Spis newsów (Nowa nadzieja)

Weekend 40-lecia – „Mroczne widmo”: Lokacje

2



Pierwszy klaps na planie „Mrocznego widma” padł w Londynie, dokładniej w Leavesden Studios. Było to ważne wydarzenie, „Gwiezdne Wojny” na nowo zaczęły się kręcić, w dodatku znów w Wielkiej Brytanii.



Cześć zdjęć oczywiście powstawała w studiu, ale czasem trzeba z kamerą wyjść poza nie. Pod Londynem nie było z tym wielkiego problemu. Las Naboo, zwłaszcza sceny z początku filmu, gdzie widzimy Qui-Gona, Jar Jara i Obi-Wana ścierających się z droidami bojowymi, kręcono w Whippendell Woods niedaleko Watford, czyli właściwie rzut beretem od Leavesden. Las ten jest publicznie dostępny, można tam pojechać i pooglądać, choć niestety nie jest oznaczony pod „Gwiezdne Wojny”. W dodatku przez te lata też mocno się zmienił. Ale wybierających się tam z pewnością ucieszy fakt, że znajduje się to stosunkowo blisko lotniska Luton i wcale nie tak daleko od Stansted.



Zdecydowanie najbardziej uznanym miejscem, w którym kręcono film są wnętrza pałacu królewskiego w Casercie we Włoszech. Perła w koronie Burbonów zagrała pałac królowej Amidali w Theed na Naboo. Dziś znów jest to miejsce, do którego stosunkowo łatwo dotrzeć, zwłaszcza jak się poleci do Neapolu.



Główne zdjęcia plenerowe kręcono na lokacji w Tunezji. To także powrót do kraju, w którym nagrywano „Nową nadzieję”, ale tym razem skorzystano z nowych miejsc, ale też wrócono do jednego. Bardzo szczególnego. Sidi Bouhel. To miejsce, w którym powstawali także choćby „Poszukiwacze zaginionej Arki”. W „Mrocznym widmie” to głównie ujęcia Żebraczego Kanionu i skał widocznych w trakcie wyścigu podów.


Majstersztykiem scenografów jest bez wątpienia zbudowana makieta Mos Espy. Pozostawiono ją na Chott el Gafsa niedaleko Nefty i do dziś pełni rolę atrakcji turystycznej. Może nie tak tłumnie ściągającą odwiedzających, ale wycieczki się tam wciąż zatrzymują. Scenografia została naprawiona przy „Ataku klonów”. Oprócz oczywiście Mos Espy, wykorzystano także bliską okolicę, tam da się znaleźć kilka mniej lub bardziej rozpoznawalnych punktów.


Tym razem największym, tunezyjskim wkładem w film były ksary, czyli spichlerze, które umożliwiały również bronienie się przed najeźdźcami. U Lucasa pełnią rolę kwater niewolników. Choć w filmie wygląda to na jedno miejsce, zdjęcia kręcono w trzech różnych ksarach – Hadada, Medenine i Oueld Soltane. Pierwszy z wymienionych nawet ma tablicę upamiętniającą wizytę filmowców. Wszystkie trzy w gruncie rzeczy są podobne, ale jak się już je zobaczy z bliska to widać różnice. Choć na filmie czasem ciężko to wyłapać.

Przy dokrętkach i dodatkowych ujęciach wykorzystywano też dwa inne studia. Pierwsze to CTV Services w Tunezji, drugie zaś Elstree nieopodal Londynu, czyli zgodnie z tradycją.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Mroczne widmo”: Nawiązania w pop-kulturze

4



„Mroczne widmo” stanowi swego rodzaju kuriozum, związane z dwugłosem w pop-kulturze. Z jednej strony było to bardzo mocno wyczekiwane dzieło, latami. Z drugiej te oczekiwania sprawiły, że nie miało szansy im sprostać, zostało powszechnie uznane za fatalne, dopiero po wielu latach coraz więcej osób odkrywa, że to wcale nie jest taki zły film, jak go malują. To wszystko ma swoje odbicie w nawiązaniach pop-kulturowych.

Druga sprawa to fakt, że z końcem lat 90. to telewizja i seriale dużo bardziej komentują rzeczywistość niż filmy kinowe.

Zdecydowanie najbardziej znane z nich to film Fanboys Kyle’a Newmana. To swoisty hołd dla fandomu z „Mrocznym widmem” w tle. Historia umierającego fana, który pragnąłby zobaczyć przed śmiercią najnowszy film George’a Lucasa, tyle że ma niewielkie szanse dotrwać do premiery. Jego przyjaciele postanawiają zabrać go na niesamowitą wyprawę, zwieńczoną włamaniem się na ranczo Lucasa, by zobaczyć roboczą wersję I Epizodu. Jednocześnie film kończy się w wymownym momencie, w którym byłaby szansa na ocenę tego, co zobaczyli bohaterowie. Dziś historii pośrednio podobnych do opowieści Newmana wydarzyło się kilka. Lucasfilm dał możliwość obejrzenia niedokończonych filmów kilku fanom, którzy nie doczekaliby premiery.



Swoją drogą, temat nie dożycia do I Epizodu pojawił się także w serialach. Choćby w odcinku „Dziewczyny z komputera” (1995), gdzie jeden z bohaterów wyraża obawę, że może nie dożyć do następnych „Gwiezdnych Wojen”. Dobrze to koreluje tak z „Fanboys”, jak i rzeczywistością.

Im bliżej było premiery, tym w większej ilości seriali przewijały się odniesienia do oczekiwań, albo nawet wykorzystywano tytuł w ramach odcinka. Wszystko w 1999, przypadek wykluczony. Przykłady to „Trzecia planeta od słońca”, „Beverly Hills, 90210”, „Asy z klasy”, „Sabrina, nastoletnia czarownica”.

Inna głośna parodia, choć bardziej „Star Treka” niż „Gwiezdnych Wojen” to niemiecki film „Gwiezdne jaja: Część I: Zemsta świrów” ((T)Raumschiff Surprise - Periode 1). Tłumacze dodali w nim coś od siebie, poza oczywiście tytułem. Królowa planety w polskim tłumaczeniu nazywa się Amidała, co doskonale pasowało do humoru produkcji. Do Sagi jest tu kilka nawiązań, ale do „Mrocznego widma” dwie. Odpowiednik blokady Naboo oraz wyścigów podracerów.



Nie można też zapomnieć o „Robot Chicken” zwłaszcza trzeciej części parodiującej „Gwiezdne Wojny”. Choć nie jest to bezpośrednio parodia prequeli, znajdziemy tam kilka rozpoznawalnych scen.

Osobny temat to oczywiście Kevin Smith. W „Jay i Cichy Bob kontratakują”, gdzie pojawia się między innymi Mark Hamill jak i Carrie Fisher nawiązał do sposobu walki Datha Maula. Inny przykład to „Zack i Miri kręcą porno”, gdzie jeden z tytułów to „The Phantom Man-Ass”.



„Mroczne widmo”, choć nie zawsze mówi się o tym głośno, wpłynęło na wysokobudżetowe kino rozrywkowe. Pierwszy z nich to „X-Men”, choć w tym wypadku nawiązania raczej są koincydencją niż zamierzeniem. W obu filmach gra Ray Park. W sadze to Darth Maul, zaś w X-Menach Toad. Choreografia walk jest miejscami bardzo podobna. Wprost walka z „Mrocznego widma” wpłynęła natomiast na „Piratów z Karaibów: Skrzynię Umarlaka”. Tam walka Sparrowa, Turnera i Norringtona jest rozpisana na trzy osoby. Początkowo właśnie inspirowano ją Epizodem I, ale z czasem poszła trochę w innym kierunku. Inny przykład to oczywiście „Aniołki Charliego 2 – Zawrotna szybkość”. Znów pod koniec mamy nawiązanie do starcia Obi-Wana i Maula. Jakby nie oceniać filmu, to pomimo całej krytyki i hejtu, właśnie ta sekwencja walki jest naprawdę dopracowana i nie raz została doceniona przez innych filmowców.



Kultowe są też dwie postaci. Pierwszy, Darth Maul zainspirował także stwory w innych filmach, jak choćby orka w „Powrocie króla”, jak i obcego w „2001: Odysei komicznej”. Ot takie małe, a cieszące oko nawiązania. Drugi, czyli Jar Jar, został znienawidzony. Może mainstream raczej go omijał, ale w sieci można znaleźć wiele filmików, gdzie jest ukazany w dość negatywnym świetle. Jego wady są albo wyolbrzymiane, albo jest on zwyczajnie zabijany.

A na sam koniec „Weird Al” Yankovic i jego „The Saga Begins” , czyli piosenka poświęcona „Mrocznemu widmu” (i Anakinowi).



Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Mroczne widmo”

8



Obchodzimy w tym roku 40-lecie „Nowej nadziei”, ale to jednocześnie 40-lecie sagi. Przynajmniej formalnie, bo jak doskonale wiemy, adaptacja powieściowa pojawiła się w Stanach jeszcze przed końcem 1976. Jednak w zbiorowej świadomości saga zaczęła żyć właśnie wraz z premierą IV Epizodu. Z tej okazji 40-lecia premiery tego filmu poświęciliśmy mu cały tydzień, ale to nie koniec świętowania 40. Urodzin Sagi. Każdy z pozostałych epizodów dostanie swój specjalny weekend, dziś zaczynamy od pierwszego, czyli „Mrocznego widma”.

Obecnie I Epizod ma już 18 lat. Gdy wchodził na ekrany w 1999 był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów w historii kina. Od premiery ostatniej części cyklu minęło 16 lat, w tym czasie klasyczna trylogia obrosła legendą, stała się marką z którą „Mroczne widmo” musiało się zmierzyć. I pisząc wprost… poległo z kretesem. Nie dało się sprostać tak wygórowanym oczekiwaniom. Film przez lata jeszcze był uważany za najgorszy (lub jeden z najgorszych) sequeli (w tym wypadku prequeli) w historii, przykładem jak nie należy wracać do ukochanej marki. Lata mijają, a „Mroczne widmo” powoli zaczyna się bronić. Z jednej strony stało się częścią klasycznej sagi, w pewien sposób starą ramotką, podobnie jak klasyczna trylogia. Z drugiej wyrosło już pokolenie, które odbierało ten film jako jeden z cyklu, a nie powrót do niego, dla nich ładunek nostalgiczny dzielący obie trylogie nie jest już tak istotny. Trzecia strona to oczywiście kondycja współczesnego kina i bardzo wiele innych, niepotrzebnych i nieudanych sequeli innych sag. W zestawieniu z nimi „Mroczne widmo” coraz częściej wychodzi obronną ręką. Jeszcze inni porównując je z „Przebudzeniem Mocy” widzą jak można było bazować na „Nowej nadziei” jednocześnie oddalając się od niej. Jedno jest pewne, nawet dziś I Epizod budzi mieszane uczucia, ale najważniejsze, że wciąż nie przechodzimy wokół niego obojętnie.



To film, w którym wiele osób chciało zwyczajnie zagrać. Udało się to Samuelowi L. Jacksonowi, który o swoim zamiarze mówił w programach TV. Nie udało się natomiast Michaelowi Jacksonowi, który miał być Jar Jarem (więcej o inspiracjach Jar Jara). Film, który John Knoll uznaje za jedno z najważniejszych dokonań w światku efektów specjalnych. On sam mówi, że w ILM i nie tylko kalendarz powinien być ustanowiony na przed „Mrocznym widmem” i po nim. I Epizod zmienił sposób używania efektów komputerowych. Wcześniej były drogie, więc używano je do konkretnych scen, George Lucas i jego ekipa poprawili większość ujęć, dodając różne rzeczy w tle, czy budując jedynie część dekoracji, tę istotniejszą do interakcji z aktorami. Jednocześnie ten film w pewien sposób pozostał wierny także kinu, które inspirowało George’a. Scena wyścigu podracerów mocno bazuje na słynnym finale Ben Hura, gdzie bohaterowie na rzymskiej arenie ścierają się na rydwanach. Fabularnie zaś jedno z rozwiązań jest mocno podobne do zastosowanego przez Akiro Kurosawę w filmie Kagemusha – Sobowtór, poniekąd wyprodukowanym przez George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę.



Ale „Mroczne widmo” to także pewne problemy, z którymi fani muszą się mierzyć. Anakin Skywalker, czyli późniejszy Darth Vader to niewinny chłopiec. Nie podobało się to wielu fanom, którzy chcieli czegoś mroczniejszego. Zaś konsekwencję zagrania tej roli okazały się tragiczne dla Jake’a Lloyda. Zwichnęło mu to karierę zawodową, a w konsekwencji także i zdrowie psychiczne. Aktor wciąż się leczy. Innym „kuriozum” są Midi-chloriany, z których obecnością również fani muszą jakoś żyć.

