Świat Filmu

Co nowego na srebrnym ekranie?

5

Już jutro (24 lutego) na ekrany kin w całej Polsce wejdzie najnowszy film w reżyserii Stevena Soderbergha (Seks, kłamstwa i kasety, wideo, Traffic, Ocean's 11) zatytułowany Ścigana (Haywire). W jednej z głównych ról zobaczymy Ewana McGregora. Film opowiada o agentce amerykańskiej agencji rządowej, którą mocodawcy wystawiają na odstrzał. Mallory Kane uchodzi jednak z życiem i poprzysięga zemstę na swoich mocodawcach. W jej rolę wcieliła się Gina Carano - znana zawodniczka kobiecego MMA. Oprócz niej i Ewana (kreującego postać Kennetha) na ekranie zobaczymy plejadę gwiazd: Michaela Fassbendera, Antonia Banderasa, Channinga Tatuma i Michaela Douglasa. Scenariusz filmu napisał Lem Dobbs, całość sfotografował Peter Andrews, a muzyką opatrzył David Holmes, który skomponował ścieżki dźwiękowe do kilku wcześniejszych obrazów Soderbergha. Recenzje filmu są w większości pozytywne (80% świeżości na Rotten Tomatoes). W Wielkiej Brytanii Ścigana okazała się też numerem dwa na liście box office'u.

Tydzień kina 3D: przyszłość technologii trójwymiarowej

Lord Sidious i Burzol
4


Technologie ciągle się zmieniają, w pewnej mierze sterowane przez naukowców i specjalistów, opracowujących nowe zastosowania w oparciu o nowe materiały. Jednak w pewnej mierze technologie zmieniają się też poprzez działaniu rynku i liczne decyzje podejmowane na wysokich piętrach - w działach marketingowych różnych potężnych korporacji. Już od kilku lat, zarówno wśród producentów sprzętu jak i twórców materiałów rozrywkowych, nacisk w rozwoju nowoczesnych wynalazków kładziony jest na wyświetlanie obrazu tak, żeby sprawiał wrażenie trójwymiarowego, żeby filmy i seriale nabrały głębi nie tylko w treści, ale i w obrazie. Cały tydzień poświęciliśmy prezentowaniu współczesnej twarzy kina 3D, teraz pora spojrzeć w przyszłość. Oto co może stać się kinematograficznym standardem w ciągu najbliższych lat.

Kina 3D

Obecnie w salach kinowych 3D wyświetlane może przy wykorzystaniu kilku różnych, konkurujących ze sobą technologii: IMAX, Dolby 3D, RealD, XPAND. W zależności od wybranej metody, do wyświetlania wymagane są różnego rodzaju okulary, potrzebne są zupełnie inne projektory i specjalne ekrany kinowe. Różne technologie skutkują różnymi kosztami, na przykład okulary Dolby są skomplikowane, przez co dużo droższe, a RealD łatwe w produkcji, więc tanie. Są też różni promotorzy kolejnych formatów, i tak na przykład w Hollywood, za zawołaniem Jamesa Camerona, który ze swoim „Avatarem” jest wielkim propagatorem zarówno wśród twórców, jak i widzów, największym powodzeniem cieszy się trójwymiarowa technologia RealD, która w Polsce...jest w ogóle niedostępna. Na dzień dzisiejszy bardzo trudno powiedzieć która z obowiązujących współcześnie technologii stanie się tą jedyną, standardową.

W jakimś stopniu zmieniać się będą również produkowane filmy, zgodnie z naszym artykułem opisującym historię 3D, ostatni boom na trójwymiar spowodował wprost wysyp amerykańskich produkcji trójwymiarowych tworzonych poprzez konwersję ze zwykłego filmu na trójwymiar, często w bardzo krótkim czasie, przez co finalny produkt jest nieudany. Na szczęście coraz więcej produkcji to filmy kręcone specjalnie pod 3D, przy użyciu specjalnych kamer. Do formatu przekonują się kolejni twórcy, tacy jak Martin Scorsese, Werner Herzog, czy Peter Jackson, a wkrótce ujrzymy ich filmy, po raz pierwszy nakręcone w całości w 3D, jak chociażby obydwie części „Hobbita” w reżyserii tego ostatniego. Jak wypowiedział się Ridley Scott przy okazji prac nad swoim nowym filmem „Prometeusz”: "Już nigdy nie będę pracował bez 3D, nawet przy małych scenach dialogowych. Kocham cały ten proces."



