Różne

Tydzień Yuuzhan Vongów – Zderzenie światów #1



Wyobrażaliście sobie kiedyś starcie yuuzhańskiego wojownika ze szturmowcem Imperium? Jak myślicie: kto by wygrał? Na wynik naprowadzi was analiza Aquenrala, który w artykule „Zderzenie światów część 1: wojownik kontra szturmowiec” przybliża fazy szkolenia, porównuje uzbrojenie i sposób myślenia tych dwóch gladiatorów.

Inwazja Yuuzhan Vongów na galaktykę rozpoczęła się dwadzieścia jeden lat po śmierci Palpatine’a i Vadera. Miliardy yuuzhańskich wojowników zaatakowało planety, które przecież jeszcze kilka lat wcześniej były miejscem galaktycznej wojny domowej, podczas której Sojusz Rebeliantów zdetronizował władzę Galaktycznego Imperium, by jego resztki działały na szkodę Nowej Republiki przez ponad dekadę. W trakcie inwazji pozostałości z Imperium Palpatine’a wciąż istniało, więc yuuzhańscy wojownicy musieli stawić czoła imperialnym, którzy niegdyś byli ikoną terroru. Jak wyglądałoby starcie jeden na jeden pozagalaktycznego najeźdźcy z elitarnym żołnierzem?

Wojownicy Imperium Yuuzhan Vongów byli typowymi przedstawicielami swojej rasy: średnia wzrostu przewyższała średnią ludzką, ważyli więcej ze względu na potężną budowę ciała, często mieli dodatkowe wszczepy, które pomagały im w walce albo wskazywały na pozycję społeczną. Imperialni szturmowcy byli natomiast mniejsi, mniej umięśnieni, przez co mogli być szybsi i zwinniejsi. Yuuzhanin, nawet bez zbroi, wyglądał przerażająco, zyskując element grozy, który mógł pomóc w walce; składały się na to z pewnością rytualne tatuaże pokrywające całe ciało, liczne blizny i samookaleczenia oraz wcześniej wspomniane implanty. Ich twarze, choć podobne do ludzkich, budziły postrach swoimi płaskimi nosami, ukośnymi czołami i często oberwanymi wargami odsłaniającymi ostre zęby. Szturmowiec bez zbroi niczym nie wyróżniał się spośród innych ludzi; dopiero w erze Dziedzictwa zaczęto masowo przyjmować rekrutów innych ras, które mogłyby stanowić przeszkodę dla najeźdźcy.

Jednak co to za żołnierz bez opancerzenia? Gdy plastikowe zbroje szturmowców były symbolem strachu reżimu Palpatine’a, a widok hełmu napawał wszystkich przerażenie w okresie tak zwanych mrocznych czasów, yuuzhańskie pancerze zapewniały stuprocentową ochronę przed wszystkimi konwencjonalnymi rodzajami broni, które mogli przeciw nim wystawić niewierni. Zbroja z kraba vonduun była organizmem, który żył w symbiozie z wojownikiem, chroniąc go przed ciosami prymitywnych narzędzi, blasterowymi błyskawicami, a nawet uderzeniami miecza świetlnego, co czyniły je nieskończenie odporniejsze od pancerza szturmowców. Jedyną wadą krabów vonduun była ich alergia na pyłki bafforowców, jednak Shedao Shai raz na zawsze zażegnał to zagrożenie, niszcząc Ithor (25 ABY w książce „Inwazja”).

Trudno porównać wyszkolenie przeciętnego yuuzhańskiego wojownika z imperialnym szturmowcem, bo składa się na to wiele czynników. Żołnierze Palpatine’a byli początkowo klonami Jango Fetta hodowanymi na Kamino (później również na Centaksie), gdzie od dziecka uczono ich bezwzględnego posłuszeństwa wobec wszystkich rozkazów oraz poddawano wszystkim możliwym ekstremalnym sytuacjom, które miały zahartować ich na broń doskonałą. Po wojnach klonów rozpoczęto otwartą rekrutację, a wszyscy kandydaci przechodzili przez imperialne akademie (najsłynniejszą była niewątpliwie ta na Caridzie), gdzie nierzadko dochodziło do prania mózgu, by uzyskać jak najlepsze wyniki. Szturmowcy byli przez to maksymalnie oddani Imperatorowi i swoim przełożonym, chociaż zdarzały się dezercje do szeregów Rebeliantów czy masowe ucieczki.

