Gry komputerowe

Nasze wrażenia z gry w "The Old Republic"

W ostatnich dniach wielu z nas miało okazję po raz pierwszy zagrać w "The Old Republic" w wersji beta. Również my, dzięki uprzejmości firmy Electronic Arts, mieliśmy okazję zobaczyć, jak będzie wyglądała ta długo oczekiwana gra. Dzięki temu przygotowaliśmy dla Was opis, z którego dowiecie się o najważniejszych aspektach gry. Zapraszamy do czytania.

Mamy jeszcze dla Was kilka ważnych informacji dotyczących abonamentu gry. W Polsce będą dostępne dwie metody płatności - karta kredytowa/płatnicza lub karta pre-paid. W przypadku wyboru pierwszej opcji, opłata będzie pobierana w euro (a więc cena będzie zależała od kursu waluty). Karta pre-paid dostępna w Polsce będzie przedłużać ważność konta o 60 dni, a cena tej przyjemności to około 119,90 zł. W sklepach internetowych będziemy mogli kupić wersję pudełkową, albo po prostu sam kod. Karty można już zamawiać na przykład na gram.pl. Przy tworzeniu konta, nawet przy darmowych dniach zapewnianych przy zakupie pełnej wersji gry, należy wybrać jedną z dwóch metod płatności. Oczywiście zawsze można anulować subskrycję.

Początki

Cała rozgrywka zaczyna się oczywiście od wyboru strony konfliktu, po czym gra prezentuje jeden ze znanych nam filmików, lecz ze zmienioną narracją. Później przechodzimy już do ekranu tworzenia postaci. W tle pojawia się hangar charakterystyczny dla danej strony konfliktu, a przed nami nasz przyszły bohater. W kolejnych krokach decydujemy o klasie postaci, jej rasie i płci, a na końcu ustalamy szczegóły wyglądu i imię. Choć wybór rasy będzie zapewne podyktowany czystą estetyką, pamiętajmy, że nie jest ona bez znaczenia (zwłaszcza w ksenofobicznym Imperium). Dodatkowo, każdy gatunek ma jedną zdolność specjalną – na przykład Twi’lekowie mogą wykonywać swój własny, rytualny taniec, a Zabrakowie inspirują towarzyszy w boju.




”Statek wyłonił się z nadprzestrzeni…” – o historii

Właśnie tak rozpoczynają się wszystkie klasy – lądowaniem na planecie. Historia w grze będzie gigantyczna – każda klasa ma trzy rozdziały. A każdy rozdział to długość obu KOTOR-ów. Jednak, aby coś powiedzieć o danej klasie, trzeba nią pograć trochę dłużej, więc skupimy się tylko na dwóch – Inkwizytorze i łowcy nagród – i wspomnimy co nieco o Negocjatorze.

Może to zabrzmi to banalnie, ale naprawdę każda klasa to oddzielna opowieść, wymagająca zupełnie innego podejścia do postaci i stylu gry. Innymi słowy, każdy znajdzie coś dla siebie. Jesteśmy zakochani w klasycznych KOTOR-ach? Wybierzmy Jedi. „Mass Effect”? Żołnierz lub łowca to klasa dla nas. Chcemy być „tym złym”? Sithowie pasują tu jak ulał. Dzięki temu za każdym razem można wczuć się w kogoś innego. Naprawdę warto poznać wszystkie te historie.

Jeśli chodzi o Negocjatora, gra rozpoczyna się od lądowania na Tythonie. Nasz bohater, obdarzony niezwykłą wrażliwość na Moc, po przybyciu na planetę zostaje (w przeciwieństwie do pozostałych „Mocnych” klas) od razu przydzielony do Mistrzyni – kobiety o imieniu Yuon . Dowiaduje się ona o niezwykle cennych holokronach, pozostawionych jeszcze przez założycieli Zakonu. Nasze pierwsze poważne zadanie to odzyskanie ich. Niestety, okazuje się, że jeden z holokronów przepadł – akurat ten, który pozostawił po sobie Mroczny Jedi… Rzecz jasna i ten należy odnaleźć.

Klasy startujące na Tythonie łączy jeden wątek wspólny – Łupieżcy Ciał, którzy ostatnimi czasy zrobili się nader śmiali i podchodzą nawet pod Świątynię. Obie klasy ruszają też do wioski twi’lekańskich pielgrzymów, których również nękają rodowici mieszkańcy planety.

