Wojny Klonów

Panel Lucasfilm na Comic-Conie

Panel Lucasfilm na Comic-Conie

25 lipca 2008

Steve Sansweet, szef relacji z fanami: To były niezwykle ambitne trzy lata. Zakładanie nowego działu animacji, w dodatku w dwóch krajach, wypełnianie go niezwykle utalentowanymi osobami, a potem produkcja czegoś o tak wysokiej jakości. Jest tak wiele historii do opowiedzenia, tak wiele miejsc do rozszerzenia w okresie Wojen Klonów. Najlepszą drogą, aby to zrobić, to użyć klasycznego sposobu opowiadania historii Star Wars w zupełnie nowym dla nas medium.

Jest mi ogromnie miło przedstawić państwu cztery osoby, które dawały z siebie wszystko aby stworzyć serial i film "Wojny Klonów". Proszę przywitajcie gorąco: głównego reżysera Dave’a Filoni, producentkę Catherine Winder, twórcę historii i głównego scenarzystę Henry’ego Gilroya, oraz montażystę Jasona Tuckera.

Nasi goście pracowali ściśle z Georgem Lucasem, aby stworzyć "Wojny Klonów". Jak udało im się przenieść jeden z najbardziej znanych historii w świecie do uniwersum animacji? Tego spróbujemy się dziś dowiedzieć.

Catherine, ty zaczęłaś tą pracę około czterech lat temu. Twoim zadaniem było zatrudnić całą ekipę, oraz uruchomić operację „The Clone Wars”. W jaki sposób zaczęłaś zabierać się do pracy gdy musiałaś zmierzyć się z czymś, co spotyka się z tak wysokimi oczekiwaniami, jak "Gwiezdne Wojny"?

Catherine Winder, producentka: Przy takim projekcie trzeba zająć się wieloma sprawami naraz. Czułam ogromną odpowiedzialność. Na początek musiałam wejść do głowy Georga i zrozumieć co konkretnie chciał, żebyśmy stworzyli. To było z początku bardzo trudne, ponieważ prawie nie miałam do niego dostępu. Był wtedy bardzo zajęty kończeniem "Zemsty Sithów", ale ja wydzierałam z niego po trochu potrzebnych informacji. Przede wszystkim George powiedział, że chce, żebyśmy stworzyli coś co wszystkich absolutnie zaskoczy, coś czego jeszcze nikt nie wdział na ekranie telewizora, coś równie dobrego jak animacje na ekranie kinowym. Coś naprawdę unikatowego. A to nie było łatwe zadanie. Pierwszą rzeczą jaką trzeba było zrobić, to znalezienie kreatywnej grupy osób, które dałyby radę osiągnąć ten cel. Spędziłam wiele czasu szukając odpowiednich osób, i miałam naprawdę wiele szczęścia znajdując Dave’a, Henry’ego i Jasona. Kiedy zaczęliśmy wszyscy razem pracować poczułam, że robimy coś naprawdę specjalnego.

Sansweet: Obiecałem Dave’owi,, że już nigdy nie wspomnę, że on własnoręcznie stworzył kostium Plo Koona i przebrał się za niego na premierę Epizodu III, więc tego nie zrobię.

Dave Filoni, reżyser: Za późno. Pobudka, Steve!

Sansweet: Byłeś fanem Gwiezdnych Wojen już od dawna, tak samo jest z wieloma osobami pracującymi nad "Wojnami Klonów". Jaka jest główna różnica między byciem zwykłym fanem, a branie aktywnego udziału w tworzeniu zupełnie nowego rozdziału sagi „Star Wars”?

Filoni: Tak szczerze mówiąc nie ma aż tak dużej różnicy. Ważne jest olbrzymie poczucie odpowiedzialności, kiedy przesiadasz się z miejsca na widowni aż tutaj. Czułem, że to bardzo ważne, aby cała ekipa, która ma pracować przy "Wojnach Klonów" odczuwała tak jak ja, że Gwiezdne Wojny to coś na czym się wychowaliśmy, w co wierzyliśmy. To było coś, co mnie bardzo zainspirowało, co inspirowało wiele pokoleń. Wydaje mi się to istotne. Szanowałem wszystkich, oraz ich opinie. Przychodzili do mnie porozmawiać o "Star Wars", a ja słuchałem, ponieważ chciałem się upewnić, że kiedy to zrobimy, zrobimy to dobrze, że będą to te "Gwiezdne Wojny", które wszyscy kochamy.

