Komiksy

Wywiad z Randym Stradleyem i Davem Marshallem

Techland

W ciągu ostatnich lat Dark Horse opublikował setki komiksów spod znaku "Star Wars", a w przyszłym roku firma będzie obchodzić swoją rocznicę. Strona Techland opublikowała ostatnio wywiad z Randym Stradleyem i Davem Marshallem. Twórcy opowiadają w nim o historii gwiezdnowojennych komiksów i swojej pracy. Jego pierwsza część jest dostępna tutaj a druga w tym miejscu. Rozmowa zawiera kilka informacji, które podano na ostatnich konwentach.



Techland: W jaki sposób Dark Horse związało się z „Gwiezdnymi Wojnami” i publikacją komiksów z tego uniwersum?

Stradley: Historia gwiezdnowojennych komiksów i Dark Horse’a właściwie zaczyna się u Marvela. Moją pierwszą pracą związaną z komiksami było napisanie scenariusza „Gwiezdnych Wojen” dla Marvela w 1983 roku. W 1986 powstał Dark Horse i wkrótce, bo w 1988 lub 89 licencja dla Marvela wygasła. Mniej więcej w tym czasie Cam Kennedy i Tom Veitch zaczęli pracować nad tym, co nazwano później Mroczne Imperium. Staraliśmy się zdobyć licencję i „Dark Empire”, które w pewnym sensie zaczęto tworzyć w Marvelu, stało się naszą pierwszą pozycją. Chyba pierwotnie nazywało się to „The Light and Darkness War”, czy jakoś tak.

Aby było jasne, potem nie zajmowałem się przez dłuższy czas naszymi gwiezdnowojennymi komiksami. Ale robiliśmy coś opartego na książkach wydawanych wówczas w wydawnictwie Ballantine – tworzyliśmy serie, które rozgrywają się tysiące lat przed filmami. „Gwiezdne Wojny” rozgrywające się w tym czasie były w centrum zainteresowania przez najbliższe dziesięć lat – dopóki ja nie przejąłem pałeczki pierwszeństwa.


Techland: Jakie były szczytowe osiągnięcia waszych gwiezdnowojennych publikacji?

Stradley: Osiągnęliśmy spory sukces z „Mrocznym Imperium” i naszymi adaptacjami powieści Timonthy’ego Zahna. Mieliśmy też okres, w którym tworzyliśmy miniserie – jedną z takich było „Karmazynowe Imperium”, które opowiadało o jednych z ostatnich ocalałych z imperialnych gwardzistów. Była seria zatytułowana „X-wing”, która śledziła losy Eskadry Łotrów po tym, jak opuścił ją Luke Skywalker. A kolejną nazwaliśmy po prostu „Star Wars” i była ona preludium do wydarzeń przedstawionych w Epizodzie I. Po Epizodzie II zmieniliśmy tytuł na „Republic” i skupiliśmy się na Wojnach klonów.

Techland: Jakie pozycje ukażą się w najbliższym czasie?

Marshall: W tej chwili pracujemy nad „The Old Republic”, serią powiązaną z grą MMO o tym samym tytule, która ma wyjść w przyszłym roku. Komiks jest pisany przez scenarzystów gry – pierwszy akt przez Roba Chesneya, a drugi przez Alexandra Freeda. A w październiku startujemy z nową serią, „Knight Errant”, napisaną przez Johna Jacksona Millera, twórcy 50 zeszytów „Rycerzy Starej Republiki” – serii która skończyła się w tym roku. „Knight Errant” przedstawi nową postać – Kerrę Holt. Akcja dzieje się w nieznanym okresie – tysiąc lat przed „Mrocznym widmem”. John napisze również powieść o tej postaci – książka wyjdzie w lutym, nakładem wydawnictwa Del Rey. Naszym planem jest więc integracja historii z komiksu i książki. Jesteśmy bardzo tym podekscytowani.

