Twórczość fanów

Ysanne Isard. Dzień i noc

Autor: Jedi Nadiru Radena



**********

Szkarłatny mundur. Nienaganna postawa. Piękna twarz. Długie czarne włosy przetkane srebrzystymi pasemkami. I niezwykłe oczy. Jedno oko błękitne, spozierające na wszystko lodowatym wzrokiem i jedno oko czerwone, wbijające w każdego płomieniste, gniewne spojrzenie.
Oto jak cię widzą. Oto kim dla nich jesteś.
Dyrektorka Imperialnego Wywiadu, rzekoma kochanka ich Imperatora, faktyczna władczyni Imperium Galaktycznego, Lodowe Serce.
Gdy zapada noc, masz tego dość. Męczy cię ten wizerunek. Bo gdy zapadają ciemności, nawet w świetlistej stolicy galaktyki, jesteś całkiem sama i ogarnia cię lęk. Durastalowe bariery oplatające twoje „lodowe” serce pękają, a ty kurczowo zaciskasz palce na puchowej poduszce.
Unosisz powieki i ześlizgujesz się z aksamitnej pościeli na miękki, puszysty dywan otulający jedną z wielu twoich sypialni, pogrążoną w nieprzeniknionym mroku. Na moment na twoich rubinowych ustach igra ironiczny uśmieszek. Sama otoczyłaś się ciemnością w obawie przed zdradą — ale także w obawie przed własnymi lękami.
Uśmiech na twoich licach gaśnie. Choć pokój ma stałą temperaturę, czujesz chłód nieprzyjemnie dotykający twoich nagich ramion. Zaciskasz zęby, twoje stopy suną po wyściełanej podłodze, ręką po omacku sięgasz po koc. Gdy twoje palce natykają się na szorstki, ale przy tym cienki materiał, przyciągasz go do siebie i otulasz się nim.
Nie potrafisz zasnąć. Jesteś znużona, lecz sen nie jest w stanie objąć cię we władanie.
Wspominasz swojego ojca, Armanda Isarda, jego zdradę i swoją zemstę. To twoja chorobliwa ambicja i rodząca się już wówczas paranoja pozbawiły cię naprawdę jedynej bliskiej osoby. Nie ty nacisnęłaś na spust, lecz bez emocji, z chłodem spowijającym oblicze, przypatrywałaś się jego egzekucji. Czy to nie wtedy, kiedy jego ciało głucho upadło na podłogę, i jego martwe oczy nakierowały się na ciebie, ostatni raz poczułaś żal, ostatni raz gdzieś w twojej świadomości rozbrzmiały wątpliwości?
Odrzucasz to; wolisz pamiętać przewrotną radość, jaka cię ogarnęła siadając na jego fotelu, wodząc rozpromienionym wzrokiem po jego biurze, bez wahania wyrzucając do żarłocznej niszczarki wszystkie pamiątki po nim.
Ale pewne rzeczy wracają w najgłębszych mrokach nocy, gdy jesteś całkiem sama, gdy lodowe serce topnieje.
Potrząsasz głową — nie tylko po to, by wszystkie kosmyki twoich włosów opadły na plecy — i wstajesz, ruszając w drogę po labiryncie tajemnych przejść i komnat. Tu, w trzewiach Pałacu Imperialnego, którego bezkresne korytarze zawsze tętnią życiem, nie powinna ciążyć ci pustka... lecz jest inaczej, prawda?
