Różne

Felicity Jones w Saturday Night Live

Saturday Night Live na youtube.com
31

Tak jak zapowiadałem wczoraj, wyemitowany został już najnowszy odcinek Saturday Night Live z gościnnym udziałem Felicity Jones. Odtwórczyni roli Jyn wygłosiła w programie monolog, w którym sporo o Gwiezdnych Wojnach. Oceńcie sami, czy to też was bawi. Dobre rozumienie angielskiego wymagane ;).

Magazyn LEGO Star Wars 01/2017

17

Na półkach w salonach prasowych można znaleźć pierwszy tegoroczny numer Magazynu LEGO Star Wars w cenie 9,90 zł, do którego został dołączony mini zestaw LEGO, którym jest "Śmigacz Flash".

Standardowo na 36 stronach pisma znajdziemy m.in.:
  • Ciekawostki z Galaktyki
  • Nieznane, zabawne komiksy
  • Kultowe pojazdy Star Wars
  • Niezwykłe zagadki Yody

Kolejny numer trafi do sprzedaży już 27 stycznia a dodatkiem będzie figurka Kanana.

Jeśli ktoś z Was przegapił poprzedni numer warto sprawdzić w Empikach, gdzie często można dostać zarówno poprzednie jak i obecny numer magazynu.

Felicity Jones gościem Saturday Night Live

Saturday Night Live na youtube.com
13

Felicyty Jones na pewno zyskała sobie sporą rzesze fanów (głównie panów) dzięki roli Jyn Erso w "Łotrze 1". A sam udział w takiej produkcji zwiększył jej popularność i rozpoznawalność, czyli ostatecznie słupki sławy poszły do góry. Amerykański program rozrywkowy Saturday Night Live często sięgał po inspiracje Gwiezdnymi Wojnami, tak jak to było rok temu z udziałem Adama Drivera. W tym roku też nie obejdzie się bez nawiązania do słynnej sagi, a gościem programu będzie właśnie Felicity Jones. Poniżej obejrzyjcie zapowiedź dzisiejszego musicalu.



Muzeum sztuk narracyjnych George'a Lucasa

25

George Lucas od kilku już lat nosił się z zamiarem stworzenia muzeum sztuk narracyjnych (Museum of Narrative Art). Miejsca w którym będzie można prezentować dzieła sztuki, celuloidy, strony komiksowe, szkice koncepcyjne, plakaty, rekwizyty i inne niezliczone artefakty, które zbierał przez pięć dekad i są związane z tworzeniem filmów czy też szerzej - opowiadaniem historii na różne sposoby. Miało to być niejako spuścizną Lucasa, szczególnie, że sporo dzieł które posiada jest jakoś związana z Gwiezdnymi Wojnami.

Pierwszym zamysłem George'a było umiejscowienie muzeum na terenie Presidio w San Francisco, jednakże w lutym 2014 okazało się, że odrzucono jego propozycje przekształcenia tamtejszego opuszczonego komisariatu na muzeum. Przez kolejne lata rozważano wiele lokalizacji w sprawie których negocjacje były mniej lub bardziej zaawansowane m.in. w Chicago, San Francisco i Los Angeles. Ostatecznie właśnie w Los Angeles Lucas znalazł odpowiednie miejsce.

George Lucas w powstanie muzeum zainwestuje miliard dolarów, docelowo zatrudnienie znaleźć ma w nim 350 osób i co ważne w przypadku muzeów - nie będzie w żaden sposób finansowane z pieniędzy podatników. George przekaże również na rzecz muzeum swoją kolekcję i prawdopodobnie namówi wielu przyjaciół do podobnych gestów. W końcu już kilka lat temu wraz ze Stevenem Spielbergiem wypożyczali swoje kolekcje muzeum Smithsonian, co stało się właśnie podstawą do myślenia o własnym miejscu wystawowym. Jedno jest pewne, znając zamiłowanie Lucasa do odkrywania nieznanego i wytyczania nowych standardów to muzeum będzie swoistym przełomem. Więcej informacji na jego temat znajdziecie na oficjalnej stronie, a poniżej możecie zobaczyć wizualizację muzeum.

