Twórczość fanów

Wyścig

Autor: RC-666 Rudy



(Drugie miejsce w konkursie literackim na pięciolecie Bastionu)


25 lat przed bitwą o Yavin

Dwa śmigacze przecinały nocne niebo dzielnicy rozrywek na Coruscant z prędkością znacznie przekraczającą dozwoloną Co chwilę piloci byli zmuszani robić uniki, by nie zderzyć się z innymi użytkownikami napowietrznego szlaku. Tylko jedi, samobójca albo naprawdę pewny siebie pilot byłby w stanie prowadzić pościg w takich warunkach. I o ile mężczyzna pilotujący śmigacz lecący z tyłu należał bez wątpienia do trzeciej grupy, ścigał najwyraźniej taksówkarza samobójcę.
- Od kiedy taksówkarze tak latają?! - wykrzyknął Talyan, około trzydziestoletni mężczyzna prowadzący ciemnogranatowy śmigacz Coruscańskiej Służby Bezpieczeństwa.
- Od kiedy ich pasażerowie są skłonni tyle im zapłacić by tylko nie dać się złapać - odparł jego partner Delen śmiertelnie przerażony, jak zawsze gdy prowadził jego przyjaciel.
- Nie czytałeś ostatniego raportu? Przerżnął wszystko w kasynie.
- Zamknij się i skoncentruj na tym, żeby nas nie zabić! - Delen uczepił się poręczy nad głową kiedy jego kolega z pracy brał zakręt.
W tym momencie szalony taksówkarz zanurkował pionowo w dół ocierając spodem swej taksówki o wielki transportowiec, posypały się iskry ale wyglądało na to, że nie stracił kontroli nad pojazdem.
- Ten koleś jest bardziej walnięty niż ty! - krzyknął Delen.
- Odszczekaj to - odpowiedział mu Talyan z uśmieszkiem na jakiego było stać tylko psychopatę. Partner spojrzał na niego pytająco. - Trzymaj się - dodał pilot.
- Chyba nie... - jego pasażer chyba chciał coś powiedzieć ale urwał w pół słowa bo nagle zadziałało na niego tak duże przeciążenie, że rzeczywiście musiał się czegoś złapać. Śmigacz zapikował za taksówką akurat w tej chwili by minąć transportowiec i prawie zderzyć się za następnym, lecącym za nim. Gdy Delen myślał, że już nic gorszego nie może się przydarzyć jemu żołądkowi, poczuł jak ten, razem z innymi narządami przenosi się na prawą stronę jego ciała, kiedy partner wyrównywał kierunek lotu skręcając w lewo.
Talyan nawet nie zwracał na niego uwagi, był całkowicie skoncentrowany na swoim celu.
- Wleciał w remontowany tunel, mogłeś mieć rację. Możliwe, że jest bardziej walnięty, ten tunel kończy się pionową ścianą.
- Ale ty nie zamierzasz tam za nim wlatywać, obstawimy wlot do środka i mamy go - powiedział Delen z nadzieją w głosie.
- Hej, no co ty? Wlecę tylko kawałek, nie mogę cię przecież zawieść.
Agenci CSB niemalże wpadli w ciemny wlot tunelu rozwalając tablicę, która wyraźnie informowała by tego nie robić. Lecieli z maksymalną prędkością, by uciekinier nawet nie myślał by zawrócić i uciekać z powrotem. Po kilku sekundach taksówka zaczęła zwalniać, by w końcu gwałtownie zahamować. Taksówkarz, przerażony widokiem durastalowej ściany, wyłączył repulsory i jego środek transportu padł na dno tunelu sunąc dalej ze znaczną prędkością. Miał szczęście, że uderzył po drodze w kilka budowlanych droidów, remontujących tunel, co pozwoliło mu się zatrzymać przed końcem drogi.
Pasażer z trudem otworzył małe drzwiczki i wygramolił się z taksówki, był nim Twi'lek w podeszłym wieku, w stroju, który bynajmniej nie wskazywał na jego majętność. Kiedy stanął wyprostowany przy wraku i rozglądał się dokąd uciekać, z głębi remontowanego tunelu nadleciał granatowy śmigacz. Też poruszał się dość szybko i też miał problem z wylądowaniem, gwałtownie obniżył wysokość lotu i trzasnął podwoziem o dno. Zatrzymał się o metr przed Twi'lekiem omal go nie zgniatając, drzwi otworzyły się w górę i uciekinier dostał ich krawędzią prosto w głowę z taką siłą, że zemdlał.
- Talyan Mysode, CSB. Jesteś aresztowany. Masz prawo nie wstawać.

Kwatera główna CSB

- Zatrzymany ujawnił nam kilka istotnych informacji. Po pierwsze mówił prawdę twierdząc, że nie ma pojęcia gdzie ukrywa się Torus, domniemany przywódca grupy terrorystycznej działającej na terenie Coruscant. Niestety nie mamy pojęcia kim dokładnie jest. Dowiedzieliśmy się jednak, że interesuje się wyścigami ścigaczy na Malastare i Tatooine. Ma tam też swoich ludzi, którzy za tydzień startować będą w wyścigu Boonta Eve Classic. To na obecną chwilę nasz jedyny trop, jednak ani Republika ani tym bardziej samo CSB nie ma tam żadnego wpływu, nie mamy też żadnego pozwolenia na działanie w tamtym rejonie. Operacja jest całkowicie tajna, oficjalnie nawet się nie odbywa.
- Rozumiem, mam jednak pewne obawy. Ma pan zamiar wprowadzić swojego agenta w środowisko pilotów wyścigowych, by odnalazł człowieka Torusa - odezwał się Chagrianin siedzący z przodu.
- W wyścigach tego typu rzadko startują ludzie, ale tak, mamy odnaleźć jego pilota.
- Czy więc zamierzacie posłać człowieka, czy też może kogoś bardziej odpowiedniego do ścigania się na tym torze? - zapytał człowiek siedzący za Chagrianinem.
- Posyłamy człowieka, jedyną osobę, która może sprostać zadaniu, z resztą, już prowadzi tę sprawę.