Sansweet: Sugerujesz, że fani miewają różne opinie na temat "Gwiezdnych Wojen"?

Filoni: Ludzie lubią różne filmy. Od epizodu I do VI, każdy film jest wyjątkowy, zupełnie inny od pozostałych, mógłbyś nawet opowiedzieć wiele o osobie, w zależności od tego, który film lubi bardziej.

Sansweet: Czy rozmawiacie o "Gwiezdnych Wojnach" w pracy? [śmiech] Wiesz co mam na myśli.

Filoni: Steve, my pracujemy przy "Gwiezdnych Wojnach", zdarza nam się rozmawiać o pracy.

Sansweet: Ale mi chodzi o głębsze filozoficzne dyskusje, o to, która rasa jest potężniejsza, która planeta ciekawsza...

Filoni: Tak, to też nam się zdarza. Ostatnia wielka kłótnia usiłuje rozstrzygnąć czy miecz świetlny może przeciąć Supermana? To trwa już z miesiąc, ale wciąż nie udało się rozstrzygnąć tego problemu. W Lucasfilm poświęciliśmy już olbrzymie ilości czasu na przemyślenia. [śmiech] Odpowiedź krąży wokół dwóch spraw, czy miecz świetlny ma w sobie kryptonit, albo czy Superman jest w pobliży żółtego słońca, czy nie. Steward Lee mógłby Ci tu wiele wyjaśnić.

Sansweet: To powinno Wam oddać pewien obraz naszego fanostwa gdy pracujemy nad "Gwiezdnymi Wojnami". One są naprawdę w dobrych rękach. Henry, ty miałeś już okazję pisać coś wcześniej do SW. Opowiedz nam trochę co robiłeś wcześniej i jak się to ma do tego co robisz teraz.

Henry Gilroy, twórca historii i scenarzysta : Pracowałem nad adaptacjami dla Epizodu I i II. Pracowałem nad kilkoma opowieściami z komiksów "Star Wars Tales", kilka pojedynczych historii z Obi-Wanem Kenobim. Myślę, że życie w świecie "Gwiezdnych Wojen", czy przynajmniej pisanie w nim, daje ci pewien pogląd o nim. Kiedy jesteś w tym świecie ciągle, zaczynasz się tu czuć jak w domu, dzięki czemu jest ci dużo łatwiej pisać o tym domu, kiedy znasz coraz lepiej ten świat i całe uniwersum.

Sansweet: Kiedy zostałeś zatrudniony nie spotkałeś nigdy Georga Lucasa. Jak to było wreszcie spotkać go osobiście, kiedy razem z Davem i Catherine zaczęliście opracowywać czym będzie ten serial?

Gilroy : Byłem oczywiście strasznie zdenerwowany. Byłem rozentuzjazmowany, ponieważ dostałem szansę wniesienia wkładu do sagi Star Wars, ale jednocześnie – jak mówił Dave – poczuliśmy wielką odpowiedzialność. Myślę, że moja nerwowość częściowo była związana ze spotkaniem Georga, ale też z drugiej strony za bardzo chciałem współpracować z Georgem, Davem, Catherine, żeby zrobić coś znacznie lepszego niż to co dotąd wszyscy widzieli. Poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko.
A co do naszej współpracy, Dave i ja zwykle spotykaliśmy się w takiej małej restauracyjce.

Filoni: To prawda, siadaliśmy zaraz na przeciwko Toys-R-Us [to duża sieć sklepów z zabawkami – dopisek tłumacza], więc wymyślaliśmy tam sploty fabularne, pomysły dla SW, żeby mieć co opowiedzieć George’owi, a potem przechodziliśmy przez ulicę do Toys-R-Us, żeby zrobić "badanie" co jest najciekawsze dla świata "Gwiezdnych Wojen" w tym tygodniu, oraz, żeby sprawdzić czy nie wszyło coś specjalnego. Potem wracaliśmy pracować dalej do baru.

Gilroy: Zdarzało nam się robić wyścig do sklepu, ponieważ mogła być tam tylko jedna figurka, a chcieliśmy ją obaj. Na szczęście byłem nieco szybszy niż reżyser.