Za to bez wątpienia rewelacyjnie spisał się John Williams. Jego muzyka z tego filmu, w szczególności „Duel of the Fates” wciąż są popularne i słuchane. Od czasu do czasu nawet pojawiają się na jakiś listach. Jedni próbują się uczyć słów na pamięć. Inni szukali zaś sposobów by łatwo go zapamiętać skojarzeniami.

Obecnie jak wiemy czasy się zmieniły, na nowe filmy nie czeka się już tyle lat, więc i oczekiwania nie są tak olbrzymie. Ale najlepsze jest to, że kilka osób, które nie załapały się ostatecznie do I Epizodu, dziś znalazło pracę przy „Gwiezdnych Wojnach”. Najbardziej znane są dwie - Benicio Del Toro czyli DJ z VIII Epizodu, miał grać Dartha Maula, oraz Ron Howard, który był rozważany jako reżyser. Teraz kręci Hantologię.

W naszej bazie mamy kilka artykułów, do których warto wrócić, właśnie przy okazji tego weekendu. Choćby do historii filmu lub tego jak wyglądał pierwszy dzień zdjęć.

Przy okazji warto przypomnieć nasze wcześniejsze świętowania „Mrocznego widma”. Pierwsze z okazji 10. urodzin filmu oraz drugie przy okazji premiery filmu w wersji 3D.

Tydzień "Mrocznego Widma" z okazji 10 lecia filmu:



Czekając na premierę „Mrocznego widma 3D” przygotowaliśmy także małą rozgrzewkę:

Tydzień kina 3D:



W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Mrocznym widmem”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

ILM świętował 40-lecie „Nowej nadziei”

oficjalna
3

Wśród obchodów 40-lecia „Nowej nadziei”, poza Celebration, czy kilkoma artykułami wspominkowymi, miały też miejsce spotkania twórców. Dokładniej nieoficjalny zlot pracowników (w większości już byłych) po latach zorganizowało Industrial Light and Magic. 27 maja 2017 w miejscu zwanym obecnie 32Ten Studios (na północ od mostu Golden Gate) pojawili się weterani ILM. Miejsce nie jest przypadkowe. To właśnie tu przez prawie trzy dekady, od czasów „Imperium kontratakuje” po „Zemstę Sithów” urzędowała ILM.



Przyjechali żyjący twórcy nie tylko „Nowej nadziei”, ale całej oryginalnej trylogii. W tym modelarze, operatorzy kamer, technicy optyczni, pomocnicy, koordynatorzy produkcji, lalkarze a nawet kilku aktorów. Wszyscy spotkali się razem, by świętować 40-lecie debiutu ich wspólnej pracy, czyli właśnie „Nowej nadziei”, znanej wówczas raczej jako „Gwiezdne wojny”.





Organizatorką zjazdu była Rose Duignan, doświadczona producentka i była pracownica ILM. Blisko współpracowała z Georgem Lucasem w czasach „Nowej nadziei”.

Cała impreza była doskonałym sposobem by spotkać się po latach, ale też powspominać i bawić się. Losy ludzi w branży filmowej rozchodzą się bardzo różnie. Czasem ich drogi krzyżują się ponownie, gdy pracują nad wspólnymi projektami. Czasem nie. Dlatego dla wielu, była to pierwsza okazja, by spotkać się po bardzo długich latach.

Michael Quinn, który wcielał się w rolę Niena Nunba w „Powrocie Jedi”, gdy nie był potrzebny jako lalkarz, wspomina, że to było bardzo magiczne wydarzenie. Ci wszyscy ludzie, zrobili coś, czego nie zrobił nikt inny wcześniej. W teorii wydawało się, że to niemożliwe. A jednak dokonali tego i teraz pojawili się tutaj razem.

Robert Blalack, który rozpoczął budowanie działu optycznego w ILM przyjechał tu specjalnie na to spotkanie z Paryża. Wspomina, że budowanie ILM od początków w czasie tamtej produkcji przypominało trochę wyskoczenie z samolotu i ubieranie spadochronu podczas swobodnego spadania.





John Dykstra wspomina tamten czas jako pracę ze wspaniałymi ludźmi, doświadczenie które zmienia człowieka na resztę życia. Pamięta, że w ILM panował niesamowity entuzjazm, każdy starał się wspomóc pracę, nie tylko swojego działu, ale też wszystkich innych.

Tamten zespół stworzył razem coś, czego świat jeszcze nie widział. I co wciąż warto uczcić nawet, a może zwłaszcza po tych 40 latach.





Na zdjęciach można także zobaczyć Lorne’a Petersona, Richarda Edlunda, Phila Tippetta, Amy Young, Joe Johnstona,Miki Hermana, Davida Scotta czy Rose Duignan oraz wielu innych.

My z okazji 40-lecia przygotowaliśmy specjalny tydzień, z materiałami możecie zapoznać się tutaj.

Mumia w kinach

8

Dziś nasze ekrany wchodzi film „Mumia” (The Mummy) w reżyserii Alexa Kurzmana. Jest on także współscenarzystą tego widowiska razem z Davidem Koeppem („Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”), Christopherem McQuarriem („Mission Impossible: Rogue Nation”) i Dylanem Kussmanem. Kurzman i Robertem Orci, którzy odpowiadali za „Star Treki” J.J. Abramsa, są również współproducentami tego filmu (i rodzącego się uniwersum). Tym razem postanowili reaktywować Mumię. Po części jest to remake/nowa wersja/pseudokontynuacja filmu z 1932, ale też zaczątek nowego, mrocznego uniwersum, w którym jak film się sprawdzi zobaczymy Frankensteina, Drakulę i wiele innych potworów. Za montaż filmu odpowiada Paul Hirsh („Nowa nadzieja”, „Imperium kontratakuje”) oraz Gina Hirsh, dobrzy znajomi George’a Lucasa.

W rolach głównych występują: Tom Cruise, Russell Crowe (jako doktor Henry Jekyll), Annabelle Wallis i Sofia Boutella. Muzykę skomponował Brian Tyler.

Komandos Nick Morton wraz ze swoim zespołem stara się odnaleźć grupę terrorystów działających w Iraku. Jednak w trakcie poszukiwań natrafiają na starożytny grobowiec z jeszcze większym niebezpieczeństwem…



Gwoli odnotowania. W przyszłym tygodniu natomiast w kinach pojawi się film „Auta 3” (Cars 3). To kolejna produkcja Disney/Pixar. Jak w poprzednich odsłonach cyklu, tak i tym razem, w jednej ról w wersji oryginalnej usłyszymy Johna Ratzenbergera, czyli majora Derlina z „Imperium kontratakuje”.

Zygzak McQueen weźmie udział w kolejnym wyścigu, z nowym pokoleniem…

Blaster Finna i inne wieści

30



Zaczynamy od blastera Finna. John Boyega wrzucił jego zdjęcie, oraz krótki filmik.



Jeszcze kilka ciekawostek z „Vanity Fair”, które pojawiły się już poza głównym artykułem. Adam Driver idzie trochę w ślady Sir Aleca Guinnessa. Choć gra jedną z głównych ról w „Gwiezdnych Wojnach” nie chce być kojarzony z blockbusterami. Zależy mu przede wszystkim na tym, by być dobrym i rozpoznawalnym aktorem, a nie Kylo Renem, ale jednocześnie nie traktuje tej roli po macoszemu. Wręcz przeciwnie, stara się w nią mocno wczuć. Driver powiedział, że ta rola jest miejscami dość trudna do zagrania, wymagająca i czasem bolesna. Ale to nie jest coś o czym chce rozmawiać z innymi. Marka Hamilla bardzo interesowała ta technika, którą stosuje Driver. Chciał o niej porozmawiać, żartując sobie, że Kylo to przecież jego siostrzeniec. Zaproponował więc Driverowi wspólny lunch, ten jednak odmówił.

O specyficznym zachowaniu Drivera na planie mówił też John Boyega, dla którego ta praca jest też świetną zabawą. Zwłaszcza z Daisy Ridley, z która się doskonale dogaduje. W przypadku Drivera Boyega zwyczajnie niespodziewanie stara się go uściskać. Adam zaś nie reaguje na to, zwyczajnie przeczekuje sytuację, stoi i czeka, aż Boyega skończy. Zero reakcji.

Rian Johnson natomiast powiedział, czego możemy się spodziewać, a czego nie w „Ostatnim Jedi”. Z jednej strony kasyno Canto Bight ma podobną rolę jak knajpa Maz czy kantyna w Mos Eisley, ale tym razem raczej przedstawia luksusy w świecie sagi, niż półświatek. To takie Monte Carlo „Gwiezdnych Wojen”, które w klimatach ma też przypominać filmy z Jamesem Bondem. Wizualnie ma to przypominać bal z 1966 który prowadził Truman Capote. Nazywany jest on czarno-białym ze względu na ubiory uczestników.

Wśród efektów praktycznych, zobaczymy największe stwory jakie kiedykolwiek stworzył Neal Scanlan. Zresztą stworzeń w Canto Bight i na Ahch-To, będzie całkiem sporo. Johnson nie chciał mieć też za wiele efektów komputerowych w tle, stąd zbudowano najwięcej dekoracji ze wszystkich filmów wyprodukowanych przez Lucasfilm już za czasów Disneya. Dodatkowo zbudowano kopię Skellig Michael, ale o tym już słyszeliśmy. Niestety jednocześnie, żaden obcy nie będzie istotnym bohaterem. I to nie mówimy o głównych, ale odpowiedniku Maz czy Yody z „Imperium kontratakuje”.

Za to nie zobaczymy tu żadnego romansu w centrum filmu. To nie jest temat tej produkcji. Muzykę napisze tylko i wyłącznie John Williams. Nie usłyszymy nowych kawałków Lina-Manuela Mirandy. Rian chciał początkowo, by muzykę tworzył jego kuzyn Nathan Johnson, ale ostatecznie uznał, że dobrze jest mieć Johna. „Ostatni Jedi” nie będzie też alegorią na temat współczesnego stanu świata czy polityki.

No i Finn nie okaże się osobą czułą na Moc.

Także Pablo Hidalgo zdradził kilka sekretów. Postać Laury Dern, czyli admirał Amilyn Holdo ma włosy karmazynowe. Ten kolor jest mocno związany z kulturą z której pochodzi. Hidalgo tłumaczył też co się dzieje na Canto Bight. Stolica Republiki została zniszczona, wojna się rozprzestrzenia, a tu mamy kasyno... Cóż, czytując Pablo, to miejsce dla „bogatych dupków”, którzy nawet w takiej sytuacji potrafią się ustawić i folgować swoim potrzebom.

Hidalgo przyznał ponadto, że faktycznie zobaczymy Phasmę, czyli Gwendoline Christie bez hełmu, choć niekoniecznie będzie wyglądać dokładnie tak jak na zdjęciach Leibovitz. Broń Phasmy ma zaś długą historię i jest ważna dla tej bohaterki.

Hidalgo odniósł się także do kostek, które wiszą na „Sokole”. Były w „Nowej nadziei”, a potem pojawiły się w „Przebudzeniu Mocy”. Podobno są one używane do gry Corelian Spike, która jest odpowiednikiem sabacca, tyle że za pomocą kości. Mogą też odegrać rolę w filmie o Hanie Solo, tak przynajmniej wynika z sugestii.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: News zamykający

4



„Nowa nadzieja” weszła na ekrany w Stanach w środę 25 maja 1977 w zaledwie 32 kinach. W weekend IV Epizod wyświetlało jeszcze osiem dodatkowych kin. Film stał się sukcesem, więc po różnych perturbacjach miał też drugą premierę. Odbyła się ona 3 sierpnia 1977, z wielką fetą, oczywiście w Chinese Theatre. Tym razem film grało 1096 kin. Od tej pory rozpoczęła się wielka, trwająca już 40 lat przygoda.

„Nowa nadzieja” nie raz wracała do kin. Początkowo bez większych zmian. W 1981 po raz pierwszy została nazwana „Nową nadzieją” a nie „Gwiezdnymi wojnami”. Tu warto sobie przypomnieć różnicę między „Gwiezdnymi wojnami” i „Gwiezdnymi Wojnami”, czyli rozróżnieniem nazwy cyklu i tytułu filmu.

Ostatni raz do kin z pełną pompą film wszedł dwadzieścia lat temu, przy okazji Wersji specjalnej.

