Twórczość fanów

Ja tylko uwalniam dusze...

Autorka: Death



Zapach skóry, palonej w laserowym ostrzu świetlnego miecza, trzask łamanych kości, jęki dogorywających… to wszystko z początku napawało Darth Maula odrazą. Im więcej jednak zabijał dla swojego Mistrza tym bardziej się do tego przyzwyczajał. Sianie śmierci stało się dla niego źródłem przyjemności, której nie mógłby porównać do jakiejkolwiek innej.
Teraz właśnie napawał się tą chwilą.
Wykonywał drugą część planu swojego Mistrza mającego na celu zniszczenie organizacji Czarne Słońce. Zdążył sobie już poradzić z pierwszym oddziałem kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby żołnierzy i teraz zerknął tylko, czy aby na pewno dobił wszystkich, co było zbyteczne – nikt, kto był w zasięgu jego miecza nie uchodził z życiem. Już miał kontynuować swoją wędrówkę, gdy nagle coś poczuł. Szybko się odwrócił, jednak nikogo nie spostrzegł. Dla pewności rozciągnął jeszcze świadomość wzdłuż niewidzialnych linii Mocy. Przez chwilę widział małą, ledwo wyczuwalną plamkę, bardzo ciemną, która już po chwili zgasła tak szybko, jak się pojawiła. Darth Maul wzniósł tylko brwi w lekkim zdziwieniu i wymazał cały incydent z pamięci. Ruszył dalej.
W samą porę… pomyślała i z powrotem znalazła się przy trupach.
Kilka czy kilkadziesiąt przeciwników – to nie stanowiło żadnej różnicy. Efekt zawsze będzie taki sam… To była pierwsza myśl Maula, po wykończeniu siedmiu kolejnych, ponoć najgroźniejszych istot w Galaktyce. No i jakiegoś frajera, który zmarł na skutek próby zajrzenia w głąb umysłu Zabraka. Głupiec…
Zerwał z siebie resztki tego, co pozostało z jego peleryny, klnąc przeraźliwie jedynie w duchu.
Tym razem nie starał się jej nawet zauważyć. Szybko rozprawił się z bezbronnymi Vigami, po czym ruszył za uciekającym, niejakim mistrzem Leksem.
Kiedy walczył z wiedźmą z Dathomiry grzecznie czekała w bezpiecznej odległości, podziwiając doskonałą technikę, perfekcyjne ciosy, a także wyćwiczone mięśnie, widoczne teraz w całej okazałości nagiej klatki piersiowej. Z niesmakiem popatrzyła na martwe ciało wiedźmy spadające do wody płynącej poniżej pomostu, na którym walczyli, poczym skoczyła za nim. Maul tymczasem prowadził pogawędkę z główną szychą Czarnego Słońca. W ferworze walki, która wywiązała się minutę później dostrzegła ranę na czarno-czerwonym ciele. Ranę, która już po chwili została krwawo pomszczona.
Nie mogła się powstrzymać… Najmniejszy, nieostrożny szelest sprawił, że błyskawicznie ustawił się w pozycji obronnej. Przez chwilę patrzył w miejsce, gdzie stała, ale rozżarzone oczy tak naprawdę niczego nie widziały. Nie mogły. Odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Misja zakończona.
Podreptała za nim, starając się wyciszyć odgłos swoich kroków. Widziała wyraźnie, jak w jego umyśle kiełkuje pewne podejrzenie. Nie mogła pozwolić, by kiedyś dojrzało i opuściło podświadomość. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Nie była przy nim, kiedy medytował. Nie mogła widzieć, jak rozmawiał z Mistrzem, jak trenując stawał się coraz szybszy i coraz mocniejszy. Ale gdyby tylko był w stanie, mógłby wyczuć cień jej obecności, ponieważ jak każdy Sith był z nią związany już od momentu, kiedy to po raz pierwszy ujął w ręce miecz świetlny.