Sansweet: Jason ty zostałeś montażystą. Nie jest tajemnicą, że jest to ulubiona czynność Georga, jak nieraz już mówił: „to prawda, tekst musi zostać napisany, musimy nagrać cały materiał, ale film powstaje tak naprawdę dopiero przy montażu i doprawdy kocham robić”. A wiec jak to jest montować film z, oraz dla Georga Lucasa?

Jason Tucker, montażysta : Początkowo byłem bardzo zdenerwowany, to z podekscytowania, z powodów o których mówił już Henry. Przede wszystkim kiedy pierwszy raz spotkałem Georga powiedział mi, że ma wiele szacunku dla montażystów, co mnie od razu uspokoiło. Powiedział, że ma wiele szacunku dla montowania, rozumiejąc je zarówno jako rzemiosło jak i sztukę. To bardzo widać w sposobie jego pracy, ponieważ widać, że jest celowość w sposobie jaki podchodzi do montażu. Tym samym odwołuje się do tradycji sięga aż do narodzin filmu. Jednocześnie potrafi być bardzo szeroko otwarty na nowe pomysły i naprawdę niesamowicie jest oglądać to i być tego częścią. Na koniec dnia to czego się nauczyłem przede wszystkim to klarowność. Żeby zrobić to wszystko przejrzystym, Żeby historia była wyraźna jak to tylko możliwe.

Sansweet: George znany jest z kilku słów, których używa przy reżyserii filmów aktorskich, a słowa te to: „szybciej, intensywniej”. Jak osiągacie to w animacji?

Tucker: Geroge powie „Chcę to przyspieszyć o 200 procent, co da nam 48 klatek na sekundę”, a ja odkryję, że tak to wygląda znacznie lepiej.

Filoni: Możemy zaprogramować przyciski w Avid . On mówi przyspieszcie to o 20 procent, przenieście to, wyśrodkujcie tamto, George ma wiele podobnych tendencji, więc Jason po prostu stworzył bank „Notatek Georga”, które możemy dodawać do ujęć co tydzień.

Tucker: Zapisałem jest sobie. Mam kilku przycisków, które przyspieszają o 20 procent, 30 procent, 40 procent...

Sansweet: Catherine opowiedz jakie były plany co do zaangażowania Georga w animowany projekt z początku, kiedy zostałaś zatrudniona, jak się potem zmieniały i dlaczego?

Winder: Z początku, powiedziano mi, że nikt nie wiedział jak bardzo zaangażuje się w to George. Mogliśmy go widzieć raz na rok, raz na miesiąc, mieliśmy się dowiedzieć dopiero w trakcie pracy. Kiedy zaczęliśmy pracować nad projektem, a on zaczął oglądać materiały, zaczął się tym coraz bardziej interesować tym co robimy i zaczął przychodzić do nas coraz częściej, ponieważ miał z nami dużo zabawy. Jednym z przełomowych momentów było kiedy zrobiliśmy krótki filmowy test, z przechodzącym Yodą stworzonym w naszym nowym rysunkowym stylu, a George akurat wszedł do pokoju i był zachwycony. Był tak podekscytowany widząc co tu robimy, że zaczęliśmy osiągać ten unikatowy wygląd, o który właśnie mu chodziło.

Gilroy: Pamiętasz co powiedział?

Winder: Tak. Ale ty to opowiedz.

Gilroy: To było bardzo klimatyczne ujęcie, w którym Yoda przechodzi przez gabinet Kanclerza Palpatine, przechodząc z cieni w światło. George zatrzymał klatkę i powiedział „My tu nie robimy telewizji, my robimy kino”. To była zachęta, żeby zrobić coś ponad typowy animowany serial, ale coś co naprawdę pozostaje "Gwiezdnymi Wojnami".

Tucker: To tak naprawdę mini-film co tydzień.

Winder: Absolutnie. My naprawdę robimy z tego mini-wydarzenia. Udoskonalamy je, zmieniamy, polepszmy. Spędzamy godziny razem z Georgem, Davem, Jasonem w montażowni, żeby zrobić to bardziej interesującym, żeby było filmowe jak to tylko możliwe.

Sansweet: Wciąż staram się to przetrawić. Będziemy widzieć prawdziwe krótkie filmy Star Wars co tydzień. W pierwszym sezonie będzie tego 22 odcinki. To jest całkiem eksctyujące .

