Wojny Klonów

Tartakovsky o nowych „Wojnach klonów”

Huffington Post

Z końcem września na amerykańskie ekrany wejdzie film animowany „Hotel Transylwania” w reżyserii Genndy’ego Tartakovsky’ego, czyli twórcy pierwszej odsłony „Wojen klonów”. Przy okazji wywiadu udzielonego Huffington Post dotyczącego nowej produkcji rozmowa dość mocno odeszła od głównego tematu i zboczyła w tematy gwiezdno-wojenne. Dość drażniące dla Tartakovsky’ego, zdobywcy Emmy właśnie za serial „Wojny klonów”, który jakby nigdy nie istniał, zastąpiony nową wersją.

W roku 2003 George Lucas zlecił Tartakovsky’emu wyprodukowanie animowanego spin-offa, którego akcja działaby się między „Atakiem klonów” a „Zemstą Sithów”. W 2008 wyszła nowa wersja „Wojen klonów”, jakby reboot, który początkowo bazował na niektórych postaciach i ich projektach, z czasem jednak zaczął wymazywać wydarzenia z serialu Tartakovky’ego z oficjalnych biografii.

P: W jednej scenie mamy latające stoły, które w pewnym momencie przypominają trzy TIE Fightery ścigające X-Winga. Czy to celowe nawiązanie do „Gwiezdnych Wojen”?
O: Tak. I nic nie można z tym zrobić, to część naszego życia. Pozwoliłem sobie teraz tylko na jedno odniesienie do „Gwiezdnych Wojen”.

P: Tylko jedno? Nawet nie czułem, by to było bezpośrednie nawiązanie. Trzeba mocno się skupić, by je wyłapać.
O: To prawda. To super subtelne nawiązanie, a takie zazwyczaj są najlepsze. Myślę, że w trakcie pracy nad filmem mieliśmy nawet kwestię „I have you now”, ale to zaszłoby za daleko.

P: Nie ma możliwości przeholowania z nawiązaniami do Gwiezdnych Wojen.
O: Cóż, zrobiłem „Star Wars”. I myślę, że tworzyłem tego więcej zanim naprawdę je tworzyłem. Ale gdy w końcu je stworzyłem, mogłem sobie powiedzieć: „Wow, zrobiłem coś prawdziwego”. Potem trzeba się wycofać. Przeszedłem długą drogę.

P: A skoro już jesteśmy przy twojej wersji „Wojen klonów”, czy martwi cię to, że powstała inna wersja, a twoja już raczej znajduje się poza kanonem?
O: Taa. Oczywiście, że mnie to martwi. Ale, wiesz, to postaci George’a. To jego świat i on robi to, co musi. A nawet nowe „Wojny klonów” są inspirowane tym, co robiliśmy. Wiele postaci i przedmiotów ma podobny kształt.

P: I to też cię martwi?
O: Nie, powtórzę, to nie są moje postaci, więc on może robić sobie z nimi co chce. Ale chodziły słuchy, że to ja miałem coś z tym robić. Zamierzałem pójść do Lucasa i stać się ich odpowiednikiem Johna Lassetera, czyli osobą która robi filmy i nadzoruje serial telewizyjny „Star Wars”. Jakoś to się jednak rozeszło po kościach i takie tam. W każdym razie jestem super dumny z tego, co zrobiliśmy. Czułem, że sprawiedliwie się obeszliśmy z „Gwiezdnymi Wojnami”, także jako fan.

P: Chodzi o to, że ludzie nie zapomnieli o tym, co zrobiliście, nawet jeśli tego się od nich oczekuje?
O: To jedna z tych rzeczy, która jest dla mnie strasznie dziwna, że on chce się tego wszystkiego pozbyć. Przecież byliśmy w encyklopediach, znaczy niektóre z postaci, które stworzyliśmy. A teraz tego wszystkiego nie ma. Nawet nie można dostać DVD i wszystkich tych dodatków, gadżetów. I to jest jak..., zresztą nieważne. Co masz zamiar z tym zrobić? Przecież to istniało!

P: Trochę mam odczucie, że wyrzucono was do śmietnika razem z „Holiday Special”.
O: Myślę, że George jest geniuszem. Myślę, że on chce... Choć nie znam dokładnie powodu. Ale jedyny sens, jaki sobie mogę wyobrazić, jest taki, że on chce to wszystko wyczyścić. Jest przecież tyle fikcji, która powstała z „Gwiezdnych Wojen”, acz nie sądzę, by to miało jakieś znaczenie.