Tatooine, Mos Espa, Hangary Ścigaczy

- Przyjęli cię?
- Musieli, takie są zasady. Na początku robili problemy, że nie mam na koncie żadnych wyścigów i dopiero zacząłem się ścigać, swoją drogą chłopaki mogli bardziej się postarać przy mojej nowej licencji pilota.
- Ale zapisali cię? Dobrowolnie?
- Pewnie, że dobrowolnie! Za kogo ty mnie masz? - Talyan zapytał z udawaną urazą swojego nowego mechanika. - No dobra, postraszyłem trochę dwóch gości robiących zapisy. W zasadzie trzech, bo ten drugi miał dwa łby, zabawny koleś, każda głowa gadała w innym języku, ledwo się rozumiały. Ale Hutt Gardulla, ten który tu akurat rządzi, powiedział że mam charakter i kazał mnie przyjąć. - Z satysfakcją opowiedział swoją historię.
- Brawo! Radzisz sobie doskonale w nie zwracaniu na siebie uwagi.
- Radzę sobie doskonale w infiltracji środowiska wyścigów. Takie mamy zadanie, niestety żeby zaistnieć w tydzień trzeba zrobić trochę szumu wkoło siebie.
- Dobra, teraz ty tu rozkazujesz. Ale nie przesadzaj. - Delen już wcześniej miał wątpliwości co do powodzenia ich zadania, teraz utwierdzał się w przekonaniu, że nie powinno go tu być.
Zobaczył na twarzy wspólnika charakterystyczny dla niego uśmieszek i postanowił, że da sobie spokój z wygłaszaniem mu uwag. Podszedł do wielkiego... czegoś zakrytego brązową płachtą, stojącego za Talyanem.
- Sądzę, że będzie to właściwy moment, by pokazać twój nowy służbowy pojazd - wskazał głową grupkę osób, pewnie po części pilotów ścigaczy, którzy ukradkiem przyglądali się ścigaczowi przykrytemu materiałem.
Talyan pokiwał głową na znak, że się zgadza i płachta spadła ściągnięta przez mechanika.
Oczom zgromadzonych w hangarze ukazał się nowiuteńki, lecz całkowicie seryjny Collor Pondrat Plug-V Vyvern. Czarny matowy lakier i chromowane dodatki, w tym wielkie wloty powietrza dwóch potężnych silników, zrobiły piorunujące wrażenie.
- Echuta, inkabunga! - rzucił któryś z gapiów.
- Fajnie, co powiedział? - spytał Delen Talyana.
- Zaklął i powiedział, że to niesamowite. Zgodzę się z nim, to najdroższy seryjny ścigacz na rynku, okręt flagowy Collor Pondrata i następca takich...
- Daruj sobie wykład i udawaj, że twój okręt flagowy nie robi na tobie wrażenia - przerwał mu Delen. - Wezmą cię za zarozumialca.
Gapie odeszli gdy tylko zorientowali się, że zachwycają się właśnie ścigaczem rywala. Collor Pondraty zawsze robiły wrażenie, firma była obecna na rynku od prawie stu pięćdziesięciu lat, a od pięćdziesięciu lat produkuje pojazdy, które stają się legendami w chwili wyjazdu z fabryki.
Vyvern był jej najnowszym dziełem, posiadał dwa ogromne silniki zakończone wlotami w kształcie połamanej litery V, przypominał trochę CP Plug-F Mammoth'a, którym swego czasu ścigał się zniesławiony Sebulba, tyle że z jednostkami napędowymi obróconymi o dziewięćdziesiąt stopni.
- Chcesz się tym ścigać? Na pierwszy rzut oka widać, kupa kasy i zero umiejętności. - Jedynie ta dziewczyna, wyglądająca może na dwadzieścia pięć lat dalej wpatrywała się w piękny ścigacz.
- Oczywiście nie w takim stanie, złotko. Przyleciałem najwcześniej jak mogłem, żeby odwiedzić tutejszy warsztat, mój sponsor nie mógł go niestety ściągnąć wcześniej z pokazów na Malastare. - powiedział Talyan z wielką wiarą we własne słowa.
- A, rozumiem. Wiesz co? Szkoda mi go, to piękny pojazd a ty rozwalisz go przy pierwszym podejściu. - Kobieta nie dawała mu spokoju.
Podrywa mnie - pomyślał agent CSB.
- A co, jeżeli wygram jutrzejszy wyścig, jest o małą sprawę, bo to tylko rozgrzewka przed Boontą, ale byłby to mój pierwszy wyścig na tym torze.
- Zamierzasz go wygrać, w ogóle startować? Sam mówiłeś, że twój Pondrat nie jest przygotowany.
- Ale do rana może być, jeżeli tylko mi pomożesz. A przy okazji, jestem... Latyan Sodemy - wolał nie podawać swojego prawdziwego nazwiska.
- A ja jestem pilotką i nie widzę powodu by pomagać rywalowi. - Zignorowała rękę wyciągniętą przez Talyana. - Ale jutro nie startuję, więc nie będę musiała cię jeszcze wgniatać w ziemię Wypytaj o Freda, to najlepszy mechanik na Tatooine, tyle że nie doceniany. A, jeszcze jedno, moje imię znajdziesz na liście zawodników startujących w Booncie, szukaj na górze.
