić "nieco luźniej", a szkoda...

Re: bad management

A wiesz, że to wyjaśniono? Chyba nawet Pablo? Kurcze tylko jak ja to znajdę...

Ja tam sobie na zdrowy rozum przyjęłam, że Ciena nie maszyna, spać czasem musi XD a po tylu służbach to padała jak kamień

Ale jasne. Filmy są najważniejsze z tym nikt nie dyskutuje. Tylko te niespójności to są takie drobiażdżki, możliwe ladnie do obejścia.

I reszta EU pełni funkcję podrzędną i uzupełniającą w stosunku do filmów czy animacji. I się naprawdę w dużej mierze zgadza.

To co mnie cieszy, że nie dostanę już sytuacji, że komiks rozwija mi piękny romans, od którego serce mi drży, po czym książka mówi że nooope takiego nic nie miało miejsca, tamta nie istnieje a on jest z inną.

Czyli co przeżyli fani Repów przy TCW a później Dark Disciple brrrrr.

Kanon jest kanon.

Re: bad management

-Ja tam sobie na zdrowy rozum przyjęłam, że Ciena nie maszyna, spać czasem musi XD a po tylu służbach to padała jak kamień

No dokładnie - na każdym okręcie są dwie, na dużych trzy wachty, ktoś nie spi aby spać mógł ktoś, to są normalne dzieje.

Więc Ciena słyszała o bitwie, obudziła się, poszła na swoją wachtę i jej powiedzili że był wcześniej bitwa nad Scariff i tyle.

Cytat

-Przełom nastąpił w dniu, w którym po raz pierwszy brała udział w akcji przeciwko rebeliantom.
„Oni do nas strzelają?”. Nie mogła w to uwierzyć. Maleńki łamacz blokady próbował atakować gwiezdny niszczyciel. To wydawało się więcej niż beznadziejne […]

Dalej jest mowa, że wcześniej zwycięstwo zdawało się pewne, ale ostatnio rebelianci wygrali. Stąd interpretuję wypowiedź Cieny nie w kontekście „rebelianci śmią atakować Imperium?!”, zwłaszcza że jest nawet mowa o zamachach terrorystycznych, ale raczej „jedna, mała korweta atakuje ISD?!”.

Re: bad management

Standardowy podział to 3 wachty (chyba że załoga jest tak mała że nie da się ich stworzyć, ale o takich łupinkach tutaj nie rozmawiamy).
Wachta trwa 4 godziny, po czym mamy 8 godzin odpoczynku.
Są również sytuacje jak np. wejście do portu (zaliczyłbym tu też bitwę) że "all hands on deck", a jak już nie zajmować jakiegoś stanowiska, to może wypadałoby być przynajmniej w stanie gotowości bojowej? Chyba głupio byłoby zginąć w czasie bitwy we śnie;p
I o ile Wasze tłumaczenie uszłoby w przypadku jakiegoś innego oficera, o tyle taka ignorancja do Cieny ani trochę mi nie pasuje;/

Re: bad management

Lord Budziol napisał:

Moje pytanie brzmi: Gdzie było Story Group kiedy postanowiono że w bitwie o Scarif weźmie udział Vader na swoim okręcie flagowym Devastatorze (z Cieną na pokładzie)?

Gdybym pracował w Story Group to zrobiłbym sobie notatkę:
"Devastator - nie może brać udziału w żadnej poważnej bitwie do pościgu za Tantive IV"

Mamy więc 2 możliwosci:
- nie było takiej notatki, a więc Story Group niewystarczająco przykłada się do swojej pracy
- była taka notatka, ale postanowiono ją olać bo scena z Devastatorem wychodzącym z nadprzestrzeni i taranującym mniejsze jednostki rebelii będzie EPICKA
pick one

-----------------------

OIDP to udział Vadera w tej bitwie dorzucono na etapie dokrętek do R1, czyli zdecydował fanserwis.
BTW cały czas mi się wydaje, że dzięki wrzuceniu tej sceny pojawiła się niespójność między R1 a ANH, i to chyba znacznie gorsze niż niespójność z książką (opublikowaną jeszcze przed TFA)...

