Książki

Sculpting the Galaxy

StarWars.com
5

W zeszłym roku czytelnicy mieli okazję kupić książkę “Dressing a Galaxy: The Costumes of Star Wars” wydaną w limitowanej wersji przez Insight Editors / Palace Presss. W tym roku wydawnictwo to powraca z kolejną pozycją „Sculpting a Galaxy: Inside the Star Wars Model Shop”.

Album zostanie wydany w dwóch wersjach, standardowej i limitowanej. Obie posiadają mnóstwo w pełni kolorowych zdjęć, autorstwa Lorne’a Petersona, jednego z weteranów Industrial Light & Magic, który pracował nad tworzeniem modeli do wszystkich sześciu filmów z sagi. Pełni on rolę przewodnika po najbardziej zapadających w pamięć i zdumiewających konstrukcjach stworzonych na potrzeby Gwiezdnych Wojen, niejednokrotnie wspominając historię ich powstawania, sięgającą od roku 1976 do dnia dzisiejszego.

Album to 224 strony wypełnione ponad 300 kolorowymi fotografiami i ilustracjami pochodzącymi z archiwów Lucasfilmu. Wiele z nich nigdy nie było wcześniej publikowanych. Znajdziemy tam modele Sokoła Millenium czy AT-AT. Dodatkowo znajdziemy tam notkę od George’a Lucasa, słowo wstępne autorstwa Ricka McCalluma i posłowie Phila Tippetta.

Wersja limitowana będzie zawierać ekstra dodatki. Będzie wśród nich 12 stronicowa książeczka, karty pocztowe, płyta z dokumentami, 16 stronicowa książeczka o historii Warsztatu Modeli, oraz małe elementy modeli i jeden kompletny – landspeeder Luke’a z figurkami Luke’a, R2-D2, C-3PO i Obi-Wana oraz ręcznie malowany reprodukcję paneli Gwiazdy Śmierci.

Sculpting the Galaxy pojawi się w sprzedaży 14 listopada.

Kompletne niesamowite przekroje

RI za StarWars.com
10

W kwietniu 2007 DK zaatakuje ponownie, tym razem ze zbiorczym wydaniem swoich wspaniałych albumów. Po "Complete Locations" czy zbiorczym wydaniu wszystkich słowników obrazkowych, przyszła pora na Niesamowite Przekroje. W „Star Wars: Complete Cross-Sections” zobaczymy w jednej książeczce wszelkie informacje o okrętach i pojazdach z Epizodów I, II i III oraz oryginalnej trylogii. Wśród nich będą Sokół Millennium, Naboo N-1 Starfighter czy Slave I, a także pojazdy klonów.

Za szczegółowe rysunki odpowiada Hans Jenssen i Richard Chasemore, a teksty są autorstwa Davida Westa Reynoldsa, Curtis Saxton i Kerrie Dougherty. Oczywiście nie mogło zabraknąć nowych informacji, zobaczymy zatem TIE Bombera, prom Imperialny oraz A-Winga i B-Winga, także dane techniczne i pozakulisowe zostały uzupełnione. Dodatkowo dostaniemy też wstęp – autorstwa Johna Knolla.

Mroczne Gniazdo III: Wojna rojów w księgarniach

Amber
29

24 października w księgarniach ukazała się książka pt. "Mroczne Gniazdo III: Wojna Rojów". Jest to ostatni tom trylogii Troya Denninga, mającej miejsce po Nowej Erze Jedi.

Wojna Chissów i Killików zagraża całej galaktyce. Jedyną nadzieją na pokój są Jedi. Lecz nawet moc największych Mistrzów Zakonu może okazać się niewystarczająca w starciu z potęgą przeciwnika. Jedi muszą bowiem nie tylko przerwać krwawą rzeź, ale i zmierzyć się z podstępnym złem, którym emanuje wciąż tajemnicze Mroczne Gniazdo...

Książka liczy sobie 304 strony, a jej cena to 29,80 zł. Tłumaczeniem zajęła się Aleksandra Jagiełowicz.

  • Fragment
  • Temat na Forum

  • The Making of Star Wars?

    0

    W sieci, między innymi na Amazonie można już zamawiać najnowszą książkę Jonathana Rinzlera pt. „The Making of Star Wars”. Trudno na razie wiele powiedzieć o tej pozycji, poza znaczącym tytułem. Powinna to być historia powstawania sagi, wydana z okazji jej 30 lecia.

    Rinzler jest autorem The Making of Star Wars Revenge of the Sith, a także wydanego w Polsce Album Gwiezdne Wojny Część III Zemsta Sithów. Natomiast sam format książki sugeruje coś, co będzie przypominało The Cinema of George Lucas.

    Natomiast samo słowo wstępne napisał Peter Jackson.

    Legacy of the Force 1 i 2, dzień po dniu

    Sue Rostoni
    15

    Na swoim blogu internetowym, Sue Rostoni zamieściła chronologię najważniejszych wydarzeń mających miejsce w dwóch pierwszych tomach serii "Legacy of the Force", czyli w "Betrayal" Aarona Allstona oraz "Bloodlines" autorstwa Karen Traviss. Początek pierwszego tomu oznaczony został jako Dzień 1, a są to okolice 122 dnia w 40 roku po Bitwie o Yavin (wg. kalendarza 12 miesięcy/368 dni). Poniższa informacja zawiera spoilery.