Stradley: Mamy jeszcze „Invasion”. 10 lat temu Del Rey wydał serię 19 powieści, których akcja działa się około 25 lat po „Nowej nadziei”, i które opowiadały historię o inwazji obcych z innej galaktyki, zwanych Yuuzhan Vongami. Było to 19 książek całkiem różnych autorów i pomyśleliśmy „to zbyt niebezpieczne, byśmy pchali się z butami w ten okres, jeszcze komuś coś popsujemy”. Zaczekaliśmy więc, aż książki się skończą i zrobiliśmy naszą własną historię, która przewija się przez powieści z tego cyklu i opowiada historię nieco poboczną. Luke, Han i Leia mają tam swoje 5 minut, ale tak naprawdę jest to opowieść o rodzinie królewskiej z jednej z pierwszych zaatakowanych planet. Komiks został napisany przez Toma Taylora, który jest dramatopisarzem i scenarzystą w australijskiej telewizji, oraz Colina Wilsona, którego przez lata błagałem, by zrobił coś dla nas, a który teraz pluje sobie w brodę, że się nie zgodził wcześniej, bo tak dobrze się bawi. Pochodzi z Nowej Zelandii, ale mieszkał w Europie i tam robił powieści graficzne i pracował z Moeibusem.

W tej chwili wypuszczamy miniserię zwaną „Blood Ties”. Każdy jej segment będzie się składał z czterech, pięciu zeszytów i będzie śledził postaci z „Gwiezdnych Wojen”, które są w pewien sposób spokrewnione. Pierwszy był o Jangu i Bobie Fettach, ale następny będzie o kimś innym. Tu na razie mamy pole do popisu.

Serią cieszącą się niezwykłą popularnością jest „Dziedzictwo”, której akcja dzieje się około 140 lat po „Nowej nadziei”. Głównym bohaterem jest Cade Skywalker - ostatni znany dziedzic Luke’a, ten marudny zły chłopiec, który odmawia bycia Jedi. Seria zbliża się do końca, ale w grudniu pojawi się jej kontynuacja, zatytułowana „Legacy War”. Pod koniec rozpęta się wielka wojna między Imperium Sithów, a Jedi i resztkami Sojuszu Galaktycznego, więc „War” oczywiście opowie co się wówczas stało.

W październiku lub listopadzie wychodzi gra „The Force Unleashed II” i będziemy mieć do niej powieść graficzną. Haden Blackman, który napisał scenariusze do obu gier, stworzył również historię dla nas, która nie jest dokładną adaptacją gry. Dotyka ona wydarzeń z TFU II, ale jej głównym bohaterem jest Boba Fett. Łowca ten pojawia się w grze, ale nie w takim wymiarze, jak w komiksie.

No i mamy jeszcze „Star Wars Adventures” i komiksy z serii „Clone Wars”, które są skierowane do dzieci – a rozumiem przez to, że są przyjazne rodzicom. Piszemy je, dodając tą samą dawkę emocji i podekscytowania co w innych komiksach, ale rysunki są bardziej skierowane do dzieci.


Techland: Czy są jakieś przewodniki, które pomagają wam trzymać się osi czasu?

Stradley: Jedną z rzeczy, które robimy, to oddzielanie naszych serii od siebie tak, by nie „wpadały” na siebie zbyt często. Lucasfilm ustanowił różne wytyczne dla każdej ery. Dodatkowo, mamy niemal codziennie kontakt z ludźmi, którzy mówią „nie róbcie tego, bo rozwalicie co innego”.

Techland: Czy istnieje jedna wielka oś czasu, która jest dostępna publicznie?

Stradley: Jest kilka osi stworzonych przez fanów, które są tak dokładne, że aż przechodzi ludzkie pojęcie. Jeśli rzeczywiście utknę , to idę i patrzę na nie, ale są one bardzo zawiłe i czasem jest tam więcej, niż mi potrzeba. Ja chcę tylko wiedzieć, czy mogę popracować nad tym konkretnym odcinkiem czasu, a oni rozdrabniają to na to, co działo się każdego dnia w „Gwiezdnych Wojnach”.

Techland: Czy masz sny o kanonie?

Stradley: Czasami!

Techland: Ile indywidualnych projektów Dark Horse i Lucasfilm koordynują w tym samym czasie?

Stradley: Możecie spojrzeć na moją tablicę i zobaczycie, że nie wszystko tu się znajduje, ale we wrześniu mam cztery serie, a w nadchodzących latach będzie to norma – cztery, pięć komiksów miesięcznie. W przyszłym roku Dark Horse obchodzi rocznicę 25 lat istnienia i 20 lat posiadania licencji na „Gwiezdne Wojny”, więc chcemy to uczcić.

