Świat Filmu

Jak „Strażnicy galaktyki” inspirowali „Gwiezdne Wojny”

StarWars.Com
14



Tym razem Bryan Young poszedł do kina na nowy film, czyli Strażników galaktyki. Film oczywiście nie mógł inspirować ani prequeli ani tym bardziej klasycznej trylogii, ale gdy patrzymy na kino jako historię inspiracji, to faktycznie pełni rolę post-Gwiezdnych Wojen.

Teraz już chyba każdy wraz z kuzynostwem z pewnością już widział nowy film Marvela „Strażnicy galaktyki”. Recenzje filmu były jednomyślne w chwaleniu go, czym z pewnością sobie na to zasłużył. Dla mnie osobiście, nie widziałem żadnej tak fajnej przygody w kinie odkąd ostatni raz widziałem na ekranach „Gwiezdne Wojny” – „Mroczne widmo 3D” jeśli to się liczy.

Nie jest niespodzianką, że film przypomina ludziom naszą ulubioną odległą galaktykę. James Gunn znalazł swój własny sposób by zrobić film jak „Gwiezdne Wojny”, wspomniał o tym w rozmowie z Den of Geek:
- Moim celem była moja wersja „Gwiezdnych Wojen”. Kiedy się zastanawiałem, czy zrobić ten film, szansa na zrobienie czegoś takiego stanowiła jedną z rzeczy, które wciągnęły mnie na pokład. Nie tylko „Star Wars”, ale też „Poszukiwacze Zaginionej Arki” i inne filmy tego typu. Kochałem je, gdy byłem dzieckiem. Chciałem zrobić film, który by sprawił, że ludzie poczują się w ten sam sposób jak ja się czułem. Nie chodzi o to, że chciałem aktywnie przypominać coś, co już istniało, ale chciałem to wszystko zmiksować. Tak patrząc w przyszłość. To właśnie mój film łączy z tamtymi filmami, bardziej niż cokolwiek innego. „Poszukiwacze” czy „Gwiezdne Wojny” były nowymi wersjami seriali z lat 30., mam nadzieję, że moi „Strażnicy” zrobili coś podobnego, bazowały na tamtych filmach ale jednocześnie tworzyły coś nowego.

A to jest dokładnie to o czym są moje artykuły, śledzenie filmowego DNA, które doprowadziło do powstania „Gwiezdnych Wojen”, a w szczególnych przypadkach zostało potem powielone przez nowe pokolenie filmowców w ich własnych filmach. W wywiadzie dla NPR Gunn dodaje:
- Dorastałem kochając wysokobudżetowe, spektakularne filmy, czyli „Gwiezdne Wojny” zmieniły moje życie jako dzieciaka. Wiecie, najbardziej istotne dziś produkcje są jednocześnie naprawdę widowiskowe. To są filmy, które dziś ludzie idą oglądać w kinach.

Podobieństwa między tymi filmami głównie są w strukturze i tonie. W obu widzimy fragmenty światów, które ledwo możemy poznać, zanim nasi bohaterowie odlecą do następnego miejsca. No i zupełnie jak w większości „Gwiezdnych Wojen” finalna bitwa rozgrywa się na wielu płaszczyznach: okręt przeciw okrętowi, osobisty pojedynek między członkami rodziny, bitwa naziemna. No i całość zmierza do potencjalnego zniszczenia całej planety. Postać Chrisa Pratta, Star-Lorda, jest bardzo podobna do Hana Solo, to facet, który widzi jedynie czubek własnego nosa, ale odkrywa, że pod powłoką jest całkiem spoko kolesiem. No i powiedzmy sobie szczerze, czy szop Rocket mógłby w ogóle pojawić się na ekranie bez okrutnych, ale i cudownych Ewoków, które wybrukowały mu tę drogę? No i fakt, że Rocket dostaje pomocnika w stylu Chewbaccy – Groota? Doskonałość. I nawet nie dam się wciągnąć w dyskusję o tym jak George Lucas zainspirował scenę po napisach.

Bardziej niż wszystko inne „Strażnicy Galaktyki” to zabawa. Może największym wpływem „Gwiezdych Wojen” jest to, że tu skondensowano każdy zabawny moment z sagi i dostarczono nam go w skoncentrowanej dawce?

