Różne

Redakcyjne podsumowanie roku 2014



Rok 2014 na stałe wpisze się w historię „Gwiezdnych Wojen” jako rok kręcenia „Przebudzenia Mocy” oraz rebootu uniwersum. Wzorem poprzednich lat, redakcja pokusiła się o stworzenie listy najważniejszych wydarzeń minionych 12 miesięcy i skomentowanie ich.

10. Rian Johnson podobno ma zastąpić J.J. Abramsa na stanowisku reżysera VIII epizodu (informacja niepotwierdzona).



Lord Sidious: Chyba już bardziej fakt niż plotka. Niemniej jednak wolałbym aby cała trylogia wyszła spod ręki Abramsa, a ew. zmiana reżysera była rozważona po premierze „Przebudzenia Mocy”, nie przed rozpoczęciem zdjęć. Sam Johnson zaś nie budzi mojego zaufania na tym stanowisku, ze względu na swój nierówny dorobek. Jest wielu innych reżyserów, którzy lepiej by sobie poradzili. A on, może tego nie skopie. Jeśli wywalamy Abramsa, to wolałbym dostać kogoś z wizją na jego miejsce, a nie kogoś, kto ma sobie poradzić z blockbusterem. Osobiście mam jeszcze nadzieję, że jednak ten J.J. będzie gdzieś tam w tle nad czuwał nad całą trylogią i może wróci na IX epizod? Patrząc na to jak doskonale poradził sobie z „Mission: Impossible” i „Star Trekiem” (2 razy), to wierzę w jego „Gwiezdne Wojny”. Abrams czuje te filmy, po dziełach Riana tego nie widać.

Nild: Oto najgorszy element oczekiwania dla fana, niepewność. Kto wie, może tak i będzie do samego końca? Samo odciążenie Abramsa uważam za dobry ruch, zwłaszcza biorąc pod uwagę tempo jakie zostało narzucone nowej trylogii i satelitującym jej projektom.

Rusis: Wszystkie informacje dotyczące wymiany Abramsa na innego reżysera w kolejnych epizodach mnie smucą. Wolałbym jedną spójną wizję dobrego reżysera, jakim jest Abrams niż zmienianie na słabszych. Pozostaje mieć nadzieję, że Abrams będzie trzymał piecze nad całą trylogią nawet jeśli E VIII nie wyreżyseruje (może wyreżyseruje zakończenie trylogii?).

Burzol: Nie przesadzałbym z rolą Abramsa w nowych „Gwiezdnych Wojnach”. Nowe filmy Star Wars to jest impreza Disneya i Lucasfilmu, to producenci teraz rządzą tym uniwersum, to oni mają poprowadzić dobrych reżyserów, żeby filmy były udane. Z resztą porażka „Star Trek w Ciemność” dowodzi, że J.J. Abrams też czasem miewa zły dzień. A sam Rian Johnson to fajny koleś. Grywa na banjo. I ma talent, żaden jego film nie był arcydziełem, ale z pewnością każdy bardzo sprawnie opowiada historię, i ma swój specyficzny styl. Gdyby ten styl Johnsona udało się przenieść do Gwiezdnych Wojen, byłoby bardzo ciekawie.

Lord Bart: Czy to coś zmieni?

9. Jeszcze TCW nie umarło, póki Netflix żyje (Lost Mission i niedokończone odcinki).



Lord Sidious: Chyba wiele decyzji dotyczących „Gwiezdnych Wojen” jest obecnie dość przypadkowych i nieprzemyślanych. To dokładnie widać w przypadku „Wojen klonów”, teraz jest dokańczane w innych mediach (Netflix, książki, komiksy czy niedokończone odcinki na oficjalnej). Dobrze, że starają się jakoś ten materiał upublicznić, a ja wciąż czekam na 6-pak na BD.

ShaakTi1138: Mam wrażenie, że Disney odcina się jak tylko może od prequeli, jednocześnie „czarując” rzeczywistość (przykład z jednego z ostatnich oficjalnych artykułów: „ulubieniec wszystkich, Han Solo”. Jasne, lubię Hana, ale nikt mi nie będzie mówił, że mam go darzyć sympatią). Może też stąd decyzja o anulowaniu serialu - choć z jednej strony mam wrażenie, patrząc po odcinkach wypuszczonych na oficjalnej (nie oceniam tu strony graficznej), że serial fabularnie trochę się już „przejadł”, czego dowodzi mały odzew choćby tu, na Bastionie. Jednocześnie dystrybucja nowych odcinków (dla „wybranych” na Netfliksie), sposób, w jaki uzupełniane są pozostałe wątki (1. Nie, historia Maula się nie skończyła w komiksie; 2. Kto się założy, że niedokończone odcinki na oficjalnej zostały wypuszone tylko po to, by wyjaśnić wątek z „Rebelsów”?) oraz wydanie na płycie „The Lost Missions” (podobno zrobione na zupełne „odwal-się”, choć to chyba i tak cud, że w ogóle wyszło) sprawiają, że niezbyt dobrze oceniam działania Disneya w tej materii. Zobaczymy jak wypadnie „Dark Disciple”, na które czekam z niecierpliwością.

Nild: W całym tym burdelu cieszy tylko, że same „The Lost Missions” okazały się niezłe, włącznie z odcinkiem, w którym prym wiedli Mace Windu...i Jar Jar Binks!

Shedao Shai: TCW niczym rak, ma swoje przerzuty i nie sposób jest się go pozbyć do końca. Na szczęście, widać już światełko w tunelu. Chociaż z drugiej strony, teraz jest „Rebels”...

Burzol: Jak to dobrze, że zapisałem się na Netfliksa. Co ja mogę więcej powiedzieć. Trzy ostatnie odcinki Zaginionych misji, te z Yodą, to prawdopodobnie najważniejszy kawałek Gwiezdnych Wojen, jaki powstał w ciągu ostatniej dekady.

Lord Bart: Czy kiedyś ożyje taki czy inny format telewizyjny dla wszystkich?

8. Przebudzenie fanów (eksplozja twórczości fanów i memów po zwiastunie, radości, hype’u i hejtu i oczekiwań, a przede wszystkim interakcji).



Lord Sidious: Ta ilość wszystkich memów, przeróbek zwiastuna oraz reakcji, pozytywnych jak i negatywnych na zajawkę, mnie się bardzo podoba. Zresztą liczba wyświetleń robi swoje. Na ten film czekają nie tylko fani, ale i mnóstwo ludzi na całym świecie, a te 88 sekund wśród wielu wywołały eksplozję fanostwa. Ten film, mimo, że jeszcze nie skończony, znów się staje ważnym elementem popkultury i tak trzymać.

Nild: Należy zauważyć, że ta eksplozja aktywności ma swoje jasną i ciemną stronę. Z jednej strony barykady mamy mnóstwo wspaniałych grafik powstałych dzięki paru wyciekom grafik i teaserowi, ciekawe dyskusje, i spekulacje na temat fabuły nowych filmów. Zaś z drugiej...hejt na szturmowca z powodu koloru jego skóry, czy też ludzi ogłaszających się najprawdziwszymi fanami i jednocześnie nie wiedzącymi, że klony od dawna nie służą w ramach sił zbrojnych Imperium. Bez wątpienia jednak o nowych Gwiezdnych Wojnach się mówi, i to dużo, a to podstawowy powód dla którego zbiją one w odpowiednim czasie mnóstwo kasy.

ShaakTi1138: Wreszcie coś się dzieje. W takich chwilach żałuję, że nie umiem dobrze rysować. Ale przynajmniej ożyły fora, wszelkie portale społecznościowe… to druga najlepsza część z oczekiwania na „Przebudzenie”. I podpisuję się pod słowami Nilda o Finnie i hejcie.

Shedao Shai: O Gwiezdnych Wojnach nie mówiło się tak wiele od prawie dekady, czyli od premiery „Zemsty Sithów”. Niektórzy fani wyszli z letargu i ponownie ekscytują się nowinkami dotyczącymi tego uniwersum. Jest też druga strona medalu, czyli ludzie których te nowinki zniechęciły i odrzuciły. Jest to mniejszość, której braku na dłuższą skalę Lucasfilm nie odczuje, mimo że byli to fani „siedzący” w uniwersum Gwiezdnych Wojen niezależnie od tego, czy akurat jest zapowiedziany jakiś film czy nie. Ale to „sezonowców” jest więcej i to na nich zarobi się najlepiej. Z finansowego punktu widzenia, DIsney podejmuje dobre decyzje.

