Książki

Wywiad z Troyem Denningiem o „Tempest”

Wydawnictwo Del Rey zaprezentowało wywiad z Troyem Denningiem nt. jego najnowszej powieści Tempest.

P: Tempest jest trzecią powieścią w serii Legacy of the Force, którą piszesz wspólnie z Karen Traviss i Aaronem Allstonem. Jak to jest współtworzyć serię z dwójką innych autorów?
Troy Denning: Prawdę mówiąc, to wyzwanie. I nie tylko z Aaronem i Karen pracuję. Dochodzą do tego jeszcze redaktorki Shelly Shapiro w Del Rey i Sue Rostoni w Lucasfilm, oraz mnóstwo innych ludzi z obu firm, którzy uczestniczą w burzach mózgów. A zaczęło się od jednej notki, którą Shelly do mnie wysłała, pisząc, że wraz z Sue szukają pomysłów na kolejną serię. Przypomniałem sobie o czymś, o czym myślałem pisząc „Mroczne Gniazdo” (Władca dwumyślnych, Niewidzialna królowa, Wojna rojów) i tak o to mieliśmy ziarno. A potem wszyscy razem już musieliśmy ułożyć sobie wszystko w serii już jako drużyna.
Staraliśmy się spotykać razem wszędzie gdzie to tylko możliwe, najczęściej na konwentach, ale pierwszą sesję mieliśmy na Ranczu Skywalkera, gdzie rozwijaliśmy podstawowe elementy historii. Sam proces powstawania konceptu podczas naszej sesji był zdumiewający, po prostu ktoś rzucał sugestię, gdzie powinniśmy się udać, i od razu budowaliśmy na tym koncepcję. Czasem odrzucaliśmy niektóre pomysły, ale było to na prawdę wyjątkowo rzadko, ale myślę, że prawda tkwi w tym, że nieźle się bawiliśmy przy tym, no i nie staraliśmy sobie wchodzić w paradę.
W każdym razie, to był wspaniały proces, podczas którego stworzyliśmy niewiarygodne zakręty i zwroty w akcji, więcej niż ktokolwiek z nas mógłby zasugerować. To było niesamowicie odświeżające. Te wszystkie sesje od godziny szóstej do ósmej, to ciężkie burze mózgów, a po każdej z nich miałem więcej energii niż przed nimi.
No i muszę szczególnie podziękować temu kto wynalazł e-mail, kimkolwiek by był. Na pewno zginęlibyśmy bez tego. Tam było milion malutkich szczególików, które wymagały koordynacji w naszych szkicach, czy podczas pisania naszych książek, a co jest oczywiste każdy z nas miał różne podejście do wielu detali. Dlatego musieliśmy ciągle wałkować te olbrzymie, wytężające umysł dyskusje nad malutkimi rzeczami, jak jaki akuratnie tytuł powinna mieć dana postać, czy jak powinna być zorganizowana flota. Oczywiście część z tych rozmów zbaczała z tematu i była całkowicie niedorzeczna, jak choćby Shelly która raz zagroziła nakarmić sobą niedźwiedzia polarnego, ale oczywiście to było absolutnie potrzebne. Czytelnicy Gwiezdnych Wojen wymagając ciągłości i spójności i oto jak się ją osiąga.
Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi mając ludzi, którzy doskonale bawią się pracując ze sobą. Uczestniczyłem w wielu twórczych grupach przez lata, i czasami były one bardziej nakierowane na osobowości niż pracę, a przez to zabierały mnóstwo energii. Na szczęście w przypadku Legacy of the Force było inaczej, a zasługę za to należy przypisać Shelly i Sue, które utrzymywały razem zgrany zespół. Na prawdę się nakręcaliśmy i dobrze bawiliśmy przy tym.

