Różne

Disney+Star Wars - komentarz Steve`a Sansweeta

Blog oficjalnej
10



W wyniku szokującej informacji, która przełamała internet na pół, fani i analitycy gorączkowo głowią się: co to znaczy dla Gwiezdnych Wojen, George'a Lucasa, masowej rozrywki i kolejnych pokoleń. Na szczęście ekipa powiązana z Lucasfilm wiedziała przejęciu Disneya trochę wcześniej, więc zdołali przygotować swoje komentarze. Taki komentarz popełnili już J. W. Rinzler i Pablo Hidalgo. Poniżej zaś prezentujemy komentarz Steve'a Sansweeta, wielkiego kolekcjonera, organizatora kilku konwentów Celebration, prywatnie przyjaciela polskich fanów Star Wars.

Dzisiejsze dubeltowe ogłoszenie - The Walt Disney Co. Kupuje Lucasfilm i będzie więcej filmów Star Wars – sprawiło, że szczypałem się od rana, ale jednak nie jest to sen. Dla mnie, jak i dla niezliczonych milionów fanów Star Wars na całym świecie, ten grom z nieba nie mógłby okazać się lepszą wiadomością. Pozwólcie, że wyjaśnię.

Często z przyjaciółmi zastanawialiśmy się od wielu lat: jaka jest przyszłość Star Wars? A może dokładniej: czy jest jakaś przyszłość Star Wars? Pamiętamy mroczne lata po 1986 roku, gdy niektórzy deklarowali, że Gwiezdne Wojny są martwe. Jednak pamiętam też swój wywiad z szefem Lucas Licensing Howardem Roffmanem, gdy pracowałem nad swoją książką SW. „My tylko bierzemy oddech, Steve” - powiedział wtedy. „Kiedy publiczność będzie gotowa na więcej Star Wars, więcej Star Wars będzie gotowa dla nich”.

Był rok 1991 i pierwsza nowa książka Star Wars od ośmiu lat, Dziedzic Imperium Tima Zahna, nieoczekiwanie wskoczyła na pierwsze miejsce listy bestsellerów New York Timesa. Kilka lat później ponownie pojawiły się różne produkty z SW, potem wielki sukces Edycji Specjalnych, wreszcie prequele. To były dobrze czasy. Potem w 2008 roku mieliśmy start znakomitego serialu Star Wars: The Clone Wars. Ale moi przyjaciele wciąż się przejmowali.

Z mojej perspektywy, pracując jako reporter i redaktor w Wall Street Journal przez 26 lat, przez spory czas opisując Hollywood, miałem świadomość długości życia wspaniałych studiów filmowych, które nie potrafiły przetrwać utraty kreatywnego geniusza, który je tworzył. Co więcej, The Walt Disney Company było jednym z takich przypadków. Kiedy Walt zmarł w 1966 roku, firma wydawała się tracić pewność siebie. W 1984 roku zwalczono korporacyjne spekulacje dążące do podzielenia kompanii. Od tamtego czasu firma przeszła dwa wyraźne ery odnowienia, najpierw pod przewodnictwem Michaela Eisnera, a od 2005 roku kierowany przez Boba Igera, dając Disneyowi przewodnictwo jako jedna z najbardziej ukochanych firm Ameryki.

George Lucas miał od dawna relacje z Disneyem. Kiedy miał 11 lat odbył swoją pierwszą w życiu samolotową wycieczkę, żeby stanąć w kolejce gdy Disneyland został otwarty dla publiczności. Pracował blisko z twórcami Disneya i ILM przy opracowywaniu Star Tours i atrakcji Indiany Jonesa w kilku parkach Disneya, od dawna miał pomysły na inne przygody w parkach, Star Wars Weekends są wielkim sukcesem od ponad dekady.

Jednak po prequelach, George wiedział dobrze, że jego czas robienia filmów Star Wars się skończył. Nie podejrzewałem jednak, że po kryjomu i bardzo cicho, George zaczął wymyślać fabuły do przynajmniej trzech nowych filmów dziejących się jakiś czas po Epizodzie VI: Powrót Jedi. Myślę, że to dlatego, że George czerpał tak dużo radości z opracowywania nowych pomysłów do serialu The Clone Wars. Musiał po prostu znaleźć odpowiednią osobę i odpowiednie warunki, żeby przenieść dziedzictwo Star Wars.

Odnalazł taką osobę, była nią Kathleen Kennedy, długoletnią przyjaciółkę, wybitnego producenta, znakomitą twórczynię filmów, naznaczył ją, jako jego następczyni.

Kiedy Kathleen pojawiła się na serii firmowych spotkań w zeszłym miesiącu, dała jasno do zrozumienia, że zaakceptowała ofertę George'a na przejęcie Lucasfilm, żeby tworzyć filmy, była podekscytowana możliwością pracowania z nowym pokoleniem scenarzystów i reżyserów. Dała też pewne sugestie, że pomoże przywrócić Gwiezdne Wojny na duże ekrany. Czyli pierwsza część problemu George'a została rozwiązana.

Kiedy George zaczął mówić o swoim odejściu na emeryturę, kilka lat temu, wielu z nas zaczęło się obawiać. Czuliśmy, że potrzeba jeszcze kilku filmów Star Wars, żeby zapewnić przetrwanie tej marki; twórczość z Expanded Universe, zabawki, nawet wspaniałe seriale telewizyjne nie wystarczyły. Przynajmniej mojej wyobraźni, najlepszym wynikiem dla Lucasfilm było wykupienie przez Disneya. To są dwie firmy, które rodzinną rozrywkę mają w swoim DNA, uzupełniają się nawzajem. Co więcej kiedy Star Wars miały swoją premierę w 1977 roku, wielu recenzentów powiedziało, że to takiego rodzaju film, jaki Disney powinien robić.

Jednak Disney to wielka korporacja, czy Lucasfilm i Star Wars nie zostaną przez nią połknięte? Dowody temu zaprzeczają. Spójrzcie na przejęcie Pixara, oraz później Marvela. Choć Disney zintegrował z nimi część swoich funkcji, oba oddziały otrzymały tego rodzaju kreatywną niezależność, która pozwoliła im się rozrastać i kontynuować wielkie sukcesy, które na początku zainteresowały Disneya. The Avengers, na przykład, stworzony po tym jak Disney przejął Marvela. Film stał się jednym z największych filmów w historii, a marka jest silna ja nigdy dotąd.

Pomimo tego, że marzyłem o takim połączeniu się tytanów, wciąż byłem w szoku gdy usłyszałem wiadomość – z pewnością w przyjemnym szoku. Chociaż szczegóły dopiero będą rozwikłane w przeciągu miesięcy i lat, więc wiele konkretnych pytań pozostaje bez odpowiedzi, ale jest tak dużo rzeczy, które obie strony mogą nawzajem dać, że możliwości stają się nieskończone. Oprócz Gwiezdnych Wojen na dużym ekranie, nowe seriale telewizyjne, bardziej aktywna obecność w sieci, to kolejne znakomite możliwości. Być może pewnego dnia dawne marzenie o olbrzymim parku Star War Landzie stanie się rzeczywistością. Albo w skromniejszych marzeniach, żeby Weekendy Star Wars odbywały się we wszystkich parkach Disneya, nie tylko w Walt Disney World.

Disney pokazał w swoich ostatnich udanych inicjatywach, jak fanklub D23, czasopismo i konwenty, że docenia wysoko fanów. Czułem się doceniony gdy główni przedstawiciele D23 przyszli do mnie z zapytaniem jak dotąd Lucasfilm zajmowało się i opiekowało fanami.

Dlatego dzisiaj świętuję. I czuję się bardzo podobnie jak 11-letni George Lucas musiał się czuć stoją w kolejce w 1955 roku, czekając na otwarcie bram, żeby zobaczyć jak kolejna legenda zmienia fantazję w rzeczywistość.



Temat na forum o przyszłości Lucasfilm
Temat na forum o Epizodzie VII

Pablo Hidalgo o sprzedaży Lucasfilmu

Starwars.com
4



Podobnie jak cały fandom, także Pablo Hidalgo jest bardzo podekscytowany wieściami o kupnie Lucasfilmu przez Disneya. Oto co ma do powiedzenia na blogu na oficjalnej stronie:

Dla fanów SW dzisiejsze wspaniałe wiadomości są wstrząsem. Widok nowych filmów wzbudza wiele pytań i wątpliwości kiedy umysł usiłuje ogarnąć i przyswoić sobie implikacje tego wydarzenia. Jednak dla mnie nie nowe filmy są ważne. Ważne jest pytanie: "Gdzie byłeś jak o tym usłyszałeś?". Chociaż jest pokusa, żeby pospekulować co się dalej stanie, należy pamiętać także o teraźniejszości, jak mówił Qui-Gon w Epizodzie I.

Moi drodzy fani Star Wars z dawnych czasów. Sięgnijcie do swojej kolekcji i odkurzcie magazyn "Lucasfilm Fan Club" nr 10, z zimy 1990 r. Poczekam chwilę, aż nacieszycie się okładką z "Indiany Jonesa i Ostatniej Krucjaty". Dobrze, teraz otwórzcie magazyn i spójrzcie na stronę 1. Znajduje się tam wielki nagłówek "Moc powróci w latach 90-tych!!"



Opuszczę niestardowe wykonanie napisu "lata 90-te", i podwójny wykrzynik - rzeczy, których nie lubię jako edytor - bo przypominam sobie moje podniecenie, kiedy miałem 15 lat i przeczytałem tą wiadomość. To była "przedpotopowa" era w fandomie, gdzie oficjalnych aktualizacji można się było spodziewać raz na 3 miesiące, a nie miałem jeszcze znajomych fanów, z którymi mógłbym się podzielić tą nowiną. Wspomnienie o tym wielkim nagłówku nie zatrze się w mojej pamięci. Dzisiaj wszystko dzieje się tak szybko... ale zatrzymałem sobie tamte notatki.

Dzisiejsza wiadomość o powstaniu nowych filmów jest kulminacją innych wielkich zmian w Lucasfilmie. Był 1 czerwca, kiedy gruchnęła wieść, że Kathleen Kennedy będzie współszefowała Lucasfilm. Tego ranka znajdowałem się w Lucasfilm Animation, oglądając prace nad kolejnymi odcinkami The Clone Wars i Detours. Meagan Finnerty wywołała mnie stamtąd, bo stało się coś WIELKIEGo i ludzie ze starwars.com chcieli żebym napisał szybkiego posta. To nie zdarzało się odkąd przestałem być członkiem społeczności online. Szybki post? Co takiego musiało się wydarzyć, że musiałem go napisać?

To była pierwsza z nowości. Spotkałem Kathleen przelotnie podczas kręcenia "Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki" i podziwiałem jej pracę. Przeglądając jej filmografię, którą należało podać w pisanym przeze mnie poście, widziałem, że wyprodukowała wiele wspaniałych filmów. Na czele Lucasfilmu miała stanąć prawdziwa miłośniczka filmów. Nietrudno było się domyślić co to znaczy - więcej filmów tworzonych przez Lucasfilm. Ale kto by się spodziewał, że będą to filmy Star Wars?

