Wojny Klonów

Wojny Klonów: Odcinek XV

Autor: Lord Sidious
Na podstawie serialu "Clone Wars" Genndy'ego Tartakovsky'ego
Autorzy oryginalnych scenariuszy:
Bryan Andrews
Mark Andrews
Darrick Bachman
Paul Rudish
Genndy Tartakovsky
George Lucas
Redakcja i korekta: Wedge

Bastion Polskich Fanów Star Wars, Stopklatka i autorzy
nie czerpią żadnych dochodów z opublikowania poniższych treści.
Adaptacja jest wykonana przez fanów dla fanów.








O D C I N E K


15



I.

Niczym rzucony sztylet, tak srebrzysty okręt senator Amidali przemierzał kosmiczną pustkę, a na jego pokładzie w samotnej izbie siedział Mistrz Yoda i medytował. Miał zamknięte oczy, był skupiony na Mocy. Podniósł nagle głowę i szeroko otworzył powieki. Przez chwilę skupił się na ulotnym obrazie, który podsunęła mu Moc. Delikatnie chwycił jego wirujące nici, składając wszystko w wyraźną całość.

Wiedział.

- Na Ilum udać się musimy! – mruknął do siebie.

Krocząc tak szybko, jak tylko pozwalał mu wiek, poszedł do innej części statku. Tam, w bogato rzeźbionym fotelu, siedziała Padmé Naberrie, reprezentantka planety Naboo. Zabawne, że to ona przewodziła opozycji przeciw stworzeniu Wielkiej Armii Republiki, a okoliczności uwikłały ją w walkę jak mało którego senatora. Podobnie jak Yoda była na Geonosis i walczyła u boku innych Jedi i klonów przeciw Separatystom. Cóż, jej charakter zdecydowanie nie pozwalał jej stać z boku, podczas gdy inni ryzykowali swe życie w obronie pokoju i sprawiedliwości. Odwagi na pewno jej nie brakowało.

W pomieszczeniu prócz kobiety byli też kapitan Gregar Typho – jej lojalny szef ochrony – oraz dwa droidy.

- W żadnym wypadku! – oponował jednooki oficer. – Nie możesz ryzykować życia pani senator w ten sposób! – rozemocjonowany Typho zrobił krótką przerwę, podczas której odwrócił się plecami do małego zielonego Mistrza Jedi i spojrzał na Amidalę. – Moja pani, muszę zaprotestować!

- Hmm – mruknął Yoda. – Bardzo mało czasu zostało, pani senator. To nasza jedyna nadzieja na Jedi uratowanie. Na Ilum musimy się udać, natychmiast.

- To nie jest statek ratunkowy! – czarnoskóry Typho, odziany w typowy dla nabooiańskiej gwardii skórzany mundur, mówił wyraźnie podirytowanym głosem. – Czy mogę przypomnieć, Mistrzu Jedi, że mamy ważniejszą misję?

Kapitan od lat był ochroniarzem Padmé, wcześniej, gdy była ona jeszcze królową Naboo, to stanowisko zajmował jego wujek – kapitan Panaka, obecnie szef ochrony nowej królowej Jamilli – więc można było powiedzieć, że Gregar kontynuował rodzinną tradycję. Tym bardziej przywiązywał do swojej pracy większe znaczenie. Inna sprawa, że znał dokładnie swoją podopieczną i wiedział, że ma ona talent do pakowania się w kłopoty. Jednym z nich był z pewnością fakt, że ukrywała przed galaktyką swój związek z jednym z najbardziej obiecujących Jedi, Anakinem Skywalkerem.

Yoda spojrzał na niego, podniósł dłoń i rzekł:

- Mały objazd misji naszej nie zagrozi.

Kapitan, który dotychczas patrzył na niego z góry, wyprostował się i ponownie spojrzał na panią senator.

- Mały objazd misji naszej nie zagrozi – powiedział już spokojnie.