Wspaniałe, eleganckie pokoje pozostawione przez Imperatora powinny rozpierać cię swoim majestatem, atmosferą niezmierzonej potęgi i władzy. Lecz tak się nie dzieje, bowiem noc jest czasem, w którym gigantyczne sale gmachu przytłaczają cię, napierają na ciebie niczym ściany ciasnej celi; czujesz się w nich obco, niczym nieproszony gość, ktoś nieistotny, drobny, mignięcie w długiej historii galaktycznej cywilizacji.
Stajesz w swoim obszernym, lecz przeraźliwie pustym gabinecie. Chłodny blask coruscańskich księżyców i świateł okolicznych wieżowców oblewa cię szarobiałą poświatą.
Władza. Pociągała cię od zawsze i zawsze była twoim marzeniem, kiedy jednak już ją zdobyłaś, zapragnęłaś czegoś więcej. Za dużo. Niepotrzebnie — głęboko w duszy doskonale to pojmujesz, ale nie jesteś w stanie tego otwarcie przed sobą przyznać i nie możesz się zatrzymać w tym bezlitosnym pędzie do coraz większej i większej potęgi; tkwiąc w nim, po kolei wyeliminowałaś wszystkich pretendentów do imperialnego tronu, krnąbrnych admirałów i dawnych pachołków Palpatine’a, którzy ubzdurali sobie, że mogą być kimś ważniejszym.
Niegdyś miałaś w swym życiu jasny cel. Teraz już go nie masz i powoli tracisz zmysły, próbując go na nowo uchwycić.
Ciągniesz palcem po gładkim blacie biurka, podchodzisz do szerokiego okna i przykładasz wnętrze dłoni do transparistalowej szyby. Przed tobą rozpościera się wspaniała panorama planety-miasta: ekumenopolis, jak ongiś określał ten sztuczny twór starożytny uczony Doxiadis. Środek nocy to jedyny czas, gdy możesz ją podziwiać, nie rozmyślając o tym, że biliony jej niesfornych mieszkańców należy utrzymać w ryzach, kiedy możesz popatrzyć na nią jak na kawałek olbrzymiego kryształu corusca, a nie wierne odzwierciedlenie monstrualnej sieci intryg i kłamstw spowijających galaktykę.
Mimo iż starasz się spoglądać na ten niesamowity obraz jak zwykła kobieta, dostrzegasz w nim liczne skazy, pęknięcia i niezagojone rany. Nie tak dawno temu to właśnie w nich płonęły najgorętsze ognie.
Pamiętasz ten dzień jak mało który: śmierć Imperatora, niespodziewany i z pozoru druzgocący cios — w tej godzinie paraliżujący strach zajrzał w twoje fascynujące oczy. Pożoga Rebelii liznęła stolicę Imperium. Wtedy to ostatni raz naprawdę się zawahałaś, zaś przez twoją głowę przemknęła myśl o klęsce i widmo płomieni wdzierających się do Pałacu Imperialnego, beznamiętnie spopielających twoje ciało.
Ta przerażająca wizja trwała zaledwie ułamek sekundy, lecz od tamtego dnia niekiedy prześladuje cię w snach, przypominając, niczym dawno utracone sumienie powracając w noce takie jak ta, o wszystkim tym, co uczyniłaś. O morderstwach, terrorze, torturach.
Odrywasz skostniałe palce od lodowatej szyby.
Niczego nie żałujesz, bo i czemu miałabyś żałować? To co robiłaś, co robisz i co zrobisz było, jest i będzie dokonane dla dobra Imperium. Tylko, czy aby na pewno Imperium tego potrzebuje? Czy ty tego potrzebujesz? A może jest właśnie tak, że wszystko to jest dla ciebie samej, że czynisz co czynisz w istocie wyłącznie dla siebie? Czy kiedykolwiek obchodził cię los innej istoty? Nigdy nikogo nie kochałaś, pomimo że nie raz twierdziłaś, iż jest inaczej. Kłamstwem próbujesz ukryć coś, czego przecież — jako Lodowe Serce — nie masz powodu skrywać, prawda?
