Wojny Klonów

Twórcy o TCW w Nowy Rok - Grievous Intrigue i The Deserter

StarWars.com
7

Wszystkich fanów "The Clone Wars" zapraszamy do przygotowania się do obejrzenia kolejnego odcinka serialu czytając opowieści autorów o tym co wymyślili w konkretnym odcinku, dlaczego pokazują to tak, a nie inaczej i czy podoba im się to co robią. A w Nowy Rok, zgodnie z zapowiedziami, widzów czeka cała godzina przygody z dwoma nowymi odcinkami "The Clone Wars". W tym newsie napisaliśmy czego można się spodziewać po serialu w nadchodzącym roku, a tymczasem znów mroczny generał Greivous wyłoni się z cieni, aby przynieść wiele kłopotu bohaterskim Jedi, wciągając ich w niebezpieczną pułapkę.

Grievous Intrigue i The Deserter

W pierwszym odcinku nowego roku, pod tytułem "Grievous Intrigue", będziemy świadkami jak jeden z Mistrzów Jedi zostaje porwany i torturowany przez Generała Grievousa, a Rada Jedi za namową Obi-Wana i Anakina postanawia zaplanować ryzykowną akcję ratunkową. Jednak ich plan okazuje się fiaskiem gdy sami wpadają w sidła zastawione przez złowrogiego Generała. Zaczyna się śmiertelna gra, a szczwany separatystyczny cyborg nie planuje grać według zasad!

Dla Matthew Wodda - głos generała Grievousa zarówno w serialu, jak i w Epizodzie III, jak i główny reżyser dźwięku w "Wojnach Klonów" - ten odcinek pozwala mu powrócić do najważniejszego w serialu czarnego charakteru, w dodatku pozwala mu dać szansę dla cybernetycznego łotra, by ten zyskał tak długo oczekiwaną przewagę nad jego przeciwnikami Jedi. "Ja rozumiem, że nienawiść Grievousa do Jedi, wywodzi się z olbrzymiej zazdrości, Jedi mają umiejętności, które są niedostępne dla Grievousa. Pomimo tego, że posiada techniczną wprawę we władaniu mieczem świetlnym, której nauczył się od Hrabiego Dooku, Grievousowi wciąż brak umiejętności władania Mocą, żeby zrozumieć prawdziwą naturę Jedi. Jest tak wiele rzeczy poza zasięgiem Grievousa, że prowadzi to do coraz silniejszej zazdrości i frustracji."

Żeby było gorzej, pomimo jego wciąż niespełnionych ambicji, Grievous musi władać nieskuteczną armią komicznie niekompetentnych droidów bojowych - które również są odgrywane przez Wooda. Ta dychotomia pozwala Woodowi swoim rolom dodać trochę przesadzonego humoru. "Grievous musi dowodzić olbrzymią armią droidów, jednak droidom brak umiejętności, żeby pokonać Jedi. Absurdalność zestawienia ze sobą tych postaci uwydatnia moją możliwość do odgrywania ich, szczególnie dlatego, że nagrywam zarówno Grievousa jak i droidy razem. Droidy są tak ograniczone przez ich masowo produkowane, niskonakładowe procesory, i nigdy nie będą potrafiły zrozumieć ogólnego obrazu wojny, ich komediowe zapatrzenie w siebie wciąż będzie ich błędem. Podczas gdy generał usiłuje być dowódcą zmieniającym los wojny, wciąż głównie udaje mu się tylko zwodzić naszych herosów. Osobiście lubię wszystkie momenty gdy Grievous niszczy droidy, ostateczną manifestację jego frustracji. Odgrywam droidy i Grievousa jako pokręconą wersję Abbota i Costello."

Poza ekranem, Wood jest podekscytowany będąc tak istotną częścią świata Star Wars, smakując się możliwością eksplorowania i odsłaniania motywacji tych postaci, jednocześnie zadziwiając się możliwością pracy w świecie, który od początku był tak istotny dla jego profesjonalnej kariery i artystycznego rozwoju. "Miałem pięć lat, kiedy była premiera "Nowa nadziei". Gwiezdne wojny inspirowały moją wyobraźnię zarówno na poziomie technologicznym, jak i opowieści. Pierwszy raz kiedy stałem się świadomy jaką rolę pełni reżyser przy tworzeniu filmu, to było wtedy, gdy zobaczyłem zdjęcie, na którym George Lucas rozmawia z Alecem Guinnessem siedząc na planie w Tunezji. Pamiętam, że pomyślałem wtedy "Wiem, że to jest Obi-Wan, ale kim jest ten drugi koleś, który siedzi obok?" A teraz z nim pracuję. Nawet po niemal dwudziestu latach w tej firmie, wciąż wydaje się nierealne pracować przy tworzeniu tego fantastycznego uniwersum."

