Forum

Nieistotność komiksów w nowym kanonie

W innym temacie wynikła ciekawa dyskusją, którą myślę, że warto kontynuować w tym wątku.

Jak wiemy w NK nie ma oficjalnie poziomów kanoniczności, ale to filmy są zdecydowanie najważniejsze i to pod nie jest i będzie robiona cała reszta. Nigdy w pozostałych źródłach nie dostaniemy ważnych, epickich wydarzeń, które wpłyną na całe universum. Komiksy są i będą uzupełnieniami. Mi to pasuje, ale wiem, że wielu osobom przeszkadza.

Padły zarzuty, że komiksy w NK są nic nieznaczącymi zapychaczami i panuje w nich chaos i brak pomysłu na uniwersum. No nie zgadzam się Przykłady imho liczącego się uzupełniania uniwersum:


Vader v1
- wyjaśnia w jaki sposób Vader dowiedział się o Luku
- pokazuje drogę/próbę jaką Vader przebył od porażki na końcu ANH do początku TESB gdzie jest najważniejszy zaraz po Imperatorze
- ukazuje relację Vader-Palpi i podejście Imperatora do spraw Sithów, fajnie się to skleja z książką Lordowie Sithów
- wprowadza komiksowe gwiazdy NK czyli Aphrę, mordercze droidy i Krrsantana
- mamy pierwsze wskazówki co Imperium zrobiło na Geonosis po zakończeniu budowy DS, idealnie się skleja z 3 sezonem Rebels

Vader v2
- kontynuacja ROTS, Vader Year One, na jak to ma nie mieć znaczenia?!
- pokazanie pierwszych kroków Vadera, jak akceptuje potwora, którym się stał
- wprowadzenie nowej koncepcji krwawiących kryształów zasygnalizowanej wcześniej w książce Ahsoka
- pokazanie jak natychmiast po powstaniu Imperium klony poszły w odstawkę i zamknięto ich produkcję
- pokazanie w jaki sposób zaginęła cała wiedza i informacje na temat Jedi i dlaczego Luke po ROTJ musi podróżować by szukać informacji o Jedi i o Mocy

Leia
- mimo, że nie nawidzę tego komiksu i uważam go za najgorszy w kanonie, to jednak pokazuje dalsze losy obywateli Alderaana. Co dalej się stało z tymi, którzy przeżyli, jak się zorganizowali, jak ścigało ich Imperium. Łączy się to z opowiadaniem z Insidera i Interludium z Aftermath. W ogóle motyw dziedzictwa i spuścizny Alderrana pojawia się często w NK (ostatnio np. drzewka w Canto Bight).

Star Wars (najnowszy arc)
- dalsze losy Jedhy po R1 i rozwinięcie wątków z filmu
- pokazanie momentu Luka gdy traci panowanie nad sobą i skłania się ku CSM, temat na czasie przy okazji kontrowersji wokół TLJ
- dalsze szkolenie i zdobywanie doświadczenia przez Luka pomiędzy ep IV i V

Poe Dameron:
- ukazanie napiętej sytuacji pomiędzy FO i RO przed TFA, o krok od otwartej wojny
- pokazanie beznadziejnej sytuacji RO, brak wsparcia, brak sprzętu a nawet paliwa, nieudane próby ukazania Galaktyce jak niebezpieczny i bezwzględny jest FO, dalszy ciąg wydarzeń z Bloodline
- dopiero odkrywany wątek LST, jakie badania prowadził i jak to się łączy z Lukiem (dosyć zaskakujące informacje na razie)
- rozwinięcie postaci Poe, w TFA go zbyt mało, a w TLJ to jest dokładnie ten Poe, którego znamy już dobrze z komiksu

Phasma
- pięknie uzupełnia z książką
- wyjaśnia czemu w Phasma nadal jest wysoko w strukturach FO mimo, że w końcówce TFA wyłącza osłony co doprowadza do zniszczenia Starkillera.

itd. itd. itd.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Wiesz co, ale skupiłeś się zwyczajnie na kilku drobiazgach, nie podnosząc ani razu kwestii jakości. A z tą moim zdaniem jest cieniutko. Te nawiązania do NK masz rację, są, ale tak jakoś wciśnięte mimochodem, sprawiają, że trzeba czytać by jednak wiedzieć, ale to czytanie męczy, także oczy.

Ile można rajcować się przygodami wielkiej trójcy, która ograniczona filmami nijak poza pewne schematy wyjść nie może?

Czy w ogóle można przeżywać przygody Poe, gdy wiemy, że 90% Black Squadronu i Lora San Tekke zobaczymy w TFA? W zasadzie otwarte pytanie pozostaje tylko o Kare.

Aphra jak już pisałam, mnie wkurza, jak i lansowanie jej na gwiazdę NK - ale tu osobiste uprzedzenia wchodzą Nie potrafię za nic kibicować pani archeolog.

I na tym tle Vader2 wyróżnia się niezwykle pozytywnie. I Kanan choć on raczej mniejszy był.

A do tego dostajemy miniserie, sympatyczne i śliczne (shattered, han, czy nawet phasma) ale absolutnie nic nie wnoszące. U Phasmy akurat więcej dała książka, a i tak wszystko zostało spuszczone w toalecie, wraz z "rozwojem" tej postaci w TLJ. Albo koszmarki jak Leia czy Mace. Oraz jednozeszytowce, jak słabiutki Crait i równie nijaki, choć zdawałoby się temat nie do zepsucia, czyli Cassian i K2.

I wszystko jest właśnie takie... bez emocji. Bo wiem co się stanie z większością postaci, bo żeby przeczytać jakieś uzupełnienie wnoszące coś do NK muszę przetrwać kolejną akcje "ledwo udało im się uciec", choć od początku wiedziałam, że uciekną.

Czy Ty wiesz jak ja czytałam te cholerne Republiki nie wiedząc co z Vosem? Nie mówiąc o Legacy, gdy ten idota Cade miał zapędy samodestrukcyjne, przez całą serię?
Jak ogryzałam palce na wyborach Ulica, bo nie wiedziałam w którą stronę to pójdzie? Jak zastanawiałam się czy Dass Jennir przeżyje czystkę?

No właśnie tego zatchnięcia się mi brakuje. Czegoś oryginalnego, czegoś o czym dużo nie wiemy. Czegoś nowego.

Książki mi to dają. Gwiazdki. Bloodline. Battlefront. Nawet Thrawn bo Eliego nie idzie nie kochać.
A w komiksach bieda. Jasne uzupełniają kanon, łatają niektóre rzeczy. Ale nie dają emocji i zwykłego funu.

Może jakby tak sobie poszły wstecz? Jakby powstała komiksowa seria na wzór gwiazdek czy battlefronta pierwszego, z bohaterami pelnokrwistymi, ale tak na 3 planie. Żebyśmy nie wiedzieli co będzie.

O takie coś bym chciała

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

No ale o to mi przede wszystkim chodziło, skupić się na tych "drobiazgach", żeby pokazać, że mimo, że nie dostajemy spektakularnych wydarzeń zmieniających świat to otrzymujemy sporo puzzelków, z których jest budowany kanon. I niektóre z tych puzzelków wcale nie są drobiazgami. Komiksy są uzupełniaczami, ale nie są nieistotne i nie panuje tam chaos ani brak planu.

Jakość to już jest bardziej problematyczna. Ogólnie komiksy SW nie były, nie są i nie będą czymś wybitnym. Od zawsze czytam mnóstwo komiksów, szczególnie zawsze lubiłem ten amerykański "lepszy" mainstream dla "doroślejszego" czytelnika (nie wiem jakie jest profesjonalne określenie - to co kiedyś robiło vertigo a teraz robi image), no i porównując to komiksy SW do reszty nie mają żadnego startu, nie ta liga, nie ten level. No ale do komiksów SW podchodzę inaczej niż do reszty co jest oczywiste i trochę mi głupio oceniać jakość komiksów SW, bo trzeba uczciwie przyznać, że nie była, nie jest i nie będzie wysoka.

Poza tym gusta są różne, jaj mam chyba trochę inny niż reszta fanów Was większość serii nudzi, a mnie nie. Ciężko tu dyskutować. Czułem emocje jak np. Vader wywalił Aphrę w kosmos, byłem bardzo wk...iony jak początek spoilera Vader w "nieuczciwy sposób" zabił Kiraka koniec spoilera, z zainteresowaniem śledzę i czekam na dalsze losy Terexa, kibicuję SCAR Squadron, trzymam kciuki za Prosseta itd.