Inkwizytor zaczyna jako niewolnik, który „dostał szansę” zostania Sithem (alternatywą była śmierć) i przybywa na Korribana, który od czasów KOTOR-owych znacznie się zmienił. Początek historii to również rozpoczęcie rywalizacji o miejsce u boku nauczycielki, Lord Zash. Od razu trafiamy pod skrzydła opiekuna, który nie darzy naszej postaci zbyt wielką sympatią. Czeka nas seria niezwykle wymagających prób w podziemiach planety i zdobywanie artefaktów. Ostatecznie swoje kroki kierujemy ku piekielnie trudnemu grobowcowi Nagi Sadowa, gdzie spoczywa Khem Val. Po powrocie, już w towarzystwie wojownika, mistrzyni podejmuje decyzję – pada rzecz jasna na nas, a nasz największy konkurent żyje krótko i nieszczęśliwie. Nie trzeba dodawać, że od tej chwili wrogowie naszej mistrzyni są również naszymi wrogami, o czym przekonujemy się wyjątkowo szybko.

Historia Inkwizytora to powolne, choć naprawdę sugestywne wprowadzenie w politykę Sithów, a także pokazanie działania tej organizacji od środka. Już w jednym z pierwszych zadań pobocznych mamy możliwość wybrania kogo wesprzemy – zbzikowanego mistrza, który cały dzień bada wnętrzności zwierząt, czy też jego rozsądną uczennicę, której pragnieniem jest ośmieszenie go. Na początku, gdy jeszcze jesteśmy akolitą, może tego nie odczuwamy tego tak mocno, ale zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń po przyznaniu nam tytułu ucznia. Mała uwaga – przed rozpoczęciem gry tą klasą warto przypomnieć sobie komiks „Blood of the Empire”.

Wrażenie wrzucenia in medias res jest szczególnie spotęgowane podczas grania łowcą nagród, ponieważ bez żadnych wstępów przeprowadzamy rozmowę z Brandenem (pamiętamy go z „Threat of Peace”), mężczyzną, który zrekrutował nas do Wielkich Łowów, oraz z jego pomocnikami, Mako i Jorym. Zwycięzca tego turnieju otrzymuje tytuł Wielkiego Czempiona, który wśród Mando jest uważany za najważniejszą rangę po samym Mand’alorze. Aby wziąć udział w polowaniu, potrzebny jest nam jeden z dwóch sponsorów: Mandalorianie lub Hutt. Ponieważ na zostanie tym pierwszym nie ma czasu, pozostaje zwrócić się do Nem’ro, który włada częścią Hutty. Niestety, po pewnym czasie sprawy się komplikują i w drogę wchodzi nam pewien Mando, który szczególnie zachodzi za skórę Mako. Dziewczyna pomaga nam w sprawie dogadania się z Huttem, a wkrótce sama dołącza do naszej drużyny. Po drodze wykonujemy mokrą robotę dla Nem’ro, zabijamy konkurenta i ostatecznie wielki Hutt zgadza się nas wspomóc. Kolejny przystanek – Dromund Kaas.




O ile historia Jedi i Sithów to czerń i biel, o tyle tutaj naprawdę możemy poczuć, że świat i decyzje przez nas podejmowane są w kolorach szarości – bardzo ciemnej szarości. Łowca nie jest jednoznaczny, a wybory, których dokonujemy, nie są tak oczywiste. Z brutala w jednej chwili możemy przemienić się w zbawcę. Klasa ta to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Boby Fetta, a także tych, którym podobał się klimat stacji Omega z „Mass Effect 2” – dilerzy przyprawy, brudne interesy, kluby wypełnione neonami, władcy półświatka.

Klimat

Twórcy się postarali, jeśli chodzi o klimat – czuje się, że to Star Wars, a jednocześnie mamy tu delikatny powiew świeżości. Trudno jest naprawdę opisywać wszystkie aspekty, bo na klimat składają się zarówno rzeczy duże i oczywiste, takie jak to, że Jedi od wieków walczą z Sithami, jak i to, że w rozmowach wspomina się o gizkach, goleniu Wookieech, czy też królowych Naboo.

