Forum

Legacy of the Force: Bloodlines

Karen Traviss do tej pory napisała dwie książki w świecie Gwiezdnych Wojen. Obie odznaczały się niezwykle świeżym podejściem do tematu, innowacyjnością dawno już nie widzianą wśród autorów. Można było śmiało przypuszczać, że kolejna jej pozycja będzie równie dobra jak poprzednie.

Bloodlines jest ścisłą kontynuacją Betrayala nie tylko pod względem treści ale również sposobu budowy akcji. Pozycja kontynuuje dwa główne watki poprzedniczki. Pierwszym jest polityczna strona konfliktu. Ta strona zdominowała w Bloodlines cały konflikt praktycznie wypierając już działania militarne. Przeniesienie konfliktu na płaszczyznę polityczną oraz związane z wpływami na polityków operacje terrorystyczne/antyterrorystyczne wprowadzają nowy wymiar do świata Gwiezdnych Wojen. Po raz pierwszy można emocjonowac się konfliktem bez wiążących się z nim akcji wojskowych.

Drugi wątek to powrót Sith. W tym przypadku jednakże kwestii samych Sith nie poruszano aż tak bardzo, natomiast Karen Traviss postawiła bardziej na skupienie się na Jacenie. Pokazuje jak młody Solo dalej się zmienia, jak rozważa swoje problemy i przyszłość oraz najważniejsze chyba, pokazuje jego (zmieniające się) relacje z otoczeniem, najbliższymi.

Karen Traviss nie byłaby sobą gdyby do książki nie mogła wprowadzić mandalorian. Boba Fett, jego problemy zdrowotne i rodzinne jak również kwestia jego działalności jako Mandalora jest trzecim wątkiem ksiązki. Chwilowo zdaje się on być przerywnikiem pomiędzy dwoma poprzednimi wątkami. Nie mogłem oprzeć się jednak wrażeniu, że postać Fetta mogłaby być zastąpiona przez kogoś innego a użyta została tylko poprzez fascynację Traviss mandalorianami.

Pomimo tego, że książka jest dalszym tomem serii zatem nie można uciec od grupy znanych nam bohaterów autorka zastosowała znany sobie już zabieg. Zaczęła wprowadzać nowych bohaterów jak również odgrzebywać stare postacie jednakże związane tylko z wątkiem mandalorian. Widać, że jest to jej konik i o niego będzie najbardziej dbała, również w kolejnych tomach.

Książka mimo iż bardzo sprawnie napisana ma jeden zasadniczy problem. Jej treść nie posuwa akcji za bardzo do przodu. Czytając 2/3 książki zastanawiałem się momentami o czym ona jest i jaki wpływ ma na serię, niestety nie mogłem go dostrzec. Końcówka przynosi zasadnicze zmiany, jednakże po głębszym zastanowieniu okazuje się, że stawia nas w podobnej sytuacji jak początek książki. Zmienia tylko nazwisko przeciwnika. Pozycja ma duże znaczenie jeśli chodzi o pokazanie zmian Jacena, wątpliwości Luka, czy tez relacji w rodzinach Solo-Skywalker oraz wprowadzenie Fetta. Wszystko to możnaby zawrzeć jednak jako tło dla ważniejszej akcji, której tu brakowało. Miałem dziwne wrażenie, że autorka miała za zadanie napisać książkę, która ma być po prostu przedłużeniem serii, które za bardzo na nią nie wpływa.

Moja ocena: 7/10

Zamówiłam

wczoraj w empiku. Ciekawe kiedy dostanę

Har har har rooor

Właśnie dostałem co i tak mi się nie przyda, bo muszę najpierw obczaić Betrayal... a jeszcze wcześniej czekam na Swarm War więc recka pewnie za jakiś miesiąc.

Ja też

Zamówiłem przez Empik, ale dopiero dziś. Mam nadzieję, że zbyt długo to nie potrwa.

Też

zamiawiałem przez Empik. Dostałem książkę 22 dni po premierze w USA. Zamawiałem przed premierą. Teraz może jednak mają coś na stanie w Poslce i szybciej pójdzie.

Wiesz...

Obawiam się, że nie mają nic na stanie, bo jest napisane "planowana wysyłka: 12-11-2006".
Zonk.

Ja

czekałem niedawno dwa miesiące na Ruiny Dantooine, a też były produktem na zamówienie. A pierwszy tom Betrayal jest "aktualnie niedostępny", ale może to i dobrze, zawsze 90 zł więcej w kieszeni

Informacje

masz nieaktualne. Już dzisiaj Betrayal dostępny (i zamówiony).
Jednym słowem muszę się śpieszyć z czytaniem Bane`a i kończeniem Swarm War

Na

pocieszenie mogę powiedzieć, że sam dostałem ok 10 dni przed planowanym terminem wysyłki :]

Też

tak miałam z Last of the Jedi. Mam wrażenie, że dają miesiąc na wysyłkę tak na wszelki wypadek

no i jestem po

Ogólna recka jest tutaj:
tekst.php?nr=832
ale myślę, że warto jeszcze trochę uwagi poświęcić tej powieści. Może nie jest tak genialna jak poprzednie książki Traviss, to pewnie efekt pracy zespołowej, ale nadal mi się podobała. Wątki polityczny i Boby Fetta są super poprowadzone, a jedynie sprawę Jacena trochę komplikuje w sposób, który niezbyt mi się podoba. A mianowicie za bardzo przenosi go na płaszczyznę Anakina Skywalkera.
Inna sprawa, że to jest powieść Karen, którą czytało mi się najłatwiej, może wcześniej pewnym utrudnieniem był język techniczny, tu koncentrując się raczej na polityce i układach, nie było takiego problemu.
Jedyne czego żałuję, że zamiast serii Legacy nie zrobili czegoś podobnego przy prequelach. Tam aż się prosi seria, która rok po roku pokazuje rozłam w galaktyce i rosnącą siłę separatystów. Gdyby robiła to Traviss byłoby to fenomenalne.

Mhm

a ja się zastanawiam jakim cudem Fett jeszcze żyje... Przecież klony żyją krócej... Prawda?

normalne

a i owszem, ale pamiętaj, że w przypadku Fetta nie było akceleracji wzrostu a więc starżeje się również normalnie.

Dzięki Ci

o Władco Bastionu za przypmnienie!

Skończyłem (spoilery lekkie)

i muszę powiedzieć, że książka wymiata jeszcze bardziej, niż Betrayal. Wiele ciekawych zwrotów akcji, dwie ciekawe śmierci i ogółem - jestem pod wrażeniem. W przeciwieństwie do nużących Komandosów Republiki - tutaj Karen przygrzała ostro, tyle nawiązań do czasów prequeli i starożytności, że aż miło popatrzeć - początek spoilera Taris, flow-walking Jacena do czasów pacyfikacji świątyni Jedi przez jego dziadka, drugi do rozmowy Mace`a i Yody, itd koniec spoilera; wreszcie widać, że powstanie Imperium jednak nie przekreśliło całkowicie kilku tysięcy lat historii Bardzo mi się podobał powrót Boby, widać że autorka go czuła - miło było przeczytać pierwszą porządną od czasu Trylogii łowców nagród książką o Fetcie, i tym razem również jego rodzinie. Ciekawi mnie fakt początek spoilera ocalałego klona z WAR, u którego wyłaczono przyspieszone dojrzewanie - ja tak sobie myślę, że to nie prawda, tylko mógłby to być syn któregoś z klonów... np. Darmana? koniec spoileraUpadek Jacena wciąż trwa; jest nawet scena, w której Han oświadcza, że nie chce go już znać. Wszystko jest przedstawione w sposób przekonywujący i ciekawy. Wojna powoli acz skutecznie się zaczyna; myślę, że w Exile już rozgorzeje na dobre (bo co do Tempesta - nieee, Denning nie zmarnuje książki na bitwę, skoro będzie mógł opowiedzieć o Jainie ).
Ogółem? Legacy of the Force rządzi, i każdy kto mówi, że SW się skończyło, może się ugryźć teraz w nos. 10/10.