Z drugiej strony cały czas rodzi się pytanie, na ile technologia, która jest tylko i wyłącznie iluzją trójwymiarowości przyjmie się na stałe. Pełny trójwymiar uzyskamy dopiero wtedy, gdy w kinie z różnych miejsc inaczej będziemy widzieć obraz. Kino stanie się wtedy bliższe teatrowi. Jednak żadna z dzisiejszych technologii nawet nie próbuje udawać pełnej trójwymiarowości. Obecna technologia ma przed sobą dwa podstawowe problemy do rozwiązania. Okulary, które niejednokrotnie utrudniają widzom odbiór oraz kolor, który nie jest tak intensywny jak bywa w 2D, choć w dużej mierze to znów wina okularów.

Kina 5D

Tradycyjne kina to jednak tylko jedna ze stref rozwoju 3D, jednym z ciekawych kierunków rozrywki są specjalne sale kinowe, nazywane marketingowo 5D, które usiłują prezentować w więcej niż trzech wymiarach. Częstym elementem takich seansów są sztuczne generatory mgły, zraszacze uruchamiane podczas scen, w który pojawia się woda lub ogień, a często również ruchome fotele. Takie sale 5D pojawiają się w multipleksach kinowych, ale też w popularnych atrakcjach turystycznych, na przykład jako element zwiedzania London Eye. Dobrym przykładem kina 5D jest też Star Tours. Ale chyba najprostszym przykładem kin 5D, są takie, które określano ongiś jako 4D. Ekran był półkulisty (np. w dużym namiocie), a człowiek stał w środku, oko nie miało punktu zaczepienia, przez to pomimo obrazu 2D, reagował podświadomie na szybkie ruchy kamery.

Jedną z częstych prób poszerzenia wrażeń podczas seansów jest dodawanie...zapachu. Powstało kilka takich systemów, najpopularniejszym był Smell-O-Vision, który został wykorzystany po raz pierwszy w 1960 roku przy filmie "Scient of Mystery". Podczas seansu specjalne pompy emitowały około trzydziestu różnych rodzajów zapachów, uruchomianych zgodnie z upływem ścieżki dźwiękowej. Technologia ta nie przyjęła się jednak na dobre, również dlatego, że zawodziła na poziomie technicznym: widzom przeszkadzały nie tylko głośne dźwięki syczenia wydawane przez maszynerię, ale też nieodpowiednie zapachowe zgranie w czasie, dla wszystkich widzów, którzy byli oddaleni zbyt daleko od ekranu. Jednocześnie pomysł na dodawanie zapachu powraca regularnie, w ostatnich latach najpopularniejsze są seanse ze ze specjalnymi kartkami, które widzowie muszą w odpowiednim czasie rozdrapać i powąchać. Jednym z ostatnich filmów, który korzystał z takich wynalazków są „Mali agenci 4D: Wyścig z czasem” w reżyserii Roberta Rodrigueza. Cała ta technologia bazuje przede wszystkim na uruchomieniu innych bodźców niż wzrok. Mało tego, czasem łączy się ją z klasycznym 3D. Choćby w Disneyworldzie znajduje się atrakcja związana z Muppetami. To generalnie film 3D, oglądany za pomocą okularów, który kończy się puszczeniem baniek mydlanych na widza. Widz podświadomie próbuje je łapać i w tym momencie okazuje się, że cześć z nich jest prawdziwa, puszczona z góry.



Telewizja 3D

Już od kilkunastu lat zwykłe telewizory przemieniają się w centrum kina domowego, z dużymi monitorami jakości HD, wysokiej jakości systemami głośników, amplitunerami dźwięku i technologią DVD, a ostatnio Blu-ray. Kolejnym rozdziałem są telewizory obsługujące 3D, których już teraz jest kilkanaście rodzajów w ofertach rożnych najpopularniejszych producentów. Kolejne platformy cyfrowe uruchamiają swoje własne kanały 3D, wiele wskazuje na to, że trójwymiar ma stać się standardem zarówno w telewizji, jak i w świecie gier wideo. Wiele telewizorów próbuje też w trybie rzeczywistym konwertować obraz do 3D, choć nie zawsze wychodzi to tak jak powinno. Telewizory sprawiają, że wady współczesnej technologii stają się jeszcze bardziej widoczne. Przede wszystkim okulary, ale też i wywoływanie u niektórych bólu głowy. No i producenci ostrzegają by nie umieszczać telewizorów blisko barierek i schodów, gdyż mogą zaburzyć naszą orientację. To problemy, które trzeba rozwiązać.