***


Darth Maul podążał drogą nowej misji zleconej mu przez Mistrza.
Spadłszy na stertę gruzu, po walce z Twi’lekiańskim rycerzem Jedi dopiero po kilkunastu minutach odzyskał przytomność. Jego mięśnie i kości wyły z bólu, ale to nie miało teraz większego znaczenia. Należało wykonać misję do końca…
Nagle usłyszał coś, jakby szum peleryny, tuż za sobą. Odwrócił się. Nic. Lekki ruch powietrza, jakieś narzędzie przecinające materię, tuż obok. Znowu jednak niczego nie zauważył i zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie oszalał.
Potrząsnął głową, jakby chciał przegonić tą niepokojącą myśl i podążył za swoimi ofiarami, które niechybnie zniknęły nieco wcześniej w drzwiach prowadzących do podziemnych tuneli metra.
Popatrzyła w jego kierunku z lekkim przerażeniem. Zaczął ją wyczuwać, a to raczej nie wróżyło mu dobrze na przyszłość. Całe szczęście, że nie wiedział jeszcze z kim ma do czynienia. Tyle pociechy.
- Panie… - wyszeptała z rezygnacją, wznosząc oczy ku niebu.
Maul oczywiście wyrżnął wszystko, co tylko pojawiło się na jego drodze. Zebrała więc tego dnia obfite żniwo, co trochę poprawiło jej humor.
Podobnie, jak poprzednio przyglądała się jego walkom z pewnej bezpiecznej odległości. Zawsze obserwowanie swojego ulubieńca w akcji stanowiło dla niej pewnego rodzaju osobistą satysfakcję, jednak potyczka z młodą Jedi była wyjątkowo nudna. No, dalej: skończ z tym – popędziła go w myślach i w tym samym momencie Sith podjął decyzję o definitywnym rozprawieniu się z padawanką. Oboje jednak nie przewidzieli jej bezczelnego planu wysadzenia w powietrze magazynu.
Maul wyskoczył z niego w ostatniej chwili, Ona nie musiała. Tylko odruchowo przymrużyła oczy. Ostatecznie nie można zginąć, gdy od wieków nie jest się już pośród żywych.

Darth Sidious patrzył surowo na swojego ucznia.
- Uczniu, wyczuwam że chcesz mi coś powiedzieć. – suche stwierdzenie.
- Tak, panie. – Sith nawet nie śmiał tego zatajać. – Jestem absolutnie pewien, że ktoś za mną chodzi.
- Tak… - barwa głosu jego Mistrza odrobinę się zmieniła. – To w istocie możliwe…

Walczył z Jinnem. Kolejnym Jedi skazanym na unicestwienie. Nikt nie będzie stawał na drodze między jego Mistrzem, a celami, które ten sobie wyznaczył…
Od czasu ostatniej, dziwnej rozmowy z Mistrzem nie czuł jej już ani razu. Teraz jednak wrażenia związane z jej obecnością powróciły z całą mocą. Była bardzo blisko, szczególnie w momencie kiedy pchnął mistrza Jedi mieczem.
Wiedziała o tym, już od dawna, jednak nie chciała pogodzić się z tą myślą. Mimo wszystko. Zbliżał się jego koniec. Nie był tego jeszcze świadomy. Nadszedł czas, by mu to uzmysłowić… nadszedł czas długo oczekiwanego spotkania… Nie mogła się nim cieszyć. Nie teraz. Spuściła głowę.


