Książki

Luke Skywalker i cienie Mindora

Autor: Matthew Stover
Oryginalny tytuł: Luke Skywalker and the Shadows of Mindor
Wydanie PL: Amber 2009
Wydanie USA: Del Rey 2008
Przekład: Andrzej Syrzycki
Ilustracja na okładce: Dave Seeley
Stron: 320
Cena: 34,80 zł





Bitwa o Mindor była miejscem, gdzie naprzeciwko siebie stanęły wojska Nowej Republiki prowadzone przez Luke'a Skywalkera oraz siły Czarnych Szturmowców Lorda Shadowspawna, samozwańczego nowego Imperatora galaktyki. Księżniczka Leia, Han Solo, Chewbacca, C-3PO, R2-D2, Lando Calrissian i piloci Eskadry Łotrów nie wiedzą jednak, że cała bitwa jest pułapką przygotowaną specjalnie dla nich w ramach diabolicznego planu Shadowspawna, mającego na celu usunięcie bohaterów Nowej Republiki, by na jej gruzach odbudować Imperium z nim samym na czele. Lecz Shadowspawn nie docenił odwagi i zaradności swych przeciwników...

Recenzja Lorda Sidiousa
Już sama zapowiedź najnowszej powieści Matthew Stovera wzbudziła pozytywny odbiór, książka momentalnie stała się jedną z najbardziej wyczekiwanych pozycji Gwiezdno-wojennych. Stover to klasa sama w sobie, autor, który wciąż rozwija się i zaskakuje, nie trudno się dziwić, że niektórzy twierdzili wręcz, że powieść jest predestynowana by uzyskać najwyższe noty. I zapewne tak jest, pod warunkiem, że kupi się wizja autora. Zdecydowanie gorzej, gdy się jej nie podziela.

Ale nim przejdę do wizji, może wpierw o tym, czego oczekiwałem. Pamiętam doskonale cierpienie ukazane w Zdrajcy, obraz wojny z Punktu przełomu inspirowany „Czasem Apokalipsy” (na podstawie powieści „Jądro Ciemności”), pomijając trochę Zemstę Sithów, liczyłem, że Stover wróci do swych korzeni. Żeby nie być źle zrozumianym, nie liczyłem na powtórkę z rozrywki, raczej na spojrzenie na brutalną wojnę, być może inspirowane wręcz antywojennym dziełem. W końcu Mindor, Shadowspawn i cała ta kampania miała być tak krwawa, że coś drgnęło w Luke’u. Oczekiwałem zatem wyprawy w głąb psychiki Luke’a, choć nie powiem, że to również było moja największą obawą (kolejna wersja psyche), której tłem będzie krwawa wojna. Może coś w stylu „Heavy Metal Jacket” Kubrika, ale z pewnością nie siedzenie w okopach i opis walki na przez całą powieść. Stover jednak obrał zupełnie inną drogę, wojna faktycznie jest tłem, ale o wiele bardziej niż tego spodziewałem, a cienie Mindoru to cienie w głowie Luke’a. Więc czy mogło coś nie zaskoczyć? Dwie wizje autora, których nie kupuję. Pierwsza, lżejsza, przynajmniej do pewnego momentu, niestety zdradza pewną smutną prawdę o Stoverze, który niestety zaczyna podążać drogą Zahna i Traviss, zamykając się w wszechświecie, który sam stworzył. „Punkt przełomu” jest wspaniały, postaci, które tam stworzył, zaiste trudno zapomnieć, ale czy trzeba je przywoływać? Czy galaktyka nie jest na tyle duża, by mogły w niej istnieć także i inne postaci, inni bohaterowie? Efekt jest taki, że Luke tuż po Endorze dowiaduje się rzeczy, których nie wiedział w czasie kampanii Thrawna, które ukryte wewnątrz R2-D2 czekały dziesiątki lat, by mógł poznać prawdę, by mógł poznać zakon. Na szczęście autor jedynie delikatnie przekracza tę granicę, bardziej niszcząc to, co stworzył Zahn, zostawiając Denningowi jego wizję, jego dopełnienie poznania losów rodziców Skywalkera. Niestety Stover, nie mogąc się posłużyć „Zdrajcą” niejako za podstawę uznaje właśnie „Punkt przełomu” i „Zemstę”. Nie sądzę, aby wyszło to książce na dobre. Ani Stoverowi. Dobra, ale są to jeszcze elementy, na które śmiało można przymknąć oko, bo przecież inni też tak robią, niestety.

Druga rzecz jest w moim odczuciu gorsza. I powiem tak, jeśli ktoś lubił Dark Empire z pewnością spodoba mu się ta powieść. Ja uważam, że główny zamysł tamtego komiksu powinien wylądować poza kanonem, stąd Cienie Mindoru są dla mnie swoistym zawodem. Luke po bitwie o Endor miał z pewnością wiele na głowie, ale czy od razu musi stać się tym Lukiem, który nie boi się Ciemnej Strony? Który jest na jej drodze, na ścieżce ku niej? Który się waha? Cóż, dla mnie zawsze największą siłą Luke’a, która odróżniała go od Anakina jest fragment pojedynku na Gwieździe Śmierci, gdzie młody Skywalker odrzuca swój miecz, odrzucając tym samym wszelkie pokusy, Ciemną Stronę, godząc się z życiem, samym sobą i Mocą. Wtedy był silny, był mistrzem, owszem może nie bez skazy, nie miał pełnego szkolenia, ale wiedział, co dobre, co złe. Szkoda, że zostało to umniejszone, szkoda, że Stover o tym zapomina, koncentruje się na bohaterze zawieszonym gdzieś między „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Bohaterze wątpiącym w siebie, we własne siły, we własny osąd. Kuszonym przez Ciemną Stronę. Bohaterze, który wie, że ma duże braki i nie jest w stanie zaufać w pełni Mocy. W praktyce tworzy kolejną wersję Luke’a, psychologicznie trudną do pogodzenia z tym, co już zostało powiedziane o tamtym okresie. A kierunek wyznaczony przez „Dark Empire” jedynie powoduje, że trudno mi ten wizerunek zaakceptować. To nie jest Luke jakiego znaliśmy. To nowa wersja, nowe spojrzenie, wynikające z lęków młodzieńca, coś co by idealnie pasowało, gdyby między „Imperium kontratakuje” a „Dark Empire” nie było nic i Stover miałby wolną rękę. Problem tkwi w tym, że było i to bardzo wiele.