Padmé zrobiła wielkie oczy, ale natychmiast zrozumiała, co jest grane. Spojrzała na Mistrza Jedi i uśmiechnęła się. Przypomniała sobie od razu chwilę, gdy wraz z ukochanym Anakinem opuściła Theed i udała się na łąkę. Właśnie tam rozmawiała z nim o sztuczkach myślowych Jedi… Teraz miała okazję zobaczyć je w działaniu.

- Życie pani senator zagrożone nie zostanie – dodał cichutko Yoda.

- Życie pani senator zagrożone nie zostanie – Typho nawet nie spojrzał na małego Mistrza, jedynie powtórzył jego słowa nawet z charakterystyczną dla nich składnią, swoją pewność podkreślając zdecydowanym zaciśnięciem pięści.

Nawet C-3PO i R2-D2, obserwujące to wszystko droidy, widząc, co się dzieje, poczuły się niezręcznie. Odwróciły się ku sobie i spojrzały porozumiewawczo.

- Uratować życie Jedi musimy! – zakończył Yoda, zamykając oczy.

- Uratować życie Jedi musimy! – rzekł stanowczo kapitan.

Rozbawiona Padmé zerknęła na swojego ochroniarza i powiedziała:

- Mistrzu Yodo, jestem przekonana. Mój kapitan nie musi mnie dalej… namawiać.

- Hę? – jęknął zdezorientowany Typho i podrapał się po głowie.

- Hmm… – Mistrz Jedi jedynie się uśmiechnął.

Amidala wstała ze swojego fotela.

- Kapitanie, spraw byśmy jak najszybciej dotarli na Ilum.

- Tak jest, moja pani – mruknął niechętnie.

Cała trójka chwilę później opuściła komnatę, zostawiając w niej dwa droidy.

- Ilum? – zapytał C-3PO – Ta planeta jest po drugiej stronie systemu!

Baryłkowaty R2-D2 odpowiedział mu skomplikowaną sekwencja gwizdów i pisków, po czym przy tym również ruszył do wyjścia.

- Mały objazd? – zdziwił się droid protokolarny, idąc w ślady mniejszego astromecha. – Choć właściwie… to nie mam ważniejszych miejsc, które wymagają mej obecności…



II.

Ilum była górzystą, pokrytą śniegiem planetą, znaną w galaktyce przede wszystkim jako źródło adegańskich kryształów, które Jedi wielokroć wykorzystywali podczas tworzenia swoich mieczy świetlnych. Po raz pierwszy znaleziono je w systemie Adegan, stąd taka nazwa. Ich wyjątkowa wytrzymałość i więź łącząca kryształy z ich właścicielami oraz Mocą powodowała, że Zakon wciąż używał kryształów z Ilum, a wielu Rycerzy wraz ze swoimi Padawanami przybywało tu, by dopełnić ważnego etapu szkolenia, jakim było ukończenie swojego miecza świetlnego. Tak właśnie było z Luminarą i jej uczennicą Barriss. Odwiedzających tę planetę Jedi na przestrzeni lat były całe tysiące, ale nie wszyscy przybywali tu tylko po kryształy.

Były też i inne ważne próby. Gdy Obi-Wan i Anakin przylecieli do Grot parę ładnych lat temu, młodzieniec musiał przejść jeszcze jedną próbę – zmierzyć się z demonami siedzącymi w nim samym. Projekcja Mocy podsunęła mu wizerunek ducha Lorda Sithów, którego Obi-Wan Kenobi zabił na Naboo. Kolejny test Jedi… choć dla Skywalkera wyglądało to tak prawdziwie. Walcząc i pokonując diabelskiego mordercę Qui-Gon Jinna, Anakin zdołał ukończyć swój pierwszy miecz i zwyciężyć własny lęk.