Techland: Czy są jakieś okresy na gwiezdnowojennej osi czasu, których wolicie unikać?

Stradley: Są okresy, które są problematyczne, ale i tak do nich nawiązujemy. Najbardziej zapełniony jest okres tuż po „Nowej nadziei” – przez 30 lat powstało wiele książek, komiksów i gier, a wszystkie są uważane za kanon. Przez nowy serial animowany era Wojen klonów stała się nieco „ciasnawa”, ale większość z naszych wielkich historii opowiedzieliśmy zanim TCW w ogóle się zaczęło.

Techland: Czy są jakieś dodatki do kanonu z waszych komiksów, z których jesteście dumni?

Stradley: Mieliśmy postać z serii „Republic”, która na krótko pojawiła się w Epizodach II i III – Aaylę Securę, niebieskoskórą dziewczynę z mackami na głowie. Kolejny bohater został wymieniony w Epizodzie III – Quinlan Vos.

Marshall: Jest tu cała sieć skomplikowanych powiązań. Randy wspomniał o „Opowieściach Jedi”, serii, którą stworzyliśmy na początku naszego istnienia. Działa się ona tysiące lat przed filmami i w pewien sposób zainspirowała twórców gry „Knights of the Old Republic” – ten tytuł był wzięty od jednego z komiksów w „Opowieściach Jedi”. A sama gra zainspirowała serię komiksową o tym samym tytule – każda osoba rozbudowywała to, co zrobiła inna. Na bazie komiksu powstawały scenariusze do RPG, pisane przez Johna Millera. Tak to się robi.

Techland: Teraz dziwne pytanie: w jaki sposób doszło do wydania miniserii „Jabba the Hutt”, którą parę lat temu napisał Jim Woodring?

Stradley: Ryder Windham, który był jednym z naszych redaktorów w tym czasie, przyjaźnił się z Jimem. Bardzo podobała nam się praca Woodringa w wydawnictwie Fantagraphics i chcieliśmy, by zrobił też coś takiego dla nas. Lecz, mimo że jego dzieła były przepiękne i wymagające chwili refleksji, nie zarobił na tym góry pieniędzy. Więc Ryder zapytał: „Chcesz zrobić coś dla <>, by podreperować swój budżet”? Ten komiks jest kanoniczny, ale nie powinien być traktowany bez przymrużenia oka, więc Jim dołożył do niego nieco od siebie. Czasem mamy z takimi rzeczami mnóstwo śmiechu, czasem robi się mrocznie i poważnie.

Techland: Przed jakimi wyzwaniami stajecie, gdy tworzycie komiksy z „Gwiezdnych Wojen”?

Stradley: Moją zasadą numer jeden jest niezatrudnianie osób, które są fanami, bo zbyt mocno one grzęzną w sprawach kanonu. „Ta historia wyjaśni dlaczego Iksiński nosił opaskę na oko!” Tak, tylko to nie jest historia: to jest wyjaśnienie, dlaczego Iksiński nosił opaskę. Staram się więc zatrudniać osoby, którym nieobcy jest świat „Star Wars”, ale które chcą opowiadać dobre historie i nie oddałyby życia za szansę zostania scenarzystą. Z drugiej strony, jeśli chodzi o artystów, nie mam nic przeciwko tym, którzy są fanami. Oni już wykonali masę rysunków i wiedzą, jak mają rysować, oraz co mogą, a czego nie mogą umieścić w tle. Zawsze staram się robić to, co najlepsze.

Techland: Czy istnieją jakieś dobre historie w najwcześniejszych gwiezdnowojennych komiksach? Wydaje się, że zostały one poskładane w takich dziwnych okolicznościach.