Stoverowi natomiast nie można odmówić kilku rzeczy, przede wszystkim nadal świetnie się go czyta, niezależnie czy podziela się jego wizje, czy nie. Druga sprawa to humor, którego jest dość sporo, głównie w dialogach. Mnie na przykład rozbawiła kwestia, gdy Luke mówi, że nie podobają mu się rudowłose kobiety. No i jeszcze po trzecie, powroty postaci, Han, Leia, C-3PO (tylko nie wiem czemu jest określany jako C-3P0), Lando, Chewbacca i inni znani bohaterowie. Na uwagę zasługuje to, że autor zwłaszcza na wookiego i droidy ma pomysł. Nie są tylko elementem tła. Z drugiej strony udaje mu się oddać ducha filmów, dzięki kochanej wielkiej trójce (może nie tak dobrze jak w Rebel Force 1, ale i tak zdecydowanie lepiej niż to ma miejsce w EU). No i przede wszystkim zaskakuje, potrafi bawić się konwencją, choć nie zawsze wychodzi to na dobre. Jest wątek związany z holofilmami, o bohaterach Rebelii – głównie Luke’u, ale też Lei i innych. Cóż, skoro galaktyka już ich wtedy tak znała, to jakim cudem udawało im się bez problemu przeżyć tyle przygód (później) będąc praktycznie nierozpoznawalnym. Autor o tym nie pomyślał, głównie zabrał się za inną kwestię, sposób w jaki postrzegają mieszkańcy galaktyki superbohaterów i jak są oni im przedstawiani, co różni się od rzeczywistości. I to jest bardzo ciekawy koncept, kto wie czy nie lepszy niż próba wejścia w umysł Luke’a. Pod tym względem Stover poszedł trochę w kierunku tego, co widzieliśmy już w Wild Space, kto wie, może to taka nowa moda? W każdym razie sprawdził się jednak lepiej (zwłaszcza pisarsko) niż Karen Miller. No i Matthew zdecydowanie lepiej zna EU, może niekoniecznie do niego nawiązuje, ale potrafi wyciągnąć miejsca już gdzieś, kiedyś stworzone, np. w serii „Uczeń Jedi”, zupełnie pomijając wydarzenia. Kto wie, czy takie podejście nie jest właśnie lepsze, przynajmniej niechcący nie wprowadza niespójności.

Z podsumowaniem niestety mam problem. Zdaję sobie sprawę z warsztatu Stovera i tego, że jego wizja z pewnością zdobędzie u wielu fanów uznanie. Natomiast kolejna wersja portretu psychologicznego Luke’a, mnie zupełnie nie leży. I to nie tylko dlatego, że to kolejna wersja, ale właśnie o wiele bardziej razi kierunek w którym to poszło. Bez akceptacji obranej przez autora drogi trudno uznać powieść za fenomenalną. Owszem, świetnie napisaną, ale... Resztę chyba lepiej ocenić samemu.

Temat na forum


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 7/10
Klimat: 8/10
Opis świata: 9/10
Rozmowy: 10/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,25
Liczba: 106