LOTF, chapter 2: Bloodlines

Właśnie tę książkę skończyłem, i cóż mogę powiedzieć... o ile przy Betrayalu miałem jeszcze małe przestoje (bitwa o Korelię), o tyle już tę książkę czytało mi się jednym tchem. Fakt, wciąż nie widzimy tego ogólnogalaktycznego konfliktu - ale czy to zarzut? Czy potrzebna nam jest kolejna Trylogia Koreliańska czy Kryzys Czarnej Floty, gdzie wielka wojna wybucha szybko i jeszcze wolniej się kończy? Chyba nie, bardzo dobrze, że to wszystko dzieje się stopniowo. A póki co, możemy obserwować bardziej indywidualne historie. Rozłam w rodzinie Solo/Skywalker, super. Praktycznie każda postać świetnie, unikatowo pokazana - Ben, Han, Jacen, Luke, nawet Jaina tym razem nie razi, pozwalając na chwilę (na chwilę, bo już zaraz znów Denning) zapomnieć o bólu jaki wywoływała ta postać w Dark Neście... wątek "Sithowy" rozwija się ciekawie, choć być może za szybko Luke domyślił się tożsamości "istoty w kapturze" - ale i tak jest to wszystko ukazane dość przekonywująco. Za to zdecydowanie słabo ukazane kulisy odejścia Pellaeona, tak jakby chybcikiem, bez pomysłu na tę postać. No, ale te kilka błędów zacierają i tak plusy książki, a tych jest wiele: kilka już opisałem, teraz muszę jeszcze wspomnieć o dwóch innych.

Po pierwsze, postępujący rozłam polityczny, tak na szczeblu rządu galaktycznego, jak i na Korelii. To, co mi się podobało, a prawdopodobnie zawdzięczamy Karen jako Europejce (jest z G, to fakt, iż na Korelii mamy do czynienia z mnogością partii politycznych... i że w ogóle są jakieś partie Zawsze jakaś odmiana, bo w odległej galaktyce raczej do tej pory z partiami mieliśmy w bardzo niewielkim stopniu do czynienia

A po drugie, i najważniejsze - Fett, Fett i jeszcze raz Fett. W Betrayalu wyczekiwałem rozdziałów z Jacenem, ale tutaj to Boba (i po części także jego początek spoilera wnusia koniec spoilera Mirta Gev) to postać, która "kradnie przedstawienie" (z angielskiego steals the show, nie przypominam sobie w tym momencie polskiego odpowiednika ). Boba jest dokładnie taki, jaki powinien być: jest starym, schorowanym łowcą, który wreszcie odkrywa, po co właściwie przyszedł na świat i pojmuje, co jest w życiu ważne. Tak, pozostał tym samym zimnym łowcą, którego znamy, ale jednocześnie zaczął działać niekonwencjonalnie, zaskakując nie tylko nas, czytelników, nie tylko Hana Solo, ale i samego siebie

Podsumowując - Bloodlines rządzi. Traviss odnalazła się w nowych, post-NEJowych realiach, budując wyraziste postacie, tworząc świetną fabułę, wielokrotnie nawiązując do EU i NT. Jak już rzekł Shed, pierwsza od bardzo dawna porządna książka z Bobą w jednej z głównych ról (aż żal, że kolejną bedzie dopiero Sacrifice). 10/10, na taką książkę od baaardzo dawna czekałem

Re: LOTF, chapter 2: Bloodlines

Ricky Skywalker napisał(a):
wątek "Sithowy" rozwija się ciekawie, choć być może za szybko Luke domyślił się tożsamości "istoty w kapturze" - ale i tak jest to wszystko ukazane dość przekonywująco.
________

Nie jestem tego do końca pewien czy on się domyślił, czy też, uznał, że to jest osoba z wizji. Bo cały czas mam dziwne wrażenie, ze chodziło o kogoś innego A Luke po prostu wyczuwając starą znajomą, błędnie zinterpretował wizję.

Może...

może i chodziło mu o kogoś innego (znaczy się:początek spoilera samego Jacena koniec spoilera). Niemniej jednak ja się źle wyraziłem, po prostu za szybko Luke rozpoznaje tę nieszczęsną Lumiyę, bo najpierw budowany jest taka mroczna atmosfera, nasz Grand Master powoli wpada w psychozę, i nagle odkrywa, kto jest w to wszystko zamieszany. Chyba trochę za szybko, no ale jak już pisałem, nie zmienia to mojego dobrego zdania o książce

mam pytanko ?

chodzi mi o Jacena czy dłużo występuje w książce Bloodlines , bo mam sprzeczne informacja a tak na marginesie mogłbyś napisać jeszcze pare zdań o tej książce , bo powiem szczerze że ni moge się już doczekać tej pozycjii na polskim rynku , zgóry dzienx za info niech moc cię prowadzi.
Pozdro
uss

Karen

Przeczytałem Bloodlines,i muszę to przyznać-książki Karen Traviss są jednymi z najlepiej napisanych powieści.Ta autorka ma niesamowite podejście do tematu.

goraca prosba do ciebie anubis

MAM PROŚBE MÓGŁ BYŚ NAPISAĆ JAKĄŚ KRÓTKĄ RECKE(TRZY -CZTERY ZDANIA) NA TEMAT WIZJI JACENA O ANAKINIE CZY JEST TEGO DŁUŻO ?
Z GÓRY DZIENX I NIECH MOC CI SPRZYJA.

o K**** :furia

za przeproszeniem... nie widziałeś do CH*** co napisała Kasis pod spodem... słowo daję, krew zalewa jak się patrzy na takiego usera()....

...

A teraz wez 5 oddechow i przemysl czy warto bylo pisac posta... zwlaszcza w takim tonie... =}

mmmm

1. Oddech
2. Oddech
3. Oddech
4. Oddech
5. Oddech
__________

Czy warto??? Owszem warto, tu nie ma lekko. Co to JA mam się stosować do jakiś nowych zasad ,,ochrony dla dziwnych" userów?? Kurde no pomyśl, jak się ktoś nie za bardzo stosuje do ogólnych zasad panujących na tym zacnym forum, to wydaje mi się że należy mu powiedzieć: ,,Dziękuję bardzo"...

E

przenosząc inną dyskusje do tego tematu, powiem szczerze, że modzi mogli by to wszystko co ty napisać, inni userzy też, ale prawda jest taka, że byłeś jedynie lepszy o Caps Locka od niego... Tzn nie pisałeś Caps Lockiem, o tylko tyle, chłopie...
A jakoś nikt Cię nie zbanował...

mhym...

A czy ja napisałem chociaż słowo o zbanowaniu? Chłopcze??

Zgadnij

co to może oznaczać, w odniesieniu do Twojego posta, chłopcze...

to wydaje mi się że należy mu powiedzieć: ,,Dziękuję bardzo"...

Dziękuje bardzo...
za wizytę, ban.
Tak dla przypomnienia...

och

tam dobra przyznaję się...oznaczało to bana chłopaczku....

Greate

czyli doszliśmy do porozumienia, a następnym razem nie nabijaj postów
A najlepiej nabij, ale napisz "posta-pomoc-dla-nowicjuszy".

