Twórczość fanów

Forever Young

Autor: Samuel ''Ri'' Baron



Na Zaadji słońce świeciło już wysoko ponad horyzontem pośród pierzastych chmur zbierających się na niebie od kilku godzin. Anakin nie wiedział ile czasu minęło odkąd przyleciał tutaj wraz ze swoim Mistrzem. Czas nie był teraz najistotniejszy. Wiedział za to, jaką misję mają do wykonania, a to było naprawdę ważne. Przynajmniej wydawało mu się, że wiedział.
Nad jego głową frunęło kilkadziesiąt kanonierek z żołnierzami-klonami na pokładzie. Skywalker miał świadomość, że nie przylecieli tutaj żeby usiąść w kantynie i pogadać. To było coś ważnego, coś co Republika miała tutaj do zrobienia... Obi-Wan mówił mu dzień wcześniej, że na tej planecie Separatyści utworzyli nową, wielką fabrykę droidów bojowych. Droidów stworzonych żeby siać terror i niepokój. Żeby rujnować życie milionom niewinnych... Sama myśl o tym napełniała Padawana gniewem. "Nie ma emocji - jest spokój." Ale jak tutaj nie być chociaż trochę sfrustrowanym? Całe szczęście Armia Republiki była tutaj, żeby zaprowadzić porządek. Myśl o niej sprawiała, że na twarzy Anakina pojawiał się tryumfalny uśmiech. Armia będąca z kolei narzędziem prawości. Przedmiotem, dzięki któremu demokracja i porządek znów zawitają na światy pogrążone w chaosie wojny. Także na te, których mieszkańcy dali się omamić słowom i obietnicom Dooku.
-Komandorze, przygotuj swoich ludzi! - miły, kobiecy głos dochodził zza pleców Anakina. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na Jedi, która została tutaj przysłana razem z nimi. Niewątpliwie nieskazitelnej urody młoda dziewczyna, która z jakiegoś ważnego względu została wybrana do tej misji... Skywalker nie znał szczegółów.
Tohno - bo tak nazywała się ta piękna Jedi, miała długie, brązowo-rude włosy splecione po bokach w warkocze, a z tyłu spięte. Jej szata Jedi była ciemnoczerwonego koloru, który ciekawie kontrastował z błękitem zamrożonych skał, na tle których stała.
-Anakin! - niecierpliwił się Obi-Wan, spoglądający karcąco na ucznia. - Słyszysz mnie?
-Tak, tak mistrzu...
-Dlaczego nie odpowiadasz kiedy mówię do Ciebie? Co się dzieje? Czemu nie pamiętasz o swoich obowiązkach? Jak zwykle myślami jesteś gdzieś daleko!
Skywalker westchnął cicho.
-Przepraszam... Pamiętam gdzie jesteśmy mistrzu... Tylko po prostu... - Skywalker zająknął się. - ...chodzi o Tohno... - wyznał po chwili.
Kenobi zmierzył go wzrokiem zimnym jak lód.
-Rozumiem! To piękna dziewczyna! - mówił. - Ale pamiętaj, że Jedi musi...
-Nie! Nie rozumiesz! - przerwał mu Anakin, po czym zaczął łagodniej. - Ona po prostu... Jest... Bardzo młoda... Rada nie powinna jej wysyłać na tak niebezpieczną misję.
Obi-Wan wydał się zakłopotany.
-Przepraszam... Źle Cię zrozumiałem... - Kenobi wziął głęboki wdech i położył Skywalkerowi rękę na ramieniu. - To jest wojna. A wojna zmusza nas do podejmowania ryzyka... Wszystkich. Ryzykujemy żeby ratować bezbronne istnienia, Anakinie. Mistrzyni Tohno nie jest wiele starsza od Ciebie, a Ty przecież zdążyłeś już podjąć więcej wyzwań niż nie jeden Mistrz Jedi.
Skywalker kiwnął głową.
-Ale mistrzu...
-Nie ma „ale”, Anakinie! Nie ma „ale”! - wciął się w słowo Obi-Wan. - Łatwo jest zawierzyć własnym umiejętnościom, a dużo trudniej cudzym. Tohno zaakceptowała tą misję, a naszym zadaniem jest dołożyć wszelkich starań, żeby ta misja zakończyła się sukcesem z jak najmniejszymi stratami.
Anakina jednak wcale to nie pocieszyło. Dlaczego znowu kolejni Jedi mieli ryzykować życie? I to jeszcze takie młode kobiety jak Tohno? To było nie w porządku. Padawanowi nie mieściło się to w głowie. Już niedługo rada będzie wysyłać młodzików ze świątyni na front!
Tohno nasunęła kaptur na głowę i zbliżyła się do Obi-Wana Kenobiego i jego padawana. Odkąd tu była w jej głowie powstawały wciąż nowe wątpliwości. Czy dobrze robi? Czy zginie podczas wykonywania tej misji? Czy to próba? Na żadne z pytań nie było odpowiedzi. Pamiętała tylko słowa Mistrza Yody, które wciąż jej powtarzał gdy była młoda. "Gdy wątpliwości nachodzą Cię młoda padawanko, poddać się im nie możesz! Przyszłość w ciągłym ruchu jest - sposobności nie masz, żeby przewidzieć ją. Ufać Mocy musisz, a gdy w serce swoje się wsłuchasz odpowiedź znajdziesz! Strachu nie ma! Wątpliwości! Moc tylko jest! Tu i Teraz!". Nie mogła się poddawać.
-Mistrzu Kenobi, oddziały są przygotowane! Ruszamy obejrzeć pozycje wroga? - odezwała się. Nie chciała myśleć o tym co będzie. Nie mogła. Musiała zająć się czymś innym.
-Oczywiście Mistrzyni Tohno. Anakin i ja jesteśmy gotowi. - Kenobi pokiwał głową.
-Tak jest mistrzu. - zgodził się Skywalker.

