Spis newsów (Carrie Fisher)

Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”: Nawiązania w popkulturze

3



Mówiąc o wpływie „Powrotu Jedi” na popkulturę chyba należy zacząć od krótkometrażowego filmu, który powstał na planie. Mowa oczywiście o pewnym żarcie, który zrobiła sobie ekipa, czyli „Return of the Ewok”. Trudno znaleźć go obecnie w całości, ale fragmenty po sieci są. Chyba tak nawet lepiej się to ogląda. Ten film to fałszywy dokument z planu, ukazujący dzieje młodego Wicketa (w tej roli Warwick Davis, cały czas w kostiumie), który przyjeżdża na plan, bo ma zagrać Ewoka, ale nie wie, co to jest. Podobnie jak oryginalni aktorzy, czyli Mark Hamill, Carrie Fisher i Harrison Ford. Razem przechodzą przez różne plany. Urywki najczęściej pokazuje Davis podczas różnych konwentów.

„Powrót Jedi” był już wydarzeniem kulturowym, trzecią częścią sagi. Nic dziwnego, że jego reklamy ukazywane są w tle różnych filmów. Choćby w „Aniele Zemsty” (1984), czy figurki Hana i Jabby w „Cicha noc, śmierci noc”. Później widać plakaty choćby w wypożyczalniach wideo – np. „Życzenie śmierci 4”.

Efekty specjalne, w tym odpowiednik barki żaglowej czy próby imitowania Imperatora da się dostrzec we „Władcach wszechświata” (1987), czyli pierwszych aktorskich zmaganiach He-Mana ze Szkieletorem.



Warto też wspomnieć o serialu dla dzieci „Mupeciątka”. Tam znalazły się różne nawiązania do VI Epizodu, od pościgu pośród drzew, po sen o pałacu Jabby, gdzie wykorzystano ujęcia z filmu.

Pościg był też pewną inspiracją na ukazanie filmowego meczu quiddich w Harrym Potterze i komnacie tajemnic. Scenę tę również wykorzystano jako inspirację przy „Iniemamocnych”, tam też użyto oryginalnych dźwięków. Dźwięk z niej zaś wykorzystano także w filmie „Wyspa” Michaeala Baya z Ewanem McGregorem.

Nawet w Lucasfilmie, czy może bardziej LucasArts inspirowano się „Powrotem Jedi”. Choćby w drugiej części „Małpiej wyspy”, czyli „Monkey Island 2: LeChuck’s Revenge”. Tam LeChuck leżąc na ziemi prosi głównego bohatera o to, by ściągnął mu maskę, czyli jest to analogia do Vadera.

Scena z rankorem i jego poruszanie się, oraz pewne ujęcia z kolei zainspirowały ekipę „Parku jurajskiego” Stevena Spielberga. Pewnym odbiciem „Powrotu Jedi” jest więc kilka ujęć tyranzoaura. Zresztą użytym jako inspiracja do animowania parku.



Oczywiście Kevin Smith także musiał nawiązać do „Powrotu Jedi”, twórca za bardzo lubi sagę. Film jest wspominany w „Sprzedawcach”, „W pogoni za Amy” czy „Szczurach z supermarketu”. Oczywiście w „Zack i Miri kręcą porno” także jest nawiązanie do VI Epizodu, jeden z filmów to „Return ot the Brown Eye”.

Także w głośnym „Boyhood” znajdziemy rozmowę o zakończeniu „Gwiezdnych Wojen”.

W „Star Treku” znajdziemy także kilka nawiązań, inspiracji lub pewnych mniej lub bardziej zamierzonych podobieństw. W „Stacji kosmicznej” są Breenowie, którzy bardzo przypominają Leię przebraną za Bousha. W „Voyagrze” pojawia się obcy imieniem Bothan, a także rasy B’omar czy Quarren.


Breen

Bothan

B’omar

Quarren


Słynne bikini pojawia się wielokrotnie w kinie. Początkowo nieśmiało w „Trekkies”, ale o jego występowaniu w kulturze już pisaliśmy. Tam jest więcej przykładów.



Nawet we „Władcy pierścieni”, a dokładniej w „Powrocie króla” znajdziemy w miejsce dialogów z Tolkiena nawiązania do powrotu Jedi. Gdy król Theoden leży na ziemi i umiera, Eowina mówi mu, że go ocali, on jej odpowiada, że już to zrobiła.

W „Piratach z Karaibów: Skrzyni Umarlaka” mamy scenę uhonorowania przez lokalne plemię jednego z bohaterów jako wcielenia boga. Reszta ma zostać skonsumowana, zresztą Sparrow ostatecznie też.

Doktor House w jednym z odcinków nazywa grubego pacjenta Jabbą. Tak samo robi Sawyer z serial „Lost - Zagubieni” J.J. Abramsa i Bryana Burka zwracając się do otyłego Hurleya.

Ewoki pojawiają się choćby w „Miasteczku South Park”, czy „Fanboys” Kyle’a Newmana. W „Tedzie 2” Setha MacFarlane’a Ted zostaje nawet pomylony z Ewokiem. Natomiast w serialu „Jak poznałem waszą matkę” kiedy jeden z bohaterów Ted chwali się, że poznał nową dziewczynę, która lubi „Gwiezdne Wojny”, jego przyjaciel koniecznie chce wiedzieć jakie jest jej nastawienie do Ewoków (które jego zdaniem spotykają się z niesłuszną krytyką).





W filmie „Paul” Simona Pegga w jednej z ostatnich scen widzimy Ruth w stroju Boushha. Zapytana kim jest, odpowiada kimś kto cię kocha. W innej produkcji, w którą zaangażowany był Simon Pegg, serialu „Spaced”, bohater po objerzeniu „Mrocznego widma” dokonuje ceremonialnego spalenia swoich zbiorów związanych z Gwiezdnymi Wojnami, w scenie nawiązującej do pogrzebu Vadera.



Zaś wprowadzenie Thanosa w Strażnikach Galaktyki przypomina Imperatora z II Gwiazdy Śmierci i jego tron, na którym mógł się obracać.

W „Wielkiej teorii podrywu”, jedna z postaci, Sheldon, składa II Gwiazdę Śmierci z klocków LEGO.


Czasami nawiązania nie są widoczne na pierwszy rzut oka. W serialu „Firefly” można niekiedy ujrzeć w tle figurkę przedstawiającą Hana Solo w karbonicie. Ozdabia tło niczym Han w pałacu Jabby.


Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”: Premiera

The Making of Return of the Jedi, przepastny internet
6



Kiedy w 1983 r. do kin powracały Gwiezdne Wojny fani niecierpliwie czekali na zakończenie trylogii oraz odpowiedzi na pytania, które pozostawiło „Imperium kontratakuje”. Czy Vader faktycznie jest ojcem Luke’a? Co stanie się z Hanem? Kogo wybierze Leia? Kim jest „ten drugi”? W czasach gdy nie było internetowej rezerwacji i sprzedaży biletów przed kinami ustawiały się długie kolejki. Żeby zobaczyć poprzednie epizody fani też czekali na chodnikach, jednak tym razem zjawisko przybrało na sile. Film miał mieć premierę w większej liczbie kin, ponadto chodziło o pewien koniec, zwieńczenie trylogii. Nikt nie wiedział kiedy powstanie kolejny epizod. Chociaż zapewne większość fanów nie spodziewała się jak długo przyjdzie im czekać.

