Różne

Tatuaże Star Wars

Tomasz Matynia
4

W dzisiejszym newsie o tatuażach prezentujemy prace z "polskiego podwórka". Poniżej możecie obejrzeć tatuaże wykonane przez Tomasza Matynię, którego zapewne wielu fanów zna jako autora gwiezdnowojennych grafik i obrazów. Jeden z fanartów zdobił nawet swego czasu ikonkę działu "Twórczość fanów" na Bastionie. Prace artysty prezentowane dotychczas na naszej stronie znajdziecie w tej galerii.
Teraz natomiast czekamy na więcej przykładów pracy z nowym medium.



Wszystkie prezentowane dotychczas na Bastionie tatuaże znajdziecie tutaj.
Temat na forum

Tatuaże Star Wars

przepastny internet
7

Kontynuując serię newsów poświęconych symbolom ze świata Star Wars przeniesionym na skórę fanów, dziś prezentujemy mały przegląd tatuaży zwolenników Sithów. Tym razem za wzór do tatuaży posłużyły: symbol Sithów oraz Imperium Sithów (z różnych okresów).
Poprzednio prezentowane symbole: Rebelia, Imperium, Jedi.



Wszystkie prezentowane dotychczas na Bastionie tatuaże znajdziecie tutaj.
Temat na forum

Death Lord

OtherTees
5

Na stronie OtherTees dostępna jest do kupienia kolejna koszulka z Gwiezdnych Wojen. Tym razem grafika, która znajduje się na koszulce przedstawia Dartha Maula jako śmierć z kosą. Koszt zakupu koszulki wynosi 33 zł. Koszulki są zarówno w męskich, jak i damskich rozmiarach. Jeśli ktoś chciałby ją zamówić to musi się pospieszyć, gdyż będzie ona w sprzedaży tylko do poniedziałku do godz. 22:00.

P&O 71: Czy istnieje jakiś wewnętrzny kalendarz we Wszechświecie Gwiezdnych Wojen?

4



Szczęśliwi czasu nie liczą, ale jednak kalendarz to dość istotny element uniwersum.

P: Czy istnieje jakiś wewnętrzny kalendarz w uniwersum Gwiezdnych Wojen?

O: Nie, nie ma. Poza światem galaktyki oczywiście używamy bitwy o Yavin jako punktu zero, gdyż tam właśnie dzieje się pierwszy film, „Nowa nadzieja”, która wszystko zaczęła. Nawet przewodniki jak „Przewodnik po chronologii” używają tej struktury dat, ale oczywiście postaci już nie mówią nic w stylu 32 lata przed bitwą o Yavin.

Oczywiście niektórzy autorzy próbowali stworzyć oficjalne daty, ale raczej po to by urealnić swoją opowieść, niż zdefiniować prawdziwy kalendarz. Np. Timothy Zahn używał dat pre-Imperialnych w Ciemnej Stronie Mocy, gdy Luke szukał informacji na temat Jorusa C’boatha.

W dodatku do RPG „The Lords of Expanse” opublikowanym w 1990 przez West End Games, istnieje pewien bardzo szczegółowo opracowany kalendarz, acz autorzy bali się go wykorzystać ogólnie, więc ograniczyli się pewnego wycinka przestrzeni kosmicznej. Zatem nie jest to kalendarz o zasięgu galaktycznym.

Jedną z kluczowych rzeczy zapobiegających powstaniu kalendarza był fakt, że nie wiemy kiedy dokładnie w Epizodzie III Imperium dojdzie do władzy. Logicznym posunięciem byłoby wtedy stworzenie kalendarza z rokiem 0 w tym punkcie, ale na to trzeba będzie poczekać aż do roku 2005.

Ale przypuszczamy, że postaci mają swój kalendarz i to zapewne nie jeden. Ale jako czytelnicy musimy jeszcze poczekać, zanim go dokładnie poznamy.

K: Pytanie to pochodzi z roku 2002, co ciekawe w tym samym czasie na HolonetNews pojawiały się informacje o sygnowane datami, wśród nich między innymi wspomniano o Wielkiej Resynchronizacji, która miała miejsce w roku 35 BBY. Sam zapis dat był postaci YY:M:DD – czyli np. 13:2:28 (rok 13, miesiąc 2, dzień 28). Podobny sposób datowania przyjęto przy Wojnach Klonów (sprzed „Zemsty Sithów”). Inne wielkie wspomniane również w tym artykule informacje to Reformacja po Ruusan, kiedy to koło roku 1000 BBY ustalono nowy sposób liczenia kalendarza. Następna miała miejsce w czasie Epizodu III, gdy powstało Imperium. Jednak te kalendarze nadal nie mają żadnej funkcji poza urealnieniem świata, gdyż daleko im do faktu, by je używać przez fanów. ABY i BBY za bardzo wrosło w nasz sposób widzenia świata. Zresztą z czasem pojawił się nawet ukłon w kierunku fanów w postaci Standardowego Galaktycznego Kalendarza, który liczył lata od bitwy o Yavin.

Z drugiej strony podział kalendarza wygląda to następująco:
368 dni = 1 rok
60 sekund = 1 minuta
60 minut = 1 godzina
24 godzin = 1 dzień
5 dni = 1 tydzień
7 tygodni = 1 miesiąc
35 dni = 1 miesiąc
10 miesięcy + 3 tygodniowe festiwale + 3 dni świat = 1 rok

A rozkłada się to mniej więcej tak (choć tu mogą być różnice między kalendarzami):
2 miesiące
1 dzień świąt
1 miesiąc
1 tygodniowy festiwal
2 miesiące
1 dzień świąt
1 miesiąc
1 tygodniowy festiwal
2 miesiące
1 dzień świąt
2 miesiące
1 tygodniowy festiwal

Natomiast dni tygodnia nazywają się następująco:
Primeday (Atunda wg kalendarza Tapańskiego z „The Lords of Expanse” )
Centraxday (Katunda)
Taungsday (Satunda)
Zhellday (Datunda)
Benduday (Natunda)

Żeby było ciekawiej to ogólny kalendarz, a wiele systemów ma własne, co gorsza autorzy jak i redaktorzy w tym Sue Rostoni dla własnych potrzeb określania akcji używają normalnego, nie wymyślonego liczenia czasu. Najlepsze jednak jest to, że obecnie niektórzy zastanawiają się, czy nie dostaniemy nowego kanonicznego kalendarza liczonego od czasu bitwy o Endor. Obecne kalendarze są już w pewien sposób legendarne.

W temacie kalendarza trwa dyskusja na forum.

Od wojny do Wojen klonów

1



Cole Horton nie ustaje w śledzeniu historycznych inspiracji w sadze. Tym razem na warsztat poszły „Wojny klonów”.

