Forum

Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Ciekaw jestem Waszych opinii. Dla mnie ten film miał potencjał, lecz niestety liczne błędy stawiają w mojej osobistej opinii ten film na szarym końcu, jako najsłabszy film z serii SW.

Błędy/idiotyzmy:

1. Postać Luke`a
Wiele osób usprawiedliwiało Skylwakera, mówiąc że nie miał wsparcia rady Jedi, że tylko na ułamek sekundy rozważał zabicie Bena. Sorry, ale facet, który do końca wierzył w Vadera (a znał jego liczne zbrodnie), ten facet od tak ulega wizjom w stosunku do Bena Solo, że na ułamek sekundy włącza miecz świetlny? Poza tym miał wsparcie swojego dawnego mistrza - Obi-Wana, wsparcie Yody, jako duchów, ale jednak.

2. Kontynuując myśl z punktu 1 wychodzi na to, że użytkownicy mocy to największa zaraza jaka istnieje w Galaktyce. Z części I-VIII znamy ich trochę. Generalnie są to mentalne nastolatki, które na podstawie własnych przeczuć, jednego zdarzenia w życiu etc. stają się seryjnymi mordercami i dyktatorami. Skoro 1 przeczucie stawia Luke`a o krok od zostania mordercą to czy tak nie jest?

3. Wielki pościg za statkami Republiki. Jeśli dobrze pamiętam, to było wspomniane, że FO nie dysponuje tak szybkimi statkami w podświetlnej. Cóż za problem wyznaczyć bardzo krótki skok w nadświetlnej jednym krążownikiem i złapać statek Rebelii w kleszcze?

4. Desperackie staranowanie krążownika Snoke`a przez fioletowowłosą Holdo. Pozornie scena na plus, pomysł niezły, dodaje trochę patosu. Ale jak widzimy wielki okręt da się prowadzić w pojedynkę. Od niepamiętnych czasów w świecie SW istniało coś takiego jak "astromechy". Nie można było robotem zrobić tego desperackiego kroku?

5. Rey wierząca w "nawrócenie" Kylo Rena. Tym razem mamy klon ROTJ. Luke leci nawracać Vadera, Rey nawracać Kylo. Nawet Rey spogląda przez iluminator oglądając klęskę Rebelii jak Luke na Gwieździe Śmierci.

6. Czy FO i Republika to 2 niewiele znaczące siły w Galaktyce? FO ma szansę ostatecznie zgnieść resztkę rebeliantów a robi to tak niewielkimi siłami? W ogóle nie wiadomo jak FO jest potężne. W częściach IV-VI było widać wojska Imperium, garnizony, wszędzie wpływy Imperium. FO wygląda przy tym jak lokalni watażkowie.

To tyle co naprędce zebrałem.Nie uważam tego filmu za zły, oceniłem na 7/10, dobrze się oglądało, jednak inne części SW nie miały aż tylu idiotyzmów i trzymały wyższy poziom (nawet Mroczne Widmo ). Zapraszam do dyskusji

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Na opinie jest wątek recenzencki, to po pierwsze.
Wiele Twoich pytań było przedmiotem dyskusji w wątku recenzenckim, to po drugie.
To że coś Ci się nie podoba, nie oznacza błędu, to po trzecie.
W trakcie seansu zastanawiałem się czy to nie jest najlepszy epizod, ostatecznie umieściłem go na trzecim miejscu (na razie), to po czwarte.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Jeśli powieliłem temat, to proszę o zamknięcie/skasowanie/przeniesienie do odpowiedniego działu. Jestem tu nowy, więc mogłem przeoczyć. Przepraszam.

Jeśli chodzi o punkty, które wypisałem, to 1,2,5 można uznać za opinię, jednak pozostałe są jednak błędami, czy tego typu idiotyzmami, (niedopatrzeniami).

Czy kochanie SW wyklucza krytyczne spojrzenie na dzieło? Moim zdaniem nie.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

ad 3. Jest długa dyskusja o tym czy to było proste. Więc nie, niekoniecznie błąd.
ad 4. Było dyskutowane. A co jeśli czujniki FO wyczułyby brak form życia na pokładzie?
ad 6. Z napisów początkowych wynika że FO przejmuje kontrolę nad układami (aczkolwiek tego nie pokazano). A jak odświeżysz epizody IV i V, to nie znajdziesz żadnego stacjonarnego garnizonu Imperium - tylko GŚ, jednostki floty i oddziały wysłane z misją na Tatooine i Bespin.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wątek recenzencki to wątek bardzo ogólny, przeznaczony na recenzje i opinie w ogólności. W szczególności można pozwolić sobie na nowy temat, czy to dotyczący dyskusji o konkretnym fragmencie filmu (np. mój temat o szarży Finna na Crait), czy też związany zbiorczo z pewnymi przemyśleniami. Na tej samej zasadzie można by potraktować temat "Ostatni Jedi - najlepsza część SW?", gdyby powstał. Ale tutaj zgoda, jeśli nie temat recenzencki, to przydałby się temat zbiorczy dla opinii dotyczących TLJ w zestawieniu z innymi Epizodami. Takie dzielenie włosa na czworo powoduje niepotrzebny bałagan.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Nope. Lepsza połowa filmów Star Wars.

Zły tytuł, proszę Państwa

Te 6 punktów, które tutaj mamy, nie jest żadnym punktem wyjścia do rozmowy na temat jakości filmu. Gość po prostu stwierdza, że scenariusz opowiada inną historię i w inny sposób, niż się tego spodziewał. To w żaden sposób nie dotyczy JAKOŚCI FILMU. To jest kolejny post z serii "jak ja widzę świat Gwiezdnych Wojen i jak JA napisałbym scenariusz Epizodu 8". Może należy po prostu wziąć się za pisanie fanficów?

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zalogowałem się na forum po raz pierwszy od ok. 12 lat. Na bastion wchodzę regularnie, ale na dyskusję i komentowanie nie mam już zwyczajnie czasu. Wyjątek zrobiłem z powodu obejrzenia wczoraj TLJ. Nigdy w dotychczasowym 35 letnim życiu nie wyszedłem tak zawiedziony z kina. To co Disney zrobił z postacią Luka to skandal, złamali legendę i zrobili z niego zwykłą piz.ę, to boli. Wszystkie atrakcyjne i ciekawe wątki z TFA (mimo iż był to film słaby, miał swoje momenty), takie jak kwestia rodziny Rey czy historia Snoke, szlag trafił - Rey na pewno nie jest córką Luke i raczej nie ma w sobie krwi Skywalkerów, a Snoke? Snoke to po prostu arogancki frajer, który nic nie znaczy. Trzecia część jest skazana na porażkę bo nie ma charyzmatycznego czarnego charakteru, Kylo to rozdarty gówniarz który przechodzi spóźniony bunt nastolatka. Nie jest on ani charyzmatyczny ani przerażający - dno. Jestem totalnie zawiedziony, a SW kończy się dla mnie na ROTJ!

no cóż

Najsłabsza - to już kwestia gustu. Niektórzy go nie mają i im się podoba ( tak, żartuje).
Ciężko nawet stwierdzić czy najbardziej kontrowersyjna. W 1999 dyskusje między fanami odnośnie TPM toczyły się głównie "w realu", więc ciężko porównać z TLJ. Ale TPM też wzbudziło skrajne reakcje.

Re: no cóż

To jest chyba kwestia wieku. Ja miałem podobne odczucia jak kolega wyżej właśnie po wyjściu z seansu TPM. Bo też byłem wtedy w podobnym wieku (30) i też myślałem że "właśnie SW się skończyły". I że najgorszy epizod (no Ok, to był najgorszy epizod)

I identyczne zdanie jak teraz o Snoku miałem o Maulu, który miał być przekoksem a załatwił go padawan...

Deja vu.

Re: no cóż

Dlatego twierdze że TLJ bedzie filmem co do ktorego ludzie zmienia zdanie po paru latach (z 1/10 na 4/10 xD) Aczkolwiek to zalezy od paru kwestii. Czy niezadowoleni z Luke`a zaakceptuja taka jego wersje, czy epizod IX wzmocni TLJ swoja fabułą, czy sequele jako całość wypadną korzystnie. Abrams ma teraz ciezkie zadanie - zrobic film po ktorym pomyslimy "Warto bylo poznac ta historię" a nie "Meeh, był sobie syn Hana, ale się ogarnął dzięki lasce".

Re: no cóż

Czemu drugie rozwiązanie jest równoległe z meh?

