Książki

Wywiad z Troyem Denningiem

Kolejny z serii wywiadów po Celebration VI. Tym razem z Troyem Denningiem.

P: Najważniejsza wiadomość to zdecydowanie Crucible. Co możesz nam powiedzieć o tej książce?
O: Występują w niej Han, Leia i Luke. Zaczyna się w barze, a Han strzela pierwszy.

P: A czy zobaczymy Squibów?
O: Nie sądzę. A przynajmniej nie ma planów. Ze Squibami jest tak, że pojawiają się wtedy kiedy chcą.

P: A jak zaawansowany jest proces pisania?
O: Niedawno zacząłem na dobre, ale to dość trudne pytanie, ze względu na sposób w jaki pracuję. Zaczynam od czegoś w stylu eksplorowania wchodząc w książkę, a to się toczy bardzo wolno, zwłaszcza w początkowej fazie. Potem jest taki punkt, który się pojawia gdzieś jak już trochę popracuję, gdzie coś we mnie przeskakuje i wszystko zaczyna się dziać bardzo szybko. Teraz właśnie jestem w punkcie, gdzie coś we mnie przeskoczyło. Wszystko się ułożyło w mojej głowie, znam postaci, kim są i czego chcą, oraz co próbują uzyskać. Teraz jestem na etapie na którym mogę wszystko z siebie wyrzucić, zamiast dalej rozwijać i eksplorować to, co chcę osiągnąć.

P: Piszesz w kolejności, sekwencjami czy...?
O: Tak, zawsze piszę sekwencyjnie. Chociaż, nie chcę powiedzieć zawsze, prawie zawsze piszę sekwencyjnie.

P: Paul Kemp twierdzi, że pisze po kolei, a to dla mnie trochę dziwne, bo nie słyszałem o nikim, kto by tak robił.
O: Kiedy nie piszę po kolei, co mi się zdarza, skaczę koncentrując się wokół jednego wątku, mam dwa lub trzy główne wątki i staram się przeskakiwać między nimi, by powstawały mniej więcej w tym samym czasie. Czasem jednak jest tak, że napiszę jeden cały wątek, a dopiero potem kolejny, a następnie dzielę je i mieszam, wsadzając jeden między drugi. To jedyny przypadek, gdy zdarza mi się nie pisać po kolei.

P: Teraz piszesz swoją dwunastą powieść Star Wars, czy spróbujesz z nią poeksperymentować, by była inna niż poprzednie powieści?
O: Nie mam zamiaru tworzyć jej tak by się specjalnie wyróżniała od innych. Kiedy piszę książkę, jakąkolwiek książkę, to co robię to staram się by była dopasowana do tego czego potrzebuje opowieść. Więc nie myślę w kategoriach, o to moja dwunasta książka, muszę ją napisać tak by się różniła od pozostałych. Raczej myślę tak, że to będzie książka o Hanie, Lei i Luke’u i ich wielkiej przygodzie, a to co muszę zrobić to zapewnić, by ta przygoda była ekscytująca i fajna, dziejąca się szybko i wciągająca.

P: A myślałeś kiedyś by pisać komiksy?
O: Kiedyś bawiłem się takim pomysłem, ale nigdy nie podszedłem do niego na serio. Właściwie nie wiem jak pisać komiksy.

P: A nie byłoby to interesujące?
O: Cóż, może i zainteresowałbym się pewnego dnia pisaniem komiksów. Jakbym znalazł cierpliwego wydawcę, który pokaże mi jak pociągać za sznurki pisząc komisy. Jestem pewien, że większość ludzi doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie można przejść z jednego medium do drugiego, dokonać zmiany. Są pewne małe sztuczki, których się trzeba nauczyć, a ja nie znam tych sztuczek dla komiksów.

P: A teraz takie podchwytliwe pytanie. Ty, Aaron Allston i Jeff Grubb zawsze nosicie tropikalne koszule. To jakiś tajny klub?
O: (śmiech) Może i jest. To pochodzi z czasów pracy w TSR. Co prawda Aaron nigdy nie pracował w TSR, ale pracował dla TSR w dawnych czasach. Dziś trudno mi sobie przypomnieć jak ta tradycja się zaczęła, ale projektanci gier w TSR nosili tropikalne koszule. Myślę, że ’Zeb’ Cook mógł zacząć je pierwszy nosić, potem Jeff podchwycił temat, a potem ja. W końcu Aaron. Od tamtego czasu stało się to taką tradycją, moim konwentowym mundurem. Prawdę mówiąc mam kilka tropikalnych koszul, które noszę na konwentach i poza nimi ich nie zakładam.

