Komiksy

Mandatory Retirement


Tytuł oryginału:X-wing Rogue Squadron #32-#35: Mandatory Retirement
Scenariusz: Michael A. Stackpole
Rysunki: Steve Crespo, John Nadeau
Tusz: Chip Wallance, Jordi Ensign
Kolory: Dave Nestelle
Okładka: Tim Bradstreet
Litery: Vickie Williams
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 1998-1999
Wydanie USA TPB: Dark Horse Comics 2000 oraz 2007 w X-wing Omnibus 3


Recenzja Lorda Sidiousa

Właściwie ostatnim nierozwiązanym (w książkach) wątkiem serii X-wing został jeszcze Sate Pestage. I to właśnie on gra główne skrzypce w ostatniej miniserii cyklu X-wing. I trzeba przyznać, że końcówka jest na prawdę zadawalająca, także dlatego, że nie jest ograniczona koniecznością ciągnięcia serii dalej, a to wyszło temu komiksowi bardzo na plus.

Z jednej strony jest Ysanne Isard, która pożąda tronu Imperatora, z drugiej Sate Pestage, który stara się go w miarę utrzymać, na tyle ile oczywiście go kontroluje. Tyle, że sam wielki wezyr zdaje sobie sprawę z jednego, nieuchronności stracenia urzędu i wpływów, nawet jeśli nie ze strony przeciwników w Imperium, to z pewnością ze strony Nowej Republiki, która coraz bardziej rośnie w siłę, a którą cały czas się mimo wszystko lekceważy. Pestage postanawia wycofać się i dogadać z dawnymi rebeliantami... Dzięki temu mamy szansę oglądać jak funkcjonuje rada Nowej Republiki, która staje przed dużym problemem, czy przyjąć Pestage’a w swoje ramiona, czy raczej odrzucić, człowieka, który jest jednym z symboli Imperium. Z Felem się udało, tyle że baron był osobnym przypadkiem, żołnierzem dobrze sprawującym się na swojej służbie, a Sate, cóż był bez wątpienia jednym z rozgrywających, któremu pali się grunt pod nogami i niczym chorągiewka zmienia fronty. Z drugiej zaś strony mógłby pociągnąć za sobą wielu innych, a także pomóc przejąć Coruscant. W końcu zapada konsensowa decyzja, a Łotry mają się zająć bezpiecznym sprowadzaniem Pestage’a. Tyle, że ta zdrada nie ujdzie mu na sucho. Mało tego on sam w sobie nadal pozostaje nikczemnikiem, zniszczonym od środka i nienawidzącym obcych, czy Łotry wytrzymają z nim i sami się z nim nie rozprawią?

Szczerze powiedziawszy jak nigdy w tej serii udało się tu zbudować niesamowite napięcie, a przede wszystkim w sposób wspaniały zarysować ludzi targanych konfliktami interesów, sprzecznością tego co mówi im serce i tego, co dyktuje im rozum. Udało się wejść w na prawdę ciężką i prawdziwą historię, która ukazuje niemożliwość znalezienia najlepszej drogi, która zadowoliłaby wszystkich, to opowieść o kompromisie osiągniętym z bólem i z ciężkim sercem. To także historia emocji, które w końcu doprowadzają do ostatecznych rozwiązań. To rzecz o śmierci i poświęceniu, aż szkoda że to ostatni tom X-wingów, ale jeszcze większą szkodą jest to, że dopiero tu rozwinięto na prawdę skrzydła.

Graficznie jest znów dużo lepiej, głównie dlatego, że wrócił John Nadeau, choć nie od początku, stąd pierwsze pojawienie się Wedge’a i Tycho powoduje ponownie problem z rozpoznaniem, który jest który. Jednak dalej jest już na prawdę o wiele lepiej, no i mamy możliwość obejrzenia sobie Borska Fey’lyi, na prawdę świetnie narysowanego.

To co było bolączką kilku poprzednich miniserii, czyli próba wyważenia historii pilotów, Łotrów i galaktycznej polityki, tu wychodzi doskonale. Polityka jest źródłem opowieści, ale to historia pilotów jest jej sercem. Powiem tyle, na prawdę byłem pod wrażeniem tej opowieści, a jest to tym ważne, że poprzednie tomy X-wingów nie napawały mnie zbytnio entuzjazmem, raczej na odwrót. Jednak największą szkodą, o czym pisałem wcześniej, jest właśnie to, nie że seria dobiegła końca, ale że jej poziom nie był tak wspaniały jak właśnie ta końcówka. Może dopiero tu Stackpole odkrył właściwe proporcje składników?



Ocena końcowa
Ogólna ocena: 9/10
Klimat: 9/10
Rozmowy: 810
Rysunki: 9/10
Kolory: 8/10
Opis świata SW: 8/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,67
Liczba: 6

Użytkownik Ocena Data
Shedao Shai 10 2008-04-03 21:08:22
Nestor 10 2007-11-30 19:39:10
Stele 9 2012-07-08 20:41:06
Lord Sidious 9 2007-11-11 18:27:12
Carno 8 2012-03-03 13:57:42
Baca 6 2007-11-26 16:26:18

Tagi: Dark Horse Comics (593) John Nadeau (14) Michael A. Stackpole (22) Steve Crespo (3) Timothy Bradstreet (4) X-Wing (24)

Komentarze (2)

Początkowo bałem się, że poświęcanie 1/3 miejsca na romanse w finale odbije się na innych aspektach historii, ale jakoś wszystko ładnie pomieszczono. Wielka polityka, to niby dobra rzecz, ale z drugiej strony mamy tu rozwalanie kanonu i Pestage'a w Dark Empire. Półtorej dekady minęło, a problem nadal nierozwiązany, a wystarczyło by Stackpole pozwolił mu przeniknąć na Byss i uniknęlibyśmy kolejnej klonomanii. Wspomnienie o klonie Isard (bleh!) może sugerować, że Stackpole i w jego przypadku akceptował podążanie tą drogą, no ale najwyższy czas byłoby rozjaśnić problem.
Rysunki mi się za to nie podobały. O ile powróciły pełne detali statki, to cierpią postaci. Wszystkie maja kanciaste brody i sterczące nosy. Tylko u Salma ślad krągłości dostrzec można. Mirax ma tego pecha, że trafiała się tylko w zeszytach z rysownikami robiącymi z niej konia, to tu cierpią na tym wszyscy. Poprzednia seria była znacznie lepsza w tym zakresie.

John Nadeau nadal zakonczeniu tej serii niesamowitego klimatu, rysunki najlepsze w calych X-Wingach. Napiecie i zywa akcja daja tym komiksom wielki plus. 10/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.