Baza Separatystów wyglądała na zbudowaną przez Geonozjan. Takie same "kopce" Anakin widział na Geonosis. I teraz, kiedy wraz z Tohno i Kenobim obserwowali przez lornetki potężną budowlę i fabrykę droidów, oraz Armię robotów bojowych poniżej, przypominała mu się walka z Dooku i rzeź na Arenie.
Niewątpliwie wojska Separatystów miały ogromną przewagę liczebną. Zdziwiło to Anakina. A może raczej - nie zdziwiło. Zirytowało go to. Niewątpliwie wszyscy mieli jakiś plan, ale jemu dalej nikt o nim nie powiedział.
-Chociaż raz informacje się sprawdziły... - mruknęła Tohno z przekąsem. - ...niestety... Te potężne, ciężko opancerzone jednostki zmiotą z powierzchni ziemi wszystko co się tylko zbliży... -kobieta wciąż starała się nie myśleć o ewentualnych konsekwencjach - Ciekawe... Nie widzę ani jednego Geonozianina... Myślałam że będzie ich mnóstwo!
Kenobi odchrząknął.
-Oni źle znoszą niskie temperatury... Ich rodzinna planeta to w końcu pustynia... - wyjaśnił.
-Hah! - uśmiechnęła się kobieta. - Więc wejście do środka może okazać się dużo łatwiejsze niż zakładałam...
-Jak to "do środka"? Myślałem że... - ale Anakin już wiedział. To jest właśnie to, o czym nikt mu nie chciał powiedzieć. I zaraz pewnie pozna całą prawdę.
-Anakin, widziałeś przecież ich armię! Frontalny atak ma nikłe szanse powodzenia... - Anakin wiedział, że Tohno nie mówi wszystkiego.
-Mamy wykorzystać oddziały klonów do dywersji padawanie. - zaczął Kenobi. - To umożliwi Mistrzyni Tohno przedostanie się do bazy i zdetonowanie materiałów wybuchowych. A teraz opróżnij swój plecak. Tam je właśnie włożyłem.
Anakin miał ochotę wybuchnąć. Miał materiały wybuchowe w plecaku - to nie byłoby takie trudne. Nie miał jednak nastroju na żarty. Nie dało się ukryć że był wściekły. Dopiero teraz poznał prawdę o tym planie i chyba wolał nie znać go wcale.
-Ale Mistrzu! Tohno nie może iść sama! - zaprotestował.
-Pójdę gdzie powinnam... - powiedziała pewniej niż sama uważała.
-Mistrz Windu i Rancisis zaakceptowali ten plan na długo nim opuściliśmy Coruscant. Sama Tohno go zaakceptowała. - powiedział Obi-Wan, podając plecak z ładunkami kobiecie.
-Ale dlaczego nikt MI o tym nie powiedział? - oburzenia Anakina rosło z chwili na chwilę. Jednak Tohno udało się ugasić ten gniew.
-A co byś zrobił Mistrzu Skywalker, gdyby i Ciebie poproszono o konsultacje? - spytała spokojnie.
-Znalazłbym inny plan! Inny sposób! Ja...
-Spokojnie. Nie martw się o mnie. Tanio skóry nie sprzedam... - Tohno położyła spokojnie palec na ustach padawana, a potem powoli oddaliła się.
-Niech Moc będzie z Tobą... - powiedział Obi-Wan cicho. - Zawsze. - dodał w duchu. Obi-Wan wiedział jak będzie. Widział to już kiedyś. Nie mógł jednak nic z tym zrobić.

