Świat Filmu

Wywiad ze Staszkiem Mąderkiem

Dobry wieczór Państwu!

Na dachu wieżowca Bastionu wylądował właśnie helikopter i wysiadł z niego znany prezenter i dziennikarz Mariusz Szczygieł, po czym poszedł w swoją stronę.
My tymczasem w zaciszu naszego studia rozmawialiśmy ze znanym wszystkim reżyserem, aktorem, producentem, muzykiem, grafikiem komputerowym, scenarzystą... słowem człowiekiem odrodzenia, Staszkiem Mąderkiem. Oto, co nam powiedział o swoim najnowszym filmie, zatytułowanym przewrotnie "Gwiazdy w Czerni":


Bastion: Pełnometrażowa wersja "Stars in Black" niebawem ujrzy światło dzienne. Czy będą jakieś nawiązania do legendarnej parodii zwiastunu, dzięki której zyskałeś popularnosć wśród fanów?

Staszek: Podstawowe nawiązania to pojawiające się w filmie osoby. Będzie Staszek, będzie Mistrz, ważną rolę odegrają Agenci, pojawi się też sporo pięknych kobiet. Niestety z różnych, czasem smutnych i tragicznych powodów zmieniona będzie obsada, ale na to już nie miałem wpływu. Ze starego, internetowego filmiku pozostanie też przyjacielska relacja między Mistrzem a Staszkiem oraz to, że na wezwanie Mistrza Staszek ma ratować Wszechświat.

B: Ile łącznie zajęła Ci produkcja filmu począwszy od pierwszych przymiarek aż do premiery?

S: Na to pytanie jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie. Mogę tylko poinformować, że w sumie mieliśmy 65 dni zdjęciowych. Ile dni zajmie postprodukcja, nie jestem w tej chwili w stanie określić.

B: Czy całkowicie zrezygnowałeś z parodiowania scen lub postaci z innych filmów w GwC, czy też może coś przemycisz?

S: "Gwiazdy w Czerni" już samym swoim istnieniem parodiują ogólną koncepcję wielkich produkcji filmowych za niebotyczne pieniądze. Uznałem, że nie ma potrzeby parodiowania konkretnych filmów, choć uważni obserwatorzy jakieś delikatne nawiązania powinni wyłapać...

B: Jak porównasz swoje dzieło do innych rodzimych produkcji sf i fantasy? Czy jest to coś podobnego czy raczej nowatorskiego?

S: Unikam takich porównań. Ocenią to widzowie. Mogę tylko zdradzić, że fachowcy z Działu Literackiego działającej przy TVP Agencji Filmowej stwierdzili (oceniając scenariusz), że czegoś takiego w naszym kraju jeszcze nie było. Mówili z szerokimi uśmiechami na twarzach, więc mam nadzieję, że miało to wydźwięk pozytywny ;-)

B: Kiedy i jak w ogóle narodził się pomysł pełnometrażowej wersji "Stars in Black"?

S: Właściwie dość szybko. Po otrzymaniu wielu tysięcy maili z całego świata, w których często pojawiało się pytanie o wersję pełnometrażową - rozpoczęcie prac nad fabułą było oczywiste i naturalne. Sam scenariusz ewoluował przez te parę lat - niektóre sceny zmieniały się wręcz w ostatniej chwili. Nawet w sekwencji, którą kręciliśmy w czasie ostatniego dnia zdjęciowego, tuż przed kręceniem jeszcze niektóre rzeczy przerabiałem.

B: Zająłeś się produkcją, scenariuszem, reżyserią, grasz główną rolę i w dodatku jeszcze sam skomponowałeś część muzyki do filmu. Jak dajesz sobie radę w tylu rolach?

S: Czuję się, jak młoda ryba w krystalicznie czystej wodzie. To mój żywioł. Tego typu połączenie wielu funkcji zawsze było moim celem - pamiętam, że już jako paroletni chłopczyk planowałem karierę aktora - reżysera (wtedy moim idolem był Charlie Chaplin). Z wiekiem i doświadczeniem rozwijałem inne umiejętności - nie dlatego, że uważam się za niezastąpioną alfę i omegę, ale dlatego, że w pracy rezysera filmowego każda kolejna umiejętność bardzo ułatwia, przyspiesza, a czasem nawet umożliwia pracę. Jeśli na przykład potrafię czysto i poprawnie technicznie zaśpiewać jakąś frazę, to nikt w studiu nagrań nie powie mi, że tej frazy nie da się zaśpiewać (sprawdzone).

B: Na jaką publiczność liczysz? Jak uważasz, czy zdołasz przyciągnąć osoby niezaznajomione z Twoją dotychczasową twórczością, nie wiedzące, kim jest Staszek Mąderek?

S: Oczywiście mam nadzieję, że tak, choć to już zależy od umiejętnej promocji i dystrybucji filmu. W "Gwiazdach w Czerni" teoretycznie każdy powinien znaleźć coś dla siebie - dużo humoru, liczne sceny walk (wręcz, na miecze i z bronią palną), pościgi samochodowo - motocyklowe, eksplozje, stłuczki i demolki, piękne kobiety oraz dużo, dużo komputerowych efektów specjalnych i animacji.

B: Ile w filmie jest scen stworzonych całkowicie np. w blueboxie?

