Twórczość fanów

Z miłości do Imperium

Autor: Jaro



W Pałacu Imperialnym panowało wielkie poruszenie.
Nikt nie mówił o niczym innym, tylko o zniszczeniu Alderaana i rozwiązaniu Senatu, które nastąpiły tydzień temu. Na całej długości korytarza oficerowie rozmawiali ze sobą, ściszając głos podczas wymieniania uwag, które mogłyby okazać się dla nich niebezpieczne. Ale nie wtedy, kiedy mijał ich generał Roal Drayfus. Bo to był człowiek z zasadami.
Drayfus miał czterdzieści sześć lat, na jego krótkich włosach pojawiła się już pierwsza siwizna. Rysy jego twarzy powszechnie uważane były za "imperialne" - ostre, nieprzeniknione, nieskore do uśmiechu czy pobłażliwych gestów. Był to wizerunek nieco mylący - generał może nie był duszą towarzystwa, ale nikt z jego znajomych nie miał go za zamkniętego w sobie: ot zwykły mężczyzna w średnim wieku po przejściach.
Drayfus pochodził z Chandrilli, jego ojciec był jedynym właścicielem Drayfus Tibanna Mines, bogatego konsorcjum, skupiającego najbardziej dochodowe kopalnie gazu tibanna w galaktyce. W wieku osiemnastu lat wstąpił do Coruscańskiej Akademii Sztuk Pięknych, lecz w ukończeniu choćby pierwszego roku przeszkodził mu poważny incydent. Pewnego dnia wybrał się po zajęciach do pobliskiego baru na drinka. Kiedy wracał, jego pijany kolega, któremu Drayfus niedawno odbił sympatię, postanowił się zemścić. Napadł na niego, lecz to Roal zachował większą trzeźwość myślenia i szybko zdobył przewagę. Nie miał jednak zamiaru oddawać napastnika do policyjnej izby wytrzeźwień. Udusił go i zrzucił ciało z tarasu. Wszystko jednak nagrały kamery bezpieczeństwa i następnego dnia pod kwaterą Drayfusa czekał już na niego komitet powitalny. Młodzieniec trafił przed sąd, gdzie okazało się, że sprawa jest dużo poważniejsza: ciało, które zrzucił, upadło na przelatujący śmigacz, który rozbił się o ścianę budynku. Zginęły dwie osoby, a powstałe uszkodzenia wymagały przeprowadzenia kosztownego remontu. Na Coruscant przyleciał wściekły ojciec Drayfusa. Wynajął najlepszych prawników na planecie, którzy udowodnili, że chłopak działał w obronie własnej, a zrzucenie ciała nastąpiło pod wpływem adrenaliny. Koniec końców sąd wymierzył karę trzymiesięcznego więzienia, chociaż na początku mówiło się o dożywociu. Stary Drayfus powiedział jednak synowi, że to ostatnia rzecz, jaką dla niego robi jako ojciec. Wykreślił go z testamentu, przestał też oczywiście opłacać jego studia, co i tak nie miało znaczenia - CASP szczyciła się swoją reputacją i nie przyjmowała w swoje szeregi przestępców. Drayfus po wyjściu z więzienia znalazł się na bruku bez grosza przy duszy. Zaczął dorabiać jako malarz portretów dla mniej wymagających, zamożnych klientów - dzięki temu jakoś stanął na nogi. Kiedy wybuchły wojny klonów, poważnie zastanawiał się nad zaciągnięciem się do armii, jednak nigdy tak naprawdę nie chciał bronić Republiki i po części rozumiał motywy Konfederacji. Toteż, kiedy przed dziewiętnastu laty Kanclerz Palpatine powołał do życia Imperium Galaktyczne ze sobą na czele, Drayfus był jednym z wielu, którzy wyszli na ulice, by bawić się i świętować śmierć starej, skorumpowanej władzy i narodziny nowej, silnej. Wstąpił do Akademii Imperialnej na Caridzie - wtedy jeszcze nie cieszyła się tak złą reputacją jak parę lat później. Ukończył ją w stopniu porucznika i zaczął szybko piąć się po szczeblach kariery. W końcu cztery lata temu wrócił na Coruscant, gdzie niemal od razu awansował na pułkownika, a parę miesięcy później na generała. Od tego czasu jego kariera stała w miejscu.