Tajemnicza pilotka chciała odejść bez słowa pożegnania, ale Talyan zdążył jeszcze krzyknąć za nią.
- Hej! - dziewczyna odwróciła się - ale jeżeli wygram, umawiasz się ze mną.
- Dobre sobie, jesteś w Mos Espie od wczoraj i już rozrabiasz. Ale dobrze, zgodzę się pod jednym warunkiem. Musisz postawić na szali coś naprawdę cennego, jeżeli przegrasz, oddajesz mi swojego Collor Pondrata.
Uśmiechnęła się z wyższością, myśląc, że go zniechęciła, Talyan jednak nigdy nie dawał za wygraną.
- Zgadzam się - rzucił krótko i bez namysłu.
- Zgadzasz się? - krzyknęli równocześnie jego mechanik i pilotka.
- Pewnie, rzadko spotyka się takie kobiety - za późno ugryzł się w język, zazwyczaj nie rzuca komplementów od tak. - A tego - wskazał palcem ścigacz - mam u siebie sporo.
Kobieta odeszła nie żegnając się i tym razem.
Jej ciemne włosy falowały przy każdym kroku, a obcisły, fioletowy kombinezon podkreślał ruch bioder.
- Delen, jak się to pilotuję? Muszę wygrać ten wyścig - zapytał partnera wciąż wpatrując się w odchodzącą kobietę. Kiedy już zeszła mu z pola widzenia, a on dalej nie uzyskał odpowiedzi, odwrócił się do przyjaciela i oberwał od niego pięścią w twarz. Zatoczył się i popatrzył mu z pretensją w oczy.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Co? Dlaczego ty to zrobiłeś, oszalałeś? Leć za nią i staraj się to odkręcić póki jeszcze masz na to szansę.
- Nie mam zamiaru, wybij to sobie z głowy i współpracuj.
- Współpracuj? Co ja tutaj w ogóle robię? - Zapytał sam siebie z rezygnacją.
- Przecież mówiłeś, że potrafisz to pilotować - dodał spokojniej.
- Mówiłem, że mam spośród pracowników CSB największe doświadczenie, co wcale nie znaczy, że umiem tym latać.
- Więc co to znaczy? - Delen był już całkowicie pogodzony z myślą, że „doświadczony” może znaczyć „byłem dobry na automatach”.
- Kiedyś uwielbiałem w to grać na automatach u Dimma.
- Gdzie?
- „U Dimma”, podają tam niezłe kotlety...
- Czy pytałem cię już dzisiaj „co ja tu robię”?
- Chyba tak. Daj spokój, wiesz, że jestem najlepszym pilotem CSB Nie zaprzeczysz, że zawsze, kiedy wchodziłeś ze mną do śmigacza, opuszczałeś go w jednym kawałku.
- Dobra, poddaję się. Wchodź za stery i uruchom hologram instruktażowy z komputerowego notesu.
Talyan zasiadł więc za sterami w miejscu, które prędzej nazwać było można gondolą, aniżeli kokpitem. Z gondoli natomiast, jak w większości ścigaczy zwisały dwie liny, a raczej kable pełniące rolę uprzęży na przeogromne silniki.
Gdy już skończył przyzwyczajać się do widoku dziesiątek przełączników, wziął do ręki notes i pierwszą rzeczą jaką zrobił było przejrzenie listy zawodników startujących w „Booncie”. Wśród nazwisk odnalazł kilku zawodników, o których już słyszał: Mawhonic, Elan Mak i Ebe Endecott, kiedy doszedł do typowanych zwycięzców, napotkał na liście jedyną startującą w wyścigu kobietę.
Imię i nazwisko: Dina Zapalo
Pochodzenie: Naboo.
Gdy wpisał jej nazwisko w bazie danych CSB, która jednocześnie była bazą danych wszystkich służb bezpieczeństwa Republiki, napotkał tylko jedną informację, którą uznał za ciekawą.
- A o mnie mówiła „bogaty chłopiec” - mruknął do siebie urażony i rozbawiony zarazem.
- O co chodzi? - zainteresował się Delen, który właśnie kończył napełniać paliwem pierwszy ze zbiorników Vyverna.
- Jest córką jakiegoś polityka z Noboo, członka rady koronnej, Grafa Zapalo. I kto tu ma bogatego tatusia, co.
- Nie mówiła nic o twoim tacie.
- Nie ważne. Hej, czekaj, odwołuje to, co powiedziałem. Koleś wyrzekł się jej, bo nie mógł znieść, że córka zadaje się z kryminalistami. W zasadzie, gdyby nie to, że większość pilotów tutaj zadaje się z nimi, albo sama nimi jest, zbadał bym to bliżej.
- Pod warunkiem, że nie przegrasz, będziesz miał ku temu okazję.
- Nie dopuszczam takiej możliwości. O, następna interesująca wiadomość. Sebulba lubi niespodziewane wizyty, będzie startował w Boonta Eve Classic - baza danych informacji o wyścigach była stale aktualizowana i każdy miał do niej wgląd. - Ale nie ma powodów do obaw, nie startuje w jutrzejszym wyścigu.
- Zostaw to, przejrzyj ten hologram.
