Spis newsów (Gary Whitta)

Co tam słychać w Starwarsówku

3

Zaczynamy od ciekawostki. Paramount zapowiedział nowy serial „Star Trek: Discovery”. Zdjęcia ruszą niebawem, premiera po nowym roku. A co to ma do „Gwiezdnych Wojen”? Ano Ralpha McQuarriego. Nowy okręt – „Discovery” będzie bazował na jego koncepcie „Enterprise”. Zanim ostatecznie zrobiono pierwszy kinowy „Star Trek” pracowano nad innym filmem w tym uniwersum. Ralph pomagał zrobić koncepty do tego. Producenci „Star Trek: Planet of Titans” próbowali do reżyserii zatrudnić kilka osób, rozmawiano między innymi z Francisem Fordem Coppolą, Georgem Lucasem, Steven Spielbergiem i Robertem Wisem. Powstały tylko projekty, które trafiły do archiwum, gdyż zdecydowano jednak zrobić serial. Potem serial anulowano, wrócił pomysł filmu pełnometrażowego (na podstawie opowiadania Alana Deana Fostera), reżyserem został Robert Wise. Teraz prawie 40 lat później użyto konceptów Ralpha.


Enterprise wg Ralpha McQuarriego.


USS Disocvery


Pozostając w temacie „Star Treka”. Kolejna część wciąż jest w planach, wypowiadał się o niej ostatnio J.J. Abrams, w kontekście śmierci Antona Yelchina. Abrams stwierdził, że na pewno nie będą szukać nowego odtwórcy roli Pavla Chekova. Albo postać zostanie uśmiercona, albo zniknie w inny sposób z historii. Abrams wszystko ma pod kontrolą.

Będąc blisko Paramountu, Bob Iger wypowiedział się na temat przyszłości serii „Indiana Jones”. Tu chcą iść inną ścieżką niż „Gwiezdne Wojny”. Na pewno nowe filmy nie będą powstawać co rok. Na pewno też na piątej części się nie skończy. Czy będzie reboot? Iger nie chciał odpowiedzieć wprost, ale zasugerował, że coś w tym stylu raczej się wydarzy. W pierwszym nowym filmie z pewnością wróci Harrison Ford. Kto go zastąpi później? Nie wiadomo. Niektórzy sugerują, że kontrakt Aldena Ehrenreicha na trzy filmy zawiera rolę nie tylko Hana Solo. Cóż, zobaczymy.
Z pewnością do pracy przy filmie wróci wiele osób ze starej ekipy. Reżyserem ma być Steven Spielberg, który zapewnił, że Indiana Jones nie zginie w piątej części. Ma też wrócić John Williams. On ostatnio potwierdził swoją gotowość, o ile nic nie stanie na przeszkodzie.

Skoro już przy Spielbergu jesteśmy, to on i Laura Dern będą zasiadać w radzie gubernatorów Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Tak więc, dwie osoby ze Starwarsówka będą decydować o regulaminie Oskarów i nie tylko.

Spielberg zaś kompletuje powoli obsadę „The Kidnapping of Edgardo Mortara”. Pisaliśmy już o tym filmie. U Stevena nigdy nie wiadomo, kiedy i co trafi do produkcji, ale na rolę w tym obrazie kontrakt podpisał Oscar Isaac.

Za to pozostając przy Fordzie, pojawiły się pierwsze szkice koncepcyjne nowego „Łowcy androidów”. Ford wraca jako Deckard. Wciąż nie wiadomo, która wersja filmu Scotta zostanie tą kanoniczną. Zdjęcia do filmu trwają.


Koncepty z nowego „Łowcy androidów”


Bardzo dobre recenzje zbiera nowy film Colina Trevorrowa „The Book of Henry”. Tak dobre, że na miesiąc przed oficjalną premierą (wcześniej pokazywano go na festiwalach), dystrybutor Focus Features zdecydowało się go nie wypuszczać w tym roku. Premiera planowana jest na 16 czerwca 2017. Podobno wtedy będzie mniejsza konkurencja w kinie i będą mieli więcej czasu na promocję. To opowieść o samotnej matce wychowującej dwóch synów, z których jeden jest geniuszem. Zapisuje on sposób na rozwiązanie trudnej sytuacji z sąsiedztwa, gdy matka go znajduje postanawia wprowadzić go w życie. Matkę gra Naomi Watts, syna Jacob Tremblay, który chciał bardzo wystąpić w „Gwiezdnych Wojnach”. Reżysera IX Epizodu zna.

Andy Serkis cały czas próbuje swoich sił jako reżyser. Mimo że jego filmy są na razie odkładane na półkę, ciągle znajduje nowe projekty. Tym razem jest to „Breathe”. Ma to być historia inspirowana autentycznymi wydarzeniami. Pewien młody mężczyzna wraz z żoną dzielił pasję do podróży i przygód. Zachorował jednak na polio. Potem, pomimo paraliżu, nie poddaje się, razem podróżują inaczej zmieniając życie innych ludzi. Wystąpią: Andrew Garfield, Miranda Raison, Claire Foy i Dean-Charles Chapman. No i najważniejsze, zdjęcia trwają, więc debiut reżyserski szykuje się na przyszły rok.

Gary Whitta, jeden ze scenarzystów „Łotra 1” zajmie się teraz ekranizacją komiksu o dzielnych myszach. „Mouse Guard” której autorem jest David Petersen opowiada historię myszy, który w średniowieczu zawiązują bractwo rycerskie i chronią zwykłych obywateli. Film ma powstać w technice motion-capture, za kamerą stanie Matt Reeves („Ewolucja planety małp”).

Joel Edgerton negocjuje rolę w filmie „It Comes At Night”. Miałby tam zagrać ojca, który chroni swoją żonę i syna przed kimś, kto będzie ich terroryzował. Niestety na razie niewiele wiadomo o tym projekcie.
Aktor negocjuje występ w thrillerze szpiegowskim „Red Sparrow”. Reżyserem jest Francis Lawrence, a główną rolę kobiecą ma grać Jennifer Lawrence („Igrzyska śmierci”). Film ma być adaptacją powieści Jasona Matthewsa. W posowieckiej Rosji młoda agentka wywiadu Dominika próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jej szefostwo postanawia wykorzystać jej wdzięki, by uwodziła wskazanych mężczyzn i wyciągała od nich informację. Pewnego dnia spotyka na swej drodze młodego agenta CIA z którym wdaje się w romans. Wtedy postanawia zostać podwójną agentką.

John Boyega rozkręca się. Tuż po zakończeniu prac nad Epizodem VIII trafił na plan nowego filmu Kathryn Bigelow („Wróg numer jeden”). Będzie to opowieść o zamieszkach na tle rasowym w Detroit w 1967. Poza Boyegą występują Hannah Murray, Jack Reynor i Ben O’Toole. Zdjęcia już trwają.
Drugi projekt Boyegi to sequel „Pacific Rim” – „Pacific Rim: Maelstrom”. John zagra syna Stackera Pentecoata, którego w pierwszej części grał Idris Elba. Za scenariusz odpowiada między innymi Derek Connolly (współscenarzysta Epizodu IX), zaś nad całością czuwa Guillermo del Toro. Ciekawostką jest to, że Boyega ma być nie tylko aktorem, ale i koproducentem obrazu.

O Łotrowych dokrętkach słów parę

26

Na MakingStarWars pojawiły się nowe informacje o dokrętkach „Łotra Jeden”. Potrwają one dużo dłużej niż wcześniej podano. Podobno zdjęcia mają trwać przez 6 dni w tygodniu przez 8 kolejnych tygodni. Planują na nowo nakręcić 40% filmu. Odtworzono 32 scenografie.

Co ciekawsze, źródła sugerują, że Gareth Edwards jednak będzie miał mniej do powiedzenia niż wcześniej sądzono. Po pierwsze dostanie partnera, a jest nim Christohper McQuarrie, który wcześniej poprawiał scenariusz. Chris nakręcił też ostatnią „Mission: Impossible – Rogue Nation”. Tam nad McQuarriem czuwał J.J. Abrams, który tym razem także ma nadzorować dokrętki.

Podobno McQuarrie ma dopilnować, by film był bliski zmianom, które naniósł on w scenariuszu. Niestety Chris zaczął pracę na tyle późno, że nie wszystkie zmiany uwzględniono. Część ujęć ekipa nakręciła według pierwotnych założeń. Wizja McQuarriego ma być teraz obowiązująca. W obronie Edwardsa można powiedzieć tylko, że decyzja o nie trzymaniu się scenariusza wynikała w dużej mierze z presji czasowej. Inne źródła sugerują, że Edwardsowi także ograniczono budżet, więc trzymanie się pierwotnych pomysłów zdawało się być rozsądne. Teraz nie oszczędzają na kosztach, więc pierwotny budżet ma zostać przywrócony. Pewnie nawet przekroczony.

Z innych źródeł wiemy, że Disneyowi bardzo zależy na tym, by film był bardzo dobry. Chcą by spin-offy od samego początku zaczęły się równie mocnym uderzeniem jak nowe epizody. Na razie nie ma zagrożenia, że premiera się opóźni.

Co ciekawe, niektórzy członkowie ekipy żartują sobie, że teraz będą kręcić na nowo cały film. Dokrętki były planowane wcześniej, ale jeśli te informacje są prawdziwe, to będą dużo bardziej intensywne, niż pierwotnie zakładano.

Natomiast z ciekawostek wyszło, że „Łotr” miał jeszcze jednego scenarzystę. Gary Whitta napisał pierwszą wersję. Kolejną Chris Weitz. Dalej poprawkami zajął się Scott Z. Burns („Ultimatum Bourne’a”, „Panaceum”, „Contagion – epidemia strachu”). Dopiero na końcu tekst poprawiał Chris McQuarrie.

Sam McQuarrie zdążył zaprzeczyć na twitterze tym pogłoskom.

Wcześniej o dokrętkach pisaliśmy tutaj.

"Rebelianci" 2x11 w Polsce

Różne
16

Już jutro o 9:30 na kanale Disney XD zostanie wyemitowany kolejny odcinek drugiego sezonu serialu "Rebelianci" najwidoczniej nie do końca właściwie zatytułowany "Protektor konkordu świtu". Poniżej można przeczytać opis i zobaczyć fragmenty.

Z powodu imperialnego nacisku rebelianci muszą znaleźć nowe drogi nadprzestrzenne. Udaje im się odszukać skrót, ale potrzebują pozwolenia, aby z niego skorzystać.



A poniżej garść newsów z ostatnich dni tygodnia. Jeśli jeszcze nie oglądaliście końcówki sezonu, radzimy nie czytać z uwagi na dużą liczbę spoilerów.

Zgodnie z zapowiedziami, możemy się spodziewać nawiązań do "Łotra Jeden" w "Rebeliantach" - przynajmniej na to wskazywałaby wiadomość od Gary'ego Whitty, który zajmie się pisaniem kolejnych odcinków - można się domyślać, że z sezonu czwartego, bo nagrania trzeciego niemalże się skończyły. No właśnie, bo ostatnio głośnym echem również wśród twórców serialu odbił się news jednego z dziennikarzy Cinelinksu jakoby serial miał się skończyć na trzecim sezonie. Wiele osób, między innymi Hidalgo czy twórcy, z którymi wywiady można przeczytać poniżej, zdementowało te wieści.

Filoni ostatnio wypowiedział się dla io9. Oczywiście nie chciał podać odpowiedzi na pytanie o los Ahsoki, ale zdradził, że opracowuje już szczegóły na temat tego jaka będzie przyszłość kobiety, czy przeżyła, a jeśli tak, to w jaki sposób. W końcu poznamy odpowiedzi na te pytania, ale nieprędko. Twórców kusiło, aby Tano nazwała Vadera "rycerzykiem" ("Skyguy"), ale się powstrzymali.