Jest i druga strona medalu, bardziej biznesowa. Dziś wierzy się powszechnie, że telewizja 3D to przyszłość. Bo telewizor to także najczęściej kino domowe i domowe centrum rozrywki. W 3D mocno inwestują tak wytwórcy telewizorów, jak także producenci filmów, programów czy seriali, jak i podwykonawcy - np. Prime Focus. Jeszcze większy wydaje się być rynek Blu-Ray 3D, który może pozwolić sprzedać jeszcze więcej płyt, także tych tytułów, które już się sprzedały. Telewizja 3D od tej strony to marketing i należy przekonać ludzi, że jest im to potrzebne i normalne.

3D bez okularów

Jedną z najczęstszych wad, jakie widzowie wymieniają na temat wyświetlania 3D, jest konieczność noszenia podczas seansu specjalnych okularów, na pewno niewygodnych, a w przypadku sieci kinowych również często zużytych i zwyczajnie brudnych. Dlatego teraz podstawową ambicją wielkich korporacji technologicznych jest jak najlepsze i najtańsze opracowanie technologi wyświetlania obrazu 3D bez konieczności noszenia okularów. Podstawowym problemem jest to, że obecnie 3D generowane jest przez wyświetlanie jednocześnie dwóch obrazów, które dzięki noszonym okularom rozdzielają się między dwoje oczu, żeby sam mózg widza, niejako oszukany, tworzy wrażenie trójwymiarowości. Współczesne wynalazki 3D bez okularów kontynuują ten pomysł, tworząc sposoby, żeby widz mógł widzieć dobrze jednocześnie dwa różne obrazy bez okularów. Jednym z takich przykładów jest zwyczajny panel na standardowy telewizor, dzięki któremu widz siedząc w jednym konkretnym miejscu, widzi jednym okiem jeden, a drugim drugi obraz. Najnowszy panel pozwalający na takie widzenie umożliwia oglądanie trójwymiaru z 64 różnych pozycji. Innym sposobem jest taki ekran, który porusza się za widzem, żeby ten zawsze widział 3D, jeszcze inny wynalazca skomplikował nieco tę technologię tworząc kamerę która pomaga śledzić ruch widzów, pojawiają się systemy opierające się o zwykłe monitory, kamery i dodatkowy ekran, ale też bardziej rozbudowane, w którym dwie kamery śledzę oczy widza, żeby prawidłowo wyświetlać trójwymiar.

Bardzo prawdopodobne, że następnym krokiem w takim rozwoju będzie przeniesienie technologii opracowywanych obecnie na potrzeby telewizorów w znacznie większej skali, tak żeby pasowały do sal kinowych.





Hologramy

I choć technologię hologramów, choćby na legalnych płytach CD, znamy powszechnie, chyba najważniejsze jest to, że naukowców bardzo często inspirują tu także Gwiezdne Wojny (i Star Trek). I chyba właśnie stamtąd pochodzą pomysły, by wpierw wykorzystać hologramy do komunikacji, dopiero potem można to wykorzystać w mediach. Ale dla wielu naukowców jednym z najbardziej wymarzonych zadań jest stworzenie w pełni trójwymiarowych hologramów, wyświetlanych nie na ekranach, ale bez nich, w oparciu o lasery i światłoczułe substancje polimerowe. Prowadzone są różne prace nad kilkoma rozwiązaniami na ten temat. Najprostszy chwyt zastosowała telewizja CNN, która na żywo zaprezentowała transmisję holograficzną nagrywając osobę jednocześnie z kilku kamer i na bieżąco łącząc w jeden obraz, napisaliśmy o takim wydarzeniu w tym miejscu. Są jednak liczne inne eksperymentalne projekty, na przykład takie hologramy, które sprawiają wrażenie, że można je dotknąć. Wysoce prawdopodobne, że za kilkanaście lat standardem staną się hologramy, które będą wyglądać dokładnie tak samo jak te prezentowane w Gwiezdnych Wojnach, bo choć obecne rozwiązania są jeszcze zbyt drogie, jednak dowody na działanie takiej technologii są bardzo widowiskowe. Tylko czas pokaże co nas czeka.