Lord Bart: Czy ja wiem czy byli uśpieni? Każdy większy produkt pobudzał jakieś tam dyskusje, nie rozumiem czemu szał na miliony tweetów miałby trwać non-stop? A to że o SW mówi się teraz sporo z racji EVII to jest oczywiste - charakterystyczna marka, która miała/ma duży udział w części światowej kinematografii.

7. Poważne zapowiedzi spin-offów (reżyserzy, scenarzysta, plotki i brak konkretów).



Lord Sidious: Plotki o spin-offach bardzo cieszyły, w końcu nowy filmy Star Wars. Niemniej jednak wybór twórców, zwłaszcza do pierwszego spin-offa sprawia wrażenie przypadkowego. Gary Whitta, o którego talencie nieprzychylnie wypowiadają się nawet szefowie Sony i Gareth Edwards, który w „Godzilli” prowadził tak dobrze aktorów, że Hayden i Portman w „Ataku klonów” to wzór dobrego aktorstwa. Problem jest taki, że przy tych spin-offach boje się marvelizacji uniwersum. „Iron Man” był świetny, ale późniejsze filmy wypluwane dwa-trzy razy w roku w najlepszym wypadku były średnie, w każdym razie od „Iron Mana” wyraźnie odstawały. Nie chciałbym by „Gwiezdne Wojny” takiego spotkało coś takiego. Niestety brak newsów nie pomaga.

ShaakTi1138: Powtórzę za Sidiousem: nie chcę „marvelizacji” tych filmów; zresztą, przykład z „Iron Manem” jest bardzo dobry. „Star Wars” w kinie do czegoś zobowiązuje. Tak, tak, było TCW (które w ogóle nie miało być filmem), byli i “Rebelianci” (całkiem przyzwoici, ale oni też byli pokazywani tylko nielicznym), ale jak kupuję bilet na coś, co ma dobrze nam znane logo, to chcę, aby ten film pozostał mi w głowie na ładnych parę lat. Powtórzę za ekipą z youtube’owych „Honest Trailers”: „Obejrzyjcie film, który istnieje tylko po to, by wyjaśnić wątki z „Avengersów”. Nie chcę, by coś podobnego było jedynym celem istnienia spin-offów.

Rusis: Z jednej strony plotki o spin-offach cieszą mnie bardzo, mielibyśmy jakąś rozrywkę w oczekiwaniu na kolejne epizody. Z drugiej strony jednak zaczynają mnie też martwić. Dokładniej chodzi mi o to jakich ludzi angażują ponoć do tworzenia tych filmów, ich dorobek nie nastraja pozytywnie i boję się, że wyjdzie jak u Marvela - wiele filmów, z czego większość bardzo przeciętna.

Burzol: A tutaj nadal jeszcze nie jestem przekonany, że możemy dostać aktorski film Star Wars, który nie jest epizodem. Dopóki nie zobaczę zwiastuna pewnie nie uwierzę. Najbliższe miesiące prawdopodobnie rozstrzygną w jakiej atmosferze Lucasfilm pozwala na tworzenie kolejnych filmów. Jak bardzo duży nacisk daje Disney, jak rządzi Kathy Kennedy, a o czym decyduje Story Group. W zależności od tego albo dostaniemy dobre autorskie filmy jakie pozwala produkować Marvel, albo bezduszne, przeprodukowane filmy wielkich studiów (Superman, Transformers). Czas pokaże.

Lord Bart: Tu moje stanowisko jest niezmienne: nie uwierzę dopóki nie zobaczę. Brzmi to pięknie, z dolarowego punktu widzenia Disneya, ale z drugiej strony to są Star Warsy, świat jednak wymagający poważnego zaawansowania technicznego. Stąd m.in. brak do tej pory serialu aktorskiego. Jak mogłyby wyglądać GW w wersji uboższej, z historią upchniętą w dwie godziny taśmy? Wolę o tym nie myśleć.

6. Revan powraca w TORze, czyli „Legendy” jeszcze zipią (plus dodatek Strongholds i Starfighter za darmo).



Lord Sidious: Skasownie EU to dla mnie także cios w TORa. BioWare jednak potrafiło się odnaleźć, sięgnęło po swoją broń ostateczną czyli Revana i chyba w końcu zamknęli jego wątek, jednocześnie pchając historię do przodu. Do tego klimatyczna Rishi i filmowy Yavin, oraz małe misje klasowe. Dla mnie to bardzo dobry ruch i dobry rok TORa, a jeszcze dodają nowe bajery jak dodatek Strongholds. Jednak to co mnie nakręca to fabuła. Jak widać można przy pieniądzach większych niż budżet „Przebudzenia Mocy” wykorzystać kanon i opowiadać własną historię. Dla mnie to ostatni bastion starego uniwersum, tym bardziej cieszy, to co zrobiono.

Nild: Nigdy nie uważałem TORa, za coś co należałoby traktować jako element historii Gwiezdnych Wojen, raczej jako zwyczajną grę MMO opartą na tym świecie i często bardzo luźno podchodzących do pewnych jego kwestii. Gra żyje (chociaż od czasu premiery Revana dostała pewnej zadyszki, w formie lagów) i moim zdaniem ma się całkiem dobrze. Nie jest to World of Warcraft z czasów swojej świetności, ale z pewnością jest w stanie zapewnić mnóstwo dobrej zabawy. Samo przywrócenie Revana skłania tylko ku refleksji na temat tego ile jeszcze razy będzie on ożywał, czy też zmieniał strony konfliktu.

Shedao Shai: TOR obecnie jest ostatnim kagankiem wciąż szerzącym stare EU. Książki już nie wychodzą, komiksy i gry też nie, i całe uniwersum byłoby martwe - gdyby nie TOR. Ta gra wciąż trzyma się “starych zasad”, nie wpłynęło na nią skasowanie kanonu. Tam dalej pojawiają się znane i lubiane postacie, rasy czy organizacje. Jako fan starego EU nie mógłbym przejść koło tego faktu obojętnie. Grałem w TORa od 2012 i gram w niego wciąż, choć już nie tak aktywnie jak kiedyś. I pewnie co jakiś czas będę wracał, szczególnie na nowe dodatki fabularne, takie jak “Shadow of Revan”. “Strongholds” ani mnie grzało, ani ziębiło - dekorowanie własnej fortecy nie interesowało mnie ani nie sprawiło mi frajdy, a wątek gildiowych podbojów planet powstał chyba tylko po to, żeby dać ludziom powód do ponownego robienia misji, których już nikt nie robił bo i po co (flashpointy i operacje na level 50, zbieranie niższych grade’ów materiałów do craftowania itd). “Shadow of Revan” natomiast to już kompletnie inna bajka - najpierw cztery flashpointy wprowadzające do jego fabuły, i dające nam możliwość odwiedzenia znanych i lubianych lokacji, takich jak Manaan czy Lehon, oraz szturmu na znienawidzoną Akademię Jedi na Tythonie/Sithów na Korribanie, później dwie świetnie opracowane planety (Rishi i Yavin IV), dwie nowe, ciekawe operacje, dwa flashpointy, podniesienie level capu do 60… słowem wiele frajdy za niewielkie pieniądze. No i przede wszystkim - kontynuacja wątku Revana, coś koło czego żaden fan KOTORa nie mógłby przejść obojętnie. Dodatkowo, w minionym roku trzy razy pojawił się bardzo klimatyczny event: inwazja Rakghuli (na Alderaanie, Tatooine i Korelii) oraz sympatyczny event hazardowy na Nar Shaddaa. Słowem: rozwój TORa oceniam jak najbardziej pozytywnie, jest to ostatni istniejący posmak “starych” Gwiezdnych Wojen i choćby za to należy mu się wyróżnienie.

Lord Bart: Tak naprawdę nigdy nie przepadałem za wizją Revana w TORze. A już tym bardziej sprowadzonego do MMOwskiego bossa, którego naklepie 4 neptków. Nie mniej był to jakiś ukłon w stronę fanów KotORa. Równie dobry jak każdy inny by wyciągnąć kasę. Ale teraz, w Legendach… można tym pomiatać jeszcze gorzej. Na szczęście jestem ponad to.
Whenever a meatbag does a thoroughly stupid thing, it is always from the noblest motives.

5. Nowe spójne uniwersum w praktyce (pierwsze książki, pierwsze błędy pierwsze powroty i zmiany względem tego co znaliśmy, oraz nowe podziały wśród fanów).