Rozmowę przeprowadzono podczas Toronto International Film Festival, gdzie Tartakovsky promował swój najnowszy film. „Hotel Transylwania” wejdzie do amerykańskich kin 28 września, do polskich dopiero w listopadzie.



Tagi: Clone Wars (216) Genndy Tartakovsky (46) The Clone Wars (1188) wywiad (145)

Komentarze (19)

Rodzyn bez epitetów, ochłoń trochę. W kinie SF oprawa audio wizualna jest bardzo ważna, właśnie z tego zasłynęły Gwiezdne Wojny, ale co ty możesz o tym wiedzieć, jak cię wtedy jeszcze na świecie nie było.

W kinie, owszem. Zresztą CW wyszło 10 lat temu ;).
Nie nie wiem z czego zasłyneły GW, tylko ty to wiesz, żaden inny fan na forum nie ogarnia tego ;).

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że Zgrywus Tartakovsky'ego, kłóci się z wizerunkiem Zgrywusa Lamusa z ROTS, co powoduje, że Zgrywus Tartakovsky'ego, jest zwyczajnie w świecie niekanoniczny wobec filmów.

Zgrywus Tartakovskyego ma o wiele więcej wspólnego z tym z ROTSa niż ten z TCW. Owszem miał wizerunek tchórza, ale budził respekt, no i miał na koncie sporą ilość zabitych Jedi.

I tym miłym akcentem życzę fanom i hejterom miłego oglądania lubianej bądź znienawidzonej historii Wojen Klonów.

Historia ma MEGA potencjał, co z tego skoro Lucas i tak to spier*olił? ;)

Vergesso może pytanie i stare, jakkolwiek odpowiedz na nie jest już dawno znana, pierwsze było ofkoz jajko, a potem kura, to chyba oczywiste dla każdego, chyba? Jeśli nie wiesz, to mogę ci wytłumaczyć, jeśli ładnie poprosisz?

"Jak dla mnie obie animacje są tak samo brzydkie, tyle że jedna tradycyjnie, a druga komputerowo"

Poczucie piękna jest subiektywne w ocenie oczywiście, jednak gdybym animację obu seriali miał przyrównać do samochodów, to CW jest z pewnością starym Trabantem, a TCW wypolerowanym Audi A5, nie wiem jak ty, ale mi się podoba Audi, skoro tobie żaden z powyższych, pewnie ty wybrałbyś traktor?

"A co do dźwięku, to nie ma wielkiej różnicy, chyba że mówisz o muzyce, ale tu lepiej wypadają CW Tartakovsky'ego"

Różnica jest kolosalna, w CW jest mało sampli, jeden dźwięk podkładany był do wielu różnych sytuacji, a fakt, że w CW jest mniej postaci, ras, pojazdów, przedmiotów, oraz lokacji, drastycznie wpływa na bardzo mały wachlarz sampli. Co innego w TCW, tu jest orgia różnego rodzaju dźwięków, które znacząco w zbogacają, oraz uwiarygodniają udźwiękowienie filmu, nie mówiąc już o dźwięku przestrzennym, który w TCW jest taki, jak w filmach, a w CW bladziutko to wypada.

" LOL :D W CW przeważnie fabuła była rozłożona na kilka odcinków, a w TCW przeważnie jest zamknięta w jednym odcinku, a jak czasem odejdą od tej zasady, to już się spuszczają "Oh trylogia!", "Oh dylogia!" Ale faktycznie, to że odcinki CW trwały tylko po kilka minut to jest wada."

Hm, jak zlepisz 5 epizodów z CW, to wyjdzie ci raptem jeden odcinek TCW, no faktycznie w pięciu odcinkach następowało fabularne szaleństwo, tjjja. Widać masz poważne braki w ostatnich sezonach TCW, bo trzy lub cztery odcinki sklejone w jedną historię, to obecnie standard.

Łącznie całe CW trwa raptem przez dwie takie mini serie TCW, to by było na tyle.

"W CW miałeś piękne i przerażające sceny eksperymentów Unii Technokratycznej na Nelvaanach. A w TCW z kolei nie ma NIC MROCZNEGO. NIC!"