Polska premiera odbyła się 30 marca 1979 (choć pojawiają się też daty 19 lipca 1979).

Jednak to są daty premiery. Kiedy narodziła się saga? Może 17 kwietnia 1973, kiedy to George Lucas zaczął pisać scenariusz? A może 22 marca 1976, kiedy to rozpoczęły się zdjęcia?

Na zamknięcie tygodnia 40-lecia chcieliśmy przypomnieć, o wielu innych artykułach, a nawet poprzednim tygodniu „Nowej nadziei”.



Tak Tydzień „Nowej nadziei” wyglądał u nas 10 lat temu.


W 2007 zorganizowaliśmy też Mikołajki, gdzie również znalazło się trochę tekstów o „Nowej nadziei”:


Ale artykułów poświęconych „Nowej nadziei” mamy dużo więcej. Pisaliśmy o tym jak wyglądało życie w roku 1977. Także o tym, jak w Foxie oceniano szanse filmu oraz jak wyglądał budżet. Zebraliśmy też smaczki.

Wiele też pisaliśmy o stworach - dziwadłach z kantyny (w tym Braconnorze i Greedo), banthach, ryku Krayta. O tym, gdzie skończył scenariusz, czy jak Guinness uratowałfilm. Pisaliśmy też o broni Hana Solo oraz o wielu inspiracjach w ramach cyklu Holo z oficjalnej. Warto też wspomnieć od dwóch projektach fanowskich. Fani próbowali poprawić film, zarówno ulepszając efekty w wersji Revisited (nasza recenzja) jak również przywracając oryginalne, a jedynie je oczyszczając w wersji Remastered. W każdym razie to chyba dobry moment, by w najbliższym czasie ponownie wrócić do tego, 40-letniego już filmu.

Zaś tym razem przygotowaliśmy następujące atrakcje:

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”:

Wcześniejsze tygodnie tematyczne znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ciekawostki o oryginalnym plakacie

oficjalna
16



Na oficjalnej w ramach obchodów 40-lecia pojawił się dość ciekawy artykuł autorstwa Pete’a Vilmura ukazujący pewnie ciekawostki na temat jednego z plakatów „Nowej nadziei”. Dobrze się to wpasowuje w nasz Tydzień.



Zwłaszcza, że kilka dni temu pisaliśmy o plakatach IV Epizodu. Jeden jednak jest dość szczególny, nie tylko dlatego, że jest popularny. Chodzi o tak zwany styl A, który w 1977 stworzył Tom Jung. Poza tym, że stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych i ikonicznych, znajduje się na nim kilka ukrytych elementów. Wynikają one z okresu powstawania, zmian i błędów. Choć kto wie, może fani teorii spiskowych znaleźliby tam ukryte przesłanie.



Luke nosi buty Vadera, tyle, że białe. Czy Jung już wtedy wiedział o szokującym spoilerze wszech czasów? W każdym razie ten błąd bardzo fajnie wygląda z perspektywy czasu.



Jung nie umieścił droidów na plakacie. Zostały dodane później, już bez jego udziału. W podobnym czasie co Jung, swój plakat skończyli bracia Hildebrant. Właśnie oni umieścili droidy na swoim plakacie, co bardzo spodobało się w Foxie. 20th Centruy Fox zdecydował, że chce mieć także droidy na plakacie Junga. Niestety ten był zajęty innymi projektami, więc plakat poprawił Nick Cardy. Plakat został poprawiony nim poszedł do prasy.



Leia ma blaster Hana Solo. Leia strzelała w IV Epizodzie, ale jej broń była zdecydowanie inne. Czyli kolejna teoria spiskowa, co jeszcze dzielili Han i Leia?



Strój Lei się trochę zmienił. Niby przypomina ten filmowy, a nawet dwa (ten z ostatnich scen i ten biały przez który pojawia się w większości filmu). Ale prawda jest taka, że Jung wzorował się na stylu Franka Frazetty, jeszcze gdy rysował szkice. Podobało się to Lucasowi i tak już mniej więcej zostało.



Z nieznanych przyczyn w wersji gazetowej plakatu, jedna z nóg Lei jest zakryta.



W plakacie, który promował „Nową nadzieję” w jako rozkładówka podobno Luke i Leia byli w innej pozycji. Ostatecznie Fox bardzo nalegał, by Jung użył podobnej do plakatu, czyli takiej trochę przypominającej trójkąt. Jest ona tu odwrócona, ale podobna. Jak było naprawdę, nie wiadomo, bo tu źródła same sobie przeczą.



I jeszcze jedna ciekawostka. Dokładnie nie wiadomo kiedy pojawił się ten plakat. Wersja braci Hildebrandt z pewnością była dostępna przed premierą. Junga z pewnością później. Może wtedy, gdy „Nowa nadzieja” wchodziła do większej ilości kin? Najwcześniejsze zdjęcia z archiwów pochodzą z 27 lipca 1977.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: „Nowa nadzieja 2.0”

14



Zaskakujące może być to, że tak wiele osób, krytykujących „Przebudzenie Mocy” potrafi streścić to do jednego stwierdzenia – „słaby scenariusz, zrzyna z „Nowej nadziei””. Czy faktycznie scenariusz IV Epizodu był słaby (także w ich mniemaniu)? Raczej chodzi o to, że niektórzy odbierają film J.J. Abramsa jako remake lub soft-reboot. Dziś zajmiemy się kilkoma podobieństwami, które często są wykorzystywane w tej tezie. Może dobór będzie trochę tendencyjny, ale coś w tych podobieństwach jest. Może to, że ludzie lubią oglądać to, co znają?



„Gwiezdne Wojny” bazują na pewnych schematach, więc nawet obie trylogie Lucasa są w gruncie rzeczy bardzo podobne, jeśli się odpowiednio na nie spojrzy. W „Mrocznym widmie” jest wiele ech „Nowej nadziei”, nic dziwnego, że „Przebudzenie Mocy” po raz kolejny powiela te same, sprawdzone schematy. W dodatku opowiadane od wieków w pewnej formie. Wynikają one nie tyle z zamysłu Lucasa, co często monomitu Joasepha Campbella, na którym bazuje saga. Lucas trochę to podrasował, ale w gruncie rzeczy to ta sama, stara jak ludzkość historia o dorastaniu i mierzeniu się ze sobą. Mitologia w najczystszej postaci, tylko zreinterpretowana na nowo. Abrams podąża dokładnie tą samą ścieżką. Podobnie jak w „Nowej nadziei” mamy główne trio, z drogą bohatera jednego z nich. Tym razem jest nią Rey (jak wcześniej Luke i Anakin). Rey znajdujemy na pustynnej, nic nieznaczącej planecie (Tatooine zostało zamienione na Jakku). Rey też ma w sobie potencjał Mocy, o którym nie wie, choć podświadomie robi rzeczy ponadprzeciętne. Spotyka kogoś, kto ją szkoli, może nie wprost, bardziej instruuje. Anakinowi w pierwszych krokach pomagał Qui-Gon, który nie mógł go nawet szkolić. Luke’owi Ben, zaś tu tę rolę przejmuje Han. Zgodnie z monomitem ten mistrz, nauczyciel musi zginąć, by bohater, a w tym przypadku bohaterka, mogła stanąć na własnych nogach, a ostatecznie ukazać swoją wyjątkowość. „Przebudzenie Mocy” jest idealną adaptacją pierwszego aktu drogi bohatera, tak jak wcześniej „Nowa nadzieja” i „Mroczne widmo”. Zostawiając jednak podobieństwa mityczne, skupmy się na podobieństwach, które niekoniecznie musiały mieć miejsce. Tymi, które może są zbyt dosłowne czy nawet wprost zapożyczone. Hołdami bądź kopiami, w zależności, kto to ocenia.



BB-8 i R2-D2. Dwa dość podobne droidy. Nie mówią, za to doskonale sprawdzają się jako wspomaganie pilota. Oba też kryją w sobie bardzo istotną informację. R2-D2 ma plany Gwiazdy Śmierci, BB-8 zaś mapę potrzebną by odnaleźć Luke’a Skywalkera. Obu stronom konfliktu zależy, by zdobyć te dane. Oba droidy również wyruszają w misję samotnie (na pustynnej planecie) i oba zostają pojmane. R2-D2 zostaje wykupiony, BB-8 odbity. Oba też biorą czynny udział w zniszczeniu Gwiazdy Śmierci/Starkillera, oczywiście na pokładzie tego najważniejszego w bitwie myśliwca. Istotna różnica między nimi jest taka, że na Gwieździe Śmierci R2-D2 pomaga bohaterom w ucieczce. Zaś gdy BB-8 zobaczył rathtara, to raczej się wystraszył.



Jakku i Tatooine. Już pomijając pustynny klimat (i skraplacze wilgoci), planety mają dość podobne rozmieszczenie ludności. Są otwarte przestrzenie, gdzie żyją sobie nasi bohaterowie. Podróżują tam różne stwory, które jak Jawowie/Teedo łapią droidy. Ale całe życie dzieje się w większych osadach, takich jak choćby Mos Eisley/Mos Espa czy wieś Niima. Tam już jest więcej podejrzanych typków i tam łatwo o to, by ktoś zaatakował naszego bohatera. Dokładnie z tego miejsca Mos Eisley / Niima, bohaterowie wyruszają „Sokołem Millennium” w dalszą drogę, uciekając pogoni Imperium/Najwyższego Porządku.



Starkiller i Gwiazda Śmierci. Kolejny, dość podobny motyw. Zwłaszcza, że nawet w filmie pada porównanie, że to kolejna Gwiazda Śmierci. Sposób jej rozwalenia jest w gruncie rzeczy prawie identyczny. Tyle, że tym razem wpierw trzeba ściągnąć osłony i zniszczyć oscylator. Znaleźć lukę i wstrzelić torpedę. Dodatkowo mamy podobny lot, w pewnym wgłębieniu. Tu jednak warto dodać, że sam Lucas powtarzał ten motyw w „Mrocznym widmie”, tam zamiast Gwiazdy był okrągły okręt Federacji Handlowej, również zniszczony od środka. Nie dało się spenetrować jego powierzchni. Ma to bardzo istotne znaczenie mitologiczne. Chodzi o tak zwany brzuch bestii, której inaczej nie da się pokonać, jak znajdując jej słabość.

Niektórzy twierdzą, że relacja Kylo Rena i Huxa jest odzwierciedleniem relacji Tarkina i Vadera. To akurat raczej ciężko potwierdzić, bo w Epizodzie VII przywódcy Najwyższego Porządku raczej między sobą konkurują. Podobne jest to, że mamy dwójkę bohaterów, którzy mają w gruncie rzeczy dość analogiczne rolę do spełnienia. Hux i Tarkin odpowiadają za technologiczny terror, Ren i Vader za zabicie mentora.

Jest też kilka mniejszych nawiązań. „Sokół Millennium” zostaje pojmany przez wiązkę. Tyle, że zamiast Gwiazdy Śmierci łapie go Han Solo. „Sokół” także odpowiada za ucieczkę z pustynnej planety. Jeśli porównamy rolę kantyny w Mos Eisley i zajazdu Maz, okazuje się, że w gruncie rzeczy to bardzo podobne miejsca. W obu bohaterowie mają znaleźć transport do ostatecznego celu, w obu też dochodzi do bójki. Ale u Maz kończy się to dość dużą potyczką.

Prawdę mówiąc nawet potwory (dianoga i rathatar) są podobne, mają macki i łapią. Jest też ucieczka Finna i Poe z okrętu, podobnie jak Leia, Luke i Han uciekali z Gwiazdy śmierci. Leia tuli Chewiego (choć akurat nie pod koniec filmu), Han ma złe przeczucia no i Solo znowu wisi komuś kasę.



Zaskakująca jest także choćby historia miecza świetlnego, który dostaje główny bohater/bohaterka. Nie dość, że jest to broń dziedziczona (ciekawe, czy po ojcu w drugim przypadku), to jeszcze zostaje wyjęta ze skrzyni.

Ratowanie głównej bohaterki z Gwiazdy Śmierci i Starkillera to również poniekąd sprawdzony w baśniach motyw. Faktem jest, że Rey w dużej mierze sama daje sobie radę, ale Leia także wzięła aktywny udział w swoim ratunku.