Raz, że to mogłoby by być fajne odwrócenie finału Padme i Anakina, a po drugie jednak TLJ usilnie forsował tego, że należy zerwać ze starym, balans mocy, co właśnie uosabiaja wiadome postaci.

Jeżeli Kylo zostanie rozwalony przez Rey, to będzie właśnie meh, bo oleje ciekawy motyw założenia nowego zakonu czerpiącego równolegle z obydwu koncepcji mocy.

Re: no cóż

Nie jest równoległe, ale może z meh występować i wyczuwam takie teksty w 2019. Ja po prostu wierze w to, że ciekawie zostanie domkniety watek Kylo i Rey, ale poza tym SW ruszy do przodu jeśli chodzi o pojęcie Mocy, podejście do szkolenia badz doda coś czego nie umiem sobie teraz wyobrazić. A chyba najbardziej oczekuje domkniecia całej sagi w jakiś sposób.

Re: no cóż

Wszystko zależy od tego, jak to "ogarnięcie dzieki lasce" zostanie pokazane. Tylko, znając zachowawczosc JJ obawiam się banału i sztampy. No lubię być zaskakiwany, i TLJ tutaj zwrotami akcji dokładnie trafia w moje gusta. Choć gdyby Rey zgodziła się na zostanie "Dark Empress" vel "Supreme Mother of the Galaxy" w zamian za "odpuszczenie" resistantom to też by było ciekawie.

Re: no cóż

Mossar napisał:
(z 1/10 na 4/10 xD)
-----------------------

Nie jest to wykluczone, moja ocena to efekt stresu pourazowego po seansie.

Re: no cóż

Z ciekawości: to, że TPM to był zawód, to znana historia. Ale jak patrzyłeś na kolejne części, skoro TPM Ci się nie podobało? Bo mi się wszystkie trzy części podobały, ale jak juz niedawno wspomniałem: gówniarzem byłem.

*ej, ja wciąż nie twierdzę, że SW się skończyło. Tak bym twierdził, gdyby nie Łotr.

Re: no cóż

"Atak Klonów" był trochę filmem trochę o niczym (jedzenie gruszki, ujeżdzanie krowy itp.) choć w połowie z fajnymi pomysłami (Jango, Dooku, mordowanei kosmicznych Arabów), takim wprowadzeniem to "zemsty" Na dodatek epizod położony przez aktorstwo i reżyserię (na tym polu TLJ bije PT na głowę, Luke ociera sie o rolę oskarową, swietna Leia, poprawna Rey itd.). Ale... - ograniczono kłapoucha, nikt nie wdepnał w kupę i na dodatek leciał tam "Across the Stars", więc chrzanić to, choćby dla tego jednego kawałka warto .
I w tym filmie dostałem to co chciałem dostać od czasu "Imperium Kontratakuje" - Yodę walczącego mieczem swietlnym. Od tego czasu staram sie bardzo ograniczać marzenia.

"Zemsta" - jak już gdzieś pisąłem - była dla mnie filmem pełnym emocji. Emocji typu "jak to można tak spieprzyć" - w tym "przemianę" Anakina która całkowicie mnie nie przekonała. No ale końcówka w swiątyni była niezła, szczególnie scena jak maszeruje 501 + muzyka, Mustafar też bo Hayden i Portmanówna nawet zaczęli przez chwilę grć, a nie być... No ale na koniec dali tę żenującą scenę umierania ze smutku... Już demokracja w tym filmie umierała ciekawiej.

Wyszedłem na tyle wewnętrznie rozbity, że na następny film kinowy z uniwersum SW nawet nie poszedłem, tym bardziej że był o tym że niby Anakin maiał padawankę, no durny pomysł jakiś...


Dziś, z dystansu po latach PT mi się nawet podoba (no, OT to to jednak żadną miarą nie jest), ma swoje momenty i są to pełnoprawne epizody SW jak najbardziej. Ale troche do tej opinii dochodziłem (i chyba drugi raz te filmy obejrzałem tak jakoś po 11 latach od premiery TPM dopiero)

Re: no cóż

Dla mnie Widmo nie było tragedią, ale rozczarowaniem, choć wizualnie urokliwym. Atak oceniałem od razu wyżej, i wcale nie był o niczym, gruszki i krowy to margines (a scenę z piaskiem jakoś w ogóle jednym okiem oglądałem).

Zemsta była widowiskowa, ale nieprzekonująca (choć wtedy oceniałem ją chyba wyżej niż dziś).

Re: no cóż

Pozwolę sobie odpowiedzieć. Jestem trochę młodszy od Finstera, ale też uczestniczyłem w tym Prequelowym szaleństwie. W 1999 miałem 22 latka

Bezpośrednio po pobycie TPM w kinach film podobał mi się "średnio". Nie przeszkadzał mi żaden z dziwnych pomysłów Lucasa - ani midichloriany, ani mały Anakin, ani Jar Jar - to wszystko było OK. Historia była w porządku. Ta opowieść musiała się jakoś zacząć. Od samego początku natomiast uważałem film za drętwy i źle zrealizowany. Mimo wszystko, uważałem to za "wypadek przy pracy" i czekałem na część drugą. Nie zawiodłem się, AotC to naprawdę był zdecydowany krok naprzód, i do tej pory uważam go za najlepszy z Prequeli. Czekałem na RotS jak na zbawienie. No cóż, pierwszy akt jest dobry, momentami bardzo dobry, ale niestety reszta zupełnie się sypie.

Ogólnie rzecz ujmując, po TPM też nastąpiło pęknięcie w fandomie, wiele osób rzuciło starwarsy na dobre. Duża część zupełnie nie była w stanie zakceptować nowego oblicza tych filmów, tego fikcyjnego świata. Tyle, że pęknięcie przebiegało chyba wolniej, mniej ludzi miało dostęp do internetu, nie było stron typu "agregaty" w rodzaju RT czy MC. Opinie czy to zawodowych krytyków czy fanów docierały do "świadomości publicznej" znacznie wolniej.

Re: no cóż

A to dziwne to co pisesz bo TPM ma taki sam schema t jak ANH Ma świetny montaż - scena końcowa to mistrzostwo. Technicznie też jest klawy - f/x, dzwięk, efekty dźwiękowe. Muzyka ! Reżysersko chyba też GL daje tutaj rady. Aktorsko najlepiej z PT - Liam jako Qui Gonn to 100% Jedi. Na pewno scenariusz wart byłby podrasowania - dialogi.

Owszem mnie TPM się mega podobał. Natomiast uważam że on klekł bo był zbyt mocno oderwany od SW jakie znaliśmy z CT/OT. Zawsze uważałem że z 2-3 zrobić trylogię a 1 jako zero.

Minusem na pewno jest próba tłumaczenia natury Mocy.

AOTC i ROTS niestety już w mojej opinni wypadajągorzej i technicznie i aktorsko.

Jako całość PT jest zbyt mocno rozbita TPM vs AOTC/ROTS. Natomias na plus to rozbudowa świata SW i to z świetnym rozmachem. Tego brakuje w ST. TLJ też nic nowego nie wprowadza - jest jakis taki że czuję mdłość... XD

Re: no cóż

Film robi dziwaczne wrażenie, bo wszyscy aktorzy (poza Lloydem) wygłaszają swoje kwestie w ten osobliwy, zupełnie pozbawiony emocji sposób. Akcja zupełnie nie ma pędu, nie ma tempa. Montaż jest przedziwny, sceny albo zaczynają się bez sensu, albo są ucinane w najmniej odpowiednim momencie, albo pokazują jakieś absurdalne rzeczy. Przejścia pomiędzy scenami zupełnie się nie kleją. W ogóle nie ma rytmu. Wizualnie za duże kontrasty, zbyt szybko. Są wsadzone sceny, które robią wrażenie jakby były nakręcone przez kogoś opóźnionego w rozwoju, jak np królowa dziękująca R2.
Aktorstwo jest straszliwe. Matka Anakina to podobno uznana aktorka, wieloletnia współpracownica Bergmana!!! Jezus Maria, ja długo myślałem, że to jakaś nielegalna imigrantka, która sprzątała u Lucasa i dał jej rolę po znajomości! McGregor i Neeson nigdy nie powinni dostać tych ról. Cała obsada to pomyłka.
Generalnie, scenariusz jest OK, poza Maulem, który jest po prostu niewykorzystany. Wykonanie jest beznadziejne. Ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to Lucas.