Bez jaj CW, to kolorowe Atomówki, a w TCW mhroku obecnie jest już więcej niż w ROTS, no może do TESB jeszcze mu brakuje, ale to się może jeszcze zmienić, choć nie TESB już nic nie przebije.


"A co do długości...faktycznie, TCW ma tu przewagę, że oferuje więcej czasu antenowego. Tylko co z tego, skoro poza tym oferuje niewiele więcej?"

To zachodzi arcy poważne pytanie, to, po co to oglądasz, tylko odpowiedz tak na spokojnie bym nie pękł ze śmiechu na pół?

"Tak swoją drogą, w przyszłym roku będziemy mieć dziesięciolecie CW"

Po dziesiątym sezonie TCW, też będziemy obchodzić dziesięciolecie, a co.

Rodzyn bez epitetów, ochłoń trochę. W kinie SF oprawa audio wizualna jest bardzo ważna, właśnie z tego zasłynęły Gwiezdne Wojny, ale co ty możesz o tym wiedzieć, jak cię wtedy jeszcze na świecie nie było.

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że Zgrywus Tartakovsky'ego, kłóci się z wizerunkiem Zgrywusa Lamusa z ROTS, co powoduje, że Zgrywus Tartakovsky'ego, jest zwyczajnie w świecie niekanoniczny wobec filmów.

I tym miłym akcentem życzę fanom i hejterom miłego oglądania lubianej bądź znienawidzonej historii Wojen Klonów.

GROM -> Taa, najpierw porównujesz dysputę do jednego z najstarszych pytań świata, i już pomyślałem, że to jedna z najmądrzejszych wypowiedzi tutaj...a potem nagle wymieniasz cechy przewagi TCW nad CW. Przeczysz sam sobie :P

"Jednak, gdyby przyrównać od strony audio wizualnej, to TCW deklasuje, CW na całej linii, począwszy od arcy brzydkiej kreski animacji CW, a skończywszy na słabym udźwiękowieniu."

Jak dla mnie obie animacje są tak samo brzydkie, tyle że jedna tradycyjnie, a druga komputerowo :P
A co do dźwięku, to nie ma wielkiej różnicy, chyba że mówisz o muzyce, ale tu lepiej wypadają CW Tartakovsky'ego.

"Oba produkty są kierowane do młodszego widza, jednak cztero minutowe odcinki CW skreślają ten produkt w kwestii fabularnej, bo ta w TCW często rozciąga się na cztery epizody po 20 min, co daje 80 min filmu łącznie, a to wystarcza by pokazać coś bardziej złożonego."

LOL :D W CW przeważnie fabuła była rozłożona na kilka odcinków, a w TCW przeważnie jest zamknięta w jednym odcinku, a jak czasem odejdą od tej zasady, to już się spuszczają "Oh trylogia!", "Oh dylogia!" Ale faktycznie, to że odcinki CW trwały tylko po kilka minut to jest wada.

"Nie mówiąc już, że mhroku w CW szukać na próżno, tam rządzą Atomówki."

W CW miałeś piękne i przerażające sceny eksperymentów Unii Technokratycznej na Nelvaanach. A w TCW z kolei nie ma NIC MROCZNEGO. NIC!

A co do długości...faktycznie, TCW ma tu przewagę, że oferuje więcej czasu antenowego. Tylko co z tego, skoro poza tym oferuje niewiele więcej?


Tak swoją drogą, w przyszłym roku będziemy mieć dziesięciolecie CW :)

Moim zdaniem bez porównania CW jest lepsze. Kto porównuje te bajki pod względem technicznym, wizualnym i audiowizualnym jest skończonym kretynem, sorry, ale w CW nie chodziło o efekciarstwo. Bajka w jakimś tam stopniu ciekawie przedstawiła Wojny Klonów, nie kłóciła się z istniejącym kanonem. Nie było Asuki, za to był Anakin (jakby nie patrzeć SW jest filmem właśnie o tej postaci), Grievous u Tartakovsky'ego był tym kim powinien być, czyli maszyną do zabijania Jedi, która budzi ogromny strach u przeciwnika. Był Druge, nie było takich kasztanów jak ten Duros w kapeluszu, czy wreszcie wskrzeszanie uśmierconych postaci jak Eeth Koth czy (kompletna głupota) Maul. Lucas geniuszem?? Owszem kiedyś był, tylko najzwyczajniej w świecie się wypalił, bądź $$ wypaliły mu mózg. ;)

@Stele -> Zdaję sobie sprawę, że oficjalnie zostało to wyjaśnione (Nelvaan ma się dziać po wydarzeniach z "Labiryntu"), ale ja tego po prostu nie kupuję. Pod koniec książki kanclerz już dawno został porwany, tymczasem w serialu nawet atak na Coruscant nie mógłby się wtedy jeszcze rozpocząć.

