Spis newsów (Zemsta Sithów)

P&O 244: Czy Jedi zmienia kolor miecza świetlnego, gdy przechodzi na Ciemną Stronę?

13



Dziś kolejne pytanie o naturę Jedi i ich mieczy. Odpowiedź jednak jest starokanoniczna. W nowym kwestię kryształów opisano trochę inaczej.

P: Kiedy Jedi staje się Sithem, jego miecz zmienia się na czerwony, czy może wyrzuca stary miecz i tworzy nowy? I czy Sithowie muszą mieć czerwone miecze?

O: Jak to ładnie określił ktoś na planie Epizodu III na podobne pytanie „To są miecze świetlne, a nie pierścienie humoru”. To wewnętrzny kryształ determinuje kolor miecza, a nie lojalność tego kto go używa. Kiedy Anakin przeszedł na Ciemną Stronę, jego miecz Jedi nadal tlił się niebieskim światłem. Jednak Jedi, którzy stają się Sithami – ale to nie jest wspólne dla wszystkich w galaktyce – tradycyjnie tworzą swój nowy miecz. Za to sami Sithowie nie muszą mieć koniecznie czerwonego miecza, sztuczny kryształ lattice jest tylko preferencją, którą Sithowie używają przy tworzeniu ostrza. Kinematycznie rzecz ujmując George Lucas lubi mieć zachowany porządek w kolorach, dlatego Sithowie mają w filmach czerwone miecze. W Expanded Universe są przykłady Sithów i Jedi, którzy mają różne miecze, nie trzymające się sztywno filmowych reguł.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Kończąc Sagę

20



„Zemsta Sithów” to pożegnanie, nie tylko z trylogią, ale też w pewien sposób z sagą. Wiąże się ona z trzema końcami. Po pierwsze należało właściwie zwieńczyć trylogię, zamknąć jej wątki. Po drugie ustawić grunt pod klasyczną trylogię. George Lucas musiał doprowadzić przynajmniej część postaci do miejsca, w których je odnajdujemy później, jak również ukazać choć część historii o których mowa w oryginalnych filmach. Trzeci koniec jest bardziej związany z samym reżyserem. Dziś wiemy, że targały nim sprzeczne odczucia. Z jednej strony chciał kontynuować sagę (i zaczął ją pisać koło roku 2010/2011), z drugiej niezbyt przychylne przyjęcie „Ataku klonów” i „Mrocznego widma” sprawiło, że chciał to wszystko zostawić. Zamknąć i skończyć na zawsze.

Jak zwykle miał też problemy z procesem twórczym. Inaczej wyobrażał sobie koniec Padme, chciał nawet wykorzystać Hana Solo.

Zakładając, że Lucas może już nigdy nie wrócić do „Gwiezdnych Wojen”, twórca postanowił wykorzystać kilka rzeczy z oryginalnych scenariuszy. Jedną z nich jest nazwa Utapau. To planeta, która parokrotnie mogła pojawić się w filmach, ale ostatecznie zawsze zmieniano jej nazwę. W oryginalnej trylogii jej miejsce zajęła Tatooine, zaś w „Mrocznym widmie” ostatecznie Naboo. Tym razem George znalazł miejsce dla Utapau.

Podobnie jest z inną planetą, Kashyyyk. Bitwa z udziałem Wookieech znalazła się w pierwotnej wersji „Nowej nadziei”, jednak ostatecznie nie została zrealizowana. Pozostała tam dżungla na Yavinie i tyle. Potem pomysł Kashyyyku wykorzystano w „Star Wars: Holiday Special”, co było wystarczającym powodem dla Lucasa, by pominąć tę planetę przy „Powrocie Jedi”. Tam użył, tak jak początkowo chciał, bitwy wśród wielkich drzew, tworząc Endor. Wookieech zamienił na Ewoki. Dopiero przy „Zemście” ostatecznie udało się ukazać planetę Wookieech w kinie i jeszcze przeprowadzić tam bitwę.

Od czasu „Imperium kontratakuje” Lucas miał też pomysł na planetę z lawą, miejsce w którym Anakin ostatecznie stał się Darthem Vaderem. George wrócił do tego pomysłu ukazując Mustafar, wulkaniczną planetę, na której Anakin się spalił. Wszystko tak jak chciał wcześniej. Jedyne czego zabrakło to zamku na tej planecie, ale to już poprawiono w Łotrze 1.

Ostatecznie ukazano też, choćby na chwilę Alderaan, tak istotny w „Nowej nadziei” i tak nieobecny w prequelach.

Temat kończenia sagi jest też obecny w partyturze Johna Williamsa, który postanowił stworzyć most między III i IV Epizodem. Więc muzycznie obserwujemy ewolucję. Pierwsza połowa filmu to nowe tematy, mieszane z tymi znanymi już z prequeli, druga, to coraz częściej powrót do klasycznej trylogii. Czyli takie swoiste zamykanie.

Wychodząc zaś z klasycznej trylogii, George musiał pokazać kilka rzeczy. Choćby to jak Obi-Wan walczył w Wojnach klonów z Bailem Organą. Niby była o tym książka, czy nawet serial, ale w filmie również należało spleść drogi tych dwóch postaci. Trzeba było również ukazać, co się stało z tymi wszystkimi Jedi, jak powstało Imperium. To Lucasowi się udało, stworzył tym samym jedne z najbardziej niesamowitych sekwencji w swojej sadze.

Owszem pojawiło się także kilka rozbieżności. Cześć z nich wynika wprost ze zmiany wizji, lub jej braku, gdy powstawała klasyczna trylogia. Obi-Wan mówiący Luke’owi, że jego ojciec chciał dać mu swój miecz, brzmi śmiesznie. Ale trzeba przyznać, że zgrabnie z tego twórcy wybrnęli. Ot, Kenobi trochę rozmija się z prawdą, zresztą nie pierwszy raz. Inny taki przykład to oczywiście kwestia Padme i Lei. Księżniczka w „Powrocie Jedi” mówi o matce, ale jak dziś wiemy, raczej myślała o żonie Organy, niż Padme.

Weekend 40-lecia - "Zemsta Sithów": Memy z prequeli

Przepastny Internet
17



Memy to nic nowego w historii Internetu, a tym bardziej memy z „Gwiezdnych Wojen”. Każdy z nas na pewno zna obrazki z Ackbarem i frazą „It's a trap” czy przerabiane tysiące razy „I am your father”. Jeśli jednak nie spaliście przez ostatnie miesiące, to zapewne zauważyliście, że sieć zalewają memy z prequeli.

Dlaczego dopiero teraz? Jak to w Internecie bywa, ciężko dać konkretną odpowiedź, ale najprawdopodobniej ma to związek z powstaniem subreddita Prequel Memes w grudniu 2016. Zyskał on sobie gigantyczną popularność (w chwili obecnej ma 290 tysięcy subskrypcji). Zabawa polega tam nie tylko na wrzucaniu śmiesznych obrazków, lecz także na komentowaniu ich, używając cytatów z epizodów I-III. W związku z tym dosłownie wszystko, nawet zwykłe teksty, mogą stać się memami. Poniżej prezentujemy przykładowe, a tak się składa, że prym wiodą te z „Zemsty Sithów”.

„Mroczne widmo"

„Now this is podracing!”

Te słowa stały się swego rodzaju kpiną z gry aktorskiej Jake'a Lloyda, który wcielił się w młodego Anakina w „Mrocznym widmie” - tutaj często używa się też jego „Yipee!”, dochodzi również „That's so wizard” Kitstera (z którego to namiętnie nabija się ekipa „The Star Wars Show”). Ogólnie służy do wyrażania wielkiej ekscytacji z czegoś, ale bardzo często dodaje się te słowa do zdjęć prawdziwych wyścigów. Żeby było śmieszniej, to w 2015 roku Lloyd został aresztowany... za przekroczenie prędkości. Internautom dużo nie było trzeba.



Obi-Wan Hates / Force Push

To mem gifowo-filmowy, może nie tak popularny jak inne, ale istnieje. Pochodzi z pierwszych minut TPM, lecz ma swoje wariacje również z innych epizodów. Zasadniczo przedstawia Obi-Wana używającego pchnięcia Mocy na osobie wstawionej z innego filmu. Która zazwyczaj nie kończy dobrze.



„Atak klonów”

„Well Whadya Know” / Dexter

To dość nowy mem, który powstał najprawdopodobniej jako forma reakcji na cyfrowych aktorów z „Łotra”. Tekst „No kto by pomyślał” i wstawiona gdzieś facjata Dextera służą do wyrażania zdziwienia delikatnie podszytego ironią. Są też wersje z innymi cytatami Besaliska.



„I don't like sand”

Klasyk. Cóż więcej dodawać.



„Zemsta Sithów”

„This is where the fun begins”

Skywalker wie jak się zabawić nawet w samym środku bitwy. Dlatego jego cytat trafia do memów, w których autor chce pokazać różne aspekty zabawy... nawet jeśli inni mogliby je kwestionować.



„This will make a fine addition to my collection”

Jeśli czujecie w sobie ducha kolekcjonera jak generał Grievous, to ten mem będzie dobrym dodatkiem do Waszej kolekcji.



Tragedia Dartha Plagueisa Mądrego

To tak zwana copypasta, czyli mem tekstowy, który łatwo skopiować i przerobić. Zazwyczaj w słowach Palpatine'a opowiada się o jakiejś osobie, na przykład celebrycie, która w taki czy inny sposób odniosła porażkę. W wersji obrazkowej „Tragedia” pojawia się bardzo często jako bajka na dobranoc dla dzieci. Taka, po której dzieci nie mogą spać.



„What about the droid attack on the Wookiees?"

Ki-Adi Mundi chyba starał się sprawiać wrażenie, że ogarnia, ale chyba tak naprawdę myślami był gdzieś indziej. Albo los mieszkańców Kashyyka leżał mu tak bardzo na sercu. Jak chcecie odwrócić uwagę w dyskusji, zapytajcie o atak droidów na Wookieech.



„Hello there”

Spotkanie Kenobiego i Grievousa na Utapau w wersji memowej ma dwie główne wersje: pierwsza z nich często przedstawia generałów witających się w różnych językach i dialektach (oczywiście dodajmy do tego stereotypy narodowe). Tutaj jest ich całkiem spora kolekcja. Druga wersja przerabia słowo „Kenobi” na podobnie brzmiące. Albo „general”. Albo cokolwiek innego, zgodnie z zasadą, że wszystko może stać się memem.