Czy osoba znająca SW tylko ze słyszenia może zagrać w TOR-a? My, fani, mamy chyba dziwne przekonanie, że bez przeczytaniu czterdziestu książek nasza wiedza jest mizerna. Tak, może zagrać, aczkolwiek może czuć się trochę zagubiona, bo samo nagromadzenie nazw, odwołań, rzeczy, jest ogromne. Z drugiej strony, zawsze istnieje szansa, że zupełny laik zakocha się w tym świecie…

Dobro i zło

„The Old Republic” zmienia znane z gier RPG klasyczne podejście do dobra i zła, w którym o moralności bohatera decydował w dużej mierze ton wypowiedzi. Tutaj nic nie stoi na przeszkodzie, by być pomocnym i szlachetnym Sithem, albo pyskatym Jedi. Ostatecznie bowiem o tym, czy dostaniemy punkty Jasnej, czy Ciemnej strony, decydują tylko i wyłącznie nasze decyzje; przyjdzie jednak moment, w którym będziemy musieli uważać na to, co mówimy, ale o tym później. Osoby, którym marzy się neutralność, będą musiały mocno kombinować, bo nie ma wyborów pośrednich, trzeba się zdecydować albo na światło, albo na mrok. Ale nie powinno być z tym problemu – aby przeskoczyć na pierwszy „poziom” dobra lub zła, należy uzbierać tysiąc punktów, co zajmie trochę czasu. Ilość punktów, które dostajemy, zależy od tego, jak zły/dobry był czyn. Przykładowo, obrażenie nauczyciela to 50 punktów Ciemnej Strony, ale już zyskanie zaufania Jedi, a później oszukanie go – 100.



”Spocznijcie, towarzyszu”.

RPG bez dobrej drużyny jest jak Minsc bez Boo. Właściwy towarzysz to wielka pomoc na polu bitwy, a w niektórych przypadkach istne wybawienie w świecie pełnym wrogów. Zasada jest prosta – pierwszy, którego dostajemy, zawsze uzupełnia podstawową słabość naszej postaci –np. Inkwizytor dostaje walczącego w zwarciu Khema, dzięki czemu może razić wrogów na odległość.

Twórcy obiecali, że pierwszą postać spotykamy około 7 poziomu i zasadniczo jest to racja, choć nie w każdym przypadku. Przykładowo, z Mako współpracujemy od samego początku i zgłasza się ona dość wcześnie, już pod koniec 6 poziomu, podczas pobytu w pałacu Hutta. Natomiast droga po Khema nie jest usłana różami, bo nie dość, że trzeba się przebić przez grobowiec, to jeszcze on sam nie jest do końca zadowolony, że go obudziliśmy po tylu latach.

Panel z towarzyszem pojawia się w lewym dolnym rogu i mamy tam możliwość wyboru ich umiejętności/trybu. Z kolei w kodeksie, prócz krótkiej informacji na ich temat, można przeczytać co lubią, a czego nie znoszą. Właśnie w tym momencie trzeba zacząć uważać na słowa. Khem na przykład może się lekko obrazić za okazanie słabości i bycie nader miłym, ale staje się bardzo zły, gdy nie zaatakujemy użytkownika Mocy. Poziom przywiązania kompana do naszej postaci można zobaczyć w specjalnym okienku. Do zdobycia jest dziesięć tysięcy punktów afektu, a zdobywamy je nie tylko poprzez właściwe decyzje w dialogach, lecz także dzięki kupowaniu odpowiednich prezentów. Prywatne rozmowy z towarzyszami przeprowadzamy na statku lub w kantynach.



Co można powiedzieć o Mako i Khemie? Ta pierwsza z całą pewnością bardzo spodoba się graczom, a zwłaszcza panom (można z nią romansować). Z jednej strony jest ona słodką dziewczyną, trochę zapatrzoną w naszą postać i chcącą usilnie pokazać, że przyda się w walce. Z drugiej, gdy już dochodzi do potyczki lub ostrej wymiany słów, potrafi być niezwykle silna i zdeterminowana. Mako zasadniczo lubi to, co nasz łowca – to jest polować i zarabiać kredyty. Nie znosi jednak brutalności i wyznaje zasadę „pomagać dobrym, szkodzić złym”. Gracze chcący zdobyć jej zaufanie muszą przede wszystkim pokazać jej, że jest godnym członkiem drużyny i cały czas obiecywać zemstę na pewnym Mando.