Re: no cóż

No to odbieramy ten film zgoła inaczej. Dla mnie to film NP w 100%. Top wśród filmów SW. I dopiero TFA - w co nie wierzyłem że może tak być - wywołał takie emocje jak w `99 TPM

Re: no cóż

Wiadomo, każdy widzi to inaczej. Plus patrzymy na wiele spraw przez pryzmat wspomnień, nostalgii etc.
BTW Jor zmień awatar na ten z okularami i wąsem bo był czaderski

Re: no cóż

No dokładnie (tak jak po tylu latach sobie przypominam) z podobnymi odczuciami wyszedłem z kina.I tym bardziej, że to był TEN film, na który tyle lat się czekało...

W sumie to się zgadzam z JOR-em co do jednego - "z 2-3 zrobić trylogię a 1 jako zero" - to by wyszło na zdrowie. A najlepiej gdyby zamaist do bólu przwidywalnej historii Anakinana miejscu głównym dac ją w tle a w zamian dać historię Vosa/Aaayli - wtedy nie wiemy co się stanie z głównymi bohaterami i mamy solidny "dreszczyk napięcia", a nie czekamy ze spokojem kiedy w końcu Ani się darksajdnie, założy garnek i zacznie mordować kolegów. I - zupełnie wypraną z emocji dla zwykłego widza scenę, jak Bly strzela niebieskiej w głowę. Ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to Lucas [2]

poza Maulem, który jest po prostu niewykorzystany
dokładnie, Maula mogli ciągnąć przez co najmniej dwa epizody, ba, przecież mamy w ANH nawet Aurrę Sing - what a waste

Re: no cóż

Porównywanie TPM do TLJ nie ma sensu...

Re: no cóż

Też mnie dziwią te porównania. Argument "bo wprowadza jakieś nowości" blednie i to poważnie jeśli spojzreć na to, że:

1. TPM było pierwszym filmem trylogii, rozpoczynało ją, więc dawało pewien szkic tego, co mieliśmy się spodziewać w kolejnych Epizodach (przynajmniej mniej więcej); TLJ natomiast jest drugim Epizodem, który powinien iść w ślady TFA, a co robi to wprowadza pewną niespójność koncepcji wobec tego, co widzieliśmy w poprzednim Epizodzie, stawiając w trudnym położeniu J.J. Abramsa (reżysera TFA) reżyserującego Epizod IX.

2. TPM i TLJ mają inne motywy dotyczące głównych bohaterów i zupełnie różne sposoby prowadzenia historii. To, że mamy młodego człowieka, który ma potencjał w Mocy i mieszka na pustyni nie oznacza, że te filmy są całkowicie podobne. xD

Pod względem technicznym TPM wypada lepiej od TLJ, to samo (z tym, że o charakterze subiektywnym ;p) się tyczy scenariusza, postaci, fabuły, prędkości prowadzenia widza przez historię czy spójności TPM z następnymi częściami trylogii prequeli.

Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zastanawiałem się czy lepsza wtórność TFA czy nieudana w moim odczuciu próba zrobienia czegoś nowego w TLJ. Dochodzę do wniosku, że jednak dla próby podjętej przez TLJ mam nieco więcej szacunku, więc w końcówce (no, tuż nad Holiday Special ) umieszczam TFA, a nieco nad nim TLJ.
Tak by to więc u mnie wyglądało:
1. ESB
2. ANH
3. RotJ
4. TPM
5. RotS
6. R1
7. TCW (film)
8. AotC
9. TLJ
10. TFA
(gdzieś tu u dołu są Ewoki i Holiday Special, raczej w roli ciekawostki niż pełnoprawnych filmów)

TPM wysoko, bo spełnia moim zdaniem bardzo ważną rolę: pokazuje Republikę w okresie pozornej potęgi, a tak naprawdę gnijącą od środka i przeżartą korupcją. Docenić to pomagają oczywiście `Darth Plagueis` i `Maska kłamstw`. Obeszłoby się bez Jar Jara (skoro ta postać i tak w końcu do niczego nie prowadzi) i Anakin mógłby być nieco starszy, bo trudno identyfikować się z dziewięciolatkiem komuś innemu niż dziewięciolatek, ale i tak oceniam film najlepiej z prequeli.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

To u mnie:

1 TPM, TESB, ANH, TFA
2 AOTC, R1
3 ROTS
4 Ewoks
5 TCW, HS
6 TLJ

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

A co ciekawe każdy film otwierający trylogię oceniam topowo.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zgubiłeś chyba RotJ
TLJ podniósł odrobinę moją opinię o TFA, ponieważ było tam coś, co jest chyba charakterystyczne dla Abramsa - tajemnicę. Była tam tajemnica rodowodu Rey i tajemnica tożsamości Snoke`a. Tutaj obydwie te tajemnice zostają wyrzucone do kosza w okolicach połowy filmu (Rey nie ma żadnego istotnego rodowodu, Snoke jest nikim), w imię jakiejś postmodernistycznej próby dekonstrukcji mitologii Gwiezdnych Wojen. Jestem jak najbardziej skłonny przyjąć taką dekonstrukcję (uwielbiam Zdrajcę, uwielbiam KotOR 2) kiedy jest to zrobione sensownie, z bohaterami o zrozumiałych motywacjach. Tu moim zdaniem tych elementów zabrakło.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Tak, ROTJ tam gdzie AOTC i R1

Z Rey to pewnie JJ odkręci - oby

A Snoke - może Kapelusznik powróci i wtedy wiadomo co to będzie XD

A poważnie to mam tak po raz pierwszy że tak mnie odrzuca od SW. Nawet TCW kinowe mnie bawiło, a tutaj to jakoś nie ma sensu. Oby Solo coś odbił od dna markę XD

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Z jednej strony jestem optymistą - bo R1 był całkiem fajny i pewnie umieściłbym go w rankingu wyżej gdyby nie `to samobójcza misja, więc nawet nie próbujmy przeżyć` na końcu, a postać Hana ma potencjał i jest nieźle wykorzystywana i w starym i nowym EU, a z drugiej czytam takie rzeczy:
http://www.screengeek.net/2017/12/24/disney-expects-solo-a-star-wars-story-to-bomb/

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Byłem sceptyczny na początku, jak ogłoszono, że to Rian Johnson będzie reżyserem kolejnego Epizodu, oraz jak się okazało, że akcja tegoż Epizodu będzie miała miejsce w momencie zakończenia głównego wątku "Przebudzenia Mocy".

Jednak postanowiłem nie podchodzić do filmu z jakimiś wielkimi oczekiwaniami. Dałem szansę, że powstanie bardzo fajna część. Optymistycznie patrzyłem na zapowiedzi, że TLJ jest dopry do tego stopnia, iż Disney powierzy Rianowi Johnsonowi stworzenie kolejnej trylogii.

Niestety, zawiodłem się przy "Ostatnim Jedi", który mnie odrzuca zarówno jako samodzielny film, jak i gdy spojrzę na niego przez pryzmat kolejnej części Star Wars.

Jak byłem sceptyczny co do filmu o Hanie Solo, tak teraz, po tym jak zawiódł mnie "Ostatni Jedi", bardzo się zainteresowałem tym filmem. Tak czy siak bym poszedł, ale wcześniej mnie ten spin-off ani nie ziębił, ani nie grzał. Teraz trochę hype`u jest.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Horst napisał:
Rey nie ma żadnego istotnego rodowodu, Snoke jest nikim
-----------------------
Tyle że nic się nie wyjaśniło - rodowód Rey jest tylko sugestią, mamy dużo mniej niż Nooooooooooo!, a Snoke... nigdy nie był nikim, pozostał złym duchem czasów post-ROTJ, i być może dopiero Abrams odpowie w EIX na pytanie kim był (w sensie skąd się wziął).