Winder: Naprawdę jest. Ja już planuję przygotowywać popcorn i siadać z rodziną co piątek, żeby obejrzeć kolejny odcinek, ponieważ to są takie specjalne filmy rodzinne.

Sansweet: Dave, ty miałeś szanse pracować z nim samym. Z twórcą. Nie chcę za często korzystać z wyświechtanych powiedzeń SW, ale to jest pewnego rodzaju relacja mistrz i padawan? Jak to jest pracować dla George’a? Co z tego zyskujesz?

Filoni: To jest bardzo intensywne. To jest bardzo trudne. Ja odpowiadam George’owi Lucasowi. To jest człowiek, który nadzoruje wszystkie materiały, które ja prezentuję mu co tydzień razem z moimi ludźmi. To człowiek, który zrobił "THX" i "American Graffiti". To nie jest rada nadzorcza, złożona z osób nie mających pojęcia o kinie. To człowiek, który zrobił jedne z najsłynniejszych filmów w historii. Prezentować mu co tydzień nasz wspólnie stworzony materiał filmowy to jednocześnie przywilej i doświadczenie niszczące nerwy. Nigdy nie wiemy jak pójdą sprawy, w jakim będzie nastroju. On miewa różne nastroje, jak wszyscy inni. Jest bardzo dobrym mentorem i jesteśmy prawdziwymi szczęśliwcami, że zakończył swoje sześć filmów i myślę, że odtąd był gotów wziąć jakąś grupę osób i nauczyć je w jaki sposób lubi robić filmy, co w nich lubi. Myślę, że jest w takim miejscu, że jest gotów przekazać innym swoją wiedzę, swoją filozofię na temat filmów. Widzimy jak to się dzieje w naszych studiach animacji. Jednym z pierwszych projektów, jakie tworzył na uniwersytecie był film animowany. Jego miłość do animacji sięga więc bardzo dawna, a teraz on wreszcie spełnia swoje marzenie, mając własne studio animacji. Ja mam nadzieję, że ten projekt będzie pierwszym z wielu wychodzących z Lucasfilm Animation, nie tylko autorstwa tej grupy, ale też wielu innych grup zdolnych twórców.

Sansweet: Miło jest rozmawiać o tych wszystkich sprawach, ale przecież mówimy o przekazach audiowizualnych, więc może zróbmy chwilę przerwy, żeby zobaczyć pewną filmową ilustrację do naszych słów? Po raz pierwszy na świecie mamy dla was klip z filmu " Star Wars: The Clone Wars". Poproszę Dave’a kilka słów zapowiedzi tego co ujrzymy.

Filoni: A który pokazujemy? [śmiech]

Sansweet: …kryształowa planeta...

Filoni: Aha, na Christophis. No tak. No więc to będzie wielka bitwa na samym początku filmu z Obi-Wanem i Anakinem porzuconymi na Odległych Rubieżach. Wiem, że wszyscy chcecie obejrzeć ten materiał, więc już przestaję mówić.

Sansweet: Obejrzyjmy.

[Widzowie oglądają klip przedstawiający bitwę na Christophsis. Został on udostępniony w internecie, można go obejrzeć tutaj]

Sansweet: W jaki sposób i dlaczego podjęto decyzję o stworzeniu pełnometrażowego filmu na podstawie cotygodniowego serialu?

Winder: Bardzo dobre pytanie. Kiedy otrzymaliśmy pierwszy materiał z naszych studiów animacji i zaczęliśmy je oceniać z Georgem, oglądaliśmy je na dużym ekranie, żeby mieć pełne wrażenie z czym mamy do czynienia. George tak bardzo się podekscytował tym co widzi. Powiedział do Dave’a i mnie „musicie razem wymyślić jak zaplanować i wyprodukować film, który rozpocznie cały serial”. Chciał, żebyście Wy - fani, również zobaczyli to na dużym ekranie.

Sansweet: A więc Dave, w jaki sposób się do tego zabrałeś? Nie wziąłeś kilku odcinków i posklejałeś je w jeden film? Jaki materiał znalazł się w filmie?

