Zemsta Sithów

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”



„Zemsta Sithów” to temat naszego, kolejnego weekendu obchodów 40-lecia sagi.

Dwanaście lat temu miał to być film zamykający kinową sagę i historię Skywalkerów. Jak każdy film z prequeli, tak i ten spotkał się z mieszanym przyjęciem. Jednym bardzo przypadł do gustu, uznają go za najlepszy z prequeli, najbliższy oryginalnej trylogii, drudzy zarzucają mu rozmycie tematu, zbędną kolorowość, słabe (i krótkie) bitwy, czy w końcu fatalna grę aktorską, w szczególności łamiącą serce Natalie Portman.

Tym razem film George Lucas pisał ponownie sam, tak jak i reżyserował. Znów zdjęcia kręcono w Australii. Jest to pierwszy film z sagi, który w całości był kręcony w studiu. Aktorzy nie wyjechali na lokacje. To nie znaczy, że ich w ogóle nie było. Lucas wysłał drugą ekipę, by nakręciła kilka ujęć, które umieścił w tle. I to nie byle gdzie, filmowcy pojechali do Szwajcarii, Tajlandii, Chin czy Etny. Formalnie są jeszcze zdjęcia z Tunezji, ale te zostały nakręcone przy okazji „Ataku klonów”.

Zdjęcia zaczęły się 30 czerwca 2003. Tym razem Lucasfilm dał nam wgląd w realizację filmu, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie. Po pierwsze Pablo Hidalgo, jeden z nowym wówczas redaktorów oficjalnej strony dostał za zadanie pisać krótkie reportaże z planu, dzień po dniu. Oczywiście były pewne restrykcje. Po pierwsze publikowano je na Hyperspace, płatnej części oficjalnej strony. Po drugie nie wchodził w fabułę. Opisywał wszystko tak by nic nie opisać. Budują coś tam z drewna, dziś na planie pojawił się Hayden Christensen, albo że żegnamy na planie Natalie Portman. Hyperspace wciągał też fanów w produkcję filmu, mogli zarówno nazwać pewne stwory, jak i szczęśliwcy pojawić się na planie. Jednocześnie Jonathan W. Rinzler również pracował dość intensywnie nad pierwszym swoim „Makingiem”. Inna zabawa z fanami, to choćby obiecanie im wykorzystanie jednej z postaci z Expanded Universe. Wyglądało, że to będzie Quinlan Vos, ale ostatecznie padło na kogoś innego.

Technologicznie ILM znów się bardzo postarał i sprostał wyzwaniom. Film może nie był tak przełomowy jak cyfrowy „Atak klonów”, ale kontynuował tę rewolucję. Dzięki Video Village Lucas w końcu mógł oglądać nagrany materiał zaraz po nakręceniu sceny. Mógł go nawet zacząć wstępnie montować. W końcu tym filmem osiągnął to, o czym od dawna marzył, czyli wymieszał proces twórczy. Do tego stopnia, że część scen można było pisać na planie, nawet nie przejmując się dekoracjami. Przecież był blue lub greenscreen. Tak powstała choćby scena w Operze, w dodatku podczas dokrętek, przynajmniej w tej finalnej wersji.

„Zemsta Sithów” zadebiutowała 19 maja 2005. No i stała się najbardziej dochodowym filmem roku, przebiła też „Atak klonów”. Jest też powszechnie lubiana i w przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów, uznawana za względnie dobrą. Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy epizod.

O III Epizodzie pisaliśmy nie raz. Z okazji dziesięciolecia przygotowaliśmy też specjalny tydzień.

Tydzień Zemsty Sithów:

W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Zemstą Sithów”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.



Tagi: George Lucas (851) Hayden Christensen (197) Jonathan W. Rinzler (113) Natalie Portman (347) Pablo Hidalgo (258) Weekend 40-lecia (29) Zemsta Sithów (802)

Komentarze (17)

A byłoby jeszcze lepiej z innym reżyserem.

RotS jest kapitalny, cały film to jazda bez trzymanki. Przełomowy dla historii całej sagi.[4]

RotS jest kapitalny, cały film to jazda bez trzymanki. Przełomowy dla historii całej sagi.[3]

Zemsta Sithów - najlepszy epizod sagi! Pamiętam, z jakimi wypiekami czekałem na premierę ROTS, pamiętam jak nas całą klasą zabrali do kina, pamiętam jaki byłem usatysfakcjonowany po obejrzeniu filmu. W zasadzie to ten film oraz Empire at War zrobiły ze mnie fana SW - lub jak kto woli, nerda :P

Od początku to niby bardziej przypomina PT, ale od połowy... Nie wyobrażam sobie lepszego przedstawienia upadku Republiki, przejścia Anakina na CS, czy wreszcie zdziesiątkowania Jedi.

Ostatnie 5 minut miało być. xP

ROTS jest świetny. Jego ostatnie minut ma więcej klimatu OT niż całe TFA.

RotS jest kapitalny, cały film to jazda bez trzymanki. Przełomowy dla historii całej sagi.[2]

W ROTS jedyna dobra scena to Yoda vs Palpatine

RotS jest kapitalny, cały film to jazda bez trzymanki. Przełomowy dla historii całej sagi.

Jedyne co BYŁO dobrego w RotS to Palpie. Reszta to raczej to, czego nie ma ;p

Jeden z najlepszych epizodów. Osobiście - uwielbiam RotS.

Jedyne co było dobre w ROTS to scena z wyżynaniem młodzików, pojedynek z Doku no i oczywiście rzecz jasna wykonać rozkaz 66.:D

Najlepsze SW zaczyna się w połowie ROTS i kończy po Bespinie w TESB.

Nie ma najlepszego epizodu. Razem z oryginalna trylogia ten jest po prostu gwiezdnowilojenny wiec taki jaki kochamy. Ma pare wad i niedociągnięć potencjal ten trylogii byl duzo wiekszy, ale to sa wlasnie te star warsy. Pozostale 2 odpadaja w porównaniu do czterech. Tego czegos z 2015 nie licze

"Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy epizod." disclaimer pozdrawia

A dzisiaj tak sobie myślałem, że dawno nie było weekendu poświęconego konkretnemu Epizodowi. :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Zemsta Sithów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.