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

"Attack Of The Clones" to według mnie najsłabsza część Star Wars.
O ile TPM ratują świetni Qui-Gon Jinn, Maul, no i najlepiej poprowadzone choreograficznie pojedynki na miecze świetlne, plus obłędny "Duel Of The Fates", tak AOTC kompletnie mnie zawiódł widoczną tak bardzo "cukierkowatością i dziecinnością". Na dodatek trafiłem na wersją z dubbingiem, więc załamka była podwójna . Co ciekawe, to właśnie końcowa scena z formowaniem armii klonów i słowami Yody "Begun the Clone War has ..." była najbardziej "starłorsowa" w całym filmie. Jak dla mnie
"Last Jedi" na moje liście jest bez porównania wyżej, a mniej więcej wygląda to tak :

1.ESB
2.ROTJ
3.ANH
4.TLJ
5.TFA
6.R1
7.ROTS
8.TPM
9.AOTC

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Też oceniam AotC najniżej z części Lucasa (ale jestem chyba w zdecydowanej mniejszości oceniając TPM najlepiej z prequeli). Polityka obecna i znacznie nudniejsza niż w TPM, sceny romansowe dość realistyczne (przypuszczam, że chłopak wychowany w zakonie tak właśnie próbowałby flirtować), ale ogląda się to mało przyjemnie, Separatyści najpierw wydają się dość rozsądni (widać wyraźnie, że Republika nie jest tak fajna, jak chciałaby być), a później kiedy pojawiają się na ekranie to są przedstawieni jako potwory. Nawet ten tekst Yody nie brzmi dobrze - nie zdarza się często, żeby konflikt został nazwany w trakcie pierwszej bitwy... `Zaczęła się wojna trzydziestoletnia`

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wiesz, może i masz rację z tym, że zakonnik mógłby w ten sposób zarywać, tym bardziej jakby wykładali literaturę w świątyni. Ale z drugiej strony jak Padme mogła na coś takiego polecieć?

tak..

ROTJ
TESB
ANH
ROTS
AOTC
R1
TPM
TFA
TLJ

Tzn.

dla mnie to w ogóle nie jest część SW, bo zbyt wiele psuje i neguje z tego, co ustalono wcześniej, więc dla mnie to taki gruby spin-off robiony przez fanów z kiepskim scenariuszem.

Moja hierarchia epizodów od dawna wygląda tak:

1. TESB/ROTS
2. ROTJ
3. TPM
4. ANH/AOTC

Z tym, że wszystkie trzymają się jednak jakiejś całości.

Osobny zupełnie ranking mam dla dotychczasowych dzieł disneyowskich:

Skala żenady:

1. R1 (niewielka żenada)
2. TLJ (średnia żenada)
3. TFA (gruba żenada)

Re: Tzn.

Z ciekawości zapytam: czemu TFA oceniasz gorzej niż TLJ?

Nie chodzi o to, że mi się TFA bardzo podobało, a TLJ bardzo nie podobało, po prostu jestem ciekawy czemu TLJ wg Ciebie było "średnią żenadą", a TFA "grubą żenadą", skoro TLJ znacznie więcej psuje od TFA i wypada gorzej chociażby pod względem czysto technicznym (czysto technicznym, podkreślam; nie chodzi tutaj o piękne ujęcia czy pojedyncze motywy).

Re: Tzn.

Podłączam się pod pytanie. Z Krogiem nie wiem czy kiedykolwiek się zgadzałem, a tu taka niespodzianka.

Re: Tzn.

Przede wszystkim chodzi oczywiście o sam scenariusz. TFA jest grubą zrzynką i w zasadzie niczym więcej. Do tego jest pozbawiony jako film jakichkolwiek istotniejszych tematów, a sposób w jaki zrobili tę kalkę Nowej Nadziei woła wręcz o pomstę do nieba. Więc patrząc od strony fabuły TFA jest po prostu niczym, jedynie kiepskim i wzbogaconym o idiotyczny humor rebootem Nowej Nadziei. TLJ ma po prostu jakieś minimalne ambicje i momentami nieco poważniejszy klimat. Dlatego nie jest aż taką żenadą.

Re: Tzn.

Krogulec napisał:
Przede wszystkim chodzi oczywiście o sam scenariusz. TFA jest grubą zrzynką i w zasadzie niczym więcej.
-----------------------

To nie jest takie proste. Nawet, gdyby była to prawda, nie jest to żaden zarzut. Wiele bardzo dobrych, znanych i uznanych filmów to remake`i, adaptacje, reinterpretacje, zrzynki, kolaże itp. Tak po prostu jest w świecie filmu. The Force Awakens to nawet nie jest "COVER", gdyby się posłużyć terminologią muzyczną. Wykorzystuje po prostu pewne elementy znane z poprzednich części. Film opowiada zupełnie inną historię, za pomocą innych środków, niż pierwsze Gwiezdne Wojny.


Do tego jest pozbawiony jako film jakichkolwiek istotniejszych tematów
-----------------------

Nieprawda. TFA jest bardzo prostym konstrukcyjnie i fabularnie, ale bogatym w znaczenia i głęboką symbolikę filmem. To się nazywa subtelność i finezja. Twoje spojrzenie jest bardzo powierzchowne i niedokładne. Twórcy TFA dokładnie wiedzieli co robią, to jest jednocześnie film i dla dzieci, i dla "starych". Najwyraźniej, warstwa dla dzieci Cię nie bawi, a warstwa "dla starych" nie interesuje (ponieważ dotyczy pewnych aspektów życia, których jeszcze nie miałeś okazji doświadczyć). I tyle.


a sposób w jaki zrobili tę kalkę Nowej Nadziei woła wręcz o pomstę do nieba.
-----------------------

W którymś tam wątku, przy innej dyskusji, piszesz, że jesteś znawcą kina, widziałeś całą klasykę, tworzysz recenzje. Dziwne, że nie dostrzegasz i nie doceniasz walorów technicznych filmu. Wszystkie podstawowe elementy "filmu" są w TFA na swoich miejscach. Nawet, gdyby TFA nie miało ŻADNEGO scenariusza, ŻADNEJ fabuły, i nie poruszało ŻADNYCH istotnych tematów (co nie jest prawdą), było tylko zlepkiem niezwiązanych ze sobą scen, byłby to BARDZO kompetentnie zrealizowany "produkt" - zdjęcia, oświetlenie, montaż, efekty specjalne, aktorstwo, wszystko jest tam na poziomie "zawodowym".

Krogulec chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: krytykę filmu przez pryzmat fana i znawcy RPG. Sam o tym pisze w temacie recenzyjnym - porusza się w takich kręgach. Niestety, nie można oceniać filmów stosując te same miary, które stosuje się dyskutując i analizując systemy RPG. To są dwa różne światy. Dwa różne zestawy narzędzi.

Jeśli chodzi o Krogulcową krytykę The Last Jedi, to jest to dokładnie ten sam zestaw zarzutów, który prezentuje większość zawiedzionego "fandomu", czyli TO NIE JEST TO, CO CHCIELIŚMY DOSTAĆ. Fandom nie ocenił TLJ jako filmu, fandom "obraził się", na jego niezgodność z masowymi wyobrażeniami na temat tego, czym są, czym mają być Gwiezdne Wojny. "Prawdziwi Fani" obrazili się, ponieważ nie dostali takiej historii, jaką sobie sami przed premierą wyobrazili, wymyślili, wymarzyli. Wszystkie "brakujące" bądź "niezgodne" punkty, są powodem wielkiego niezadowolenia. Wygląda to tak, jakby każdy fan miał jakąś swoją własną "kanoniczną" wersję wydarzeń, od której film nie może się odchylić, i jest po prostu niemożliwym, żeby spełnić oczekiwania każdego widza. Krogulec również prezentuje tu główny zarzut fandomu, że film za dużo niszczy, zmienia, odrzuca. Wygląda na to, że fandom po prostu prezentuje stanowisko fundamentalistyczne - są pewne "święte" prawa, jedyna możliwa interpretacja wydarzeń, postaci, historii, które znamy z filmów bądź innych źródeł.
Niestety, ale takie podejście równa się artystycznej śmierci tej marki. Jeżeli dochodzimy do stanowiska, że nie można ruszyć NICZEGO, albo można ruszyć tylko NIEKTÓRE aspekty i to w ODPOWIEDNI sposób, to jest to koniec. Być może tak właśnie będzie i masowa popularność tych filmów okaże się również przyczyną ich końca, ponieważ dochodzimy do miejsca, w którym z serią nie można zrobić już nic.

Re: Tzn.

No przecież na filmach zna się tylko te 10% krytyków którzy nie dali się przekupić Disneyowi oraz te 50% publiczności (stanowiące tylko 12% przy TFA) które daje negatywy na RT

Re: Tzn.

Krytycy podchodzą do starwarsów raczej obojętnie. To nigdy nie było "ulubione dziecko" tych środowisk. Szkoda, że Disney nie przekupił krytyków, żeby ratowali Piratów na przykład.

Re: Tzn.

O tu jest jeszcze jedna z ciekawych dyskusji fanów o filmie, i kontrowersyjnym przyjęciu:

https://www.youtube.com/watch?v=twK-iA1mj-s

Dużo stwierdzeń typu "można to było zrobić inaczej, lepiej". Pewnie, że można. Szkoda tylko, że każdy jest mądry po fakcie. Szkoda, że żadnego z tych speców od storytellingu i scenariuszy nie zaangażowali przy pracach nad filmem. To pewnie kolejny żydowski spisek.