Lord Sidious: Nowe otwarcie moim zdaniem ma sens, gdy idzie za tym nowa jakość. Kryterium jakościowe jednak odpadło, gdy zobaczyliśmy pierwszych autorów. Poziom książek pozostał bez zmian. Zostało spójne uniwersum, a tu jest większy problem. Na razie mamy jeden komiks, dwie dorosłe książki i jakieś trzy młodzieżowe plus kilka odcinków serialu. Część rzeczy została przywrócona jak choćby wiceadmirał Screed (z „Droidów”) czy bitwa o Murkhanę. Bardziej na zasadzie wspomnienia niż szczegółowego opisania. Część rzeczy, jak Daala zostało pominiętych. Część zostało zmienionych jak wygląd Kessel. Powstają pewne absurdy jak Antonio Motti w kanonie i Conan Antonio Motti w legendach, czyli inne imiona tej samej postaci. Wcześniej czy później ktoś się walnie i znów się wyrówna, więc po co to robić? Zresztą, co tu dużo szukać, błędy w nowym kanonie już są, w dodatku bezsensowne. Chodzi choćby o kwestię świątyni Jedi, która według jednych źródeł została zniszczona, według innych przerobiona na Pałac Imperialny, a w „Powrocie Jedi” jednak ją widać. Jak widać po prawie pół roku działania już potrzebujemy retconów. „Nieźle” jak dla mnie. Owszem nie takie rzeczy retconowano, ale czy Shelly Shapiro nie mówiła, że teraz retcony to przeszłość i ostateczność? Niestety odnoszę wrażenie, że w miejsce potencjalnej nowej jakości dostaliśmy dziwną mieszankę części starych pomysłów, których na razie nikt nie potrafił sensownie zastąpić oraz kilku nowych i zmienionych. Wątpię, by ktoś nad tym panował lepiej niż dotychczas, by było to zamierzone i przemyślane jak zapowiadali PRowcy, więc niestety zmiana na gorsze. Zwłaszcza, jak doda się teraz całą masę kłótni wśród fanów tam gdzie wcześniej podziałów nie było, a jedni i drudzy ze sobą współegzystowali. Ot, kolejny owoc nowego kanonu.

ShaakTi1138: Na razie poczekam aż Amber się ruszy. Nowe książki zawsze mnie cieszą. A kopiuj-wklejów i baboli chyba nie unikniemy. Chciałabym jednak, aby w przypadku takich wątpliwości jak wspomniany wyżej Pałac była możliwość lepszego kontaktu z Grupą Opowieści. Kiedyś było forum na Oficjalnej, były listy do Insidera. Teraz, mimo że mamy o wiele większe możliwości komunikowania się niż te kilkanaście lat temu, to mam wrażenie, że ekipa coraz bardziej zamyka się na fanów. Odpowiedzi na (zazwyczaj oczywiste lub wymagające krótkiego poszperania w Wookieepedii) pytania w filmikach o “Rebelsach” to jednak trochę za mało.

Nild: Niestety, w dużej mierze popieram tutaj Lorda Sidiousa. Póki co Luceno (bowiem Miller dotąd pisał historie dość mocno odcięte od reszty uniwersum) zafundował nam niezłą książkę, jednak pełną copy&paste z Legends. Czy było to konieczne? Z pewnością nie, a mnie samego wywołało to wyłącznie rozgoryczenie i zepsuło nieco radość z lektury Tarkina. Do tego dochodzi kwestia babola, która już zaczęła dzielić fanów. Spierałem się niedawno z właścicielem pewnej strony na twarzoksiażce, że ten błąd w ogóle zaistniał, podczas gdy ten z uporem godnym lepszej sprawy starał się mnie przekonać, że “odnowiona” i “odbudowana” to znaczy dokładnie to samo. Z czasem z pewnością EU 1 i 2 się rozejdą, może nawet wyjdzie z tego coś dobrego, ale póki co nie ma większych, ani tym bardziej znaczących różnić pomiędzy nimi. Czy jest to jednak już teraz zmiana na gorsze? Nie, co najwyżej utrzymanie status quo.

Rusis: Rozpoczęcie nowego książkowego uniwersum od pozycji Johna Jacksona Millera było dla mnie symboliczne. Wybranie jednego ze słabszych autorów ostatnich lat w SW na wielkie otwarcie nie nastawiło bowiem do tego pozytywnie, ale i tak nie zamierzałem po te pozycje już sięgać. Szkoda też, że po wielkich zapowiedziach nowej jakości i spójności już pojawiają się pierwsze błędy...

Shedao Shai: Idea była dobra, dopóki myślałem że chodziło o dbanie o spójność starego EU z nowymi pozycjami. W momencie, gdy okazało się że zamiarem Lucasfilmu jest skasowanie istniejącego kanonu i dbanie o spójność źródeł wychodzących później, zrozumiałem jak bardzo przeceniłem ludzi decyzyjnych w tej kwestii. Gdyby jeszcze za tym resetem szedł skok w jakości nowych książek… ale tak się nie stało.

Burzol: Jak widać w powyższych komentarzach, ja nie znam się zupełnie na Star Wars. (I jestem głęboko przekonany, że John Jackson Miller jest autorem odrobinę lepszym niż James Luceno). Niemniej jestem ciekaw jak uda się Lucasfilmowi tworzenie i utrzymanie jednego spójnego uniwersum...ale na to moim zdaniem musimy poczekać do premiery “Przebudzenia Mocy” i kolejnych powiązanych z filmami źródeł. Niezgodności opisywane przez LSa? Moim zdaniem to mało istotne pierdołki.

Lorn: Baju, baju, będziesz w raju. Nie oszukujmy się, przekaz jest prosty - zarobić jeszcze raz, ile się da, na kim się da. Szkoda nerwów na wylewania nowej ilości żółci.

Lord Bart: Burzolu, zaprawdę powiadam Ci: kiedy w końcu ja, LS i Freedzik zmontujemy Platformę Bastionowiczów, tobie przypadnie teka rzecznika prasowego. Jestem pewien, że czego byśmy nie zrobili, jak by to nie wyglądało i jak bardzo zalatywałoby to chmielem to przed opinią i wyborcami zmontujesz z tego mało istotne pierdołki. Jesteś w tym tak dobry, że gdybyś potrzebował na dziś nerki do przeszczepu - to masz moją. Po prostu żal, by taki talent się zmarnował. A tak w ogóle to nie widziałem o tej Świątyni. Naprawdę? XD

4. Marvel przejmuje komiksową pałeczkę.



Lord Sidious: Cóż, stało się. Wpadki zdarzają się nawet najlepszym.

ShaakTi1138: Nie oceniam komiksu po logu. Będą dobre, przeczytam. Tylko czy naprawdę potrzebujemy kolejnych historii o Wielkiej Trójcy i Vaderze? Moje ukochane komiksy są o postaciach pobocznych, albo wymyślonych specjalnie na potrzeby historii…

Nild: Jeden z elementów transakcji wiązanej przeniesienia własności marki Gwiezdnych Wojen. Czy to źle, czy to dobrze? Pokaże czas, chociaż nie obawiałbym się tutaj za bardzo. Niestety, do czasu premiery najnowszego filmu możemy się spodziewać wyłącznie historii oscylujących wokół klasycznego trylogii, aż do Ep6 i to nie tylko od twórców komiksów.

Shedao Shai: Nie wiem czy powinienem się tu wypowiadać, bo nie czytałbym nowych komiksów, niezależnie od tego o czym by były - aczkolwiek zapoznałem się z zapowiedziami pierwszych tytułów i serie komiksowe o nazwach takich jak “Princess Leia”, “Darth Vader” czy… “Star Wars” sugerują dokładnie tą sztampową tematykę, jakiej się spodziewałem. Nie chcę czytać już nic więcej o przygodach filmowych bohaterów w okresie 0-4 ABY. Najlepsze komiksowe opowieści w uniwersum Star Wars działy się albo tysiące lat wcześniej (Opowieści Jedi), albo w czasie wojen klonów - tych “fajnych”, nim obrzydziło mi je “The Clone Wars” (serie “Republic”, “Jedi” czy “Obsession”), albo po “Powrocie Jedi” - “Mroczne Imperium”, “Karmazynowe Imperium”... Ale wiadomo, wychodzi to, co sprzedaje się najlepiej.

Burzol: Już to mówiłem, ale jestem podekscytowany nad miarę. Marvel w ostatnich latach jest najlepszy w wydawaniu komiksów. Nie wszystko co drukują działa, część tytułów jest nieudana. Ale to zawsze jest komiks autorski i kompetentnie prowadzony przez redaktorów. A do Gwiezdnych Wojen zatrudnili naprawdę najlepszych autorów i rysowników jakich mieli. Będzie pysznie.

Lorn: Strasznie mi z tego powodu wszystko jedno, to już nie jest mój świat. Mam tylko nadzieję, że w najbliższym czasie nie zobaczę na sklepowych półkach komiksów w stylu “Jedi vs X-Men”.

3. „Rebelianci” (nowy serial i premiera także w polskich w kinach).



