Różne

Muzeum Lucasa w Chicago?

5



O muzeum George Lucasa, które upubliczniłoby jego kolekcję dzieł sztuki, pisaliśmy już kiedyś. George chciał wybudować muzeum w San Francisco, niedaleko zatoki z widokiem na ocean, w Presidio. Niestety, pomysł ten nie przypadł do gustu lokalnym władzom, więc wydawać by się mogło, że idea muzeum zostanie zawieszona. Tutaj do gry wchodzi jednak Chicago i burmistrz Rahm Emanuel, który bardzo chciałby ściągnąć to muzeum do swojego miasta. Wyznaczył też specjalną grupę zadaniową, która ma przekonać do tego George’a Lucasa. David Spielfogel, doradca burmistrza, twierdzi, że obecnie trwają pracę nad lokacją i tym, co miasto może dać oraz zyskać na tym muzeum. Jak już będzie mieć gotową propozycję to wyślą ją do George’a Lucasa. Tu istotnym elementem jest właśnie to, co można zyskać, bowiem George’owi zależy na tym, by obiekt spełniał także edukacyjną rolę. Warto dodać, że Chicago to także rodzinne miasto żony Lucasa - Melody Hobson. Natomiast Lucas planował wydać jakieś 300 milionów USD na budowę i rozruszanie muzeum, więc jest się o co bić.

Samo muzeum w zamyśle ma prezentować sztukę, ale w połączeniu z jej kulturowym dorobkiem. Chodzi tu zarówno o sztukę nowoczesną, jak i filmową. Mają tam być eksponowane przedmioty, które George kupił na aukcjach, dostał, pamiątki z filmów, ale też kolekcja prac Normana Rockwella, którego Lucas jest wielkim fanem. Zresztą w muzeum miejsce będzie także na ilustracje z książek dla dzieci czy komiksów, czyli wszelkiego rodzaju sztukę, która potrafiła dotrzeć do większej ilości ludzi. W muzeum prawdopodobnie będą prezentowane nie tylko zbiory George’a Lucasa. Sama instytucja, choć wciąż nie ma swojej lokacji, ma już stronę internetową: lucasculturalartsmuseum.org, na której można poczytać o samym pomyśle.

Lordowie: Rozbiorcy Imperium #3

Oficjalny blog
5




Dziś niestety już niekanoniczna biografia pobocznego antagonisty z prozy Stackpole'a. Krennel przewija się przez komiksowe X-wingi i dostaje większą rolę w Zemście Isard.

O ile ta seria wpisów na oficjalnym blogu została prawdopodobnie skończona, a i innej nerdozy, będącej obecnie jedynie legendami, jest tam sporo do tłumaczenia, nieznane są losy tekstów w trakcie wydawania, takich jak materiały wycięte z "Warfare'a" jak i przyszłych wpisów podchodzących pod moją tematykę.

Sadystyczne rządy księcia-admirała Delaka Krennela (~0,5-5,5 lat po Endorze)



Dla Delaka Krennela, przemoc była oczywistym sposobem na skuteczne osiągnięcie swoich celów. Poznał uroki tach metod już w dzieciństwie, gdy podkładał ogień pod farmy obcych wraz z rasistowskim ojcem na Corulagu. To był najszczęśliwszy okres w jego życiu. Potem, podczas nauki w imperialnej akademii na Prefsbelt IV, brutalność przyniosła mu sławę szkolnego mistrza w sekcji sztuk walki. Ale gdy rozpoczął aktywną służbę, okrutne zapędy Krennela, nie zapewniły mu uznania w oczach wyrafinowanego przełożonego, wielkiego admirała Rufaana Tigellinusa. Popadły w niełaskę, został zesłany w zapadłe Nieznane Regiony, by dogryźć admirałowi Thrawnowi (którego Tigellinusowi również udało się tam wygnać). Krótko po rozpoczęciu kampanii pod rozkazami kochającego sztukę obcego, którego Krennel uznawał za sztabowe popychadło, poznał prawdziwe znaczenie bólu.

Thrawn i Krennel byli tak różni, jak tylko można to sobie wyobrazić. Gdy bystry umysł czerwonookiego Chissa zawsze preferował przemoc psychologiczną, Krennel wybierał znacznie bardziej prostackie metody. Choć dowodził gwiezdnym niszczycielem Rozrachunek, wstrząsało nim na myśl o przyjmowaniu rozkazów od obcego. Już samo przebywanie w Nieznanych Regionach, będące dla niego nieustanną paradą spotkań z obleśnymi istotami, wywoływało u Krennela dreszcze. Nie mogąc wyładować frustracji na Thrawnie, nieustannie eskalował swoje bestialstwo w kontaktach z obcymi społecznościami i więźniami. Czarę przelało, gdy Krennel podniósł pikę mocy na ulubione dzieło sztuki Thrawna, wyśmiewając metody swojego dowódcy, potrafiącego rzekomo poznawać słabości taktyki innych ras poprzez studiowanie ich sztuki. W ułamku sekundy Thrawn przyzwał swojego cichego Noghriego z Komanda Śmierci, który dobył sierpa kaysa i bezceremonialnie odrąbał rękę Krennela w łokciu. Patrząc na posokę tryskająca z obu części swojego ramienia, Krennel, zawsze oprawca, nigdy ofiara, zachwycił się siłą tej jednej, prostej lekcji. Oprócz strachu i szacunku wobec swojego przywódcy, w mózgu Krennela wykrystalizowała się jeszcze jedna myśl - ból jest przyjemny.



Wszystko wskazuje na to, że Krennel zamordował Sate'a Pestage'a, jednak imperialny regent sklonował się, wykorzystując komory Spaarti Palpatine'a na Coruscant, z których skorzystała również dyrektor wywiadu Ysanne Isard.


Krennel zastąpił utraconą kończynę „lepszą” mechaniczną protezą i ograniczał swoje agresywne zapędy na tyle, by unikać gniewu Thrawna. Ostatecznie został skreślony przez admirała jako niereformowalny dzikus i odesłany do Centrum Imperialnego by zostać ukaranym przez Imperatora osobiście. Szczęśliwie dla Krennela, gdy powrócił do Imperium, zastał je bez Imperatora.

Zamiast zakończyć karierę, Krennel otrzymał promocję do rangi admirała w wyniku poendorowej pustki. Następnie w pełni wykorzystał nadarzającą się okazję, deklarując lojalność wobec Imperium tylko by zamordować imperialnego regenta Sate'a Pestage'a i zagarnąć tuzin światów Hegemonii Ciutrica dla siebie. Przeniósł także więźniów niesławnej Lusankyi, w tym słynnego generała Rebelii Jana Dodonnę, w granice własnego księstwa.



Eskadra Łotrów wiąże siły lądowa księcia-admirała na Liinade III.


Przez lata Krennel rządził jako koronowany „książę-admirał” Ciutrica, swoimi barbarzyńskimi metodami poszerzając wpływy na sąsiednie sektory, wygryzając z interesu innych lordów w tym Gaena Drommela i Walanga Grazza. Jednak po powrocie Thrawna do znanej przestrzeni i porażce jego kampanii, Nowa Republika zdecydowała się wytępić ocalałych imperialnych watażków. Jako najgrubszy kąsek zaraz po Zsinju, Krennel był pierwszy na liście. Zachwalając swa domenę jako „ostoję ludzkości”, książę-admirał wykorzystał ksenofobiczne idee jako efektywne narzędzie polityczne przeciw ingerencji Nowej Republiki, ale bezpośrednia konfrontacja była nieunikniona. W bitwie o Ciutric, admirał Gial Ackbar poprowadził atak na planetę tronową Krennela, zakończony wyzwoleniem generała Dodonny i śmiercią księcia-admirała, gdy pocisk rozbił iluminatory wieży dowodzenia Rozrachunku, szatkując go odłamkami transparistali. Perwersyjnym pocieszeniem dla Krennela, w momencie przed wybuchem głowicy, mogło być jedynie, jak cholernie to bolało.

Nie dajcie się ogłupić 4 maja

YouTube
12

Jak zapewne wiecie, 4 maja ostatnio celebruje się międzynarodowy Dzień Star Wars. W tym roku obchody Star Wars Day mają być szczególnie huczne, spodziewamy się oficjalnych zapowiedzi na temat Epizodu VII, Gwiezdne Wojny pojawią się w w amerykańskiej telewizji, różne sklepy przygotowują się do specjalnych promocji. Jednak Dzień Star Wars świętujemy przede wszystkim w internecie, gdzie fani SW będą mogli szczególnie zaprezentować swój fandom. Również Bastion Polskich Fanów w tym roku angażuje się w obchody tego święta rzucając wyzwanie polskim fanom Gwiezdnych Wojen (#BastionStarWars).

Jak się okazuje zostaliśmy jednak oszukani, Star Wars Day wcale nie jest radosnym i przyjaznym świętem, jest pełne propagandy i może być niebezpieczne dla młodego odbiorcy. O czym informuje niniejszy klip informacyjny:



#MayThe4thBeWithYou

Jak wojna wpłynęła na budowę „Sokoła”

Oficjalny blog
2



Cole Horton, zgodnie z zapowiedziami, zajmuje się historycznymi inspiracjami, które trwale zmieniły obraz sagi. Tym razem skoncentrował się na „Sokole Millennium” i pojazdach z czasu wojny, których elementy można w nim odnaleźć.

W poprzednim miesiącu twierdziłem, że II wojna światowa wpłynęła na elementy „Gwiezdnych Wojen” bardziej niż cokolwiek innego. W tym miesiącu zamierzam tego dowieść, dokładnie studiując ulubiony okręt kosmiczny galaktyki – „Sokoła Millennium”. Prawie każdy aspekt tego słynnego pojazdu dzieli jakieś powiązanie z wojną, od kokpitu po silniki. To II wojna światowa pomogła zbudować naszą ulubioną kupę złomu.



Nawiązania zaczynają się w kokpicie „Sokoła” z jego ikonicznym oknem w stylu szklarni. To tu publiczność po raz pierwszy wskoczyła w nadprzestrzeń, to z tego słynnego miejsca Han Solo unikał imperialnych okrętów w polu asteroid nieopodal Hoth. Trzydzieści lat wcześniej kokpit w tym samym stylu latał na pokładzie jednego z najbardziej zaawansowanych bombowców II wojny światowej, amerykańskiego B-29 Superfortess (Superforteca).


B-29 był amerykańskim czterosilnikowym ciężkim bombowcem zaprojektowanym przez Boeinga i używanym dość intensywnie podczas późniejszej fazy kampanii nalotów bombowych na Niemcy i Japonię. Dwie bomby atomowe zrzucone właśnie z B-29 skończyły wojnę i zasygnalizowały początek ery atomowej.

Jak inne bombowce z tamtych czasów, B-29 były najeżone działami maszynowymi przeznaczonymi do obrony załogami wrogich myśliwców. Zdjęcia strzelców i ich dział maszynowych celujących w myśliwce przelatujące na niebie stały się symbolem kroniki lat 40. Ale wraz z rozwojem broni naprowadzanej po II wojnie światowej, obronne działa maszynowe stały się mocno przestarzałe. Ten typ podniebnej broni stał się więc unikalny dla II wojny światowej, ale jednocześnie wywarł swój wpływ na George’a Lucasa i jego ekipę „Gwiezdnych Wojen”.