Val to zupełnie inna historia. Jest on honorowym wojownikiem, który chyba nie może przystosować się do nowoczesnych czasów. Przede wszystkim, Khem wcale nie jest zadowolony, że zamiast Tulaka Horda, jego dawnego pana, przyszedł po niego zwyczajny akolita. Gdy pokonujemy go w walce, zgadza się nam służyć, ale jednocześnie przyrzeka solennie, że przyjdzie dzień, w którym nas pożre. Naszym zadaniem jest pokazanie mu, że możemy być równie dobrym Sithem, co Tulak. Robimy to poprzez demonstrowanie naszej wyższości wobec całego świata.

Questy

Czy obawiać się krajania dzików? Nie, choć takich zadań nie unikniemy. Questy można podzielić na kilka typów: klasowe, poboczne, typowe dla MMO, bonusowe, grupowe i flashpointy. Pierwsze to te, które są najbardziej interesujące, dotyczące naszej klasy. To podczas nich odzywają się towarzysze i to one popychają akcję do przodu. Zadania poboczne są podobne do tych z normalnych gier RPG – mają różny stopień długości i zaawansowania, można w nich podejmować decyzje. Zadania typowe dla MMO to „zabij, zanieś, zrób”. Trudno określić jaki procent wszystkich questów one stanowią, ale można je wykonywać razem z głównymi (np. zabijać zwierzęta w drodze do laboratorium jednego z Lordów).




Bonusy (zabij 30 droidów) pojawiają się dość często, ale ilość PD, którą za nie dostajemy, wcale nie jest duża. „Heroic quest” (inaczej zwany grupowym) to rodzaj zadania, które wymaga od nas pomocy co najmniej jednej osoby, ale podczas którego zdobywa się całkiem sporo doświadczenia i przedmiotów. Flashpointy, czyli naprawdę długie zadania z rozbudowaną fabułą, to zupełnie nowa jakość w MMO, ale nie można na nie pójść z marszu. Pierwszy dostajemy już na 10 poziomie, ale warto zdobyć jeszcze ze dwa, bo wtedy zmniejszamy szanse porażki. Po drugie – zignorujmy zalecenia w dzienniku misji i weźmy pełną (i ważne: zbalansowaną) drużynę, która będzie mogła wspomóc naszego bohatera.

Statek i walka w kosmosie

Własny statek, z własnym hangarem i obsługą to czysty prestiż. Dostajemy go około 15 -16 poziomu, przy odlocie z drugiej planety. Od tej pory galaktyka staje przed nami otworem, choć i tak planety najlepiej jest odwiedzać we wskazanej przez grę kolejności. Myśliwiec klasy Fury, który przypada w udziale obu Sithów, przypomina nieco mroczniejszą wersję „Normandii” z ME, lecz jest dużo mniejszy. Wraz ze statkiem każda klasa dostaje dodatkowego kompana, robota, aczkolwiek nie może on brać udziału w walkach, tylko wykonywać zadania załogi. Na pokładzie mamy kilka udogodnień, takich jak schowek na rzeczy, holotransmiter wykorzystywany w misjach i mapę galaktyki, która wyglądem przypomina uproszczoną wersję tej z ME.




Zadania polegające na walce w kosmosie są opcjonalne i ich wykonywanie wymaga od postaci wniesienia niewielkiej opłaty za paliwo. Z założenia jest to dość prosta minigierka, którą w całości obsługujemy tylko myszką. Zasadniczo wszystko przypomina trochę „Starfightera” z „Clone Wars Adventures”, ale nie zrażajcie się – jest dużo lepiej. Zadania są różne – raz mamy odeskortować inny statek, innym razem zniszczyć okręt wroga.