...

Nie, nie nalezy mu mowic "dziekuje..." a tlumaczyc zeby sie przystosowal... tak jak to Tiramisu robi... ja nie mam do tego cierpliwosci jak ona, ale nie pisze nic, bo po co ? jak mam "marnowac" czas na napisanie posta podobnego do twojego to rownie dobrze moge napisac porzadne pouczenie...

dobra

to kończę już tą dyskusję póki jeszcze można ale zdania nie zmienię i uważam że nie mnie powinniście się czepiać....

...

Uhm, ale idac twoim tokiem rozumowania troche, to ciepie warto sie czepiac, bo zrozumiesz i byc moze sie poprawisz... :

Re: ...

X-Yuri napisał(a):
bo zrozumiesz i byc moze sie poprawisz...
________

hehe to miał być komplement tak??

...

W sumie to... tak, to byl komplement, i wyraz uznania dla twoich zdolnosci pojmowania

***

Mnie też krew zalewa jak patrzę na takie posty jak ten...

słuchaj cwaniaczku

ja interesuje się gwiezdnymi wojnami już od ponad 19lat,nie mam zamiaru zniżać sie do twoiego poziomu , bo najzwyczainiej w świecie jestem dobrze wychowany i kulturalny ; pozatym cenie wszystkich ludzi bez wyjatku związanych z moją wielką pasja jaką są dla mnie gwiezdne wojny.
podejrzewam że atak na moją osobe związany jest z twoim kompleksami ale prosze jak masz problem ze swoją agresją to napisz do ,, przyjaciółki" albo zgłoś się do psychologa nie zaśmiecaj tej wielkiej skarbnicy wiedzy jaką jest to forum.
Na koniec chciałem podziekować wszystkim osobą które wstawiły się za mną i jednoczesnie przepraszam że wyszłem na takiego ,,farmera"(luke też odrazu nie stał sie wielkim mistzem obiecuje odrobić prace domową .
pozdrawim wszystkich niech moc wam sprzyja (również ciebie tylko prosze wróć na jasną strone mocy )

......

-ja interesuje się gwiezdnymi wojnami już od ponad 19lat,
"czas znaczenia nie ma" parafrazujac... no, akurat tobie jak mniemam nie musze mowic kogo No i milo... interesujesz sie wiecej niz ja mam ogolnie stazu na tej planecie

Na koniec chciałem podziekować wszystkim osobą które wstawiły się za mną
To chyba tez o mnie troche ? nie ma za co -.-

Co do checi poprawy... coz, milo

niewiem czy o to chodziło ale prosze

http://sweu.ru/novels.htm -to link do rosyiskiej strony na której są 4 części legacy po angielsku jak dobrze umiesz anglika to klikaj na pozycje z listy która cię interesuje i masz.
Pozdro

...

Napewno na mojego posta chciales odpowiedziec ?

kurcze:P

i jak tu się nie wkurzyć hym??

...

Lotr, normalnie sie nie wkurzyc, calkiem normalnie... ty kurde jakis holeryk jestes chyba ?

nie wiem

coś może dzisiaj mi odp.... no wiecie jak to czasem jest

Dajmy szansę...

Hmm, a może po prostu dajmy mu szansę? Bo co innego user który nagminnie popełnia błędy, a co innego ten który stara się poprawić (a powiedz, że przez parę godzin Usss się nie zmienił na lepsze?). A prawie każdy musi się przystosować, bo forum drzewkowe jest niezmiernie rzadkie (to jest jedynym które znam, a z kolegów tylko dwóch wiedziało jak takie forum wygląda), a poza tym wszyscy myślą, że każde forum jest jak Onet, albo inne spamerskie forum, gdzie nikt nie zna podstaw ortografii, tak więc nie dziwmy się, że jest pełno ludzi, którzy dziwią się, że istnieje jeszcze coś takiego jak forum na Bastionie. A z tego co wiem to Ty też musiałeś trochę poczekać, aż zacząłeś używać drzewek, albo nie pisać z capslokiem :>? I nie myśl, że się teraz jakby nad tobą wywyższam, bo ja nie byłem wcale lepszy, ale Ty się zarejestrowałeś jakiś czas potem jak oficjalnie obiecałem się zmienić . Tak więc daj każdemu szansę, skoro i Ty ją dostałeś, a Taraissu powinieneś chwalić za to, że nawraca noobów

tak na tego

Cóż... takie pytanie, odnosnie bloodlines... dostane to gdzies w necie ?
jak dobrze z czaiłem

...

Uhm... tak... nastepnym razem odpowiadaj w watku w ktorym pytam, bedzie latwiej cie polapac o wiele latwiej
No i dzieki za link, teraz tylko wydrukowac<bo na kompie czytac nie lubie jakos...> tak zeby matka niezauwazyla...

spoko miłej lekturki

i prosba jak obczaisz już ksiązke to mógłbyś napisać spoilera na temat jecena w tej książce
pozdro

kurcze

ja się nie czepiam o to ile lat jestes fanem, ile masz książek...mnie to nie za bardzo interesuje. Czepiam się TYLKO tego jak używasz forum i nie rozumiem całego szumu, zachowanie może i było chamskie(dobra, nie może tylko owszem było chamskie) ale kurde no wkurzyłem się trochę...
_________

Owszem jestem po CSM... I`m Darth Kowal

SIEMKA ANUBIS

MAM PROŚBE MÓGŁ BYŚ NAPISAĆ JAKĄŚ KRÓTKĄ RECKE(TRZY -CZTERY ZDANIA) NA TEMAT WIZJI JACENA O ANAKINIE CZY JEST TEGO DŁUŻO ?
Z GÓRY DZIENX I NIECH MOC CI SPRZYJA.

Usss

Jeśli chcesz zwrócić się bezpośrednio do kogoś to wystarczy, że klikniesz na "Odpowiedz" pod jego postem (czyli użyjesz tzw. drzewka). Więcej na ten temat znajdziesz w Przewodniku Użytkownika Forum, z którym proponuję się zapoznać:
tekst.php?nr=537
Dodatkowo zaglądnij też do Regulaminu Forum:
tekst.php?nr=419
Nie pisz z Caps Lockiem bo nie jest to mile widziane, to tak jakbyś krzyczał.

droga Kasis...

czasami(prawie zawsze) Cię podziwiam...tyle cierpliwości...
________

Od siebie(w sprawie tej ,,RECKI") to proponuję żeby to był jednak spoiler...

Łotrze

nie ma co podziwiać, to łatwe. Proponuję spróbować.
Bo co tu dużo ukrywać, swoim oburzeniem wprowadziłeś więcej zamieszania niż usss swoim Caps Lockiem. Na przyszłość zrób tak jak Ci radzą, kilka głębokich oddechów. A jesli już chcesz zwracać komuś uwagę to można troszkę grzeczniej
Jak mnie ktoś bardzo wkurzy na forum, to po prostu w ogóle mu od razu nie odpisuję. Tylko po jakimś czasie. To pomaga, bardzo

...

Cóż... takie pytanie, odnosnie bloodlines... dostane to gdzies w necie ? <polskim necie... sciagac zza oceanu mi sie nei chce... >
Bo po przecyztaniu zdrady sie niezle nakrecilem na to... :.
Albo najlepiej to dostane ja gdzies w Poznaniu moze ? tak zeby od reki moznabylo kupic... =}=}

...

Fierfek... nie w Poznaniu a w Katowicach... za duzo mysle o tym miescie...