29 czerwca 2012 r. dowiedziałem się o co chodzi. Zostałem wezwany na spotkanie żeby przedyskutować parę rzeczy przy kolejnych aktualizacjach dla Lucasfilm. Abym lepiej mógł się rozeznać, co przyniesie przyszłość, mój szef powiedział, cytuję: "robimy siódmy, ósmy i dziewiąty". Nie powiedział: "epizody Star Wars". Nie musiał. Te liczby musiały mieć jakieś znaczenie.

Musiałem usiąść. Podejrzewam, że przekazał mi te wieści dokładnie w taki sposób, żeby ocenić moją reakcję. Powiedziałem wtedy coś co nie nadaje się do druku.

Wyciągnąłem z kieszeni mający 160 stron notatnik. To będzie mój Święty Dziennik przyszłości Star Wars. Szybko zapisałem sobie wszystko co do tej pory się zdarzyło. Miałem to szczęście, że obserwowałem powstawanie Epizodu III od 2003 do 2005 r. Wtedy moim zadaniem było opisanie w internecie historii powstawania tego filmu. Niestety te posty zaginęły gdzieś w otchłaniach internetu, ale pozostały mi notatki. Chociaż nie wiem jaka będzie moja rola w przyszłości Star Wars, chciałem zatrzymać te notatki, bo ludzie oczekują ode mnie, że będę wiedział co i kiedy się zdarzyło.

Spotkałem się z niektórymi współpracownikami Kathleen Kennedy, którzy pracowali w Lucasfilmie. Przedstawiłem im się i zaproponowałem swoje usługi, gdyż posiadam wiedzę na temat sagi i znam historię Star Wars. Miałem to szczęście, że byłem znany jako jeden z tych gości, którzy znają na wylot Gwiezdne Wojny. Kiedy George Lucas tworzył projekty pod przyszłe filmy, dostawałem prośby z jego biura o wyszukanie czegoś i pomagałem przygotowywać dokumenty, podręczniki i przewodniki po pisaniu scenariuszy dla przyszłych filmowców mających zamiar kręcić kolejne epizody, kimkolwiek by nie byli.

Kilka dni temu przeżyłem kolejne zaskoczenie kiedy dowiedziałem się, że Disney Company przejmie Lucasfilm. Moja pierwsza myśl powędrowała do wspomnianego na wstępie artykułu i tych kilku skąpych zdań wspominających, że powstaną nowe filmy. Kiedy 20 lat temu George mówił o przyszłości Star Wars, znajdował się w Walt Disney World. To było przeznaczenie. Wola Mocy.

Na razie nie mam dużo szczegółów, ale mogę pospekulować. W tym fani Star Wars są najlepsi. Jestem jednak podekscytowany, że coś się dzieje i że SW powracają na duży ekran, gdzie jest ich miejsce.



Temat na forum o przyszłości Lucasfilm
Temat na forum o Epizodzie VII

Disney kupił Gwiezdne Wojny - komentarz redakcji

wesoła załoga
43

W licznych komentarzach wyraźnie widać, że emocje nie stygną po tym, gdy okazało się, że Disney wykupił Lucasfilm, w 2015 pojawi się epizod VII Gwiezdnych Wojen, który rozpocznie jeszcze nowszą trylogię. Analizę faktów przedstawiliśmy w głównym newsie, zdążyliśmy też opublikować długą drogę powstawania trylogii VII-IX. Poniżej przedstawiamy nasze redakcyjne przemyślenia na temat tej rewolucyjnej wiadomości:


Kasis: Disney kupił Lucasfilm. W pierwszej chwili pomyślałam, że to żart, dawno nic mnie tak w Gwiezdnych Wojnach nie zaskoczyło (dodatkowo zaskoczona jestem tym, jak bardzo zelektryzowała mnie ta informacja). Potem wydało mi się to strasznie nierealne, a następnie poczułam niepokój. Pomyślałam o High School Musicalu i tym podobnych produktach spod szyldu Disneya. Ale jak na chwilę odeszłam od komputera i zaczęłam spokojniej (czyt. bez czytania komentarzy fanów) nad tym myśleć, to spojrzałam na sprawę inaczej. W końcu ze stajni Disneya ostatnimi czasy wyszli też „Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły”, „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa” czy „Avengers”. Zresztą od dziecka bardzo lubiłam Disneya, który w rzeczywistości od lat ma romans z Gwiezdnymi Wojnami.

Może powinniśmy popatrzeć na to wydarzenie jak na nowe możliwości? W końcu Disney to nie kolekcjoner, który kupuje coś za grube pieniądze, tylko po to, żeby postawić na półce (i nie rozpakować). Na pewno oznacza to rozwój Lucasfilmu. Może w Disneylandach pojawi się więcej atrakcji związanych z SW, a nie tylko Star Tours czy okazjonalne Weekendy poświęcone Gwiezdnym Wojnom? Czy ten świat nie zasługuje na własny park rozrywki?

Nowy epizod? Jakaś część mnie zawsze tego chciała. Sama myśl o wyczekiwaniu na nowy szturm Gwiezdnych Wojen do kin jest elektryzująca. Oczywiście mam nadzieję, że nie oznacza to od razu rozwalenia EU. Ale przecież wykupienie Lucasfilmu nie jest równoznaczne ze zwolnieniem z niego wszystkich ludzi, którzy dotychczas zajmowali się Gwiezdnymi Wojnami. Myślę, że to ma być rozwój, a nie kasowanie wszystkiego co było dotychczas.

Może, ostatecznie, jedyną zauważalną zmianą będzie nowe logo pojawiające się na początku produkcji Star Wars? Nie ukrywam, że nadal mam dużo obaw, ale bądźmy dobrej myśli i czekajmy na kolejne wieści i szczegóły.


Lord Bart: Chcę więcej seksu, przemocy i używek w nowym SW. Co? To Disney? A to przepraszam, pomyliłem wejścia


Rusis: Informacja o tym, że Disney przejął Lucasfilm, wraz z całą marką Star Wars, była dla mnie, jak i pewnie dla nas wszystkich, olbrzymim zaskoczeniem. Co prawda Disney z Lucasfilmem współpracował już od dawna - widać to było szczególnie w parkach zabaw, w których to sporo atrakcji było związanych właśnie z produkcjami Lucasfilmu, ale nic nie zapowiadało wykupienia. Tym większym szokiem było to dla mnie, że głęboko w świadomości miałem wyryte słowa z wielu wywiadów odnośnie tego, że Star Wars to świat George'a Lucasa, w którym on może się bawić i robić co zechce. Przez wiele lat George bawił się w nim wspaniale, wykorzystując nowe technologie – zdawało się, że tylko czeka na pojawienie się technologii, którą będzie mógł się pobawić przy kolejnych produkcjach Star Wars. Wiedziałem, że kiedyś przestanie to być jego światem, że marka Star Wars zmieni właściciela, ale myślałem, że stanie się to dopiero po śmierci Lucasa, za wiele lat. Jak widać przychodzi się z tą zmianą zmierzyć o wiele wcześniej.

Prywatnie przejęcie Lucasfilmu oznacza dla mnie zamknięcie pewnej epoki. Epoki, w której pieczę (w mniejszym bądź większym stopniu) nad marką Star Wars sprawował człowiek, który ją stworzył. Który potrafił wspaniale połączyć wiele elementów, aby trzydzieści pięć lat temu zapoczątkować najbardziej znaną sagę kinową w historii. Ale, pomijając sferę emocjonalną, co to oznacza dla mnie jako fana Star Wars? Pierwsza co mnie ogarnęło to niepewność o to co będzie dalej, jak będą wyglądały dalsze produkcje. Czy słusznie? Im bardziej emocje opadają, tym bardziej jestem przekonany, że nie. Disney kupując Lucasfilm nie robi tego przecież, aby zniszczyć markę Star Wars, tylko aby zarobić. Nie zarżnie tym samym książek czy komiksów, które napędzają brać fanowską. Nie stworzy filmu lub serialu, który zniszczy całkowicie klimat Gwiezdnych Wojen. Takimi produkcjami bowiem niszczyłby swoją własną inwestycję, która przecież musi się zwrócić. Nie ma co się obawiać o to, że nowe filmy nie będą przypominały Gwiezdnych Wojen, że ich poziom czy klimat będzie gorszy. Oczywiście można się zastanawiać na ile produkcje filmowe będą szanowały cały rozszerzony wszechświat, ale póki nie dowiemy się więcej, nie ma co się specjalnie zamartwiać. Pewni możemy być natomiast tego, że marka Star Wars dostanie olbrzymi impuls do rozwoju, zawsze bowiem najwięcej się działo w okresach związanych z produkcją i wychodzeniem nowych filmów.

Od paru lat Disney jest właścicielem Marvela i od fanów produkcji z tego świata nie słychać aby przejęcie zniszczyło świat Marvela, klimat, czy ogólnie zmieniło serie na gorsze. Co więcej, nowe produkcje filmowe biją rekordy popularności i stoją na poziomie więcej niż zadowalającym dla fanów Marvela, a sam Disney nie miesza się w politykę wydawniczą. Tak samo podejrzewam, że będzie z Gwiezdnymi Wojnami.

Przejęcie przez Disneya to olbrzymi krok, ale nic nie wskazuje na to, aby był to krok w stronę przepaści.


Burzol: Powiem Wam szczerze: cieszę się. To naprawdę radosna wieść. Choć być może radość po części polega też na tym, że jestem jej naocznym świadkiem. Nie miejcie wątpliwości, dziś usłyszeliśmy najważniejszą wiadomość dla Gwiezdnych Wojen od wielu, wielu lat. Prawdopodobnie najważniejszą od czasu, gdy Lucas ogłosił na początku lat 90. że będzie pisał kolejne epizody. Dlatego musimy otworzyć się na zupełnie nowe myślenie, świat SW zmienia się rewolucyjnie i bezpowrotnie. Ale być może nie. Disney wykupił Lucasfilm, ale zrobił to Disney - wielka korporacja medialna, a nie studio zajmujące się Myszką Miki i Hanną Montaną. Przykład Marvela pokazuje, że ich obecna strategia polega na wykupieniu danego studia rozrywkowego, które dobrze prosperuje i daniu mu dość dużej swobody w działaniu. Podobnie rzecz ma się z Pixarem, który od lat działa pod opieką, ale jednocześnie w oderwaniu od Disneya. Tu zresztą sytuacja jest jeszcze ciekawsza, bo pracownicy Marvela, czy Pixara konsultują się też czasem nad filmami produkowanymi przez studio filmowe Disneya, dochodzi więc do międzyoddziałowej współpracy kreatywnej. Póki co sprawdza się to, że Marvel dość niezależnie i bez radykalnego zmieniania strategii, na przykład nadmiernego infantylizowania, tworzy swoje komiksy, gry wideo, filmy kinowe i seriale telewizyjne. Podobną wolność może mieć też Lucasfilm.