- Chyba nie muszę, nie ma tu dużo więcej przycisków niż w automacie. O, tu na przykład jest włącznik. Lepiej się odsuń, nie jestem pewien jak w takim bydlaku pracują repulsory.
Delen już chciał się odezwać i zaprotestować, ale przyjaciel i tak nigdy go nie słuchał. I co z niego za przyjaciel? Odsunął się posłusznie, a Talyan wsunął w szczelinę na panelu kartę kodową umożliwiającą uruchomienie pojazdu. Odbezpieczył przycisk włączający repulsory silników i kokpitu. Ścigaczem najpierw lekko zatrzęsło, a potem posłusznie podniósł się półtora metra nad ziemię. Kilka razy pozwolił by silniki poczuły jaka drzemie w nich moc, wydały taki ryk, że niektórzy z przebywających w hangarze podskoczyli przestraszeni.
Przełączył kilka przełączników i powciskał kilka przycisków, co wyglądało tak, jakby naprawdę się na tym znał. Wtedy był gotów do drogi. Złapał za drążki sterownicze i lekko odepchnął je od siebie, pojazd powoli ruszył naprzód, co niektórych, w tym i Delena lekko zdezorientowało. Talyan delikatnie odchylił do siebie prawy drążek, by zakręcić i wylecieć z hangaru.
- Dokąd lecisz? Zwariowałeś? - mechanicy dyskretnie zaczęli uciekać z pomieszczenia, Delen miał ochotę zrobić to samo.
- Do Freda. Musi mi podrasować brykę - odparł Talyan z uśmiechem niemal od ucha do ucha.
Wyleciał z hangaru i skierował się do warsztatu, położonego w dość dziwnym miejscu, bo na drugim końcu Mos Espy. Dowiedział się tego oczywiście ze swojego komputerowego notesu CSB, miał dzięki niemu dostęp do wszystkich map w komputerach CSB..
Żeby dotrzeć do „Bota Freda” musiał przelecieć ścigaczem kilka kilometrów, które bynajmniej nie było torem, a latanie poza nim używając głównego napędu było niedozwolone. Talyan jednak się tym nie przejął, w końcu to Tatooine.
Po drodze minął kilku ludzi, którzy byli bardzo zdumieni tym widokiem, jednak nie okazując strachu. Talyan nie znał dobrze ani trasy ani pojazdu, nie przekraczał więc skromnej prędkości 300 km/h.
Szyld z napisem „Bota Freda” widoczny był już z daleka. Nazwa firmy była zapisana łamanym huttańskim, agent CSB miał tylko nadzieję, że Fred nie okaże się huttem. Z dość dużej prędkości wyhamował tuż przed warsztatem skręcając jednostki napędowe, co zaowocowało zarzuceniem kokpitu tak, że prawie zderzył się z własnym silnikiem. Wyłączył główny napęd, ale zostawił włączone repulsory, by Vyvern nie opadł z trzaskiem na ziemię.
- Hej! Kim jesteś? - osoba, która wybiegła z warsztatu krzycząc okazała się człowiekiem. Nic dziwnego, ludzie nie mający jako gatunek predyspozycji do ścigania się, zostawali często fachowymi mechanikami. Czymś zupełnie innym było dwóch ludzi, w tym i kobieta, startujących w wyścigu Boonta.
- Fred? - zapytał pilot wychylając głowę z kapsuły kontrolnej.
- Ta-a, a ty kto?
- Eee, Latyan. Mam dla ciebie robotę, mój Pondrat ma jutro wyścig do wygrania. Dina mi cię poleciła. - Talyan dalej nie wysiadał, zmuszając rozmówcę do patrzenia w górę.
- Dina, powiadasz. A co my tu mamy? - wsadził rękę do kieszeni kamizelki na narzędzia, wydobył z niej coś przypominającego okulary i wsunął urządzenie na nos.
- Czy to jest to co mi się wydaje, że jest? - Fred wpatrywał się w Vyverna jak urzeczony.
- Tak, najnowszy Pondrat. Plug-V Vyvern, ten model jutro trafia do sprzedaży.
- Jak go zdobyłeś?
- Mam dobrego sponsora. Ale do rzeczy, dasz radę coś z nim zrobić?
- Żartujesz? Mam w głowię plany wszystkich ścigaczy godnych uwagi. Jest drogi, szybki, w zasadzie prawie doskonały. Ale muszę założyć dobre osłony przeciw piaskowe, do tego stabilizator cykloelektromagnetyczny, poprawić działanie kompresora, do tego większe łopaty stabilizujące...
- Widzę, że znasz się na rzeczy. Dwa pytania: czy zdążysz do jutra i jaki będzie to miało efekt? Kredyty nie grają roli.
- Jaki efekt? Myślę, że wyciągnie jakiś... tysiąc, byłby to niewątpliwie rekord, ale wiem, że ma w zapasie naprawdę sporo mocy. Czy zdążę do jutra... będziesz musiał założyć robocze ciuchy, jeżeli masz zamiar startować już jutro.
- No to do roboty.
Tego dnia warsztat został zamknięty do odwołania. Delen, o którym kolega wyraźnie zapomniał załapał się na darmowy transport i po jakimś czasie do nich dołączył. Przez całą noc trójka ludzi uwijała się jak w ukropie by ścigacz był w stanie gotowości na rano. Fred, w obawie przed uszkodzeniem Pondrata, wyłączył wszystkie roboty, które niestety lubiły sprawiać kłopoty.