Lord Sidious: Było TCW jest „Rebels”. Ot zamiana. Szkoda przy tym technologicznego cofnięcia, ale może jeszcze się to rozwinie. Natomiast bez wątpienia cieszy marketing, także w Polsce. Choćby premiera w kinie, w dodatku za darmo.

ShaakTi1138: Gdyby ktoś mnie zapytał: “Co jest lepsze? TCW czy Rebelsi?”, przyznam, że nie wiedziałabym jak odpowiedzieć. Nowy serial ma na pewno przewagę nad starym w postaci braku “skakania” po osi czasu (ale nawet w tej chwili widać pewne braki konsekwencji, choć może wyjaśnią się one z nadchodzącymi odcinkami) oraz skupieniem na jednej grupie bohaterów, których poznajemy małymi krokami (no i kim jest ta Fulcrum?). Na początku TCW narzekano na słabą animację i momentami infantylne/przepełnione polityką odcinki, z czego twórcy wyciągnęli wnioski i w kolejnych sezonach widać stopniowy postęp (choć odcinki infantylno-polityczne zdarzały się nawet w szóstym). A w przypadku “Rebelsów” - że tak brzydko powiem - twórcy cofają się do tyłu. Nie rozumiem celu tworzenia odcinków “wypełniaczowych” w liczącym tylko 13 epizodów sezonie (czy coś przebije wyprawę po owoce?) i chyba tylko brakiem czasu mogę wytłumaczyć cofnięcie się graficzne (tu znowu: “Rebelianci” w pewnych aspektach, zwłaszcza animacji postaci, są lepsi od TCW. Ale strasznie razi pustka Lothalu i mała ilość planet). Acz nawet po tych kilku pierwszych odcinkach widać tendecję wzrostową, choćby w przypadku fantastycznego zakończenia pierwszej połowy sezonu. Wierzę, że tak naprawdę jesteśmy w dopiero w przedmowie serialu. Właściwy pierwszy akt zacznie się zapewne potem.

Nild: Spodziewałem się bajeczki (nie w sensie pejoratywnym), ale już pokaz Iskry Rebelii mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że ten serial mnie zainteresuje. Wiedziałem, że trafi do swojego targetu (tj dzieciaków) które wyszły w seansu w kinie wyraźnie uradowane i chociaż faktycznie daleko mu do ideału, to tu i ówdzie pojawia się coś, co mnie zachęca do oglądania dalej. Zresztą zdarzały się odcinki, które naprawdę ciekawiły, a nie pamiętam aby się to zdarzało w początkach TCW. Jeśli chodzi o grafikę, to najwyraźniej jestem jedną z niewielu osób której przypadła ona do gustu. Nie przeszkadza mi minimalizm scenerii (i tak nie kole w oczy tak jak ten 1 sezonie TCW), a często działa on nawet na plus. Chciałbym tylko wspomnieć, że w Rebels pojawiają się odbicia, których nijak było szukać w poprzednim serialu animowanym i które bez wątpienia wpływają na długość renderingu pojedynczego odcinka. Jestem pewien, że podobnie jak TCW, puste lokacje będą systematycznie wzbogacane z czasem. Serial może jeszcze się naprawdę zmienić, czy to na lepsze, czy na gorsze, ale z pewnością będę śledził jego rozwój.

Rusis: Nie zabrałem się jeszcze za oglądanie Rebeliantów, więc ciężko mi się wypowiadać o samym serialu - widziałem bowiem tylko filmiki promocyjne. Niestety wystarczyły one do zwrócenia uwagi na jedną rzecz, technologicznie cofnięto się w rozwoju w stosunku do ostatnich sezonów Wojen Klonów. Szkoda, bowiem one były już dopracowane, a przez to Rebelianci jako następca wyglądają ubogo.

Burzol: Rebelianci są lepsi niż Wojny Klonów. Chociażby na poziomie scenariusza i dialogów. Nadal narracja prowadzona jest dość powoli, więc mimo, że tyle już widzieliśmy odcinków, a wciąż stosunkowo niewiele wiemy o załodze Ghosta, ani ogólnym przesłaniu serialu. Niemniej jest nieźle, a animacja jest chyba nawet ładniejsza niż w TCW...o ile oglądacie serial w HD.

Lorn: Rebels to jak dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie niemal pod każdym względem. Wielu mówi, że serial jest technicznie uwsteczniony względem ostatnich odcinków TCW, mnie wydaje się, że to celowy zabieg. Mamy tutaj do czynienia niemal z wprawionymi w ruch rysunkami koncepcyjnymi MCquarrie-go - dla mnie bomba. Do tego oryginalna muzyka a nie jakieś świsty z TCW i jest przepis na sukces. Gdyby tylko fabuła serialu była miejscami “nieco” dojrzalsza.

Lord Bart: Zbierałem się, marudziłem, zaczynałem i wyłączałem, ale w końcu obejrzałem pierwsze cztery odcinki. Czy właściwie trzy i pilota? Nieważne, niedługo opublikuję mały tekst o tym, na który serdecznie zapraszam. Nie mniej optymistycznie: nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej.

2. Skasowanie EU (w obecnej formie i znaczek Legend na osłodę).



Lord Sidious: Dla mnie to najważniejsze wydarzenie roku. Dlaczego? Bo po raz pierwszy odkąd pamiętam, „Star Wars” napełniło mnie autentycznym smutkiem i rozczarowaniem. Coś we mnie zabito, coś zginęło, coś się skończyło. Zabito uniwersum Star Wars, z trudem budowane i łatane od tylu lat. Mi to uświadomiło jedno, zbyt dużo czasu spędzałem na podróbkach, a nie prawdziwych „Gwiezdnych Wojnach”. Nimi są filmy Lucasa i spółki*. Na razie 6, potem pewnie 7, a potem się zobaczy co wyjdzie. Może będzie trzeba poprzestać na tych pierwszych. Filmom wielkie uniwersum nie jest potrzebne. Bronią się same, bez setek książek, komiksów, seriali czy gier, które często bez marki „Star Wars” mają problem by zaistnieć na rynku. To wydarzenie o tym mi przypomniało. I tak teraz zostanie.
*- o tym kto należy do spółki to wyjdzie z czasem.

ShaakTi1138: Smutne, rozczarowujące i kompletnie niepotrzebne. No dobra, może rzeczywiście skasowanie historii po “Powrocie Jedi” da się jakoś logicznie poprzeć argumentami, ale po co zamiatać pod dywan całą resztę? Minęło już parę miesięcy, jakoś się z tym pogodziłam, bo nikt mi nie zabroni czytać starych komiksów i książek. Najbardziej kuriozalna stała się teraz Wookieepedia, z podziałem na “kanon” i “legends”. Gdzie artykuły różnią się czasem jednym zdaniem. No i nie widziałam żadnego kanonicznego polecanego. A, tak: piersi już nie znajdują się w nowej, disnejowskiej rzeczywistości.

Nild: Smutna konieczność, która strasznie zakotłowała w fandomie i podzieliła go na dwa fronty. Z całego tego problemu to właśnie najbardziej mnie smuci (no i może niedokończeny wątek Jainy, chociaż nigdy za nią nie przepadałem), resztę jestem w stanie przełknąć w imię wyższego dobra zwanego pasją. W pewnym sensie dla mnie osobiście niewiele się zmieniło (a może i dla innych też, o czym dwa słowa gdzieś wyżej), jako że nigdy nie interesowało mnie, co ktoś hen hen daleko próbuje dyktować innym ludziom jako jedyną słuszną wersję. Niestety zawszę są jakieś “ale”, więc i mnie nie ominął smutek związany z tym wydarzeniem. Chociaż rozumiem złość niektórych ludzi, to co zaczęło się wylewać z fanów w pewnym momencie sprawiło, że naprawdę zwątpiłem. Powoli dołącza do tego niestety bałagan, który najwyraźniej ogarnął świat Gwiezdnych Wojen także na wysokim szczeblu…

Rusis: Jak dla mnie jest to najważniejsze wydarzenie nie tylko w mijającym roku, ale i od czasu wyjścia ostatniego filmu kinowego Star Wars. I niestety jest to smutne wydarzenie. Chcąc dać wolną rękę twórcom nowych filmów, wybrano rozwiązanie wymagające najmniejszego wysiłku - unieważniono cały dorobek rozszerzonego uniwersum. Jednocześnie zaoferowano fanom nowe pozycje, które mają w inny sposób przedstawić historię Star Wars zapewniając, że tym razem będzie ona spójna. Dla mnie osobiście było to ważnym i smutnym momentem, jako fan poczułem się oszukany. Można było rozwiązać to na wiele innych sposobów, tak aby i filmowcy mieli w miarę wolną rękę i ludzie poświęcający przez lata swój czas i pieniądze na EU byli zadowoleni - wymagało to jednak odrobiny wysiłku. Decyzja ta sprawiła, że wróciłem do początków swojego fanostwa. Zacząłem swoją przygodę z SW na filmach i teraz się tylko do filmów ograniczyłem - kolejny raz po pozycje z nowego rozszerzonego wszechświata sięgać nie zamierzam.

