Książki

Kolejny wywiad z Jeffem Grubbem

RI

Niedawno mieliśmy okazję zaprezentować Wam wywiad z Jeffem Grubbem jaki odbył się na łamach Facebooka. Teraz Jeffa Grubba wzięli w obroty specjaliści z Del Rey. Poniżej wywiad przeprowadzony przez Del Rey i TheForce.Net z autorem „Scourge’a”.

P: Na początek witamy w Expanded Universe Gwiezdnych Wojen. Jakie jest twoje najstarsze wspomnienie związane z sagą?

O: To był mój drugi rok studiów na Uniwersytecie Purdue, siedzieliśmy w Pizza Keg z grupą graczy, fanów SF i członkami bractwa rycerskiego. Jeden z członków tej grupy mówił o jakimś nowym SF, który miał się pojawić latem następnego roku. Opisał to jako space operę, ale w której źli noszą białe zbroje.

P: Kto jest twoją ulubioną postacią i jaka jest twoja ulubiona scena z tą postacią?

O: Z filmów? Oczywiście Han, za jego wspaniałą umiejętność, że w środku danej sytuacji nagle rozumie, że to go przerosło. Cała rozmowa przez interkom na Gwieździe Śmierci to dobry przykład. „Wszystko w porządku, dziękuję. A co tam u was?” To chwila w której on wierzy, że to zadziała, ale chwilę później wszystko się wali.

P: Czy kolekcjonujesz jakieś pamiątki/gadżety?

O: Słowo kolekcjonuję jest trochę zbyt silne. Ale jeśli byśmy użyli słowo „akumuluję” w zamian. Mam mnóstwo starych komiksów Marvela, mam też kilka oryginalnych figurek (w tym C-3PO, którego łączone części zamalowano tak, że nie mogą się ruszać).

P: Jak bardzo byłeś obeznany z EU zanim dostałeś kontrakt na „Scourge’a”? Która era w uniwersum jest twoją ulubioną?

O: Krążę wokół uniwersum Gwiezdnych Wojen od lat. Brałem udział w tworzeniu Star Wars RPG Wizardów (mój Wookiee miał na imię Whappamanga), napisałem kilka projektów dla tej gry, byłem też jednym z projektantów gry miniaturkowej Wizardów. Natomiast moja ukochana żona gra w Star Wars RPG od West End Games od prawie zawsze.

Ulubiona era? Należę do starej szkoły. Era Rebelii jest moją ulubioną, potem okres Nowej Ery Jedi.

P: Czy dostałeś jakieś rady od innych autorów Gwiezdnych Wojen, jak pisałeś „Scourge’a”?

O: Troy Denning był bardzo pomocny i chcę mu podziękować publicznie za jego rady i pomoc. Razem jesteśmy starymi weteranami z TSR, pracowaliśmy przy wielu dzielonych światach. Troy wsiąkł już w uniwersum Gwiezdnych Wojen tak głęboko, że doskonale wie jak wszystko działa, więc wyjaśnił mi czego mogę się spodziewać pracując z klasyczną marką jak Gwiezdne Wojny.

P: Dlaczego chciałeś napisać książkę z samymi nowymi postaciami?

O: Kiedy zacząłem tę książkę, złożyłem kilka pomysłów w Del Rey. Niektóre z nich dotyczyły znanych postaci, inne mniej znanych, które pojawiły się w kanonie (Dexter Jettster to jedna z moich ulubionych), a kilka całkowicie nowych postaci. Ustaliliśmy, że wybierzemy historię, która jest osadzona w znanych miejscach i okresie, ale z nowymi postaciami.

P: Czy planowałeś włączyć jakąś znaną postać do książki, by się pojawiła na krótką chwilę?

O: Nie, żadnych pojawień. Wyobraziłem sobie Hana, który pojawia się, macha ręką i znika. Lubię pomysł, że to duży wszechświat, z mnóstwem opowieści do rozwinięcia. Owszem, te ikoniczne postaci mają bardzo długie cienie, a ich osiągnięcia i wiedza są wspominane latami.