Koniec magazynu "Rebelianci"

Rózne
9

Niestety mamy smutną wiadomość dla fanów magazynu "Rebelianci". Wedle różnych źródeł listopadowy numer był ostatnim wydanym w naszym kraju. Można było się tego domyślić, gdy na ostatniej stronie znalazła się zapowiedź "Hot Wheels", a nie kolejnej części gazety.

Nie lepiej jest również w Stanach. Jak donosi The Wookiee Gunner, subskrybenci cyfrowej wersji magazynu otrzymali mejla następującej treści:

Z żalem informuję, że magazyn "Rebelianci" nie jest już wydawany. W związku z tym otrzymujesz ostatni numer w ramach obecnej prenumeraty.

Później w roku 2017 mamy zamiar wydać nowy magazyn z "Gwiezdnych Wojen", który zastąpi "Rebeliantów" (...). Nie mamy ostatecznej daty premiery [nowego pisma], także skontaktujemy się z Tobą za kilka miesięcy, aby poinformować Cię o zmianach.


"Rebelianci" nadal będą wydawani w Niemczech, o czym poinformował scenarzysta tamtejszych komiksów, Martin Fisher. Może okazać się to problematyczne dla osób, które chcą dokładnie poznać historie nowego kanonu, bowiem owe komiksy są jak najbardziej uznawane przez Disneya. Wyjaśniają między innymi co się działo między odcinkami "Rebeliantów", a część postaci, na przykład senator Nadea Tural, trafiła do Marvela. Kolekcjonerzy mogą się pokusić o wydania zbiorcze na niemieckim Amazonie.

Tropami „Gwiezdnych Wojen” – Caserta

2

Królewski pałac na Naboo to niesamowita miejscówka, także dlatego, że w dużej części była kręcona w pałacu królewskim w Casercie we Włoszech. Pałac ten czasem określa się mianem sycylijskiego Wersalu, znajduje się na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO. Gościł ekipę „Gwiezdnych Wojen” dwukrotnie, przy „Mrocznym widmie” i „Ataku klonów”. A co ważniejsze, można bez większych problemów go zobaczyć i łatwo odkryć miejsca, gdzie kręcono te dwa filmy.

Relację z naszej wyprawy do Caserty możecie przeczytać tutaj.



Wcześniejsze relacje znajdziecie tutaj:

Okiem sceptyka #4

Wspomnienie Carrie Fisher
13

Przyznam, że kolejny wpis miał być o książkach, bo udało mi się coś z SW przeczytać i to nawet w większej ilości. A nie zdarzyło się to od lat. Ale życie bardzo często decyduje za nas, więc będzie wspomnieniowo. Nie tak długo jak o sir Christopherze Lee, ale może bardziej osobiście.




Tekst ten poświęcony jest zmarłej niedawno Carrie Fisher.
(21 października 1956 - 27 grudnia 2016)











So what I told you was true, from a certain point of view.
A certain point of view?
Luke, you're going to find that many of the truths we cling to depend greatly on our own point of view.


― The spirit of Obi-Wan Kenobi and Luke Skywalker, on Dagobah, Episode VI Return of the Jedi



Moje wspomnienie Carrie Fisher



Na początek z grubej: nie płakałem po Carrie Fisher. Taka prawda, nie ma co się oszukiwać. To nie znaczy, że ktoś naprawdę nie uronił łezki, pewnie są takie osoby i nic mi do tego. Ja nie płakałem po papieżu, nie płaczę po Fisher, nie będę płakał po Fordzie, Eastwoodzie, Tarantino czy Messim (z innej paczki).

Śmierć znanych/lubianych nie robi na mnie większego wrażenia niż umieranie „maluczkich”. Ale zawsze powoduje zadumę nad pewnego rodzaju stratą. Przecież ktoś mógł jeszcze coś stworzyć, coś zagrać (filmowo, ale i muzycznie, ale i na boisku), wnieść coś do szarej, powtarzalnej codzienności. Albo i nie. Wtedy, wg mnie, pozostaje taka specyficzna nić łącząca żywego człowieka, którego może gdzieś-kiedyś uda się spotkać i zamienić trzy zdania, łącząca go z tym co już zrobił.