No i warto wspomnieć też o scenach, które wprost są hołdami dla „Nowej nadziei”. Czyli dejarik, Finn wyciągający zdalniaka, Rey bawiąca się oraz idąca w stronę słońca na pustyni czy podobne ujęcia na początku filmu. Lub bardziej na zasadzie dialogu, kwestia o zgniatarce. Abrams doskonale wie jak puścić oczko do fanów, choć jak wiemy nie wszystkim się to spodobało. Niemniej jednak z sukcesem udało mu się zacząć „Gwiezdne Wojny” na nowo, tak by wciąż miały maksymalnie dużo ducha oryginału. Czego by nie mówić, wyszła mu „Nowa nadzieja” na sterydach. Owszem to w wielu miejscach inny film o innych bohaterach, ale historia miejscami jest bardzo podobna. Najważniejsze jednak, by dalej bawiła i ta reinterpretacja zapewniła długie życie całej sadze. Nawet pomimo pewnej ilości hołdów.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Epizod IV w popkulturze

9



O wpływie „Gwiezdnych Wojen” na popkulturę można by napisać niejedną książkę. Trochę więc trudno ogarnąć temat, zwłaszcza, że postaci tak ikoniczne jak Vader, Luke, Han, Leia, organizacje jak Jedi czy Imperium albo Rebelia, nie mówiąc już o cytacie „Niech Moc będzie z Tobą”, stały się częścią fenomenu i kultury popularnej. Także napisy początkowe potem pojawiły się w wielu filmach. Dlatego tym razem zajmiemy się tylko kilkoma, subiektywnie wybranymi przykładami inspiracji kulturowych, głównie bazujących na „Nowej nadziei”.

Chyba najbardziej widocznymi nawiązaniami, czy nawet kopiami są parodie sagi, w szczególności IV Epizodu. Parodiowanie scen ma miejsce w wielu filmach, ale tylko kilka poświęca temu całą fabułę. Najważniejszy z nich to oczywiście „Kosmiczne jaja” Mela Brooksa z 1987. Film nabija się nie tylko z trylogii, ale też „Obcego” czy „Star Treka”. Święcił też tryumfy kinowe. To właśnie w tym obrazie możemy zobaczyć jak szturmowcy przeczesywali pustynię, czy przydługie ujęcia okrętów kosmicznych. Nie zapomniano o całym merchidisingu, ten również zostaje wyśmiany w tym filmie. Swoją drogą warto zauważyć, że wykorzystano tu tarczę wokół planety, która trochę przypomina tę z „Łotra 1”. Ale to raczej kwestia wspólnego pomysłu bazowego. Przez lata Mel Brooks próbował wskrzesić temat sequela, bez skutku. Ale jest nowa nadzieja. Na dniach reżyser ogłosił, że MGM jest zainteresowane sequelem.



Kosmiczne jaja to oczywiście kwintesencja gatunku i film dedykowany sadze. Ale parodie scen pojawiają się w różnych komediach. Choćby w „Hot Shots 2”, gdzie walka z Saddamem Husseinem w jego pałacu jest parodią pojedynku Vadera z Benem Kenobim. Późniejszy to choćby „Paul” Simona Pegga, ponownie zawierający wiele żartów z sagi, w tym kantynę w Mos Eisley z jej charakterystyczną muzyką.

Trzy późniejsze parodie powstały już dla telewizji. To „Family Guy: Blue Harvest” i „Robot Chicken: Star Wars” Setha Greena, a także „Phineas and Freb”. Są to odcinki specjalne, które przelatują przez fabułę IV Epizodu wybierając pewne sceny i na ich podstawie budując gagi. Zostały także wydane na DVD.

Telewizyjne parodie to nie nowość. Warto tu choćby wspomnieć o specjalnym odcinku z gośćmi z „Gwiezdnych Wojen” nagranym w serii Jima Hensona „Muppet Show”. To jedno z pierwszych naprawdę istotnych pojawień się kulturowych sagi. U Hensona sagę wspomniano też w serialu „Muppeciątka” i to nie raz. Prawda jest taka, że współpraca między ludźmi Lucasa i Hensona to całkiem długa historia, która zaowocowała choćby „Ciemnym kryształem” czy „Labiryntem”, zatem te nawiązania nie zaskakują.



Mówiąc o parodiach nie w sposób pominąć także pornograficznych wersji. Tu znów powstało wiele filmów, które w luźny sposób inspirują się sagą (także gejowskich). Jednak jeden jest szczególny, „Star Wars XXX Parody”, gdzie znów mamy odtworzoną fabułę „Nowej nadziei” przerywaną charakterystycznymi dla tego gatunku produkcji akcjami. Temat ten jest o tyle ciekawy, że pojawił się także w filmie Kevina Smitha „Zack and Mini kręcą porno”. Jednym z pomysłów głównych bohaterów jest właśnie parodia sagi nazwana „Star Whores”. Film Smitha powstał jeszcze w 2008, czyli na kilka lat zanim Alex Braun zabrał się za swoją wersję.

U Smitha „Gwiezdne Wojny” pojawiają się w wielu filmach, często w rozmowach bohaterów. W „Sprzedawcach 2” pojawia się dyskusja związano dość mocno z „Wersją specjalną” „Nowej nadziei”, czyli kłótnia o to, kto strzelał pierwszy, Han czy Greedo.



Przyjaciel Lucasa Steven Spielberg nie raz robił sobie żarty z nawiązaniami. W „E.T.” widzimy nie tylko Yodę, ale i R2-D2. Zaś oba droidy pojawiają się zarówno w czwartym Indym jak i pierwszym.



Popkulturowo istnieją bardzo fajne nawiązania ukazujące zarówno Lucasa, jak i obecność „Gwiezdnych Wojen” w kulturze. „Poltergeist” wyprodukowany przez Stevena Spielberga ma piękną scenę, w której widzimy zabawki z „Nowej nadziei”, zaś w „Odlocie” Pixara jest scena w której widzimy kino wyświetlające „Gwiezdne wojny”. Podobne miejsce sagi jest w Kapitanie Ameryce. W „Arturze i Mimikach 3: Dwóch światach” Luca Bessona młody George Lucas widzi postać przypominającą Vadera i zapamiętuje to. Darth Vader z planety Vulcan z kolei zostaje wspomniany w „Powrocie do przyszłości”. Osadzając akcję w latach 70. i 80. właściwie trudno nie odwoływać się do sagi. Widać to dobrze w serialu „Stranger Things”, gdzie odwołań jest mnóstwo, a figurki Kennera zdobią półki. Jedna z bohaterek nawet lewituje „Sokoła”.





Jednak bez wątpienia jednym z najciekawszych kulturowo wizji jest film „Władcy ognia”, gdzie widzimy upadek ludzkości, która cofnęła się w rozwoju. Nie jest w stanie oglądać filmów, ale „Gwiezdne Wojny” przetrwały przekazywane ustnie, stanowią ważny element dziedzictwa i tradycji ludzkości.

„Nowa nadzieja” to także punkt przełomowy w życiu filmowców. Nie tylko tych młodszego pokolenia, jak choćby Gareth Edwards czy J.J. Abrams, ale także James Cameron czy Ridley Scott. Ten pierwszy, będąc kierowcą ciężarówki, tak bardzo poczuł się poruszony „Nową nadzieją”, że zdecydował zmienić zawód i został filmowcem. Ridley natomiast pozwolił, by używany, brudny wszechświat naznaczył dwa jego najważniejsze dzieła z początku kariery, czyli „Obcego” i „Łowcę androidów”.

Zaś jeśli chodzi o starwarsówek, to plakaty z „Nowej nadziei” pojawiają się w „Super 8” J.J. Abramsa. Nie mówiąc już o R2-D2 w Star Treku i jego kontynuacji. Nawiązania do szturmowców w dialogach mamy w „Na własne ryzyko” Colina Trevorrowa.

Jeśli chodzi o gry komputerowe, tam również widać wpływ „Nowej nadziei”. Dwa przykłady. W „Dreamfall Chapters” - przygodówce, której część dzieje się na futurystycznej Ziemi - trwają wybory w ogromnym Europolis. Jedną z kandydatek (którą popiera też główna bohaterka, Zoe), jest Polka, Lea Umińska. Jej zwolennicy malują na ścianach graffiti przedstawiające Leię:





W „LISIE"” postapokaliptycznym RPG, w którym wcielamy się w mężczyznę chroniącego ostatnią dziewczynkę na Ziemi, można odnaleźć jedną, drobną aluzję. Chodzi o słynną kłótnię kto strzelił pierwszy. Wedle gry był to niejaki Chiffon Solo. Może imię zgubiło się w mrokach niepamięci przez te wszystkie lata?

Prawdopodobnie największą obecność w szeroko rozumianej kulturze „Gwiezdne Wojny” miały podczas rządów Ronalda Reagana w USA. Wykorzystał on analogię Zimnej Wojny do sagi. Nazywał ZSRR mianem złowrogiego Imperium, ale uruchomił też program nazywany powszechnie Gwiezdnymi Wojnami. Miała to być kosmiczna tarcza rakietowa. Poniekąd ten kierunek stał się kanwą filmu „Gry wojenne”, w którym także w dialogach pojawiają się nawiązania do sagi.



Ta mania na punkcie sagi, ale też kosmosu, za którą odpowiada premiera „Nowej nadziei” oraz w mniejszym stopniu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, miały też wpływ na Bonda. Ekranizacja „Moonrakera” pewnie była w dalszych planach, przyśpieszono ją, w dodatku pominięto cały oryginalny wątek z powieści o rakiecie z ładunkiem atomowym, tworząc bazę kosmiczną i wysyłając Jamesa Bonda na orbitę. Dodatkowo dostaliśmy scenę w której strzelają się z laserów. Bardziej to kino SF niż klasyczny Bond.

„Nowa nadzieja” miała też wpływ na „Star Trek”. Tam był pomysł na sequel, plus presja fanów, która nagle urosła. Studio zaś zobaczyło, że może coś na tym zarobić. Miał być film telewizyjny, nowy sezon serialu, ostatecznie skończyło się na filmie pełnometrażowym w kinie. Choć dopiero od „Gniewu Khana” „Star Trek” zaczął odkrywać swoje kinowe tory.



Jednym z bardzo ciekawych nawiązań do genezy „Nowej nadziei” jest fanfilm George Lucas in Love, który w świetny sposób portretuje pewne klasyczne motywy, jednocześnie nawiązuje do „Zakochanego Szekspira”. Jednak warto wspomnieć o jeszcze jednym filmie, który wyprodukował Gary Kurtz (producent IV i V epizodu). „’77” czy też pierwotnie „5-25-77” to autobiograficzna opowieść Pata Johnsona (scenarzysta „Ostatniego smoka”), w której istotną rolę odgrywa premiera „Gwiezdnych wojen” i tego jak „Nowa nadzieja” oraz to co przyszło po niej zmieniła świat przyszłego filmowca. Film ukończono przy okazji 30-lecia sagi. Pierwsze pokazy miały miejsce na Celebration IV, jednak nigdy nie wszedł do szerokiej dystrybucji. Za to ponownie pojawił się w kilku kinach w zeszły czwartek.

Podobnie jak to było w wielu innych przypadkach, ilość nawiązań jest ogromna, więc jest to jedynie mały ułamek tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

P&O 229: Zgniatarka? Gdzie miecz świetlny i kto krzyczy?

9



Dziś pytanie będące wynikiem fanowskich rozmyślań na temat IV Epizodu.

P: Z kolegą debatowaliśmy na temat sceny w zgniatarce w „Nowej nadziei”. I mamy dwie wątpliwości. Czemu Luke nie użył miecza świetlnego? I kto tam krzyczy?

O: Odpowiedź na pytanie pierwsze jest prosta. Luke nie miał przy sobie miecza świetlnego, zostawił go na pokładzie „Sokoła Millennium”. No bo jak by to wyglądało aby szturmowiec latał z mieczem świetlnym u pasa?