Dla Gwiezdnych Wojen oznacza to rewolucję. Saga w trójwymiarze okazała się być tylko wprowadzeniem do zupełnie nowej, trzeciej trylogii Str Wars, kontynuacji Sagi. To magiczne, znów czekać na nowe filmy z Gwiezdnych Wojen. Obecnie wielką zagadką pozostaje co stanie się z dotychczasowym dorobkiem, czyli przede wszystkim Expanded Universe...ale osobiście byłbym dobrej myśli, skoro wciąż ostateczną decyzję podejmują ludzie z Lucasfilm, oraz Kathleen Kennedy, która będzie buforem między Disneyem i pracownikami z okolic San Francisco. Warto pamiętać, że na największych tegorocznych konwentach nie wspominano możliwości rebootu serii komiksowych czy książkowych, dotychczasowa strategia budowania jednego uniwersum może być poprowadzona dalej przez podwładnych Kennedy. Ciekawe natomiast jest co stanie się zresztą działalności Lucasfilm, skoro w dzień ogłoszenia transakcji jedynym tematem są Gwiezdne Wojny.

Aha, jeśli ktoś chciałby wiedzieć jak mnie zdenerwować do białości (aż bym komuś załatwił bana) to wystarczy rzucić kilka nieśmiesznych żartów z cyklu: Myszka Miki zostanie dodana w edycji specjalnej, a Justin Bieber będzie śpiewał w epizodzie 7. Ani to śmieszne, ani prawdopodobne. Ani oryginalne. Ani śmieszne.

Będzie nowy Epizod Star Wars! Będą nowe materiały z Star Wars. Będą nowi fani Star Wars! Cieszmy się!


Ogór: Bardzo zaskoczyła mnie wiadomość o tym, że Disney kupił Lucasfilm a w 2015 zobaczymy kolejny epizod w kinach. Po przeczytaniu kilku(dziesięciu) komentarzy przeraziłem się jak bardzo nisko upadł Disney w oczach wielu ludzi. Produkcje takie jak "Hanah Montana" czy Disney Channel trochę odbiegają od tego co pamiętam jako markę Disneya, czyli piękne i kolorowe bajki jak "Król Lew" czy "Pocahontas". Mało tego to właśnie bajki Disneya to jedno z lepszych wspomnien dzieciństwa..a teraz? Wielu uważa, że Disney umarł albo się pogrążył.

Drugą ciekawą rzeczą jest fakt, że Disney wykupił przecież Marvela (co Strid próbuje każdemu wbić we wszystkich wpisach na Facebooku), i co? No i "Avengers". Bardzo dobry film, jeden z lepszych w tym roku, jeden z lepszych filmów komiksowych (jak nie najlepszy). A będzie pewnie jeszcze lepiej. I jakoś nie zauważyłem niebieskiego zamku przed filmem, tylko właśnie logo Marvela (a właśnie to mnie chyba najbardziej rozśmieszyło, że przed filmami będzie zamek zamiast logo LucasFilmu).

Po trzecie i chyba ostatnie, to cieszę się bardzo, że będzie NOWY FILM STAR WARS, naprawdę. Nie jestem jakimś przeciwnikiem, ale też nie jestem jakoś strasznie podniecony. Po prostu się cieszę i czekam na więcej informacji na ten temat. Będzie dobrze, oczywiście z odpowiednim podejściem do tematu.


Temat na forum o przyszłości Lucasfilm
Temat na forum o Epizodzie VII

Disney kupuje Lucasfilm, będzie Epizod VII

thewaltdisneycompany.com
204

Dosłownie kilka minut temu do publicznej wiadomości podano, że The Walt Disney Company zgodził się wykupić w całości Lucasfilm, dotąd w 100% posiadane przez George'a Lucasa. Transakcja wyniosła 4,05 miliarda dolarów, płacąc niemal połowę w gotówce, a resztę w udziałach. Głównym motywem wykupu wydają się być Gwiezdne Wojny, a podczas negocjacji zaplanowano też zupełnie nową trylogię Star Wars, z Epizodem 7 w kinach już w 2015 roku. Kathleen Kennedy będzie producentką nowych filmów, a George Lucas zostanie kreatywnym konsultantem.



W oficjalne oświadczeniu napisano:

Globalny lider wysokiej jakości rozrywki dla całej rodziny zgodził się zakupić legendarny Lucasfilm Ltd, w tym prawa do marki Gwiezdnych Wojen.

Wykup kontynuuje strategiczne skupienie Disneya na tworzeniu i czerpaniu zysków z najlepszych marek rozrywkowych na świecie, innowacyjnych technologii w celu utrzymania długoterminowych wartości dla akcjonariuszy.

Lucasfilm dołącza do ekpiy światowej klasy marek takich jak Disney, ESPN, Pixar, Marvel i ABC.

Film „Star Wars: Episode 7” planowany jest na rok 2015.

Tak o tej transakcji wypowiedział się Robert A. Iger CEO, czyli głównodowodzący The Walt Disney Company: ”Lucasfilm odzwierciedla nadzwyczajną pasję, wizję i umiejętność opowiadania historii ich założyciela, George'a Lucasa. Ta transakcja łączy światowej klasy portfolio znakomitych materiałów, włączając w to Star Wars, jedną z największych franczyz rozrywki dla całej rodziny, z unikalną i niepowtarzalną kreatywnością Disneya, na przekroju wielu platform, biznesów i rynków, które pozwalają na utrzymanie stabilnego rozwoju i prowadzenia długoterminowych zysków.”

Tak o tej wielkiej zmianie wypowiedział się George Lucas: „Od ponad 35 lat jedną z moich największych przyjemności, było obserwować jak Gwiezdne Wojny przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Teraz nadszedł czas, żebym to ja przekazał Star Wars nowemu pokoleniu filmowców. Zawsze wierzyłem, że Gwiezdne Wojny mogą żyć ponad mnie, zawsze myślałem, że jest bardzo ważne, żeby przeprowadzić tą zmianę jeszcze za mojego życia. Jestem pewien, że Lucasfilm pod przewodnictwem Kathleen Kennedy, oraz mając nowy dom w organizacji Disneya, Star Wars będzie żyło długim i owocnym życiem dla wielu następnych pokoleń. Możliwości i doświadczenia Disneya dają Lucasfilm okazję, żeby prezentować nowe filmy, telewizję, media interaktywne, parki rozrywki, wydarzenia na żywo i różnorodne produkty.”

Dzięki umowie, Disney przejmie na własność Lucasilm, studio produkcyjne i operatora innowacyjnych technologii w branży rozrywkowej, w tym popularnej i zawsze świeżej marki Star Wars, w tym produkcji filmowej, produktów konsumenckich, animacji, efektów specjalnych, oraz postprodukcji audio. Disney zakupi też pokaźne portfolio unikatowych technologii, które utrzymywały w napięciu publiczność od wielu lat. Lucasfilm, którego siedziba znajduje się w San Francisco, operuje pod tytułami Lucasfilm Ltd., LucasArts, Industrial Light & Magic i Skywalker Sound, obecnie planuje się, że aktualni pracownicy pozostaną w swoich lokacjach.

Kathleen Kennedy, obecna współ-przewodnicząca rady nadzorczej stanie się prezydentem Lucasfilm, zgodnie z intencjami szefa Walt Disney Studios, Alana Horna. Ponadto będzie ona służyć jako szef marki Star Wars, pracując bezpośrednio z globalnymi biznesowymi oddziałami Disneya, żeby budować, dalej integrować i zmaksymalizować wpływy z globalnej franczyzy. Pani Kennedy będzie producentem wykonawczym nowych filmów kinowych Star Wars, a George Lucas zostanie kreatywnym konsultantem. Star Wars Epizod 7 zaplanowany jest na 2015 rok, z zaplanowanymi kolejnymi filmami, które będą kontynuowały sagę Star Wars, żeby rozwijać tą markę w przyszłości.

Przejęcie łączy ze sobą dwie dobrze zgodne rodziny marek rozrywkowych, oraz wzmacnia wieloletnią wieź między nimi, która już pozwoliła na zakończone sukcesem pojawienie się postaci z Gwiezdnych Wojen w parkach rozrywki Disneya w Anaheim, Orlando, Paryżu i Tokio.

Swój osobisty komentarz na temat przyszłości Gwiezdnych Wojen George Lucas opublikował na YouTube:



Z dodatkowej telekonferencji przeprowadzonej przez Boba Igera dowiedzieliśmy się, że:

- planowane są Epizody 8 i 9, oraz kolejne filmy Star Wars co 2-3 lata
- epizod 7 jest we wczesnej fazie powstawania
- szczegółowo zaplanowana nowa trylogia była częścią umowy między Disneyem i Lucasfilm
- będzie więcej Gwiezdnych Wojen w parkach rozrywki
- poprzednie umowy z innymi dystrybutorami będą respektowane, sprawi to mniej problemu niż z prawami Marvela
- plany na wykupienie snuto od półtora roku
- Disney dostrzega potencjał Star Wars w telewizji, również w Disney Channel

Temat na forum o przyszłości Lucasfilm
Temat na forum o Epizodzie VII

Kapcie Star Wars

Rebelscum
8

Sears niedawno wprowadziło do sprzedaży nową serię kapci, dla fanów, którzy chcieliby na zimę ogrzewać swoje stopy w domu produktami z Gwiezdnych Wojen. Początkowo były one dostępne tylko w sklepach w stanach, teraz jednak można je kupić również przez internet. Do sprzedaży wprowadzono kapcie przypominające Yodę, Chewbaccę, Bobę Fetta i Dartha Vadera. Za parę kapci zapłacić trzeba 41,50 zł. Zamówić je można na stronie sklepu.

Nowe otwieracze

12

Otwieracze do piwa z motywem gwiezdno-wojennym to nie jest nowy pomysł. O kilku pisaliśmy tutaj. Pomysł może i nie nowy i nie jakiś odkrywczy, ale zawsze można zrobić to po swojemu. Nic dziwnego, że na rynku co jakiś czas pojawiają się nowe otwieracze.

Pierwszy z nich przygotował ThinkGeek. Otwieracz ten ma kształt Sokoła Millennium i można go już zamawiać w cenie 19,99 USD stąd.



Drugi bazuje na koncepcie Hana Solo w karbonicie, więc na pewno będzie pasował do schłodzonego piwa. Produkt ten będzie dostępny w marcu 2013, na razie można go tylko zamówić w sklepie Entertainment Earth, w cenie 17,99 USD.

Kolejny numer pisma "Star Wars Insider"

8

W zagranicznych sklepach od kilku dni można już kupować kolejny, 137 numer czasopisma "Star Wars Insider". A w nim między innymi:

- Obszerny wywiad z Markiem Hamillem, który opowiada o pracy na planie, współpracy z George'em Lucasem i innymi aktorami.