    BETRAYAL
    Dzień 1: Jacen i Ben odwiedzają zakłady Dammant Killers na Adumarze
    Dzień 7: Wedge zostaje porwany i przewieziony na Coruscant.
    Dzień 9: Han i Leia spotykają się z Aidel Saxan na Korelii. Ben i Jacen wyłączają Centerpoint.
    Dzień 11: Luke spotyka się z Pellaeonem, by przedyskutować kłopoty na Korelii.
    Dzień 17: Atak na stacji Toryaz. Saxan zostaje zabita.
    Dzień 21: Jacen i Ben spotykają Nelani.
    Dzień 23: Jacen przepytuje Brie, po czym decyduje się udać do jej domu na asteroidzie.
    Dzień 24: Bitwa duchów. Jacen zabija Nelani. Udana misja Hana i Wedge'a na Tralusie.

    BLOODLINES
    Dzień 25: Fett łapie H'buk.
    Dzień 26: Solo dowiadują się że Thrackan zlecił zabójstwo Hana. Lekarz mówi Fettowi o tym, że niedługo umrze.
    Dzień 27: Eksplozja na Coruscant.
    Dzień 28: W Koronecie, Gejjen, Leia i Han spotykają się w kawiarni i dyskutują o usunięciu Thrackana. Leia zabija skrytobójcę w "Sokole". Jacen składa wizytę w odbudowanej Świątynii Jedi i cofa się w czasie by poznać emocje Anakina Skywalkera. Sanktuarium Koreliańskie zostaje sprofanowane. Fett spotyka się z Mirtą Gev i wynajmuje ją by zabrała go do jego córki - Ailyn.
    Dzień 29: Luke wyczuwa, że Lumiya powróciła. Han i Leia powracają na Coruscant - "Sokół" jest w złym stanie. Zapasy wody w niektórych rejonach Coruscant zostają skażone.
    Dzień 30: Jacen zostaje mianowany pułkownikiem i dowódcą tajnej policji, która ma za zadanie internować Korelian.
    Dzień 31: Pelleaon składa rezygnację jako Najwyższy Dowódca Sił Obronnych Sojuszu Galaktycznego. Jego następczynią zostaje Naithal.
    Dzień 32: Han i Leia kupują prom i wracają na Korelię. Jacen najeżdża Jabi Town.
    Dzień 34: Omas wprowadza nowe nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Fett odnajduje Taun We.
    Dzień 36: Ben odnajduje trzech koreliańskich agentów i łowczynię nagród. Jacen aresztuje Ailyn Habuur.
    Dzień 39: Omas ogłasza blokadę Korelii.
    Dzień 42: Protest przed budynkiem Senatu.
    Dzień 43: Jacen zabija Habuur. Fett spotyka się z Thrackanem.
    Dzień 44: Spotkanie Hana i Fetta. Han zgadza się, że trzeba przekonać Jacena by uwolnił Habuur, natomiast Fett co do tego, że trzeba zabić Thrackana. Jacen ponownie cofa się do ery Anakina Skywalkera i zaczyna wierzyć, że jego upadek był następstwem złego treningu.
    Dzień 45: Mirta zabija Thrackana. Jacen zawiesza Jainę w obowiązkach.
    Dzień 46: Leia dowiaduje się o tym, że Jacen zabił Habuur podczas przesłuchania i mówi mu, że była ona córką Fetta. Ben zabija dwóch mężczyzn mocujących wyrzutnie rakietowe.
    Dzień 48: Jacen dostarcza ciało Habuur Fettowi, a ten zabiera je i odlatuje na Mandalore. Korelia zrywa rozmowy pokojowe i zostaje ogłoszony stan wojenny.
    Dzień 49: Jacen myśli, że będzie musiał zabić Tenel Ka i Allanę.

    "Tempest" zaczyna się dnia 56.


    Recenzje dwóch pierwszych tomów:

  • "Betrayal" (Temat na Forum)
  • "Bloodlines" (Temat na Forum)

  • Garść informacji książkowych z forum oficjalnej

    0

    Na forum oficjalnej Sue Rostoni udzieliła kilku wskazówek i odpowiedzi na temat książek Gwiezdno-Wojennych.

    W amerykańskich paperbackach od lat publikowane są fragmenty przyszłych powieści, w Tempest fragment będzie pochodził z Exile (W Bloodlines pochodzi z „Tempest”). Sue przyznała, że najczęściej te zapowiedzi wybierają razem z Shelly Shapiro.

    Powieść, która ma się ukazać w lutym 2008 w twardej oprawia w chwili obecnej ma autora i jest z nim rozwijana jej opowieść, ale nic więcej póki, co nie wiadomo.

    Na pytanie jakie ważne wydarzenie pojawi się w „Sacrifice” (poza tym, że Jacen dostanie imię już jako Lord Sithów), Sue stwierdziła tylko, że ważne wydarzenia pojawiają się w każdej powieści. Okładka do „Sacrifice” pojawi się do końca roku. Wątpliwości budziła też premiera powieści (czy przypadnie w czasie Celebration IV?), ale obecnie jest ona planowana na 29 maja 2007.

    Leia i Luke nie dowiedzą się nic więcej o Padme.

    Sue nie wie, czy Saba i Tesar pojawią się w książkach Denninga, stwierdziła, że to zależy czy będą potrzebni.

    Zaprzeczyła też pogłoską, że Ta’a Chume’a została zabita przez Jacena w „Niewidzialnej królowej”. Po prostu upiekł jej mózg i zostawił by wegetowała.

    Nie wiadomo, czy Isolder wie, kto jest ojcem Allany, bo nie ma tego w książkach.

    Stwierdziła też, że raczej nie poznamy przeszłości Lumiyi w powieściach, jeśli juz to w e-powieści czy krótkim opowiadaniu. Byłoby trudne (tak zwłaszcza dla takich edytorów) przestudiować wszystkie aspekty przeszłości i jeszcze mogłoby to być nudne po napisaniu.

    Lando na razie nie pojawia się w Legacy.

    Tempest zaczyna się tydzień po „Bloodlines”. Poniżej jest częściowa lista osób dramatu (nie publikują kompletnej w ogóle).

