Twórczość fanów

Kamino



Autor: Urthona



2 miesiące po bitwie o Geonosis

Deszcz. Wszechobecny deszcz. Patrzę na niebo i zastanawiam się, jak ta planeta mogła wyglądać zanim pochłonął ją ocean.
Nie mam za dużo czasu na kontemplacje. Mistrzyni Shaak Ti i jej Jedi a także ja i przydzielonych mi sześcioro rycerzy oraz specjalna grupa klonów trenowanych przez samego Jango Fetta, jesteśmy już w Tipoca – stolicy tego wodnego świata.
- Zarko! – mój komlink ożywa i słyszę głos Togruty. – Zbierz swoich ludzi i zaatakuj budynek łączności!
- Niech Moc będzie z tobą, Shaak – mówię tylko i wyłączam się. Następnie powtarzam rozkaz wszystkim, którzy są ze mną.
Klony przygotowują broń, widzę zapalone miecze świetlne swoich podkomendnych. - Ostrożnie, generale – dowódca klonów, zwany przez swoich Dal, podchodzi do mnie. – Sprawdzimy teren.
Zgadzam się. Znikają w strugach lejącej się z nieba wody. Daję znak rycerzom i pozostałym przy mnie żołnierzom. Idziemy za przednią strażą.
Niebo przecina błyskawica. W jej blasku dostrzegam wysoki, okrągły budynek – tam mamy się udać.
Wiem, że nad naszymi głowami toczy się inna bitwa: Obi-Wan Kenobi i Anakin Skywalker ze swoją grupą mają za zadanie nie dopuścić do wylądowania posiłków dla Separatystów.
Jakiś czas temu mistrz Quinlan Vos dowiedział się, że Konfederacja planuje atak na fabrykę klonów na Kamino. Na czele operacji stał Passel Argente, co wydawało się dziwnym posunięciem, jako że nie miał żadnego doświadczenia militarnego. Być może hrabia Dooku miał w tym jakiś ukryty cel. Tego nie udało się dowiedzieć.
Zbliżamy się do budynku. Z wnętrza słyszę strzały. Po chwili jeden z żołnierzy Dala melduje, że nie ma niebezpieczeństwa – na dowód pokazuje z dumą stos szczątków droidów, które broniły centrum łączności.
Włączam komlink i melduję Shaak Ti, że jesteśmy w środku. Słyszę nawoływania jej ludzi, strzały i odgłosy mieczy świetlnych. Podejrzewam, że moja przyjaciółka nieźle sobie radzi w swoim rewirze, do którego została przydzielona. Uśmiecham się do siebie, a z moich policzków mimowolnie wysuwają się przyssawki. Widzę, że na nikim nie robi to wrażenia. Jestem Anzatem, ale przede wszystkim mistrzem Jedi – głód zupy zaspokajam żywiąc się esencją wrogów, a tych nigdy nie brakuje.
Idziemy pustymi korytarzami. Biel ścian aż kłuje w oczy. Ozdoby nie mają sensu, skoro i tak tymi, którzy widują wnętrza budynków na co dzień są tylko Kaminoanie.
Przez ową biel wydaje się, że mija dużo czasu, zanim dochodzimy do głównej sali. Moi ludzie są gotowi. Sięgam Mocą za drzwi. Nie wyczuwam niczego. Żadnej żywej istoty. Dal próbuje otworzyć drzwi. Nie ustępują.
Mój padawan, Rodianin Aldo, podchodzi do nich. Zapalonym mieczem przepala zamek. Ustępują. Daję znak żołnierzom. Klony wpadają do środka, rozglądają się.
- Mistrzu! – jeden z rycerzy, chłopak z Haruun-Kaal, wskazuje na siedzącą na krześle, związaną postać. Podchodzi do Kaminoanina – obcy nie żyje. Ale...
- Uwaga! – krzyczę. – Odejdź stamtąd!
Za późno. Młody człowiek rozwiązuje go. Po chwili w pomieszczeniu rozpętuje się piekło. Silne ładunki wybuchowe rozmieszczone w różnych punktach sali eksplodują. Jedni Jedi płoną żywcem, inni usiłują wydostać się. Dal i jego ludzie pełzną po podłodze, ranni, w stronę zbawczego wyjścia. Nagle coś uderza mnie w twarz, czuję potworny ból.
Nie mam czasu sprawdzić, co się stało, życie powierzonych mi żołnierzy jest ważniejsze. Chwytam Aldo – jego nogi przygniótł kawał szafki. Dzięki Mocy mogę ją podnieść i wyciągnąć Rodianina.
- Zostaw mnie, mistrzu! – błaga. – Wolę umrzeć!
- Bzdura! – mówię ostro. – Przeżyłeś. Widać Moc dla ciebie inne zadania.
- A inni? Co z innymi? – Jest w szoku, mówi nienaturalnym, szalonym głosem, usiłuje się wyrwać.
- Część z nich się wydostała. Patrz! – wskazuję na trójkę rycerzy i trzech klonów. Aldo uśmiecha się i traci przytomność.
Eri Vaal, Korelianka, która nie ucierpiała w eksplozji i teraz zajmuje się rannymi, podchodzi do mnie.
- Mistrzu, twoje oko...
- Nic mi nie będzie - mówię. - Wezwałaś pomoc?
- Tak, lada chwila powinni tu być.
Chcę jeszcze coś powiedzieć, zapytać, jak poważne są obrażenia innych, jednak ogarnia mnie ciemność.