***


Mrugnął oczami i nagle zobaczył, jak wszystko znika w perlistobiałej, ciężkiej mgle. Próbował się poruszyć, ale ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Nie mógł być na to przygotowany i nie był. Właśnie zaczął zastanawiać się, czym to wszystko mogło być spowodowane, gdy usłyszał przed sobą dziwnie znajomy odgłos obcasów, stukających o posadzkę. Znowu poczuł i zobaczył czarną plamę, tym razem jednak znacznie większą i jaśniejącą wyraźnie w jego świadomości.
Powoli wynurzyła się z mgły. Maul nie znał słów, którymi mógłby ją określić. Była wysoka, szczupła i bardzo piękna. Na długich, smukłych nogach czerniały sięgające połowy ud buty na wysokim obcasie. Opadała na nie, również czarna, króciutka spódniczka. Głęboka czerń golfu i sięgających nasady ramion rękawiczek silnie kontrastowała z przeraźliwie bladą skórą, przy której bladła nawet otaczająca ją mgła. Na śmiertelnie jasną twarz opadały czarne, lekko falowane włosy dotykające odsłoniętych ramion. W pierwszym ułamku sekundy przez rogatą głowę Darth Maula przemknęła myśl, że ta istota jest tylko zwyczajną kobietą. Ale zauważywszy pelerynę i osadzone na długiej rękojeści srebrne ostrze kosy, które rzucało matowy blask napawający jego ciało chłodem, nie mógł mieć więcej wątpliwości.
Stała przed nim Śmierć.
Bardziej czuł to, niż wiedział. Śmierć, której całe, tak nierealne ciało było martwe; nie oddychała, od momentu pojawienia się tutaj nawet nie drgnęła. Jej oczy… tylko one były żywe. Całkowicie czarne, głębokie z na wpół wesołymi, na wpół złośliwymi iskierkami uważnie go obserwowały. W kąciku srebrnych warg dostrzegł zaschniętą kroplę czarnej krwi.
- Tak, Twoja… - nie otwierała ust, a przecież słyszał ją wyraźnie. Była pierwszą osobą w jego życiu, która mu się naprawdę spodobała. Tak pociągająco mroczna, tak podniecająco blada… Ale czuł do niej również, prawie od początku bycia Sithem, wielki szacunek, graniczący z czcią. Bohaterka zajmujących opowieści Darth Sidiousa stała teraz przed nim. Pani śmierci, bogini tortur przybyła osobiście, była tu tylko dla niego.
- Darth Maul… - głos przyprawiający o lodowate dreszcze.
- Witaj. – był całkowicie spokojny. – To zaszczyt móc cię spotkać, pani…
- Widzę, że cię nie zaskoczyłam…
- Trochę tak. Nie spodziewałem się zobaczyć ciebie, pani, tu i teraz, ale… - w jego oczach dostrzegła nagle błysk zrozumienia. - Znamy się przecież od dawna. Chodzisz za mną krok w krok…
- Tak… To była prawdziwa przyjemność patrzeć jak ich wykańczałeś, a także podziwiać twoją doskonałą technikę walki… Nie mogłam narzekać przy tobie na brak zajęcia… - pochodząc do niego uśmiechnęła się; powiało chłodem. – Czy wiesz, co oznacza nasze spotkanie? – spytała, dotykając ręką jego policzka.
Nagle ogarnęło go tak przenikliwe zimno, że aż westchnął mimowolnie. Czuł lód, okrywający wnętrzności, mrożący krew – tak potężny, że nawet jego rozżarzone oczy zaczęły powoli przygasać… Przezwyciężył go jednak wysiłkiem woli.
- Zabijesz mnie. – szepnął z trudem otwierając kostniejącą szczękę.
Po prostu stwierdził fakt. Śmierć cofnęła rękę, mróz całkowicie odstąpił i Maul natychmiast tego pożałował. Lodowaty ból był dla niego bowiem źródłem nowych doświadczeń, od których nigdy nie stronił. Owszem, nadal czuł chłód, będący skutkiem znajdowania się w tak nieprzyzwoitej bliskości Srebrnego Kosiarza, ale to już jednak nie było to samo. Ten pokręcił lekko głową.
- Nie… Ja tylko uwalniam dusze… - ścisnęła mocniej kosę. - Będzie mi ciebie brakowało… Lordzie…
Mgła zaczęła się przerzedzać, by w końcu zniknąć razem z Nią. W ułamku sekundy Maul zorientował się, że wszystko wróciło do normy i zdał sobie sprawę ze straszliwego faktu: Obi-Wan wyskoczywszy z szybu pochwycił Mocą miecz swojego mistrza i ciął… Brak czasu na jakąkolwiek reakcję przekreślił szanse Sitha. Nawet nie czuł już bólu, ogarnęło go bezgraniczne zdziwienie. Nie mogło dotrzeć do niego, że nie przewidział… że nie potrafił się obronić… A potem… Gdy ciało runęło w dół, gasnący umysł miał czas już na tylko jedną, ostatnią myśl… Zawiódł Mistrza. Śmierć to najlepsza z możliwych kar w tej sytuacji… Obojętnie: wymierzona przez kogoś innego czy samobójcza… Szum peleryny… Świst kosy… Zamknął oczy, a kiedy je ponownie otworzył nie czuł już nic…