7 maja 1983 r., w San Francisco odbył się pokaz dla pracowników Lucasfilmu i ich rodzin. Natomiast w dniach 22-24 maja, w kilku miastach (m.in.: Boston, Chicago, Los Angeles, Nowy Jork, San Francisco, Denver, Toronto), odbyły się charytatywne pokazy przedpremierowe. W jednym z takich pokazów (w Broadway Theater w Nowym Jorku) uczestniczyli Carrie Fisher oraz Mark Hamill. Oboje przybyli spóźnieni, ale podczas gdy Fisher mówiąc „Jestem spóźniona. Jestem spóźniona.” szybko udała się do środka, to Hamill, który przyjechał jeszcze później znalazł chwilę by zapozować fotografom i pomachać fanom. Zaproszenia na pokazy przedpremierowe były bardzo pożądanym towarem. Pewnej kobiecie z 20th Century Fox oferowano, w zamian za jej wejściówkę, mężczyznę do wyboru na gorący wieczór. Ponoć odmówiła.
Oficjalna premiera miała miejsce 25 maja 1983 r., w środę. Pierwotnie planowano zorganizować ją w piątek, 27 maja, ale dokonano zmiany, żeby odbyła się dokładnie sześć lat po premierze pierwszego filmu w 1977 roku. Dystrybucję „Powrotu Jedi” rozpoczęto oczywiście w Stanach i Kanadzie, a na początku czerwca film trafił do Wielkiej Brytanii i Irlandii, w lipcu do Japonii i Hong Kongu, natomiast jesienią m.in. do innych krajów w Europie. „Powrót Jedi” był początkowo pokazywany w około 820 kinach (1002 kopii). Dla porównania w weekend otwarcia „Nowa nadzieja” trafiła zaledwie do 43 kin, a „Imperium kontratakuje” do 127. Pierwsze seanse VI Epizodu odbyły się o północy. Do polskich trafił on w 1985 r.

W kinach urywały się telefony z pytaniami o godziny seansów, sprzedaż biletów i potencjalną długość kolejek. W Atlancie, w stanie Georgia, na premierę w kinie Phipps Plaza, w kolejce czekało aż 1000 osób. Przechodząc obok jednej z takich kolejek, pewna kobieta spytała swoją koleżankę: „Czy to Chrystus przybędzie?”.
Dzieciaki urywały się ze szkół, a dorośli z pracy, często zasłaniając chorobą. „Naprawdę nie powinnam z panem rozmawiać – powiedziała jedna z kobiet stojących w kolejce do reportera. – Jak powiedziałam szefowi, złapałam bardzo zaraźliwą grypę. Nie chciałby się pan zarazić”. Ankiety wskazały, że około 60% widzów miało poniżej 25 lat, a jedynie około 2% powyżej 50. Wśród widzów więcej było mężczyzn niż kobiet (stosunek panów do pań wynosił - 60/40).
W jednej z takich kolejek (do kina Egyptian w Los Angeles) pobrała się dwójka fanów, Patricia Smith i David Maples. Państwo młodzi byli przebrani za księżniczkę Leię oraz Hana Solo, a ślubu udzielał im Yoda. Zakochanych fanów możecie zobaczyć na pierwszym z zamieszczonych poniżej materiałów video.
Pewien fan, stojący jako pierwszy w jednej z kolejek, tak opisał to czekanie „To trwająca tydzień impreza z przyjaciółmi”. Ale nie zawsze i wszędzie stanie w tych ogonkach było sympatycznym doświadczeniem. W San Francisco zziębnięci od mgły fani stali w źle zorganizowanej kolejce, niektórzy z nich ponad 20 godzin. Kiedy część osób zaczęła wpychać się na nieswoje miejsca, doprowadziło to do nerwowych przepychanek. Musieli interweniować strażacy, którzy zorganizowali porządną kolejkę. W kilku kinach do wybuchów negatywnych emocji doprowadziły również usterki techniczne. Jak wtedy, gdy okazało się, że brakuje jednej z siedmiu szpul, na których zapisany był film, a tym samym około 20 minut filmu.

Poniżej zamieściliśmy kilka zdjęć z tamtego okresu.



Ponadto zapraszamy do obejrzenia materiałów telewizyjnych poświęconych temu wydarzeniu. Można zobaczyć na nich fanów czekających w kolejkach (m.in. chłopca, który świętował w ten sposób swoje 6 urodziny, jego mama zaczęła rodzić 6 lat wcześniej na seansie "Nowej nadziei") oraz wysłuchać wrażeń jakimi dzielili się pierwsi widzowie po wyjściu z kina w 1983 r. Podobne video zamieściliśmy także niedawno w newsie poświęconym premierowi Kanady Justinowi Trudeau.





Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”

15



Z całej oryginalnej trylogii ten film powstawał zdecydowanie najłatwiej. George’owi Lucasowi w końcu udało się znaleźć złoty środek, w postaci reżysera Richarda Marquanda. Ten wziął film na swoje barki, ale jednocześnie, gdy tylko Flanelowiec tego zapragnął, usuwał się w cień i pozwalał mu realizować wizję. W identyczny sposób powstawał scenariusz nad którym pracował Lawrence Kasdan, czyli ktoś pisał a Lucas wskazywał, co trzeba zmienić, dodać lub wyciąć. Ale prawda była też taka, że cała saga za wiele kosztowała Lucasa i to wcale nie chodzi o pieniądze. Zdrowie, małżeństwo, masa nerwów i użerania się z producentami, problemami na planie tak niezawinionymi przez nikogo jak pogoda, jak i z ludźmi. Ćpająca Carrie Fisher, gwiazdorzący Billy Dee Williams, mający na wszystko czas Irvin Kershner, producent, który dawał sobie wejść na głowę - Gary Kurtz. Te dwie ostatnie osoby musiały pożegnać się z sagą. Lucas nie chciał już z nimi współpracować. Kurza zastąpił Howard Kazanjian. Aktorów nie dało się zmienić, ale ktoś inny nimi teraz zarządzał. Carrie Fisher wspominając swoje stany z tego okresu mówiła, że czasami nie była nawet świadoma, gdzie jest i kogo gra. Zaś karły wydawały się jej jakimiś halucynacjami. George tym razem miał od tego wszystkiego innych ludzi, większość problemów była więc poza nim.



Nie tylko Lucas był zmęczony sagą. Harrison Ford już wcześniej chciał skończyć z Hanem Solo. Alec Guinness był zły, że rola Obi-Wana go zaszufladkowała. Mark Hamill także zaczynał tego doświadczać. Choć „Gwiezdne Wojny” stały się fenomenalnym sukcesem, ważnym dla wielu osób, to jednak sami twórcy mieli już ich dość. „Powrót Jedi” stanowił bardziej obowiązek niż zabawę. Jednocześnie to czas w którym George budował swoje ranczo, nakręcił „Poszukiwaczy zaginionej arki”. Inne filmy i projekty wciąż sprawiały mu radość. Zaś z sagą doszedł do punktu, w którym mógł ją tylko ciągnąć, czego nie chciał. Technologia nie pozawalała mu na przekroczenie kolejnych barier. Dobrym przykładem jest tu Had Abbadon, czy raczej późniejsza Coruscant (więcej). Planeta miasto, stolica Galaktyki, obecna w pierwotnych scenariuszach „Powrotu Jedi”. Dałoby się ją zrobić, ale to co Lucasfilm mógł wówczas stworzyć nie satysfakcjonowało Lucasa. Zamiast szukać półśrodków w ogóle zrezygnowano z pomysłu ukazania jej.