Użytkownik Ocena Data
niezrównoważona 10 2015-08-02 10:57:25
DarthZannah 10 2012-04-08 18:34:58
Nestor 10 2010-10-30 16:16:03
Carth Onasi 10 2010-01-24 21:30:31
Sciku 10 2010-01-24 10:39:08
Draf2 10 2010-01-21 16:26:02
Wolf Sazen 10 2010-01-18 20:47:54
Fafik 10 2009-12-29 10:55:58
Obi-Gon 10 2009-12-28 21:16:07
Starkipler 10 2009-12-28 21:06:05
Pawos 10 2009-12-27 21:21:51
biofan 10 2009-12-19 20:22:40
Londevin 10 2009-12-14 11:23:37
MAXIS 10 2009-12-14 11:22:16
panaka 10 2009-12-14 11:21:25
Anger 10 2009-12-14 11:19:58
dameska 10 2009-10-18 14:15:07
deathstar8800 10 2009-07-18 11:29:58
Radek 10 2009-06-08 01:47:43
Rafix Vader 10 2009-05-12 21:50:52
Ricky Skywalker 10 2009-02-21 22:13:36
Nadiru Radena 10 2009-02-01 16:03:51
Grabka 9 2011-06-17 11:39:52
dark darth 9 2010-08-29 11:15:37
SroQ 9 2010-08-23 22:25:08
dream661 9 2010-07-25 14:06:52
Nomi Skywalker 9 2010-04-18 21:12:20
Payback 9 2010-04-06 14:41:10
Sebastian Kenobi 9 2010-02-11 19:06:49
Tonks 9 2010-01-22 22:44:00
Asturas 9 2010-01-12 16:38:13
Sebo250 9 2009-12-30 23:53:47
stanley_89 8 2016-06-13 11:47:38
Mundi99 8 2015-12-26 17:49:43
Darthmojo 8 2015-04-21 14:44:18
R2-r 8 2014-04-26 20:32:09
Keran 8 2014-02-01 12:34:25
jedi20knight14 8 2013-05-29 20:36:57
Gajowy 8 2012-12-13 01:21:08
Christian 8 2012-03-18 00:02:38
ragnus 8 2012-01-26 23:25:36
Darth Kasa 8 2012-01-06 22:10:44
Apokalips 8 2011-05-21 12:00:11
Vergesso 8 2010-08-09 20:49:29
Lord Jabba 8 2010-05-19 09:13:52
malakai 8 2010-05-11 04:56:29
Balav 8 2010-02-27 01:04:21
Faz Seeban 8 2010-02-10 22:51:59
Vaknell 8 2010-01-21 19:39:51
Elendil 8 2010-01-17 19:44:20
Lord Brzoza 8 2010-01-10 16:52:26
Hego Damask 8 2009-12-15 08:01:44
Luna 7 2016-02-09 18:59:00
Lord Kenobi 7 2015-08-15 19:46:54
Anisky 7 2013-01-10 22:56:33
p4v 7 2012-12-27 17:26:34
cord7 7 2012-12-04 16:31:58
barkan 7 2012-04-28 18:23:32
luke skywalker961904 7 2011-03-22 15:02:43
Ukajali 7 2010-07-27 15:33:50
Bednarz 7 2010-05-05 13:06:36
Sen z Nieskończonych 7 2010-04-03 10:06:18
Sith Acolyte 7 2010-03-31 11:04:06
Draygo 7 2010-02-28 09:12:57
Kaldam 7 2010-02-03 18:25:34
golduck 7 2009-12-20 20:13:25
Ren Kylo 7 2009-12-19 13:17:13
Anor 7 2009-07-21 09:36:24
Rusis 7 2009-05-03 18:09:45
Lord Sidious 7 2009-04-30 09:28:17
Corellia 6 2016-10-02 22:42:20
Sourpuss 6 2015-12-19 22:07:12
Penglai.pl 6 2015-06-28 21:59:19
bmw830 6 2015-04-19 20:50:30
Wixu 6 2015-01-23 10:16:15
olszastefan 6 2014-12-20 02:43:22
Serech Sken 6 2014-08-27 18:20:50
Hialv Rabos 6 2014-05-27 23:59:59
StaFF 6 2012-12-04 21:58:25
Obi-Wan Skywalker 6 2012-02-15 18:18:51
Darth Vos 6 2012-01-01 18:15:02
Reviusz 6 2011-10-27 18:35:34
smajlush 6 2011-10-12 18:09:49
Stele 6 2011-08-01 10:08:08
Mirael 6 2010-05-14 09:19:38
Jedi-Lord 6 2010-03-05 18:29:09
Oyabun 6 2009-12-14 17:46:43
parasol 5 2015-07-31 23:33:18
Apophis_ 5 2012-08-28 23:46:34
X-tla 5 2012-05-02 03:06:49
Tgc 5 2011-12-14 23:01:07
wyczes 5 2011-08-06 12:56:00
X-Yuri 5 2011-02-27 14:51:00
artur1990a 5 2009-12-30 10:16:09
andix 4 2016-01-04 18:39:55
rebelyell 4 2015-11-05 23:14:10
Onoma 4 2014-02-09 21:35:58
Carno 4 2011-11-18 13:25:18
Mistrz Seller 4 2010-03-25 22:04:29
Shedao Shai 4 2010-01-06 15:19:10
Darth Radjo 3 2017-06-24 22:03:47
Mark Swayze 3 2016-01-20 12:08:33
Piett 3 2011-12-01 18:47:29
wodz 1 2013-09-01 13:10:17
Monique7 1 2009-05-01 19:33:17
Luke S 1 2009-02-12 18:53:12

Tagi: Amber (199) Andrzej Syrzycki (71) Dave Seeley (10) Del Rey (181) Matthew Stover (10)

Komentarze (51)

Ocena: 6/10. Uzasadnienie na forum.

Jak dla mnie - świetna książka. POLECAM 8/10.

Moja pierwsza książka Stovera i wrażenia pozytywne. Miałem momenty, kiedy czytając opisy walk powietrznych, chciałem rzucić książką w kąt. Niektóre rzeczy były zbyt chirurgicznie opisywanie, tak jakby autor na siłę chciał wydłużyć bitwę, tym sam dynamika akcji spadała. To była największa bolączka tej książki, zaraz obok ekstremalnie ogromnego, latającego wulkanu i jego ucieczki. Najlepszy w tej książce jest humor (smaczki typu nawiązanie do pierwotnego tytułu Epizodu VI), postacie, ich zachowanie oraz analiza psychologiczna, jak również droidy! Nie przepadam za droidami, a mimo to bardzo podobała mi się ich obecność. Zostały przedstawione idealnie, najlepszy R2-D2!