W celu wyrazistego ukazania ruchu, jaki chciał Lucas osiągnąć w filmie, stworzył swoją własną, wczesną wersję animatyki, używając do tego archiwalnych zdjęć z II wojny światowej oraz klasycznych filmów wojennych. Gdy pisał film, Lucas także oglądał telewizję.
- Za każdym razem, gdy w telewizji był film wojenny taki jak „Mosty Toko-Ri” (The Bridges of Toko-Ri, 1954), oglądałem je, a gdy były tam walki myśliwców, nagrywałem je na wideo. Potem przetransferowałem to na taśmę 16mm i zmontowałem tak by pasowało do mojej wizji „Gwiezdnych Wojen”. To był naprawdę mój sposób by ukazać ruch okrętów kosmicznych.
Lucas twierdzi, że zgromadził jakieś 25 godzin nagrań wideo. To właśnie zdjęcia takie jak te zainspirowały sekwencje z Hanem Solo i Lukem Skywalkerem strzelającymi w wieżyczkach do imperialnych TIE Fighterów podczas ucieczki z Gwiazdy Śmierci.

Przyjrzyjcie się uważnie okrętom, które przelatują i może nawet zobaczycie w nich części pojazdów z czasów wojny. Dzięki metodzie zwanej kitbashingiem, szczegółowe modele zbudowane przez ekipę od efektów z ILM zostały pokryte w sposób dosłowny okrętami, czołgami i artylerią z II wojny światowej. Steve Gawley, modelarz z „Nowej nadziei” wspomina:
- Nie mieliśmy na nic pieniędzy. Nie kupowaliśmy nic nowego, nawet meble w sali kinowej pochodziły ze zwrotów od Goodwill. Mieliśmy dobrą relację z Monogram, firmą produkującą modele z Hawthorne w Kalifornii, mogliśmy zamówić pewne plastykowe drzewa z częściami od ich modeli, oraz odkupić zwroty, którym mogło brakować części, mając nadzieję, że akurat ta część nie będzie nam potrzebna. Mieliśmy olbrzymie zniżki na tego typu rzeczy.
Te modele ze zniżką nadały pojazdom z „Gwiezdnych Wojen” świetny, „używany” wygląd.


Model „Sokoła Millennium” jest pokryty właśnie takimi modelami. Na obrazku widać model „Sokoła” w wielkości 5 stóp, który używano w produkcji Epizodu IV. Cała główna struktura okrętu została stworzona od początku, ale wiele z bogatych szczegółów zostało dodanych z istniejących już fragmentów modeli. Powłoka „Sokoła” składa się z kawałków czołgów typu Panther, Tiger, myśliwców Messerschmitt 109, Kubelwagonów i wielu innych.

Ale „Sokół Millennium” nie zawsze był modelem. Dla Epizodu IV skonstruowano części okrętu na planie, a potem przy „Imperium kontratakuje” nawet „Sokoła” pełnej wielkości z stali i sklejki. „Sokoła Millennium” pełnej wielkości zbudowała grupa inżynierów morskich z doków Pembroke w Walii. Ekipa konstrukcyjna w Pembroke miała już doświadczenie w budowaniu drewnianych pojazdów. Podczas II wojny światowej, Pembroke było największą na świecie bazą łodzi latających, konstruowano tu i startowały stąd długodystansowe wodnosamoloty, które pomagały chronić amerykańskie i brytyjskie konwoje okrętów przemierzające ocean atlantycki. Trzydzieści lat później rzemieślnicy w Pembroke ponownie pracowali w sekrecie, tym razem budując „Sokoła” nim wysłano go w częściach przypominających wycinki koła do studia Elstree.

By dać życie ekranowemu „Sokołowi Millennium”, nawet specjalne efekty dźwiękowe bazowały na wojennych nagraniach. Jak tłumaczy Ben Burtt, „Sokół” jest głównie spowolnioną wersją dźwięków myśliwca P-51 Mustang, nagraną na pokazach lotniczych na pustyni Mojave.
- Podczas pokazu powiedziałem „chcę nagrać jakieś samoloty”, a oni odpowiedzieli „Serio? Więc sobie tam pochodź”. Dziś nie dałoby się tego zrobić, stałem na pylonie a samoloty przelatywały jakieś 15 stóp powyżej mojej głowy. Były tak szybkie, że ledwo mogłem je dostrzec, gdy przelatywały, były tylko rozmyciem, ale mogłem poczuć zapach oleju i wydechów. Leżałem sobie na ziemi z moim mikrofonem i nagrywałem te samoloty, tak przez kilka dni. Miałem mnóstwo wspaniałego materiału. Prawie wszystkie okręty kosmiczne pochodzą z tych nagrań z Mojave, wliczając w to „Sokoła”. Używacie samolotów z napędem tłokowym, jest tym, co odróżnia pojazdy z „Gwiezdnych Wojen” od większości pojazdów filmowych. Montażyści dźwięku zdawali się zawsze koncentrować na hukach i rykach odrzutowców czy rakiet.
Możecie to uznać za dzieło przypadku, ale miłośnicy historii uznają tą okoliczność za ciekawostkę. Podczas gdy z pewnością znacie wielki koreliański okręt pilotowany choćby przez Hana Solo, to czy słyszeliście o Przesmyku Karelskim (ang. Kareliab Isthmus - gra słów), jeziorze w północno-zachodniej Rosji, gdzie Finnowie i Sowieci toczyli Wojnę Zimową, podczas wczesnych dni II wojny światowej? Albo czy wiecie, że podczas wojny, „kessel” run (trasa na Kessel) odnosiło się do niemieckich pilotów starających się zaopatrzyć wojska, otoczone przez Sowietów po bitwie o Stalingrad? Kessel, czy raczej „kocioł” po niemiecku to był termin używany do takiego otoczenia. Czy to miejsce, tak ważne dla II wojny światowej, ma coś wspólnego ze swoimi galaktycznymi odpowiednikami? Zostawię was, byście pomyśleli sobie nad tym, aż do następnego miesiąca, gdy powróci „Od wojny światowej do „Gwiezdnych Wojen””!



Drugie zdjęcie od góry przedstawiające wnętrze kokpitu B-29 wykonał Andrew Kalat.

Ratując Mos Espę

3

Prawie rok temu pisaliśmy o tym, że Mos Espa niszczeje. Planowi z prequeli, który stanowi nie lada atrakcję turystyczną, niestety zagrażają wydmy. Mos Espa jest zlokalizowana bardzo wietrznym miejscu, stąd diuny przesuwają się tam bardzo szybko, a piasek nie tylko zasypuje ale i niszczy dekorację, która nie należy do najtrwalszych. Władze Tunezji zdają się tym razem sprawę z wagi problemu i zaczęto pierwszą fazę prac konserwujących w dniu 23 marca. Kosztowało to 160 tysięcy tunezyjskich dinarów, na co dał pieniądze rząd, także po akcji fanów, którzy promowali tamto miejsce (teledysk tunezyjski). Jednak wciąż brakuje 140 tysięcy tunezyjskich dinarów, by przeprowadzić drugą fazę projektu. Na to trwa właśnie międzynarodowa zbiórka pieniędzy, o której więcej przeczytacie tutaj. Do zbiórki jeszcze można się przyłączyć.



Mos Espa znajduje się obok miejscowości Nefta i obecnie jest odwiedzana w ramach normalnych wycieczek turystycznych, nie tylko związanych z sagą. Więcej o niej i innych lokacjach w Tunezji przeczytacie tutaj. Niestety plany w Tunezji nie mają szczęścia do warunków atmosferycznych. Domostwo Larsów jest regularnie zalewane przez okresowe jezioro, ale też było już naprawiane przez fanów w ramach akcji „Save Lars Homestead”. Zobaczmy jeszcze na ile uda się trwale uratować Mos Espę.

Lordowie: Rozbiorcy Imperium #2

Oficjalny blog
5




Dziś zdecydowanie mniej znany Kentor Sarne, główny antagonista czterotomowej kampanii RPG The DarkStryder Campaign, wydawanej w latach '95-'96 przez West End Games.

Moff Kentor Sarne i kryzys DarkStrydera (~0-4 lata po Endorze)



Mawiają, że człowiek nie może być pewien do czego jest zdolny, nim nie stanie naprzeciw prawdziwego wyzwania. Wysłany z ekipą odkrywców na misję Imperialnego Korpusu Badawczego w środek tajemniczego Katholskiego Interioru, młody porucznik Kentor Sarne okazał się zdolny morderstwa dla zachowania sekretu, który miał się stać jego obsesją: potęgi DarkStrydera.

Potworna, wijowata, wrażliwa na Moc bestia, którą Sarne ochrzcił DarkStryderam - jej prawdziwe imię było nie do wymówienia - była wysoce inteligentnym biotem. Hybrydą klona z superkomputerem, stworzoną przez i na swoje podobieństwo przez pierwotną, rozwiniętą rasę znaną jako Kathol: biotycznych naukowców, których DarkStryder czasami określał mianem „Pradawnych”. Stworzony jako opiekun Katholów, po tym jak zamknęli oni swoje energie życiowe w „Życiostudni”, sposobie na uniknięcie zagłady w Katastrofie Ryftu, DarkStryder zamiast tego ostatecznie zdecydował się znaleźć sposób na opuszczenie spustoszonej planety i cieszenie się swoim nowoodkrytym bytem. Stworzenie studiowało biotechnologię swoich panów i nauczyło się czerpać z ich zgromadzonej energii do tworzenia wyniszczającej, zasilanej Mocą, broni. Nie było w stanie jednak w pełni skopiować ich unikalnego sposobu podróży nadprzestrzennej poprzez „Wrota Wejściowe”.

Wstępując do imperialnej armii raptem kilka lat po jej powstaniu, porucznik Sarne zdążył wykazać się jako zaradny oficer i wierny wyznawca ideologii Nowego Ładu, nim natknął się na wiekowego DarkStrydera. Widząc w sobie nawzajem sposób na osiągniecie swoich celów, ambitny imperialny i złowieszczy wężowaty twór doszli do porozumienia. W zamian za śmiercionośne machiny DarkStrydera, Sarne miał umożliwić bestii ucieczkę z więziącej go planety.



Choć DarkStryder nazywał swoich twórców Pradawnymi, mylił się. Katholczycy sami byli zrodzeni z Pradawnych, przypuszczalnie będących bóstwami z Mortis, Niebiańskimi albo nawet i Whillsami.


Po przetestowaniu obcej artylerii na swoich współpracownikach, Sarne powrócił jako jedyny ocalały z katholskiej misji badawczej. Kontynuował wierną służbę Imperatorowi dzięki czemu znalazł się wśród wybranych do Piętnastej Floty Rezerwy Głębokiego Jądra jako kapitan koreliańskiej korwety Renegat, ochraniającej tajną posiadłość Palpatine'a na Byss. Osobliwe połączenie paranoi, bezwzględności i wrodzonej nieufności zapewniło Sarne'owi szybkie promocje, a sukcesy dodatkowo rozdmuchiwały poczucie nadzwyczajności jego osoby. Stąd około dekadę po odkryciu DarkStrydera, Sarne wykorzystał swoje polityczne wpływy do uzyskania tytułu moffa peryferyjnego sektora Kathol i spełnienia swojej obietnicy wobec bestii.