Jedno było pewne, film miał jednocześnie zamknąć wątki, skończyć trylogię, ale zostawić pewną furtkę. Ostatecznie ekipa George’a zrezygnowała z bardziej autorskich rozwiązań, wróciła do pierwotnego scenariusza, podzielonego wówczas na trzy filmy i wykorzystano z niego niektóre elementy. Choćby Kashyyyk, czyli planetę Wookiech. Bitwa w lesie miała się pojawić jeszcze w „Nowej nadziei”, tam nie dało się tego zrealizować, więc można było ją wepchnąć w trzeci film. W „Powrocie Jedi” pojawił się tylko jeden istotny problem. Kashyyyk zostało użyte w „Star Wars Holiday Special”, czymś o czym Lucas chciał zapomnieć. Zatem nie było szans, by ta planeta pojawiła się w kinie (ostatecznie Lucas ukazał ją w „Zemście Sithów”, która w podobny sposób zbierała różne pomysły Lucasa). Zamiast Kashyyyku i Wookiech wymyślono Endor i Ewoki. A te od razu dało się przerobić na maskotki. Dziś Ewoki nie wywołują już kontrowersji, ale w latach 80. milutkie stworki w „Gwiezdnych Wojnach” to już było przegięcie, nie do zaakceptowania przez fanów strzegących prawdziwej wersji.
Pojawiła się też kolejna Gwiazda Śmierci. Znów bardziej jako powrót sprawdzonego pomysłu. Zresztą to samo Lucas zrobił w „Mrocznym widmie”, tam to był okręt Federacji Handlowej.



„Powrót Jedi” wymagał też zamknięcia losów postaci, których praktycznie nie widzieliśmy na ekranie. Imperator został ukazany jako hologram w „Imperium kontratakuje”, teraz pojawił się jako postać. W rolę wcielił się Ian McDiarmid. Trzeba było też zbudować Jabbę o którym wspominał Han Solo. Wyjaśnić co się stało z Hanem Solo, oraz z Anakinem.

Zdjęcia dalej kręcono w Wielkiej Brytanii, ale tym razem lokacje znajdują się w praktycznie na obrzeżach Kalifornii (Redwood, pustyna Yuma i Dolina Śmierci). Rozpoczęto je 11 stycznia 1982. Do swoich ról wrócili Mark Hamill, Carri Fisher, Harrison Ford, Billy Dee Williams, Peter Mayhew, Anthony Daniels, Kenny Baker oraz David Prowse i James Earl Jones a także Frank Oz jako Yoda. Alec Guinness także pojawił się na planie

Po premierze „Jedi” nadszedł czas by skończyć z sagą. Każdy rozszedł się w swoją stronę. Lucas zaś mając dość swego najważniejszego dziecka wiedział jednak, że pewnego dnia powróci do sagi. Musiał do tego dojrzeć, odpocząć i zatęsknić. Co pewien czas mówił o możliwych sequelach, jak i prequelach, lecz przez lata właściwie nic z tego nie wynikało. Choć opowiadał aktorom, że na starość wrócą do swoich ról, nikt mu w to nie wierzył. Wydawało się, że ogień sagi powoli gaśnie. „Powrót Jedi” zaś stanowił satysfakcjonujące zamknięcie.

Lucas zaś potrzebował przerwy i rozwoju technologii. Gdy zaś już się zabrał za nowe filmy, jedną ze zmian były modyfikacje samego „Powrotu Jedi” i reszty klasycznej trylogii, o czym pisaliśmy parę razy, choćby tutaj.

W ten weekend zajmiemy się znów VI Epizodem. Ale na początek jeszcze przypominamy o naszych dwóch tygodniach poświęconych temu filmowi.

Drugi Tydzień Powrotu Jedi:



Tydzień "Powrotu Jedi" z okazji 25 lecia filmu:



To kolejny z naszych weekendów z okazji 40-lecia sagi, tradycyjnie zapraszamy też do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

„Przebudzenie Mocy” w listopadzie w TVN

40



Nie będzie to zaskakująca wiadomość, raczej dość wyczekiwana. „Przebudzenie Mocy” trafi do TVN już w listopadzie, jak podaje TVN Fakty.pl.



„Gwiezdne Wojny: Część VII - Przebudzenie mocy” J.J. Abramsa. zobaczymy 17 listopadza, czyli w piątek o godzinie 20:00.

Złe Imperium zostaje zastąpione przez Najwyższy Porządek, który chce władzy nad galaktyką. Plany wrogiej organizacji może pokrzyżować Ruch Oporu.

Występują: Harrison Ford, Carrie Fisher, Mark Hamill, Daisy Ridley, Oscar Isaac i John Boyega.

Rian znowu o porgach, plus nowe zdjęcia

21

Rian Johnson zaczyna mówić o filmie. Przyznał, że wraz z Ramem Bergmanem i innymi producentami mieli dyskusję przeszło rok temu, co można ujawnić i pokazać w różnych materiałach a co nie. Kolejne zdradzane elementy filmu są szczegółowo zaplanowane, a przy tym wciąż pilnują, by ludzie mieli co odkrywać, gdy pójdą na film. Czyli można potwierdzić, że Lucasfilm ma swój kalendarz newsów.

Rian mówił także, że nie był pewien porgów. One od początku wydawały się takie milutkie. Kto wie, czy nie nazbyt. Na planie jednak wszyscy je pokochali, a Johnson uznał, że w świecie „Gwiezdnych Wojen” jest i na nie miejsce.

Dla Johnsona „Gwiezdne Wojny” to przede wszystkim film o dorastaniu, wchodzeniu w dorosłość. Bohaterowie muszą określić swoje relację z bliskimi, rodziną, tym na których im zależy, a także tymi, których się boją. To filmy o przechodzeniu do kolejnej fazy życia, temu reżyser i scenarzysta chciał być wierny.



Laura Dern pojawiła się w programie Ellen DeGeneres. Mówiła o tym, jak cieszy się, że grała w „Gwiezdnych Wojnach”, chwaliła występ Carrie Fisher. Ale przy okazji pojawiło się tam zdjęcie admirał Amalyn Holdo. Za nią zaś kilka osób z Ruchu Oporu, w tym jeszcze jeden BB-8, czy może raczej 2BB-2.

Joseph Gordon-Levitt potwierdził swój maleńki udział w filmie Riana Johnsona. Aktor ma mieć małe kameo, ale dodał, że jest jednym z dwóch aktorów, którzy pojawili się w każdym filmie Riana. Drugiego nie zdradził. Właściwie nie musiał. To Noah Segan. O tym, że obaj pojawią się w filmie pisaliśmy jeszcze w 2014. Rian i Ram Bergman lubią mieć ich w każdym wspólnym dziele, tradycji stało się za dość.

Kelly Marie Tran porównała swój występ w „Gwiezdnych Wojnach” do życia bohaterki serialu „Hannah Montana”. Dwa ostatnie lata były szalone w życiu aktorki, wiele zmieniły. Ale najbardziej dało się to zauważyć na Celebration. Właściwie na konwent mogła wejść normalnie i nikt nie zwracał na nią uwagi, ale gdy wyszła na scenę, momentalnie stała się inną osobą. Celebrytką, choć będzie jeszcze musiała popracować nad rozpoznawalnością.

