Komiksy

Rogue Leader


Tytuł oryginału: X-wing: Rogue Leader #1-#3
Scenariusz: Haden Blackman
Rysunki: Tomás Giorello
Tusz: Jason Rodriguez
Litery: Michael David Thomas
Kolory: Michael Atiyeh
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA TPB: Dark Horse Comics 2005



Recenzja Lorda Sidiousa

Krótko po bitwie o Endor....
Są komiksy, które są doskonałymi historiami, są też takie, w których forma bije na głowę treść. Tak właśnie jest w przypadku „X-Wing: Rogue Leader”.

Ten komiks jest bardziej propogandowy, niż jakikolwiek inny jaki zdarzyło mi się czytać. Po pierwsze widzimy tu Eskadrę Łotrów, która gasi lasy na Endorze, po bitwie, fakt, że robi to dopiero po Bakurze, ale jednak robi. Druga rzecz to zmagania z Imperialnymi terrorystami, którzy atakują Korelię. I właściwie to jest główna historia, no może jeszcze los Sullustanina Ten Numba, acz tu po tym wszystkim, co przeczytałem miałem ochotę by go zabito.

Akcja niestety jest posuwana dość wolno, a w dodatku jest strasznie przewidywalna. W tym względzie poczułem pewien zawód, wobec tego, co zaprezentował Haden Blackman (twórca lub współtwórca Obsesji, Jango Fett Open Seasons, kilku opowieści w Wojnach Klonów, ale również i współtwórca książki Star Wars Galaxies: Ruins of Dantooine). Cierpi ona na coś, co można by nazwać kompleksem zrobionego na siłę prequela, a zatem znając dalsze losy bohaterów wiemy, komu nic się nie stanie, wiemy, że na pewno uda im się wygrać, i możemy jedynie przypuszczać, kto jest przeznaczony do odstrzału, skoro nie ma go w późniejszych częściach. Niestety wszystko tu się sprawdza. Zastanawiam się czasem, jaki sens jest robienia opowieści przed, która niewiele wnosi, znaczy tam gdzie wiemy, że coś się stało z bohaterem, ale nie wiemy jak (np. Anakin przechodzi na Ciemną Stronę), historia nabiera nowych rumieńców, ale tam gdzie dostajemy tylko kolejną przygodę przed, właściwie w sposób prostej eliminacji wiadomo, kto przeżyje a kto nie. Może właśnie przez to historyjka ta nie wypadła w moich oczach dobrze.

Ale niewspółmierne do jej walorów, są zalety rysunków. Thomas Giorello moim zdaniem przeszedł sam siebie, a rysunki przedstawiające Goraxa hasającego po Endorze z pasem zrobionym z hełmów szturmowców, czy przedstawienie Coronet City na Korelii, na długo zapadają w pamięć i jeśli ktoś miałby ten komiks w ręku to radzę przejrzeć sobie rysunki, niż brać za czytanie, wtedy zachowa się lepsze wspomnienia.

Rozumiem, że brakowało ludziom w Dark Horsie czegoś na rozpoczęcie Omnibusa X-Wingów, tylko nie zawsze pisanie tego na siłę daje dobre efekty. Właśnie to widać na tym przykładzie. Graficznie komiks odstaje (pozytywnie) od reszty serii, ale również opowieść nie pasuje do reszty, choć tym razem równa w dół.


Temat na forum


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Klimat: 4/10
Rozmowy: 3/10
Rysunki: 8/10
Kolory: 8/10
Opis świata SW: 7/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,00
Liczba: 9

Użytkownik Ocena Data
R2-r 7 2014-09-02 20:17:33
Nestor 7 2007-09-12 12:37:22
Bolek 6 2013-07-08 14:55:58
Stele 6 2012-06-04 19:01:31
Carno 6 2012-03-03 13:56:05
Balav 6 2009-05-27 00:17:38
Shedao Shai 6 2007-08-19 20:10:53
Lord Sidious 6 2007-02-11 22:35:25
Piett 4 2012-10-04 18:47:50

Tagi: Dark Horse Comics (593) Haden Blackman (34) Michael Atiyeh (49) Michael David Thomas (25) Tomas Giorello (17) X-Wing (24)

Komentarze (3)

Bezsensowna historyjka o niczym, niezbyt spójna z chronologią w dodatku, bo niedająca miejsca na późne Marvele i średnio zgadzająca się z sytuacją na Korelii w tym okresie. Widać, że to nie ręka Stackpole'a pisała. Przynajmniej Vader już nie żyje, wiec Blackman nie może się nad nim znęcać. :P
Patos wylewa się z każdego kadru, a reszta to bezmózga sieczka i parę fajnych nawiązań.
Rysunki niby ładniejsze, niż w reszcie X-wingów, kolory bardziej intensywne, ale co z tego, skoro niektórzy bohaterowie wyglądają szkaradnie, a najważniejsze w serii, czyli myśliwce, nie trzymają proporcji?
6/10

Właśnie przeczytałem, coby udany dzień mile zakończyć i niestety za dobrze nie jest. Najpierw scenariusz: klisza na kliszy, co powoduje, że czyta się to z rosnącym znudzeniem (kolejny imperialny wyższy oficer i jego "własne, małe Imperium" i ochota zgniecenia zaplutego karła reakcji rebelianckiej). Ten Numb: wyjątkowo irytująca postać (gdy mówi, że tajną bronią Rebelii jest nadzieja...brrr, patos najgorszego sortu-brakowało tylko flagi Sojuszu powiewającej za plecami). Generał Weir: kolejny sadysta i tępak z rangą generała w imperialnych siłach zbrojnych. Rysunki: na niezłym poziomie, o ile twarze Łotrów kanciaste i sprawiające wrażenie z drewna wystruganych, to już Endor, Coronet i walki oddane świetnie (dobra, dynamiczna kreska). No i ciekawe smaczki: Gorax (nice belt, man!) i tekst o Ewokach przy okazji rozwalania AT-ST. Blackman pisał pewnie nieco pod presją, ale to nie usprawiedliwia tego, że zrobił to na "odwal się"; w trzech zeszytach można było spróbować upakować ciekawszą historię. Rysunki może nie fenomenalne, ale "dają radę". Generalnie dałbym 5,5/10, ale nie można to krakowskim targiem 6.

Komiks podobał mi się. 7/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.