Na drugie pytanie odpowiedź brzmi Han Solo. W dodatku krzyczy „3253827”, w odpowiedzi na pytanie Luke’a „Gdzie jesteśmy?”.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Książki

10



Adaptacja powieściowa "Nowej nadziei", pierwotnie noszącą tytuł "Star Wars: From the Adventures of Luke Skywalker", jest najczęściej wznawianą powieścią z całego kanonu literackiego uniwersum. Jakkolwiek można mieć uwagi co do zasadności wydawania książek, które tak po prawdzie są rozbudowanym scenariuszem, jak i poziomu niektórych adaptacji, to w wielu przypadkach pozwalają one uzupełnić odbiór filmu o sceny i szczegóły, które zostały wycięte lub nawet pojawić się nie miały i są rozbieżne z obrazem. Za napisanie scenariusza do pierwszego filmu Sagi, odpowiadał nie kto inny jak sam George Lucas. W taki więc sposób został autorem adaptacji własnego filmu, która ukazała się w listopadzie 1976 roku w nakładzie wydawnictwa Ballantine Books/Del Rey, parę miesięcy przed faktyczną premierą filmu w kinach. Teraz wydaje się nie do pomyślenia, by wcześniej światło dzienne ujrzała powieść oparta na filmie, wyjawiająca kluczowe zwroty fabularne obrazu. Pomimo że George Lucas firmował swoim nazwiskiem książkę, jej faktycznym autorem był Alan Dean Foster, który pełnił rolę autora widmo. Powieść pomimo niewielkiej objętości, zawierała sceny nieznajdujące się w samym filmie. Zaciekawionych historią początków Gwiezdnowojennej książki, odsyłam pod ten link. Poniżej kilkanaście wariantów okładkowych jakie ukazały się rynkach anglojęzycznych. Ostatnia okładka jest tegoroczną edycją wydaną z okazji rocznicy, która ukazała się na Wyspach brytyjskich w nakładzie wydawcy Century w twardej oprawie.




W Polsce adaptacja również posiada długą historię wydawniczą. Jej pierwszy przekład ukazał się w 1984 roku, kiedy to została wydana w formie tzw. klubówek pod tytułem Wojny gwiazd. W tym samym roku ukazało się wydanie z poprawionym tytułem - Star Wars: Gwiezdne wojny lub Star Wars: Nowa nadzieja, obie wersje były przetłumaczone przez Andrzeja Wróblewskiego. Gdy minął czas trzeciego obiegu w fandomie, a wydawnictwa otwarły się na zachodni rynek, w 1990 roku w końcu otrzymaliśmy pełnoprawne wydanie powieści od wydawcy Interart w przekładzie Piotra W. Cholewy. Niedługo później prawa do wydawania kanonu literackiego Star Wars przejęło wydawnictwo Amber, które w 1996 roku wypuściło pierwsze swoje wydanie pod tytułem Nowa nadzieja z ilustracją na okładce autorstwa Johna Alvina. Rok później do kin trafia edycja specjalna trylogii, nie mogło się więc obyć bez wznowienia z nową okładką z ilustracją autorstwa Drew Struzana. Ostatnie wznowienie miało miejsce w 2012 roku przy okazji 35 lecia Sagi, a okładka jest oparta na designie wydania DVD filmu.



"Nowa nadzieja - album" w redakcji Carol Titelman to obowiązkowa lektura każdego szanującego się fana Oryginalnej trylogii. Album ten pierwotnie ukazał się w listopadzie 1979 roku pod tytułem The Art of Star Wars w nakładzie Del Rey. Książka jest zbiorem grafik koncepcyjnych autorstwa Ralpha McQuarriego i innych, storyboardów, informacji o użyciu efektów specjalnych oraz realizacji konkretnych ujęć. Pozycja zawiera również oryginalny scenariusz autorstwa George'a Lucasa. Na kolejne wznowienie albumu za oceanem trzeba było czekać prawie 15 lat, które ukazało się we wrześniu 1994 roku. Trzy lata później do kin wchodzi Wersja specjalna trylogii, co było okazją do ponownego wznowienia, poszerzonego dodatkowo o materiał z edycji specjalnej.
Książka ukazała się również w Polsce w nakładzie wydawnictwa Amber w styczniu 1999 roku w przekładzie Andrzej Syrzyckiego. Jej wydanie oparte jest na wersji z 1994 roku, czyli nie posiadającej dodatkowej treści z edycji specjalnej.



Z racji że film jest raczej produkcją przygodową, w 1980 roku otrzymaliśmy przewodnik dla dzieci, który odkrywał nam niektóre aspektu tworzeniu filmu. "Star Wars: The Making of the Movie" to nieduża książka opracowana przez Larry'ego Weinberga, wyszła w nakładzie Random House.
Wyżej wspomniane publikacje pozwalały fanom w niewielkim stopniu zapoznać się w procesem tworzenia kultowego obrazu. Jednak od momentu ukazania się filmu w 1977 roku, przez 30 lat nie doczekaliśmy się pełnoprawnego przewodnika ukazującego bardziej drobiazgowy proces powstawania. Taką publikacje otrzymaliśmy dopiero w kwietniu 2007 roku, kiedy to na półki księgarskie trafił album "The Making of Star Wars: The Definitive Story Behind the Original Film" autorstwa Jonathana W. Rinzlera w nakładzie Del Rey. Książka ta dodatkowo posiada cyfrowe wydanie, w którym znajdziemy materiały wideo za kulis, wywiadami oraz nie publikowanym wcześniej fotosami.



"Nowa nadzieja" została wydana również w formie młodzieżowej. Najwcześniejsze wydanie pojawiło się w maju 1995 roku w nakładzie Random House pod tytułem "Classic Star Wars: A New Hope" autorstwa Larry'ego Weinberga. Trzy lata później w marcu 1998 roku ukazała się kolejna wersja autorstwa Christophera Goldena z cyklu Choose Your Own Star Wars Adventure od wydawcy Bantam Skylark. W październiku 2004 roku otrzymaliśmy młodzieżówkę od Scholasticu autorstwa Rydera Windhama, która została w tym roku wznowiona i ukanonizowana przez Emil Fortune i wydana przez brytyjski Egmont Books. Nie wszystkie powieści były w pełni adaptacjami, a raczej wariacjami przygód postaci. Taka pozycja pojawiła się we wrześniu 2009 roku w nakładzie Scholasticu. Książka ta to "A New Hope: The Life of Luke Skywalker" napisana przez Rydera Windhama. W 2015 roku do kin wracały Gwiezdne wojny, nadarzyła się więc okazja by wydać nowe powieści młodzieżowe oparte na Oryginalnej trylogii. Nową adaptację pod tytułem "Nowa nadzieja: Księżniczka, łajdak i chłopak z Tatooine" napisała Alexandra Bracken i wydana została przez Disney-Lucasfilm Press w USA, a u nas przez Egmont Polska.



Książek dla dzieci opartych fabularnie na "Nowej nadziei" wydano mrowie, pierwsze publikacje pojawiły się jakiś czas po premierze filmu. Głównie były to opowieści filmowe (storybook), które w ograniczony sposób streszczały film. Bardziej obfity wysyp pojawił się po premierze Edycji specjalnej w 1997 roku. Ukazywały się różnego rodzaju wariacje jak "Star Wars Epic Yarns: A New Hope" od Chronicle Books, "LEGO Star Wars: A New Hope" od Dorling Kinderlsey i Scholasticu. A w tym miesiącu ukazały się dwie kolejne pozycje jak: "The Rise of a Hero" od Disney-Lucasfilm Press oraz "A New Hope - A Big Golden Book" od Golden Books.



Fanom, którym forma pisana nie wystarcza, mogli pokusić się o adaptacje radiową "A New Hope – The Original Radio Drama" opracowaną przez Briana Daley i wydana w 2013 roku przez HighBridge Audio. Publikacja ta to zapis audycji radiowych jakie były emitowane w 1981 roku w radiu National Public Radio. Została ona wydana w dwóch wersjach: Light i Dark Side ilustrowaną grafikami z kart Topps. Jak już jesteśmy przy kartach Topps, to w listopadzie 2015 roku w nakładzie Abrams Books ukazał się ciekawy album dla kolekcjonerów tychże gadżetów. Książka "Star Wars: The Original Topps Trading Card Series" to zbiór skanów kart i naklejek wydanych w latach 1977-78, dotyczących pierwszego filmu Sagi.
W 2013 roku również pojawiła się wariacja "Nowej nadziei" w formie dramatu William Shakespeare’a. "William Shakespeare’s Star Wars: Verily, A New Hope" została zaadaptowana przez Iana Doeschera i wydana w nakładzie Quirk Books.
W tym roku z okazji rocznicy pojawią się specjalne wydania publikacji związanych z filmem. Titan Books wyda specjalną publikację poświęconą "Nowej nadziei", a Chronicle Books wydał notatnik okolicznościowy, na obu okładkach wykorzystano ilustracja Toma Junga. W październiku Egmont Books wyda zestaw "Star Wars 40th Anniversary Tin", zawierający książeczkę z serii doodle oraz powieść młodzieżową Rydera Windhama zapakowane w metalowej puszce.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ewolucja logo

9



„Nowa nadzieja” ustaliła bardzo wiele elementów, które są dziś nie tylko nierozerwalne ale i bardzo charakterystyczne dla sagi. Jeden z nich to logo. Ale zanim powstało finalne, ono również przeszło kilka mniejszych i większy modyfikacji.



Za pierwotne odpowiada Ralph McQuarrie. Zajmował się wówczas robieniem różnych szkiców dla George’a Lucasa no i koniecznie było zrobienie logo dla filmu. Powstało właściwie od niechcenia, nawiązywało do „Amerykańskiego graffiti”. McQuarrie wspomina, że na pierwszym logo „The Star Wars” przedstawiony był Han Solo. Faktycznie patrząc po mieczu to powinien być Luke, ale strój, zrelaksowany sposób bycia. To był ówczesny Han.



McQuarrie wykorzystał czcionkę Futura Display lub Futura Display Open, choć wprowadził pewne modyfikacje choćby w literze „T”.



Jednak dla celów korporacyjnych potrzebne było nowe logo, które umieszczano choćby w oficjalnej korespondencji. Bazując na tym, co stworzył Ralph, do gry wkroczył Joe Johnston. Tym razem użył czcionki z rodziny Precis. Tym logiem reklamowano sagę choćby w 1976 podczas San Diego Comic Con. Pojawiało się też na pierwszy publikacjach, jak: „The Art of Star Wars” z 1979.





W grudniu 1976 ukazała się adaptacja powieściowa „Nowej nadziei” pióra Alana Deana Fostera. Del Rey jednak nie bawił się w żadne specjalne logo. Użyli czcionki typu Helvetica oraz okładki bazującej na konceptach Ralpha i tyle, bez wchodzenia w żadną stylizację.



Filmowe logo miało oczywiście nawiązywać do seriali o Flashu Gordonie czy Bucku Rogersie. Początkowo to wciąż miało być „The Star Wars”.





Za logo już bliższe oryginałowi, wykorzystywane tak w materiałach promocyjnych (jak plakaty), ale też zbieżne z napisami początkowymi odpowiada Dan Perri.



Następnie Lucas zwrócił się do Suzi Race, by zaprojektowała nowe logo. Dostała ona trudne zadanie, bo od George’a dowiedziała się jedynie, że chce mieć logo bardzo faszystowskie. Dobrze trafił, bo artystka zanim jeszcze go spotkała, studiowała trochę o niemieckim designie i pewnych historycznych źródłach z nim związanych. Wymyśliła, że użyje zmodyfikowanej czcionki Helvetica Black. Narysowała logo ręcznie. Połączyła pewne litery, George tylko poprosił, by S było wyraźniejsze, bo wyglądało trochę jak ozdobnik T. To logo trafiło na plakaty.



Ale to W nie wszystkim się podobało. Ostatecznie poprawkę na logo naniósł ponownie Joe Johnston.



Oczywiście nawet skończone logo nie oznaczało jeszcze, że twórcy będą go używać jak powinni. Marvel, Del Rey i inni licencjonobiorcy przez pewien czas tworzyli własne wariację, nie czując potrzeby jednoznacznego, wizualnego identyfikowania marki. Zresztą sam Lucasfilm jeszcze przez pewien czas eksperymentował z różnymi alternatywnymi wersjami, dedykowanymi dla plakatów.



Dopiero kolejne filmy spowodowały, że kwestię loga należało ujednolicić.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Nie dostali roli w filmie

14



Choć „Nowa nadzieja” była wielką niewiadomą, jednak w castingu do filmu wzięło udział bardzo wiele osób. Można zastanawiać się jak wyglądałaby obsada klasycznej trylogii, gdyby dokonano innych wyborów. Aktorów rozważanych było bardzo wielu, więc nie wymienimy tu wszystkich. Nasza lista została ograniczona do głównie najbardziej znanych nazwisk (lub najbardziej wówczas rokujących).

Kiedyś przy okazji Prima Aprilis pisaliśmy żartem, że Han Solo nie zawsze musiał być biały. I faktycznie jak popatrzymy na plany George’a Lucasa to nie był. Po tym jak już stał się człowiekiem pierwotnie miał mieć czarną skórę. Jednym z kandydatów do roli Solo był wówczas Billy Dee Williams (późniejszy Lando). Szybko jednak rola ta przypadła Glynnowi Turmanowi. Aktor obecnie znany jest choćby z „Super 8” Abramsa, „Burleski” czy „Gremlinów”. Wydawał się być idealnym Hanem, ale wówczas zaczął się zmieniać scenariusz i pojawił się wątek miłosny między Solo a Leią. Twórcy bali się jak zareaguje publiczność na coś takiego, więc zmieniono kolor skóry Solo.

