Książki

Wywiad z Jeffem Grubbem

RI

Ostatnio na Facebooku Del Rey gościło Troya Denninga. Następnym gościem został Jeff Grubb, nowy pisarz w Gwiezdnych Wojnach. Oto zapis czatu z Jeffem Grubbem.

P: Jak to się stało, że zaangażowali cię do Gwiezdnych Wojen?

O: Zostałem polecony przez Troya Denninga (dzięki Troy!). Mam duże doświadczenie we współdzielonych światach i pracowałem już przy Gwiezdnych Wojnach, więc to była wspaniała okazja.

P: Skąd się wziął pomysł na „Scourge’a”?

O: Kiedy rozmawialiśmy po raz pierwszy o tej książce, miałem kilka pomysłów. Jeden z nich bazował na przygodzie RPG, którą napisałem dla Star Wars d20 z WOTC. Tamten projekt nazywał się „Tempest Feud” i stał się sercem powieści.

P: Pomiędzy „Tempest Feud” a „Scourgem” pisałeś trochę o Huttach i półświatku. Co sprawia, że Huttowie są tak wciągającym dla ciebie tematem?

O: Są bardzo ludzką rasą nie-ludzi. Są potężni, niebezpieczni i zręczni. Są trochę jak smoki w uniwersum Star Wars.

P: Skąd czerpałeś inspirację na głównego bohatera, Mandera Zumę?

O: Jedi mają reputację, rosłych, nieustraszonych herosów. Tak ich widzimy w filmach, ale podobnie też widzą je postaci z galaktyki. Pomyślałem zatem o postaci, która jest Jedi, ale nie czuje by jej życie okazało się spełnieniem marzeń. Jest dalekie od ideałów. W skrócie, on czuje się jak kuglarz, pomimo zdolności używania Mocy.

P: Jaka jest twoja ulubiona powieść Star Wars?

O: Bardzo, bardzo stara szkoła. Kocham serię z „Han Solo na krańcu gwiazd” Briana Daleya. Myślę, że stamtąd pochodzi moje zainteresowanie Wspólnym Sektorem.

P: W której innej erze Gwiezdnych Wojen chciałbyś pisać?

O: Czuję się dobrze w erze Rebelii oraz Nowej Republiki. Uważam, też że okres powstania Imperium byłby interesujący, ponieważ to czas gdy wszystko się załamuje.

P: Kiedy dokładnie dzieje się „Scourge”?

O: W roku 19 ABY, zanim pojawili się Yuuzhan Vongowie i rozwalili przestrzeń Huttów.

P: Czy czasem się denerwujesz, gdy George Lucas mówi o Gwiezdnych Wojnach?

O: Nie. To jego wizja, bazujemy na niej. To my bawimy się w jego wszechświecie. Częścią pisania we współdzielonym świecie jest to, że trzeba się wgryźć i znaleźć główne etosy, podstawowe prawdy i umieć je rozwinąć. Jeden z moich przyjaciół określa to tak, możemy pobawić się zabawkami, ale jeśli zostawimy nasze rowery na podjeździe, a wujek George wróci, to nie będzie jego wina.

P: Czy czytasz inne książki Star Wars? Jeśli tak, co sądzisz o „Przeznaczeniu Jedi”?

O: Nie czytałem „Przeznaczenia Jedi” (tak, opuszczam się). Ostatnią książką którą przeczytałem była „Zjawa z Tatooine”.

P: A masz jakieś ulubione postaci z Gwiezdnych Wojen?

O: Han, bez dwóch zdań. Po pierwszym filmie, wszyscy lubili Luke’a, ale każdy chciał być Hanem. Dokładniej lubię w nim to, że Han jest niesamowicie pewny siebie, a potem nadchodzi moment, że on mentalnie wie, że jest skończony.

P: Podobał mi się „Scourge” w szczególności Mander. Jakaś szansa, że go jeszcze zobaczymy?

O: Myślę, że zostawiliśmy Mandera w dobrym miejscu pod koniec powieści, ale z jego doświadczeniem, stał się ekspertem w sprawach tego sektora. Chciałbym jeszcze zobaczyć jak teraz sobie radzi z Huttami i Korporacjami.

P: Jak dużo poszukiwań zrobiłeś do tej powieści?

O: Mnóstwo. Uzbroiłem się w Holokron i Wookieepedię, ścigałem wszelkiej maści odnośniki do książek, gier i komiksów. Miałem szczęście, że wiele materiałów kanonicznych bazowało na tym, co pisałem dla gier RPG dziesięć lat temu. Więc mogłem wrócić i sprawdzić moje oryginalne notatki.