Ale krajobraz Ilum nie wyróżniał się jedynie górami, o wiele bardziej charakterystyczny był tutejszy wszechobecny śnieg. Nawet nubiański okręt Amidali musiał lecieć wolniej, by móc wylądować bezpiecznie w nieustających, wszechobecnych śnieżycach. W końcu usiadł na ziemi, właz opadł, a po rampie zszedł, podpierając się laską, opatulony w płaszcz Jedi Mistrz Yoda. W pewnym momencie zatrzymał się, słysząc śledzące go kroki. Zerknął przez ramię i powiedział:

- Zostać na okręcie musisz.

Za nim stała ubrana w biały, elegancki płaszcz z kapturem, Padmé.

- Niebezpieczeństwo wyczuwam – dodał zielony Mistrz.

Kobieta wyraźnie się tym nie przejmowała. Zeszła rampą w dół i powiedziała:

- Mistrzu Yodo, nie mogę ci pozwolić, byś wyruszył w misję ratunkową samotnie – mówiąc to ukucnęła, by móc patrzeć mu w oczy.

To właśnie była cała Padmé, nigdy nie liczyła się z własnym życiem, ważniejsze było dla niej ratowanie innych. Jeszcze będąc królową Naboo, podczas awaryjnego lądowania na Tatooine, przyłączyła się do wyprawy Qui-Gon Jinna, która miała wyciągnąć ich z tamtej planety. Tyle, że wtedy nikt prócz Panaki i dworek nie znał jej prawdziwej tożsamości. Ale dzięki tej wycieczce poznała małego chłopca, który później odmienił jej życie. Pamiętała też jak wiele lat później, znów będąc na Tatooine, siedzieli z Anakinem na jej statku i słuchali, jak Mistrz Windu rozkazuje im zostawić Obi-Wana na pastwę Geonosjan. To ona znalazła interpretacyjną lukę w rozkazach Jedi i to ona zasugerowała, by wyruszyć Kenobiemu na ratunek. Znów okazało się, że podczas tej wyprawy znalazła coś, czego się nie spodziewała. Odkryła swą miłość do młodego Skywalkera.

- Sam udać się muszę, aby misja ratunkowa sukcesem zakończyła się – rzekł.

Nie powiedziała na to nic, jedynie schyliła głowę, a jej mina posmutniała.

Yoda uznał, że to nawet zabawne, że wiotka pani senator troszczy się o los największego żyjącego Mistrza Jedi. Było w tym pewne kuriozum. Jednak widząc jej minę również spochmurniał. W końcu dodał:

- Odezwę się, jeśli pomocy potrzebować będę.

Od razu uśmiech ponownie zagościł na jej ślicznej twarzyczce.

III.

Yoda samotnie wspinał się na górę, zostawiając okręt za sobą. Szedł dalej, targany mroźnym wiatrem, ale pomimo padającego śniegu ani na chwilę się nie zatrzymał. W końcu doszedł do skarpy, z której widział znajdujące się wejście do Kryształowych Grot, w której wyczuwał obie Jedi. Przystanął na kilka sekund skupiając się w Mocy. Szalejący wiatr błyskawicznie zacierał odciśnięte w śniegu ślady jego trójpalczastych stóp.

Coś było nie tak. Wyczuwając bliskie zagrożenie, Yoda pochwycił miecz, zapalił go i oddał się Mocy. Zanurzył się w jej nurcie i nagle to wyczuł – ciemne punkty niebezpieczeństwa, otaczające go wszędzie wokół.

Ciął.

Wyczuł, jak miecz trafia dokładnie w niewidzialnego wroga. Yoda ruszył po śniegu, pozwalając, by Moc kierowała jego ciosy w słabe punkty przeciwnika. Za moment jak za sprawą magii, wokół pojawiły się droidy Separatystów. Zniszczone mieczem maszyny drgnęły i runęły na ziemię.

A więc to tak. Droidy wyposażone w urządzenia maskujące. Yoda rozpoznał w nich model klasy Spelunker, wykorzystywany niegdyś przez Gildię Kupiecką do operacji górniczych. Choć wtedy raczej nie był on uzbrojony w kamuflaż i potrójne działka laserowe na korpusach.