Tak jak II wojna światowa dotknęła każdego zakątka naszego świata, tak wydarzenia „Wojen klonów” zdają się dotykać każdego zakątka galaktyki „Gwiezdnych Wojen”. Szósty sezon „Wojen klonów” dał nam głębszy wgląd w implikacje galaktycznego konfliktu, który jedynie zarysowano w filmach „Gwiezdne Wojny”. W 2008 George Lucas powiedział, że zapowiadane wówczas „Wojny klonów” będą jak „Kompania braci”, tyle że z Jedi, ale niewiele wiedzieliśmy o tym ile ten niejednokrotnie nagradzany serial będzie czerpał inspiracji z historii. Teraz gdy cały serial „Wojny klonów” jest już dostępny na Netfliksie, nastał doskonały moment, by spojrzeć na to jak II wojna światowa zainspirowała największy konflikt w galaktyce.

Inspiracja zaczyna się z początkiem każdego odcinka „Wojen klonów”. Zamiast zacząć go lecącymi napisami jak w filmach, telewizyjne odcinki rozpoczyna narrator.
- Narrator sprawia wrażenie kroniki – tłumaczy główny reżyser Dave Filoni.
Tom Kane, czyli głos narratora, Yody i jeszcze kilku innych, wspomniał w 2008 o początkach narratora.
- Ten pomysł pochodzi bezpośrednio od George’a. Seriale to geneza „Gwiezdnych Wojen” i „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”, on na nich dorastał. Zachodnie seriale, czy to audycje radiowe czy telewizyjne, wywarły na nim wielkie wrażenie, gdy jeszcze był młodym człowiekiem, więc chciał je zachować w filmach.
Inspiracje dla głosu Kane’a były klasyczne. Powiedział:
- To głos, którego używałem często w reklamach i podobnych rzeczach, nazywaliśmy go głosem z „March of Time”.
„March of Time” to był popularny i przełomowy radiowy program informacyjny z lat 30. i początku 40. XX wieku. Była to jedna z najbardziej popularnych audycji radiowych w Ameryce w czasach wielkiego kryzysu jak i II wojny światowej.

Zapytałem głównego reżysera, Dave’a Filoniego, czy historyczne wydarzenia takie jak II wojna światowa, wpłynęły na samą opowieść, wygląd czy nawet dźwięki serialu, na co on odpowiedział:
- Na każdym poziomie. To zawsze wpływa. Zawsze możesz wziąć to jako punkt wyjścia dla projektu, „bombowiec B-17 to niesamowicie wyglądający samolot, jak możemy go wykorzystać?” Bombowiec Heinkel ma w sobie dużo z esencji kokpitu „Sokoła Millennium”. Myślę, że taki wpływ był tam zawsze, nawet w sposobie w jaki filmowano „Gwiezdne Wojny”. Jak zdjęcia ścigających się samolotów, używaliśmy je przez cały czas, gdy montowaliśmy sekwencje lotnicze, a niedawno rozmawialiśmy by zrobić to jeszcze raz pewnego dnia. To zawsze jest obecne.

Filoni mówił także jak integralnym aspektem tworzenia dźwięku „Wojen klonów” była II wojna światowa, przypominając, że Matthew Wood i David Acord używali tysięcy dźwięków, w tym tych wydawanych przez samoloty, by ożywić świat „Gwiezdnych Wojen”. Reżyser nawet zauważył:
- Mieli nawet P-51 Mustangi, gdy nagrywali dźwięk ich silników do „Red Tails”. Te dźwięki ostatecznie znalazły swoją drogę do „Wojen klonów”, i jest to doświadczenie, część „Gwiezdnych Wojen”, która myślę, że się sprawdza. To odległa galaktyka, ale czuje się, że jest relatywnie bliska i znana. To taka znajomość, którą szybko się odnajduje, ale zrobiona w sposób taki jakiego jeszcze się nie wyobrażało. – Filoni dodaje – to właśnie coś, co myślę, że jest naprawdę wyjątkowe. To co George zrobił było tak wspaniałe, on dodał do tego tylko spektakularność, wyobraźnię i przygodę. Staraliśmy się uchwycić część tego w każdym odcinku „Wojen klonów”.

By uchwycić esencję II wojny światowej zrobili wszystko, od projektów okrętów po scenariusze inspirowane wojną to w jednym miejscu a to w innym. Weźmy na przykład pojazd zwiadowców Naboo z odcinka pierwszego sezonu Blue Shadow Virus. Russel Chong wspomina o inspiracjach tego pojazdu.
- Zaadaptowałem projekt Douga Chianga, który dał nam George Lucas. By dodać mu wyglądu Naboo dodałem mu trochę bardziej opływowych, organicznych kształtów. A ponieważ był to pojazd zwiadowczy, użyłem PB4Y Catalina, samolotu obserwacyjnego z II wojny światowej, jako podstawy do stworzenia okien obserwacyjnych w środku.

Consolidated PBY Catalina, łódź latająca, było to jeden z najczęściej używanych samolotów morskich podczas II wojny światowej. Służyły jako samoloty przeciw łodziom podwodnym, poszukiwawcze, ratunkowe, oraz bombowce patrolowe Stanów Zjednoczonych (i nie tylko). Ich charakterystyczne otwory na karabiny także wykorzystywano jako okna obserwacyjne.



Schemat Cataliny



I schemat pojazdu z Naboo, nawiązania tkwią w szczegółach.

Jedną z moich ulubionych inspirowanych II wojną światową historii jest cykl o Umbarze z sezonu czwartego. Scenarzysta Matt Michnovetz wyjaśnia jak wiele filmów wojennych inspirowało tą historię.

- George przyszedł z historią – tłumaczy Matt – wszedł do nas do pokoju i rzucił ten pomysł. Czerpał wiele inspiracji z klasycznych filmów. Jako scenarzysta serialu mam zadanie domowe, które polega na tym, że szukasz inspiracji na te rzeczy. Chciał zrobić bitwę jak z filmu „Najdłuższy dzień” (The Longest Day). Mieliśmy kilka pomysłów. Chciał opowiedzieć historię trochę bliską do starego filmu Jimmy’ego Cagneya pt. „What Price Glory”, który był dla nas wielkim źródłem inspiracji, podobnie jak „Bunt na okręcie” (The Caine Munity).

Bitwa o Umbarę jest jedną z wielu, które zostały zainspirowane wojną lub filmami wojennymi. Jak będziecie oglądać lub wracać do „Wojen klonów” na Netfliksie, zwróćcie uwagę na tą klasyczną, wojenną stylistykę.

Kolekcja biżuterii z R2-D2 i inne nowości z Her Universe

HerUniverse.com
11



Maj, będący dla niektórych miesiącem Gwiezdnych Wojen, w pełni. Można z tej okazji pomyśleć o odświeżeniu garderoby.
W sklepie HerUniverse.com można kupić sukienkę inspirowaną Fettem (35$) i trzy nowe koszulki (25 i 28$). W ofercie pojawiła się również koszulka-niespodzianka. Kosztuje 10$, ale nie wiadomo właściwie jak wygląda.




Ashley Eckstein po raz kolejny weźmie udział w Star Wars Weekends, o czym pisaliśmy ostatnio. Razem z nią na imprezę, do Darth’s Mall, zawita ponownie Her Universe. Z tej okazji sklep przygotował specjalną serię ubrań oraz biżuterię. Znajdą się wśród nich koszulki, topy, spódnice, sukienki i leginsy. W ofercie Her Universe ma pojawić się więcej ubrań w dużych rozmiarach, zaczynając od koszulki z logiem widocznej poniżej.