    Allana
    Alema Rar
    Ben Skywalker
    C-3PO
    Dur Gejjen
    Han Solo
    Jacen Solo
    Jagged Fel
    Jaina Solo
    Lalu Morwan; były chirurg (człowiek, kobieta)
    Leia Organa Solo
    Luke Skywalker
    Lumiya
    Mara Jade Skywalker
    Nashtah: skrytobójca (kobieta, rasa ludzka lub obca)
    Nek Bwua'tu; Admirał Galaktycznego Sojuszu (bothanin, mężczyzna)
    R2-D2
    Tenel Ka
    Zekk

    Sue przyznała, że pierwsze spotkanie dotyczące planowania serii Legacy trwało 6-7 godzin, a potem były niekończące się e-maile. Drugie spotkanie to kolejne 6 godzin, a potem znów e-maile. Dyskutowano o wszystkim, historii, wątkach, ważnych wydarzeniach, coraz bardziej szczegółowo. Na drugim ustalono przebieg akcji, a także skoordynowano, co kto robi.

    Na razie nie planują żadnych więcej książek o Banie, ani niestety również osadzonych w czasach Starej Republiki.

    Komandosi Republiki. Bezpośredni Kontakt - zapowiedź

    Amber
    43

    UPDATE (09/10/2006 13.15; Freed):
    Na stronie Ambera pojawiła się już także okładka polskiego wydania "Bezpośredniego Kontaktu". Można ją zobaczyć obok, natomiast fragment powieści przeczytacie tutaj>>>.

    Na stronie internetowej wydawnictwa Amber pojawiła się zapowiedź powieści "Komandosi Republiki. Bezpośredni Kontakt", autorstwa Karen Traviss. Jest to książka powiązana z grą "Republic Commando", opowiadająca o losach republikańskich klonów-komandosów. Jej tłumaczeniem zajął się Andrzej Syrzycki.

    Trwają Wojny Klonów. Celem komandosów Republiki jest tajny ośrodek naukowy na Qiilurze. Hoduje się tam nanowirusy, które mają zabijać wyłącznie żołnierzy-klony. Ale nawet elitarna Drużyna Omega może nie sprostać samobójczej misji. Chyba że znajdzie sojusznika władającego Mocą...

    Powieść o długości 320 stron ukaże się 30 listopada, a jej cena wyniesie 34,80 zł. Natomiast już niebawem będziecie mogli przeczytać na Bastionie fragment początkowy polskiego przekładu.

    Kontynuacja "Bezpośredniego Kontaktu", czyli "Komandosi Republiki. Potrójne Zero" zostanie w Polsce wydana już w lutym 2007 roku.

    Temat na Forum.

    Wywiad z Karen Traviss

    Oficjalna
    3

    Śladami "Bloodlines" - wywiad z Karen Traviss.

    Część I: W głowie Jacena Solo.

    Karen Traviss nie próżnuje w świecie Star Wars. Jako jedna z trójki autorów piszących epicką serię "Legacy", Traviss odpowiada za drugą, piątą i ósmą część cyklu. Druga książka serii - "Bloodlines" - właśnie ukazała się w USA w wersji paperback. Mimo tych obowiązków Karen ostatnio napisała też "A Practical Man", e-booka o Bobie Fettcie (możliwość ściągnięcia za opłatą na www.starwars.com). Dodatkowo podpisała kontrakt na napisanie dwóch kolejnych części jej cyklu "Republic Commando", które mają się ukazać w sierpniu 2007 i sierpniu 2008 roku. Na szczęście Karen znalazła czas na udzielenie paru odpowiedzi związanych z "Bloodlines". Posłuchajmy.

    P: "Bloodlines" to druga nowela serii "Legacy of the Force", dziewięciotomowego cyklu wybiegającego kilka lat w przód po pokonaniu Yuuzhan Vongów. Yuuzhanie byli zewnętrznym wrogiem spoza galaktyki. Tym razem zagrożenie dla Jedi i Sojuszu Galaktycznego pochodzi z wewnątrz, dosłownie i w przenośni, z rebelianckim centrum na Korelii, które może doprowadzić do wojny domowej nie tylko w granicach Sojuszu, ale też w rodzinie Solów i Skywalkerów. Jacen zaś odczuwa pokusy Ciemnej Strony. Czy wraz z pozostalymi autorami, Aaronem Allstonem i Troyem Denningiem, wspólnie wypracowaliście ten koncept? Jakie rozważania zaprowadziły was do podjęcia właśnie takiej decyzji, i w jakim stopniu naciski i kontrola pochodziły od ludzi z LucasBooks?

    Karen Traviss: To była klasyczna praca zespołowa. Siedzieliśmy w sali konferencyjnej w siedzibie Lucasfilmu w Big Rock Ranch w Kaliforni przez cały dzień - przyleciałam tam specjalnie z Wielkiej Brytanii - i nie skończyliśmy, dopóki nie mieliśmy kompletnej historii, która zajmie dziewięć tomów. Spożyliśmy tony herbaty i grzanek, uwierzcie mi. Cała ekipa brała udział w tej wielkiej burzy mózgów - ludzie z LFL Licensing, Del Reya oraz autorzy - rzucając pomysłami: wszystko potem wylądowało na białej tablicy, a my podzieliliśmy to na dziewięć kawałków. Błagałam LFL żeby pozwolili mi przywrócić Bobę, więc byłam bardzo szczęśliwa kiedy się zgodzili.