Shedao Shai: Dla mnie również jest to najważniejsze wydarzenie minionego roku. Najważniejsze i zarazem ostatnie, bo 25 kwietnia 2014 roku Star Wars umarło. Przynajmniej w mojej opinii. Jeszcze przez kilka miesięcy dogorywało, wypuszczając ostatnie książki, komiksy czy artykuły, ale w końcu dokonało swojego żywota. Cokolwiek będzie dalej: czy to filmy, czy kolejne książki, komiksy, gry - nie traktuję tego już jako TYCH Gwiezdnych Wojen. Ezra Bridger, Finn czy Rey to dla mnie postacie z jakichś przykrych fanfików, zdecydowanie nie coś wartego mojego czasu. Przykro mi, że tak umarła największa z moich dotychczasowych pasji, ale spodziewałem się tego od momentu wykupienia Lucafilmu przez Disneya. Na pociechę zostało mi kilkaset książek i komiksów, z których wciąż przeczytałem tylko część - a więc jeszcze przez lata będę mógł odkrywać nowe strony uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Burzol: Dla mnie “anulowanie” EU to dość ważne wydarzenie, bo przy tej okazji odkryłem, że jestem odszczepieńcem wśród fanów. Nagle okazało się, że po prostu nie rozumiem fanów Star Wars. Wciąż z resztą trudno mi się pogodzić z filozofią, w której kanoniczność jakiejś opowieści, jest jej najwyższą wartością. A dla mnie ta wiadomość o zamienieniu uniwersum w legendy miała znacznie ważniejsze przesłanie. Startujemy od nowa! Mądrze i poukładanie. Z resztą kolejne plotki z Hollywood, czy komentarze krytyków z Comic-Conu to potwierdzają. Lucasfilm ma plan. To nowy plan opowiadania jednej spójnej historii, przez wiele lat, w wielu różnorakich mediach. Czy się uda nie wiem, ale z radością spróbuję poznania czegoś nowego w Star Wars.

Lorn: Jak u Sapkowskiego, “Coś się kończy, coś się zaczyna”, smutne to było wydarzenie, które jednak otworzyło mi oczy na kilka spraw. Ktoś stojący obok mógłby słusznie zauważyć, że w sumie nic się nie zmieniło, to co było fikcją, nadal nią jest -tylko bardziej. Dla mnie cała akcja była sygnałem do tego żeby się obudzić, niemal krzykiem podświadomości “Zostaw to! Ktoś robi na tym biznes i nic poza tym, szkoda czasu!”. Tak też teraz do tego podchodzę - z Gwiezdnych Wojen zostanie mi wiele lat wspomnień, sporo nowych znajomości i zalegająca na pólkach kolekcja. Na nowe filmy pójdę - bo to nadal SW, nadal mam zamiar się tym interesować, ale nowe EU - dziękuję, postoję.

Lord Bart: Skoro tylu uznanych Bastionowiczów twierdzi, że to było najważniejsze w 2014-tym to czemu mamy numerek 2? :P Tyle już powiedziano, napisano, narysowano i nagrano na ten temat, że właściwie ciężko być oryginalnym - i to w obydwie strony. 25 kwietnia uświadomił mi dobitnie, bo normalnie tą wiedzę posiadałem z różnych innych dziedzin życia, że Star Warsy to kolejny złoty worek bez dna. Bo przecież można było połączyć EU z filmami, byłoby trudniej zapewne, ale dałoby się. Ale po co, przecież z węzłem gordyjskim poradzono sobie ponad 2300 lat temu. Skutecznie.
To że po zgilotynowaniu będzie się robiło znowu to samo, tylko trochę inaczej - to mogło przejąć osoby pokroju Lorda Sidiousa czy Rusisa. Tylko większość, nawet biorąca udział w różnych akcjach sprzeciwu/protestu, ostatecznie machnie ręką i będzie kupowała dalej. I czy nie o to IM chodzi?
Swoją drogą jakiś czas później uświadomiłem sobie drugą rzecz - po skasowaniu nie tylko książek, ale i gier video czy treści podręczników RPG, zostałem chyba już nie fanem a widzem. Star Warsy skurczyły mi się bowiem do tego od czego zaczynałem - do kinowych filmów. Ciekawe...
(głos z sali: przecież są jeszcze seriale, TCW i Rebelsi, kanoniczne!)
Kto to powiedział?

1. Rok oczekiwania na „Przebudzenie Mocy” (zdjęcia, tytuł, obsada, plotki i zwiastun zajawkowy itp.).



Lord Sidious: Dzieje się, jest na co czekać, a spokojnie podgrzewana atmosfera zwiększa zainteresowanie. Cieszą zdjęcia na lokacjach, cieszy też fenomenalny zwiastun zajawkowy, który ukazuje przede wszystkim nowych bohaterów, którzy pewnie pociągną „Gwiezdne Wojny” dalej. No i najważniejsze, praca nad filmem skończy się w ciągu 9-10 miesięcy, czyli jesteśmy na finiszu.

ShaakTi1138: Co tu dużo mówić? Czekanie jest najlepsze w całym tym interesie. Denerwuje mnie trochę fakt, że Disney na razie jest mało skłonny do ujawniania sekretów, ale z drugiej strony, gdy ostatnio przeglądałam sobie (oficjalne) newsy i artykuły, które pojawiały się przed innymi epizodami, to byłam lekko zszokowana ilością spoilerów. Zobaczymy jak to wszystko ostatecznie wyjdzie.

To kiedy jakiś nowy zwiastun?

Rusis: Od czasu przejęcia Lucasfilmu przez Disneya Gwiezdne Wojny zdawały się być w uśpieniu. Coraz więcej tematów wyciszano w oczekiwaniu na nowy Epizod, a informacje o nim się pojawiały niezwykle rzadko. W tym roku się to zmieniło, dostaliśmy mnóstwo plotek, przecieków z planu oraz oficjalnych informacji. Zdecydowanie jest na co czekać, a w moim odczuciu, świat Star Wars powoli odżywa i się rozkręca do takiego stopnia jak było przed 2005 rokiem. Pozostaje nam czekać na kolejne filmowe informacje.

Shedao Shai: Nie czekam na nic związanego z tym filmem, jak również kolejnymi. Niewiele wiem, bo od ogłoszenia kolejnych epizodów a potem skasowania EU celowo wypadłem z obiegu, ale to z czym miałem styczność tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nowe epizody to już nie będzie Star Wars, które pokochałem już prawie dwie dekady temu. Żenujący teaser trailer bynajmniej nie pomógł zmienić mojego zdania.

Nild: Przez ostatni rok poznaliśmy praktycznie wszystko, co tylko chciałbym wiedzieć o nowych Gwiezdnych Wojnach przed ich obejrzeniem, może poza jakimś pełną zapowiedzią. Przy tym staram się cały czas unikać plotek, żeby zwyczajnie nie zepsuć sobie zabawy z nadchodzącego filmu. Póki co jestem zdecydowanie zaciekawiony tym, co nam prezentuje Lucasfilm i raczej zadowolony. Jeszcze “tylko” niecały rok i będziemy mogli zderzyć nasze oczekiwania, nadzieję i strach, z gotowym produktem!

Burzol: W zeszłym roku po raz pierwszy uwierzyłem, że naprawdę powstaje nowy film Star Wars. Stało się to przy którymś kolejnym oglądaniu zwiastuna, kiedy wreszcie przekonałem się, że możemy na coś czekać. Wcześniejsze plotki, kolejne wieści o obsadzie, a nawet wysyp spoilerów i szkiców koncepcyjnych mnie do tego nie przekonały. A teraz wreszcie jestem pewien i dla mnie Epizod 7 przede wszystkim jest nadzieją na coś nowego. Nowa przygoda, z nowymi bohaterami. Wreszcie coś się dzieje.

Lorn: Największe wydarzenie w świecie SW od czasów …? No właśnie, od kiedy? Na pewno mamy do czynienia ze sprawą większą niż w przypadku prequeli, tam niby też czekaliśmy na coś nowego, ale każdy już mniej więcej wiedział jak historia musi się skończyć. Nowa Trylogia to nowe otwarcie dla świata Gwiezdnych Wojen i już nie mogę się doczekać żeby zasiąść w fotelu kinowym. Z drugiej strony trzeba dać sobie trochę na wstrzymanie, bo nie ma takiego kredytu zaufania, który pokryłby wszystkie oczekiwania jakie mamy względem tego filmu.