***

Budzę się w szpitalu polowym. Przesuwam ręką po twarzy i natrafiam na skórzaną opaskę w miejscu, gdzie trafił mnie odłamek konsoli sterowniczej.
Nagle drzwi otwierają się i wchodzi ubrany w brązową szatę Rodianin. Podchodzi do mnie i klęka przy moim łóżku.
- Mistrzu, jak się czujesz?
Ze zdumienia nie mogę przez chwilę wyksztusić słowa.
- Aldo? - pytam wreszcie. - Jak to możliwe?
Klepie się po nogach które wydają metaliczny dźwięk i wszystko staje się jasne.
Wybucham śmiechem z własnej niedomyślności. Po chwili padawan dołącza do mnie. - Obroniliśmy Kamino? - pytam w końcu.
- Tak, mistrzu.
Oddycham z ulgą. Ofiary, które ponieśli Jedi i żołnierze Republiki nie poszły na marne.
Jednak w głębi duszy czuję, że to dopiero początek, że wojna z Separatystami potrwa jeszcze długo – kto wie, może nawet wiele lat.



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,42
Liczba: 12

Użytkownik Ocena Data
pitir 10 2010-09-15 16:11:23
Hego Damask 10 2008-05-21 20:51:52
Darth Kylo 10 2008-02-08 16:40:43
Pio 9 2007-11-09 20:02:22
Jenari 8 2010-10-24 19:31:41
Jedi Knight Asdamk 8 2009-01-08 15:22:28
Gemini 8 2008-02-01 22:13:51
Dorg 7 2008-02-23 18:04:26
mgmto 6 2007-12-19 10:09:48
Faz Seeban 6 2007-11-10 14:01:31
Nadiru Radena 4 2007-11-09 20:21:00
Girdun 3 2007-11-13 11:06:31

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (9)

Fajne, ale zgodzę się z przedmówcami, za krótkie!
8/10 :)
Carno-> Anzat musi się odżywiać "zupą", bo umrze :)

Za krótkie. Raz, dwa, trzy, nie poczytasz więcej ty. Dlatego nie oceniam.

Ale byłby spory minus za Anzata, który wysysa zupę tylko z wrogów. Wrogowie czy nie - Jedi by nigdy nie pozwolili, aby jeden z nich, nawet na swych przeciwnikach, wykorzystywał swe anzackie umiejętności.

hyhy, przypadkiem wystawiłem sam sobie ocenę :P :P

Fajne, ale dosyć krótkie. Nawet nie zdązyłem się wczuć:)

Fajne opowiadanko.

Opowiadanie jakieś niesamowite nie jest, ale za głód zupy trochę podwyższę ocenę :)

wiem :) ale co szkodzi, żeby ten był inny :D

Pozwolę sobie zauważyć że niejaki Volfe Karko, Anzat, były Jedi, przeszedł na ciemną stronę tuż po tym jak nie oparł się pokusie i spróbował "zupy".

małe wyjaśnienie - jak wiecie, nie każdy dawał się Jedi pojmać żywcem, dlatego z tych bardziej opornych ( :D ) Zarko wysysał zupkę :P

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.