Her Universe, podczas Star Wars Weekends, wprowadzi do sprzedaży również powyższą kolekcję biżuterii poświęconą R2-D2. Cały zestaw ma kosztować mniej niż 100$, a od 19 maja trafi również do sklepu internetowego. W tym miejscu można spróbować wygrać zestaw w konkursie na facebooku. Ashley Eckstein i droid reklamują nowe produkty w poniższym filmiku. Aktorka przyznaje, że R2 jest jej ulubioną postacią z Gwiezdnych Wojen.





Goście na Star Wars Weekends 2014

Blog oficjalnej
6

W tym miesiącu rozpoczyna się Star Wars Weekends, szereg atrakcji związanych ze Star Wars, odbywających się w parku Disney’s Hollywood Studios, w Orlando na Florydzie. W programie Spodziewać się należy licznych atrakcji dla dzieci, wykładów i spotkań z gwiazdami. Głównym prowadzącym wydarzenia będzie James Arnold Taylor (Obi-Wan Kenobi w TCW), dołączy do niego Ashley Eckstein, która każdego tygodnia poprowadzi specjalne show “Behind The Force”, które zaprezentuje kolejne gwiazdy z serialu "Star Wars Rebels". Prawdopodobnie najważniejszym gościem na imprezie będzie, debiutujący na Star Wars Weekends, Mark Hamill.

Impreza potrwa przez pięć kolejnych weekendów od 16 maja do 15 czerwca. Według organizatorów piąty weekend będzie okazją do największej ilości gwiazd w historii wydarzenia. Gwiazdy aktorskich epizodów Gwiezdnych Wojen: Mark Hamill (Luke Skywalker), Ray Park (Darth Maul), Billy Dee Williams (Lando Calrissian), Peter Mayhew (Chewbacca), John Ratzenberger (Major Bren Derlin), Warwick Davis (Wicket W. Warrick), Jeremy Bulloch (Boba Fett), Ahmed Best (Jar Jar Binks). Z obsady The Clone Wars: Dee Bradley Baker (klony), Cat Taber (Padmé Amidala), Tom Kane ( Yoda), Matt Lanter (Anakin Skywalker). Z obsady nowego serialu Star Wars Rebels: Vanessa Marshall (Hera Syndulla), Taylor Gray (Ezra Bridger), Steve Blum (Zeb Orrelios), Tiya Sircar (Sabine Wren).

Czy chrześcijanin może oglądać "Gwiezdne Wojny"?

Michał Lewandowski
21

W internecie można znaleźć wiele wypowiedzi, w których duchowni przyklejali łatkę "satanizmu" oraz "złych mocy" Gwiezdnym Wojnom. Jak się okazuje jest całkiem inaczej, mało tego jeden z moich znajomych Michał Lewandowski przygotował krótki tekst o jakże wymownym tytule Czy chrześcijanin może oglądać "Gwiezdne Wojny"?.

Na zachętę dodam, że Michał jest prywatnie fanem gwiezdnej sagi a także.. teologiem z wykształcenia. Dlatego zapraszam do krótkiej lektury:

Czy chrześcijanin może oglądać "Gwiezdne Wojny"?


Wszystkie teksty publicystyczne znaleźć możecie w tym miejscu.

Dan Wallace i Drew Karpyshyn o końcu EU

Lord Bart i przyjaciele
42

Star Wars Expanded Universe spłonął ostatnio.
Ale życie toczy się dalej. A tym bardziej SW-biznes. Dlatego zacząłem się zastanawiać co czeka pozycje, które są w trakcie tworzenia a których nie skasowano? Od razu przyszła mi na myśl kolejna produkcja Daniela Wallace'a, tj. Imperial Handbook: A Commander’s Guide - zapowiedziana w katalogu wydawniczym becker&mayer! na 2014 rok.



Postanowiłem zasięgnąć języka u źródła i zapytałem Dana o IH oraz o jego przemyślenia związane ze spopielonym EU. Oto co odpowiedział, ekskluzywnie dla Bastionu:
Lord Bart: Niedawno na oficjalnej pojawił się news, który wstrząsnął fanami SW - EU zmienił się w Legends, najprościej mówiąc. Co Ty, jako twórca licznych książek głęboko opartych na Rozszerzonym, o tym sądzisz?

Daniel Wallace: Jako fan mam mieszane uczucia, połączenie smutku i ekscytacji. Jestem ogromnym wielbicielem Expanded Universe - powinieneś zobaczyć moją kolekcję, regały wypełnione po brzegi, począwszy od najstarszych produkcji West End Games aż po kolekcjonerskie wydania Dark Horse - ale jak już kiedyś Ci wspomniałem, zacząłem przygodę z SW od filmów. A teraz z nadejściem nowych Epizodów chciałbym być zaskakiwany wydarzeniami na ekranie i nie mieć pojęcia co się wydarzy. Przygotowywanie gruntu pod nowe ramy czasowe po ROTJ niestety kolidowało z EU i raczej wiadomym było, że Rozszerzony przegra. Ja rozumiem ich działania, co nie znaczy, że EU znika na zawsze.

LB: Jasne. A co w takim razie z Imperial Handbook? Przecież "utrata" EU oznacza jednocześnie pewne odcięcie od bardzo dużej liczby źródeł, z których korzystałeś przy poprzednich książkach. Czy wpłynie to na końcową jakość i czy z kimś konsultowałeś już ten problem?

DW: Nie sądzę, że będzie to miało wpływ na IH i to nie dlatego, że obecnie jesteśmy na etapie projektowania i budowy układu całej książki. Nawet jeśli spory zasób historii z EU uznajemy za niekanoniczny, to nie oznacza jednocześnie, że pewne elementy składowe tego uniwersum są również niekanoniczne. A to właśnie one mają tworzyć dużą część IH. Mam na myśli organizację armii, rangi, ekwipunek, rodzaje statków i tak dalej. Wydaje mi się iż pozostanie tego nadal na tyle dużo, żeby projekt odniósł sukces. Niekanoniczna przygoda z EU, wprowadzająca ciekawy element, nie sprawia automatycznie, że przestaje on istnieć.


Tak to wygląda na dzień dzisiejszy, każdy wyciągnie z tego swoje własne wnioski. Z ciekawości zapytałem też Drew Karpyshyna czy nie jest zły, że jego Revan stał się legendarny. Nie dlatego, że to wspaniała postać, która zdobyła uznanie fanów, ale "bo Legends"...
Dostałem odpowiedź by zajrzeć na jego bloga. Pojawiło się tam odrobinę tekstu, który postanowiłem wam zaprezentować. Pomijając wstęp dotyczący pojedynku San Antonio Spurs z Dallas Mavericks (2014 NBA Playoffs) oraz wydania jego ostatniej książki (Children of Fire) w paperbacku sprawa z SW przedstawia się następująco:

Drugą sprawą, którą chciałbym poruszyć, są Gwiezdne Wojny. Konkretnie Extended Universe (sic!) albo EU, jak powszechnie się to nazywa. Gdyby ktoś przypadkiem nie słyszał, Disney wydał poważne oświadczenie, które wpłynie na wszystkie książki, gry, komiksy i inne produkty nie-filmowe/nie-TV Star Wars.