Sporo w tym ironii.
Odruchowo odgarniasz perłowe pukle włosów za uszy, siadając na swoim fotelu. Coś jednak mąci twoje myśli, wstajesz i wracasz do okna, by następnie ruszyć w powolną wędrówkę z jednego krańca gabinetu na drugi.
Wiesz, że krążąc po pokoju nie odciągniesz umysłu od tysięcy myśli przeplatających się ze sobą w chaotycznych kombinacjach, lecz dzięki temu czas tak bardzo się nie dłuży. Wreszcie postanawiasz wrócić do swojej sypialni. Tak jak w twojej głowie błąkają się dziwne idee i pokrętne zamysły, tak ty zaczynasz błąkać się po Pałacu.
Wtem, przypadkiem, trafiasz do swojej garderoby. Omiatasz ją zmęczonym spojrzeniem. Jak dawno temu ostatni raz tu zawitałaś? Nie pamiętasz.
Podchodzisz do krzesła, na którego oparciu przewieszony jest twój zwyczajowy strój. Muskasz opuszkami palców karmazynowy materiał i uśmiechasz się leciutko, niemal niedostrzegalnie w półmroku komnaty oświetlonej jedynie blaskiem ekumenopolis.
Niegdyś miałaś wiele strojów, nową suknię na każde nowe przyjęcie w Pałacu. Dziś chodzisz jedynie w prostym, czerwonym mundurze. Czemu wybrałaś takie ubranie, chociaż jesteś panią największej galaktycznej potęgi?
To pycha, prawda? Ta sama pycha, która pchnęła cię też do sklonowania samej siebie — by nie czuć tej miażdżącej samotności, być może?
Po plecach przebiegają ci dreszcze. Ściągasz brwi i ciaśniej otulasz się kocem, który na moment ześlizgnął się z twoich ramion.
Chciałabyś teraz, żeby powróciły dawne czasy, kiedy byłaś tylko jedną z wielu poddanych Imperatora, prawda? To były dla ciebie lepsze dni — o wiele lepsze! Teraz z olbrzymim trudem panujesz nad całą sytuacją. Odpowiedzialność jest gigantyczna, obowiązki wyczerpujące, a wszyscy dybią na twoje życie i cię nienawidzą. Nie ma w galaktyce ani jednej osoby, która żywiłaby do ciebie choćby odrobiny cieplejszych uczuć.
Lecz kiedyś było odrobinę inaczej — a przynajmniej ty tak teraz sądzisz.
Dlatego właśnie tęsknisz, ale nigdy tego nie przyznasz, aby nie okazać nikomu słabości.
Nagle kątem oka dostrzegasz nowy poblask: to pierwsze promienie wschodzącego słońca wpływają łagodnie przez okna do pomieszczenia.
Przez moment trzymasz spojrzenie utkwione w podłodze, lecz gdy je podnosisz, w twoich źrenicach nie można już odczytać niczego poza hardością i ponurym zdecydowaniem.
Noc się kończy, a jest ona wytchnieniem od porządku rzeczy, które przywraca świt.
Przyoblekasz stalową maskę na swoją twarz i zdecydowanym ruchem chwytasz szkarłatny mundur. Koc spływa z twoich pleców i ląduje na podłodze.
Znowu jesteś Lodowym Sercem.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,25
Liczba: 4