P: Kolejną dużą zapowiedzą ostatnich tygodni była twoja nowa powieść z Forgotten Realms - „The Sentinel”. Co możesz nam o niej powiedzieć?
O: O to będzie coś fajnego, mamy świetny pomysł. Wizards of the Coast poprosiło mnie w listopadzie zeszłego roku o rozmowę na temat nowej książki z „Forgotten Realms”, a ja głupio im odpowiedziałem „Jasne, załatwcie darmowy przelot do Seattle bym mógł się spotkać ze starymi znajomymi i pogadać z WOTC, firmą z którą nie współpracowałem od dziesięciu lat. Zawsze mogę pojechać i pogadać”. No i pojechałem. Mieliśmy trzydniowe spotkanie i pod koniec trzeciego dnia mieliśmy już fabułę nie tylko do mojej powieści, ale też do pięciu innych w serii. Byłem tym tak podekscytowany, że nie mogłem się doczekać kiedy zacznę to pisać. Jak ustaliliśmy, to będzie powieść w świecie „Forgotten Realms”, część serii „Sundering”. Bob Salvatore zacznie ją z „The Companions”, a Ed Greenwood skończy z „The Herald”. Moja „The Sentinel” będzie przedostatnią. Cała seria „The Sundering” ma opowiedzieć o wielkich wydarzeniach w krainach, to będzie ważna opowieść dla całej historii. Każdy z nas opowie część tej historii z perspektywy grupy postaci, które pojawiają się w serii. Będziemy mieć sześć takich grup, więc i sześć perspektyw, bo wszystkie postaci są różne. Książka będzie samodzielną opowieścią. Więc jeśli będziesz chciał czytać trzecią część, nie będziesz musiał znać pierwszej i drugiej, ale jeśli będziesz chciał poznać całą historię tego co się dzieje na świecie, będzie trzeba zacząć czytać od książki pierwszej – „The Companions” i przejść aż do samego końca.
Będzie zabawnie. Wśród moich postaci jest zgorzkniały paladyn, który przez całe życie wyznaje martwego boga Helma. Oczywiście, skoro jego bóg jest martwy, to mu szczęśnie nie sprzyjało. Zestawiam go z księżniczką, która jest bardzo szlachetną księżniczką, ale mającą o sobie zbyt duże mniemanie. Wydaje jej się, że jest bardzo ważna na świecie. Kolejną postacią jest mój wieloletni, stary bohater z Zapomnianych krain, Cyric, książę kłamstw. W końcu wrzucam go w wir przygody razem ze zgorzkniałym paladynem i księżniczce z urojeniami. To będzie bardzo zabawne. To opowieść o zakazanej miłości, wielu różnych rodzajach zakazanej miłości, która napędza akcję.

P: A kiedy to wyjdzie?
O: W kwietniu 2014. Nie wiem na ile sobie zdajecie sprawę, ale WOTC poprawia D&D. Dlatego też zmieniają trochę „Forgotten Realms”, spędzają dużo czasu by zrobić to dobrze. Zbierają dużo informacji zwrotnej, pozwalają też odbiorcą by sugerowali pewne elementy gry. To samo dzieje się w przypadku „Forgotten Realms”, to ludzie decydują o kierunku w jakim zmierzają krainy. To ekscytujący projekt. To była jedna z tych rzeczy, że pod koniec byłem tak podekscytowany, że nie mogłem powiedzieć nie.