Temat na forum

"Wojny klonów" nie dla dzieci?

TrueSlant
46

Drugi sezon “Wojen klonów” miał okazać się, jak zapowiadali twórcy, mroczniejszy i dojrzalszy. To, czy jest on taki w rzeczywistości, zależy przede wszystkim od osobistych przekonań widza.

Serial ma w Stanach oznaczenie PG (Parental Guidance) - niektóre treści w nim zawarte mogą być nieodpowiednie dla dziecka poniżej 10 lat. Polskim odpowiednikiem PG jest znaczek “od lat 7”. Okazuje się, że rodzice pociech oglądających zmagania Republiki i Separatystów zaczynają być zaniepokojeni. Jednym z nich jest Michael Roston. Oto, co pisze w swoim artykule:

W “Brain Invaders”, ostatnim odcinku z roku 2009, Mistrz Jedi Anakin Skywalker (młody człowiek, który zostanie potem Darthem Vaderem) jest w kropce. Dwie uczennice są uwięzione na statku razem z zabójczymi robakami potrafiącymi kontrolować umysł. Jedyna osoba, która wie jak powstrzymać robaki, to Poggle, zbrodniarz wojenny dowodzący planetą Geonosis, który znajduje się teraz w areszcie Jedi. Poggle nic nie mówi, więc Skywalker używa swoich mocy Jedi, by go dusić. Dla Skywalkera to sztuczka Jedi, dla nas tortura, która przynosi efekty - Poggle wyznaje, że jeśli zamrożą statek, to robaki zostaną powstrzymane.

Nie ma moralnej dwuznaczności w tej scenie (…). Dwie osoby, o które Anakin się troszczy, są zagrożone, więc zrobi on wszystko, by je uratować. Poggle nie jest postacią, do której dzieci poczują sympatię, albo której zrobi im się żal (…). Morał, który serial próbuje przekazać dzieciom, przynajmniej dla mnie, jest jasny: tortury są skuteczne.

(…). Wiem, że w szerszej perspektywie “Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa działania Anakina mają jakiś cel, a jest nim rozwój postaci Skywalkera do Dartha Vadera. W takich chwilach widzimy jak Anakin przechodzi na “Ciemną Stronę” i zaczyna używać Mocy, by ranić. Ale, w przeciwieństwie do dłuższego filmu z cyklu “Gwiezdnych wojen”, w którym złe czyny mają swoje konsekwencje, tutaj scena tortur pojawia się w jednym, 22-minutowym odcinku. Tutaj nigdy nie zobaczymy ostatecznej przemiany Jedi w złego Sitha, ani też nie zrozumiemy co czuł, gdy stracił wszystko, co kochał i gdy cierpiał śmiertelne rany, które zmieniły go w Dartha Vadera (co można zobaczyć w trzecim filmie z sześcioczęściowej sagi Lucasa).

Co więcej, wiem, że to nie jedyny przykład tortur w świecie “Gwiezdnych wojen”. Ale, w przeciwieństwie do, powiedzmy, przesłuchania księżniczki Lei w “Nowej nadziei”, czy Hana Solo w “Imperium kontratakuje”, “Wojny klonów” pokazują je na ekranie, tuż przed dziecięcą widownią.

(…). Serial potwierdza, że żołnierze armii klonów Republiki bardzo cierpią w trakcie trwania zmagań wojennych przeciwko droidom Separatystów. Jest to ważny morał - w trakcie wojny giną żywe istoty i nie powinno się jej lekceważyć.

W “Brain Invaders” (…) widzimy jak Anakin używa techniki “ulepszonego przesłuchiwania” i ona działa. I nie tylko “my”, dorośli to oglądamy. Są to też dzieci, które, pomimo późnej godziny emisji, są główną widownią serialu. Mogą one jeszcze nie rozumieć moralnych konsekwencji tortur.