Filoni: Cóż, wymagało to wiele pracy. Nie chcieliśmy prezentować zlepka połamanych kawałków. Chcieliśmy czegoś, co będzie miało kompletną historię. Na szczęście pierwszy motyw fabularny nad którym pracowaliśmy nadawał się na przekształcenie w pełną historię. Na szczęście w historii tej można było świetnie przedstawić Ahsokę jako nową postać. Wielu fanów było bardzo zaskoczonych, że Anakin miał Padawana, więc musieliśmy znaleźć sposób, żeby ją jakoś wprowadzić, dołączyć do fabuły, pokazać relacje z Anakinem. Myślę, że film pokazuje to dosyć dobrze.

Sansweet: Jak cotygodniowy serial różni się od filmu?

Filoni: W serialu mamy możliwość poruszenia wielu różnych spraw i scenariuszy. To bardzo ekscytujące. Film jest jedną kompletną ideą: wprowadzenie nowej postaci. W serialu mieliśmy duże możliwości, żeby zrobić coś naprawdę unikatowego z Gwiezdnymi Wojnami. Możemy zająć się tylko prostymi żołnierzami klonami walczącymi na linii frontu. Możemy zająć się mało znanymi postaciami, które pojawiły się w tle filmów, jak Kit Fisto, Luminara Unduli, czy Plo Koon. Jacy oni byli? Jak brzmieli? Jak traktowali żołnierzy? Opowiemy szeroki wachalrz różnych historii. Co robiła Padme w Senacie podczas wojny? Co z kanclerzem Palpatine? Jest mnóstwo miejsc, w których Henry mógł tworzyć swoje historie.

Gilroy : George wyraźnie wyjaśnił, że prócz opowieści wojennych Wojny Klonów miały być otwarciem do opowiedzenia mnóstwa różnych historii. Zatem zajęliśmy się opowiadaniem o tajemnicach, romansach, horrorze, znalazło się też trochę miejsca na humor.

Sansweet: Jason, montowałeś cały film, jak bardzo podobny jest on do pozostałych aktorskich filmów Star Wars?

Tucker: Film musiał mieć ten sam styl. W Gwiezdnych Wojnach jest wyraźny styl opowiadania historii, który wszyscy znamy, przede wszystkim przeplatanie się kilku motywów fabularnych, którego w filmie nie brak, jest też oczywiście „szybciej, intensywniej”, o którym wspominaliśmy wcześniej.

Sansweet: Henry ciekaw jestem waszych sesji fabularnych, które mieliście razem z Davem na samym początku. Jak daleko zachodziliście w wymyślaniu ogólnych pomysłów? Czy początkowo czułeś jakieś ograniczenia? Na jakie pomysły wpadałeś mówiąc ogólnie o fabułach?

Gilroy : Zawsze starałem się inspirować tymi samymi rzeczami, którymi inspirował się George. Myślę o Gwiezdnych Wojnach jak o wielkiej mieszaninie wspaniałego kina. Pierwowzór pochodzi od serialu z Flashem Gordonem z lat 30, ale przecież dorzucił też sporo z westernów z lat 40, oraz kreskówek Warner Bros. z lat 40, jest tam też sporo z filmów samurajskich z lat 50, oraz epiczne filmy wojenne z lat 60. Bierzesz to wszystko i mieszasz z baśniowością, do której każdy może się odnieść i to jest recepta w jaki sposób można opowiedzieć historię z Gwiezdnych Wojen.

Filoni : George zwykł dawać nam co tydzień nowy film do obejrzenia. Kiedyś dał nam film „Bitwa o Ardeny” ("Battle of the Bulge" z 1965 roku), zaczęliśmy o oglądać, a na ekranie wyświetla się, że wyreżyserował go Ken Annakin. Pomyśleliśmy „Anakin?” A potem w połowie filmu jedna z postaci mówiła „Mam bardzo złe przeczucia”. Każdego tygodnia dawał nam film i w każdym były podobne motywy. To musiały być filmy, które oglądał w młodości, które mu się podobały, albo go inspirowały. Na koniec filmu zapytaliśmy "George, czy Anakin to imię po Kenie Annakinie"? "Nie, nie, nie. To nie ma z nim nic wspólnego.", a kiedy Bronson mówi „Mam bardzo złe przeczucia”, George odpowiedział "Nie, to zupełny przypadek". [śmiech] To była naprawdę ciekawa i dobra edukacja. To kolejna rzecz jakiej nauczyłem się na temat Gwiezdnych Wojen: pochodzą one z naprawdę wielu dzieł z kinematografii, które George widział w młodości, które go kiedyś urzekły. Tak jak wy wszyscy, kiedy robisz własne historie, a jesteś czymś zainspirowany, to bierzesz z tego co znasz. Ale sami sobie zadajcie takie pytanie, jakie uderzyło Henry’ego i mnie na samym początku. No więc macie zrobić historię Gwiezdnych Wojen. O czym ją zrobicie? Więcej – macie zacząć opowiadać o Wojnach Klonów. Jaka opowieść będzie waszą pierwszą? Przy okazji – musicie pokazać tą historię George’owi Lucasowi, i możecie tylko mieć nadzieję, że pochwali wasz pomysł, że warto inwestować w tę historię. To było duże wyzwanie, nie jest łatwo mieć tak wiele pomysłów. Z czasem zdołaliśmy się do tego przyzwyczaić, ale początkowo Henry i ja kłóciliśmy się na temat tego, które z naszych pomysłów mu pokażemy.