P: Wracając do „Gwiezdnych Wojen”, z której postaci jesteś najbardziej dumny, jeśli chodzi o rozwój.
O: O rany, dobre pytanie. Jeśli spojrzę z perspektywy na wszystkie te postaci, podoba mi się to, co zrobiliśmy z Jainą w ciągu tych wszystkich lat. Gdy zacząłem ją pisać, była jeszcze nastolatką, potem przeszła przez bardzo trudne chwile, zwłaszcza dla nastolatki. Potem oczywiście musiała zabić swojego brata, Jacena w Niezwyciężonym, co dość mocno ją dotknęło. Ale myślę też, że to wszystko była próba by stała się kimś super kompetentnym, bardzo poważanym Jedi jakim jest teraz. Jestem naprawdę zadowolony z prowadzenia jej tak, że dorosła do tego by stać się mistrzem Zakonu Jedi. Tak więc to z niej jestem najbardziej dumny.
Jestem dumny także z wielu innych postaci, które wprowadziłem, Saby, Tarfanga, ale one nie mają za sobą takiej długiej drogi jaką przeszła Jaina. Rozwój Jainy trwał przez prawie 40 książek. I mówię tu tylko o tym, co jej dotyczyło, gdy stała się młodą kobietą w Nowej Erze Jedi, młodą wojowniczką. Potem stała się tym kim jest teraz, jednym z przywódców Zakonu. To trwało 40 książek, ale jestem zadowolony z tego jak się to skończyło, nawet jeśli miała po drodze bardzo ciężko.

P: A jak myślisz, co się z nią stanie w przyszłości?
O: Cóż, mam wspaniały pomysł (śmiech), ale nie wolno mi o tym mówić. To będzie ekscytujące. Wiatr zmian niesie wielkie rzeczy dla Jainy.

P: Jaka jest twoja opinia o nowym pokoleniu Jedi. Wielu z nich zostało wprowadzonych w Przeznaczeniu Jedi. Czy twoim zdaniem będą oni mogli przykuć do siebie zainteresowanie czytelników?
O: Mam taką nadzieję. Te postaci przeszły przez coś, co nazwałbym erą Jacena Solo, od Nowej Ery Jedi, przez Dziedzictwo Mocy aż do Przeznaczenia Jedi, okres, który był poszukiwaniem duszy całego Zakonu Jedi, nie byli pewni komu powinni służyć i co jest ich celem. Jedną z rzeczy, którą chciałem osiągnąć w Apokalipsie było to, by w końcu zakon Jedi się skrystalizował, by wiedzieli kim są i dlaczego są tym kim są. Myślę, że przyszłość EU, o ile pójdzie tam gdzie myślę, zacznie się właśnie od tego miejsca, że Jedi będą mieli wspaniałe możliwości by rozwijać się w super-interesujących opowieściach. Stać się prawdziwymi herosami uniwersum, bez zbytnich historyjek o szarości, która prowadzi do ich upadku. Myślę, że Jedi wiedzą teraz kim i mogą się z tym mierzyć.

P: Dużo odcieni szarości prowadzi nas do tego, że bohaterowie wchodzą w politykę.
O: Racja, a myślę, że od tego odejdą. to był jeden z celów „Apokalipsy”, by przesunąć nas w okres Jedi w typie bardziej wojowników-zakoników.

P: Czy dowiemy się czegoś więcej o Lorelliańskim Dworze?
O: Dobre pytanie. Myślę, że jest to bardzo prawdopodobne, ale nie wiem jaką formę to przybierze. Oczywiście Hapes, Tenel Ka i Allana będą dużą częścią zakonu Jedi, zwłaszcza że Jedi teraz żyją w konsorcjum Hapes. Więc zgaduję, że jeszcze o tym coś usłyszymy. Myślę, że będą częścią przyszłych historii o Hapes, ale nie wiem w którym kierunku to pójdzie. Hapes na pewno będzie odgrywać rolę tła.

P: Który szwarccharakter pisało ci się najlepiej? Pisałeś Yuuzhan Vongów, Killików, Dartha Caedusa i Abeloth.
O: Wiesz, kocham moje czarne charaktery równo. Trudno jest wybrać jeden, bo jak piszesz o takim przeciwniku w danym czasie to się najbardziej w niego angażujesz.

P: A czy któryś z nich był trudniejszy niż inny?
O: Abeloth była dość trudnym czarnym charakterem do pisania ze względu na poziom jej mocy, a także to kim była, a tego nie chcieliśmy ujawniać w serii zbyt wcześnie. Trzeba to dobrze ustalić, a ponieważ pisze się z dwojgiem innych autorów, zawsze pozostaje jakaś szara strefa w interpretacji tego, co właściwie ustaliliśmy w danym czasie. Więc była trudniejsza niż większość innych.
Jednym z czarnych charakterów, które najbardziej lubiłem pisać była Alema Rar, ale dlatego, że ona nie była szwarccharakterem, ale raczej ofiarą. No i świetnie się ją pisało.
Jacen to także było wyzwanie. Lubiłem pisać Jacena, bo był dla mnie dość trudny, zwłaszcza, że czasem trzeba było pamiętać, że on jest czarnym charakterem, bo robi te wszystkie rzeczy. Tyle, że w jego umyśle, wszystko się tłumaczyło i czyściło. Robił to wszystko by ocalić galaktykę, a z pewnego punktu widzenia, ocalił ją. Lubię w nim to, że to taki czarny charakter, przy którym dość trudno powiedzieć w stu procentach i absolutnie, że on się mylił, zwłaszcza, że ze swojego punktu widzenia nie mylił się.