Yuuzhańscy wojownicy od dziecka byli szkoleni w sztuce wojennej. Żyli na dryfujących przez międzygalaktyczną pustkę starych światostatkach, które stawały się z każdym dniem coraz ciaśniejsze dla mnożących się rzeszy żądnych krwi Yuuzhan Vongów. Kasta kapłanów skutecznie wpajała wszystkim głęboką wiarę w panteon straszliwych bóstw, wymagając licznych samookaleczeń i ofiar, w szczególności ku chwale boga wojny, Yun-Yammki. Fanatyzm religijny stał się lepszy niż imperialne pranie mózgu, gdyż wojownicy święcie wierzyli w swoje racje i nie bali się oddać za nie życia.

Inną sprawą była motywacja. Jedną z głównych przyczyn inwazji Yuuzhan Vongów był fakt, iż wojownicy zaczynali zabijać się nawzajem na pokładach dryfujących przez międzygalaktyczną pustkę światostatków. Shimrra Jamaane obalił najwyższego lorda i rozpoczął przygotowania do wojny, by zaspokoić naturalną żądzę mordu poddanych, która była potęgowana przez brak przeciwnika, klaustrofobiczne warunki oraz podsycana przez kapłanów. Uwaga wojowników została skupiona na zabijaniu niewiernych i oczyszczaniu galaktyki z przeciwnika, by móc w niej spokojnie zamieszkać. Imperialni szturmowcy nie mieli żadnych szlachetnych pobudek, by walczyć; głównie rozchodziło się o możliwość uczestnictwa w wojnie oraz pieniądze.

Wspominałem już o zbrojach wojowników i szturmowców, więc nie można zapomnieć o wyposażeniu, którym posługiwali się w bitwach. Imperialny żołnierz był standardowo wyposażony w karabin blasterowy E-11 BlasTecha (pięćset wystrzałów) oraz lekki blaster SE-14r. Detonator termiczny z baradium był również w ekwipunku każdego szturmowca, a zabezpieczony był indywidualnym kodem, który miał zabezpieczyć ładunki przed wykorzystaniem przez Rebeliantów.

Yuuzhański wojownik nie miał za to jasno określonego uzbrojenia. Standardową bronią był amphistaff – genetycznie przekształcony gad, który nawiązywał telepatyczną więź z osobą nim władającą. W razie potrzeby mógł być pejczem, ale w okamgnieniu mógł zastygnąć w oszczep lub zmienić się w miecz. Ponadto był wyposażony w silną truciznę, mógł ugryźć, a jego łuski, nie dość, że bardzo ostre, były odporne na ciosy miecza świetlnego. Każdy wojownik również miał kilka brzytwożuków, które atakowały wroga, fruwając i tnąc jego skórę, po czym wracały do właściciela. Niektórzy byli wyposażeni w żuki udarowe, sieciożuki bądź chrząszcze ogłuszające, jeszcze inni mieli plazmowe węgorze albo tradycyjne noże coufee. Popularny był również żel blorash, który zastygał w prawie niezniszczalną fizycznie strukturę, by unieruchamiać wrogów na polu walki.

Opisałem pokrótce standardowego yuuzhańskiego wojownika w porównaniu do typowego imperialnego szturmowca… ale czy cokolwiek to wyjaśniło? Trudno określić, która jednostka jest lepsza, bo zależy to od nieskończonej ilości czynników, które wpływają na kolejną nieskończoność cech. Moglibyśmy zacząć teoretyzować, że Yuuzhan Vongowie wybijali szturmowców przez pięć lat wojny, ale z drugiej strony to najeźdźcy ostatecznie przegrali. A gdyby wpuścić taką dwójkę na arenę gladiatorów? Według mojej skromnej opinii, skończyłoby się to bardzo szybko, a żywy pozostałby jedynie yuuzhański wojownik, ale większość zarzuci mi od razu stronniczość ze względu na zainteresowania. Myślę, że każdy potrafi to obiektywnie ocenić, znając już charakterystyki obu żołnierzy i każdy będzie miał rację.