Han Solo

Glynn Turman

Sylvester Stallone

Kurt Russel

Christopher Walken


Wśród kandydatów na białego Solo znajduje się bardzo ciekawa galeria nazwisk. Kurt Russell, Nick Nolte, Christopher Walken, Jack Nickolson, Al Pacino, Chevy Chase, Steve Martin, Bill Murray, Robert Englund, Sylvester Stallone, John Travolta, James Woods, Perry King, James Caan, Robert De Niro, Burt Reynolds. niektórzy z nich po prostu odrzucili rolę. Pacino wspomina nawet, że nie zrozumiał scenariusza. Dość duże szansę z nich miał Walken. Ostatecznie jednak ta rola przypadła Harrisonowi Fordowi. Warto dodać, że Lucas trochę inspirował się tworząc Hana swoim przyjacielem Francisem Fordem Coppolą.

Również potencjalni odtwórcy roli Obi-Wana się wymienili. Bez wątpienia najbardziej znany z nich to Toshirô Mifune, słynny japoński aktor, który grywał u Kurosawy. Ale do roli również rozważano między innymi Petera Cushinga. Odrzucono go, ale potem zaproponowano mu rolę Tarkina. Potem do roli namówiono Aleca Guinnessa.

Obi-Wan Kenobi

Toshirô Mifune

Peter Cushing


Przez pewien czas Leię także miała grać jakaś japońska aktorka. Luźny pomysł, bez konkretnych przymiarek. Innymi kandydatkami do roli księżniczki były między innymi: Karen Allen (Marion z „Poszukiwaczy zaginionej arki”), Kim Bassinger, Glenn Close, Geena Davis, Farrah Fawcett, Melanie Griffith, Catherine Hicks („Star Trek IV”), Anjelica Huston („Rodzina Adamsów”), Jessica Lange, Jane Seymour, Cybill Shephard, Meryl Streep, Kathleen Turner („Miłość, szmaragd i krokodyl”), Cindy Williams, Shirley Feeney, Terri Nunn i Sigourney Weaver („Obcy”) oraz Jodie Foster. Ostatecznie rolę dostała Carrie Fisher.

Leia

Glen Close

Meryl Streep

Anjelica Huston

Jodie Foster


Dość długo wyglądało na to, że rolę Luke’a dostanie Robert Englund. Najbardziej znany obecnie jest z Freddy’ego Krugera. Na liście znajdował się też William Katt i Charles Martin Smith. Rolę ostatecznie dostał Mark Hamill.

Luke

Robert Englund

William Katt

Charles Martin Smith


Głosem Vadera początkowo miał być Orson Welles. Ostatecznie rolę dostał James Earl Jones.

Darth Vader

Orson Welles


Anthony Daniels miał zagrać C-3PO. Ale jego głos początkowo również miał być zdubbingowany. Tu było dwóch głównych kandydatów: Stan Freberg i Mel Blanc. Dopiero gdy Lucas usłyszał inny głos C-3PO zrozumiał jak Daniels idealnie do tego pasuje.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Nawiązania do epizodu czwartego w animacjach

Różne
12



W tym tygodniu mija czterdzieści lat od kiedy "Nowa nadzieja" zmieniła oblicze kina - czy wręcz świata - na zawsze. Czterdzieści lat, podczas których "Gwiezdne wojny" ukazywały się w różnorakich formach. Mogliśmy śledzić przygody naszych ulubionych bohaterów na kartach książek czy komiksów, ruszać z nimi do walki wraz z klawiaturą czy kontrolerem w dłoniach czy po prostu oglądać jeszcze raz którąś część Sagi. Obok tych wszystkich mediów coraz większą rolę odgrywają seriale telewizyjne. Choć pierwsze z nich - "Ewoks" i "Droids" - ukazały się już w latach osiemdziesiątych, a współcześnie mamy całe zatrzęsienie kolejnych remake'ów w wersji LEGO, to w poniższym artykule skupimy się na dwóch seriach, które w istotny sposób rozszerzyły wszechświat (no i w tej chwili są jedynymi kanonicznymi): "Wojnach klonów" i "Rebeliantach". Fakty - choć jest ich tak dużo, że to na pewno nie wszystkie - zgrupowaliśmy tematycznie.

Postacie



Zacznijmy od tych najbardziej znanych, czyli Anakina vel. Vadera oraz Obi-Wana. Skywalker to szczególny przypadek, gdyż w "Nowej nadziei" wystąpił w swej ikonicznej, czarnej zbroi, nie widzimy żadnej organicznej części jego ciała - na to trzeba będzie poczekać do "Powrotu Jedi". "The Clone Wars" czyni sporo aluzji do jego przyszłego losu, głównie w warstwie psychiki, czyli powolnego zwracania się ku ciemnej stronie. Ale są też bardziej oczywiste aluzje. Pierwsza pojawiła się w "Jedi Crash", gdzie ciężko rannego Skywalkera trzeba było podłączyć do aparatury oddechowej. Słychać wówczas charakterystyczny, sapiący oddech, który po wydarzeniach na Mustafarze będzie mu towarzyszył do końca życia. Podczas tworzenia "Zemsty Sithów" artyści koncepcyjni stylizowali jego włosy tak, aby przypominały słynny hełm - na ten sam pomysł wpadli twórcy TCW. W odcinku "An Old Friend" Skywalker przychodzi do uwięzionej w celi Padme, a jego cień padający na żonę wygląda niemal identycznie jak Vader. Znaczące, biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że pomiędzy małżonkami wywiązuje się ostra kłótnia. Ale w serialach ukazywano nie tylko negatywne aspekty jego osoby - przykładowo, w "The Rise of Clovis" mieliśmy jedyną w TCW okazję na spojrzenie na prywatne kwatery Anakina w świątyni. Skłonność do pewnego rozgardiaszu Luke zapewne odziedziczył po nim, jak również zwyczaj zabawy modelami statków - senior ma myśliwiec Jedi, junior T-16.

Dzięki "Wojnom klonów" dowiedzieliśmy się też skąd właściwie Obi-Wan wziął imię "Ben". Początkowo miało być to pieszczotliwe przezwisko, jakim miała obdarzać go Satine, ale ani Filoniemu, ani aktorce Annie Graves zbyt pieszczotliwe się nie wydało. Pomysł jednak pozostał i w "Decepion" Kenobi używa tego przezwiska w kontaktach z Jedi, gdy przyjmuje tożsamość łowcy nagród Rako Hardeena. Nie używał swojego prawdziwego imienia prawdopodobnie dlatego, by Anakin, który cały czas był przekonany o śmierci mistrza, nie zaczął się domyślać, że coś jest nie tak. Na kolejne bezpośrednie nawiązanie do czwartej części trzeba było czekać do "Rebeliantów" i "Twin Suns", gdzie Ezra napotyka starszego już Kenobiego na pustyni. Jego model przypomina już bardziej sir Aleca Guinnessa, zmieniono nawet aktora - James Arnold Taylor ustąpił miejsca Stevenowi Stantonowi, który doskonale imituje zmarłego artystę. W chwili obecnej pozostaje pytanie jak na odbiór "Nowej nadziei" wpłynie fakt, że Obi-Wan wiedział o istnieniu innego Jedi, Ezry. Czemu nie powiedział o nim Luke'owi? Zapewne przekonamy się w czwartym, ostatnim sezonie.

Z raczej oczywistych względów w serialach nie może być wiele aluzji do Luke'a (w "Rebels" widać go jedynie jako odległą sylwetkę - notabele, to model Ezry), ale do Lei już owszem. Na razie widzieliśmy ją tylko raz, w "A Princess on Lothal", ale odcinek ten dał nam inne spojrzenie na nią. Widzimy bowiem jak nastolatka zajmowała się zadaniami dla rebelii pod przykrywką "misji pokojowych". Vader przejrzał ją bez trudu na pokładzie "Tantive'a". Z załogi "Sokoła" mamy też oczywiście Chewbaccę, który w serialach pojawił się co prawda tylko raz - w "Wookiee Hunt" - ale jest to wystąpienie dość znaczące. To dzięki niemu Ahsoka uczy się działać sama. Dalsze losy Wokieech pod rządami Imperium mogliśmy śledzić w "Rebeliantach".

"Rebelianci" dali nam sporo informacji na temat początków poszczególnych buntowników. Jeden ze słynniejszych pilotów Sojuszu, Wedge, pokazał się w "The Antilles Extraction". Młodzieniec wraz z Hobbie'em ("Imperium kontratakuje") uczęszczał do elitarnej akademii Skystrike, lecz z pomocą Sabine uciekł z niej i dołączył do buntowników. Co ciekawe, historia początkowo miała przestawiać dzieje Biggsa, ale twórcy w porę zdali sobie sprawę, że kłóciłoby się to z filmem - bo ten przecież musiał być w tym czasie na Tatooine.



Pierwszy bohater tylko i wyłącznie z "Nowej nadziei" pojawił się już w filmowym pilocie TCW. Mowa oczywiście o admirale Yularenie, który w czwartym epizodzie jest obecny podczas spotkania oficerów z Vaderem. Dzięki serialom wiemy, że mężczyzna podczas wojen klonów posiadał wysoki stopień wojskowy i brał udział w wielu kluczowych bitwach. "The Clone Wars" eksploruje jego relację z Anakinem, co bardzo zmienia sposób, w jaki patrzymy na scenę spotkania z EIV. Wulf pojawił się również w "Rebels" - zadebiutował w odcinku "Through Imperial Eyes", gdzie już dawno nie obejmował stanowiska we flocie, lecz był szefem Biura Bezpieczeństwa. Zdaniem twórców pod koniec wojen klonów wolał oddalić się od bezpośredniej walki. Widzimy jednak, że był równie inteligentny, co wcześniej, no i współpracował z samym Thrawnem.

Innym republikańsko-imperialnym oficerem, którego karierę mieliśmy okazję śledzić, jest Tarkin. Na jego debiut w animacji trzeba było czekać do trzeciego sezonu i aktu o Cytadeli. Kapitan od razu zaimponował Anakinowi swoimi stanowczymi poglądami na temat organizacji armii (nie zgadzał się, by to Jedi dowodzili) i choć nie do końca się zgadzali, to wytworzyła się między nimi nić porozumienia, nadszarpnięta trochę w piątej serii, gdy Tarkin stał się głównym oskarżycielem Ahsoki podczas jej procesu. W "Rebeliantach" powrócił już sporo starszy pod koniec pierwszego sezonu, gdzie od razu porozstawiał po kątach niekompetentnych podwładnych i narobił rebeliantom sporo kłopotów. Potem co prawda jego okręt został zniszczony, acz uciekł w porę (notabene, scena, w której oficer prosi go o opuszczenie okrętu, to niemalże kopiuj-wklej z NN). Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w Imperium - może właśnie dlatego na Gwieździe wolał zostać, aby nie wyjść na tchórza?

Odcinek "Sphere of Influence" przedstawił nam więcej na temat Greeda. Okazuje się, że już w czasach wojen klonów pracował w półświatku, bo porwał dzieci pantorańskiego senatora Papanoidy. Średnio mu to wyszło, co chyba jeszcze ugruntowało jego opinię nieudacznika. Ważniejsze jest jednak to, czego dokonał z jego historią oficjalny przewodnik po odcinku - stwierdził on, że w wyciętej scenie z "Mrocznego widma" (tej, w której młody Anakin bije się z Rodianinem) nie występuje, jak do tej pory, Greedo Starszy (ojciec), lecz sam Greedo. Widać od małego pakował się w kłopoty.