P: Abstrahując od twojej pracy nad Gwiezdnymi Wojnami, napisałeś mnóstwo powieści fantasy. Uważasz, że Gwiezdne Wojny to science fiction czy fantasy? Czy istnieje jakaś łatwa do określenia granica między tymi gatunkami? Czy uważasz, że twoje powieści Gwiezdno-wojenne są inne od pozostałych prac?
TD: Myślę, że istnieje granica między SF i fantasy. Science fiction koncentruje się na relacjach człowieka z technologią, podczas gdy fantasy na relacji człowieka z jego duszą. Gwiezdne Wojny nie zajmują się ani tym, ani tym. To space opera. Musi być na galaktyczną skalę, zawiera podstawowy konflikt między dobrem a złem, zawiera ważne elementy romantyczne, prawa fizyki schodzą na drugi plan, bo przecież wiemy, że podróżowanie szybciej niż światło nie jest możliwe. Ale sama space opera po części idzie zarówno w relację z technologią jak i duchem, przez co wielu ludzi uważa ją za science fantasy.
Myślę, że pisanie Gwiezdnych Wojen przychodzi mi naturalnie. Jako autor fantasy, nauczyłem się koncentrować na spirytualnej kondycji głównego bohatera. I to samo robię w Gwiezdnych Wojnach, w rzeczywistości moje historie są o relacji bohatera z sobą samym.

P: W „Tempest” powraca Alema Rar, postać z twojej trylogii Mrocznego Gniazda. Możesz w skrócie opowiedzieć kim ona obecnie jest i czemu jest tak groźnym przeciwnikiem?
TD: Wprowadziłem Alemę w Gwiaździe po Gwieździe, powieści z serii Nowa Era Jedi. Na początku tej książki jej siostra Numa została zabita, a to powoduje, że Alema zaczyna przechodzić na ciemną stronę. Ona i Numa były wychowywane w jaskini ryllu na Kala’uun, a Nuna była jedyną osobą na której Alema mogła polegać. Więc przeżyła śmierć siostry bardzo mocno, a sam Luke przewidział jej przejście na ciemną stronę.
Tyle, że nie przewidział jak to się stanie. W trylogii Mrocznego Gniazda, Alema dostaje się pod wpływ Mrocznego Gniazda. Kończy zdradzając Hana, Leię i ostatecznie cały zakon Jedi. A każda z bitew z Lukiem czy z Leią pozostawia na niej coraz więcej ran, fizycznych i emocjonalnych.
Zniszczenie Mrocznego Gniazda, które wypełniło jej serce w miejscach niegdyś zajętych przez Numę, rozbiło Alemę. Była bardziej martwa niż żywa, przerażająca i samotna w sposób jakiego nie znała nigdy wcześniej. Ale jakoś udało się jej zebrać i powróciła w Dziedzictwie już kompletnie zwichrowana.

P: Zaintrygowało mnie wyobrażenie równowagi Alemy, które jest zwariowane w pewnym sensie.
TD: Czarny charakter zawsze myśli, że on lub ona robi dobrze i to jest jedna z moich podstawowych zasad pisząc tych złych. W przypadku Alemy trudno to dostrzec, ale można. Ona ma zakrzywioną percepcję rzeczywistości, a to było ważne, by pokazać jej spojrzenie w jej historii jako Jedi. To Jedi uratowali ją od życia w ubóstwie na Kala’uun. Ale to bycie Jedi kosztowało jej życie siostry, a dwoje z nich – Luke i Leia ponoszą winę za zabranie jej piękna i gracji. Oczywiście jest tu pewna równowaga, którą ona stara się zachować i to racjonalizuje jej posunięcia.
Ale tego jest więcej. Jest temat przekrojowy przez cała sagę, równowagi dobra i zła. W przypadku Alemy widać go bardziej niż w innych. Potrzebujemy zła by być dobrym. Anakin nie zabił by Imperatora zanim nie stałby się wpierw Darthem Vaderem; nie byłoby bohaterów gdyby nie zło upomniało się nich pierwsze.