Tylko, że w rzeczywistości Sarne ani myślał oswabadzać dziwacznego obcego. Graniczący z Dziką Przestrzenią sektor Kathol nie mógł liczyć na wiele cywilizowanej sprawiedliwości i moff Sarne rządził zgodnie z lokalną modłą. Zacieśniał kontrolę nad regionem, odwiedzając DarkStrydera, niekiedy drażniąc go (jak wtedy, gdy zostawił go z twarzą przeciętą szpetną blizną, wywołaną przez moduł gromowy). Ale prezentując biotowi wewnątrzsystemowe statki, obiecując wrażliwych na Moc jeńców do „badań” i łżąc w żywe oczy, w przeciągu kolejnej dekady zdobył tysiące próbek jego potężnych wytworów. Choć moff liczył, że uda mu się odkryć tajemnice obcej technologii, jego naukowcy nie byli w stanie powielić tajemnej sztuki DarkStrydera.

Po śmierci Imperatora, rozczarowany Sarne odciął się od Imperium, obwiniając zbytnią pewność siebie Palpatine'a za koniec dynastii mogącej trwać eony. Zwiększając wykorzystanie machinerii DarkStrydera, rozpoczął najazdy na Gromadę Minos, roznosząc całe armie Nowej Republiki przy pozornie niemożliwych szansach na zwycięstwo. Choć Nowa Republika była związana w wielkiej kampanii przeciw lordowi Zsinjowi, te nieprawdopodobne zwycięstwa były wystarczającym powodem dla wyekspediowania małej grupy mającej najechać stolicę sektora Kathol w próbie neutralizacji imperialnego łotra. Przebiegły moff wciągnął ją w szaleńczą pogoń za Mynockiem do wnętrza rozświetlonego Ryftu Kathol, anomalii przestrzennej, powstałej w wyniku zakrzywiającej nadprzestrzeń eksplozji jednych z Wrót Pradawnych, aż do ostatecznego starcia nad samą planetą DarkStrydera. Do potyczki Sarne'a z Nową Republiką, znanego jako bitwa o system Kathol, włączyła się każda znacząca siła sektora, od Federacji Qektockiej, przez Skandrejskich Bandytów, po tajemniczych mnichów Aing-Tii, eskalując swoje prywatne urazy.



Kapitan Kaiya Adrimetrum wraz z załogą FarStara tropili moffa Sarne'a jego własnym przechrzczonym okrętem.


Ostatecznie DarkStryder został uśmiercony, gdy noworepublikański oddział uwolnił energie pierwotnych Katholczyków z Życiostudni, rozrywając biota podłączonego do machiny w podmuchu wyzwolonej energii. W tym czasie Sarne'owi prawie udało się uciec na pokładzie swojego ISD Bastion, lecz padł ofiarą technologii której tak wiele zawdzięczał. Jessa Dajus, wrażliwy na Moc imperialny oficer, torturowany przez Sarne'a przed oddaniem w ofierze DarkStryderowi, skierował jeden z modułów ogniorozpylaczy przeciw swojemu oprawcy, spopielając go w strumieniu obcego zielonego ognia.

Kamino odkryta

24

W odległości 1200 lat świetlnych od Ziemi odkryto błękitną planetę, na której panuje łagodny klimat zbliżony do śródziemnomorskiego. Cała planeta pokryta jest gigantycznym oceanem, który miejscami ma nawet ponad 100 tysięcy metrów głębokości, a w pobliżu nie widać ani jednej wyspy czy jakiejkolwiek plaży. Na planecie tej przelewa się sto razy więcej wody niż na Ziemi. Według symulacji klimatycznej przeprowadzonej przez Lise Kaltenegger i Dimitara Sasselov jest bardzo prawdopodobne, że podobnie wyglądają dwie bliźniacze planety Kepler-62e i Kepler-62f w gwiazdozbiorze Lutni.

Jeśli Ci badacze się nie mylą mamy do czynienia z pierwszymi planetami w pełni oceanicznymi. Mało tego, planety te są jak na razie najbardziej przyjaznymi dla życia planetami, które udało się odnaleźć poza naszym Układem Słonecznym.

Pomijając to odkrycie warto także zwrócić uwagę, że nowo odkryte bliźniacze oceaniczne planety nie są jedynymi znanymi planetami tego typu. Wśród potencjalnych planet zbliżonych do Keplera-62e i Keplera-62f wymienia się GJ 1214 b, Gliese 581 d oraz... Kepler-22b.

Jak widać coraz więcej planet znanych nam z Odległej Galaktyki można odnaleźć w naszym świecie. Wśród planet, których znamy prawdziwe odpowiedniki są Tatooine (zarówno dwa słońca jak i pustynie - Mars), Hoth (był nią Pluton póki był planetą, skuty lodem Neptun, nie mówiąc o księżycach Jowisza i Saturna), Bespin i Yavin (czyli gazowe giganty to np. Jowisz), Mustafar też prawdopodobnie istnieje (tzw. „lava planet”, czyli np. COROT-7b, Kepler-10b czy Kepler-78b).

P&O 67: Czy Gamer i Marvele są kanoniczne?

23



Pytania o kanon chyba zawsze elektryzowały pewną grupę fanów, a dziś chyba są jeszcze bardziej na czasie niż kiedykolwiek wcześniej. Oto jedno ze starych pytań, dotyczących kanonu w czasach prequeli. Odpowiada ulubieniec fanów Steve Sansweet, tym razem jednak znów wyjątkowo poważnie, pewnie dlatego, że tym razem cytuje kogoś innego.



P: Czuję się zagubiony, jeśli chodzi o kanon. Czy „Star Wars Gamer” jest kanonem? A co jest z Marvelami? Czy teraz są uważane za Infinities?

O: I choć na pytania takie jak te, odpowiedzią powinien być indywidualny punkt widzenia, oto co na to pytanie odpowiedział mi Chris Cerasi z LucasBooks.

Jest mnóstwo zagubienia zwłaszcza w odniesieniu do symbolu „Infinities” oraz ciągłości EU w ogóle. I choć słowa jak kanon czy ciągłość przewijają się tu nieustannie, to niczego nie zmienia.

Jeśli chodzi o absolutny kanon, prawdziwą historię „Gwiezdnych Wojen” musimy uznać tu pierwszeństwo filmów i tylko filmy. Nawet adaptacje powieściowe są tylko interpretacjami filmów, i choć mają w sobie mnóstwo z oryginalnej wizji George’a Lucasa (w końcu autorzy pracując nad nimi się z nim kontaktują), metodologia pisania powoduje powstanie mały różnic. Przede wszystkim powstają one w trakcie produkcji nad filmem, a to powoduje rozbieżności w wielu małych szczegółach od czasu do czasu. Ale pomimo to, należy na nie patrzeć jak na najbliższe dzieła do filmowych „Gwiezdnych Wojen”.

Ale odchodząc od ram filmowych, wtedy mamy więcej możliwości interpretacyjnych i spekulacyjnych. I choć LucasBooks stara się zachować ciągłość, jednak czasem stylistyka powoduje, że mamy do czynienia z pewnymi wariacjami. Choćby nie każdy artysta rysuje Luke’a w ten sam sposób. Nie każdy pisarz opisuje postać w tym samym stylu. Tu dochodzą nam też osobiste aspekty i zdolności autorów. W każdym razie komiksowa interpretacja książki będzie miała zdecydowanie mniej dialogów niż oryginalna powieść. Gry komputerowe wymagają interaktywności by można było grać. Podobnie gry karciane czy RPGi muszą nie tylko pozwalać na dowolne budowanie charakterystyk postaci ale też pozwolić grać.

Tu istnieje pewna analogia, ale czy każdy fragment opublikowanych „Gwiezdnych Wojen” ma dokładnie tę samą nalepkę z napisem prawdziwy? Niektóre z nich są jednak mniejsze od pozostałych. A inne zakrywają resztę. Ale każde z nich zawiera ziarenko prawdy. Jak to powiedział Obi-Wan wiele prawd zależy od punktu widzenia.

Ale wracając do zadanego pytania. Tak „Star Wars Gamer” jest częścią ciągłości, mimo że przedstawia materiały związane z grami, które pozwalają na dużą interpretację. Tylko niektóre z artykułów oznaczone logiem „Infinities” nie powinny być traktowane jako kanoniczne.

Fani starej miesięcznej serii komiksów Star Wars wydawnictwa Marvel ucieszą się, że LucasBooks wciąż uważa je za część ciągłości. I choć sam respekt nie oznacza, że wszystkie elementy komiksów są aktualne, ale postaci i wydarzenia wciąż mają jakieś znaczenie i pojawiają się w nowych materiałach, jeśli to tylko możliwe.

Natomiast w celu umożliwienia swobodnego opowiadania przygód, powstał znaczek „Infinities”, kojarzony przede wszystkim z serią „Star Wars Tales”. To znaczy, że te opowiastki dzieją się w jakimś okresie „Gwiezdnych Wojen”, ale nie są elementem ciągłości. Czyli nie konicznie muszą mieć odzwierciedlenie w Expanded Universe. Oczywiście dla niektórych z tych historii jest to nie tylko niesprawiedliwe, ale i niekonsekwentne. Ale są też takie, które bez tych wskazówek nie mogłyby zaistnieć (choćby pojedynek Maula z Vaderem).

K: Jeśli chodzi o kanon w czasach Disneya, to wciąż nie mamy żadnych konkretnych informacji. Wiemy tylko, że powstała grupa opowieści, której zadaniem jest stworzenie jednego spójnego kanonu. Ale czy czeka nas hekatomba tego, co znamy, czy nie, tego nie wie nikt. Nawet autorzy. Niektórzy, jak Jason Fry sugerują jednak, że obecnie proces prac nad nowymi dziełami niewiele różni się od tego, co było dotychczas. Natomiast rysownik Joe Corroney, który przez wiele lat współpracował z Lucasfilmem publicznie wyraża wiarę w grupę trzymającą kanon, twierdząc, że uratują oni z niego tyle ile się da. Jak to będzie wyglądało, zobaczymy. Póki co jednym pewnym kanonem są filmy oraz „Wojny klonów”.

Imperialne koszulki propagandowe

7

W lutym Lucasfilm przeprowadził ciekawą akcję marketingową do serialu Rebels, wysyłając różnym osobom zestaw sześciu propagandowych Imperialnych plakatów/kart. Pisaliśmy o tym tutaj. Teraz do sprzedaży trafiły koszulki, na których znajdują się propagandowe grafiki użyte na tych plakatach. Koszulki sprzedawane są w cenie 24$ za sztukę, a nabyć je można w tym miejscu.

Lordowie: Rozbiorcy Imperium #1

Oficjalny blog
12




Przedstawiam pierwszy z serii artykułów autorstwa Abela G. Peñy i Daniela Wallace'a poszerzających biografie co bardziej prominentnych imperialnych lordów o wszelakie defekty psychiczne. By nie odstraszać ścianą tekstu, zdecydowałem się podzielić je na pojedyncze życiorysy.
Dziś na tapecie dobrze znany ze "Ślubu księżniczki Leii" i "X-wingów" Allstona lord Zsinji.



Czy Rebelianci rzeczywiście pokonali Imperium Palpatine'a w bitwie o Endor? Integralny element gwiezdnowojennego mitu wciąż jest eksploatowany z niestygnącym zapałem. W literaturze rozwijającej odległą galaktykę, konflikt między Sojuszem dla Przywrócenia Republiki i rozpadającym się Imperium rozciąga się na wiele lat po „Powrocie Jedi”. Choć Galaktyczna Wojna Domowa ostatecznie zakończyła się podpisaniem traktatu pokojowego prawie dwie dekady po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci, ten chaotyczny okres zrodził najbardziej prominentnych i potężnych imperialnych renegatów, tak zwanych „lordów”, zaciekle i fanatycznie walczących o ochłapy po niegdyś wspaniałym pierwszym Galaktycznym Imperium i których egoizm doprowadził ostatecznie do samozniszczenia.