P: Możesz opowiedzieć trochę o decyzji by oprzeć powieść o podręcznik do RPG pt. „Tempest Feud” firmy Wizards of the Coast. Jak zdecydowałeś co należy wyciąć, a co dodać? Czy coś musiało być zmienione ze względu na rozwój oryginału jako gry RPG?

O: „Tempest Feud” stanowiło kręgosłup historii. W oryginale zostało to napisane tak by przypominało trochę film. Podzielono na trzy części, każda dziejąca się na innej planecie, jak trylogia.

Gdy jednak robi się przygodę RPG, dostarcza się scenerii, bohaterów niezależnych, fabułę i mechanikę gry. To gracze odgrywają protagonistów, to oni tworzą ich osobowość i historię. Gdy przenosi się to do powieści, trzeba odnaleźć motywację postaci, a także zmiany wynikające z interakcji między nimi. Dodatkowo jest możliwość ukazania tego, co dzieje się poza bohaterami, czego nie da się oddać w scenariuszu do RPG.

W rezultacie dodałem światy i postaci. Wszedłem głębiej w postaci, niż poprzednio. W szczególności dużo pracowałem nad główną postacią, Manderem Zumą. Opowiadam czasem, że zacząłem z historią o łotrach, która stała się opowieścią o Jedi. To właśnie Mander Zuma jest przyczyną tej ewolucji.

P: W jaki sposób przemawiają do ciebie Huttowie i Wspólny Sektor? One nie pojawiają się często w EU, choć mają duży wpływ na wszechświat.

O: Lubię obie ze względu na ich miękką władzę - ekonomiczną, w przeciwieństwie do militarnej. W końcu Korporacje nie są jakieś pazerne, są zadowolone że mogą egzystować w swoich granicach. Z drugiej strony obie (i Huttowie i korporacje) zachowały swoje strefy wpływów przez całą Erę Republiki i Imperium. Dodatkową rzeczą, która mnie pociąga we Wspólnym Sektorze jest seria przygód Hana Solo Briana Daleya, z zamierzchłych czasów. Mówiłem, że pochodzę ze starej szkoły.

P: Mander Zuma to nie jest typ Jedi, do których przywykliśmy. Nie jest doświadczonym wojownikiem, nie czuje dumy ze swego miecza świetlnego i pracuje głównie na zapleczu Zakonu Jedi. Czy ten brak typowej „Jediowatości” sprawia, że to ciekawa postać?

O: Myślę, że to jego podstawowa rola w powieści. On ma syndrom oszusta, nie wierzy że jest Jedi. Widzi plakaty, hologramy, słucha legend i wie, że owszem ma Moc, ale ona manifestuje się u niego zupełnie w inny sposób, zgodny z jego charakterem. Czasem przez to działa efektywniej niż tradycyjny, heroiczny Jedi, ale to ma też skutki uboczne. Myślę, że w nim jest pełno niepewności, że nie jest prawdziwym Jedi, że nikt nie będzie szukał o nim informacji w holonecie.

P: Jest trochę zamieszania i zmyłek z prawdziwą tożsamością pozostającego w cieniu głównego czarnego charakteru, który rządzi handlem Tempest. Miałeś od początku kogoś w głowie, czy raczej postać ewoluowała w trakcie pisania?

O: Tożsamość Lorda Przyprawy była ustalona na samym początku. Władca handlu Tempestem, jego rozwój i interakcja z postaciami jest lustrzanym odbiciem tej którą ma Mander Zuma, sprawia, że to doskonały arcywróg.

P: Rzadko spotykamy rodzinę lub osobę wybraną do treningu Jedi, ale niektóre źródła wskazują, że wiele istot żywiło obawę i niechęć wobec Jedi zabierających ich dzieci lub niemowlęta. Co myślisz o tym sposobie rekrutacji Jedi, i w jaki sposób twoje uczucia odbijają się w tym jak napisałeś Reen Iranę?