Rozmowy 9/10
Klimat 8/10
Akcja 6/10
Opis świata SW 8/10
Ogólna ocena: 7

Opinie na temat tej książki Stovera są tak skrajne że aż sam postanowiłem ją zgłębić (wkońcu to Stover nie może być źle)
Rzecz pierwsza ukazanie Luka na które dużo osób psioczy. Moim zdaniem wcale sie nie różni od tego z innych książek, jest tylko bardziej dogłębnie analizowany.
Sama fabuła faktycznie kuleje jest prosta a niekiedy sie dłuży. Zbyt specjalistyczny język czesto nie pozwala się połapać o co chodzi no ale to już nasz problem.
Wstęp i zakończenie z Lorzem świetnie napisane, a w środu książki hmmm w sumie najbardziej mi sie podobało jak Luke przed bitwą wyłuskiwał informacje od zwiadowcy który próbował zatajić faktyczne niebezpieczeństwo operacji.
Ogólnie wiele ciekawych pomysłów: topniaki, pionki, planeta i jej asteroidy, jedynie ten Wulkan taki troche bezsensu.
Postacie faktycznie bezsensownie wciśnięci Nick i Vastor. Stover zepsuł ich legende z Punktu przełomu. I tak wogóle to skąd Vastor miał ręce jak mu Mace je odciął na końcu? Postaci Cronala i Aeony Cantor też jakieś takie płytkie nie zapadające aż nadto w pamięci.
Obiecałem sobie że jeśli zakończenie będzie świetne idealne tak jak u wszystkich książek Stovera to dam tej książce 8 a może nawet 9. jednak jest to poprostu dobre zakończenie i tylko dobre a zatem ksiażka otrzymuje odemnie 7.

7/10 Już druga książka ze star wars. Czytało się świetnie tylko ten koniec wszystko zepsuł, no ale i tak byłoby to nie możliwe, bo star wars by się skończyło.

Powiem wprost. Była to moja pierwsza książka star wars.
Nie znałam się na treści tego typu SF i oceniałam ją wysoko.Jednak teraz czytając inne książki i wasze komentarze rozczarowałam się.Widzę jak nieopracowana była treść można powiedzieć pisane na kolanie byleby było. Pierwsze rozdziały jakkolwiek ciekawe okazały się niepotrzebną desperacką sklejką służącą tylko by jakoś rozpocząć książkę. Najnudniejsze jednak były bitwy w kosmosie.Nigdy nie lubiłam czytać w kółko o tym jak statek zawraca w lewo lub robi unik a w tych rozdziałach było za dużo szczegółów. Ogólnie dam 5 na 10

Aha, był bym zapomniał - jedynie za zachowanie stylu u Stovera zawyżone 3 bądź 4 /10.

Dotąd każdą książkę Stovera w SW chwytałem w ciemno, zawsze bardzo ceniąc tego autora. Jednak ta książka była dla mnie swego rodzaju punktem przełomu. Była bardzo przykrym rozczarowaniem. Styl pisarza po staremu ale ta fabuła była w mojej opinii tragiczna. Bardzo przykre rozczarowanie, osobiście mam nadzieję że to była jego jednorazowa wpadka. Mam nadzieję że przez ten czas inne osoby dojrzały do tego by tolerować czyjąś negatywną opinię, bo patrząc po tym jak wcześniej zjechano osoby którym książka nie przypadła do gustu jest to bardzo mało prawdopodobne.

Miejscami nudna. Wątek topniaków raczej niepotrzebny. Dam 6/10.

To nie jest Sover, jakiego znam i szanuję. 6/10

nie wiem czy ta książka miała ta wyglądać czy po przeczytaniu tego zauważyli że to kompletna klapa i sprytnie się wywineli epilogiem ale miałem większe nadzieje co do tej książki. 5/10

Całość doskonale można podsumować słowami zakończenia:
"Co to ma być, co to za śmiecie? To jest okropne. [...] Dlaczego w ogóle zgodziłem się na pańską propozycje? Dla pieniędzy. [...] niektóre z użytych przez pana porównań są, cóż, nie jestem w prawdzie krytykiem literackim, ale..."
Chyba można to traktować jako wytłumaczenie się Stovera z napisania czegoś takiego. Lucasbooks zaproponował, a głupio tak odmawiać opłacalnego kontraktu. Pomysłu nie miał, więc walnął zakontraktowane 300 stron głupoty i podpisał swoim nazwiskiem. Miałby doskonałą ocenę, gdyby to cała właściwa treść była wymysłami Geptuna, ale to niestety nie przeszło. Wszystkie te idiotyzmy należy więc brać na poważnie.

Jeszcze trzymając się cytatu, wspomnę o porównaniach. Bardzo je lubię, jeśli są nawiązaniami do innych pozycji. Tu niestety znakomita większość to zwykłe neologizmy, a te kilka z "Punktu Przełomu" i tak pan Andrzej spieprzył, zmieniając tłumaczenie.

Jak już jesteśmy przy tłumaczu, to muszę go pochwalić. Z zasady nie czytuję wiele EU wydanego po NT, ale widzę ogromną poprawę pomiędzy czytanym ostatnio Andersonem a Mindorem. Zwłaszcza odnosi się to do opisów bitew. Żadnego mieszania statków z okrętami, a i typ zazwyczaj pozostaje typem. Zazwyczaj...

Pewną zaletą jeszcze może być ciągła akcja, która zaczyna się już na pierwszych stronach i ani na moment nie wygasa. Czy to jednak tak dobrze? Co za dużo, to nie zdrowo. Nie miała być to w końcu chyba idealna przygodówka w rodzaju Łowcy z Mroku, a przynajmniej niczym takim nie jest.