Przy okazji materiałów z IMAX pojawiło się też zdjęcie, w którym Finn (John Boyega) i Rose (Kelly Marie Tran) jadą na stworze nazwanym fathier.



Zdaniem Andy’ego Serkisa zwiastun, który niedawno zadebiutował był niesamowity i spektakularny, a przy tym dobrze oddający ton i klimat filmu. Aktor dodał także, że zna już historię Snoke’a.

Czy Snoke to Ezra Bridger? Tego jeszcze nie wiemy, ale Pablo Hidalgo zdementował pogłoski, że Ezra to DJ, którego zagra Benicio Del Toro.

O wyzwaniach stojących przed J.J. Abramsem

17

Nie wszyscy są zadowoleni z powrotu J.J. Abramsa do „Gwiezdnych Wojen”. Pisaliśmy już o petycji niektórych fanów, ale oprócz nich decyzja Abramsa zmartwiła włodarzy w Paramount. W 2006 J.J. podpisał z Paramountem umowę na mocy której firma ta stała się jego „domowym” studio. Problem tkwi w tym, że nie licząc „Przebudzenia Mocy”, Abrams nie wyreżyserował od czasu „W ciemność. Star Trek” (2013) żadnego filmu.

Paramount nie był zadowolony, gdy Abrams postanowił po raz pierwszy zrobić „Gwiezdne Wojny”. Zrozumieli jednak, że to życiowa szansa, która w tym wypadku się powtórzyła. Wówczas wycenili, że rok przerwy w pracy J.J. to około strata 10 milionów USD. Paramount zawarł wtedy ugodę z Abramsem, ten zobowiązał się, że następny film wyreżyseruje dla Paramountu. W obecnej sytuacji na razie prezes Paramountu Jim Gianopulos poprosił Disneya o odszkodowanie, choć doskonale zdają sobie sprawę, że ci nie pokryją im wszystkich strat. Przerwa w pracy Abramsa jest dla studia tym boleśniejsza, że jest on nie tylko reżyserem, ale też scenarzystą i producentem, a takich twórców rozumiejących rynek nie mają zbyt wielu.



Za to zadowolony i podekscytowany powrotem Abramsa jest John Boyega. Aktor przyznał, że gdy się tylko dowiedział o powrocie, wysłał mejla do reżysera. Zapytał w nim, czy jednym z powodów powrotu było to, że J.J. stęsknił się za Boyegą. Oczywiście John dodaje, że jego zdaniem właściwie to jedyny powód, za co jest oczywiście reżyserowi wdzięczny. John powiedział, że nie ma pojęcia, co się stanie w IX Epizodzie, ale ma nadzieję, że zakończą w nim wszystkie wojny i odpowiedzą na wiele pytań. Jednocześnie aktor podkreślił, iż wierzy w reżysera.

Mark Hamill zaś potwierdził to, o czym wiemy już od dawna. IX Epizod miał być filmem w którym większą rolę miała odegrać Leia. Nagła śmierć Carrie Fisher namieszała dość mocno, tak w pierwotnych założeniach, jak i ostatecznie przyczyniła się do zmiany reżysera. Mark dodaje, że jednym z największych wyzwań stojących obecnie przed Abramsem jest to, by w odpowiedni sposób odesłać Leię, tak by uszanować wkład Fisher czy oczekiwania fanów. Choć Lucasfilm potwierdził, że nie będą tworzyć cyfrowej Lei, może się okazać, iż do kilku ujęć będą musieli zmienić zdanie.

Aukcja przedmiotów osobistych Carrie Fisher i Debbie Reynolds

www.profilesinhistory.com
5

Za kilka dni fani Carrie Fisher i jej matki Debbie Reynolds będą mogli nabyć pamiątki po obu aktorkach. Wśród wystawionych na sprzedaż przedmiotów należących do obu kobiet znalazły się m.in.: elementy wyposażenia domów, przedmioty osobiste, pamiątki, zbiory z różnych prywatnych kolekcji, a także dwie nieruchomości Debbie Reynolds.
Aukcje odbędą się w Calabasas (Kalifornia) w dniach 7, 8 i 9 października tego roku i będzie można wziąć w nich udział na wiele sposobów, m.in.: na żywo, telefonicznie czy przez internet. Część dochodu z aukcji zostanie przekazana do dwóch organizacji charytatywnych: The Thalians (założonej przez Reynolds) oraz The Jed Foundation (wybranej przez Billie Lourd, córkę Fisher). Więcej szczegółów na ten temat można znaleźć na stronie www.ProfilesInHistory.com.
Natomiast w tym miejscu znajdziecie katalog (340 stron) wszystkich przedmiotów wystawionych na sprzedaż. Te należące do Carrie Fisher zaczynają się od strony 171, a duża część memorabiliów związanych z Gwiezdnymi Wojnami od strony 284. Wśród licytowanych rzeczy Fisher znajdą się m.in.: meble, obrazy, przeróżne bibeloty i ozdoby, ubrania, zdjęcia, scenariusze, plakaty, fotosy, rozpiski z tras promocyjnych Gwiezdnych Wojen, figurki, autografy, fanarty, zdjęcia, książki (wiele z tych przedmiotów z adnotacjami, notatkami Carrie). Natomiast w kolekcji Debbie Reynolds znalazło się m.in.: dużo pamiątek z planów wielu filmów, kostiumy, rekwizyty, a także pamiątki związane z Carrie Fisher (np. dziecięce ubranka i zdjęcia).
Warto przejrzeć te często oryginalne pamiątki po Carrie Fisher. Na zamieszczonym poniżej nagraniu Todd Fisher, brat zmarłej aktorki, oprowadza po jej domu i prezentuje niektóre z przedmiotów, które znajdą się na aukcji.



Poniżej przedstawiamy kilka wybranych zdjęć wystawionych do licytacji przedmiotów.

Tatuaże Star Wars

przepastny internet
16

Pogoda zaczęła sprzyjać raczej zakrywaniu tatuaży, ale zobaczmy co inni mogą kryć pod swetrami. Przedstawiamy dziś mały przegląd przykładowych tatuaży fanów Gwiezdnych Wojen. Tym razem są to głównie postacie znane z filmów.



Wszystkie prezentowane dotychczas na Bastionie tatuaże znajdziecie tutaj.
Temat na forum

Sekrety „Przebudzenia Mocy” wychodzą na jaw

23

Premiera „Ostatniego Jedi” powoduje, że Lucasfilm zdecydowanie chętniej dzieli się informacjami na temat „Przebudzenia Mocy”.

Jeden z takich przykładów to planeta Jakku. Jakiś czas temu ujawniono jeden z pierwszych szkiców, gdy była to jeszcze planeta złomowsko.



Harrison Ford wspomniał, że o jego powrót w Epizodzie VII prosił jeszcze sam George Lucas. To wiemy, ale co ciekawsze jest to, że jak twierdzi Ford chyba już na pierwszym spotkaniu powiedziano mu, że Han Solo nie przeżyje tego filmu. Harrison miał podjąć decyzję, czy chce wracać. To zależało w całości od niego, uznał, że z jednej strony to będzie bardzo ciekawe z punktu widzenia postaci, z drugiej o jej śmierć kłócił się z Lucasem od bardzo dawna.

Billie Lourd, czyli córka Carrie Fisher wyznała, że to J.J. Abrams zadzwonił do niej i zachęcił, by wzięła udział w castingu do roli Rey. Wówczas nie mogli nikogo znaleźć. Ostatecznie rola przypadła Daisy Ridley, zaś Abrams zaproponował Billie małą rólkę porucznik Connix.