Skrócona wersja brzmi tak, że wszystkie stare produkty nie będą już uważane za oficjalny kanon. Innymi słowy nowe filmy mogą mieć bohaterów lub historie, które nie będą się zgadzały albo będą sprzeczne z tym wszystkim co fani pamiętają z książek, komiksów, gier i innych produktów.

Jak można sobie wyobrazić, niektórzy fani są oburzeni. Rozumiem ich, to uczucie gdy postacie i opowieści, które znali jako część uniwersum Star Wars, zostały wymazane. Wyparte. Wykreślone. Czują się zdradzeni przez markę, której poświęcili swoje serce i duszę.

W ciągu ostatniego tygodnia dostałem wiele maili i tweetów z zapytaniem, jak ja osobiście czuję się w tym wszystkim. Napisałem pięć powieści Star Wars, a teraz potencjalnie wszystko co zrobiłem trafiło pod sztandar "Legends" tego uniwersum: "nieoficjalne" historie, które mogą lub nie mogą być przerobione.

Możecie oczekiwać, żebym był zły na to lub rozczarowany. Ale faktycznie czuję się w porządku. Będąc uczciwym, moja praca to era Starej Republiki i nie może być wiele rzeczy w nowych filmach, które zmieniają bezpośrednio lub będą sprzeczne z moją twórczością (przynajmniej jeszcze nie). Tak więc łatwiej mi zaakceptować nowy kierunek twórczy. Ale nawet jeśli w końcu zmienią/przepiszą/zignorują rzeczy, które napisałem, to nadal nie będę bardzo zły.

Po pierwsze, bądźmy szczerzy - stare EU nie jest zdezawuowane czy wymazane. Nadal istnieje, a moje książki nadal będą drukowane . Jedyną różnicą jest to, że u góry okładki będą miały pasek "Legends" i nie będą brane pod uwagę jako oficjalny kanon. Postacie i historie nadal będą istnieć by cieszyć fanów, a dla mnie to jest najważniejsze.

Rozumiem też, dlaczego "góra" zmierza w tym kierunku. Było wiele, wiele, wiele książek opisujących życie Luke'a, Lei, Hana i reszty po wydarzeniach z ROTJ. Historia została nakreślona prawie 50 lat do przodu w stostunku do ostatniego filmu, z dziećmi Wielkiej Trójki w rolach głównych. I to stanowi główny problemy logistyczny oraz ogranicza kreatywność ludzi pracujących nad nowymi filmami.

Historia rozwinięta w ten sposób dobrze nadaje się do powieści, ale prawdopodobnie nie tak dobrze do filmu. Nawet gdyby postarali się wybrać fragmenty EU, to to nie będzie działać. Książki i filmy bardzo różnią się od siebie, a dostosowywanie historii z jednych do drugich jest o wiele trudniejsze niż się ludziom wydaje. Cokolwiek zrobią i tak ostatecznie wkurzy to fanów powieści książkowych. A finalnie mogłoby się to zakończyć słabszym filmem, czymś czego chyba żaden prawdziwy fan nie chce zobaczyć.

Ale to nic w porównaniu do twórczych problemów. Wyobraź sobie, że jesteś JJ Abramsem: jesteś mądry, skuteczny i kreatywny. Możesz zrobić prawie każdy projekt, który zechcesz. A teraz będziesz odpowiedzialny za przenoszenie najpopularniejszej marki wszechczasów w nową erę. Masz zamiar spędzić parę ładnych lat swojego życia w tej robocie. Czy chcesz być zmuszony do opowiedzenia historii, która już została opowiedziana w powieści? Dlaczego masz to robić skoro twoją głowę wypełniają własne pomysły i wizje? Jeśli możesz stworzyć coś sam, dlaczego chcesz poświęcić tyle czasu i energii na wizje kogoś innego? Po co wkładać tyle pracy w opowiadanie opowiedzianej historii?


Kreatywni ludzie chcą być kreatywnymi. Jeśli nie robimy tego dla pieniędzy czy "sztuki dla sztuki" to chcemy zrobić naszą własną rzecz, chcemy pracować nad czymś co nas pasjonuje. A to prowadzi do przyjęcia roli konstruktora. Więc w ogóle nie jestem zaskoczony, że Disney chce ludzi zaangażowanych w tworzenie własnych fabuł, zamiast być zmuszanym do wtórności, żeby tylko zaspokoić potrzeby bardzo niewielkiego procentu odbiorców.

Przepraszam, jeśli słuchanie tego boli, ale musimy stawić czoła faktom. Opartym na sprzedaży: fanów EU jest - co najwyżej - około 1 mln oddanych zwolenników. Ale filmy są kierowane do ponad 100 mln fanów. I bądźmy szczerzy, Disney wie, że 90% fanów EU obejrzy filmy tak czy siak, więc to po prostu ma sens - skoncentrować się na ludziach, którzy nie są zaznajomieni z EU.

Przepraszam za włączenie brzydkiego świata biznesu do rozmowy, ale tak działa rozrywka. To głupie wierzyć, że jest inaczej. Disney - słusznie - koncentruje się na stworzeniu możliwie najlepszego filmu jaki jest w ich mocy, niezależnie od tego, czy będzie on zgodny z książkami, które zostały już napisane. To nie znaczy, że film jest gwarantowanym hitem - wiele może się nie udać - ale przynajmniej zaczynają od dobrego startu.

Poza tym to nie jest tak, że nie widzieliśmy takich rzeczy wiele, wiele razy. Każda marka przechodzi tego rodzaju rebooty. Przykładem to co Abrams zrobił ze Star Trekiem. Wielu ludzi nienawidzi go za to, ale produkt był popularny i udany, więc ma na swoim koncie sukces. W świecie komiksów jest prawie niemożliwym znalezienie udanej serii, która nie przeszła miażdżącego kanon rebootu: Batman, Superman, Spiderman, X-Men, Avengers.

Nawet niektóre z moich prac nad Mass Effect zakończył się retconami i przeróbkami a marka nie ma nawet dziesięciu lat! Jeśli masz coś, co jest na tyle popularne, by przyciągnąć wiele twórczych umysłów, to w końcu linie poszczególnych historii zaczynają się mieszać i trzeba wyprowadzić je na prostą. To nieuniknione.

Słyszałem argumenty, że Star Wars były szczególne, ponieważ to jedna marka, która tego nie zrobiła, ale ja tego nie kupuję. Oskarżono mnie o naruszenie kanonu przy pierwszej powieści Dartha Bane'a, ze względu na sposób, w jaki włączone zostały elementy historii z komiksów "Jedi vs Sith", a niektórzy czytelnicy interpretowali część książki "Revan" jako retcon wydarzeń z "KOTOR2". Garstka fanów była bardzo, bardzo zła na mnie, ale pracowałem bardzo ciężko, by upewnić się, że wykorzystałem poprzednie materiały najbardziej zgodnie jak to tylko możliwe. Nawet poprosiłem o pomoc słynny Star Wars Continuity Team - ludzi, których jedynym zadaniem było upewnianie się, że wszystko do siebie pasuje. Ale gdy coś staje się tak ogromne jak Gwiezdne Wojny, z tak ogromną ilością rzeczy - wiele z nich zawiera liczne pola do interpretacji - to jest prawie niemożliwe, by nie produkować czegoś co wywoła okrzyki 'Retcon!' z jakiegoś rogu fandomu.