Niegdyś tytuł lorda Imperium stanowił rzadki przywilej. Podobnie jak lotnicze nobilitacje barona i tana, jedynie kilku wybranych z elity oficerów Imperatora, mogło się poszczycić takim odznaczeniem. Choć stanowił hołd dla identycznego wywyższenia, przyznawanego generalissimusom starożytnego Imperium Atrisiańskiego, tytuł lorda wyewoluował w odznaczenie przyznawane wszystkim rodzajom imperialnych sił zbrojnych, dające powszechny posłuch i szacunek. Militarni geniusze wyróżniający się połączeniem kreatywności i bezwzględności byli wybierani z szeregów wielkich moffów, wielkich generałów, czy nawet wielkich admirałów nie tylko za wielokrotne redefiniowanie niemożliwego, lecz za dokonywanie tego z niepowtarzalnym stylem. Wśród wyniesionych do tej elitarnej rangi znaleźli się legendarny obcy taktyk Thrawn, rebeliancki dezerter generał Pashna Starkiller i niegodziwy geniusz, znany po prostu jako lord Zsinji.



Thrawn dzierżył ceremonialny tytuł Lorda Imperium i zręcznie przekonał większość poendorowych imperialnych do swojej sprawy.


Jednak wszystko się zmieniło, wraz z rozpadem Imperium po śmierci Palpatine'a nad Endorem. W pustce bezkrólewia, tytuł lorda był uzurpowany przez podzielonych, żądnych władzy imperialnych. Niegodne drobne szprotki, jak Inos Fonada i Walang Grazz, czy drugorzędni „zastępczy” lordowie jak Bliss Shargael i Jmanuel Tethys, zagarniali rangę, rujnując jej prestiż... ale samozwańczy lordowie wywodzili się również ze znacznie groźniejszych środowisk: megalomaniacy jak admirał Blitzer Harrsk, ultranacjonaliści z gatunku najwyższego dowódcy Enixa Deviana i sadyści w rodzaju Delaka Krennela. Te imperialne łotry nie pozwalały Nowej Republice cieszyć się ostatecznym zwycięstwem przez dekady mimo zadania śmiertelnej rany w bitwie o Endor. Niektórzy z nich walczyli do śmierci, broniąc swoich odizolowanych włości, gdy kilku niespodziewanie uznało zwierzchnictwo tajemniczego „Wszechmocnego Wodza” atakującego z Głębokiego Jądra, który okazał się być nie kim innym, jak samym zmartwychwstałym Imperatorem Palpatinem.



Po klęsce Thrawna, odrodzony Darth Sidious odzyskał władzę nad Galaktycznym Imperium wraz ze swoim nowym uczniem, Luke'iem Skywalkerem.


Wszystkich lordów jednak łączyła potrzeba zabłyśnięcia choćby w pojedynczym momencie chwały, pozostawiając swój niezatarty ślad w historii kosmosu.



Chory geniusz lorda Zsinja (~0-4 lata po Endorze)



Z wszystkich poendorowych lordów, Zsinji kontrolował największą liczbę gwiezdnych systemów. Gdyby nie przecenił swoich możliwości i nie był tak zadziorny wobec galaktyki, jego królestwo mogłoby koegzystować z Nową Republiką i Imperium.

Jako syn fondoriańskiego mechanika, Zsinji nie posiadał imienia, zgodnie z tradycją ludu swego ojca. Ale był również synkiem i pupilkiem „Asa gwiezdnych szlaków” Mme Maarisy Zsinji - Chandrilanki z urodzenia i admirała w Republikańskich Siłach Ochrony Terytoriów Zewnętrznych. Po ukończeniu akademii floty na Prefsbelt IV, młody Zsinji zdolnie służył pod swoją matką w czasie Wojen Klonów. Ale wraz z przyjściem imperium, wystrzelił w hierarchii floty. Podczas gdy jako mężczyzna piął się po szczeblach wojskowej kariery mimo braku doświadczenia, Mme Zsinji była oddelegowywana do coraz mniej znaczących zadań aż w końcu jej gwiezdny niszczyciel typu Venator Odwet został odwołany ze służby. Jej syn, chcąc zdobyć chwałę „wielkiego wojownika” wykorzystał okazję, zgłaszając się do przejęcia dowództwa nad okrętem.

Był tylko jeden problem. Mme odmówiła. Oskarżając Imperium o korupcję, ogłosiła zamiar zagarnięcia Odwetu i polowania na statki rządowe. As Gwiezdnych Szlaków stała się piratem, a zadanie zneutralizowania niej spadło na osobę najlepiej obeznaną z jej taktyką. Młody Zsinji dostał zagwarantowany gwiezdny niszczyciel typu Victory Żelazną Pięść, również wycofany ze służby, jeśli zdoła dopaść zdrajczynię. Choć rozdarty, ostatecznie zdecydował się odsunąć emocje na bok i poprzysiągł pokonać matkę. Okrutna kampania dała kapitanowi Zsinjowi tytuł pierwszego Lorda Imperium ...oraz piętno matkobójcy. Mme Zsinji została pośmiertnie pozbawiona rangi admiralskiej i wymazano historię jej służby. Nie wiadomo czy jej syn czuł jakikolwiek żal, ale z pewnością w tym momencie zrodziło się jego absurdalnie spojrzenie na naturę wszechświata, z czasem osiągające coraz bardziej wypaczony stan, a on rzekomo wykształcił dożywotnią pogardę dla wszystkiego co chandrilańskie.

Ale to był dopiero początek. Gdy Zsinji zablokował Dathomirę krótko po bitwie o Yavin w celu zapobiegnięcia rozprzestrzeniania się chaosu ciemnej strony tamtejszych wiedźm Mocy, Imperator Palpatine, wdzięczny Zsinjowi za odizolowanie potencjalnego zagrożenia dla swoich rządów, nadał mu rangę admirała wraz z superniszczycielem Brawl. Ponadto wkrótce został wysokim admirałem Karmazynowego Dowództwa, floty niszczycieli typu Victory, i dostał urząd wielkiego moffa, zyskując całkowitą władzę nad nadsektorem Quellii, rozległym klinem przestrzeni w północnej ćwiartce galaktyki. Przez cały ten czas Zsinji utrzymywał wizerunek roztyłego, wąsatego błazna, szaradę, którą skłaniał swoich politycznych i militarnych rywali do opuszczenia gardy przed zniszczeniem ich.



Pozbawieni przywódcy, fanatycznie oddani komandosi Zsinja, Raptorzy, oddali się aktywności terrorystycznej przeciw Nowej Republice lub dołączyli do ekstremistów najwyższego wodza Ennixa Deviana.


To właśnie Zsinji mimowolnie spopularyzował określenie „lord” w kontekście imperialnego renegata. Mimo dokonania przewrotu zaraz po bitwie o Endor, Zsinji nigdy nie zanegował swojej lojalności wobec Imperium - tą lekcję wyciągnął z patetycznej rewolty politycznej swojej dumnej matki. Za to założył bazę na planecie Serenno, zaczynając tytułować siebie przede wszystkim jako lorda Imperium i symbolicznie przemianował swój superniszczyciel na Żelazną Pięść po swoim starym okręcie, sukcesywnie zagarniając nadsektor Quellii ze zdumiewającym okrucieństwem. U szczytu swej potęgi, Zsinji sprawował kontrolę nad znaczną częścią znanej galaktyki, absorbując włości rywali: wielkiego moffa Nigela Niversa i admirała Terrinalda Screeda oraz kwestionując władzę zarówno rodzącej się Nowej Republiki jak i rozpadającego Imperium. Jednak około cztery lata po Endorze, gdy zdecydował się na rozszerzenie terytorium o noworepublikańskie kolonie na Nowym Alderaanie i Selacronie, generał Han Solo ruszył na czele floty przeciw niemu. Dodatkowo członkowie Eskadry Widm, oddziału komandosów i pilotów jednocześnie, wcisnęli hydroklucz w tryby spisków lorda, w tym w plan zamachu na chandriliańską szefową państwa Nowej Republiki, Mon Mothmę.

W bitwie o Selaggis, Zsinji zaaranżował własną śmierć, przedstawiając Nowej Republice wrak superniszczyciela Pocałunku Brzytwy jako Żelaznej Pięści. Jednak generał Solo dopadł Zsinja w stoczniach Dathomiry, unicestwiając zarówno lorda jak i jego okręt flagowy parą dobrze wycelowanych pocisków udarowych Arakyda z Sokoła Millennium. Najbardziej niebezpieczny z imperialnych lordów w końcu poległ. Jego śmierć nie różniła tak bardzo od matki, którą zamordował - zdrajca swojego rządu lecz niezachwianie wierny sprawie - swojej osobistej chwale. Jak wskazują nagrania z Sokoła, ostatnie słowo Zsinja w obliczu śmierci było tożsame z pierwszym wypowiedzianym: „mama”.

Mperium kontratakuje

starwars.com
5

Wygląda na to, że w tym roku 4 maja to naprawdę będzie wielkie wydarzenie. Zapowiedziano już Dzień Gwiezdnych Wojen w serialach, ale to nie koniec. Z okazji święta producent My M&M’s przygotował specjalną niespodziankę. Będą to gwiezdno-wojenne słodycze My M&M’s oraz związane z nimi kolekcjonerskie opakowania. Wykorzystane zostaną zarówno znane frazy z sagi, jak i znane postaci jak Darth Vader czy Yoda.

- „Gwiezdne Wojny” to fenomenalna, bardzo dobrze znana i kochana marka, a wraz z pojawieniem się tematycznych My M&M’s fani będą mieli nie tylko zabawę, ale też unikalną możliwość by okazać swoje oddanie – zapewnia Leslie Convey, główny menadżer My M&M’s.

Na stronie www.MyMMS.com/STarWars fani będą mogli wybrać z pośród wielu różnych unikalnych paczek, puszek, szklanych kulek i innych kombinacji. W środku oczywiście znajdziemy słodkie M&M’sy tym razem okolicznościowo pomalowane. Wszystkie pakiety dostępne są w trzech wersjach – „Gwiezdne Wojny”, „Jasna strona” i „Ciemna strona”.







Warto przypomnieć, że M&M’sy reklamowały się już pod hasłem Mperium (Mpire) przy okazji „Zemsty Sithów”. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj, natomiast tu znajdziecie kilka zestawów kolekcjonerskich związanych z tamtą promocją.

This is Madness!

10

Niedawno zakończyła się druga edycja plebiscytu organizowanego przez oficjalną stronę StarWars.com. Postacie z Gwiezdnych Wojen dobrano w pary, w których mieli stoczyć ze sobą "pojedynki". Zwycięzca takiego pojedynku przechodził w systemie pucharowym do kolejnej rundy aby zmierzyć się z następnym bohaterem. Zwycięzcę wyłaniali internauci głosując na bardziej lubianą przez siebie postać z danej pary. W samym finale zmierzył się duet, którego pojedynki mogliśmy oglądać w filmach - Obi-Wan Kenobi i Darth Vader. Kenobi wygrał ze swoim uczniem, uzyskując 59% głosów. Tym samym został zwycięzcą drugiej edycji This is Madness!. Pełną drabinkę z pojedynkami możecie zobaczyć w tym miejscu. A poniżej, jak przystało na celebrytę, którym się stał, koszulka z jego wizerunkiem, którą kupić można tutaj.