Od ręki nie...

ale jak zamówisz w Katowicach (lub Wodzisławiu) w Omnibusie, to za 3-4 tygodnie będzie. Empik też się nadaje do zamówień

{=}

W Empiku jest niestety aktualnie niedostępny

Może

rozejrzyj się po księgarniach językowych, czasem zalegają tam jakieś pozycje SW. Jest taka sieć American Bookstore bodajże, zwykle coś mają, niekoniecznie z nowości. Poszukaj, może znajdziesz.

chyba...

że wolisz poczekać do listopada, bo Amber zapowiadał wydanie w tym roku... Jednakże sporo piasku się przesypie zanim zobaczymy książke w księgarniach

{=}

Po przeczytaniu Bloodlines i Bezpośredniego kontaktu Karen Traviss stała się jedną z moich ulubionych autorek. Na początku chciałbym powiedzieć że bardzo podobają mi się te cytaty na początku każdego rozdziału w książkach pani Traviss, są one tak jakby wprowadzeniem do danego rozdziału.

A jeśli chodzi o samą treść to drugi tom Legacy of the Force stoi na bardzo wysokim poziomie. Niewątpliwie jednym z największych atutów książki jest pojawienie się Boby Fetta po tylu latach swojej absencjii i trzeba dodać że te rozdziały z Bob`iką są jednymi z najciekawszych.

Następna kwestia to Jacen Solo. Ci którzy czytali Betrayal i podobał im sie , napewno nie będą zawiedzeni. Jacen wymiata jeszcze bardziej i jego przemiana jest bardzo widoczna. Kolejną ciekawa psotacią staje sie tez Ben Skywalker który jest bardzo oddany swojemu mistrzowi, aczkolwiek nie może zrozumieć niektórych decyzji Jacena.

Podsumowując książka stoi na bardzo wysokim poziomie i mi osobiście bardzo przypadła do gustu, a końcówka jest bardzo wzruszająca , aż łezka się w oku kręci

Moja ocena: 9/10

-><-

I mamy polski tytuł:
Braterstwo Krwi
Szkoda, że nie "więzy", ale mogło być gorzej
http://www.starwars.pl/pokaz.php?id=4337

<-.<-

W Bydgoszczy już do kupienia

Moja ocena

Słabiutko, słabiutko.

Zacznę od zakupu. Poszedłem do Empiku 16 listopada, czyli drugiego dnia. I już nie wytrzymałem. Więc pytam się, co z tą książką? Pan postukał w komputerze i ze swadą odpowiada, że książka przecież ukazuje się 20. Wyprowadziłem go z błędu i poszedłem do podrzędnej księgarenki na Centralnym. Tam, jak się okazało, książka była już 15. Piep**** Empik.

Przyznać muszę, że książka wciąga. Części dotyczące Solo i Skywalkerów - dobre, ale czego innego można się było spodziewać. Kto przeczyta, jego zysk.

Ale Boba Fett? Komedia. Do łez można się popłakać. Zamiast zachować pomysł na nową książkę o wczesnych latach Boby i jego przygodach, perypetiach, problemach, uczuciach - mamy 70 letniego dziadka, który opowiada, jak bardzo kocha ojca, jak za nim tęskni i jak mu go brakuje. Żenujące. Sam pomysł dotyczący fabuły - cudeńko (Zera i Skirata, nie rozwinę bardziej). Ale na odrębną książkę!!!

Moja ocena: 4/10

...

czego chcieć innego ? Traviss stworzyła komandosów i trzyma się ich. Tak jak Zahn i Thrawn. Oby tylko w jej późniejszych tomach Legacy wątek Boby był troszeczkę okrojony bo teraz powiązania z głównym wątkiem nie będzie...

TheMichal

Zgadza się. Mamy część książki dotyczącą Fetta, teraz będzie cisza. Do ukazania się kolejnej książki Traviss. Bo żaden z autorów chyba nie poruszył tego wątku. Nie ma nic o Bobie w Tempest np.

Chyba to taka moda na tworzenie własnego działu SW. Zahn-Thrawn, Traviss-Zera. Jednak Zahn dzięki Bogu wydawał/je oddzielne książki. Traviss niestety wwala (bo nie przemyca) komandosów gdzie tylko może.

Cóż...

Całkiem nieźle.
Styl Karen Traviss znałem już z książek RC i zawsze podobały mi się te cytaty na początku rozdziału. Tym zabiegiem autor dawał trochę więcej klimatu i wyjaśniał pewne rzeczy ważne dla fabuły.
Co do samego Bloodlines...widać przede wszystkim, że głównymi postaciami w książce był Boba Fett, Jacen Solo, Ben Skywalker i po częsci Luke.
Jeśli chodzi o wątek Jacena, to mi się nawet podoba sposób w jaki przyszły Sith myśli. Jego przejście jest dość przekonywujące. Widać także jego arogancję, która ubiera w altruizm. Ben jako postać mi się szczególnie podobał. Jego przemiana jest dość mocno widoczna, jednak wciąż pozostaje tym "dobrym dzieckiem". Jestem ciekaw jak potoczą się jego stosunki z Jacenem. Co do Luke`a to sprawa też wygląda dość interesująco. Z jednej strony jest przekonany, że jego wizje i sny są prawdą (a czytelnik wie, że są). Z drugiej Mara mówi mu, że powodem tego jest coś tak banalnego jak romans. Dziwi mnie tylko, że Luke jeszcze nie wpadł na to, że zachowanie Jacen`a może być połączone z pojawieniem się Lumiyi.
No i najciekawszy wątek czyli Boba Fett. Jak dla mnie to dość wiarygodny wątek, mimo wszystko. Skoro klony, szkolone do "nieodczuwania" miały ludzkie cechy, to czemu nie Boba? Szczególnie Boba, który umiera. Podobnie jak jego ojciec myśli nad tym, że nie ma żadnego spadkobiercy. Najbardziej w tym wszystkim podobało mi się to, że Karen nie zrobiła z niego całkiem dobrego i w ogóle bohatera. Fett wciąż jest tym milczącym i gotowym zabić każdego bez mrugnięcia okiem łowcą nagród. Jedyną nową cechą, która u niego zaczęła się pojawiać to "więzy krwi". Rodzina. Ojczyzna (w mniejszym stopniu). Jak dla mnie to bardzo dobry wątek.

Moja ocena : 9/10

...

Fajna Ksiazka.
Cos wiecej ? Coz.. Jedna uwaga, opinia pisana z punktu widzenia Mando.. wiec jest skrajnie subiektywna.. -.-
ZAWIERA SPOILERY.. (te wieksze "schowam" -.-)

Akcja jest ciekawa.. taka.. niewiele tu konkretnej walki, wiecej gadania.. i przemyslen.. Boby.. Jacena.. (co za palant..) i reszty glownych postaci.. Podoba mi sie to ze nie ma zbednego gadania o pierdach, dla fabuly wazni sa Han i Leia, Jacen, i Boba (tzn Boba moze nie az tak dla fabuly, ale dla mnie ) sa ladnie opisywani, a taka Jaina np prawie nie (choc maja epizody...). Coz... sama tresc.. o ile pierwsza polowe czytalem "z doskoku" przez sobote i niedziele, to druga jak wczoraj (dzis juz..) o 1 w nocy czytac zaczolem to o 6 rano skonczylem.. wciaga.. Duzo fajnych fragmentow początek spoilera Fett i Solo w zbrojach, ramie w ramie ? Buahaha ! Fett placzacy ? Zabicie jego corki przez Jacena podczas przesluchania ? troszke sie wkurzylem.. koniec spoilera Duzo fajnych nawiazan.. Skirata, Zera itd..
Ksiazka ta ma wieele zajefajnych cytatow.. Jeżeli naprawdę bardzo sie czegos pragnie i ze wszystkich sil chce to osiagnac, mozna zrobic wszystko pomyslane przez Bobe.. albo dialog Leia-Han początek spoilera o Thrackanie koniec spoilera
-Jak sie miewa ?
-Jest martwy- (...) - Bardzo, bardzo martwy.