Użytkownik Ocena Data
Pio 10 2007-11-09 19:50:44
Stele 9 2011-03-10 21:41:34
Carno 9 2008-12-21 00:27:23
Hego Damask 9 2007-11-09 08:51:51

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (7)

Opowiadanie to jest, wg mnie, swoistą odmianą opowiadania o śmierci Skywalkera. Tak je traktuje. Niezwykle mi się podobało, co muszę zaznaczyć na samym początku. Pokazuje YI jako władcę. Prawdziwego władcę, ze skrywanymi wątpliwościami, przygniecioną odpowiedzialnością. Niezwykle mi w tym opowiadaniu przypomina cesarzową Laseen z Malazańskiej Księgi Poległych Stevene Eriksona ( gorąco polecam, swoją drogą ). Władca nie jest nienaruszalną skałą. Żaden władca. Ale władcy tacy jak Ysanne okazują to tylko nocą, w samotności. W swojej otchłani. Naprawdę świetnie to ukazałeś. Iceheart od świtu do zmierzchu...a czasem po zmierzchu nie Iceheart, tylko Ysanne...

9+/10

( P. S. - zupełnie nie zgadzam się z zarzutem Sidy, że umieściłeś przytłaczającą ilość ruchów i gestów - ja właśnie za twe szczegółowe opisy Cię bardzo cenię. Ale przyznać muszę, że zarzut o nadużyciu kolorów jest trafiony )

2. No więc uważam, że w Twoim tekście nie ma encyklopedycznej YI: jest jest YI wahliwa. Lodowe Serce to Królowa Śniegu: a nie Buubuu-Wśród-Wątpliwości". YI nie zrobi się lodowa od tego, że ją tak nazwiemy.

4. Metafizyczny chłód nie da się pokonać kocem. (Nawiasem biorąc: Ten koc mógł być smaczkiem... Czemu YI śpi nago? Co z ogrzewaniem? Czy mundur jest jeden, nigdy nie prany, czy jeden z wielu kopii na zmianę? Czy na biurku był kurz, że przejeżdża palcem? Czy w garderobie ktoś robi porządek czy mole ucztują? To mogłyby być fajne smaczki tworzące atmosferę. Taki smaczek wyszedł np. w opisie z ojcem - nie wiem, kto dokonał egzekucji, nie wiem jak, nie wiem czy YH tylko patrzyła czy aż patrzyła? Wyobrażam sobie możliwości i to jest właśnie fajne. Ale nie można z zagadkami bez odpowiedzi przedobrzyć: Dlaczego koc - skoro obok aksamity, dywany? Dlaczego cienki - skoro zimno? Dlaczego szorstki - skoro wokół miękkość i puszystość?

O innych tekstach napiszę po przeczytaniu - jeśli będę miał uwagi. Bo bez uwag, to jakosik gópio.

PS Czy oceny 10...1 to jest w skali Bastionu, fanfikcji polskiej, literatury polskiej czy literatury światowej? No i dopiski 2...9 by się przydały, bo skąd wiadomo czym tekst na 4 różni się od tekstu na 6? No i co to znaczy np. "super"? 'Orgazm'? 'Lepiej nie można'? 'Zalecane do matury'? 'Fajne, ale inaczej nazwane'?

Jako że głupio cytować w komentach, to dam w punktach:

1. Argumenty pierwszy i drugi nie są argumentami, tylko wytłumaczeniem czemu tekst wygląda jak wygląda. Z kolei trzeci to już jest argumentem, i to bardzo dobrym. Z góry zakładamy, że fanfik SW jest tylko częścią uniwersum SW i jeżeli chce się go w pełni zrozumieć, to trzeba to uniwersum znać. Gdyby to nie był fanfik, to z Wookieepedią (tudzież inną encyklopedią) bym nie wyskakiwał.

2. Cóż, patrz wyżej. Wiem że inaczej odbiera się tekst bez znajomości pewnych rzeczy, a inaczej ze znajomością, ale z kolei ty sam musisz przyznać, że ruchem absurdalnym z mojej strony byłoby, żebym wyjaśnił dokładnie kim jest Ysanne Isard, co zrobiła, jaki jest jej prawdziwy charakter itp. itd.

3 [poetyczność tekstu]. Nie wiem jak inni na to patrzą, więc w zasadzie nie mogę nic rzec. Jedna opinia to trochę mało, żebym nagle uznał, że przesadziłem z tymi wszystkimi upoetyzowaniami itp. (ciekaw jestem co powie Lorienjo).

4. Metafizyczny chłód to to jest, tak więc... kwestia punktu widzenia, ot co.

PS. Ciekaw jestem co powiesz o innych moich opowiadaniach, bo jestem tego niezmiernie ciekaw.