Tatuaże Star Wars

przepastny internet
2

W poprzednich odsłonach tego cyklu newsy zostały poświęcone konkretnym symbolom wytatuowanym na ciałach fanów Star Wars (Rebelia, Imperium). Dziś kontynuujemy tę tematykę serwując mały przegląd tatuaży przedstawiających symbol Zakonu Jedi.



Wszystkie prezentowane dotychczas na Bastionie tatuaże znajdziecie tutaj.
Temat na forum

Gwiezdnowojenna gra szpiegowska: SPIN odtajniony

Oficjalny blog
8




Oto esej Grega Mitchella i Abela Peñy z końca zeszłego roku, zespalający nie wydaną u nas heksalogię Księcia Jedi z resztą kanonu. Najbardziej absurdalną serią młodzieżową na licencji Gwiezdnych Wojen, warta przeczytania choćby dla rozumienia hermetycznego humoru fandomu zza oceanu.
Podcast Scum and villainy przeprowadził niedawno dodatkowo godzinny wywiad z Paulem Davidsem, autorem serii, z którego można się dowiedzieć sporo o podejściu pisarza do cyklu i klimacie panującym w LFL u zarania zorganizowanego EU. Część 1 Część 2 .

W 1992 Paul i Hollace Davidsowie wydali pierwszą książkę ze swojego gwiezdnowojennego cyklu młodzieżowego: Rękawicę Lorda Vadera. Ta seria sześciu książeczek przedstawia przygody Księcia Jedi Kena, walczącego u boku Luke'a Skywalkera i jego przyjaciół w noworepublikańskiej organizacji szpiegowskiej, znanej jako SPIN. Seria prawdopodobnie najbardziej słynie z wprowadzenia nas w świat Proroków Ciemnej Strony, nie jednego a dwóch trójokich mutantów, podających się za synów Imperatora Palpatine'a, długowłosego ojca Jabby Hutta Zorbę i oczywiście tytułowej niezniszczalnej rękawicy Sitha. Od tego czasu różni autorzy wpletli te historyjki dla dzieci w szerszy świat Gwiezdnych Wojen. Ten artykuł ściąga kurtynę skrywającą SPIN, ujawniając jego początki, miejsce w strukturach Nowej Republiki oraz pozostawione dziedzictwo.


I. NOWY RODZAJ WOJNY

Imperator Palpatine był martwy, zdradzony przez własnego ucznia, Dartha Vadera. Druga Gwiazda Śmierci - symbol terroru, trzymający Galaktykę w ciągłym strachu przed okrucieństwami rządzącego Imperium - została zniszczona nad lesistym księżycem Endora. Z ognia ostatniej bitwy zrodził się Luke Skywalker, odrodzony rycerz Jedi, niosący nadzieję cierpiącej pod rządami Sithów Galaktyce.

W świeżo proklamowanej Nowej Republice - w wielu światkach wciąż traktowanej jak Sojusz Rebeliantów - wydzierającej terytoria lokalnym imperialnym lordom, systemy gwiezdne stały na szali w zażartym konflikcie dwóch dominujących frakcji o panowanie nad galaktyką. O ile wiele tych potyczek toczono za pomocą gwiezdnych flot i laserów, bardziej subtelna wojna miała miejsce na łamach niedawno wyzwolonego Holonetu. Wojna na sławę, pomówienia, plotki i popularność.

Ścieżki propagandy nie były obce Nowej Republice. Rebelia rozpowszechniała krytykujące Imperium broszury, takie jak „Odezwa do rozsądku”, drukowane na nie byle czym, lecz syntpapierze, dla rozbudzenia nostalgii po idealizowanych dniach Starej Republiki, podczas gdy jej lider, Mon Mothma, osobiście odwiedzała wywrotowe światy, by wygłaszać rozpalające, szczegółowo zainscenizowane mowy, przygotowywane przez dedykowanego pisarza Arhula Hextrophona. Ale wrogiem Sojuszu w tej wojnie był mistrz manipulacji kontrolujący media tak pewnie jak wojownik Echani wibroostrze: swego czasu dyrektor Wywiadu Imperialnego, Lord Cronal o pseudonimie Blackhole. Były Prorok Ciemnej Strony i rywal Najwyższego Proroka Kadanna, Cronal został wyniesiony z szeregów proroków przez samego Palpatine'a i obdarzony kontrolą nad Holonetem. Przez lata tajemniczy agent i Ręka Imperatora kreował obraz świata zarówno dla wojska jak i cywilów, mamiąc ich wirem kłamstw i zwodząc zastraszającym, przypominającym ducha wizerunkiem, generowanym przez holograficzny zniekształcacz

Wraz z klęską Palpatine'a, Holonet powoli powracał do ludu, jak to było w czasach przedimperialnych. Imperialna machina propagandowa znalazła się w niespotykanej sytuacji. Po raz pierwszy od prawie dwóch dekad miała konkurencję. Oczywiście nielegalne kanały, takie jak InfoNet Cynabara i prorebelianckie sieci informacyjne jak Sieć Wygnańców Alderaanu, docierały szeroko w czasach panowania Palpatine'a, ale nigdy nie mogły konkurować ze skalą finansowanej rządowo Imperialnej HoloWizji czy wszechobecnymi imperialnymi plakatami rekrutacyjnymi, jednocześnie drażniącymi jednych i rozbudzającymi patriotyzm w innych. Lecz teraz wolność słowa znów odżywała, a Nowa Republika rozniecała ognie niezgody. Jednak Cronal pozostawał niewzruszony. Zamiast zastraszać obywateli, usiłując nawrócić ich na imperialna drogę, przebiegły agent po prostu dawał ich to, czego chcieli. Czy raczej kogo chcieli: Luke'a Skywalkera, bohatera Yavina i Rycerza Jedi.

Wciąż zajmujący szczytowe miejsca w rankingach popularności, dwudziestoparoletni wieśniak został wypchnięty na środek sceny. Luke nie tylko pokonał Vadera, ale utwierdził swoją reputację odpierając niedawne inwazje Ssi-Ruuków, Nagai i Tofów. Cronal przebiegle to wykorzystał, prywatnie produkując hitowe holodramaty, takie jak „Luke Skywalker i Smoki Tatooine” czy „Luke Skywalker i Zemsta Jedi”, zawierający proimperialną wersję pojedynku na pokładzie drugiej Gwiazdy Smierci. Choć tanie z kiczowatymi, tandetnymi scenografiami, filmy te były kasowymi sukcesami, rodzącymi udane linie figurek i przedstawiającymi Luke'a jako bohatera Imperium i wybranego przez Palpatine'a następce tronu. Luke stał się ikoną. Ikoną której Cronal nie wahał się użyć dla zwiększenia swoich wpływów.

Z Cronalem skontaktował się imperialny regent Sate Pestage, przedstawiając nową koncepcję. Przez długi okres religia była zakazana przez Imperium, lecz Pestage wierzył, że nadszedł czas na zdjęcie tego zakazu przez wprowadzenie nowej wiary państwowej, Kościoła Ciemnej Strony, luźno bazującego na praktykach i naukach byłego bractwa Cronala, Proroków Ciemnej Strony. Cronal przystał na ten pomysł, zaludniając mroczny kler świtą swoich agentów wywiadu oraz aktorów holonowelowych. Prawdziwy Najwyższy Prorok Kadann wraz z grupą lojalnych wyznawców do tego czasu uciekli na Bosthirdę, po popadnięciu w niełaskę Palpatine'a, decydując się na przeczekanie w ukryciu galaktycznej zawieruchy. Cronal wybrał więc Bimmskiego aktora Rajaha Ubooki'ego i jego zaufanego Nullskiego agenta Haingorta Giddisa do ról karłowatego Najwyższego Proroka i jego olbrzymiego sługi odpowiednio, będących ustami Cronala w tej zwodniczej grze.



Cronal dyrygował Kościołem Ciemnej Strony mimo bycia tak starym i słabym, że większość czasu spędzał w komorze podtrzymującej życie, umieszczonej na szczycie neimoidiańskiego mechanofotela.


Kościół Ciemnej Strony wysyłał do Holonetu ze Stacji Kosmicznej Scardia regularne programy, obwieszczając najnowsze przepowiednie „Najwyższego Proroka Kadanna”. Lud zadowolony z nowo nadanej wolności religijnej łykał ten mistycyzm, zaślepiony połyskliwymi czarnymi szatami Proroków i władczą prezencją. Podający się za Kadanna, Bimmski oszust wygłaszał pokręcone zagadki w formie nierymujących się czterowersowych strof, zawsze po cztery słowa. Choć często bezsensowne i kontrowersyjne, na tyle uchwytywały wyobrażenie Imperium, że wkrótce jedynie nowy imperator z mrocznym błogosławieństwem Kościoła mógł liczyć na akceptację ludu.

Jednak wkrótce po założeniu Kościoła, Cronal wraz ze swoją lojalną armią szturmowców, zakutych w czarne zbroje ze stygiańskiego, trójpryzmatycznego polimeru, złożoną z klonów Jango Fetta i złotoskórych Hrakian, zniknął z Imperium, a zaczęły docierać raporty o tajemniczym Lordzie Shadowspawnie i łudząco podobnych wojskach, oblegających światy Wewnętrznych Rubieży.




II. POCZĄTKI I ORGANIZACJA

Z rosnącą w siłę nową religią, obiecującą duchowe i doczesne szczęście w zamian za bezgraniczne poddaństwo oraz Luke'iem Skywalkerem skradzionym na imperialne plakaty, noworepublikański wpływ na opinię publiczną szybko malał. Od czasu gdy Szefowa Państwa Mon Mothma wraz z Radą Tymczasową podpisali Deklarację Sojuszu Wolnych Planet, kiełkujący ruch miał jeden bezpośredni cel: odzyskać symboliczny tron galaktycznej władzy, Coruscant. Ale Imperium nie oddawało Jądra bez walki, podczas gdy Pestage koncentrował siły wokół stolicy. Mon Mothma przezornie powstrzymywała się od bezpośredniego ataku, decydując się budować wizerunek państwa dla przeciągnięcia większej liczby systemów na swoją stronę. O ile prawdą było, że Sojusz składał się z senatorów, dygnitarzy i wojskowych, nie brakowało w nim też karierowiczów, najemników, złodziei i im podobnych - elementu mogącego odstraszyć tych, którzy wciąż postrzegali Rebelię za niewiele lepszą od terrorystów z Siatki Aktywistów Sprawiedliwości [Alderaański ruch militarystów - przyp. tłum.]. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, kluczowa dla Nowej Republiki była legitymizacji swoich akcji jako praworządnego, uczciwego rządu.