Tohno wędrowała przez lodowe wzgórza. Mimo że wciąż powtarzała sobie kodeks Jedi, nie potrafiła odciągnąć swoich myśli od tego, że być może idzie na pewną śmierć. "Po co ja to robię?" "Czy tego właśnie chcę?" "Czy tego chce Moc?". Na żadne z tych pytań nie było odpowiedzi. Wszechobecne wątpliwości. Nie mogła ich pokonać. Nie teraz. Ale nie mogła też dobrze wykonać tej misji jeśli wątpliwości będą wciąż ją nachodzić. Wyłączyła swój umysł. Nie było miejsca na błędy.
-Mistrzu?
-Tak Anakinie?
-Dlaczego Tohno została wybrana do tej misji? Jest taka młoda!
-Studiowała przez długi czas Architekturę i Inżynierię. Ta wiedza jest niezbędna żebyśmy mieli pewność, że wybuch zniszczy całą bazę. Nie będzie więcej okazji by to zrobić, a jeśli Jej się nie uda, prawdopodobnie nasze wojska zostaną zmasakrowane.
Wielka Armia pełna białych żołnierzy. Żołnierzy, z których każdy jeden jest klonem tego samego człowieka. Ponad nimi statki. Republikańskie kanonierki frunące z kolejnymi oddziałami na pokładzie. Wszyscy oni gotowi do walki. Wszyscy oni gotowi oddać życie w tej walce. "Za Republikę! Za Republikę! Za...!" - te myśli - i tylko te, wciąż nawiedzały ich umysły. Przed nimi pędziły skutery. Kolejne oddziały białych żołnierzy w charakterze zwiadowców a na czele armii... No właśnie. Na czele armii dwóch nieustraszonych Rycerzy Jedi. Pędzących po zwycięstwo albo po klęskę. Nie mieli wpływu na to co się stanie. Zachowali wiarę, że będzie to triumf bez ofiar.
Chociaż tak naprawdę Kenobi i tak wiedział co będzie.
Tohno natomiast nie wiedziała co będzie. Nie chciała wiedzieć ani nie chciała myśleć. Chciała zrobić co trzeba. Nie była pewna że tego właśnie chce ale przy tej wersji została. Podziemny tunel prowadzący prosto do fabryki był usłany ciałami Mandalorian. Tohno nie znała historii tych ciał. Nie wiedziała od czego zginęli i co miało tutaj miejsce. I miała także nigdy się nie dowiedzieć. Powoli uruchomiła komunikator.
-Jestem już wewnątrz... Generator musi znajdować się w samym centrum tego kompleksu... Ruszam dalej...
I wciąż szła. I wciąż nie myślała. Ani przez chwilę. Nie potrafiła.
-Szybiej psy! Jedi są blisko! - krzyczał Geonozjański dowódca na swoich ludzi. Tohno zauważyła ich i odpinając miecz świetlny przemówiła:
-Poprawka robalu. Jedi już tu są!
Geonozjanie wystraszyli się i sięgnęli bo swoją broń, ale nim zdążyli zareagować, ciało jednego z nich zostało rozpłatane precyzyjnym cięciem zielonej klingi. Tohno uchyliła się przed pociskiem i odepchnęła jednego z Geonozjan. W jej kierunku pofrunął kolejny pocisk, którego jednak nie dało się zatrzymać świetlnym mieczem, a którego energia odepchnęła kobietę.
-Zabić ją! - wrzeszczał Geonozjanin. Jedi przesłała impuls Mocy, który sprawił że jej broń podniosła się z ziemi i pokroiła kolejnych Geonozjan. Miecz świetlny na powrót wylądował w jej dłoni, a ostrze ukryło się w rękojeści. Tohno wiedziała, że nie zostało wiele czasu. Pobiegła dalej.
-Oddziały wroga zajęły pozycje aby bronić bazy! Poniesiemy wielkie straty jeśli zaatakujemy! - mówił klon odziany w żółty pancerz.