I chyba ta druga opcja pasuje mi do Carrie Fisher (dalej jako CF). Aktorki, scenarzystki, pisarki. Zacznę może od książek – z jej dorobku znam dwie. Chociaż jest to pewnego rodzaju przekłamanie, bo „Pocztówki znad krawędzi” zdaje mi się, że czytałem ponieważ zgarnąłem kiedyś pakiet – film o tym samym tytule i książkę, prawie-autobiografię CF. Wiem, że produkcja Mike’a Nicholsa spodobała mi się, zwłaszcza z kapitalną rolą Meryl Streep (nominacja oscarowa), ale oryginał… nie pamiętam. Z pewnością nie zdawałem sobie wtedy sprawy (bądź nie ruszyło mnie to), że całość dotyczy „tej” Księżniczki.



Drugą, której recenzja pojawi się następnym razem, jest „Księżniczka po przejściach. Nie tylko o Gwiezdnych Wojnach”, wydana w Polsce w listopadzie 2015 roku, premierowo jako „Wishful Drinking” z 2008 roku. Najkrócej rzecz ujmując CF w dość prosty, często soczysty, ale barwny tabloidowo-hollywoodzki sposób przedstawia nam historię swojego życia. Ale ja odebrałem to jako… kolejny etap terapii, pozytywny, ale jednak dotykający tego co (wg mnie) mogło być przyczyną odejścia właśnie teraz.

Nie ukrywajmy: alkohol, narkotyki, elektrowstrząsowa kuracja, lekko czyszcząca pamięć – takie rzeczy raczej nie pomagają organizmowi. Ale każdy żyje jak chce, nie mnie to oceniać, niemniej czy na pewno? Rodzina w jakiej przyszła na świat, otoczenie w którym wychowywała się i dorastała – miały na to wszystko gigantyczny wpływ, parokrotnie większy niż na każdego z nas. Czy żyła tak jak chciała? Czy zazdrościć jej, czy jednak zasmucić się? To chyba na zawsze pozostanie nie do rozstrzygnięcia.



To tyle jeśli chodzi o literaturę. A film? Prawda jest taka, nie ukrywajmy, że CF to Księżniczka Leia. Tak było, jest i będzie. Dlatego też Gwiezdne zostawię na koniec, a poświęcę chwilę pozostałym jej rolom, jakoś tak podchodzącym pod pięćdziesiąt? Właśnie. Rękę na sercu niech położy sobie każdy.

Ja pamiętam ją z trzech filmów. I znowu „pamiętam” jest tak naprawdę mocno naciągane. Widziałem trzy filmy z jej udziałem, ale tylko jeden mam nadal w jako takiej pamięci. Ten będzie na końcu.
W 1980 roku, roku premiery EV, CF zagrała rolę Mystery Woman (czy jak kto woli Camille Ztdetelik) w legendarnym dla wielu „Blues Brothers” Johna Landisa. W tym miejscu bardzo przepraszam naszego Naczelnego, ale o ile sam film kojarzę (też tylko kojarzę, bo nie przepadam za nim, pokornie proszę o wybaczenie) to roli Carrie już nie. Dziwne?

W 1987 roku CF zagrała Mary Brown w „Amazonkach z księżyca” pięciu różnych reżyserów. To ciekawa satyryczna komedia parodiująca niskobudżetowe filmy nadawane w tzw. late-night television. Wystąpiło tam wielu interesujących aktorów w roli cameo (Joe Pantoliano, Jenny Agutter, Rosanna Arquette, Michelle Pfeiffer), jak również Carrie. I chociaż filmu nie pamiętam praktycznie, to jej roli jeszcze bardziej. Taka przypadłość ekranowa?



Nie. Bo dotarliśmy do roku 1989, do komedii romantycznej „Kiedy Harry poznał Sally” Roba Reinera. Z czasów kiedy komedie romantyczne były naprawdę zabawne i… romantyczne. Oczywiście główną rolę odgrywa tutaj duet Meg Ryan-Billy Crystal, ale towarzyszą im Bruno Kirby i Carrie Fisher właśnie.
CF gra Marie, najlepszą przyjaciółkę głównej bohaterki Sally. Tryska humorem, żywiołowością, jest prawdziwą kopalnią cytatów odnośnie miłości, małżeństwa i samo-determinacji w randkowaniu, z moim ulubionym

„All I'm saying is that somewhere out there is the man you are supposed to marry.
And if you don't get him first, somebody else will, and you'll have to spend the rest of your life knowing that somebody else is married to your husband”

Gdzieś czytałem porównanie, że CF jako Leia to właśnie Marie tylko z tymi dziwnymi bocznymi warkoczami, czy jak to się tam nazywa. Po części nie sposób się z tym nie zgodzić.