Jeśli zaś chodzi o Piella, to o ile Filoni zabiciem go zaskarbił sobie moją dozgonną nienawiść, gdzieś na amerykańskim forum przeczytałem dość ciekawą wypowiedź, że w sumie na niewinnego nie trafiło - ostatecznie Reaves też swoje namieszał w kanonie (pamiętne daty), samemu sobie też zresztą dość często zaprzeczając.

Jeszcze a propos mojej poprzedniej wypowiedzi: obok faktu, że u Genndy'ego eksplodowałoby nawet pudełko chusteczek higienicznych, co mnie strasznie - ale to STRASZNIE - wku*wiało w jego serialu to ta nachalna, niemiłosiernie kiczowata panorama. Przyznam, że w pewnych momentach spodziewałem się nawet, że na policzku Anakina/Asajj pojawi się ogromna łza.

Tradycyjnie, jak co roku wałkowanie, co lepsze, jajko, czy kura. Odpowiedz jest prosta dla fana SW, CW i TCW są fajne. Jednak, gdyby przyrównać od strony audio wizualnej, to TCW deklasuje, CW na całej linii, począwszy od arcy brzydkiej kreski animacji CW, a skończywszy na słabym udźwiękowieniu. Oba produkty są kierowane do młodszego widza, jednak cztero minutowe odcinki CW skreślają ten produkt w kwestii fabularnej, bo ta w TCW często rozciąga się na cztery epizody po 20 min, co daje 80 min filmu łącznie, a to wystarcza by pokazać coś bardziej złożonego. Nie mówiąc już, że mhroku w CW szukać na próżno, tam rządzą Atomówki.

Na marginesie 25 odcinków CW trwa łącznie około 130 min, co przekłada się na 6.5 odcinka TCW, o czym my tu mówimy.

Hejterzy TCW za jedyne kryterium krytyki przyjmują kanon, co śmieszy skoro sam Tartakovsky dokładnie wie, kogo są prawa autorskie, przyjmując kontrakt zdawał sobie sprawę, że w tej kwestii nie ma nic do powiedzenie, a jednak kontrakt przyjął na własną odpowiedzialność. On to rozumie, a hejterzy nie, od taki paradoks.

Walory artystyczne obu seriali są ofkoz indywidualna sprawą fana, ale jak dla mnie TCW jest z innej Ligii, co nie znaczy, że CW jest słabe.

Dwie płytki z wizją Wojen klonów Tartakovsky'ego są jednymi z perełek w mej kolekcji fana i z chęcią powracam do obu sezonów co jakiś czas.
Do kolekcji tej nie trafią natomiast kolejne sezony TCW Kapelusznika. Oglądam je na bieżąco i mimo, że serial miewa naprawdę dobre momenty, to nie mam ochoty ponownie oglądać. Zbyt alternatywna wizja.

Można się spierać, ale jak dla mnie różnica między CW a TCW jest mniej więcej taka jak między Grievousem Tartakovky'ego a Grievousem Filoniego. Ten pierwszy zmiażdżyłby tego drugiego w jakieś 5 sekund.

następny twórca i jego twórczość spuszczony do kibla, jeżeli nie ma żadnych zasad to jest totalna anarchia i destrukcja

Jaro -> Tyle, że jakby dokładnie przeczytać Labirynt Zła i obejrzeć ostatnie odcinki CW, to widać, że nie ma tam wielu rozbieżności. W książce w pewnym momencie do ekipy Shaak Ti i Stass Allie dołączają Jedi: jeden Ithorianin i jeden Talz. Czyli się zgadza z wizją Tartakovsky'ego ;) Jeśli miałbym się czepiać Tartakovsky'ego o nieścisłości, to bardziej przyczepiłbym się K'Kruhka.