Co do oparcia się o Wielką Trójkę i inne postacie, które wiadomo, że nie zginą to tu już ciężko komiksy NK obronić. Tak jak TFA musiało być zachowawcze i bezpieczne, tak samo nowe komiksy wystartowały asekuracyjnie i postawiły na pewniki, które się na bank sprzedadzą. No ale to dopiero początek. Już mamy Aphrę, w której aktualnie jest niezła jazda i zupełnie nie wiadomo jak to się dalej potoczy, w innych seriach też jest trochę postaci 2-planowych, których los jest niepewny. Myślę, że z czasem będzie z tym lepiej, ale przyznaję, że na razie jest to rzeczywiście problem. Ja czytając o Luku, Lei i Hanie nie skupiam się tyle na ich przygodach ale bardziej na ich pogłębianiu i rozwoju, a to się np. głównej serii imho świetnie fajnie udaje pokazać. Widać momenty niecierpliwości i błędów Luka, widać rozwój jego umiejętności i dojrzewanie, w SW#40 jest piękne retrospekcja ostatniej rozmowy Lei i Baila, który miała gigantyczny wpływ na Leię w OT plus dla kontrastu pokazany Luke, z głową trochę w chmurach, który goni za wiedzą o Jedi i o Mocy. Takie momenty mnie zachwycają i mam z tego fun.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

mkn napisał:
Czułem emocje jak np. Vader wywalił Aphrę w kosmos, byłem bardzo wk...iony jak początek spoilera Vader w "nieuczciwy sposób" zabił Kiraka koniec spoilera, z zainteresowaniem śledzę i czekam na dalsze losy Terexa, kibicuję SCAR Squadron, trzymam kciuki za Prosseta itd.
-----------------------

Wymieniłeś w sumie te elementy komiksów Nowego Kanonu, które mnie również bardzo interesowały. Też byłem ciekawy jak Vader rozwiążę kwestię Aphry, też interesował mnie Kirak w nowym Vaderze, Terex to jedna z najciekawszych postaci NK, itd. Ostatnie co mogę powiedzieć o komiksach NK jest to, że są w całości złe, bo są bardzo dalekie od tego. Po prostu chciałoby się, żeby większość komiksów zatrważała i wciągała tak jak nowy Vader czy losy Terexa w komiksie Poe. A ostatnio czytałem takie chłamy nowokanoniczne.. no dobra Crait nawet nie było takie złe, bardzo dobre rysunki, całkiem ciekawa postać zarządcy Crait, ale fabularnie nie poszaleli. O Sekretnej Wojnie Yody czy tym komiksie o Lei to nawet nie chce mi się mówić.

Ja mam chyba największe zarzuty względem głównej serii Star Wars, bo jest to sztandarowa seria. Chciałbym po prostu żeby była dobra. No i rzeczywiście zaczęła się bardzo dobrze. Showdown on Smuggler`s Moon już trochę przekombinowany, ale miał momenty i potem genialny Vader Down będący połączeniem serii o Vaderze i Star Wars. Do tego momentu byłem zachwycony komiksami NK. Podobało mi się jak rozwijają Vadera, podobały mi się niezobowiązujące historie Luke`a, Lei i Hana. Niezobowiązujące, ale ciekawe.

No i potem się rozjechało. Bardzo nie podobał mi się Rebel Jail. Miał jeden ciekawy motyw, ale moim zdaniem źle wykonany. Last Flight of the Harbringer to taki typowy średniak - średnio ważne wydarzenia i średnio interesujący komiks. Yoda`s Secret War zbyt przekombinowane, przebrnąłem z trudem.

Teraz czekam co dalej. Z tego co piszesz to się poprawia. Nie wiem jak Screaming Citadel, ale z tego co czytałem to Jedha jest dosyć ciekawa.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Kiedyś się tymi niezgodnościami przejmowałem, ale książki, powieści i komiksy to tylko dodatkowy stuff do sprzedaży, zawsze tak było i będzie. Są zgodne z kanonem dopóty, dopóki jakiś twórca na namiesza, a Lucasfilm Story Group nie zauważy niezgodności lub nie będzie miało mocy sprawczej by na to wpłynąć (patrz wątek Poe i Rey w TLJ). Dlatego aktualnie nie ma sensu dla mnie tego kupować i czytać, no chyba, że ktoś jest kolekcjonerem.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Na tę chwilę w komiksach wiem tylko o jednym poważnym błędzie – pod koniec komiksu Leia jej powrót na Yavin nigdy nie miał prawa mieć miejsca.
Pamiętam też, że kiedyś Krogulec chciał na siłę udowodnić błąd w Obi-Wan & Anakin, ale poległ.
Może jest jeszcze coś o czym nie wiem, ale jeśli chodzi o niezgodności to wygląda to naprawdę nieźle. Nie wiem o co chodzi wątkiem Poe i Rey - z czym jest niezgodny?

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Poe i Rey witali się w adaptacji książkowej TFA, a w filmie TLJ witali się jakby widzieli się 1 raz. Z tego co widzę twórcy, głównie Pablo denerwują się jak ktoś tak przywiązuję wagę do kanonu, szczególnie w tak błahych przypadkach. Jak dla mnie spójna historia jest ważna, ale akurat tu bym ich bronił, bo adaptacje to zwykle kupy i moim zdaniem w ogóle nie powinny być brane pod uwagę.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

No ale przecież kanoniczność nowelizacji (wiem, że błąd ale to określenie pasuje mi 100 razy bardziej niż "adaptacja książkowa") to od początku jest ślizgi temat. Zawsze miały sporo niezgodności i oficjalnie DelRey i LSG informowali, że są kanoniczne póki nie zaprzeczają filmom i innym źródłom.
Ja w ogóle jestem gorącym przeciwnikiem wszelkich adaptacji, tych w SW też nie tykam.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Dlatego jestem też zdania, że spotkanie Rey i Poe z końcówki TLJ spełnia rolę zarodku romansu. Inaczej ta scena jest kompletnie niepotrzebna, bo wiele wydarzeń dzieje się off-scren, jak miało (to wydarzenie) miejsce na adaptacji TFA.

Inna sprawa, że LSG nie sprawdza się, a miał to być niby super organ kontrolujący, a jest jak było wcześniej, czyli podział na kanon nadrzędny (filmy) i kanon EU (reszta). Tyle że może nie będzie takich rozstrzałów jak w przypadku komiksów i powieści z okresu wojen klonów, które były w konflikcie z serialem TCW.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Ta scena wygląda jakby była wrzucona trochę na siłę. Może JJ prosił Riana o dodanie takiej sceny na koniec? Może JJ chce pójść full-love-drama i Rey w czasie przewidywanej przerwy czasowej zwiąże się trochę z Poe i Kylo będzie miał spinę (JJ nie rób tego).

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Adakus napisał:
Dlatego jestem też zdania, że spotkanie Rey i Poe z końcówki TLJ spełnia rolę zarodku romansu. Inaczej ta scena jest kompletnie niepotrzebna, bo wiele wydarzeń dzieje się off-scren, jak miało (to wydarzenie) miejsce na adaptacji TFA.

Inna sprawa, że LSG nie sprawdza się, a miał to być niby super organ kontrolujący, a jest jak było wcześniej, czyli podział na kanon nadrzędny (filmy) i kanon EU (reszta). Tyle że może nie będzie takich rozstrzałów jak w przypadku komiksów i powieści z okresu wojen klonów, które były w konflikcie z serialem TCW.

-----------------------

A może scena Poe-Rey ma pokazać to, że Rey w końcu stała się KIMŚ? Poe jako dowódca brał udział w ataku na Starkillera, jest uznawany za jednego z najlepszych pilotów, a Rey od TFA przez większość TLJ jest "Rey znikąd" - a tu na koniec Poe zauważa, że jest kimś ważnym. To ona poleciała po Luke`a i to ona (teoretycznie) go sprowadziła na Crait, a przede wszystkim, pomogła pozostałym uciec z bazy.

Co do LSG to nie jest tak, że oni nie ogarniają, problemem jest to, że często nieścisłości pojawiają się na linii autor-twórcy filmu Autor dostaje skrypt filmu, na podstawie, którego piszę swoją powieść - twórcy filmu w dowolnym momencie takiego montażu mogą wyciąć daną scenę, po prostu.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Poza tym, co napisała Vilkala (najbardziej pamiętam jak przeżywała rewers pani Ember), to:

Vader v1 - tylko że to co napisałeś to jest na MARGINESIE serii. 3/4 jest o niemocowych mutantach i psychopatycznych droidach i to jest takie se. Gdyby całość była o tym co piszesz, to tak, jak najbardziej. A Apthra, czarny dywan i blaszanki nie istnieją w innych mediach.

Vader v2 - o tak, światna seria, nawiązania i do filmów, i do TCW, i do Rebelsów, i do książki o Ahsoce. To co dawały nam "Republici" chociażby. Takich komiksów bym oczekiwał. Tylk oże to jedyny z wymienionych...