Drayfus był bowiem zagorzałym krytykiem Palpatine'a, od kiedy tylko przekonał się na własne oczy, w jaki sposób sprawuje on władzę. Szybko zyskał wielu zwolenników swoich przekonań, a gdy tylko konstrukcja Gwiazdy Śmierci została po wielu latach przerwy wznowiona, razem z generałem Romem Mohcem (chociaż tamten uczynił to z zupełnie innych pobudek) sporządzili petycję o przerwanie prac, którą podpisało blisko trzy tysiące oficerów. Mimo to Palpatine ją zignorował. Dopiero jednak późniejsze działania Drayfusa sprawiły, że Pałac Imperialny zdecydował się mieć go na oku.
Generał doszedł szybkim krokiem do wind prowadzących do komnat Imperatora - zadziwiająco łatwo uzyskał u niego audiencję. Nad kapsułami paliły się czerwone światła - znaczy, że poprzednia wizyta jeszcze trwała.
- Hej, Roal! - rozległ się zdziwiony głos.
Ze stanowiska technicznego machał do niego Trey Flight, porucznik o jasnych oczach i o zdecydowanie nieimperialnych rysach. Nosił czarny mundur, charakterystyczny dla służb technicznych. Drayfus z uśmiechem podszedł do niego - dzieliło ich blisko dziesięć lat, jednak od chwili, gdy się poznali, zawsze bardzo łatwo znajdowali wspólny język. Nawet pomimo tego, że Flightowi życie powiodło się zdecydowanie bardziej: miał kochającą żonę, wspaniałe dzieci i dobrze płatną pracę w bezpiecznych warunkach.
- Co ty tu robisz? - zapytał Drayfus.
- To chyba raczej ja powinienem cię spytać. A jeśli chodzi o mnie, to oddelegowali mnie, żebym sprawdził system - odparł Flight, odwzajemniając uśmiech. - Nie mówiłeś, że załatwiłeś sobie audiencję.
- Nie spodziewałem się, że dostanę ją natychmiast - generał rozejrzał się wokół. - Nikogo więcej nie ma?
- A myślisz, że ilu generałów przyjmuje w ciągu dnia Imperator? No i czemu niby wszyscy mieliby nagle zwalić się akurat do Palpatine'a? Urządza może proszoną herbatkę? A to cham, mnie nie zaprosił...
- Sprawa jest poważna, Trey. Cholernie poważn`a - wycedził przez zęby Drayfus. - Patrz, co dziś znalazłem w salonie! Przyczepione do cegły, obok zbitego okna!
Wyciągnął z kieszeni kawałek papieru i podsunął go Flightowi pod nos.
- Czytaj! - rzucił.
- "Pamiętamy o Alderaanie. Palpatine za to zapłaci. Tak jak każdy inny imperialny skur..." - porucznik podniósł oczy.
Drayfus wpatrywał się w niego niecierpliwie, a nie doczekawszy się reakcji, zapytał: - I co?
Flight przegryzł wargi.
- W sumie spodziewałem się czegoś takiego... ale dlaczego mieliby mieć coś do ciebie? - zapytał. - Przecież nie miałeś nic wspólnego z Gwiazdą Śmierci. Ba, gorąco sprzeciwiałeś się jej budowie!
Generał machnął ręką.
- Przecież nie podawano tego do publicznej wiadomości, zapomniałeś już?! W oczach Rebeluchów jestem zwykłym... zresztą sam czytałeś. Zresztą nie ma nic złego, jeśli cię te cholerne gówniarze nienawidzą, prawda? Wprost przeciwnie. Co innego, jeżeli lubią…
Porucznik pokiwał głową.
- Ciekawe, ile osób dostało coś takiego?