Jako, że treść właściwa w końcu jest niby obiektywną relacją wydarzeń i w kanonie siedzi, to niestety trzeba ją zjechać sprawiedliwie.

Na początek całościowo. Miało być klasycznie do bólu. Wyszedł jeden wielki plagiat. Treepio jęczy, Han ucieka Sokołem, bliźniąt jeszcze nie ma, więc porywana jest Leia, którą ratuje Luke, ale tylko dzięki pomocy Artoo. To wszystko okraszone powtórkami z rozrywki w szczegółach i żałosnymi gagami, które mogą być ofiarą tłumaczenia, ale o dziwo ktoś je tu w komentarzach pochwalił...
Eksploatacja własnych bohaterów. O ile u Zahna to przechodzi i jakoś się kupy trzyma, to nie znaczy,że wsadzenie bandy mocnych murzynów, pamiętających Starą Republike, przed Dark Empire, lepiej, przez Zahna, i w dodatku nie zabicie ich na koniec, jest pomysłem zwyczajnie głupim. Skoro tak bardzo chciał utrzymać klimat prozy sprzed tych 20-15 lat, to powinien wiedzieć, że otwarte nawiązania do prequeli są niedopuszczalne.

Teraz to, co tygryski i piloci lubią najbardziej, czyli bitwa.

Zaczęło się od wielce krytykowanej potyczki z Defenderami. Tylko ile ich tam było? Cronal pełnego skrzydła chyba nawet nie uzbierał.Przejdzie. Szrapnele i ich skuteczność to też dziwny pomysł, ale to w końcu Łotry, a wrażliwość na pociski kinetyczne doskonale pasuje do idei Missileboata, który to przecież miał służyć głównie do wpakowania rakiety Defenderowi w rufę i supermyśliwiec nie był po tym już taki super. Nie będę panikował jak N'Loriel, absurdów tu jest tyle, że odrobinę zbyt słabe Defendery można przepuścić. Zresztą może była to jakaś zubożona wersja, składana w mindorskich fabryczkach na sullustańskich komponentach. :D

Za samą ideę Floty Szybkiego Reagowania i jej iście rebellionowski skład, wielka pochwała. Wreszcie mamy CC-7700 w pełnej krasie, a i jeśli dobrze pamiętam, to jakiś Bulwark się przewinął i to wraz z tym razem dobrym retconem z Republiców.

Skoro jesteśmy przy interdictorach, to trzeba się przyczepić. Niech każdy autor EU, który usiłuje coś z nimi majstrować, zwłaszcza jak siedział przy nejce, przeczyta sobie definicję generatora cienia masy i dovin basala. Kilkukrotnie, dokładnie i niech różnice potrafi wymienić, obudzony przez cba o piątej nad ranem. To są generatory CIENIA masy, a nie samej masy. One nie wytwarzają pola grawitacyjnego! Nie można nimi odpychać bomb, ani wykorzystywać ich do przyspieszania statków. Od tego jest promień ściągający! Pominę już to procę solo, manewr znany już w naszych czasach, ale w tamtej galaktyce nazwany tak dopiero w połowie nejki...

Działo grawitacyjne też średnio pasuje, ale skoro ma być klasycznie, to jakaś superbroń być musi.

Han, Leia, ucieczki Sokołem i Mindorianie. Pomijając niezrozumiałe gagi, wypada znośnie. Pyły atmosfery Mindora tak zwiększyły wytrzymałość Sokoła na ostrzał, że momentami miałem już tego dość, ale na tle innych wątków wypada znośnie. Szkoda, że nie zainicjowali spotkania Aeony z Landem. :D

Luke, Cronal i Topiskała.

Zacznę od Topiskały, niegdyś tak krytykowanej przez Wedge'a. Nie wadzi mi. Ot, kolejna krystaliczna forma życia. Mało takich w EU? No mało, ale kilka było. Żyje sobie w zbiorowej świadomości, którą jeden dziad w rogalu na głowie wykorzystuje. Kupuję to.
Portret psychologiczny Luke'a. Tu się nie zgodzę z Lordem. Gdzie tu Luke się waha? Gdzie tu dąży do Ciemnej Strony? Tu po raz kolejny widać znejowienie Stovera. Luke to pełnoprawny Mistrz Jedi. Nie chłopak, który niedawno wił się u stóp Imperatora, który da się zamknąć w bunkrze i omamiać C'baothowi, który wpadnie w sidła reborna Palpiego i siostra będzie musiała go wyciągać. Tu jest to nieposkromiony mistrz, bezgranicznie ufający Mocy. Może i to pasuje odrobinę do początku Dark Empire, ale tam jest jeszcze Zahn po drodze, gdzie nasz rzeźnik z Mindora ucieka przed bandą Noghrich...
Trzeba jeszcze wspomnieć o Rostu i Vastorze. Ich wsadzenie tu już jest błędem. Drugim błędem jest ich spotkanie ze Skywalkerem i puszczenie obu żywcem. Przynajmniej przedstawieni są przyzwoicie, choć ja nie czuję tych 20 lat. Gdyby nie ciągłe przypominanie, że Nick to starszy mężczyzna, nadal byłby dla mnie młodzieńcem z buszu, bo tak też się zachowuje.
No i wreszcie Cronal w Ciemności. Znałem go tylko z krótkich opisów w RPG, więc ciężko osądzać. Wizję Stovera tu kupuję. Kultów Mocy w Galaktyce pełno i każdy ma się za jedyny słuszny i najlepszy. Ześwirował i wyleciał z dworu. Nie on pierwszy. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie Luke, Światłość i wysilanie się na nadmierną epikę. W RotS i Zdrajcy było to mile widziane. W Punkcie Przełomu jej nie było aż w takim stopniu i czy coś na tym ucierpiało? Nie. Pozazmysłowych walk Światłości i Ciemności, zwłaszcza w wykonaniu Skywalkera na tym etapie rozwoju, nie kupuję. Wolałbym, żeby w pewnym sensie przegrał, jak to było w sadze, a tego złego wykończył Nick w sposób konwencjonalny, czyli powtórka z RotJ.