Gilroy : Bardzo rzadko George blokował nasze pomysły. Zazwyczaj zachęcał nas, żeby stawały się one większe, coraz okazalsze. "Ta historia jest za mała. Chcę tutaj pięć planet, nie trzy".

Winder: To przyprawiało mnie o ból głowy.

Filoni : To dlatego, że ona kontroluje budżet.

Gilroy : George często mawiał "nie słuchajcie jej. Nie słuchajcie Catherine. Ignorujcie ją!"

Winder: Ja tylko chciałam, żeby to było dobrze zrobione!

Sansweet: Znacie trochę komiksów i książek. Co się dzieje, kiedy przedstawiacie postać z EU, która dotąd nie miała szansy odegrać dużej roli w historii Gwiezdnych Wojnach? Jak doszliście do pomysłu, żeby głównym czarnym charakterem uczynić Asajj Ventress?

Gilroy : George jest fanem komiksów. Czasem przeglądając komiks potrafi powiedzieć "tak, to jest naprawdę ciekawa wizualnie postać. Obejrzyjmy ją w serialu" Jest kilka elementów, za które, jak uważam, fani komiksów pokochają serial. Będziecie mieli szansę zobaczyć wielu waszych ulubionych bohaterów.

Filoni : Czasem musimy mu sami prezentować niektóre postaci i wydarzenia. Pracując nad pewnym pomysłem po prostu zaglądamy na Wookieepedię i drukujemy wszystkie potrzebne nam strony, potem pytamy George’a czy jest świadomy, że cały ten materiał jest dostępny, możemy zobaczyć o czym wie, a o czym nie wie, a on bierze to co chcieliśmy i usiłuje stworzyć z tego jedną spójną wersję, ponieważ Gwiezdne Wojny zbyt mocno się rozwinęły. Bardzo dawno temu słyszeliśmy, że Boba Fett nie był klonem, ale Jaster Mereelem, a teraz nie, teraz jest klonem. Wtedy dzwonimy do Lelanda Chee i on już jakoś rozwiązuje ten problem.

Gilroy : Leland Chee jest redaktorem całego EU, jest dla wszystkich wielką pomocą w Lucasfilm.

Filoni : Znawca ciągłości fabularnej. Mistrz holokronu.

Sansweet: Henry, jak w pisaniu serialu pomagały ci wcześniejsze doświadczenia przy tworzeniu scenariuszy do animacji, oraz pisaniu komiksów ze Star Wars?

Gilroy : Myślę, że wszystkie moje doświadczenia jakie miałem przy animacji prowadziły mnie właśnie do tego. Każda praca pisemna którą dostałem. Pracowałem przy takich serialach akcji jak "Batman" czy "Liga sprawiedliwości", przy "Bionicle" dla Miramaxu, które ma sporo epickiej fantastyki. Pracowałem przy "Lilo i Stitch", dzięki czemu mam doświadczenie przy rozwijaniu postaci głównych bohaterów i komedii. Gwiezdne Wojny mają przecież wszystkie te elementy. Każde narzędzie, którego użyłem kiedyś w przeszłości przydało mi się teraz przy Star Wars.

Sansweet: Myślę, że znów pora na chwilę przerwy. Mówiliście wszyscy od dawna, pewnie już zaschło wam w gardłach. Może pora na jakiś klip z serialu? (Publiczność zaczęła wiwatować) Czy możecie nas wprowadzić? Jak daleko dzieje się to w serialu?