Argumenty: "zazwyczaj piszę inaczej", "zasady są łamane", "można doczytać w wookie" są w literaturze chybione. Oddajesz tekst, całość - i kropka. Cała władza w ręce czytelnika. Nie ma w nagłówku noty "czytać tylko w zestawie", ani "czytać ze znajomością tematu" ani "uwaga zmieniam styl". Tekst broni się sam.

Musisz (tzn. nie musisz, ale jak się zastanowisz, to musisz ;) uznać, że odbiorca ma do dyspozycji tylko Twój tekst. A czego odbiorca taki jak ja dowiedział się z tekstu? Wcale nie tego, że YI jest "naprawdę paskudna". Jak jest piękna, śpi na golasa i hartuje się na zimnie, to właściwie nie jest paskudna - jest mru-mru a ja chcę drugą żonę :D

Ze eliminowała pachołków, admirałów? Własnoręcznie? Zresztą - może zasłużyli. Że patrzyła jak zabijają ojca - i ruszył ją żal? To też nie jest oznaka paskudztwa jeśli tak samo rozumiemy paskudztwo.

Nie jest wcale paskudna. Jest rozdarta. Kontrwampirycznie: nocą miewa wątpliwości, słabości, dreszcze ją biorą, dumania, spać nie może - za to o świcie wraca do pionu, siły i zdecydowania.

Wiem, że Twój tekst miał być poetyzowany - bo to widać - ale skoro tak, to stosuj zasadę poezji - "ani słowa za dużo!". Tekstu ma być w sam raz. Tolkiena nie jest w sam raz. "Pan Tadeusz" pełny ozdóbek, rzeczowników, przymiotników jest niczym w porównaniu z potęgą Mocy (haiku czy jednej udanej metafory). [Co nie znaczy, że jak coś krótkie, to dobre. Może być zepsuty dwuwiersz i dobry (mam nadzieję) nowy tysiąc stron Dukaja.

Ze YI = Lód, domyśliłem się, aż tak ze mną źle nie jest. Szło mi o uwagę dla synonimów: bo jeżeli przy chłodzie zaciska ktoś zęby, to co robi przy ziąbie? A mrozie? A siarczystym mrozie? Pęka mu szczęka?

Ze widzę kolory tak czy inaczej, to mniejsza: ich postrzeganie na Ziemi różni nie tylko między osobami, ale kulturowo, geograficznie wręcz. Jednak JEŚLI tekst ma mieć kolory - i zaczynać się w ciemności, zmierzać w poświatę, a kończyć na wschodzie słońca - to nie warto, by tekst szafował nazwami kolorów - raczej niech ma opisy _zmian_ kolorów. O ILE w ogóle musi mieć kolory, bo w ciemności / mroku barwy tracą sens - deep purple, king crimson, pink floyd, oczy YI - wszystko jednakie :)

Powodzenia!

PS Narracje drugoosobowe są rzadkie, ale nie tak rzadkie jak sądzisz. Np. podręczniki gier są tak konstruowane "Jesteś w lesie. A tam: A) Drobisz runo, B) Rąbiesz drewno, C) Trąbisz rumbę, D) Robisz drumlę. E) Wybierasz drogę do Isengardu /Ysann-isardu". (Itd.)

Nom, długa i kompleksowa... hmm... recenzja może nie, ale coś w tym stylu. W każdym razie czas się do niej ustosunkować.

Zacznę od stwierdzenia faktu, że to opowiadanie, jak zresztą doskonale widać, nie jest napisane normalnym stylem (druga osoba, czas teraźniejszy) i w mym zamyśle było to, żeby nie było traktowane jak każde zwykłe opowiadanie, ale coś odmiennego, forma ukazania pewnej teoretycznej sytuacji, która – w zależności od interpretacji – w zasadzie nigdy się nie wydarzyła i jest tylko próbą odautorskiego (czytaj: oryginalnego) ukazania kilku zdarzeń z życia niesławnej Ysanne Isard. To tyle wstępu.

