Komiksy

Star Wars #31: Return to Tatooine!


Tytuł oryginału: Marvel Comic Star Wars #31: Return to Tatooine!
Scenariusz: Archie Godwin
Rysunki: Carmine Infantino
Litery: Jim Novak
Kolory: Carl Gafford
Okładka: Carmine Infantino
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe: Marvel Comics 1980


Recenzja Nestora

W 31 numerze serii Marvel Comics Star Wars Luke Skywalker powraca na swoją rodzinną Tatooine. Ma on do wypełnienia misję od generała Dodony. Ale wszystko komplikuje się, gdy baron Tagge zaczyna interesować się Lukiem i jego poczynaniami. Warto wspomnieć, że jest to pierwszy zeszyt w 1980 roku, czyli w roku pojawienia się „Imperium kontratakuje” na ekranach kin.

Jeżeli chodzi o okładkę, to musze przyznać, że rysownicy odwalili kawał dobrej roboty. Jest to jedna z lepszych, z dotychczasowych okładek. Znajduje się na niej Luke wraz z droidami, którzy ukrywają się pod skała, przed patrolem szturmowców. Spogląda na nich dewbac, którego dosiada jeden z żołnierzy. Zwierzak ma śmieszny wyraz pyska, który wprowadza trochę humoru. Dobrze ze sobą kontrastują kolory, które Gafford fenomenalnie dobrał. Żółte słońca i niebo wraz z zielenią dewbaca robią świetne wrażenie.

Luke ląduje wraz z Threepio i Artoo na Tatooine. Zamierza dostać się do Mos Eisly i odwiedzić kantynę, w której poznał Hana Solo. Jego śladem podąża baron Tagge, który wraz ze swoim bratem – kapitanem Imperialnego Niszczyciela – rozpoczyna poszukiwania. Używa do tego patrolów szturmowców. Patrole korzystają z detektorów ruchu, które dadzą się Luke’owi we znaki. Młody Jedi zmuszony jest się ukrywać w czasie swojej podróży. Po drodze do Mos Eisley przejeżdża obok swojego rodzinnego domu, gdzie spotyka przyjaciół, mieliśmy ich okazję poznać w numerze drugim serii. Całość fabularna jest dobrze skonstruowana, czytelnik nie ma prawa się nudzić. Po raz kolejny pojawia się Tagge, który wyjaśnia, że sam skonstruował miecz by zemścić się na Lordzie Vaderze, za utratę wzroku. Na koniec zaskakuje nas bardzo miłe spotkanie, które zapowiada świetnie kolejny zeszyt. Osobiście liczę na konfrontację Luke’a z Tagge. Skywalker po raz kolejny udowadnia, że nie jest już farmerem z odległej planety, a kimś więcej, kto umie o siebie zadbać. Komiks jest prologiem do kolejnych odcinków, ale mimo tego, że wnosi mało, dobrze się go czyta.

Kreska z najwyżej półki, ale to gwarantują nazwiska Infantino i Waicek. Dobrze się spisał Carl Gafford, szczególnie w pracy nad okładką. Zmieniono jednak formę rysowania kling mieczy świetlnych. Teraz mają one czarną obwódkę i wcięcia, przy czym miecz Skywalkera jest biały, a Tagge pomarańczowy. Dziwna interpretacja, ale powinniśmy już do takiego spokojnego podejścia przywyknąć. Bo nie oszukujmy się, co rusz to nowa koncepcja.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 4/10
Klimat: 10/10
Rozmowy: 4/10
Rysunki: 5/10
Kolory: 5/10
Opis walk: 2/10
Opis świata SW: 2/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 4,00
Liczba: 1

Użytkownik Ocena Data
Nestor 4 2007-12-29 19:27:45

Tagi: Archie Goodwin (43) Carmine Infantino (33) Marvel Comics (105) Star Wars (1977) (76)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.