To cena jaką płacimy za pracę w udostępnionym wszechświecie. Rachunek jest prosty: więcej książek, więcej gier, więcej komiksów, więcej historii. Wszystkie te błyskotliwe umysły przyczyniające się do tworzenia nowych produktów, wnoszących świeże nowe perspektywy i pomysły, wzbogacające całokształt. Ale im więcej tego masz, tym trudniej jest to do siebie dopasować. Więc albo mamy powieści, które nie pasują do siebie idealnie i mamy sporadyczny restart a pewne rzeczy zostają zdegradowane do statusu niekanonicznego lub po prostu decydujemy się nie mieć nic. Ja wiem, którą opcję wolę.

I nie zapominajcie, że nie wszystko w EU jest warte oszczędzenia. Osobiście nie miałbym nic przeciwko cięciu kazirodczych spraw, dotyczących Luke'a i Lei (nawet sam Lucas retconował swoją pracę, przecież nie planował dla nich bycia bratem i siostrą, aż do ROTJ). I Jaxxon to też trochę za dużo jak dla mnie.

A nowo zrestartowany Extended Universe
(sic!) cały czas prze naprzód, z wieloma książkami zapowiedzianymi na najbliższe lata. Obecnie nie jestem już zakontraktowany do pisania powieści Star Wars, ale jeśli zgłoszą się do mnie, to będę szczęśliwy z możliwości współpracy. Nadal kocham SW i jestem podekscytowany kierunkiem, w którym zmierza.

Dobra, myślę, że to jest to. Uff - długa tyrada, prawda? Wersja TL;DR: Children of Fire paperback startuje szóstego maja, a restart Star Wars EU to nie koniec świata.



Tyle Drew, znowu każdy może zderzyć taką opinię z własnymi przekonaniami.

Kuchenne rewolucje

3

ThinkGeek nie przestaje nas zaskakiwać, tym razem proponują prawdziwą kuchenną rewolucję. Robota kuchennego R2-D2. Choć nie chodzi oczywiście o klasycznego robota kuchennego, a raczej o kolejny produkt z R2-D2 i tym razem są to miarki kuchenne. A właściwie zestaw 4 miarek i 4 łyżeczek, które złożone razem wyglądają jak R2-D2. Produkt jest zrobiony z plastyku, nie powinien negatywnie wpływać na jedzenie, ale niestety nie nadaje się do używania w mikrofalówce czy zmywarce. Kosztuje 19,90 USD i można go kupić tutaj.

Steve Sansweet o byciu gwiazdą teleturnieju

Star Wars Blog
1



Steve Sansweet, wielki kolekcjoner gadżetów z odległej galaktyki, założyciel Ranczo Obi-Wan, prywatnie przyjaciel polskich fanów Star Wars, dawno nie publikował nic na Bastionie. Jednak ten znany fan Gwiezdnych Wojen wciąż pozostaje dość aktywny na blogu oficjalnej, więc mogła nadejść pora na kolejne Holo z oficjalnej.
Na początku kwietnia, nieco pół-żartem, pisaliśmy o tym, że Steve znalazł się w teleturnieju. Jak się okazuje była to prawdziwa wiadomość, a swoje przeżycia związane z telewizyjnym wydarzeniem, Steve wspomina następująco:

To było zwykłe wtorkowe popołudnie, parę minut po 16. Jak zwykle pracowałem przy swoim komputerze, gdy nagle zwróciłem uwagę na e-mail mojego siostrzeńca Jeffa, prawnika spod Filadelfii. "Czy wiedziałeś, że zostałeś pytaniem w Jeopardy!!!!!!!!"

"Co??????" - odpowiedziałem.

My Sansweetowie wyraźnie lubimy używać nadmiernej ilości znaków interpunkcyjnych. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Potem pojawił się krótki e-mail od Rich Askintowicz, świetnego kolegi, który jest menadżerem operacyjnym w Reed Exhibitions, firmy, która zajmuje się organizowaniem imprez Star Wars Celebration dla Lucasfilmu. "Steve. Oglądałem Jeopardy i byłeś jedną z odpowiedzi. Podwójna zagadka, drugi, albo trzeci wybór. Przy trzygodzinnej różnicy czasu powinieneś to obejrzeć dziś wieczorem". Okej, czyli mój siostrzeniec nie śnił na jawie, choć później przyznał, że siedział w domu przeglądając kontrakt, a teleturniej leciał gdzieś w tle i przestraszył się gdy usłyszał moje nazwisko.

Pozwólcie, że zatrzymam się na chwilę, dla tych dwóch, lub trzech, czytelników, którzy nigdy nie słyszeli o Jeopardy, która, jeśli się nad tym zastanowić, jest oglądana przez 99 procent społeczeństwa amerykańskiego, biorąc pod uwagę moje osobiste skromne doświadczenia. Większość ludzi wie, że jest to dzienny półgodzinny telewizyjny teleturniej prowadzony przez sympatycznego Alexa Trebeka, który będzie świętował swoje 30-lecie jako prowadzący, w nadchodzącym wrześniu. Liczba nagród Emmy jaką zdobył jest równa ilości lat, kiedy Trebek jest prowadzącym. Ja z kolei pamiętam teleturniej z poprzednich edycji. Oryginalna wersja telewizyjna nadawana była w latach 1964 to 1975. Był tworem Merva Griffina i jego żony, Julann. Griffin był śpiewakiem w Big Bandzie, który z sukcesem przeniósł się do radia, żeby potem stać się gwiazdą telewizji. On i jego żona myśleli nad różnymi koncepcjami na teleturniej, powiedziała potem w wywiadzie, a ona wymyśliła sprytny sposób odpowiedzi: uczestnicy musieli odgadnąć zagadkę poprzez zadanie pytania. "Film, w którym gra Mark Hamill, Carrie Fisher i Harrison Ford". Ba! Pytanie jednak bardzo rzadko są tak proste.

"Wezmę Rekordy Guinnessa za 2000 $!" Jest 30 odpowiedzi na dużej tablicy, podzielonych na sześć kategorii, po pięć odpowiedzi na każdą, warte od 200 do 1000 dolarów za odpowiednią odpowiedź w pierwszej rundzie. W drugiej rundzie prawidłowe odpowiedzi przynoszą od 400 do 2000 dolarów. Przy nieprawidłowej odpowiedzi tracisz pieniądze. Jest kilka innych pomysłów, które utrzymują program w dobrym tempie. (Griffin stworzył też inny teleturniejowy megahit, Koło Fortuny). Wyraźnie pamiętam oglądanie Jeopardy, kiedy próbowałem prześcignąć uczestników, tworząc samemu swoje pytanie. Szło mi nieźle, ale byłem w swoim domu, nigdy nie miałem tyle odwagi, żeby próbować być uczestnikiem w samym programie. Ale odkąd stałem się coraz rzadszym widzem telewizyjnym, ponieważ ostatnio swoją rozrywkę czerpię tylko z internetu, minęło wiele lat odkąd oglądałem ten program.