Sam nie wiedział, czym w tej chwili był. Nie mógł określić swojego wyglądu; tak naprawdę nie miał pojęcia, jak mogła wyglądać dusza obdarta z ciała. Ale to nie miało w tej chwili znaczenia. Dołem znikało to, co jeszcze niedawno było mu doczesnym. On sam nie należał już do tego świata. Wzleciał ku górze i opuścił szyb. Ukazało mu się pole walki i pokraczna scena, w której jego morderca rozckliwiał się nad dogorywającym mistrzem, który w tak ważnej chwili nawet o swoim uczniu nie wspomniał. Gdyby Maul żył, z pewnością prychnąłby ze wzgardą i okrywszy to żałosne przedstawienie „zasłoną miłosierdzia”, pozostawiłby je po prostu bez stosownego komentarza. Teraz też chciał już odejść, lecz ostatecznie powstrzymał się. Ku mężczyznom szła bowiem Ona…
Popatrzyła z niesmakiem na padawana i, od niechcenia, jak mogłoby się zdawać, machnęła kosą. Starszy z Jedi umarł momentalnie, a nad jego zwłokami zawisło coś, co prawdopodobnie było jego duszą, choć wyglądało co najmniej tak samo, jak ciało w którym przebywało. Kiedy zostało ponaglone dźgnięciem kosy grzecznie popłynęło w sobie tylko znanym kierunku i wniknęło w ścianę. Śmierć obrzuciła płaczącego Kenobiego niedbałym spojrzeniem i ruszyła ku wyjściu.
Odwróć się. Jeszcze tylko raz… Spójrz na mnie…
Przystanęła. Lekko uniosła głowę i odwróciła się wolno. Zobaczyła duszę Maula, delikatnie drgającą, unoszącą się nad wylotem szybu. Wyglądał prawie tak samo jak za życia, z tą różnicą, że kolory były wyblakłe a cały obraz jakby trochę rozmazany. Uśmiechnął się do niej… po raz pierwszy od chwili, gdy go poznała. Wiedziała, że nigdy nie zapomni tego uśmiechu, jednak nie potrafiła go odwzajemnić… Była bardzo smutna. Gdyby mogła, opłakiwałaby jego śmierć.
- On cię pomści… - głos lekko jej drżał. – Obiecuję ci… Żegnaj…
Zasalutowała mu, uśmiechając się blado i zniknęła.
Patrzył tępo w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała, sam nie wiedząc co dalej robić. Nagle znowu zaczął czuć wibracje Mocy i linie jej przepływu. Poddał się Jej, by odpłynąć ku całkowitemu zespoleniu z Ciemną Stroną w otchłani Wieczystego Mroku.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,93
Liczba: 15