Animacje dały też więcej okazji do wystąpień dla gości z kantyny. Już w "Lightsaber Lost" pojawia się scenka, w której Ahsoka poszukuje danych o przestępcach na Coruscant i na monitorze widać podobiznę jednej z sióstr Toonika, Brei. Jakich wykroczeń się dopuściła? Jeśli ktoś zna aurebesh, może wyczytać, że jest poszukiwana za morderstwo. To na pewno ciekawa historia, której opowiedzenia może się podjąć nowy kanon. W trzecim sezonie, a konkretnie "Clone Cadets" mamy przedstawicieli dwóch ras z kantyny: Siniteena ("mózgowca") o imieniu Bric oraz Arcorę El-lesa. Obaj byli instruktorami klonów, lecz reprezentowali zupełnie inne podejście do nauki. Pod koniec serii, to jest w "Padawan Lost" wśród porwanych przez Trandoshan osób znajduje się Katt Mol - Snivvianin, który ma chyba ten sam gust w kwestii mody, co Snaggletooth, kolejny gość kantyny. Choć Ponda Baba w serialu nigdy się nie pojawił, to miał chyba brata bliźniaka, którego można zobaczyć na ulicach Abafaru w epizodzie "Missing in Action". Konkretnie mówiąc, jest to bliźniak ubierający się w strój, który Pondzie zaprojektował Kenner. A swoją drogą, w tym samym odcinku uważni mogą wypatrzeć plakat reklamujący gabinet chirurgii kosmetycznej doktora Evazana. Strach odwiedzać takie miejsce. Jeśli myślicie, że tylko Wuher miał uprzedzenia w stosunku do droidów - nic bardziej mylnego. Borkus, czyli właściciel baru na Abafarze, również ich nie akceptował. Nie wspominając o Zilkinach, czyli rasie Meebura Gascona, ale tu nie różnił się od sporej części antyfanów porucznika.

Jest też parę drobniejszych postaci. W "Rookies" jeden z klonów patrolujących platformę w placówce na Rishi ma numer 327. Choć nie tak popularny jak 1138, numer ten pojawia się parę razy w twórczości Lucasa - jest to między innymi oznaczenie hangaru na Gwieździe Śmierci, do którego zostaje ściągnięty "Sokół". W "Cloak of Darkness" mamy też droida 327-T.

W "Lethal Trackdown" pojawia się kolejna mniejsza postać - droid RA-7, który przebywa w barze Weequayów na Florrum, a który najwyraźniej mówi w tym samym dialekcie, co jedna z maszyn w piaskoczołgu Jawów. Czasem też występują bohaterowie z edycji specjalnej, jak choćby droid-gladiator K0-5D z "Nomad Droids", którego oparto na cyfrowo dodanych maszynach, które wałęsają się po uliczkach Mos Eisley. Choć nie można uznać go za postać mało ważną, to tajemniczy Ojciec z Mortis ma dość drobne powiązanie z czwartym epizodem - znika po śmierci tak samo jak Obi-Wan. Czy w ten sposób zjednoczył się z Mocą i gdzieś tam egzystuje jako duch - nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na to pytanie.

Twórcy wielokrotnie wpadali na pomysł ożywienia niewykorzystanych projektów, zwłaszcza McQuarriego. Dzięki temu w "Star Wars" pojawił się Derrown - łowca nagród przypominający latający grzyb. Pierwotnie przedstawiciel tej rasy miał być gościem kantyny, choć przypominał raczej roślinę, a nie inteligentną istotę. Nie można też zapominać o Zebie, który - jeśli wierzyć doniesieniom - w fazie konceptualnej był członkiem pięćdziesięciu różnych ras, aż w końcu zdecydowano się na skanonizowanie Lasatów, którzy to z kolei nie powstaliby, gdyby nie wczesne wersje Chewiego. Postanowiono to nawet wykorzystać in-universe, gdzie zarówno w "Rebels", jak i w towarzyszących publikacjach wspomina się o podobieństwie Lasatów i Wookieech.

Organizacje



W "Nowej nadziei" mamy oczywiście dwie główne frakcje, Sojusz Rebeliantów i Imperium. Choć "Wojny klonów" początkowo skupiały się wyłącznie na tytułowym konflikcie, to już od początku sezonu czwartego - wraz z odcinkiem "A War on Two Fronts" - zaczęły się subtelne aluzje do przyszłych walk. Mowa oczywiście o powstaniu na Onderonie, podczas którego Republika wysłała Jedi i klony, aby wytrenowali bojowników buntujących się przeciwko władzy marionetkowego króla osadzonego na tronie przez Separatystów. To właśnie z ich szeregów wywodzi się znany nam wszystkim Saw Gerrera i to właśnie Onderonianie stali się jedną z ważniejszych komórek rebelii. Jak na ironię, szkolił ich sam Anakin.

A co z Imperium? Tu proces powolnego przekształcania Republiki w rząd totalitarny możemy śledzić w całych "Wojnach klonów" głównie poprzez drobne rzeczy, takie jak rzucane tu i tam dwuznaczne słowa Kanclerza, czy coraz wyraźniejszą obecność wojskowych takich jak Tarkin. Prawdziwy przełom nastąpił w tetralogii o oskarżonej Ahsoce pod koniec sezonu piątego, gdzie staje się jasne, że Republika (i Jedi) chylą się ku upadkowi. Preimperialną architekturę widać w "The Jedi Who Knew Too Much" w bazie wojskowej, gdzie powiewają czerwone, przypominające nazistowskie flagi. Sala, w której dokonuje się sąd nad Barissą, żywo czerpie wiele drobnych elementów z wyposażenia Gwiazdy Śmierci. Aluzje polityczne widoczne są w serii odcinków o Clovisie z tak zwanych "materiałów bonusowych". W wyniku wielu intryg pod koniec Muunowie przekazują Palpatine'owi pełnię władzy nad Klanem Bankowym, co Senat wita burzą oklasków i jako jedna z nielicznych Mon Mothma jest wyraźnie zdegustowana. W "Rebeliantach" za wiele polityki nie ma, ale to nie znaczy, że jest w ogóle nieobecna. Już w pierwszym odcinku daje się do zrozumienia, że wojsko musi utrzymywać handel dysruptorami w tajemnicy przed Senatem, gdyż była to broń zakazana. We wczesnych latach Imperium organ ten jeszcze cokolwiek się liczył. W filmie, podczas spotkania oficerów, Tarkin przekazuje zebranym wieść o rozwiązaniu tego organu, co uznaje za powód do triumfu.

Technologia



Oba seriale dzieją się wcześniej na linii czasu, nic więc dziwnego, że pojawia się w nich sporo wynalazków z "Nowej nadziei". Jednym z nich jest oczywiście Gwiazda Śmierci. Pierwsze aluzje do niej możemy dostrzec już w trylogii o "Malevolence", gdzie scena odpalania działa okrętu jest łudząco podobna do lasera stacji kosmicznej. Potem jest długo, długo nic, aż do pierwszych odcinków nieukończonych (tzw. "animatics", czyli wstępnych wersji epizodów stworzonych prostą animacją) dziejących się na Utapau. W nich Anakin i Obi-Wan prowadzą śledztwo dotyczące śmierci mistrzyni Jedi, lecz prowadzi ich to do odkrycia ogromnego kryształu kyber, który koniecznie chcą zdobyć Separatyści. W trakcie okazuje się, że minerał potrafi absorbować ogromne ilości energii i odsyłać je z powrotem w postaci dobrze nam znanej, zielonej wiązki... Ostatecznie zostaje zniszczony, lecz Palpatine przy okazji dowiaduje się o jego niezwykłych właściwościach.

Watek potem podjęli "Rebelianci". Pierwsze, drobne aluzje do Gwiazdy możemy wychwycić już w "Breaking Ranks", gdzie Hera i Kanan namierzają transportowiec przewożący ładunek kryształów kyber i niszczą go. Potem długo nic się nie dzieje, aż ekipa trafia nad Geonosis w "The Honorable Ones". Nad planetą znajdują się dziwne sfery konstrukcyjne, a na powierzchni nie ma śladu po rodzimych Geonosianach. Wątek ten jest co prawda poboczny w tym odcinku, ale zostaje dalej rozwinięty w "Ghosts of Geonosis". Saw powraca po długim czasie, ale od razu możemy śledzić jego rodzącą się obsesję. Mężczyzna jest przekonany, że Imperium szykuje coś dużego i szuka tropów na planecie. Te doprowadzają go do tubylca - Klik-Klaka, który próbuje mu przekazać poprzez rysunki prawdę o Gwieździe. Rebelianci interpretują je jednak jako sferyczne kanistry z gazem, które znajdują głęboko w katakumbach. Niby mogłoby się wydawać, że sprawa zakończona, ale wiemy, że kryształy kyber i Gerrera pokażą się w czwartym sezonie. Zobaczymy jak blisko prawdy znajdzie się mężczyzna.

Architekci Gwiazdy Śmierci (Geonosianie? Galen Erso?) mieli też chyba coś do powiedzenia w sprawie Iglicy - więzienia, które pojawia się w "Rise of the Old Masters", choć wiemy, że placówka sięga swoimi korzeniami jeszcze czasów wojen klonów - to tam Sidious uwięził Dartha Maula po pokonaniu go na Mandalorze.

Pewien słynny pojazd pojawił się w "The Iron Sqadron". Chodzi o YT-2400, który został dodany w wersji specjalnej "Nowej nadziei" - przelatuje nad Mos Eisley. Stał się jednak sławniejszy w Legendach, gdzie poznaliśmy jego nazwę ("Outrider") i pilota, Dasha Rendara. Ekipa "Rebeliantów" raczej wprowadzać do kanonu postaci nie zamierza, choć dziwnie "krąży" wokół tego bohatera. Stąd pewnie pomysł, by w "Rebels" młodocianej "Żelaznej Eskadrze", jak zwie się grupa samozwańczych bojowników, dać ten sam model okrętu.

Bardzo wcześnie zobaczyliśmy też Y-wingi, bo pojawiły się w odcinkach o Malevolence. To one miały główną rolę w zniszczeniu okrętu Separatystów. Potem powróciły w drugim sezonie, a konkretnie w "Landing at Point Rain" i z tym odcinkiem związana jest ciekawostka: po raz pierwszy pojawiają się w czerwonym kolorze. Początkowo miały być takie w "Nowej nadziei", a z kolei X-wingi miały szczycić się niebieskimi barwami. Jednakże w latach 70. ten kolor zwyczajnie zlewałby się z błękitnym tłem używanym podczas kręcenia, więc X-wingi pomalowano na czerwono, a Y-wingi na żółto. W "Rebeliantach" mają już opinię przestarzałych, ale ekipa z "Ghosta" zdobywa je w "Steps into Shadow". Trafiają one do eskadry Złotych - tej samej, która lata podczas bitwy o Yavin. Z odcinka "Secret Cargo" wiemy, że miała ona sporą rolę w zawiązaniu formalnej rebelii, gdyż pomogła ekipie "Ghosta" uratować Mon Mothmę.



W trzecim sezonie byliśmy świadkami - jakże powszechnej w owym czasie - zmiany obowiązującego kanonu przez TCW. W odcinku "Supply Lines" śledzimy losy Baila Organy, który próbuje uzyskać u Toydarian pomoc dla Rylothu. Senator podróżuje na pokładzie "Tantive IV", czyli pierwszym okręcie, jaki widzimy w Sadze. Pojazd z TCW wymodelowano tak, by przypominał swą wersję z filmu, lecz przy okazji wyjaśniono, że okręt z "Zemsty Sithów" to wcale nie "Tantive", tylko "Sundered Heart". Różnią się one niewiele, ale jednak. "Tantive" powraca w pierwszym właściwym odcinku "Rebeliantów", "Droids in Distress".

Czasem mamy też drobniejsze nawiązania - ot choćby w "Death Trap" Boba Fett udaje kadeta-klona i wraz z nimi ćwiczy strzelanie do celów na pokładzie "Endurance". Stanowiska artyleryjskie są niemal te same, co na "Sokole", może więc tu i tu w projekcie palce maczali Korelianie? Alderaanianie mieli chyba rebelię we krwi, bo w trzecim sezonie ("Assassin") straż z tej planety nosi hełmy podobne do tych, które mieli żołnierze na "Tantive IV". Myszodroidy, które wałęsały się po korytarzach Gwiazdy Śmierci, po raz pierwszy zadebiutowały w animowanej formie w "Counterattack", choć Ahsoka wspomina je w pilocie. Pojawiają się w Cytadeli, która sama mocno czerpie wizualnie ze stacji bojowej Imperium.

W "Kidnapped" pojawia się statek łowców niewolników, "Tecora". Choć na pierwszy rzut oka nie ma wiele wspólnego z czwartym epizodem, to po uważnym przyjrzeniu się można dostrzec w niej sporo sprzętu z różnorakich lokacji NN, a nawet sześciokątne kształty rodem z garażu Luke'a. A w sezonie piątym ("Front Runners") możemy zobaczyć wieżyczkę obserwacyjną droidów niemal identyczną z tą, która pojawia się na Yavinie w "Nowej nadziei" i "Łotrze". Nawet w nowym kanonie mamy potwierdzone, że część Separatystów dołączyła do rebelii, może właśnie stąd pochodziła?