Moc podpowiedziała zielonemu Jedi, że walka dopiero się rozpoczęła. Jeden z probotów skoczył na małego Jedi, ale ten zrobił unik. Droid rozglądał się nie widząc, gdzie podział się Yoda, a ten spokojnie wspiął mu się na metaliczne ramię, po czym jednym ciosem odciął głowę. Stary Mistrz odskoczył unikając eksplozji i wylądował w śniegu, z laską w lewej i zielonym mieczem w prawej dłoni.

Wokół Mistrza Jedi ponownie zaroiło się od robotów. Maszyny zrozumiały, że kamuflaż w przypadku tego wroga na niewiele się zda, więc ich oprogramowanie kazało im oszczędzać energię, przekazując ją do działek. Tymczasem Yoda, otoczony przez tuziny droidów, nie czekał zbyt długo, wskoczył na jednego z nich i zaczął je ciąć, chwilę później skakał między nimi, wymachując swym mieczem zbyt szybko, by elektroniczne mózgi probotów mogły wybrać skuteczną metodę kontrataku. Oto Yoda, mistrz Ataru, akrobatycznej Czwartej Formy walki na miecze świetlne, pędził między nimi jak burza, skacząc i tnąc ostrzem po wrażliwych mechanizmach. Wiele z probotów rozpadło się na części, ale nie wszystkie.

Jedi uciekał, a wrogowie ruszyli za nim w pogoń. Przed nim pojawił się jeszcze jeden – Yoda wskoczył na niego, usadowił na robociej głowie i począł odbijać mieczem skierowane ku niemu blasterowe bolty. Promienie wracały z powrotem do swojego źródła, trafiając kolejne droidy, które w chmurze iskier i ognia ulegały dezintegracji.

Mistrz zauważył, że za jego plecami znajduje się urwisko, niewiele brakowało, by spadł tam razem z probotem, na którym stał. Ale wrogowie wciąż napierali, nie dając mu chwili wytchnienia. W końcu jeden z nich trafił w głowę mechanicznego wierzchowca Yody – Mistrz odskoczył i powoli opadł w przepaść, pozwalając, by błysk eksplozji osłonił go na moment od nieprzyjacielskiego ognia. Dzięki Mocy gładko wylądował na śniegu obserwując, jak pozostałe droidy stają na krawędzi skarpy.

Wszystkie co do jednego.

Nikt nie mógł sobie wymarzyć lepszej sytuacji.

Jedi użył Mocy. Zalegający na stoku pobliskiej góry śnieg zaczął się zsuwać, sprowadzając w dół lawinę. Spelunkery zorientowały się za późno, a żadna technologia nie była w stanie zatrzymać setek ton pędzącego śniegu. Droidy Separatystów nie miały najmniejszych szans.

IV.

Yoda samotnie, znów opierając się o lasce, wkroczył do Grot. Panował w nich półmrok, a cień Mistrza na podłodze był nieproporcjonalnie większy od niego samego. Krocząc wzdłuż antycznych, wykutych w skale kolumn, przewodniczący Rady Jedi dotarł do zwałowiska skał. Zamknął oczy, zamieniając się w świetlisty punkt w polu Mocy. Pod skalnymi blokami wyczuł żywe aury dwójki Jedi.

Pierwszy z przygniatających je głazów drgnął i uniósł się w górę.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,11
Liczba: 18

Użytkownik Ocena Data
Bobba 10 2009-12-19 20:53:02
Wojtek K. 10 2008-03-08 20:27:02
Syf Lord<yeah> 10 2007-02-21 11:02:46
mgmto 10 2007-02-20 14:54:35
the chosen one 10 2007-02-19 20:26:50
Draygo 10 2007-02-19 09:43:54
Lord Bart 10 2007-02-17 23:08:06
Horus 10 2007-02-17 22:22:37
Melethron 9 2010-02-27 23:56:06
Mopherus 9 2008-03-04 17:15:48
Rusis 9 2007-03-18 11:11:56
claudia 9 2007-02-20 17:02:22
Carth Onasi 9 2007-02-17 22:33:37
Lord Sidious 8 2009-02-10 18:16:03
Włóczykij 8 2007-02-17 21:49:57
Mistrz Seller 8 2007-02-17 20:23:58
Wedge 8 2007-02-17 19:54:27
Mroczna Jedi 7 2008-04-11 16:22:27