- Pewnie sporo. Co jak co, ale na Coruscant nietrudno znaleźć cegły. Tak samo jak papier.
- I dlatego umówiłeś się z Palpatine'em? - zapytał Flight z niedowierzaniem.
- Można powiedzieć, że to kropla, która przelała czarę goryczy - odparł Drayfus, spoglądając na kartkę. - A zarazem bezpośredni dowód na moje uwagi odnośnie stylu Imperatora.
Porucznik zamrugał.
- I co, zamierzasz wygłosić przed nim tyradę? Stary, padło ci na mózg?! Przecież znasz treść Trzech Stwierdzeń.
Generał uśmiechnął się. Trzema Stwierdzeniami nazywano jedyne trzy zdania, które można było powiedzieć do Palpatine'a bez obawy poszatkowania przez Gwardzistów: "Oczywiście, natychmiast się za to biorę", "To nie ja, to on... nawiasem mówiąc nie podobają mi się niektóre z jego poglądów" i "Ślicznie Wasza Wysokość dziś wygląda, to nowe szaty?". Ostatnie z nich najpewniej nigdy nie zostało wypróbowane.
- No cóż, pozostaje mi liczyć, że będzie w dobrym nastroju.
Flight westchnął.
- Nie obiecuję, że odzyskam twoje zwłoki.
- Może nie będzie potrzeby. Wystarczy tylko przedstawić argumenty spokojnie i rzeczowo.
Porucznik roześmiał się.
- No to super! Poza tym kawałkiem o spokojnym przedstawianiu argumentów...
- Spokoju to mi akurat nie brak!
- Nie, stary: spokoju to ci akurat brak! - Flight przewrócił oczami. - Jesteś umówiony, więc teraz to i tak nie ma znaczenia... swoją drogą, jak ci się udało tak szybko uzyskać audiencję?
- A ja wiem? - wzruszył ramionami generał. - Najwidoczniej ma dziś luźniejszy dzień.
- No pewnie, trudno wyobrazić sobie spokojniejszy okres... Zastanówmy się: tydzień temu rozwiązano Senat, rozwalono Alderaana, a zaraz potem Gwiazdę Śmierci...
- Nie mnie to oceniać. Najważniejsze, że w ogóle chce ze mną gadać.
- Gadać czy raczej słuchać? - zainteresował się porucznik. - Co mu zamierzasz powiedzieć?
- To, o czym mówię od miesięcy każdemu, kogo napotkam: że coś się w Imperium musi zmienić. Bo jak nie, to nie będzie trzeba Rebeluchów, żeby to wszystko szlag trafił...
Flight znowu przewrócił oczami.
- I akurat cię posłucha.
- Na to nie liczę.
Porucznik spojrzał krzywo na rozmówcę.
- No to po cholerę się umawiałeś?
- Chcę mieć czyste sumienie, jakby co. Zresztą jeżeli nie będzie innego wyjścia, trzeba będzie zastosować nieco bardziej radykalne metody.
- Co masz na myśli? - spytał Flight podejrzliwie. - Chyba nie mówisz o...
- Właśnie o tym, ale powtarzam: tylko jeżeli sytuacja będzie się walić dokumentnie. Szanuję Palpatine'a za to, że stworzył to Imperium, ale nie pozwolę mu go zniszczyć.
- Ty oszalałeś! Po pierwsze: nie tak łatwo pozbyć się Imperatora. Inaczej Rebeluchy dawno by to zrobiły! Poza tym sugerowałbym lekko ściszyć ton - ściany mają uszy nie od dziś.
Generał pokiwał głową.
- Nie ma ludzi nietykalnych. A niby kto ma podsłuchiwać?
- Przecież to Pałac! Też wybrałeś sobie miejsce na przedstawianie swoich planów na przyszłość...
- Paranoik z ciebie! Gdyby podsłuchy umieszczano tak blisko, jak uczą w Akademii, zakłócałyby się nawzajem. Więc spokojna głowa, wszystko mam pod kontrolą...
- Tak, tak, jasne... a wracając do tematu, to jakby zareagowali twoi "żelaźni" zwolennicy na wieść, że zamordowałeś Palpatine'a?
Drayfus uśmiechnął się.
- Ja? A komu bardziej zależy na jego śmierci? Mnie czy Rebelii?