SW - bardzo nierówny i co z tego że jest SCAR jak też nie ma go nigdzie poza... Motyw z annuala i wiezienia Rebelii był fajny, też bym to gdzieś indziej zobaczył. I ciągle mam nadzieję na Aphrę w "Solo". I że ją kiedyś zabiją też

PD - już pisałem wyżej, jedyny komiks tak naprawde nawiązujący do nowej trylogii i coś wnoszący. Niewiele ale zawsze coś.

Phasma - coś zupełnie zbędnego (jak i książka). Phasma była z plasteliny w TFA i skończyła w TLJ zgodnie z tym co zapowiadał TFA.

Dalej jest tu olbrzymi chaos i brak pomysłu na uniwersum, serie są sobie a muzom, małe crossovery jak Vader (down) i SW są wyjątkami, nie mamy tutaj jakiejś ciągłej historii, continuuum.



Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

-Vader v1 - tylko że to co napisałeś to jest na MARGINESIE serii. 3/4 jest o niemocowych mutantach i psychopatycznych droidach
--------------------
Nie jest.

Oczywiście Aphra z ekipą oraz Cylo i jego x-meny przewijają się przez cały komiks, ale nie tylko o nich jest opowieść. Jest też o tym jak Vader robił dochodzenie i dowiedział się o Luku, później jak próbuje ukryć swoje sprawy przed Thanothem i Imperatorem, później jest zabawa z przekokszonym Vaderem rozpieprzającym kolejne oddziały Rebelii, dalej jest opowieść o tym jak Trios z zastraszonej córeczki zmieniła się w królową Shu-Torun, a na koniec odkrycie masterplanu przez Palpiego. To wszystko co wymieniam tu i we wcześniejszym poście to NIE JEST MARGINESS.

Odnoszę wrażenie że Cylo i Aphra tak bardzo Ci się nie spodobali, że nie widzisz w tej serii nic poza nimi.


SW - bardzo nierówny i co z tego że jest SCAR jak też nie ma go nigdzie poza... Motyw z annuala i wiezienia Rebelii był fajny, też bym to gdzieś indziej zobaczył.
--------------------
Zgadza się SW jest nierówny po bdb początku Aaaron się pogubił i wyleciał. Był tam chaos i brak pomysłu. Teraz serię przejął Gillen i od 3 numerów serwuje znowu bdb rzeczy.

SCAR właśnie pojawił się w komiksie o Crait, bardzo słabo wykorzystany, ale był. Więzienie jest wspomniane w BFII, a uwięzienie senatorów w wieży z annuala przewija się w Inferno Squad. Wiem drobiazgi, ale zaczynają się pojawiać gdzie indziej, cierpliwości.


Dalej jest tu olbrzymi chaos i brak pomysłu na uniwersum, serie są sobie a muzom, małe crossovery jak Vader (down) i SW są wyjątkami, nie mamy tutaj jakiejś ciągłej historii, continuuum.
--------------------
Dalej nie wiedzę ani olbrzymiego chaosu i ani braku pomysłu na uniwersum. To, że serie nie łączą się w jedną epicką historię nie oznacza chaosu i braku pomysłu. Każda ma swoje zadanie, swoje rzeczy do uzupełnienia i opowiedzenia. 3 serie ongoing pomiędzy ANH i TESB czyli SW, Vader i Aphra przeplatają się mocno i często jedna kontynuuje wątki z drugiej i nie chodzi tylko o crossovery.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

-Oczywiście Aphra z ekipą oraz Cylo i jego x-meny przewijają się przez cały komiks, ale nie tylko o nich jest opowieść.

No zgoda, nie tylko nich. Ale oni są Leitmotivem, Vader Down fajna one-shot, Shu-Toun ciekawa historia ale dalej znowu z X-menami - no własnei to co ja nazywam "chaosem" - sam pomysł z szukaniem potomka i nawet z Aphra byłby lepszy, gdyby sobie darowano x-menów.

Był tam chaos i brak pomysłu.

No właśnie. Quod erat demonstrandum.

No i z tą cierpliwością to problem, bo ta seria jednak trochę już trwa...

To, że serie nie łączą się w jedną epicką historię nie oznacza chaosu i braku pomysłu.

No trochę jednak oznacza. Dlatego "Republici" są takei piękne. I tak ładnie kontynuowane w "Dark Times" i nawet w "Legacy". ale co kto lubi.

Przy okazji - masz FoD "Leię"? Czy poza Herą jest tam coś ciekawego?

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Ja w Vader v1 widzę pomysł i plan na historię, którą ta seria miała opowiedzieć. Przecież jak seria nagle się skończyła to sam Gillen przyznał, że doprowadził historię do momentu, który sobie wspólnie z LSG założyli i bez sensu dalej przedłużać komiks mimo żeby bdb się sprzedawał i fani chcieli więcej.

Po drodze pewne rzeczy takie jak Aphra się udały (fani na świecie ją pokochali, mi była obojętna, ale ostatnio zaczynam ją nawet lubić) są rzeczy, które zdecydowanie się nie udały (chyba od nikogo jeszcze nie słyszałem dobrego słowa o x-menach). Do tego zakończenie było bardzo satysfakcjonujące i fajnie wszystko domyka, a to jest częstą bolączką komiksów.

Nigdy nie zgodzę się z chaosem i brakiem planu w przypadku tej serii (a także innych, bo przez pryzmat słabszego okresy głównej serii SW, który już się skończył nie można oceniać całości komiksów NK). Ale spoko, każdy może odbierać ją jak uważa, tak jak napisałeś co kto lubi - np. wszyscy zachwycają się Legacy, a dla mnie Krayt i jego ekipa jest meh i bardzo nie cool (oprócz pani Talon), przedstawiona tam sytuacja w uniwersum mocno mi nie podchodzi no i nie dałem rady tego doczytać do końca.

Co do FoD to nie wiem, ale dziękuję za przypomnienie, że jest środa i jest dostawa nowych komiksów Zupełnie o tym zapomniałem! (pierwszy dzień w szarej rzeczywistości po dłuższej przerwie). A akurat dzisiaj SW#41 czyli pasuje do tej dyskusji

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

To jest generalnie problem całego nowego kanonu. Wystarczy spojrzeć na tematykę powieści, z których dotychczas głównie są to albo

Originy postaci:
Phasma
Tarkin
New Dawn
Ahsoka
Thrawn

albo powieści poprzedające filmy:
Catalyst
Bloodline


Z powieści, które rozwijają uniwersum jest tylko nieszczęsna trylogia Wendiga, więc narazie, prawie 4 lata po proklamacji DisnEU, można powiedzieć że jest ono rozwijane bardzo ostrożnie. Moim zdaniem zbyt ostrożnie.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Ale książki lepiej radzą sobie z tzw innym odbiorem scen.

Mamy Thrawna, ktory zmienia trochę wydźwięk 3s Rebelsow. Bloodline, przez które zniszczenie Hosnian i śmierć ciemnoskórej dziewczyny bardziej rusza. Rebel Rising, gdzie tekst Jyn do Sawa o zostawieniu w bunkrze też brzmi mocniej. Nie mówiąc o Katalizatorze wyjaśniającym co ma Krennik do Lyry, czy choćby średni Lordowie Sithów przedstawiający dlaczego Cham Syndulla stał się aż tak nawiedzonym bojownikiem. Nie mówiąc o Phasmie (ale z nią mam spory problem) czy właśnie Wendigu.

A w komiksach jest jednak tego znacznie, znacznie mniej. Albo pojawia się coś co ma mieć znaczenie i jakoś ginie zapomniane (drzewka mocy anyone?)

Po prostu chyba chciałabym by to uzupełnianie kanonu przez komiksy było bardziej w stylu właśnie Luke/Vader czy choćby Kanan/Fenn (to było genialne zagranie, komiks ukazał się 3 dni przed premierą odcinka!), a nie takie gdzieś maleństwa mimochodem...

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Moim zdaniem w książkach można łatwiej i naturalniej rozbudować świat, postacie itd. W komiksach tyle miejsca na to nie ma, pod tym względem książki zawsze będą lepiej stać.


drzewka mocy anyone?
--------------------
Jedno rośnie sobie na Yavin 4 zasadzone przez rodziców Poe, a pędy z drugiego były kluczowe dla Luka by odnaleźć Ahch-To


to było genialne zagranie, komiks ukazał się 3 dni przed premierą odcinka!
--------------------
Matt Martin się przyznał, że to był szczęśliwy przypadek. Nie planowali tego aż tak dokładnie

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

-Z powieści, które rozwijają uniwersum jest tylko nieszczęsna trylogia Wendiga, więc narazie, prawie 4 lata po proklamacji DisnEU, można powiedzieć że jest ono rozwijane bardzo ostrożnie. Moim zdaniem zbyt ostrożnie.
--------------------

Z ostrożnością się zgodzę i też mnie to trochę wkurza. Mamy 30 lat przerwy i do tej pory prawie nic nieuzupełnione.