Producent potwierdza - Ezra faktycznie stracił miecz, nie da się go już naprawić. Dla chłopaka był to rodzaj rytuału przejścia i nauczka - bo zaatakowanie Vadera musi mieć jakieś konsekwencje. Przy okazji, to właściwie potwierdza plotkę wedle której Bridger ma dostać nowy model postaci oraz broń. A skoro o broniach mowa, to zielony miecz świetlny krzyżowy, który podnosi chłopak w ostatnim odcinku, należał do Jedi, nie Sitha, co dowodzi, że taki model był również popularny wśród wyznawców jasnej strony. Zapytany (nie po raz pierwszy zresztą) czy obaj serialowi rycerze przeżyją do czasów "Nowej nadziei" powiedział słowa, które wielokrotnie powtarzał: że wszystko tak naprawdę jest kwestią interpretacji. Ahsoka walczy mieczami świetlnymi i używa Mocy, ale sama mówi, że nie jest Jedi, więc słowa Yody - mówiące o tym, że Luke jest ostatnim przedstawicielem zakonu - nadal mają sens.

W sezonie trzecim Sabine będzie miała o wiele większą rolę. Ogólnie rzecz biorąc, w kolejnej serii zobaczymy jak rebelia coraz bardziej się kształtuje, a wśród imperialnych zaczną odzywać się głosy mówiące, że buntownicy stanowią poważne zagrożenie - oczywiście nie wszyscy będą brać takie słowa na poważnie. Nawiązania do "Łotra Jeden" są ostrożnie planowane, aby wszystko się zgadzało.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej po finale sezonu jeden z fanów zapytał reżysera o potencjalne wystąpienie Thrawna. Filoni najpierw udaje, że nie wie o kogo chodzi, potem znacząco się uśmiecha, następnie tłumaczy, że ekipa wielokrotnie czerpała z EU, a na końcu oznajmia, że przecież nie może odpowiedzieć "tak" lub "nie" na to pytanie, bo to za wiele by zdradziło. Dave wolałby dawać różnorakie wskazówki w stylu noszenia czerwonych soczewek kontaktowych w "Rebels Reconie", a potem udawać, że to nie ma żadnego związku z tą postacią. Tak czy siak, być może jest to rodzaj potwierdzenia jednej z pogłosek.



Freddie z kolei udzielił wywiadu podcastowi First Order Transmissions. Sporo miejsca poświęca w nim kwestii oślepienia Kanana - to właśnie miał na myśli, mówiąc że bohatera czeka wiele "wzlotów i upadków". Kalectwo to oczywiście upadek, natomiast wzlotem jest jego pasowanie na rycerza. Jednocześnie był to dla mężczyzny jeden z testów Jedi - próba ciała. Dodaje też, że w chwili, gdy Maul go zranił, to Jarrus pozwolił się prowadzić Mocy - tak samo jak Rey w "Przebudzeniu" w chwili walki z Renem. Aktor przyznaje, że dziewczyna "wymachiwała mieczem jak psychopatka", bo nie była wyszkolona, ale to nieistotne, bo jej ruchami kierowała Moc. Prinze wspomniał też, że Filoni zachęca, aby aktorzy wymawiali nazwy własne w różny sposób, bo to ukazuje, że w galaktyce nie ma jednej normy językowej. Aktor chciałby usłyszeć kiedyś jak Ezra mówi "Jakku" jako na przykład "dża-ka-ku", bo byłoby jego zdaniem komiczne.

Dalej Freddie zapowiada co zobaczymy w sezonie trzecim, którego nagrania niedługo się skończą. Na pewno będzie on bardzo szekspirowski (tak aktor określił również drugą serię). Dowiemy się dużo więcej o Sabine, bo o ile w drugim sezonie otrzymaliśmy całkiem "sporą dawkę Zeba", o tyle o Wren nie wiemy wiele. To ma się zmienić - w historii o niej, która będzie naprawdę wielka, powróci Fenn Rau. Dowiemy się co się działo z Mandalorianami od czasów wojen klonów, a także otrzymamy potencjalne spojrzenie na to, co z dziewczyną może stać się w odleglejszej przyszłości. Aktor wspomniał też, że jest wielkim fanem Jona Favreau i tego, jak wcielił się w Pre Vizslę. Córka Prinze'a chodzi z synem Favreau do szkoły, choć dziewczynka tego nie wie.

Wszyscy bohaterowie mają zyskać więcej wymiaru, tak jak Kanan po ostatnim odcinku. Pierwszy epizod (to znaczy pierwszy po pilocie) ma być epicki, Freddie przywołał tu moment, w którym w drugim sezonie pierwsze odcinki wprowadziły klony i twierdzi, że czeka nas coś równie fajnego. Wiemy, że Maul chce zdobyć informacje z holokronu, który obecnie jest w posiadaniu Ezry - i z tego możemy wywnioskować w którą stronę pójdzie historia Zabraka. Może pojawi się postać z EU, choć może być nieco zmieniona. Na koniec Prizne zaprzeczył plotkom, jakoby sezon trzeci miałby być ostatnim - Disney ma plan dotyczący "Rebeliantów" i ów pomysł zostanie zrealizowany. Będzie "tyle sezonów, ile trzeba".

Rozmówcy aktora zapytali się również o convora - ptaka, który pojawia się w dwóch ostatnich odcinkach, i który wedle Filoniego ma jakieś znaczenie w związku z Ahsoką. Fani zauważyli, że zwierzę ma taki sam schemat kolorów jak Córka z "The Clone Wars". Freddie jest przekonany, że Tano żyje. I sugeruje, że jeśli gdzieś trzeba szukać znaczenia convora, to właśnie w odcinkach o Mortis.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

„Kanalia” skończona?

20

Wygląda na to, że zdjęcia do „Rogue One” dobiegły końca. Oczywiście oficjalnie nie ma żadnych informacji na ten temat. W teorii możliwe jest, że jeszcze trwają jakieś prace lub coś istotnego do nakręcenia zostało za jakiś czas. Jednak wszystko wskazuje na to, że weszliśmy już w fazę postprodukcji. Ciekawe, czy w związku z tym oficjalna zacznie zdradzać nam jakieś informacje? Czy jeszcze musimy poczekać?

Swoją drogą kostiumy z „Rogue One” wystawiono przy okazji targów Toy Fair w Norymberdze w Niemczech. Poza tymi strojami nie pojawiło się tam nic związanego z nowym filmem.



Za to zaczynają się pojawiać różne plotki, stare i nowe. Na razie zaczął Donnie Yen (choć głównie się powtarzał). Dobiera on sobie bardzo starannie hollywoodzkie filmy. Odrzucił rolę w „Niezniszczalnych 2”, ale filmu Garetha Edwardsa nie potrafił skreślić. Co więcej Yen twierdzi, że gra ważną rolę.

Potwierdzają się doniesienia, że scenariusz „Rogue One” wymagał doszlifowania. I faktycznie jeszcze przed zdjęciami zajął się nim Chrstopher McQuarrie. Nie jako pełnoprawny scenarzysta, ale jako tak zwany script-doctor. Dlatego może nie być wymieniony w napisach. McQuarrie jest autorem lub współautorem takich filmów jak „Podejrzani”, „Na skraju jutra”, „Walkiria”, „Desperaci” czy „Mission: Impossible - Rogue Nation”. Prace nad „Gwiezdnymi Wojnami” zajęły mu kilka tygodni. Wcześniej scenariusz pisali Gary Whitta i Chris Weitz. Nie wiemy jak duże zmiany wprowadził McQuarrie, ale niektóre źródła wskazują, że „uratował” on film.

Neal Scanlan, który promuje swoje stwory z „Przebudzenia Mocy”, pracuje też nad kolejnymi filmami. Opowiedział też, że praca nad obcymi w „Rogue One” wygląda trochę inaczej. W Epizodzie VII bardziej zależało twórcom na odtworzeniu kantyny pełnej obcych, tak jak to miało miejsce w „Nowej nadziei”. By była to niesamowita mieszanka. W przypadku „Rogue One” twórcy postawili sobie inny cel. Chodziło o to, by pokazać obcych, którzy są integralną częścią ludzkiego świata. Są więc zdecydowanie bardziej realistyczni. Ruszają się realistyczniej, wyrażają więcej emocji. Mają też mieć większą rolę w opowieści, a mniejszą jako tło świata.

Scanlan nie chce w ten sposób jakoś deprecjonować Epizodu VII. Sam mówi, że tam powstała ponad setka obcych czy droidów. Jednak wiele z nich pojawia się na ekranie przez kilka sekund, więc zarówno projekt, jak i wykonanie zostało w ich przypadkach mocno uproszczone.

Scanlan wspominał też o możliwości pojawienia się Jabby w którymś z kolejnych filmów. Podobno nad nim pracują. Nie wiemy tylko, czy chodziło o „Rogue One” czy może film o młodym Solo? Możliwe, że Solo także pojawi się na chwile w tym filmie, ale to póki co chyba pobożne życzenia. Wcześniej sugerowano, że w „Rogue One” pojawi się też Vader i ta plotka znów wróciła, ale o niej zaraz.

Serwis Joblo dotarł także do kilku informacji na temat „Rogue One”. To raczej niewielkie spoilery. Rozwijają one kilka rzeczy o których już czytaliśmy.

Pojawią się szturmowcy w czarnych zbrojach. Podobno są określani mianem Death Troopers. O maskach tych szturmowców pisaliśmy tutaj.
Jednym z bohaterów filmu jest droid, który podobno ma kraść sceny. Będzie on współpracował z grupą Felicity Jones. Początkowo był to droid imperialny, ale obecnie pracuje dla Sojuszu. Ma dwie nogi, długie ramiona, jest czarny albo ciemny szary (źródła nie widziały dokładnie). Nie będzie z pewnością wyglądać jak C-3PO. Być może to jego zagra właśnie Alan Tudyk, który gra postać realizowaną w technice motion capture.

W filmie pojawia się nazwa „Cashen” (lub jakoś tak, pisownia nie jest pewna). Nie wiadomo tylko, czy odnosi się to do postaci, czy do np. planety, albo czegoś innego, ale ma mieć kluczowe znaczenie.

W „Rogue One” pojawią się nowe TIE Fightery i AT-AT.

Vadera podobno w filmie jest więcej niż donosiły inne źródła. Co do Vadera od razu odezwała się MakingStarWars. Podobno zbudowano kilka wersji stroju Dartha Vadera, w tym jedną, która ma być wierną kopią jego kostiumu z „Nowej nadziei”. Samego Vadera podobno zobaczymy w akcji. Na scenopisach jakoby widać rebeliantów pozbawionych głów, nabitych na miecz, lewitujące ciała. Jeśli to pozostanie tak przedstawione w filmie, to Vader będzie brutalniejszy niż to co dotychczas widzieliśmy na ekranie. Podobno jego pojawienie się w „Rogue One” nada innego znaczenia kwestii „Tym razem nikt nas nie powstrzyma”. No i wygląda na to, że zobaczymy też grupę pościgową, lub kogoś podległego Vaderowi. Wraca też plotka o moffie Tarkinie. Ten też ma być w filmie i zarządzać. Nadal nie wiemy w jaki sposób zostanie on zagrany/zanimowany. Pierwsze doniesienia o Tarkinie pojawiły się w sierpniu.

Oscarowe przebudzenie

22



Zaczynamy od smutnej wiadomości. 25 grudnia 2015, w wieku 95 lat zmarł Jason Wingreen. To człowiek, który był oryginalnym głosem Boby Fetta, jednak przez wiele lat nie mówiono o tym. W klasycznej trylogii Fetta grał Jeremy Bulloch i tylko o nim wiedzieliśmy. Dopiero, gdy zmieniono głos przy okazji wydania DVD (użyczył go tym razem Temuera Morrison), ujawniono wkład Wingreena. Jason wystąpił w wielu filmach i serialach w mniejszych rolach. Pojawił się choćby w „Szpitalu miejskim”, „Kojaku” czy „Czy leci z nami pilot?”