- To tak łatwo nie pójdzie...
- Już moja w tym głowa. Zresztą miejmy nadzieję, że w ogóle nie będę musiał wprowadzać w życie tego planu.
- A zastanowiłeś się - Flight przeszedł do kontrofensywy. - czy to cokolwiek zmieni?
- Przepraszam bardzo?
- A co, myślisz, że sam nagle staniesz się wielkim władcą Imperium? Nawet pomijając fakt, że ze śmiercią starego masz nie mieć oficjalnie nic wspólnego.
- Hmm... - zastanawiał się generał. - A Imperium to w ogóle jaka monarchia?
- Co?
- No wiesz: dziedziczna czy elekcyjna?
- Elekcyjna raczej nie, no bo niby kto miałby wybierać nowego? Senatu już nie ma. A co do dziedzicznej... wydaje mi się, że Palpatine uważa, że będzie żył wiecznie.
- Może ma gdzieś na boku jakiegoś pierworodnego?
- Jeżeli tak, to mogę się założyć, że jego matkę cała Gwardia musiałaby przytrzymywać, żeby nie zwiała z łóżka Palpatine'a.
Obaj zaczęli się śmiać - Imperator z pewnością nie był obiektem kobiecych marzeń.
- Co do omawianej sukcesji... - Flight podjął temat, ocierając łzę z oka. - ...to następny w kolejce byłby chyba Vader.
- Vader? Wątpię. Co on w ogóle wie o rządzeniu?
- Sam przecież mówisz, że Palpatine też nic o tym nie wie.
- Niby tak... ale stawiałbym raczej na Sate'a Pestage'a - odparł generał.
- On? - Pestage był wielkim wezyrem Imperatora, jeszcze rzadziej od niego występującym publicznie. - Brak mu charyzmy.
- Przynajmniej nie zniechęcałby ludzi do Imperium.
- Kto wie? Władza robi z ludźmi dziwne rzeczy.
- W istocie... no cóż, to na razie i tak odległa przyszłość i tylko jeden z jej wariantów.
Drayfus rozejrzał się po korytarzu. Nad windami niezmiennie jarzyła się czerwień.
- Kto tam siedzi tyle czasu? – zapytał, spoglądając na zegarek.
- Prowadzili go goście z Wywiadu. Nie wyglądał na oficera.
- Jeszcze jakieś szczegóły?
- Zdaje się, że któryś z nich odezwał się do niego po imieniu... ale nie kojarzę jak.
- Przypomnij sobie - poprosił generał.
- Czemu cię to właściwie tak obchodzi?
- Lubię wiedzieć, na czym stoję. W jakim nastroju będzie Imperator.
Porucznik zaczął masować sobie brodę.
- Jak to było... takie śmieszne, nietypowe imię... Befel? A może Bevel?
Bevel? Rzeczywiście nietypowe, pomyślał Drayfus. Ale słyszał kiedyś o kimś takim. Nigdy się z nim nie spotkał, ale w wysokich kręgach Imperium swego czasu sporo się o nim mówiło.
- Bevel Lemelisk - rzekł bardziej do siebie niż do Flighta.
- Że niby kto?
- Bevel Lemelisk - powtórzył generał. - Główny konstruktor Gwiazdy Śmierci.
- W życiu nie słyszałem...
- Dane ludzi odpowiedzialnych za stworzenie stacji zostały utajnione dla bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwa ich czy Imperium? - uśmiechnął się Flight.
- Z tego co wiem, słowo "bezpieczeństwo" jest tu "szeroko pojęte".
Porucznik wskazał na drzwi windy.
- No to spodziewam się, że pierwszą częścią ciała pana Lemeliska, jaką zobaczymy w tej windzie, będą jego nogi.
- Raczej wątpię - odparł Drayfus. - Chodzą plotki, że od każdej sali audiencyjnej odchodzi specjalny szyb, który następnie wpada do komina jakiejś pobliskiej fabryki. Spodziewam się, że lądują w nim nie tylko osobiste śmieci Palpatine'a.
Flight spojrzał na towarzysza.
- Chyba jesteś szczęśliwy, co? Bez Lemeliska może nie będzie już więcej Gwiazd Śmierci.