Lord Bart: Skoro tak to zostało połączone to właściwie nie pozostaje mi nic innego jak skierować oczy czytelników w kierunku mojej mini-recenzji teaser trailera. To jedyna konkretna rzecz dotycząca TFA, która zrobiła na mnie jakieś wrażenie. Cała reszta to mniej lub bardziej udany marketing i plotki/ploteczki, które najczęściej nie mają żadnego potwierdzenia w kopii trafiającej do kin.



Tagi: Disney (311) Epizod VII: Przebudzenie Mocy (726) Gareth Edwards (148) Gary Whitta (64) J. J. Abrams (362) James Luceno (138) John Jackson Miller (172) listy (161) Lucasfilm (427) Marvel Comics (299) Netflix (29) Rian Johnson (184) Star Wars: Rebelianci (Star Wars: Rebels) (486) The Clone Wars (1207) The Old Republic (490)

Komentarze (53)

Oj tam, oj tam.EU było-minęło, ale najgorsze jest odgrzewanie kotletów(vide:Tarkin) no i ta nowa jakość jakaś nie taka

Vergesso, Matek, Darth Zabrak - przyznaję w ciekawym kierunku poszła Wasza dyskusja, więc tu chętnie się dołączam. Na początek historyjka.

Jakieś 11 lat temu, albo nawet więcej, nie chce mi się sprawdzać dokładnie. Wyszła sobie książeczka z serii przygód o młodym Bobie Fetcie i pojawił się w niej Noghri. Super tylko, zgodnie z trylogią Thrawna ta rasa nie powinna być w ogóle znana. Jakim cudem pojawia się w trakcie Wojen klonów. Forum oficjalnej działało. Sue Rostoni tam pisywała, ja też. Więc walnąłem posta że jest problem i kto robi takie błędy. Sue wzięła to na klatę. Co prawda tłumaczenie, które potem stało się retconem, że to była mało znana rasa w tamtych czasach, było naciągane, ale było. Ktoś coś z problemem zrobił. Pytanie jest takie, czy zgłaszanie błędów, wprost do twórców i liczenie, że jakoś z tego wybrną jest już hejtowaniem, czy może raczej kupowanie i czytanie wszystkiego jak leci jest pelikanizmem?

Swoją drogą jako ciekawostkę podam przykład J.R.R Tolkiena, do którego przychodziło mnóstwo listów w sprawie błędów we Władcy. Autor takie listy chyba właśnie traktował najlepiej, bo cieszyło go, że komuś zależy na tym jego fikcyjnym świecie. Podobnie jak Lucas z filmami, póki żył Tolkien poprawiał Władcę. Potem jeszcze część błędów poprawił Christopher. Za czasów Sue też kilka błędów zostało poprawionych w późniejszych wydaniach, choćby kwestia nieszczęsnego Vaapadu w Banie. Ale też wpierw przeszła przez to dyskusja na forum (także oficjalnym). Poprawianie błędów w kolejnych wersjach powieści nie jest niczym nowym w fantastyce.

Kończąc historyjkę i odnosząc się do podziałów. Dzielenie na hejterów i pelikanów jest po prostu bzdurne, bo właściwie nierealne. Ale w tym właśnie tkwi problem. Bo prawdę mówiąc to z jednej strony faktycznie jest Shedao, który neguje wszystko co nowe (a przy tym cieszy się TORem), a z drugiej Burzol, który kręci nosem na Abramsa, jednocześnie przyjmując jak leci wszystko inne (ew. negując pewne poprzednie rzeczy jak częściowo TCW). Moim zdaniem te dwie opinie trudno uznać za jednoznacznie hejtujące czy pelikujące, bo jest to krzywdzące dla obu wspomnianych Panów. Natomiast duża część osób pozostaje gdzieś po środku między ich opiniami. O stanie obecnego EU ani Shedao, ani Burzol merytorycznie się nie wypowiadają. By było jasne, nie zarzucam im pisania bzdur, raczej operowania na dużo większym stopniu uogólnienia, z którym trudniej się dyskutuje, bo jest tam dużo więcej własnej opinii. W tym tekście wyżej na temat stanu nowego EU dyskusję prowadziłem raczej z Nildem czy ShaakTi1138, w którymi zgadzam się zasadniczo co do stanu w jakim znajduje się ono znajduje, ale jednocześnie mamy inny pogląd na to, jak do tego dalej podchodzić. Oni mają jeszcze siłę i optymizm czekać na coś lepszego, ja wolę się zająć innymi aspektami SW (tymi związanymi z filmami). Prawdę mówiąc to Nild mi wskazał kilka rzeczy na temat "Tarkina" itp., a ja je sobie zweryfikowałem i potwierdziłem. Taka dyskusja właśnie mnie jako fana wzbogaciła. Jednocześnie obaj wiemy, jak reagujemy na zaistniałe fakty i nikt nie próbuje nikogo przeciągać na swoją stronę, stygmatyzować czy obrażać, bo to bez sensu. No niestety jednak są fani, którzy rzucają tu tekstu że są "prawdziwymi fanami Star Wars", a reszta to... nieprawdziwi? Lub to pelikany albo to hejterzy. W każdym razie sygnalizują podział między dwoma skrajnościami, gubiąc odcienie szarości. I to jest właśnie smutne w tym wszystkim, bo tu brakuje chęci i na dyskusję, i na akceptację tego, że ktoś może mieć odmienne zdanie, a przy tym wszystko sprowadzane jest do absolutu - za albo przeciw, nie ma opcji byś był po środku. I osobiście liczę, że u niektóry tu po prostu trollują. A na koniec jeszcze jedno przypomnienie, każdy pokochał SW z innego powodu. W sytuacji trudnej warto sobie o tym powodzie przypomnieć i na nim skoncentrować, resztę zaś warto odpuścić, zwłaszcza jak ma męczyć. To pasja, a ona zgodnie z kodeksem Sithów ma dawać siłę, a nie doprowadzać do nerwów, kłótni czy łez. A że komuś się to nie podoba, to co mi, to jego sprawa i ma do tego pełne prawo. I obaj mamy prawa do wyrażenia swoich opinii na dany temat. Choć byłbym ostrożny z wyrażaniem opinii na temat innych fanów i oceniania ich fanostwa, zwłaszcza gdy jest się nagle stroną jakiegoś konfliktu. Ale może za dużo oczekuję :P.

Zależy czego palić, bo e-papierosa można na kaca zapalić i jakoś mdłości nie ma, co do tradycyjnych fajek się nie wypowiem, jako iż ich nie palę prawie wcale.

Czy wy tez tak macie, ze na kaca nie możecie palić?

@Vergesso @Zabrak

No dokładnie, niestety. Nawet niby głupi, ale najprostszy i obrazujący sytuację przykład.

Ktoś (chyba Ogór) wysłał mi link do nowego odcinka Rebels (pierwszy po Spark of R) i napisał :

"Nowe Rebels. Masz jakby co, ale pewno nie obejrzysz/powiesz że gówno :P"

Lekka konsternacja. Pytam "dlaczego?"

W sumie nie umiał odpowiedzieć, ale z grubsza chodziło o to, że "no bo przecież mam tę stronkę na której próbowałem zrzeszać fanów EU, pisałem petycje do Disneya <o uszanowanie EU> i tym podobne".

No i co z tego, się pytam?

Czyli co, duża miłość do EU sprawia jednocześnie że jestem (z automatu) hejterem Disneya? Tak, jestem strasznie wkurzony na tę decyzję, ale jeżeli Epizod 7 będzie świetnym filmem,to nie będę udawać że mi się nie podobał i nie będę głosił że jest g***nem ...

Dodał jeszcze że "no bo przecież "hejtowałem TCW".

No ręce mi opadły. Gdzie niby? Po pierwsze - byłem UMIARKOWANYM widzem TCW. Miało naprawdę sporo wad (SPORO) więc je krytykowałem, cały czas jednak mając na uwadze target i nie dostając bólu dupy na niezgodności z EU.

PS : a nawet gdybym krytykował to krytykowanie nie równa się "hejtowaniu" ... To 2 różne rzeczy.

Ale tak to już jest, ludzie zakładają Twoją przynależność do którejś z grup. Takie proste myślenie, niestety.
Zapytany, gdzie niby hejtowałem te TCW, nie umiał odpowiedzieć "ale jestem fanem EU, więc gdzieś na pewno."
-___-

Już nawet nie chce mi się dodawać że robiłem live-posting Spark of Rebelion i był on raczej pozytywny ...