P: Jeff, są jakieś zasady, których trzeba przestrzegać pisząc Gwiezdne Wojny?

O: Twierdzę, że jest jedna wielka zasada, której trzeba przestrzegać w Gwiezdnych Wojnach. Trzeba pozostać wiernym etosom i realności tego świata. To jest epickie, to coś więcej niż życie. To jest heroiczne. Pomimo natury Mandera, ta książka nie jest o jego pracy w archiwach. I choć opowiadanie w stylu CSI byłoby fajne, byłoby trudno sprawić by zadziałało przy tych założeniach. W tej książce miałem kilka miejsc, gdzie musiałem wyrwać chwasty z naukowego punktu widzenia, a potem je przywrócić w późniejszych wersjach.

P: Mander Zuma jest innym typem Jedi niż przywykliśmy widzieć w Gwiezdnych Wojnach. W jaki sposób go stworzyłeś?

O: Podczas gdy większość Jedi odnajduje się w heroicznym stylu, Mander nie potrafi się w nim odnaleźć. On jest Jedi, ukończył trening, ale potem przyhamował, bojąc się, że on tam nie pasuje. Dobrze się czuł w Praxeum i archiwach. Więc to historia o tym jak on wychodzi w świat i dorasta. Lubię postacie z wadami, zwłaszcza jak dojrzewają z czasem.

P: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z pisarstwem?

O: Piszę od czasów college’u, czyli lat 70., były to słuchowiska radiowe, opowiadania. Potem przygody dla TSR, z czasem zacząłem dla nich pracować, współtworząc zarówno settingi Forgotten Realms jak i Dragonlance. Moje pierwsze książki właśnie były napisane w Forgotten Realms, ale przeszedłem przez wiele współdzielonych światów, zarówno takich które pomagałem tworzyć, jak i takich w których gościłem. Kiedy pracowałem w Wizards of the Coast w zespole Billa Slavicseka, miałem okazję pisać przygody i materiały do gier Star Wars. Podobało mi się to, że miałem szansę coś wnieść do większego uniwersum.

P: Jakbyś porównał pisanie książek w świecie Gwiezdnych Wojen do tych światów, których dotknąłeś w przeszłości?

O: Każde uniwersum ma swoje własne zalety ale i wyzwania. Lubię widzieć Gwizdne Wojny jako wielką galaktykę, gdzie jest miejsce na mnóstwo historii które używają pewnych elementów znanych mitów. No i miecze świetlne. Te są cudowne.

P: Kiedy zdecydowałeś, że chcesz zostać pisarzem?

O: Czytałem mnóstwo SF i fantasy gdy byłem dzieckiem, i chciałem dostać posadę Isaaca Asimova, jego naukową kolumnę, w której tłumaczył zawiłości techniki ludziom. A kiedy zacząłem pisać, zrozumiałem, że mogę tworzyć światy, sprawić by funkcjonowały jak spójne, kreatywne byt. To mnie kręci, to też jedna z przyczyn, dla których lubię pracować w współdzielonych światach.

P: Jak to jest pisać o gwiezdno-wojennym półświatku? Podobało ci się pisać o Huttach? Czy jest może jakaś inna część uniwersum o której chciałbyś jeszcze napisać?

O: Jestem fanem książkowych szumowin i łajdactwa. To pewien cień uniwersum, zarówno niebezpieczny jak i kreatywny. Imperium ma bardzo ludzką formę, co sprawia, że inne rasy gdzieś się chowają. To pozwala wykorzystać bardzo ciekawą gamę postaci. Lubię te enklawy, więc Wspólny Sektor jest innym miejscem, w które chciałbym się wgłębić. Są taką drugą stroną Huttów.

P: Kto według ciebie wygrałby walkę Parella czy Ziro?

O: Uwielbiam Ziro, ale to Parella wygrałby.

P: Planujesz serię w Gwiezdnych Wojnach z powracającymi postaciami?

O: Na razie nie planuję żadnej kontynuacji serii. Myślę, że jest tu mnóstwo opowieści do napisania.

P: Który autor cię najbardziej inspirował?

O: Wielu. Tolkien za tworzenie światów, Twain za język, Raymond Chandler za dialogi. Dziś uznajmy, że najbardziej był to profesor Tolkien.

P: Na ile ci pozwolono w odwoływaniu się i integrowaniu wydarzeń z innych powieści z twoją własną?