Dziś jednak tematem numer jeden w świecie filmowym są Oscary. No i oczywiście Złote Maliny. Tam się poszczęściło naszym. Dokładniej to duetowi Simon Kinberg i Josh Trank. Ich „Fantastyczna czwórka” jest nominowana jako najgorszy film, najgorszy remake, najgorszy zestaw ekranowy, najgorsza reżyseria i najgorszy scenariusz.

Z Oscarami sprawa wygląda trochę inaczej. „Przebudzenie Mocy” dostało pięć nominacji.
Za montaż - Maryann Brandon i Mary Jo Markey.
Za muzykę - John Williams.
Za miksowanie dźwięków - Andy Nelson, Christopher Scarabosio, Stuart Wilson. Swoją drogą Andy Nelson i Gary Rydstrom są też nominowani w tej kategorii za „Most szpiegów”.
Za montaż dźwięków - Matthew Wood i David Acord.
Za efekty specjalne - Roger Guyett, Pat Tubach, Neal Scanlan i Chris Corbould.

Poza tym w kategorii najlepszy film nominowano producentów: Stevena Spielberga („Most szpiegów”) i Simona Kinberga („Marsjanin”).

A teraz przechodzimy do normalności. Pojawiły się pierwsze zdjęcia z „Inferno” Rona Howarda z Felicity Jones. Premiera filmu w połowie października, w sam raz by zobaczyć Jones w kinie przed „Rogue One”.

Tymczasem jeden z scenarzystów „Rogue One”, Chris Weitz zabrał się za przygodowy romans. „The Mountain Between Us” jest ekranizacją książki Charlesa Martina. Opowiada o dwojgu ludzi, Ashley, która leci na swój ślub i Benie, lekarzu wracającym z konferencji medycznej. Ich samolot zostaje odwołany, a oni wynajmują mały czarter. Tyle, że podczas lotu pilot dostaje zawału, a maszyna rozbija się na odludziu. Ashley i Ben są zdani tylko na siebie. Weitz, podobnie jak to miało w przypadku „Rogue One” zajmie się poprawianiem scenariusza. Reżyseruje Hany Abu-Assad.

Pierwszy scenarzysta „Rogue One” też nie próżnuje. Gary Whitta poprawił scenariusz filmu „The War Magician”. Opowiada on historię Jaspera Maskelyne’a, iluzjonisty, który podczas II wojny światowej pomagał Brytyjczykom w walce z Niemcami. Wykorzystywał sztuczki, by zmylić wrogów. Reżyseruje Marc Foster, a główną rolę zagra Benedict Cumberbatch.

Ben Mendelsohn jeszcze nie wypłynął dzięki „Rogue One” a już jest rozchwytywany. I to jako złoczyńca. Jest szansa, że zagra jednego w „Dark Universe”. Tam miałby wcielić się w postać Arcane’a i ma walczyć z Constantinem. Czarny charakter ma też zagrać w „Ready Player One” Stevena Spielberga. W filmie ma też zagrać Olivia Cooke, premiera w grudniu 2017.

Adam Driver zagra u Jima Jarmuscha w filmie „Patterson”. Ma być to historia kierowcy autobusów z małego miasteczka Patterson w New Jersey.

Oscar Isaac negocjuje rolę w thrillerze politycznym „The Foreigner”. Będzie to adaptacja artykułu prasowego Davida Granna, gdzie opisano historię biznesmena zajmującego walką z przestępczością w Gwatemali. Reżyseruje Alfonso Gomez-Rejon. Temat jest o tyle bliski Isaacowi, że jest on Gwatemalczykiem.
Swoją drogą, Isaac dostał ostatnio Złotego Globa w kategorii najlepszy aktor w serialu limitowanym lub filmie telewizyjnym za „Kto się odważy”. Pokonał tam między innymi Davida Oyelowo, czyli głos agenta Kallusa.

David ma szansę zagrać w filmie Nasha Edgertona (kaskader z prequeli i brat Joela Edgertona). „American Express” dostał już zielone światło i trwa casting. Na pewno wystąpi Joel. Podobno także Amanda Seyfried. Producentką jest między innymi Charlize Theron.

Jesteśmy obecnie świadkami przedziwnego pojedynku między Harrisonem Fordem a Samuelem L. Jacksonem. Ten pierwszy właśnie został najbardziej kasowym aktorem wszech czasów. Znaczy to tyle, że filmy z jego udziałem zarobiły najwięcej. Oczywiście „Przebudzenie Mocy” jest tu wliczone. 41 filmów z Fordem zarobiło ponad 4,7 miliarda USD, podczas gdy filmy Jacksona przyniosły jedynie póki co 4,626 miliarda USD. Walka jednak będzie trwać dalej. Zwłaszcza, że Jackson ma powrócić w kolejnym „xXx”, co niedawno potwierdził Vin Diesel. Forda być może zobaczymy w kolejnym „Indiana Jonesie” oraz może Epizodzie VIII.

Skoro jesteśmy przy Fordzie, to wygląda na to, że powrót Indiany Jonesa nabiera coraz bardziej realnego kształtu. Scenariusz powstaje, pisze go David Koepp. Steven zaś ma nadzieję, że uda się wszystko zrealizować zanim Ford dobije do 80. Fakt prac nad filmem potwierdza też Bob Iger. Konkretów na razie nie ma, ale temat ruszyli na poważnie.

Ewan McGregor prowadzi negocjacje z Disneyem. Rola na razie nie znana. Obstawiane są dwie możliwości. Albo trafi do świata Marvela, albo wróci jako Obi-Wan Kenobi.

Sofia Coppola chyba zabiera się w końcu za kolejny film. Niestety nie wiemy wciąż co to ma być, ale Kirsten Dunst pochwaliła się niedawno, że będzie z reżyserką współpracować po raz trzeci. No i że efekt ich pracy zobaczymy w 2016.

Andy Serkis intensywnie pracuje. Trwają zdjęcia do „War for the Planet of Apes” gdzie po raz kolejny wciela się w postać Cezara. Cały czas trwają prace nad jego „Jungle Book: Origins”. Ale nie wiemy, co będzie jego kolejnym projektem reżyserskim. Wcześniej była mowa o „Folwarku zwierzęcym”, teraz podobno jest to „Rumplestiltskin”, rewizjonistyczna wersja baśni braci Grimm, zachowana w klimatach „Królewny Śnieżki i Łowcy”.

Dokładnie rok do premiery „Rogue One”

6

Do premiery „Rogue One” dzieli nas dokładnie rok. Podobnie jak to zrobiliśmy w przypadku Przebudzenia Mocy, tak i dziś pozwolimy sobie na małe podsumowanie.



Po sprzedaży Lucasfilmu Disneyowi zaczęto dość szybko mówić nie tylko o trzeciej trylogii, ale też spin-offach, samodzielnych, niezależnych filmach. Dziś noszą one nazwę „Antologii” bądź „Opowieści”. Lucasfilm używa zamiennie obu tych nazw, pierwsza bardziej dotyczy serii, druga jest prawdopodobnie odpowiednikiem słowa „Epizod”. Cóż, pewnie za jakiś czas się to wyklaruje. W każdym razie pojawiały się plotki na temat nowych, niezależnych filmów, a już w lutym 2013 oficjalnie je potwierdzono. Początkowo dwa, mieli za nie odpowiadać Lawrence Kasdan i Simon Kinberg. Obaj znajdowali się w małej grupie osób, które planowały wszystkie nowe filmy, włącznie z trzecią trylogią.

Warto przypomnieć, że George Lucas zostawiał w Lucasfilmie szkice co najmniej kilku takich filmów.

Pierwszy na tapecie był film Kasdana. Jak wiemy już oficjalnie, jego głównym bohaterem będzie młody Han Solo. Temat ten wybrany z puli Lucasa. To właśnie ten film był początkowo planowany na rok 2016. Obraz Kinberga zaplanowano na 2018 i jak przypuszczamy, jego bohaterem może być Boba Fett. W momencie przejęcia przed Disneya Lucasfilmu planowano pięć filmów, nie sześć.

Nie wiemy dokładnie w którym momencie do Kathleen Kennedy przyszedł ze swoim pomysłem na film John Knoll. Prawdopodobnie wtedy, gdy już było pewne, że spin-offy powstają i prace nad nimi się rozpoczęły. John Knoll chciał nakręcić obraz o tym jak Rebelianci zdobywają plany Gwiazdy Śmierci. Kathleen początkowo jedynie kurtuazyjnie wysłuchała jego pomysłu, ale im dłużej mówił, tym bardziej jej się to podobało. Jak sama wspomina, chciała się zgodzić już w połowie, ale jedyne co ją przerażało to fakt, że inni pracownicy Lucasfilmu będą przychodzić do niej w podobnych sprawach. Zgodziła się ostatecznie, a jak się okazało wielu pomysłów na film na razie nie dostała.

John Knoll był nie tylko pomysłodawcą tego, co stało się „Rogue One”, ale też został jego głównym producentem. Oczywiście za kwestie techniczne i logistyczne odpowiadał Jason McGatlin, szef produkcji filmowej Lucasfilmu. Jednak w rozwoju tej „Antologii” istotną rolę odegrała Kiri Hart, prawdopodobnie większą niż przy pozostałych filmach. W Lucasfilmie to ona nadzoruje wszystkie opowiadane historie i tym razem mogła się tym zająć, bez Abramsa, Kasdana, Kinberga, Arndta czy notatek Lucasa nad sobą. Szybko stało się jasne, że „Rogue One” stanie się trzecim spin-offem, a jego premiera była planowana na rok 2020. Dużo czasu by się nim zająć. No a wieść o tym, że są trzy filmy w produkcji rozniosła się po świecie. Warto podkreślić, że będzie to pierwszy film z cyklu, do którego nie dołoży swojej cegiełki George Lucas. To w całości autorski pomysł Lucasfilmu.

W połowie roku 2013 Lawrence Kasdan musiał się bardziej zaangażować w „Przebudzenie Mocy”. To właśnie on razem z J.J. Abramsem przepisywali scenariusz, w miejsce Michaela Arndta. Było jasne, że Larry nie jest w stanie pracować jednocześnie nad dwoma filmami. Co prawda do pisania scenariusza zaangażował swojego syna, Jona, ale spin-off o Hanie Solo musiał zostać przesunięty. Informacja o tym wypłynęła w sieci kilka miesięcy później, bo dopiero w lutym 2014. Wtedy jednak był już opracowany plan B. Najłatwiej byłoby zamienić film Kinberga i Kasdana miejscami, ale Simon mając też inne projekty w innych uniwersach nie mógł się „streścić”. Najłatwiej więc było zamienić „Rogue One” z filmem o Hanie Solo. I tak też zrobiono. Tak na marginesie, potem jeszcze po odejściu Josha Tranka zamieniono kolejnością film Kasdana i Kinberga, ale to już inna historia.

John Knoll miał pomysł na film, ale on jest specem od efektów specjalnych, a nie scenarzystą. Dlatego scenariusz był rozwijany pod czujnym okiem Kiri Hart. To ona zajęła się szukaniem scenarzystów i reżysera. Działo się to na przełomie roku 2013 i 2014.

W maju 2014 prace nad „Rogue One” są już na tyle zaawansowane, że można pochwalić się tym światu. Wpierw Bob Iger już oficjalnie mówi, że trzy spin-offy są w produkcji. Potem następuje wyciek planów Disneya (starych na tamten czas), gdzie trzeci spin-off jest oznaczony jako „Red Five”. Następnie Lucasfilm ogłasza, że zaangażowano Garetha Edwardsa jako reżysera oraz Gary’ego Whittę jako scenarzystę. Obaj de facto pracowali dla Lucasfilmu od przynajmniej od początku 2014. Angaż i rozmowy musiały trwać wcześniej. Ci młodzi twórcy rozwijali scenariusz i pomysły na film, a także brali udział w lekcjach. Te polegają na tym, że filmowcy oglądają klasyki kina, by podpatrzeć pewne techniki. Robił tak Abrams, robił tak Lucas. Edwardsowi, ale też Joshowi Trankowi i Rianowi Johnsonowi „zorganizowano” takie pokazy w Lucasfilmie.