-Spokojnie komandorze, wszystko zostało przewidziane. Nie będziemy atakować. - Anakin przez długą chwilę wahał się, ale po chwili powiedział. - Trzymaj jedną kanonierkę w pogotowiu... Może mi być potrzebna.
Tohno dotarła do generatora. Był to promień energii rozciągający się od góry do dołu za specjalną szybą. Nikogo w polu widzenia... Świetnie! Może uda się wyjść z tej misji cało? - w głowie Tohno szybko pojawiła się nadzieja, która została od razu rozwiana przez Geonozjanina, który wyłonił się zza ściany.
-Intruz! Intruz! Jedi w generatorze! - wrzeszczał. Kobieta zapaliła miecz świetlny i skoczyła na wroga, ale on już był w powietrzu. Już wszczął alarm. Już... Już szansa przeżycia została zaprzepaszczona. Tohno poczuła gorycz i zrobiło jej się sucho w gardle. A więc tak skończy? Nie było czasu! Misja! - wrócił jej rozsądek. Uruchomiła komunikator.
-Mistrzu Kenobi, odkryto moją obecność i podniesiono alarm! Cokolwiek chcecie zrobić, nie próbujcie mnie ratować! Nie narażajcie oddziałów! Wykonam to zadanie!
-Nie Tohno! Nie zostawię Cię! - na twarzy Anakina pojawiła się nuta determinacji. - Kanonierka! Już! - rozkazał klonowi. Nie wiedział co zrobi. Nie wiedział jak. Wiedział tylko, że musi jej pomóc.
-Anakin! Musisz utrzymać pozycje! Co ty wyprawiasz? UTRZYMAJ POZYCJĘ! - wrzeszczał Kenobi, czując konflikt w umyśle swojego padawana.
-Ocalę ją mistrzu! Mogę to zrobić i zrobię to! - Skywalker wykonał skok wspomagany Mocą i już był na pokładzie kanonierki. Usiadł za sterem.
-Mistrzyni Tohno ma swoją misję, a My mamy swoją! Nie uda jej się jeśli nas zawiedziesz! - ale głos Obi-Wana poza tym, że rozszedł się po całym kanale Armii, to nie odniósł zamierzonego skutku. Padawan nie zatrzymał się. Nie ustąpił. Leciał omijając laserowe błyskawice.
Tohno westchnęła głęboko. Przypomniała jej się ważna rzecz.
-Skywalker! Słuchaj mnie! Chcesz wlecieć w podziemne korytarze wrogiej bazy? - mówiła. - Pamiętaj o swoich obowiązkach! Masz służyć Republice! A nie mnie! Zaakceptowałam tą misję i jej konsekwencje! Nie zmienisz mojego przeznaczenia... Nie ocalisz mnie. Pozwól mi odejść. Dokończ swoją część misji. Rób co musisz!
I Anakin dopiero teraz posłuchał. Zawrócił i wylądował. Nie zrobił tego, czego chciał i nie był z tego powodu zadowolony.
Do sali nagle zaczęło zlatywać się całe mnóstwo uzbrojonych Geonozjańskich wojowników.
-Dziękuje Anakinie. - Tohno zapaliła świetlny miecz i już nie było w niej cienia wątpliwości. Skoczyła i położyła trupem dwóch Geonozjan. Uwierzyła w Moc. Pozwoliła żeby prowadziła ją. Zaufała Jej. Geonozjan było jednak zbyt wielu by ich pokonać. Zbyt wielu dla Mocy? Nie. Zbyt wielu dla człowieka. Tohno upadła na kolana od uderzenia, ale nie czuła już bólu. Liczył się tylko jeden moment. Tu i Teraz. Miecz świetlny pofrunął między Geonozjanami i uderzył w cel. Klinga wbiła się w plecak.
Tohno zrozumiała. Odkryła prawdę do której całe życie dążyli wszyscy Jedi. W tym jednym momencie wątpliwości już nie było. Liczył się jeden moment i jeden czyn. Bez emocji, bez strachu, z wiarą.
Nie ma śmierci. Jest Moc.