I to tyle. Nowszej filmografii nie znam, podczas pisania tego tekstu przysiadłem na(d)… „Na przedmieściach” Joego Dantego, filmu który powinienem obejrzeć wcześniej, ze względu na głębokie przeszukiwanie tematu Toma Hanksa. CF gra tu jego żonę, ale zdjęcia które bym chciał – nie wypada tutaj i teraz zamieszczać.
Do tego przecież CF wystąpiła jeszcze u Woody'ego Allena („Hannah i jej siostry” 1986)... jednak pozostanie na zawsze postrzegana jako Księżniczka Leia. Czy to źle? O niektórych osobach mówi się, że są „aktorami jednej roli”. Faktycznie, niektórzy grają w jednym hicie, a potem już w niczym, inni mają wiele naprawdę wspaniałych ról, ale dla ogółu pozostają to jedną.

Leia bezapelacyjnie jest Carrie Fisher, a Carrie Fisher to Leia. Czy pasuje to do któregoś z dwóch powyższych opisów? Nie wiem, wiem za to, że ta „jedna jedyna” może być bardzo zła albo bardzo dobra. Leia jest… niezrównana.
Tak więc pora przejść do Gwiezdnych Wojen.



CF w pierwszej trylogii to dla mnie maksimum ekspresji. Jest żywiołem, dynamitem, jeśli ktoś rozsadza ekran to nie wybuchy, skaczący Luke z Yodą na plecach, czy kosmiczne wygibasy Falconem w wykonaniu duetu Han&Chewie, ale właśnie Leia. Bardzo często hollywoodzka maniera „silnych” kobiet wprawia mnie w zażenowanie, nie dlatego żebym miał patriarchalne i samcze spojrzenie na płeć przeciwną. Po prostu wielokrotnie nie pasuje to do realiów, w których dzieje się dana historia i wygląda po prostu głupio.
Ale w sci-fi, w świecie jaki widzimy, księżniczki wcale nie muszą być delikatnymi i pachnącymi ambasadorkami pokoju. Jak trzeba to i celnie strzelą z blastera. I dobrze! To właśnie udało się odegrać CF znakomicie.

Dlatego też w tym miejscu nie mogę nie wrócić do tego o czym pisałem w recenzji TFA. Owszem, poruszyłem kwestę wizerunku (zresztą jak wiele osób, co wywołało słuszną ripostę CF na twitterze), ale starałem się to zrobić delikatnie. Może/pewnie nie wyszło, usprawiedliwię się ogólnym stanem w jaki wprawił mnie ten film, ale też nie oszukujmy się – aktorki, zwłaszcza w Hollywood byłą, są i będą postrzegane przez cielesność. I wcale nie chodzi mi o to o co MNIE chodzi, czyli mimikę twarzy, nieodłączną część sztuki aktorskiej.



Aktorki, w 98%, tak czy siak, muszą być ładne. Taki świat, męski i takie postrzeganie. Młoda CF, CF jako Leia była ładna/śliczna, taka jak powinna być wg tych standardów. CF z TFA… jest inna, żeby ująć to łagodnie. Ta inność, na którą wpłynęło całe życie, mogła (tak mi się teraz wydaje) też odbić się na jej roli, skoro miała ponownie wcielić się w Leię. Zastanawiam się na ile zmieniono scenariusz pod taką-a-nie-inną Carrie?

Bo naprawdę zabolało mnie nie to, że „czas zrobił swoje”, ale może przez to historia jaką sobie wyobraziłem, że „żyli długo i szczęśliwie” z Hanem, kończy się jak pokazano. Nie ma co ściemniać, w Legendach też nie jest sielsko, ich związek to nie bajka, a dzieci… chociaż akurat dzieci, mimo wszystko, wypadły lepiej niż wybitnie potrzebujący rodzicielskiej opieki emo-Kylo.