Tagi: Clone Wars (63)

Komentarze (22)

Super odcinek. gdy jechałem na wakację, to go wydrukowałem i z kilkoma innymiz zabrałem ze sobą :P 10/10

..ocenę średnią przyznać musimy, hmm...

Oglądałem ten odcinek na youtube...Ciężko napisać cosik lepszego

Czy ty aby, Lordzie, nie sugerujesz, że kpt Typho jest idiotą? Moc oddziałowuje tylko na słabe umysły (fakt, że Yoda plasuje się w ścisłej czołówce jej użytkowników, ale wątpie, żeby szefem ochrony senatora zostawa ł pierwszy z brzegu "służbista" ).

Ogólnie jednak- sięgasz ideału(powoli, ale skutecznie). Życzę weny.

..ocenę wysoką przyznać musimy, hmm...

bardzo dobrze 10 !!!!!

Acha... jak młodzieżowa to podziękuję. Za nią i za info :)


... Wielki Łedżu :D

Młodzieżowe, ale normalne i kanoniczne, tak jak Uczeń Jedi, Boba Fett albo The Last of the Jedi.

Ale to jest seria dla normalnych :P fanów czy ta dziecinna edycja...??

Lordzie, widzę po recenzji, że to jest dokładnie fabuła komiksu "Jedi Quest". Czyli wyraźnie jest to komiksowa adaptacja książki... albo na odwrót. Dobrze wiedzieć :)

A konkretnie w komiksie "Jedi Quest" :)

Bart - to w serii Jedi Quest jest ;)

Mały objazd misji naszej nie zagrozi. - jakoś gramatycznie to brzmi dziwnie. I nie chodzi tu o gramatykę Yody :D

Były też i inne ważne próby. Gdy Obi-Wan i Anakin przylecieli do Grot parę ładnych lat temu, młodzieniec musiał przejść jeszcze jedną próbę – zmierzyć się z demonami siedzącymi w nim samym. Projekcja Mocy podsunęła mu wizerunek ducha Lorda Sithów, którego Obi-Wan Kenobi zabił na Naboo. Kolejny test Jedi&#8230; choć dla Skywalkera wyglądało to tak prawdziwie. Walcząc i pokonując diabelskiego mordercę Qui-Gon Jinna, Anakin zdołał ukończyć swój pierwszy miecz i zwyciężyć własny lęk. - o a to jest baaardzo ciekawe bo pierwszy raz słyszę to historię... jest gdzieś o tym więcej?? oficjalna/wikia/komiks??


Ładnie napisane. Poza tym Yoda zawsze rządzi, więc... dycha :D

Bardzo ładnie, Lordzie. Ocena 9/10

Prawie genialne gdyby nie te powtórki z poprzedniej części ? wykorzystywany niegdyś przez Gildię Kupiecką do operacji górniczych. Choć wtedy raczej nie był on uzbrojony w kamuflaż i potrójne działka laserowe na korpusach - było | Maszyny zrozumiały, że kamuflaż w przypadku tego wroga na niewiele się zda, więc ich oprogramowanie kazało im oszczędzać energię, przekazując ją do działek też było| No w każdym razie zasługuje na 10

O dżizas! Dopiero zobaczyłem kto jest autorem! Najlepsze! Najwspanialsze! Lordzie Sidious Ty jesteś prawdziwym Artystą!!! ;D

Yoda to prawdziwy Jedi...Spokoj, harmonia, pogoda ducha... Nawet jak ich rozwalal, ni czul zadnej satysfakcji, oraz zadnego bolu. Dobry ziomek ;]

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.