Dźwięki uderzeń młotów, cięcia metalu i huttańskie przekleństwa słychać było z „Bota Freda” do północy. Remont zajął im czternaście standardowych godzin, szybciej niż w holoprogramie „Pimp my pod”. Przeróbki mimo wszystko nie były bardzo duże, lecz znaczące. Najwięcej kłopotów było z systemem ochrony przed piaskiem, ponieważ do każdego modelu ścigacza pasuje inny model osłon, utalentowany Fred zrobił jednak jedną parę do Vyverna na zamówienie. Był tylko bardzo zaniepokojony tym, że będzie pilotował go człowiek, lecz w końcu Dina też nim jest a zdarza się jej wygrać poważny wyścig
Równo o północy, kiedy bliźniacze słońca już dawno schowały się za horyzontem, wielki Pondrat Plug-V Vyvern wyleciał na zimne, nocne piaski Tatooine. Ekipa skierowała go w stronę bezkresnej pustyni, by sprawdzić na niej jego możliwości: prędkość maksymalną, sterowanie i wytrzymałość.
Talyan zasiadł w kapsule kontrolnej, wykonał rutynowe czynności pozwalające na ruszenie z miejsca i od razu odepchnął od siebie maksymalnie obydwie dźwignie przepustnicy. Rozległ się ryk, który zbudził mieszkańców obrzeży Mos Espy, a pęd gorącego powietrza wyrzucił w powietrze kartony po częściach leżące kilka metrów za Vyvernem. Temperatura była tak wysoka, że spłonęły zanim jeszcze zdążyły opaść na ziemię, Fred od razu się tym zaniepokoił.
- Może mieć problemy z chłodzeniem. Mogę oczywiście się mylić, bo w tym modelu jest kilka rozwiązań technicznych wcześniej nie stosowanych, ale powietrze jakie wydobywa się z dyszy przy samym starcie powinno być względnie... chłodne - powiedział, gdy Talyan zniknął już praktycznie z pola widzenia.
- Przecież ślęczeliśmy nad nim pół dnia, to coś bardzo poważnego?
- Nie wszystko da się przewidzieć, ale jak wróci musimy to sprawdzić, bo może się okazać, że wart miliony kredytów ścigacz rozleci się na kawałki.
Talyan gnał przez morze piasku z coraz większą prędkością, czuł na twarzy silny powiew nawet pomimo maski którą założył żeby się przed nim chronić. Wizualnie jego pojazd nie zmienił się bardzo, miał założone osłony przeciwpiaskowe i trochę nienaturalnie wydłużone łopaty stabilizujące, co jednak nadawało mu jeszcze bardziej sportowy charakter.
Trzymał kurczowo drążki i patrzył na wskazania aparatury, pierwszą rzeczą jaką zaobserwował oprócz wariującego prędkościomierza było spalanie, przynajmniej wiedział już czemu nie trasy wyścigów nie mogą być dłuższe.
Cały czas kontrolował też wskaźnik mieszanki gazowej, im większa prędkość, tym więcej trzeba jej było wtłaczać do silników razem z paliwem. Prognoza Freda przewidywała pięćdziesiąt procent kiedy prędkość będzie zbliżała się do tysiąca kilometrów na godzinę. W tak nowoczesnym ścigaczu była kontrolowana automatycznie, jednak można było oczywiście ingerować w jej ilość.
Prędkość doszła do zawrotnych dziewięciuset trzydziestu, układ Pondrata chciał wtłoczyć dodatkową porcję mieszanki, ale pilot przeszedł na ręczne sterowanie, gdy spostrzegł wskazanie temperatury lewego silnika. Przeniósł spojrzenie na sam silnik i spostrzegł, że komora spalania rozgrzała się do czerwoności. Natychmiast zawrócił (dobrze, że tak drogi ścigacz ma zamontowany dobry system zapobiegający przeciążeniom). Zwolnił do bezpiecznych trzystu na godzinę i skierował się do „Silników Freda”.
Mechanicy długo nie czekali, Talyan wrócił już po piętnastu minutach, zatrzymał się i wyskoczył by sprawdzić lewy silnik.
- I jak? - zapytali razem Fred i Delen.
- Ponad dziewięćset, ale nie mogłem użyć pełnej mieszanki, bo lewy silnik się przegrzewał. - Wskazał towarzyszom komorę spalania. Zaiste, ciekawie to nie wyglądało, przewody chłodzące w miejscu, gdzie oplatały komorę spalania były całkowicie stopione, a płyn chłodzący o dziwo wcale z nich nie wyciekał.
Fred przesunął dłonią wzdłuż części przewodu, która jeszcze była sprawna.
- Wszystko jasne, płyn zamarzł w przewodach zaraz po wyjściu z chłodnicy i komory nie miało co chłodzić.
- Dobra, dasz radę to zrobić?
- Daj mi dwie godzinki i przyprowadź mojego droida.