Technikalia i inne

Z strony graficznej gra przypomina nieco unowocześnioną wersję KOTOR-a. Światy, po których poruszają się nasi bohaterowie, są rozległe i każdy ma swój niepowtarzalny klimat. Korriban jest najmniejszą planetą startową (nadrabia to labiryntami podziemnych korytarzy), ale już kolejna jest naprawdę duża. Twórcy ułatwiają nam przemierzanie odległych zakątków mapy dzięki taksówkom i specjalnym „bind pointom”, po aktywacji których można przenieść się raz na 30 minut w ich pobliże. Gracze, którzy czują w sobie ducha poszukiwacza, będą się czuli jak w raju. Datacrony, czyli urządzenia, z których otrzymujemy różne bonusy, są niekiedy bardzo dobrze poukrywane. Jeśli chodzi o muzykę, to przez większość czasu słyszymy Johna Williamsa, czasem w nowych aranżacjach. Oczywiście wiele jest też nowych utworów, zwłaszcza chóralnych. Gra aktorska też stoi na wysokim poziomie, wielokrotnie słychać znane głosy.




Walka wymaga od nas naprawdę dobrego opanowania skrótów klawiaturowych i operowania myszką, bo w grze nie ma aktywnej pauzy, przez co w potyczkach trzeba być naprawdę skutecznym. "The Old Republic" oferuje całe mnóstwo przedmiotów, które można zdobyć na bardzo wiele różnych sposobów - począwszy od zabijania wrogów, a skończywszy na wykonywaniu specjalnych misji. Pamiętajmy tylko, że psują się one po jakimś czasie i wtedy konieczne jest odwiedzenie dowolnego kupca. Podczas postępu fabuły nasza postać otrzymuje różne tytuły, takie jak uczeń lub padawan, które możemy wyświetlić przed jej imieniem.

Podsumowanie

„The Old Republic” to kolejny etap na drodze ewolucji gier MMO. Jej epickość, wykonanie i przede wszystkim wyśmienita fabuła sprawiają, że nie oderwiemy się od komputera przed długie dni. Mamy nadzieję, że i Wam również się spodoba i do zobaczenia na serwerach!

Temat na forum.



Tagi: The Old Republic (486)

Komentarze (44)

TOR jest świetny!!!
Bałem się że gra może okazać się porażką, ale grając w Betę zrozumiałem że moje obawy okazały się bezpodstawne!
Twórcy zachowali atmosferę KOTORów i stworzyli ogromny świat pełen Mocy i walki.
Jedyny minus jaki dostrzegam to drogi abonament. A poza tym, gra jest świetna!!!

Haters gonna hate :P

Grać póki co nie zamierzam(i to nie dlatego, że mi normalne życie bardziej odpowiada;) ), ale jeśli miałabym kiedyś rozważyć taką możliwość, to jedno zdanie z recki mi na pewno ułatwi wybór: ""The Old Republic" zmienia znane z gier RPG klasyczne podejście do dobra i zła, w którym o moralności bohatera decydował w dużej mierze ton wypowiedzi. Tutaj nic nie stoi na przeszkodzie, by być pomocnym i szlachetnym Sithem, albo pyskatym Jedi. Ostatecznie bowiem o tym, czy dostaniemy punkty Jasnej, czy Ciemnej strony, decydują tylko i wyłącznie nasze decyzje"

Ileż to razy chciałam się w Kotorze po prostu poprzekomarzać dla rozrywki i dostawałam za to punkty CSM. Czyny nie słowa. Zaliczam to zdecydowanie na plus ;)

Nestor, nie wychylaj się bo zbanują! :O

Jakiś dyktator pociął komentarze, precz z bastionowym totalitaryzmem!

Edycja kolekcjonerska only!

OK, w SW Galaxies mogło nie być, ale moim zdaniem gra taka jak TOR, na którą od kilku lat czekają tysiące, a może nawet miliony fanów Star Wars, KOTORów i po prostu gier MMO będzia miał na pewno, pomimo wielu prób zapobiegania temu zjawisku przez BioWare, Lucasarts i EA.

W Star Wars Galaxies nie było nielegalnych serwerów

nie no ale powaga kto będzie chciał to będzie grał i tyle na ten temat :) Demokracja rządzi :D

Wygląda na to że moje obawy o jakość tej gry się nie sprawdziły. Ciekawi mnie tylko czy EA zmieni swoją politykę wspierania MMO po premierze bo dotąd stanowiło to decydujący czynnik który decydował o tym że jakoś dotychczasowe próby opanowania segmentu MMO nie powiodły się.

Poza tym żałuję że nie wydano tej gry w wersji dla pojedynczego gracza bo wtedy chętnie bym zagrał a tak nie usmięcha mi się wydawanie 60 złotych miesięcznie za usługę aby móc pograć. Znam o wiele sensownie sposoby wydania tych pieniędzy np na zakup innych gier.