Z drugiej strony przy podejściu "filmy przede wszystkim" trochę rozumiem LSG. Na reddicie od dawno przewijają się tematy o tym jakie książki chcieliby fani i jednym z najczęstszych życzeń była historia tworzenia i upadku zakonu Luka. Teraz po TLJ wiemy, że musieli się z tym wstrzymać. Do tego nie wiadomo co dalej opowie Abrams, niestety muszą być ostrożni.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

I tak i nie. Możliwe, że nawet już (albo za niedługo) historia epizodu dziewiątego będzie nakreślona, zaczną zdjęcia i myślę, że będzie można już planować trochę odważniejsze książki. A historia zakonu Luke`a byłaby genialnym tematem na książkę.

Ja bardzo czekam na zakończenie sequeli, bo wydaje mi się, że wtedy trochę uwolnią się z tego impasu. I będzie szansa na odważniejsze pozycje książkowe i komiksowe.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Jeszcze w 2017 czytałem wywiad na oficjalnej stronie SW o tym jak zawsze filmy będą wiodące i że dopiero po TLJ będzie można „odblokować” część historii. Trzymam za słowo i też czekam na zapowiedzi nowych książek i komiksów pomiędzy ep. 6 i 7 - jak nie dostaniemy nic w tym roku to się wkurzę.

Analiza

Nie będę pisał jakoś bardzo ogólnie, spróbuję też przeanalizować ten temat na bazie konkretnych komiksów:

Star Wars: Tak jak napisałem wyżej - sztandarowa seria Nowego Kanonu. Powinna świecić przykładem i rzeczywiście na początku tak było, ale potem się rozjechało (do #30). Nie wiem co będzie dalej, ale liczę na poprawę. Co do istotności - jest trochę smaczków, ale jedyny ważny element tej serii to spotkania Luke`a z Vaderem. Rzuca zupełnie inne światło na ich kolejne spotkanie w TESB i pokazuje, tak jak piszesz, skąd Vader wiedział o Luke`u. To było świetne. Tylko, że potem jakby twórcy wystrzelali się z pomysłów.

Vader 1: Świetnie łączy się z serią Star Wars, wprowadzenie Aphry też było ciekawe. Ale TOTALNIE mi się nie podobał wątek bliźniaków i tego kalamarianina-droida. A niestety potem stał się głównym tematem.

Vader 2: Na razie jest świetnie, komiks rozwija ROTS, postać Vadera i parę innych ciekawych postaci. Pokazuje rzeczywiście interesujące i ważne wydarzenia. Tak chciałbym żeby wyglądały wszystkie komiksy SW.s

Poe Dameron: Na razie jestem na bieżąco z polskim wydaniem i nie wiem co dalej, ale póki co - bardzo ciekawy Terex, ciekawy Black Squadron, dosyć pomijalne walki. Ale gdzie tu tym potyczkom do bitew przedstawionych w legendarnej serii Republic. Mimo wszystko oceniam ten komiks na plus. Mógłby być lepszy, ale dosyć sensownie rozwija nam postać Poe i nakreśla konflikt FO vs Resistance.

Mace: O mamo.. jedyne plusy to Prosset i retrospekcja Mace`a - aczkolwiek nawet to mogłoby być lepsze. Nawet nie chcę mi się jakoś dokładniej opisywać tą serię. Mace nawet w Legendach był wkurzający, ale tutaj jest po prostu tragiczny.

Kenobi: Świetna graficznie podseria, ale niewiele wnosi. Może dlatego, że temat Kenobiego zostanie rozwinięty w filmie.

Kanan: Zaraz obok Vadera 2 najlepszy element komiksowego NK. Mimo, że dużo nowych postać to widzimy jak ten komiks spaja filmy i seriale jednocześnie. Poza tym jest bardzo interesujący, dynamiczny i ładnie narysowany.

Re: Analiza

W SW trzeba przeżyć jeszcze tragiczny Screaming Citadel, później jest seria sympatycznych pożegnalnych jedno-zeszytowców zamykających wątki, a później już jest Jedha i póki co jest znowu świetnie. Tak, Aaron dał ciała, szkoda, że w sztandarowej serii, na szczęście w porę mu podziękowano.

Co do Vadera v1 to mogę powtórzyć to samo co napisałem Vaterowi. Wszyscy oni giną i są tylko przystankami na drodze powrotnej Vadera do władzy i do łask Imperatora. Też nie jest fanem tych x-menów, ale na nich się ta seria nie kończy.

Seria z Poe jeszcze trochę „pościemnia” (czasem mam wrażenie jakby Soule specjalnie przeciągał), w końcu pojawi się LST i aktualnie jest naprawdę dobrze i ciekawie.

Co do Vader v2, Kenobi, Kanan i Mace to się zgadzam.

Re: Nieistotność komiksów w nowym kanonie

Komiksy i książki nowego kanonu może i uzupełniają, ale nie rozszerzają uniwersum. Być może związane jest to z tym, że chcą zrobić filmy o najważniejszych wydarzeniach, dlatego w komiksach pojawiają się same pierdółki. Choć jak dla mnie jedno nie powinno kolidować z drugim tzn. powstaje książka o jakimś przełomowym momencie i film o tym samym, ale np. z innej perspektywy.

Fajna dyskusja

się wywiązała. Choć w tej chwili to trochę na zasadzie "mkn vs. reszta" Przyznam, że nie spodziewałem się, że Vil czy Finster będą mieli tyle zarzutów do komiksów NK, a już zwłaszcza, że będzie to wszystko porównywane do Legend, z korzyścią dla tych ostatnich. Ale to dobrze

Ja sam nie czuję się kompetentny, by jakoś porządniej się tu wypowiadać, bo z komiksów nowokanonicznych czytałem póki co może połowę i nie jestem na bieżąco. Ale podepnę się pod Vilkalę pod jednym względem: emocji, jakie te komiksy we mnie wywołują. Czy jakoś przeżywam te tytuły? Well, zdarza się, ale rzadko jak cholera. Końcówka Landa, pewne fragmenty Kanana i może co nieco z Obi-Wana & Anakina. Reszta - meh. Nuda, sztampa, obojętność. Fillery takie.

Nie będę nikomu wmawiał, że tytuły komiksowe ze starego EU były doskonałe i każdy jeden sprawiał, że serce biło mi mocniej. Ale jednak serii takich, które ten efekt wywoływały, było całkiem sporo: Repy, KOTOR, TotJ (druga połowa), Legacy, Dark Times. Twórcy z Dark Horse chyba mieli to lepiej obcykane

Re: Fajna dyskusja

Albo obcykane albo mieli większą swobodę. Przykładowo postać Dooku wykorzystywali na milion sposobów tworząc w ten sposób ciekawe konflikty i historie. Dużo dało też to, że między TPM, AOTC i ROTS były całkiem spore przerwy czasowe. Można było też czas zagospodarować mając taką bazę jak Zakon Jedi, Wojny Klonów, konflikt Republika vs Separatyści czy właśnie Dooku przechodzący na stronę Sidiousa.

Teoretycznie mamy sporo czasu do zagospodarowania pomiędzy ROTJ i TFA i szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego jeszcze nic tutaj nie ma. Wcale nie potrzebuję od razu dokładnej historii tego jak Luke tworzył Zakon i jak Ben przechodził na Ciemną Stronę. Na to jeszcze będzie czas, choć wydaje mi się, że już spokojnie można by coś takiego wypuścić.

Ale można stworzyć w tym okresie masę historii. Przez te 30 lat można by spokojnie wrzucić całkiem spore wydarzenia, nawet na taką skalę jak te z Trylogii Thrawna czy jakieś zagrożenia pokroju Yuuzhan Vongów. To się da zrobić tak, żeby nie kłóciło się z resztą i nie blokowało przyszłych filmów.

Re: Fajna dyskusja

Mossar napisał:
Wcale nie potrzebuję od razu dokładnej historii tego jak Luke tworzył Zakon i jak Ben przechodził na Ciemną Stronę. Na to jeszcze będzie czas, choć wydaje mi się, że już spokojnie można by coś takiego wypuścić.
-----------------------

Moim zdaniem, dokładnie teraz jest czas na rozwinięcie tej historii. Kiedy jest na świeżo w pamięci widzów (bo w pamięci fanów jest zawsze xD). Umówmy się - więcej o tym w filmach nie powiedzą. W TLJ pokazali, jak było, w E9 nie będą znowu tego katować, tylko pójdą do przodu. TERAZ jest moment, żeby zapowiedzieć serię komiksową: Jedi Academy, do tego może jakąś książkę o szkoleniu Bena, kuszeniu przez Snoke`a? Co by to zaspoilerowało w historii E9? Nic.

