Mroczne widmo

Weekend 40-lecia – „Mroczne widmo”



Obchodzimy w tym roku 40-lecie „Nowej nadziei”, ale to jednocześnie 40-lecie sagi. Przynajmniej formalnie, bo jak doskonale wiemy, adaptacja powieściowa pojawiła się w Stanach jeszcze przed końcem 1976. Jednak w zbiorowej świadomości saga zaczęła żyć właśnie wraz z premierą IV Epizodu. Z tej okazji 40-lecia premiery tego filmu poświęciliśmy mu cały tydzień, ale to nie koniec świętowania 40. Urodzin Sagi. Każdy z pozostałych epizodów dostanie swój specjalny weekend, dziś zaczynamy od pierwszego, czyli „Mrocznego widma”.

Obecnie I Epizod ma już 18 lat. Gdy wchodził na ekrany w 1999 był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów w historii kina. Od premiery ostatniej części cyklu minęło 16 lat, w tym czasie klasyczna trylogia obrosła legendą, stała się marką z którą „Mroczne widmo” musiało się zmierzyć. I pisząc wprost… poległo z kretesem. Nie dało się sprostać tak wygórowanym oczekiwaniom. Film przez lata jeszcze był uważany za najgorszy (lub jeden z najgorszych) sequeli (w tym wypadku prequeli) w historii, przykładem jak nie należy wracać do ukochanej marki. Lata mijają, a „Mroczne widmo” powoli zaczyna się bronić. Z jednej strony stało się częścią klasycznej sagi, w pewien sposób starą ramotką, podobnie jak klasyczna trylogia. Z drugiej wyrosło już pokolenie, które odbierało ten film jako jeden z cyklu, a nie powrót do niego, dla nich ładunek nostalgiczny dzielący obie trylogie nie jest już tak istotny. Trzecia strona to oczywiście kondycja współczesnego kina i bardzo wiele innych, niepotrzebnych i nieudanych sequeli innych sag. W zestawieniu z nimi „Mroczne widmo” coraz częściej wychodzi obronną ręką. Jeszcze inni porównując je z „Przebudzeniem Mocy” widzą jak można było bazować na „Nowej nadziei” jednocześnie oddalając się od niej. Jedno jest pewne, nawet dziś I Epizod budzi mieszane uczucia, ale najważniejsze, że wciąż nie przechodzimy wokół niego obojętnie.



To film, w którym wiele osób chciało zwyczajnie zagrać. Udało się to Samuelowi L. Jacksonowi, który o swoim zamiarze mówił w programach TV. Nie udało się natomiast Michaelowi Jacksonowi, który miał być Jar Jarem (więcej o inspiracjach Jar Jara). Film, który John Knoll uznaje za jedno z najważniejszych dokonań w światku efektów specjalnych. On sam mówi, że w ILM i nie tylko kalendarz powinien być ustanowiony na przed „Mrocznym widmem” i po nim. I Epizod zmienił sposób używania efektów komputerowych. Wcześniej były drogie, więc używano je do konkretnych scen, George Lucas i jego ekipa poprawili większość ujęć, dodając różne rzeczy w tle, czy budując jedynie część dekoracji, tę istotniejszą do interakcji z aktorami. Jednocześnie ten film w pewien sposób pozostał wierny także kinu, które inspirowało George’a. Scena wyścigu podracerów mocno bazuje na słynnym finale Ben Hura, gdzie bohaterowie na rzymskiej arenie ścierają się na rydwanach. Fabularnie zaś jedno z rozwiązań jest mocno podobne do zastosowanego przez Akiro Kurosawę w filmie Kagemusha – Sobowtór, poniekąd wyprodukowanym przez George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę.



Ale „Mroczne widmo” to także pewne problemy, z którymi fani muszą się mierzyć. Anakin Skywalker, czyli późniejszy Darth Vader to niewinny chłopiec. Nie podobało się to wielu fanom, którzy chcieli czegoś mroczniejszego. Zaś konsekwencję zagrania tej roli okazały się tragiczne dla Jake’a Lloyda. Zwichnęło mu to karierę zawodową, a w konsekwencji także i zdrowie psychiczne. Aktor wciąż się leczy. Innym „kuriozum” są Midi-chloriany, z których obecnością również fani muszą jakoś żyć.