O czym zapomniałem? Mando. W żaden sposób na siłę. Nijak się nimi nie pasjonuję i słabo ich znam, ale tu byli jak dla mnie idealni. Tak właśnie ich sobie wyobrażam.

Podsumowując, kupiłbym to, gdyby całość była "Lukiem Skywalkerem i Cieniami Mindora" by Lorz Geptun. Nie taki był zamysł Stovera? Sue nie pozwoliła? W każdym razie nie wyszło.

W tej książce genialnie ukazana jest bitwa kosmiczna - długa i pasjonująca. Perypetie Skywalkera to dla mnie wątek drugoplanowy.

Na pewno można się zgodzić z różnymi głosami mówiącymi, że Stover spadł na gorszy poziom. Nie jest to ten sam Stover co kiedyś. Nie jest to ani adaptacja ROTS, ani Punkt Przełomu. Ale również jest to bardzo dobra opowieść. Można powiedzieć, że nie jest ona tak filozoficzna jak w/w powieści. Ale również porusza jeden ważny wątek: Ciemność.
Mamy postać Lorda Cronala, jednego z Sithów - uczniów Palpatine`a, dokładniej Rękę Imperatora. A właściwie - tym wszystkim był. Tutaj uważa się za coś lepszego zarówno od Jedi i Sithów. Jest sługą Ciemności, czyli jego poglądy sprowadzają się do tego, że najważniejsze ma być niszczenie wszystkich i wszystkiego, ze względu na to, że do tego sprowadza się życie galaktyki. Cokolwiek by nie zrobić - zawsze gdzieś będzie cierpienie i śmierć. Czy miał rację?
Patrząc na historię galaktyki, mamy odwieczny konflikt Jasna Strona Mocy kontra Ciemna Strona Mocy. Jedi kontra Sithowie. Jakkolwiek by wyznawcy Jasnej Strony nie pokonali Ciemnej Strony, ona zawsze wracała. Zresztą, czy panowanie JSM, w tym Jedi, zawsze było dobre? Czy tacy Jedi np. zabrali się kiedykolwiek na poważnie za walkę z niewolnictwem? Za walkę z przestępczością? Za ogólne robienie z galaktyki nowego, lepszego miejsca do życia?

Z tym że ktoś, kto ma skrajnie destrukcyjne poglądy, jak Cronal, nie może za bardzo reprezentować takich przemyśleń. Mamy osobnika bardzo potężnego Mocą, ale i szalonego, który doszedł do dziwacznych wniosków. Jak mówiłem siostrze o naszym Cronalu aka Blackhole`u, uznała go za jakiegoś "młodego gniewnego". Nic bardziej mylnego, kto czytał, ten wie, że to ledwie zipiący staruszek, choć potężny.

A jak akcja powieści? Dobrze się czyta, porządna opowieść w klimatach Starej Trylogii. Mindor trochę za bardzo kojarzy się z Mustafarem, ale to nic. Genialnym pomysłem są holodramaty, istnienie różnych filmideł robiących w galaktyce SW super-bohaterów lub jakieś dziwadła z naszych postaci. Można się przy tym uchahać. Dodatkowe plusy za nawiązania do NT, no i przede wszystkim za prolog i epilog powieści.
To, co natomiast mi się nie podobało, to wciskanie swoich postaci wszędzie gdzie się da, czyli Nick Rostu, Kar Vastor i Lorz Geptun w jednej historii. Trochę przesadził, zwłaszcza że Vastor to tam kompletnie niepotrzebny. Mam nadzieję, że Stover nie pójdzie śladami Traviss, Reevesa, Zahna, czy w komiksach duetu Ostrander-Duursema.
Ogólnie stawiam 8/10, właściwie 7.5 bym dał, ale połówek nie ma(i dobrze).

Tak ogólnie to raczej średnia. "Cienie" mają parę fajnych momentów + sporo totalnie nijakich i nudnych, tak na moje oko, no ale zależy co kto lubi. 6/10 (z ciężkim sercem :/ )

Wielkim fanem Stovera nie jestem i nie podniecam się jak tylko ktoś wspomni jego nazwisko,ale muszę przyznać że Cienie przeczytałem w jeden dzień. Nie obyło się jednak bez zgrzytów, Lorda Shadowspawna wyobrażałem sobie trochę inaczej, nie jako "żywego trupa" który jest kimś w stylu "władcy marionetek" i jeszcze sama Bitwa o Mindor która dotąd kojarzyła mi się z długą kilku miesięczną kampanią i walką o każdą skrawek gruntu.8/10

Ciekawy pomysł z tymi topniakami, dużo humoru, inteligentne dialogi, ale reszta średnia, w większości nudna. Spodziewałam się czegoś nieco lepszego, nie jestem też jednak bardzo zawiedziona tą lekturą. 6/10

7/10. Fajny początek i zakończenie. I tyle, środek to masa średnich pomysłów. Poza tym nie lubię gdy jest wielka bitwa, żołnierze obydwu stron poświęcają się... I tu nagle przychadzi ten, ah, niesamowity, supermocny itd. Luke i spółka i okazuje się, że żołnierze to tylko muszki. Buch i pa, pa piechoto. Zero taktyki tylko nawalana a i tak problem rozwiązuje, ah, ten Luke i spółka. A te dylematy moralne są trochę naciągane.