O: Nie wiemy dużo o życiu rodzinnym Reen i Toro, ale wiemy, że Reen także udało się wyrwać z jej rodzinnej planety, co pewnie nie miałoby miejsca gdyby zakon Jedi nie rozbił jej rodziny. W rezultacie brat i siostra trzymali ze sobą kontakt, po opuszczeniu domu. Ale Reen wierzy, że Jedi sprzedali Toro marzenie o byciu Jedi, więc w rezultacie są odpowiedzialni za to, co się z nim stało. Więc podobnie trochę jak Mander, czuje się odpowiedzialna za śmierć Toro, i częściowo szuka osoby odpowiedzialnej, by zamknąć sprawę.

P: Nie wyjaśniasz dokładnie kwestii śmierci Toro Irany. Czytelnicy mogą się zastanawiać, czy był słabo wyszkolony, czy to może uzależnienie. Czemu taka niejednoznaczność? Co twoim zdaniem jego przeznaczenie ma nam powiedzieć o byciu Jedi?

O: Jednym z największych pytań o śmierć Toro jest to czy to natura czy wychowanie doprowadziły go do jego końca. Czy zawiodło szkolenie, czy on sam? Część historii jest o tym jak Mander radzi sobie z tym pytaniem. Jak radzi sobie z śmiertelną porażką, jaką okazało się ostatecznie szkolenia kogoś, kto mu zaufał.

Tak jak Mander nie czuje się w roli Jedi, tak Toro ma wszystkie cechy bycia dobrym Jedi, jest impulsywny, ale też zdolny, dynamiczny i bohaterski. Myślę, że te cechy przykryły wiele znaków ostrzegawczych, których ani Jedi ani Reen nie dostrzegli, nim było za późno.

P: Wyobraźmy sobie, że dostajesz drugi kontrakt na książkę Star Wars. Co byś chciał w niej opisać?

O: Myślę, że jest mnóstwo rzeczy, które można zrobić z Huttami i Korporacjami. Lubię ten typ książek, które zajmują się mrocznymi stronami Imperium. Opowieść Mandera rozwinęła się do wspaniałego poziomu, a teraz ze względu na jego doświadczenie jest idealnym bohaterem, by się zajmować tymi dwiema społecznościami.

Ale biorąc wszystko pod uwagę, wciąż jestem wielkim fanem Dextera Jettstera. I zastanawiam się jak on by sobie poradził z mieczem świetlnym?



Tagi: Jeff Grubb (17) wywiad (145)

Komentarze (4)

Jeff jest dośw8aidczonym facetem jeśli chodzi o Star Wars, w końcu to głównie RPG kształtowało rozwój Uniwersum Star Wars i mam nadzieje że będzie dalej kształtować poprzez nową edycję RPG.Tak wiec książka z pewnością będzie dobra

Facet wydaje się całkiem w porządku. Mimo, że nie lubię Huttów, tych całych korporacji, Sektora Wspólnego, a wolę Nowy Ład (chociaż Mandalorianie też są całkiem interesujący z całą tą ich otoczką... braterstwa :D), to zainteresował mnie. Chyba fajniej i lepiej pisze się książkę, która dzieje się z dala od Coruscant, Wielkiej Trójcy, całego zamieszania. Chociaż między Huttami też spokojnie nie jest, jednak w takim otoczeniu ma się ogromne pole do popisu. Do tego taki Jedi, jakiego EU potrzebuje - chyba się zgodzicie, że mamy aż nadto Jedi, którzy nigdy się nie wahają i są ubermocni?
Coś w stylu Jadena Corra, fajnie.
Tak więc książkę przeczytam z przyjemnością.

Jeff GRUBY [2] hehehe

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Książki"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.