Nina Gold, dyrektorka castingu do Epizodu VII powiedziała natomiast, że gdy po raz pierwszy zobaczyła Daisy Ridley, wiedziała, że to ktoś wyjątkowy. Daisy miała na sobie fryzurę Lei z „Nowej nadziei”, ale pomijając to, była doskonała. Nina spotkała się z tysiącami ludzi ubiegających się o główne role, ale o Daisy nie potrafiła zapomnieć. Ridley miała w sobie tyle energii, zapału, miała w sobie coś. Potem Gold zdała sobie sprawę, że sprawdzili tylko jak Daisy gra rolę twardej i zadziornej. Dopiero później poproszono ją o zagranie sceny przesłuchania z Kylo Renem, gdzie Rey miała problemy. To zostało zagrane perfekcyjnie.

Porgi są jadalne, a film skończony

54

Prace nad „Ostatnim Jedi” zostały oficjalnie zakończone. Poinformował o tym reżyser Rian Johnson na swoim instagramie.



Są też informacje na temat oficjalnej premiery. Film Johnsona po raz pierwszy zostanie publicznie pokazany 8 grudnia 2017.

Druga sprawa to zwiastun, który jest bliżej niż dalej. Mark Hamill zasugerował, że może się pojawić 9 października. Potem Mark usunął wpis z twittera. Pytanie jest takie, czy faktycznie podał właściwą datę, czy ponownie zakpił sobie z fanów?

Tymczasem mamy japoński spot TV.

Ogłoszono także partnerów, którzy pomogą Lucasfilmowi promować VIII Epizod. Będą to: Christian Louboutin, General Mills, Nissan Motor Co., Ltd., Royal Philips, Verizon, VIZIO.

Andy Serkis niedawno mówił o Carrie Fisher. Wspominał ją jako niesamowitą osobę i publicznie żałował, że nie miał do odegrania z nią żadnych scen. W „Ostatnim Jedi” przede wszystkim grał z Adamem Driverem i Domhnallem Gleesonem. Carrie mógł co najwyżej spotkać na planie.



Gleeson natomiast przyznał, że Hux nie jest jedną z głównych postaci. Dlatego nie ma go wiele w materiałach reklamowych. On jest w filmie, ale to bardziej tło dla Kylo Rena.

A na koniec przechodzimy do materiału dnia. Disney, Lucasfilm i Rian Johnson karmili nas zdjęciami porgów, figurkami, a tu okazuje się, że porgi są jadalne. Przynajmniej strażniczki z Ahch-To na nie polują. W książce Star Wars: Easy Made jest jedna mała sugestia. Przy porgach jest pytanie, czy są smaczne. Odpowiedź brzmi: możliwe. Natomiast w jednej z książeczek do kolorowania widzimy jak stażniczki łapią porgi. Wykorzystują do tego siatkę oraz coś co wygląda jak dudy zrobione z ryb.

Co ciekawe jedno ze zdjęć Chewbaccy w kontekście zjadania porgów (i myślenia żołądkiem), wygląda dwuznacznie.

Petycja o odwołanie Abramsa

46



Nie wszyscy są zadowoleni z wyboru J.J. Abramsa na reżysera IX Epizodu. Część fanów postanowiła napisać do Lucasfilmu petycję o kolejną zmianę reżysera. Na razie, po tygodniu, zebrano około 3 tysięcy podpisów. Petycja znajduje się tutaj.

Tymczasem wychodzą nowe fakty w sprawie zwolnienia Colina Trevorrowa. Większość zgadza się z tym, co przedstawialiśmy tutaj. Najistotniejsza rzecz dotyczy samego charakteru byłego scenarzysty i reżysera finału tej trylogii. Otóż Colin jest niesamowicie pewnym siebie człowiekiem, który lubi stawiać na swoim. To, co było jego mocną stroną, póki dzielił wizję z Kathleen Kennedy, okazało się być tym, co uniemożliwiło mu pracę po śmierci Carrie Fisher. Najwyraźniej zmiana scenarzysty nie pomogła, zaś Kathy nie chcąc mieć powtórki z Hantologii zareagowała wcześniej. Jednocześnie miała już dosyć Trevorrowa.

To Rianowi Johnsownowi jako pierwszemu zaproponowano reżyserię Epizodu IX. Gdy odmówił, wtedy podpisano kontrakt z J.J. Abramsem. Jeszcze przed ogłoszeniem Abramsa, Johnson sam mówił w Japonii, że chce się skoncentrować na VIII części.



Pytaniem otwartym jest to dlaczego Johnson dostał jako pierwszy taką propozycję. Abrams był zaangażowany w powstawanie IX Epizodu jako producent. Johnson potrzebuje odpoczynku po „Ostatnim Jedi”, co także mogłoby jeszcze bardziej wydłużyć oczekiwanie na premierę. Natomiast nie licząc tych dwóch reżyserów, Lucasfilm miał niewiele alternatyw, zakładając, że chcą zaangażować kogoś, kto ma doświadczenie i czuje temat. Każdy inny potencjalny reżyser był w tym czasie zajęty. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że scenariusz finału trylogii powstanie praktycznie od początku.

John Landis jeden z gigantów komedii lat 80. Reżyser „The Blues Brothers” czy „Gliniarza z Beverly Hills 3” (tego z George’m Lucasem) także odniósł się do kwestii wymiany reżyserów przez Lucasfilm. Stwierdził, iż on ma bardzo podobny problem. Ma swoją wizję i swoje zdanie, co sprawia, że producenci nie chcą go zatrudniać. Skrytykował politykę Lucasfilmu. Wspomniał też jedną z wypowiedzi Lucasa, który raz powiedział, że czuł się jakby sprzedał swoje dziecko w niewolę. Na tym Landis skończył swą walkę o wolność twórczą w Lucasfilmie.

Domhnall Gleeson grający generała Huxa, zapytany co sądzi o wymianie reżysera, nie załapał haczyka. Powiedział, że ponieważ nie wiemy, co się wydarzy w „Ostatnim Jedi”, może tylko mówić jako kinoman, bo wtedy nie jest ważne, czy jest zaangażowany w IX Epizod, czy nie. Gleeson twierdzi, że zaiste to co się stało jest bardzo złe dla Colina, ale z drugiej strony może firma podjęła słuszną decyzję. Raczej unikał jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron.

Wiemy też, że na pewno nie wróci Harrison Ford. Żadnych retrospekcji, duchów nic. Aktor przyznał, że już na stałe skończył z sagą.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Otóż pojawiły się ostatnio ogłoszenia o castingach na statystów do Epizodu IX, ale wszystko wskazuje na to, że to fałszywki. Castingi pewnie są, ale czy to ma cokolwiek wspólnego z filmem Abramsa, nie wiadomo.