Wątpię, by ludzie z Lucasfilmu chcieli przekazać dzieciom, że tortury są w porządku. Ale, w przeciwieństwie do “24”, gdzie robi się trochę, by wyjaśnić konsekwencje ich stosowania, “Wojny klonów” opisują “ciemną stronę” raczej z jednej perspektywy. Mam nadzieję, że scenarzyści, producenci i ludzie z Cartoon Network będą ostrożniej oglądać to, co później emitują. Jeżeli nie, to FCC [Federalna Komisja Łączności] musi zadać sobie pytanie, czy nie trzeba zmienić oznaczenia PG na wyższe.

Zapraszamy do dyskusji na forum

Plotki o "The Clone Wars" #2

Różne
38

Nowych odcinków „Wojen klonów” nie widzieliśmy od dłuższego czasu, nic więc dziwnego, że w Internecie zaczyna pojawiać się coraz więcej plotek na temat przyszłych epizodów. Dziś przedstawiamy wam kolejną porcję pogłosek o serialu. Jak wiadomo, pogłoski te mogą okazać się prawdziwe lub też nie.

Po pierwsze, strona msn.com potwierdza krążące od wielu dni plotki na temat postaci z odcinka ”Grievous Intrigue”. Prócz Adi Galii zobaczymy też (Spoiler):Eetha Kotha(Koniec Spoilera).

Ta sama strona podaje też tytuły kolejnych dwóch odcinków – będą to ”Lightsaber Lost” i ”The Mandalore Plot”.

Niestety, na ”Lightsaber Lost” będziemy musieli znowu poczekać dłuższy czas, bowiem jego premiera jest zapowiedziana dopiero na 22 stycznia. Strona msn podaje też krótki opis odcinka:

(Spoiler):Gdy złodziej kradnie miecz świetlny Ahsoki, antyczny Jedi pomaga jej odzyskać broń.(Koniec Spoilera)


Natomiast program telewizyjny stacji ProSieben (31 stycznia, godzina 17:30) przedstawia nieco dłuższy opis:

(Spoiler):Ahsoka znowu ma pecha! Złodziej ukradł jej miecz świetlny. Początkująca Jedi rusza na niebezpieczną wyprawę w poszukiwaniu swojej broni. Otrzymuje pomoc od doświadczonego weterana o imieniu Tera Sinube, zaznajomionego ze światem przestępczym. Jednakże, w przeciwieństwie do gwałtownej Ahsoki, Sinube jest spokojny i opanowany, ponieważ ma już swoje lata. Wkrótce Jedi dowiaduje się, że w tej zwykłej kradzieży kryje się więcej, niż się początkowo zdawało…(Koniec Spoilera)

Możecie również zobaczyć pierwszy obrazek z tego odcinka



O ”The Mandalore Plot” wiemy na razie tylko tyle, że zostanie wyemitowany 29 stycznia.

Ciekawą informację podaje też strona Oficjalna, przy zapowiedzi przewodnika po postaciach z serialu, o którym już pisaliśmy. Wspomina się tam o (Spoiler): „tajemniczej postaci o imieniu Pre Vizsla”.(Koniec Spoilera) Kim owa postać jest? Dowiemy się tego zapewne w przyszłych odcinkach.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Nowe ''The Clone Wars'' w Nowy Rok

StarWars.com
22

Nowy Rok 2010 przyniesie fanom Star Wars nie tylko bolące...nogi po roztańczonej nocy sylwestrowej, ale też dwa zupełnie nowe odcinki "The Clone Wars". Godzinny maraton wyemitowany na amerykańskim Cartoon Network, wieczorem 1 stycznia 2010, będzie składał się z odcinków: Grievous Intrigue i The Deserter. W obu odcinkach powrócimy do postaci mrocznego przywódcy armii separatystycznych droidów, Generała Grievousa. W pościg za nim ruszy grupa uderzeniowa pod przywództwem Rycerzy Jedi: Anakina Skywalkera, Obi-Wana Kenobiego, oraz nowej postaci w serialu: Adi Galli. Co ciekawe poszukiwania Grievousa zaprowadzą ich aż na odległą planetę Saleucami, znaną z komiksowej serii Republic.