Tatooine, Arena w Mos Espie

- Wszystko gotowe?
- Tak, pamiętaj tylko, żeby przełączyć tryb chłodzenia na ręczny i kontrolować ilość płynu chłodzącego w lewej komorze. - Fred i Delen dokonywali ostatnich drobnych poprawek w skomplikowanych systemach Vyverna i sprawdzali stan poszczególnych podzespołów.
Talyan pokiwał głową, sprawdził odczyty komputera pokładowego i zawołał do siebie Delena.
- Wszystko rozstrzygnie się dzisiaj, jeżeli wygram umówię się z Diną i będę miał okazję poznać większość pilotów, wtedy dyskretnie popytamy o naszego gangstera - powiedział partnerowi cicho do ucha, po czym dodał jeszcze ciszej - rozumiesz, że muszę wygrać. Kto jest dzisiejszym faworytem?
Niestety Delen nie zdążył odpowiedzieć, bo z głośnika wydobył się głos dwugłowego komentatora, który cały czas przedstawiał profile pilotów biorących udział w wyścigu.
- Panie, panowie i cała reszto! Informacja z ostatniej chwili, w wyścigu weźmie udział nie kto inny jak sławny na wszystkich torach galaktyki Dug... Sebulba!
Na arenę właśnie wlatywał czarny ścigacz mającego złą sławę pilota.
- Collor Pondrat Plug-F Gargantuan Split X, o model starszy od twojego I też jest czarny, bez wątpienia weźmie cię na cel - odezwał się Fred, który już na stałe dołączył do drużyny z Coruscant. - Uważaj, jest dość zwrotny ale niezbyt szybki. Za to w miejscach, gdzie nie zamontowane są kamery może użyć miotacza ognia, albo wyrzucić ci pudełko gwoździ w twarz, bądź przygotowany na wszystko.
- Rozumiem, ale przecież nie miał brać udziału w tym wyścigu?
- Widocznie już nawet on o tobie usłyszał.
Sebulba stał w kokpicie swojego czarnego Pondrata, który był prawie że identyczny jak pojazd Talyana. Machał do publiczności, w końcu spojrzał na niego i uśmiechnął się szyderczo. Wtedy to głośnik znów się odezwał.
- Szanowni kibice, widzę, że na tym nie dość niespodzianek! W ostatniej chwili do wyścigu zgłosiła się również Dina Zapalo. Niestety muszę z przykrością oświadczyć, że lista jest od tej chwili zamknięta. A teraz, przygotujcie się na dawkę mocnej muzyki, prosto z trasy na Coruscant przybyli do nas... Sex Blasters!
Tłum zawył radośnie a na platformę unoszącą się nad areną wyszło pięciu muzyków. Natychmiast zaczęli grać, wookiemu grającemu na basie było wyraźnie za gorąco, ale nie zniechęcał się, po kilku sekundach istota jakiejś nie znanej Talyanowi rasy zaczęła śpiewać dobry, stary koreliański punk.
Kiedy zespół już się rozkręcił, na arenę wleciała Dina, swym zmodyfikowanym ścigaczem firmy Ord Pedrovia. Obdrapany ścigacz może i nie robił wielkiego wrażenia, ale świadomość, że jego właścicielka wygrywa wyścig po wyścigu na zmianę z Sebulbą sprawiała, że większość kibiców znów podniosła się zmiejsc i zaczęła klaskać.
Talyan wpatrywał się w nią jak urzeczony, choć miała na głowie niezbyt ozdobny hełm pilota, i tak wyglądała bardzo kobieco. Posłała mu spojrzenie, które niemalże wprawiło go w zakłopotanie a potem z nienawiścią spojrzała na Sebulbę. Rywal odwzajemnił jej spojrzenie i uśmiechnął się z satysfakcją, jakby już wygrał, po czym ze wstrętem splunął na widok Vyverna i zasiadł za drążkami sterowniczymi.
Na tor wchodzili właśnie członkowi drużyn poszczególnych ścigaczy z flagami, w tym i Delen z czarno-szarą chorągwią.
- Mechanicy, narzeczone i rodziny zawodników są proszone opuścić tor. - Dwie głowy komentatora komentowały wydarzenia od razu w dwóch językach.
Flagi powiewały na wietrze, a Sex Blasters dochodzili właśnie do finału swojego utworu.
- Dobra, koniec czekania, miejmy to już za sobą. Chorągiewki proszone są o zejście z toru - Talyan zorientował się, że jedna z głów uważała komentowanie widowiska na trzeźwo za mało interesujące.
- Tor jest czysty, pozostały już tylko ścigacze i ich piloci. Włączyć silniki!
Talyan jeszcze raz obejrzał się na rywalkę w Pedrovii, lecz niestety była zajęta tylko swoim kontrolnym panelem. W końcu podniosła głowę i spojrzała na niego, dała mu znak głową by patrzył przed siebie. Odwrócił się więc, w samą porę by zobaczyć jak zapala się pierwszy z trzech wskaźników okrążeń.
Wszystkie pojazdy oprócz jego wystartowały. Chciał już odepchnąć od siebie drążki, ale usłyszał potężny wybuch za plecami, obrócił zauważając wstrętnego Duga, uśmiechającego się zwycięsko.
- Ooo, niezależnie skąd jesteście, to musiało boleć! - krzyknęła jedna z głów. Możliwe jednak, że nie bolało tak mocno. Pierwszy z silników Pedrovii wybuchł przy starcie, drugi zaś uderzył w bandę pociągając za sobą kapsułę kontrolną, z której wypadła Dina. Nie wyglądała jakby bardzo oberwała, podniosła głowę i dała znak ręką, który wyraźnie mówił „jedź”. Talyan, który chciał już wysiąść ze ścigacza by jej pomóc, wyłączył blokadę przepustnicy i ruszył w pościg za Dugiem, to oczywiste, że Sebulba uszkodził ścigacz Diny.
Tylko on liczył się w tym wyścigu, zależało mu żeby go wyprzedzić, a nawet rozwalić. Ukarać za to, że prawie zabił kobietę, ktoś musiał nauczyć go manier i sportowego zachowania.
- Proszę państwa, wygląda na to, że nasz prawiczek w Pondracie za kredyty rodziców zdecydował się wreszcie ruszyć. Tymczasem na arenę proszona jest pomoc medyczna i obsługa toru.
Wszyscy piloci byli już daleko przed Talyanem, kiedy wystartował. Rozpędzał się jednak dość szybko, przez cały czas kontrolując temperaturę w komorach i zawartość mieszanki.
- Hej, zrezygnuj. Nie wygrasz z Sebulbą, prędzej cię rozwali, a wiem, że ma na to ochotę, wiesz jak go nazywają? Anarchistą! Wiesz czemu? Nie uznaje żadnych zasad, słyszysz mnie? - Talyan wsadził dłoń do hełmu i wyjął z niego słuchawkę komunikatora. Nie potrzebował żadnych rad.
Musiał wygrać, nie znał może zbyt dobrze poszkodowanej pilotki, ale z jakiegoś powodu wściekł się śmiertelnie na Duga. Pewnie składała się na to jego chęć niesienia pomocy i obrony niewinnych, przez którą trafił do CSB, oraz to, że młoda kobieta z Naboo naprawdę przypadła mu do gustu.
Ścigacz wszedł na wyższe obroty i automatycznie zmienił zawartość mieszanki w paliwie, Talyan zaś włączył na chwilę układy chłodzące.