Moment ogłoszenia Edwardsa i Whitty jest starannie dobrany. „Godzilla” Edwardsa weszła właśnie na ekrany, reżyser kończył promocję tego filmu, więc mógł łatwo omijać niewygodne pytania. Zwłaszcza wspominając coś o „Godzilli 2”. Sam Edwards opowiadał potem na Celebration, że o swoim angażu wiedział jeszcze przed gwiazdką 2013. Dostał nawet prezenty związane z sagą od rodziców, ale nie mógł im nic powiedzieć. Wszystko było tajne. Dopiero tuż przed oficjalnym ogłoszeniem, dostał wiadomość z Lucasfilmu, że może zadzwonić do najbliższych, by dowiedzieli się o tym od niego, a nie z mediów. Co zresztą uczynił. Na Celebration pokazywał też film z reakcją jego mamy na jego wielkie szczęście.

Edwards był zafascynowany „Gwiezdnymi Wojnami”. Dla niego ten film to spełnienie marzeń. I pomyśleć, że gdy na 30 urodziny postanowił pojechać ze swoją dziewczyną do Tunezji, by odwiedzić lokacje, myślał, że to największa gwiezdno-wojenna przygoda jego życia. To również jemu przypisuje się pomysł, by kręcić część zdjęć w Meksyku. Tam powstały zdjęcia do jego debiutanckiego filmu „Strefy X”. O Meksyku wspominano wiele razy przy tym filmie, ostatecznie niedawno Kathleen Kennedy przyznała, że faktycznie powstaną tam jakieś zdjęcia.

Z drugiej strony dostaliśmy Gary’ego Whittę. On również nie ma zbyt udanego dorobku filmowego („1000 lat po Ziemi”, „Księga ocalenia”), ale dość dużo udzielał się w sieci, gdzie hejtował prequele, Lucasa czy „Wojny klonów”. Gdy dostał angaż do filmu zaczął usuwać niewygodne wpisy, czym się tylko ośmieszył.

Razem z oficjalną zapowiedzą podano też datę premiery. 16 grudnia 2016. Nie powiedziano jednak o czym będzie to film. Nic dziwnego, że większość informacji dalej się nam zlewała. Były głosy, że to film o Solo, ale też, że to film o Bobie. Źródła przypisywały produkcję filmu Kinbergowi lub Kasdanowi. Nikt nie wspominał o Knollu.

Kolejne miesiące nie przyniosły żadnej naprawdę nowej informacji. Były tylko spekulacje na temat Fetta i Solo i tyle. Tuż po premierze „Strażników Galaktyki” Gary Whitta oficjalnie podziękował twórcom tego filmu, że utrudnili mu pracę. Opublikował też pierwszy fragment scenariusza. Oczywiście nic nie ujawniający, poza jedną drobną kwestią. Film zacznie się od napisu „Dawno temu, w odległej galaktyce” - więcej.

Bliżej końca roku 2014 Gareth Edwards zaczął już zbierać swoją ekipę. Pierwszą osobą o której się dowiedzieliśmy był operator - Greig Fraser. Jego angaż zdradził kierunek jakim podążali twórcy. Szukali ludzi pracujących przy filmach wojennych. Klimat „Rogue One” ma być cięższy.

W listopadzie 2014 pojawiła się informacja, że spin-off może być o łowcach nagród wynajętych przez Sojusz Rebeliantów w celu wykradnięcia planów Gwiazdy Śmierci. Z końcem roku poznaliśmy nazwę kodową filmu – „Los Alamos”. To nawiązanie do „Projektu Manhattan” i miejsca w którym rozpoczęto budowę bomby atomowej. Aluzja do Gwiazdy Śmierci jest dość czytelna. Oczywiście brakowało oficjalnych potwierdzeń.

W kolejnych miesiącach historia medialna o łowcach rozwija się. Są w nią zaangażowani albo Fett, albo Solo, albo nawet obaj jednocześnie. Łowcy mogą być piratami. Praktycznie nikt nie zauważa, że Gary Whitta wrzucił na swoim twitterze największy spoiler. Swoje zdjęcie w stroju rebelianckiego pilota. Wygląda na to, ze cieszy się sagą, a nie, że bawi się z fanami.

Jednocześnie Whitta kończy pracę nad scenariuszem. W jego miejsce z początkiem roku 2015 wchodzi Chris Weitz („American Pie”, „Złoty kompas”). Wcześniej sugerowano, że może zajmie się tym Kinberg, ale nie. Nie dokładnie wiemy też, dlaczego Whittę zamieniono na Weitza. Z jednej strony miał inne projekty. Z drugiej pojawiły się wieści, że Lucasfilm nie jest zadowolony ze scenariusza. Z trzeciej zaś takie, ze Whitta zaszalał i to co chciał zrobić przekroczyłoby budżet. W każdym razie Weitz odpowiadał za kolejna iterację.

W tym czasie ruszyły też poszukiwania aktorów, a przede wszystkim aktorki. Wymieniano się dwie główne kandydatki - Tatianę Maslany i Rooney Marę. Jednocześnie źródła wskazywały, że w Lucasfilmie najbardziej chcieliby w tej roli widzieć Felicity Jones. W pewnym momencie wyglądało już na to, że obsadzono Tatianę Maslany, jednak ostatecznie okazuje się, że podpisano kontrakt z Jones. To był dla niej dobry okres, właśnie dostała nominacje do Oskara za rolę w „Teorii wszystkiego”, a także miała angaż w „Inferno”. Felicity jest na fali.



Punktem zwrotnym w tym, co wiemy o spin-offie był 12 marca 2015. Wtedy to na spotkaniu udziałowców Disneya Bob Iger zdradził tytuł – „Rogue One”. Potwierdził udział Felicity Jones już oficjalnie, a także wymienił trzech kolejnych producentów - Tony’ego To, Johna Swartza i Simona Emanuela. Było też już jasne, że nie będzie to spin-off ani Kasdana, ani Kinberga. Ujawniono też kluczowy udział Johna Knolla.

Nagle rozwiązały się też języki twórców. Okazuje się, że muzykę skomponuje Alexandre Desplat (co do dziś nie zostało oficjalnie potwierdzone). Gary Whitta stwierdza, że to on jest autorem tytułu. I coraz mocniej akcentowani są Rebelianci, piloci i tak dalej. Brakuje tylko jednej rzeczy, powiązania z Gwiazdą Śmierci. O tym jakby zapominamy na jakiś czas. Wręcz przeciwnie wszyscy nastawiają się na „Top Gun” w wersji „Star Wars”. Powoli jednak zmienił się ton. Od tego momentu sugeruje się, że film będzie mroczniejszy, bardziej wojenny.

Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że twórcy mają na oku Bena Mendelsohna. Ale też szybko stało się jasne, iż niewiele będą nam mówić o „Rogue One”. Tym razem to nie tylko kwestia tajemniczego pudełka, ale też porozumienia z Paramountem. Ze względu na podobieństwo tytułu do „Rogue Nation” Disney i Lucasfilm obiecały, że nie będą reklamować nowego filmu do czasu premiery nowego „Mission: Impossible”. Jedynym wyjątkiem było Star Wars Celebration. Tam gośćmi byli i John Knoll, i Gareth Edwards, i Kiri Hart. No i oczywiście Kathleen Kennedy. Pojawiły się informacje, że film ma dotyczyć wykradzenia planów Gwiazdy Śmierci. Pokazano też teaser i zdradzono kolejnych członków ekipy. To co się działo na panelu możecie przeczytać tutaj. Warto zwrócić uwagę na to, że teaser powstał jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć i nie został potem nigdzie więcej oficjalnie pokazany. W sieci pojawiły się jedynie pirackie nagrania.

Kolejnym aktorem, o którym mowa, a którego potem zaangażowano w filmie jest Riz Ahmed. Po nim mowa jest o Diego Lunie i Forescie Whitakerze. Precyzują się wówczas porównania filmu. To już nie „Top Gun”, a „Hamburger Hill” spotykający „Gwiezdne Wojny”.

W międzyczasie pojawiały się plotki o udziale Lei, Baila Organy (powrót Jimmy’ego Smitsa), Vadera (powrót Haydena Christensena), no i gdzieś tam ew. powrót Imperatora (Ian McDiarmid), czy droidów R2-D2 i C-3PO. Żadna z tych wieści nie została w żaden sposób potwierdzona.

W lipcu wyglądało na to, że zaczęto zdjęcia. Brak informacji tworzył zamieszanie. Dziś wygląda na to, że zwyczajnie trwały już prace w Pinewood i tyle. Zresztą wiele osób pracujących wcześniej przy „Przebudzeniu Mocy” przeskoczyło do nowego projektu. W tym oczywiście Neal Scanlan czy fani odpowiedzialni za nowego R2-D2 Oliver Steeples i Lee Towersey. Krążą też plotki o zatrudnieniu Donniego Yena, a także Benicio Del Toro. Problemem jest to, że trwa już casting do Epizodu VIII i zaczynały się nakładać wieści. Del Toro ostatecznie trafił do Epizodu. A co ważniejsze zaczęliśmy poznawać lokacje. Pierwsza z nich to Cardington i dawna baza RAFu, w której prawdopodobnie odbudowano Yavin 4.

W sierpniu ruszyły zdjęcia. „Sun” publikuje zdjęcia z Bovingdon Airfield, znajdującego się niedaleko Pinewood. Co ciekawe stworzono tam jakąś „rajską” wyspę.



Przy okazji D-23 Expo oficjalnie poznajemy obsadę. Dołączają do niej Mads Mikkelsen, Alan Tudyk i Jiang Wen. Dowiedzieliśmy się też, że Tony’ego To zastąpiła Allison Shearmur. No i najważniejsze, mamy pierwsze (i na razie jedyne) oficjalne zdjęcie.

Znów rozwiązały się języki. Alan Tudyk ma zagrać postać motion-capture. Mads Mikkelsen mówił o lokacjach w Wielkiej Brytanii i Islandii. Pojawiają się też plotki o komputerowym wskrzeszeniu Petera Cushinga w roli Tarkina. Gdzieś po drodze sugerowano, że Felicity Jones zagra albo Sabine z „Rebeliantów” lub córkę Boby Fetta. Jednak plotki te wydają się być mocno chybione.

Z końcem września ekipa wylądowała na Islandii. Dostrzeżono tam między innymi Madsa Mikkelsena. Dodatkowo podobno film dostał trzeciego scenarzystę. Christopher McQuarrie miałby poprawiać film po Weitzu.

Najnowsze wieści mówią, że ekipa „Rogue One” pojawiła się na Malediwach, no i że jeszcze został im Meksyk do odwiedzenia. Promocja filmu powinna niebawem nabrać tempa, wtedy dowiemy się pewnie czegoś więcej.

Nowy scenarzysta do „Rogue One”?

8

Według serwisu Latino Review scenariusz pierwszej „Antologii” był poprawiany przez jeszcze jedną osobę. Otóż jest nią Christopher McQuarrie. W swoim pisarskim dorobku ma takie filmy jak „Turysta”, „Walkiria”, „Jack Reacher: Jednym strzałem”, „Jack: pogromca olbrzymów”, „Mission: Impossible – Rogue Nation”, „Na skraju jutra”, „Desperaci” czy „Podejrzani”. Za ten ostatni dostał Oskara. McQuarrie jest też reżyserem trzech filmów, „Desperatów”, „Jacka Reachera” i ostatniej „Mission: Impossible”. Podobno McQuarrie zajmował się scenariuszem „Rogue One” przez dwa tygodnie. Nie wiadomo tylko kiedy, czy jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, czy już w trakcie. Zdaniem Latino Review to właśnie on naniósł ostatnie poprawki i wygładził scenariusz.