W tym celu wiele byłych rebelianckich agencji zostało poprzekształcanych z wielkim rozgłosem. Wywiad Sojuszu został przeorganizowany i odchudzony w Senacką (między)Planetarną Sieć Wywiadowczą [Senate (Inter)Planetary Intelligence Network], potocznie znaną jako SPIN - niezbyt subtelny sposób na wyeksponowanie roli agencji w podbudowie wizerunku Nowej Republiki jako prawomocnego rządu. Po latach oskarżeń ze strony senatora Garma Bel Iblisa o usiłowanie ustanowienia siebie imperatorową, Mon Mothma oddała przywództwo SPINu całemu tymczasowemu „senatowi”, czyli organowi składającemu się z niecałego tuzina istot, tworzących Radę Tymczasową, w której skład wchodziła szefowa państwa Mon Mothma wraz z księżniczką Leią Organą i admirałem Gialem Ackbarem, dzielącym swój czas między służbę SPINowi i dowództwo nad noworepublikanskimi flotami w walkach przeciw skonfliktowanym imperialnym lordom. Podczas gdy prawdziwy senat podobny do tego znanego ze Starej Republiki wciąż był odległym marzeniem Rebeliantów, umieszczenie go w nazwie SPINu miało świadczyć o szczerych intencjach i determinacji Nowej Republiki. Kłopotliwy i nieobliczalny dział Operacji Specjalnych Sojuszu został rozwiązany pod pretekstem reorganizacji, jednak wielu z bardziej zaufanych agentów SpecOpsu pozostało aktywnymi podczas przekształceń, z generałami Airenem Crackenem i Crixem Madinem składającymi regularne raporty przywódcom SPINu i radnym admirałem floty Hiramem Draysonem zasiadającym w jego składzie. Ale to Rada Tymczasowa pociągała za sznurki, gdy coraz więcej systemów dołączało do Nowej Republiki licząc na wpływy w rodzącym się rządzie.



Założycielka SPINu i szefowa państwa Mon Mothma była bezwzględną przywódczynią gdy wymagała tego sytuacja oraz miała wyjątkowy talent do gier szpiegowskich.


Choć Rada Tymczasowa nie posiadała stałego miejsca obrad, praktyczną kwaterą SPINu stał się Yavin IV, działający jako pewnego rodzaju przeciwwaga dla skorumpowanego Coruscant, znanego wówczas jako Centrum Imperialne. Tropikalny księżyc Yavina stanowił potężny symbol - miejsce przełomowego zwycięstwa Rebelii nad pierwszą Gwiazdą Śmierci. Jego wybór miał też znaczenie strategiczne. Bezkresne dżungle pełne były śmiercionośnej zwierzyny, od wyjców po piraniożuki i żmijoosy, nie wspominając o przeróżnych infekujących skórę chorobach, które można było tam podłapać. Rebelia już nauczyła się jak bronić się przed tymi zagrożeniami podczas swojej pierwszej obecności na księżycu, co stawiało ją krok przed jakimikolwiek imperialnymi, wystarczająco głupimi by przeczesywać lasy deszczowe w ich poszukiwaniu. Rada Tymczasowa przekształciła znajdujący się na krawędzi dżungli Val'Arnos zrujnowany Pałac Wełnolamandrów w niewyróżniającą się bazę operacyjną, podczas gdy SPIN założył również biura na Dac i innych kluczowych światach Sojuszu dla pokazania swojej siły. Osobny dział badawczo-rozwojowy, Centrum Badań Obronnych i Pomocy Planetarnej [Defense Research and Planetary Assistance Center] (lub DRAPAC)powstawał na szczycie Sztyletowej Góry na Dagobah, przemianowanej na Górę Yody dla uhonorowania Wielkiego Mistrza Zakonu Jedi. Placówka zajmowała dwanaście poziomów, włączając zakwaterowanie i szkołę dla dzieci wojskowych i pracowników cywilnych, wśród nich nieformalnych uczniów Luke'a: Księcia Jedi Kena oraz Zaka i Tash Arrandów. Poziom trzynasty, dostępny tylko dla upoważnionych pracowników SPINu - podpoziom D-13 - był miejscem wielu ściśle tajnych doświadczeń, w tym Projektu Zmyłka, nadzorowanego przez Chandra-Fańskich naukowców Fandara i Fugo.

O dziwo prawie nikt w Nowej Republice nie był świadom aktualnego znaczenia planety jako domu Yody, z wyjątkiem Luke'a, jego astromecha R2-D2, jego uczniów i, zaskakująco, rebelianckiego historyka Arhula Hextrophona, który uparcie podążał za młodym Jedi, zbierając materiały do swojego życiowego dzieła: „Oficjalnej Historii Rebelii”. Tak naprawdę, za zgodną Luke'a, to Hextrophon zasugerował Dagobah jako lokalizację DRAPACa zaraz po bitwie o Endor, opierając się jej reputacji jako „nawiedzonego” czy „przeklętego” miejsca i dowcipnie proponując zmianę nazwy majestatycznego szczytu.

Osobiste doświadczenia Luke'a z jaskinią Ciemnej Strony niewątpliwie potwierdzały niepochlebną reputację planety. Pomimo względnej bliskości, Luke nie odwiedził starego domostwa Yody, do czasu gdy wiele lat później badał historię Mrocznych Jedi z Bpfassh. Już dawno pogodził się z porzuceniem przez mistrza powłoki surowej materii, jaką było jego ciało, komunikując się z duchem Yody w nasyconych Mocą snach.




III. AGENCI S.P.I.N.u

Choć SPIN dysponował tak doświadczonymi agentami jak Kyle Katarn, Mirith Sinn czy Kea Moll, do służby w tajnej grupie szybkiego reagowania zdecydowano wybrać prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalne twarze w galaktyce: bohaterów Yavina. Dowodzony przez Luke'a Skywalkera i Leię Organę, zespół stanowił naturalną kontynuację Sił Szybkiego Reagowania odpowiedzialnych za neutralizację Lorda Shadowspawna. Bliźniacy dostali do swojej dyspozycji Y-winga kurierskiego BTL-S3 ze specjalnymi rendiliańskimi modyfikacjami, pozwalającymi na przewożenie większej załogi i oczywiście Sokoła Millenium generała Hana Solo.

O ile zaangażowanie Luke'a w działalność SPINu niewątpliwie wzmacniało morale w Radzie Tymczasowej, jego status celebryty nie był idealny dla szpiega. Gdy doszło do zinfiltrowania tajnego spotkania Centralnego Komitetu Wielkich Moffów na Kessel, to droidy Luke'a zostały wybrane do przeprowadzenia tej misji. Choć również C-3PO i R2-D2 stały się tak rozpoznawalne, nawet w galaktyce pełnej identycznych modeli, że musiały przejść kosmetyczne modyfikacje, maskujące je jako kesselskiego ochroniarza o zielonej powłoce i przyprawowego droida górniczego, dla zapewnienia anonimowości na misji.

Status publiczny Luke'a stanowił tylko początek problemów zespołu. Generał Lando Calrissian, świeżo po udzieleniu pomocy w pokonaniu Lorda Shadowspawna, wycofał się na pomocnicze stanowisko w związku z obowiązkami barona-administratora Miasta w Chmurach, decydując się poświęcić ekscentrycznym zadaniom podejmowanym przez jego własne zbiorowisko osobliwości zwane Komandosami Landa. Na przekór swoim umiejętnościom jako pilot i mechanik, Chewbacca został obarczony nadzorowaniem bezpieczeństwa świątyni, przez swoją mocarność Wookieego i szeroką wiedzę o środowiskach tropikalnych. Admirał Ackbar był rozdarty między swoimi obowiązkami w Trzeciej Flocie a uczestnictwem w operacjach SPINu, takich jak planetarna misja na Kessel podczas Koronacji Kessendrzańskiej.

Oryginalnie pełniąc funkcje dowódcze obok swoich współpracowników z Rady Tymczasowej na Yavinie IV, Leia Organa nie mogła już usiedzieć na zebraniach komitetu i nalegała na przeniesienie do operacji polowych u boku swojego brata. Jej rządna przygód natura wychodziła na wierzch i podobnie jak pewna młoda senator z Naboo pokolenie wcześniej, podążyła za sercem i brawurowym łajdakiem. Nikogo nie zdziwiło, gdy większe środki zostały przekierowane do Projektu Zmyłka dla przyspieszenia prac nad droidem-replikantem udającym Leię, by trzymać przyszłą szefową państwa Nowej Republiki całą i zdrową.

Han Solo, po straceniu prawie roku życia będąc zamrożonym w karbonicie, zdawał się cierpieć na kryzys tożsamości. Oprócz rzadko odwiedzanego i zaniedbanego mieszkania na anarchicznym Nar Shaddaa, han nigdy nie miał domu, który mógłby traktować za swój i z życiem przeciekającym między palcami, łotr rozważał w końcu ustatkowanie się, zapuszczając trwałe korzenie w malowniczym Mieście w Chmurach. Tymczasowo zrzekł się członkostwa w SPINie by pracować nad swoim podniebnym domem wraz ze swym pierwszym oficerem Chewbaccą. Han był gotów cieszyć się życiem kawalera, choć jego uczuciom wobec Lei nie można było zaprzeczyć i miotał się między trzymaniem jej na dystans a nagłą chęcią oświadczyn, gotów na dom pełen „piszczących dzieciaków Solo” pełzających w jego butach. Gdy Leia spędzała coraz więcej czasu w terenie, Solo zaczął latać z misjami dla SPINu jako sposobem na bycie bliżej niej: przyLeii był jego dom, co wkrótce zrozumiał.

Również Luke Skywalker nie był odporny na ten okres próby. Młodzieniec czuł się coraz bardziej niekomfortowo w roli żołnierza, nie mogąc zapomnieć słów Yody o „wielkich wojownikach” ani powierzonego mu zadania „przekazania dalej, czego się nauczyłeś”. Luke coraz mocniej wątpił w swoje miejsce w Nowej Republice i czuł, że lepiej przysłużyłby się galaktyce przez ponowne rozniecenie płomienia Jedi. Sprawę dodatkowo komplikowały starożytne świątynie Massassich na Yavinie IV, promieniujące historią i magią Sithów oraz ukrytymi tajemnicami Jedi. Mroczna aura przenikała samą dżunglę (Luke miał wiele lat później spotkać ducha dawno pokonanego Mrocznego Lorda Exara Kuna uwięzionego w Wielkiej Świątyni) a jego sny nawiedzały wizje Obi-Wana Kenobiego, prowadzącego go do legendarnego Zaginionego Miasta Jedi. Podczas swoich wypraw dla SPINu często trzymał się z boku, bywał wybuchowy i wiele dni spędził na eksploracji okolicznych namorzyn, usiłując znaleźć sens w tych proroctwach. Nie dziwi fakt, że później Luke zdecydował się powrócić na Yavin IV by założyć tu swoje Praxeum Jedi i kontynuować odkrywanie niezliczonych tajemnic księżyca.




IV. KWESTIA TRIOCULUSA

Przynajmniej od końca wojny Nagai z Tofami, krążyły plotki jakoby część pancerza Dartha Vadera, a dokładnie prawa rękawica, przetrwała eksplozję drugiej Gwiazdy Śmierci, być może znikając w pobliskiej czarnej dziurze, Bramie Endoru. Wielu odrzucało te historie jako dziecinne fantazje, nie mniej noworepublikańscy szpiedzy donosili o znacznych wysiłkach wśród imperialnych frakcji, mających na celu odnalezienie rękawicy. Pomimo wątpliwości jak zwykła część garderoby miałaby posiadać jakąkolwiek nadnaturalną moc, SPIN był zaniepokojony nadawaną jej wagą i zlecił własnej siatce śledzenie sprawy - na wszelki wypadek.