Ale na tym wszystko się nie skończy, nie znaczy, że „Strażnicy galaktyki” nie będą inspirowały „Gwiezdnych Wojen”. Gary Whitta, jeden ze scenarzystów samodzielnych filmów „Star Wars” twittował o dziele Jamesa Gunna przez cały weekend, nazywając je:
- To wszystko, co kocham w chodzeniu na filmy. To było jakby mieć cewkę, która wprowadza zabawę i eskapizm. W bardzo dobry sposób.

Ale zanim dowiemy się czy „Strażnicy Galaktyki” będą wpływać na „Gwiezdne Wojny”, tak jak „Star Wars” wpłynęło na nich, mamy niesamowitą okazję zobaczyć tą zabawną kosmiczną przygodę w kinach. A za to możemy podziękować fanowi „Gwiezdnych Wojen” Jamesowi Gunnowi.

Niezniszczalny Harrison Ford

0

Harrison Ford, Arnold Schwarzenegger, Mel Gibson, Antonio Banderas, Wesley Snipes, Sylvester Stallone, Dolph Lundgren, Jason Statham, Jet Li i Randy Couture to główna część obsady filmu „Niezniszczalni 3” (The Expendables 3) w reżyserii Patricka Hughesa. To kolejna odsłona filmowego cyklu, w którym gwiazdy kina akcji z lat 80. i 90. jeszcze raz mają okazję uratować świat w starym, dobrym stylu.

Tym razem drużyna Barneya Rossa (Sly Stallone) będzie musiała zmierzyć się z legendą, z niejakim Conradem Stonebanksem (Gibson), który kiedyś powołał do życia „Niezniszczalnych”. Teraz jednak zajmuje się handlowaniem bronią. Co gorsza, zna dobrze strukturę drużyny Rossa, ich kodeks honorowy i słabości, a w dodatku przecież wszyscy się starzeją...



Warto dodać, że w naszych kinach wyświetlany jest też obecnie film „Epicentrum” (Into the Storm) w którym główna rolę gra Richard Armitage (statysta z „Mrocznego widma” i Thorin Dębowa Tarcza w „Hobbicie”). Film opowiada historię łowców burz, którzy dla dobrych zdjęć wkraczają w samo centrum szalejącego tornada.

O filmie, który inspirował Allstona

StarWars.Com
0



Tym razem Bryan Young ponownie zabrał się za inspiracje filmowe książek „Star Wars”, a konkretniej to jednego z nieżyjących już twórców Aarona Allstona (zmarł w lutym br.). Temat Allstona nie jest przypadkowy, na odbywającym się niedawno Comic-Conie część fanów postanowiła uczcić pamięć tegoż autora, ubierając się przy tym w tropikalne koszule, jakie zwykł nosić. O tym, co się kryje za tymi koszulami wspominał kiedyś Troy Denning.




Raz na warsztatach pisarskich zapytałem autora „Gwiezdnych Wojen” Aarona Allstona o jego ulubiony film.
– „Pole bitwy” – odpowiedział.
Myślę, że wiele można powiedzieć o ludziach po ich odpowiedziach, a Aaron nie był tu wyjątkiem.

Po pierwsze, to był film o którym nigdy wcześniej nawet nie słyszałem. Zapisałem go sobie w moim notatniku i poprzysiągłem sobie, że dowiem się dlaczego jeden z moich ulubionych autorów cenni ten film bardziej niż wiele innych.

Wyprodukowany w 1949 roku „Pole bitwy” (Battleground) powszechnie jest uznawany za pierwszy istotny film zrobiony o II wojnie światowej nakręcony już po jej zakończeniu. W całej serii rozważań o wpływie kinematografii na „Gwiezdne Wojny” wiemy, że filmy o II wojnie światowej miały swój wkład, ale ten przykład wziął mnie z zaskoczenia.

Film opowiada o zżytej ze sobą grupie żołnierzy (w tym niesamowicie młody Ricardo Montalban), którzy muszą znaleźć swoją drogę do obrony Bastogne podczas bitwy o Ardeny.