Jeszcze inne podejście

To, że fantastyka coraz bardziej miesza się z rzeczywistością wiemy. Tak samo jak i to, że nawet fantastyka nie jest w stanie przewidzieć w pełni rozwoju technologii. I być może to nie hologramy, czy rozwój technologii telewizyjnych najbardziej przysłużą się 3D, a technologie wojskowe. Metamateriały, które próbuje się wykorzystać do stworzenia "czapek niewidek", czyli praktycznie pola maskującego. Zabawa z załamaniem światła może sprawić, że uzyskamy ciekawy efekt 3D. I być może pewnego dnia będziemy w stanie wykorzystać metamateriały do dowolnego kształtowania/wyświetlania obrazu zapisanego cyfrowo. No i jeszcze dochodzi jedna mała rzecz, połączenie wszystkich powyższych technologii, albo coś o czym jeszcze nie wiemy. Koniec końców, prawdziwa rewolucja 3D nastąpi wtedy, gdy obraz będzie odbierany w sposób naturalny, bez uciążliwych okularów, bólów głowy, przekłamań kolorów, rozmazanego obrazu i jeszcze najlepiej, by można było oglądać obiekt z różnych perspektyw. Kiedy to osiągniemy, z pewnością czeka nas kolejna konwersja sagi na 3D, tym razem zdecydowanie bardziej pracochłonna.

Tydzień kina 3D: George Lucas o trójwymiarze

13



Twórca Gwiezdnej Sagi od wielu lat jest admiratorem 3D w kinie, chociaż miano ojca nowej trójwymiarowej rewolucji przypadło Jamesowi Cameronowi - reżyserowi "Avatara". Nie da się jednak zaprzeczyć, że to promowany przez George'a Lucasa rozwój cyfrowych projektorów, które dziś stanowią standardowe wyposażenie największych kin, w znacznej mierze przyczynił się do rozkwitu mody na 3D. "Flanelowiec" wspomina, że do zainwestowania w trójwymiar namawiali go Cameron i Robert Zemeckis. Oni chcieli kręcić filmy w 3D, a Lucas rozwijać cyfrowe kina, więc ich interesy okazały się zbieżne. Cameron i Zemeckis zapytali Lucasa o jego zdanie na temat trójwymiaru: Odpowiedziałem: To może być dobre, ponieważ jeśli chodzi o 3D to trzeba mieć cyfrowe kina. To promowałoby moją ideę cyfrowych kin. Kiedy zobaczyłem pięciominutowy test, dotyczący Gwiezdnych Wojen w 3D, zrozumiałem, jakie to jest wspaniałe. Jak świetnie wygląda.



Zrazu Lucas nie był jednak zadowolony z ówczesnej technologii realizacji filmów w takiej technice i uważał trójwymiar za tanią sztuczkę. Na początku nie byłem wielkim miłośnikiem 3D. Tamta technologia to jeszcze nie było to. Długo zmagaliśmy się z przeciwnościami, ale gdy opracowaliśmy nowe rozwiązania technologiczne, już wiedziałem, że pozwolą nam one zrealizować to, co zamierzamy. Teraz jednak, gdy 3D święci triumfy, a filmy kręcone w takiej technologii okazują się kasowymi przebojami, Lucas wypowiada się o stereoskopii w samych superlatywach. Lucas stwierdził, że trójwymiar będzie dla kinematografii prawdziwą rewolucją porównywalną z zastąpieniem filmów czarno-białych przez kolorowe. O ile upowszechnienie technologii cyfrowych w przemyśle filmowym można porównać z wprowadzeniem dźwięku, o tyle 3D będzie o wiele donośniejszą zmianą. Teraz oglądając film dwuwymiarowy w istocie oglądacie film w czerni i bieli. Obraz 3D to po prostu lepszy sposób oglądania filmu. Mocno wierzę w to, że trójwymiar całkowicie zastąpi tradycyjne obrazy dwumiarowe, tak jak kolor wyparł monochromatyczne filmy - powiedział Lucas w marcu ubiegłego roku. Dodał też, że konwersja filmu 2D do trójwymiaru może wyglądać fantastycznie, jeżeli zrobi się ją w odpowiedni sposób. A we właściwy, zdaniem GL'a, sposób mogą ją przygotować wyłącznie ludzie, którzy nie są tylko fachowcami z dziedziny cyfrowej technologii, ale przede wszystkim są artystami traktującymi przenoszenie filmu do 3D jako dodatkowe podkreślenie jego wizualnej wartości.