Za to bez wątpienia rewelacyjnie spisał się John Williams. Jego muzyka z tego filmu, w szczególności „Duel of the Fates” wciąż są popularne i słuchane. Od czasu do czasu nawet pojawiają się na jakiś listach. Jedni próbują się uczyć słów na pamięć. Inni szukali zaś sposobów by łatwo go zapamiętać skojarzeniami.

Obecnie jak wiemy czasy się zmieniły, na nowe filmy nie czeka się już tyle lat, więc i oczekiwania nie są tak olbrzymie. Ale najlepsze jest to, że kilka osób, które nie załapały się ostatecznie do I Epizodu, dziś znalazło pracę przy „Gwiezdnych Wojnach”. Najbardziej znane są dwie - Benicio Del Toro czyli DJ z VIII Epizodu, miał grać Dartha Maula, oraz Ron Howard, który był rozważany jako reżyser. Teraz kręci Hantologię.

W naszej bazie mamy kilka artykułów, do których warto wrócić, właśnie przy okazji tego weekendu. Choćby do historii filmu lub tego jak wyglądał pierwszy dzień zdjęć.

Przy okazji warto przypomnieć nasze wcześniejsze świętowania „Mrocznego widma”. Pierwsze z okazji 10. urodzin filmu oraz drugie przy okazji premiery filmu w wersji 3D.

Tydzień "Mrocznego Widma" z okazji 10 lecia filmu:



Czekając na premierę „Mrocznego widma 3D” przygotowaliśmy także małą rozgrzewkę:

Tydzień kina 3D:



W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Mrocznym widmem”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.



Tagi: 3D (136) Benicio Del Toro (37) Francis Ford Coppola (35) George Lucas (851) Industrial Light & Magic (203) Jake Lloyd (21) John Knoll (79) John Williams (301) Kagemusha (5) Mroczne widmo (467) Nowa nadzieja (545) Przebudzenie Mocy (699) Ron Howard (78) Samuel L. Jackson (261) Weekend 40-lecia (29)

Komentarze (8)

Film ma niewątpiwie swoje wady: Jar-Jara i w ogóle całą tę historię z tą dziwną rasą na Naboo, midichloriany, końcową scenę bitwy, gdzie Vader rozwala w pojedynkę statek kontrolujący droidy, dialogi są złe itd... Film ma też całkiem sporo mocnych punktów, jak chociażby stronę artystyczną, Naboo wygląda wspaniale, droidy wyglądają niesamowicie, Darth Maul, gra aktorska jak na tak przeciętny scenariusz jest całkiem niezła. Ogólnie film się broni, z trylogii prequeli jest zdecydowanie najlepszy. Trudno go stawiać w jednym rzędzie z OT, ale nawet tam postawiony, wstydu wielkiego nie przynosi.

Bez względu na wady tego epizodu, okres przed premierą był jednym z najlepszych starwarsowym momentów w moim życiu. A tego oczekiwania nic nie pobiło.

TPM to były czasy, gdzie na premierę czekało się pół roku by trafiła do kin. Pół roku. Mimo na tamte czasy infantylnego podejścia, z racji oczekiwań fanów, był to kamień milowy jeśli chodzi o efekty. TPM przełamał magiczną barierę jeśli chodzi o używanie efektów, zastosowanie komputerowo wygenerowanych postaci. Teraz nikt sobie nie zdaje z tego sprawy, ale wtedy to był klucz do złotych bram CGI. No i nie był remake czy reboot jak to mamy w zwyczaju, w dzisiejszych czasach oglądać w co trzecim filmie. Świeża historia, która poniekąd wyprzedziła swoje czasy.

OT oglądałem "o czasie", zwłaszcza "Gwiezdne wojny". Tym samym TPM trafiło mi się, yyyyy, 20 lat później. Ale i tak, wyszedłem z kina zadowolony. To znów były "Gwiezdne wojny". Inne, ale dobre. ~:)

Co prawda, wychowałem się na OT i pamiętam dokładnie, że strasznie dziwne odczucia towarzyszyły mi podczas pierwszego seansu TPM - z perspektywy czasu jednak, jakoś przywyknąłem i nie uważam, żeby ten film był takim straszliwym gniotem. :)

TPM to jest świetny film.

TPM >>>>>>>>>>>>>>>> TFA

Najlepszy !

Na tym gniocie się wychowałem, ten gniot zrobił ze mnie fana SW, i bez wątpienia, ten gniot to najlepszy epizod trylogii prequeli.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Mroczne widmo"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.