Komiksy

Splinter of the Mind's Eye


Tytuł oryginału:Splinter of the Mind's Eye
Scenariusz: Terry Austin
Rysunki: Chris Sprouse
Tusz: Terry Austin
Kolory: John Sinclar
Okładka: Duncan Fegredo
Litery: Steve Dutro
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe i TPB: Dark Horse Comics 1996


Recenzja Lorda Sidiousa

Wokół Spotkania na Mimban narosło wiele legend, i trudno by tak nie było, bo to właściwie najważniejsza powieść w całym przeszło trzydziestoletnim dorobku literackim Gwiezdnych Wojen. I to z dwóch powodów, po pierwsze to ona otworzyła EU, a po drugie to ona miała uratować Gwiezdne Wojny od zapomnienia. Nic dziwnego, że doczekała się adaptacji komiksowej.

W każdym razie na początku wrócę do samej powieści, Alana Dean Fostera. Autor ten wsławił się tym, że napisał Nową nadzieję, co prawda jako ghostwriter, czyli ten który robił to pod dyktando George’a Lucasa, by na koniec dostać pieniądze i dać się Flanelowcowi podpisać jako autor, ale tym samym ta współpraca zaistniała i to na dobre. George musiał mu opowiedzieć kilka rzeczy, które ostatecznie wyleciały z scenariusza filmowego w tym kryształ Kiber (później Kaiburr). Jednak są to rzeczy, które wciąż autor pamiętał. I tu ciekawa sprawa, bo Lucasowi w kontrakcie kazano nakręcić sequel w ciągu dwóch lat, inaczej traciłby prawa do serii. Reżyser jednak wiedział, że całość może nie wyjść, więc przygotował sobie wyjście zapasowe, film telewizyjny, o małym budżecie. I powierzył napisanie scenariusza, a raczej książki na podstawie której napisze się scenariusz, właśnie Alanowi Dean Fosterowi. Dlatego nie ma tu ani Hana Solo (bo nikt nie przypuszczał, że Ford podpisze kontrakt), wszystko dzieje się na jednej bagnistej planecie i brakuje w tym rozmachu. I nie miało go być. Jednak Foster właśnie tu wykorzystał kilka rzeczy znanych z pierwotnych scenariuszy, czyli wspomniany już kryształ Kaiburr.

W 1996 Dark Horse Comic powrócił do tej opowieści, adaptując ją w postaci komiksowej. Scenariusz Terry’ego Austina niewiele różni się od głównego zarysu oryginalnej opowieści, acz jest jeszcze bardziej uproszczony. Podkreśla to właśnie tę charakterystyczną miałkość i oszczędność „Spotkania na Mimban”. Kilka lokacji, niewiele efektów specjalnych, mało postaci i proste dialogi. Zdawać się mogłoby, że nic więcej z tego nie można wyciągnąć. Ale autorowi udało się wpleść jedną rzecz, a mianowicie dodać kilka scen i nawiązań do EU, przez to przewija się tu system Roon (z serialu Droids), ale także pojawia Piett i Egzekutor. Są to oczywiście drobne smaczki, acz pięknie rozszerzają oryginalna opowieść Spotkania, lepiej umiejscawiając ją w EU.

Faktem jest, że kryształ Kaiburr po dziś dzień nigdy potem nie został w sposób znaczący wykorzystany, jest pewnym kuriozum w tym uniwersum, będącym dziedzictwem fantastyki, do którego być może ktoś kiedyś wróci, co byłoby ciekawe zwłaszcza w kontekście midi-chlorian.

Graficznie zaś komiks prezentuje się dobrze, jak na lata 90. choć dziś bardziej nawet po oczach bije nie sposobem rysowania, co raczej paletą. Kolory są mocno stonowane, bagniste chciałoby się rzec, ale przy tym mało żywe, wręcz wyblakłe. Ale jest tu jedna wspaniałą rzecz, a mianowicie nawiązanie do okładki Ralpha McQuarriego, została ona w praktyce przerysowana w komiksie. To na prawdę chyba najpiękniejsze nawiązanie do oryginału, jakie można by sobie wyobrazić.

Powiem tak, jeśli chodzi o adaptację to moim zdaniem jest ona bardzo udana, może nawet bardziej zjadliwa niż oryginał. Problemem podstawowym właśnie jest ta powieść, która cały czas i już pewnie zawsze, będzie zajmować specjalne miejsce w kanonie. Z jednej strony tej wręcz najważniejszej, z drugiej tej najbardziej innej od wszystkiego, aż chciałby się powiedzieć najmniej kanonicznej. Tym razem postaram się unikać recenzowania historii, znanej skądinąd z książki, a skoncentruje się na adaptacji. Tuning wyszedł tej opowieści moim zdaniem na dobre, ale całość pozostała bez zmian, może jedynie jest bardziej płytka niż była, acz w tym przypadku chyba poza walorami sentymentalnymi nie zrobi to nikomu różnicy.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, a mianowicie wstęp do komiksu napisany przez autora powieści, Alana Dean Fostera.





Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Klimat: 4/10
Rozmowy: 3/10
Rysunki: 5/10
Kolory: 6/10
Opis świata SW: 7/10 (choć raczej klasyczny)



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,80
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
Radek 10 2008-11-19 15:58:59
R2-r 7 2014-04-26 20:40:13
Lord Sidious 6 2007-11-11 17:47:09
Onoma 4 2016-05-11 12:30:32
Nestor 2 2008-01-06 21:35:52

Tagi: Chris Sprouse (1) Dark Horse Comics (594) Duncan Fegredo (1) Terry Austin (1)

Komentarze (3)

Staromodny komiks zarówno sposobem prowadzenia historii i rysunków, ale i przez samą historię... dzisiaj sporo rzeczy stąd po prostu nie uchodzi. Można przeczytać zamiast książki.

po lekturze noweli można sobie "przekartkować obrazki" ale sama historia jest mocno kontrowersyjna ;)

Beznadziejny jest ten komiks. Nadmiar tekstu spowalnia akcje. 2/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.