7/10 - wszystko byłoby super, gdyby nie to ciągłe ględzenie o holodreszczowcach, topniaki (rzeczywiście za dużo było w tej książce udziwnień...) itp.

7/10, wszystko za ten nudny wątek Mindoran.

Zawiodłem się, wiedząc co nieco o bitwie o Mindor i znając inne ksiazki M. Stovera oczekiwałem czegoś lepszego.

Plusy
-holodreszczowce
-klimat książek z początku ery nowej republiki.

Minusy
-lord Shadowspawn
-Masę dziwacznych pomysłów (np.wygląd lorda, topniaki)
-nudna
-Mandalorianie wciśnięci na siłę

ocena 4/10

Nominowałem "Luke`a Skywalkera i Cienie Mindora" do nagrody Złotego R2 zaledwie po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, a więc niejako na kredyt, jednakże moją decyzję podtrzymuję - to bardzo dobra książka. Jest napisana dobrym stylem, wciąga niemal natychmiast i nie pozwala się oderwać od lektury. Niemniej jednak w miarę zagłębiania się w treść mój entuzjazm nieco zmalał, toteż decyduję się na wystawienie oceny 8/10.

Nie można odmówić tej powieści sporej dawki humoru, zgrabnie napisanych dialogów i kilku naprawdę świeżych pomysłów (Topniaki i ich natura, a przede wszystkim holofilmy z udziałem słynnego trio - bohaterowie Nowej Republiki są galaktycznymi celebrytami - czy tego chcą, czy nie - i naturalnym wydaje się, że będą pojawiać się udramatyzowane wersje ich przygód, które mogą posłużyć jako ważne narzędzie w intrydze szwarccharakterów).

Fajnie, że Stover sięgnął po bohaterów, którzy debiutowali w starych komiksach Manninga i ze stajni Marvela (Cronal, którego biografię autor starał się nieco naprostować i Shysa), aczkolwiek wciskanie tam Rostu i Vastora uważam za nieco wysilone i motywowane jedynie chęcią ponownego napisania o losach bohaterów, których Stover stworzył.

Słowa uznania należą się również za przemyślaną i interesująco opisaną bitwę o Mindora, aczkolwiek natłok wydarzeń chwilami utrudniał mi zorientowanie się, o co właściwie chodzi. Spodobał mi się również sposób ukazania charakterów kilku postaci, np. Hana, który jest tu uroczym łajdakiem pełną gębą, a la TESB (nawet sprzedaje prawa do ekranizacji swych przygód) i Lando (za postacią ta nie specjalnie przepadam, zwłaszcza w kilku jej książkowych "wersjach", natomiast tu Carlissian przedstawiony jako odpowiedzialny dowódca, który nie wyzbył się żyłki hazardzisty budzi moją sympatię). Także za pomysł na wykorzystanie droidów należy się Stoverowi pochwałą. R2 i 3PO nie stanowią tła, lecz są równorzędnymi bohaterami, a każdy z nich ma coś istotnego do zrobienia. Akcja powieści jest wartka, zaś do fabuły sprytnie wpleciono liczne nawiązania do EU (np. wspomnienie o Kadannie)i okresu Wojen Klonów.

W każdej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. W tej również. Fabuła, choć interesująca jest raczej przewidywalna (nie mam na myśli tego, że główni bohaterowie muszą przetrwać, bo to oczywiste, raczej chodzi o to, iż cała intryga tylko pozornie wydaje się skomplikowana, gdyż w połowie lektury można już domyślać się rozwiązania) kilka wątków jest zwyczajnie nużących (Aeona i jej towarzysze). Męczą również niektóre opisy, np. te dotyczące przemyśleń Cronala. Stover miał też tu fajne pomysły, których do końca należycie - moim zdaniem - nie wykorzystał (Pionki, Blackhole stormtroopers widzący w Luke`u nowego Imperatora). Najbardziej jednak dokucza tu charakter młodego Skywalkera. W pół roku po Endorze, w bitwie której bodycount miał dotknąć Luke`a do żywego ten już mówi i zachowuje się jak Mistrz Jedi z wieloletnim stażem. Gdzie ten Luke, którego ufność w Moc i wyszkolenie szły w parze z jego młodzieńczą werwą i charakterem? Nie tutaj. A przecież minęło ledwie 6 standardowych miesięcy od zniszczenia DS II, nie dekady.

Podsumowując: bardzo udana pozycja, mimo kilku słabości. Zasłużona ósemka dla Matthew Woodringa Stovera.

Stover nigdy nie schodzi poniżej wysokiego poziomu... prawie niedostępnego dla innych autorów :). Książka genialna, co tu dużo mówić. Wspaniale opisana bitwa o Mindor, doskonale przedstawieni bohaterowie (Luke, Han, R2 :D)... Panie Matthew, dycha się należy dla Pana :).