Oglądając ten film, czytelnicy książek Star Wars Aarona Allstona od razu rozpoznają pewne podobieństwa. Każdy z żołnierzy w kompanii ma powód dla której w niej jest, jedne są bardziej tajemnicze niż inne, oni śmieją się, bawią, żartują w sposób dający pewność, że wywołało to uśmiech na twarzy Aarona.

Ale ważniejsze jest to, że film ukazuje kompanię żołnierzy z pewną grupową dynamiką, którą daje się poczuć w „Eskadrze Widm”, ale też jest zasugerowana w niektórych odcinkach „Wojen klonów”. Żaden z tych żołnierzy nie chce tam być z własnej woli, ale jednocześnie starają się ukazać innym swoją przydatność drobnymi sprawami, a im lepiej się poznają tym bardziej ściągają z siebie powłokę macho, kawałek po kawałku.

Co więcej, film przede wszystkim uderza równowagą między zabawą i smutkiem, w sposób taki, że nie byłem pewien iż to w ogóle możliwe w filmach wojennych z lat 40. czy 50. To równowaga, którą Aaron zawarł w każdej ze swoich powieści „Star Wars”, w szczególności w ostatniej. X-Wingi. Cios łaski to najbardziej dychotomiczna powieść „Star Wars” z najnowszych, która utkwiła w mej pamięci, pełna słodko-gorzkich emocji zamaskowanymi swoistą komedią przez Aarona, który w doskonały sposób bazuje na „Polu bitwy”. Zarówno film (jak i książki Aarona) ukazują absurdy wojny i głębokie przeżycia osób w nich walczących.

Emocje, które przywołuje Aaron w chwili gdy Prosiak miłosiernie zabija są bardzo podobne do emocji odczuwalnych gdy oglądamy jak ważą się losy postaci Ricardo Montalbana.
– Kiedy to zobaczysz, myślę, że się domyślisz dlaczego i myślę, że ci się spodoba – powiedział mi wtedy.

Nigdy nie miałem okazji porozmawiać z nim o tym filmie, ale miał rację. Pokochałem to ale też zrozumiałem jak pisał dynamikę drużyny w swoich książkach o „Eskadrze Widm”.

„Pole bitwy” nie zostało sklasyfikowane, ale jest to film odpowiedni dla każdego, kto potrafi wysiedzieć przez dwie godziny przy czarno-białym filmie wojennym.
Kiedy go zobaczycie, myślę, że zrozumiecie dlaczego to był ulubiony film Aarona Allstona i myślę, że także go polubicie.



Wspomniana scena z Prosiakiem to prawdopodobnie scena z „Linii wroga” Aarona Allstona.

People vs George Lucas II

www.sfgate.com
5

''People vs George Lucas'' w Polsce pokazywany jako "Skandalista George Lucas", to film, który usiłował zaprezentować trudną relację fanów Gwiezdnych Wojen do osoby głównego ich twórcy, czyli Georga Lucasa. Jak mówi reżyser, Alexandre Philippe: „Podczas pierwszego filmu pojawiały się różne wariactwa, dla ludzi, którzy tylko spojrzeli na tytuł, głównym założeniem było, że film jest próbą zniszczenia kogoś. Dostawałem maile z wiadomościami „Czemu chcesz zniszczyć Star Wars i zrujnować świat, który tak bardzo kocham, zasługujesz na śmierć!”. Nie wiedziałem jak bardzo na serio brać takie wiadomości, ale niektórzy ludzie zdawali się być bezlitośni”.



Nowy film ma ponownie opowiadać o skomplikowanej relacji między twórcami i fanami, w świecie popkultury, twórcy spróbują odpowiedzieć na pytanie: jak wygląda przyszłość Gwiezdnych Wojen bez Georga Lucasa? Film powstaje tylko z powodu wykupienia przez korporację Disneya praw do Gwiezdnych Wojen i magicznej kwoty 4 miliardów dolarów, które zapłacono za przejęcie Lucasfilm. „Myślę, że jest ostatni akt, który wymaga opowiedzenia. Nie chodzi o postawienie Georga Lucasa, Disneya, czy J.J. Abramsa pod sąd. Tak naprawdę interesuje mnie ten heroiczny ruch Lucasa, który swoje 4 miliardy dolarów ma zamiar przekazać na edukacje. To jest najważniejszy element historii, którą chcę opowiedzieć”

Philippe zaprasza fanów i krytyków do wzięcia udziału w Epizodzie II, przesyłając swoje wideo z uwagami pod adres http://pvg2.com. Premiera filmu planowana jest na druga połowę przyszłego roku.