„I am the Senate”

Znany też po prostu jako „Senate” - tak właściwie, to Reddit usilnie stara się, aby fotografia Palpatine'a wyskoczyła w grafikach Google, gdy w wyszukiwarce wklepie się to hasło. Na razie brak wyników, ale warto mieć nadzieję. Jak można się domyślić, mem pojawia się, gdy rozmowa schodzi na politykę. Zwłaszcza po kilku głębszych. Jego drugie oblicze to rozterki Imperatora, który chciałby, aby Senat stał się nową płcią.



Order 66

Rozkaz 66 był mrocznym wydarzeniem w dziejach Jedi, ale to nie oznacza, że fani nie będą się z niego śmiać. Memy z nim zazwyczaj przedstawiają zniszczenie jakiejś grupy, najczęściej nieszczęśników, którzy w ogóle się tego nie spodziewali. Wedle Urban Disctionary hasło weszło również do amerykańskiej mowy potocznej.



Młodziki

Jak pisaliśmy wyżej: dla fanów nie ma świętości i morderstwo młodzików również znalazło swą drogę do internetowych żartów. Twórcy pokazują w memach albo denerwujące dzieciaki, albo Anakina, który był na tyle mroczny, że podniósł na nie rękę.



„I have the high ground”

Niewątpliwie największy hicior ostatnich miesięcy - trafił nawet do „Robot Chickena” i to chyba zadecydowało o jego sukcesie mema. Problem przy tłumaczeniu tej frazy polega na tym, że ma ona podwójne znaczenie - dosłowne (w polskim dubbingu słyszymy „Mam lepszą pozycję”, bo Obi-Wan wskoczył na nasyp) i przenośne (w napisach: „Mam przewagę”). Wiadomo, że chodzi o to drugie, ale twórcy memów oczywiście bardziej biorą pod uwagę pierwsze. Innymi słowy wygracie, jeśli staniecie wyżej.





„NOOO!”

To tekst, który stał się sławny jeszcze w 2005 roku, na długo przed eksplozją popularności memów. Częściowo stało się to zapewne dzięki bootlegowej chińskiej wersji filmu (która to zasługuje na oddzielny artykuł), w której fraza została przetłumaczona jako niegramatyczne „Do not want”. Okrzyk został też dodany do wersji blu-ray „Powrotu Jedi”. Przeznaczenie mema jest proste - jeśli chcecie mocno wyrazić swą dezaprobatę, zakrzyczcie „NOOO!”. Jest nawet do tego specjalna strona.



Varia

Poniżej prezentujemy memy i śmieszne obrazki, które nie przypadają pod żadną z powyższych kategorii. Miłego oglądania!



P&O 241: Książki jako inspiracja

3



Dziś pytanie powiązane z „Zemstą Sithów”, na które odpowie Ryan Church, jeden z artystów koncepcyjnych. Kwestia inspiracji jest dość ogólna i dotyczy wszystkich filmów, Church jednak ładnie łączy to z III Epizodem i pracą nad nim.

P: Czy używasz jakiś książek bądź przewodników z „Gwiezdnych Wojen”, gdy pracujesz nad projektami? Czy w ogóle zwracasz uwagę na Expanded Universe?

O: Jako projektanci oglądamy wszystkie rzeczy, które mogą nas inspirować, mamy też pomocników, którzy wyszukują nam pewne rzeczy. Książki „Star Wars” służą nam jako punkt wyjścia, przewodnik, który odpowiada na pytanie, jakie stawiamy dotyczące pewnych kultur czy technologii już ustanowionych w filmach. „Star Wars Chronicles” to nasza biblia, a książki z serii Niesamowite przekroje stanowią dokonały punkt wyjścia, zwłaszcza gdy pracujemy nad istniejącymi już lokacjami. Zazwyczaj nie odwołujemy się do Expanded Universe, chyba że nasi specjaliści od wyszukiwania informacji dotrą do czegoś, co bezpośrednio odnosi się do naszego zadania.



W przypadku Epizodu III odwiedzimy wiele nowych miejsc i sam George Lucas nas zachęcał, by nadać nowy wygląd zarówno pojazdom, środowiskom, kulturom jak i postaciom. Gdy dostajemy zadanie, które odnosi się do aspektu uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, którego jeszcze nikt nie dotknął, George lubi, byśmy mieli całkowicie otwarte pomysły i zostawili nasze tendencyjne pojmowanie czy oczekiwania wobec kultur czy postaci. Ta wolność i to ż e jesteśmy fanami tych filmów sprawia, że otrzymujemy naprawdę interesujące rozwiązania.

Ale naszym podstawowym źródłem inspiracji, są same filmy. Projektujemy dla tego medium, pamiętając o tym, by to co projektujemy wyglądało odpowiednio na ekranie, ale też stanowiło część większej historii.

Weekend 40-lecia - „Zemsta Sithów”: Nawiązania w popkulturze

Różne
10



„Zemsta Sithów” to najmłodsza część filmowych prequeli i może z tego powodu nie zapisała się jakoś szczególnie w popkulturze. A może dlatego, że po premierze filmu wieści o SW na parę lat mocno ucichły, przynajmniej do czasu TCW. Niemniej można znaleźć trochę aluzji tu i tam.

Postaciami, które się widocznie bardzo spodobały, są buzz droidy. W „Klopsikach i innych zjawiskach pogodowych" jest scena, w której Flint i przyjaciele lecą na wymyślone przez niego urządzenie produkujące jedzenie, które miało awarię. W pewnym momencie ich samolot atakują miśki-żelki, które zrywają poszycie jak droidy w pojazdach Anakina i Obi-Wana.



Podobnie rzecz się ma w „Rodzince Robinsonów”, w której Lewis ucieka z alternatywnej rzeczywistości, w której władzę nad światem przejął zły mechaniczny kapelusz Doris. Jego pojazd atakują zminiaturyzowane nakrycia głowy. Zresztą, cała scena swą stylistyką przypomina pościg za Zam w „Ataku klonów” czy fabrykę na Geonosis, o czym zresztą pisaliśmy ostatnim razem.



W pamięć zapada też scena transformacji Vadera, która pojawia się choćby w „Komedii romantycznej”. Jej główna bohaterka, Julia, jest, delikatnie mówiąc, mało atrakcyjna, ale bardzo chce mieć chłopaka. Udaje się więc do niejakiego Hitcha po poradę, a ten zabiera jej do warsztatu, gdzie dziewczyna jest poddana transformacji. Cała scena jest aluzją do programu „Pimp My Ride”, ale oczywiście znalazł się tam moment, w którym przebrana w zbroję Vadera Julia powstaje... i się wywraca, a Hitch, któremu nagle wyrosły zielone uszy Yody, kręci głową z dezaprobatą.



Scena została też sparodiowana w „Domu dla wymyślonych przyjaciół pani Foster”. W jednym z odcinków chłopiec Maks przestaje się interesować swoim wymyślonym przyjacielem o imieniu Bloo, który to łączy siły z Nemesis, a potworzyca przeistacza go w "lorda Uniscorna", przebranego w czarną zbroję w kształcie jednorożca. Przy okazji jest też standardowy żart z ojca.

W "South Parku" w taki sposób z martwych powstał Szef. Tylko zamiast hełmu ma czapkę kucharza, zamiast miecza kuchenną łopatkę, a zamiast martwić się losem żony, składa dwuznaczne propozycje zebranym. Ciekawostka: głosu użycza mu Peter Serafinowicz, który brzmi zaskakująco podobnie do oryginału.



„Totalna porażka”, kreskówka stylizowana na reality show, idzie krok dalej w naśladowaniu, bo nie tylko scena jest podobna, lecz także okoliczności, jakie do niej doprowadziły: Alejandro, jeden z uczestników programu, wpadł do lawy. Po zostaniu cyborgiem krzyczy jeszcze słynne "NOOOO!"



W sitcomie „Rockefeller Plaza 30” (w którym aluzji do SW jest sporo) główna bohaterka, Liz, spotyka się z Stewenem LaGrange (gra go Peter Dinklage, czyli Tyrion z „Gry o tron”). Rozmawiają na temat pokoju konferencyjnego Narodów Zjednoczonych i kobieta porównuje go do Senatu Galaktycznego, na co mężczyzna odpowiada, że jest podobny, bo również obawiają się rosnących wpływów lordów Sithów. To można uznać za aluzję do wszystkich prequeli.

W jednym z odcinków serialu „Gilmore Girls” („Kochane kłopoty”) dwójka bohaterów - Lorelai i Luke rozmawiają o „Zemście Sithów”, którą widzieli kilka miesięcy wcześniej. Luke krytykuje pojedynek Anakina z Obi-Wanem (a dokładniej sławne „I have the high ground” - „Mam lepszą pozycję”), a Lorelai odsyła go do Internetu, gdzie miliony ludzi dyskutują o filmach Star Wars. Później, w tym samym odcinku, gdy dochodzi między nimi do sprzeczki, Luke, który akurat stoi na dachu, kończy ją twierdząc, że skoro stoi wyżej, to on ma rację.



Z kolei w mieszkaniu Barneya z serialu „Jak poznałem waszą matkę” (to kolejna seria z mnóstwem aluzji do SW) stoi zbroja klona z Epizodu III.

Morderstwo młodzików również trafiło w takiej czy innej formie do popkultury. W jednym z odcinków „American Dad!” córka tytułowego bohatera zostaje przezeń wtrącona do „jamy, z której nie ma wyjścia”, gdyż przeszkadza mu rozmawiać z prezydentem Bushem. Gdy stamtąd wraca, oznajmia, że „zabiła je wszystkie” (tzn. mieszkające tam dzikie zwierzęta), a zrozpaczony ojciec pyta, czy również młodziki, na co dziewczyna pokazuje mu portfel zrobiony z ich skór.