Ku zaskoczeniu SPINu, mityczna rękawica Lorda Vadera trafiła do najświeższych przepowiedni Proroka Kadanna. Rzekomy mistyk głosił jakoby tylko osoba, która odnajdzie magiczną rękawicę, mogła rządzić Imperium. Ani lud, ani SPIN, nie widzieli, że prawa rękawica Vadera została wykonana na bazie niezniszczalnego sithańskiego amuletu o niewyobrażalnej mocy, należącego niegdyś do Lorda Skera Kaana podczas Nowych Wojen Sithów. Dla fałszywego Kadanna, rękawica była jedynie kolejnym trofeum do jego imponującej kolekcji, w większości zebranej przez Lorda Cronala i wielu handlujących złomem braci Rajaha Ubooki'ego, w skład której wchodził komplet krwistoczerwonego mandaloriańskiego pancerza, zdobyty podczas imperialnego zniewolenia Mandalory i Arka z Ryloth, niegdyś własność Emira Wata Tambora (choć nie wiadomo, czy był to oryginał, czy jedna z wielu znanych replik skrzyni). Ale Sate Pestage, który jako pierwszy doniósł bimmskiemu przebierańcowi o istnieniu talizmanu, miał zupełnie inny powód dla jego odzyskania. Powód, którego Cronal mimo swej rozległej wiedzy nawet nie podejrzewał.

Palpatine żył

Ciało Mrocznego Lorda przepadło wraz z drugą Gwiazdą Śmierci, ale dzięki pomocy Pestage'a, nikczemny duch Sidiousa wyrwał się ze szponów Chaosu i wstąpił w sklonowane ciało na Byss. Palpatine był wciąż słaby, a amulet Kaana mógł być bardzo pomocny we wzmocnieniu Mocy Ciemnej Strony odrodzonego Imperatora i przyspieszenia jego powrotu na galaktyczną scenę.

Gdy tylko rękawica znalazła się na ustach społeczeństwa, Centralny Komitet Wielkich Moffów przeprowadził koronację na Kessendrzańskiej Arenie na Kessel, ujawniając istnienie rzekomego trójokiego dziedzica Palpatine'a: przystojnego i charyzmatycznego oszusta, Trioculusa.

Przez lata w ciemniejszych zakątkach galaktyki krążyły plotki, jakoby Palpatine w tajemnicy spłodził syna. Jedni mówili, że zrobił to z jedną ze swych konkubin, inni, że był trójokim mutantem. Wielki moff Bertroff Hissa zdecydował się wykorzystać te historie by wodzić „duchowo obudzony” lud za nos. Ale by uwiarygodnić się w oczach opinii publicznej i głośnych sceptyków w rodzaju wielkiego admirała Josefa Grungera, Najwyższy lord niewolników z Kessel musiał wpierw odnaleźć rękawicę Dartha Vadera, czego też szybko dokonał w głębinach oceanu Dac. Lecz rękawica wywołała niespodziewane skutki uboczne, jako że Trioculus nie był w stanie wytrzymać bombardowania energią Sithów. Wkrótce potem rękawica zaginęła ponownie. Była uczennica Vadera, Lumia, weszła w jej posiadania, prawdopodobnie poprzez jednego z obrotnych braci z klanu Rajaha Ubooki'ego. W każdym razie powstała też fałszywa rękawica, którą Trioculus nosił podczas swojego panowania.

Kontakt z rękawicą zostawił Trioculusa przerażonego ale także zdeterminowanego. Od razu rozszerzył swoje wpływy, budując na Bespinie fabrykę broni i amunicji, bazując na latającej platformie, stworzonej przez autokratycznych Ugnaughtów z klanu Irden, która eksploatowała jądro planety, zanieczyszczając niegdyś malownicze niebo wokół Miasta w Chmurach toksycznym smogiem. Najął również bezwzględnych piratów z Salmakka i Clabburnu z pasa asteroid Hoth do plądrowania magazynów żywności Miasta w Chmurach dla zapełnienia brzuchów własnych żołnierzy, nim komandor Skywalker ukrócił ten proceder.

Podczas swoich płomiennych przemów, Trioculus stanowił wzór siły. W kuluarach jednak jego pasja i naiwność często były wykorzystywane przeciwko niemu. Podczas gdy wielki moff Hissa traktował go jak równego sobie, nie był on świadom motywów reszty członków Komitetu, z których każdy miał własną koncepcję dla tronu. A ponad tymi spiskowcami byli jeszcze Kościół Ciemnej Strony i Sate Pestage oraz ostatecznie sam Palpatine, manipulujący niewolniczym lordem słowami o „przeznaczeniu” i „przepowiedniami”. Trioculus był nieświadomym ogarem, a Palpatine tajemnym panem trzymającym smycz, spuszczającym go na świętą wyprawę w poszukiwaniu talizmanów Sithow i tajemnic Zaginionego Miasta Jedi.



Charyzmatyczny Trioculus idealnie odciągał oczy od znacznie straszniejszego zagrożenia czyhającego w Głębokim Jądrze.


Sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały, gdy następczyni Cronala, dyrektor Wywiadu Imperialnego Ysanne Isard, wypuściła żądnego zemsty Zrobę Desilijic Tiure z więzienia na Kip i posłała go do boju by pokrzyżować roszczenia Centralnego Komitetu do tronu.




V. PRÓBA OGNIA

Krótkie panowanie Trioculusa pokrywało się z istnieniem SPINu. Rozwiązanie organizacji wynikło jednak z jej własnych pierwotnych słabości.

Od początku SPIN borykał się z problemem utrzymania tajności przy zachowaniu wysokiego stopnia bezpieczeństwa. Nowa Republika ustanowiła sieć strategicznej obrony przeciwpowietrznej wokół Yavina IV, monitorującą wrogie sondy, a w pałacu stacjonowała dedykowana eskadra myśliwców, gotowa do natychmiastowego startu i przechwycenia każdego zagrożenia z powietrza. Jednocześnie nowoczesne baterie ciężkich dział laserowych na dachu świątyni Massassich równie dobrze mogłyby być wymalowanymi tarczami. Siedziba SPINu gościła Radę Tymczasową, śmietankę agentów wywiadu i drużynę Skywalkerów pod jednym dachem. Mothma nieświadomie postawiła wszystko na jedna kartę i pojedyncza precyzyjna salwa z Gwiezdnego Niszczyciela mogłaby wyeliminować cały rząd Nowej Republiki. I prawie tak się stało, gdy Trioculus spopielił część Yavina IV opętany znalezieniem Zaginionego Miasta Jedi i mieszkającego w nim „Księcia Jedi”.



Jako wnuk Imperatora Palpatine'a, Książę Jedi Ken jest prawowitym dziedzicem tronu. Ale czy służyłby jako wielki kanclerz, jak Mistrz Jedi Genarra za Starej Republiki, czy rządził jako „Imperator Jedi”?


Po tej ledwo unikniętej tragedii, Mon Mothma przeniosła działalność do DRAPACu przed powrotem na Yavin IV. Sztyletowa Góra stwarzała jednak swoje własne problemy. Przez izolację Dagobah, tamtejsza ochrona pozostawiała wiele do życzenia, tak że nawet na podpoziom D-13 można było się dostać dzięki poleceniu przez zaufanego agenta, a drastyczne okoliczności zmuszały niekiedy do ujawniania informacji na obradach SPINu w bliskości osób postronnych, co zmierzało do niechybnej katastrofy. Gdy Grupa Szybkiego Reagowania SPINu uratowała pacyfistę Triclopsa, prawdziwego syna Imperatora, uznawanego przez Palpatine'a za swoją największą osobistą porażkę, od więzienia i tortur, nie byli świadomi, że mężczyzna został wbrew swej woli wyposażony w implant zawierający dwukierunkowy transmiter Holonetu i urządzenie kontrolujące mózg o efektach zbliżonych do nihilskiej dymoskały. Mieli pośród siebie wtykę i dowiedzieli się o tym w ostatnim momencie, by wykorzystać wyciek do zwiedzenia inwigilujących ich przeciwników.

Ostatecznie organizacja szpiegowska Rady Tymczasowej okazała się jedną wielką pomyłką, a Mon Mothma powróciła do swoich bardziej bezwzględnych, konspiracyjnych metod, zawiązując drugą siatkę szpiegowską, niezależną od SPINu czy Rady Tymczasowej. Te ciemne operacje były pierwotnie nadzorowane przez Airena Crackena i prowadzone poza raportami przez takie indywidua SpecOpsu jak replikantka Guri, Czerwone Księżyce i Czarne Psy, a nawet elementy Siatki Aktywistów Sprawiedliwości, pozostając całkowicie ukrytymi przed pozostałymi radnymi. Z czasem na oficjalnie nieistniejąca agencja ewoluowała w ultratajną Alfę Blue pod egidą admirała Hirama Draysona. (Przez lata po śmierci Mothmy, nazwiska agentów i charakter ich działań pozostawał prawie całkiem nieznane.) Po cichu pracowała także z Crackenem nad ostatecznym rozwiązaniem SPINu, kładąc podwaliny pod Wywiad Nowej Republiki. W NRI miał powrócić bardziej zawiły łańcuch dowodzenia, znany z Wywiadu Sojuszu, z władzą w rękach wojska a nie polityków. Po przejęciu Coruscant z rąk imperialnych, Rada Tymczasowa rozwinęła się w nowy i w pełni zrekonstruowany senat, który miał aż zanadto pracy przy tworzeniu rządu i chętnie oddał kontrolę nad operacjami wywiadu w lepiej nadające się do tego ręce.

Powrót SPINu na Yavin IV po ataku Trioculusa oznaczał jego zmierzch, przynosząc subtelne lecz istotne zmiany dla grupy. Ochrona została wzmocniona, a Rada Tymczasowa zaniechała posiedzeń w komnatach świątyni, mądrze pozostając mobilną na pokładzie okrętu Mothmy, Nowej nadziei, krążąc między Noquivzorem, systemem Milagro i innymi kryjówkami. W kolejnych dniach SPIN stał się bardziej noworepublikańską placówką, strzegącą tajemnic Zaginionego Miasta, niż agencją wywiadowczą. Gdy Luke wraz ze swoim młodym uczniem, Księciem Jedi Kenem, zapieczętowali wejście do podziemnego miasta, SPIN został po cichu rozwiązany. Jego fundusze zostały przekazane do już działającego NRI. Jego personel, włączając Grupę Szybkiego Reagowania Luke'a i Leii, przeniesiony bliżej frontu coruscanckiego. Cracken i NRI kontynuowali wszystkie tajne operacje, wyrastając na sprawną i potrzebną agencję w strukturach Nowej Republiki.




VI. DZIEDZICTWO

SPIN powstał ze szlachetnych pobudek, ale w rzeczywistości organizacja ta nie była bez wad. Nawet w kręgach wywiadu, historia SPINu jest kompletnie wykpiwana lub czule wspominana jako bardziej niewinne czasy. Mimo krótkiego czasu istnienia, SPIN nadal okupuje istotne miejsce w galaktycznej historii, jako pamiątka po młodym rządzie, usiłującym dojść do tego, co jest najlepsze dla ludzi. Służył również jako próbny test dla wysiłków Mothmy w budowie noworepublikańskich instytucji wywiadowczych, oraz pochłaniał całą uwagę niedoszłego Imperatora Trioculusa, jego współspiskowca moffa Hissy oraz całego Kościoła Ciemnej Strony, dając reszcie wciąż kształtujących się sił Nowej Republiki więcej wolności w ich własnych kampaniach.