- Nie sądzę. Jeśli Palpatine'owi zachce się następnej, dostanie ją. Nikt nie jest niezastąpiony. A co do mojej radości - generał zmarszczył brwi. - to z czego mam się niby cieszyć? Jestem przeciwnikiem polityki zabijania personelu niezależnie od tego, jakiego rodzaju jest to personel.
- Przynajmniej możesz mieć łatwiejszą przeprawę. Dla Palpatine'a zabicie kogoś na dzień dobry to lepszy początek dnia niż najbardziej pożywne śniadanie. Może będzie w humorze.
- Może. A nawet jeżeli będzie, to raczej szybko przestanie.
- Chyba nadeszła twoja chwila prawdy - porucznik gestem wskazał na windy. Nad trzecią od lewej czerwone światło zamieniło się w zielone.
Drayfus podszedł do mikrofonu przy drzwiach interesującej go kabiny. - Generał Roal Drayfus zgłasza się na umówioną audiencję - oświadczył.
- Jego Wysokość pana oczekuje - odparł beznamiętny głos, wydobywający się z niewielkiej kratki nieco powyżej panelu. Chwilę później otworzyły się drzwi i generał wszedł do środka.
- Lemelisk pojechał w innej - rzucił na odchodnym Flight. - Powodzenia!
- Dzięki! - odparł Drayfus, tuż zanim drzwi się zatrzasnęły.
W Pałacu znajdowało się co najmniej kilkanaście sal audiencyjnych. To, w której Palpatine przyjmował gościa, zależało od jego statusu społecznego i aktualnego nastroju Imperatora. To było jak dotąd trzecie spotkanie generała z niepodzielnym władcą galaktyki. Jak na razie przyjmowano go w tej samej sali, do której dojeżdżał tą samą windą co teraz. Oczywiście przy każdym szybie znajdowało się kilka sal, lecz generał podświadomie czuł, że i tym razem trafi do znanego już sobie pokoju. I nie rozczarował się. Gdy kabina znieruchomiała, a jej drzwi rozsunęły się na boki, jego oczom ukazało się nieszczególnie duże pomieszczenie podzielone na dwie kondygnacje. Po obu stronach windy stali Imperialni Gwardziści w czerwonych płaszczach, a dokładnie na wprost drzwi znajdowały się trzydziestostopniowe schody prowadzące na wyższą, tronową część sali. Idealnie na środku, na niezbyt przypominającym tron obrotowym fotelu siedział Imperator, w niewielkiej odległości od niego straż pełniła kolejna para Gwardzistów. Całą ścianę za Palpatine'em zajmował gigantyczny iluminator, ukazujący zapierającą dech w piersiach panoramę Coruscant. Dzisiaj było dość pochmurno, jednak Drayfus pamiętał swoją drugą wizytę, gdy słońce znajdowało się dokładnie naprzeciw okna – promienie, które oświetlały postać Imperatora, przydawały jej swego rodzaju boskiego majestatu. Ale w sali znajdowało się coś jeszcze: coś, co wzbudzało u generała wręcz niesamowity podziw i co zawsze ułatwiało mu rozmowy z władcą. Tym czymś było duże malowidło o wymiarach dwa na trzy metry, znajdujące się na prawej ścianie. Płótno zatytułowane było "Senat" i uważane było przez większość krytyków za największe dzieło Yllena Karotha, wybitnego malarza żyjącego na początku nowych wojen Sithów. Karoth, tak jak większość twórców tamtego okresu, był zagorzałym antyjediistą i w swoich obrazach dawał upust swojej krytyce Zakonu, a także ulegającej jego wpływom Republiki. Zarzuty malarza nie były zresztą bezpodstawne: od wielu stuleci Jedi notorycznie odmawiali wsparcia armii republikańskiej w jakiejkolwiek wojnie, która nie dotykała ich