Autor: Krzysztof Aquenral Rewak




Wszystkie atrakcje tygodnia Yuuzhan Vongów można zobaczyć w tym miejscu.


Temat na forum



Tagi: Tydzień Yuuzhan Vongów (13)

Komentarze (14)

Tak, tu się z Tobą zgodzę, Matku. W starciu jeden na jeden, yuuzhański wojownik zdecydowanie dominowałby nad szturmowcem. ;)

Ale jak już weźmiemy pod uwagę całą potęgę militarną Imperium, zakładając, że jej rozwoju nie zakłóciłby Sojusz Rebeliantów, w starciu z bliznogłowymi to Imperialni ostatecznie odnieśliby zwycięstwo. Owszem, na początku może nie byłoby zbyt łatwo (koralowe skoczki kontra myśliwce TIE). Ale w końcu w ruch poszłaby flota, Gwiazda Śmierci, plus kilka innych superbroni, wytworzonych dzięki imperialnej myśli technicznej (skoro Sidious wiedział o Vongach, nie poprzestałby jedynie na Gwieździe) i Yuuzhanie w podskokach wracaliby tam skąd przybyli... albo i nie. :P Znając ich, dalej tłukliby się z Imperium. :)

Rycu-> z tą chorobą to fakt że mogłaby być bronią, bo na przykład tacy Indianie w dżunglach nie znają zwykłego kataru i gdyby do ich wioski wlazłaby grupka białych z katarem wybuchła by tam śmiertelna epidemia.

Największy okres swej potęgi, rebelianci przeżywali wkrótce po Endorze. Imperator nie żył. Wybuchały entuzjastyczne powstania w całym Imperium. Ackbar parł na Jądro, zajmując po kilka systemów dziennie. Thrawn, powrót Palpiego, nawet kampanie Daali, dawały jakiś cel, trzymający państwo w kupie. Gdy jednoczącego wroga zabrakło, wszystkie brudy wyszły na wierzch. Prywata i korupcja przebiły najgorsze przypadki z czasów Imperium. Byle spekulant wystarczył, by atmosfera zagęszczała się do granic wojny domowej. Republika egzystowała, walcząc o przetrwanie, zamiast się rozwijać. Niby po zażegnaniu kryzysu caamasiańskiego miał nastać okres prosperity, ale opisy z początku "Wektora", wskazują na coś zupełnie innego. Kto stoi w miejscu, cofa się. To miałem na myśli, mówiąc o upadającym państwie. Może źle się wysłowiłem. Zasady rządów demokratycznych były zachowane, ale miało to jedynie negatywny wpływ na kondycje państwa. Dziwi mnie, dlaczego w obliczu Józków zajmujących ćwierć galaktyki nie wybuchł żaden bunt w NR. Nie mówię od razu o obalaniu ustroju, ale zmiana przywódcy i przekazanie mu większej władzy, upraszczając procedury w senacie, jest niezbędne do prowadzenia sprawnych działań wojskowych. Ludzie widzieli co się dzieje na rubieżach i jak na to reagują na Coruscant. Zamiast wyjść na ulice i żądać zmian, ci tylko rozpaczali albo próbowali kolaborować. Mało w tym wszystkim logiki.

Stele -> Tak się gwoli nazewnictwa przyczepię - nie wiem czy Nową Republikę można uznać za upadającą demokrację. Ja bym ją nazwał bardziej "budującą się demokracją".
Choć oczywiście wybuch wojny z Vongami przekreślił jej szanse na rozwój i rzeczywiście na czas wojny lepsza byłaby władza w jednych, silnych rękach.