Mistrz Seller -> to jest news o wrażeniach jakie mieli redaktorzy podczas grania w TOR-a a nie o wysokości abonamentu. Poza tym jakoś nie widzę sensu prowadzenia dyskusji o tym bo parędziesiąt dyskusji się o tym odbyło.

nie, jedyne co, to MMO może przejść w tryb free2play z mikrotransakcjami.

Mam pytanie. Czy abonamenty w mmo tanieją? Bo w sumie na razie nie mogę grać gdyż mam za słaby komp

Seller -> właśnie zrobiło mi się smutno z tego powodu, że porównałeś naszą CIĘŻKĄ pracę jako redakcji do dyktatury i w ogóle... :/

Ty nawet nie wiesz jak ciężką pracę wykonują niektórzy z nas, bo nasza praca to nie tylko to co widać na głównej uwierz mi. A my to robimy dla czystej przyjemności i za darmo (!) A Ty nam wyskakujesz że naciskamy pisaniem o TORze żeby inni w to grali i wydawali ileś tam PLNów na grę. Ja mam pieniądze bo zarabiam i wydaje to czasem na głupoty, ale to są MOJE pieniądze, więc mam prawo. Tak jak każdy z nas, nawet Ty.

Cóż, brak mi słów. Jest mi przykro, że jestem niedoceniany i nie wolno mi wydawać 60zł na granie gry internetowe spod znaku starłors.. :(

Żucam Star Łors!

Mam zainstalowaną Bete- TORa. Nie mogę się doczekać aż zagram, tylko jeszcze nie dostałem informacji o jakiej godzinie mam zacząć grać ( to czekanie mnie zabije). Co do tematu, to tak jestem podjarany, że nie obchodzi mnie wielkość abonamentu i szczerze wątpię w to czy prawdziwego gracza przestraszy jego cena.

Seller -> A ja chciałbym się dowiedzieć jakie ważne informacje pomijamy? Serio.

I przy okazji, to "zwykłe wyciąganie kasy" to obecnie największy i najważniejszy projekt Star Warsowy jaki jest realizowany. No "przepraszamy", że aż tyle piszemy o najważniejszym projekcie SW w ostatnim okresie.

Seller sorry, ale tego szitu się czytać nie da. Ale masz rację, lepiej zajmij się swoim życiem aniżeli masz tu wypisywać bzdury o jakiejś dyktaturze, czy wyciąganiu kasy. Ktoś ma ochotę i fundusze to sobie zaserwuje grę. Ja sobie dzisiaj kupiłem 2 nowe Thorgale za 60 złotych a inny poklepie za to przez miesiąc w TORa. Sam masz pewnie wydatki na rozrywkę ale innym odmawiasz wolnego wyboru w tej kwestii. I możesz sobie narzekać ile tylko chcesz na Bastionie, tylko proszę głupot nie opowiadaj i nie rozsiewaj kłamstw, bo to jest po prostu nieuczciwe względem czytelników tej strony i ludzi pracujących przy niej.

Mistrz Seller --> Krytykowanie gry to jedno, krytykowanie gry ze względu na to, że ma abonament to drugie.
Nie ma co się unosić, że ludzie są głupi jeśli chcą go płacić, w końcu to ich sprawa, nie?
Nie chcę Ciebie urazić, ale skoro Ci się TOR nie podoba, to po prostu nie zawracaj sobie nim głowy.

ostrzeżenie za niewinność xD

Lord Bart >>> Tak oczywiście, bo na tej stronie można narzekać ile sie da, że TCW ma kłopoty z kanonicznością i jest beznadziejne, a krytykować TORa oczywiście nie. Z dobrej, fajnej strony staliście sie dyktaturą broniącą ludziom wyrażania swojej opinii jeśli nie jest ona wolą większości. I mam gdzieś tą beznadziejną stronę. W kółko podniecacie czymś, co jest zwykłym wyciąganiem od was kasy. A ważne informacje pomijacie.
I tak mnie zbanujesz nawet gdybym napisał na temat. Już raz dostałem ostrzeżenie za niewinność. Oczywiście nikogo to nie obeszło.