P: Jednym z głównych tematów „Tempest” są relacje ojców z synami. Jest dynamika między Lukiem i Benem oraz między Jacenem i Hanem, a sprawia to wrażenie, że temat ten staje się symbolicznym elementem centralnym całej serii. Przypomina mi się zdanie z nowego Supermana „Syn staje się ojcem, a ojciec synem”. Możesz się do tego ustosunkować?
TD: Choć nie widziałem nowego Supermana, z pewnością jest dynamika na linii ojciec-syn w „Tempest”. Luke i Han nie akceptują tego, czym stają się ich synowie, a ten brak akceptacji prowadzi ich do akcji.
Syn Luke’a Ben musi się zmagać z legendarnym statusem swojego ojca. Wierzy, że najszybszą drogą do osiągnięcia tego celu jest związanie się z Jacenem i Strażą Galaktycznego Sojuszu. Ale Luke wie, czym grozi ta szybsza droga i próbuje otworzyć Benowi oczy na niebezpieczeństwo.
Syn Hana, Jacen już popełnił swoje błędy. Jacen stał się tym, czego Han nienawidzi najbardziej: silną i nieustępliwą postacią z autorytetem. Han instynktownie rozpoznaje w tym niebezpieczeństwo i zło, lecz wciąż kocha syna i wierzy, że uda się go ocalić.

P: Droga Jacena ku ciemnej stronie nabiera tempa w “Tempest”. Teraz widać doskonale, że właściwie wszystkie postaci, może z wyjątkiem Luke’a, starają się go nie oskarżać otwarcie. Wygląda na to, że wszyscy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy. Dlaczego tak się dzieje, czy to słabość pośród Jedi i Mocy?
TD: To raczej słabość ludzkiej natury. Nigdy nie chcemy dostrzec najgorszego u ludzi, których kochamy, w szczególności u naszych dzieci. Luke i Mara boją się dojrzeć zło w Jacenie bo mogłoby to zniszczyć ich relację z Hanem i Leią, a także dlatego, że Jacen jest ważny dla Bena. Ale doprowadza to do tego, że Jacen nieodwracalnie wpływa na rodzący się konflikt między nimi a Benem, a to przynosi pytanie o ich osąd, pozwalając by Jacen był mentorem ich syna. Ale z drugiej strony, to właśnie doświadczenie Skywalkerów dowodzi, że żadna osoba nie jest nieodwracalnie zła, Mara Jade była skrytobójczynią na usługach Palpatine’a we wczesnym okresie życia, a Luke też przekroczył ścieżkę Ciemnej Strony. Jeśli ktokolwiek mógłby zrozumieć możliwość odkupienia, to właśnie ta dwójka.
A co do Hana i Lei, oczywiście że mają nadzieję, na najlepsze. Są bardzo loyalni i nie odwrócą się od Jacena tak łatwo. On będzie robił źle, a oni będą pierwszymi, którzy go o tym poinformują, ale będą odmawiać by poddać się w kontaktach z ich synem. Oni chcą go widzieć wracającego na właściwą ścieżkę.

P: Jest wiele dróg prowadzących ku Ciemnej Stronie, acz ta która podąża Jacen jest najbardziej podstępna, ponieważ bazuje na jego najbardziej szlachetnych cechach, bynajmniej nie przez ich niszczenie, ale powolne i złe wyolbrzymianie.
TD: Racja. Jacen zaczynął Nową Erę Jedi jako jeden z najczystszych i najbardziej rozważnych młodych Jedi, którym wciąż pozostał. Jest bardziej zdecydowany niż ktokolwiek inny przynieść przynieść pokój galaktyce, nawet gdyby musiał zrobić to siłą. Być może dlatego, że zagląda bardziej w głąb mrocznego serca istoty, niż ktokolwiek inny, i przeląkł się tym.
Jacen jest natomiast najgorszym z rodzajów czarnych charakterów, fundamentalistą i fanatykiem. Ponieważ ma w swojej naturze dobre serce, wierzy, że galaktyka musi osiągnąć konkretny cel – tylko i wyłącznie pokój. A przez swoje doświadczenia dochodzi do wniosków, że aby osiągnąć szczytny cel, wszelkie środki są uświęcone. To bardzo niebezpieczna kompinacja, zwłaszcza w przypadku liderów świata, którzy tracą kontakt z rzeczywistością.