Weekend 40-lecia – „Imperium kontratakuje”: Premiera

Oficjalna, Washington Post
7



W 1980 roku, po raz pierwszy w historii Gwiezdnych Wojen, fani cieszyli się na koniec długiego oczekiwania na kolejny film z serii.
Premiera „Imperium kontratakuje” odbyła się 17 maja 1980 r. w Kennedy Center w Waszyngtonie. Wydarzenie to nazwano „Dziecięcą światową premierą” (Children's World Premiere), a dochód z pokazu został przekazany na rzecz organizacji Special Olympics (Olimpiady Specjalne – organizacja wspomagająca rozwój osób z niepełnosprawnością intelektualną). W imprezie uczestniczyło około 600 dzieci (w tym 300 podopiecznych organizacji). Dzieci gorąco powitały aktorów i członków ekipy, którzy stawili się w Kennedy Center by spędzić z nimi czas podczas lunchu (zaserwowano m.in. hot dogi), rozmów i podpisywania autografów przed seansem.
Wśród przybyłych znaleźli się: Mark Hamill, Carrie Fisher, Harrison Ford, Billy Dee Williams, David Prowse (Darth Vader), Peter Mayhew (Chewbacca), Kenny Baker (R2-D2) i Frank Oz (Yoda), Irving Kershner (reżyser), Gary Kurtz (producent), a także Arnold Schwarzenegger i znani sportowcy. Impreza ominęła rozczarowanego Anthony’ego Danielsa (C-3PO), który leżał wtedy w szpitalu. Pomimo jego próśb, lekarze nie zgodzili się wypuścić go na przepustkę.
Przed spotkaniem z dziennikarzami spięty Ford stwierdził, że nie jest w tym dobry, na co rozluźniony Hamill zaproponował „Zrób to jak Magic Johnson. ‘Cześć mamo. Cześć tato. Jestem po prostu dumny, że mogę pomóc drużynie’.”
Podczas spotkania z najmłodszymi, dzieci miały okazję zadać pytania (Pytanie do Fisher: „Dlaczego kochasz Hana Solo, a nie Luke’a Skywalkera?” Fisher: „Ponieważ ma taki duży… samochód”.) i otrzymać autografy. Na koniec imprezy pokazano film, który został przyjęty bardzo entuzjastycznie, widownia co chwilę wiwatowała (podobno najbardziej jak Han Solo pocałował księżniczkę Leię). „Słyszałeś je? Słyszałeś je? Rany, Kersh, czy słyszałeś jak te dzieciaki się cieszyły?” spytał po seansie ktoś z ekipy Irvinga Kershnera, na co reżyser odpowiedział uśmiechem.
Jeśli chcecie przeczytać więcej na temat tej premiery, to w tym miejscu znajdziecie artykuł z 19 maja 1980 r. z gazety Washington Post.

Następnie 20 maja odbyła się charytatywna królewska premiera w Londynie, w kinie Odeon, w której uczestniczyła Księżniczka Małgorzata. Z tej okazji do Londynu przylecieli m.in.: Carrie Fisher, Mark Hamill, Harrison Ford i Billy Dee Williams. Aktorzy wręczyli pilotowi samolotu, który odbyli podróż ze Stanów, miniaturę Sokoła Millenium.
Brytyjska premiera była reklamowana jako Empire Day czyli Dzień Imperium. Było to nawiązanie do święta obchodzonego w latach 1902 - 1958 na część urodzin Królowej Wiktorii, w dniu 24 maja. Nazwa tego święta została z czasem zmieniona na British Commonwealth Day, a w 1966 roku na Commonwealth Day (czyli Dzień Wspólnoty Narodów), jednak jego pierwotna nazwa była idealna do promocji nowej odsłony Gwiezdnych Wojen. Na ulicach pojawili się szturmowcy rozdający przypinki z hasłem „Happy Empire Day”, a także aktorzy pozujący dla prasy. Więcej na ten temat przeczytacie na StarWars.com.

W dniach 19 i 20 maja odbyła się seria charytatywnych pokazów, natomiast 21 maja film trafił do regularnej dystrybucji w Ameryce Północnej i Wielkiej Brytanii. W czerwcu rozszerzono zakres dystrybucji i zaczęto wyświetlać „Imperium kontratakuje” w Irlandii, Izraelu oraz Japonii, a w następnych miesiącach film miał swoje premiery w kolejnych państwach. Do Polski V Epizod trafił w 1982 r.

Poniżej możecie obejrzeć zdjęcia związane z premierą „Imperium kontratakuje” i opisanymi powyżej wydarzeniami.



Czy wielu z Was pamięta polską premierę „Imperium kontratakuje”? A może byliście w kinie na premierze Wersji Specjalnej V Epizodu, która w naszym kraju miała miejsce 4 kwietnia 1997 r.?

Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Imperium kontratakuje”

11



Choć w kontrakcie George’a Lucasa na „Nową nadzieję” była mowa o ewentualnych sequelach, tak naprawdę nikt o nich specjalnie nie myślał. Z Flanelowcem włącznie. George miał zaledwie zarys tego, co się będzie działo dalej i nic więcej. Z drugiej strony praca nad „Nową nadzieją” kosztowała go tyle, że miał wszystkie dość. Gdy się jednak okazało, iż pierwszy film osiągnął nie tylko gigantyczny sukces, ale stał się fenomenem, powstanie sequela było nieuniknione. Zwłaszcza z powodu jednego z zapisów w kontrakcie, który zobowiązał Lucasa do nakręcenia filmu w określonym terminie inaczej prawa przeszłyby na Foxa. Przed premierą „Nowej nadziei” ten zapis właściwie nie był istotny, ale po niej stał się kluczowy, gdy włodarze 20th Century zwietrzyli pieniądze.



Zmęczony „Nową nadzieją” Lucas stanął przed trudnym zadaniem. Znów musiał walczyć z korporacją o swoją niezależność, tyle, że teraz nie miał już w sobie, aż tyle siły i samozaparcia. Dodatkowo druga (jak i kolejna) część zawsze stanowi problem, bo ludzie mają już wobec niej pewne oczekiwania, które niekoniecznie twórcy mogą i chcą spełnić. To coś, z czym „Mroczne widmo” czy „Przebudzenie Mocy” także miały duże problemy. Ostatecznie „Imperium kontratakuje” wyszło ze starcia z oczekiwaniami obronną ręką, ale do tego była potrzebna długa droga.

Reżyser nauczył się jeszcze jednej rzeczy. Nie chciał mieć wiele wspólnego ze studiem, więc tym razem finansował wszystko samodzielnie. Fox miał zająć się jedynie dystrybucją. Lucas wiedział, że nie da rady napisać scenariusza sam. Czuł także, że nie podoła reżyserii. Potrzebował pomocy, musiał oddać swoje dziecko komuś innemu, jednocześnie nadzorując i pilnując swojej wizji. To wciąż był ryzykowny projekt. Sequele w tamtych czasach nie zarabiały tyle, co oryginały, w dodatku najczęściej były gorsze.

Do pisania scenariusza zatrudnił Leigh Brakett, ponad sześćdziesięcioletnią już wtedy panią, która na swoim koncie miała kilka skryptów do słynnych westernów („Rio Bravo”, „Rio Lobo”, czy „El Dorado”) i kilku innych filmów, które święciły tryumfy dwie lub trzy dekady wcześniej. Brackett jednak nie sprostała oczekiwaniom Lucasa. Jej scenariusz w większości nadawał się jego zdaniem do wyrzucenia. Lucas był gotów w ogóle ją zastąpić kimś innym, jednak wyszło na jaw, że scenarzystka jest umierająca. Zmarła na raka 17 marca 1978, krótko po skończeniu prac nad pierwszą wersją scenariusza. Lucas zatrudnił nowego scenarzystę, Lawrence’a Kasdana. Ostatecznie wycięto praktycznie cały wkład własny Leigh, jednak George chciał uhonorować w pewien sposób jej pracę, więc w napisach to ona i Kasdan są wymienieni jako scenarzyści, Lucas tylko jako osoba, która wymyśliła historię. Faktycznie wkład George’a w scenariusz jest dużo większy niż Leigh. Z Kasdanem zaś współpraca układała się Lucasowi bardzo dobrze, nic dziwnego, że zaproponował mu potem pracę przy „Powrocie Jedi” oraz „Poszukiwaczach Zaginionej Arki”.