Palpatine'owi, właściwemu architektowi wyścigu po władzę Trioculusa i Kościoła Ciemnej Strony, skomplikowana intryga dała dość czasu na sekretne gromadzenie sił na Byss w Głębokim Jądrze. Niedługo po tym, jak SPIN zakończył działalność w następstwie wstrząsającego ataku opętanego Triclopsa, rujnującego ślub Hana i Leii i opóźniającego formalizację ich związku o lata (choć okoliczności sprawiały, że księżniczka mimo to niekiedy myślała o sobie jako Leii Organie Solo), agentów Cronala w Kościele Ciemnej Strony, wliczając fałszywego Kadanna, spotkał tragiczny koniec z rąk wielkiego admirała Afsheena Makati'ego. Kościół szybko popadł w niełaskę społeczeństwa i odszedł w zapomnienie. Mimo prawdpodobnej śmierci Cronala nad Mindorem, sprzeczne historie o jego dalszej działalności nadal wypływały.

W rzeczywistości po bitwie o Mindor kryptonim Blackhole był wykorzystywany przez wielkiego wezyra Sate'a Pestage'a. Wypełniając przepowiednię Kościoła Ciemnej Strony o odrodzeniu Palpatine'a i konfiskując jeden ze „zniekształcaczy”, przy pomocy którego Cronal generował swój przerażający holograficzny wizerunek przed imperialnymi, Pestage wykorzystał tą sztuczkę jako przykrywkę dla siebie, wykorzystując powiązania użytkownika Ciemnej Strony w służbie Wielkiego Planu zmartwychwstałego Imperatora: nadchodzącego Mrocznego Imperium...



Odrodzony Imperator Palpatine wykorzystał Kościół Ciemnej Strony i Trioculusa jako marionetki w swoich planach budowy nowego Mrocznego Imperium.


Więcej retconów o Triclopsach, Trioculusach i ich powiązaniach rodzinnych można znaleźć w artykułach z serii "Aliens of the Empire", która pewnie też kiedyś pojawi się na łamach Bastionu.

Petycja do Disneya od fanów Marvela

13

Najnowszy film ze studia Marvela, czyli Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz właśnie leci w kinach i zbiera bardzo dobre opinie na całym świecie. Jednak pomimo tego polscy fani są niezadowoleni z jednego faktu, czyli braku filmów w wersji 2D z napisami. Doprowadziło do tego, że fani postanowili stworzyć petycje do Disney Polska aby kolejne filmy były już dostępne zarówno w wersji 2D i 3D z dubbingiem jak i napisami.

Dlaczego jest to ważne dla nas, dla fanów Gwiezdnych Wojen? Otóż w grudniu 2015 do kin wchodzi Epizod VII, który będzie pierwszym filmem z Sagi powstałym za panowania Disneya a co za tym idzie, wielce możliwe jest, patrząc na przykład Marvela, że fani mogą nie uraczyć w kinach wersji 2D z napisami.

Oczywiście nie ma stuprocentowej pewności, że petycja odniesie sukces, jednak warto poświęcić minutę czy dwie aby ją wypełnić i mieć choć cień szansy, że w grudniu 2015 roku dostaniemy pełny wybór jeśli chodzi o wersję filmu jaka będzie wyświetlana w kinach.

Petycja "Filmy Marvela również w 2D"

Tajemnice Star Wars: Rewizja wymiarów Executora

Oficjalny blog
11




Pablo Hidalgo w swojej serii wpisów Star Wars Mysteries jakiś czas temu zdecydował się rozgrzebać bardzo drażliwy dla niektórych fanów temat. Długość Executora.

Etykieta nakazuje, że aby uniknąć kłótni i nikogo nie urazić, trzech tematów nigdy nie porusza się przy stole: religii, polityki i długości Superniszczycieli. Kontrowersje wokół trzeciego w szczególności wciągnęły wielu zatwardzialców w idiotyczną wojnę.

Ten wpis jest jednym z takich przypadków.




Wojna hejterów za 3... 2...1...


Ale o co to całe zamieszanie? Może nie słyszeliście, lecz rozmiar Executora od lat jest kwestią sporną. Dzisiejsze komputerowo generowane efekty specjalne mają tą zaletę, że zawsze istnieje sztywno zdefiniowana liczba, określająca „prawdziwy” rozmiar tworzonego okrętu. Oczywiście niektóre ujęcia mogą naciągać pewne elementy dla poprawy kompozycji sceny, ale zazwyczaj wszystkie obiekty w ujęciu są w skali jeden do drugiego i docierając do plików źródłowych możemy dojść jak duży dany model miał być.

Jednakże miniatury do animacji poklatkowej nie są tak jasno zdefiniowane. Wiadomo, są zbudowane w określonej skali, ale dla uzyskania odpowiedniego efektu, ustawia się je w różnych miejscach planu, wykorzystując złudzenia optyczne i określenie prawdziwego rozmiaru jakiegokolwiek konkretnego obiektu staje się coraz trudniejsze.





W skrócie ciężko zmierzyć statek patrząc na ekran. I właśnie to wywołało te wszystkie dyskusje wokół zamierzonej długości Superniszczyciela Lorda Vadera. Doskonale to widać we wszystkich książkach i przewodnikach wydanych po Imperium Kontratakuje, gdzie długość Executora zmienia się na przestrzeni lat.

Jeśli przyjmiemy, że zwykły Imperialny Niszczyciel ma milę długości, uzyskamy dokładną „metrówkę”, której można użyć do pomiarów Executora. Problemem jest, że ujęcia z epizodów V i VI rzadko kiedy mają optymalne do mierzenia ustawienie okrętów. Ujęcia takie jak to są najbliżej ideału:




Han i Chewie mogliby debatować w nieskończoność nad tym widokiem.


Ale nawet tu nie znamy parametrów jak typ soczewki użytej w kamerze czy długość ogniskowej, mogących wpływać na wielkość obiektów na ekranie.

Jesteśmy więc zmuszeni sięgnąć do źródeł tekstowych i zobaczyć co napisano o długościach Gwiezdnych Niszczycieli. Czy scenariusz mówi cokolwiek o ich zamierzonej długości? Niestety nie. Jest w nim napisane jedynie:


Gwiezdny Niszczyciel Lorda Vadera, większy i potężniejszy niż pięć otaczających go Imperialnych Gwiezdnych Niszczycieli, unosi się w pustce kosmosu. Sześć ogromnych okrętów otacza konwój mniejszych statków. Myśliwce TIE przemykają tam i z powrotem.


Możemy uznać za kanon, że Executor istotnie jest potężniejszy od zwykłego Niszczyciela, ale nadal nie mamy żadnych konkretów na temat jego długości.

Kolejnym źródłem, dodającym cokolwiek policzalnego, jest The Art of The Empire Strikes Back (1980), które mówi nam, raczej niezbyt pomagając, że okręt Vadera ma „dwukrotnie większy potencjał destrukcyjny, niż jakikolwiek inny statek w imperialnej flocie”. W słuchowisku radiowym Imperium Kontratakuje z 1983 Lando Calrissian szacuje długość okrętu flagowego Vadera na około trzykrotność rozmiaru Miasta w Chmurach. Kompletnie bezużyteczny pomiar, zważywszy że wymiary miasta nie zostały nigdy określone. Dla liczących współcześnie, bazując na naszych szacunkach rozmiarów Miasta w Chmurach, daje to Executorowi przytłaczające 48 kilometrów długości, czyli 30 długości zwykłego Niszczyciela. Cóż, nigdy nie ufaj szacunkom Landa.

Pierwszą pozycją, próbującą powiedzieć cokolwiek konkretnego o długości Niszczycieli jest A Guide to the Star Wars Universe napisana przez Raymonda L. Velasco i opublikowana przez Del Rey'a w 1984. Wyraźnie mówi, że Executor jest pięciokrotnie dłuższy od standardowego Niszczyciela. To ustaliło rozmiar Executora na osiem kilometrów długości (pięć mil) i przez wiele lat była to ogólnie akceptowana liczba. West End Games, ówczesny wydawca gwiezdnowojennych gier RPG, był zobowiązany się do tego stosować. Podobnie czyniły gry komputerowe wydawane w latach dziewięćdziesiątych, grafiki w opasłych Star Wars Chronicles oraz pierwsza edycja Ilustrowanego przewodnika po statkach, okrętach i pojazdach Gwiezdnych Wojen .




Skala okrętów na ilustracjach z Imperial Sourcebook i Star Wars Chronicles


Do tej pory nie wiem, skąd Velasco wziął te pięć mil, lecz musiał mieć dobry powód. W bibliografii przywołuje The Art of The Empire Strikes Back i samo Imperium Kontratakuje, ale żadna z tych pozycji niczego takiego nie stwierdza. Dopiero The New Essential Guide to Vehicles and Vessels wydłużyło go do 12800 metrów, a najnowsze pomiary, promowane przez współczesne albumy z przekrojami i planami ustaliły jego długość na 19000 metrów. Ożeż, ale urósł!

Ale jakie były intencje modelarzy? Czy jest jakiś sposób na dojście do tego?

Podczas produkcji Imperium Kontratakuje używano głównie dwóch skali dla modeli Gwiezdnych Niszczycieli. ILM posiadał 91-centymetrowy model stworzony dla Nowej Nadziei oraz znacznie większy, 259-centymetrowy, zbudowany na potrzeby TESB. Pozwalały one na uzyskanie różnych kompozycji scen, w tym szerokich ujęć nie wymagających odjeżdżania kamerą na dużą odległość. Możecie rozróżnić te dwie skale Niszczycieli, patrząc na detale silników. Mniejszy ma dodane po trzy klapy na krawędziach głównych dysz.




91-centymetrowy model u góry; 259-centymetrowy u dołu. Haczyk: to miał być ten sam okręt.


Ale ogrom Superniszczyciela stwarzał problem. Model miał względnie praktyczne w przenoszeniu 282 centymetry długości. O ile zmieszczenie go całego w kadrze było możliwe, to umieszczenie go w jednym ujęciu ze zwykłym Niszczycielem wymagałoby strasznie dużo miejsca na dostateczne oddalenie kamery dla uzyskania poprawnej perspektywy, nawet przy użyciu mniejszego, 91-centymetrowego modelu.




Niszczyciel na pierwszym planie jest w innej skali niż pozostałe dwa.


Aby zaoszczędzić pieniądze i przestrzeń w studiu, modelarz z ILM Paul Huston zbudował malutki model Gwiezdnego Niszczyciela z blachy specjalnie do ujęć łączonych z Executorem. Surowiec wymusiło gorące źródło światła w środku modelu, mogące przetopić kadłub okręciku.




Blaszany Gwiezdny Niszczyciel podczas budowy.


Najważniejsze w blaszanym Niszczycielu jest to, że został zbudowany w skali z modelem Superniszczyciela. Jeśli więc ten blaszany maluszek miał mieć milę długości, wtedy wiedzielibyśmy jak długi miał być Executor. Odnalazłem go w archiwach Lucasfilmu i zdołałem zmierzyć.




Przełom z niszczycielowej rozmiarówce


Ma 33,5 centymetra. Porównując go do 282 cm Superniszczyciela, wychodzi, że Executor był planowany na 8,418 raza większego od zwykłego Niszczyciela. Innymi słowy 13469 metrów długości.

Mówię planowany bo ani myślę wprowadzać nową wielkość do kanonu po tych wszystkich latach. Niech ktoś inny się naraża, usiłując przepchnąć te cyferki. Ale teraz macie przynajmniej kolejny argument do tego nigdy niekończącego się sporu.



Zainteresowanym tematem polecamy zapoznać się z tezami Curtisa Saxtona, czepiona maksymalistów, dostępnymi na TFN. Linków do polemiki nie zamieszczamy w trosce o zdrowie psychiczne Bastionowiczów.

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.