Dwa okrążenia później

Talyan dość szybko zdobył znaczną przewagę, powoli wyprzedzając każdego pilota superszybkim ścigaczem
Przed nim był już tylko Sebulba, jedyny pilot, który naprawdę liczył się w tym wyścigu. Ostatnie okrążenie, wlot do kanionu, nie wiele czasu mu pozostało. Dwa wielkie, czarne Collor Pondraty wleciały do kanionu i obydwa, jeden po drugim, zmieniły ułożenie silników tak by lewy wszedł pod prawy, by zmieścić się między ścianami tunelu.
Praktycznie przy każdym zakręcie trzeba było wykonywać podobny manewr, by nie uszkodzić ścigacza, a co ważniejsze: samego siebie. Sebulbie szło to doskonale, bo znał już trasę jak własną kieszeń. Talyan przelatywał tędy dopiero trzeci raz i choć za pierwszym miał poważne kłopoty, teraz szło mu całkiem nieźle. Pomagały mu w tym również systemy ostrzegające przy każdym zbliżeniu się do przeszkody, musiał tylko szybko reagować by wykorzystać te informacje. Mało było w galaktyce ludzi o takim refleksie, nawet wśród jedi, z drugiej strony siedem lat temu pewien mały tutejszy chłopiec wygrał Boontę i to samodzielnie skonstruowanym ścigaczem...
Sebulba po raz kolejny wykonał manewr „zwężający” ścigacz, tym razem dodając przy tym ostry skręt w lewo by wylecieć z kanionu i jednocześnie nie wypaść z trasy. Talyan podczas tego odcinka leciał z pewną dawką mocy w zapasie, mógł się bardziej rozpędzić, ale bał się kolizji ze ścianą. Gdy wyleciał z tunelu tuż za Sebulbą nie zakręcił tak ostro jak on, co wyrzuciło go na chwilę z trasy. Przycisnął dźwignie przepustnicy, Vyvernem szarpnęło i wyrwał do przodu, gdy zrównał się z Sebulbą, skręcił w lewo i wpadł znów na trasę, tuż przy nim.
Znajdowali się na odcinku, gdzie nie było żadnych kamer, Talyan był więc przygotowany na niespodzianki. Leciał w niebezpiecznej odległości jednego metra od rywala i byłby go bez problemu prześcignął. Bał się jednak, że wtedy przeciwnik uderzy w gondolę pilota i wytrąci go z równowagi.
Piloci spojrzeli sobie w oczy, Sebulba uświadomił sobie, że gra toczy się teraz o wyjście z wyścigu cało, każdy normalny poilot odpuściłby wiedząc, że za cztery dni jest najważniejszy wyścig sezonu na Tatooine. Wojowniczy Dugowie jednak do nich nie należeli. Pociągnął za tajemniczą dźwignię, otwierając mały właz na prawym silniku. Talyan, przeczuwając co się święci, przyciągnął drążki do siebie natychmiast zwalniając, tak, że miotacz ognia Sebulby przysmażył tylko część jego silnika. Kiedy jego pojazd cofnął się za Sebulbę, wykonał ten sam manewr, którego objawiał się z jego strony. Gwałtownie uderzył w kapsułę pilota, co spowodowało gwałtowny zakręt Gargantuana Sebulby.
- To by było na tyle, jeżeli chodzi o lidera tegorocznej Boonty - mruknął zadowolony Talyan. Sebulba wleciał na pobliską skałę, wiadomo z jakim skutkiem. Niestety jego atak wymierzony był w nie do końca sprawną jednostkę napędową.
Awaria chłodzenia - informował napis na ekranie diagnostycznym.
- Tego jeszcze brakowało. - Pilot miał zamiar spokojnie dolecieć do mety, by nie uszkodzić pojazdu, jednak gdy wyeliminował lidera zwrócił uwagę, że jednak nie jest sam w tym wyścigu. Z tyłu zbliżał się z dość znaczną prędkością ścigacz pilotowany przez istotę o długiej szyi z małą głową, gorączkowo machającą wszystkimi czterema rękoma. Przyszedł czas na sprawdzian możliwości najnowszego Pondrata.
To było naprawdę ryzykowne. Znowu przycisnął drążki, tym razem ręcznie dodając dużą ilość gazowego „przyspieszacza”. Sprawdził, czy da się uruchomić układ chłodzenia, na próżno. Pozostało już tylko trzymać ręce nieruchomo i czekać, droga do Areny była już prosta, a czteroręki pilot szybko się zbliżał.
920, 960, 1000... bum!


- Twój sponsor może się wkurzyć, że rozwaliłeś mu ścigacz wart miliony.
- Nie sądzę. Raczej ucieszy się, że wygrałem. To nasz wspólny sukces.
- W takim razie musi być bardzo wyrozumiały, ciekawi mnie, kim on jest?
- Możesz go znać, bardzo interesuje się wyścigami, tu, na Tatooine. Nazywa się Torus.
- Torus? Ten stary Zabrak? Nie mów mi, że jest twoim przyjacielem! - Talyan ze zdumieniem spojrzał na twarz Diny. Czy to naprawdę było aż tak proste?
- Czyżbyś go znała?
- Znała? Wisi mis poro kredytów! To oszust jakich mało, o, przepraszam - dodała, za późno orientując się kogo obraża. Popatrzyła mu jednak w twarz i powiedziała coś, czego wcale się nie spodziewał.
- Wcale go nie znasz, prawda?
- Skąd ta myśl?
- Nie myśl, że umawiam się z facetem o którym nic nie wiem Sprawdziłam cię. Nie jesteś pilotem, nie Korelianinem. To wszystko lipa. Nie nazywasz się też Latyan.
- Jak więc, według ciebie się nazywam?
- Ty mi powiedz.
- Talyan Mysode, CSB. Rozgryzłaś mnie.
- CSB, kto by pomyślał? Chyba nie chcesz mnie zgarnąć, co?
- Oczywiście, że nie. Torus, szukam go.
- Hmm, to ciekawe. Załatw mi takiego Pondrata, to ci go wydam.
- Republika nie szczędzi kredytów na zapewnienie bezpieczeństwa na Coruscant. Załatwię dwie.
- A to czemu?
- Mój pod też nie jest sprawny.
Uśmiechnął się do niej i pocałował w usta, które zdobiło rozcięcie zdobyte w wybuchu.

Do głównodowodzącego CSB

Melduję, że znalazłem trop prowadzący do Zabraka Torusa. Wnoszę prośbę o przysłanie dwóch nowych ścigaczy, z uwagi na pewne techniczne problemy. Gdy tylko znajdą się w Mos Espie, będę w stanie zdobyć szczegółowe informacje na temat jego kryjówki.
Proszę też o przyjęcie mojej rezygnacji, gdy tylko skończę wykonywać obecne zadanie.