To jest jednak co innego, niż uśmiercenie Jedi, który powinien żyć, do czego dopuścili Lucas, Filoni i reszta bandziorów.

A Tartakovsky niech się nie martwi, bo tak samo jak on zostali potraktowani Blackman, Brian Ching, Michael Reaves i inni...

Jak dla mnie TCW nie są wzorowane na CW. CW miało swoje minusy, ale nie rozwalało kanonu - to były po prostu wydarzenia z Wojen Klonów lekko podkoloryzowane, bo jakby nie patrzeć mieliśmy do czynienia z kreskówką. Ale każdy fan SW mógł zrobić sobie maraton ze wszystkimi odcinkami obojętnie jakiego sezonu CW i oglądać z przyjemnością. TCW olewa wszystko co zostało stworzone, jakiekolwiek zasady. Robione są kolejne odcinki, coraz bardziej absurdalne, bo Filoni wychodzi z założenia, że dzieci i tak to łykną i będzi "osom".

CW i Labirynt były publikowane w bardzo małym odstępie. Oba pewnie powstawały niezależnie na podstawie sugestii LF i produkcja obu z pewnością była zaawansowana przed wydaniem któregokolwiek. Tamte rozbieżności zresztą są malutkie. Tu jeden sidekick więcej, tu kolejność scen zamieniona czy inaczej poprowadzony dialog. Wymowa starć na Coruscant pozostaje identyczna.

Tartakovsky ... po prostu pozwolił by traktowali go przedmiotowo.
CW/TCW - jedno miało przemawiać do młodzieży i starszych, drugie wyłącznie do dzieci. A, że kapelusznik i Lucas chcą zrobić z tego serialu dla dzieci na siłę coś dla starszych, to trudno. Obejrzeć zawsze można. Pośmiać się też.

@Piett -> No ale musisz jednak przyznać, że jeśli chodzi o zgodność z kanonem, to Tartakovsky i Filoni mają remis 1:1. Ten pierwszy zarąbał "Labirynt zła", a drugi "Pogrom Jedi".

Pewnie wielu z was się tu narażę, ale osobiście nie oceniam CW wiele wyżej niż TCW. Szczególnie bolało mnie tanie efekciarstwo, które reżyser ten uczynił swoim znakiem rozpoznawczym jeszcze w czasach "Samuraja Jacka", a co najbardziej wku*wiało mnie w fakcie, że każda przedstawiona w serialu maszyna - dosłownie KAŻDA - eksplodowała w kaskadzie ognia wskutek najdrobniejszego choćby draśnięcia. Jedi byli zdecydowanie zbyt potężni, praktycznie każdy mógłby spokojnie dorównać Starkillerowi (vide Yoda odsuwający Mocą statek droidów).

Tartakovsky... zrobiłeś CW, w których jest więcej mroku, obrzydliwości wojny i świetnie nakreślonych bohaterów (nawet w formie fun-kreskówkowej) niż TCW będzie kiedykolwiek w stanie nawet wymyślić...

Twórczość Genndy'ego na zawsze w naszej pamięci. [*]

Ech, biedny Tartakovsky... biedni my.

Jego opinia chociaż niepotrzebnie nawet tutaj podlizuje się flanelowcowi. Nazwanie geniuszem gościa który stworzył Holiday Special,Kaczora Howarda, Jar Jara czy jak to określił kultowy South Park "zgwałcił Indiego" jest raczej dość kontrowersyjne:).

No cóż - murzyn zrobił swoje, to flanelowiec wraz z szalonym kapelusznikiem murzynem każą sp......ać. Wojny Tarkovskiego chociaż miały swoje mankamenty z pechowym konfliktem z Labiryntem zła na czele to jednak nadal byli fajną kreskówką która nie szła w konflikcie z twórcami książek i komiksów z lat 2003-2005 dzięki czemu powstało zarazem fajne jak i spójne uniwersum. A dziś już tylko pozostała jawna pogarda dla takiej twórczości i tylko czekać jak doprowadzą do opuszczenia Zahna, Luceno, Ostrandera czy innych jak tylko coś postanowi się spieprzyć ku uciesze niedzielnych fanów nie wystających wzrostem ponad blat biurka. Szkoda.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Wojny Klonów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.