P: Abeloth w pewien sposób przypomina mi Panią Cierpienia (z twojej powieści „Strony Bólu”), czy te podobieństwa są zamierzone?
O: Wiesz, świadomie nie łączyłem tych pomysłów, ale jak to mi uświadomiłeś, to coś w tym jest, obie te postaci są bardzo mistyczne, w całości są zanurzone w micie. Jest wiele podobieństw tak w samych istotach, jak i ich funkcji, idea istoty bólu i walki stającej się częścią galaktyki, istoty która musi się odradzać z pokolenia na pokolenie to faktycznie dobre porównanie podobieństw.

P: A skąd wziąłeś pomysł na Tarfanga i Jae Juuna?
O: Szczerze mówiąc nie pamiętam, ale myślę, że to była jedna z tych spontanicznych rzeczy, które przychodzą podczas pisania, potrzebowałem pary bohaterów by odegrali pewną rolę. Jak dobrze pamiętam, potrzebowałem kogoś kto wziąłby Hana i Leię gdzieś lub powiedział im jak się gdzieś dotrzeć. Nie pamiętam jaką mieli mieć funkcję, ale potrzebowałem postaci, by ją odegrali, i jakoś tak powiedziałem „Dobra, co by tu fajnie pasowało?”. Zdecydowałem się na trochę zabawniejszą wersję Hana i Chewbaccy, więc to był swego rodzaju wzór. Oczywiście z wyjątkiem tego, że Jae Juun był przeciwieństwem Hana, gdy chodzi o rozkazy i właściwe robienie rzeczy. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby wziąć Hana i Chewbaccę, zmniejszyć ich o połowę i puścić w obieg.

P: Pierwszy raz pisałeś o Squibach w „Alien Races Guide” wydanej przez West End Games. Wspomniałeś tam też powiązaną rasę - Ugorów, obcych którzy czcili śmieci. Jest jakiś powód, dla których ich jeszcze nie widzieliśmy?
O: Myślę, że głównie dlatego, że Ugorowie nie mieli być zabawnymi postaciami. Ugorowie zwłaszcza jeśli chodzi o język, mieli być bezczelni. Trochę ciężko jest napisać ciekawą historię o tych pseudopudłach wyznających śmietniki. Myślę, że to nie byłby zbytnio interesujący bohater.

P: Wybrałeś Squibów, a nie czegoś w stylu Jawów, którzy są trochę bardziej rozpoznawalni wśród fanów.
O: Racja. Próbuję sobie przypomnieć kiedy użyłem Squibów po raz pierwszy. Zjawa z Tatooine, chyba wtedy. A czemu użyłem Squibów zamiast Jawów? Jeśli dobrze pamiętam, to Jawowie mają jeden feler, nie mówią we wspólnym... czy Basicu. Słowa mi się czasem mieszają. Nie sądzę by one mówiły w Basicu, a postaci muszą mieć zdolność komunikowania się. Jawowie nie mieli w moim odbiorze wystarczającej osobowości, której potrzebowałem. Potrzebowałem postaci, które naprawdę były prawdziwym utrapieniem, a Squibowie dobrze się do tego nadawali.

P: Co robisz, by opowiadana przez ciebie historia była fajna?
O: Staram się mieć frajdę pisząc. Patrzę na strukturę opowieści i bardzo dużo o niej myślę, więc dla mnie bardzo dużo pracy jest przy budowaniu struktury, to żeby struktura powodowała pytania w umyśle czytelnika i pchała opowieść z koniecznym suspensem. Dla mnie to jest najważniejsza rzecz, kiedy siedzę nad streszczeniem i planuję każdy rozdział. Kiedy osiągnę satysfakcjonujący poziomom, pozwalam sobie pójść dalej. Najlepiej to się sprawdza, gdy postaci żyją własnym życiem, gdy już mam tę strukturę.

