Wojny Klonów

Wywiad z Joelem Aronem

StarWars.com

Kilka dni temu na Oficjalnej ukazał się wywiad z Joelem Aronem, nadzorcą efektów specjalnych w serialu „The Clone Wars”. Joel spędził dwadzieścia lat, tworząc efekty dla ILM-u, a obecnie pracuje dla Lucasfilm Animation.

Wywiad przeprowadził Pete Vilmur.

W jaki sposób po raz pierwszy zetknąłeś się z „Wojnami klonów”?

Po raz pierwszy miałem do czynienia z „Wojnami klonów” po tym, jak skończyłem robić w ILM-ie konwersję 3D filmu „Miasteczko Halloween”. Potem nie było z tym dużo roboty i ILM zwrócił uwagę na to, że dobrze byłoby wysłać kogoś, kto umie obsługiwać się Mayą [oprogramowaniem do modelowania 3D] do ekipy w Singapurze. Wtedy były tam tylko trzy osoby. Oczywiście aż podskoczyłem z radości, gdy dowiedziałem się, że pojadę na osiem tygodni do Azji, i że będę miał możliwość podniesienia nieco poprzeczki tworzenia efektów specjalnych. Gdy wróciłem do Stanów, to zacząłem pracować na „Indianą Jonesem IV”, ale zrozumiałem, że tęsknię za „Wojnami klonów”. Przylgnęły do mnie. W takim wypadku ILM pozwolił mi na jakiś czas powrócić do pracy nad „The Clone Wars”, by zobaczyć jak sobie poradzę jako nadzorca ekipy odpowiedzialnej za efekty. Przyjechałem do Big Rock Ranch, wtajemniczono mnie i zacząłem tworzyć efekty. Od tej chwili rozpocząłem pracę nad odcinkiem „Trespass” – tym , w którym mamy zaśnieżoną Orto Plutonię. Zrozumiałem wtedy, że to jest to, co chcę robić, i że sprawia mi to wielką frajdę.

Jak opisałbyś różnice między pracą nad „The Clone Wars”, a pracą w ILM-ie?

Każdy, kto miał do czynienia z ILM, wie, że trzeba być tam doskonałym. Zanim podjąłem się pracy nad „The Clone Wars”, przez ponad siedemnaście lat zajmowałem się filmami fabularnymi, więc jestem przyzwyczajony do długiego planowania każdego ujęcia. Przykładowo, w ILM-ie nad jednym pracuje się pięć miesięcy, w „Wojnach klonów” możesz pracować przez pięć dni. Musiałem więc przestawić się na inny tok myślenia. Latem 2008 roku, przyszedł do mnie Dave Filoni, zobaczył co robię i powiedział: „Zbyt fotorealistyczne, za bardzo fotorealistyczne”. Wtedy zrozumiałem, że muszę nie tylko zmienić efekty tak, by bardziej pasowały do serialu, lecz także stworzyć je tak, by można było łatwo „wrzucić” je do procesu produkcji – musiały mieć konkretny wygląd i być łatwe w użyciu.

Na potrzeby serialu stworzyłeś takie efekty jak opady śniegu, burze piaskowe, czy strumienie ognia. Czy możesz opisać jak zrobiłeś niektóre z nich?

”Trespass” był jednym z pierwszych odcinków, w którym dużą rolę odgrywało środowisko – właściwie, środowisko było bohaterem. Dla tego epizodu potrzebowaliśmy dużo śniegu. Śnieg jest jak nieskomplikowany gag w filmie – musisz dodać tylko trochę turbulencji i wiatru. Lecz zamiast używać regularnych drobinek, użyłem techniki, którą kiedyś zastosowałem w „Dniu zagłady”. Aby zaprojektować wygląd komety i jej ogona na potrzeby tego filmu, zrobiłem coś niecodziennego. Nie chciałem kontrolować każdej cząsteczki , a potem wyjaśniać ludziom jak działa kometa. Lubię rysować, więc wymyśliłem sobie, że najpierw namaluję jak powinna wyglądać kometa.

Więc ją narysowałem, jak obrazek w Photoshopie, z nierównymi liniami i pięknymi, eterycznymi formacjami koloru, przypominającą to, co się stanie, jeśli wlejecie mleko do wody. Namalowałem ją, a potem zaznaczyłem kolejne obszary mojego rysunku i stworzyłem z nich jakby łatki. Następnie obrysowałem skałę z tymi wstęgami i łatami, które okalały kometę niczym korona. Dzięki sprytnemu użyciu shadera mogłem sprawić, by owa tekstura poruszała się i robiła zawijasy – i to była kometa.