"Flanelowiec" wciąż podtrzymuje swe słowa. W liście dla czytelników brytyjskiego magazynu Shortlist, który wydał ostatnio specjalny numer poświęcony Star Wars, Lucas napisał:

Kiedy pierwszy raz rozpoczynałem pracę nad "Gwiezdnymi wojnami", moją intencją było, aby ludzie oglądali je na wielkim ekranie. Teraz, gdy premierę ponownie ma "Mroczne widmo", już trzecie pokolenie może je zobaczyć w kinie. Gdy realizowaliśmy epizod I, przekraczaliśmy technologiczne granice, co było ekscytujące i zarazem sprawiało nam frajdę. Wtedy odkrywaliśmy nieznane. Teraz jesteśmy częścią nowej technologicznej rewolucji, która zmieni wszystko. Oglądanie filmu w 3D to po prostu lepszy sposób jego oglądania. To niczym starcie czerni i bieli z filmem barwym. Czarno-biały film jest w porządku, ale kolor sprawia, że historia na ekranie jest prawdziwsza. Dzięki trójwymiarowi cyfrowi bohaterowie nabierają głębi, a wy możecie dostrzeć w tle szczegóły, które mają ważny wpływ na fabułę. Film staje się wtedy prawdziwie wciągającym i zachwycającym doświadczeniem.

Jakie powinno być 3D zdaniem Lucasa? Głębia obrazu, ale bez tanich trików. Lucas stwierdza: Wierzę mocno w 3D, ale nie lubię jego chwytów, nie lubię gdy obraz wychodzi między widzów. Podoba mi się, kiedy wszystko pozostaje na swoim miejscu. To jest prawdziwa zaleta 3D. Jego zdaniem seans filmu w trójwymiarze powinien być kompleksowym, wspaniałym przeżyciem dla widza. Dziś "rzucanie" przedmiotu z ekranu to za mało.

Czy konwersja "Mrocznego widma" się udała? My będziemy mogli przekonać się już od dziś, ale Lucas już wie: Dla mnie było niezwykle istotne to, że dysponowaliśmy technologią, zasobami i czasem, aby zrobić to dobrze. Jestem bardzo zadowolony z wyników konwersji epizodu I.

Słowa Lucasa o trójwymiarze całkowicie zastępującym tradycyjne "płaskie" filmy wciąż brzmią jak fantastyka naukowa, chociaż mogą okazać się prorocze. Ku radości jednych i rozpaczy drugich.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Tydzień kina 3D: Od Bollywoodu do Hollywoodu, czyli o Prime Focus słów kilka

Lord Sidious
3



Wszystkie przewidywania analityków, mówiące o następnych 40-50 latach, mówią jedno, po erze Chin nadejdzie era Indii. Dla niektórych może już nadeszła. I co ważniejsze, przy „Gwiezdnych Wojnach”, zwłaszcza w wyczekiwanej konwersji na 3D pierwsze skrzypce gra właśnie hinduska firma Prime Focus.

Wszystko zaczęło się bardzo podobnie jak historia Apple’a czy Microsoftu. W roku 1997, czterech Hindusów z Mumbaju zaczęło w garażu montować filmy. Ale jeszcze w 1997 zaczęli oferować także własne systemy do montażu filmów na rynku indyjskim. To rynek dość chłonny, bowiem to właśnie Indie są największym producentem filmów na świecie. Prime Focus powoli się rozwijało, w roku 2001 oferowali także systemy do skanowania i nagrywania, z czasem wchodząc coraz bardziej w efekty specjalne. Kolejnym przyczółkiem do podbicia były właśnie konwersje 3D. Skoro rynek indyjski jest największy, to zapotrzebowanie się tam znajdzie. Do 3D jeszcze wrócimy.

Jednak dla firmy, która jeszcze niedawno zatrudniała 4500 ludzi (ta liczba ma wzrosnąć wraz z otworzeniem filii w Bangalore), rozwój i wyjście poza rynek indyjski było tylko kwestią czasu. W 2006 firmę zaczęto notować na bombajskiej giełdzie. W 2006-2008 zaczęto też wchodzić na inne rynki, przede wszystkim brytyjski i amerykański. Firmie hinduskiej trudno jest zaistnieć w zachodnich krajach, więc Prime Focus zaczęło przejmować mniejsze przedsiębiorstwa i budować swoją międzynarodową grupę. Clear Post Production, Machine FX i Clarke Associates dały podwaliny pod Prime Focus London Limited, firmy notowanej na londyńskiej giełdzie. W Stanach wykupiono Post Logic Studios i Fantastic Films. Ta ostatnia jest z perspektywy czasu najważniejsza. Fantastic Film VFX pracowała bowiem nad konwersjami filmów na 3D. Prime Focus nie musiało samemu opracowywać podstaw, szybko je jednak rozbudowało. Opatentowano nawet technologię ViewD, pozwalającą na automatyzowanie konwersji z 2D do 3D. To właśnie stało się największą siłą Prime Focus, bowiem okazało się, że firma jest w stanie dokonywać konwersji obrazu średnio o 30-40% szybciej niż jej konkurencja. Dla Hollywoodu to było coś, Prime Focus weszło na rynek i szybko go prawie zmonopolizowało. Klientów przybywało, więc musieli otworzyć kolejne studio – poza Mumbajem, i przyczółkami w Los Angeles i Londynie. Padło na Czandigarh w Indiach.