Ale z drugiej strony, świat jest bardzo skomplikowany, może faktycznie jest jakiś kwas z tymi krytykami, może dzieje się coś pod maską, o czym nie mamy pojęcia. Ja osobiście nigdy nie utrzymuję, że znam się na kinematografii, wprost przeciwnie, nie mam o tym pojęcia i jestem fanem kiczu. Może i TLJ jest katastrofą? A niech sobie i będzie. Ja i tak jeszcze z raz, dwa obejrzę. I tym optymistycznym akcentem kończę

Re: Tzn.

darth_numbers napisał:

Dużo stwierdzeń typu "można to było zrobić inaczej, lepiej". Pewnie, że można. Szkoda tylko, że każdy jest mądry po fakcie. Szkoda, że żadnego z tych speców od storytellingu i scenariuszy nie zaangażowali przy pracach nad filmem. To pewnie kolejny żydowski spisek.



O, to to. Jak czytam niektórych, to mam wrażenie, że połowa użytkowników bastionu to mistrzowie kina, każdy z pięcioma oskarami na koncie. Wszyscy bardzo pewni siebie i swoich racji, każdy zrobiłby lepszy film niż TFA i TLJ, każdy by lepiej zagrał, lepiej zmontował i lepszą muzykę zakomponował.

Re: Tzn.

Na RT ponoć boty nabiły niskich ocen.

Natomiast osobiście pomysł przewietrzenia SW i przemeblowania kanonu mi się podoba - żeby nowe filmy były interesujące, taki zabieg był konieczny.

Po TFA (które też mi się podoba) stało się oczywiste, że nie zniesiemy gwiazdy śmierci nr 4. ;->

Re: Tzn.

Może jestem hipokrytą, bo sam założyłem temat o botach na RT, ale nie ma co się przywiązywać do tej myśli. To jest trochę tak jak się przyłapie siostrę na czymś czego nie powinna robić. Pójdziesz do rodziców, naskarżysz, ale ostatecznie wypadasz jak ostatni gnojek. Twierdząc, że te oceny to boty wyglądamy jak fochnięci fani, którzy nie mogą uwierzyć w to, że komuś się nie podobał film.

Inna sprawa, że siła internetu jest niemożliwa. Nawet jeśli tych, którzy nienawidzą TLJ jest ~20% to mogą być o wiele bardziej zdeterminowani, żeby założyć konto na RT/MC i ocenić nisko. No ale nie upieram się, że tak jest. Równie dobrze może być rzeczywiście pół na pół.

Re: Tzn.

Asfo napisał:
Na RT ponoć boty nabiły niskich ocen.
-----------------------

A Rosja ponoć zhakowała wybory w US i referendum za Brexitem.

Re: Tzn.

Ja wiem tyle, co ludzie na reddicie pisali - że większość negatywnych ocen to nowe konta, a treść komentarzy się powtarza słowo w słowo. Ale nie drążyłam tematu, dlatego piszę "ponoć".

Re: Tzn.

Miałem podobne wrażenie ale doszedłem do wniosku, że w miarę jak przybywa nowych komentarzy to przechodząc do dalszych stron trafiam na te komentarze, które już czytałem

Re: Tzn.

Drogi numbersie, nie daj się zwieść górnolotnym treściom serwowanym przez kolegę Krogulca, jego `znawstwo` jest podporządkowane głoszeniu ustalonej z góry idei a nie szczerej analizie tworu (pop)kultury.

Jego opinie nie są wynikiem studiów (choć usiłuje to przykryć górnolotnymi frazesami, niestety pustymi) czy pogłębionej dyskusji, gdzie punktem wyjścia jest postmodernizm... a jedynie projekcją snobizmów. Osobiście intryguje mnie jak taki zagorzały socjalista - przy którym nawet Stalin robi się różowy - może tak lekceważąco wyrażać się o masach, ale cóż, każdy ma swoje dziwactwa.

Do czego oczywiście ma prawo, ale trochę szkoda patrzeć jak ktoś traci na niego czas - skoro problem leży w zupełnie innym miejscu niż faktyczne wartości filmu.

Re: Tzn.

A jaką ja ideę głoszę? Że nowe filmy marki SW są średnie lub kiepskie? Ależ! Straszna ta USTALONA Z GÓRY IDEA xD

Co to za fantazje na mój temat? Ja i różowy Stalin? Przybliż je proszę bo chyba otwierasz za moimi plecami jakiś fanklub poświęcony mojej skromnej osobie

No i króciutka odpowiedź do fragmentu, gdzie starasz się rzeczywiście ulepić jakąś polemikę zamiast infantylnie wrzucać kolejne ad personam: masy sterowane przez korporacje to masy, których gust staje się podporządkowany lansowanej za miliardy tandecie, która urasta do rangi klasyki i wiekopomnego dzieła. Zapamiętaj

Re: Tzn.

Generalnie, masz tak stunelowany sposób widzenia, że nie ma większego sensu podejmować dyskusji. Jak mi się przewijają twoje posty tu i ówdzie, to nie widzę, żebyś gdziekolwiek dał się przekonać, albo uznał, że czyjeś inne zdanie jest równoważne twojemu.

Traktujesz swój subiektywny ogląd jako prawdę obiektywną i nie dopuszczasz myśli, że np. coś źle zinterpretowałeś lub przeoczyłeś. W tej sytuacji polemika jest bezużyteczna.

Strasznie generalizujesz i przesadzasz, mając przy tym nieprawdopodobnie wyśrubowane wymagania. Mówimy o przygodowej kosmicznej bajce, stanowiącej rozrywkę dla mas. Jak chcę wyższej kultury to idę do opery, a nie do kina na SW.

Re: Tzn.

Nawet SW można oceniać pod kątem wartości artystycznej. Tak naprawdę każdy z nas zresztą to robi. Czasem obserwuję twoje posty i wylewa się z nich prawie zupełnie bezkrytyczne podejście do nowych filmów, więc równie dobrze mógłbym napisać o tobie to samo. Tylko, że mnie to nie przeszkadza i niespecjalnie udzielam się pod wpisami osób, które pieją z zachwytu nad dziełami Disneya. Za to hyperów jak widać bardzo boli, że ktoś systematycznie prezentuje odmienną opinię... Wyluzuj

Re: Tzn.

Moja opinia nie jest bezkrytyczna.
W TFA nie podoba mi się gwiazda śmierci i nadmiar "tajemnic" które mają trzymać w napięciu do następnego odcinka, po czym okazuje się, że to jakaś trywialna sprawa, albo że to nieważne.

W TLJ nie podoba mi się błaznujący BB-8 oraz to, że cały film wygląda jakby autorzy mięli nam do powiedzenia znacznie więcej, ale ponieważ nie mogli zrobić filmu trwającego 5 godzin to połowę wycięto.


Ale oba filmy i tak mi się podobają, podobnie jak wszystkie sześć poprzednich, i nie zamierzam się tego wstydzić. Ponadto wyznaję zasadę, że jeśli coś mi się nie podoba, to to olewam i znajduję sobie inne zajęcie.

Np. nie cierpię mangi. Gdybym miała takie podejście jak ty, zapisałabym się na mangowe forum tylko po to, żeby pisać o tym, że manga to straszny kicz i że ja mam lepszy gust niż ludzie lubiący mangę.

Re: Tzn.

Fantazje xD
Uważaj, bo się zaraz pogubimy w tych czułych hiperbolach.
Ostrzegam jedynie numbersa iż podawanie ci argumentów mija się z celem bo cała twoja działalność tutaj nie służy dociekaniu do jakichś treści a jedynie publicznym popisom; ostatecznie całkiem sporo osób traktuje twoje lekceważące i protekcjonalne teksty poważnie i próbuje z nimi jeszcze wchodzić w jakąś polemikę. Tymczasem drogi Tymku twoja jaskrawa działalność w internecie (indeed, widziałam twoje przemowy tu i ówdzie dzięki życzliwym użytkownikom - bo i skąd ja miałabym znać twoje personalia?) dość jednoznacznie pokazuje że nie interesuje cię analizowanie czegokolwiek czy w ogóle dialog a jedynie wygłaszanie orędzi do tych plebejuszy, za których uważasz resztę społeczeństwa. Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo nie ty jeden prowadzisz publiczne monologi na tym forum, ale ponownie podkreślę - szkoda mi osób które sądzą że dostaną wreszcie jakąś równą wymianę uwag.