Sam pomysł na „Rogue One” pochodzi od Johna Knolla. Nad scenariuszem pracował pierwotnie Gary Whitta, którego następnie zastąpił Chris Weitz. Obaj współpracowali z Garethem Edwardsem, reżyserem filmu.


Christopher McQuarrie

Tony Pankhurst


Powoli poznajemy też kolejnych członków obsady pierwszego spin-offa. Podobno dołączył do niej Tony Pankhurst, który zagra generała. Tony pracował wcześniej przy „Przebudzeniu Mocy” jako dubler Hana Solo. Swoją drogą przy okazji wyszło, że fasadowa firemka Lucasfilmu pod którą produkowany jest „Rogue One” to Lunak Heavy Industries. Pisaliśmy o niej ponad rok temu, wtedy jednak jeszcze nie widzieliśmy, którego filmu dotyczyła.

Niewiele wiemy na temat aktualnego statusu prac nad „Rogue One”, ale niektórzy szacują, że zdjęcia powinny się zakończyć mniej więcej w ciągu miesiąca.

Rian znowu ćwierka

14

Zaczynamy nietypowo bo od „Battlefronta” i beta testów. Otóż Germain Lussier, dziennikarz io9 ogłosił mały konkurs na twitterze w którym nagrodami były kody do betatestów na PS4. Wystarczyło wysłać na twitterze coś fajnego ze swojej kolekcji „Gwiezdnych Wojen”, coś co innych zaskoczy. Wśród odpowiadających znalazł się Rian Johnson, który wysłał pierwszą stronę scenariusza do Epizodu VIII.



Zabiło to dziennikarza. Mamy nadzieję, że Rian nie straci pracy przez gry komputerowe, bo dostęp do gry mu się jak najbardziej należy. Swoją drogą warto przypomnieć, że w zeszłym roku Gary Whitta w podobny sposób pokazał pierwszą stronę z Rogue One. Zresztą scenariusz Epizodu VIII też już widzieliśmy wcześniej.

Powoli zaczynamy też poznawać kolejnych twórców Epizodu VIII. Otóż za koncepty artystyczne odpowiada niejaki Jock. Artysta może się pochwalić pracami nad takimi filmami jak „Ludzkie dzieci”, trylogia „Batmana” Christophera Nolana, „Iron Man 3”, „Ex Machina” czy „Diuna” Petera Berga (film nie został ostatecznie zrealizowany). Teraz pracuje nad „Gwiezdnymi Wojnami”. Przykładowe prace artysty możecie zobaczyć na jego stronie.

Benicio Del Toro nadal promuje swój film „Sicario”. Przy okazji odpowiada też na pytania o Epizod VIII. Otóż aktor twierdzi, że bardzo wierzy w Riana Johnsona, bardzo podobał mu się „Looper: Pętla czasu”. Liczy, że reżyser i scenarzysta doda sadze nowe sterydy, a przy okazji wniesie realizm SF.



W innym wywiadzie Del Toro przyznał, że Rian ściągnął go do ekipy rozmawiając o opowieści, o postaci i jej miejscu w całej historii. Dla Benicio ważne jest to, że taka rozmowa z reżyserem się odbywa i że on chce uwzględnić spostrzeżenia aktora. Zapytany o kolor swojego miecza świetlnego zażartował, że jest różowy lub purpurowy.

Chodzą słuchy, że Gugu Mbatha-Raw dołączy do obsady Epizodu VIII. O aktorce pisaliśmy niedawno. Na razie jeszcze jednak kontraktu nie podpisała, ale podobno trwają już negocjacje. W lutym tego roku Rian Johnson bardzo dobrze wypowiadał się o filmie „Beyond the Lights” w którym Guru grała. Może to zdecydowało? Wciąż jednak musimy poczekać na oficjalne oświadczenie Disneya/Lucasfilmu.

Zatem o drugą rolę żeńską walczą jeszcze Gina Rodriguez i Tatiana Maslany. Ta druga negocjuje rolę w filmie „Stronger” w którym gra Jake Gyllenhaal. Jednak tam zdjęcia raczej się nie zaczną na początku 2016, więc może być jeszcze w naszej grze.

Mads Mikkelsen zdradza imię swojej postaci?

1

Wygląda na to, że znamy już imię jednej z postaci z filmu „Rogue One”. Otóż Mads Mikkelsen rozdając autografy zdradził prawdopodobnie imię swojego bohatera. Podpisał się jako Galen. Dotychczas nie grał żadnego innego Galena, ale kolejnym tropem są też okoliczności. Aktor brał udział w nagraniu podcastu Rebel Force Radio, na koniec podpisał się pod pamiątkowym plakatem. W tym samym miejscu, inny aktor Zac Jensen pod swoim imieniem i nazwiskiem zaznaczył jaką rolę gra (Kit Fisto). Widać Mads postanowił, że nie może być gorszy.

Galen oczywiście kojarzy się większości fanów z Galenem Marekiem czyli Starkillerem, głównym bohaterem gry The Force Unleashed, ale mało prawdopodobne by te postaci w jakiś sposób były powiązane. Zresztą imię to pojawiało się kilka razy w EU (choćby w „The Old Republic”, ale też jeden z rebeliantów stojących na ceremonii pod koniec „Nowej nadziei” nosi to samo imię – Galen Torg). Prawdopodobnie będzie to tylko zbieżność nazwisk.

Skoro już jesteśmy przy spekulacjach, to po zdjęciach Felicity Jones niektórzy fani zaczęli się zastanawiać, czy nie wcieli się ona w znaną z komiksów Marvela z cyklu „Darth Vader” doktor Aphrę. Była ona archeologiem i łotrem, tyle, że po bitwie o Yavin współpracowała z Vaderem i prawdopodobnie to jest największy mankament tego tropu. Spodziewamy się, że postać Jones ubrudzi sobie ręce, ale na tym koniec.

Gary Whitta niedawno zmienił swoje zdjęcie profilowe na twitterze. Tym razem wstawił tam Niena Numba. Pytanie, czy to przypadek, czy znów nam daje znać o „Rogue One”?

Wygląda na to, że do obsady „Rogue One” dołączył też Regé-Jean Page. Jego udział został wychwycony na serwisie Spotlight (nie raz o nim wspominaliśmy, ostatnio choćby przy Jonathanie Arisie). Oczywiście niestety nie wiemy kogo mógłby grać i jak duża będzie to rola.

Chris Weitz zajął się promowaniem „Kopciuszka” na DVD i Blu-ray, ale przy okazji mógł też odpowiedzieć na pytanie o „Rogue One”. Przyznał, że choć podchodzi do tego filmu z pewną czcią, w końcu ta saga wpłynęła na całe pokolenie, w tym także jego, to jednak samo pisanie nie różni się niczym od innych filmów. Dodał także, że pracuje to do ostatniej chwili szlifując dialogi.

Ostatnio w sieci pojawiły się informacje o tym, iż „Rogue One” jest kręcony na taśmie analogowej w formacie 70mm. Przypominamy, że Greig Fraser, czyli operator faktycznie zabiegał o to by ją wykorzystać, ale jednocześnie nie jest to jedyny format w którym będzie nagrywany film. Fraser podkreślał, że zamierza używać różnych technologii do różnych scen.

Klapsy na planach i inne wieści ze Starwarsówka

2

Ostatnio pojawiło się bardzo dużo nowych osób w Starwarsówku, co lepsze zapracowanych. Więc od nich zaczniemy.

Niedawno zakończyły się zdjęcia do kontynuacji „Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka”. W sequelu głośnego chińskiego obrazu główną rolę zagrał Donnie Yen. Partneruje mu Michelle Yeoh. „Crouching Tiger, Hidden Dragon: The Green Legend” pojawi się w kinach w 2016. W postprodukcji jest też „Yip man 3” z Yenem, premiera 31 grudnia 2015 (w Singapurze).

Zakończyły się także zdjęcia do filmu „Blackbird” z Benem Mendelsohnem i Rizem Ahmedem. Jest to film o dwojgu ludzi, którzy spotykają się ponownie po 15 latach i muszą odnowić swoje dawne relacje, włącznie z tym co ich podzieliło. Ben gra główną rolę, a partneruje mu Rooney Mara. W pozostałych rolach grają Indira Varma, Tara Fitzgerald i Jack Glover. Za secnariusz odpowiada Benedict Andrews. Premiera jest zaplanowana na przyszły rok.

Mads Mikkelsen dołączył do obsady innego widowiska Disneya. Będzie to „Doctor Strange” Marvela z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej. Tym razem Mikkelsen znów zagra czarny charakter. W obsadzie są ponadto Tilda Swinton, Rachel McAdams i Chiwetel Ejiofor.

Forest Whitaker prawdopodobnie wystąpi w nowej wersji „Kruka”. Co prawda jedynie w roli drugoplanowej, ale zawsze. Film opowiada historię zamordowanego gitarzysty, który powraca do życia, by dokonać zemsty. Pierwsza wersja pochodzi z 1994, z Brandonem Lee. Obecnie za scenariusz odpowiada między innymi Nick Cave.

Chris Miller i Phil Lord przygotowują się do pracy nad Antologią o Hanie Solo, więc już oficjalnie zrezygnowali z reżyserii „23 Jump Street”. Pozostaną jednak producentami obrazu, napisali pierwszą wersję scenariusza, nie wiadomo czy sami będą go dalej poprawiać. Film wyprodukuje ponadto Will Allegra.

Ruszył się trochę temat adaptacji kinowej serialu „Colombo”. Podobno Gary’emu Whicie ma pomóc przy tym filmie Josh Trank. Ciekawe, czy uda im się znaleźć finansowanie. Za Trankiem bowiem ciągnie się dość kontrowersyjna opinia.

Max von Sydow dołączy do „Gry o tron”. W szóstym sezonie aktor ma wcielić się w postać Trójokiej Wrony, nauczyciela Brana Starka. Będzie to kolejny aktor z sagi, powiązany z tym serialem.

Samuel L. Jackson być może spotka się z King Kongiem. Dostał propozycje wystąpienia w filmie „Kong: Skull Island”. W obsadzie mają się też podobno pojawić Corey Hawkins, Jason Mitchell, Brie Larson, Tom Hiddleston, Toby Kebbell i John C. Reilly.

John Boyega dostał swą pierwszą rolę po „Przebudzeniu Mocy”. Będzie to film „The Circle” Jamesa Ponsoldta. Opowiada o młodej kobiecie, która dostała pracę w korporacji zwanej Circle, gdzie wiąże się z tajemniczym mężczyzną. W obsadzie znaleźli się także Emma Watson, Karen Gillan i Tom Hanks. Poprzedni film, w którym miał się pojawić czarnoskóry aktor – „Cezar” - nie został ostatecznie zrealizowany.

Do dystrybucji w Stanach wejdzie japońska anime z 1991 – „Only Yesterday” Isao Takahaty. Przygotowany jest amerykański dubbing, a swoich głosów podłożą tam Daisy Ridley, Ashley Eckstein, Dev Patel i Alison Fernandez. Film powinien trafić na ekrany kin w 2016.

Zakończyły się zdjęcia do „X-Men: Apocalypse”. Współscenarzystą i współproducentem obrazu jest Simon Kinberg, zaś rolę tytułową gra Oscar Isaac. Można zobaczyć jak wygląda choćby na okładce obok. Isaac to ten w środku. Premiera filmu w maju 2016.

Sequel „Jurassic World” jest przesądzony. Steven Spielberg znów będzie jednym z producentów. Ekipa właściwie pozostaje podobna. Derek Connolly i Colin Trevorrow napiszą scenariusz, Chris Pratt i Bryce Dallas Howard zagrają główne role. Spielbergowi zaś pomagać będzie Frank Mashall i Colin Trevorrow. Premiera 22 czerwca 2018. Reżyser na razie nie znany, Trevorrow jak wiemy zajmie się w tym czasie IX Epizodem.