Zwykle nie przepadam za niespodziankami, ale oczywiście niektóre bywają fajne. Muszę przyznać, że czasem marzę o wygraniu loterii Mega Milionów, albo żeby przedstawiciele Publishers Clearing House zapukali do moich drzwi (nawet jeśli szansa na wygraną takiej nagrody jest dosłownie 1 do 1.3 biliona). Ale pojawienie się mojego imienia w teleturnieju? Jak powiedział mój przyjaciel z 501st, Elton Horn na Facebooku, "Całkiem fajnie, kiedy możesz stać się ciekawostką z popkultury".

Zajęło jednak sporo czasu, żeby dokładnie przeanalizować co się stało, choć wszyscy wydzieli już program. Powiedziano mi, że pojawiłem się na poziomie 500 dolarów. Jedna osoba mówiła, że odpowiedź brzmiała "Steve Sansweet ma kolekcję 300 000 figurek i znalazł pracę gdzie?" Zatem nie, nie mam 300 000 figurek. Albo "Poza posiadaniem największej kolekcji Star Wars, jaka była pierwsza praca Steve'a Sansweeta, teraz w posiadaniu Disneya?". Hmm, gazeta Philadelphia Inquirer jest w posiadaniu Disneya? Nie wydaje mi się.

Ale przyjaciółka z Nebraski, wolontariuszka Rancza, Rachel Neurath, zdołała zrobić zdjęcie z programu i mogłem się uspokoić, że siedmioosobowa ekipa wyszukująca z Jeopardy dobrze wykonała swoją pracę. To była druga runda, kategoria Rekordy Guinessa 2014, a ja byłem na samym dole tablicy, czyli najwyższą nagrodą 2000 dolarów. Odpowiedź brzmiała "Steve Sansweet, właściciel ponad 300000 gadżetów ze Star Wars, dostał pracę w tej firmie, teraz części Disneya." Uczestnik Arthur Chu, uważany przez głośniejszych fanów teleturnieju za renegata, z powodu metody, w jaką grał w grę, szybko wcisnął brzęczyk i odpowiedział "Co to jest Lucasfilm". Gdyby wpadł w popularną pułapkę i powiedział "Lucasfilms", mógłby przegrać, ponieważ w Jeopardy liczą się tylko konkretne prawidłowe odpowiedzi.

Chu, który wygrywał grę już przez 11 dni i ostatecznie wygrał 297 200$, nie wiedział, że ta odpowiedź to był ostatni moment jego chwały. Następnego dnia nie wygrał nic i jego dobry los się skończył.

Jeśli chodzi o mnie, było trochę dziwnie przyjmować gratulacje za coś, o czym początkowo w ogóle nie wiedziałem, z czym, tak naprawdę, nie miałem nic wspólnego. Oczywiście zbieram przedmioty związane ze Star Wars od 1977 roku, otworzyłem Rancho Obi-Wan, organizację non-profit, którą dzielę się się z fanami, zostałem wpisany do księgi rekordów Guinnessa za posiadanie największej kolekcji.

Jednak nauczyłem się przez te lata, że potrzebne jest docenienie przez kogoś, żeby inni zaczęli cię zauważać. Byłem reporterem i redaktorem w The Wall Street Journal przez 26 lat. Miałem setki historii przez ten czas, nad niektórymi pracowałem miesiącami, a większość z nich trafiała na pierwszą stronę. Jednak jedynie wtedy słyszałem o swojej pracy od moich bliski, podczas tych rzadkich okazji, gdy mój tekst był przedrukowany w lokalnej gazecie, Inquirer.

Dlatego dziękuję Jeopardy. Mogło to zająć 30 lat, albo 50 lat, żeby moje nazwisko trafiło do programu, ale zrobiliście to i jako były dziennikarz, jestem za to bardzo wdzięczny.

Plakaty na Star Wars Day

slashfilm.com
7

Specjalnie przy okazji 4 maja, czyli Star Wars Day, firma Acme Archives zamówiła zaprojektowanie kilku ekskluzywnych plakatów. Wśród autorów znaleźli się tacy artyści jak Mark Englert, Dave Perillo, Ian Glaubinger i Masey. Sprzedaż kolekcjonerskich plakatów zacznie się dzisiaj o godzinie 1 popołudniu czasu pacyficznego. Całą ofertę przeglądać i zamówienia składać można w tym miejscu.





Spotkania w kantynie

YouTube
2

Organizacje tworzące materiały na YouTube, takie jak Cory Videl czy CollegeHumor, razem z LucasFilm, przy okazji Star Wars Day, przygotowały następujące dowcipne filmy dziejące się w dobrze znanej fanom tattooińskiej kantynie:

Mroczne spotkanie w kantynie



Przesłuchania do zespołu Modal Notes (występują: Chris Daughtry, Ben Folds, Liz Phair, Reggie Watts, Mark McGrath, Jordin Sparks, Rick Springfield, Weird Al, Lisa Loeb, oraz mc chris)

NASA zaprasza na Star Wars Day

YouTube
3

Z okazji Star Wars Day amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej, w skrócie NASA, miała do przekazania fanom Star Wars ważny komunikat. Imperium Galaktyczne usiłowało zakłócić komunikację, więc inżynierowie z NASA zwrócili się o pomoc do pewnej jednostki astromechanicznej, znanej jako R2-D2:



#MayThe4thBeWithYou

X-wing tri-copter

9



Może nie osiąga prędkości nadświetlnej i nie zniszczy Gwiazdy Śmierci, ale przedstawiony tutaj model X-winga i tak robi wrażenie. Ten stworzony z rurek PCV model ma około 150 centymetrów długości, waży ponad 7 kilogramów a do latania zmuszają go silniki o mocy 1200W, które napędzają trzy śmigła.

Spójrzcie sami jak to działa w praktyce.

Star Wars na YouTube

YouTube
4

Oficjalny kanał Star Wars na YouTube zaczął na dobre rozwijać się trochę ponad rok temu. Wtedy Lucasfilm zaczął tam regularnie publikować swoich najnowszych produkcji i publikacji, a także materiały przy okazji kolejnych konwentów. Teraz kanał ma setki filmów i 161 458 subskrybentów. Oficjalna opublikowała poniższe wideo promujące kanał YouTube Star Wars:



Niedawno Lucasfilm zaczął tam też umieszczać materiały dodatkowe, na przykład takie, które znajdowały się na płytach bonusowych z DVD. Przed miesiącem pojawiła cała wersja filmu dokumentalnego o powstawaniu Epizodu I: "The Beginning: Making Star Wars: Episode I The Phantom Menace":