1. W tym utworze ogólne zasady są łamane (bo zazwyczaj nie pisze się drugoosobowo i na dodatek w czasie teraźniejszym), toteż i zasady o kolorze "nie obowiązują". Tutaj kolory, jak i w paru innych moich opowiadaniach, są częścią lekkiego upoetyzowania tekstu i służą głównie temu, żeby istniał jakiś przymiotnik przed rzeczownikiem.
Jeszcze kwestia koloru poszczególnych kolorów. Pewnie, karmazyn, szkarłat, rubin (o purpurze nie wspominam, bo dla mnie zawsze jest ciemnym fioletem; kolor purpury bowiem głównie zależy od widzimisię – dla jednego to czerwień, dla innego to właśnie fiolet) itp. itd. różnią się od siebie, ale ogólne założenie jest takie, że karmazyn i szkarłat są odmianą czerwieni.

2. Lód, ziąb, chłód i zimno to Ysanne Isard (Lodowe Serce to jej kanoniczny przydomek), stąd też tak często o tym piszę. Tutaj wspomnę znowu o poetyzacji tekstu i fakcie, że (jako, że napisałeś nie słyszałeś o bohaterce) pani Isard była naprawdę paskudną osobą. Jeżeli z tekstu tego nie wynika, to w takim razie mogę tylko polecić Wookieepedię i serię X-wingi.
PS. Chłód tutaj jest przede wszystkim metafizyczny.

3. Obie formy: "siadać w" i "siadać na" są poprawne i znaczą to samo. Co się tyczy dywanu, to chodziło o to, że jest jedyną rzeczą, która sprawia, że pokój jest w miarę przytulny; zresztą, znowu daje się we znaki upoetyzowanie, hehe.

4. Well, opisy wszystkich ruchów dokonywanych przez Ysanne są istotne, gdyż w trakcie ich wykonywania Isard w zasadzie nie rozmyśla nad przeszłością. Ruch pozwala jej oderwać się nieco od myśli, ale jak zaznaczone jest w tekście, to i tak w końcu nie pomaga. A że ich za dużo? Może, może...

Tak na marginesie już, będąc przy Tolkienie, powiem, że IMO jak mało kto potrafił opisywać krajobrazy, przyrodę i budowle, ale faktem jest że nie do końca mu szło jeżeli chodzi o całą resztę.

Dzięki, że się postarałeś i wypociłeś tak długą opinię na temat mojego tekstu; liczę na więcej takich komentów!

JNR,

1. Za dużo kolorów:
" Szkarłatny mundur", "czarne włosy", "srebrzyste pasemka", "oko błękitne", "oko czerwone", "rubinowe usta", "szarobiała poświata", "perłowe pukle", "karmazynowy materiał", "szkarłatny mundur" itd.

Zasada jest taka: pisać o kolorach, gdy są istotne.
- Kolory oczu są istotne (bo są różnobarwne więc nietypowe), ale "rubinowe usta" nie są istotne (bo są typowe)
- "oblewa szarobiała poświata", po co pisać że szarobiała? Frezjowa albo gnilnotruskawkowa byłaby godna wzmianki.
- "Szkarłatny mundur" jest istotny za 1. razem, ale za każdym następnym już nie. (Oraz, uwaga, choć nie jestem kobietą, odróżniam karmazyn od szkarłatu (od purpury) (od rubinu)). Zaufaj mi, że są ludzie, dla których niebieskość błękitu NIE może być lodowata. W odróżnieniu np. od niebieskości stalowej.
- Włosy są czarne z pasemkami srebra - a pukle perłowe? Perłowe to srebrzystobiałe, true, ale z muśnięciem różu. A srebro nie ma różu. (Choć być może angielskie nazwy mnie mylą.)