    To było coś zupełnie innego od tego, z czym miałam do czynienia podczas pracy nad "Republic Commando", gdzie były dziewicze terytoria i tylko ja je zapełniałam. Lubię mieć tę swobodę poczas pracy. Naprawdę lubię wymyślać nowe rzeczy i dopasowywać je do istniejących, a wszyscy wiedzą, że jestem uzależniona od retconu. Retcon (od "retroactive continuity" - przyp. tłum.) to taka wsteczna ciągłość - umiejętność dopasowywania różnych wątków w celu ulepszenia całej historii. Retconning nie polega na zmienianiu istniejącej ciągłości wydarzeń: tu chodzi o branie dwóch pozornie sprzecznych faktów, które już istnieją w kontinuum (z powodu błędów lub przeoczeń) albo też luk, i znajdowanie sposobu na to, by do siebie pasowały, dzięki czemu żaden fragment kontinuum nie będzie zignorowany. Zapomnijcie o Sudoku czy kostce Rubika - retcon to dla mnie szczyt gimnastyki umysłowej.

    P: Na końcu ostatnio wydanej książki - "Betrayal" - Jacen Solo z zimną krwią zamordował swoją przyjaciółkę Jedi i wszedł na dobrą drogę, by stać się Sithem pod okiem Lumyii, dawnej przeciwniczki Luke'a. To musi być fascynujące wyzwanie dla Ciebie, żeby przedstawić pozytywny obraz zepsutego Jedi, zwłaszcza że Jacen wierzy, że to co robi jest konieczne dla zaprowadzenia porządku i pokoju w galaktyce.

    KT: Tak naprawdę nie celowałam tu w sympatię czy niechęć: celowałam w rzeczywistość, mimo faktu, że ta postać nie została przeze mnie stworzona - gdy tworzę bohaterów, buduję ich z kawałków z określonym profilem psychologicznym i pozwalam im żyć i mówić. W jaki sposób mądry, świadomy moralnie człowiek mógł pójść drogą Jacena? Przez samousprawiedliwianie i zwodzenie samego siebie. Jacen już ma wysokie mniemanie o własnych siłach i osądzie, nie bez podstaw - jest dobry w tym, co robi. Ale za często odcina się od świata zewnętrznego i zaczyna widzieć siebie w roli misjonarza dla ocalenia galaktyki, wierzy że tylko on może to zrobić... W ten sposób dryfuje od dobrych intencji do tego, co uważa za mniejsze zło i w ten sposób usprawiedliwia się sam przed sobą. To smutne, ale w swoim poprzednim zawodzie - dziennikarki, a potem doradcy pracującego z politykami - widziałam ten szczególny wzór ludzkiego zachowania raz po raz. A teraz mogę go obserwować u polityków we własnym brytyjskim rządzie: nie chcę tu się wdawać w politykę, ale ci, którzy mają władzę, często bardzo łatwo zaczynają wierzyć w czystość własnych intencji (nawet wtedy, gdy wszyscy wokół widzą wyraźnie, że postępują oni źle) i nim się obejrzą, już jest za późno. Zanurzają się we własnym świecie i nie reagują na nic, skupiając się tylko na tym, w co chcą wierzyć i słyszeć. Niektórzy z nich już na starcie się skorumpowani i nastawieni oportunistycznie, inni tacy się stają.

    Przebywanie w głowie Jacena Solo było jednym z najmniej przyjemnych doświadczeń, jakie miałam. Kiedy piszę, robię to w formie ścisłego punktu widzenia osoby trzeciej. Słyszę prawdziwe głosy bohaterów, widzę świat tak jak oni bez żadnej pomocy z mojej strony i tylko przelewam na papier to, co widzę. Takie podejście jest bardzo podobne do aktorstwa, jak mi zresztą powiedzieli pewni aktorzy. Stajesz się graną postacią na pewien czas. I uwierzcie mi, to było przerażające być Jacenem. Wszystko wydaje mu się całkowicie logiczne i nieuniknione - i, jak wszyscy ludzie robiący straszne rzeczy, Jacen nie ma poczucia własnego zła.

    Mądry przyjaciel opisał, jak ześlizgiwanie się w osobiste piekło iluzji Jacena ma swoje źródło w głębokiej wierze, że jest osią galaktyki, wokół której kręcą się przeznaczenia innych istot. I, oczywiście, to jest dokładnie to, co myśli Jacen: tylko on może ocalić galaktykę.

    Byłam tak przerażona przebywaniem w tej głowie, że kiedy zmieniłam punkt widzenia na inną postać, chciałam wyprać swój mózg. Tak łatwo w to wpadłam. Każdego mogłoby to spotkać w odpowiednich okolicznościach. Tak powstaje zło, i dlatego jest - że użyję takiego słowa - takie niebezpieczne. Nie pojawia się rzadko, nie zależy tylko od demonów; tkwi w każdym z nas i jest całkiem proste.

    Część II: Fanka Fetta.

    P: Nie jesteś obca w uniwersum Star Wars. Jak się zaczęła Twoja przygoda z książkami Star Wars?

    KT: Cóż, tak naprawdę to jestem obca. Jestem totalnym żółtodziobem. Drukują mnie dopiero od dwóch lat (od marca 2004, kiedy to ukazała się moja pierwsza powieść - "City of Pearl"), a "Bloodlines" to moja trzecia książka Star Wars. Po prostu napisałam dużo w krótkim czasie.

    Pytanie, czy chcę pisać Star Wars, zadano mi zupełnie z Księżyca pod koniec 2003 roku. Nawet nie wiem, jak do tego doszło. Del Rey i Lucasfilm widzieli zaawansowaną wersję mojej książki - "City of Pearl" - jeszcze przed publikacją i wtedy do mnie dotarli i powiedzieli, że im pasuje. Potem dostałam zlecenie w lutym 2004 roku na napisanie pierwszej książki serii "Republic Commando".

