Wojny Klonów

Tydzień „Zemsty Sithów”: „Wojny klonów” Tartakovsky’ego



Multimedialny program „Wojen klonów” był czymś, co dziś ładnie określonoby jednym, spójnym uniwersum. Rozpoczęty „Atakiem klonów”, kończył się oczywiście „Zemstą Sithów”, a przez trzy lata przerwy między premierami filmów dostawaliśmy różne produkty, które pchały fabułę do przodu. Mniej lub bardziej w kierunku filmu, czasem skręcając trochę na manowce. Mowa tu oczywiście o książkach, komiksach, czy grach, ale jedną szalenie istotną rolę miał serial „Wojny klonów” Genndy’ego Tartakovsky’ego. To były „Gwiezdne Wojny” na małym ekranie, dostępne na Cartoon Network dla dużo szerszej publiczności.

Serial składał się z dwóch lub trzech serii, w zależności jak się na to patrzyło. Dwie pierwsze, potem traktowane jako jedna wspólna, składały się w sumie z 20 krótkich, bo około trzy minutowych, odcinków (po dziesięć każda). Faktycznie bardziej bazowały na „Ataku klonów” niż kolejnym filmie. Tartakovsky nadał serialowi własny, unikalny kształt, odwołując się bardziej do swoich wcześniejszych dzieł jak „Samuraj Jack”. „Wojny klonów” były więc bardzo przerysowane, superbohaterskie, gdzie Mace Windu potrafił samotnie stawić czoła armii droidów na Dantooine. Tak też ten serial traktowano, jako kanoniczny, acz ze względu na licentia poetica trochę oderwany od reszty uniwersum. Z punktu widzenia III Epizodu najważniejszym odcinkiem był ostatni, dwudziesty, w którym wprowadzono do uniwersum jedną z nowych postaci, generała Grievousa. O pojawieniu się nowego czarnego bohatera filmu spekulowano od dawna, umiejętnie zbudowano atmosferę, co jednocześnie umiliło fanom czekanie.

Drugi sezon (lub trzeci wg wcześniejszej nomenklatury), powstał jakiś czas później i był bardziej wprowadzeniem do „Zemsty Sithów”. Składał się z 5 odcinków, które miały tym razem około 12 minut, czyli sumarycznie znów wyszła godzina. Tym razem wprowadzeń było jednak trochę więcej, włącznie z nową pokrywą C-3PO. Wykorzystano motyw pasowania Anakina na rycerza Jedi. Zmienił się też duch serialu, trochę go „urealniono”, postaci rozwinięto, ale udało się przy tym zachować tę samą przerysowaną awanturniczość. Kolejne odcinki składały się w całość, by finalnie ukazać proces porwania kanclerza Palpatine’a, a nawet odpowiedzieć na niektóre pytania jak choćby te dlaczego generał Grievous kaszlał. Nie zapomniano także o duchowości. Tu rozwijano kwestię wizji, w których w pewien sposób ukazywano przejście Anakina na Ciemną Stronę. Wykorzystano także Qui-Gona w wizjach, ukazano ukrywanie romansu Anakina i Padme.

Wprowadzono tu także nowe postaci. Komandor Cody co prawda wcześniej pojawił się w Labiryncie zła Jamesa Luceno, jednak to właśnie w 22 odcinku „Wojen klonów” oglądamy go na ekranie po raz pierwszy. I to jest bardzo istotny trop, gdyż wiele innych elementów, przede wszystkim broni czy pojazdów, które widzimy w „Zemście Sithów” po raz pierwszy pojawia się w innych źródłach, związanych z programem „Wojen klonów”. Są to często książki lub komiksy, a dopiero po nich jest serial. W nim często widzimy to wszystko po raz pierwszy w użyciu. Dobrym przykładem są choćby MagnaStrażnicy i ich elektropałki. Tu też po raz pierwszy pojawiły się droidy kraby, później można zobaczyć je właśnie w „Zemście Sithów”. Na podobnej zasadzie ukazano flotę Konfederacji, w tym Tri-Fightery, choć te wcześniej wprowadzono w innych źródłach.

Nie zapomniano też o Kashyyyku, na którym zaczynają się przygotowania do bitwy widzianej ostatecznie w filmie. Jednak punktem kulminacyjnym serialu jest rozpętanie bitwy o Coruscant, od której zaczyna się film.

O samych „Wojnach klonów” był już cały tydzień, z którego artykułami możecie zapoznać się tutaj.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.