Przy okazji prosiłabym byś nie mydlił oczu masami manipulowanymi przez korporacje, bo poczyniłeś dopiero co uwagę iż Ja nie wiem, ale osobiście czułbym się źle lubiąc coś, co lubią wszyscy.. O złych korporacjach ni chu chu.
W sumie, nazwanie siebie `skromnym` w tych okolicznościach jest jedynie figurą retoryczną

Wyraziwszy powyższe, tak jak mówię po raz trzeci - bądź dalej czołowym kabareciarzem forum Bastionu; ja tylko ostrzegam potencjalnych przechodniów by wiedzieli z jakimi dowcipasami mają do czynienia.

Re: Tzn.

No i widzisz tu pojawia się drobny problem.

Bo wątek dotyczący w gruncie rzeczy niczego poza oceną filmów przemieniasz w jakąś nagonkę, popisując się jeszcze rzekomą znajomością moich personaliów i z pozycji maczo nazywając mnie jeszcze "Tymkiem", oskarżając o jakieś wątki polityczne i przemawiając do mnie tak, jakbyśmy w ogóle się znali. Znaj umiar bo reprezentujesz moderację i szczerze mówiąc to chyba jedyne znane mi forum, gdzie prezentując tego typu zachowania można dalej uchodzić za opiekuna porządku i spokoju.

Przed innymi użytkownikami raczej nie ostrzegasz i nie śledzisz ich w internecie. Wiesz, z takimi przypadłościami można spróbować się uporać... Tak więc zachowaj zdrowy dystans i nie baw się w stalkera, powstrzymaj swój pseudo-życzliwy a w istocie napastliwy ton, bo sama tworzysz zbędne wątki, których tu w ogóle nie było.

Ja bardzo lubię kabaret, zwłaszcza film "Kabaret", polecam ci go. I troszkę przy okazji ochłoń, bo przykro patrzeć, jak moderacja udaje grzeczną, a potem "ostrzega przechodniów".
Niestety żadna władza sama sobie ostrzeżenia nie wystawi... Wstyd

Re: Tzn.

1) Jest takie proste. Scenariusz TFA jest potwornie wtórny i bardzo powtarzalny. Gdyby ta powtórka z rozrywki była wykonana na bardzo wysokim poziomie: ze świetnym aktorstwem, pierwszorzędnymi dialogami, genialnymi scenami i świetnymi bitwami kosmicznymi to mógłbym z tobą polemizować. Ale TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015! Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc, tylko znacznie szybciej i jest kobietą. I wybacz ale nie będę wchodził w tę dyskusję po raz n-ty z osobą, która jest ślepa na fakty i robi z hype`u cel swojego życia xD

2) Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści. Niestety. Już Ostatni Jedi przy nim jest znacznie ambitniejszy i porusza (choć w głupi sposób) pewne istotne i faktycznie doroślejsze tematy.

3) Nie dostrzegam walorów technicznych filmu, bo warstwa techniczna to nie wszystko. Gdyby TFA było szkolnym projektem i miałbym oceniać wyłącznie scenografię, efekty i wizualną stronę to i tak nie jest wcale tak dobrze, jeśli bitwy w kosmosie są gorsze niż w dawniejszych epizodach, CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości, a planety są znacznie gorzej wymyślone i pokazane niż te w innych epizodach. TFA jest za słabe by bronić się samą techniczną warstwą wykonania, a do tego film to nie jest pocztówka, tylko niestety także i fabuła oraz scenariusz. Tu natomiast TFA jest wręcz pośmiewiskiem w gronie wszystkich pozostałych filmów Star Wars. A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Disneya i nienawidzą JJ Abramsa

4) darth_numbers chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: broni film przez pryzmat fana technicznej strony filmu i jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem. Niestety nie da się oceniać filmów patrząc tylko na to, co jest w nich dobrze zrobione bo w ten sposób każdy film byłby w jakiś sposób dobry, bo zawsze znajdzie się jakiś przyzwoity element, nad którym ktoś pokroju dartha_numbera zacznie piać z zachwytów i się wzruszać.

*No i słaba próba z wrzuceniem mnie do worka jakichś analityków od systemów RPG xD Naprawdę oceniam SW przede wszystkim pod kątem sztuki filmowej. RPG rządzi się zupełnie innymi prawami i fatalnie zrealizowane filmy mogą być bazą dla świetnych sesji RPG, co się bardzo często zdarza

Moja krytyka The Last Jedi wcale nie była budowana wokół szczególnych oczekiwań. Pisałem już w kilku miejscach: nie miałbym problemu z Lukiem po ciemnej stronie gdyby historia była pokazana w dojrzały i odpowiedni sposób. Niestety TLJ jest filmem pełnym dziur i wad, przeczącym dotychczasowym ustaleniom w uniwersum. To dzieło niestety miałkie i bardzo chaotyczne, które samo sobie zaprzecza i gdzie wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera. Widać, że bardzo cię te argumenty bolą bo strasznie się na ten temat rozpisujesz, kiedy TLJ jest po prostu filmem słabym, co najwyżej przeciętnym i dobrym jedynie z perspektywy korpo-produkcyjniaka. To dzieło na miarę Marveli i innych filmów, które znaczą tyle co nic. Jako epizod Star Wars to kino się nie broni i nie ma startu ani do OT ani do PT.

Nie ma tu żadnego fundamentalizmu. Chcesz to lajkuj sobie filmy Disneya, słuchaj disco-polo, wielb filmy Tarantino i uważaj je za najlepsze w dziejach. Nic mnie to nie obchodzi co ze swoim gustem i życiem robisz. Daj mi jednak w spokoju wyrazić moją opinię i skrytykować te nowe dzieła z pewnej określonej perspektywy. Sam wyskakujesz z jakimiś atakami personalnymi mającymi na celu ośmieszanie adwersarza, kiedy w tym wątku nic takiego nie było nawet poruszane.

Wymyślasz sobie moje stanowisko i zamiast pochylić się nad szczegółami chcesz koniecznie zdyskredytować każdego, kto punktuje oczywist wady nowych filmów. Niestety pod koniec tego posta polemizujesz już tylko sam ze sobą i wymyślonym Krogulcem, powodzenia xD

Re: Tzn.

Niby piszesz wyważony komentarz w dyskusji, ale na koniec go (jak zwykle) ruinujesz, po kolei:

Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc,

No to tak jak "Władca Pierścieni" - i nie, to nie jest dokładnie ta sama historia, bo wszystko jest w niej inne (patrz osobny post). Rey to nie Luke, Unkhar to nie wujek Oven, Han to nie Obi-Wan

TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015!

Tak, oczywiście, masz zupełną rację. Ale, sztuką było zrobić ANH w czasach, kiedy powstała. I chyba polemizujesz sam z sobą, bo nie zauważyłem zeby ktokolwiek stawiał wyższość scen z ANH nad TFA.

Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści.

No ma, ale ty jej nie widzisz - i - na marginesie - to wszystko ma też każdy z filmów SW, które były (i są) robione głównie dla dzieci. Choć tutaj TLJ się trochę jednak wyłamuje z szablonu.

A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają

Ktoś tam coś kiedyś pisął na temat nagród i oskarów. TFA ma dobre, przyzwoite i poprawne (nie wybitne) aktorstwo, o wiele lepsze niż możemy oglądać w PT. TLJ ma wybitną rolę Hamila, który pokazał co potrafi.

jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem.

Ale jaka "okrutna"???, no miejmy jakieś proporcje. Na tej zasadzie ANH to "typowa opowiastka o walce dobra ze złem", prosta historyjka o rycerzu, księżniczce i szlachetnym rozbójniku. Nihil novi sub sole.

To dzieło niestety miałkie i bardzo chaotyczne, które samo sobie zaprzecza i gdzie wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera.

No Ty widzisz "osmieszanie Skywalkera" a ja nic takiego nie dostrzegam. I chyba nie tylko ja. Jakbyś pisał o zupełnie innym filmie.

Chcesz to lajkuj sobie filmy Disneya, słuchaj disco-polo,

No i dotąd trzymałeś poziom, ale na koniec musiałeś wyjść z tym "disco polo". Bo jak ogląda Disneya to z pewnością słucha disco-polo, bo przecież "każdy pijak to złodziej". No i oczywiście (na co zwróciłą ci uwagę Kathi, ale nie zrozumiałes) szufladkujesz bo jak "disco polo" to na pewno coś gorszego, godnego pogardy*. I się dziwisz że za pierwszym razem zaszufladkowałem Cię jako monarchistę mającego "plebs" w pogardzie...