„The Daily Show” jest pełen aluzji do „Gwiezdnych Wojen”, choć o „Zemście” mówi się raczej rzadko. W styczniu 2009 wzmianki doczekał się generał Grievous. Cyborg został również wspomniany w jednym z odcinków „Simpsonów”, który jest poświęcony postaciom, które zmarły w Sadze. Prócz niego wspomina się o „kimkolwiek, kogo grał Jimmy Smits” - chodzi rzecz jasna o Baila. Zresztą, Kent Brockman, prezenter z serialu, w jednym z odcinków ma zdjęcie z R4-G9, astromechem, który poleciał z Obi-Wanem na Utapau. Zwierzaczek bardzo podobny do Grievousa - zresztą, noszący wdzięczne imię Griefer - pojawia się w internetowej grze „Neopets”. Niektórzy też próbują się doszukać aluzji do generała w „Insygniach śmierci”. Hermiona czyta tam „Opowieść o trzech braciach”, w których pojawia się upersonifikowana śmierć, której czaszka bardzo przypomina generalską.

Czasem zdarza się, że twórców popkultury i jej bohaterów zastanawiają rzeczy zdaje się na pozór błahe. Ot choćby w „Family Guyu” Stewie Griffin, dzieciak, który chce przejąć władzę nad światem, duma dlaczego w „Zemście” Palpatine ma biurko.

Ostrokołowce - czy monocykle - podobne do tego, jakie miał generał Grievous, istnieją naprawdę, może tylko są sporo mniejsze. Taki pojazd pojawia się w kreskówce „Jimmy Neutron” i „Facetach w czerni III” w scenie, w której J i K ścigają Borysa Zwierzaka.



Twórcy „Pogromców mitów” to wielcy fani SW, także co chwilę w programie można usłyszeć jakąś aluzję. Do „Zemsty” padła w odcinku, w którym tak zwana młodsza ekipa testowała wykrywacz kłamstw. Grant próbował okłamać Kari i Toniego, że był jednym z Wookieech na planie trzeciego epizodu. Zresztą, odcinek numer 208 ma tytuł „Revenge of the Myth” lub „Sithbusters”.

„NOOOO” Vadera też doczekało doczekało się aluzji nawet w na ogół poważnych programach National Geographic. W odcinku programu „Tornado Intercepts” główny łowca trąb powietrznych nosi maskę lorda zmieniającą głos i głośno wyraża swą dezaprobatę, gdy po kilku tygodniach jego starania nadal nie przynoszą efektów. Z drugiej, mniej poważnej strony, Randy Marsh z „South Parku” krzyczy "NOOOO" jak Vader, gdy okazuje się, że wszyscy Meksykanie opuścili Stany i wrócili do ojczyzny, toteż wszystkie amerykańskie trawniki są pełne liści. „No to zaczynamy zabawę” - cytat Anakina - nie doczekał się aż tak wielu nawiązań, ale można go usłyszeć w "Dead Space 3".

Było też trochę reklam. Orange wykorzystał Vadera przed premierą "Zemsty" i tytuł jest wymieniony w poniższym filmiku, ale poza tym jest tam więcej aluzji do oryginalnej trylogii.



A jak iść do kina, to z pełnym brzuchem. W ten sposób klientów próbowali zdobyć Burger King, Pepsi, M&Ms i Pringles.









Bardzo wiele skeczy z „Robot Chickena” jest poświęconych epizodowi trzeciemu, w tym słynne „I have the high ground”, które rozsławiło słowa Obi-Wana. Ale więcej o tym jutro.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Plakaty

11



Wraz z prequelami odeszła bogata i interesująca tradycja tworzenia własnych plakatów filmowych w różnych krajach. Dotyczyło to niestety nie tylko Lucasfilmu, a wszystkich filmów. Przez to nie ma takiej różnorodności jaką mieliśmy przy klasycznej trylogii. Ale to nie znaczy, że tych plakatów nie było.

Pierwszy oczywiście był teaser poster, czyli taki plakat zajawkowy.



Trochę trzeba było poczekać na oficjalny, główny plakat. Od Wersji Specjalnej robił je Drew Struzan. Dokończył swego dziaea. Plakat jest oczywiście mocno w stylu poprzednich, ale właśnie o to chodziło.



Pojawiały się także plakaty promujące film, ale niejako przy okazji. Jak choćby na Celebration III. Zresztą rozdawanie plakatów na tym konwencie ma swoją tradycję, która jest wciąż kontynuowana. Inny specjalny plakat promujący, był związany z obchodami Dnia Ojca.



Najwięcej różnych plakatów pojawiło się przy okazji wejścia filmu do kin. To są tak plakaty, które wisiały w gablotkach, jak również były przewidziane dla kolekcjonerów, czy fanów, którzy chcieli je kupić. Większość z nich ma jednorodny styl.



Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Fanowskie video

YouTube
6



„Zemsta Sithów”, jak każdy z epizodów, zainspirował wielu fanów Gwiezdnych Wojen do stworzenia najprzeróżniejszych dzieł. O fanowskiej twórczości zainspirowanej tą częścią Sagi pisaliśmy m.in. tutaj i tutaj. Zaprezentowaliśmy tam fanarty, fanfiki, torty, budowle z Lego i wiele innych przykładów fanowskiego rękodzieła. Dziś skupimy się natomiast na innej dziedzinie - na wszelkiej maści filmach i filmikach. W sieci znaleźć można różnego rodzaju fanowskie montaże, zwiastuny, parodie, a także przemyślenia na temat tego epizodu przedstawione w formie video.

Pierwszy z prezentowanych tytułów - „What if Star Wars Episode III were good?” - to fanowska propozycja ulepszenia „Zemsty Sithów”. Przedstawiona tam opowieść jest podobna do tej, którą wszyscy znamy, ale jednak inna. Sami oceńcie czy taki III Epizod bardziej przypadłby Wam do gustu. Jest to oczywiście część trzecia z cyklu, więc jeśli ktoś jest ciekaw całości, to poprzednie dwie znajdzie tutaj i tutaj.



"Honest Trailers" to seria parodii trailerów, które mają szczerze zapowiadać poszczególne filmy. Wśród sparodiowanych tytułów nie zabrakło oczywiście "Zemsty Sithów". Przy okazji warto przypomnieć inną popularną serię prezentującą alternatywne zakończenia filmów, czyli "Jak powinno się skończyć" ("How It Should Have Ended"), w której również wystąpił III Epizod, o czym pisaliśmy w tym miejscu.



Dla równowagi, proponujemy obejrzeć też materiał, w którym wymieniane są zalety „Zemsty Sithów”. Nawet jeśli ktoś ma wyrobione negatywne zdanie o tym filmie, to warto spojrzeć na niego z innej strony. Może znajdzie się w tej opinii coś ciekawego? (Istnieje też oczywiście filmik prezentujący „grzechy” tego epizodu).



Natomiast poniżej przedstawiamy garść fanowskich zwiastunów do "Zemsty Sithów". Przy tworzeniu niektórych z nich, autorzy inspirowali się trailerami do nowszych filmów z serii Star Wars.









Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia - „Zemsta Sithów”: Gry towarzyskie

1



Podczas tygodnia Zemsty Sithów opisaliśmy dla Was bitewniaka, Star Wars Episode III: Revenge of the Sith video game oraz karcianki. Tym razem przyszła kolej na gry planszowe i towarzyskie. Głównie są to tytuły, które nie nawiązują do samego Epizodu III a do całej Sagi, gdyż w czasach, kiedy wychodziły opisane poniżej tytuły Zemsta Sithów była zapowiadana jako ostatni rozdział Sagi. Dziś już wiemy, że jest inaczej, ale z perspektywy czasu bardzo ciekawie to wygląda.

Zaczniemy oczywiście od naszego ulubionego Monopoly:

Monopoly: Star Wars Saga Edition


Trivial Pursuit DVD: Star Wars Saga Edition
Wersja gry Trivial Pursuit z dwiema dołączonymi płytami DVD. Wraz z postępem gry gracze muszą odpowiadać na pytania dotyczące historii, technologii i postaci ze wszystkich sześciu filmów sagi Star Wars.

Trivial Pursuit - Star Wars, Bite Size
Gwiezdnowojenna wersja gry Trivial Pursuit, charakteryzująca się podręcznym rozmiarem. Ze względów objętościowych nie zawiera planszy, a jedynie sześćset pytań umieszczonych na kartach oraz specjalną kostkę, która służy do losowania kategorii pytania. Dotyczą one postaci, pojazdów, broni, droidów, astrografii i innych dziedzin.

Pytania mogą być dołączane do innych wersji gry Trivial Pursuit - Star Wars.


Trivial Pursuit DVD Star Wars - Case Version
Wkrocz do odległej galaktyki... Przeżyj ponownie swoje ulubione momenty z całej sagi „Star Wars” i doświadcz filmów jak nigdy przedtem w tej grze Trivial Pursuit DVD. Zobacz klasyczne sceny "Gwiezdnych Wojen" i galaktyczne konflikty, podczas gdy twoje ulubione części „Star Wars” budzą się do życia na Twoim ekranie!

W tej wersji gry Trivial Pursuit gracze muszą odpowiadać na pytania związane z filmami z sagi „Gwiezdnych Wojen”.



Stratego: Star Wars Saga Edition
Gra Stratego osadzona w realiach wszystkich epizodów Gwiezdnych Wojen.

Istnieją cztery rodzaje rozgrywki: klasyczna i ze specjalnymi mocami, które są przyznawane niektórym postaciom, a także The Rise of the Empire i The Rebellion. The Rise of the Empire jest oparty na nowej trylogii, stąd też wykorzystuje się w nim jedynie elementy dotyczące części I-III. Zgodnie z wydarzeniami z Zemsty Sithów figurka Anakina w pewnym momencie rozgrywki zmienia strony (z dobrej na złą), a po pochwyceniu jej przez armię dobra zostaje wymieniona na Dartha Vadera. The Rebellion opiera się na oryginalnej trylogii. W obydwu tych trybach korzysta się z umiejętności specjalnych i korzysta ze zmniejszonej planszy.

Każda armia składa się z czterdziestu elementów.




Tak jak wspominaliśmy przy okazji Weekendu 40-lecia z Ataku klonów, tak i teraz na jednej z okładek do podręczników systemu Star Wars D20, jedna z okładek nawiązuje swoją stylistyką do Epizodu III a dokładniej Threats of the Galaxy.



Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie
tutaj.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”

17



„Zemsta Sithów” to temat naszego, kolejnego weekendu obchodów 40-lecia sagi.

Dwanaście lat temu miał to być film zamykający kinową sagę i historię Skywalkerów. Jak każdy film z prequeli, tak i ten spotkał się z mieszanym przyjęciem. Jednym bardzo przypadł do gustu, uznają go za najlepszy z prequeli, najbliższy oryginalnej trylogii, drudzy zarzucają mu rozmycie tematu, zbędną kolorowość, słabe (i krótkie) bitwy, czy w końcu fatalna grę aktorską, w szczególności łamiącą serce Natalie Portman.