Tymczasem kończący się rok można podsumować jako bardzo dobry dla "The Clone Wars", oglądalność w USA wciąż rośnie, a serial pozostaje jednym z najchętniej oglądanych seriali tej stacji. Sukces telewizyjny przekłada się też na sukces komercyjny, który doprowadził do obecności Star Wars na otwarciu wczorajszej giełdy. Pomógł też zabawkom Star Wars ponownie pojawić się w polskich sklepach.

Ponadto "The Clone Wars" zdołały też obiec cały świat, o czym świadczą również te niezwykłe życzenia świąteczne od ekip "Wojen Klonów" z całego świata:



Temat na forum

Rozmowa z Dave'm Filonim

StarWars.com
4

Dziś Oficjalna opubikowała fragment wywiadu z Dave’m Filonim, dotyczącego sezonu drugiego „Wojen klonów”, a który ukazał się w 114 numerze Insidera. Rozmowę w języku angielskim możecie przeczytać tutaj, natomiast w tym miejscu są dostępne przykładowe strony z najnowszego numeru.

Insider: Sezon pierwszy „Wojen klonów” był telewizyjnym hitem, który wyszedł naprzeciw oczekiwaniom wszystkich. Czy pomogło ci to w tworzeniu sezonu drugiego, czy, przeciwnie, spowodowało, że odczuwałeś jeszcze większą presję?

Dave Filoni: Myślę, że głównie chodziło o to, że wiedziałem, że będziemy mieli publiczność. A jednocześnie nasza ekipa i ja chcieliśmy spełnić oczekiwania widzów. To była ta trudna część.



Wiem też, że właśnie wyrasta nowe pokolenie fanów „Gwiezdnych wojen” – a mamy jeszcze tych starszych. Trudne jest to, że trzeba zadowolić obie grupy. Myślę, że wszyscy widzowie lubią akcję, przygody, dramatyzm i postaci, które od ponad 30 lat prezentują „Gwiezdne wojny”. Właściwie, to nie stanowiło problemu, my po prostu wychodzimy naprzeciwko oczekiwaniom fanów i utrzymujemy dawną jakość. My, czyli ekipa, która wychowała się na „Gwiezdnych wojnach”, mamy swoje własne oczekiwania i chcemy, by wszystko szło do przodu. I rzeczywiście, podczas prac nad sezonem drugim mogliśmy go dopracować, ponieważ w tym czasie obserwowaliśmy reakcję publiczności na sezon pierwszy. Widzieliśmy, jak ludzie rozmawiają między sobą o tym, co moglibyśmy zrobić lepiej, co ich denerwuje, więc zaczęliśmy wszystko ulepszać.

Insider: Czy w sezonie drugim jest wiele rzeczy, na które nie mogliście sobie pozwolić w pierwszym?

Dave Filoni: Powiedziałbym, że przede wszystkim są to sprawy techniczne i głębia opowiadanych historii. Ponieważ w tym momencie – że tak powiem – mamy więcej figurek.[śmieje się].

No wiecie, kiedy na rynek wyszedł pierwszy zestaw figurek, to mieliśmy Luke’a, Hana, Leię, szturmowca, Dartha Vadera, C-3PO, R2-D2 i może Chewbaccę. Właściwie, to w dziecięcych latach mało kto miał Chewbaccę! Można było się bawić tylko w określone historie, bo, na przykład w ogóle nie było rebelianckich pilotów. O mało nie zemdlałem, jak wyszła figurka pilota TIE! Tak samo sprawy się mają z pracą nad serialem. Przez jakiś czas mieliśmy tylko klony i droidy bojowe. Wprowadzenie do odcinka całej grupy postaci takich jak Cad Bane czy Roboninio było dużym wyzwaniem. Ale byliśmy zobowiązani do wymyślenia jak mamy to zrobić, a to otworzyło nam masę możliwości jak mamy opowiadać historie, tworzyć nowe środowiska i generalnie umożliwiło nam poprawę tego, co robimy.

Zapraszamy do dyskusji na forum

Wywiad z Joelem Aronem

StarWars.com
5

Kilka dni temu na Oficjalnej ukazał się wywiad z Joelem Aronem, nadzorcą efektów specjalnych w serialu „The Clone Wars”. Joel spędził dwadzieścia lat, tworząc efekty dla ILM-u, a obecnie pracuje dla Lucasfilm Animation.