2. Za dużo lodu. Starczy Sorokina, i Dukaja :D
A tu "lodowaty wzrok", "lodowe serca", "Lodowe Serce", "lodowata szyba"?

Jeśli chcesz podkreślić, że zimno, to OK....ale wtedy zapytam z głupia frant "czemu nie włączyć ogrzewania?". To przecie jest "elegancki pokój" "w trzewiach Pałacu" - więc chyba działa ogrzewanie inne niż per "cienki szorstki koc"? Brr. Wrr. A jeśli system grzewczy zniknął, to jakim cudem w pokoju jest "stała temperatura" (a nie coraz niższa)?

Lub: "Chłód nieprzyjemnie dotyka ramion". Znam to ;)...ale żeby zaraz "zaciskać zęby"? Zęby się zaciska jak się skacze do przerębli. Chyba że to chłód metafizyczny albo egzystencjalny? No to, w takim razie TU akurat zdałby się przymiotnik jakiś. A może zaciskanie zębów z innego powodu niż temperatura? Wtedy zabrakło wytłumaczenia.

3. Drobiazgi, drobiazgi: trochę ich jest, ale dam tylko dwa przykłady: "siadając na swoim fotelu". Że swoim, to wiadome, ojca już nie ma, więc po co pisać. Poza tym ja tam wolę siadać W fotelu, nie NA, pewnie to kwestia gustu. ("Na fotelu" to dla mnie "na stanowisku" -> "na fotelu prezydenta XIII RP"). Przykład drugi: "dywan otulający sypialnię" robi u mnie za dywan, tapety i puszysty plafon. O to chodziło?

4. Weź poprawkę, że jeśli ktoś nie wie, kto zacz YI (jak ja), to opis ruchów i gestów PRZYTŁACZA myśli czyli te ważniejsze i lepsze części tekstu. Czytam oto, że YI:
- leży
- zaciska palce na poduszce
- unosi powieki
- wstaje (z poduszką?)
- zaciska zęby
- sunie stopami
- sięga po koc (skąd ten koc, skoro po omacku zdążyła odejść od łóżka? jeśli nadal siedzi np. na krawędzi łóżka, to "stopy suną po podłodze" wprowadza w błąd)
- siada na JEGO fotelu (to wspomnienie czy jak?)
- wodzi rozpromienionym wzrokiem (w ciemnościach? po co? jeśli to wspomnienie, to składnia szwankuje)
- potrząsa głową (dlaczego właściwie?)
- wstaje (już chyba nie we wspomnieniach)
- rusza w labirynt
- staje w gabinecie (dlaczego w gabinecie jest poświata? tam nie "obawia się zdrady"?)
- ciągnie palcem po biurku
podchodzi do okna
przykłada dłoń
odrywa palce (ałaa!),
odgarnia pukle
- siada na SWOIM fotelu
- a jednak wstaje
- wraca do okna
- rusza w powolną wędrówkę
- krąży
- postanawia wracać do sypialni
- przypadkiem trafia do garderoby (?)
- omiata ją spojrzeniem
- podchodzi do krzesła
- muska karmazyn (szkarłatnego munduru :P
- czuje dreszcz na plecach
- poprawia koc
Może coś przeoczyłem. Uśmiechów i uśmieszków nie notowałem.

Tego jest stanowczo za dużo jak na kontrdawkę myśli, wspomnień. Dobre kawałki o ojcu czy Imperatorze toną w śledztwie: "w jakiej pozie, jakim oświetleniu i gdzie znajduje się YI?
Wniosek: rozbudować przemyślenia albo zredukować ruchy.

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią pisać opisy. Dobre opisy. (A nawet Tolkien nie radził sobie z opisami.) Że to moja pierwsza recenzja czegokolwiek z Bastionu, jestem niezręczny i mało delikatny - ale za to próbowałem być precyzyjny i z przykładami. Z tego samego powodu, dopóki nie wyrobię sobie zdania o średniej bastionowej, powstrzymam się od oceny punktowej. Aha, wszystko powyższe jest IMO albo IMHO.

Nothing personal, JNR :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.