Re: bad management

Dokrętki czy nie, Story Group zaspało;p
Mi osobiście łatwiej pogodzić RO z ANH z Tantive IV odlatującym Vaderowi sprzed oczu niż z Lost Stars i niewiedzą Cieny...

Re: bad management

Może zaspało, a może to świadoma decyzja "dajmy epicką bitwę z udziałem Vadera, a nieścisłości może się później jakoś wygładzi"...

PS To subiektywne komu jaka nieścisłość bardziej

Re: bad management

Ah, no tak, wiedziałem że polubisz Lost Stars.
Właśnie czytam Bloodline też Claudii, też ci się spodoba.

Re: bad management

Nie jest idealnie, mam kilka uwag, ale w porównaniu do typowych pozycji z EU szkalujących Imperium jak tylko się da i tak jest dobrze

Re: bad management

Pierwsze wrażenie jest takie, że Lost Stars jest lepsze od Bloodline. Ale im dłużej myślę o Bloodline tym bardziej doceniam tą książkę. Szczerze polecam jeśli ktoś chce coś bardziej politycznego, ale napisanego w luźny sposób, nie wymagający od czytelnika wiedzy politycznej.

Re: bad management

Tutaj akurat nie chodzi o jakość samej książki, a o ludzkie ukazanie Imperium Galaktycznego i tego że mordowani na potęgę przez terrorystów szturmowcy i piloci TIE to nie źli do szpiku kości fanatycy, a zwykli ludzie zawierający przyjaźnie, zakochujący się, służący swojemu Imperium "for safe and secure society".

Re: bad management

Z tego samego powodu polecam Bloodline. To już nie Imperium vs Rebelianci, tylko polityczne układy na 6 lat przed TFA, ale podejście jest podobne. Nie ma biało-czarnego postrzegania Republiki jako tych dobrych i przeciwników Republiki jako tych złych. Wszystko jest rozmyte, czytelnik sam może ocenić po której stronie się opowiada.

Re: bad management

Właśnie ta szarość mi się bardzo podobała, do tego stopnia, że pomijając Leię zdecydowanie wolę centrystów (przynajmniej do rozdziału dziesiątego) - nie dlatego, że proimperialni, zwyczajnie mają lepszy program. Znowu w Lost Stars również popierałem działania Cienny, przynajmniej do Endora.

Re: bad management


zwykli ludzie zawierający przyjaźnie, zakochujący się

To jest prowokowanie do Godwina

Re: bad management

- Trzy ostatnie filmy Lucasfilmu zarobiły na świecie 4 biliony dolarów (ostatni wciąż zarabia), już za to powinno ją się zwolnić.

W dobie internetu i hypowania ciężko żeby film zarobił mało, szczególnie taka marka. "Tragicznie słabe prequele" zarobiły ok 2,5 biliona. Ale to tylko drobna uwaga, bo ogólnie też uważam, że za żałosny stan obecnych Star Warsów nie jest odpowiedzialna tylko KK

Re: bad management

Ależ ona nie niszczy SW. Przecież własnie napisałem że jest bardzo dobrym CEO, ma jasno określona i skuteczną politykę.
Rzecz w tym, że czasami (nie zawsze) wpada na niekoniecznie dobry, ale potencjalnie dochodowy pomysł. A czasem olewa część uniwersum bo się to opłaca. Powołała Story Group, który nie ma zbytniej władzy, wtrąca się tylko w wyjątkowych sytaucjach - głównie dlatego, żeby dać twórcom swobodę i ich zbytnio nie krępować. Z drugiej strony jeśli projekt jej się nie podoba, jest niezgodny z jej przeciez dobrą, dochodową polityką, to sama kontroluje twórców. Dlatego jest tylko dobrą szefową LF, chociaż ma potencjał na bycie świetną. Ale żeby do tego doszło potrzeba tam kogoś, kogo szanuje, z czyim zdaniem się liczy, kto lepiej od niej czuje samą sagę... trochę jak Abrams. Funkcję tę powinno pełnić ST, ale niestety zespół jakby nie jaj. A kiedy teoretycznie najważniejszy organ wpływający na wygląd uniwersum, ten sam, który miał je bezpośrednio kształtować, stara się nie wychylać, to co jest nie tak. Przede wszystkim z nim, ale też z Kennedy, której najwyraźniej to nie przeszkadza.