* Ja nie słucham disco-polo, ale nie uważam że Ci co słuchają są w czymś ode mnie gorsi czy że mój gust jest dużo lepszy niż ich, bo ja słucham Schuberta i Baez czy czytam Audena czy Hugo. Nie, to tak nie dizała. mój jest po prostu inny (i to jest piękne), a jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje.

Re: Tzn.

Krogulec napisał:
1) Jest takie proste. Scenariusz TFA jest potwornie wtórny i bardzo powtarzalny.
-----------------------

Właśnie o to chodzi, że NIE JEST, ponieważ mimo powierzchownych podobieństw, filmy opowiadają ZUPEŁNIE różne historie. Można nawet powiedzieć, że opowieści idą w przeciwnych kierunkach. Bo Luke ma wszystko, wszystko traci, dowiaduje się o swoim przeznaczeniu, odnosi zwycięstwo, zostaje bohaterem, zyskuje przyjaciół. Rey nie ma nic i jest nikim, nie ma żadnego przeznaczenia, jest miotana przez przypadek, nie odnosi żadnego zwycięstwa, traci przyjaciół a w podróż zamykającą TFA na pewno nie rusza jako bohater.


Ale TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015!
-----------------------

To lepsze, to gorsze. To są same ogólniki. Nie wiem, o co Ci chodzi. Moim zdaniem, końcowa bitwa w TFA jest bardzo udana, bo jest wizualnie ciekawsza i bardziej różnorodna niż ta z ANH. Są ujęcia z ziemi, "tracking shoty" i "wide shoty" z powietrza, ujęcia z kamery "zamontowanej" na skrzydle X-Winga, "rozglądanie się" po kokpicie, trzęsące się od pędu kokpity, piski ostrzegające przed rakietami. To wszystko tworzy bardzo ciężką atmosferę zagrożenia. Bitwa toczy się nisko nad powierzchnią, wysoko w atmosferze, na granicy "przestrzeni kosmicznej", potem akcja znowu wraca nisko nad powierzchnię. Świetnie pokazane uczucie pędu, wszystko jest zrozumiałe dla widza, kto gdzie jest i co się dzieje.


Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc
-----------------------

Scenariusz i historia to nie wszystko. Pomijając fakt, że scenariusz TFA jest POWIERZCHNIOWO podobny do ANH (co oczywiście było świadomym zabiegiem), TFA jest czymś zupełnie innym. Film to nie jest tylko sekwencja wydarzeń, ale też bohaterowie i relacje między nimi, rytm i tempo, akcja. ANH i TFA to 2 zupełnie różne twory, pokoleniowo różne, wykorzystujące podobne schematy.


2) Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści.
-----------------------

Warstwa "dla starych": nie wszystko co zaczyna się bajkowo, będzie bajką. Bajkowe zakończenie ROTJ jest wspaniałe, ale nie jest żadnym punktem wyjścia dla potencjalnej kontynuacji filmowej. Rzeczywistość (uderzające dla "starego" widza):
- zabicie tyrana i zniszczenie jego machiny wojennej, aparatu represji, wyzwala jeszcze gorsze koszmary (Saddam, Irak, ISIL, cały Bliski Wschód w ogniu. A "chcieliśmy dobrze");
- "Błogosławieństwa wieku dojrzałego": rozpad przyjaźni, rozpad związków, rozpad rodzin, ucieczka przed odpowiedzialnością;
- porzucone dziecko czyli Rey i jej cmentarna pustynia jako symbol depresji i rozpaczy;
- Życie w samoustanowionym więzieniu (Rey chce wrócić na Jakku);
- Świadomy wybór zła i celowe zabijanie w sobie dobra;
- "Cykliczność" historii (jedyne, czego uczy historia, to to, że jeszcze nikogo nigdy nic nie nauczyła).
I jeszcze kilka innych spraw.


Już Ostatni Jedi przy nim jest znacznie ambitniejszy i porusza (choć w głupi sposób) pewne istotne i faktycznie doroślejsze tematy.
-----------------------

Czyli na przykład jakie?


CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości
-----------------------

Chłopie... no tu to musisz podać w której minucie i sekundzie...


A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Disneya i nienawidzą JJ Abramsa
-----------------------

TFA oczywiście nie jest ani arcydziełem, ani "poważnym" filmem Oskarowym. Aktorstwo jest na poziomie TOPOWYM, jeżeli chodzi o ten gatunek, tę klasę filmów. To jest emocjonujący, pędzący film akcji, i dlatego aktorzy muszą operować wyrażną mimiką, przesadzoną fizycznością. Bo inaczej nie wiadomo, co odczuwają, co myślą, nie masz z nimi żadnego kontaktu emocjonalnego. A film, w którym widz nie ma kontaktu emocjonalnego z bohaterami... jest po prostu nudny. Rey robi miny, gestykuluje, gra ciałem. Cała główna trójka tak działa, bardzo intensywnie i fizycznie. Skontrastuj to z Prequelami. Popatrz na twarze Amidali, Qui-Gonna, ObiWana, Mace Windu. Czy możesz powiedzieć, o czym myślą? Co czują? W Prequelach jest tylko dwóch gości, którzy naprawdę grają: Christensen (tak tak Princess) i McDiarmid. Reszta po prostu stoi z kamiennym wyrazem twarzy. W porównaniu z postaciami Prequeli, bohaterowie TFA to wulkan energii. To nie jest łatwe, to wymaga wysiłku, wsparcia reżysera, zaangażowania emocji i fizyczności wykonawcy, żeby zaangażować emocjonalnie widza. To jest dobre aktorstwo.


4) darth_numbers chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: broni film przez pryzmat fana technicznej strony filmu i jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem. Niestety nie da się oceniać filmów patrząc tylko na to, co jest w nich dobrze zrobione bo w ten sposób każdy film byłby w jakiś sposób dobry, bo zawsze znajdzie się jakiś przyzwoity element, nad którym ktoś pokroju dartha_numbera zacznie piać z zachwytów i się wzruszać.

-----------------------

Tutaj muszę się częściowo zgodzić, ja naprawdę uważam, że lepiej jest zwracać uwagę na mocne strony niż słabe. Preferuję takie podejście. Każdemu i wszystkiemu dam szansę. Tym bardziej, że mówimy o Star Wars... Z tych filmów naprawdę trzeba "wyciskać" dobre rzeczy, bo bez odrobiny dobrej woli to żaden z nas nie byłby "fanem". Na Przykłąd: nawet mimo tego, że uważam Prequele za fundamentalnie zepsute, to muszę przyznać, że MOGĄ się podobać, jest tam mnóstwo wartościowych rzeczy i wspaniałych pomysłów, były po prostu zbyt wielkim i ambitnym projektem dla jednego zmęczonego życiem faceta.


wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera
-----------------------

Tego zupełnie nie rozumiem. Piszesz to zdanie w taki sposób, jakbyś widział w konstrukcji filmu jakiś cel ideologiczny albo spisek. Kto i dlaczego chce ośmieszyć Skywalkera? O co chodzi? Ja nie widzę żadnego lansowania, żadnego ośmieszania. Rey jest po prostu bardzo mocną postacią, jest "osobą z ludu", mocną i zdroworozsądkową. Prawdopodobnie wyszła nawet lepiej, niż twórcy chcieli, a to chyba dlatego, że Ridley potrafi tę postać tak "wznieść". Luke był bohaterem mojego dzieciństwa i w sposobie, w jaki został przedstawiony w Sequelach widzę tylko zrozumienie twórców i wielki szacunek dla tej postaci. Nie ośmieszenie, nie zniszczenie. Ostateczny tryumf Luka, mimo wszystkich przeciwności i niepowodzeń. Nigdy nie marzyłem nawet o tym, że Luke zostanie w tak udany sposób "przywrócony do życia". Luke z The Last Jedi to najpiękniejszy prezent, jaki mogłem dostać.


TLJ jest po prostu filmem słabym, co najwyżej przeciętnym i dobrym jedynie z perspektywy korpo-produkcyjniaka. To dzieło na miarę Marveli i innych filmów, które znaczą tyle co nic. Jako epizod Star Wars to kino się nie broni i nie ma startu ani do OT ani do PT.
-----------------------

Moim zdaniem jest to zbyt surowa i niesprawiedliwa ocena. Nawet Marvele nie są złymi filmami i na pewno coś znaczą, bo "znaczenie" nie jest zawarte w samym dziele tylko niejako powstaje na styku dzieła z odbiorcą. Filmy Marvela przemawiają do współczesnego widza, każdy z nich zawiera jakąś myśl. To jest współczesna mitologia, gdyby było to pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, nikt by tego nie oglądał.