Ze o rozmowie pod koniec omiedzy Hanem i Jacenem nie wspomne.. ale poczulem zlosliwa satysfakcje.. "dobrze ci tak gnojku" wobec Jacena.. hehe.. :>
Coz.. Boba jest zajefajny, jak zwykle.. cholernie spodobal mi sie fragment o byciu protektorem na Concord Dawn.. Traviss stara sie wyrowadzic na prosta ten watek z Trylogi wojny lowcow.. Traviss wymiata Mandalorianie.. troche ich jest, alke wolalbym zeby bylo wiecej.. Boba nieznajacy Mando`a.. troche to.. smutne.. aczkolwiek szybko sie uczy.. Watek zyjacego klona.. ech, musze True Colors zdobyc w najblizszym czasie.. i Sacrifice.. :> Coz, tyle odemnie.
Ksiazce daje 10/10
Plusy:
Boba z rodzinka..
Solo Han.
Pomijajac niechec do tej postaci, Jacen dobrze ukazany.. nie jak Anakin i jego "chodz na ciemna strone! Nie ! No choodz ! Ech, no dobra"
Ben tez ciekawie bardzo ukazany, zachowanie i przemiana..
Minusy:
Nie odpowiada mi Mara i jej przekonanie co ejst powodem problemow i zmiany Jacena..
Zdecydowanie za malo Boby..

Wiecej minusow nie stwierdzono.. Tlumaczenie nawet dobre, poaz jedna literowka, i jednym dziwnym spolszczniem chyba (Mitozaura ? jakos tak..)

I sygnaturke zmienic musze, na cos bardziej wrednego w kierunku Jacena, bo "nie lubimy" jest zdecydowanie zbyt delikatnym okresleniem..

hm...

Gdybym gdzię na dwusetnej, czy dwusetnej pięćdziesiątej stronie, napisał, co myśle o książce, powiedziałbym, że jest super i daje za książkę 10/10, ale jednak zredukowałabym do 8.5/10 patrząc przez pryzmat "Zdrady", w której po prostu więcej się działo i było więcej bohaterów, dzięki czemu akcjia była dość wartka, ale wypełniona luźną atmosferą. Przeoczyłbym wtedy najciekawsze momenty tej książki bo właśnie od około strony 250 na prawdę zaczyna się akcja. No więc zacznę od samej książki, czyli samo pisanie jest cudowne wręcz, może nie takie łatywe jak Aarona Allstona, ale po prostu czyta się z zaciekawieniem i nawet jest więcej świetnych ironicznych sytuacji i zabawnych dialogów. Sam scenariusz książki tak na prawdę byłby niczym bez Boby Fetta. nudzi nie i irytuje już ciągłe gadanie "o Karen Traviss pisze książke, na pewno będzie o mandalorianach haha", ale to Sytuacje z Fettem i Mirtą dzieją się na różnych planetach, w różnbych miejscach i w różny sposób. Gdyby nie to, mielibyśmy Coruscant, na którym Luke i Mara martwią się o Bena a sam Bez z Jacenem internują Korelian i ciągle gadają z Omasem, G`Silem i Niathal i gdzieś tam (dosłownie) przewija się Lumiya i Korelię, na której partia Centerpoint chce pozabijać się z Trackanem, Han i Leia ukrywają się przed wspomnianym kuzynem no i trwa blokada floty sojuszu. Akcji na 100 stron przy dobrym wietrze. W każdym razie ta akcja jest też dobra, choć żąl ściska, że nie pojawił się Łedżu i Tajchu, bo pamiętne słowa "Przepraszam, czy nie przeszkadzam w paradzie weteranów" byłyby akuratne do niektóych sytuacji. No w każdymm razie jest wręcz cudownie, pomysłów i ciekawych sytuacji co nie miara i scena kłótni Hana z Lukiem i Jacenem, które to sceny jeszcze bardziej potwierdzają jego starzenie się, co było iwdać, przy pamiętnym myciu naczyć. W każdym razie zdecydowane muszę dać 9.5/10, a to dlatego, że Lumiya, w ogólnie nie została jakoś tak tajemniczo ukazana, jak to zrobił pan Aaron. Wygląda na taką dziewczynkę do towarzystwo, której Jacen mówi "przyjedź do mnie, bo jest mi źle" no i ona przyjeżdża.A scena w której Jacen szturcha ją żąrtobliwie pod żebro jest już przesadą? To on jest taki bezczelny, czy to ona jest w nim tak zabujana, że nie reaguje na takie rzeczy, przecież ona ma bodajże 60 lat i jest mistrzynią Sithów... Dobrze chociaż, że jest ta przedostatnia scena, bo z bólem serca dałbym 9/10, a tak połóweczka się wkrada.

hm...

Co do użytkownika Urthona. Czy w tym twoim komentarzu co do książki w jej recenzji, odnośnie przyszłych "Republic Commando" chodzi ci o szare rękawiczki i pewnego niesfornego szkoleniowca, który lubił Kaminonian w trochę mniejszych rozmiarach?

hmm

o tego klona, który początek spoilera obiecał Bobie lek i miał nazwisko Skirata. koniec spoilera Nie wiem czy czytałeś obie książki z serii Republic Commando, więc dalej nie będę spoilerować

hm...

Jestem w trakcie drugiej także... Jutro będziesz mógł ;>. Ale to zapewne ktoś z tej szóstki Skiraty. Od razu mi się ten face podobał, ale z Ko Sai przesadził... mimo wszystko.

To

napisz, że mogę zaspoilerować, jak sam się nie domyślisz

hm..

Nie widze potrzeby i tak już zaspojlerowałeś, bo wiem, że rozwiązanie jest wystarczająco blisko.

"Braterstwo krwi"

Była to pierwsza książka Karen Traviss, jaką przeczytałem. Jak dotąd nie miałem wyrobionej opinii o sposobie pisania tej pani. Co mogę powiedzieć po zapoznaniu się z "Braterstwem..."? Powieść jest bardzo dobra, acz nie genialna.
Uwaga na małe spoilery
Tym razem, inaczej niż w "Zdradzie", dostajemy znacznie więcej polityki, nowych zagrywek ze strony obu stronnictw, mnożą się zamachy i demonstracje. Na Korelię zostaje nałożona blokada a Jacen, w stopniu półkownika, staje na czele Straży Galaktycznego Sojuszu mającej na celu internowanie Korelian mieszkających na Coruscant, oskarżanych o udział w zamachach.
Jacen wkurzał mnie niezmiernie; już go chyba nigdy nie polubię. Odczułem wielką satysfakcję po słowach Hana skierowanych do niego pod koniec książki.
Przykre jest, że Ben tak ślepo ufa młodemu Solo, ba, darzy go większym szacunkiem niż samego ojca! Ale tylko do pewnego wydarzenia, po którym młody Skywalker zaczyna mieć wątpliwości, co do postępowania swego kuzyna...
Bardzo cieszy pojawienie się Boby. Fragmenty w których się występuje są bardo wciągające i niezwykle interesujące .
Wartkiej akcji zbyt wiele nie ma, jednakże powieść czyta się bardzo przyjemnie. Pojawiają się bardzo fajne nawiązania np. pojawia się planeta Taris a Jacen cofa się do przeszłości do czasów swego dziadka. No i na chwilę pojawia się Kyle Katarn .
"Braterstwo krwi" mogę polecić z czystym sumieniem, zwłaszcza tym, którzy jeszcze się z nim nie zapoznali .
Ocena 8/10

:D

W koncu znalazlem troche wiecej czasu dla forum, dlatego moge napisac co sadze o drugim tomie LotF. No coz, "Braterstwo krwi" jako polski tytul nie jest najgorsze, szkoda ze polityka wydawnictwa nie pozwolia zastosowac tytul "Wiezy krwi".