Ogromna eksplozja wstrząsnęła całym kompleksem. Fala uderzeniowa zniszczyła wielką armię robotów, a fabryka zniknęła w dymie i płomieniach. Płomień Tohno w Mocy zgasł - przynajmniej z punktu widzenia Anakina. Jednak na przestrzeni wieczności nigdy nie płonął jaśniej. Tohno wyszła zwycięsko z tej próby - Anakin nigdy tego nie zrozumiał.
Chyba Obi-Wan coś do niego mówił. Chyba On mu coś odpowiedział. Ale zapamiętał tylko kilka słów.
-Pamięć o Niej pozostanie na zawsze w naszych sercach.
Anakin nie zrozumiał. Nie pogodził się.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,60
Liczba: 10

Użytkownik Ocena Data
Teesel 10 2007-09-29 12:28:36
Shadow 9 2008-02-21 18:14:52
Dyndo Sydius 9 2007-09-29 15:23:40
Heavy Metal SITH 9 2007-09-29 13:09:15
Timonaliza1 9 2007-09-29 12:51:05
Ludwik 8 2008-07-08 00:30:22
mgmto 8 2007-11-07 19:49:52
Dorg 7 2008-02-23 18:51:05
the chosen one 6 2007-09-29 12:52:44
Krogulec 1 2007-09-29 17:55:50

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (11)

całkiem, całkiem :) 8/10 :)

Niezłe, choć troszkę nie trzyma się kupy...

Wreszcie opowiadanko! Najbardziej ze wszystkich newsów lubię opowiadania. Szkoda, że takie słabe. Nudne i troszkę zabrakło mu redakcji stylistycznej. Armia, choć może być "narzędziem", na pewno nie może być "przedmiotem". Padawanka była bardzo młoda, więc dlaczego wspominała coś, co Yoda mówił jej, gdy była młoda? Jest jeszcze parę rzeczy, nie będę jednak za dużo się czepiać, w końcu to nie konkurs pisarski, tylko kółko fanów. Anakin jest drażniący, ale możliwe, że to właśnie zostało dobrze opisane :)

Horus - jak to w nowelizacjach nie wszystkie dialogi są takie same jak oryginał...

Ej... może byś się zwracał po imieniu :P Znaczy, po nicku :P

Wiesz Jaingi , dla mnie opowiadanie słabe , ale komisk już lepszy :P nie czytałem do końca bo zraziły mnie wycięcia w dialogach - 8

słuchajcie - zaimki osobowe piszemy od dużej litery tylko w przypadku, gdy samy wyrażamy do danej osoby szacunek. ktokolwiek z was widział, żeby w jakiejkolwiek książce było coś takiego?

W tym komiksie jedny co mi się podobało to Tohno :)
Popieram przedmówcę... komiks słaby... ale opowiadanie już lepsze :)

ze średniego komiksu nie da się zrobić świetnej adaptacji

Według mnie świetne opowiadanie i przedstawiony świat. Dyszka :D

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.