- Wieści o serialu animowanym "Detours"

- Spojrzenie na sceny z "Ataku Klonów" i "Zemsty Sithów", które pokazywane będą w 3D

- Twórcy "The Clone Wars" opowiadają o nowym sezonie

- Opowiadanie "Last Battle of Colonel Jace Malcom" autorstwa Alexandra Freeda

- Wyniki głosowania na nagrody czasopisma

- Powiązania między Gwiezdnymi Wojnami a Indianą Jonesem

- Spojrzenie na książkę "Essential Reader's Guide"

- i inne

Zapowiedź festiwalu teatralnego KOSMOS

0

Już jutro w Poznaniu rozpoczyna się festiwal Ofensywa teatralna KOSMOS. Oto informacja nadesłana nam przez Karola "Hellrunnera" Barckiego, członka grupy Pomarańcze w Uchu na Skarpie bez Kartki. Dodajmy, że na imprezie pojawią się przedstawiciele Eagle Base, wrocławskiego fanklubu Star Wars oraz Grupy Nizar, przebrani w stroje z Gwiezdnych Wojen. Uczestniczyć oni będą w happeningach przed i w trakcie festiwalu, podsycając zawirowania Mocy.

Atak ofensywy teatralnej KOSMOS

26-27.10, Poznań

W dniach 26-27 października, dzięki grupie Pomarańcze w Uchu na Skarpie bez Kartki i Stowarzyszeniu Smartness, przestrzeń Poznania obejmą we władanie przedstawiciele niezależnej sceny teatralnej. Ofensywa teatralna KOSMOS to dwudniowy festiwal, podczas którego wszyscy zainteresowani Poznaniacy będą mogli obejrzeć niepokazywane wcześniej w naszym mieście spektakle oraz wziąć udział w warsztatach teatralnych i podyskutować z twórcami na temat kondycji współczesnego teatru. Impreza współfinansowana jest ze środków Urzędu Miasta Poznania.

Pierwszego dnia, wraz z teatrem Brama, zapraszamy do szkolenia swojego warsztatu aktorskiego wszystkich licealistów. Wieczorem w przestrzeni miasta odbędą się liczne happeningi, mające na celu promocję Ofensywy –nasi twórcy opanują m.in. Plac Wolności, Plac Mickiewicza oraz Stary Rynek w Poznaniu.

Kolejny dzień przeznaczony jest dla studentów – przed południem zapraszamy na warsztaty, organizowane przez teatr Krzyk. O godzinie 17, w Ośrodku Teatralnym Maski na al. Niepodległości 26, rozpocznie się część artystyczna festiwalu. Swój spektakl Kaszpirowski Medytacja zaprezentuje najpierw Kingdom of Curvy Fork, znane z opowiadania poważnych historii w komediowy sposób. Następnie wystąpi aktor Eliasz Gramont, który w Biję na Alarm! przedstawi swoją wariację na temat nowelki Stanisława Lema Ratujmy Kosmos. Teatr Afront w Na granicy zapozna nas ze sztuką tworzenia spektaklów z udziałem publiczności. Teatr Realistyczny w swoim Jestem zaprosi nas na - jak określają to twórcy - pokaz interpretacji wierszy kobiecych autorstwa mężczyzn w wykonaniu kobiecym; na warsztacie twórczość Białoszewskiego i Wojaczka. Ofensywa zakończy się dyskusją wraz z udziałem publiczności i koncertem skrzypcowym Eliasza Gramonta.

Ofensywa teatralna KOSMOS odbywa się w naszym mieście już po raz drugi. Sami organizatorzy nazywają ją drugą próbą remontu poznańskiej kultury. Bilety na spektakle, w cenie 7 złotych za spektakl i 15 złotych za karnet, można zakupić w Centrum Informacji Miejskiej. Warsztaty teatralne są bezpłatne – organizatorzy proszą o zapisy drogą mailową .

Serdecznie zapraszamy!

Opiekun organizacyjny projektu Natalia Kadziszewska, tel. 727 552 005, natalia.kadziszewska@smartness.pl

Opiekun artystyczny projektu Karol Barcki, tel. 506 737 599, ofensywa@smartness.pl


Więcej informacji o festiwalu znajdziecie na stronie oficjalnej i facebooku.



Ikony z Gwiezdnych Wojen

23

Sztuka pisania ikon ma wieloletnią tradycję, pierwsze udokumentowane przypadki kultu ikon z postaciami Świętych pochodzą aż z V wieku naszej ery. Do dziś tradycja ich tworzenia zachowała się w pewnych krajach, głównie dzięki zakonnikom i ich mozolnej pracy.
Czymże są jednak ikony sprzed 1500 lat w porównaniu z ikonami z odległej galaktyki? Przedstawiamy serię stworzoną przez Chawakarna Khongpraserta ze specjalnym przesłaniem: “And you will know my name is Jedi when I lay my lightsaber upon thee”













J.W. Rinzler o projektowaniu Jedi i szperaniu w archiwach

oficjalny blog
1



Jonathan W. Rinzler to bez wątpienia człowiek, który bardzo poważnie podszedł do blogowania na oficjalnej. Efektem tego są jego kolejne wpisy, tym razem zdradził nam pewne kulisy powstawania książki „The Making of Return of the Jedi”, która ukaże się w przyszłym roku. Kolejny wpis nie dotyczy dokładnie samego albumu, ale opisuje fragment procesu poznawczego, przez jaki musi przejść autor.


Tym razem będzie krótko, bo ostatnio mało sypiam. Rankami i weekendami kontynuuję tworzenie mapy książki „The Making of Return of the Jedi”, skończyłem właśnie rozdziały o ILM. Staram się używać fotografii tak dużych jak tylko mogę. Mam odczucie, że w The Making of the Empire Strikes Back miałem za dużo zdjęć na jednej stronie, więc w rezultacie było tam trochę rozgardiaszu. Niektóre z tych fotografii z „Powrotu Jedi” są tak wspaniałe, że chciałem by czytelnicy mogli się w nich zanurzyć: George Lucas i Dennis Muren w ILM, Harrison Ford i Lucas razem w ujęciu z lokacji Ewoków, Carrie Fisher w scenie z sali tronowej Jabby i inne. A jak mówią, obraz jest wart...

Natomiast to nad nami to zdjęcie notatki, które nie znajdzie się w książce. Nie jestem pewien, kto je napisał, ale wygląda na to, że adresowano je do Howarda (Howie’ego) Steina, montażysty efektów wizualnych. Notka dotyczy RA96 czyli Ataku Rebeliantów (na drugą Gwiazdę Śmierci), ujęcia #96 w sekwencji i kilku ulepszeń, których wymagał Sokół Millennium. To musiało powstać gdzieś blisko końca postprodukcji, pewnie w okolicach grudnia 1982. Ale to co jest najwspanialsze w tej notatce, to możliwość wejścia w nocne życie ekipy i rytm pracy w ILM w tamtym czasie: Choć napchaliśmy się na kolację, byliśmy w stanie nie zasnąć tak długo, że mogliśmy zrobić... Mamy tu przykład poczucia humoru o pracy, nawet jeśli możemy sobie wyobrazić presję pod jaką pracowano. ILM wykonywał wtedy prawdopodobnie najlepszą robotę w historii swojego krótkiego istnienia.

Kiedy rozmawiałem z Selwynem Eddym III o tym jak być członkiem zespołu nocnych kamerzystów, wspominał tylko, że zaczęli tradycję nocnego grillowania, które podchwyciły inne departamenty pracujące po nocach: optycy itp. Nie wiem, czy chodziło mu o jedzenie po północy, czy nie, ale to jest przykład małego kawałka wiedzy, który pomaga autorowi wyobrazić sobie jak to wtedy było...

Monety z Gwiezdnych Wojen

6

Jakiś czas temu pisaliśmy o serii monet z postaciami z Gwiezdnych Wojen wydanych na wyspie Niue, która należy do Nowej Zelandii. Niedługo potem z ofertą do fanów w Polsce wyszła Skarbnica.
Tym razem do obiegu kolekcjonerskiego trafiła druga seria monet z Nowej Zelandii, nominał to nadal 2$ (dolary Nowozelandzkie). Kolorowe ilustracje przedstawiają postacie znane z Mrocznego Widma a pakowane są w etui w kształcie hełmu Vadera lub Sokoła Millenium. Cztery monety wraz z pudełkiem kosztują około 250 funtów i można je nabyć tutaj. Pierwsi szczęśliwcy otrzymają gratis zestaw pozłacanych monet z postaciami z klasycznej trylogii.

















Flash mob na całą orkiestrę

10

Flash mob to popularne zajęcie dla znudzonych życiem internautów, którzy organizują sobie spontaniczne, zazwyczaj nonsensowne akcje, ale czasem również służą też promocji różnych organizacji. Niedawno mieszkańców Kolonii zaskoczyła symfoniczna orkiestra radia WDR, a zaczął pojedynczy trąbkarz, grający bardzo znaną melodię:

Wywiad z redaktorami Star Wars Magazyn

Star Wars Magazyn
15

Premiera najnowszego numeru czasopisma Star Wars Magazyn powinna mieć miejsce w nadchodzącym tygodniu. Będzie to dziewiąta odsłona gazetki. Żeby umilić wam czekanie, mamy dla was ciekawą propozycję w postaci wywiadu z redaktorami Star Wars Magazyn: Maciejem „M@ską” Skawińskim i Arkadiuszem „Areckinem” Szajkiem. Żeby nie było sielanki, zadawaliśmy chłopakom też trudne pytania, które z pewnością trapią niejednego czytelnika.


Bastion: Cześć chłopaki! Na początek zadam standardowe pytanie otwierające w starwarsowych wywiadach: jak zaczęła się wasza przygoda z Gwiezdnymi Wojnami?

Maciej „M@ska” Skawiński: Łatwo i przyjemnie trzydzieści dwa lata temu. (uśmiecha się) Nową nadzieję zobaczyłem w osiedlowym kinie Hetman w Szczecinie, mając osiem lat. Matematyka jest prosta, dziś mając czterdzieści, ten moment, gdy po raz pierwszy ujrzałem żółte napisy przepływające po ekranie, jest we mnie wciąż żywy i choć z czasem moja pasja zmieniała się wraz ze mną, to dziś wiem, że Gwiezdne wojny dały mi Moc realizowania marzeń.



Arkadiusz „Areckin” Szajek: Ja natomiast miałem szczęście być na wszystkich polskich premierach, oczywiście na początku do kina zabrał mnie ojciec. Swój pierwszy seans zaliczyłem w poznańskim kinie Rialto. Trafiło mnie po tym jak na ekran „wpłynął” wielki statek kosmiczny, a po chwili, o zgrozo kolejny jeszcze większy. Te kilka pierwszych ujęć zadecydowało o tym, że wpadłem po uszy. Trudno się jednak dziwić, że na kilkuletnim chłopcu wywarło to tak wielkie wrażenie, skoro najlepszym, co do tej pory widziałem były zwycięski marsz armii czerwonej na Berlin w telewizji lub „Calineczka” w kinie - obowiązkowo na seansie z klasą (głośny śmiech).



B: Co pchnęło was do tego by z kolekcjonerów i „przebierańców” stać się publicystami i wydawcami pierwszego polskiego licencjonowanego magazynu o Star Wars?

