Atak klonów

Weekend 40-lecia – „Atak klonów”



Kontynuując obchody 40-lecia sagi, tym razem weekend poświęcimy drugiemu Epizodowi, czyli „Atakowi klonów”.



Dziś „Atak klonów” ma już 15 lat, w co czasem trudno uwierzyć. Zdjęcia rozpoczęły się w Sydney 26 czerwca 2000. Film trafił do kin 16 maja 2002 i była to prawdziwa rewolucja w dystrybucji. George Lucas wymarzył sobie, by jego obraz wchodził do kin na całym świecie prawie w tym samym czasie. Coś, co dziś jest już normą, wtedy wydawało się niemożliwe. Na filmy w kinach w Polsce trzeba było czekać parę miesięcy względem amerykańskiej premiery. Wszystko za sprawą cięcia kosztów i wykorzystywania zużytych na zachodzie kopii filmu, które trafiały między innymi do naszego kraju. Jednocześnie w obliczu tak piractwa, jak i rosnącego znaczenia rynku DVD, opóźnienie wydawało się być kuriozalnym anachronizmem. Lucas chciał z tym walczyć, z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiście walka ze stratami finansowymi, drugi który jeszcze bardziej go napędzał, to cyfrowa rewolucja. 20th Century Fox nie był chętny tej zmianie, ale ostatecznie uległ presji George’a. Ten zaś chciał nawet, by film trafił tylko do kin z cyfrowymi projektorami. Niestety, powtórzyła się historia z „Nowej nadziei”. Tam filmy w wersji stereo grano w nielicznej liczbie kin, tu było podobnie. W każdym razie „Atak klonów” był pierwszym filmem, który miał globalną premierę kinową. Wcześniej w 2001 Lucasfilm przeprowadził test, wydając jednocześnie na VHS „Mroczne widmo”. Okazało się, że da się to zrobić. Światowe kino bardzo szybko przejęło model Lucasa. Jakoś po sukcesie studia nagle przestały kręcić nosem na takie „fanaberie”.



Druga wielka rewolucja to cyfrowość. George chciał nakręcić ten film bez użycia taśmy filmowej, w całości na cyfrowych kamerach. Jeśli chodzi o główny nurt kina to był prekursorem. Pierwszym, który się za to zabrał, ale ponieważ od 2000 do 2002 minęło dwa lata, to nie „Atak klonów” dzierży palmę pierwszeństwa. Francuski film „Vicocq”, mimo, że nakręcony później, jako pierwszy film nakręcony cyfrowo wszedł na szerokie ekrany. Jednak z filmów amerykańskich to właśnie dzieło Lucasa jest rewolucyjne pod tym względem. Dziś kręcenie na taśmie stosują albo reżyserzy, którzy chcą osiągnąć jakiś konkretny efekt, albo tacy, którzy decydują się na to z powodów nostalgicznych.

Lucas jednak nie poprzestał na tym. By dalej promować swoją technologiczną wizję kina, przygotował wersję IMAX „Ataku klonów”. Dziś kina te są dużo bardziej popularne i technologicznie też rozwinięte. Wtedy przyciągały ludzi albo ze względu na 3D, albo ze względu na olbrzymi ekran. Klony nie były kręcone natywnie pod 3D, więc wówczas nie było jeszcze mowy o konwersji. Film przygotowano pod naprawdę wielki ekran, a że wówczas projektory IMAX potrzebowały większych przerw, musiano go skrócić i podzielić na dwie części. Raczej był to ewenement. Historię zmian i wydań przeczytacie tutaj.

Konwersja 3D „Ataku klonów” ostatecznie doszła do skutku. Film zaprezentowano po raz pierwszy na Celebation w Essen w 2014. Po raz drugi rok później w Anaheim. Nowe kierownictwo Lucasfilmu uznało, że do kin filmy te wejdą w bliżej nieokreślonym czasie, więc wciąż na nie czekamy.

„Atak klonów” to też przedostatni film z sagi, który wydano na VHS. Podstawowym wydaniem było oczywiście DVD, na Blu-ray film pojawił się w ramach kompletnej sagi.

Za to warto przybliżyć sobie przed kolejnym seansem ciekawostki. Natomiast przy okazji można też sięgnąć do tygodnia, który przygotowaliśmy z okazji 10 rocznicy premiery II Epizodu.

Tydzień Ataku Klonów:


W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Atakiem klonów”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.



Tagi: 3D (136) Atak klonów (771) Blu-ray (179) Celebration (338) DVD (511) IMAX (71) Lucasfilm (422) VHS (43) Weekend 40-lecia (43)

Komentarze (9)

AOTC był chyba najgorszą częścią nowej trylogii. Drewniany Hayden, drewniana Natalie, tajemnica Boby Fetta obdarta ze skóry żywcem, dialogi i cała masa innych przypadków.

Ciągle lepsza historia miłosna niż "Zmierzch".

Co ja za głupoty piszę. Historia kilka klas lepsza od "Zmierzchu". I po rozczarowującym TPM narszcie porawdziwe starłarsy. Tak wiem, reżyseria, teksty o piasku, jazda na krowie, super Mario w Fabryce i skacząca zielona żaba, aktorstwo. Wszystko to prawda. Ale poza tym jest Jango, klony, kroki Anakina w ciemną stonę, Dooku. I najważniejsze - "Across the Stars". Choćby dla tego motywu warto. Bez tego Gieandij nie stworzył by tych świetnych, choć krótkich momentów w CW.

Dla mnie, po obejrzeniu na chłodno po latach, najlepszy z PT. ROTS to niestety świetne tylko drugie pół filmu.

Ja do dziś trzymam na półce wszystkie 6 epizodów na VHS choć już dawno nie mam widea. Pamiętam jak kupiłem AOTC zaraz jak tylko wyszedł na kasecie, a potem oglądałem go w kółko przez tydzień.

O ile można szukać przewagi winylu nad CD, to taśma była g.* warta już w założeniach. Ale oglądało się fajnie. Pierwsze kilka razy, bo później różnie bywało. ~;)

VHS miało i ma nadal w sobie to coś czego brakuje i będzie brakować już zawsze DVD i blu-reyowi klimat.

A co do tygodnia to fajnie będzie coś czekawego do poczytania.:P

Jupikajej, super. Już się cieszę na ten tydzień. ~:)

Jak ja kocham to zdjęcie Janga z parasolką :)

W niewielkim nakładzie, ale owszem - wyszło na VHS. Do dziś mi szkoda, że nie kupiłem, bo poprzednie części mam na kasetach. :/

„Atak klonów” to też ostatni film z sagi, który wydano na VHS. - Przecież ROTS też jeszcze wyszło na VHS.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Atak klonów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.