Ale tak to sobie wyobrażałem. Tymczasem… jest jak jest. Dlatego właśnie jeśli mówię, że chcę pamiętać Leię/CF młodą, piękną i pełną determinacji to nie dlatego, że lubię młode kobiety, „kult młodości” i inne takie. Po prostu ta postać taka była i taką powinna zostać do końca.


Dla mnie taką zostanie.



Dlatego pora kończyć. Zrobię to dwoma cytatami. Pierwszym z Niej samej, z „Księżniczki po przejściach”

Czy wiecie, co dzieje się wtedy, kiedy ocieramy się o śmierć?
Poza tym, że uświadamiamy sobie, iż czeka nas absolutna pustka?
Chyba to, że przy okazji odkrywamy, iż nie jesteśmy nieśmiertelni.


My nie, ale pamięć o nas – tak. Mam nadzieję.


Stanisław Lec napisał, że można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia. I ja to właśnie robię. Rzeczywistość SW jest obecnie dla mnie okropna, ale wspomnienia te pierwsze – pozostają pozytywnie bez zmian.


Za co dziękuję Pani, Pani Fisher. Dziękuję Ci, Carrie.








Autorem przemyśleń i treści zawartych w tekście jest Lord Bart. Bastion Polskich Fanów Star Wars nie ponosi żadnych konsekwencji ani odpowiedzialności w związku z publikacją. Tekst nie miał na celu obrazić niczyich uczuć, są to po prostu moje przemyślenia. Bannerek tytułowy autorstwa Amy Mebberson oraz wszystkie inne grafiki/zdjęcia są własnością ich autorów i zostały wykorzystane jedynie w celu podkreślenia mojego przekazu :)

Ostatni zeszyt "Przewodnika po galaktyce"

9

Od tygodnia można już nabyć w kioskach i salonikach prasowych 25 numer "Przewodnika po Galaktyce", publikacji z zabawami dla najmłodszych. Seria ta, to kolekcja zeszytów kreatywnych dla miłośników kultowego filmu „Gwiezdne Wojny”. W każdym numerze znajdziemy opowiadanie, encyklopedię "Star Wars" oraz zabawy dla całej rodziny: rebusy, zagadki, labirynty, wyklejanki i kolorowanki. Cena za numer wynosi 8,99 zł. Jest to też ostatni numer tego czasopisma, jaki ukazywał się przez cały rok w nakładzie wydawcy Edipresse.

P&O 207: Jak określa się ludzi w uniwersum Gwiezdnych Wojen?

8



Dziś dość podstawowe pytanie, którego najczęściej w sadze nikt nie zadaje.

P: Może to głupie pytanie, ale jak właściwie określa się ludzi w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”?

O: Ludzi zazwyczaj identyfikuje się mianem ludzi, zauważ, że C-3PO określa Luke’a słowami, „jest mądry, jak na człowieka”, a Han Solo ironicznie nazywa Jabbę wspaniałą istotą ludzką (od wersji specjalnej). Zapowiadający wyścigi podracerów również określa Anakina Skywalkera mianem człowieka. Twoje pytanie zapewne wynika z faktu, że nazwa gatunku w tym przypadku nie identyfikuje planety z której on pochodzi (jak w przypadku Kaminoan czy Geonosjan). Ale należy pamiętać, że to nie wyjątek. Choćby „Wookiee” całkowicie nie odnosi się do Kashyyyku.

Natomiast z całą pewnością pochodzenie ludzkości w galaktyce „Gwiezdnych Wojen” zaginęło w czasie. Wiele światów rości sobie prawa do tego, że to właśnie tam powstała rasa ludzka, a w starożytnych czasach toczono o to nawet wojny. Prawda pozostaje jednak tajemnicą. Obecnie przodującą teorią jest ta, że ludzie pochodzą z Coruscant i zostali przeniesieni w dawnych czasach na inne planety. Między innymi z tego powodu wielu ludzi określa się mianem swoich kultur lub nawiązuje do rodzinnej planety, jak choćby Korelianie czy Alderaańczycy.

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.