Maciej: Jakieś piętnaście lat wstecz, kupiłem w jednym ze szczecińskich kiosków Das Offiziele Star Wars Magazin [który mam w swojej kolekcji do dziś]. Pismo ówczesnego niemieckiego fanklubu Star Wars. W tamtym czasie na naszym rynku pojawiały się już książki Amberu, trochę później komiksy, ale nadal brakowało czegoś takiego jak niemiecki magazyn. Wcześniej podjąłem już próbę publikowania fanzinu tyle, że ściśle związanego z działaniami w ramach 501st Legion w naszym kraju. Byłem jednoosobowym zespołem redakcyjnym powstającego spontanicznie Outpost Gazette, miał on ograniczony zasięg i wydałem jedynie kilka numerów opisujących nasze akcje i fanów związanych z organizacją, to była ciężka i samotna praca... i na koniec okazała się całkowicie niedoceniona. Jednak Star Wars Magazyn to kompletnie inne marzenie i inny poziom zaawansowania na niewyobrażalnym szczeblu, które się spełniło i dzięki temu Gwiezdne wojny stały się jeszcze bliższe mojemu sercu. A nie ukrywam, też, że jestem dumny z faktu, że jakaś cząstka mnie pozostanie w uniwersum Star Wars, a co za tym idzie także w archiwach Lucasfilm. (uśmiecha się)

Arek: Moja przygoda z publicystyką zaczęła się w momencie powstania Magazynu, no może trochę wcześniej kiedy spędzaliśmy z Maciejem sporo czasu na wspólnych akcjach kostiumowych i snuliśmy plany na przyszłość. Podeszliśmy do sprawy z punktu widzenia fanów i skupiliśmy się nad tym czego brakowało nam na polskim rynku. Star Wars Magazyn stał się pozycją, która wypełniła lukę na fanowskich półkach. Jest jeszcze jeden czynnik – każdy człowiek pragnie zostawić coś wartościowego po sobie, w naszym mniemaniu Magazyn jest właśnie tym czymś. Jednak na tym nie koniec, dzięki naszej pasji i uporowi udało nam się dać fanom jeszcze jedną rzecz, a mianowicie stałą ekspozycje Star Wars, co samo w sobie jest olbrzymim sukcesem i jesteśmy z niej dumni na równi z Magazynem.

B: Czy jest szansa by w tym roku Star Wars Magazyn powiększył się o kolejne 4 strony?

Maciej: Myślimy nad różnymi możliwościami, nie tylko dodawaniem stron. W tej chwili mamy 48 stron i tak oczywiście cały czas chcemy rozszerzać objętość o kolejne. Jednak następny przyrost będzie raczej w 2013.

Arek: Maciej w zasadzie powiedział wszystko, dodam może tylko, że każdy wzrost objętości to poważny wzrost wydatków z naszej strony jak również ze zobowiązaniami wobec Lucasfilm związanymi z zawartością. Niestety w dobie pogłębiającego się kryzysu i wzrostu cen w każdym aspekcie życia jest to poważny problem. Cena Magazynu jest w tej chwili optymalna i nie chcielibyśmy jej zwiększać po raz kolejny.



B: Według jakiego klucza wybierane są opowiadania do tłumaczenia? Czy fani będą mogli w przyszłości wpływać na to, które opowiadanie zobaczymy w kolejnych numerach czasopisma np. za pomocą sondy na waszej stronie?

Maciej: Ciekawe pytanie. Jak zapewne wiecie opowiadania są przedrukami, a materiałów jakie były, są i będą zawarte w Insiderze jest cała masa. Dobór następuje w dużej mierze spontanicznie, bazując na fanowskim podejściu do tej materii. Czy fani będą mogli decydować... zastanowimy się nad taką możliwością. Prosimy jednak dać nam więcej czasu, my pracujemy nad numerem 9, a Insiderów jest już 137...

Arek: Dodam tylko że odbiorców mamy wielu i o rożnych upodobaniach i choćby nie wiem jak byśmy się starali to i tak wszystkich nie zadowolimy, ale będziemy się nadal starać.

B: Skąd te wszystkie opóźnienia? Czy proces akceptacji numeru jest aż tak skomplikowany? Możecie przybliżyć naszym czytelnikom jak wygląda cała procedura?

Maciej: Uczymy się. Poza tym jesteśmy jedynym w kraju czasopismem Star Wars, które w dużej części opiera się na własnych (lub w kooperacji np. z Bastionem) materiałach, które muszą przejść przez akceptację LFL. Czasem to powoduje opóźnienia, a czasem też pojawiają się inne czynniki niezależne od nas. Ostatnio mieliśmy problemy techniczne i merytoryczne, które nałożyły się i spowodowały, że jeden numer SWM z 2012 wypadł z terminarza.

Arek: Chciałbym zauważyć że Insider do niedawna nie zamieszczał na swoich łamach daty wydania. Marka Star Wars w mojej i wielu licencjobiorców opinii jest bardzo trudna marką, w związku z czym problemów jest co niemiara. Żadne opóźnienie nie wynikło jeszcze z naszej strony. Tak jak Maciej powiedział każdy szczegół gazety wymaga akceptacji LFL ale po drodze jest jeszcze agencja w Danii, która pośredniczy w tym wszystkim. W samym LFL jest kilka osób sprawdzających produkt. Wystarczy że jedno ogniwo „pęknie” i kilka dni straconych. Często bywa że wymiana maili jest bardzo intensywna i długotrwała. SWM nie jest komiksem czy książka którą wystarczy tylko przetłumaczyć i wydrukować.

B: Nie można ukrywać, że problemem Star Wars Magazynu jest korekta, której po prostu w niektórych artykułach brakuje. Co macie na swoje usprawiedliwienie?

Maciej: Trudne pytanie. Jedynie to, że staramy się, czasem popełniamy błędy, ale kto ich nie popełnia, chyba tylko ten, kto nic nie robi. Oczywiście naszym celem jest uwolnienie się od tego typu problemów i do tego zmierzamy.



Arek: Myślę że nie ma co zbytnio demonizować, z numeru na numer jest coraz lepiej. Proponuje się przyjrzeć paru poczytnym gazetom czy magazynom w Polsce także tym elektronicznym. Tam to się można naoglądać...

B: Jakie postacie zobaczymy na okładkach przyszłych Star Wars Magazyn? Jest szansa, że sięgniecie do kogoś z Expanded Universe? Czy monopol filmowo-serialowy jest nie do przełamania?

Maciej: Na najnowszej pojawi się klimat związany z Przeznaczeniem Jedi, postaramy się aby pojawiały się także postaci z EU, sam jestem fanem kilku wątków z tej domeny. Co do monopolu...jest oficjalna polityka LFL. Wojny klonów, i wszystko co pojawi się po nich będzie zawsze tematem przewodnim. Ktoś może się z tym nie zgadzać, ale SWM jest magazynem oficjalnym i tak już musi być. Oczywiście postaramy się to urozmaicić i czasem oderwać od głównego nurtu...

Arek: Po tym jak otrzymaliśmy licencje Steve Sansweet powiedział nam jedną bardzo ważną rzecz „Panowie od dziś jesteście głosem G. Lucasa, musicie robić to co on uważna za stosowne”. Myślę, że to wyjaśnia wszystko.

B: Czy fan mający pomysł na ciekawy artykuł ma szansę na jego publikację na łamach Star Wars Magazyn?

M: Z tym jest ciężko. Ostatnio dostaliśmy ciekawy artykuł od fana, który poruszał temat związany z kinem japońskim i Star Wars. Niestety nie udało się go przeforsować. Może jeszcze spróbujemy. Zawsze jest szansa, ale są dwa warunki. Artykuł musi być napisany po polsku i po angielsku i LFL musi go zaakceptować... Próbowaliśmy nie tylko z artykułami, podjęliśmy próbę 'wylansowania' polskich grafików rysujących w klimatach SW-Manga, niestety bez powodzenia, a szkoda. Tak czy siak zachęcamy do pisania i przesyłania tekstów do naszej redakcji, przypominam o dwujęzyczności tekstów. To Lucasfilm tworzy oficjalne nurty w świecie Gwiezdnych wojen, dzięki nam jest szansa do niego dołączyć. W kilku przypadkach już się nam to udało, wystarczy zerknąć do numerów archiwalnych.

Arek: Proponuję, aby każdy kto chce o czymś napisać, skontaktował się z naszą redakcją. Artykuły muszą być zgodne z oficjalną polityką LFL, wiem że chcielibyście napisać o kilku tematach, ale nie wszystko przejdzie. Jednak nie zawadzi spróbować...



B: Wiele osób ma do was żal za to że bardzo mało piszecie o „The Old Republic”, a jest to przecież temat nr 2 w świecie Gwiezdnych Wojen zaraz po „The Clone Wars”, którym żyje tysiące ludzi w Polsce.

Maciej: To się da załatwić, może będzie to pretekstem do rozszerzenia objętości, a może jakiś fan napisze swoje odczucia z gry... Problem w tym, że duża część odbiorców SWM nie grywa w TOR'a z różnych powodów. Oczywiście jesteśmy dalecy od marginalizacji tematu i wrócimy do tego przy najbliższych okazjach. Staram się wychodzić z założenia, że wszystko co powstaje w świecie Star Wars jest częścią wielkiego i wspaniałego wszechświata, w którym każdy może odnaleźć coś dla siebie. Jestem też daleki od dokonywania wyborów co jest ważniejsze, a co mniej ważne. I tak właśnie staramy się podchodzić to tego tworząc zawartość SWM.

Arek: Ja natomiast odpowiem pytaniem na pytanie. Skoro TCW jest numerem jeden i tysiące ludzi żyje tym tematem to dlaczego tak wielu bastjonowiczów krytykuje nas za umieszczanie artykułów o tym temacie. Moją pasją jest Star Wars i nie przedkładam żadnego tematu nad inne. Patrzę na Gwiezdne wojny całościowo i wtedy nawet nie przypadające do gustu rzeczy nabierają innego wymiaru.

B: Czy jest szansa by fani komiksów i książek Star Wars doczekali się regularnych artykułów na temat tych produktów?

Maciej: Kolejne dobre pytanie. Jest szansa tylko problem leży gdzie indziej. Podejmujemy takie próby i będziemy podejmować nadal, ale niestety nie jest łatwo...

B: Na jakich imprezach w tym roku będzie można spotkać redakcję Star Wars Magazyn?

Maciej: Ostatnio byliśmy na Polconie we Wrocławiu, niestety z przyczyn 'technicznych' nie mogliśmy pojawić się na StarForce i póki co to wszystko. Jednak nie znaczy to, że nie można nas spotkać. Być może w tym roku będziemy współorganizatorami dwóch imprez, ale póki co nie mogę nic więcej powiedzieć. Zapraszamy na naszą stronę www.swmag.pl, jeśli będą jakieś informacje to właśnie tam je znajdziecie. Oczywiście możecie także do nas pisać, zwłaszcza do działu HOLONET. Zachęcamy do kontaktowania się z nami i dzielenia się swoją pasją z innymi czytelnikami Magazynu.

Arek: Mam nadzieje, że wyjaśniliśmy tu kilka spraw. Piszcie do nas na adres redakcja@swmag.pl. Chętnie odpowiemy na Wasze pytania. NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!