LoL! Jak dla mnie bez sensu, taki Pre-Order, lepiej od razu zapłacić całość lub odłożyć te 20zł "do skarpetki"
Dzięki Mistrzu Seller!!! :)

Jak się mecz skończy i nadal będą tu komentarze o abonamencie (a jest od tego właściwy temat na forum) to rozdam po bananie.

a ja ciągle czekam na odpowiedź z Customer Service od niedzieli, wysłałem 3 maile i ciągle nic, co za burdel tam panuje

Dzizys->
Nie, masz jeszcze heroic quests, które musisz robić z innymi. Samemu ciężko je wykonać. Zresztą, każde zadanie możesz wykonywać z kimś, jeśli tylko masz ochotę. Ale flashpointy są zdecydowanie najlepsze.

Qel Asim >>> To był Pre-Order. Coś w rodzaju zaliczki. W dniu premiery pokazujesz, ze kupiłeś pre-Order i grę masz taniej o 20 złotych, które zapłaciłeś wcześniej.
Dzizys >>> Tutaj nie ma single playera. To gra MMO.

Ok, jak dla mnie to wygląda na recenzje gry "single player". Jak wyglądają tutaj aspekty MMO? Ograniczają się tylko do Flashpointów czy jak?

Załapałem się na weekendowy beta test. Już pobrałem grę i nie mogę się doczekać aż swtor.com da "zielone światło"!!! Z tego artykułu wynika że TOR to połączenie 2 serii gier które kocham - KOTORów i "Mass Effect'ów". W żadnych innych grach nie ma tak doskonałej fabuły!!!

120zł na 60 dni... cholernie drogo! Zastanawia mnie tylko, dlaczego jak byłem jakieś półtora miesiąca temu w empiku, to znalazłem tam pudełka z dostępem do gry za 20zł... - o co z tym chodzi??? Chyba nie podwyższyliby ceny od tak, jeszcze przed premierą... Ktoś wie o co biega?

A ja jeszcze nie pobrałem klienta, he he! :D Później wypróbuję. :)

W Polsce jest jeszcze niestety taka stopa życiowa, że dla nas 60zł miesięcznie za grę to po prostu dużo.

120zł :D

Grę kupię, ale dopiero po maturach w maju. Przynajmniej wtedy nie będę musiał się martwić o masę problemów natury technicznej :D

dobrze, że nie napisaliście o edycji kolekcjonerskiej za 500zł...

X Yuri >> Bo te newsy są denerwujące. Czym się tu podniecać najdroższą grą SW w historii?
Poza tym niestety w bastionowej personalizacji nie da się ustawić by niusy o grze się pojawiały. A nawet gdyby się dało to i tak czerwone newsy nie dają o grze zapomnieć.

Mój Orgasest jest zawsze

:D

Bart->
I są Twoje komentarze :D. No i nieśmiertelny Orgasest :P.

Mistrz Seller> Idź więc zajmij się swoim prawdziwym życiem, a nie, jak teraz, że co chwilę cię w newsach TORowych widać marudzącego : D

Screeny było robione na firmowy sprzęcie od EA Polska <prestiż>. Ekran był panoramiczny ale takie ustawienia grafiki...

Nie ma się czego czepić, ne?

60 miesięcznie za granie w grę komputerową? Pogrzało ich. A najgorsze jest to, ze kupa ludzi i tak zrobi wszystko by zagrać, choćby abonament kosztował 200 złotych.
Poza tym po co czerwony kolor? Jest gra, wy w nią zagraliście. Czy to super dziwne/ szokujące/ wyjątkowe?
Nie zamierzam marnować czasu na MMO. Wolę prawdziwe życie.

zachęcająca recenzja, nie powiem :)

Co tu dużo mówić, ciekawie to wszystko wygląda.

btw. Bart ma chyba kwadratowy monitorek, feee...

60 dni, a cena tej przyjemności to około 119,90 zł.
>120 zeta
>brak kart miesiecznych po 60
Genialne podejście, zwłaszcza w momencie gdy większośc MMO przechodzi czym prędzej na model F2P.

Teraz w ogóle będzie płacz, że graliśmy (redakcja) a inni jeszcze nie.. :D

Przynajmniej są moje screeny...

Ech Ech Ech : P

News ten miał wyglądać trochę inaczej, ale cóż... tak wyszło.

Ogólne wrażenia? POLECAM.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Gry komputerowe"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.