Okiem Bastionowiczów: Obsada Epizodu VII

10



Zaledwie parę dni temu poznaliśmy aktorów, którzy wystąpią w kolejnej części Sagi. Jest to chyba pierwsza tak ważna informacja dotycząca Epizodu VII od momentu ogłoszenia, że siódma część (jak i kolejne) zostanie nakręcony. Kilku członków redakcji postanowiło napisać kilka słów o tym co sądzą o liście aktorów, którą przypominamy poniżej:
  • Harrison Ford
  • Carrie Fisher
  • Mark Hamill
  • Anthony Daniels
  • Peter Mayhew
  • Kenny Baker
  • John Boyega
  • Daisy Ridley
  • Adam Driver
  • Oscar Isaac
  • Andy Serkis
  • Domhnall Gleeson
  • Max von Sydow

Zatem jeśli jesteście ciekawi co napisała redakcja Bastionu zapraszamy do lektury. Przypominamy także, że każdy z Was może podyskutować na ten temat na naszym forum. Kto wie, może akurat ktoś z Was trafi do kolejnej odsłony Okiem Bastionowiczów? ; )
Lorn:
Ostatnie dni były tak bogate w informacje, że do niektórych wciąż trudno się ustosunkować. Nowa obsada jaka jest, każdy widzi. Mnie niezmiennie cieszy powrót wielkiej trójki oraz Anthony Daniels na dokładkę, jest niezastąpiony w swojej roli. Powrót Petera Mayhew jest dla mnie mocno problematyczny i wcale nie ze względu na kanon, nie będziemy tutaj o tym rozmawiać. Jest to dla mnie problem ze względu na stan zdrowia aktora, który ma obecnie problemy z poruszaniem się, a co dopiero z graniem dziarskiego Wookiego -mam nadzieję, że postać na tym nie ucierpi. Szkoda że nie ma Billego Dee Williamsa, po cichu na to liczyłem po tym jak wycofał się z Dancing with the Stars.

Nowi aktorzy to zagadka, trudno o nich cokolwiek powiedzieć dopóki nie dowiemy się w kogo mają się wcielić. Mam tylko nadzieję na ciekawą i znaczącą rolę Maxa Von Sydowa bo to aktor wybitny. Daisy Ridley jak ktoś słusznie zauważył jest bardzo podobna do Natalie Portman, może faktycznie będzie to jej wnuczka? To chyba najmniej znana aktorka w obsadzie i to nieco dziwi, w poprzednich filmach więcej było świeżych twarzy, a może to tylko moje wrażenie.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że w końcu coś się dzieje, na naszych oczach ruszają prace nad nowymi Gwiezdnymi Wojnami i tylko to się liczy! Podczas powstawania Tryogii Prequeli każdego dnia przekopywałem internet w poszukiwaniu jakichś nowych informacji czy zdjęć, których jeszcze nie widziałem, teraz te czasy powracają i to jest wspaniałe uczucie.

ShaakTi1138:
Spece od PR-u Disneya dobrze wszystko rozplanowali, jeśli chodzi o ostatnie newsy: po kontrowersjach związanych z Legends i podejściem do kanonu, dostaliśmy wieść o aktorach, na którą czekamy od tak dawna. I skłamałabym, jeśli bym powiedziała, że to mi nie poprawiło humoru. Ba, cieszę się bardzo!

Powrót Wielkich, nie tylko Trójki, był właściwie oczywisty już od dawna i to jest dobra wiadomość. Zgadzam się jednak, że stan zdrowia i wiek niektórych może stanowić problem - pomijając problemy Petera, kim miałby być Kenny Baker? Tak, to on nadał Artoo duszę, ale wsadzanie starszej osoby do ciasnego i dusznego wnętrza droida chyba łamie prawa człowieka. Mam też nadzieję, że nowe filmy skupią się jednak na nowych bohaterach, a starsi przyjmą rolę mentorów - mieli już swój czas i bardzo ich szanuję, ale czas iść dalej.

Dlatego tak bardzo cieszą mnie nowe twarze - chyba najbardziej niesamowity Serkis i nie mogę przestać sobie wyobrażać w kogo może się wcielić - jest tyle możliwości! Jeśli chodzi o panów, to jest na co popatrzeć :) (może prócz Drivera, ale wygląd może nadrobić charyzmą), dziwi mnie natomiast tylko jedna główna rola kobieca, acz może być szczególnie ważna - podobieństwo Daisy do Natalie jest zauważalne.

Powiem krótko: nadszedł czas na ploty i spekulacje :). Dołączyłam do fandomu już po premierze Zemsty Sithów, więc nigdy nie miałam okazji śledzić procesu powstawiania filmu aktorskiego na własne oczy - teraz mam taką możliwość i jestem podekscytowana jak nigdy.

Kasis:
Kiedy zobaczyłam newsa o obsadzie, to serce zabiło mi mocniej. Przy czym moja ekscytacja była wywołana przede wszystkim faktem, że oto, po wielu miesiącach plotek, dostaliśmy naprawdę konkretną informację o nowym epizodzie. Znów możemy przeżywać oczekiwanie na nowy film Star Wars i znów ta historia rozgrywa się na naszych oczach. Oczywiście możliwość poznania aktorów, którzy wystąpią w nowej odsłonie SW też była emocjonująca.

Mój wzrok najpierw wyszukał powracających aktorów. Plotki czy silne przekonanie to jedno, ale fajnie jest przeczytać oficjalnie, że Fisher, Ford i Hamill powrócą. Na myśl o ujrzeniu znów Hana, Leii i Luke’a w kosmicznej scenerii nie mogę przestać się uśmiechać.

Jeśli zaś chodzi o nowe twarze, to znani mi są oczywiście Andy Serkis i Max von Sydow, którzy myślę, że są dobrą wróżbą. Kojarzę też dość dobrze Domhnalla Gleesona, który grał m.in. główną rolę w About Time. Gleeson był jednym z głównych plusów tego filmu, dlatego jestem zadowolona z wyboru tego aktora. Adama Drivera i Oscara Isaaca widziałam w drugoplanowych rolach i trudno mi cokolwiek na ich temat powiedzieć. Chociaż nagrody dla Isaaca za film Inside Llewyn Davis napawają optymizmem.

Natomiast John Boyega i Daisy Ridley są mi zupełnie obcy. Mam nadzieję, że nie zawiodą oczekiwań i stworzą postacie przynajmniej na miarę tych z Klasycznej Trylogii.

Jak na razie największym minusem wydaje mi się ilość kobiecych ról. Oby pojawiło się jednak więcej pań w obsadzie. Jeśli nie w tym epizodzie to w następnych.

Ogólnie zaprezentowana obsada wygląda moim zdaniem dobrze, ale jak wiadomo nawet najlepsi aktorzy nie uratują filmu jeśli scenariusz i reżyseria zawiodą. Teraz czekam na więcej smakowitych informacji, nie tylko o obsadzie.

Burzol:
Myślę, że opinię o obsadzie nowego epizodu Star Wars należałoby podzielić na dwie części. Po pierwsze: stara obsada powraca! Luke! Leia! Solo! Z całej tej grupy najbardziej ucieszył mnie Peter Mayhew, bo Chewbacca to znakomita postać, ale to właśnie Peter musi go wcielać, bez niego Chewie wygląda jak słaby efekt komputerowy. Oczywiście tak naprawdę nie wiemy jak, po tych niemal 40 latach, starzy aktorzy będą w stanie grać te stare postaci. (Harrison Ford w ostatnich latach z pewnością stracił na entuzjazmie.) Ja jednak jestem pełen nadziei, szczególnie wobec Marka Hamilla.