bezpośrednio. Opinia publiczna była wobec Zakonu coraz bardziej niechętna, pojawiały się zarzuty o korupcję wśród członków Rady, rycerze, w obliczu zwolnienia z większości podatków, przestali uczestniczyć w rozstrzyganiu sporów i tym samym podkopali swój status obrońców sprawiedliwości. Kiedy więc pojawiło się zagrożenie ze strony Sithów, Senat wcale nie miał zamiaru przydzielać swojej armii do pomocy Jedi. Jednak opłacany przez Radę Kanclerz Retcher pewnego dnia niespodziewanie oznajmił, że rezygnuje ze stanowiska na rzecz mistrza Trila Biateka, który miał rzekomo poprowadzić wspólną kontrofensywę Jedi i Republiki przeciw Sithom. Wywołało to ogromną falę oburzenia, stało się to, przed czym wiele lat później uchronił galaktykę Palpatine: Zakon przejął kontrolę nad Senatem. To, co stało się w gmachu później, ukazywał właśnie obraz Karotha.
W centrum, na wielkiej i niewyobrażalnie stromej iglicy, upozorowanej na mównicę, stał Kanclerz Biatek, wykonujący skomplikowane gesty. Ze wszystkich stron nacierali senatorowie, jednak żadnemu - czy to na skutek ciężkiej wspinaczki, czy to za sprawą "magii" Biateka - nie udawało się wedrzeć na samą górę i z przerażeniem na twarzy upadali między szeregi pozostałych senatorów, którzy, niezrażeni ich porażką, sami próbowali swoich sił.
Aluzja do despotycznego stylu polityki Jedi - niedopuszczanie innych do głosu za wszelką cenę - była oczywista. Ostatnio jednak zaczęto doszukiwać się również innych, bardziej ukrytych przekazów. Wydawało się, że Karoth krytykuje nie tylko Biateka, ale też urząd Kanclerza w ogóle: niedostępna dla zwykłych ludzi mównica stanowiła swoiste zaprzeczenie idei Republiki, podług której wszyscy byli sobie równi. Trudno też było nie zwrócić uwagi na zachowanie senatorów: w teorii szlachetni mężowie, reprezentujący interesy swoich narodów, w praktyce - kłótliwi, nieumiejący współpracować szaleńcy. Ludzie na obrazie przepychali się i utrudniali innym dotarcie na szczyt iglicy. Pod ich stopami dało się dostrzec szczątki tych, którzy pospadali, co stanowiło kolejny dowód na głupotę senatorów, uparcie usiłujących osiągnąć swój cel i niepotrafiących zrozumieć, że to niemożliwe.
"Senat" stanowił ukoronowanie kariery tego wybitnego twórcy. Nawet kompletny laik, który nie zwracał uwagi na takie rzeczy jak przesłanie autora, nie mógłby zaprzeczyć, że ma do czynienia z perfekcyjnym operowaniem pędzlem i światłocieniem. Zastanawiał się, za ile Imperator skłonny byłby sprzedać to dzieło. Jedno nie ulegało wątpliwości - suma ta przekraczałaby jego możliwości finansowe co najmniej tysiąckrotnie. Zresztą i tak nie miałby gdzie powiesić tak wielkiego płótna. Ale przynajmniej już trzeci raz miał okazję doświadczyć tej istnej uczty dla oczu. Żałował tylko, że wśród jego znajomych raczej próżno było szukać jakiegoś miłośnika malarstwa. Więc nawet nie miał się komu pochwalić.
- Czy mógłby pan z łaski swojej przestać gapić się na ten obraz? - surowy głos Palpatine'a wyrwał go z obłoków. - To nie galeria! Proszę tu podejść!
Wpatrywał się w malowidło co najmniej cztery sekundy, czyli bardzo długo, biorąc pod uwagę, że miał rozmawiać z Imperatorem. Gratulacje, pomyślał. Strzeliłeś sobie samobója na samym początku. Nieźle się zaczyna.


