Komiksy

Star Wars #44: TESB: Duel a Dark Lord!


Tytuł oryginału: Marvel Comic Star Wars #44: TESB: Duel a Dark Lord!
Scenariusz: Archie Goodwin
Rysunki: Al Wiliamson
Litery: Rick Veitch
Kolory: Glynis Wein
Okładka: Al Wiliamson
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe: Marvel Comics 1981


Recenzja Nestora

44 numer serii Marvel Comics Star Wars jest 6, i zarazem ostatnim, zeszytem adaptacji „Imperium kontratakuje”. Akcja komiksu rozpoczyna się w momencie zamrożenia Hana Solo w karbonicie. Kończy natomiast w tym samym punkcie, co film, czyli widokiem Luke’a i Lei patrzących na gwiazdę z pokładu okrętu szpitalnego Rebelianckiej floty.

Okładki 44 numeru są do siebie bardzo zbliżone. Z resztą wskazuje na to tytuł komiksu, który w większej części będzie skupiał się na pojedynku ojca i syna. Pomimo wcześniejszych zapowiedzi i reżyserskich uników do wspomnianego wyżej pojedynku w serii nie doszło. Tak więc ta materia została w pełni zarezerwowana dla filmu i mamy ją w końcu okazję oglądać na łamach Marvel Comics Star Wars. Przejdzmy do zewnętrznej okładki. Jesto ona bardzo barwna, gdyż walczących Skywalkerów otacza kolorowa aura, wydzielana przez zderzenie ich mieczy. Ciekawa kompozycja, jest miłą innowacją dla serii. Poświata pada zarówno na Dartha Vadera, jak i na Luke’a Skywalkera. Całość komponuje się obiecująco, ale w art wkradł się błąd. Mimo tego, że młody Jedi blokuje cios Lorda Sithów swoim mieczem świetlnym, przy pasie przyczepiony ma kolejny, a raczej ten sam miecz. Niezła wpadka, warto odnotować gdyż jest to pierwszy tak poważny błąd rysowników. Wewnętrzna okładka ma ten sam motyw przewodni co poprzedniczka. Tym razem jednak Vader i Skywalker stoją naprzeciwko siebie, przygotowani do nieuchronnego starcia. W tle widać instalacje górnicze, co sugeruje, że miejscem ich przyszłej walki będzie komora do zamrażania karbonitu.

Pierwszą sceną komiksu jest sprawdzanie przez Lando Calrissiana stanu, w jakim znalazł się zahibernowany Han Solo. Zarządca Bespinu nie klęczy przy ciele przemytnika, tylko stoi i informuje pozostałych o jego stanie zdrowia. Później ma miejsce ciekawa sytuacja, kiedy to Vader informuje Lando o zmianie ich umowy. Gdy Calrissian zaczyna się przeciwstawiać postanowieniu Lorda Sithów, ten poddusza go Mocą. Wskazuje na to problem z oddychaniem, jaki ma baron administrator Bespinu. Tytułowy pojedynek rozpoczyna się od małej pyskówki, w której nie zabrakło (mojego ulubionego tekstu): „The Force is with you, ypung Skywalker, but you’re not a Jedi yet”. Zmagania Vadera i Luke’a są komponowane na przemian z poczynaniami Landa, Lei, Chewbaci i droidów. Walka Rebeliantów ze szturmowcami Imperium jest przednia, wartka akcja i duże tempo gwarantują sukces. Coś odmiennego możemy powiedzieć o starciu na miecze świetlne. Szczególnie odpychające jest pomijanie niektórych momentów pojedynku. Owszem sekwencja zawiera najważniejsze zwroty akcji typu: ucieczka Luke’a z komory, jego wypchnięcie przez szybę, czy też dramatyczny skok w nieznane. Przy okazji wkrada się w tym wszystkim mały błąd – kiedy Vader odcina Skywalkerowi rękę, odlatuje sam miecz. Nie poczułem natomiast dramaturgi w słowach: „I am your father!”, bo jest im poświęcona zbyt mała ilość stron. Takie działanie bardzo okraja finalną walkę i trochę ją marginalizuje na tle pozostałych wydarzeń w adaptacji „The Empire strikes back”. Później mamy okazję oglądać zmienioną scenę, w której Sokół Milenium wraca po Luke’a. Następnie ponownie poświęca się zbyt mało miejsca kolejnemu momentowi, tym razem kiedy to młody Skywalker cierpi katusze na pokładzie statku kapitana Solo. Jest pokazana kabina Sokoła wraz z rozmową miedzy Lando i Chewbaccą, a przed nimi twarz Luke’a i jego mentalna rozmowa z ojcem. Zupełnie wycięto rzut oka na Rebeliancką flotę, odlatujący stary frachtowiec koreliański z doku korwety i proces badania nowej ręki Luke’a. Czytelnik przez to może mieć wrażenie, że akcja dalej dzieje się na pokładzie Sokoła Milenium. Nawet narracja nie wspomina o zmianie miejsca akcji. Ogólny pośpiech rzutuje negatywnie na ostatnie numery nowelizacji, bo o ile na początku mieliśmy okazję podziwiać wszystko dogłębnie, to później nam ta możliwość została zabrana.

Rysunki i kolory jak zawsze fantastyczne, dla mnie jest to istny majstersztyk. Zastrzeżenia mam jedynie do pracy Ricka Veitcha, ponieważ litery często się ze sobą zlewają na szczęście nie jest to nagminne, więc nie wypada też długo narzekać. Całą nowelizację oceniłbym bardzo dobrze. Wysokim poziom kreski, która jest milowym krokiem w porównaniu z tą z „Nowej nadziei”, szybka akcja, odpowiednie dialogi – podobnie jak poprzednio nie majstrowano przy nich bardzo i nie były zdane na widzi-mi-się scenarzysty. Pośpiech jednak zabijał końcowy urok, to największy mankament „Imperim kontratakuje”. Wszystko jednak daje dobre prognozy na przyszłe numery, ponieważ widać istotne zmiany jakie zaszły w całej serii i obiecujący kierunek jaki obrała.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Klimat: 10/10
Rozmowy: 4/10
Rysunki: 8/10
Kolory: 4/10
Opis walk: 7/10
Opis świata SW: 2/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,00
Liczba: 1

Użytkownik Ocena Data
Nestor 8 2008-03-09 21:04:53

Tagi: Al Williamson (15) Archie Goodwin (43) Marvel Comics (105) Star Wars (1977) (76)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.