Wywiad przeprowadził Pete Vilmur.

W jaki sposób po raz pierwszy zetknąłeś się z „Wojnami klonów”?

Po raz pierwszy miałem do czynienia z „Wojnami klonów” po tym, jak skończyłem robić w ILM-ie konwersję 3D filmu „Miasteczko Halloween”. Potem nie było z tym dużo roboty i ILM zwrócił uwagę na to, że dobrze byłoby wysłać kogoś, kto umie obsługiwać się Mayą [oprogramowaniem do modelowania 3D] do ekipy w Singapurze. Wtedy były tam tylko trzy osoby. Oczywiście aż podskoczyłem z radości, gdy dowiedziałem się, że pojadę na osiem tygodni do Azji, i że będę miał możliwość podniesienia nieco poprzeczki tworzenia efektów specjalnych. Gdy wróciłem do Stanów, to zacząłem pracować na „Indianą Jonesem IV”, ale zrozumiałem, że tęsknię za „Wojnami klonów”. Przylgnęły do mnie. W takim wypadku ILM pozwolił mi na jakiś czas powrócić do pracy nad „The Clone Wars”, by zobaczyć jak sobie poradzę jako nadzorca ekipy odpowiedzialnej za efekty. Przyjechałem do Big Rock Ranch, wtajemniczono mnie i zacząłem tworzyć efekty. Od tej chwili rozpocząłem pracę nad odcinkiem „Trespass” – tym , w którym mamy zaśnieżoną Orto Plutonię. Zrozumiałem wtedy, że to jest to, co chcę robić, i że sprawia mi to wielką frajdę.

Jak opisałbyś różnice między pracą nad „The Clone Wars”, a pracą w ILM-ie?

Każdy, kto miał do czynienia z ILM, wie, że trzeba być tam doskonałym. Zanim podjąłem się pracy nad „The Clone Wars”, przez ponad siedemnaście lat zajmowałem się filmami fabularnymi, więc jestem przyzwyczajony do długiego planowania każdego ujęcia. Przykładowo, w ILM-ie nad jednym pracuje się pięć miesięcy, w „Wojnach klonów” możesz pracować przez pięć dni. Musiałem więc przestawić się na inny tok myślenia. Latem 2008 roku, przyszedł do mnie Dave Filoni, zobaczył co robię i powiedział: „Zbyt fotorealistyczne, za bardzo fotorealistyczne”. Wtedy zrozumiałem, że muszę nie tylko zmienić efekty tak, by bardziej pasowały do serialu, lecz także stworzyć je tak, by można było łatwo „wrzucić” je do procesu produkcji – musiały mieć konkretny wygląd i być łatwe w użyciu.

Na potrzeby serialu stworzyłeś takie efekty jak opady śniegu, burze piaskowe, czy strumienie ognia. Czy możesz opisać jak zrobiłeś niektóre z nich?

”Trespass” był jednym z pierwszych odcinków, w którym dużą rolę odgrywało środowisko – właściwie, środowisko było bohaterem. Dla tego epizodu potrzebowaliśmy dużo śniegu. Śnieg jest jak nieskomplikowany gag w filmie – musisz dodać tylko trochę turbulencji i wiatru. Lecz zamiast używać regularnych drobinek, użyłem techniki, którą kiedyś zastosowałem w „Dniu zagłady”. Aby zaprojektować wygląd komety i jej ogona na potrzeby tego filmu, zrobiłem coś niecodziennego. Nie chciałem kontrolować każdej cząsteczki , a potem wyjaśniać ludziom jak działa kometa. Lubię rysować, więc wymyśliłem sobie, że najpierw namaluję jak powinna wyglądać kometa.

Więc ją narysowałem, jak obrazek w Photoshopie, z nierównymi liniami i pięknymi, eterycznymi formacjami koloru, przypominającą to, co się stanie, jeśli wlejecie mleko do wody. Namalowałem ją, a potem zaznaczyłem kolejne obszary mojego rysunku i stworzyłem z nich jakby łatki. Następnie obrysowałem skałę z tymi wstęgami i łatami, które okalały kometę niczym korona. Dzięki sprytnemu użyciu shadera mogłem sprawić, by owa tekstura poruszała się i robiła zawijasy – i to była kometa.