A mimo to, tego nie ma. I nie wierzę, że będzie. I dlatego nowokanoniczne książki i komiksy to tylko zapychacze, czasami lepsze, czasami gorsze, ale nie wnoszą ani nie rozwijają nic istotnego. W większości, no bo są rzeczy, które coś istotnego pokazują. Np. Aftermath... xD

Re: Fajna dyskusja

No dokładnie w tym samym czasie coś podobnego napisałem

Tylko z jednym wyjątkiem - te komiksy o Jedi Akademii, szkoleniu Bena to powinny powstać zaraz po TFA, teraz to już trochę późno...

A co do książek to nie tak. Oprócz zapychaczy mamy poczatki rebelii w "Ahsoce", mamy wyjaśnienie że to Alderaan strzelił pierwszy w "Lei", i spięcie historii panny Erso w "Katalizatorze" (gdzie jest też historia budowy DS i konfliktu białego z szarozielonym) i "Rebel Rising". Jest też Bloodline, więc nie mów że tylko "Aftermatch"

Re: Fajna dyskusja

A nie, tu się nie zgodzę. Książki fajnie rozwijają NK i tam widać myśl przewodnią. Dają nam masę informacji i galaktyka przestaje być nagle taka pusta. Postaci przenikają się pomiędzy źródłami (i mediami) i to nie tylko wielcy główni bohaterowie, nie tylko w grajdołku jednego autora. Robiąc prelekcję o księżniczkach i wyszukując źródeł, zdziwiłam się w ilu pojawiła się Rae Sloane. W ilu obecnie jest już Hera (i jeszcze będzie). Jak ładnie mamy pokazaną historię Jyn od urodzenia aż do śmierci, poprzez książki, film i animację.

I tym NK dla mnie wygrywa. Byleby tylko teraz ruszyli trochę bardziej i wypełnili te białą 25-letnią plamę.
No 24-letnią.

Ale z drugiej strony, niby dlaczego mają się spieszyć? Fani i tak po to sięgną, a każuale raczej nie

Re: Fajna dyskusja

ale to jest też tak, że w tych legendarnych komiksach "spaceoperowość" była silna i ona przemawiała do mojego 15letniego serca głośno i wyraźnie.
I tu dla mnie Shattered by miało szansę stać się czymś takim, jakby nie było miniserią, jakby na siłę nie wpychać tam Luke, a zamiast tego stworzyć opowieść o małżeństwie, które walczy z wciąż, mimo Endoru, silnym Imperium. O tym jak to na nich wpływa, jak zmienia się Galaktyka przed ich oczami.
Nawet z jej POV - jak ten pokój wcale nie jest tuż tuż. Obowiązek względem rodziny a względem galaktyki?
Ona w powietrzu, on na ziemi. I właśnie głównie idąc historiami szerszymi, ale ten ich wątek gdzieś się przewijający. I niepewność - przeżyją czy nie? Wszak Poe już na świecie jest...
I wtedy mogą pojawiać się guest stars, jak najbardziej.
Nawet Thane Kyrell by mógł. O. A narysowane jest to prześlicznie.

Och no... czytałabym

Ale ja właśnie lubię wielkie opowieści o tych bohaterach drugiego planu i o znanej historii (lub nie do końca znanej) ich oczami. Gwiazdki (ale w oryginale, polskie tłumaczenie jednak nie takie ), Battlefront pierwszy.

I ja się zgadzam, że mkn ma rację w kilku punktach, jeśli do tego podchodzimy racjonalnie - jeśli emocjonalnie to niestety nie do końca.

Ale też to nie jest tak że ja skreślam komiksy z NK. Nie. Czekam aż ogłoszą coś więcej. Aż pokażą na co ich stać. Jakby nie patrzeć Nowy Kanon jest wciąż na początku swojej drogi.

Re: Fajna dyskusja

Dlatego ciągle jestem pełen nadziei. Książki raczej dalej będą mnie cieszyć, komiksy też mogą patrząc na nowego Vadera. Ale mogą też niestety mocno nudzić.

I nie zdawałem sobie sprawy z tego, że rzeczywiście bardzo lubię historie pobocznych postaci na tle ważnych wydarzeń. Dowodem tego jest Lost Stars, które uwielbiam. Sam wątek rodziców Poe w Shattered Empire bardzo mi się podobał, aczkolwiek nie odbieram aż tak dobrze tego komiksu, bo nudziła mnie obecność "gwiazd". Przerwałem Dark Times bo chcę je przeczytać w wydaniu deAgostini, ale też bardzo emocjonalnie podchodziłem do losów Dassa Jennira czy jeszcze bardziej rodziny Bomo. Właśnie chyba tych emocji mi najbardziej brakuje w nowokanonicznych komiksach. Najwięcej emocji na razie było w Kananie, dlatego też uwielbiam ten komiks. Te przywiązanie do emocjonalnego aspektu Star Wars powoduje też, że pozytywnie odbieram Ostatniego Jedi.

Re: Fajna dyskusja

Dziwisz się? No pewne wymagania jednak mam. Głównie w kwestii tego, że lubię być zaskakiwany (jak w TLJ).

Takie Repy szły równolegle z PT i w zasadzie nie wiedziałeś co się wydarzy. I to było w nich najfajniejsze. No i jeszcze duet O/D, nie do podrobienia i zastąpienia, jak się niestety okazuje.

Między TFA a TLJ mieliśmy dwa lata, i to był czas zeby zrobić komiks o Rose, Huxie czy Akademii (lub Lei po Bloodline), kończący sie w okolicach TLJ. I jak ładnie można by to teraz kontynuować do ep. 9. Ale nie, dostaliśmy tylko Phasme na zasadzie "emergency" po tym jak zepsuto całkowicie tę postać w TFA. Cała reszta, Vadery, SW opowiada historie całkowicie oderwane od nowej trylogi. Historie, ktorych zakończenie znamy i nie wywołują one w nas emocji i niczym nie zaskakują.

Re: Fajna dyskusja

Finster Vater napisał:

No i jeszcze duet O/D, nie do podrobienia i zastąpienia, jak się niestety okazuje.

-----------------------

Możesz rozwinąć? Bo jakoś nie potrafię rozszyfrować O/D.

Re: Fajna dyskusja

Ostrander / Duursema, świetne połączenie autor / rysownik.

Dołączam do dyskusji

I zasadniczo raczej popieram mkn. Spójrzmy dlaczego:
Star Wars - przede wszystkim pokazuje postępy w naukach Luke’a, przywraca Nar Shadd... Księżyc Przemytników, dzieje Obiego na Tatooine, pogłębia relację Han-Leia, łączy się z resztą kanonu w wielu punktach, ogólnie dużo robi.
Vader 1 - pokazuje trochę walk wewnętrznych w Imperium, przygotowania DS-2 i Executora, rozwija postać Tagge, ujawnia śledztwo Vadera w sprawie Luke’a i jego ponowne ukladanie relacji z Palpim, no i dochodzi jeszcze Aphra.
Lando - pokazuje kawałek historii jego i Lobota, zwłaszcza problemy tego drugiego z implantami.
Leia - pokazuje, co księżniczka robiła dla swojego ludu po zniszczeniu planety i jak Alderaan zaczął się odbudowywać. Plus poglądy Alderaanian.
Poe - RO kontra FO przed oficjalnym wybuchem wojny, poznajemy ich metody, obserwujemy poszukiwania Lora Sana Tekki.
Shattered Empire - drzewko Mocy, rodzice Poe, walki na krótko po Endorze.
Jak można zauważyć są tylko komiksy wydane w Polsce( chyba o żwdnym nie zapomniałe?), bo najwygodniej jest mi kupować je sobie w Empiku i kłaść na półkę ze starymi SWK. Niemniej jednak wszystkie z nch sporo wprowadzają i poszerzają Kanon, są do nich odwołania w innych częściach EU. Ok, są też inne komiksy, część być może jest pustymi zapełniaczami, ale jest też chociażby taki Kanan. Więc jaka nieistotność? Jeśli już to u samego Marvela, który skąpi nam serii pokroju Republiców.