P: Lumiya wciąż pozostaje fascynującym oponentem. Zdaje się być mocno ukierunkowana przez chęć zemsty, choć oczywiście akcje, w których bierze udział są olbrzymie. Jak widzisz tę postać?
TD: Trudno mi widzieć Lumiyę jako zmotywowany przez zemstę smakowity produkt uboczny. Dla mnie ona jest kimś, kto całkowicie zawierzył Imperialnej wizji, galaktyki zjednoczonej w pokoju pod jednym przywódcą, choć rozczarowała się wadami ujawnionymi w charakterze rządów Palpatine’a, które miały destrukcyjne skutki dla jej pięknego imperialnego snu. W przeszłości wyrażała swoją gorycz przez ataki na Luke’a i jego rodzinę, gdyż uważała ich za winnych zniszczenia Imperium i jej samej. Ale nigdy nie opuściła swego marzenia: zawsze patrzyła na nowe siły, które mogłoby zjednoczyć galaktykę pod silną ręką. Od czasu do czasu, gdy spodobał się jej kandydat, oferowała swoją pomoc. Ale obecnie, obserwując Jacena doszła do wniosku, że ostatecznie znalazła tego, którego szukała przez dekady i koncentruje całą swoją energię na nim.

P: Czy seria Legacy ukaże Luke’a korzystającego z pełni swoich sił? Wcześniej wydawało mi się, że Luke stara się być ostrożny i nie pokazywać swojej potęgi. Ale z drugiej strony, jest Wielkim Mistrzem zakonu Jedi, i prawdopodobnie najbardziej utalentowanym użytkownikiem Mocy we wszechświecie.
TD: Wiele potężnych postaci cierpi na syndrom Deux ex Machina, a Luke z pewnością nie jest wyjątkiem. Ponieważ nikt nie wie jakie są jego ograniczenia, myślę, że są czytelnicy, którzy wierzą, że jest on w stanie naprawić każdy poważny problem tylko za pomocą Mocy. Problemem tego typu opowieści jest wpadanie w tradycję o superbohaterach, a Gwiezdne Wojny to przecież space opera. Bohaterowie są zobowiązani by zmierzyć się z olbrzymim problemem, mając ograniczone zasoby. To pewna nierównowaga między tym co tworzy space operę najlepszą i zajmującą.
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Luke oczywiście zmierza by spróbować swoich sił i charakteru w olbrzymim teście. I z pewnością będzie musiał użyć wszystkich środków, by się z nim zmierzyć. Ale czy będzie przemieszczał księżyce za pomocą Mocy? Nie sądzę. Ale by przeżyć Dziedzictwo Mocy, będzie musiał polegać na czymś więcej niż jego zdolności Jedi.

P: Czy obecnie pracujesz nad kolejną książką w serii? Możesz nam coś o niej opowiedzieć?
TD: Tak. Piszę właśnie kolejny tom Legacy. To będzie szósta część serii i będzie mieć tytuł „Inferno”. Nie wiem, ile mogę wyjawić, ale powiem, że pojawi się wiele postaci, które przeżyło „Tempest”, a Jacen w końcu odkryje kim są jego prawdziwi wrogowie.
A dwie książki pomiędzy „Tempest” i „Inferno” to nie moja działka, więc nie będę podrzucał zbyt wielu podpowiedzi. Powiem tylko jedno, obie będą fantastyczne.

P: A jakie są twoje kolejne projekty, związane z Gwiezdnymi Wojnami czy coś innego?
TD: Po Dziedzictwie zamierzam zabrać się za epicką serię fantasy, którą rozwijałem od paru lat. Jestem bardzo nią podekscytowany, zwłaszcza, że jest już zakontraktowana, więc nic powiem. A później, z przyjemnością wrócił bym do Odległej Galaktyki.



Tagi: Troy Denning (138) wywiad (147)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Książki"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.