Fakt, ciężko dawać jakiekolwiek szanse szturmowcowi. A artykuł jak zwykle przedni ;)

Yuuzhanin był zależny od swojej bio-zbroi i broni która była z nim w symbiozie, chyba się nie pomylę gdy stwierdzę że ów sprzęt miał swój rozum i gdy był bardzo zagrożony mógł opuścić pana. Szturmowiec cóż, był zależny tylko od swoich ograniczeń fizycznych i umysłowych. Podsumowując pozycja żołnierzy imperium w potyczce z najeźdźcą Yuuzhainem nie była do końca stracona. Dlaczego? bo szturmowcy znali galaktykę jak mało kto a zwykła choroba mogła być użyta jako broń biologiczna przeciwko najeźdźcy.

Stele, Nowa Republika próbowała wysadzać yuuzhańskie światostatki, by uszczuplić ich populację i skończyło się to dla nich tragicznie. Atak na światostatek w układzie Sernpidala zerwał rozejm trwający od bitwy o Duro, a Operacja Gwiezdny Włócznik pod Borleias skończyła się utratą jednego z dwóch ostatnich superniszczycieli w galaktyce.

Po co wykopywać temat, skoro tutaj wszystko ładnie się rozwija? :>

No był gdzieś taki temat, ale może lepiej go zostawmy w spokoju :D Zresztą przeczytajcie go sobie i stwierdźcie czy jest co dodać, ja się tego nie podejmę :D Bo po co, ten temat można już tylko oprawić w ramki "Bastion Classic" i oglądać :D

Shimmra i Boba byłby pojedynkiem siłowym, i Boba miałby szansę, Onimi był inny, no ale jeżeli kanoniczne jest to, że Boba nie został rozdarty na strzępy w pojedynku z Vaderem ... kto wie ;)

Może i sama DS nie zatrzymała by inwazji, ale wytłukłaby większość vongowej populacji, To już jakiś sukces. Flota, nie dość że większa, z pewnością byłaby mniej pasywna, od noworepublokańskiej. No i autorytaryzm jest znacznie sprawniejszym ustrojem na czas wojny, od upadającej demokracji, jaką NR była od początku swego istnienia.

Swoją drogą, gdzieś był temat imperium vs vongi. Może by go wykopać, skoro taka dyskusja się rozwija.

Co do szturmowca przeciwko wyszkolonemu wojownikowi w vonduunie, to nie ma co gdybać. O ile nie wsadzą się oboje termodetonatorem, imperialny żołdak nie ma najmniejszych szans.

Imperium Palpatine'a zostało rozgromione przez prostą organizację terrorystyczną, przemytników i wieśniaków, którzy później dumnie nazwali się Nową Republiką i zostali zmiażdżeni przez Yuuzhan Vongów. Jedyną strategią Imperatora byłoby wypuszczenie Gwiazdy Śmierci w Armadę i zestrzeliwanie światostatków, co by tylko podjudzało najeźdźców, gdyż ginęli byli jedynie ich cywile.

Matek, a Boba Fett kontra Shimrra Jamaane albo Onimi? :>

Carth - masz rację, i się mylisz :P

Tak, IMPERIUM Palpatine'a, tudzież Thrawna, może i pokonałoby YV. Ale przecież nie mówimy tu o starciu Imperiów, tylko o starciu dwóch jednostek - człowieka w zbroi szturmowej i Yuuzhanina w zbroi z kraba vonduun :)

A ja przychylam się do zdania jednej z postaci, występujących w "Zdradzie" ;) - Imperialni wkopaliby Vongom zęby do gardła, i na tym by się skończyła cała ta ich inwazja. ;)

Też zarzucam stronniczość :)
Patrzymy przez pryzmat szturmowców-idiotów w oryginalnej trylogii. Powinnimy się jednak skupić na tym, że nawet jako mniej zabójczy od Vongów, w chwili strachu i woli przeżycia mogli dokonać cudów :)
W każdym razie zalezy to od sytuacji, więc daję fifty-fifty, no moze z lekką przewagą Vongów.

Co do ostatniego akapitu to też uważam, że w 99% przypadków Yuuzhanin skociłby Szturmowca w pojedynku 1-1, ale nie zapominajmy o jednostkach wybitnych - np uważam że Boba Fett, nawet nago by rozłożył jednego Yuuzhańskiego szeregowego :) Ale to tylko wykątek potwierdzający regułę.

Go YV !

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.