Tym razem film George Lucas pisał ponownie sam, tak jak i reżyserował. Znów zdjęcia kręcono w Australii. Jest to pierwszy film z sagi, który w całości był kręcony w studiu. Aktorzy nie wyjechali na lokacje. To nie znaczy, że ich w ogóle nie było. Lucas wysłał drugą ekipę, by nakręciła kilka ujęć, które umieścił w tle. I to nie byle gdzie, filmowcy pojechali do Szwajcarii, Tajlandii, Chin czy Etny. Formalnie są jeszcze zdjęcia z Tunezji, ale te zostały nakręcone przy okazji „Ataku klonów”.

Zdjęcia zaczęły się 30 czerwca 2003. Tym razem Lucasfilm dał nam wgląd w realizację filmu, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie. Po pierwsze Pablo Hidalgo, jeden z nowym wówczas redaktorów oficjalnej strony dostał za zadanie pisać krótkie reportaże z planu, dzień po dniu. Oczywiście były pewne restrykcje. Po pierwsze publikowano je na Hyperspace, płatnej części oficjalnej strony. Po drugie nie wchodził w fabułę. Opisywał wszystko tak by nic nie opisać. Budują coś tam z drewna, dziś na planie pojawił się Hayden Christensen, albo że żegnamy na planie Natalie Portman. Hyperspace wciągał też fanów w produkcję filmu, mogli zarówno nazwać pewne stwory, jak i szczęśliwcy pojawić się na planie. Jednocześnie Jonathan W. Rinzler również pracował dość intensywnie nad pierwszym swoim „Makingiem”. Inna zabawa z fanami, to choćby obiecanie im wykorzystanie jednej z postaci z Expanded Universe. Wyglądało, że to będzie Quinlan Vos, ale ostatecznie padło na kogoś innego.

Technologicznie ILM znów się bardzo postarał i sprostał wyzwaniom. Film może nie był tak przełomowy jak cyfrowy „Atak klonów”, ale kontynuował tę rewolucję. Dzięki Video Village Lucas w końcu mógł oglądać nagrany materiał zaraz po nakręceniu sceny. Mógł go nawet zacząć wstępnie montować. W końcu tym filmem osiągnął to, o czym od dawna marzył, czyli wymieszał proces twórczy. Do tego stopnia, że część scen można było pisać na planie, nawet nie przejmując się dekoracjami. Przecież był blue lub greenscreen. Tak powstała choćby scena w Operze, w dodatku podczas dokrętek, przynajmniej w tej finalnej wersji.

„Zemsta Sithów” zadebiutowała 19 maja 2005. No i stała się najbardziej dochodowym filmem roku, przebiła też „Atak klonów”. Jest też powszechnie lubiana i w przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów, uznawana za względnie dobrą. Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy epizod.

O III Epizodzie pisaliśmy nie raz. Z okazji dziesięciolecia przygotowaliśmy też specjalny tydzień.

Tydzień Zemsty Sithów:

W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Zemstą Sithów”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

„Nowa nadzieja” jutro w HBO

13



HBO przechodzi do klasycznej trylogii, czas więc na „Nową nadzieję”. czwarty Epizod zobaczymy już jutro, czyli w czwartek 17 sierpnia 2017 o godzinie 20:10. Powtórki kolejno w piątek (18 sierpnia) o 12:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na HBO HD. Dodatkowo przed seansami „Nowej nadziei” w tym tygodniu będzie szansa jeszcze raz zobaczyć „Zemstę Sithów” (w czwartek i w piątek).

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... Rycerze Jedi zostali wytępieni, a Imperium żelazną ręka sprawuje rządy nad całą galaktyką. Mała grupa Rebeliantów podejmuje walkę kradnąc tajne plany najpotężniejszej broni Imperium - tzw. Gwiazdy Śmierci. Najbardziej zaufany sługa Imperatora - Darth Vader musi odzyskać plany i odnaleźć ukrytą bazę buntowników. Księżniczka Leia - wzięta do niewoli przywódczyni Rebeliantów, wysyła sygnał z wezwaniem pomocy, który zostaje przechwycony przez zwykłego chłopaka z farmy - Luke'a Skywalkera. Wychodząc naprzeciw swemu przeznaczeniu, Luke podejmuje wyzwanie i rusza na ratunek Księżniczce chcąc pomóc Rebeliantom w obaleniu Imperium. W misji pomagają mu niezwykli sojusznicy - mądry Obi-Wan Kenobi, nieco arogancki gwiezdny awanturnik Han Solo i jego lojalny towarzysz Chewbacca a także dwa droidy R2-D2 i C-3PO.

„Nowa nadzieja” to pierwszy film z cyklu. Wyreżyserowany przez George’a Lucasa w 1977 rozpoczął fenomen, który trwa już blisko 40 lat. Występują: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Peter Cushing, Anthony Daniels, Kenny Baker, Peter Mayhew oraz David Prowse i James Earl Johns jako głos Vadera.

Następny epizod zobaczymy tydzień później.

„Zemsta Sithów” jutro w HBO

11



HBO kontynuuje projekcje „Gwiezdnych Wojen”, w tym tygodniu „Zemsta Sithów”. Trzeci Epizod zobaczymy już jutro, czyli w czwartek 10 sierpnia 2017 o godzinie 20:10. Powtórki kolejno w piątek (11 sierpnia) o 11:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na HBO HD. Dodatkowo przed seansami „Zemsty Sithów” w tym tygodniu będzie szansa jeszcze raz zobaczyć „Atak klonów” (w czwartek o 17:45 i w piątek o 09:10).

Lata po rozpoczęciu wojen klonów Sithowie ujawniają tysiącletni spisek, Republika rozpada się, a z popiołów wyrasta złowrogie galaktyczne Imperium. Potwierdzają się najgorsze obawy mistrza Jedi, Mace Windu (Samuel L. Jackson) - skuszony mocą Sithów Anakin Skywalker (Hayden Christensen) przechodzi na ciemną stronę, by przeobrazić się w rezultacie w Dartha Vadera - nowego ucznia Imperatora. Jedi zostają zdziesiątkowani, a Obi-Wan Kenobi (Ewan McGregor) i Mistrz Jedi, Yoda, muszą się ukrywać. Jedyną nadzieją dla Galaktyki są dzieci Anakina - bliźnięta, chłopiec i dziewczynka...

Trzeci chronologicznie film z 2005 to ostatni obraz w cyklu wyreżyserowany przez George’a Lucasa, kończący jego dzieło nad sagą. W pozostałych rolach występują: Natalie Portman, Frank Oz, Ian McDiarmid, Anthony Daniels, Ahmed Best, Kenny Baker, Bruce Spence, Silas Carson, Jimmy Smits i Christopher Lee.

Za tydzień kolejny Epizod, ale już w niedzielę zobaczymy „Łotra 1”.

Liam Neeson żywi się na krzywy ryj! A Hayden ma wielki problem z prequelami!

13

Okazuje się, że Liam Neeson jest obżartuchem i nie przepuszcza możliwości najedzenia się za darmo! Przychodzi, je i wychodzi. Otóż w pewnej kanadyjskiej restauracji - Big Star Sandwich, właściciele przed wejściem wystawili sobie napis: „Liam Neeson je tu za darmo”. Nie musieli długo czekać. Neeson przyszedł do knajpy i zapytał swoim charakterystycznym głosem, gdzie są jego darmowe kanapki. Skorzystał. Pozwolił sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. Cała sztuka polega na tym, by wiedzieć, gdzie akurat aktor kręci swój najnowszy film. Jak zobaczy taki napis, to przyjdzie. No a reklama jest, w sieci można się chwalić.



Pamiętacie jak Emilia Clarke narzekała, że na planie Hantologii nic jej nie mówią? Okazuje się, że aktorka ma podobny problem z „Grą o tron”. Zwyczajnie twórcy jej (i reszcie obsady) nie ufają. Nie zamierzają zdradzać im końcówki serialu! Emilia byłaby gotowana nawet przeczytać książkę, by się dowiedzieć, co dalej, a tu nic nie ma! Cóż, widać aktorka nie jest godna zaufania producentów, skoro na dwóch planach została podobne i potraktowana. Czyżby za długi język? Nas jednak jeszcze bardziej ciekawi, co nagrali w siódmym sezonie, że tak bardzo ją zastanawia, co dalej.

George Lucas uroczyście świętował 40-lecie „Gwiezdnych Wojen”. Z tej okazji zrobił sobie mały wypad do Europy i pojawił się na Formula 1 Grand Prix w Monaco. Ot taka niezobowiązująca majówka z dala od tego urodzinowego zgiełku. Szczęśliwie (lub też nie) dla niego firma Renault przygotowała małe wydarzenie związane z sagą. Nie ma to jak pojechać gdzieś daleko za swoją pasją, a tu praca czeka.



George świętował, a tymczasem Keira Knightley przeżyła ponownie prawdziwe chwilę grozy! Stalker znów zaatakował! Tym razem niejaki Mark Edmund Revil, który już wcześniej miał nakaz sądowy, by nie zbliżać się do aktorki, ani nie przebywać w pobliżu 100 metrów od jej domu, wykorzystał lukę w prawie i zatweetował! Zrobiła się afera, rozprawę przeciw niemu zaplanowano na wrzesień.

Jak wiemy Natalie Portman urodziła niedawno. Ale zanim to się stało, zagrała w teledysku Jamesa Blake’a, który wyreżyserowała Anna Rose Holme. Teledysk daje możliwość rzucenia okiem na krągłości aktorki.



Skoro zaś jesteśmy przy temacie dzieci, to ostatnio coś do powiedzenia w tej sprawie miał Hayden Christensen. Okazuje się, że on i jego żona, Rachel Bilson mają straszliwy problem z prequelami. Ich dwuletnia córeczka Briar Rose, coś już kuma z sagi, na szczęście niewiele, ale ma zakaz oglądania filmów pełnometrażowych. Zwłaszcza tych, w których jej tata przechodzi na ciemną stronę, podobno morduje młodzików (na pewno będą dziecku mówić, że skoro nie ma na filmie to nie zabił, że to tylko kłamstwa Kenobiego) i generalnie jest zły. Cóż, ten fakt rodzice starają się przemilczeć. Jest jednak jeden plus, otóż szczęśliwie Vader w „Zemście Sithów” ma niebieski miecz, jak wszyscy dobrzy. Łatwiej tym samym ukrywać prawdę o tym, co robił za młodu Hayden... Cóż, błędy przeszłości wcześniej czy później wychodzą.