Sam Spielberg ostatecznie wygrał wyścig o reżyserię „Ready Player One” i będzie to jego następny projekt (po „Wielkomiludzie”). Na razie słynny reżyser chce, by w filmie zagrał Gene Wilder, co byłoby ciekawe, gdyż aktor od wielu lat jest na emeryturze. Swoją drogą Steven chce też by Wilder podkładał głos w „Wielkomiludzie”. Tymczasem Spielberg kończy też swoją współpracę z Disneyem, „Wielkomilud” będzie ostatnim filmem reżysera dystrybuowanym przez Disneya. Dotychczas obowiązywała umowa między DreamWorks a Disneyem, jednak nie zostanie ona przedłużona. Nowym dystrybutorem prawdopodobnie zostanie Universal. Podobno w ramach tej współpracy rozważane są remake/rebooty serii „Szczęki” i „Powrót do przyszłości”. Spielberg miałby je wyprodukować.

Trevorrow natomiast przed pracą nad Epizodem IX zajmie się jeszcze jednym projektem. Będzie to „The Book of Henry” z Naomi Watts. Na razie wiadomo, że film powinien pojawić się w przyszłym roku, ale póki co niewiele o nim wiadomo.

J.J. Abrams, Bryan Burk i Bad Robot wyprodukują kolejny projekt dla Paramounta. Będzie to „Collider”. Scenariusz pisze Mark L. Smith (drugą wersję), a reżyseruje Edgar Wright. Oczywiście jak to w przypadku Abramsa wszystko jest trzymane w tajemnicy, więc nie wiadomo obecnie o czym miałby właściwie być ten film. Producenci wciąż trzymają pieczę nad dwiema seriami Paramounta, czyli „Mission: Impossible” (mówi się głośno o szóstej części i raczej jej produkcja jest przesądzona, piątka dobrze się sprzedała), a także „Star Trek” (zdjęcia do trójki już zmierzają ku końcowi, czwórka jest już w planach).

Liam Neeson zagra generała Douglasa McArthura w południowokoreańskim dramacie wojennym „Operation Chromite”. Będzie to opowieść o bitwie Inch'ŏn, kiedy to we wrześniu 1950 siłom ONZ udało się pokonać Koreę Północną.

Mark Hamill ponownie wcieli się w postać Jokera, w kolejnej animacji. Będzie to „Batman: The Killing Joke”, oczywiście będzie to film przeznaczony na rynek DVD/BD. Oprócz roli Luke’a Skywalkera to właśnie głos Jokera jest jedną z najlepiej kojarzonych kreacji Marka.

Za to Davidowi Fincherowi wypadł projekt. Remake „Nieznajomych z pociągu” nie powstanie w najbliższym czasie. Duet Fincher – Flynn, który odpowiada za „Zaginioną dziewczynę” za to pracuje obecnie nad serialem dla HBO pt. „Utopia”.

Lindsay Duncan wystąpiła w „Alicji po drugiej stronie lustra” Disenya. Tym razem za widowisko odpowiada James Bobin, Tim Burton pozostał producentem. W rolach głównych występują Johnny Depp, Anne Hathaway, Helena Bonham Carter, Mia Wasikowski, Michael Sheen, Alan Rickman, Sacha Baron Cohen, Timothy Spall i Stephen Fry.

Kolejny projekt reżyserski Pernilli August to adaptacja powieści Hjalmara Söderberga pt. „Niebłahe igraszki” z 1912. Jest to jeden z najsłynniejszych szwedzkich romansów. Film powinien mieć swoją premierę we wrześniu 2016.

Za to swojego projektu szuka Sofia Coppola. Niedawno Kirsten Dunst przyznała, że prawdopodobnie będzie znowu współpracować z reżyserką, ale powiedziała nic o samym filmie. Aktorka współpracowała z reżyserką przy „Marii Antoninie” oraz „Przekleństwach niewinności”.

W Disneyu planują kolejny spin-off „Króla Lwa”. Głośny film doczekał się między innymi dwóch sequeli, adaptacji scenicznej, czy serialu o przygodach Timona i Pumby. Teraz pora na serial o lwach. „The Lion Guard” ma się pojawić w 2016, a dla nas interesujące jest to, że James Earl Jones ponownie podłoży głos Mufasie. Tak na marginesie, wbrew pewnym plotkom, krążącym po sieci James Earl Jones żyje, podobnie jak Jake Lloyd. Oba newsy są wymysłami portali publikującymi spreparowane informacje.

Na koniec mamy małą statystkę zarobkową w Walt Disney Company. Otóż wyszło, że szeregowy pracownik zarabia tam 79,2 tysiące USD rocznie. Prezes, czyli Bob Iger zgarnia 46,5 miliona USD rocznie. Ciekawe jaką dostanie też premię za „Gwiezdne Wojny”?

Pisarze i śpiewacy, czyli filmowcy po godzinach

0

Dziś zaczniemy nietypowo. Zazwyczaj nie informujemy o tym, co się dzieje na rynku wydawniczym okołostarwarsowym w USA, ale czasem warto zrobić wyjątek. Gdyż niedawno pojawiły się tam książki dwóch autorów, którzy nie są kojarzeni jako pisarze. To dwaj scenarzyści „Rogue One”.

„Abomination” to debiutancka powieść Gary’ego Whitty. Została jednocześnie wydana zarówno w miękkiej jak i twardej okładce. Jest to fantasy, połączona trochę z romansem.

On jest najwspanialszym rycerzem Anglii, tym który ocalił Alfreda Wielkiego i całe królestwo przed inwazją Wikingów. Tym razem musi walczyć z plagą potworów zwanych abominacjami, ale spotyka go los gorszy niż śmierć. Życie w cierpieniu, samotności i pełne wyrzutów sumienia.
Ona jest młodą i zadziorną wojowniczką, wychowaną przez elitę rycerstwa. Kierowana mrocznym sekretem z przeszłości, sprzeciwia się ojcu i wyrusza w niebezpieczną przygodę, by znaleźć i zbić abominacje. Samotnie.
Ale gdy zrządzenie losu sprawi, że się spotkają, będą mogli odnaleźć siłę odkupienia, miłości i przebaczenia…

Żeby było ciekawiej, to drugi scenarzysta, Chris Weitz wydał na dniach swoją drugą powieść. „The New Order” to środkowy tom trylogii Young World. W zeszłym roku debiutował „The Young World”. Cały cykl wpisuje się w popularną ostatnio młodzieżową postapokalispę. Drugi tom jest dostępny obecnie tylko w twardej okładce.

„The Young World” wprowadza nas w świat opowieści. Po tym jak tajemnicza choroba zebrała ponure żniwo, resztki ludzkości, głównie młodzi ocaleni zebrali się w małe koczujące plemiona. Jefferson, to zdolny przywódca plemienia z Washington Square, a Donna to dziewczyna w której potajemnie się kocha. Daje to nadzieję, na jakąś egzystencję w tym chaosie. Jednak gdy inny członek plemienia odkrywa coś, co mogłoby pokonać tajemniczą chorobę, pięcioro nastolatków wyrusza w niebezpieczną drogę, walcząc z wrogimi gangami, uciekając przed milicją czy jakimiś kultystami, mierząc się z niebezpieczeństwami ukrytymi w metrze, wszystko po to by ocalić ludzkość.



Drugi tom, „The New Order”, opowiada o dalszych losach Jeffersona i Donny, którzy zostali rozdzieleni. Jefferson powraca do Nowego Jorku z lekarstwem na chorobę, a tymczasem Donna ląduje w Anglii, gdzie odkrywa nowy świat jakiego nawet sobie nie wyobrażała. Tym razem dwójka bohaterów będzie musiała nie tylko znaleźć sposób by do siebie powrócić, ale też muszą powstrzymać niebezpieczeństwo dużo większe niż tajemnicza choroba…

Skoro już przy książkach i filmowcach jesteśmy, warto wspomnieć jeszcze o jednej powieści. J.J. Abrams wydał ich całkiem sporo, choć raczej są one firmowane jego nazwiskiem niż pisane. Bazują głównie na filmach i serialach, które współtworzył. Ale jest jedna szczególna, również nie napisana do końca przez Abramsa, jednak przede wszystkim nie jest filmowa. Wraz Dougiem Dorstem J.J. przygotował powieść o intrygującym tytule „S.”.

Jest to historia młodej kobiety, która podnosi książkę zostawioną przez nieznajomego. W środku znajduje jego notatki na marginesach, na które odpowiada, a następnie pozostawia książkę nieznajomemu. Tak rozpoczyna się przedziwna konwersacja.

Całość jest zrobiona w formacie przypominającym choćby The Jedi Path. W środku znajdziemy fikcyjną powieść „Ship of Theseus”, na marginesach której zapisano inną historię. Póki co wydano to także tylko i wyłącznie w twardej oprawie.

Zróbmy sobie chwilę odpoczynku od literatury. Ewan McGregor postanowił ponownie spróbować swoich sił w śpiewaniu. Słyszeliśmy go w „Moulin Rouge”, teraz aktor nagrał cover zespołu „Catfish And The Bottleman”. Teledysk do utworu „Hourglass” można obejrzeć poniżej.



Przechodzimy do wieści wydawniczych z Polski. Ci, którzy czekają na drugi tom „Mongoliady”, której jednym ze współautorów jest Greg Bear muszą uzbroić się w cierpliwość. MAG przesunął ją na przyszły rok. Na razie nie wiadomo dokładnie na kiedy.

Za to Rebis wydał kolejną pozycję około Diunową. „Droga do Diuny” (The Road to Dune) to wspólne dzieło Briana Herberta, Kevina J. Andersona i Franka Herberta. Zawiera notatki i uwagi oryginalnego autora i ukazuje proces powstawania cyklu. Nie jest to pozycja nowa, w Stanach wyszła w 2005, ale jest to pierwsze polskie wydanie. Podobnie jak pozostałe książki z tego cyklu wydane przez Rebis, tak i tu mamy ilustracje Wojciecha Siudymaka. Tłumaczył Marek Michowski. Cena to 54,90 PLN.

"Diuna" Franka Herberta jest bestsellerową fantastyczno – naukową powieścią wszechczasów. Ten oto fascynujący tom rzuca światło na godny uwagi rozwój owego przełomowego dzieła.

Miliony fanów Diuny na całym świecie mogą teraz przeczytać niepublikowane rozdziały i sceny z Diuny i z Mesjasza Diuny, a także korespondencję Franka Herberta ze sławnym wydawcą Johnem Campbellem Młodszym.

"Droga do Diuny" przedstawia także nowoodkryte dokumenty i rękopisy Franka Herberta, artykuł, który był inspiracją do napisania Diuny oraz Planetę Przyprawy, powieść Briana Herberta i Kevina J. Andersona opartą na szczegółowym zarysie pozostawionym przez Franka Herberta. Ta kolekcja istnych skarbów: esejów, artykułów i utworów beletrystycznych powinna się znaleźć na każdej półce z książkami.


Na sam koniec jeszcze jedna ciekawostka. Na Comic-Conie w San Diego pojawił się zwiastun serialu „The Shannara Chronicles”, który wyprodukuje MTV na podstawie cyklu powieści Terry’ego Brooksa. Czyli powieściopisarz wchodzący w telewizję.

Felicity Jones zagra córkę...

14

Embargo informacyjne zostało zniesione, czas więc na szalone ploty o pierwszym spin-offie. Czyli innymi słowy, oficjalna wciąż milczy.