Druga część opinii dotyczyć musi nowych aktorów, i tu najmniej wiemy o Daisy Ridley, choć na zdjęciach wygląda bardzo sympatycznie. Podobnie nic nie wiem na temat Domhnalla Gleesona. Natomiast cieszę się na obecność Oscara Issaca, który jest świetnym aktorem, a także John Boyega, który w Attack of the Block wyróżniał się z obsady nadzwyczajną charyzmą. Jednak najwięcej radości mam z obecności w filmie Adama Drivera, bez względu na to jaką rolę zagra. To jest aktor z naprawdę dziwacznym wyglądem, ale z ogromnym gravitas, czyli powagą, obecnością na ekranie. Adam Driver potrafi w swoich rolach zaskoczyć widzów kilka razy. (No i przy okazji brakuje tylko Justina Timberlake'a, żeby znów mogli zaśpiewać „Mr. Kennedy”). Andy Serkis i Max von Sydow to, jak ktoś słusznie zauważył, wisienki na torcie. Nawet przy średnim scenariuszu zagrają znakomicie. To jest dobra grupa, żeby stworzyć fajny film.

Jeszcze jeden ważny aspekt, czyli sposób w jaki poznaliśmy obsadę. Po pierwsze pod ciężarem wieści internet niemal załamał się na pół. Dla mnie jednak ważna jest forma, a to zdjęcie obsadowe przy czytaniu scenariusza, nawet jeśli jakoś ukartowane, jest przepiękne. Rozpala wyobraźnię, co też może kryć się w tych tomach, które aktorzy trzymają na kolanach. Z pewnością przejdzie do historii kinematografii.

Teraz pora na zdjęcia bohaterów w kostiumach!

Lord Bart:
Pierwsze skojarzenie po zobaczeniu nazwisk z obsady - The Expendables + masa statystów. Potem doczytałem, że Max von Sydow i uśmiech. Moc świetnych filmów z nim (Siódma pieczęć, Ezgorcysta, Trzy dni kondora, Nigdy nie mów nigdy, Diuna, Sędzia Dredd czy Raport mniejszości) i moc aktorstwa w nim. Mam nadzieję, że będzie drugim (bądź lepszym) Christopherem Lee i za szybko głowy nie straci.

Wracając do reszty to Niezniszczalni byli/są niezniszczalni a Święta Trójca (nie liczę osób pochłoniętych przez kostiumy) wygląda trochę tak:
Nic nie mam przeciwko osobom starszym, również na wielkim ekranie, ale tutaj za bardzo trąci to geriatrią. Obawiam się, że nawet tona cudownego hollywódzkiego podkładu + świetnie rozpisane role to może być za mało. Odważnym posunięciem byłoby zastąpienie Forda, Hamilla i Fisher innymi aktorami. Młodszymi. W końcu ostatni Szał pojedynkowy na Oficjalnej wygrał Obi-Wan Kenobi, reprezentowany przez Ewana McGregora. Można? Można.

Nie mniej jakiś sentyment do tych osób pozostaje, dlatego pewnie głównym powodem udania się do kina na dzień dzisiejszy (poza E7 samym w sobie) są właśnie “seniorzy” ;)

A statyści? O, przepraszam - nołnejmy? Przepraszam, nowe nazwiska? Zaraz ciśnie się porównanie do ANH. Tylko to było prawie 40 lat temu. Świat wyglądał trochę inaczej, kariery i multimedialny szum Hollywood też. Zresztą spójrzmy na Haydena Christensena. A może lepiej nie? No właśnie. Jest oczywiście, jak zawsze, cień szansy że ktoś zabłyśnie, będzie lśnił przez Epizod 8 i 9, a w międzyczasie jeszcze dokona czegoś spektakularnego. Albo chociaż dobrego i trwałego. Niestety, starając się być z kinem na bieżąco, nadrabiając przeróżne produkcje sprzed 2-3 lat, widzę akurat zaskakująco smutną zbieżność pomiędzy rynkiem amerykańskim a polskim. “Młodzi” aktorzy, osoby z roczników 80-90 zeszłego wieku, moi równolatkowie bądź odrobinę młodsi/starsi - to najczęściej szrot, drewno i padaka. A Andy Serkis - postprodukcja.

Więc radochy takiej i uznania jak przy Prequel Trilogy nie ma. Moim zdaniem.

ogór:
Co mogę powiedzieć o nowej obsadzie? Fajnie, nic poza tym. Głupio to przyznać, ale większości "nowych" twarzy po prostu nie znam, kojarzę twarze, ale.. no nie ma tego efektu zaskoczenia, gdy na widok newsa z obsadą człowiek wykrzykuje "WOW!". Moim zdaniem to dobrze, bo nie będziemy patrzeć na tych aktorów przez pryzmat ich poprzednich ról czy filmów/seriali, w których zagrali.

Co mi się podoba najbardziej jeśli chodzi o nowe nazwiska, to jak ktoś już wcześniej wspomniał, to ich różnorodność. Pomijam fakt, że będzie charakteryzacja, że będą przebrani, ale ich twarze wydają się już na tym etapie być tak charakterystyczne i inne, że to już napawa człowieka optymizmem. Nawet Adam Driver, tak wyśmiewany przez wszystkich za swój wygląd, już u mnie wpisuje się na pierwsze miejsce na liście aktorów do których zapałałem sympatią. Serio, to, że mamy murzyna, rudego czy właśnie Drivera świadczy tylko o tym, że możemy się spodziewać naprawdę różnych (i zapewne barwnych) postaci. Tylko Andy'ego Serkisa jakoś z góry skreślam bo jeśli ma on coś/kogoś zagrać w nowym filmie to raczej zrobi to za niego jego ciało jak to było chociażby w filmach ze Śródziemia.

Jeśli chodzi o starą gwardię to mam nadzieję, że Harrison Ford zagra o niebo lepiej niż w Grze Endera, w której nawet nie próbował grać, tylko chyba swojej twarzy użyczył pułkownikowi Graffowi.. Oby.A co do reszty to Daniels/Baker nierozłączna para, Mark, Carrie i właśnie Ford też musieli być, Lando nie ma? Szkoda, ale przecież możemy go zobaczyć w kolejnych filmie/filmach. Najbardziej się obawiam o Petera Mayhew, który ostatnio miał straszne problemy z poruszaniem, wiem, że nikt tak nie zna Chewbacci jak on, ale obawiam się o to, czy podoła temu wszystkiemu, no bo jeśli nasz Chewie ma grać emeryta no to trochę smutno.

Tak sobie myślę, że czarno-białe zdjęcie, na którym obsada wraz z ludźmi odpowiedzialnymi za nowy film czyta scenariusz już stało się popularniejsze niż selfie z Oskarów.

A poza tym to.. fajne uczucie, wrócić do czasów, gdy czekało się na kolejne plotki dotyczące nowych filmów, dawajcie już film!

Temat na forum

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.