Chyba każdego zdziwi liczba filmów, przy których uczestniczyło Prime Focus. „Avatar” to dziś nie tylko wspólne dzieło WETA'y i ILM, ale także Prime Focus, o którym nie wspomniano ani słowem. Wśród konwersji i efektów znajdziemy „Harrego Pottera i Insygnia Śmierci 2”, „Krzyk 4”, „Zieloną latarnię”, trzecią część „Transformerów”, „X-men: Pierwsza klasa”, „Sucker Punch”, „Resident Evil: Afterlife”, „TRON: Dziedzictwo” czy nawet ostatnią część Narnii. Nie dziwi zatem fakt, że Prime Focus zachciało się wybić na niezależność. Można być podwykonawcą i na tym zarabiać, ale własne logo na największych Hollywoodzkich hitach to jest to. I tak właśnie zawarto umowę z Lucasfilm. Prime Focus pojawiło się na plakatach, to kolejny krok w zaistnieniu w świadomości producentów amerykańskich i nie tylko. A co najważniejsze, cały czas potwierdzają, że firma to nie tylko konwersje.

Konwersje to obecnie 40% dochodu Prime Focus. Reszta to efekty specjalne. I co najważniejsze, choć zdobywają rynek amerykański, nie odpuszczają też Bollywoodu. „Ra. One” z Shah Rukh Khanem to tego najlepszy przykład. Film, ważny dla Hindusów, zupełnie nie znany na Zachodzie, a przerobiony na 3D właśnie przez Prime Focus.



Prime Focus jest rozchwytywany. Typowa konwersja filmu na 3D kosztuje u nich jakieś 12-18 milionów USD. To niewiele, bowiem normalnie ta liczba zamyka się w granicach 20-25 milionów USD. Czy się opłaca? Pewnie tak, skoro konwersja „Pięknej i Bestii” potrafiła w USA zarobić 45 milionów USD, a „Król Lew” ponad dwa razy więcej, to taka reedycja jest jak najbardziej opłacalna. Teraz trzeba się ustawiać w kolejce do Prime Focus, ci już mają zapewnioną pracę na 36 kolejnych miesięcy. Średnio na dwa filmy Hollywoodzkie przypada im jeden hinduski. Ciekawe tylko kiedy podpiszą oficjalny kontrakt na „Atak klonów” i kolejne epizody.

Prime Focus zdaje sobie doskonale sprawę z koniunktury. Twierdzą, że ich przychody z konwersji powinny wzrosnąć jeszcze o 30%. Ale nie spoczywają na laurach, cały czas rozwijają technologie i śledzą rynek. Ich przyszły cel, to praca nad telewizją 3D, rynek, którego nie chcą stracić. Kto wie, może spotkają się tam ponownie z Lucasfilmem przy okazji któregoś z seriali?

Jednak dziś, dla Hindusów najważniejsze jest „Mroczne widmo”. I to nie tylko ze względu na wynik finansowy (i kolejne kontrakty), ale przede wszystkim na efekt. Występują po raz pierwszy przed globalnym widzem pod swoją własną marką i nie mogą sobie pozwolić na choćby najdrobniejszy błąd.

Lord Sidious

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Film dokumentalny o powstawaniu "Poszukiwaczy zaginionej Arki"

Filmweb
6

W sieci pojawił się nowy film dokumentalny Raiding The Lost Ark: A Filmumentary , który opowiada o kulisach powstawania Poszukiwaczy zaginionej Arki z 1981 roku - pierwszego z czterech filmów o perypetiach archeologa-awanturnika Indiany Jonesa. Twórcą obrazu jest Jamie Benning, który wykonał iście tytaniczną pracę, montując swą produkcję z fragmentów materiałów dodatkowych z wydań DVD, komentarzy audio twórców i samego filmu, w taki sposób, aby stworzyć pasjonującą opowieść o realizacji jednego z najbardziej kultowych filmów przygodowych w dziejach kina. Całość obrazu trwa 2 godziny i 23 minuty, a obejrzeć możecie go poniżej.

Raiding The Lost Ark: A Filmumentary By Jamie Benning from jambe davdar on Vimeo.