Tagi: Atak klonów (729) Cartoon Network (162) Clone Wars (216) Genndy Tartakovsky (46) James Luceno (136) Tydzień Zemsty Sithów (21) Zemsta Sithów (783)

Komentarze (21)

Na pewno dla dzieci było to mega :). Starsi liczyli na coś więcej niż na niezniszczalnych jedi. Jednak jest to bajka, i jak to bywa przeznaczona dla dzieci więc bajek się nie osądza :) Szkoda, że tak szkaradnie zrobiona. Gdy już się przekonałem do star wars to myślałem, że po prostu fani ją stworzyli dla zabawy :P

Właśnie ta Moc która mieli Jedi w CW to była najfajniejsza rzecz! To jak Mace rozwala setki droidów samą mocą było mega, a kto wątpi w jego możliwości niech przeczyta Punkt Przełomu! Zawsze uważałem, że w filmach i TCW Jedi za słabo wykorzystują swoją moc...

Ze mną było na odwrót, ta bajka znacznie opóźniła moje zafascynowanie Star Wars i sięgnięcie po filmy. :)

Wciąż mam nadzieję, że przynajmniej część dołączą do kanonu. Od tego zaczęło się moja pasja, więc to moje starwarsowe dzieciństwo :P

Tartakovsky to artysta, to był dobry serial, z dobrą dynamiką i bez dowcipów na poziomie 5-latka. Polecam wszystkim, którzy lubili Clone Wars także jego Samuraja Jacka z podobnym nieco klimatem. Filoni i banda od TCW to przy Tartakovskym zera bez talentu.

Strid-> Tak jest zawsze, kiedyś wszyscy psioczyli na TCW ale jak wyszło Rebels, to nagle wielu lepiej wspomina The Clone Wars. Potem Disney wyda kolejny serial i to Rebeliantów będzie się cieplej wspominało. To jak z dzieciństwem, każdy uważa, że to jego dzieciństwo jest najlepsze, bo spędzał je na dworze nie przed kompem, że pamięta gumy Turbo czy inne Dragon Balle. A tak na prawdę dzieciństwo jest zajebiste bo jest właśnie dzieciństwem. Nie mówię tu oczywiście o tak zwanych ,,prawdziwych fanach", bo to osobny gatunek.

Jeszcze zapomniałem dodać że takiej świetnej walki jak, Anakin kontra Ventress, nie było w całym TCW

Gdyby wizualnie nie było tak odpychające to bym obejrzała, ale w momencie premiery to już wyglądało bardzo słabo więc podziękowałam :)

Patrzcie jak się gusta zmieniają. Kiedyś się na to psioczyło bo "za krótkie", bo "bajka" czy kreska się nie podobała. A teraz? Dzieło wszech czasów.

Bardzo dobry serial, nie wiem sam ile razy go obejrzałem, o co w sumie nie trudno zważywszy na jego długość. Ale wad trochę było, jak np zbyt dopakowani Jedi, z których jeden był kumplem Scooby`ego Doo. No i porwanie Kanclerza lepiej przedstawia Labirynt Zła, które oprócz tego kłóciło się z wcześniejszym kanonem. Nie mogę z całą pewnością powiedzieć, który serial jest lepszy, bo i ten i TCW miały lepsze i gorsze odcinki, ale wolę chyba TCW.

Świetny serial dla mnie jedyną wadą są docinki w których występują Jedi, jakoś tak na terminatorów ich zrobili, maszynki do zabijania bez emocji :P a Windu to kozak nad kozaki :)

Ah, Clone Wars Tartakovsky`ego. Wspaniały serial, mający oczywiście swoje wady(jak np. odcinki z Mace`m Windu czy długość odcinków w ogóle), ale i tak niesamowity, klimatyczny, nawet czasem mroczny. Żadnego TCW, żadnego zjeba Filoniego, po prostu czysty Tartakovsky!
No i widzę, że większość komentarzy pod newsem prawidłowa, bardzo miło! :)

Choć w ramach nostalgii za Tartakovskym zawsze można poczytać komiksy "Clone Wars Adventures", których kreska jest właśnie wzorowana na CW z 2003 roku, z tym że nie w Polsce, a trzeba szukać angielskich skanów lub po prostu wydań.

A to ciekawe, disney jest twórcą TCW hmm czegoż to się człowiek nie dowiaduje po latach :P

Najlepszy serial o Wojnach Klonów jaki istnieje. I żaden Disney tego nie zniszczy.

Fordo > Rex ;]

Nigdy nie zapomnę pierwszego odcinka z Grievousem. Muzyka, reżyseria, napięcie i genialny pojedynek.

To jest boskie, czemu nie wydadzą tego jeszcze raz na DVD?

Ostatnia scena, w której Anakin wydaje rozkazy klonom a nastepnie mamy przejście do bitwy nad Coruscant to prawdziwy majstersztyk. Mam przy nim ciary do dzisiaj.

Clone Wars Tartakovsky`ego >>>>>>>>>>>> Gumisie >>>>>>> The Clone Wars

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Wojny Klonów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.