Temat na forum

Galapagos nowym dystrybutorem Disneya w Polsce

9

Wraz z przejęciem przez Disneya praw do „Gwiezdnych Wojen” wiele wskazywało na to, że zmienią się w Polsce także dystrybutorzy. Dotychczas filmy wydawał Imperial Cinepix, natomiast serial „Wojny klonów” firma Galapagos. Dystrybutorem DVD i Blu-Ray Disneya w Polsce do niedawna była firma CD-Projekt, niestety to się zmieni.

Galapagos Films, lider na polskim rynku rozrywki domowej, został partnerem oraz przedstawicielem Walt Disney Studios Home Entertainment. Od 1 października 2014 roku Galapagos Films będzie wyłącznym dystrybutorem płyt DVD, Blu-ray oraz Blu-ray 3D opatrzonych marką Disney, Disney/Pixar i Marvel oraz produkcji wytwórni LucasFilm.

Od wielu lat, Disney utrzymuje wiodącą pozycję na rynku, a popyt na produkty z portfolio Studia nie maleje. Ponadczasowi bohaterowie Disneya oraz sztuka opowiadania magicznych historii zbudowały grono ich wiernych fanów. Nowatorskie technologie gwarantują, że DVD i Blu-ray z logo Disney, Disney/Pixar, Marvel czy LucasFilm zapewniają najwyższą jakość oraz niezapomniane doświadczenia domowej rozrywki dla wszystkich pokoleń. Dzięki klasycznym opowieściom o przyjaźni, miłości i odwadze oraz urzekającej i jednocześnie zaawansowanej technologicznie animacji, Disney jest jedną z najpopularniejszych marek na świecie.

- Współpraca z Walt Disney Studios Home Entertainment to wielki zaszczyt i wielkie wyzwanie dla Galapagos. Wierzymy, że połączenie kompetencji zespołu oraz bogatego portfolio Disneya przełożą się na zadowolenie konsumentów i wzmocni pozycję rynkową obu firm – powiedział Andrzej Łudziński, prezes Galapagos Sp. z o.o.

Galapagos Sp. o.o. z dniem 1 października 2014 rozpoczyna dystrybucję pełnej oferty filmów, obejmującej klasykę Disneya oraz nowości filmowe ze studiów Disney, Disney/Pixar, Marvel oraz LucasFilm na DVD, Bluy-ray i Blu-ray 3D.


Galapagos jest też dystrybutorem w Polsce takich firm jak LEGO, Hasbro, Warner Bros., New Line i HBO.

Ekipa drugiego spin-offa: Joshua Benjamin Trank

1

Będzie pierwszym ważnym członkiem oryginalnej ekipy, który urodził się już po premierze oryginalnej trylogii, a było to 19 lutego 1984 w Los Angeles.

Swoją pracę w biznesie filmowym zaczął od serialu „The Kill Point”, w którym zmontował, napisał i wyreżyserował kilka odcinków. Potem próbował swoich sił w kinie niezależnym. Był montażystą w filmie „Big Fan” Roberta D. Siegela z 2009 z Pattonem Oswaltem w roli głównej. Jako ciekawostkę warto dodać, że Trank pojawił się także w tym filmie jako aktor epizodyczny. Był też producentem tego filmu oraz drugim reżyserem. Jest to komedia o wielkim fanie nowojorskich Gigantów, który w wyniku niespodziewanych okoliczności zostaje pobity przez swojego ulubionego zawodnika. No i to nie może ujść na sucho.