Jeszcze kilka przemysleń

Trochę nowych postów doszło po przeczytaniu których jeszcze mnie naszło kilka luźnych myśli:

1) Moim celem nie jest udowadnianie, które komiksy są lepsze. Uznajemy wszyscy, że te legendarne Ja swoje zdanie mam, ale nie jestem ślepy – skoro tyle fanów Polsce i zagranicą, których zdanie szanuje tak uważa to powiedzmy, że się tak jakby zgadzam. Zresztą pisałem to samo w wątku o Crait:

fani których lubię czytać i oglądać, którzy bdb znajdą i Legendy i NK też twierdzą zgodnie to samo - jeśli chodzi o książki NK zdecydowanie lepszy, jeśli chodzi o komiksy zdecydowanie lepsze Legendy. Także wyższość i zajebistość legendarnych komiksów uznaję jako "prawdę", do której po prostu jeszcze się nie przekonałem.

Nie zależy mi też na przekonywaniu kogokolwiek, że komiksy NK są spoko, jeśli nudzą, męczą i się nie podobają to ok, każdy lubi co innego. Natomiast nigdy się nie zgodzę, że panuje w nich chaos i brak pomysłu i że są zupełnie nieistotne, z tym będę dyskutować.

BTW trafiłem przypadkiem do newsa o kolekcji, która właśnie się zaczyna. Jak to pięknie wydane, jak by to cudowanie na półce wyglądało, coraz bardziej się łamię żeby jednak kupić i jeszcze raz spróbować podejścia do legendarnych komiksów.


2) Zauważam u niektórych podejście, że komiksy NK powinny rozwijać okres RoTJ-TFA, wszystko co wychodzi w innym okresie, szczególnie wokół OT jest zapychaczami, nic nie wnosi, nic nie znaczy, bez pomysłu, bez sensu itd.

No nie. NK to nie tylko ST.

Ja do niedawna znałem tylko filmy i w sumie zastanawiałem się czasem np. co się stało dalej z Vaderem jak pokoziołkował w siną dal na końcu ANH albo bardziej co się działo zaraz po tym jak pierwszy raz założył swój „strój” albo jak i kiedy Luke nauczył się przyciągać miecz tak jak w jaskini z Wampą i tak dobrze walczyć. I na takie pytanie po części znalazłem odpowiedzi w komiksach, dosyć satysfakcjonujące i zgodne z resztą uniwersum. Też chciałbym więcej historii po RotJ, ale jak skończy się obecna seria SW to nie obrażę się jeśli nowy komiks pokaże np. jak Luke godzi się z prawdą o ojcu i jak staje się tym badassem w czarnym płaszczu z początku RotJ. I to nie będzie dla mnie zapychacz tylko rozwój uniwersum.


3) Jeśli ktoś oczekuje, że komiksy NK będą ciągnęły historię z nieznaną stronę, będą tam tylko pozafilmowe i znaczące postacie, że nie będziemy z góry znać ogólnego zakończenia itd. to może się nigdy nie doczekać. W EU (poprawcie mnie jeśli się mylę) to właśnie książki i komiksy napędzały cała historię, w NK robią to filmy. Ja zauważyłem, że jest hierarchia w NK jest mniej więcej Filmy>Seriale>Gry>Książki i komiksy. Komiksy zawsze będą najniżej i nie mogą opowiadać historii bez znajomości której odbiór czegoś wyżej będzie mocno utrudniony/niemożliwy, ale to nie oznacza, że nie opowiadają nic znaczącego i wzbogacającego odbiór treści wyżej. Komiksy zawsze będą uzupełniać i imho do tej pory uzupełnianie wychodzi im dosyć dobrze, w perspektywie może być bdb/świetnie jeśli przeniosą się w ciekawsze okresy.

I nie widzę tu żadnej winy LSG ani dawania przez nich ciała - takie jest założenie NK. Jeśli ktoś uważa, że LSG daje ciała to proszę o konkretne przykłady to się odniosę (też ma do nich parę "ale", więc nie zawsze będę ich bronił).


4) Uważam, że przed TLJ komiksy nie mogły za bardzo ruszać tematu podróży i poszukiwać Luka oraz zakonu. Zgadzam się, że teraz już jest na to idealny czas i czekam na zapowiedzi, jak w tym roku nic takiego nie zapowiedzą to trochę się wkurzę i stracę wiarę w NK. Obawiam się tylko trochę, że Abrams chce ruszyć temat rycerzy Ren, a to są przecież kumple Bena z akademii, więc może to też ograniczyć pole komiksom i książkom, oby nie.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Na szybko - barrrdzo lubię czytać Twoje posty wiesz?

I kurcze jeśli na to spojrzeć tak jak Ty, właśnie bez emocji to masz rację. Zagalopowałam się z tym chaosem i brakiem planu, tylko dla mnie komiksy NK stoją w takiej opozycji do w większości dobrych i bardzo dobrych, po rewelacyjne książek, że no kontrast boli.

Ale odczuwanie emocjami swoje, a fakty swoje. I jak na spokojnie sobie to zaczęłam ogarniać, to no cóż, masz rację. Bo plan tam jest (szwankuje dobór autorów i rysowników brrr) ale... spójna koncepcja jest.

Tylko z tzw. feelsami krucho

Re: Jeszcze kilka przemysleń

-książki NK zdecydowanie lepszy

Trochę offtopowo - ale zastanawia mnie to zdanie. Z tego co słyszałem, to poziom obu kanonów jest dokładnie taki sam; są perełki, są słabe książki i są książki przeciętne. W końcu za nowy kanon odpowiadają w dużej mierze ci sami ludzie co za stary.

Więc skąd takie stwierdzenie? Bo odnoszę trochę wrażenie, że książkowe EU jest mocno demonizowane, a jego faktyczny obraz jest celowo wypaczony przez wymienianie tylko tych głupotek..

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Ja w całości żadnej legendarnej książki nie przeczytałem, więc się nie odniosę, powtarzam to, co wydaje mi się, że wielokrotnie przeczytałem/usłyszałem.

Miałem wrażenie, że takie przekonanie panuje wśród polskich i zagranicznych fanów, których lubię czytać i oglądać – książki NK są znacznie bardziej spójne, bardziej zróżnicowane gatunkowo i jeśli spojrzeć na średnią jakość to są lepsze niż w EU, komiksy odwrotnie.

Ale wiadomo to co czytam i oglądam dobieram pod siebie i nie musi to reprezentować całości fandomu. Z tym demonizowaniem może też masz rację. Tak szczerze to nawet nie za bardzo mnie obchodzi, który kanon stał lepiej z książkami, ważne jest dla mnie żeby nowe były jak najfajniejszymi czytadłami.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Na własnych kilku przykładach - Bane świetny, ale Maski Kłamstw nie mogę przez początek przebrnąć, podobnie Plagueis. A to ponoć creme de la creme Legend. Thrawn oryginalny mnie zmęczył (chyba za stara byłam jak go czytałam), nowy poszedł z zapartym tchem.

Z nowych nazwisk w NK pojawiła się Claudia Gray i Alexander Freed choćby - i od razu bardzo dobrze. A tego wciąż nie ma aż tak wiele. Tylko, że właśnie poki co jedynym potworkiem nie do przejścia dla mnie był na pół legendarny Dziedzic Jedi, a nawet Wendig ma swoje plusy

Przy czym taką opinię widzę też choćby na forum literackim theforce.net - książkowo NK stoi naprawdę ok.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Rozumiem. Choć akurat Maska raczej nie była nigdy uznawana za creme de la creme DP już tak, choć raczej przez to, że Luceno jest mistrzem nawiązań i dobrze obraca się w EU. Tak myślę, aczkolwiek Plagueisa nie czytałem. Jeśli chciałabyś kiedyś znowu dać szansę EU, to z nietypowych książek polecam Punkt Przełomu czy Medstar, a z tych bardziej przygodowo-Star Warsowych X-wingi czy Łowcę z Mroku

Natomiast NK sam pewnie kiedyś dam szansę, choć raczej odpadają w moim przypadku książki post-ROTJ, bo ten okres mnie nie interesuje. Ale po takie Lost Stars, Battlefront: TC czy Thrawna może sięgnę. Będę mógł wówczas jakiś wniosek wysnuć.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Ooo Medstar. O tym nie słyszałam, sprawdzę! Punkt przełomu zostawiam, bo mnie niestety skrzywdzi (kocham NK wersję Depy).