Konflikt w odleglej Galaktyce nabiera rozmachu. Terorysci sa wielkim pozytywem dla serii, bo to tak na prawde niewidzialny wrog. W stanach terorryzm jest na fali, wiec nawet w Star Wars mamy lekkie odbicie tego zjawiska. Sposob na walke z terorryzmem nie jest oryginalny, ale w Universum jeszcze czegos takiego nie bylo. O samych terorystach pisano tylko w jednej ksiazce (o ile sie nie myle). To tez jest jeden z wiekszych plusow ksiazki.

Jezeli ktos lubi styl Travis to z pewnoscia polubi ta ksiazke, a seria go zaintryguje. Klimatyczne sa wstawki przed rozdzialowe, nadaja dobry rytm akcji i mowia w ciekawy sposob o tym na co nie ma miejsca pisac.

Stosunki miedzy bohaterami. Tutaj mozna by wiele pisac, o relacjach miedzy Lukiem-Jacenem, Skywalker-Solo, rodzice-dzieci etc etc etc. To bardzo mocny element ksiazki/serii. Sytuacja sie komplikuje, a praktycznie kazdy ma inny stosunek do tego co sie dzieje.

Podobal mi sie klimat Coruscant. Cos jednak w tym miejscu jest magicznego, a Karen w udany sposob o nim pisze.

Brakowalo mi troche MOCNEGO zakonczenia, ale podobnie bylo w Potrojnym zerze. Nie przeszkadza to znacznie, ale pozostawia pewien niedosyt. Ostatecznie jednak musze stwierdzic, ze to bardzo udana ksiazka i warta polecenia. Czytam juz Tempest i nie moge sie doczekac siegniecia po kolejne tomy, ktore juz czekaja na polce : - ). A Dziedzictwu Mocy: Braterstwo Krwi daje 9/10.

Recenzyjka Asturasa ;)

To i ja wynalazłem troszkę czasu na nasmarowanie paru słów na temat Bloodlines. Ostrzegam, że będzie mnóstwo spoilerów, a nie mam zamiaru ich zaznaczać.

Tłumaczenie
Tym razem zaczne od kwestii tłumaczenia. Całe szczęście tłumaczenie Bloodlines jest bardzo dobre. A już na pewno znacznie lepsze od żenującego poziomu Zdrajcy i trzeciego Dark Nest. Literówek niewiele, zdania składne, brak powtórzeń, brak błędów typowo "translacyjnych". Brawo, wreszcie się udało!
Niestety zgrzyt musiał być, a jest nim tytuł. Zanim przeczytałem powieść uznałem, że "Braterstwo krwi" pasuje jak ulał. Po przeczytaniu stwierdzam, że nie pasuje. Powinno być "Więzy krwi" i tej wersji będę bronił. Duża wpadka Ambera uzasadniona idiotycznie. Aż szkoda gadać.

Autor(ka)
Karen Traviss. Jakimś cudem moja pierwsza jej książka jaką przeczytałem, choć Hard Contact mam niemalże od dnia amerykańskiej premiery.
Jestem pozytywnie zaskoczony, bo często czytałem na Bastionie, że Traviss pisze rzaczej przeciętnie. Więc ja poproszę więcej takiej przeciętności. Dobry styl, dokładne, nienurzące opisy, zaangażowanie w prowadzenie ulubionej postaci (Boba Fett). Brawo. Czy mam zażalenia? I owszem, ale o tym później.

Fabuła - watek główny
I zaczyna się. Na ten moment jestem niemalże kompletnie zawiedziony serią Legacy. Główny wątek leży i kwiczy. Jest niemrawy, przewidywalny, schematyczny... nudny i co najgorsze nienaturalny. Gdy już się wie co czeka Jacena, a nietrudno na to wpaść nie znając nawet spoilerów, to czytając Legacy przechodzi się przez kolejne nurzące etapy. I już co najmniej 3 razy te etapy były wymyślone ne siłę - zabójstwo Nelani, zabójstwo córki Fetta i końcówka Bloodlines, czyli rozmowa z Lumiyą. Te wydarzenie wyraźnie nie pasują, są sztuczne, logicznie nieuzasadnione, a przynajmniej do mnie nie trafiają wyjaśniania autorów.
Wątek polityczny wbrew pozorom lepiej był poprowadzony u Allstona. Tutaj jest skromniutkim tłem dla Jacena i Fetta. I całośc jest niemrawa, brak dynamizmu w tej polityce, reakcje stron są sztuczne i nieuzasadnione. Korelia sobie, a Sojusz coś tam sobie. Omas nic nie robi tylko się łamie. Rozumiem też, że trzeba nawiązać jakoś do upadku Zakonu Jedi z Nowej Trylogii, ale ten Zakon to już przechodzi sam siebie. Zakon nie robi NIC. Absolutne ZERO, NULL. Po Dark Nest mamy zwrot o 180 stopni. A Luke to znowu marny wieśniaczek nie potrafiący zapanowac nad własnym synem, a co dopiero nad Zakonem. Szkoda, bo marnuje się tę postać. Bo to na pewno nie jest Wielki Mistrz. Niestety również "wsiąkli" gdzieś pozostali Jedi. Nie ma Corrana, nie ma Kypa, nie ma Katarna. Szkoda. Duża szkoda.
Ale winą za słabą fabułę nie obarczę tylko Traviss. To wina prawdopodobnie całej trójcy piszących plus Rostoni.

Fabuła - wątki poboczne
To jest siła tej powieści. Wątek Fetta jest bardzo dobry. Zwłaszcza jak już doczyta się książkę do końca, bo w trakcie cały czas ma się wrażenie, że to nie Boba, że Traviss źle go opisuje, źle to prowadzi. Nic bardziej mylnego. Kolejne brawa. Tak na prawdę to ten wątek nadawałby sięna osobną powieść. I to jest wątek ratujący Legacy od nudy i przewidywalności.
Inne wątki nie są tak poboczne jak się wydają. Walka o władzę na Korelii to coś co mnie nie interesuje, bo nigdy nie lubiłem książek o tej planecie. Walka o władzę na Coruscant jest niemrawa, to cień tego czym mogła być. Terroryzm... jeden z większych minusów książki. Mamy go dość na codzień nie musze o nim jeszcze czytać w książkach o SW. SGS - nic nie wnosi, jest pretekstem do pokazywania przemiany Jacena i Bena.
Ale Boba wszystko ratuje

Postaci
Jacen - nie pasuje mi takie prowadzenie tej postaci. Nigdy go nie lubiłem, ale w Dark Nest i Betrayal go zacząłem lubić. Teraz trójca wybrała dla niego drogę idioty. Szkoda. Tylko żałować, że nie ma już Anakina Solo. Tylko żałować, że to nie Anakin jest Kraytem... chlip.
Han Solo - Traviss go nie lubi. Jak nic go nie lubi, bo tak "nietypowo" opisanego Hana jeszcze nie było. I tak wkurwiającego Hana. Jeszcze go przestanę lubić.
Leia - błędem Denninga było zrobienie z Lei w Dark Nest Jedi. Widać, że Traviss to rozwiązanie nie pasuje. Odchodzi od niego na ile to moźliwe.
Luke - szkoda gadać, juz wyżej napisałem co o tym myślę.
Mara - i to postać się zmienia. Czy tylko po to aby wszyscy fani poczuli żal po jej śmierci? W każdym razie to nie ta Mara co kiedyś. Nie pasuje mi.
Ben - WTF? Przeginają. 13 latek... No, ale zobaczymy. Na razie jestem raczej na nie w stosunku do tej postaci
Boba - tak trzymać, choc to niekoniecznie jest ten Boba jakiego znaliśmy
Niathal - co to ma być? Nie dość, że Traviss pozbyła się lekką ręką Pellaeona to jeszcze Niathal zabawia się jak imperialni oficerowie. Kolejny przykład słabego podąrzania pewnymi wzorcami :/
Lumiya - na razie nie skomentuje.