S: Bardzo dużo. Znacznie więcej, niż pierwotnie planowałem. Wyniknęło to z faktu, że byłem zmuszony zrezygnować z kręcenia paru kluczowych scen w oryginalnej lokacji (wnętrze starej, zrujnowanej hali) i krecić wszystko w obwieszonej zielonym materiałem sali sportowej, którą będę potem zastępował halą idealnie odwzorowaną z oryginału w 3D. Obróbka tego materiału będzie niezwykle pracochłonna, bo większość ujęć będzie trzeba wycinać ręcznie, klatka po klatce, a w dodatku sporo scen kręciliśmy z wózka i z ręki, więc dojdzie skomplikowane przenoszenie ruchu kamery z planu - do wirtualnej rzeczywistości.

B: Przy produkcji bierze udział wielu zdolnych amatorów, między innymi zgłaszających się do Ciebie przez internet. Jaki był odzew na taką formę rekrutacji?

S: Do dziś, choć zdjęcia oficjalnie się skończyły, ludzie wciąż się zgłaszają. Najbardziej wzruszył mnie fantastyczny odzew na zaproszenie do klubu w Poznaniu - w celu kręcenia scen zadymy. Z najdalszych zakątków Polski przyjechało kilkadziesiąt osób - na własny koszt. Bez nich ta scena nie wyglądałaby tak, jak planowałem. Wielkie dzięki!!!

B: Czy wśród zgłaszających się na casting były osoby deklarujące się jako fani twoich poprzednich produkcji?

S: Jeśli ktoś wypełnia formularz ze strony, to najpierw - choćby z ciekawości - ogląda filmiki i nawiązuje do nich w mailu. Trudno powiedzieć, kto tak naprawdę był fanem, a kto zobaczył jakieś moje produkcje dwie sekundy przed zgłoszeniem.
Tak, czy inaczej - nigdy nie miało i nie ma to dla mnie najmniejszego wpływu na decyzje w sprawie nawiązania ewentualnej współpracy.

B: Prace nad "Gwiazdami w Czerni" obserwuje jednak - i to z zapartym tchem - spora rzesza fanów Twoich krótkometrażowych produkcji. Przewidujesz jakieś mrugnięcia okiem w ich stronę, easter eggsy?

S: Che che, zrobiłem parę takich "oczek", ale ich teraz nie zdradzę...

B: Czy treningi do scen akcji zacząłeś "od zera", czy też ćwiczyłeś wcześniej jakieś sztuki walki?

S: Od mniej więcej piątego roku zycia ćwiczyłem strzelanie sportowe (najpierw oczywiście wiatrówka, potem kbks i broń krótka), od trzynastego roku życia intensywnie ćwiczyłem rozmaite sztuki walki (głównie karate), po dwudziestce dołączyłem delikatną, amatorską kulturystykę. Niestety przez kilka ostatnich lat potwornie się zaniedbałem - co strasznie utrudniało kręcenie scen walk. Względny sukces (czyli głównie to, że w ogóle przeżyłem) zawdzięczam cierpliwości i wyrozumiałości mojego instruktora, a finalny, atrakcyjny efekt - jego uporowi, stawianiu wysoko poprzeczki, upierdliwości i deptaniu mi po ambicji.

B: Jakie masz wrażenia z treningów?

S: Powiem krótko - pot, ból i krew!

B: Sam zajmujesz się efektami specjalnymi czy ktoś Ci pomaga?

S: Nad ostatecznym efektem pracuję sam, ale mam kilku wspaniałych pomocników, którzy realizują niektóre prace - głównie te najbardziej czasochłonne lub te, na których znam się znacznie mniej od nich.

B: Opowiedz o trudnościach, z jakimi wiązało się kręcenie GwC. Co było najgorsze?

S: Zawsze przy takich produkcjach najtrudniejsze jest zebranie wszystkich ludzi i całego sprzętu w jednym miejscu i w tym samym czasie. Jeśli do tego cały film robi się praktycznie z własnej kieszeni - wszystko to jest jeszcze trudniejsze.

B: Jak będzie wyglądać dystrybucja oraz promocja filmu i na jaki rozgłos liczysz?

S: O tym na razie nie mam pojęcia - porozmawiamy, gdy ukończę film.

B: Nakręcenie pełnometrażowej produkcji środkami w dużej mierze własnymi to nie lada osiągnięcie. Czy będziesz po wszystkim szukał kolejnego, większego wyzwania?

S: Oczywiście. Taki już jestem - nic nie poradzę. Mam tylko nadzieję, że po premierze zmuszę się do wyłączenia komórki i wyjazdu na przynajmniej tygodniowe wakacje. Nie miałem urlopu od kilkunastu lat...

B: Dziękujemy za rozmowę i mamy nadzieję, że film odniesie spektakularny sukces :-)

S: Ja również serdecznie dziękuję i zapraszam do kin!


Pod pseudonimem `Bastion` ukrywali się: Gunfan, Misiek i Wedge.


Tagi: Staszek Mąderek (3) wywiad (38)

Komentarze (5)

zniszczymy ich Ogniem I Mieczem

Staszek jest najlepsze

Staszek szybki jest :D

zapowiada się ciekawie

Łiiiiiiii, dostałem creditsy! ^^
A film zapowiada się lepiej niż możnaby sądzić... Nie byłbym sobą, gdybym nie pochwalił umieszczonych na sieci filmików z treningów walk. Będzie widowiskowo!

Jeszcze pamiętam jak w listopadzie czytałem w lokalnej gazecie o tym, że Staszek nagrywał kilka scen na obrzeżach miasta w który mieszkam. :)

Staszek? Człowiek Orkiestra!

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.