P&O 233: Czy istnieje związek między gwardzistami a Mandalorianami?

2



Dziś mamy ciekawe pytanie o powiązania między dwiema organizacjami. Bazuje ono już na legendarnych źródłach, ale przecież może tam być ziarno prawdy.

P: Mam pytanie o Mandalorian (lud Jango Fetta i ich zbroję). Czerwoni Gwardziści Imperatora w „Powrocie Jedi” noszą hełmy bardzo podobne do tych, które nosili Mandalorianie w czasach Starej Republiki. Czy istnieje jakiś związek między nimi? Jeśli tak to jaki?

O: Oczywiście istnieje związek. Zgodnie z „Imperial Sourcebook” (podręcznik do RPG), pierwotnie opublikowanego w 1989, zbroja Gwardzistów widzianych w Epizodach II, III i VI, była inspirowana zarówno Mandaloriańską Eskadrą Śmierci (wspominaną później w komiksie Jango Fett: Łowy), oraz Słoneczną Gwardią Thyrsusa.

Ale to nie tylko kwestia czerwonych płaszczy, zakrywających ciało, ale także hełmów. Choć w tym przypadku tak na prawdę stare Mandaloriańskie projekty pierwotnie stały się podstawą inspiracji dla gwardii Senackiej, z której wywodzą się hełmy Czerwonych Gwardzistów.

ILM świętował 40-lecie „Nowej nadziei”

oficjalna
3

Wśród obchodów 40-lecia „Nowej nadziei”, poza Celebration, czy kilkoma artykułami wspominkowymi, miały też miejsce spotkania twórców. Dokładniej nieoficjalny zlot pracowników (w większości już byłych) po latach zorganizowało Industrial Light and Magic. 27 maja 2017 w miejscu zwanym obecnie 32Ten Studios (na północ od mostu Golden Gate) pojawili się weterani ILM. Miejsce nie jest przypadkowe. To właśnie tu przez prawie trzy dekady, od czasów „Imperium kontratakuje” po „Zemstę Sithów” urzędowała ILM.



Przyjechali żyjący twórcy nie tylko „Nowej nadziei”, ale całej oryginalnej trylogii. W tym modelarze, operatorzy kamer, technicy optyczni, pomocnicy, koordynatorzy produkcji, lalkarze a nawet kilku aktorów. Wszyscy spotkali się razem, by świętować 40-lecie debiutu ich wspólnej pracy, czyli właśnie „Nowej nadziei”, znanej wówczas raczej jako „Gwiezdne wojny”.





Organizatorką zjazdu była Rose Duignan, doświadczona producentka i była pracownica ILM. Blisko współpracowała z Georgem Lucasem w czasach „Nowej nadziei”.

Cała impreza była doskonałym sposobem by spotkać się po latach, ale też powspominać i bawić się. Losy ludzi w branży filmowej rozchodzą się bardzo różnie. Czasem ich drogi krzyżują się ponownie, gdy pracują nad wspólnymi projektami. Czasem nie. Dlatego dla wielu, była to pierwsza okazja, by spotkać się po bardzo długich latach.

Michael Quinn, który wcielał się w rolę Niena Nunba w „Powrocie Jedi”, gdy nie był potrzebny jako lalkarz, wspomina, że to było bardzo magiczne wydarzenie. Ci wszyscy ludzie, zrobili coś, czego nie zrobił nikt inny wcześniej. W teorii wydawało się, że to niemożliwe. A jednak dokonali tego i teraz pojawili się tutaj razem.

Robert Blalack, który rozpoczął budowanie działu optycznego w ILM przyjechał tu specjalnie na to spotkanie z Paryża. Wspomina, że budowanie ILM od początków w czasie tamtej produkcji przypominało trochę wyskoczenie z samolotu i ubieranie spadochronu podczas swobodnego spadania.





John Dykstra wspomina tamten czas jako pracę ze wspaniałymi ludźmi, doświadczenie które zmienia człowieka na resztę życia. Pamięta, że w ILM panował niesamowity entuzjazm, każdy starał się wspomóc pracę, nie tylko swojego działu, ale też wszystkich innych.

Tamten zespół stworzył razem coś, czego świat jeszcze nie widział. I co wciąż warto uczcić nawet, a może zwłaszcza po tych 40 latach.





Na zdjęciach można także zobaczyć Lorne’a Petersona, Richarda Edlunda, Phila Tippetta, Amy Young, Joe Johnstona,Miki Hermana, Davida Scotta czy Rose Duignan oraz wielu innych.

My z okazji 40-lecia przygotowaliśmy specjalny tydzień, z materiałami możecie zapoznać się tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Nawiązania do epizodu czwartego w animacjach

Różne
12



W tym tygodniu mija czterdzieści lat od kiedy "Nowa nadzieja" zmieniła oblicze kina - czy wręcz świata - na zawsze. Czterdzieści lat, podczas których "Gwiezdne wojny" ukazywały się w różnorakich formach. Mogliśmy śledzić przygody naszych ulubionych bohaterów na kartach książek czy komiksów, ruszać z nimi do walki wraz z klawiaturą czy kontrolerem w dłoniach czy po prostu oglądać jeszcze raz którąś część Sagi. Obok tych wszystkich mediów coraz większą rolę odgrywają seriale telewizyjne. Choć pierwsze z nich - "Ewoks" i "Droids" - ukazały się już w latach osiemdziesiątych, a współcześnie mamy całe zatrzęsienie kolejnych remake'ów w wersji LEGO, to w poniższym artykule skupimy się na dwóch seriach, które w istotny sposób rozszerzyły wszechświat (no i w tej chwili są jedynymi kanonicznymi): "Wojnach klonów" i "Rebeliantach". Fakty - choć jest ich tak dużo, że to na pewno nie wszystkie - zgrupowaliśmy tematycznie.

Postacie



Zacznijmy od tych najbardziej znanych, czyli Anakina vel. Vadera oraz Obi-Wana. Skywalker to szczególny przypadek, gdyż w "Nowej nadziei" wystąpił w swej ikonicznej, czarnej zbroi, nie widzimy żadnej organicznej części jego ciała - na to trzeba będzie poczekać do "Powrotu Jedi". "The Clone Wars" czyni sporo aluzji do jego przyszłego losu, głównie w warstwie psychiki, czyli powolnego zwracania się ku ciemnej stronie. Ale są też bardziej oczywiste aluzje. Pierwsza pojawiła się w "Jedi Crash", gdzie ciężko rannego Skywalkera trzeba było podłączyć do aparatury oddechowej. Słychać wówczas charakterystyczny, sapiący oddech, który po wydarzeniach na Mustafarze będzie mu towarzyszył do końca życia. Podczas tworzenia "Zemsty Sithów" artyści koncepcyjni stylizowali jego włosy tak, aby przypominały słynny hełm - na ten sam pomysł wpadli twórcy TCW. W odcinku "An Old Friend" Skywalker przychodzi do uwięzionej w celi Padme, a jego cień padający na żonę wygląda niemal identycznie jak Vader. Znaczące, biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że pomiędzy małżonkami wywiązuje się ostra kłótnia. Ale w serialach ukazywano nie tylko negatywne aspekty jego osoby - przykładowo, w "The Rise of Clovis" mieliśmy jedyną w TCW okazję na spojrzenie na prywatne kwatery Anakina w świątyni. Skłonność do pewnego rozgardiaszu Luke zapewne odziedziczył po nim, jak również zwyczaj zabawy modelami statków - senior ma myśliwiec Jedi, junior T-16.

Dzięki "Wojnom klonów" dowiedzieliśmy się też skąd właściwie Obi-Wan wziął imię "Ben". Początkowo miało być to pieszczotliwe przezwisko, jakim miała obdarzać go Satine, ale ani Filoniemu, ani aktorce Annie Graves zbyt pieszczotliwe się nie wydało. Pomysł jednak pozostał i w "Decepion" Kenobi używa tego przezwiska w kontaktach z Jedi, gdy przyjmuje tożsamość łowcy nagród Rako Hardeena. Nie używał swojego prawdziwego imienia prawdopodobnie dlatego, by Anakin, który cały czas był przekonany o śmierci mistrza, nie zaczął się domyślać, że coś jest nie tak. Na kolejne bezpośrednie nawiązanie do czwartej części trzeba było czekać do "Rebeliantów" i "Twin Suns", gdzie Ezra napotyka starszego już Kenobiego na pustyni. Jego model przypomina już bardziej sir Aleca Guinnessa, zmieniono nawet aktora - James Arnold Taylor ustąpił miejsca Stevenowi Stantonowi, który doskonale imituje zmarłego artystę. W chwili obecnej pozostaje pytanie jak na odbiór "Nowej nadziei" wpłynie fakt, że Obi-Wan wiedział o istnieniu innego Jedi, Ezry. Czemu nie powiedział o nim Luke'owi? Zapewne przekonamy się w czwartym, ostatnim sezonie.

Z raczej oczywistych względów w serialach nie może być wiele aluzji do Luke'a (w "Rebels" widać go jedynie jako odległą sylwetkę - notabele, to model Ezry), ale do Lei już owszem. Na razie widzieliśmy ją tylko raz, w "A Princess on Lothal", ale odcinek ten dał nam inne spojrzenie na nią. Widzimy bowiem jak nastolatka zajmowała się zadaniami dla rebelii pod przykrywką "misji pokojowych". Vader przejrzał ją bez trudu na pokładzie "Tantive'a". Z załogi "Sokoła" mamy też oczywiście Chewbaccę, który w serialach pojawił się co prawda tylko raz - w "Wookiee Hunt" - ale jest to wystąpienie dość znaczące. To dzięki niemu Ahsoka uczy się działać sama. Dalsze losy Wokieech pod rządami Imperium mogliśmy śledzić w "Rebeliantach".