Zdalniaki pojawiły się po raz pierwszy na pokładzie "Sokoła", gdzie mieliśmy okazję widzieć jeden z pierwszych treningów Luke'a. Okazuje się, że urządzenia ta były dość powszechne - Ezra trenował z nimi na przykład w "Vision of Hope". Słynna zbroja generała Veersa nie była tak oryginalna, jak powszechnie myślano - w TCW podobny model nosił łowca nagród, a Tarkin i Thrawn zakładali identyczną, gdy szli na pole bitwy.

Pod pojęciem "technologii" mogą się również kryć urządzenia służące rozrywce. Załoga "Ghosta" miała na przykład na swoim pokładzie stół do dejarika taki sam, jaki był na "Sokole". Pierwszą rozgrywkę mieliśmy okazję oglądać w "Fighter Flight", potem załoga wielokrotnie do niej wracała.

Miejsca



W "Nowej nadziei" fizycznie obecne są tylko trzy planety: Tatooine, Alderaan i Yavin. Tą pierwszą widzieliśmy w obu serialach, w TCW pojawia się słynna kantyna (choć jej właścicielem nie jest jeszcze Wuher). Mieliśmy się dowiedzieć więcej o jej pustkowiach i kulturze Tuskenów w niedokończonych odcinkach, niestety poza konceptami i niedokończoną animacją nie wiemy wiele. Za to w "Rebelianatch" mieliśmy okazję poznać - dzięki "Twin Suns" - jak niebezpieczna może być pustynia. Alderaan w czwartym epizodzie jest widziany jedynie z kosmosu i jego wygląd na powierzchni zawdzięczamy "Zemście Sithów". Niemniej, planeta też jest w TCW - w "Assassin" widzimy jej piękne góry i doliny, a do tego jesteśmy świadkami nieudanej próby zamachu na Padme. Yavin dopiero nas czeka w czwartym sezonie "Rebels", ale jego pojawienie się na pewno zmieni sposób postrzegania tej planety w filmie.

To w "Nowej nadziei" po raz pierwszy usłyszeliśmy o słynnej trasie na Kessel, której przebyciem w rekordowo krótkim czasie chwalił się Han Solo. Sama planeta pojawiła się zaś po raz pierwszy w nowym kanonie w "Spark of Rebellion", czyli pilocie "Rebeliantów". Choć mocno zmieniła się w stosunku do Legend, to kluczowe elementy, takie jak wydobycie przyprawy, zostały zachowane. To na niej ekipa uwolniła Wookieech, a Kanan ujawnił się publicznie. Wspomniana przez Leię Dantooine podobno też ma wystąpić w "Rebels", choć na razie to jedynie plotka.

Lothal, czyli główne miejsce działań rebeliantów zwłaszcza w pierwszym sezonie, czerpie garściami z całej OT i prac McQuarriego. Domy farmerów wyglądają niemal identycznie, co te na Tatooine.

Cytaty



Ekipa od obu seriali dość swobodnie zapożyczała sobie ze słynnych słów to tu, to tam. Po zmianach dokonanych przez TCW i "Rebels" wiele kultowych dziś cytatów znalazło nowe życie. Oto niektóre z nich:

  • Podczas poszukiwania Anakina na pokładzie statku w "Dooku Captured" Obi-Wan natrafia na celę, w której rezydują uwięzieni Niktowie. Kieruje do nich słowa: "Nie jesteście więźniami, których szukam". Potem powtórzy je niemalże identycznie, gdy będzie próbował przekonać do odejścia szturmowców poszukujących droidów.

  • W "Children of the Force" admirał Yularen krzyczy "No! Lock them all down, hurry!" ("Nie, zamknij je wszystkie, szybko!"), co jest rzecz jasna lekko zmienioną wersją słów Threepio, który każe Artoo zamknąć wszystkie zgniatarki śmieci na Gwieździe Śmierci.

  • Czasem mamy aluzje również i do napisów początkowych. Tak jest w "Duchess of Mandalore", gdzie mandaloriański minister Jerec mówi w holonagraniu o "czasach wojny domowej" ("a time of civil war").

  • Myślicie, że słowa "Pomóż mi, Obi-Wanie Kenobi. Jesteś naszą jedyną nadzieją" wymyśliła Leia? Nic bardziej mylnego, ale wszystko zostaje w rodzinie - niemal to samo zdanie skierował Bail do Jedi w epizodzie "Cat and Mouse", gdy był uwięziony na Christophsis.

  • W czwartym sezonie twórcy zaczęli tak bardzo czerpać z oryginalnego filmu, że wręcz powtarzali całe sceny. Przykład tego mamy w sekwencji otwierającej "Nomad Droids", gdzie okręt Adi Galii zostaje zaatakowany przez Grievousa, lecz akcja skupia się nie na walczących, lecz na Threepio i Artoo, jak w "Nadziei". Przed pojedynkiem Gallia mówi: "Uderzyli w główny rekator", a w ANH droid protokolarny stwierdza, że: "Wyłączyli główny reaktor". Dwaj robotyczni przyjaciele próbują następnie wydostać się z korytarzy okrętu, unikając walczących (podobnie jak na pokładzie "Tantive"), aż docierają do wolnego Y-winga. C-3PO twierdzi, że zabieranie bombowca (jak również kapsuły ratunkowej) jest zabronione. Artoo w obu przypadkach i tak robi swoje. Podobnie rozpoczyna się odcinek "Point of No Return" z sezonu piątego, tylko tym razem nie ma cytatów.

  • W wyżej wymienionym epizodzie słynne słowa Obi-Wana - "Kto jest większym głupcem? Głupiec, czy ten, który za nim idzie?" - trafiły na ekran początkowy jako złota myśl.

  • Jeden ze słynnych tekstów Sagi, "Hello there", po raz pierwszy pojawił się w "Nowej nadziei", gdzie to pozdrowienie skierował Obi-Wan do Artoo na Tatooine. Potem w "Zemście Sithów" Kenobi wita tak Grievousa, ale okazuje się, że tekst ten wymyślił sam generał. Tak bowiem powitał przeciwnika w "Destroy Malevolence".

  • Zazwyczaj cytaty pochodzą od tej samej osoby, albo są jakoś ze sobą związane, ale nie zawsze. Tak jest w "The General", gdzie klon Hardcase ma za zadanie przedostać się do budynku wroga po cichu. Nie jest z tego powodu zadowolony i stwierdza: "Wolę otwartą walkę od tego całego skradania". Kilkanaście lat później Han Solo "pożyczy" jego słowa na pokładzie Gwiazdy Śmierci. A może jednak najsłynniejszy przemytnik w galaktyce miał coś wspólnego z klonami, bo ledwie odcinek później jesteśmy świadkami zrekonstruowanej niemal w stu procentach humorystycznej rozmowy, podczas której Solo próbował opóźnić przybycie posiłków do bloku więziennego. Tym razem rozmawiającym jest Fives, a stara się chronić skórę Hardcase'a, który zdemolował hangar. Zresztą, ta scena została niemalże tak samo powtórzona w "Rookies", kiedy droid-komandos stara się trzymać Cody'ego z dala od bazy na Rishi.

  • "Co dobrego przyjdzie jej z odwagi, jeśli się zabije?" - takie wątpliwości o wyczynach Steeli Gerrery wyraża Lux Bonteri. Nie on jeden był zamartwiającym się typem, bo niemalże tak samo mówił Luke o Hanie.

  • Kenobi nawet w swych młodszych latach był skarbnicą mądrości i umiał oprzeć się ciemnej stronie. Gdy Maul kusił go w "The Lawless", odparł: "Możesz mnie zabić, ale nigdy mnie nie zniszczysz". Tak samo odpowiedział byłemu uczniowi na pokładzie Gwiazdy Śmierci, tylko jego słowa nabrały więcej sensu, bo w epizodzie czwartym był już po szkoleniu u ducha Qui-Gona, a zatem naprawdę wiedział jak pokonać śmierć. Maul z kolei w tym samym odcinku mówi o Sidiousie: "Czuję obecność, której nie czułem od...". Dziwne, bo Vader tego nie słyszał, ale tak samo zaniepokoił się przybyciem Kenobiego na stację. Może był to popularny zwrot wśród Jedi? Bo Kanan identycznie mówi o Vaderze w "The Siege of Lothal".

  • Anakin, nawet jako Vader, nie zawsze ma mordercze tendencje. Słów "Ustawić broń na ogłuszanie! Chcę mieć ją żywą!" użył dwa razy: podczas pościgu za Ahsoką w "The Jedi Who Knew Too Much" i poszukiwań Lei na pokładzie "Tantive IV".

  • Tu aluzja słowna nieco innego rodzaju: w "Sacrifice" pojawia się po raz pierwszy (i na razie jedyny) kanoniczny Darth Bane, który przemawia głosem... Marka Hamila. Aktor, jak wiemy doskonale, potrafi grać nie tylko miłującego jasną stronę Luke'a, czego przykładem jest jego bodaj druga najsłynniejsza rola, Joker.

  • W "Twin Suns" pod koniec epizodu możemy usłyszeć dziwnie znajomy głos ciotki Beru wzywającej Luke'a do domu... nic dziwnego, bo jej głos został przekopiowany wprost z filmu.

Varia



Tutaj zbieramy wszystko to, co w taki czy inny sposób nie pasuje do reszty. Często są to dość nietypowe mrugnięcia okiem w stronę filmu lub też sceny odtworzone z niemalże stuprocentową dokładnością.

  • W "Rising Malevolence" Plo Koon i klony zostają uwięzieni w kapsułach ratunkowych, na które polują droidy bojowe. Jedna z nich ma numer 1977, czyli rok premiery czwartego epizodu.

  • W "Bombad Jedi" Jar Jar udaje mistrza Jedi i w związku z tym wkłada szatę Anakina. W pewnym momencie musi uciekać przed droidami i chowa się pod wodą, zostawiając odzienie na powierzchni. Maszyny znajdują jedynie puste odzienie, co - zdaniem Henry'ego Gilroya - zostało uczynione z myślą o znikającym ciele Obi-Wana po pojedynku z Vaderem. Zresztą, finał TCW - jeśli oczywiście nie liczyć nieukończonych odcinków - odpowiada między innymi na pytanie dlaczego niektórzy Jedi stawali się duchami, a inni nie. Kapłanki Mocy, u których można było przejść odpowiednie szkolenie, po zdjęciu szat znikają niemal tak samo, jak Obi-Wan po śmierci. Może ma to pokazać, że ciało jest, jak mawiał Yoda, tylko skorupą?

  • Scena "pożyczenia" zbroi od szturmowców na pokładzie Gwiazdy Śmierci jest jedną z zabawniejszych w czwartym epizodzie. Pewnie dlatego ekipa postanowiła uczynić do tego aluzję w "The Lawless", tylko tam Obi-Wan okrada nie szturmowca, lecz Mandalorianina.

  • Wspominaliśmy wyżej o wyraźnych aluzjach do Imperium pod koniec sezonu piątego TCW. Objawia się to nawet w stylistyce scen, gdy w "The Jedi Who Knew Too Much" Tarkin wchodzi do celi Ahsoki niemal tak samo, jak Vader do pochwyconej Lei.

  • W "Droids in Distress" Artoo pracuje potajemnie dla powoli organizującego rebelię Baila Organy. Pod koniec odcinka mężczyzna nachyla się nad droidem tak, jak czyniła to jego córka, gdy wkładała kartę z danymi do astromecha. Nawet ujęcie kamery jest podobne.

  • Większa część sekwencji walki z AT-AT w "Relics of the Old Republic" widziana z perspektywy Ezry to niemalże kopia tego, co robił Luke podczas próby zniszczenia Gwiazdy Śmierci. Obaj próbowali najpierw polegać na przyrządach celowniczych, a dopiero potem otworzyli się na Moc.

  • Astromechy muszą się najwidoczniej mieć na baczności i nie dać porazić prądem. Artoo został zaatakowany przez Jawów, a scena ta została w bardzo podobny sposób powtórzona w "Always Two There Are", tylko tym razem ofiarą jest Chopper, a atakują go nie mieszkańcy Tatooine, lecz droid ID9 należący do Siódmej Siostry.

Aluzji jest z całą pewnością więcej; do wychwycenia często wymagają sprawnego oka oraz umiejętności kojarzenia. Twórcy się w nich lubowali i z całą pewnością w nadchodzących latach zobaczymy jeszcze nie raz "Nową nadzieję" odtworzoną w taki czy inny sposób w animowanej formie.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.