Komiksy

Star Wars #8: Eight for Abuda-3


Tytuł oryginału: Marvel Comic Star Wars #8: Eight for Abuda-3
Scenariusz: Roy Tomas
Rysunki: Howard Chaykin
Litery: J. Constanza
Kolory: T. Palmer
Okładka: Howard Chaykin
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe: Marvel Comics 1977


Recenzja Nestora

„Eight for Abuda-3” to kontynuacja przygód Hana Solo, zapoczątkowanych w poprzednim numerze Marvel Comics Star Wars. Akcja post-adaptacyjna rozkręca się na dobre. Mamy okazję poznać nowych bohaterów i do gry powraca Luke Skywalker, który wyrusza na niebezpieczną misję.

Okładka numeru iście kinowa. Jak plakat z dobrego westernu. Widzimy na niej tytułowych „ośmiu”. Poza Hanem Solo i Chewbacca, widzimy królika, kobietę, starca z mieczem, wieśniaka, robota i jeżo-misia. Wszyscy zwarci i gotowi do walki z potworem, który zaraz się na nich rzuci i rozerwie na strzępy.

Bohaterski Han Solo dostaje propozycję nie do odrzucenia. Miejscowi chłopi proszą go ochronę, przed bandą oprychów dowodzonych przez Serjiego-X. Iście groźnie brzmiące imię. Koncepcja historii przypomina film „Siedmiu wspaniałych”. Korelianin zbiera więc grupę, która pomoże mu w wykonaniu zadania. Wieśniacy nie mają do zaoferowania wiele, a o dziwo Solo nic od nich nie wymaga. Jest to kontynuacja metamorfozy jaką przechodzi Han od czasu zniszczenia Gwiazdy Śmierci. Dziwni rekruci zgłaszają się do najlepszego przemytnika galaktyki. Najpierw przychodzi istota o imieniu Hedjie, człekokształtny jeżo-miś, który rzuca własnymi kolcami z rąk. Później kobieta, którą Han zna od dawna – matka jego przyjaciela z dzieciństwa Dena, Amaiza. Kolejnym chętnym do walki w obronie uciśnionych jest… Don-Wan Kihotay, Rycerz Jedi (sic!). Dla mnie jest to największa porażka tego numeru. Tu sprawa się ma podobnie jak z banthą. Przy możliwości eksploracji nieznanego i tworzenia praktycznie wszystkiego, sięga się po stare pomysły. Co prawda Kihotay bardziej przypomina obłąkanego, ale sam fakt umieszczenia w komiksie kogoś czyje imię przypomina bohatera klasyki światowej literatury, razi. Następnie zgłasza się zielony królik Jaxxon, z niewinnym wyrazem twarzy, który po prostu rozbraja. Kolejnym rekrutem jest druga porażka numeru, młodzik Jimm, który każe się nazywać: „Starkiller Kid”. Żałosność tej postaci sięga granic. Przeciwnicy Luke’a Skywalkera z pewnością ją znienawidzą. Nie dosyć, że ubrany tak samo jak Skywalker, to jeszcze dwa razy bardziej durny. Wraz z nim przychodzi robot FE-9Q z gąsienicami zamiast nóg. Dość oryginalny, w dodatku ma całkiem ciekawą osobowość. Z pewnością będzie się wyróżniał z całej tej zbieraniny. Do akcji wkracza także Luke. Wylatuje z misją poszukania nowego miejsca, na budowę bazy dla Rebeliantów. Wspomina Hana, a całe przejście z akcji do akcji jest zrobione kapitalnie.

Rysunki z tego numeru zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Może i otoczenie przypomina westernową rzeczywistość, ale postacie są wyraźne i bardziej przypominają „siebie”. W końcu Chewbacca wygląda jak Wookiee. Han nie ma śmiesznej grzywki, a Luke jest sobą. Zobaczymy czy ta tendencja się utrzyma, mam nadzieję, że tak. W tworzeniu komiksu zadebiutowała J. Constanza, jako człowiek zajmujący się literami. Są one wyraźne i odpowiedniej wielkości. Tylko na ostatniej stronie się trochę zlewają. Poza tym komiks nie ma większych uchybień.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 5/10
Klimat: 10/10
Rozmowy: 4/10
Rysunki: 5/10
Kolory: 3/10
Opis walk: 3/10
Opis świata SW: 5/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,17
Liczba: 6

Użytkownik Ocena Data
Burzol 8 2014-05-17 23:02:51
Onoma 8 2012-11-30 19:56:00
Bolek 7 2011-05-10 23:39:44
timetravelprimer 5 2013-11-17 19:09:09
Nestor 5 2007-10-19 17:15:41
DarthRevan210 4 2016-03-06 13:25:30

Tagi: Howard Chaykin (10) Marvel Comics (105) Roy Thomas (9) Star Wars (1977) (76) Tom Palmer (17)

Komentarze (2)

Bolek ma racje, ósmy zeszyt to moment, w którym ta opowieść nabiera rozpędu. I jest naprawdę fajnie. Ale na początek uwaga, bo wątek pojawił się w kantynie: zadziwiająco często Han traktuje Chewiego jak swojego ochroniarza, który przyjdzie na każde zawołanie.

Ważniejsze jest jednak to, że to w tym zeszycie poznajemy wesoła gromadę, która ma pomagać głównym bohaterom i tu postawiłbym przede wszystkim na toporność (ocierającą się o idiotyczność) postaci Don-Wan Kihotaya, czyli po prostu Don Kiszota. Nie wiem jak ludzie mogą narzekać na królika, przy takim pomyśle. Natomiast sam Jaxxon IMO to autentycznie fantastyczna postać. Bohater, który wygląda futerkowo i zabawnie, a jest bezczelnym i niebezpiecznym osobnikiem, jest super. Zresztą tak, jak reszta obsady.

I od tego momentu już mi komiksy zaczęły się bardzo podobać. Niech żyją Marvele <3

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.