Stradley: Pierwsze sześć czy osiem zeszytów od Marvela wyszło zanim na ekranach ukazał się film. Było tam parę zdjęć z filmu, ale nikt nie miał pojęcia co to jest i na początku wszystko było nieco wariackie. Chodzi mi o to, że były tam biegające dookoła wielkie zielone króliki i rzeczy w tym stylu. Po tym, jak wyszedł pierwszy film, nikt nie miał pojęcia, że będzie sequel. Teraz wiecie czym jest „Star Wars”, ale wówczas to wszystko „rozeszło się” w różnych kierunkach i Lucasfilm nie wiedział gdzie to w końcu zawędruje. Wtedy więcej rzeczy było dozwolonych, a teraz słyszy się „o nie, nie zrobimy tego”.

Techland: Czy pomysły na komiksy pochodzą od Lucasa, Dark Horse’a, a może obu?

Stradley: Okazjonalnie, jak w przypadku serialu „Clone Wars”, chcieli koniecznie komiks „Clone Wars”, więc zrobiliśmy go w pierwszym roku. Ale potem odkryliśmy, że dzieci nie kupują tych komiksów – tylko dorośli! Więc robienie ich na podstawie serialu skierowanego do młodszych nie było najlepszym pomysłem. Teraz tworzymy więc minipowieści graficzne, 72 lub 80 stron, i te radzą sobie bardzo dobrze. Wydaje się, że rodzice kupują je dzieciom zamiast pojedynczego komiksu.

Techland: Które z komiksów sprzedają się najdłużej?

Stradley: „Mroczne Imperium” nigdy nie przestanie się sprzedawać. Zebraliśmy serię „Republic” w omnibusy zatytułowane „Clone Wars”, nie wiedząc, że Lucasfilm będzie robić serial o tym samym tytule – właściwie, to była najgenialniejsza rzecz, którą mogliśmy zrobić! Wiele powieści graficznych cały czas się sprzedaje – zarówno „Dziedzictwo”, jak i KOTOR. Zaczęliśmy robić bardzo grube omnibusy i te cieszą się popularnością.

Marshall: Myślę, że siłą komiksów Dark Horse’a jest to, że pokazują one jak bardzo „Gwiezdne Wojny” są różne dla różnych fanów i jak każdy z nich może znaleźć coś interesującego dla siebie. Nie musisz zaczynać w konkretnym miejscu. Jeśli masz jakąś gwiezdnowojenną pasję, my mamy tytuł, dzięki któremu będziesz mógł ją pogłębić.

Stradley: Jeśli myślisz, że Jedi są cool, jest mnóstwo pozycji, od których możesz zacząć. Jeśli uważasz, że Boba Fett jest świetny, to jest kilka komiksów mu poświęconych.

Techland: Kiedy Dark Horse dostał licencję na ponowne wydrukowanie pozycji wydanych kiedyś przez Marvela?

Stradley: To należało to Lucasfilmu – mogliśmy to zrobić od samego początku, ale tak się nie stało do roku 2002, tuż po tym, jak zająłem się „Gwiezdnymi Wojnami”.

Techland: A ile powieści graficznych opublikował Dark Horse?

Stradley: Pięć lat temu policzyłem je i wyszło mi ponad 150. Część zebraliśmy w omnibusy, co czyni listę mniej imponującą, ludzie dostają więcej za mniej, ale… myślę, że jest ich teraz około 200. A następny rok będzie wielki. Mamy kilka rzeczy, o które błagali ludzie i kilka takich, które są nieoczekiwane, ale nie mniej ekscytujące.



Tagi: Dave Marshall (1) Marvel Comics (261) Randy Stradley (95)

Komentarze (8)

Master of the Force- Dobra przebiłeś mnie. Tymi Gunganami :) Ale to że mieszkają pod wodą i maja bardziej zaawansowaną technologie nie znaczy że są lepsze od Ewoków.

Ewoków.

DarkSide98 - WOW niezły odjazd. Dobra, przebij to. Mi się śniło ze wymordowałem całą wioskę.

Rycu > mi się kiedyś śniło ze jestem figurką z lego star wars xD

No to już wiemy dlaczego raczej nigdy żaden Polak nie będzie pisał dla DH.

też myślałem, że mam sen o Canonie, ale okazało się, że był to jednak Nikon... xD

Hr... Ph... Klony...Jedi...hr... Asoka przeciwko kanonowi jest...KANON!
Tak trochę to straszne ale też mam Star Wars'owe sny. Sami rozumiecie nie tylko walka ale i reszta ;P

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Komiksy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.