Temat na forum

Dom Lucasa do wynajęcia

9

Dość ciekawa oferta pojawiła się na rynku mieszkaniowym w Los Angeles. Do wynajęcia był dom z jedną sypialnią w Bevery Hills, a dokładniej w Benedict Canyon. Dom jak dom, ale w 1974 wynajmował go George Lucas i pisał tam scenariusz do „Nowej nadziei”. Lucas płacił miesięcznie 80 USD, teraz niestety z powodu między innymi inflacji cena wzrosła i wynosi nie bagatela 2000 USD! Na szczęście dla nas do ogłoszenia dołączono zdjęcie tegoż domostwa.

Jonathan W. Rinzler o zawartości Ralpha w Ralphie

2



Kolejny wpis Jonathana Rinzlera na blogu oficjalnym dotyczy Ralpha McQuarriego, a dokładniej jednego problemu - jak rozróżnić, które prace Ralpha są rzeczywiście jego obrazami koncepcyjnymi, a które tylko licencjonowaną grafiką. Zatem tym razem Rinzler musiał rozpoznać ile jest Ralpha w Ralphie.

Obraz koncepcyjny Ralpha McQuarriego czy licencjonowana ilustracja?

Wydawać by się mogło, że wystarczy popatrzeć na inspirujące kompozycje, wyrafinowaną paletę barw, dynamiczne pozy postaci czy oryginalne pomysły, ale podczas prac nad „Making of Return of the Jedi” Rinzler natknąłem się na jeszcze jedną rzecz - ilustracje produkcyjne, które mogły bazować zarówno na istniejących projektach, jak i być samodzielnymi pomysłami. I tu pojawił się problem, jak je sklasyfikować, jako dzieła autorskie, czy raczej odtwórcze, skoro były razem chowane w archiwach.

Nie było wcale łatwo, ponieważ od czasu „Imperium kontratakuje” Ralph robił
1. szkice koncepcyjne, ale uwzględniał ważne wskazówki i polecenia George’a Lucasa, które zostały zawarte w różnych wersjach scenariusza. Dotyczy to także „Powrotu Jedi”.
2. licencjonowane obrazy, które miały stanowić uzupełnienie konceptów, oparte na fragmentach filmu. Prowadzi to do pewnej zmyłki, na którą nabiera się wielu fanów. Myślą oni, że to reżyser Irvin Kershner i scenograf Norman Reynolds skopiowali właściwie jeden do jeden pomysł Ralpha McQuarriego, natomiast naprawdę jest dokładnie na odwrót. Jeżeli malunek i fragment w filmie bywają identyczne, to dlatego, że McQuarrie właśnie odtworzył to, co zobaczył na zdjęciach. Czasem było jeszcze tak, że Ralph rozwijał i upiększał fragmenty filmu właśnie w formie malunku, ba czasem nawet wykorzystywał istniejące i zaakceptowane projekty, by tworzyć kolejne wspaniałe ilustracje.

Niektórzy fani zapominają, że Joe Johnston (i pewnym stopniu również Nilo Rodis-Jamero w „Imperium” i „Powrocie”), którzy zaprojektowali praktycznie wszystkie pojazdy znane z prac Ralpha McQuarriego, w tym X-Winga, Sokoła Millennium, TIE Fightera czy AT-AT. Owszem znajdzie się kilka wyjątków, jak barka żaglowa Jabby, która wyszła spod ręki Ralpha, reszta jednak nie jest jego projektem. Ralph bazując na tych projektach potrafił dodać im ducha, przetworzyć je jeszcze bardziej, czasem na potrzeby ilustracji koncepcyjnych, a czasem właśnie licencjonowanych prac.

Pomimo tego, że wszystkie jego prace są znakomite, ja nie chcę w książce mieszać tych prac stworzonych po fakcie, z tymi, które faktycznie przedstawiają zupełni nowe pomysły. Niestety różne źródła okazały się zawodne. Niektóre mówiły, że Ralph ukończył tylko sześć obrazów produkcyjnych na potrzeby „Powrotu Jedi”. Zresztą sam McQuarrie nie potrafił określić dokładnie, raz wspominał sześć, raz osiem, a raz dwanaście. Na dodatek sam nie zawsze pamiętał, które prace były jego koncepcjami, a które powstały trochę później. Choćby jego obraz przedstawiający Pałac Jabby. Żeby było jeszcze trudniej, część oryginalnych konceptów trafiała potem w wersji lekko przetworzonej do licencjonowanych książek, uniemożliwiając właściwie rozpoznanie, kiedy powstał oryginał. No i żadne z tych dzieł nie mają opisanych dat. (W przypadku „Nowej nadziei” i „Imperium” Ralph udostępnił mi swój kalendarz z tamtych lat, gdzie zapisywał nad czym i kiedy pracował. Niestety w przypadku „Powrotu Jedi” coś takiego nie istniało).

Pewnego dnia nastąpił przełom, gdy przeszukując archiwa Lucasfilmu znalazłem teczkę na której znajdował się napis „sześć obrazów produkcyjnych”. Tam znalazły się przede wszystkim rysunki Had Abbadon (czyli stolica Imperium, nim stała się nią Coruscant), którą ujął Lucas we wcześniejszych wersjach scenariusza. W tym wypadku mogłem być pewien, że to oryginalne pomysły Ralpha. Było jednak jeszcze siódmy rysunek, podobny w tematyce, ale nie sposób potwierdzić czy to też koncept, choć tak sugerował archiwista Arran Harvey.

Jednak było jeszcze cały szereg, około 20 malowideł, które trudno zakwalifikować. Badania wykazały, że to „oryginały”. W jednym z wywiadów McQuarrie wspominał, że namalował dwie barki nad jamą Sarlacca. W innym wspominał o jakimś przelatywaniu, choć nie podał konkretów, by przypadkiem nie zdradzić szczegółów filmu. Patrząc na te prace, chyba rozumiem już o co mu chodziło.

Wreszcie miesiąc później przeglądając Archiwum Zdjęć, gdzie szukałem fotografii. Trafiłem na skoroszyt „biblię” ILM z 1982. Tam znajdowały się wszystkie kluczowe szkice każdego pojazdu i stwora. Tam znalazłem też dziewięć kolejnych prac McQuarriego, które mogłem już śmiało określić jako koncepty, a nie prace licencjonowane. Wreszcie namacalny dowód. I wielka ulga, bo bardzo nie chciałem się pomylić w swoich rozpoznaniach (co niestety zdarzyło mi się to już wcześniej).

A zatem, drodzy czytelnicy, to jest jeden z ekscytujących (a także, nie uwierzycie, „interesujący”) aspektów pracy nad tego typy książkami.

Uliczny Festiwal Lucasfilmu

4

Niedawno Jonathan W. Rinzler napisał, że odkąd Kathleen Kennedy dołączyła do Lucasfilmu pewne sprawy ruszyły z kopyta. Poza wysyłaniem wieloletnich pracowników na emeryturę, ruszył także festiwal sztuk ulicznych Lucasfilmu. Zorganizowano go na chodniku wokół Presidio (czyli siedziby LFL), dokładniej między budynkami A i B w Letterman Digital Arts Center w San Francisco. Pracownicy, głównie z ILMu, wzięli do ręki kolorową kredę i zaczęli malować po chodniku, a oto efekty ich pracy. Prace mogły być samodzielne lub drużynowe, z tym, że w jednej drużynie nie mogło być więcej niż cztery osoby. Reszta to sugestia, by dotyczyły jakoś „Gwiezdnych Wojen” bądź „Indiany Jonesa”, choć nie trzeba było się jej trzymać. Liczyła się własna interpretacja. A i jeszcze jedno festiwal ten ma być imprezą cykliczną.

Okulary dla fanów

16

Niedawno pisaliśmy o zegarkach nie na każdą kieszeń. Teraz prezentujemy kolejny gadżet, który może być ciekawym urozmaiceniem garderoby. Jest to kolejny pomysł z kraju kwitnącej wiśni. Japońska firma Aigan stworzyła serię oprawek do okularów korekcyjnych stylizowanych tak aby nawiązywały do postaci z Gwiezdnych Wojen. Zainteresowani powinni zajrzeć tutaj. Jak na razie nie ujawniono jednak planów dystrybucji okularów poza Japonią.


Super oferta kart kredytowych i debetowych

Montepio
11

Strefie Euro grozi rozpad, kryzys finansowy terroryzuje nie tylko Europę, ale i cały świat, a kolejne regulacje coraz mocniej uderzają w banki. Te zaś, nawet w krajach zagrożonych bankructwem, jak Portugalia, muszą na czymś zarabiać i szukają nowych sposobów na wciskanie ludziom swoich produktów. Choćby kart debetowych i kredytowych. Jeden z portugalskich banków Montepio wprowadził do swojej oferty nowe karty kredytowe i debetowe. Nie chodzi tym razem o produkty w stylu platynowa czy czarna, ale zwykle Visa Electron i Visa Classic, z tym, że z gwiezdno-wojennym motywem. Karty można zamawiać na stronie banku, z pewnością wymagane jest też założenie konta (i pewnie zwłaszcza przy kredytówce, regularne wpływy). Dla nas pozostaje pooglądanie zdjęć samych kart.

Yoda to podwodny robak

Wirtualna Polska
9

Nauka zadecydowała, Yoda to zwierzę z gromady jelitodysznych. Tak, nie przesłyszeliście się. Yoda purpurata to jeden z trzech nowych gatunków odkrytych na dnie oceanu atlantyckiego, czerwony robak ma duże otwory gębowe, które przypominają uszy, więc badacze postanowili nazwać go tak jak starego mistrza Jedi.



Nowy gatunek odkryto podczas programu badawczego Ecomar, który wykorzystuje podwodne zdalnie sterowane urządzenie, przeczesujące dno morza wzdłuż Grzbietu Śródatlantyckiego w poszukiwaniu nieznanych zwierząt. Podczas wyprawy badacze z University of Aberdeen w Szkocji znaleźli także dwa nowe gatunki jelitodysznych. Zwierzęta zostały opisane we wrześniowym wydaniu "Invertebrate Biology".

Zwierzęta z tej gromady w płytkich wodach żyją w norach i rzadko się je widuje. Natomiast te, które zamieszkują głębokie wody, zostawiają za sobą spiralne ślady odchodów. Do niedawna nie było nawet wiadomo, kto je pozostawiał. Naukowcy interesują się tymi gatunkami, gdyż mogą one stanowić klucz do ewolucyjnego połączenia bezkręgowców z kręgowcami.


To nie pierwsze żywe organizmy nazwane ku czci bohaterów z Gwiezdnych Wojen, pisaliśmy już, na przykład o różnych gwiezdnowojennych insektach.

Czas apokalipsy w Star Wars Magazyn #9

Star Wars Magazyn
16

Z miesięcznym poślizgiem, ale szczęśliwie doczekaliśmy się zapowiedzi nowego numeru Star Wars Magazyn. Dziewiąta odsłona gazetki ponownie będzie liczyć 46 stron i kosztować 12,50 PLN brutto. Na okładce październikowego numeru umieszczono motyw z książki „Przeznaczenie Jedi #9: Apokalipsa”. Jakie atrakcje czekają tym razem na czytelników?