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,17
Liczba: 12

Użytkownik Ocena Data
Kasis 10 2007-04-12 15:13:01
Lord_T 10 2007-04-11 18:36:20
Winters 10 2007-04-10 21:56:07
mgmto 9 2007-08-01 14:30:42
Nadiru Radena 9 2007-04-11 18:20:37
Carno 9 2007-04-09 19:39:03
Freed 9 2007-04-09 17:38:09
Valara 8 2007-10-12 18:00:32
Lord Brakiss 8 2007-05-07 09:10:24
Exsul 8 2007-04-15 23:58:30
Alexis 7 2007-04-19 18:07:27
Girdun 1 2007-06-08 20:34:53

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (15)

całkiem całkiem:) chociaż czuje lekki nie dosyt :P
szczególnie podobało mi sie 'Pimp my pod' :D

Może za późno jako autor sie skomentuje, ale lepiej późno niż wcale:P Dziekuję za pochwały jak i słowa krytyki. /Owszem, grałem w E1: Racer, świetna gra:D A opowiadanie jako ciekawostkę możecie potraktować, chciałem być oryginalny - nie liczyłem na podium, tym bardziej, że to moje jedyne, ale miło, że zostałem doceniony, hehe:D

Fajne postacie i dialogi. Ogólnie bardzo dobre, ale zakończenie zbytnio cukierkowo-lukrowe

Przyłącze się do słów krytyki. Początek był bardzo dobry - policyjno sensacyjno kryminalna historyjka w świecie Star Wars to nie najgorszy pomysł. I gdybyś poprowadził cały tekst w podobnej koncepcji to zdobyłbyś moje pełne uznanie. Wystarczyło w końcu pomiędzy jednym a drugim śmiegiem ścigacza dodać kilka dobrych strzelanin i wybuchów. Ale poza tym opowiadanie jest napisane ładnie i zgrabnie(nawet mimo tych paru wymienionych błędów), choć moim zdaniem nie zasłużyło na miejsce na podium.

Mam nadzieję, że autor się nie obrazi za małą krytykę :) Nie podoba mi się :/ W ogóle. Historia w ogóle mnie nie wciągnęła, bo od początku wiadomo było jak to się skończy. Podejrzewam, że autor zagrywa(ł) w EI: Racer i chciał się popisać swoją wiedzą :D Tylko, że mnie właśnie takie opowieści średnio leżą. Połowa opowiadania to opis podów i tego, jak się nimi posługiwać i pilotować. A pod koniec to już w ogóle omijałem niektóre akapity, bo po prostu nie chciało mi się czytać tego samego :P
Plusy się należą za humor, dialogi i bohaterów. No i język też bardzo dobry, na te interpunkcyjne byki i brak dużych liter nawet nie zwracałem uwagi. Więc składowe opowiadania bardzo dobre, ale jako całość - mi akurat nie przypadło do gustu.

Dałam 10 choc chciałabym 9,8:P
To też jeden z moich konkursowych faworytów. Naprawdę bardzo fajne opowiadanie. Super się czyta, zabawne, pełne dowcipnych nawiązań do naszego świata. Gdy zaczęłam je czytac od razu miałam jedno skojarzenie - > "Zabójcza Broń":DD
Najbardziej podobało mi się to, że ta historia była swoistym przeniesieniem znanych pomysłów do świata SW, w którym stały się świeże:)
Jest też trochę różnych byków, ale nie przeszkadzają bardzo w odbiorze całości.

No faktycznie. Jakos mnie za bardzo fabuła wciągneła i przeoczyłem:)

No to parę przykładów z pierwszego rozdziału [tam gdzie są przecinki powinny być kropki]:
"...ocierając spodem swej taksówki o wielki transportowiec, posypały się iskry..."
"...wygramolił się z taksówki, był nim Twi'lek w podeszłym..."
"...też miał problem z wylądowaniem, gwałtownie obniżył wysokość lotu..."
"...omal go nie zgniatając, drzwi otworzyły się w górę..."

Bardzo dobre opowiadanie, lepsze od tego co wygrało.

Nadiru czytałem to raz, ale nie zauważyłem wielu byków. Tak samo co do długich zdań, też nie wiem o jakie Ci chodzi (czekam na przykład).

Do skorygowania: (chyba za duzo 'nie' ;) )
"wiedział już czemu nie trasy wyścigów nie mogą być dłuższe.

Opowiadanie jest dynamiczne, oryginalne, bardzo, bardzo ciekawie napisane i w kilku miejscach na usta czytającego napływa mniej lub bardziej szeroki uśmiech... i gdyby tylko to się liczyło, dałbym 10/10.
Niestety, opowiadanie ma parę mankamentów. Jednym z nich jest interpunkcja, która jest fatalna. W paru miejscach brak w ogóle kropek na końcu zdań, a w wielu innych zamiast przecinka powinna być kropka (zdania nie kończą się tam, gdzie powinny się kończyć). Poza tym autor czasem zapomina o dużych literach ("jedi", "hutt", "wookie").

Jest jeszcze jedna sprawa fabularno-logiczna. Tak, wiem, teraz czepiam się na głupa... ale mam ogromne wątpliwości, czy CSB (swoją drogą fajne skojarzenia ma ta nazwa) "zasponsorowałoby" komukolwiek maszynę za grube miliony kredytów tylko po to, by zbliżyć się (bo przecież nie dorwać; wyścigi były jedynie tropem) do jakiegoś przestępcy. Wiem, pewnie to terrorysta nr.1 na Coruscant, no ale...
Stąd też daję "tylko" 9/10.

Super Opowiadanie! Według mnie jest lepsze niż to które zdobyło 1 miejsce w konkursie. 10/10

Świetne!
Dawno nie czytałem tak dobrego opowiadania.
Gratulacje!

Sex Blasters :D

początek zajebisty. środek zajebisty. koniec wyjebisty. ogólnie: gz!

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.