Jak chcę kolejnej powieści SW Stovera!

no kupiona, zabieram sie do lektury

No i nie dam Stoverowi dziesiątki... Aż mi głupio, ale nie dam. Owszem, książka jedna z najlepszych, ale gorsza od jego poprzednich i jak dla mnie zbyt płytka. Miło było zobaczyć znajome postaci, fabuła też niezła, fajny humor, nawet Topniaki mi nie przeszkadzały. Ale za całość daję 9/10

Książka świetna, choć... czegoś było brak. Wciągnęła, to fakt, ale kilka rzeczy mi tak nie Gwiezdnowojennie wyglądało. No ale była ok. Tak... 8/10:p

Po prostu wspaniała książka. 10/10

Dałem 8. Bo jest faktycznie bardzo fajnie napisana, ale momentami nie trafiały do mnie te ciągłe przemyślenia i psychologia.

Za charakter Hana - 10, humor też niezły.

Ode mnie 9/10. Na forum recenzja.

Wrzuć recenzję na swojego śledzika :d!

Wkoncu pozycja przeycztana. Ogolnie dosyc szybko przeczytana gdyz forma podana przez Pana Stovera bardzo wciaga i szybko sie wciaga te ponad 300stron. Na plus moge zaliczyc wkoncu "ludzkie" zmeczenie Luke'a wojna i jego zachowanie - po tylu walkach nawet Skywalker moze byc zmeczony i wkurzony. Dobre klasyczne zachowanie Hana, Lei i Chewiego. Procz tego osoby Lando, Mandalora czy Nicka ze swoja rudowłosą wybranka serca. Naprawde doceniam w tej ksiazce stany emocjonalne jakie nam zaprezentowal Stover w Luke'u Skywalkerze. Natomiast na minus moge przytoczyc wkoncu nuzaca opisy Ciemnosci i Topniakow. Koniec koncow ocena 9/10 co jest troche na wyrost bowiem ksiazka jest "tylko" bardzo dobra, lecz w porownaniu do innych pozycji tego roku (2009) jest to swietna pozycja, która kazdemu polecam

Jeżeli ktoś oczekuje książki w stylu Punkt Przełomu to się niech za tą książkę nie bierze...

5/10

Już niedługo będę miał tą książkę i jestem ciekawy czy będzie mi się podobac :P

Książka wielowątkowa, pomimo tego łatwo się ją czyta. W dodatku pojawiają się starzy znajomi. Przyjemna lektura 10/10

daleko tej książce do oceny 10, topniaki, latające wulkany trochę kojarzą mi się z trylogią Landa co na pewno nie jest plusem, aczkolwiek Lando tutaj był znośnie przedstawiony, gdyby zamiast skalnych ludków autor bardziej skupił się na mandaloriańskich komandosach mogło by być ciekawe. Poza tym znowu marginalizowane są osoby Vadera i Palpatine'a , to już chyba będzie jakaś tradycja w nowych książkach

Już dość dawno to czytałam, ale książka wyrabia. Ma wiele wątków pobocznych, wartką akcję, miłe dla oka djalogi. Jestem na tak. 10.10

Nie często się to zdarza, ale tym razem w zupełności podzielam ocenę LSa. Niby to ten sam Stover, ale już czegoś zabrakło, jakby wyczerpał swoją świeżość i pomysł w universum SW. Cały czas oczywiscie posiada on lekkie pióro co powoduje że czyta się go bardzo dobrze, nie zawodzi również humor, jednak konwencja fabularna jest już jednak kontrowersyjna. Stover w tej książce zbytnio jak dla mnie odsunął się w kierunku fantasy, potwory z masy skalnej itp. to zbyt komiksowe osobliwości jak na SW. W tym wszystkim oczywiście czerpie mocno z Punktu przełomu i jego bohaterów, to jednak nie jest dla mnie dyskwalifikujące, bo owszem SW jest duże, ale z drugiej strony po co ciągle na siłę wymyślac nowe postacie, a przy okazji budują się miłe nawiązania. Trudno powiedzie, że Stover rozczarował, ale wielu powie, że spodziewało się czegoś więcej po tak znamienitym autorze.

Ej ale serio usuńcie głos Lukesa bo to żenua. :/

Shedao----> To w takim razie bardzo nie obiektywna opinia, Stover poniżej pewnego poziomu nie zejdzie.

Monique to akurat pewnie przeczytała tą książkę najprędzej z nas. Ale Lukes to po prostu tragedia.

ej może takim idiotom jak LukeS i monique usunąc te głosy? Bo prawdopodobnie nawet tej książki na oczy nie widzieli a co dopiero przeczytali

Shadowspawn?Może być ciekawie.

ja juz zamówiłem z Anglii i sobie cierpliwie poczekam....

Dokładnie jak mówi Vos, bez sensu przed czytaniem wystawiać od razu 10/10. Tylko 2 razy spodziewałem się arcydzieła i nie zawiodłem, przy "Punkcie przełomu" i "Diunie" :P

Ja książki nie oceniam, puki jej nie przeczytam i wcale nie mam zamiaru dawać jej w ciemno 10/10, bo mało obchodzą mnie "predestynowania tej książki"^^

to kiedy będzie recenzja ???? cisza,cisza,cisza...

A dlaczego TA książka miałaby nie dostać 10/10? Jeśli już jakaś książka SW była zawczasu predestynowana do otrzymania takiej oceny, to właśnie ta.

Na TORze jest już recenzja. Aż nie byłem pewien co czytam. TA książka dostała 10/10? Nie uwierzę, aż nie przeczytam.

Kupować w ciemno. 10/10, a recka książki będzie na bank na Polterze i TOR.

kiedy będzie recenzja książki ?? nikt jej jeszcze nie przeczytał ?? ciekawi mnie jaka jest...

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.