Inaczej sprawa miała się z reżyserem. Lucas zaproponował tę funkcję swojemu dawnemu nauczycielowi ze szkoły filmowej, Irvinowi Kershnerowi. Mimo, że Kersh był starszy od George’a, nie mógł się pochwalić takimi sukcesami jak jego uczeń. Zresztą właśnie dlatego początkowo odrzucił propozycję Lucasa. Nie chciał się mierzyć z sukcesem „Gwiezdnych wojen”. Do zmiany zdania nakłonił go dopiero agent, sugerując, że w ten sposób zapisze się w historii kina. Irvin od razu powiedział też Lucasowi, że w ogóle nie interesują go sprawy techniczne, efektów i całej tej reszty, woli zająć się postaciami i mistyką. To było dokładnie to, czego Lucas potrzebował. Reżysera, który zajmie się aktorami, zaś da się poprowadzić tam, gdzie Flanelowiec radził sobie dobrze jak nikt inny.

Ivrin praktykując zen, wpłynął także na wizję Mocy i nauczania Yody. Zresztą kukiełka stworzona przez Stuarta Freeborn operowana przez Franka Oza to było jedno z większych wyzwań, nie tyle technicznych. Trzeba było przekonać widzów, że Yoda wygląda i zachowuje się prawdziwie.

Zdjęcia rozpoczęły się 5 marca 1979 w Norwegii. Na plan wrócili Harrison Ford (choć miał problem z dotarciem na lokację), Carrie Fishier oraz Mark Hamill, który na krótko przed rozpoczęciem zdjęć miał wypadek, co wymagało pewnych zmian w scenariuszu. Do głównej obsady dołączył też Billy Dee Williams.


Jednak, to wyglądało tak dobrze na początku, wcale takie nie było. Lucas musiał liczyć się z ograniczonym budżetem, Kersh zaś kręcił bardzo powoli. Zmieniał scenariusz bez konsultacji, próbował wielu ujęć, szukał. To doprowadzało George’a do białej gorączki. Film się ślimaczył. No a producent Gary Kurtz nie potrafił nad Irvinem zapanować. Zresztą problemy były także z aktorami, w szczególności z Carrie Fisher, której stan nie raz utrudniał kręcenie ujęć.

Problemy na planie „Nowej nadziei” nadwyrężyły małżeństwo Lucasa i Marcii Lucas. George usiłował spędzać z nią więcej czasu, naprawić pewne rzeczy, ale materiał jaki został nakręcony wymagał od niego bardzo dużo uwagi. Pierwszy montaż był wręcz fatalny. Wymagało to dokrętek i to bardzo intensywnych. Ostatecznie to właśnie „Imperium” pogrzebało związek Marcii i George’a. Jednocześnie kosztowało też stanowisko Gary’ego Kurtza, który już nie wrócił do prac przy „Powrocie Jedi”. Irvin także dostał od Lucasa wilczy bilet.

Jednocześnie George’a czekała kolejna batalia, tym razem ze związkami filmowców. Te wcześniej, nie licząc na sukces „Nowej nadziei”, pozwoliły Lucasowi przenieść napisy na sam koniec filmu. Teraz powiedziały nie. Film miał się zacząć od informacji o scenarzystach, reżyserze i tak dalej. Tego Lucas zaakceptować nie mógł. Nałożono więc na niego grzywnę, podobnie jak na Kershnera. Lucas zapłacił obie, ale też wypisał się ze związków. Zresztą miał z nimi problemy jeszcze przy kolejnych filmach, nie zapomniały mu tego.

Potem przyszła premiera. Pierwsze recenzje były raczej chłodne, ale stosunkowo szybko zaczęło się to zmieniać. Z czasem film okrzyknięto najlepszym sequelem wszech czasów. Lucas w końcu mógł wybić się na niezależność, ale cena jaką zapłacił była spora. Wkrótce „Imperium” stało się ikoną, najsłynniejszym i najlepszym sequelem wszechczasów i filmem z jednym z największych zwrotów akcji. Film dostał cztery nominacje do Oskara, w tym za muzykę Johna Williamsa. Dostał dwie statuetki, za najlepszy dźwięk i efekty specjalne. Nagrodzono także Oskarem honorowym Aleca Guinnessa.

„Imperium” zresztą jak wszystkie inne filmy, przeszło też wiele zmian. Do kin wróciło z okazji 20-lecia sagi, wraz z „Wersją specjalną”. Konwersja 3D prawdopodobnie nie doszła do skutku.



„Imperium” poświęciliśmy też cały tydzień.

Tydzień Imperium kontratakuje:




Dziś zaś zaczynamy weekend poświęcony temu Epizodowi. To kolejny z naszych weekendów z okazji 40-lecia sagi. Zapraszamy też do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

„Ostatni Jedi” prawie skończony

33

Rian Johnson był niedawno w Japonii na konferencji prasowej z fanami. Zdradził tam kilka ciekawostek na temat „Ostatniego Jedi”. Po pierwsze film jest już prawie skończony, właściwie to jest skończony, ale przez najbliższe dni będą nanoszone na niego pewne poprawki.

Po drugie w filmie usłyszymy Josepha Gordona-Levitta, w małej rólce. To akurat zaskakujące nie jest, bo Johnson obsadza swego przyjaciela praktycznie we wszystkich swoich filmach. Zresztą o tym, że Levitt najprawdopodobniej będzie w jakiś sposób zaangażowany w projekt pisaliśmy już w 2014, wkrótce po tym jak Johnson zabrał się za film. Levitt podłoży głos pod jednego z obcych.

Rian mówił także o reakcji Marka Hamilla i Daisy Ridley na niektóre rzeczy, które przeczytali w scenariuszu. Podobno byli lekko zszokowani. Dla Johnsona to ważne, bo oni byli pierwszymi odbiorcami gotowego scenariusza, takimi testerami, a jednocześnie dobrze znają swoje postaci. Dla reżysera i scenarzysty ważne jest jednak nie to, by zszokować widownię na siłę, bo to łatwo zrobić, ale by z szokiem były powiązane pewne emocje, a także by miało to ręce i nogi w scenariuszu. Johnsonowi zależało na tym, by dojście do tych istotnych rewelacji było naturalne. Nie chciał się ścigać z „Imperium kontratakuje” i „Jestem twoim ojcem”.

Rian mówił także, że w zwiastunie zajawkowym najważniejszy według niego fragment dotyczący filmu to wypowiedź Luke’a, że czas Jedi dobiegł końca. Ona wynika mocno z pytań, które sobie zadawał pisząc scenariusz.

Johnson chwalił też Kylo Rena, a dokładniej to, w jaki sposób J.J. Abrams przedstawił go w „Przebudzeniu Mocy”. Nie jako kopię Vadera, ale kogoś, kto podejmuje dopiero pewne kroki, kogoś, kto ma rozbudowaną osobowość. Rena bardzo dobrze się pisało Rianowi.

Johnson także mówił, że koncentruje się na Epizodzie VIII, nie IX. Było to jeszcze przed wczorajszym ogłoszeniem J.J. Abramsa jako reżysera IX części.