I mam tak samo. Post ROTJ w Legendach nie tykam (chyba, że 150 lat później) bo rozbieżności są zbyt duże, te wszystkie bliźnięta, Mara Jade (no nie lubię, cóż począć) itp. Podoba mi się to, co z tym okresem robi Nowy Kanon i przy tym zostanę.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Mam dokładnie tak samo. Już mnie bolało czytanie o Marze i bliźniakach jeszcze przed TFA a teraz to już pewnie w ogóle byłoby ciezko. Dobrze ze czytalem to wczesniej bo dzieki temu poznałem Pana Niebieskiego. Natomiast komiksy Republic czy Trylogia Bane`a ciesza tak samo mocno niezaleznie od Nowego Kanonu.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

-
I mam tak samo. Post ROTJ w Legendach nie tykam (chyba, że 150 lat później) bo rozbieżności są zbyt duże, te wszystkie bliźnięta, Mara Jade (no nie lubię, cóż począć) itp. Podoba mi się to, co z tym okresem robi Nowy Kanon i przy tym zostanę.


Widzę, że podejście mamy bardzo podobne Tzn. jestem otwarty na nowe doznania z NK, o ile pasują mi do mojego uniwersum i nie gryzą się za bardzo z Legendami. A że u mnie punktem wyjściowym jest Trylogia Thrawna... wszystko jasne Poza wymienionymi książkami mam na oku Doctor Aphrę, choć wiele o niej nie wiem, po prostu sama idea gwiezdnowojennej pani archeolog mi się podoba.

A Medstar może Ci się spodobać, jeśli nie masz nic przeciwko historiom o lekarzach z elementami komediowymi / szpiegowskimi.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Ja jestem zwolennikiem wszechkanonu, czli Legendy jak najbardziej jak się nie gryzą zdecydowanie z tym co uznaję za własny kanon i o ile nie są o Vongach. I choć boli brak Mary, Jacena i Jainy to jest to jakaś cena za usunięcie Vongów i tylko czasami z przerażeniem w oczach czytam, że ktoś gdzieś próbuje "to" wskrzesić.

Przy takim podejściu praktycznie całe Republic i Dark Times są "kanoniczne" a "Dark Disciples" jest tylko imperialnym paszkwilem nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością. A Daala i Sotnir gdzieś tam sobie też na obrzeżach tego kanonu funkcjonują, bo niby czemu nie?

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Odnoszę wrażenie, że Vongowie są tym dla miłośników EU, czym TLJ dla fanów w ogóle I pomyśleć, że Vongowie prawie pojawili się w TCW

Re: Jeszcze kilka przemysleń

-I pomyśleć, że Vongowie prawie pojawili się w TCW

Taaa, też tym byłem przerażony. I jak żałuję że nie dokończyli TCW to sobie przypominam to i jeszcze Dark Disciple i mi trochę przechodzi

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Z ciekawości zapytam: a co takiego zajebistego zrobili z Depą w nowym kanonie że jest ciekawsze to jak została poprowadzona w starym?

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Nie dużo. Ale w komiksie Kanan jest, moim zdaniem, bardzo fajnie przedstawiona jako jednocześnie mądra i silna mistrzyni Jedi, ale też wykraczająca trochę poza hipokrytyczne ramy Zakonu w tamtym okresie. Ponadto nie początek spoilera przechodzi na ciemną stronę mocy, co pewnie vilkalę najbardziej by bolało w Legendach koniec spoilera. No i w ogóle Kanan to jeden z najlepszych jeśli nie najlepszych komiksów NK i autorowi się udało świetnie wykreować Depę i jej relację z padawanem.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Dokładnie tak - to jak ona uczy smarka, jak zachęca go do poszukiwań, jakie ma do niego fajne podejście i w ogóle ich relacja od samego początku - coś przepięknego. Jej jest mało, ale jest dla mnie tym, czym Jedi powinni być (a nie takie Mace Windy i inne Yody).

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Czyli ewidentnie jest ciekawszą bohaterką w starym kanonie bo Stover ją pięknie ograł. A w nowym z tego co piszecie poszli w typową członkinię rady z czasów przed upadkiem Republiki. I znowu nowy kanon na siłę zmienia rzeczy na gorsze.. heh

Re: Jeszcze kilka przemysleń

No wiesz jak dla kogo - kilka razy podchodziłam do Punktu Przełomu i jednak... nie. Nie moja Depa.

Nie trzeba walczyć z CSM i mieć wielu dramatów, by być niezwykle ciekawą postacią, także targana dużym poczuciem winy, na która Rada Jedi patrzy podejrzliwie, która czuje, że zawiodła, a jednocześnie ma w sobie tyle siły, by swoich wątpliwości i rozgoryczenia czasem nie przelewać na ucznia.

I nie, to nie jest typowa członkini Rady. Ale to by trzeba komiks przeczytać

Re: Jeszcze kilka przemysleń

No właśnie nie. Depy jest mało, właściwie tylko w jednym komiksie, ale ten komiks daję jej naprawdę ciekawy lightside`owy charakter. Ja wiem, że jak postać przechodzi na darkside jak początek spoilera Quinlan Vos, Sora Bulq koniec spoilera to jest automatycznie ciekawszy, ale sztuką jest zrobić ciekawego Jedi, który pozostaje Jedi. A w komiksie Kanan udało się to koncertowo, imo.

Ciężko pokazać Depę paroma screenami, ale tu parę stron z Depą:
https://i.pinimg.com/originals/d7/95/c6/d795c6bd90f40b22383f8038aa902f02.jpg
https://i.pinimg.com/originals/f9/ff/c3/f9ffc33f52ae4a15ea252816f977deca.jpg
https://pbs.twimg.com/media/CSgA2MbW4AAhkC2.jpg

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Moja nie moja to nie to chodzi. Kanana nie czytałem, i w najbliższym czasie raczej nie zamierzam, choć akurat lubię tę postać w Rebeliantach. Bardziej chodzi mi o to że Depa została naprawdę ciekawie poprowadzona w "Punkcie Przełomu", to jak jak chciała uratować rodzinną planetę swojego mistrza, to jak w wojnie można zatracić to kim się naprawdę jest i że po przekroczeniu pewnej granicy ciężko jest już powrocic. Naprawdę dobrze przedstawiony upadek mistrzyni Jedi.
Co do nowego kanonu kiedyś się to zobaczy pewnie, nie mówię nie Ale ale: fakt faktem jest taki że z dziesiątek Jedi do wzięcia wybrali akurat taką, która miała świetny background i musieli odwrócić ją o 18) stopni. I to jest wkurzające na maxa. Już mogli podejść ciekawie jakoś do tematu jej rehabilitacji, jej powrotu na jasną stronę. A poszli na łatwiznę z tego co widzę.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Depę poznajemy nieprzytomna w bakcie - i tu nastąpiło zbiorowe westchnienie "czyżby?!", potem się okazało, że powód był inny, ale mrugnięcie pozostało

Wiesz co, ale no właśnie to są personalne preferencje. Depa w NK, choć nie jest tak pogłębiona (bo trudno o to w dość krótkim komiksie), to też swoje przeszła, a mimo to nie upada. Mimo wątpliwości i to poważnych, pozostaje przy jasnej stronie mocy, nawet nie ma myśli o flircie z ciemną. I to jest fantastyczne i właśnie bardzo ciekawe - bo tych upadków i chwilowych przejść tyle już było...

Trudno mi dyskutować bo Depę poznawałam najpierw NK potem Legendy i o ile czasem legendarna wersja postaci bardziej mi pasuje (Vos), o tyle czasem jednak NK wygrywa (dla mnie właśnie Depa)

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Tylko jakoś Legendarna Depa wydaje mi się przedstawiona dojrzalej, to co przeszła i kim jest wydaje się dojrzalsze niz to co widzę na tych kadrach Marvela

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Przed decyzją o wznowieniu SW czytałem sobie Legendy wybierajac te najlepiej oceniane przez fanòw. Pomijałem te oceniane gorzej, więc miałem kontakt z czołówką Legend. Gdybym miał zrobić ranking książek Legend które czytałem + Nowy Kanon byłoby to coś w tym stylu:

1. Utracone Gwiazdy (NK)
2. Trylogia Bane`a (L)
3. Plagueis (L), Więzy Krwi (NK)
5. Thrawn (NK), Trylogia Thrawna (L)

Dalej już musiałbym się dłużej zastanawiać. Możliwe że tak wysokie oceny dla NK wynikaja u mnie z tego, że to ten aktualny, nowy kanon, na którym mi zależy. Ale nawet jeśli to te książki są po prostu bardzo dobre. Tych gorszych też jest trochę ale nie aż tak dużo. Niestety nie mogę tego porownać do tych złych z Legend, bo ich nie czytałem. Tak jak my w słabych pozycjach NK staramy sie doszukać jakichś pozytywów, tak pewnie za czasów starego EU ludzie robili to samo.

Ja bym uznał NK książkowy za nieco lepszy bo tych książek jest o wiele mniej a perełek już trochę się znalazło. Ale to moja opinia bo mało kto juz przeczytał Thrawna, co do Wiezow Krwi to opinie sa podzielone.