Problem jest taki że lwia część naszego kochanego fandomu rozdziela dziś cały fandom na dwa obozy, hejterów i pelikanów. A dlaczego mielibyśmy wahać się tylko pomiędzy tymi dwoma skrajnościami? Albo tylko nienawidzimy, marudzimy i wszystko nam się nie podoba, albo tylko się bezkrytycznie cieszymy, podniecamy i zachwalamy. A jedno i drugie to błąd. Obydwie grupy mają rację i nie można merytorycznie przyjąć jednocześnie racji jednej grupy i być głuchym, ślepym na wszystkie argumenty drugiej strony, trzeba znaleźć środek.
Ja dzisiaj także jestem raczej niedzielnym fanem, raz że SW ogólnie mi się nudzi, dwa że nawet jak mam ochotę na coś ze SW to i tak niczego nie ma, pustka bo nie ma ani gier, ani książek, ani komiksów, ani serialu. No niestety. Ale z tego co jest się cieszę, za rok mamy TFA i bardzo liczę na ten film, z książek nie mogę się doczekać Tarkina. Ogólnie to jestem optymistą jeśli chodzi o przyszłość i pesymistą jeśli chodzi o teraźniejszość xD.

Tzn. nie umiarkowanym miłośnikiem, bo jednak fanem/miłośnikiem jestem pełną gębą! tylko moje wypowiedzi były umiarkowane ;)

Matek -> Cały pic w tym, że masz rację tylko teoretycznie:P Problem w tym, że ja jestem osobiście raczej umiarkowanym miłośnikiem SW, choć kiedyś byłem bardziej.
Niestety, ilekroć coś krytykowałem, to byłem atakowany ze strony części fanów w bardzo różnych miejscach(nie tylko Bastion) i wyzywany od hejterów. Podobnie kilka innych osób, które nie nazwały mnie co prawda wprost "hejterem", ale używały tego słówka wielokrotnie w swoich wypowiedziach.

Mnie osobiście jest przykro, kiedy jestem stygmatyzowany za wyrażanie własnego zdania. I właśnie dlatego nie dość, że mi zabawa w podziały(jak to ciekawie nazwałeś) nie przeszkadza, to jestem gotów te same osoby nazywać łykającymi pelikanami. Nie dlatego, że naprawdę tak uważam - tylko dlatego, że wcześniej ja i podobne mi osoby padliśmy ofiarami ataków. Tym samym, chcę riposty, odwetu, rozładowania emocji, ale też obrony własnej.

To tak, jak w podanym przez ciebie przykładzie prawica/lewica - nawet jak jesteś centrystą to ryzykujesz, że za swoją wypowiedź zostaniesz wybluzgany z prawej strony od lewaków czy lemingów. A to z kolei wywołuje naturalną chęć odwetu i kontrataku.

Takie niestety jest społeczeństwo, nie potrafi prowadzić dialogu. Tak samo jak fanatycy prawicy i lewicy z klapkami na oczach. Wyją, opluwają drugą stronę, często nawet nie wiedząc czego sami bronią :D

Matek > Można, chodzi raczej o to, że kwestia Disneya wprowadziła wyraźniejsze podziały. Dawniej oczywiście nie było tak, że każdy się z każdym zgadzał...ale było mniej opinii w stylu "tylko stary kanon", albo "leave disney alone!!".

Nadiru Radena > Udzieliło mi się marudzenie reszty najwyraźniej ;P Tak w skrócie to oceniam ten rok pozytywnie, nawet tego Tarkina ;) Ale chyba nie muszę być bezwzględnie ze wszystkiego zadowolony, prawda? Nadal jestem zdecydowanie po tej samej stronie co Ty :)

Bart, twoja fascynacja wyrobami mięsnymi jest niezdrowa :P

nie, sam widzisz Matku że to zabawa, można mieć, my to tylko robimy po to żeby w razie konfliktu łatwiej było wiadomo kto idzie do ognia, a kto trzyma kiełbaskę ;)

Widzę że zabawa w podziały nadal w modzie, i teraz nie można mieć zbalansowanej opinii, tylko trzeba grać w tej, albo tamtej drużynie?

Robię banerki i koszulki, może Rusis mnie nie zje :P

Bart -> To w takim razie ja dołączam do drużyny LS-a, Rusisa, Sheda i Twojej.
Bo jak się zrzeszać, to się zrzeszać! :D

---> Nadiru... Ty, Burzol, Kathi i Bolek vs. LS, Rusis, skromny ja i Szedao z szafą taaaak pełnia władzy (a zatem i odpowiedzialności) vs. nieodpowiedzialna opozycja.

Sytuacja jest jasne XD

No spoko, od dziś nie mogę wyrażać swojej negatywnej opinii, wszystko ma być różowe i kolorowe. Graty, może nawet kupię badziew w kształcie logo SW. Bo przecież to STAR WARS.
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/najwyzsza-pora-spierdalac-stad

Patrzę, czytam i taka mnie myśl nachodzi: Jezus Maria, co jest z tym Waszym narzekaniem? Co drugi komentarz, to narzekanie, biadolenie, załamywanie rąk, rozgoryczenie itp. itd., z jednym, chwalebnym wyjątkiem Burzola. Tak jak i on, chyba przestałem rozumieć fanów Star Wars... A przynajmniej pewien ich wycinek. I to jest jedyny punkt odnośnie którego z narzekającą resztą Bastionu się zgodzę: Disney nas podzielił. Tak czy siak, jestem w tej samej drużynie, co Burzol, Kathi i Bolek :)

Matek wygrął wiadro internetów :D

Cóż, przeczytałem wszystko. No i tylko jedno ciśnie mi się teraz na usta. Em ... Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki po lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem.

Przykre, że w redakcji są osoby tak nieelastyczne jak Shedao Shai, którego odpowiedzi wyglądają jak teksty upartego, pokrzywdzonego dzieciaka, który nie potrafi pogodzić się z tym, że ktoś mógł podjąć decyzję inną niż On sobie wymarzył, i musi na każdym kroku o swoim niezadowoleniu przypominać. Swoje zdanie natomiast podzielam przede wszystkim z Burzolem, który zdaje się akceptować nową sytuację i podchodzić do nowych wyzwań SW z optymizmem, i bez dziecinnego zacietrzewienia. A rok? Ważny dla naszego uniwersum, z pewnością przełomowy, ale nie tak jak zdaje się nim już teraz być 2015.

Nestor > A ja gdzie? Taki długi post, nie wierzę że nie zauważyłeś xD.

Ogólnie resetowanie uniwersów to praktyka normalna wśród amerykańskich twórców, to że EU utrzymało się tak długo wynika z pewnej dozy szczęścia i (mimo wszystko) stagnacji w jaką została wprowadzona filmowa (przecież) marka. Nareszcie ktoś to rozrusza. Nie żebym był zachwycony, bo z treści EU można by było "natrzaskać" filmów (doskonałych z resztą) - ale szansa została zaprzepaszczona, trzeba to było robić kiedy aktorzy byli młodzi (bo znaczna część opowieści mówi o ich losach). "Nowe otwarcie" jest przykrą koniecznością.

Poza tym nikt nie karze z miejsca porzucać EU, bo tzw. contentu jest tam na lata dobrej zabawy. Potrafię to rozgraniczyć i nikt nie zabroni mi traktować tej części uniwersum poważnie. Kanon oraz legendy, historia alternatywna - nazwijcie to jak chcecie - mogą funkcjonować równolegle. W tym wszystkim powinni wygrać fani, bo dlaczego nie kontynuować pisania treści pod dotychczasowe EU? W tym kierunku powinien działać fandom, bo korporacyjnej decyzji nie zmieni - ale zawsze może pozwolić Disneyowi na spojrzenie z punktu widzenia potencjalnych zarobków. A to korporacje lubią najbardziej.

Moje oceny odpowiadających:
Lord Sidious - 3/10
ShaakTi1138 - 7/10
Rusis - 1/10
Shedao Shai - 10/10
Nild - 6/10
Burzol - 7/10
Lorn - 6/10
Lord Bart - 10/10

W skład noty wchodzą odpowiedzi, urok osobisty i przekonania religijne.