"Rebelianci" dali nam sporo informacji na temat początków poszczególnych buntowników. Jeden ze słynniejszych pilotów Sojuszu, Wedge, pokazał się w "The Antilles Extraction". Młodzieniec wraz z Hobbie'em ("Imperium kontratakuje") uczęszczał do elitarnej akademii Skystrike, lecz z pomocą Sabine uciekł z niej i dołączył do buntowników. Co ciekawe, historia początkowo miała przestawiać dzieje Biggsa, ale twórcy w porę zdali sobie sprawę, że kłóciłoby się to z filmem - bo ten przecież musiał być w tym czasie na Tatooine.



Pierwszy bohater tylko i wyłącznie z "Nowej nadziei" pojawił się już w filmowym pilocie TCW. Mowa oczywiście o admirale Yularenie, który w czwartym epizodzie jest obecny podczas spotkania oficerów z Vaderem. Dzięki serialom wiemy, że mężczyzna podczas wojen klonów posiadał wysoki stopień wojskowy i brał udział w wielu kluczowych bitwach. "The Clone Wars" eksploruje jego relację z Anakinem, co bardzo zmienia sposób, w jaki patrzymy na scenę spotkania z EIV. Wulf pojawił się również w "Rebels" - zadebiutował w odcinku "Through Imperial Eyes", gdzie już dawno nie obejmował stanowiska we flocie, lecz był szefem Biura Bezpieczeństwa. Zdaniem twórców pod koniec wojen klonów wolał oddalić się od bezpośredniej walki. Widzimy jednak, że był równie inteligentny, co wcześniej, no i współpracował z samym Thrawnem.

Innym republikańsko-imperialnym oficerem, którego karierę mieliśmy okazję śledzić, jest Tarkin. Na jego debiut w animacji trzeba było czekać do trzeciego sezonu i aktu o Cytadeli. Kapitan od razu zaimponował Anakinowi swoimi stanowczymi poglądami na temat organizacji armii (nie zgadzał się, by to Jedi dowodzili) i choć nie do końca się zgadzali, to wytworzyła się między nimi nić porozumienia, nadszarpnięta trochę w piątej serii, gdy Tarkin stał się głównym oskarżycielem Ahsoki podczas jej procesu. W "Rebeliantach" powrócił już sporo starszy pod koniec pierwszego sezonu, gdzie od razu porozstawiał po kątach niekompetentnych podwładnych i narobił rebeliantom sporo kłopotów. Potem co prawda jego okręt został zniszczony, acz uciekł w porę (notabene, scena, w której oficer prosi go o opuszczenie okrętu, to niemalże kopiuj-wklej z NN). Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w Imperium - może właśnie dlatego na Gwieździe wolał zostać, aby nie wyjść na tchórza?

Odcinek "Sphere of Influence" przedstawił nam więcej na temat Greeda. Okazuje się, że już w czasach wojen klonów pracował w półświatku, bo porwał dzieci pantorańskiego senatora Papanoidy. Średnio mu to wyszło, co chyba jeszcze ugruntowało jego opinię nieudacznika. Ważniejsze jest jednak to, czego dokonał z jego historią oficjalny przewodnik po odcinku - stwierdził on, że w wyciętej scenie z "Mrocznego widma" (tej, w której młody Anakin bije się z Rodianinem) nie występuje, jak do tej pory, Greedo Starszy (ojciec), lecz sam Greedo. Widać od małego pakował się w kłopoty.



Animacje dały też więcej okazji do wystąpień dla gości z kantyny. Już w "Lightsaber Lost" pojawia się scenka, w której Ahsoka poszukuje danych o przestępcach na Coruscant i na monitorze widać podobiznę jednej z sióstr Toonika, Brei. Jakich wykroczeń się dopuściła? Jeśli ktoś zna aurebesh, może wyczytać, że jest poszukiwana za morderstwo. To na pewno ciekawa historia, której opowiedzenia może się podjąć nowy kanon. W trzecim sezonie, a konkretnie "Clone Cadets" mamy przedstawicieli dwóch ras z kantyny: Siniteena ("mózgowca") o imieniu Bric oraz Arcorę El-lesa. Obaj byli instruktorami klonów, lecz reprezentowali zupełnie inne podejście do nauki. Pod koniec serii, to jest w "Padawan Lost" wśród porwanych przez Trandoshan osób znajduje się Katt Mol - Snivvianin, który ma chyba ten sam gust w kwestii mody, co Snaggletooth, kolejny gość kantyny. Choć Ponda Baba w serialu nigdy się nie pojawił, to miał chyba brata bliźniaka, którego można zobaczyć na ulicach Abafaru w epizodzie "Missing in Action". Konkretnie mówiąc, jest to bliźniak ubierający się w strój, który Pondzie zaprojektował Kenner. A swoją drogą, w tym samym odcinku uważni mogą wypatrzeć plakat reklamujący gabinet chirurgii kosmetycznej doktora Evazana. Strach odwiedzać takie miejsce. Jeśli myślicie, że tylko Wuher miał uprzedzenia w stosunku do droidów - nic bardziej mylnego. Borkus, czyli właściciel baru na Abafarze, również ich nie akceptował. Nie wspominając o Zilkinach, czyli rasie Meebura Gascona, ale tu nie różnił się od sporej części antyfanów porucznika.

Jest też parę drobniejszych postaci. W "Rookies" jeden z klonów patrolujących platformę w placówce na Rishi ma numer 327. Choć nie tak popularny jak 1138, numer ten pojawia się parę razy w twórczości Lucasa - jest to między innymi oznaczenie hangaru na Gwieździe Śmierci, do którego zostaje ściągnięty "Sokół". W "Cloak of Darkness" mamy też droida 327-T.

W "Lethal Trackdown" pojawia się kolejna mniejsza postać - droid RA-7, który przebywa w barze Weequayów na Florrum, a który najwyraźniej mówi w tym samym dialekcie, co jedna z maszyn w piaskoczołgu Jawów. Czasem też występują bohaterowie z edycji specjalnej, jak choćby droid-gladiator K0-5D z "Nomad Droids", którego oparto na cyfrowo dodanych maszynach, które wałęsają się po uliczkach Mos Eisley. Choć nie można uznać go za postać mało ważną, to tajemniczy Ojciec z Mortis ma dość drobne powiązanie z czwartym epizodem - znika po śmierci tak samo jak Obi-Wan. Czy w ten sposób zjednoczył się z Mocą i gdzieś tam egzystuje jako duch - nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na to pytanie.

Twórcy wielokrotnie wpadali na pomysł ożywienia niewykorzystanych projektów, zwłaszcza McQuarriego. Dzięki temu w "Star Wars" pojawił się Derrown - łowca nagród przypominający latający grzyb. Pierwotnie przedstawiciel tej rasy miał być gościem kantyny, choć przypominał raczej roślinę, a nie inteligentną istotę. Nie można też zapominać o Zebie, który - jeśli wierzyć doniesieniom - w fazie konceptualnej był członkiem pięćdziesięciu różnych ras, aż w końcu zdecydowano się na skanonizowanie Lasatów, którzy to z kolei nie powstaliby, gdyby nie wczesne wersje Chewiego. Postanowiono to nawet wykorzystać in-universe, gdzie zarówno w "Rebels", jak i w towarzyszących publikacjach wspomina się o podobieństwie Lasatów i Wookieech.

Organizacje



W "Nowej nadziei" mamy oczywiście dwie główne frakcje, Sojusz Rebeliantów i Imperium. Choć "Wojny klonów" początkowo skupiały się wyłącznie na tytułowym konflikcie, to już od początku sezonu czwartego - wraz z odcinkiem "A War on Two Fronts" - zaczęły się subtelne aluzje do przyszłych walk. Mowa oczywiście o powstaniu na Onderonie, podczas którego Republika wysłała Jedi i klony, aby wytrenowali bojowników buntujących się przeciwko władzy marionetkowego króla osadzonego na tronie przez Separatystów. To właśnie z ich szeregów wywodzi się znany nam wszystkim Saw Gerrera i to właśnie Onderonianie stali się jedną z ważniejszych komórek rebelii. Jak na ironię, szkolił ich sam Anakin.

A co z Imperium? Tu proces powolnego przekształcania Republiki w rząd totalitarny możemy śledzić w całych "Wojnach klonów" głównie poprzez drobne rzeczy, takie jak rzucane tu i tam dwuznaczne słowa Kanclerza, czy coraz wyraźniejszą obecność wojskowych takich jak Tarkin. Prawdziwy przełom nastąpił w tetralogii o oskarżonej Ahsoce pod koniec sezonu piątego, gdzie staje się jasne, że Republika (i Jedi) chylą się ku upadkowi. Preimperialną architekturę widać w "The Jedi Who Knew Too Much" w bazie wojskowej, gdzie powiewają czerwone, przypominające nazistowskie flagi. Sala, w której dokonuje się sąd nad Barissą, żywo czerpie wiele drobnych elementów z wyposażenia Gwiazdy Śmierci. Aluzje polityczne widoczne są w serii odcinków o Clovisie z tak zwanych "materiałów bonusowych". W wyniku wielu intryg pod koniec Muunowie przekazują Palpatine'owi pełnię władzy nad Klanem Bankowym, co Senat wita burzą oklasków i jako jedna z nielicznych Mon Mothma jest wyraźnie zdegustowana. W "Rebeliantach" za wiele polityki nie ma, ale to nie znaczy, że jest w ogóle nieobecna. Już w pierwszym odcinku daje się do zrozumienia, że wojsko musi utrzymywać handel dysruptorami w tajemnicy przed Senatem, gdyż była to broń zakazana. We wczesnych latach Imperium organ ten jeszcze cokolwiek się liczył. W filmie, podczas spotkania oficerów, Tarkin przekazuje zebranym wieść o rozwiązaniu tego organu, co uznaje za powód do triumfu.

Technologia



Oba seriale dzieją się wcześniej na linii czasu, nic więc dziwnego, że pojawia się w nich sporo wynalazków z "Nowej nadziei". Jednym z nich jest oczywiście Gwiazda Śmierci. Pierwsze aluzje do niej możemy dostrzec już w trylogii o "Malevolence", gdzie scena odpalania działa okrętu jest łudząco podobna do lasera stacji kosmicznej. Potem jest długo, długo nic, aż do pierwszych odcinków nieukończonych (tzw. "animatics", czyli wstępnych wersji epizodów stworzonych prostą animacją) dziejących się na Utapau. W nich Anakin i Obi-Wan prowadzą śledztwo dotyczące śmierci mistrzyni Jedi, lecz prowadzi ich to do odkrycia ogromnego kryształu kyber, który koniecznie chcą zdobyć Separatyści. W trakcie okazuje się, że minerał potrafi absorbować ogromne ilości energii i odsyłać je z powrotem w postaci dobrze nam znanej, zielonej wiązki... Ostatecznie zostaje zniszczony, lecz Palpatine przy okazji dowiaduje się o jego niezwykłych właściwościach.