(1) 2 3 4 5


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,80
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
Vergesso 9 2008-08-24 11:07:56
jabco 8 2008-08-22 21:59:54
BartSkywalker 7 2008-08-21 14:46:44
Kasis 7 2008-08-20 13:44:07
Carno 3 2008-08-21 10:33:41

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (6)

Vergesso -> Piękne dzięki za ocenkę. ;) Chyba wniosek jest więc oczywisty - Palpatine mi nie wyszedł i następnym razem muszę nieco uważniej opisywać filmowych bohaterów.

No wiesz, tak jak powiedziałem, kontynuacji pisać raczej nie zamierzam - no bo o czym by miała być? Tak sobie roboczo ustaliłem, że wszystko poszło zgodnie z planem Palpatine'a, obaj Drayfusowie trafili pod sąd, starszy dostał dożywocie, młodszy - śmierć. Bo jakby uciekł/li, to co dalej? Przecież nie dołączył/liby do Rebelii, nie? ;) Może mimo wszystko jakoś dałoby się w ten sposób poprowadzić akcję, ale mówię - ja nie mam pomysłu. Jeżeli Ty miałbyś koncept i chęci, to śmiało możesz napisać ciąg dalszy, nie zatrzymuję dla siebie praw autorskich. ;D

Przyznam też, że nie chcę, tak jak Zahn, ryzykować stworzenia grupki bohaterów (Karrde, Thrawn, Mara, C'baoth), wokół której obracałbym się przez resztę życia, nie podejmując innych tematów - wolałbym stworzyć coś zupełnie nowego. I aktualnie pracuję właśnie nad nowym fanfikiem, którego akcja będzie się co prawda rozgrywała na Coruscant, ale to jedyna rzecz, która łączyć będzie oba te opowiadania. Jak wspominałem, bardziej skoncentruję się tym razem na aspekcie psychologicznym (ale, mam nadzieję, nie z tak tragicznym skutkiem jak w "Żalu"). ;)

Mi się bardzo opowiadanie spodobało. Świetny pomysł, dobrze poprowadzona fabuła, próba walki o przyzwoitość udaremniona przez wyciąganie błędów z przeszłości. Na początku faktycznie byłem przekonany, że osobnik w poczekalni przed gabinetem Sidiousa to klon Flighta. Zdziwiłem się mocno, jak się okazało, że to prawdziwy Flight. Tylko jeden minus: odniosłem wrażenie, że Palpatine robi z siebie takiego chamowatego tępaka. To do niego kompletnie nie pasuje. 9/10 ode mnie.
A dalszy ciąg będzie? Interesuje mnie albo proces, jaki wytoczą Drayfusom, albo udana ucieczka generała albo obu Drayfusów, a może coś jeszcze innego? Jestem ciekaw, co dalej.

Carno -> Dziękuję Ci bardzo za dłuższą, konstruktywną opinię. ;) I od razu mówię, że kontynuacji pisać nie zamierzam - aktualnie pracuję nad czymś zupełnie innym, nieco bardziej psychologicznym, mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej. Ale pozwolisz, że w niektórych punktach się z Tobą nie zgodzę:

- traktowanie generała - zwróć uwagę, że tak naprawdę rozmawiał on tylko z Imperatorem (wyższym przecież stażem) i kolegą (porucznikiem, ale jednak kolegą), a w koleżeństwie do protokołu stosować się nie trzeba, prawda?
- uzyskanie audiencji - myślę, że nie do końca zrozumiałeś - wszystko, cała ta cegła, która audiencję sprowokowała, była podpuchą, po prostu grą Palpatine'a.
- inteligencja Palpatine'a - no cóż, właśnie przyświecało mi przy tworzeniu tego fanfika pytanie: czy Palpatine jest tak naprawdę geniuszem czy idiotą? W innych tekstach, również kanonicznych, nie przejawiał jakiejś szczególnej inteligencji.
- stylistyka - mógłbyś bardziej rozwinąć?
- zabójstwo: no wiesz, na początku jest morderstwo jednego napastnika, a potem śmierć dwóch niewinnych osób plus koszty remontu - czego powinno być bardziej żal?
- człowiek z zasadami - chodziło mi raczej o to, w jaki sposób był przez innych postrzegany - w końcu raczej mało kto wiedział o tym incydencie z przeszłości.
- żona porucznika - tez prosiłbym o rozwinięcie, jeśli możesz.
- socjalizm - no cóż, państwom totalitarnym w rodzaju Imperium bliżej do socjalizmu niż demokracji, co nie?