Na początek wieści o kolejnym aktorze, który podobno dołączył do ekipy „Rogue One”. Jest nim Jonathan Aris, zdecydowanie najlepiej kojarzony z roli Andersona w serialu „Sherlock”. Podobno ma on zagrać senatora Jebela. Informacje te wyciekły z serwisu Spotlight, gdzie umieszczają je aktorzy i ich agenci, często na potrzeby przyszłych castingów. Po tym jak wieść o roli Arisa wypłynęła w świat, to w ciągu kilku godzin wpis ten znikł ze Spotlight. Czy to była pomyłka, czy po prostu za wcześnie to upubliczniono, pewnie przekonamy się niebawem. Jednak warto zauważyć, że jeśli w filmie pojawi się senator Jebel, to kto wie, czy nie zobaczymy jeszcze senatu. Ostatnia szansa przed jego rozwiązaniem. Jakiś czas temu informowaliśmy o konceptach z pierwszej „Antologii” na których jest Bail Organa (z twarzą Jimmy’ego Smitsa). Warto zauważyć, że Jimmy nie licząc gry w serialu „The Get Down” ma właściwie wolne przeroby, a do roli Baila wracał nawet do The Force Unleashed. Więc może z tego Senatu wyniknie coś więcej niż oczekiwaliśmy po filmie o pilotach Rebelii.

Inną ciekawą plotką jest to, że przez casting podobno przewinął się Lawrence Fishburne. Wiele wskazuje jednak, że ta rola ostatecznie przypadła właśnie Forestowi Whitakerowi.

MakingStarWars donosi, że pomieszczenie z mapami galaktycznymi w którym odbywały się narady w „Przebudzeniu Mocy” zostało w pewien sposób odbudowane na planie „Rogue One”. Niekoniecznie dokładnie, wręcz przeciwnie, wiele elementów zmieniono i postarzono, by wyglądały na bardziej używane i starsze, ale duża część rekwizytów i dekoracji została ponownie wykorzystana. O ponownym użyciu starej scenografii donosiliśmy nie raz.

Gary Whitta, pierwszy scenarzysta, opowiedział niedawno trochę o swojej pracy. Po pierwsze nigdy się nie spodziewał, że napisze scenariusz do filmu. Nawet jak już znalazł się na liście osób z którą Lucasfilm chciał rozmawiać, uznał, że jest wielu lepszych scenarzystów na świecie, więc prawdopodobnie chcą go zatrudnić przy jakiejś grze, a może nawet książce czy czymś innym. Nie przypuszczał, że będzie to oficjalny film. Jednak udało się. Jak sam twierdzi, praca nad scenariuszem to połączenie dwóch światów. Z jednej strony Lucasfilm bardzo dobrze wie czego chce, nadaje kierunek i pilnuje pewnych rzeczy, z drugiej Gary miał też bardzo dużo swobody twórczej. Oczywiście wszystko jest w jakiś sposób pilnowane, bo film nie jest zawieszony w próżni, są przecież inne filmy, seriale, gry, książki czy komiksy i wszystko jest kanoniczne. Przy tym Whitcie bardzo dobrze współpracowało się z Garethem Edwardsem. Gary twierdzi, że po raz pierwszy w życiu spotkał większego fana sagi od siebie, właśnie mowa o Edwardsie. Reżyser podobno jest bardzo zaangażowany w projekt, z drugiej strony to chyba jego największa życiowa szansa. Whitta pochwalił się też, że pracując w Lucasfilmie spadł ze schodów i obił sobie nogę. Zdjęcia siniaków można znaleźć na jego twitterze.

Na koniec prawdziwa plotka. To może być spoiler, albo kaczka dziennikarska. Odpowiada za nią Umberto Gonzalez (El Mayimbe), ten sam który na kilka godzin przed panelem o „Przebudzeniu Mocy” strollował świat twierdząc, że Colin Trevorrow zostanie tam ogłoszony reżyserem Epizodu IX. Wieść poszła w eter, a wydarzenie nie miało miejsca. Tym razem Gonzalez ma podobną wiadomość. Otóż jego zdaniem Felicity Jones zagra córkę Boby Fetta. Pomijając źródło, warto zauważyć, że sama koncepcja jest trochę sprzeczna. Fett w „Zemście Sithów” ma jakieś trzynaście lat, więc w ciągu kolejnych dziewiętnastu musiałby się dorobić prawie trzydziestoletniej córki. Chyba, że jest ona adoptowana. Cóż, raczej należy w tym się doszukiwać kolejnej wersji plotki o Sabine z „Rebeliantów”. W sieci można nawet znaleźć „prawdziwe” zdjęcia Felicity w jej kostiumie. Swoją drogą padło też stwierdzenie, że Felicity zagra Herę, ale prawdopodobnie tam pomylono ją z Sabine.



Embargo na informacje o pierwszej „Antologii” zostało już zniesione. Tak więc oczekujemy oficjalnych informacji, choćby o obsadzie, na dniach. Zdjęcia do „Rogue One” powinny się rozpocząć w przyszłym tygodniu. Premiera jest zaplanowana na 16 grudnia 2016, polska zaś na 23 grudnia 2016.

Co tam z tymi zdjęciami do „Rogue One”?

11

Zaczynamy od najważniejszego, czyli wciąż oficjalnie nie wiadomo, czy zdjęcia do „Rogue One” w ogóle się zaczęły. Wątpliwość numer jeden to Felicity Jones, która dopiero co skończyła swą pracę na planie „Inferno” Rona Howarda (na podstawie powieści Dana Browna). Pisaliśmy o tym tutaj. W każdym razie w zeszłą sobotę (4 lipca) inny aktor – Irrfan Khan opublikował zdjęcie z ostatniego dnia Felicity na planie tej produkcji. Oczywiście mógł się trochę spóźnić, ale zazwyczaj takie zdjęcia wrzuca się góra następnego dnia, a nie po paru tygodniach. Czy to oznacza, ze Felicity nie była już na planie „Rogue One”? Bynajmniej. Nawet mając swój terminarz zdjęciowy, mogła mieć tam pewne przerwy i to w ich trakcie pojawić się na planie „Gwiezdnych Wojen”. I tu mamy ciekawą konkluzję, bo aktorka niekoniecznie będzie mieć tę samą fryzurę w obu filmach, więc w scenach nagranych do „Rogue One” mogła grać np. w hełmie. A to prowadzi nas do tego, że zdjęcia pierwszej ekipy niekoniecznie się już rozpoczęły. Może zatem mamy sytuację analogiczną jak przy „Przebudzeniu Mocy”. Tam na początku kwietnia 2014 Alan Horn potwierdził, iż zdjęcia pewnych sekwencji się zaczęły. Potem okazało się dokładnie, że pracowała druga ekipa, prace pierwszej ruszyły dopiero w połowie maja, czyli jakiś miesiąc i pół później.

O tym, że pierwsza ekipa jeszcze nie pracuje, sugerować mogą też informacje castingowe Jiny Jay (o ile są prawdziwe). Podobno casting nadal trwa, a zdjęcia mają ruszyć dopiero w sierpniu, szukane są zarówno osoby do głównych ról jak i do drugoplanowych. Wspomina się o pracy w Londynie oraz na lokacjach w Wielkiej Brytanii i Meksyku. Tu ciekawostka, bo „Strefa X”, czyli pierwszy film Garetha Edwardsa był kręcony właśnie na lokacjach w Meksyku (a także Belize czy Gwatemali, Kostaryce oraz w Teksasie). W informacji jest napisane, że Felicity Jones zagra członkinię Eskadry Łotrów. Wezwanie potwierdza także udział innych wybranych już aktorów czyli Bena Mendelsohna, Riza Ahmeda, Diego Luny i Foresta Whitakera. Reszta informacji bez nowych wieści. Potwierdzono Chrisa Weitza jako scenarzystę, Johna Knolla jako pomysłodawcę i producentów: Kathleen Kennedy, Tony’ego To, Johna Swartza, Johna Knolla, Simona Emaunela i Jasona D. McGatlina.

Swoją drogą być może informacje o zatrudnieniu Donnie Yena, który miałby rozpocząć zdjęcia w sierpniu na planie „Gwiezdnych Wojen” mogą faktycznie dotyczyć „Rogue One”. Podobno szukają jeszcze Azjatów do ról w tym filmie. Zatem być może istotnie pierwszy oficjalny klaps na planie „Star Wars Anthology: Rogue One” padnie dopiero w sierpniu.

Na koniec jeszcze jedna sugestia. Otóż aktor Aaron Paul pochwalił się, iż konto Star Wars na Istagarmie zaczęło go obserwować. Czyżby zatem też dostał angaż?

Z ciekawostek mamy jeszcze dwie. Pierwsza z nich to udział Olivera Steeplesa i Lee Towerseya w pracach nad „Rogue One”. Obu dobrze pamiętamy, gdyż to fani tworzący własne modele R2-D2, którzy zostali zatrudnieni do pracy na planie Epizodu VII. Teraz dostali kolejne zadanie i budują nowe droidy.

Druga ciekawostka dotyczy fabuły. Ostatnio wspominaliśmy o tym, że Darth Vader mógłby się pojawić w filmie. Teraz różne media donoszą szczegóły na temat jego ewentualnej roli. Miałaby ona bardziej przypominać Imperatora w „Imperium kontratakuje”. Czyli ktoś inny byłby głównym złym, natomiast Vader pociągałby za wszystkie sznurki. Na ekranie mielibyśmy go zobaczyć albo na jakimś ekranie, albo jako hologram.

Natomiast według innych plotek, Ben Medelsohn miałby zagrać nowego moffa, który będzie głównym szwarccharakterem (to akurat już słyszeliśmy). Gdy zorientuje się, że ukradziono plany Gwiazdy Śmierci do pomocy ma zatrudnić sobie łowców nagród, w tym Bobę Fetta, Bosska, Zuckussa, 4LOMa, Dengara, IG-88 i Cada Bane’a. Pewnie też jacyś nowi się pojawią. Vader miałby też mieć jakąś rolę w tym pościgu. Cóż zobaczymy na ile w tym spekulacji, być może wraca tu plotka o tym, że film miał być o łowcach nagród.

Na koniec jeszcze jedna rzecz o San Diego Comic-Con. Oficjalnie tam nic na temat „Rogue One” nie będzie. Ale nieoficjalnie możemy się spodziewać jakiś wieści. Na różnych panelach gośćmi będą Gary Whitta i Chris Weitz. Zobaczymy, czy coś gdzieś zasugerują. A może zgodnie z sugestią z wczoraj, dowiemy się czegoś o planach Lucasfilmu? Jak nie to zaczekamy na D 23 Expo.

Plotki o „Rogue One”

10



Zdjęcia mają ruszyć latem, a o „Rogue One” nawet plotek nie mamy. Owszem Disney zobowiązał się nie reklamować tego widowiska jeszcze przez najbliższe miesiące, ale obecnie mamy prawie kompletną ciszę informacyjną. Złamał ją trochę Chris Weitz, który obecnie pracuje nad scenariuszem filmu. Otóż za pośrednictwem twittera poprosił on znanego astrofizyka Neila deGrasse Tysona o pomoc. Wygląda zatem, że w pierwszej „Antologii” przyłożą się trochę bardziej do części SF niż było to dotychczas w sadze. Pytań jakie chciał przekazać Weitz nie znamy, Tyson obiecał pomóc, a prócz niego zgłosiło się jeszcze kilku innych astronomów i fizyków chętnych do odpowiedzenia na pytania scenarzysty.

Wnioski z tego mamy dwa. Realizm w tym filmie będzie dotyczył nie tylko tematów militarnych, ale też nauki, przynajmniej w pewnym stopniu. Drugi, scenariusz wciąż nie jest skończony, Weitz nadal go poprawia i weryfikuje szczegóły techniczne. Wiemy, że jedyna oficjalnie potwierdzona członkini obsady, czyli Felicity Jones wciąż jest zajęta na planie „Inferno” Rona Howarda (na podstawie powieści Dana Browna). Zatem od rozpoczęcia zdjęć wciąż dzieli nas kilka tygodni jeśli nie miesięcy.