Filoni : To jeden z początkowych odcinków. Pomyślałem, że będzie dobrze jeśli pokażę wam coś zupełnie nowego. Wiem, że widzieliście wiele rzeczy w filmie, ale tak naprawdę mamy bardzo dużo zupełnie nowych bohaterów. To co zobaczycie to cały pierwszy akt jednego z odcinków, w których występuje Luminara i pomyślałem, że bardzo będziecie chcieli się z tym zapoznać.

Sansweet: Odcinek nazywa się "Cloak of Darkness" („Osłona ciemności”). Zobaczmy.

[Widzowie oglądają klip z telewizyjnego odcinka przedstawiający Luminarę Unduli i Ahsokę Tano, które przekazują schwytanego Nute Gunraya Kapitanowi Argyus i jego Senackim Komandosom. Statek Jedi zostaje nagle zaatakowany przez siły Separatystów, którymi dowodzi statek z Asajj Ventress na pokładzie.]

Sansweet: Wydaje się, że w końcu będę musiał się przełamać i wreszcie kupię ten duży telewizor z HD. Co było dla was największą satysfakcją przy pracy przez ostatnie trzy lata przy Wojnach Klonów?

Tucker: Współpraca. To była największa satysfakcja. Oglądać Dave’a przy pracy i współpracować z nim przez ostatnie trzy lata, to było fantastyczne.

Gilroy : O tak, mam to samo. Współpracować z Davem, Jasonem, Georgem. Pracować z Catherine. Myślę, że stworzyliśmy coś co jest naprawdę nadzwyczajne. I w dodatku...to Gwiezdne Wojny. Dodawać coś do sagi Star Wars to było marzenie i przyjemność. Cała ekipa dosłownie kocha Star Wars i to widać. Po tym co widać na ekranie można wyraźnie powiedzieć, że oni naprawdę chcieli przy tym pracować.

Winder: Mieć możliwość, żeby zająć się tak dużym i ważnym zjawiskiem jak Gwiezdne Wojny i przenieść je w świat animacji, a potem oglądać czego ta pełna pasji drużyna z Lucasfilm dokonuje. Wszyscy pracowali tak ciężko i oglądając jak przekształca się od pustej kartki papieru, do tego co oglądacie na ekranie, czułam się naprawdę dumna, że jestem tego częścią.

Filoni: Myślę, że po prostu trzymanie przy życiu Gwiezdnych Wojen. Po obejrzeniu "Zemsty Sithów" nie wiedziałem jaka będzie przyszłość Star Wars. Wiedziałem, że zawsze będę lubił film i będę je ciągle oglądał, ale my pchamy Star Wars do przodu, a wy będziecie mieli teraz zupełnie nowy epizod co tydzień. To jest naprawdę ekscytujące i jestem dumny z tego i z ekipy, która to zrobiła. George mówi o serialu aktorskim, który chce zrobić, i z tego co usłyszałem, to zapowiada się znakomicie, więc macie na co czekać w przyszłości. Ogólny przekaz jest taki, że pomimo tego co podejrzewali niektórzy w 2005 roku, Gwiezdne Wojny są żywe i mają się dobrze. Dzięki oddaniu fanów widzicie je tu na Comic-Conie co roku, za każdym razem są numerem jeden. To bardzo schlebiające. Jesteśmy za to wdzięczni. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy za to coś oddać.

Sansweet: Nie mogę sobie wyobrazić, żeby Gwiezdne Wojny mogłyby być w lepszych rękach, niż ekipy, którą tu widzicie. Ludzie od animacji tutaj obecni, załogi w Singapurze, w Big Rock Ranch i w hrabstwie Marin. Proszę o gorące brawa dla naszych panelistów. Przed państwem: Dave Filoni, Catherine Winder, Henry Gilroy i Jason Tucker. Widzimy się wszycy w kolejce 15 sierpnia. A potem jesienią w telewizji, kiedy Wojny Klonów nadejdą do Cartoon Network i TNT. Chcemy podziękować wszystkim za wsparcie przez te wszystkie lata. Przyjemności z "Wojen Klonów". Dziękuję bardzo.


Tagi: Catherine Winder (2) Comic Con (2) Dave Filoni (6) Henry Gilroy (19) Jason Tucker (1) Steve Sansweet (5) The Clone Wars (252)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.