Re: Jeszcze kilka przemysleń

Rozumiem, więc generalnie poziom w miarę podobny. Co prawda NK dopiero raczkuje, więc sytuacja może się zmienić wraz z kolejnymi tytułami.

Złamałem

Złamałem się i sięgnąłem po kolejne komiksy z serii Star Wars po angielsku.

Niestety The Screaming Citadel, tak jak zapowiadał mkn, jest słabe. Słabe jest z dwóch powodów - historia w nim zawarta skacze pomiędzy różnymi seriami komiksów (np. Aphra). Ja miałem to gdzieś i po prostu leciałem dalej znając 50% historii. Ale chyba dużo nie straciłem. Co do istotności - ekstremalnie nieistotne i pomijalne.

Potem robi się ciekawiej. Najpierw całkiem w porządku filler z Leią i Luke`iem. A potem zeszyt, który zmotywował mnie do napisania o nim tutaj. Bo jest to typ historii, który uważam za idealny kompromis pomiędzy ostrożnością i czymś ciekawym. Wcześniej w serii pojawiła się Sana i w tym zeszycie dostajemy szmuglerską przygodę Sany i Lando. Świetna zabawa, ciekawie rozbudowuje postać Sany Starros i jednocześnie nienachalnie wykorzystuje znane nam postacie. Tak się to powinno robić. Może to czego mi brakuje w serii Star Wars to właśnie niezłe historie z pomysłem rozwijające delikatnie postacie z danej serii? A nie to czy dzieje się coś bardzo ważnego dla uniwersum. Bo jak się zastanowię to te komiksy, do których piłem w poprzednich postach są dla mnie po prostu nudne. A ten siadł mi idealnie, był ciekawy, miał klimat Star Wars mimo braku wielkiej trójki i jednocześnie był zupełnie nieistotny.

To tyle z mojej strony.

Re: Złamałem

Skończyłem właśnie Star Wars #41 i muszę powiedzieć, że mkn ma rację co do Gillen. Cały arc na Jedhie jest bardzo satysfakcjonujący, i z perspektywy wiązania różnych elementów Nowego Kanonu, i z perspektywy samej historii. To co mamy aktualnie w serii Star Wars od Egmontu (czyli ok. 30 zeszyt) to straszna kupa w porównaniu do tego co się zaczyna dziać od ok. 34 zeszytu. A Jedha jest świetna. Nie będę spoilować, ale twórcy wykorzystali masę okazji do powiązania różnych pozycji Nowego Kanonu. Są pojedyncze elementy, które mi się nie podobają, ale generalnie ostatnie 8 zeszytów przywróciło mi wiarę w tą serię.

cóż..

Ja przede wszystkim jestem zawiedzony Marvelem. Lekkie opowiastki o wielkiej trójcy ze Starej Trylogii, niech będzie. Lekkie czytadełka o Star Warsach zawsze są w komiksie potrzebne. I współczesna reinterpretacja tych postaci może robić fajne rzeczy. Parę serii jest fajnych, sami o nich piszecie. Niektórzy bohaterowie wyrysowali nam się bardzo fajni, złowrogie droidy, Doktor Aphra, nawet Vader pisany przez Gillena, a potem przez Soula w miarę daje radę. Ale jak spojrzeć na to z góry, to całościowo jest to wszystko trochę bez wyrazu. Nadal brakuje tych znakomitych opowieści komiksowych. Brakuje rozwoju nowych postaci. Brakuje jednej spójnej opowieści dziejącej się obok głównych wydarzeń filmowych.

Mam taką roboczą teorię, że komiksowi scenarzyści superbohaterscy są zbyt przerażeni monomitem i epickością Star Wars, żeby napisać coś odważnego, coś większego niż tylko bzium bium w kosmosie, przez co dostajemy rzeczy przeciętne. Mark Waid to jest jeden z najważniejszych pisarzy komiksowych, człowiek pisał najlepsze komiksy o Avengers i Justice League, o Flashu i Daredevilu, potrafi wymyślać genialne rzeczy o Sue Storm, Doktorze Doomie, Czarnej Wdowie, Hulku, czy drużynie młodych superbohaterów: Championons. Wszystkie komiksy genialne. A napisał najgorszy komiks Star Wars od lat.

Ale faktycznie komiksowe wsparcie do filmów też jest niewielkie. Choć opowieść o początkach Alana Tudyka K2SO bardzo mi się podobała. Za zaistniałą sytuację nie obwniałbym szczególnie mocno Lucasfilm, czy Story Group, mam wrażenie, że to w Marvelu brak odwagi na opowiedzenie jakiejś bardziej wymagającej historii, w myśl zasady, że proste oneshoty z logiem Star Wars lepiej się sprzedają. I szkoda. W każdym razie wydawnictwo nadal wydaje kilka naprawdę fenomenalnych komiksów, to nadal czołówka branży. Szkoda, że nie są to komiksy Star Wars.

Inna sprawa, że Republic, Dark Times i Kotor powstawały w podobnym czasie, a wcześniej i później Dark Horse też wydawał mnóstwo kupsztali .

Re: cóż..

Burzol napisał:

Mam taką roboczą teorię, że komiksowi scenarzyści superbohaterscy są zbyt przerażeni monomitem i epickością Star Wars, żeby napisać coś odważnego, coś większego niż tylko bzium bium w kosmosie, przez co dostajemy rzeczy przeciętne. Mark Waid to jest jeden z najważniejszych pisarzy komiksowych, człowiek pisał najlepsze komiksy o Avengers i Justice League, o Flashu i Daredevilu, potrafi wymyślać genialne rzeczy o Sue Storm, Doktorze Doomie, Czarnej Wdowie, Hulku, czy drużynie młodych superbohaterów: Championons. Wszystkie komiksy genialne. A napisał najgorszy komiks Star Wars od lat.

-----------------------
Jest coś w tym co piszesz. Może też dochodzi do tego współpraca z LSG? Nie wiem dokładnie jak wygląda to od środka, opieram się tylko na poszlakach i gdybam:

Jako autor przedstawiasz im ogólnie historię, którą chcesz napisać, a oni że to i to nie może być, że coś trzeba inaczej. Później prezentujesz im prace na pewnym etapie, a oni znowu, że to nie, że zamiast tego może tamto itd. ale w sumie nie mogą powiedzieć czemu czegoś nie może bo inne źródło, z którym się nie zgadza zaprzecza. Niby twórcy wypowiadają się pozytywnie o współpracy z LSG, ale sam Matt Martin od komiksów przyznawał, że często musi się wtrącać i coś tam zmieniać lub blokować, proponować alternatywy. Niektórym autorom może to podciąć skrzydła.

Co Marka Waida, to z Marvela i DC czytam tylko klasykę, którą każdy fan komiksów powinien, więc nie znam wiele jego twórczości, ale właśnie mi uświadomiłeś, że to jest gość od Kingdom Come!!! Szok, taki scenarzysta taką kichę odwalił. Sam zamysł komiksu o Lei jest ok (pokazanie dalszych losów Alderaanian po zniszczeniu planety, jak się zorganizowali, jakie mieli ideały i filozofię i jak chcą je kultywować), ale wykonanie tego wszystkiego leży i kwiczy.

Komiksy

Nie kocham za bardzo nowego kanonu i kupuję tylko to, co wychodzi w Polsce, ale komiksy akurat w większości mi podeszły.
- Vader - chyba najfajniejszy, głównie dzięki postaci Aphry (pierwszy raz od końca Legend czekam na nowy SWK z utęsknieniem, bo obiecali Aphrę), chociaż Cylo też był fajną postacią.
- Lando był fajną, lekką przygodówką,
- Yoda i gadające kamienie były całkiem fajne,
- Ongoing Star Wars trzyma poziom średniaka z górnej półki,
- Poego nie pamiętam zbyt dobrze (może poza dziwnym potworem i kultem czekającym na jego przebudzenie - motyw rodem z pierwszych zeszytów oryginalnych komiksów Marvela), ale też niczym mnie nie zirytował a 3PO w roli superszpiega był nawet pomysłowy (chociaż nie do końca pasował do charakteru postaci),
- Tylko Leia była kiepska fabularnie i wręcz okropna jeśli chodzi o rysunki.

...

Ja niestety, choć czytam komiksy na bieżąco to jednak czuję , że są to historie dobre, przyjemne, ale nie wybijające się. Tak jakby twórcy bali się zrobić coś oryginalnego i tylko trzymali się utartych schematów, bohaterów czy tych samych ram czasowych.

Mam cichą nadzieję, że nadejdzie taki czas, że zacznie wychodzić więcej serii z bohaterami drugo-, trzecio- czy piątoplanowymi i będą one ciekawsze niż kolejna historia o Wielkiej Trójce.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.