O: Nie miałem z tym problemów, gdyż uniwersum Gwiezdnych Wojen jest stosunkowo dobrze udokumentowane. Wszystko, co napiszę, jest wysyłane do Lucasfilmu z prośbą o zatwierdzenie, więc jeśli coś jest nie tak, wysyłają mi informację. Jedną rzeczą, w którą wierzę jest respektowanie pracy poprzednich twórców. Skoro zatem ktoś przedstawił konkretny fakt, traktuję go jako prawdę. Jeśli bym nie mógł, to dlaczego ktoś powiedział, co powiedział?

P: Większość, jeśli nie wszystkie główne postacie w „Scourge” to nowi bohaterowie w EU. A o których istniejących już postaciach chciałbyś pisać?

O: Mander, Reen, Eddey czyli główni bohaterowie to faktycznie nowe postaci, podobnie jak wiele pobocznych. Klan Anjiliac pojawił się w projektach gier i czekał na mnie aż ich stamtąd wyrwę. Natomiast ze wszystkich Jedi chciałbym napisać o Obi-Wanie. Han też byłby wyzwaniem, ze względu na jego długą historię. Lubię też mniej znaczące postacie, jak Dexter Jettster.

P: Jakie są wyzwania przy pisaniu w współdzielonym uniwersum, w szczególności w Gwiezdnych Wojnach?

O: Jednym z najważniejszych jest firma. Wiele osób pisze w tym samym czasie, co ty, więc nie możesz kontrolować jednocześnie wszystkiego (na szczęście redaktorzy to robią). Musisz być gotów robić zmiany dla dobra większego uniwersum. Nawet jeśli twój projekt jest najlepszy dla uniwersum, musisz mieć na uwadze to, co robią w tym czasie inni. Dobry przykład jest taki, roboczy tytuł tej książki brzmiał „Tempest” („Nawałnica”), ale okazało się, że ta nazwa została już użyta w innej książce. Nie piszesz więc samemu, ale to także jest zaleta.

P: Jeśli miałbyś napisać śmierć głównej postaci jak Luke, jak byś go zabił?

O: Miałem powiedzieć „heroicznie”, ale to co mam na myśli lepiej oddaje słowo „spełniony”. Jego zadanie udało się wykonać, jego przygoda się skończyła. Nie ważne, czy umarłby w bitwie, czy w domu otoczony wnukami, Luke dostałby swój szczęśliwy koniec.

P: Gdybyś miał opisać wojnę w kosmosie i na planecie pomiędzy dwiema dowolnymi armiami z EU, które byś wybrał i dlaczego.

O: Dowolny okres czasowy? Wybrałbym Kozzaka Hutta z jego Klatooinianami, Nikto i Vodranami wspomaganymi przez armię droidów. A z drugiej strony Mace’a Windu. Tak, chciałbym napisać coś o Macie Windu.

P: „Scourge” koncentruje się na bardziej wywrotowych aspektach niż większość książek Star Wars, ukazuje też naturę uzależnienia. Jak to współgra z Gwiezdnymi Wojnami?

O: Przyprawa to część uniwersum Gwiezdnych Wojen od zarania, ma też szerokie zastosowania, od substancji uzależniającej, przez medycynę, aż do różnego typu stymulantów. Ta książka pozwoliła mi ukazać, że są różne typy przyprawy i ludzie różnie na nie reagują. Hutt Popara stawia się ponad swych współtowarzyszy, gdyż nie handluje ani twardą przyprawą ani niewolnikami. Reen szmuglowała, ale nigdy nie miała do czynienia z czymś tak podstępnym jak Tempest, stąd jej reakcja i poczucie winy, no i działania.

P: Jednym z ważniejszych bohaterów Gwiezdnych Wojen, który nie doczekał się swojego rozwoju jest Bail Organa. Co o nim myślisz?

O: Opowieść Baila byłaby fajna, brał udział w akcjach, wspierał rebelię, powstrzymywał imperatora nic nie tracąc. I ostatni poranek w jego życiu wyglądał tak, że spogląda na Gwiazdę Śmierci na niebie i myśli: „więc końcu się stało”.



Tagi: Jeff Grubb (17) wywiad (147)

Komentarze (6)

Mam gdzieś Karpyshyna, dawać mi więcej Gruba.

ja natomiast się ciesze że powstają powieści nie tylko o Jedi i Sith, każdy aspekt galaktyki Star Wars powinien być rozwijany, świat nie kończy się tylko na brzęczących, kolorowych jarzeniówkach.

jestem tego samego zdania co Qel Asim. A wywiad fajny.

jeff GRUBY XD

Niech zrobią jakiś wywiad z Drew Karpyshynem na temat "SWTOR:Annihilation". Mam gdzieś Denninga i Gruba

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Książki"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.