Nie robiłem tego od lat, bo jest w tym coś z oszukiwana, ale gdy miałem stworzyć ten stylizowany śnieg dla „Trespass”, to po prostu namalowałem takie małe tekstury. Sprawiłem, że wyglądały niemal jak dzieła sztuki. Mają cechy gwaszu [techniki malarskiej polegającej na malowaniu specjalną farbą wodną] , ich styl jest trochę nieokrzesany, ale wpasowują się do wyglądu serialu.

Następną rzeczą, do której zabrałem się inaczej, niż w ILM-ie, to tumany podążające za śmigaczami. Zrobiłem dokładnie to, co robiłem wcześniej, to jest najpierw je namalowałem, by zobaczyć jak mają wyglądać. W tym wypadku przypominało to niemal piłokształtne wzory rodem z anime, które podnoszą się za każdym śmigaczem. Wymodelowałem je naprawdę szybko i niechlujnie, by tylko je wytestować. Stworzyłem około dziesięciu kształtów przypominających piłę i potem dodałem kilka podzielonych na części sfer, z których wydobywały się drobiny śniegu. Następnie nakazałem owym drobinom, by zniekształciły budowę piłokształtnej formy. Więc, kiedy tuman zaczyna podążać za pojazdem, to jest płaski, ale szybko się podnosi, wygląda więc jak piła łańcuchowa wyrastająca z ziemi. Gdy jest już dalej, to traci swą wysokość i się rozciąga. Mamy więc taki tuman jak w anime. A co jest zabawne, to właśnie ów test znalazł się w serialu.

Dokładnie tej samej metody użyłem przy miotaczach płomieni w „Landing at Point Rain” – i właśnie w ten sposób podchodzimy do sprawy efektów w „The Clone Wars”. Zrobiłem to samo, by stworzyć lawę w „Children of the Force”. Namalowałem trzy tekstury na trzech różnych kartach, więc przy brzegu, tam gdzie lawa jest ciemniejsza, użyłem ciemnej karty; gdy staje się ona pomarańczowo-żółta, użyłem żółto-pomarańczowej karty. Potem po prostu naniosłem ciemniejsze drobinki na karty, które obracały je dookoła. I w ten sposób uzyskuje się wrażenie płynącej lawy.

Przed jakimi wyzwaniami stoisz teraz, podczas produkcji sezonu trzeciego?

Jedną z większych rzeczy, z którymi się borykamy, a którą zobaczycie bardziej pod koniec sezonu drugiego, jest ogień. Ogień zawsze był wyzwaniem. Mogłem zrobić go fotorealistycznie, ale nikomu by się wtedy nie podobał. Zamiast tego wykorzystaliśmy tkaninę. Wpadłem na ten pomysł, ponieważ w jednym z odcinków bohaterowie spotykają się w miejscu, które zostało zaprojektowane na podstawie cudownego obrazu Ralpha McQuarrie’ego – Dave Filoni po prostu błagał, by umieścić to dzieło w serialu. Jeśli na nie spojrzycie, to zobaczycie ozdobne, niebieskie płomienie. Pomyślałem sobie, że skoro te płomienie są dekoracyjne, to co, jeśli zachowywałyby się jak pocięte kawałki jedwabiu pod wodą? Mają one pewną eteryczną lekkość. Więc jeden ze specjalistów od tkanin w Singapurze zdecydował się użyć materiału do stworzenia ognia i właśnie tak robimy teraz płomienie. Możemy stworzyć małe i duże ognisko; piękne jest to, że można szybko je zrenderować i artysta nie musi już spędzać tygodni, by sprawić, by wyglądało dobrze. Wystarczy, że je wczyta i zrenderuje.

Ogień był wielkim wyzwaniem, ponieważ zawsze był moją obsesją. Świetne jest to, że zrobiliśmy coś zupełnie nowego i nie podążaliśmy punkt po punkcie za podręcznikiem. Pomysł z użyciem tkaniny był genialny. Zawsze lubię powtarzać, że najlepiej jeździ się na nartach wtedy, gdy zbacza się ze szlaku.



Zapraszamy do dyskusji na forum.

TCW #30 w USA

StarWars.com
13

Przed nami kolejny odcinek "Wojen Klonów". Dziś wieczorem na amerykańskim Cartoon Network zostanie wyemitowana nowa część drugiego sezonu serialu, pod tytułem " Brain Invaders". Będzie to ostatni premierowy odcinek w tym roku, a na następne nowe "Wojny Klonów" będzie trzeba czekać aż do...1 stycznia 2010.