Użytkownik Ocena Data
Darth Zabrak 10 2012-01-11 00:21:00
Death 10 2009-02-01 23:34:22
Misiek 9 2009-02-01 17:21:08
Carno 9 2008-12-20 22:33:01
Dorg 9 2008-08-31 19:15:53
Darth Edziaszka 8 2017-06-23 04:07:07
Wedge 8 2009-01-29 12:26:54
Nestor 8 2008-08-28 23:43:18
Horus 8 2008-08-28 20:29:43
Nadiru Radena 8 2008-08-28 14:31:20
Onoma 7 2009-04-04 22:37:45
Hialv Rabos 7 2008-08-28 21:37:26
Timonaliza1 7 2008-08-28 12:15:01
Kasis 7 2008-08-28 11:18:56
Garindan 4 2008-08-29 07:34:16

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (10)

Oryginalne. Wciągające. Intrygujące.

Świetne.

9/10

Lekt Ridan II - Yyy, sprecyzuj "tłumaczenia", bo nie rozumiem, co masz na myśli (jeśli to było do mnie, a mniemam że było).

PS. Też nie słyszałem o włóczniach z kryształowymi grotami...

Hmm... cóż konstruktywna krytyka również powinna być cenna. Nim zacznę słówko do NADIRU RADENA i RABOS'a - skąd wytrzasnąłeś takowe tłumaczenia? Doprawdy zabawne. Włócznie o kryształowych grotach? Prawdziwe rewelacje niczym Al-Kaida w Klewkach...

Lecz do rzeczy Death, Adeptko - fakt faktem - analogie komiksowe biją z każdego zakątka... lecz na sczerniałe kości Imperatora! Nie powinno mieszać się w tak niezrozumiały sposób dwóch światów. Fikcyjnych a jednak dość odmiennych. Oryginalność swoją drogą - tu należy Ci się pochwała. Mimo wszystko o przenosinach ciała astralnego i dematerializacji ciała wchłoniętego w otoczenie Mocy podaje choćby w przypadku umierającego Yody...
Kończąc - gwarantuje, że żadna dathomirska wiedźma dobrowolnie nie poddałaby się nauk u Sith - zwłaszcza u Sith pokroju Maula - Lord? Darth? Niech Marka Ragnos mnie kopnie w gadzi zad! Nie, nie i jeszcze raz nie... Maul to postać za komercyjna, na którą przyjemnie się patrzy bo przyciąga oko diabelnym wyglądem. Lord z niego żałosny... tyle ode mnie. Kolegów proszę o spokój, bez jatki.

Dziękuję za komentarze, każda krytyka jest cenna :) Weźcie też poprawkę na fakt, że ja to pisałam w gimnazjum :P pozdrawiam

Bardzo nowatorskie podejście, naprawdę mi się podobało. Jest trochę błędów gramatycznych, ale to się może każdemu zdarzyć. Bardzo mi się podobało, chociaż szkoda, że takie krótkie. 9/10

"Kilka czy kilkadziesiąt przeciwników" !? nowatorskie podejście do spraw gramatyki :)

Fajne :). Ciekawa wersja śmierci w kontekście Maula. Dość nowatorsko, aczkolwiek wyczuwało się ten element "ziemskości", o którym wspomniał Nadiru (czemu kosa, a nie inna archaiczna broń ze świata SW, np.: włócznie o kryształowych grotach używane przez starożytnych Sithów?). Myślę, że zwięzłość tego opowiadanka, także można zaliczyć na plus :)
7/10

Całkiem to ładne i oryginalne, chociaż niepozbawione błędów (np. brak odmiany słowa Darth, zabójca miast morderca itd.) i takie trochę... ziemskie. Poza tym nieco komiczny wydał mi się fragment śmierci Jinna, z tym "dźgnięciem kosą". Jak dla mnie 8/10.

Przyjemne opowiadanko.

Ładnie napisane, choć dziwnie czyta mi się o uczuciach Maula:P Jakoś tak... nie przywykłam;)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.