Trank jako montażysta zajmował się też kilkoma krótkimi metrażami. Natomiast powoli zaczął pracę nad filmem, który otworzył mu drogę do kariery i właściwie jest jedynym (póki co) jego samodzielnym dziełem. Mowa tu oczywiście o filmie „Kronika” (Chronicle) z lutego 2012. Film ten napisany przez Joshuę na spółkę z Maxem Landisem (syn Johna Landisa, twórcy „The Blues Brothers”, jednego z przyjaciół Lucasa i Spielberga ze studiów) to dość nieszablonowa próba zmierzenia się z historią o superbohaterach. Trzech nastolatków nagle zyskuje moce telekinezy i się zaczyna. Film miał dość niewielki budżet, bo zaledwie 12 milionów USD, ale w samych tylko Stanach zarobił ponad 60 milionów USD (i drugie tyle poza granicami USA). Trafił też w pierwszym tygodniu na szczyt listy najchętniej oglądanych filmów. Ta dość dobra przebitka oraz młody wiek reżysera i niespodziewany sukces otworzyły mu drogę do dalszej kariery. Steven Spielberg był o rok starszy, gdy jego „Szczęki” stały się hitem numer jeden, więc to dość dobrze wróżyło Trankowi.

„Kronikę” dystrybuował Fox, ale po jej sukcesie inne wytwórnie zaczęły interesować się młodym reżyserem. Sony próbowało mu oferować fotel reżyserski w „Venom” spin-offie „Spider-mana” oraz adaptacji gry „Shadows of the Colossus”, Warner Bros. zaś w „Red Star” (kolejna adaptacja komiksowej historii). Josh jednak wybrał projekt Foxa czyli „The Fantastic Four”, co ogłoszono w połowie roku 2012. Premiera jest zapowiedziana na czerwiec 2015. Josh odpowiadał za podstawę scenariusza, który ostatecznie napisał Simon Kinberg. Swoją drogą zarówno w tym filmie jak i w „Kronice” wystąpił Michael B. Jordan o którym swego czasu było głośno w plotkach przy obsadzie, więc jego nazwisko może się jeszcze pojawić.

Wszystko wskazuje na to, że w kontrakcie na reboot „Fantastycznej czwórki” jest klauzula zapewniająca ewentualny powrót Tranka w planowanym sequelu tego filmu. Na razie mówi się o 2017, ale zapewne do premiery pierwszej „Fantastycznej czwórki” decyzje nie zostaną podjęte.

Niedawno ogłoszono, że będzie reżyserem drugiego spin-offa, niestety na ten temat nie wiemy nic więcej.

W październiku 2013 Josh ożenił się z Krystin Ver Linden.

Na razie z ekipy drugiego spin-offa prezentowaliśmy już (z osób potwierdzonych w jego produkcję):
Kathleen Kennedy (producentka)

„Strażnicy galaktyki” w kinach

5

Petera Serafinowicza bardziej kojarzymy z głosu. To on w „Mrocznym widmie” dubbingował Raya Parka i obaj w ten sposób stworzyli niezapomnianą postać Dartha Maula. Tym razem zobaczymy Petera na wielkim ekranie jako Denariana Saala w najnowszej superprodukcji Marvela „Strażnicy galaktyki” (Guardians of the Galaxy) Jamesa Gunna.

Kosmiczny awanturnik Peter Quill nazywający siebie Star-Lordem ukradł tajemniczy artefakt i naraził się na gniew Ronana, który jest prokuratorem, katem i sędzią jednocześnie. Quill, by przetrwać, musi zawrzeć niewygodny sojusz z czterema innymi kosmicznymi outsiderami, gadającym szopem Rocketem, drzewokształtnym Grootem, tajemniczą Gamorą i żądnym zemsty Draxem Niszczycielem. Nazywają siebie „Strażnikami galaktyki” bo od nich właśnie będzie zależał jej los.

Film u nas jest dostępny w czterech wersjach 2D z napisami, 2D z dubbingiem, 3D z napisami i 3D z dubbingiem.

W filmie występują ponadto Chris Platt, Zoe Saldana, Vin Diesel, Bradley Cooper, Karen Gillan, John C. Reilly, Glen Close i Benicio Del Toro. Marvel już zapowiedział wstępnie sequel tej produkcji na 2017. Za projektowanie dźwięków odpowiada David Acord.



Swoją droga na modłę zwiastunu „Strażników” powstały już gwiezdno-wojenne przeróbki o których pisaliśmy tutaj.

Temat na forum

Archiwum wiadomości dla działu "Świat Filmu"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.