Wypowiedź twórców serialu na temat nowego odcinka znajduje się w tym miejscu. Natomiast komiks będący swego rodzaju wstępem do nowego odcinka znajduje się tutaj.

Poniżej znajduje się preview do tego odcinka.

The Clone Wars 2x08: Brain Invaders – preview



Przypominamy też, że polscy widzowie wciąż mogą złapać powtórki pierwszego sezonu "Wojen Klonów" na polskim kanale Cartoon Network: przez cały tydzień o godzinie 11:00, oraz w poniedziałki, wtorki i piątki o 19:00.

Temat na forum

Twórcy o nowym odcinku TCW - Brain Invaders

StarWars.com
11

Wszystkich wiernych widzów serialu "The Clone Wars" zapraszamy do przygotowania się do obejrzenia kolejnego odcinka, czytając opowieści autorów o tym co wymyślili w konkretnym odcinku, dlaczego pokazują to tak, a nie inaczej i czy podoba im się to co robią. A w najbliższym odcinku znów spotkamy się z dwiema dzielnymi padawankami Jedi, które natrafią na śmiertelne niebezpieczeństwo podczas prostej z pozoru i mało ryzykownej misji...

Brain Invaders

W tym odcinku ponownie ujrzymy dwie padawanki, Ahsokę Tano i Barrissę Offee, które dostają zadanie pilnowania statku, który ma dotrzeć do obszaru kontrolowanego przez Republikę. Nagle ich rutynowa misja zamienia się w morderczą walką o przetrwanie, gdy odkrywają, że statek został opanowany przez złowrogich pasażerów na gapę: geonosjańskie robaki mózgowe, które potrafią zawładnąć umysłem całej załogi złożonej ze sklonowanych żołnierzy. Nie sposób odróżnić przyjaciela od wroga gdy próbuje się pokonać złowieszczych "mózgowych najeźdźców".

Jak mówi Ashley Eckstein, czyli głos Ahsoki Tano: "Poprzez nauki Anakina, wydaje mi się, że Ahsoka zaczyna mieć bardzo podobne problemy z przywiązaniem. Tylko czas pokaże, czy te problemy nie odegrają ważnej roli w jej dalszym losie. Dotąd podczas Wojen klonów Ahsoka spędziła większość swojego czasu z Anakinem, a więc naprawdę zaczyna go powoli naśladować. Ona staje się coraz bardziej taka jak jej Mistrz w każdym odcinku; przekonamy się dopiero czy to dobrze, czy źle." Ale Ahsoka znalazła też pewne wpływy wyrównujące nauki Anakina, przede wszystkim w towarzystwie innej padawanki, Barrissy. Ta dynamika pozwala zauważyć wyraźny kontrast z lekkomyślnymi naukami jej Mistrza. "Ahsoka stała się jeszcze lepsza," - opowiada Eckstein - "lepiej sobie radzi, dzięki jej przyjaźni z Barrissą. Po zaprzyjaźnieniu się z Offee, Ahsoka umie teraz spojrzeć na problem z innego punktu widzenia. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że obie mają różne silne strony i jako drużyna pracują najlepiej. Kiedy widzę je razem, zawsze myślę Siła Padawanów!"

Jeśli chodzi o zagadkę czy Ahsoka podda się emocjonalnym wyzwaniom wojny, albo emocjonalnym pokusom, które pewnego dnia sprowadzą jej mistrza na ciemną stronę, Eckstein pozostaje optymistką. "Może to tylko moje własne pozytywne myślenie, ale nie wyobrażam sobie jej przechodzącej na ciemną stronę. Ona chce tylko być najlepsza padawanką jaką potrafi i ostatecznie dowieść, że zasługuje na zostanie Jedi - i czasem to oznacza podejmowanie ciężkich decyzji. Każdy zna dobrze ogólny przekaz Star Wars - że dobro zawsze pokona zło. Nasz serial prezentuje te lekcje w tak fajny sposób i myślę, że to wspaniały przekaz, którego trzeba uczyć dziś dzieci."

Temat na forum

Archiwum wiadomości dla działu "Wojny Klonów"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.