Daj mi jednak w spokoju wyrazić moją opinię i skrytykować te nowe dzieła z pewnej określonej perspektywy. Sam wyskakujesz z jakimiś atakami personalnymi mającymi na celu ośmieszanie adwersarza, kiedy w tym wątku nic takiego nie było nawet poruszane.Wymyślasz sobie moje stanowisko i zamiast pochylić się nad szczegółami chcesz koniecznie zdyskredytować każdego, kto punktuje oczywist wady nowych filmów.
-----------------------

Pax, Pax, Dominus Vobiscum, Szalom Alejchem.


[/cytat] Niestety pod koniec tego posta polemizujesz już tylko sam ze sobą i wymyślonym Krogulcem, powodzenia xD[/cytat]
-----------------------

That`s because I`m KRAZY!

Zrzynka wydumana

Tak ciągle wszyscy (prawie) o tej "grubej zrzynce". to ja sobie zrobię seans ANH i będę starał się wyłapać te identyczne elementy jak:

- Samotny, porzucony bohater wychowującego się na pobojowisku
- Bohater który nie ma żadnej rodziny, został porzucony
- Bohater, który musi zarabiać na utrzymanie zbierając złom z pobojowiska
- Jedynym marzeniem bohatera jest poznanie swoich rodziców
- Bohater poznaje dezertera z oddziału Szturmowców płci przeciwnej
- Bohater ucieka z planety kradzionym statkiem kosmicznym
- Bohater ląduje na przypadkowej stacji kosmicznej gdzie wpada w środek walki między gangami przemytników i potworami
- Bohater poznaje mentora, który oferuje mu pracę
- Bohater zostaje porwany przez „złego w masce” i poddany torturom

ciekawe, ile tej "grubej zrzynki" będzie

Re: Tzn.

Dzięki za odpowiedź.

Szanuję Twoje zdanie, aczkolwiek nie podzielam go i bynajmniej nie uważam TFA za reboota "Nowej Nadziei", mimo licznych nawiązań do poprzednich części (nie tylko ANH).

W mojej opinii minimalne ambicje TLJ i momentami nieco poważniejszy (gęściejszy?) klimat, jak to nazwałeś, to za mało, żeby tymi błyskami potencjału przebić TFA, które oceniam bardzo pozytywnie, TLJ natomiast negatywnie jako kolejną część Gwiezdnych Wojen.

Jeśli chodzi o humor to znacznie, znacznie, znacznie bardziej nie pasował mi on w TLJ. Liczba scen z "żenującymi gagami" przebiła kilkukrotnie ich liczbę obecną w TFA.

No ale co kto lubi. Odnośnie wielu z Twoich poprzednich postów o TLJ to podzielam wiele argumentów przez Ciebie przytoczonych, a dotyczących Epizodu VIII. Jednak w ostatecznym rozrachunku jednak TFA znacznie u mnie wygrywa nad TLJ, ale tak jak wspomniałem - co kto lubi. Element subiektywny sprawia, że jedna osoba woli tą część sequeli, a jakaś inna osoba tamtą. I jest to najzupełniej normalne.

Re: Tzn.

To ja z innej beczki - czemu TPM > ANH? W ogóle dlaczego ANH tak nisko?

Re: Tzn.

Bo z ANH zrzyna TFA

Re: Tzn.

Głównie dlatego, że ANH źle mi się ogląda za kolejnym razem. To czysto subiektywne wrażenie, ale ANH jest dla mnie bardzo infantylnym epizodem i brakuje w nim momentami rozmachu. TPM posiada klimat Starej Republiki, pokazane jest Coruscant z Senatem, stary Zakon Jedi i mamy świetne pojedynek na miecze świetlne, który nigdy mnie nie nudzi. Tak więc po prostu: podczas kolejnych seansów dużo lepiej powtarza mi się TPM niż ANH, które jest dość klaustrofobiczne

Re: Tzn.

TPM to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści. Gdyby ta powtórka z rozrywki była wykonana na bardzo wysokim poziomie: ze świetnym aktorstwem, pierwszorzędnymi dialogami, genialnymi scenami i świetnymi bitwami kosmicznymi... Ale TPM jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki, którą oferuje nam film z 1999! Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc, tylko jest dzieckiem. CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości, a planety są znacznie gorzej wymyślone i pokazane niż te w innych epizodach. A jeśli twierdzisz, że w TPM mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Lucasa

I wybacz ale nie będę wchodził w tę dyskusję po raz n-ty z osobą, która jest ślepa na fakty i robi z hejtu cel swojego życia xD

Re: Tzn.

Sprytne, brawo! Ale TPM niestety nie jest aż tak zerżnięte z Nowej Nadziei jak TFA, próbuj dalej

Re: Tzn.

Ale po co mam próbować, skoro używając bezdyskusyjnych argumentów pokazałem, że Twoje zdanie TPM>ANH jest pozbawione wartości merytorycznej?

Re: Tzn.

A przeczytałeś w ogóle moją wypowiedź na temat dlaczego wolę TPM od ANH? Bo chyba nie do końca

Dwa posty wyżej napisałem przecież całkiem wyraźnie, że to moje czysto subiektywne zdanie dotyczące kiepskiej dla mnie reoglądalności ANH.

Re: Tzn.

Przeczytałem, ale ja nigdy nie miałem wątpliwości, że Twoje opinie są niczym więcej jak fochem, tu tylko skorzystałem z okazji żeby to ładnie pokazać

Re: Tzn.

No ale niestety niczego raczej nie pokazałeś. Krytyka TFA z mojej strony jest w pełni zasadna. To film dużo bardziej wtórny od pozostałych, z kiepskim scenariuszem, żartami o niskim poziomie i co najwyżej przeciętnym aktorstwem. Film ten ominęły wszystkie istotne nagrody, a jego sukces kasowy pochodzi głównie ze sławy poprzednich epizodów... No i gdzie tu foch? Ja naprawdę nie mam problemu żeby wskazać rzeczy, które Disney robi dobrze, bo niektóre robi: np. świetny w TLJ jest DJ i bardzo mi się podoba scena, gdzie Luke spotyka się z Leią o czym już pisałem. Ale oceniajmy po prostu całokształt, który niestety jest kiepski lub co najwyżej przeciętny. A, że ja jestem często bardzo wymagający to już inna bajka

Re: Tzn.

Zarzuty które stawiasz TFA, można z co najmniej taką samą siłą postawić TPM, które jednakowoż wychwalasz

(zanim zrobisz ze mnie hejtera prequeli, przypomnę że stawiam TPM na równi z TFA)

Re: Tzn.

Nie, nie można. Choćby dlatego, że TPM powstało wcześniej przed TFA i każdy zarzut, który stawiamy TPM wraca ze zdwojoną siłą w przypadku TFA

Re: Tzn.

Re: Tzn.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Dla mnie TLJ jest najlepszym epizodem SW. Jestem trochę ewenementem i pierwszy raz w całości PT i OT obejrzałem dopiero w wieku 20+ lat. Także nie mam wspomnień ani sentymentów do starszych filmów i ciężko, żeby mnie OT i PT wtedy zachwyciły, a TFA i TLJ 10+ lat później ta sztuka się udała.

Moja kolejność:

1. TLJ > TFA
............
2. R1
............
3. TESB, ANH, ROTS
4. TPM, ROTJ
5. AOTC

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

" Rey wierząca w "nawrócenie" Kylo Rena. Tym razem mamy klon ROTJ. Luke leci nawracać Vadera, Rey nawracać Kylo. Nawet Rey spogląda przez iluminator oglądając klęskę Rebelii jak Luke na Gwieździe Śmierci."
Jak dla mnie to miłe nawiązanie, które do tego w filmie wypada sensownie.

Co do pytania z tematu - zdecydowanie nie. AOTC zdecydowanie jak dla mnie dzierży tu palmę pierwszeństwa. Jakiś czas temu obejrzałam AOTC jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy będzie tak zły, jak za pierwszym oglądaniem, kiedy to nie dałam rady obejrzeć do końca i, no cóż, był tak samo zły xD

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wyluzuj, będzie jeszcze Epizod IX oraz spin offy o Hanie Solo i Obi Wanie Kenobim, o tych filmach też będziecie gadać że są najgorsze na świecie

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.