  • wywiad z autorami „Przeznaczenia Jedi”,
  • Aul Pope i Frank Quitely opowiedzą o powstaniu albumu „Star Wars Art: Comics”,
  • relacja redakcji Bastionu z Celebration VI,
  • raport z konwentów Polcon 2012 i Star Force 2012,
  • ekskluzywne opowiadnie o przygodach Hana Solo i Chewbaccy.

    Zgodnie z naszymi najświeższymi informacjami Star Wars Magazyn #9 powinien trafić do sprzedaży około 23 października. Czasopismo będziecie mogli nabyć tradycyjnie w salonikach sieci Empik i Kolporter, a także wielu innych miejscach w całym kraju.


    Temat na forum

  • Jonathan W. Rinzler o swojej pracy

    Oficjalny blog
    0



    Wszyscy dobrze znamy człowieka, który od lat zajmuje się wyszukiwaniem nieopowiedzianych aspektów produkcji Gwiezdnych Wojen. Człowieka, spod którego ręki wyszły fantastyczne albumy, a także redaktora wielu książek, o których często nawet nie mamy pojęcia. Przy okazji rozruszania oficjalnego bloga, Rinzler, człowiek który opisuje różne aspekty sagi miał w końcu napisać coś o sobie. I zaczął…

    Kazali mi napisać coś o sobie samym, więc piszę. Pracuję w Lucasfilmie już ponad 10 lat. Zaczynałem w powozowni Skywalker Ranch, a potem z błogosławieństwem wszystkim stałem się jednym z pierwszych lokatorów na Big Rock Ranch. Teraz pracuję w kampusie SF w SF Presidio (siedziba Lucasfilmu). Prawie mi się nie udało podczas pierwszej rozmowy o pracę, w końcu czekając na decyzję, czy dostanę pracę, trochę namieszałem. Ale jakoś to zadziałało. Mam taką tendencję do nadmiernego myślenia o pewnych rzeczach.

    Swoje podanie o pracę złożyłem przez sieć, nawet nie wiedziałem, że Lucasfilm w ogóle ma dział wydawniczy - LucasBooks. Prawdę mówiąc nie słyszałem nawet o Expanded Universe. Jedynie kochałem filmy George’a. „Amerykańskie Graffiti” to był film mojej młodości, zresztą „Gwiezdnym Wojnom” także nie znajdowały się daleko na tej liście.



    Zostałem zatrudniony jako redaktor do wydawnictw nie związanych z fikcją, tak wiem, dziwna nazwa. W ramach moich obowiązków znalazło się wiele książeczek DK, które niby nie opowiadają historii (choć często jednak opowiadają). Potem dyrektorka sekcji wydawniczej Lucy Wilson (pracowała tam od 1974, teraz jest na emeryturze) wpadła na pomysł by podrzucić mi serię o młodym Bobie Fetcie Scholastica przeznaczoną dla młodszego odbiorcy. Poszedł na pierwsze spotkanie nt. tej serii, gdzie prócz Lucy Wilson był też Howard Roffman, prezes Lucas Licensing (do niedawna). No i popisałem się źle wymawiając „Corucant”. Howard zasugerował, by wziąć się ostro do roboty. Staram się do dziś.

    Od tamtego czasu redagowałem ponad sto pozycji, od albumów z naklejkami, książeczek dla dzieci, po olbrzymie albumy jak The Cinema of George Lucas, „Rogue Leaders” czy ostatni „Industrial Light & Magic”. Ale ponieważ byłem redaktorem od nie fikcji jakoś spadło na mnie pisanie o tym, co się dzieje poza kadrem (głównie rankami i w weekendy) podczas kręcenia filmów. Zacząłem od Zemsty Sithów, potem była Nowa nadzieja i „The Complete Making of Indiana Jones”.. Teraz ciężko pracuję (tak gdzieś od 4 rano) nad „Making of Return of the Jedi”. Kilka tygodni temu miałem dość długi wywiad z Georgem o tym filmie, o czym było w tym wpisie.

    Miałem też szczęście pracować przy kilku specjalnych projektach George’a Lucasa, takich jak choćby „Star Wars: Frames”, czy Star Wars Art: Visions. Oba zajęły po cztery lata. Niebawem ukaże się kolejny: „Star Wars and History” (pierwszy z serii). Pracuję jeszcze nad jednym ciekawym projektem, który dopiero ogłosimy, no i jeszcze „Star Wars Art: Illustation”, który ukaże się jesienią.

    To była ostra jazda bez trzymanki, z okresami relatywnego spokoju, ale miała swoje momenty, choćby obserwowanie jak John Williams dyryguje Londyńską Orkiestrą Symfoniczną podczas nagrywania muzyki do Epizodu III w Abbey Road, albo bycie na planie w studiach Foxa w Australii podczas zdjęć, a potem w Shepperton w Wielkiej Brytanii, czy konferencja scenarzystów na temat czwartego sezonu „Wojen klonów”, albo pracowanie z Johnem Knollem przy jego książce no i wiele innych, fantastycznych (ale i czasem kłopotliwych) momentów...

    Poprzedni wpis Rinzlera o rozmowach z Georgem Lucasem znajdziecie tutaj.

    Kolekcja koszulek na Śląsku

    15

    Grzegorz Kulik autor śląskiej wersji Facebooka i Google'a wystąpił z nowym pomysłem. Tym razem w ramach promowania śląskiej gwary stworzył serię koszulek ze znanymi postaciami filmowymi, które wygłaszają najbardziej charakterystyczne dla siebie słowa w mowie Ślązaków. Wśród wybranych znalazł się Vader ze swoją nieśmiertelną kwestią, która nabrała teraz nowego brzmienia. Godających po ślunsku bohaterów możecie zobaczyć poniżej.
    Koszulka dostępna jest w trzech rozmiarach i kosztuje 35 złotych. Zainteresowani mogą ją kupić tutaj











    Kolekcja Star Wars w Reserved

    www.reserved.com
    12

    Gwiezdne Wojny muszą się chyba wpisywać w obowiązujące trendy mody, dopiero co pisaliśmy o koszulkach w jednym, a tu już w drugim polskim sklepie odzieżowym w kolekcji jesiennej zaczęły się pojawiać produkty na licencji Star Wars. Tym razem w sklepach sieci Reserved, znaleźć można dokładnie: cztery t-shirty (69,99 zł), dwie bluzy (79,99), trzy piżamy (119,99), siedem rodzajów majtek męskich (39,99) i jedną czapkę z bohaterami Gwiezdnych Wojen.



    Resztę przykładów z kolekcji podziwiać można na stronie sklepu.

    Nowa kolekcja Star Wars w Croppie

    Facebook
    15

    W sklepach polskiej sieci odzieżowej Cropp w nowym sezonie pojawiła się zupełnie nowa kolekcja koszulek Star Wars. To już drugi raz w tych sklepach. Według wirtualnego katalogu w sprzedaży dostępnych jest sześć koszulek z ceną 59,99, oraz kurtka z Bobą Fettem za 119,99 PLN.



    W dodatku to podobno nie koniec, według zapowiedzi producenta na Facebooku, wkrótce w sklepach Cropp pojawi się też damska odsłona tej kolekcji.

    Howard Roffman odszedł...

    5

    Zmian w Lucasfilmie ciąg dalszy, tym razem ta jednak jest rozłożona w czasie. Howard Roffman, może nie jest zbyt dobrze kojarzony przez fanów, ale od lat należał do największych szych w Lucasfilmie. Sam czasem określał się nawet ojcem Expanded Universe, zresztą nie bez powodu, bo choć osobiście nie zajmował się fabułą, to bez jego pasji i zaangażowania oraz wiary nie mielibyśmy takiej masy książek i komiksów. W przypadku wybranych pozycji, takich jak choćby ostatnio Darth Plagueis, to właśnie Roffman stanowił medium komunikacyjne między Jamesem Luceno a Georgem Lucasem.

    Roffman, utalentowany prawnik, dołączył do Lucasfilm w 1980 jako radca prawny, szybko jednak awansował, stając się ogólnym radcą, a w 1984 nawet został szefem zarządzającym Lucasfilmu. To on zajmował się wszystkimi sprawami licencyjnymi i produktami, które bazowały na markach Lucasa (głównie „Gwiezdne Wojny” i „Indiana Jones”). W 1999 został prezesem Lucas Licensing, w tym roku odszedł ze stanowiska. Nadal będzie związany z Lucasfilmem, ale już tylko jako Starszy Doradca. W miejsce Roffmana został powołany Paul Southern, który został jednym z wiceprezesów Lucasfilmu, odpowiedzialnym za Lucas Licensing.

    Sam Roffman na swojej emeryturze zajmie się swoim hobby, którym jest robienie męskich aktów. Zresztą wydał już kilka albumów z nimi.

    To kolejna z serii zmian w Lucasfilmie, tym razem przypomina ona trochę sytuację Steve’a Sansweeta, który wpierw opuścił Lucasfilm, a potem został doradcą. Ostatnio na emeryturę odeszła też Micheline Chau, której miejsce zajęła Kathleen Kennedy.

    Steve Sansweet o trudach transportowania kolekcji

    StarWars.com
    5



    Poniższy wpis z cyklu Holo z oficjalnej pierwotnie pojawił się klika tygodni po Celebration VI i opisuje emocjonalne przeżycia związane z trudami transportowania swojej kolekcji na większe odległości. Steve Sansweet, wielki kolekcjoner, prywatnie przyjaciel polskich fanów Star Wars, ma ten problem większy, bo posiada jedną z najpotężniejszych kolekcji gadżetów związanych z gwiezdną sagą, ale każdy fan może mieć podobne uczucia, gdy przewozi swój ulubiony gadżet...lub gdy pożyczy drugiemu swoją gwiezdnowojenną książkę.

    Nie pryskajcie wody na swoją kolekcję Star Wars, bo rozmnoży się wam niebotycznie - przeżywa Stephen J. Sansweet

    A przynajmniej tak rozumiem gremlinową transformację, która przydarzyła się z mojej kolekcji podczas Star Wars Celebration VI w Orlando. Jak inaczej wyjaśnić prostą matematykę: przyjechaliśmy do Orange County Convention Center z 17 paletami i skrzyniami ważącymi razem ponad dwie tony. Jednak powrotny transport przywiózł 26 palet, ważących znacznie więcej!

    Naprawdę nie pamiętam kupowania aż tylu rzeczy. Z drugiej strony byłem w stanie szoku-powodowanego-konwentem przez cały ostatni tydzień. Istnieją obfite dowody, że robiłem dużo, mieliśmy stałe kolejki do Rancho Obi-Wan Experience. Wspomnienia wszystkich ludzi, których spotkałem, paneli na których byłem i obejrzałem, ludzi z którymi pozowałem do zdjęć, wszystko to powoli do mnie powraca.

    Co jeszcze nie powróciło, po ponad tygodniu od wyruszenia z Orlando, to ciężarówka z 26 paletami i skrzyniami, co jest kolejnym uczącym przeżyciem po naszej pierwszej wystawie. W sumie nie powinienem być zaskoczony. Ciężarówka, która zabrała wszystko 14 sierpnia, miała przyjechać na Ranczo Obi-Wana o 8 rano tego dnia. Przyjechała po 6 po południu. Tym razem dostaliśmy tylko podstawowe informacje: transport przyjedzie w czwartek, 4 września. To był długi dzień. I tak jak jasne słońce zamieniło się w cienie, a potem ciemność, wciąż nie było śladu po wielkiej naczepie, żadnego odgłosu hamulców. Czy martwiłem się? A Wy byście się martwili?