P: Z jakim autorem chciałbyś pracować w jakimś przyszłym projekcie?
O: Z jakimkolwiek autorem?

P: Tak. Z dowolnym.
O: O rany.

P: Albo ze starwarsowym.
O: Cóż, William Goldman to mój ulubiony autor, ale nie sądzę by się to wydarzyło. Natomiast wszystko zależy od projektu. Jest wielu wspaniałych autorów, których lubię i gdybyśmy pracowali we wspólnym projekcie książkowym, z pewnością byśmy się zmieniali, więc wszystko zależałoby od serii. Niektórzy autorzy świetnie nadają się do serii, inni nie. I choć nadal pozostaliby wspaniałymi autorami, mogliby być nieodpowiednią osobą do tego typu projektów.

P: Czy w „Gwiezdnych Wojnach” twoim zdaniem, istnieje potrzeba robienia czarnych charakterów, których nie widzieliśmy, pomijając oczywiście kwestię opowiadania historii?
O: „Crucible”. W „Crucible” będę miał szwarccharaktery, których chyba jeszcze nie widzieliśmy. Myślę, że to jedna z rzeczy, które nas czekają w świecie post-Apokaliptycznego EU, gdzie będziemy mieć dużo większy wybór czarnych charakterów. Strzelam, ale to tylko mój strzał, że wciąż gdzieś tam będą Sithowie, ale nie tylko oni. Nie każda opowieść będzie o Sithach, będzie wiele różnych opowieści, a to znaczy różnych rodzajów przeciwników. Z pewnością „Crucible” będzie miało innych czarnych charakter.

P: Która część pisania jest dla ciebie najłatwiejsza?
O: W sumie przepisywanie. Kiedy mam już pierwszą wersję, mam jasność, co muszę wypolerować i naprawić, i gdzie trzeba ukrócić ostre krawędzie. Więc to jest najłatwiejsza część. Gdybym tylko i wyłącznie musiał pisać drugą wersję, byłbym szczęśliwym człowiekiem.

P: A najtrudniejsza część?
O: Najtrudniej jest sprawić, by historia zaskoczyła. Gdy kończę plan, zawsze jest dla mnie jasne, dokąd opowieść zmierza i o czym jest, wtedy zaczynam pisać. Ale kiedy zaczynam pisać, opowieść zaczyna żyć własnym życiem. Postaci chcą iść w swoim kierunku, odkrywam pewną interakcję między opowieścią a planem, daję wolność postaciom by poszły gdzie chcą i robiły co chcą, co w pewien sposób ograniczam planem, a to jest dość trudne. To proces odkrywania, bez wątpienia jeden z najtrudniejsza części książki, przynajmniej dla mnie, powiedzmy pierwsze sto stron, choć ta ilość jest dość ulotna. Czasem może być to dwieście stron, czasem tylko pięćdziesiąt. To część która idzie mi bardzo powoli, bo poznaję postaci które są w tej książce. Nawet jeśli piszą te same postaci którąś książkę z kolei z tymi postaciami, to i tak mam problem z miejscem od którego rozpoczynam w każdej książce.

P: A co ci się najbardziej podobało na Celebration VI z tego, co już zobaczyłeś?
O: Cóż, to że tu jestem. Dopiero tu dotarłem.

P: Ostatnie pytanie. Stephen King wspomniał kiedyś, że lubi używać pewnych słów, tylko po to by zapewnić im życie. Czy ty też tak masz?
O: Emanacja*. Wiem, że są fani, którzy tylko czekają kiedy użyję emanacji. Staram się jej używać przynajmniej jeden raz w książce.

* w oryginale to Efflux, które może być tłumaczone jako wyciek, odcieczenie, emanacja czy nawet odpływ/upływ.



Tagi: Troy Denning (138) wywiad (147)

Komentarze (15)

Szkoda, widać że Denning miał jeszcze jakieś plany co do dawnego EU. A teraz.... Głód Bye, Legends. Wszystko przepadło. Na dobre.

Havelock-> z Karen polewkę mieliśmy po trzeciej części RC.