    Kompletnie nic nie wiedziałam o uniwersum, chociaż widziałam filmy, i sądzę że podejście do tego bez emocji dało mi inny punkt widzenia. Nie zakładałam niczego z góry, nie wychowywałam się na tym. Zakochałam się w złożoności świata Star Wars i jego białych plamach, które dla mnie jako pisarki są wprost idealne. Mam wykształcenie dziennikarskie, więc przyjęłam neutralną postawę i tylko opisywałam to, co widzę: nienawidzę prowadzić czytelników i mówić im co mają myśleć i kogo mają lubić, czy nie lubić. Chcę tylko pokazać im co tam jest i pozwolić im wyrobić sobie własne zdanie, a to w Star Wars jest bardzo łatwe.

    P: Wydaje się, że szczególną sympatią darzysz Bobę Fetta.

    KT: On jest darem, jeśli lubisz pisać o niejednoznacznych postaciach. Nie piszę o bohaterach lub łotrach - nie potrafię tak łatwo szufladkować ludzi - a Boba ma tyle skaz wplecionych w swoją szlachetność, że mogę konstruować jego profil psychologiczny przez całe tygodnie i dalej nie być znudzoną.

    Ten człowiek gwarantuje mi zarazem niezły bałagan, jak i inspirację. Miał dzieciństwo rodem z piekła. Żadnej matki (i nie mówcie mi, że Taun We była jej substytutem), klasztorne wychowanie, ojciec, który tak przy okazji sam miał niezły bagaż emocjonalny - a potem widok tegoż ojca, centrum jego życia i jego punkt skupienia, zabitego na jego oczach. Telefon do doktora Freuda, panie Freud, proszę odebrać... Jednak mimo to Boba wciąż wygrywa. Nie tylko jest w stanie przetrwać, on jest najlepszy. Jest postrzegany jako łajdak, ale ma niewzruszone poczucie honoru i rygorystyczny kodeks moralny. I można go zdefiniować tylko poprzez jedną rzecz: jego relacje z ojcem, zakończone gwałtownie przed czasem. Nawet jego pragnienie bycia na szczycie łowców nagród jest, w moim przekonaniu, skutkiem potrzeby zadowolenia ojca i życia zgodnie z jego oczekiwaniami.

    To wszystko czyni ponad siedemdziesiątletniego Bobę wspaniałą postacią do opisywania. Czci Jango jako doskonały wzór ojcostwa, a mimo to opuścił własną żonę i dziecko - bo żaden człowiek po takim wychowaniu nie mógłby stworzyć nigdy dobrych relacji z innymi ludźmi, a zwłaszcza z kobietami. Dorobił się fortuny (i to niejednej), ale nie ma na co jej przeznaczyć. Przywykł do bycia najlepszym w galaktyce w wymagającym dużo sprawności zawodzie, ale jego śmiertelność i wiek przerażają go. Jak sobie z tym radzi? Co zrobi z dziedzictwem, które po sobie pozostawi?

    Druga fascynacja dotyczy jego roli jako Mandalore'a. Sporo pracowałam nad Mandalorianami, nawet rozwinęłam ich kulturę i opracowałam język dla LFL, a zróżnicowanie ich stylów przywództwa na przestrzeni wieków jest powalające. Ale Boba nie mówi w Mando (musiałam się tu podporządkować regułom kanonu), i wciąż pracuje jako łowca nagród mimo obowiązków biurowych, że tak je nazwę. To mówi wiele nie tylko o nim samym, ale też o Mandalorianach jako takich.

    Ten temat to dla mnie kopalnia złota. Boba i Mandalorianie nigdy mi się nie znudzą.

    Część III: Tempo.

    P: Wpomniałaś "City of Pearl", pierwszą część Twojej serii "Wess'har Wars". Te książki ukazują twardy punkt widzenia sf na następstwa pierwszego kontaktu, wyjątkowy ze względu na kompleksową budowę świata i brak sentymentalnego skupienia na rozwijaniu - na wiele różnych sposobów - wzajemnej relacji między ludzką kobietą, Shan Frankland, i kosmitą Arasem. Niektórzy krytycy narzekali, że Twój punkt widzenia ludzkości w tym cyklu jest mizantropiczny... co wydaje się raczej zaściankowym zarzutem jak ze strony czytelnika sf! Ale to prawda, że ludzkość niezupełnie wyróżnia się poprzez swoje zbiorowe działania w tych książkach.

    KT: Sądzę, że żaden z tych punktów widzenia nie jest właściwy. Recenzje - profesjonalne recenzje - nie skarżyły się w ogóle na obraz ludzkości w tej serii; właściwie to nawet na odwrót. Myślę, że mówisz o paru opiniach z Amazonu, a one niezupełnie są tym samym. Po prostu opisałam ten typ ludzkości, który widzę codziennie od kilkudziesięciu lat, a to że nie jest ładny zależy już od osobistej interpretacji czytelnika. Wielu ludzi znalazło w tych książkach przesłanie nadziei i przyzwoitości ludzkości. A seria nie skupia się na Shan i Arasie - cykl liczy sześć pozycji i całą gamę postaci, a każda z nich występuje po równo.

    Ale nie ma w tym sentymentalnego podejścia, gwarantuję. Tak jak mówiłam, po prostu poskładałam postacie z kawałków, włożyłam je do scenariusza i pozwoliłam im żyć. To naprawdę tak działa. Interakcje między postaciami i organizacjami są takie, jak w rzeczywistości: nie ma bohaterów, nie ma łotrów, są tylko ludzie z pomieszanym dorobkiem dobra i zła. Tyczy się to tak samo obcych ras. Ale jeśli wychowałeś się na sf, w którym ludzie są na szczycie łańcucha pokarmowego, a kosmici są podłymi najeźdźcami, wtedy moje książki zachwieją tym przekonaniem. Ale robię to także w Star Wars. Ponieważ nie wrosłam w kulturę Star Wars od początku, znalazłam wiele złych elementów w Jedi, a także dobre w Vaderze, co jest skutkiem dziennikarskiego podejścia, jakie stosuję. Właściwie nie umiem robić nic innego, jak tylko zadawać niezręczne pytania. Wszystko, co piszę, tyczy się zachowania poczucia tożsamości na pewnym poziomie i granic jakie wyznaczamy - punktów, od których porzucamy przyzwoitość i sposobów, jakimi sobie radzimy z moralnymi dylematami, które serwują nam nauka i technologia...