Nie robiłem tego od lat, bo jest w tym coś z oszukiwana, ale gdy miałem stworzyć ten stylizowany śnieg dla „Trespass”, to po prostu namalowałem takie małe tekstury. Sprawiłem, że wyglądały niemal jak dzieła sztuki. Mają cechy gwaszu [techniki malarskiej polegającej na malowaniu specjalną farbą wodną] , ich styl jest trochę nieokrzesany, ale wpasowują się do wyglądu serialu.

Następną rzeczą, do której zabrałem się inaczej, niż w ILM-ie, to tumany podążające za śmigaczami. Zrobiłem dokładnie to, co robiłem wcześniej, to jest najpierw je namalowałem, by zobaczyć jak mają wyglądać. W tym wypadku przypominało to niemal piłokształtne wzory rodem z anime, które podnoszą się za każdym śmigaczem. Wymodelowałem je naprawdę szybko i niechlujnie, by tylko je wytestować. Stworzyłem około dziesięciu kształtów przypominających piłę i potem dodałem kilka podzielonych na części sfer, z których wydobywały się drobiny śniegu. Następnie nakazałem owym drobinom, by zniekształciły budowę piłokształtnej formy. Więc, kiedy tuman zaczyna podążać za pojazdem, to jest płaski, ale szybko się podnosi, wygląda więc jak piła łańcuchowa wyrastająca z ziemi. Gdy jest już dalej, to traci swą wysokość i się rozciąga. Mamy więc taki tuman jak w anime. A co jest zabawne, to właśnie ów test znalazł się w serialu.

Dokładnie tej samej metody użyłem przy miotaczach płomieni w „Landing at Point Rain” – i właśnie w ten sposób podchodzimy do sprawy efektów w „The Clone Wars”. Zrobiłem to samo, by stworzyć lawę w „Children of the Force”. Namalowałem trzy tekstury na trzech różnych kartach, więc przy brzegu, tam gdzie lawa jest ciemniejsza, użyłem ciemnej karty; gdy staje się ona pomarańczowo-żółta, użyłem żółto-pomarańczowej karty. Potem po prostu naniosłem ciemniejsze drobinki na karty, które obracały je dookoła. I w ten sposób uzyskuje się wrażenie płynącej lawy.

Przed jakimi wyzwaniami stoisz teraz, podczas produkcji sezonu trzeciego?

Jedną z większych rzeczy, z którymi się borykamy, a którą zobaczycie bardziej pod koniec sezonu drugiego, jest ogień. Ogień zawsze był wyzwaniem. Mogłem zrobić go fotorealistycznie, ale nikomu by się wtedy nie podobał. Zamiast tego wykorzystaliśmy tkaninę. Wpadłem na ten pomysł, ponieważ w jednym z odcinków bohaterowie spotykają się w miejscu, które zostało zaprojektowane na podstawie cudownego obrazu Ralpha McQuarrie’ego – Dave Filoni po prostu błagał, by umieścić to dzieło w serialu. Jeśli na nie spojrzycie, to zobaczycie ozdobne, niebieskie płomienie. Pomyślałem sobie, że skoro te płomienie są dekoracyjne, to co, jeśli zachowywałyby się jak pocięte kawałki jedwabiu pod wodą? Mają one pewną eteryczną lekkość. Więc jeden ze specjalistów od tkanin w Singapurze zdecydował się użyć materiału do stworzenia ognia i właśnie tak robimy teraz płomienie. Możemy stworzyć małe i duże ognisko; piękne jest to, że można szybko je zrenderować i artysta nie musi już spędzać tygodni, by sprawić, by wyglądało dobrze. Wystarczy, że je wczyta i zrenderuje.

Ogień był wielkim wyzwaniem, ponieważ zawsze był moją obsesją. Świetne jest to, że zrobiliśmy coś zupełnie nowego i nie podążaliśmy punkt po punkcie za podręcznikiem. Pomysł z użyciem tkaniny był genialny. Zawsze lubię powtarzać, że najlepiej jeździ się na nartach wtedy, gdy zbacza się ze szlaku.



Zapraszamy do dyskusji na forum.



Tagi: Joel Aron (17) The Clone Wars (1205)

Komentarze (5)

I nic dziwnego że efekty były takie dobre ;)

Rodzyn koniec serialu oglądałbyś chodząc o lasce.

Wywiad jest świetny.

ehhh szkoda , że ten serial nie może być fotorealistyczny :/ , taki master od efektów (20lat pracy) :/

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Wojny Klonów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.