Kolejne bzdury - nic dodać, nic ująć

Ale się Troya czepiacie. IMO facet się poddał - w NEJ starali się coś tam przemycić, ale wiecie - Wielka Trójka zginąć nie może, Sithowie zawsze są be, a tak w ogóle to książki > CW, Filoni i Sam Witwer. Jak sobie człowiek porówna ile zarabia przeciętny pisarz (nawet w USA) to się przestaje dziwić, że Troy się trzyma ciepłej posadki i - w miarę - stałej marży. Trochę zrozumienia dla człowieka, on nie może o pewnych rzeczach gadać w wywiadzie, a pewne wytyczne ma jasno określone i cóż - pieniądz nie śmierdzi. Fani to takie dziwne istoty, tu się Troya czepiają, a jak Traviss strzeliła focha to stała się obiektem drwin. :> Nie dogodzisz, waściu.

Nowy czarny charakter, jakiego jeszcze nie było? No to wypada, że przeciwnikiem Wielkiej Trójki będzie bezwzględny makler giełdowy:D

Zająłby się ktoś wreszcie dziejami od 5000 BBY do roku "0", a najlepiej od czasów Bane'a do Plagueisa, bo tu wieje ogromna dziura. Luke, Leia i Han, super, postaci mamy już gotowe, teraz wystarczy byle jaka historyjka (która oczywiście musi skończyć się dobrze) i mam kasowy hicior. No bo kto nie kupi Luke'a? Idą trochę na łatwiznę...

Zwolnijcie tego gościa co pisze te bzdurne newsy i obraża wyśmienitych pisarzy, twórców dzieł. Bastion to nie miejsce dla takich pismaków.

bo to nie ja robiłem ten wywiad XD

@Mando156 -> Mógłbym wymienić co najmniej kilka powodów.

1) To pójście po najmniejszej linii oporu i gwarant tego, że książka sprzeda się w większym nakładzie, niż zapewniłby sam napis STAR WARS (a na okładce nie można przecież wstawić kogoś z Wielkiej Trójcy, jeśli brakuje go w powieści, choć kto wie, co przyniesie w tym zakresie przyszłość).

2) O LHL wiemy już w zasadzie wszystko - są to postaci, które niczym nas pod względem zachowania nie zaskoczą. Wiemy, że Luke nie stanie się nagle zimnym sku*wielem (a jeśli już, to na pewno wróci na LSF), że Leia nie przestanie troszczyć się o pax galactica, a Han dalej będzie udawał, że ma trzydzieści lat.

3) Na te postaci góra nakłada szczególne ograniczenia, tym samym pozbawiając autora wolności twórczej. Nie może on ich np. zabić - czy ktokolwiek byłby w stanie czytać o Luke'u Skywalkerze, znajdującym się w pozornie beznadziejnej sytuacji, z uczuciem jakiejkolwiek niepewności wobec jego losów? Autor nie może ich też wyposażyć w cechy, o których chciałby napisać, z przyczyn podanych powyżej.

4) Ile można ratować galaktykę w tym samym zestawieniu?

Nwm może ja jestem jakimś dziwnym fanem, może dlateo że siedze w tym dopiero od 3lat i jestem młody (15lat), ale jak słysze narzekanie starszych fanow SW to sie dziwie co jest zle? Mi pasuje ze jest Luke Han i Leia nie widze w tym nic zlego, seria Przeznaczenie byla dla mnie najlepsza z SW, Troy jest swietnym pisarzem, kanon dla mnie jest genialny, nie wiem dlaczego wiele osob czepia sie tego.
Sorrki za bledy ortograficze i gramatyczne ale pisalem na szybko, zeby nie zapomniec tego co chcialem powiedziec :)

Jaro -> Bo trzeba mieć do tego cojones a nie być podstawionym potakującym lizusem co z góry zada pochlebne pytania:).

Jak to się dzieje, że w tego typu wywiadach nigdy nie padają niewygodne pytania? Np. czemu nikt nigdy Filoniego nie zapytał publicznie, czemu ze wszystkich możliwych mistrzów Jedi zabił dwóch, którzy akurat zginęli już w kanonie? I teraz tutaj: dlaczego brakuje pytania w stylu "Wielu fanów ma już dość wstawiania Luke'a, Hana i Lei w każdej nowej książce i serii. Dlaczego mimo tego to właśnie oni będą grać pierwsze skrzypce w twojej najnowszej powieści?"?

Są tu małe spoilery końcówki "Przeznaczenia", może by tak jakieś ostrzeżonko na początku? :)

"o kolejnych bzdurach, które zamierza pisać"

Rozwalił mnie ten tekst :P

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Książki"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.