Dla przypomnienia, Chris Weitz przejął rolę scenarzysty „Rogue One” po Garym Whitcie. Ten ostatni natomiast zajął się ostatnio pisaniem scenariusza do odcinka serialu „Rebelianci” (więcej). Zobaczymy, czy znajdzie się tam jakieś wprowadzenie i nawiązanie do pierwszej „Antologii”.

Kolejna sprawa dotycząca pierwszej „Antologii” to kwestia produktów i zabawek. Wygląda na to, że prace w temacie trwają. Obecny plan jest taki, by produktów powiązanych było nie mniej niż przy „Przebudzeniu Mocy”, oczywiście ze względów wiadomych na razie rynek ma się skoncentrować na VII Epizodzie. Z tym, że Disney i Lucasfilm zastrzegają sobie możliwości zmian w planach marketingowych już po „Przebudzeniu Mocy”. Zobaczą pewnie jak to wszystko wyszło. W każdym razie atak produktów związanych z tym filmem zapewne czeka nas we wrześniu 2016.

Plotki o "Rebels" #34

Różne
13

Za nami co prawda drugi tydzień Star Wars Weekends, ale zanim przejdziemy do nowych wieści, przedstawmy chyba najważniejszą informację ostatnich dni: Gary Whitta, scenarzysta "Rogue One", pisze odcinek "Rebeliantów" (do tego ma pomocnicę w postaci córki). Skoro jest on dopiero na etapie scenariusza, to najwcześniej możemy zobaczyć go pod koniec sezonu drugiego, a najprawdopodobniej jeszcze później. Lecz przede wszystkim ta informacja potwierdza słuszność spekulacji, jakoby serial i pierwszy spin-off w jakiś sposób czyniły aluzje do siebie nawzajem, co zresztą Kinberg ostatnio po raz kolejny sugerował.



A przechodząc teraz do Star Wars Weekends, przed nami kolejny fragment "The Siege of Lothal", którego premiera już dwudziestego czerwca. Jeśli nie chcecie oglądać całości (aczkolwiek warto ze względu na talent aktorski Jamesa Arnolda Taylora), to przewińcie do około 12:27.



Trwający kilka sekund fragment znalazł się również w reklamie Disney XD.



Z wieści pochodzących od aktorów tym razem trafiła się tylko jedna: Tiya Sircar zdradziła w podcaście Fangirls Going Rogue, że w drugim sezonie poznamy nie tylko historię Sabine, lecz także napotkamy postaci z jej przeszłości. Z kolei fani serialowej muzyki nareszcie mogą się nacieszyć nie tylko fragmentami na Oficjalnej - Kevin Kiner wstawił pokaźną kolekcję utworów na swoją stronę.

Na koniec prezentujemy obrazki, do których dotarł Rebels Report. Są to cyfrowe prace koncepcyjne, które wstawił animator Chris Voy na swoją stronę. Przedstawiają one miasto Takobo i choć nie wiadomo do końca czy pojawi się ono w serialu, to warto zwrócić uwagę, że znajduje się na planecie bardzo podobnej do tej, którą widzieliśmy na zwiastunie.



Zapraszamy do dyskusji na forum.

O zmianach w scenariuszu słów kilka

20

Nazbierało się trochę plotek około-przebudzeniowych. Po pierwsze wygląda na to, że w filmie nie zobaczymy nikogo palącego. Potwierdził to Bob Iger, gdy oznajmił że Disney wprowadza politykę antynikotynową. W ich filmach, począwszy od teraz, nie będzie nikogo palącego. Wszystkie cygara, fajki, papierosy znikną nawet z produkcji, które już są nakręcone, a jeszcze nie miały swojej premiery. Dotyczy to także wszystkich filmów Marvela czy Lucasfilmu. Jedynym wyjątkiem od reguły będą filmy historyczne. Jeśli tam jakaś postać znana z historii jak na przykład Abraham Lincoln, nałogowo paliła papierosy, to na filmie będzie to widać.

Wyciekła też kolejna wersja historii o zmianach w scenariuszu do „Przebudzenia Mocy”. Oczywiście nie jest w żaden sposób autoryzowana, należy ją traktować jako kolejną plotkę, ale kto wie, może jest w niej coś prawdziwego. Otóż według niej Michael Arndt pracował samodzielnie nad scenariuszem do filmu przez około 15 miesięcy. W dodatku pracę rozpoczął na długo zanim sfinalizowano sprzedaż Lucasfilmu Disneyowi. Arndt bazował mocno na zarysach George’a Lucasa, przygotowywał tym samym także treatmenty dwóch kolejnych epizodów, Flanelowiec zaś cały czas mu podpowiadał, konsultował i uczestniczył w procesie twórczym. Proces ten jednak przebiegał bardzo powoli, ale także dlatego, że zostawiono sobie kilka furtek.

Jedna z tych furtek dotyczy klasycznego trio. Otóż George Lucas bardzo chciał by Mark Hamill, Harrison Ford i Carrie Fisher wrócili i odegrali w filmie rolę. Niewielką, ale zauważalną dla fabuły. Role te jednak napisano tak, by gdyby któryś z trojga aktorów nie wrócił, łatwo można było wprowadzić na jego miejsce nową postać. Tego też się trzymano. Podobno nawet były przymiarki robione, kto miałby ich zagrać. Źródła mówią o uznanych aktorach z którymi się kontaktowano, acz nie podają konkretów. Być może było coś na rzeczy w plotkach o udziale Judi Drench i Dereka Jacobiego. Jednak w przypadku nowych postaci, nie weszłyby one w fabułę dokładnie w ten sam sposób, co oryginalni Han, Luke i Leia. Podobno najbardziej wyraźne różnice miały miejsce w przypadku Solo, bo poza nową postacią część elementów fabuły związanych z Hanem miał przejąć Poe Dameron (czyli Oscar Isaac).

Gdy J.J. Abrams podpisał kontrakt i został reżyserem, scenariusz był już ukończony w 70%. Było to jakieś trzy miesiące po ogłoszeniu i sfinalizowaniu sprzedaży Lucasfilmu. Nowy reżyser chciał przyśpieszyć proces powstawania tekstu, by móc zająć się castingiem, tworzeniem scenopisów czy preprodukcją, ale Arndtowi dalsza praca szła dość mozolnie. Robił wszystko, by zadowolić zarówno fanów, Abramsa, Disneya jak i Lucasa. Abramsowi nie przeszkadzał tylko brak skończonego scenariusza, nie podobało mu się to, że praktycznie nie ma w nim Luke’a i Lei. Oni mieli bardzo małe role, bardziej przypominające przewinięcie się przez film, niż cokolwiek innego. I tu rozpoczął się konflikt. Bo wbrew rozgłaszanej opinii Disney wcale nie zostawił wolnej ręki Lucasfilmowi. Przedstawiciele Disneya uważali, że oryginalna obsada powinna mieć tylko i wyłącznie rozszerzone kamea, J.J. zaś twierdził, że wzbogaciliby oni wątki poboczne, które jego zdaniem stałyby się bardziej interesujące. Reżyser nie chciał być tylko reżyserem, chciał stworzyć dobry film wg swojej wizji, a to wymagało ingerencji w scenariusz. Abrams powiedział o swoich wątpliwościach Kathleen Kennedy i przekonał ją do swojego pomysłu. Potem rozpoczęły się negocjacje z Disneyem, który nawet wtedy nie dał Lucasfilmowi pełnej swobody. Ostatecznie ustalono, że nowy scenariusz napiszą J.J. Abrams i Lawrence Kasdan. Główna oś fabularna miała bazować na scenariuszu Arndta (czyli pomyśle Lucasa), natomiast nowi scenarzyści dostali swobodę w wątkach pobocznych. Trzymanie się tego, co napisał Arndt było o tyle ważne, że Disney zakładał możliwość realizacji kolejnej części przez inną ekipę. Zresztą w pewien sposób tak się stało, bo za scenariusz i reżyserię do ósmego Epizodu odpowiada Rian Johnson, który także pewnie się trzyma zarysu historii napisanej przez Arndta i Lucasa. Nie może go zmienić za bardzo, bo IX film zrobi prawdopodobnie ktoś inny. Zresztą na tamtym etapie Johnson miał raczej pełnić rolę straszaka, by pokazać Abramsowi i reszcie, gdzie jest ich miejsce w szeregu. Stąd być może te wszystkie późniejsze plotki o tym, że Johnson przejmie także reżyserię IX Epizodu.

Choć dalej scenariusz pisali Kasdan i Abrams, Arndt uczestniczył w omawianiu nowych wątków pobocznych, zmienianiu ich, podobnie jak i zmianach postaci drugoplanowych, względem tego, co wymyślił Lucas. Ten zaś stwierdził, że te zmiany są już na tyle istotne, że to nie jest już jego scenariusz, co publicznie powtarza. Pisaliśmy o tym choćby tutaj. Dodatkowo fakt, że Abramsowi nie podobały się prequele, powodował, iż niezamierzenie irytował Lucasa, który trochę obrósł w piórka i stracił zainteresowanie nowym filmem. O ile Abrams był bardzo ostrożny w krytykowaniu prequeli, w przeciwieństwie do choćby Gary’ego Whitty czy Chrisa Weitza, o tyle poszło tu o swoistą gloryfikację klasycznej trylogii, nie wprost przyrównując ją do prequeli. Ostatecznie George przestał też przychodzić na spotkania scenarzystów tak często jak na początku. Raczej pojawiał się tam od czasu do czasu. Stąd też te wszystkie wypowiedzi Lucasa, że nie widział zwiastuna, że nie wie o czym będą te filmy, brak jego obecności na planie i tak dalej. Mówi prawdę, obecnie stoi gdzieś z boku, choć w pewien sposób i tak realizują jego wizję, ale w mniejszym stopniu niż on tego chciał. George chyba najbardziej pragnął powtórzyć model pracy nad „Powrotem Jedi” czy „Willow”, gdzie był wizjonerem i twórcą, a inni wykonują cała robotę słuchając go. Tyle, że Abrams nie jest ani Richardem Marquandem ani Ronem Howardem, ma swoją wizję i chce ją realizować.

O ile Lucas sobie odpuścił, o tyle dalsza praca nad scenariuszem, którą wykonywali Kasdan i Abrams była mocno nadzorowana przez Disneya. Iger i reszta mieli uwagi, musieli też akceptować zmiany. Pojawiło się wiele nieporozumień, problemów i konfliktów, ale ze wsparciem Kathleen Kennedy, w większości przypadków Abrams postawił na swoim. I tak jak Disney nie był zadowolony z samej pracy z Abramsem przy scenariuszu, tak teraz bardzo podoba im się finalny efekt. Twierdzą, że film podobno jest tak dobry jak „Powrót Jedi”, a może nawet lepszy. Cóż zobaczymy. W każdym razie faktycznie mocno wierzą w ten film i w to co zobaczyli. Stąd pewnie plotki o powrocie Abramsa w IX Epizodzie.

Na ile powyższe informacje i analizy są prawdziwe, tego nie wiemy. Być może więcej dowiemy z jakiś dokumentów czy książek po produkcji. A najprawdopodobniej z paneli z aktorami i twórcami na konwentach za kilkadziesiąt lat.

Zmieniając temat. Londyńska Orkiestra Symfoniczna skomentowała fakt, że nie będą nagrywać muzyki do „Przebudzenia Mocy”. Otóż napisali oni, że nie chodziło o problemy zdrowotne Johna Williamsa, a głównie o to, że tym razem nagranie ma trwać kilka miesięcy. Na to mogą sobie pozwolić niezależni twórcy, w przypadku LSO byłoby to po prostu niemożliwe. Pochwalili się za to, że dostali miły list od Johna Williamsa.

Na koniec jeszcze jedna mała informacja. Otóż po sieci krąży ujęcie, które rzekomo pochodzi z Epizodu VII. Jak udało się ustalić tak naprawdę pochodzi ono z konceptów gry „Star Wars 1313”.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.