Reżyser chwalił też występy Kelly Marie Tran i Carrie Fisher. Cały panel możecie zobaczyć tutaj:

Jaki los czeka Leię w "Ostatnim Jedi"?

NewsFromJakku
63

Carrie Fisher, aktorka wcielająca się w postać Lei, zmarła w grudniu zeszłego roku. W związku z tym cały scenariusz do Epizodu IX wraz z wizją reżysera musiały zostać zmienione. Z tego powodu doszło do konfliktu między reżyserem Colinem Trevorrowem a producentką Kathleen Kennedy.

Jaki los czeka generał Leie w "Ostatnim Jedi"? Według informatorów NewsFromJakku (Spoiler):
podobno reżyser Rian Johnson przygotował heroiczne pożegnanie z postacią.
Leia umrze w Epizodzie VIII. Jednak nie zobaczymy śmierci na ekranie, tylko eksplozje planety na której będzie znajdowała się postać. Generał Leia umiera aby uratować Rey i Chewiego, ponieważ dziewczyna jest jedyną nadzieją na zniszczenie Snoke`a i uratowanie galaktyki. Będzie to heroiczny i bardzo dramatyczny koniec filmu, który ma doprowadzić widza do łez.
Leia umiera na Crait, a Rey i Chewie uciekną Sokołem Millennium. Podobno Leia wypowie słowa: "uciekaj, jesteś naszą jedyną nadzieją" (run, you`re only hope).. Rey spyta co z Luke`iem: "czy on nie jest naszą jedyną nadzieją" (niedosłownie) (isn't he our only hope?). Na co Leia stwierdzi: "nie, on jest stracony" (no, he`s lost). Następnie Rey i Chewie odlecą Sokołem, a planeta Crait zostanie zniszczona.
(Koniec Spoilera)

Czas na postać LGBTQ w „Ostatnim Jedi” oraz inne wieści

58

Premiera „Ostatniego Jedi” coraz bliżej. Zostało nam już mniej niż sto dni. To moment w którym powoli filmowcy odkrywają karty. Rian Johnson choćby opowiedział, jak ważne dla niego były „Gwiezdne Wojny”. To było wspomnienie z dzieciństwa, kiedy więc stanął na planie i zobaczył „Sokoła Millennium”, to było dla niego bardzo emocjonujące przeżycie. Kiedyś bawił się w czymś, co udawało ten statek, teraz przed nim stał.

Wspomniał też, że gdy po raz pierwszy rozmawiał z Kathleen Kennedy nawet nie liczył, że zostanie reżyserem sagi. Przecież było tylu innych kandydatów. A potem spadło to na niego, był tak zaskoczony, że odpowiedział jej tylko „czy mogę to przemyśleć?”. Kennedy także to trochę zdziwiło, ale poczekała. Przez kolejne dni Rian nie mógł spać, starał się racjonalizować decyzję znajdując plusy i minusy, ale ostatecznie poszedł za głosem serca.

 reżyser Rian Johnson
Rian Johnson na ranczu Skywalkera


Gdy wkroczył w projekt spodziewał się, że zobaczy dużą mapę na ścianie, gdzie wszystko będzie zapisane. Tak jednak nie było. Przede wszystkim dali mu scenariusz „Przebudzenia Mocy”, musiał też obejrzeć dniówki J.J. Abramsa i zabrać się do pracy. Tę wypowiedź trochę prostował Pablo Hidlalgo. Otóż jeszcze przed Abramsem zarysowano choćby wydarzenia między „Powrotem Jedi” a nową trylogią, ale ponieważ nie zostały one nigdzie opublikowane, filmowcy mogą je w pewien sposób modyfikować. Czyli znów mamy dwa poziomy kanoniczności. Filmowy nadpisuje ten, który jest tłem i który ma służyć scenarzystom, a nie ich ograniczać. Z tego punktu widzenia Rian ma rację, mówiąc, że nic nie zostało ustalone, jedynie pojawiły się pewne sugestie.

W innym miejscu Johnson dokładnie to przyznaje. Nie było tak, iż dostał w pełni wolną wolę twórczą. To był drugi film w trylogii, musiał kontynuować rozwój postaci, trzymać się kierunku, ale jednocześnie fabularnie Rian mógł sobie pozwolić na więcej. Niektóre rzeczy wprost wynikały z „Przebudzenia Mocy”, jak choćby to, że Rey i Kylo Ren są razem główne postaci tej trylogii, przechodzą podobną drogę, ale w innych kierunkach. Kylo Ren nie jest Vaderem. Nie jest niczyim ojcem. Raczej stara się odciąć od swoich rodziców, to szwarccharakter u którego widać słabości. To akurat bardzo się podoba Johnsonowi.

Wiele pytań, które zostawił Abrams ma też podwójną rolę. Jak choćby kwestia rodziców Rey. Z jednej strony utrzymuje to zainteresowanie filmem, ale to dość krótkowzroczne rozwiązanie. Dowiemy się kim są rodzice Rey i co dalej? Te pytania są o wiele ważniejsze z punktu widzenia postaci. Rey nie tylko musi się dowiedzieć, co z jej rodzicami, ale przede wszystkim kim ona jest i gdzie jest jej miejsce. To ma dużo większy wpływ na nią czy inne postaci.

Podobnie było z Lukiem. Rian musiał się dowiedzieć, dlaczego po przejściu takiej drogi schronił się on na tej wyspie, dlaczego zniknął. Zresztą to była jedna z pierwszych rzeczy nad którą zaczął się zastanawiać. No i jak sam podkreśla tytuł filmu właśnie nawiązuje do Luke’a, czyli ostatniego Jedi, tak jak jest określony choćby w napisach początkowych do VII Epizodu.

Johnson mówił też, że pracując z Markiem Hamillem zawsze musiał się przemóc, by do niego podejść. Kilka sekund, by się wyciszyć, bo to przecież Luke Skywalker. Inaczej było z Carrie Fisher, z nią szybko znalazł wspólną więź jako scenarzysta. W dodatku ona zawsze mówiła to co myślała.

Śmierć Carrie bardzo zasmuciła Riana. Wpłynęła też na decyzje dotyczące filmu. Gdy po nowym roku wrócił do montażu uznał, że nie będzie zmieniał jej występu, dostosowywał go. Zostawi takim jaki był. Jego zdaniem to świetnie zagrana rola.

Wspomniał też Colina Trevorrowa (zanim ten został zwolniony). Colin zadawał bardzo dużo pytań, zaś Rian wchodził tu w rolę podobną jaką wcześniej miał J.J. Abrams.

 Wiceadmirał Holdo
Wiceadmirał Holdo


Z innych wieści, wiele miesięcy temu J.J. Abrams mówił o tym, że chciałby zobaczyć postać LGBTQ w filmach. I chyba jest ku temu szansa. Admirał Amilyn Holdo prawdopodobnie jest biseksualna. Nie wiemy, czy będzie to ukazane w filmach, ale z pewnością w książkach. W powieści „Leia: Princess of Alderaan” Claudii Grey. W rozmowie z Leią, która stwierdza, że interesują ją tylko ludzcy mężczyźni, Holdo jest zdziwiona, twierdząc, że to duże ograniczenie. Galaktyka jest wielka. Czy chodziło o inne rasy, czy płcie, tego nie sprecyzowano. Zobaczymy jak zostanie to zaadresowane w filmie. Tam rolę Holdo gra Larua Dern.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.