    P: Czy opierasz się na innych pomysłach przed rozpoczęciem pisania, czy też masz wiele projektów realizowanych w tym samym czasie?

    KT: Dzielę mój czas mniej więcej po równo pomiędzy inspiracje i moją własną inwencję. Kalendarz oznacza, że nie mam zazwyczaj pełnej swobody w pisaniu danej książki - czasami muszę zatrzymać w pół gotowy projekt i przerzucić się na inną pozycję, ponieważ muszę np. dokonać korekt czy poprawek. Ale radzę sobie ze zmianami pomiędzy książkami czy nawet opowiadaniami, oraz innymi pracami, takimi jak dla "Star Wars Insider". Mogę podzielić mój mózg na partycje i przerzucać się z jednej na drugą, albo pozwolić jej zostać jedynie w mojej głowie - w tym drugim przypadku korzystam z nich jako inpiracji przy pracy nad innymi pomysłami. Im więcej piszesz, tym więcej piszesz... brzmi to głupio, ale jak już soki kreatywności dadzą Ci kopa, to wszystko idzie już samo. Wiesz, jak to się mówi: jeśli chcesz mieć coś zrobione, poproś o to zajętą osobę. Tu chodzi o tempo, jakie się łapie.

    P: Jedna z fascynujących rzeczy dotyczących serii "Legacy" to ukazanie zepsucia więzi, jaka zawsze istniała we wzajemnych relacjach Solów i Skywalkerów - między mężami i żonami, braćmi i siostrami, rodzicami i dziećmi. To z pewnością stanowi serce "Bloodlines".

    KT: Nie jestem pewna, czy ta więź stanowi to centrum. Ale świetne jest to, że jakieś Twoje postępowanie może w przyszłości okazać się nie być takie właściwe. W rzeczywistości ludzie nie zmieniają się aż tak w tym fundamentalnym stopniu, chociaż oczywiście doświadczamy dojrzewania i zmian w charakterach, ponieważ taka jest natura fikcji literackiej - a okoliczności sprawiają, że to, co przynosiło Ci chlubę w młodości, może przyspożyć Ci problemów w dalszych latach. Weźmy Hana - jego uparta niezależność była przydatna, gdy Imperium żądało podporządkowania, ale kilka dekad później, gdy Solowie i Skywalkerowie stali się częścią rządzącej elity, ta cecha charakteru stała się problemem dla Luke'a. Co stało się z wieśniakiem i kosmicznym zawadiaką? Dorośli, a galaktyka się zmieniła.

    Część IV: O rodzinie.

    KT: "Bloodlines" opowiada raczej o bólu, jaki może ci przysporzyć rodzina i o tym, jak nie można całkowicie się od niej oddzielić. Tylko osoby, które kochasz i którym ufasz mogą cię zranić, i większość postaci przekonuje się o tym osobiście.

    P: Wraz z innymi autorami piszecie serię na zmianę: najpierw Allston, potem ty, potem Denning, i tak dalej. Jak blisko jesteście ze sobą w kontakcie? I czy pracujecie już nad częścią piątą?

    KT: Tak, to swoista żonglerka. Jesteśmy w kontakcie mailowym, ale prawdziwym punktem oparcia są edytorzy: Shelly Shapiro z El Rey i Sue Rostoni z Lucasfilmu. Czytelnikom może się wydawać, że to prosta sekwencja - że każdy autor czyta to, co napisał poprzedni i dokłada następną część - ale to tak nie działa. Każde z nas ma własny styl pracy i każde pisze z różną prędkością. Ja akurat jestem bardzo szybkim, zaangażowanym autorem - potrzebuję od czterech do pięciu tygodni pełnej pracy dla jednej książki, i tyczy to się wszystkich moich książek, nie tylko Star Wars - do tego już zawarłam oparte o grafik "Legacy" różne kontrakty z innymi wydawnictwami, czyli po prostu nie mogę czekać, aż ktoś skończy swoją część, zanim ja zacznę pisać. Tu właśnie wkracza prawdziwa dyscyplina pisania w zespole: jesteś przyklejony do terminu, który uzgodniłeś z Lucasfilm i Del Rey, i dajesz znać wszystkim jeśli potrzebujesz jakiejś zamiany. Bez niespodzianek. Oczywiście to nie może oznaczać, że ktoś napisze za ciebie każde zdanie, więc edytorzy zajmują się przeglądaniem i dodawaniem detali, które się mogło ominąć. Wygładzają nasze dzieła. Kluczem tego procesu jest komunikacja.

    P: Nad jakimi innymi projektami teraz pracujesz?

    KT: Kończę piątą część cyklu "Wess'har" dla wydawnictwa HarperCollins, potem wracam do "Sacrifice", piątej części "Legacy". W tym momencie mój grafik mówi, że prawdopodobnie potem przerzucę się na inny cykl - nie mogę nic więcej o nim powiedzieć - a potem wrócę do szóstej części "Wess'har", która będzie ostatnią. To prowadzi mnie do 1 marca 2007, ale do tego czasu mam też w planie kilka krótkich opowiadań i coś, co wstępnie nazwę na razie Innymi Projektami...