Jamie Benning (w sieci znany jako Jambe Davdar) od lat specjalizuje się w przygotowywaniu filmów dokumentalnych opowiadających o realizacji słynnych dzieł światowej kinematografii. Spod jego nożyc montażowych wyszły m.in. Star Wars Begins, Building the Empire i Returning the Jedi poświęcone Oryginalnej Trylogii.

Tydzień kina 3D: Krótka historia trójwymiaru w filmie

4



Już od 10 lutego będziemy mogli oglądać „Mroczne widmo” w trójwymiarze. Powrót Star Wars do kin, tym razem w standardzie 3D, to skutek trwającej od kilku lat wyjątkowej mody na filmy „z głębią”, którą szczególnie mocno nakręcił sukces „Avatara” przed trzema laty. Historia kina 3D jest jednak o wiele starsza, bo sięga aż... końca XIX wieku!



Wtedy to niejaki William Friese-Greene opatentował pierwszą metodą wyświetlania trójwymiarowych filmów, które widzowie mieli oglądać przez specjalne okulary. Jego pomysł okazał się jednak dosyć zawodny i trudny do przekucia w biznes mający szansę powodzenia w czasach narodzin X muzy, toteż przeszedł bez większego echa. Także ojcowe kinematografii - bracia Lumiere - zainteresowali się trójwymiarem. Co ciekawe, efekt 3D chcieli osiągnąć bez konieczności oglądania filmu w specjalnych okularach. Wsród ich pionierskich prac znalazło się m.in. wyświetlenie filmu przedstawiającego wjazd pociągu na stację kolejową na parze wodnej, co miało mu nadać realistyczny efekt. Większego sukcesu nie odniosły też testowe seanse zorganizowane przez Edwina S. Portera i Williama E. Waddella z 1915 roku. Obaj panowie zastosowali wtedy technologię anaglifu. Pierwszym obrazem trójwymiarowym, który pokazano szerokiej publiczności był „The Power of Love” z 1922 roku. Całe lata 20. to okres dalszych eksperymentów nad trójwymiarem w kinie. Pojawiła się wtedy m.in. technologia Teleview, stworzona przez Laurensa Hammonda (ojca słynnych organów elektrycznych). Rozwój badań nad 3D zahamował Wielki Kryzys. Dekada lat 30. to dalsze badania nad technologią realizacji i wyświetlania ruchomych obrazów w trzech wymiarach (m.in. Polard J Sheet) oraz kolejne produkcje nakręcone, wśród nich półgodzinny film propagandowy zrealizowany w III Rzeszy.

Po kolejnej przerwie w rozwoju, tym razem spowodowanej koszmarem II wojny światowej, 3D odniosło niesamowity sukces w latach 50., które nazywane są Złotą Erą Trójwymiaru. W 1952 do kin w Stanach Zjednoczonych wchodzi „Bwana Devil” w reżyserii Archa Obolera. Film, opowiadający prawdziwą historię lwów z Tsavo (Ducha i Mroka), wyświetlany był w trójwymiarowej technologii Natural Vision. Był to pierwszy w historii kolorowy film pełnometrażowy w 3D. Po jego sukcesie hollywoodzkie studia filmowe zdecydowały się na wdrożenie do produkcji obrazów trójwymiarowych, bowiem boleśnie odczuły pojawienie się w USA telewizji, która odciągała publikę od kin. Czarnobiałe telewizory nie mogły zapewnić doznań obcowania z trójwymiarem, chociaż niejaki Jacques Fresco eksperymentował z obrazem telewizyjnym 3D, jednakże bez większych sukcesów. Po sukcesie filmu Obolera przyszła kolej na kolejne. Dominowały horrory i obrazy science-fiction (tu prym wiódł William Castle z jego „13 duchami”, „Domem na przeklętym wzgórzu” i „The Tingler”), ale pojawił się też kryminał noir „Man in the Dark”. Na ekrany trafiły wtedy też takie klasyki, jak „House of Wax” i „To przybyło z kosmosu”. Jednakże około 1953 roku 3D zaczęło tracić na popularności. Wyświetlanie filmu z dwóch projektorów jednocześnie (tak, aby widzowie w specjalnych okularach mogli zobaczyć film w trzech wymiarach) było bardzo trudne. Chwila nieuwagi pracowników kina i brak synchronizacji mogły sprawić, że film stawał się nieoglądalny, a nawet wywoływał bóle głowy. Pomimo kolejnych premier głośnych tytułów (wśród nich słynne „M jak morderstwo” Alfreda Hitchcocka i „Dangerous Mission” Irwina Allena - katastroficzny obraz z gwiazdorską obsadą; takie film Allen z powodzeniem będzie produkował i 20 lat później) 3D zaczęło powoli odchodzić do lamusa i stawać się domeną B-klasowych produkcyjniaków wyświetlanych w kinach samochodowych. W latach 60. i 70. produkcja obrazów trójwymiarowych prawie zamarła (realizowano niskobudżetowe obrazy exploitation), ale wciąż pracowano nad udoskonaleniem technologii.