Co do obrazu, to bałem się trochę, że część mu poświęcona będzie wyglądać trochę na dodaną ni z gruchy, ni z pietruchy, ale cieszę się, że Ci się podobała - takie chwilowe natchnienie przelane na papier (wirtualny).

Od razu mówię, że nie zamierzam się usprawiedliwiać wzorem twórców TCW, bo "robiłem film familijny". ;) Ale zależy mi, aby wypunktowano wszelkie "zady" i "walety" mojego opowiadanka, żebym wiedział, czego w przyszłości się strzec, a co rozwinąć.

Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki! ;)

,,ale jak jakiegoś szeregowca, którym można pamiętać"

Chodziło mi oczywiście o ,,pomiatać" :) Wybaczcie, w robocie to piszę :P

Opowiadanie niestety bardzo mnie rozczarowało. Mimo w teorii ciekawego pomysłu ( charyzmatyczny generał z masą zwolenników chce wywrzeć nacisk na Imperatora i dokonać reform ) wykonanie pozostawia wiele do życzenia, tak stylistycznie, jak fabularnie. Drayfus wypada niezwykle mało przekonująco, czuje się, że nikt go nie traktuje jako generała, ale jak jakiegoś szeregowca, którym można pamiętać. Uzyskanie audiencji ,,z powodu rozbicia szyby cegłą z dołączonym listem" pozostawię bez komentarza... Sam Imperator, w obu rozmowach, wypada fatalnie - zachowuje się jak stara baba, tudzież jak idiota - i żadna intryga tego usprawiedliwić nie może...nie mówiąc o tym że tej postaci brakuje błysku inteligencji Palpatine'a... A stylistycznie niestety w wielu miejsach opowiadanie siada... Przypomina niestety czasem typ ,,przyszedł, otworzył drzwi, przeszedł przez nie, usiadł"... Aha- rozbiło mnie też początkowo ,,sprAWA BYŁA O WIELE poważniejsza" - zabójstwo rzecz jasna nie jest wystarczająco poważne - dopiero wypadek śmigacza i spowodowanie strat finansowych..tia... Nie mówiąc o tym swoją drogą, że ,,człowiek z zasadami" mordujący z zimną krwią rówieśnika z powodu dziewczyny? Hmmm.... A jak doczytałem o tej żonie tego porucznika, to myślałem, że z łóżka spadnę ( czytałem w łóżku z laptopa wczoraj wieczorem:P).
Aha, one more thing - Palpatine socjalistą? Zgniły kapitalizm?:D Za dużo ,,Manifestu komunistycznego" Marksa i jego sponsora Engelsa kolego ;)

Aha - dodaje punkt za obraz ,,Senat". To mi się naprawdę bardzo spodobało, i wypadło bardzo dobrze. Niestety, reszta opowiadania nie dorównała tej części...

Ocena końcowa : 3+

Punkt za to, że doczytałem do końca, pół punktu za pomysł rozmowy z Imperatorem ( acz niestety zwalony ), punkt za ,,Senat", oraz punkt na zachętę :)

Liczę na to, że doszlifujesz swój warsztat przy pisaniu kontynuacji, i przemyśleniu fabuły ;)

Dla mnie największym plusem tego opowiadania jest to, że nie skupia się na walkach, fajerwerkach, Jedi itp.
Ale ma też swoje wady. Nie do końca udało Ci się stworzyć klimat świata SW, za dużo tu naszej Ziemi, naszych zwyczajów i nazw. No i muszę przyznać, że nie podoba mi się w wielu miejscach Imperator. Momentami jego słowa..., no po prostu nie widzę go takiego. Bez względu na jakąkolwiek intrygę.
Ale ogólnie jest całkiem nieźle:)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.