Nie ucierpiałbym mocno, gdyby usunięto część EU po Powrocie Jedi. Tam rzeczywiście było mnóstwo chaosu i niektóre motywy były absurdalne (Luke ze swoją mocą był postacią rodem z Dragon Ball Z). Jednak ktoś, kto najwyraźniej nie ma zbyt wielkiego szacunku do tego uniwersum, a także fanów, postanowił w najprostszy na świecie sposób poradzić sobie z problemem i praktycznie wszystko zostało zamiecione pod dywan. Przykra sprawa, szczególnie że dla mnie obie trylogie to tylko wierzchołek góry - ilościowo nic nie znacząca część w porównaniu do całości, ziarnko piasku na pustyni. Na filmach opieram może 10% moich doświadczeń związanych ze SW, a to Uniwersum to jedna z moich największych pasji, więc mówiąc krótko, lecz dobitnie - to boli. Na szczęście czuję się na tyle niezależny od opinii jakichś cwaniaków z zarządu Disney`a, że dla mnie stary kanon jest TYM Kanonem. Na nową trylogię czekam z zapartym tchem, ale tego ciosu wymierzonego w naszą stronę nie zapomnę. Dobrze, że została historia z okresu TOR`a - jedna z moich ulubionych, więc będę się nią cieszył.

odnośnie koloru skóry, rasizmu i inny przygłupich teorii wygłaszanych przy okazji t-trailera to warto posłuchać tego
http://audycje.tokfm.pl/widget-player/22173
;)

Jest, odnalazłem swoich! Wreszcie jacyś Prawdziwi Fani SW. :*

Bolek, Burzol, chodźcie do naszego pelikańskiego kącika, gdzie upasą nas jak drób na foie gras. Tłuści, ale weseli!

:P
Większość komentarzy ostatnio wygląda jak z recyklingu, średnio co drugi news ma niemal identyczne.

Jeśli Kathi to moja siostra, to Burzol jest chba moim bratem bo też mi się wszystko podoba :x

*uchyla drzwi*
A, to co zwykle.
*zamyka drzwi*

ad.4 - zbieram komiksy SW i nadal będę zbierał . Obojętne mi jest to kto to wydaje ( EU / bądź nie ) jak ktoś ma pasje będzie zadowolony
pzdr

Zgadzanie się z opinią Lorda Barta, to dopiero trolling!

Lord Bart > Nie ja tutaj oceniam firmę po jednym jej produkcie. Za RPGa nie ręczę, o ile mi wiadomo masz w pełni rację i zwyczajnie trzepią z tego tyle kasy ile mogą. Ale X-wing im wyszedł, karcianka też się broni. Armada również zapowiada się bardzo fajnie.
Osobiście wolę aby skorzystali z licencji póki mogą, niż nic z nią nie robili. Nikt mi w końcu nie każe ich produktów kupować.

Kórde kolejny chejter!121! ogarnijj sie Bart! bierz przykład z Burzola, któremu podoba się wszystko!

no tak, padło słówko na "h" i niby wszystko jasne (-‸ლ)

Lord Bart > Ich RPGa akurat nie tykałem i nie zamierzam go bronić, ani jego cyklu wydawniczego. Hejtuj sobie do woli całą firmę za jeden produkt, Twoje prawo;)

wystarczy mi porównanie podręczników RPG... to co dawniej było w jednym, teraz jest w połowie i to w czterech a cena jak za sześć? łapiesz? XD

taaaa, prorocze słowa, że za D20 się zatęskni...

Lord Bart > Badziewie to z pewnością nie jest. A cena? Cóż, znam droższych wydawców. Sam X-wing jest doskonale ocenianą grą, lepiej niż choćby uwielbiamy przez planszówkowców Battlestar Galactica.
Zresztą co mają robić? Gdyby mieli opierać się np w Armadzie na statkach tylko z Trylogii, to skończyłoby się na jednym dodatku ;)

-->Nild chciałeś powiedzieć zalewa rynek drogim badziewiem, dojąc ile może póki mają licencję? XD

Shedao Shai > AD punktu 6, to nie do końca prawda. FFG wypuszcza karciankę, bitewniaka, drugiego bitewniaka i parę mniejszych gier planszowych/karcianych również osadzonych w Expanded Universe/Legends. Ot warto o tym wspomnieć, bo w zeszłym roku naprawdę dużo fajnych produktów wydali :)

Fanfax > To była bardziej różnica jak między "nie został kamień na kamieniu", a "zmienili wystrój wnętrz", ale mniejsza. Chodzi o to, że jedną z zapowiedzi miała być spójność, dopracowanie. A tu co? Ledwie parę książek w "nowy kanon" i już nie mogą ogarnąć materiału. Liczyłem, że się to może chociaż trochę zmienić, ale cóż, wiadomo jak to bywa z nadzieją ;)

Zeszły rok był okropny i pusty, nudny jak flaki z olejem, ale nic nie rodzi się bez bólu. Jedyną rzeczą która trzymała SW na poziomie w tym roku to oczekiwanie na TFA, co jakiś czas wyskakiwały ciekawe plotki, zdjęcia, koncepty. Było co komentować i to było fajne. No i pod koniec teaser, ukoronowanie tego oczekiwania.
Usunięcie kanonu to kwestia wielokrotnie już omawiana, ale nadal budząca wściekłość u niektórych, mi też się to nie podobało, ale myślę że decyzja była słuszna. Pisałem już wiele razy dlaczego, także tym razem sobie odpuszczę.
Co tam dalej... a tak, Rebels. Bajki nie oglądam, w moim wieku, oglądanie bajki dla dzieci uważam za niesmaczne, choć jest tu wielu starszych niż ja którzy nie widzą problemu. Cóż, TCW się wypaliło, ale koncepcja może trwać, niestety.
Natomiast, o komiksach mam takie samo zdanie jak ShaakTi, nie oceniam komiksu po logu, zresztą, komiksy już dawno przestały mnie ekscytować, ale jak będzie coś fajnego to chętnie po to sięgnę.
W nowe, w pełni spójne uniwersum raczej nie wierzę, Disney przy połknięciu Lucasfilmu jasno przyznał, co rok będzie nowy film, raz epizod, raz spin-off. Wątpię by ktoś poważnie chciał rozważać uwzględnienia nowego EU przy tworzeniu tych filmów, które przecież przyniosą nieporównywalnie więcej kasy niż książki czy inne takie. Kiedy przyjdzie co do czego, to film rozjedzie po tej nowej spójności jak czołg po zasiekach. Kiedyś zależało mi na tej spójności, teraz już nie za bardzo, niech po prostu dadzą ciekawe książki o ciekawych postaciach a nie o dinozaurach wymyślonych na poczekaniu przez Filoniego do jego plastikowej bajki.
I jeszcze jedno, Rian Johnson to nie jest reżyser którego chciałbym widzieć w krześle reżyserskim epizodu VIII, kompletnie się nie nadaje, nie ma wystarczającego doświadczenia do tak ważnego filmu jak kolejny epizod SW. Co to, mało jest reżyserów? Czemu Disney miałby polegać na niedoświadczonym reżyserze? Nie widzę sensu. Myślę że Abramsowi można dać spokój z EpVIII, ale miło byłoby gdyby powrócił do EpIX. To tyle.

No dobra do "zobaczenia" po premierze "Przebudzenia mocy" :P na ok rok daje wam odpocząć :P możecie otwierać szampana :P

No ba :P chociaż Twoje przemyślenia to hmm... :P

Przypomniało mi to dlaczego Burzol tak mnie denerwuje. Trollng wnerwia :P

rasizm aż się wylewał z komentarzy (sorki, że nie w jednym komentarzu)

Jeżeli chodzi o teaser to nie da się zauważyć, że największym problemem gwiezdnych wojen jest kolor skóry...

Odpowiedzi Barta w większości pokrywają się z moimi poglądami co do SW, dlatego były dla mnie najbardziej interesujące - w większości, bo taka kwestia Revana w TOR-ze mi kompletnie zwisa i powiewa, dlatego na akapity z wypowiedziami na ten temat ledwo rzuciłem okiem :P No i też do teasera Siódemki, mimo generalnego wyjebanizmu, podchodzę ciut entuzjastyczniej.

A i jeszcze jedno, mam rozumieć, że największym problemem dzisiejszych gwiezdnych wojen to różnica w słowach odnowiony, odbudowany? które jeżeli tyczy się budowli to może być zamiennie zastosowane, bo nikt nie przykłada do tego większej wagi, tym bardziej przez autorów na dorobku? :P

Nie ma to jak czczenie kanonu niczym biblii :P świat fikcji w fikcji hmm świetna sprawa to dopiero rozbudowane uniwersum :P

Be... By... B<krótko> piękne, pieszczotliwe określenia Bastionu XD

Z niektórymi zgadzam się w prawie w 100% (pierwsza litera nicka L :P) ale z niektórymi (kto to może być... ) zupełnie nie bo chyba zatrzymali się na poziomie dziesięciolatka.
"Chociażby na poziomie scenariusza i dialogów"
B jak bastion B jak ....

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.