    Gdybym miała trzy życzenia, wszystkie brzmiałyby: "Chcę się wyspać."

    Przyp. Tłum. Informujemy, że na oficjalnej w tym miejscu można też przeczytać interesujący fragment książki "Bloodlines".

    Wywiad z Drew Karpyshynem

    Resztki Imperium
    10

    Kilka dni temu w USA ukazała się pierwsza książka Star Wars opowiadająca o czasach Starej Republiki - Darth Bane: Path of Destruction. Umiejscowiona 1000 lat BY fabuła rozbudziła wielkie nadzieje czytelników. Poniżej przedstawiamy wywiad z autorem powieści, który być może przybliży nam parę sekretów.

    Lordowie Sithów od zawsze kryli się w cieniu, acz byli jednym z najważniejszych aspektów wszelakich opowieści snuty w świecie Gwiezdnych Wojen. Teraz ich dziedzictwo zostało w sposób znaczny poszerzone, a to dzięki staraniom Drew Karpyshyna, pisarza fantasy i SF oraz projektanta gier komputerowych. Jego pierwszym wejściem w EU była oczywiście gra Knights of the Old Republic, do której współtworzył scenariusz, rozwijając postać Dartha Revana, a także układając intrygę tak, by była jak najbardziej zaskakująca. Teraz Karpyshyn do swojej kolekcji dodał jeszcze jedną rzecz, powieść „Darth Bane: Path of Destruction”.

    P: Czy tworzenie gier komputerowych w jakiś sposób wpłynęło na twoje pisanie?

    Drew Karpyshyn: Oczywiście największy wpływ miała gra „Knights of the Old Republic”. Już w poszukiwaniach źródeł do gry, musieliśmy mocno poznać, ale i rozwinąć Expanded Universe, a mnie zafascynowało ukazywanie głębi, która istnieje poza filmami. To właśnie wejście w ten świat, było pierwszym i najważniejszym krokiem w napisaniu tej powieści.

    A mówiąc bardziej ogólnie, w moim mniemaniu praca nad grami komputerowymi pomogła mi lepiej uzmysłowić sobie koncepcję motywacji i zachowania postaci. Pisząc grę trzeba pamiętać o tym, by prezentować historię tak, by zmotywować graczy do podjęcia jakiś decyzji, a następnie sprawić, by te decyzje miały wpływ na kreowaną rzeczywistość. Myślę, że moje pisanie nie związane z grami, obecnie również koncentruje się na tym, aby w podobny sposób kreować postaci, dając im silną motywację i bardziej dynamiczną osobowość. A że historia najczęściej jest o postaciach, silne charaktery z jasnym celem powodują, że historia jest lepsza.

    P: Jakie są różnice w pisaniu na potrzeby gier i pisaniu powieści? Masz jakieś preferencje?

    DK: Jest wiele podobieństw, ale są też trzy podstawowe różnice pomiędzy tymi dwoma gatunkami. Po pierwsze ostateczny produkt – gry (a przynajmniej gry firmy BioWare) mają o wiele większy zasięg i świat w nich przedstawiony jest bogatszy niż jakakolwiek powieść. Choćby w KOTORze mieliśmy dziewięć głównych postaci, które mogły przyłączyć się do drużyny, setki istot, które można spotkać, czy w końcu 500 000 słów dialogów, co mniej więcej odzwierciedla wielkość jakiś pięciu średnich powieści. Ale z drugiej strony, ponieważ to gracz kontroluje większość akcji, gra musi przejść na kolejny poziom tworzenia superfikcji. Nie wiemy w jakiej kolejności gracz odwiedzi poszczególne światy i jakich dokona wyborów. Przez to poświęcamy kompletną kontrolę nad historią, a tu w przypadku standardowych powieści, to autor ma nad akcją stuprocentową władzę. Każde posunięcie każdej postaci, jest znane autorowi i ten wie w jaki sposób wpływa to na głównego bohatera, w jaki sposób podkreśla pewne aspekty. W skrócie gry są szersze i o wiele bardziej się w nich rozbudowuje postaci i świat, ale sama historia musi pozostać bardziej płaska, gdy w książce limity w przedstawianiu realiów służą jedynie ukazaniu głębi.

    Druga różnica to oczywiście sam proces tworzenia. Powieść jest najczęściej indywidualnym wysiłkiem, autor tonie lub wypływa dzięki własnym umiejętnościom. Sam otrzymałem mnóstwo pomocy od swoich redaktorów, ale ostatecznie książki były wynikiem mojej osobistej wizji. Tworzenie gry to najczęściej kreatywna praca setek ludzi, artystów, projektantów, programistów, animatorów czy scenarzystów. Ostateczny produkt to wypadkowa działań grupy, wspólnej wypracowanej wizji, w którą każdy miał swój indywidualny wkład. Trzeba poświęcić część siebie, by odczuć wieź wspólnoty, w której dzieli się i buduje własne pomysły wraz z innymi utalentowanymi i twórczymi ludźmi.

    P: Czy „Path of Desrtuction” to pierwsza powieść w serii? Czy zobaczymy więcej Dartha Bane’a?

    DK: Mam nadzieję. Niczego nie obiecując, powiem otwarcie, że saga Bane’a nie kończy się na wydarzeniach tej książki. Z chęcią spędziłbym więcej czasu na rozwijanie tej postaci, ale to nie ja o tym decyduję. Mam nadzieję, że fani poczują to samo i że „Path of Destruction” spowoduje takie zapotrzebowanie na Dartha Bane’a, że któregoś dnia szara sieć złapie mnie ponownie za ramię i zagoni do pracy.