Re: bad management

Ale wiesz co... jakby chciała iść w wyłącznie w zysk i wycyckanie uniwersum do zera to dostalibyśmy TFA2. Bezpieczne, śliczne, feel-good movie. A dostaliśmy TLJ, dla części rewelka, dla części straszna porażka. Są dyskusje, są wojenki, o wiele większa polaryzacja niż przy TFA. LF nie jest glupi, na bank wiedzieli co się będzie działo wypuszczając coś takiego.

Storygroup czuwa nad całością, jako organ doradczy.
Jak dla mnie KK sagę czuje świetnie

Re: bad management

Tak zrobiłby przeciętny CEO, taki jak szef EA. Ale Kennedy jest naprawdę dobra - wie, kiedy zaryzykować, kiedy zrobić coś odważnego. Ma nosa, kiedy to przyniesie zysk, i to naprawdę dobrego (vide R1). W dodatku umie nawiązać dobrą relację z podwładnymi, co polepsza współpracę. Swoją drogą TFA było absolutnie genialnym posunięciem - nie lubicie prequeli, tęsknicie za OT, mamy coś dla was! Oczywiście wiedziała, że część będzie narzekać, wiedziała też, że to za mało by pociągnąć nową trylogię o sadze nie wspominając.
Story Group powinno czuwać nad całością, ba, oni mieli przede wszystkim wytyczać przyszłość sagi. Chwilowo pełnią rolę jedynie doradczą, starają się nie wchodzić w konflikty i najwyżej stają na głowie by wytłumaczyć nieścisłości, na które sami pozwolili. A Kennedy się tym nie przejmuje dopóki to nic poważnego, zresztą trochę słusznie, skoro podobno oni są specami.
No właśnie tak i nie. Z jednej strony uważnie dobiera projekty, które mogą się podobać, przede wszystkim zna dosyć dokładnie uniwersum (od szczegółów ma przecież SG). Z drugiej strony czasem się myli, brakuje jej wiedzy, ale ma do tego prawo. Ktoś powinien jej pomóc nie w prowadzeniu firmy, lecz uniwersum, a Story Group zdaje się tutaj zawodzić.
Wychodzi z tego, że to właśnie Story Group odpowiada za sytuację może nawet bardziej niż Kennedy, ale nie lekceważmy całkiem ich pracy. To dzięki nim różne części kanonu tak ładnie się łączą, w jednych są nawiązania do innych itd. Szczerze mi mówiąc tego mi trochę brakowało w Legendach, a biorąc pod uwagę że wielkich nieścisłości w NK nie ma SG nie spisuje się aż tak źle.

Re: bad management

Zastanawiam się co by było gdyby Lucas miał swoją story group, która by mu mówiła "nooooooo, to będzie niezgodne/niespójne..."

Re: bad management

Lucas również olałby Legendy.
Lucas jeśli w ogóle potrzebowałby Story Group, to tylko jako pośredników między Wookie.
Lucas miałby też jasny plan, wizję tego, jak ma wyglądać kanon.
Kennedy nie jest Lucasem. Czasem to dobrze, czasem źle. Pod względem dbania o samą sagę - to bardzo dobre pytanie. Kennedy przypilnuje każdej książki i komiksu, ale bez przykładania do niczego większej wagi. Z kolei Lucas olałby prawie wszystko, a sam skupił się na jednym elemencie. Najlepiej byłoby, gdyby istaniało jakieś połączenie tych dwóch postaci.

Re: bad management

Lucas był swoją własną story group, i dlatego wywalał sobie (przy TCW) to co mu nie pasowało w EU i brał to co mu się podobało.

Re: bad management

Re: bad management

Bardziej niż na reakcję Lucasa zwróciłem uwagę na te bajeranckie drzwi.

Re: bad management

Bardzo mi się ta opinia podoba. Szczególnie o "kiepskiej korpo-kopalni". Albo passus że nie jest "artystką i twórcą".

Nie jest, bo nie musi być. Na dostarczać założene deliverables. Tylk otyle i aż tyle. Realizować założone targety finansowe w interesie akcjonariuszy. I tę załozoną wizję z sukcesem realizuje.

A fani mają z tego filmy SW co roku. A jeszcze inni wielki ból zadka.


Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.