    Tak naprawdę to mała część mojej kolekcji. Mój kolega Jason Neurath, który wymienia naszywki 501-ego, który razem z jego wspaniałą żoną Rachel, był wielką pomocą w Orlando, twierdził, że to połowa z połowy procenta całej kolekcji. Trzymam się jego wersji, ponieważ matematyka nigdy nie była moją silną stroną. Przywieźliśmy około 300 przedmiotów na Celebration, menedżerka rancza Anne Neumann póki co zdołała skatalogować 90 000 przedmiotów w kolekcji...co pozwala szacować, że kolekcja ma około 300 000 różnych przedmiotów. Tak, wiem. To potworna odpowiedzialność zarządzać taką kolekcją, ale ktoś musiał się tego podjąć.

    Zatem czy byłem zmartwiony? Nie, niespecjalnie...tylko, że, jeżeli byłeś na Celebration, albo widziałeś jakieś zdjęcia lub wideo zamieszczone w Sieci, to wiesz, że te 300 przedmiotów są dla mnie bardzo specjalne.

    Anne i ja przeglądaliśmy kolekcję wiele razy, w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy, zrobiliśmy listy, potem je wielokrotnie zmienialiśmy. Nawet kiedy już zdjęliśmy różne rzeczy z pólek, ja przejrzałem je ponownie i zamieniałem fajny przedmiot na jeszcze fajniejszy. Tak jak samo muzeum, chcieliśmy, żeby pierwsza wystawa Ranczo Obi-Wan przedstawiała historię o różnorodności i głębi memorabiliów Star Wars, oraz ich wpływie na popkulturę. Chcieliśmy szczególnie wyróżnić oryginalne prace, jedyne w swoim rodzaju, stworzone przez fanów, które pokazują umiejętności i pasję.

    Czy wystawa była sukcesem? Patrząc na niekończące się kolejki fanów, którzy czekali, żeby ją zobaczyć, podwojenie liczby naszych klubowiczów, plotki, wspomnienia w sieci, nie moglibyśmy być szczęśliwsi. I choć była to ciężka praca, mieliśmy wspaniałych wolontariuszy, którzy nam pomagali, oraz wiele radości z rozmawiania z niesamowitymi ludźmi z całego świata. Nie ma nic takiego jak Celebration!

    Chciałbym Wam opowiedzieć o wszystkich nowych przedmiotach, które ciężarówka przywozi, ale muszę poczekać aż przyjedzie. Na temat jednego z nich musiałem podpisać umowę o tajemnicy, do czasu wyemitowania pewnego programu telewizyjnego na stacji kulinarnej. Dzięki Matt Shellowi z Lucasfilm za zaaranżowanie tego barteru.

    Wreszcie, wczesnym rankiem w środę usłyszeliśmy od ludzi organizujących transport. Zdaje się, że ktoś zapomniał powiedzieć nam, że nastąpiła zmiana planów. Zamiast jednej ciężarówki, ktoś postanowił nadać naszą przesyłkę dwoma mniejszymi samochodami, tak żeby mogli wygodnie podjechać pod nasz podjazd i łatwiej wyładowałoby się palety. (Jeden cudowny 59-letni kierowca, uzbrojony tylko w jeden wózek, trochę cierpliwości i małą pomoc, zdołał wykonać całą prace w ciemności, dwa tygodnie temu). A to, jak się okazuje, zajmie cały kolejny tydzień. Tydzień? Wyobrażacie sobie gdyby ostateczny atak na Gwiazdę Śmierci zajmował tydzień? Hmm. „Chłopcu brak cierpliwości”. Obiecałem nauczyć się cierpliwości...czego wielokrotnie mój mentor Obi-Wan doradzał.

    Oficjalny kostium AT-AT

    8

    Pamiętacie fanowski kostium dla psa zmieniający go w machiną kroczącą? Oryginalny pomysł pozwolił przebrać zwierzaka za AT-AT. Rozwiązanie było co najmniej zabawne- nawet jeśli nie z punktu widzenia psa. Widocznie komuś jeszcze utkwiło ono w pamięci i głowił się nad tym jakiś czas bo mimo sporego opóźnienia postanowiono wykorzystać ten pomysł.
    W sprzedaży pojawił się oficjalny kostium AT-AT przeznaczony dla psów w różnych rozmiarach. Jeśli chcecie "uszczęśliwić" swojego czworonoga możecie nabyć strój tutaj za około 20 dolarów. Poniżej przedstawiamy zdjęcia oficjalnego stroju (po lewej) i tego sprzed roku wykonanego przez fana(po prawej), sami oceńcie, który z nich jest ciekawszy.


    Gwiezdno-wojenny mural w Bydgoszczy

    Gazeta.pl
    9

    Jak donosi bydgoski oddział serwisu Gazeta.pl:

    Mural przedstawiający jednego z bohaterów sagi "Gwiezdne Wojny" powstał w tunelu między budynkami Bydgoskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego przy ul. Gackowskiego. - Tunel był zaniedbany. Chcieliśmy zmienić jego oblicze, a przy okazji sprawić przyjemność mieszkającym tu dzieciom. Dlatego zaprosiliśmy je do współpracy - mówi prezes BTBS Magdalena Kwiatkowska.

    Na pierwszym spotkaniu z animatorem Marcinem Płocharczykiem wybrano temat. W głosowaniu zwyciężył kosmos. - Dzieci często widzą siebie jako bohaterów, chcą, żeby to one pojawiły się na ścianie. Naszym celem jest pomoc w znalezieniu wspólnej wizji całej grupy - tłumaczy Płocharczyk. Tydzień po pierwszym spotkaniu pomalowano ściany. - Dzieci bawiły się, malując i korzystając z szablonów. Podczas warsztatów korzystaliśmy z gry animacyjnej "Dixit", w której historię buduje się poprzez skojarzenia - opowiada animator.

    Naprzeciwko ściany z kosmiczną wizją dzieci powstał mural z Yodą. Autorem pracy jest Pain, a pomagali mu młodzi uczestnicy warsztatów. Zamiast zielonego miecza świetlnego, Yoda ma w ręku wałek malarski.



    Nowa seria ubrań

    5

    Niecałe dwa lata temu zamieściliśmy informację o nowych kostiumach kąpielowych dla Pań, stworzonych przez firmę Black Milk. Jak się okazuje na samych kostiumach się nie skończyło. Po prawie dwóch latach firma Black Milk powraca z całą serią ubrań dla kobiet. Wśród nich, poza wspomnianymi (oraz nowymi) strojami kąpielowymi znajdą się sukienki oraz legginsy. Kolekcję prezentujemy na filmiku poniżej. Nabyć ich produkty, gdy już trafią do sprzedaży, można będzie na tej stronie.

    Dzieciaczki w strojach z Sagi

    Joe Monster
    11

    Naturalnym zachowaniem rodzica jest zarażanie dziecka swoimi pasjami. Chęć posiadania prawdziwego gwiezdnego wojownika w domu jest przecież niesamowita. Najlepszym sposobem zapoznawania małego człowieka z „jego przyszłym hobby” jest zabawa, w tym w przebieranie. Serwis Joe Monster zrobił mały sympatyczny przegląd dzieciaczków w strojach z Sagi George’a Lucasa.


    Żółwie Jedi

    2

    Dziś obchodzimy Światowy Dzień Zwierząt, bądź wspomnienie świętego Franciszka z Asyżu, patrona zwierząt (i ekologów). Z tej okazji można lepiej przyjrzeć się naszym (i nie tylko naszym) pupilkom (ew. braciom mniejszym, jeśli ktoś woli taką nomenklaturę). Chyba najważniejszym zwierzakiem dla Gwiezdnych Wojen jest bez wątpienia pies George'a Lucasa - Indiana. To właśnie on stał się inspiracją dla Chewbaccy, a także Indiany Jonesa oraz psa Indiany, który gdzieś merda ogonem w „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata”.



    George jednak odchodzi na emeryturę, a stery Gwiezdnych Wojen dzierży obecnie Dave Filoni. Ten również ma zwierzątko, które go inspiruje, a jest nim żółw Goji, który zainspirował żółwi czołg w odcinku 4x22 Revenge. Skoro jednak już przy żółwiach jesteśmy, warto zobaczyć krótki filmik prezentujący w jaki sposób żółwie odbierają sagę. Oczywiście to dzieło fana. Swoją drogą ciekawe czy Filoni kręci z Gojim podobne filmiki?



    Talerze dla fana

    11

    Choć steku z tauntauna jeszcze nikt nie oferuje w restauracji, to firma Third Half Studios wprowadziła do swojej kolekcji kilka talerzy z Gwiezdnych Wojen. Wszystkie mają po 10 cali (czyli ok. 25 cm), nadają się do mycia w zmywarce, choć nie zaleca się odgrzewać na nich dań w mikrofalówce. Producenci twierdzą, że talerze te są całkowicie bezpieczne (nie są malowane jakimiś trującymi chemikaliami). Każdy taki talerz kosztuje 20 USD, a komplet czterech w promocji – 70 USD. Oczywiście można je nabyć na stronie producenta.

    Podwójny układ Gwiezdny

    3

    Kto z nas nie zna tego magicznego momentu z „Nowej Nadziei”, kiedy Luke Skywalker podziwia podwójny zachód słońc nad Tatooine? Wielu chciałoby być na jego miejscu i chociaż raz doświadczyć czegoś podobnego.
    Okazuje się, że nie jest to tak nieprawdopodobne jak mogłoby się wydawać, zjawiska takie mają swoje miejsce, nawet jeśli oddalone o miliony kilometrów.




    W roku 2011 astronomowie odkryli planetę Kepler-16b, która okrąża dwa słońca. Tym razem udało się zaobserwować system planet orbitujących wokół układu podwójnego gwiazd. System gwiezdny Kepler-47 leży w Konstelacji Łabędzia w odległości 4900 lat świetlnych od Ziemi. Wewnętrzna planeta układu jest trzykrotnie większa od naszej i okrąża bliźniacze gwiazdy w ciągu 50 dni ziemskich. Zewnętrzna planeta Kepler-47c orbituje z okresem 303 dni. Teoretycznie w takim systemie mogłoby rozwinąć się życie ze względu na prawdopodobieństwo występowania tam wody. Niestety wiele wskazuje na to, że obie planety to gazowe giganty.
    Abstrahując od odległości w jakiej znajdują się planety, odkrycie tego systemu nie daje szansy na przeżycie niezapomnianych scen z Gwiezdnych Wojen, ale jak twierdzi William Borucki z Centrum Badań Ames w NASA, jest ważne z innego powodu. Takie odkrycia uświadamiają nam jak niewiele wiemy o otaczającym nas wszechświecie i jak dużą rezerwę należy zachować wobec możliwości natury.

    Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

    Loading..

    Ustawienia


    Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
    Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.