    P: Zasada dwóch. Jak ten system może zadziałać, skoro istnieje w jednym czasie jedynie dwóch Sithów i mają nadzieję by przetrwać. Każdy wypadek mógłby w nagły sposób zakończyć istnienie zakonu, bo przecież nawet adepci Mocy nie są odporni na wypadki.

    DK: Trzeba być uważnym, by nie upraszczać Zasady Dwóch. Z jednej strony to właśnie ta filozofia pozwoliła ukształtować historię galaktyki. Ale pod jej podstawowym poziomem, znajdują się kolejne, głębsze i bardziej kompleksowe, które często nie wpadają w oko za pierwszym razem. Nie chcę tu zdradzać za dużo szczegółów, gdyż zrobiłem to w tej książce, ale po krótce jest to kwestia do samego podejścia do Mocy i kreowania rzeczywistości przez indywiduum. Oczywiście wypadek może cię wytrzebić, ale skoro jesteś potężny na tyle by być Mistrzem Sithów, musisz wierzyć, że dzięki Ciemnej Stronie Mocy, jesteś w stanie tego wypadku uniknąć. A fakt, że filozofia ta spowodowała, że zakon Sithów przetrwał tysiąc lat, jest chyba najlepszym dowodem, że system ten ma swoje zalety.

    P: Skąd czerpałeś pomysł na Bane’a?

    DK: Z tego co pamiętam Bane po raz pierwszy pojawił się w serii komiksów Dark Horse’a, ale moja decyzja pisania o nim jako głównej postaci była wynikiem rozmów z redaktorami. Komiks przedstawił postać, ale nie była ona w nim pierwszoplanowa. Oczywiście była to postać intrygująca, ale dla mnie ważna była możliwość opisania jak Bane ewoluuje w potwora, którym ostatecznie się stał.

    P: Jaki był wpływ ludzi z LucasBooks na projekt?

    DK: Oczywiście interweniowali w pewien sposób, by mieć pewność, że książka będzie zgodna z resztą Gwiezdnych Wojen. „Path of Destruction” to wprowadzenie do nowej ery w Gwiezdnej Sadze, a przynajmniej dla książek, więc ważne było by można było odczuć, że to jednak są Gwiezdne Wojny i pojąć jakąś ciągłość…

    Na początku swej pracy gdy rozwijałem historię, otrzymałem wiele pomocy od edytorek Shelly Shapiro z Del Rey i Sue Rostoni z Lucasfilm. Pracowałem nad zarysem, a one mi odpisywały, więc poprawialiśmy wszystko i tak dalej. Ale gdy przeszedłem do fazy pisania, pozwoliły mi już samemu wypłynąć lub zatonąć.

    P: A jak ewoluowało twoje spojrzenie na Moc, w szczególności na Ciemną Stronę, wraz z pisaniem powieści?

    DK: Większość wizji było stworzone już na potrzeby KOTORa. Ale dla mnie największym przełomem było zrozumienie, że sama filozofia Ciemnej Strony nie jest równoważna ze „złem”,. To raczej filozofia o potędze jednostki, niż akceptacji kolektywnego dobra. Ale trzeba zrozumieć jak zwodnicza, może być ciemna strona, i gdzie pogrzebane jest prawdziwe niebezpieczeństwo. Nikt nie chce być czarnym charakterem, ale dzięki powieści, mam nadzieje, że czytelnicy lepiej zrozumieją jak się nim faktycznie staje.

    P: Skoro ciemna i jasna strona Mocy, to dwa różne aspekty tego samego, czemu nie można ich zbalansować? Czyli innymi słowy, czemu nie ma trzeciej grupy, ani Jedi, ani Sithów, którzy operowaliby w szarej strefie między nimi? Nie wiem oczywiście czy jesteś w stanie na to odpowiedzieć, ale zawsze mnie to interesowało.

    DK: Myślę, że są tacy ludzie. W KOTORze pojawia się Jolee Bindo, i on moim zdaniem ma właśnie tę skazę bycia szarym Jedi. Moim zdaniem kluczowa różnica między ciemną a jasną stroną Mocy jest jej postrzeganie. Czy jest to wielkie otaczające nas pole energii, któremu służmy, sprawiając by działała przez nas? Czy też może narzędzie, które możemy użyć do własnych celów? Trudno jest pogodzić ideę bycia potężnym indywiduum za wszelką cenę, z poświeceniem samego siebie dla dobra jakiejś grupy. Te filozofie nie są kompatybilne, dlatego właśnie jest tak mało szarych Jedi.

    P: Czy było ciężko napisać książkę, której główny bohater jest antybohaterem? Czy musiałeś przejść choć trochę na ciemną stronę, by móc to napisać?

    DK: To było wyzwanie, tym bardziej, że nie chciałem wybielić Bane’a kompletnie. To potwór i chciałem by go tak postrzegano. Ale z drugiej strony chciałem by czytelnicy mu sprzyjali, rozumieli go i jego motywy. A z przechodzeniem na ciemną stronę, nie było tak trudno, jak ci się zdaje. Pamiętaj o tym, że ciemna strona z natury rzeczy nie jest zła, to raczej indywidualizm, który może być bardzo dobrą i pożądaną rzeczą. Samorozwój, pewność, osiąganie swoich celów przez swoje decyzję i ciężką pracę – to szlachetne cechy charakteru. Problem w tym, że ta cnotliwość jest zjadana przez chciwość i nienawiść.

    Przyp. Tłum. Drew nie odrobił dokładnie swoich lekcji, albowiem Darth Bane po raz pierwszy pojawił się w powieści, a dokładniej adaptacji powieściowej Mrocznego Widma. Potem było opowiadanie Kevina J. Andersona - Darth Bane: Odrodzenie zła, a dopiero na końcu komiks Jedi vs Sith.

    Archiwum wiadomości dla działu "Książki"

    Loading..

    Ustawienia


    Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
    Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.