Reszta postaci ma się różnie. Wielkim błędem jest pozbycie się Jedi. Ich nie ma. Zakonu nie ma. To jest jakieś nieporozumienie. Jak można nawiązywac do Nowej Trylogii i pominąć Zakon?

Podsumowanie
Na ten moment jestem rozczarowany Legacy. Bardzo słaby główny wątek i na razie dwójka z trójcy poległa na nim. Może Denning to zmieni. O tym się przekonam już niedługo.

Plusy:
+ wątek Boby i Mandalorian
+ opisy, sposób pisania, cały warsztat
+ mało Jainy i Zekka
+ inne przedstawienie Hana
+ próba naprostowania Lei
+ (polskie tłumaczenie)

Minusy
- w dalszym ciagy słabiutki wątek główny
- brak Zakonu i Jedi
- Luke, Jacen, Mara, Ben, Niathal
- potraktowanie "po łepkach" waznej postaci jaką jest Pellaeon
- brak logiki, dynamiki, sztuczność (to o fabule, nie o pisarstwie)
- (polski tytuł)

I to tyle. Daje tej powieści 8/10, czyli tyle ile ostatnio zawsze wystawiam książkom z SW. Dlaczego tak dużo skoro było tyle narzekania? Bo przy całej marności głównego wątky mamy Boba Fetta oraz dlatego, że znacznie lepiej niż Allston Traviss poradziła sobie z ciągłym "rwaniem", czyli z ciągłymi zmianami miejsca akcji. I choć wg mnie Betrayal jest lepsze w kwestii głównego wątku od Bloodlines to ostatecznie wypadają podobnie jako całość

Dodam tylko, że stałem się bardzo czepliwy jeśli chodzi o książki. Tym samym 8/10, czyli tak na prawdę wysoka ocena, może być potraktowane jako przeciwaga na moją silną krytykę.

8/10

i kolejna

krótka opinia.

Jak już pisałem moja ocena spatrzona jest znajomością kilku następnych pozcyji w serii, ale to właśnie Bloodlines zachęciły mnie ogromnie do LOTF. Zafascynowała minie cała ta krucjata Boby i jego odmienne pokazanie (dla mnie zrozumiałe, końcu ma już wszystko i się starzeje, to musi trochę znormalnieć). Ponadto Karen ma swoiste poczucie humoru, które przekłada na swój tekst, moze nie jest to widoczne, ale umila czytanie książki. Nie bez znaczenia jest jej fascynacja Mandalorianami, co widac w całej książce (niestety w kontekście całej serii może być to troche kwiatek do korzucha). Z perspektywy kolejnych książek widać, że pomiędzy 3 autorami serii najabrdziej dopracowano wątek przemiaty Jacena oraz roli Bena w całym tym bajzlu i tu zasadniczo nie mozna mieć uwag, bo wątek ten podąża z góry wytyczona ścieżką, jak dla mnie ciekawą, acz może zbytnio naciągana naiwnością młodego Solo. Niemniej jednak to ta pozycja przede wszystki za Bobę wciągnęła mnie do serii i zasługuje na bardzo wysoka note w mojej hierarhii

8,5/10

Braterstwo Krwi

Nie będę owijał w bawełnę - wg mnie pozycja ta jest po prostu słaba, a fabuła jest prowadzona wręcz.. infantylnie. Ale po kolei, jak mówi kat podczas egzekucji.

Zacznijmy od Fetta. Chłop ma siódmy krzyżyk na karku, a okazuje się, że od ponad 60 lat nie myśli o niczym innym, jak tylko o tatusiu. Cholera, brakowało mi tylko tego, żeby jeszcze z misiem podarowanym przez ojca ciągle chodził spać. No przepraszam, ale debilizm totalny. Droga Karen, czas leczy rany. Autorka ma ten sam problem, co Allston w Zdradzie - nie potrafi budować napięcia i zaskakiwać. Każdy głupi się sto lat przed Bobą kapnął, że Mirta to jego głupia - ale nie, budujemy napięcie... Tia... Arcytragicznie wyszedł Traviss opis reakcji Fetta na śmierć jego córeczki - miało to oddać wstrząs po jej śmierci, a wyszło mniej więcej coś w guście: Nie. Nie. Kromka mi upadła. Nie. Posmarowaną część ku podłodze. Nie. Człowiek załamuje... ręce... Na plus dla Boby zaliczyć można wzmianki o jego majątku, zbrojmistrzu, lekarzu... Ale poza tym to nudą, panie, wieje.

Han Solo - skrzywdzono tutaj tą postać strasznie. Wychodzi z niego największy kretyn. Naprawdę, w Dark Nest był jedną z nielicznych postaci wzbudzających sympatię - tutaj odwrotnie... Bieda, panie, bieda wielka... Poza tym - scena,w której Han strzela do ZWŁOK Thrackana - Han, strzelający do zwłok. No, gratuluje. Cały zamach na Sal-Solo wyszedł swoją drogą komicznie - a wątpie, aby o to autorce chodziło.

Luke Skywalker i Jedi - Wielki Wieśniak i Zakon Impotentów - tylko tak można to określić. Tępota ich wszystkich, i brak jakiegokolwiek działania jest porażający.

Cal Omas - nagle okazuje się, że jest to polityk słaby, niezdecydowany... Ponownie kłóci się ten obraz z NEJowskim, z Dark Nest, oraz...z późniejszym obrazem z Poświęcenia. Tutaj objawia się wielki feler tej serii, jakim jest BRAK KONSEKWENCJI.

Jacen - ponownie nie wypada mi nie zgodzić się z Asturasem - droga Jacena to droga idioty. Po prostu.

Cała przepowiednia z plecionki, jak już pisałęm przy okazji Zdrady, jest stekiem nieprzekonywających bzdur. Unieśmiertelni swoją miłość... Tia. Zieeeeeew. Jakby na plecione napisane było odbędzie stosunek płciowy z kozą tudzież będzie przez rok wcinał zgniłą kapustę i nie mył zębów to nasz potężny lord Sithów by to robił. Wybaczcie, ale ten wątek leży i kwiczy - w ogóle jest poroniony.

Jacen zabija więźnia ( po torturach ) - i nic mu się nie dzieje. Nic. Nawet słowa nagany...

Rozmyślania Bena - fakt, są one konieczne, i Karen je całkiem nieźle poprowadziła - wczuła się w rolę trzynastolatka. Co faktu nie zmienia, że na dłuższą metę te z założenia infantylne przemyślenia nużą się i dłużą...

Tajna Policja - zakłady SGS, której nikt nie kontroluje, nikt nie nadzoruje, wysiedlają sobie Corelian, nikt nawet im słowa z tego powodu nie powie.