Druga fala szaleństwa na punkcie 3D przyszła na początku lat 80. Zapoczątkował ją komediowy western „Comin' at Ya!”. Do kin wróciły klasyczne produkcje sprzed trzydziestu lat, zaczęto też realizować nowe filmy w tym formacie. Pojawiły się: „Szczęki 3-D” Joe Alvesa i „Piątek 13-go III”. W 1983 Lamont Johnson zaprezentował widzom „Spacehunter: Adventures in the Forbidden Zone” - komedię SF z największym wówczas budżetem dla filmu 3D (kosztowała tyle, co „Nowa nadzieja”, ale nie odniosła sukcesu). W drugiej połowie lat 80. IMAX zaczął wyświetlać trójwymiarowe produkcje dokumentalne. Filmy trójwymiarowe zaczęły też gościć w parkach rozrywki (słynny „Terminator II 3D: Battle Across Time” z 1996 roku z pająkowatym T-1000000).



W 2003 roku Robert Rodriguez, zakochany w amerykańskiej popkulturze lat 50., reżyseruje trzecią część „Małych agentów” i postanawia wprowadzić ją do kin w trójwymiarze. 3D powraca w glorii, chociaż zrazu znów w horrorach. Coraz więcej studiów decyduje się jednak na wprowadzanie do kin letnich blockbusterów także w takim formacie. Upowszechnienie kin cyfrowych było równoznaczne z popularyzacją formatu 3D, więc liczba tytułów zaczęła rosnąć. Sukces „Avatara” (prawie 3 mld USD to przecież box office'wy rekord wszech czasów) spowodował zalew kolejnymi tytułami w trzech wymiarach, które często pozostawiały wiele do życzenia w warstwie wizualnej. Działo się tak z obrazami kręconymi w tradycyjny sposób, które potem prędko konwertowano do trójwymiaru. W 3D obok blockbusterów (vide „Starcie Tytanów”) i komputerowych animacji (kolejne części „Shreka”, „Odlot”) zaczęły pojawiać się też kurioza w rodzaju „Justin Bieber: Never Say Never”. Ale trójwymiar przestał też być równoznaczny z komercyjnym sukcesem. Klęski obrazów w rodzaju „Ostatniego władcy wiatru”, na którym przejechał się twórca kultowego „Szóstego zmysłu”, zaczęły dowodzić, że nastąpił pewien przesyt 3D, w którym w stronę publiczności na sali kinowej bryzga krew i lecą przedmioty. Widzowie zaczęli domagać się bardziej wyrafinowanych efektów w filmach, na których sease kupowali bilety droższe nawet o 25%. Ostatnie dwa lata to czas, gdy za 3D zabrali się tacy tuzowie kina jak Steven Spielberg i Peter Jackson („Przygody Tintina” i będący w produkcji „Hobbit”) oraz Wim Wenders, który swoją „Piną” udowodnił, że 3D ma też rację bytu w kinie z artystycznymi ambicjami.



Trójwymiar przestał być tylko domeną Hollywood, czego żywym dowodem rodzime „1920. Bitwa warszawska” i „Kac Wawa”. Głośno też mówi się o ponownych premierach dawnych hitów przekonwertowanych do trzech wymiarów. Widzieliśmy już „Króla Lwa 3D” i „Piękną i bestię”, w kolejce czakają zapewne kolejne hity Disneya. Także James Cameron, który o filmach konwertowanych mówi pogardliwie, że są 2,5D, bo wg niego prawdziwy trójwymiar zapewnia tylko film od razu kręcony w tym formacie, planuje ponownie wypuścić swego „Titanika”. Trójwymiar zaczął też trafiać pod strzechy dzięki specjalnym telewizorom. Na Blu-ray wydawane są filmy nagrane w standardzie 3D. A my, fani Star Wars liczymy, że „Mroczne widmo 3D” okaże się sukcesem i za rok znów pójdziemy do kin na Gwiezdne Wojny w trzech wymiarach – tym razem na „Atak klonów”.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Archiwum wiadomości dla działu "Świat Filmu"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.