Watek potem podjęli "Rebelianci". Pierwsze, drobne aluzje do Gwiazdy możemy wychwycić już w "Breaking Ranks", gdzie Hera i Kanan namierzają transportowiec przewożący ładunek kryształów kyber i niszczą go. Potem długo nic się nie dzieje, aż ekipa trafia nad Geonosis w "The Honorable Ones". Nad planetą znajdują się dziwne sfery konstrukcyjne, a na powierzchni nie ma śladu po rodzimych Geonosianach. Wątek ten jest co prawda poboczny w tym odcinku, ale zostaje dalej rozwinięty w "Ghosts of Geonosis". Saw powraca po długim czasie, ale od razu możemy śledzić jego rodzącą się obsesję. Mężczyzna jest przekonany, że Imperium szykuje coś dużego i szuka tropów na planecie. Te doprowadzają go do tubylca - Klik-Klaka, który próbuje mu przekazać poprzez rysunki prawdę o Gwieździe. Rebelianci interpretują je jednak jako sferyczne kanistry z gazem, które znajdują głęboko w katakumbach. Niby mogłoby się wydawać, że sprawa zakończona, ale wiemy, że kryształy kyber i Gerrera pokażą się w czwartym sezonie. Zobaczymy jak blisko prawdy znajdzie się mężczyzna.

Architekci Gwiazdy Śmierci (Geonosianie? Galen Erso?) mieli też chyba coś do powiedzenia w sprawie Iglicy - więzienia, które pojawia się w "Rise of the Old Masters", choć wiemy, że placówka sięga swoimi korzeniami jeszcze czasów wojen klonów - to tam Sidious uwięził Dartha Maula po pokonaniu go na Mandalorze.

Pewien słynny pojazd pojawił się w "The Iron Sqadron". Chodzi o YT-2400, który został dodany w wersji specjalnej "Nowej nadziei" - przelatuje nad Mos Eisley. Stał się jednak sławniejszy w Legendach, gdzie poznaliśmy jego nazwę ("Outrider") i pilota, Dasha Rendara. Ekipa "Rebeliantów" raczej wprowadzać do kanonu postaci nie zamierza, choć dziwnie "krąży" wokół tego bohatera. Stąd pewnie pomysł, by w "Rebels" młodocianej "Żelaznej Eskadrze", jak zwie się grupa samozwańczych bojowników, dać ten sam model okrętu.

Bardzo wcześnie zobaczyliśmy też Y-wingi, bo pojawiły się w odcinkach o Malevolence. To one miały główną rolę w zniszczeniu okrętu Separatystów. Potem powróciły w drugim sezonie, a konkretnie w "Landing at Point Rain" i z tym odcinkiem związana jest ciekawostka: po raz pierwszy pojawiają się w czerwonym kolorze. Początkowo miały być takie w "Nowej nadziei", a z kolei X-wingi miały szczycić się niebieskimi barwami. Jednakże w latach 70. ten kolor zwyczajnie zlewałby się z błękitnym tłem używanym podczas kręcenia, więc X-wingi pomalowano na czerwono, a Y-wingi na żółto. W "Rebeliantach" mają już opinię przestarzałych, ale ekipa z "Ghosta" zdobywa je w "Steps into Shadow". Trafiają one do eskadry Złotych - tej samej, która lata podczas bitwy o Yavin. Z odcinka "Secret Cargo" wiemy, że miała ona sporą rolę w zawiązaniu formalnej rebelii, gdyż pomogła ekipie "Ghosta" uratować Mon Mothmę.



W trzecim sezonie byliśmy świadkami - jakże powszechnej w owym czasie - zmiany obowiązującego kanonu przez TCW. W odcinku "Supply Lines" śledzimy losy Baila Organy, który próbuje uzyskać u Toydarian pomoc dla Rylothu. Senator podróżuje na pokładzie "Tantive IV", czyli pierwszym okręcie, jaki widzimy w Sadze. Pojazd z TCW wymodelowano tak, by przypominał swą wersję z filmu, lecz przy okazji wyjaśniono, że okręt z "Zemsty Sithów" to wcale nie "Tantive", tylko "Sundered Heart". Różnią się one niewiele, ale jednak. "Tantive" powraca w pierwszym właściwym odcinku "Rebeliantów", "Droids in Distress".

Czasem mamy też drobniejsze nawiązania - ot choćby w "Death Trap" Boba Fett udaje kadeta-klona i wraz z nimi ćwiczy strzelanie do celów na pokładzie "Endurance". Stanowiska artyleryjskie są niemal te same, co na "Sokole", może więc tu i tu w projekcie palce maczali Korelianie? Alderaanianie mieli chyba rebelię we krwi, bo w trzecim sezonie ("Assassin") straż z tej planety nosi hełmy podobne do tych, które mieli żołnierze na "Tantive IV". Myszodroidy, które wałęsały się po korytarzach Gwiazdy Śmierci, po raz pierwszy zadebiutowały w animowanej formie w "Counterattack", choć Ahsoka wspomina je w pilocie. Pojawiają się w Cytadeli, która sama mocno czerpie wizualnie ze stacji bojowej Imperium.

W "Kidnapped" pojawia się statek łowców niewolników, "Tecora". Choć na pierwszy rzut oka nie ma wiele wspólnego z czwartym epizodem, to po uważnym przyjrzeniu się można dostrzec w niej sporo sprzętu z różnorakich lokacji NN, a nawet sześciokątne kształty rodem z garażu Luke'a. A w sezonie piątym ("Front Runners") możemy zobaczyć wieżyczkę obserwacyjną droidów niemal identyczną z tą, która pojawia się na Yavinie w "Nowej nadziei" i "Łotrze". Nawet w nowym kanonie mamy potwierdzone, że część Separatystów dołączyła do rebelii, może właśnie stąd pochodziła?

Zdalniaki pojawiły się po raz pierwszy na pokładzie "Sokoła", gdzie mieliśmy okazję widzieć jeden z pierwszych treningów Luke'a. Okazuje się, że urządzenia ta były dość powszechne - Ezra trenował z nimi na przykład w "Vision of Hope". Słynna zbroja generała Veersa nie była tak oryginalna, jak powszechnie myślano - w TCW podobny model nosił łowca nagród, a Tarkin i Thrawn zakładali identyczną, gdy szli na pole bitwy.

Pod pojęciem "technologii" mogą się również kryć urządzenia służące rozrywce. Załoga "Ghosta" miała na przykład na swoim pokładzie stół do dejarika taki sam, jaki był na "Sokole". Pierwszą rozgrywkę mieliśmy okazję oglądać w "Fighter Flight", potem załoga wielokrotnie do niej wracała.

Miejsca



W "Nowej nadziei" fizycznie obecne są tylko trzy planety: Tatooine, Alderaan i Yavin. Tą pierwszą widzieliśmy w obu serialach, w TCW pojawia się słynna kantyna (choć jej właścicielem nie jest jeszcze Wuher). Mieliśmy się dowiedzieć więcej o jej pustkowiach i kulturze Tuskenów w niedokończonych odcinkach, niestety poza konceptami i niedokończoną animacją nie wiemy wiele. Za to w "Rebelianatch" mieliśmy okazję poznać - dzięki "Twin Suns" - jak niebezpieczna może być pustynia. Alderaan w czwartym epizodzie jest widziany jedynie z kosmosu i jego wygląd na powierzchni zawdzięczamy "Zemście Sithów". Niemniej, planeta też jest w TCW - w "Assassin" widzimy jej piękne góry i doliny, a do tego jesteśmy świadkami nieudanej próby zamachu na Padme. Yavin dopiero nas czeka w czwartym sezonie "Rebels", ale jego pojawienie się na pewno zmieni sposób postrzegania tej planety w filmie.

To w "Nowej nadziei" po raz pierwszy usłyszeliśmy o słynnej trasie na Kessel, której przebyciem w rekordowo krótkim czasie chwalił się Han Solo. Sama planeta pojawiła się zaś po raz pierwszy w nowym kanonie w "Spark of Rebellion", czyli pilocie "Rebeliantów". Choć mocno zmieniła się w stosunku do Legend, to kluczowe elementy, takie jak wydobycie przyprawy, zostały zachowane. To na niej ekipa uwolniła Wookieech, a Kanan ujawnił się publicznie. Wspomniana przez Leię Dantooine podobno też ma wystąpić w "Rebels", choć na razie to jedynie plotka.

Lothal, czyli główne miejsce działań rebeliantów zwłaszcza w pierwszym sezonie, czerpie garściami z całej OT i prac McQuarriego. Domy farmerów wyglądają niemal identycznie, co te na Tatooine.

Cytaty



Ekipa od obu seriali dość swobodnie zapożyczała sobie ze słynnych słów to tu, to tam. Po zmianach dokonanych przez TCW i "Rebels" wiele kultowych dziś cytatów znalazło nowe życie. Oto niektóre z nich:

  • Podczas poszukiwania Anakina na pokładzie statku w "Dooku Captured" Obi-Wan natrafia na celę, w której rezydują uwięzieni Niktowie. Kieruje do nich słowa: "Nie jesteście więźniami, których szukam". Potem powtórzy je niemalże identycznie, gdy będzie próbował przekonać do odejścia szturmowców poszukujących droidów.

  • W "Children of the Force" admirał Yularen krzyczy "No! Lock them all down, hurry!" ("Nie, zamknij je wszystkie, szybko!"), co jest rzecz jasna lekko zmienioną wersją słów Threepio, który każe Artoo zamknąć wszystkie zgniatarki śmieci na Gwieździe Śmierci.

  • Czasem mamy aluzje również i do napisów początkowych. Tak jest w "Duchess of Mandalore", gdzie mandaloriański minister Jerec mówi w holonagraniu o "czasach wojny domowej" ("a time of civil war").

  • Myślicie, że słowa "Pomóż mi, Obi-Wanie Kenobi. Jesteś naszą jedyną nadzieją" wymyśliła Leia? Nic bardziej mylnego, ale wszystko zostaje w rodzinie - niemal to samo zdanie skierował Bail do Jedi w epizodzie "Cat and Mouse", gdy był uwięziony na Christophsis.