Eskadra Łotrów - to, jak potraktowała ją Traviss, zasługuje na bicie pasem po nagiej rzyci. Nie można tak kalać Eskadry Łotrów. Z lektury można niejako odnieść wrażenie , że Jaina jest dowódcą tej eskadry...a później, że jej dowódcą niejako zostaje Jacen ( choć tutaj tu można jeszcze stwierdzić, że Jacen po prostu skrzydłem myśliwskim dowodził ). Brawo, Karen!

Coruscant - 11 lat po NEJ. A na Coruscant mieszka już bilion mieszkańców, miasto jest super odbudowane... sanktuarium Corelian sobie dumnie stoi ( sic! )... Coruscant wygląda jak za czasów Starej Republiki po prostu. Jest to całkowity idiotyzm, i jeden z największych baboli całej serii, który mocno daje po oczach.

Wątek polityczny - say what? Jaki wątek polityczny?

Książka jest infantylna, niekonsekwentna, i po prostu słaba.

3/10

Re: Braterstwo Krwi

Carno napisał(a):
Coruscant - 11 lat po NEJ. A na Coruscant mieszka już bilion mieszkańców, miasto jest super odbudowane... sanktuarium Corelian sobie dumnie stoi ( sic! )... Coruscant wygląda jak za czasów Starej Republiki po prostu. Jest to całkowity idiotyzm, i jeden z największych baboli całej serii, który mocno daje po oczach.
________

Mi się ogólnie książka podobała, ale co do niekonsekwencji i Coruscant - mnie śmieszy to, że Coruscant po całkowitej destrukcji jest po 11 latach odbudowane, a Taris, [spoiler]które na rozkaz Malaka zostało zbombardowane z orbity w 3956 roku, po dokładnie 4 006 latach dalej jest w opłakanym stanie. To dopiero jest tragedia.

..

faktycznie, tego typu bzdury nieco kolą w oczy. z drugiej strony jednak Coruscant była stolicą galaktyki bardzo długo, więc może wydać się logiczne, że obywatele będą ją chcieli odbudowywać jak najszybciej.

Co do 60 letniego Fetta.. jest `dość` ruchliwy jak na swój wiek, oraz fakt bycia klonem i początek spoilera wyniszczającej choroby koniec spoilera. To z tatusiem też było przegięciem

...

Mimo takiej przepaści od premiery, skończyłem czytać dwa dni temu. Ze względu na Ossus czytanie zeszło mi z 10 dni, ale streszczenie już jest i wkrótce hasła będą, no ale do samej książki.
Ogólnie można powiedzieć, że książka jest dobra, acz gorsza od Zdrady (moim zdaniem oczywiście ).
Nie podobało mi się trochę zachowanie Boby Fetta. Mimo, że stary to niby twardziel, a cały czas się zastanawia i tęskni... Tak samo jest z tolerancją Mirty. Po co Fett jej pozwala łazić ze sobą? Sam przecież zauważył, że odnalazłby Ailyn bez przeszkód.
Natomiast podobały mi się wyczyny Jacena i wątpliwości Bena, który je obserwował. Skywalker widział, że coś jest nie tak, no ale zajebistość Jacena go przyciągała :]
No i trzeba zauważyć, że jak zawsze mamy za dużo Hana i Lei :]
To chyba tyle tego bełkotu. Książkę oceniam na 8/10

no wiesz każdy

na starość staje się trochę inny niż wcześniej. U Boby dochodzi świadomość tego, że niedługo umrze.

...

Każdy może zdziadzieć na starość, to fakt. Ale Fett jako postrach galaktyki i zgorzkniały twardziel jakoś mi do tego nie pasuje
A fakt, że jego śmierć się zbliża jest ukazany w każdym rozdziale z jego udziałem xD

K. Traviss - Braterstwo krwi

Tak jak w przypadku tomu I, Braterstwo Krwi, jest pierwszą książką tej autorki, którą czytam. Zasadniczo wiem o niej tyle, iż kobieta ma bzika na punkcie Mandalorian.

Tom II, odznacza się dobrze zredagowaną fabułą, która płynie wartko, sprawiając, że książkę czyta się szybko i sprawnie. Bardzo dobrze czyta się główny wątek, a więc narastanie konfliktu, jak i dalszą przemianę Jacena. Wielką zaletą jest rozbudowa aparatu bezpieczeństwa i powolny wzrost zamieszek w Galactic City. Ten wzrost napięcia uzmysławia, że przelewki się skończyły, a przez co urealnia się tło wydarzeń politycznych. Intryga, związana z przewrotem na Korelii, i udział Hana i Lei w tym wydarzeniu, także wzmacnia siłę tej powieści. Sam konflikt mógłby być bardziej rozwinięty. Brak tu większych dyskusji, wejrzenia w alkowę zakulisowych dysput politycznych. Zbyt skąpo zaprezentowano naradę Jedi, na ten temat, ograniczając się w zasadzie do dywagacji na temat roli młodego Solo. Jednakże, całość tego politycznego wątku, jest poprowadzona dobrze, bez większych zarzutów, jakie miałem w stosunku do Zdrady. Sam Jacen i jego metamorfoza, robiła z rozdziału na rozdział co raz większe wrażenie. Motyw stosowania tortur, pozytywnie zaskakiwał, jak i budził grozę, urealniając zmiany nastawienia J. Solo. W kwestii przemian, bardzo fajnie wyszedł też Boba Fett. Człowiek styrany życiem, który ma poczucie utraty sensu dotychczasowego żywota. Końcowy dramat, związany z informacją o śmierci córki, jak i odzyskaniem jej zwłok, robi super wrażenie.

Do zalet, zaliczyłbym odwołania rodem z AotC, czy przywołanie Taris. Widać, że autorka bardzo sprawnie porusza się po EU, i nie ma dla niej problemu z łączeniem pewnych wydarzeń.

Niemniej są też wady, wobec których trudno przejść obojętnie. Na 1 miejscu ląduje powyższy wątek Fetta. Miałem momentami przesyt Boby, mando, jak i ich nadmiernej roli w stosunku do głównego wątku. Nie był to mankament wielkiego kalibru, jednakże budził czasami znużenie. Sam Fett łkający łezkami, i nieustannie wracający wspomnieniami do przeszłości, robiąc za nadzwyczajnego mazgaja, jakże niepodobnego, do tego Boby, którego znamy z innych źródeł. In minus ląduje Luke i Mara, za rozmówki z synem. Młody zarzuca rodzicom, że Ci zabijali jak maszyny i nie potrafią uzasadnić motywów swojego postępowania. Czy rodzice sięgają po jakiś logiczny argument? A gdzie tam! Ben nie uzyskuje odpowiedzi, tylko gest zdumionych min swoich rodziców. A wystarczyłoby, gdyby rodziciele, jako Jedi odpowiedzieli swojemu synowi, tym samym tekstem co Jinn Kenobiemu, w komiksie Życie, śmierć i Moc. W ogóle Mara i Luke, sprawiają wrażenie otępiałych, bezwolnych ludzi, którzy jak nikt szkodzą Zakonowi swoją postawą. Słabo to wygląda. Mimo tego, wady te, nie wpływają znacząco na całość.

Sumując; Traviss napisała bardzo udaną kontynuację tomu I, ze znacznym poprawieniem wątku politycznego, okraszonego znakomitymi wręcz opisami przemian Jacena, jak i wydarzeń prowadzących do rozkwitu chaosu. Udanie wnosi nowy wątek (Boba i jego lud), aczkolwiek czasami przytłacza główny motyw powieści. Wystawiam 8/10, i biorę się za tom III.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.