  • W czwartym sezonie twórcy zaczęli tak bardzo czerpać z oryginalnego filmu, że wręcz powtarzali całe sceny. Przykład tego mamy w sekwencji otwierającej "Nomad Droids", gdzie okręt Adi Galii zostaje zaatakowany przez Grievousa, lecz akcja skupia się nie na walczących, lecz na Threepio i Artoo, jak w "Nadziei". Przed pojedynkiem Gallia mówi: "Uderzyli w główny rekator", a w ANH droid protokolarny stwierdza, że: "Wyłączyli główny reaktor". Dwaj robotyczni przyjaciele próbują następnie wydostać się z korytarzy okrętu, unikając walczących (podobnie jak na pokładzie "Tantive"), aż docierają do wolnego Y-winga. C-3PO twierdzi, że zabieranie bombowca (jak również kapsuły ratunkowej) jest zabronione. Artoo w obu przypadkach i tak robi swoje. Podobnie rozpoczyna się odcinek "Point of No Return" z sezonu piątego, tylko tym razem nie ma cytatów.

  • W wyżej wymienionym epizodzie słynne słowa Obi-Wana - "Kto jest większym głupcem? Głupiec, czy ten, który za nim idzie?" - trafiły na ekran początkowy jako złota myśl.

  • Jeden ze słynnych tekstów Sagi, "Hello there", po raz pierwszy pojawił się w "Nowej nadziei", gdzie to pozdrowienie skierował Obi-Wan do Artoo na Tatooine. Potem w "Zemście Sithów" Kenobi wita tak Grievousa, ale okazuje się, że tekst ten wymyślił sam generał. Tak bowiem powitał przeciwnika w "Destroy Malevolence".

  • Zazwyczaj cytaty pochodzą od tej samej osoby, albo są jakoś ze sobą związane, ale nie zawsze. Tak jest w "The General", gdzie klon Hardcase ma za zadanie przedostać się do budynku wroga po cichu. Nie jest z tego powodu zadowolony i stwierdza: "Wolę otwartą walkę od tego całego skradania". Kilkanaście lat później Han Solo "pożyczy" jego słowa na pokładzie Gwiazdy Śmierci. A może jednak najsłynniejszy przemytnik w galaktyce miał coś wspólnego z klonami, bo ledwie odcinek później jesteśmy świadkami zrekonstruowanej niemal w stu procentach humorystycznej rozmowy, podczas której Solo próbował opóźnić przybycie posiłków do bloku więziennego. Tym razem rozmawiającym jest Fives, a stara się chronić skórę Hardcase'a, który zdemolował hangar. Zresztą, ta scena została niemalże tak samo powtórzona w "Rookies", kiedy droid-komandos stara się trzymać Cody'ego z dala od bazy na Rishi.

  • "Co dobrego przyjdzie jej z odwagi, jeśli się zabije?" - takie wątpliwości o wyczynach Steeli Gerrery wyraża Lux Bonteri. Nie on jeden był zamartwiającym się typem, bo niemalże tak samo mówił Luke o Hanie.

  • Kenobi nawet w swych młodszych latach był skarbnicą mądrości i umiał oprzeć się ciemnej stronie. Gdy Maul kusił go w "The Lawless", odparł: "Możesz mnie zabić, ale nigdy mnie nie zniszczysz". Tak samo odpowiedział byłemu uczniowi na pokładzie Gwiazdy Śmierci, tylko jego słowa nabrały więcej sensu, bo w epizodzie czwartym był już po szkoleniu u ducha Qui-Gona, a zatem naprawdę wiedział jak pokonać śmierć. Maul z kolei w tym samym odcinku mówi o Sidiousie: "Czuję obecność, której nie czułem od...". Dziwne, bo Vader tego nie słyszał, ale tak samo zaniepokoił się przybyciem Kenobiego na stację. Może był to popularny zwrot wśród Jedi? Bo Kanan identycznie mówi o Vaderze w "The Siege of Lothal".

  • Anakin, nawet jako Vader, nie zawsze ma mordercze tendencje. Słów "Ustawić broń na ogłuszanie! Chcę mieć ją żywą!" użył dwa razy: podczas pościgu za Ahsoką w "The Jedi Who Knew Too Much" i poszukiwań Lei na pokładzie "Tantive IV".

  • Tu aluzja słowna nieco innego rodzaju: w "Sacrifice" pojawia się po raz pierwszy (i na razie jedyny) kanoniczny Darth Bane, który przemawia głosem... Marka Hamila. Aktor, jak wiemy doskonale, potrafi grać nie tylko miłującego jasną stronę Luke'a, czego przykładem jest jego bodaj druga najsłynniejsza rola, Joker.

  • W "Twin Suns" pod koniec epizodu możemy usłyszeć dziwnie znajomy głos ciotki Beru wzywającej Luke'a do domu... nic dziwnego, bo jej głos został przekopiowany wprost z filmu.

Varia



Tutaj zbieramy wszystko to, co w taki czy inny sposób nie pasuje do reszty. Często są to dość nietypowe mrugnięcia okiem w stronę filmu lub też sceny odtworzone z niemalże stuprocentową dokładnością.

  • W "Rising Malevolence" Plo Koon i klony zostają uwięzieni w kapsułach ratunkowych, na które polują droidy bojowe. Jedna z nich ma numer 1977, czyli rok premiery czwartego epizodu.

  • W "Bombad Jedi" Jar Jar udaje mistrza Jedi i w związku z tym wkłada szatę Anakina. W pewnym momencie musi uciekać przed droidami i chowa się pod wodą, zostawiając odzienie na powierzchni. Maszyny znajdują jedynie puste odzienie, co - zdaniem Henry'ego Gilroya - zostało uczynione z myślą o znikającym ciele Obi-Wana po pojedynku z Vaderem. Zresztą, finał TCW - jeśli oczywiście nie liczyć nieukończonych odcinków - odpowiada między innymi na pytanie dlaczego niektórzy Jedi stawali się duchami, a inni nie. Kapłanki Mocy, u których można było przejść odpowiednie szkolenie, po zdjęciu szat znikają niemal tak samo, jak Obi-Wan po śmierci. Może ma to pokazać, że ciało jest, jak mawiał Yoda, tylko skorupą?

  • Scena "pożyczenia" zbroi od szturmowców na pokładzie Gwiazdy Śmierci jest jedną z zabawniejszych w czwartym epizodzie. Pewnie dlatego ekipa postanowiła uczynić do tego aluzję w "The Lawless", tylko tam Obi-Wan okrada nie szturmowca, lecz Mandalorianina.

  • Wspominaliśmy wyżej o wyraźnych aluzjach do Imperium pod koniec sezonu piątego TCW. Objawia się to nawet w stylistyce scen, gdy w "The Jedi Who Knew Too Much" Tarkin wchodzi do celi Ahsoki niemal tak samo, jak Vader do pochwyconej Lei.

  • W "Droids in Distress" Artoo pracuje potajemnie dla powoli organizującego rebelię Baila Organy. Pod koniec odcinka mężczyzna nachyla się nad droidem tak, jak czyniła to jego córka, gdy wkładała kartę z danymi do astromecha. Nawet ujęcie kamery jest podobne.

  • Większa część sekwencji walki z AT-AT w "Relics of the Old Republic" widziana z perspektywy Ezry to niemalże kopia tego, co robił Luke podczas próby zniszczenia Gwiazdy Śmierci. Obaj próbowali najpierw polegać na przyrządach celowniczych, a dopiero potem otworzyli się na Moc.

  • Astromechy muszą się najwidoczniej mieć na baczności i nie dać porazić prądem. Artoo został zaatakowany przez Jawów, a scena ta została w bardzo podobny sposób powtórzona w "Always Two There Are", tylko tym razem ofiarą jest Chopper, a atakują go nie mieszkańcy Tatooine, lecz droid ID9 należący do Siódmej Siostry.

Aluzji jest z całą pewnością więcej; do wychwycenia często wymagają sprawnego oka oraz umiejętności kojarzenia. Twórcy się w nich lubowali i z całą pewnością w nadchodzących latach zobaczymy jeszcze nie raz "Nową nadzieję" odtworzoną w taki czy inny sposób w animowanej formie.

Iain McCaig o alternatywnym zakończeniu „Zemsty Sithów”

49

Jakiś czas temu Iain McCaig, artysta koncepcyjny, który pracował zarówno nad prequelami, jak i filmami Disneya, pojawił się na Academy of Art University, gdzie prowadził swój panel. Samo wydarzenie można zobaczyć tutaj. McCaig pokazywał rysunki nad którymi pracował, także do „Gwiezdnych Wojen” i opowiadał przy tym ciekawe anegdotki. Jedna dotyczy alternatywnego zakończenia „Zemsty Sithów”.


Otóż jak wspomina McCaig postać Padme miała umrzeć inaczej niż tracąc wolę życia. Postać grana przez Natalie Portman miała stanąć przed tragicznym wyborem. Senator zaczęła doskonale rozumieć, kim stał się Anakin/Vader. Mieliśmy zobaczyć ich romantyczne pożegnanie na Coruscant, zaś po jego odlocie ona miała spotkać się z politykami, którzy tworzyli już podwaliny pod Sojusz Rebeliantów. Padme miałby w tym istotny udział, ale to nie wszystko. Poleciałaby na Mustafar, by zabić Anakina. McCaig wspomina, że jeśli przyjrzymy się dokładnie konceptom ukazującym Padme w wulkanicznej scenerii, można dostrzec gdzieś ukryty nóż. Był narysowany, zapewnia artysta. Padme miała zbliżyć się do Anakina i próbować go zgładzić, ale z drugiej strony nie była w stanie tego zrobić. Za bardzo go kochała. Wtedy pojawia się Obi-Wan i dalej już mniej więcej wygląda to podobnie, z tym, że to Vader jeszcze bardziej przyczyniłby się do jej śmierci.

Ostatecznie ta wersja została zarzucona. Padme zaś zamiast lecieć zabić Anakina leci go wybawić, co jej się oczywiście nie udaje. Warto dodać, że zarówno za ostateczny scenariusz, jak i jego wcześniejsze wersje odpowiada George Lucas. To on ostatecznie wybrał tę wersję, w której Padme do końca pozostaje czysta i w pewien sposób naiwna, ale jak wiemy z VI Epizodu miała w tym trochę racji.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.